Oblicze łez - Część 10

Lato przemijało niepostrzeżenie, przy natłoku pracy i problemów domowych. W pewien październikowy poranek, szłam do firmy oświetlana bladym światłem latarni, a deszcz kropił jednostajnie po zużytym mocno parasolu. Omijając kałuże wkroczyłam do budynku, zaczynając codzienną procedurę, do której zdążyłam się już przyzwyczaić. Przebrana w uniform, ruszyłam na podbój czystości, uradowana, że nikt mi nie przeszkadza. W końcu znalazłam się pod drzwiami biura, gdzie pracował Fabian. Mając dostęp prawie wszędzie, weszłam tam z całym sprzętem, zaczynając ogarniać pomieszczenie. Chciałam już wyrzucać śmieci, gdy moją uwagę przykuł przedmiot wystający ledwo zza poszarpanych papierów. Wydobyłam go i oniemiałam. To była pozytywka, którą podarowałam mu na urodziny. Co ona tutaj robi? Zrobiło mi się potwornie przykro, jakby ktoś zdeptał mnie od środka. Przerwałam na chwilę sprzątanie, nakręcając malutką srebrną korbkę. Melodia zabrzmiała w pomieszczeniu, jakby płynęła unosząc się lekko w powietrzu. Wtem ktoś wszedł do środka, podskoczyłam.
- Kto tu jest?
Obejrzałam się szybko za siebie, podnosząc się mimowolnie z krzesła.
- Przepraszam, zamyśliłam się.
Kolega Fabiana spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, ale po chwili podszedł, biorąc z mojej dłoni lekko zniszczony przedmiot.
- Wczoraj wyrzuciła go do kosza, ale zrobiła to tuż po jego wyjściu. On tego nie widział, zupełnie nie wiem po co przynosi tu takie badziewie.
- Kto?
- Daria, popatrzyłem na nią, pytając co to jest. Odparła, że denerwuje ją, jak puszcza tę melodię po nocy.
Poczułam ukłucie w sercu, doprowadzające mnie na skraj wytrzymałości. Doskonale wiedziała, że będę z rana wyrzucała śmieci, może jej powiedział od kogo dostał pozytywkę. Miałam ochotę przetrzepać ją mopem, ale to tylko moja wyobraźnia podsuwała mi takie scenariusze.  
- Wezmę ten przedmiot, wciąż działa. - dodałam spokojnym tonem.
- Nie ma problemu, mnie to nie jest do niczego potrzebne.

Zebrałam resztę odpadków z kosza i wyszłam na korytarz. Targały mną mieszane emocje, ale musiałam nadal wykonywać powierzone mi zadania. Inny pracownik czyścił maszyną podłogę, a ja  wjeżdżając mopem, poprawiałam po nim w załamaniach. Zobaczyłam kątem oka, jak Fabian wchodzi do pokoju, w którym pracuje. Jego mina, jak u zbitego psa, nie przypominała dotychczasowego optymizmu, którym emanował na około. Musiało się coś wydarzyć, ale nie wiedziałam co. Wpadła na mnie Ewa, ciągnąc mnie prawie na siłę, do dawnego biura. Usadziła mnie na krześle, a ja wciąż dzierżąc mopa w ręku, patrzyłam na nią podejrzliwie.  
- Co ty wyrabiasz, muszę pracować, a ty …
- Nie uwierzysz. Wczoraj wybuchła taka awantura, że pół firmy było w szoku.
- Co się stało?
- Daria wpadła jak poparzona do Fabiana i krzyczała na niego. Nie wiem za bardzo o co poszło, bo zamknęła drzwi. Wygląda na to, że między koniec.
- Co ty mówisz? Jak to koniec?
- Wykrzyczała jak wychodziła, że odchodzi. Potem jak on wyszedł wróciła do jego pokoju, czymś rzuciła i wyszła wściekła jak osa.
Nagle w moich myślach zapaliła się iskierka nadziei. Fabian jest wolny, więc nie muszę się bać z nim rozmawiać. Kryłam w sobie, jak bardzo mi się podobał. Tym razem nie mogłam przepuścić takiej okazji, żeby spróbować z nim porozmawiać. Ktoś zaczął mnie wołać, ale do mnie to ledwo docierało. Jednak w końcu zebrałam się w sobie i już chciałam biec do Fabiana, kiedy wpadłam z impetem na Tymona, uderzając go w twarz mokrym mopem z frędzlami. Zaczął mimowolnie wycierać się, gdyż piekły go oczy. Pewnie resztki środka do czyszczenia wypłukały się za dokładnie.  
- Przepraszam … to niechcący …
- Moje oczy!
- Chodź ze mną … przemyjemy.
Wzięłam go do łazienki, niczym zakręcona pielęgniarka z ośrodka dla małolatów. Odkręciłam wodę w umywalce i zaczęłam przemywać mu piekące oczy. Po chwili podałam mu papierowe ręczniki, a on zaczął doprowadzać się do normalności. Kiedy spojrzał na mnie wyglądał jak syn spawacza, a jego zaróżowione białka, przywodziły na myśl zapalenie spojówek.  
- Muszę na ciebie uważać, jesteś niebezpieczna.
- Wybacz, już wracam do pracy.
Jego poważna mina, zmroziła mnie, niczym lodowy powiew.  
- Pani Anito, oby to ostatni raz.
- Panie Tymonie postaram się.
Sparodiowałam jego oficjalny ton, który niezmierne mnie bawił. Wybiegłam z łazienki, widząc Ewą duszącą się ze śmiechu przy ścianie. Uciekłam szybko, żeby nie narobić więcej kłopotów. Czekałam na koniec mojej zmiany i dopiero kiedy przebrana wyszłam z kantorka, skierowałam się do pokoju Fabiana. Drzwi były uchylone, więc wślizgnęłam się do środka, niczym duch. Ucieszyłam się, że jest zupełnie sam. Znów coś klepał na klawiaturze, wpisując komendy, które wykonywał zmyślny program. Jak zwykle wyczuł czyjąś obecność.  
- Jestem zajęty, proszę przyjść później.
- Fabian? Mogę zająć chwilkę?

Mój głos chyba miał na niego inny wpływ, gdyż w momencie porzucił wykonywane zadanie.  
- Anita. - jego twarz się rozpromieniła.
- Sprzątałam dziś i znalazłam coś, co do ciebie należy. Chciałam oddać …
- Co takiego?
Wydobyłam z torebki pozytywkę, podając mu ją wprost do otwartej dłoni. Zaczął ją badać palcami, w końcu rozpoznał przedmiot.
- Skąd … ona tu?
- Nie wiem, ale nie wydawało mi się,  że to ty ją wyrzuciłeś, chyba że prezent ci się nie spodobał i …
- Co ty mówisz, to wspaniała rzecz. - dodał wstając.
Szukał mnie w pobliżu, w końcu chwycił mnie za dłoń, przyciągając do siebie bliżej. Wyglądał jak nieszczęśliwe dziecko, skrzywdzona istota. Wtem przytulił się do mnie, a mnie przeszedł dreszcz po całym ciele.  
- Zostawiła mnie, mieliśmy brać ślub.
Z jego oczu popłynęły łzy, pierwszy raz widziałam, żeby płakał. On taki okaz radości pomimo przeciwności. Objęłam go mocno, po czym zaczęłam gładzić po włosach, żeby się uspokoił.  
- Może to nie tak, może zjadł ją stres, na pewno cię kocha. - odparłam, nie wierząc że to wypowiadają moje usta.
- Tak myślisz?
- Czasem kobiety tak mają, obrażają się, ale wcale tak nie myślą.
Oderwał się ode mnie, pomyślałam że sama na siebie ukręciłam bata. Chwycił za komórkę i głosowo wybrał jej numer. Odezwała się automatyczna sekretarka. Rzucił przedmiotem o biurko.  
- Nie rozumiem kobiet, są takie skomplikowane. Wybacz, ale taka jest prawda.
- Nie przejmuj się, nie może być tak źle. Idę, muszę wracać.
- Zaczekaj … - odparł, chwytając mnie za dłoń.
- Ja naprawdę muszę …
- Daj się namówić na obiad, proszę. Chcę porozmawiać.
Gdy na niego spojrzałam,  nie potrafiłam odmówić jego oczom, które choć mnie nie widziały, zdawały się drążyć mnie niczym woda skałę.  
- No dobrze, ale płacę za siebie. - dodałam, obawiając się, że nie mam za wiele w portfelu.
Pomogłam mu się ubrać, chociaż bronił się jak lew. Jak zwykle chciał wszystko zrobić sam. Wychodziliśmy powoli, gdy ujrzałam Tymona, kroczącego przez korytarz z dokumentami. Zmierzył mnie wzrokiem, niczym wytrawny myśliwy przed atakiem. Trzymałam Fabiana pod ramię i wyglądało to na zbytnie spoufalanie się. W końcu zeszliśmy na dół, wychodząc z biura. Deszcz na chwilę przestał męczyć, tylko chłodny wiatr psotnie targał moimi włosami.  
- To dokąd idziemy?
Wpisał jakiś adres na swoim urządzeniu, a głos zaczął kierować nas, dokąd mamy iść. Czułam się jakby obok nas ktoś kroczył.  
- To miejsce, które uwielbiam. Kucharz jest niesamowity, zresztą przekonasz się sama.
Nagle przez myśl mi przeszło, że stać mnie tam będzie tylko na wodę, przy skromnej pensji. Z grzeczności, będę musiała całą noc uwijać się na zmywaku, żeby spłacić rachunek.  
- Brzmi zachęcająco.

Szliśmy tak dość długo, kierowani głosem miłej kobiety, zamkniętej w metalowej puszce. Wreszcie byliśmy na miejscu. Tak jak się spodziewałam, lokal nie serwował hot dogów i frytek. Przez myśl mi przeszło, że zapłacę ile będzie trzeba, w końcu to okazja, żeby być z Fabianem. Zasiedliśmy przy stoliku, pokrytym jasnym obrusem. Kelner zapalił świeczkę i postawił świeży kwiat w wazoniku. Zostawił menu i oddalił się. Ceny na szczęście nie były z kosmosu, ulżyło mi natychmiast.  
- Zjem rybę, a ty na co masz ochotę?
- Spróbuję zupy – dodałam zaglądając nerwowo w kartę.
- W takim razie polecam kokosowo - marchewkową zupę krem. Chyba, że …
- Może być. - odparłam szybko.
Fabian zawołał kelnera, składając zamówienie.
- I jeszcze poproszę butelkę białego wina i dwa kieliszki.
Zamurowało mnie, ale nic nie odpowiedziałam. Mężczyzna uczynnie zjawił się z procentowym napojem, napełniając z gracją oba kieliszki. Dania równie sprawnie nam podano, jedliśmy w ciszy. Zupa naprawdę mi smakowała, aż przestałam patrzeć na cenę. Fabian sprawnie poradził sobie z rybą i kiedy wzięli od nas talerze, zaczęliśmy sączyć trunek. Piłam powoli, nie tak jak z Kają, która wódkę pochłaniała niczym sok. W końcu wytarł usta chusteczką i odchrząknął.
- Dziękuję, że ze mną wyszłaś. Jestem rozbity, pogubiłem się.
- W porządku, nie martw się.
- Wiesz, ta melodia z pozytywki, uspokajała mnie, a Daria wpadała w furię.
- Jak chcesz, to naprawdę wyrzuć ten przedmiot, bo …
- Nie! To nie powinno tak być. Wie dobrze, że nie mogę cieszyć się wzrokiem, świat dźwięków jest mi bliższy, czemu tego nie uszanuje.
Miałam pewne domysły, ale nie mogłam mu tego powiedzieć.  
- To stres, mówiłam że często tak bywa. Zaręczyliście się, więc to normalne.
Fabian wychylił spory łyk, opróżniając szybko kieliszek. Szukał butelki, więc nalałam mu wina, a potem sobie.  
- Nie wiem co do niej czuję, pogubiłem się. Czasem jest jak anioł, ale są dni, że nie mogę jej zrozumieć.
Rozmawialiśmy jeszcze dość długo, aż procenty zaczęły robić swoje. Poprosiłam o rachunek, póki mogłam normalnie funkcjonować. Wino było dość mocne, więc Fabian również zaczął się inaczej zachowywać. Wyszedł z niego dobry kawalarz, znów śmialiśmy się jak kiedyś. Pomyślałam, że odprowadzę go pod dom, w końcu trochę go wzięło, a nic nie widział. Wsiedliśmy do autobusu, jadąc pod jego lokum. Gdy byliśmy pod drzwiami, zatrzymał się szukając kluczy.  
- Miło spędziłam czas. Trzymaj się.
- Nie wejdziesz?
- O nie, jest zdecydowanie za późno, dochodzi szósta, a ja wstaję rano do pracy.
- Ale na chwilkę, nikogo nie ma. Rodzice są w podróży służbowej, a siostra wyjechała do Włoch.
- Nie mogę, czekają na mnie …
Czułam zdenerwowanie, nie chcąc się natknąć po nocy na Dawida.  
- Jestem samotny.

Na te słowa coś we mnie pękło. Weszłam razem z nim do domu. Zaprowadził mnie do salonu, poruszając się dość sprawnie, pomimo szumiącej głowy. Usiadłam na kanapie, płaszcz położyłam obok. On także zrzucił ciepłą kurtkę. Wydawało mi się, że na mnie patrzy. Wtem usiadł koło mnie tak blisko, że czułam jego ciepło. Nie wiem co się stało i jak, ale nasze usta się spotkały.  
- Fabian … tak nie … można
- Ty jesteś taka …
Znów zatkał mi usta, odbierając im swobodę. Jego ciepłe dłonie powędrowały po moich plecach. Padliśmy na kanapę, niczym dwoje samotnych ludzi, potrzebujących czułości. Było mi tak cudownie, jakbym lewitowała w obłokach. Nie myślałam teraz o Darii, o tym co dzieje się w mieszkaniu, także o tym, że wstaję o piątej do pracy. Dałam się ponieść chwili. Jego ręce dotykały mnie tak delikatnie, czegoś podobnego nie przeżyłam z Dawidem. Tak jakby odczytywał podświadomie, czego oczekuję. Wtem zabrzmiał dzwonek telefonu. Podniósł się, szukając przedmiotu w pobliżu. Odebrał wciąż rozpalony.
- Daria? … W domu … mówiłaś, że to koniec …
Oddalił się, wychodząc do innego pomieszczenia. Zaczęłam się doprowadzać do ładu, poprawiać bluzkę. Stwierdziłam, że chyba oszalałam, przecież nie jestem puszczalska. Z drugiej strony pragnęłam tego, być kochana przez mężczyznę, dotykana. Wrócił, gdy zaczynałam ubierać płaszcz.
- Wychodzę.
- Anito, nie idź. - dodał znajdując mnie szybko.
- Muszę, to za daleko zabrnęło, alkohol uderzył mi do głowy …
- To nie alkohol, nie potrafię tego wytłumaczyć, ty …
Znów zaczął mnie całować, płaszcz zsunął mi się na dywan, opadając niczym kamień. Nasze dłonie zaczęły błądzić po ciele, a kolejne fragmenty garderoby, zaczynały zdobić salon. Nie potrafiłam tego powstrzymać, nie chciałam, uległam.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2341 słów i 12821 znaków. Tagi: #dramat #miłóść

3 komentarze

 
  • AnonimS

    No i klasyczny trójkącik. Tylko ta Anita taka niedziela... Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS trochę się pogmatwało ;)

  • Margo1990

    Proszę szybko o kolejną część

  • AuRoRa

    @Margo1990 Postaram się dopisać

  • AlexAthame

    Bardzo subtelne. Och. Pięknie to piszesz... Życie... jest pełne miejsc, w których spotykamy... siebie.

  • AuRoRa

    @AlexAthame dzięki, świetnie to ująłeś.