Oblicze łez - Część 16

W mglisty poniedziałkowy poranek zmierzałam do pracy, z głową pełną poplątanych myśli. W powietrzu wyczuwało się powiew opadniętych liści, pomieszany z zapachem niepewności, który teraz mnie prześladował. Każde wyjście z domu, każda wyprawa do sklepu, wydawały mi się niebezpieczne, gdyż moja świadomość wypatrywała Dawida, który mógł czaić się dosłownie za każdym rogiem. Z rana miasto rozświetlały światła, niczym nowoczesne ognie, dające nadzieję na nastanie świtu. Szczęśliwa odetchnęłam z ulgą, gdy przekroczyłam próg biurowca. Zabrałam się za swoje obowiązki, nie rzucając się nikomu w oczy. Ewa wypatrzyła mnie jednak, jak wytrawny detektyw, kiedy szłam do kantorka po płyn do czyszczenia. Zamknęła za nami drzwi, czułam, ze ma jakąś wiadomość lub plotkę, z którą koniecznie chce się podzielić.  
- Anita, nie uwierzysz, podsłuchałam tą pawicę …
- Kogo?
- No, Darię, tak ją nazwałam, ale nie ważne. To nie do uwierzenia, hajtają się jednak.
- Kto? - spytałam, jakbym spadła z innej planety i nie była w temacie.
- Daria i Fabian. Wiesz, że jej szkoda własnej drukarki? W piątek korzystała z firmowej, uwierzysz?
- Ale na co?
- No na zaproszenia. Znalazłam jedno w koszu, chyba jej nie wyszło, więc wyrzuciła. Spójrz.
Podała mi wydruk, na błyszczącym ozdobnym papierze. O mało nie osunęłam się na podłogę, a zaproszenie wypadło mi z ręki, opadając na posadzkę, niczym jesienny liść.  
- Co ci jest? - spytała mnie, próbując na nowo przywołać mnie do świadomości. - Ziemia do Anity, halo, jest tam kto?
- Tak, przepraszam jestem w szoku, nie spodziewałam się, że tak szybko …
- Moim zdaniem też się pospieszyli, w listopadzie? Trzeba być zdesperowanym, to ewidentnie pomysł Darii. Tylko czemu się tym tak przejęłaś? Mnie też go żal, ale …
- Muszę wyjść na chwilę, zostawiłam coś na dole.
- Dokąd idziesz? Zaczekaj …
Nie słuchałam jej już, wydawało mi się, jakby podłoga się pode mną uginała. Skończyłam z nim, liczyłam na to, że poczuję się lepiej, ale na wieść o jego ślubie, coś się we mnie w środku buntowało. Świadomość podpowiadała mi, żebym pędziła do niej, aby wyznać, że spędziłam z nim  miłe chwile. Przerwała bym ich radość, ale czy byłabym z tego dumna? Wypadłam na zewnątrz, biorąc ze sobą pierwszy lepszy worek ze śmieciami, niosąc go do kontenera.

Deszcz zaczął siąpić, a ja wcale tego nie czułam. Wróciłam w miarę ogarnięta na górę, zaczynając wycierać podłogę mopem. Zamachnęłam się, chcąc zamoczyć końcówkę mojego czyszczącego przedmiotu, gdy podcięłam nogi Tymonowi. Padł jak długi na mokrą posadzkę, znów nie postawiłam tabliczki ostrzegawczej. Wydał z siebie trochę niecenzuralnych słów, ale kiedy na mnie spojrzał, nie dostałam reprymendy. Podniósł się tylko, zdejmując z siebie mokry płaszcz.  
- Znów zawaliłam …
- Nic nie szkodzi, żyję. - dodał patrząc na mnie wyrozumiałym wzrokiem.
- Nie mam wykrywacza Tymonów – zażartowałam, podając mu chusteczkę.
Wytarł się, podnosząc neseser z podłogi.  
- Zamyślona, pewnie myślisz o wyjeździe – zaśmiał się, co mnie zdziwiło.
Czekałam na oficjalną reprymendę, a tu niespodzianka.  
- Jak tu nie myśleć – dodałam wymijająco, nie chcąc, aby wiedział, kto zaprząta moje myśli naprawdę.
- Pamiętaj, w piątek, gotowa, spakowana … a i weź strój kąpielowy.
- Co? Przecież to październik.
- To niespodzianka, nie psuj jej. Miłej pracy, Anitko. - odparł znikając w swojej biurowej jaskini.
Czemu nagle zdrobnił moje imię? Wydawało mi się, że wszyscy tej jesieni postradali zmysły. Wróciłam do swoich zajęć, chcąc przeżyć jak najszybciej ten tydzień. Za jakiś czas ujrzałam Fabiana, zmierzał z ponurą miną przed siebie, jakby planował czyjś pogrzeb, a nie własny ślub. Schodziłam mu z drogi, chcąc zapomnieć o naszym tajnym i krótkim romansie przedślubnym , jak się okazało. Daria przyszła tuż za nim, prawie lewitując z radości i dumy, jakby szła przed ołtarz z samym księciem Wielkiej Brytanii. Przypomniało mi się określenie Ewy i zaśmiałam się do siebie. Tydzień dłużył mi się okropnie, ale codziennie po pracy, zaglądałam do innego sklepu. Robiłam rekonesans, co sobie kupić, bo nie miałam szałowej garderoby, a nie chciałam wyjść na zdesperowaną. Nadszedł czwartek, w szafie wygrzebałam dwuczęściowy kostium kąpielowy, w kolorze jasnego fioletu. Dostałam go od kuzynki, ale jeszcze w nim nie chodziłam, bałam się, że nie będzie pasował. Wparowałam z nim do łazienki, ubierając go zdenerwowana. Okazało się, że pasuje, ale wydawał mi się troszkę zbyt wykrojony. Machnęłam na to ręką, pakując go do podróżnej torby. Spanikowana kompletowałam rzeczy, nie wiedząc co ze sobą wziąć. W końcu udało mi się dokończyć pakowanie. Rodzicielka wróciła dziś wcześniej z pracy, więc nakryła mnie. W jej oczach ujrzałam strach, jakbym wyprowadzała się z domu.  
- Anita, co ty robisz?
- Nic … , nie mówiłam ci? Wyjeżdżam.
- Dokąd, z kim, gdzie?

Zobaczyłam Natalię, która już chce wkroczyć do akcji, satysfakcja na jej twarzy, aż mnie przerażała.  
- Jedzie do Włoch z trzydziestoletnim facetem.
- Co? Czyżbym się przesłyszała?
- Nie, ona ma rację. Jutro wyjeżdżam, ale wracam w niedzielę.
- Czy ty … tylko mi nie mów, że masz sponsora … nie jesteśmy bogaci, ale …
- Mamo, to nie tak …
- Nie tak cię wychowałam! Trzeba było powiedzieć, że chcesz pieniądze, za dużo naciskałam na mieszkanie, na czynsz.
- Mamo! Zamilcz na chwilę! Źle to interpretujesz!
- Oddawaj mi tę torbę, co ty tam ze sobą wzięłaś?
Rodzicielka zaczęła wypakowywać moje rzeczy, ale kiedy natrafiła na kostium, wpadła w szał, jakbym miała ze szesnaście lat i chciała stracić dziewictwo. Dobrze, że nie dotarła do bielizny.  
- Od kiedy się mną tak interesujesz? Zawsze tylko Natalia i nikt inny się dla ciebie nie liczył.
- Co ty wygadujesz? Skąd ci to przyszło do głowy? Znasz tego człowieka, z którym chcesz jechać? Może chce cię sprzedać za granicą? Nie pomyślałaś o tym, że jest handel żywym towarem …
- Mamo, za dużo oglądasz telewizji, uspokój się.
- Mówiłam jej, że źle robi, ale ona ma moje zdanie gdzieś! - wtrąciła się siostra.
Wyrwała mi torbę z ręki, a rzeczy posypały się na wykładzinę.  
- Pilnuj siebie! - krzyknęłam zdenerwowana. - Nie jestem przynajmniej w ciąży!
- Po tym wyjeździe będziesz, czy ty wiesz co chcą faceci? Naiwna jesteś!
- Wiem czego chcą, już nie raz to przeżyłam, więc nie truj mi …
- Anito, co ty mówisz. - wtrąciła się matka.
- Mam dwadzieścia dwa lata, do cholery! Nie jestem dziewicą już dawno!
- To jedź, jak jesteś taka mądra! - zawołała rodzicielka.  
Zebrałam pospiesznie rzeczy do torby, byle jak je wrzucając, jakby były śmieciami, którymi zajmuję się w pracy. Zamknęłam zdenerwowana zamek od torby podróżnej, wzięłam torebkę, płaszcz, ubrałam buty i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Słyszałam za sobą krzyki, ale nie zwracałam na to uwagi. Pomyślałam, że przenocuję u Kaji, a jutro wyjadę, jakby nigdy nic. Dzwoniłam do niej na komórkę, musiałam gdzieś przenocować, dopóki w domu się nie uspokoją.  
- Anita, co tam? - odezwał się jej głos, niczym wybawienie.
- Mogę u ciebie przenocować dziś? Awantura w domu, sama rozumiesz …
- Nie pomogę ci, nie ma mnie w mieście.
- Jak to?
- Nie pytaj mnie, to nie rozmowa na fona.
- A Ewela, albo Beata?
- Są ze mną, sama rozumiesz, muszę kończyć, nie mogę rozmawiać. - dodała rozłączając się.

Kopnęłam w ścianę bloku, jakby to coś pomogło, nagle wpadłam na pomysł, że zadzwonię do mojego wybawcy, a przynajmniej tak mi się wydawało. Tymon szybko odebrał telefon, jakby czekał na niego już dawno.
- No co tam się dzieje?
- Jest sprawa, pokłóciłam się z matką, potrzebuję gdzieś przenocować.
- Jak to? Co się stało?
Opowiedziałam mu o awanturze przy pakowaniu, wysłuchał mnie do końca, kiedy skończyłam mówić, westchnął głęboko.  
- Nie pochwalam tego co robisz, ale to też moja wina. Przyjedź, podam ci adres.
Nie uśmiechało mi się takie rozwiązanie, ale postanowiłam zaryzykować. Podjechałam autobusem najbliżej jak się dało. Wysiadłam pełna obaw i niepokoju, ale szłam przed siebie, w zapadającym mroku. Faktycznie nie mieszkał daleko, zaledwie kilka przystanków dalej, w razie co, mogłam wrócić w każdej chwili. Jego blok wydawał się zadbany, jakby dla ludzi o wyższym statusie. Monitoring, ogródki z fontanną, całkiem inny klimat, czułam się tam obco. Dotarłam pod jego klatkę, dzwoniąc trzęsącymi się dłońmi do domofonu.  
- Kto tam?
- Anita.
Usłyszałam brzęk otwieranego zamka, po czym wkroczyłam do środka. Białe wnętrze, sterylne, całkiem odmienne, od obdrapanych ścian, jakie pamiętałam. W dodatku powiew luksusu, winda. Podjechałam na piąte piętro, dzierżąc mocno torbę podróżną. Gdy wysiadłam, czekał tam na mnie,  ze stroskaną miną. Zaprowadził mnie spokojnie do swojego mieszkania. Gdy tylko przekroczyłam próg, byłam pod ogromnym wrażeniem. W środku panował ład i porządek, nawet buty były poukładane, jakby każde miało swoje miejsce. Powiesiłam płaszcz na srebrnym, metalowym wieszaku, zdjęłam buty i wkroczyłam do salonu. Duży telewizor, wygodna kanapa i mały stolik patrzyły na mnie jak na intruza, jakbym zupełnie nie pasowała do wystroju, psując harmonię tego miejsca. Bałam się stąpać po miękkim dywanie, który przyjemnie uginał się pod moim ciężarem. Podeszłam do okna, kładąc zmieszana swoje rzeczy pod kaloryferem. Z okna rozpościerał się widok na park i rzekę, która cały czas prześladowała mnie ostatnio, niczym duch dawnego życia.  
- Napijesz się czegoś? Herbaty, czekolady, wody?
Podskoczyłam, gdy jego męski głos przerwał ciszę.  
- Czekolady? Chętnie.
Zniknął w kuchni, a ja spojrzałam na półkę, na której stała fotografia rodzinna. Byli w czwórkę razem, chłopcy wydawali się tacy słodcy, jak to małe dzieci. Rodzice roześmiani trzymali ich na rękach, obraz sielanki. Obok zauważyłam zdjęcie Tymona, z bratem, a kawałek dalej, patrzył na mnie swoimi ciekawskimi oczami, ale nie był sam, tylko z dziewczyną. Ciepłe spojrzenie, jasne włosy, opadające niedbale na ramiona i szczęście w spojrzeniu, które biło niczym blask słońca. „Następny” - pomyślałam w duchu, czując się niepotrzebna. Tymon wszedł z aromatycznym kubkiem parującej jeszcze czekolady. Spojrzał w moją stronę, jakby zrozumiał, że musi odpowiedzieć.  
- To moja rodzina, brat, a to … Lena.
- Ładna kobieta, chodzi mi o rysy twarzy, bo nie gustuję w …
- Wiem, też uważam, że natura nie szczędziła jej cech, które można pozazdrościć.
- Czemu mówisz w czasie przeszłym, czy z nią się coś stało?
- Nie, żyje, jeśli o to chcesz spytać. Rozwód dał mi dużo do myślenia, ale tak miało być. Różnica zdań, na tyle poważna, że wyjechała. Wciąż pamiętam jej słowa, ale nie potrafię schować tej fotografii. Tyle razy prosiłem, żeby wysłała mi zdjęcie syna, ale bez skutku.
- Masz syna?
- Tak, płace alimenty. Odcięła mnie od niego, ostatnio widziałem go, gdy miał dwa lata, teraz pewnie ma pięć, duży chłopak, dzielny.
- Nie możesz go zobaczyć, czy jak?
- Daleko mieszka, jej nowy partner ją wziął do siebie z dzieckiem. Nie będę osądzał jej wyboru, walczyłem, ale to za mało. Zmieńmy temat, to trudne dla mnie. Twoja matka nie chce, żebyś jechała, co?
- Tak, boi się, że mnie zabijesz albo sprzedasz.
- Jak to matka, nie powinnaś się z nią sprzeczać.
- Nie interesowała się mną, zawsze tylko Natalia była jej oczkiem w głowie, a tu nagle taka awantura, bo chcę wyjechać na trzy dni.
- Zadzwoń do niej, wytłumaczę co i jak, inaczej będę musiał odprowadzić cię do domu.
- Przecież to głupie, mam dwadzieścia dwa lata a nie …
- Nie szkodzi, dzwoń, muszę to rozwiązać.  
Spojrzał na mnie tak poważnie, że wybrałam numer domowy, podając mu słuchawkę.  

Zaczął mówić spokojnie, jakby wypił kubeł melisy. Nawet podał swój adres, imię nazwisko, aż byłam w szoku.  
- … rozumie pani, to okazja, taki wyjazd. … Tak … oczywiście … nie boję się odpowiedzialności … tak … dziękuję … ależ proszę. Do widzenia.
Spojrzał na mnie znów, z ta samą poważną miną, co w pracy.  Chwycił mnie za dłoń, aż przeszły mnie ciarki.  
- Nic na to nie poradzę, zostajesz w domu.
- Co? Zaraz tam wrócę, jak im nagadam to …
- Uspokój się, żartowałem. Nie ma problemu, życzyła ci dobrej podróży.
- Jak możesz ze mnie żartować! - zawołałam, uderzając go łokciem w bok.
- Możesz spokojnie wracać do domu, zawieść cię?
- Może dopiję czekoladę, co? - odezwałam się, wcale nie chcąc wracać, tu było tak cicho, bez serialu „Alfonso” i narzekań rodzicielki.
Zaczął przyglądać się mojej torbie podróżnej i skrzywił się dziwnie. Za chwilę zniknął gdzieś w głębi mieszkania, przynosząc walizkę na kółkach. Metalicznie mieniąca się na srebrno, zwróciła moją uwagę.  
- Przepakuj się, to przyspieszy kontrolę w samolocie. Pożyczam ci ją na wyjazd.
- Wstydzisz się mnie, wiem że mnie nie stać na takie rzeczy.
- Nie szkodzi, żona i tak ją zostawiła, więc tylko się kurzy. Skorzystaj, nalegam.
Popatrzyłam na niego nieufnie, po czym stwierdziłam, że faktycznie lepiej mi będzie z takim pakunkiem, niż rozwalającą się torbą. Widziałam jak się uśmiecha.
- Teraz lepiej?
- O niebo, a teraz się zbieraj, jedziemy do ciebie, bo późno.
- Nie! - zaprotestowałam, zaglądając do innego pomieszczenia, zupełnie nieproszona.
- Jak to nie?
- Żartowałam, po prostu masz tyle przestrzeni, aż nie mogę uwierzyć, że jedna osoba może się cieszyć z trzech pokoi. No dobrze, już się ubieram, znikam. - dodałam zakładając buty i płaszcz.
Wyszliśmy z jego samotni, a ja z mieszanymi uczuciami żegnałam to miejsce. Jakby jakaś siła nie chciała mnie stamtąd wyprosić. Wydawało mi się, że jest mu źle, ale nikomu o tym nie mówi. Niestety po wizycie u Fabiana, musiałam na nowo wezwać rozsądek do porządku. Przyjechaliśmy do mojego mieszkania, wszedł wraz ze mną na górę. Przywitał się, po czym rodzicielka wciągnęła go do pokoju, rozmawiając z nim na osobności. Wyszedł stamtąd żartując, jakby znali się latami. Moja matka wydawała się rozbawiona.
- … może mnie pani spokojnie podać na posterunek, nie boję się.
- W porządku, zapisałam adres, jeszcze tylko zrobię panu zdjęcie. - dodała, pstrykając telefonem po jego oczach.
- Mamo, no co ty? - dodałam, czując zażenowanie.  
- W porządku, nie jestem fotogeniczny, ale skoro będzie się czuć spokojniej, to nie ma sprawy. Masz super matkę, martwi się. Będę już wracał, jutro po siedemnastej na lotnisku, będę czekał.
- Będę, bez obaw. - odparłam.

Pomachał mi, znikając w drzwiach. W mieszkaniu panowało poruszenie, Natalia oglądała walizkę. Wreszcie udało mi się jej pozbyć, gdy wrócił Darek. Mama dawała mi jeszcze porady, które na niewiele mi się zdawały, ale wysłuchałam jej. Poprasowałam na spokojnie rzeczy, wzięłam kosmetyki i dokumenty. Nadal byłam pod wrażeniem jego osoby, ale musiałam traktować go z dystansem. Następnego dnia po pracy, spakowana i gotowa wyruszyłam na lotnisko. Czekał tam na mnie, wraz z opiekunką wyjazdu. Pierwszy raz przechodziłam kontrolę, pracownicy ochrony musieli to widzieć po mnie. Na szczęście wszystko wypadło gładko. Weszliśmy do samolotu, usiadłam koło Tymona, ale strasznie się bałam pierwszego w życiu lotu. Kiedy stewardessa skończyła tłumaczyć procedury ratunkowe, które przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Wyobrażałam sobie co by było, gdyby przydarzyły się w naszym przypadku. Były kierownik jednak wydawał się oazą spokoju. Gdy pojazd ruszył z coraz większą prędkością, chwyciłam go mimowolnie za dłoń i ścisnęłam kurczowo.  
- Boisz się, widzę to.
- Trochę …
- Dolecimy, głowa do góry, jestem z tobą.
Uśmiechnęłam się sztucznie, za oknem migały bardzo szybko budynki lotniska, a potem znaleźliśmy się w powietrzu, coraz wyżej i wyżej. Nie miałam lęku wysokości, ale ten widok, nie mogłam go porównać z niczym co do tej pory widziałam. Lot nad chmurami i granatowe czyste niebo w górze. Starałam się nie myśleć z jaką prędkością lecimy. W końcu chmury zaczęły się przerzedzać i zobaczyłam lazurową toń morza. Niedługo zaczęliśmy schodzić do lądowania. Znów złapałam go za dłoń, jak przerażone dziecko, uśmiechnął się do mnie, dodając mi otuchy. Wylądowaliśmy w Neapolu, to miał być początek naszej wyprawy, ciekawość zjadała mnie od środka. Czułam się jak w trakcie podróży poślubnej z filmu, tylko że to działo się naprawdę, a ja byłam wolna. Kim więc dla mnie był Tymon? Aniołem stróżem, bratem, bratnią duszą? A może kimś więcej, ale do tego nie mogłabym się przyznać, choć moje oszalałe serce, potrafiło zrobić mi nie jednego psikusa do tej pory. Liczyłam na rozsądek, tylko on mógł mnie przywołać do porządku. Jedno było pewne, tego dnia nie miałam ochoty na łzy, chyba że ze szczęścia.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3246 słów i 17543 znaków. Tagi: #dramat #miłość

4 komentarze

 
  • AnonimS

    Dziewczynie się nalezy taki wyjazd odstresuje się. A co dalej to zobaczymy. Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS musi odpocząć, w końcu ile można się martwić wszystkim i bać ;)

  • Somebody

    Ciekawe, co się wydarzy podczas wyjazdu. Bardzo dobra część  :)

  • AuRoRa

    @Somebody dzięki, będzie się działo, Anita pierwszy raz wyjeżdża tak daleko z Tymonem ;)

  • mydream2017

    No to chyba Fabian wybrał ostatecznie...dobrze bo to powinno upewnić Anitę w przekonaniu, że nie zasługiwał na nią skoro tak szybko się żeni. Weekend z Tymonem dobrze jej zrobi. Ja to zazdroszczę tak dokładnych opisów tego co dzieje się na dworze, atmosfery dokoła w każdej scenie. Genialnie :)

  • AuRoRa

    @mydream2017 Dzięki, Anita musi odpocząć od tych wszystkich problemów, chociaż nie wiadomo, czy po przyjeździe nie przybędzie jej kolejnych. Co do Fabiana, to w sprawach sercowych nie potrafi się określić, bardziej Daria nim kieruje. ;)

  • emeryt

    Tylko jedno: wspaniale. AuRoRa  - dziękuję - emeryt.

  • AuRoRa

    @emeryt dziękuję, cieszy mnie, że się spodobało. Stały czytelnik to skarb. Pozdrawiam :)

  • Amina

    @AuRoRa Także należę do grona stałych czytelników tego opowiadania i czekam na kolejne części.  
    :rotfl:

  • AuRoRa

    @Amina dzięki, dla autora to miło wiedzieć  :danss: jest dla kogo pisać