Oblicze łez - Część 1

Świt zapowiadał nadejście kolejnego dnia, ale nie dla mnie. Lekka mgła unosiła się nad brzegiem rzeki, a ja wiedziona plątaniną myśli, wspinałam się po betonowych schodkach na górę. Czy czułam strach? Nie potrafiłabym tego tak nazwać. Bardziej ukryty żal, że więcej nie ujrzę kolejnego poranka. Kaptur od bluzy częściowo zakrywał mi twarz, ale ja nie chciałam jej już nigdy oglądać na oczy. W najgorszych koszmarach nie wyobrażałam sobie, ile bólu można doświadczyć, gdy się jest innym niż reszta dookoła. Wspinałam się wyżej, aby dotrzeć na most, który jeszcze opustoszały, posępnie łączył dwa brzegi rzeki. Podeszłam do metalowej barierki, która była pokryta rosą i zimna jak moja gasnąca dusza.  Słońce w oddali unosiło się coraz wyżej, rzucając łunę światła na szumiącą w dole wodę. Ktoś przejechał obok samochodem, zawahałam się chwilę. Czy to moja ostateczna decyzja? Czy nie lepiej się zastanowić? Niestety nie było nikogo, kto teraz wybiłby z mojej świadomości te czarne myśli. Życie nie miało kolorów, zdawało się szare i bez wartości. Czy próbowałam je zmienić, przekonać otoczenie do swoich racji? Oczywiście, ale to było zbyt mało znaczące i widocznie za słabe z mojej strony. Trzęsącymi się rękoma chwyciłam mocno za barierkę, niczym akrobata zaczęłam wspinać się na nią z bijącym sercem. Czyli tak skończy się moje życie, które pomimo młodego wieku dwudziestu dwu lat, nie zdołało mnie przekonać do dalszego istnienia. Lekki wiatr powiał od wody, a ja stałam nad przepaścią, trzymając się tylko jedną dłonią, za metalową linę podtrzymującą konstrukcję. Spojrzałam w dół, ale nie kręciło mi się w głowie. Nigdy nie bałam się wysokości, nie miałam lęku przestrzeni. Nagle do głowy wpadła mi myśl, że nie zostawiłam wytłumaczenia swojej skrajnej decyzji, żadnego listu, notatki. Mogłam zadzwonić, ale po co, do kogo? Zwolniłam uścisk ręki i teraz już nic mnie nie ograniczało. Rozłożyłam szeroko ręce i zamykając oczy, chciałam rzucić się z wysokości.

Wtem usłyszałam męski głos, jakby przeznaczenie próbujące mnie zatrzymać.  
- Nie rób tego!
Nie odpowiedziałam, nie odwróciłam się, tylko na nowo zbierałam się w sobie. Zimne poranne powietrze owiało moje ciało, zachwiałam się lekko i otworzyłam oczy. Znów ten sam głos zaczął mnie niepokoić.
- Zejdź, porozmawiajmy.
Nie chciałam już z nikim rozmawiać, po tych wszystkich kłamstwach i przykrościach. Utwierdzili mnie tylko w przekonaniu, że słowa mogą boleć bardziej, niż ciosy. Nie wiem kiedy to się stało, ale poczułam że ktoś mnie chwyta za nogawki. Zachwiałam się i wtedy naprawdę zaczęłam spadać, ale nie poleciałam daleko. Ktoś mocno trzymał mnie, wciągając na górę, sapiąc przy tym z wysiłku. Chociaż nie ważyłam dużo, to i tak bardzo się męczył. Nie rozumiałam po co to robi, byłam wręcz wściekła, że przeszkadza mi w mojej świadomej decyzji. Skąd on się tam wziął tak wcześnie rano? Zostałam wciągnięta na most i padłam na beton. Łzy popłynęły mi z oczu, ale szybko je przetarłam.  
- Dzwonię po pogotowie, potrzebujesz pomocy!
- Nie dzwoń, wrócę do domu – skłamałam, skrywając swoje okropne oblicze pod kapturem.
- Widziałem co chciałaś zrobić. Nie ze mną takie numery. - dodał uparcie chwytając za komórkę.
Nie wiem co mnie wtedy napadło, ale rzuciłam się na niego jak dzika, wyrywając mu przedmiot z ręki.  
- Zabraniam ci! Nikt nie będzie mi mówił co mam robić! Nigdy! - krzyknęłam roztrzęsiona i rzuciłam przedmiotem o ziemię.
Spodziewałam się wyzwisk, wybuchu złości, czy nawet rękoczynów, gdyż komórka bardzo często stawała się wszystkim, co najważniejsze. On podniósł tylko zniszczony telefon i nadal na mnie patrzył.
- Jedziesz ze mną, sam cię zawiozę na pogotowie. - mówił uparcie, zbliżając się do mnie.

Zaczęliśmy się szarpać, a on ciągnął mnie do auta. Nagle moja głęboka czarna kapuza zsunęła mi się z głowy. On krzyknął jak wszyscy, co widzieli mnie po raz pierwszy. To był jeden z powodów, dzięki którym nie miałam ochoty żyć.  
- Dalej chcesz mnie ratować, szaleńcu?! - spytałam wpatrując się w nieznajomego, który miał przerażenie i odrazę wypisane na swojej twarzy.
Chwilę zatrzymał się w miejscu, po czym spieszył znów w moim kierunku. Złapał mnie mocno, tak że nie mogłam się ruszyć. Wrzucił mnie na przednie siedzenie pasażera i zapiął mi na siłę pas bezpieczeństwa. Sam zasiadł na miejscu kierowcy, nie patrząc już w moją stronę. Uruchomił silnik i ruszyliśmy. Myślałam, że ucieknie, albo mnie zwyzywa, ale on był bardziej uparty niż myślałam.  
- Ucieczka przed życiem, to nie rozwiązanie. - odezwał się jakby do siebie.
- Tak? A co proponujesz ekspercie? Znasz mnie może, wiesz jak mam na imię? Cokolwiek?
- Jestem w to zamieszany, nie chcę cię mieć na sumieniu … a i wisisz mi za nowy telefon. - odburknął obserwując z uwagą drogę przed nami.
Spojrzałam na niego ukradkiem, nie wyróżniał się niczym szczególnym z wyglądu. Krótko ostrzyżony brunet, z lekkim zarostem na twarzy, wygodna koszula sportowa, dżinsy, nic nadzwyczajnego. Na pierwszy rzut oka mógł mieć około trzydziestki, ale mogłam się mylić.  
- A może mnie porywasz? Zatrzymaj auto, wysiadam!
- Nie ma mowy, ja cię puszczę, a ty skoczysz z kolejnego mostu, co?

Nie odpowiedziałam, ale nie chciałam jechać dalej. Jeżeli trafię do szpitala, to poinformują moją rodzinę. Nieudana próba targnięcia się na życie, mogła mnie zamknąć w jeszcze gorszym miejscu, bez klamek i własnej woli. Tam dopiero pastwiliby się nade mną, co to, to nie. Pod wpływem impulsu, chwyciłam za kierownicę i przeszkadzając kierowcy, skręciłam nagle w bok. Nieznajomy puścił kwiecistą wiązankę soczystych słów i ledwo odepchnął mnie od kokpitu. Uderzyliśmy samochodem w pobliskie ogrodzenie, cudem unikając kolizji, z pojazdami z przeciwległego pasa.  
- Co jest z tobą?! - wybuchnął w moją stronę mężczyzna, który dotąd wydawał się oazą spokoju.
- Mogłeś się zatrzymać, patrz co narobiłeś!
- Ja? - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Ktoś ci kazał mnie ruszać? Nie znamy się, a ty do cholery odgrywasz obrońcę uciśnionych. Nie masz pojęcia jak długo planowałam …
- Wysiadaj! - krzyknął nagle, aż podskoczyłam.
Zakryłam twarz i szarpiąc się z pasem bezpieczeństwa, wysiadłam z samochodu targana mieszanymi emocjami. Wtem poczułam mocny ból i upadłam na jezdnię. Ktoś nade mną krzyczał, ale obraz stawał się niewyraźny. Potem zatopiłam się w ciszy.  

Otworzyłam z trudem oczy, nie wiedząc gdzie się znajduję. Kiedy chciałam poruszyć ręką, coś mnie uwierało. Jakaś przezroczysta rurka ciągnęła się za dłonią. Podłączyli mnie pod kroplówkę, a więc trafiłam do szpitala. Obolałe ciało, uparcie przypominało, że nadal żyję. Mój koszmar trwa, a ja nie mam na to wpływu. Rozejrzałam się ostrożnie. W jasnej sali znajdowało się kilka pacjentów, którzy patrzyli na mnie tak samo, jak wszyscy. Chciałam zapaść się pod ziemię, te spojrzenia mnie męczyły. Zaraz ktoś spyta, co mi się stało, że mam taką twarz. Nienawidziłam tego pytania, które powracało do mnie jak fale dobijające do brzegu, które napędza wiatr. Wtem do środka wszedł mężczyzna, poznałam tego drania, który udaremnił moją próbę samobójczą. Szedł w moim kierunku, po czym zatrzymał się przy moim łóżku.  
- Znowu ty?
- Tak. Będę cię dręczył. - dodał poważnym tonem. - Już wiem jak masz na imię, widziałem twoją matkę.
- Co? Rozmawiałeś z nią? Powiedziałeś jej o ...
- Nie. Wspomniałem, że miałaś wypadek, ale nic więcej.
Patrzyłam osłupiona na nieznajomego. Spodziewałam się, że opowie ze szczegółami, że ściągał mnie z mostu.  
- Dlaczego zataiłeś prawdę?
- Przysięgniesz mi tu i teraz, że więcej tego nie zrobisz.
- A ty mi uwierzysz?
- Przekonaj się.
- Dobrze, przysięgam, że nie będę skakać z mostu. - dodałam patrząc mu w oczy.
Zawsze mogłam w inny sposób odebrać sobie życie, ale mosty nie należały do dobrych pomysłów. On uśmiechnął się lekko, ale i tak sądziłam, że mi nie wierzy.  
- I niech tak pozostanie. Idę, zostawiam cię w spokoju z twoją rodziną …
- Zaczekaj, jak masz na imię? - spytałam, sama nie wiem po co.
- Tymon, trzymaj się … Anito. - dodał spokojnym tonem.
Nie wiem dlaczego, ale tym razem nie patrzył na mnie z odrazą, chociaż przez okna wpadało tyle światła. Nie wydał mnie, zabierając sekret ze sobą. Nie mogłam tego tak zostawić, nie wiem kim był, ale chciałam z nim jeszcze porozmawiać. Nie oceniał mnie, nie pytał o wygląd, który odbiegał mocno od przyjętych norm urody dziewczyny. Niestety wyszedł, znikając gdzieś w głębi szpitala. Nie wiedziałam wtedy, że los na nowo postawi go na mojej drodze.

1 738 czyt.
100%255
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 1676 słów i 9048 znaków

Komentarze (5)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 24 czerwca

    Łapka w górę. Zapowiada się niesamowita historia. O tak, będzie do czego wracać po pracy

  • Mmakao

    Mmakao 23 czerwca

    Intrygujące.
    Początek bardzo tajemniczy.
    Ale imię chłopką -Tymon, jakoś tak nie pasuję.
    Takie za ciężkie.

  • Somebody

    Somebody 23 czerwca

    Ciekawy pomysł

  • AnonimS

    AnonimS 23 czerwca

    Znowu mieszasz i gmarwasz te swoje intrygi i tropy. Pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame 23 czerwca

    Całkiem inne niż inne z twojego zestawu. Czwarte? Ok. Zdolniacho. Co z jej twarzą?