Oblicze łez - Część 5

Powiał lekki wiatr, który poruszał delikatnie liśćmi drzew, które tonęły w świetle ulicznych latarni. W nocy czułam ulgę, że mniej wyraziście widać, moje niedoskonałości. Jednak strach przed pojawieniem się na nowo moich prześladowców, towarzyszył mi pomimo obecności Tymona. Zjawił się tak nagle, zupełnie jakby czuwał nade mną. Bałam się przed nim otworzyć, gdyż nie znałam go wcale, a w dodatku miał być moim przełożonym. Ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem, więc odezwałam się po chwili.
- Wspominałeś, że mieszkasz w okolicy, ale cię nie kojarzę.
- Przeprowadziłem się z innego miasta. Mogę o coś zapytać?
- To zależy …
- Znałaś napastników?
Nagle zatrzymałam się, spoglądając na pobliskie drzewo, uparcie nie chcąc spojrzeć mu w oczy.  
- To przykre, ale jednego z nich tak.
- Pewnie to nie pierwszy raz, kiedy …
- Możemy zmienić temat? Nalegam.
Rozmówca zamilknął, ale widać nie usatysfakcjonowała go taka odpowiedź.
- Oddaję ci komórkę, znalazłem ją w miejscu szarpaniny. Moim zdaniem powinnaś to zgłosić na policję, mogą cię skrzywdzić, kiedy będziesz sama.
- Żadnej policji! Już tam byłam nie raz, do cholery, po co ja ci to mówię! - wybuchnęłam łapiąc się za język.

Przyspieszyłam kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu. Krępowała mnie ta rozmowa, zwłaszcza, że niechcący mówiłam nieznanemu mężczyźnie, o moich prywatnych sprawach. Dogonił mnie, uparcie dotrzymując mi kroku. Wreszcie stałam przed wejściem, wyciągnęłam klucze, a kiedy otworzyłam drzwi, usłyszałam brzęk butelki na schodach. Zamarłam, spodziewając się, kogo tam zastanę.  
- Dziękuję, ale muszę iść.
- Odprowadzę cię pod drzwi …
- Nie! Sama pójdę.
- Daj spokój, czegoś znów się obawiasz, widzę to po tobie.
Zdenerwowana wbiegłam na schody, nie oglądając się za siebie. Na kolejnym piętrze leżał ojciec, zrobiło mi się wstyd. Odszedł kilka lat temu, ale kiedy tylko przypominał sobie o przeszłości, zjawiał się jak duch. Straż miejska i sąsiedzi mieli go dosyć. Zaczęłam nim potrząsać, żeby się ocknął.
- Idź stąd, bo znów wezwą służby …
- Zamknij się … , będę … tu … spać.
- Wracaj do domu … tato ...
Wtem dobiegł do mnie Tymon, a ja myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Nic nie odpowiedział, tylko chwycił go mocno, sprowadzając po schodach. Roztaczał woń gorzelni i ledwo trzymał się na nogach. Mój wybawiciel oparł go o klatkę schodową.
- Często tak masz?
- Proszę, przestań …
- Teraz rozumiem, dlaczego znalazłem cię na moście. Jak mogę pomóc, może go gdzieś zawieźć, nie jest w stanie chodzić.
- Daj spokój, on i tak wróci.
- To lepiej, żeby spał na chodniku?
- Nie mieszka tu, ale znam adres kawalerki, pewnie ma klucze przy pasku, sprawdzę.
- To ja skoczę po samochód, zaczekaj tu. - dodał znikając gdzieś w oddali.

Okropnie mi się dłużyło, na szczęście ojciec zasnął. Stałam tam, a wchodzący do klatki schodowej sąsiedzi, patrzyli na mnie z politowaniem. Nie dość, że sama wyglądałam okropnie, w potarganej sukience, to jeszcze mój rodzic, którego znali, leżał na ziemi. Za jakiś czas usłyszałam ryk silnika, podbiegł do mnie Tymon i razem przenieśliśmy nieprzytomnego człowieka do auta. Podałam mu adres i ruszyliśmy. Droga zabrała nam kilkanaście minut, na szczęście ojciec mieszkał na parterze.  Odstawiliśmy go do mieszkania, w którym praktycznie nic nie było, poza wielkim bałaganem. Rzuciłam mu klucze obok łóżka i wyszliśmy stamtąd. Gdyby jakiś złodziej chciał go okraść, uciekłby sam z tego miejsca. Nieznajomy znów dostarczył mnie pod mój blok.  
- Idź spać, bo jutro musisz wcześnie wstać, nie zapomnij dokumentów …
- Nie martw się o to, dzięki, chociaż nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć.
- Trzymaj się … Anito. - dodał najpierw chwytając mnie za rękę, a potem składając na moim zdeformowanym policzku lekki pocałunek.
Stało się to na tyle szybko, że zanim chciałam zaprotestować, on już wsiadał do samochodu. Muśnięcie jego dłoni, wydawało mi się najmilszą rzeczą, jaka mnie spotkała w tej chwili. Weszłam do mieszkania, jak snujący się po ziemi dym, nie chcąc budzić matki. Nie zapalając nawet światła w korytarzu, wparowałam do łazienki. Tam dopiero stała się jasność. Spojrzałam w lustro, które na powrót zawisło na ścianie, kiedy siostra uparła się, że chce się malować. Odeszła na swoje, a ono zostało po niej, jak pamiątka.  

Zrzuciłam sukienkę, która wołała teraz o pomstę do nieba. Na rękach miałam siniaki, a moja twarz nie wiele się zmieniła, poza tym, że w jednym miejscu został ślad, po uderzeniu dłoni Dawida. Przejechałam ręką po policzku. Znów pojawiła się samotna łza, najpierw jedna, a potem więcej. Tak bardzo chciałam być silna, ale ciągle mi to nie wychodziło. Gdyby Tymon zaczął dalej brnąć w rozmowę, pewnie dowiedziałby się, że o mało nie trafiłam do więzienia. Towarzystwo, w jakie się wplątałam kilka lat wcześniej, dodawało mi otuchy. Nie patrzyli na to jak wyglądam, nie oceniali, ale za to działali na granicy prawa. Opadłam zrezygnowana na zimną podłogę, żałując że nie mam zdolności wymazywania wspomnień i cofania czasu. Kiedy tylko trochę się uspokoiłam, umyłam się i poszłam do swojego pokoju. Nawet nie miałam siły, aby uszykować sobie kolacji, z reszta i tak bym nic nie przełknęła. Nastawiłam budzik na rano i nakrywając się kołdrą, zasnęłam ze zmęczenia.  
Rankiem dźwięk komórki, wydawał się nie do zniesienia. Chciałam spać nadal i nie wstawać. Wszystko mnie bolało, jakbym ćwiczyła gimnastykę wyczynową w Chinach. Uszykowałam się na wpół przytomna, zjadłam na szybko śniadanie i wyszłam z domu, żegnając buziakiem śpiącą jeszcze rodzicielkę. Pomimo ciepłego dnia, wydawało mi się, że ogarnia mnie chłód z niewyspania.  Dojechałam do firmy, zaskakująco przed czasem. Przywitałam się z recepcjonistką, która spojrzała na mnie obojętnym wzrokiem.  
- Dzień dobry, wczoraj dostałam staż w dziale marketingu, jestem Anita, pamięta mnie pani? – uśmiechnęłam się do niej.
- Nie sposób zapomnieć – prychnęła czarnowłosa kobieta w średnim wieku. - Oto pani identyfikator, a tą kartą musi się pani wbijać w tamtym miejscu, tylko równo o tej godzinie, od której zaczyna pani staż.
- Dziękuję za informacje. - dodałam czekając na godzinę siódmą na zegarze.
Wreszcie dopełniłam formalności i wjechałam windą na swoje piętro. Skierowałam się do odpowiedniego pokoju, ale kiedy przykładałam kartę, coś zawyło w urządzeniu.  
- Halo! Gdzie chcesz wejść? - zaczepiła mnie młoda rudowłosa dziewczyna.
- Przyszłam na staż, wczoraj tu miałam rozmowę i …
- To biuro kierownika działu, nie wejdziesz tam, chyba, że cię zawoła.
- Przepraszam, ja …
- Jesteś tu nowa, nic nie szkodzi, też tak miałam na początku, nie umiałam się odnaleźć. Chodź za mną, jestem Ewa.
- Anita – odparłam podając jej rękę, zapominając o siniakach na nadgarstkach.

Na dźwięk jej imienia, przypomniała mi się moja koleżanka z dzieciństwa, która dawno temu wyjechała za granicę. Ona mnie rozumiała i nie krytykowała, miałam nadzieję, że trafiłam na podobną osobę. Zaprowadziła mnie do kolejnych drzwi, wprowadzając do biura.  
- Usiądź tu, wygląda na to, że będziemy razem współpracować. Wreszcie będę miała z kim porozmawiać.
- Miło, też się cieszę.
- Wybacz, że tak bezpośrednio, ale co ci się stało? - zadała pytanie, którego unikałam jak znienawidzonego ognia.
- Wypadek z dzieciństwa, poparzenie.
- Oj, to straszne, mój wujek kiedyś poparzył sobie nogę, też ma okropną szramę … to znaczy nie chodziło mi, że wyglądasz okropnie … raczej chciałam powiedzieć …
- W porządku, wiem co mam na twarzy. - odparłam rzeczowym tonem, jakby nie chodziło wcale o mnie.
- Źle zaczęłyśmy znajomość. To moja wada, szybciej mówię, niż myślę.
- To lepsza opcja, niż kłamać za plecami – uśmiechnęłam się mimowolnie.
Wtem do pomieszczenia wszedł Tymon, znów przybrał tę samą oficjalną pozę.  
- Dzień dobry paniom. Pani Ewo, proszę wytłumaczyć naszej stażystce, co do niej należy. Mam ważne spotkanie, nie mogę osobiście.
- Rozumiem, panie kierowniku, będzie w dobrych rękach.
Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem, jakby stał przede mną zupełnie inny człowiek, niż wczoraj. W dodatku to muśnięcie w policzek na pożegnanie, może zwyczajnie chciał być miły. Chociaż po związku z Dawidem, już w nic nie wierzyłam, musiałam być ostrożna. Jak mogłam o nim myśleć w takich kategoriach, nie dość że to szef, to jeszcze dużo starszy. Rozwiałam rozczochrane myśli, skupiając się na bieżących zajęciach.  

W pierwszy dzień nie szło mi dobrze, wręcz fatalnie. Skończyło się na tym, że dostałam masę dokumentów do kserowania. Stałam nad maszyną, próbując rozgryźć co do czego służy. Nie chciałam wyjść na kretynkę. W końcu przyszedł czas na przerwę, więc poszłam razem z Ewą na stołówkę. Niedaleko nas zauważyłam Fabiana, który siedział z innym pracownikiem. Wpatrywałam się w niego, co od razu zauważyła moja  nowa koleżanka.  
- Patrzysz tak dobre parę minut, przystojny, nie?
- Co ty mówisz, ja tylko patrzyłam co macie w automacie przy ścianie …
- Akurat … nie ze mną takie numery. Niestety Fabian jest zajęty i nie widzi.
- Wiem. - dodałam poprawiając się na krześle. - To znaczy on mi zaproponował, że jest tu wolne miejsce pracy.
- W porządku, myślałam, że ci się podoba. Od razu mówię o tym nowym osobom, bo jego narzeczona jest potwornie zazdrosna. Raz taka jedna próbowała z nim kręcić, to szybko ją zwolnili. To na pewno sprawka Darii, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała.
- Ale ty dużo wiesz, długo tu pracujesz?
- Będzie już z dwa lata ponad. Ze mną nie zginiesz  - zaśmiała się Ewa głośno.
Wtem Fabian odwrócił się i chwytając za swoją białą laskę, skierował się w naszą stronę.  
- Uwaga, idzie tu.
- Witaj Ewo, co cię tak cieszy?
- Mam nową stażystkę, Anitę.
- Anita, to ty tu siedzisz cicho i nie przywitasz się nawet?
Wstałam podając mu dłoń, wdychając na nowo jego zabójcze perfumy.  
- Zajęłam się jedzeniem, wybacz …
- W porządku, Ewa jest wspaniałą osobą, na pewno się polubicie.
Wtem odezwał się jego telefon komórkowy. Odebrał szybko.
- Przepraszam was na chwilę … - dodał odchodząc dalej - … Daria? … Tak kochanie … jestem w pracy …
Ewa spojrzała na mnie wymownie.
- Teraz widzisz, kontroluje go na każdym kroku.
- Pewnie się martwi o niego …
- To już jest chore. Biedny, musi czuć się osaczony. Na jego miejscu rzuciłabym ją dawno. Tyle, że są dobrze sytuowani, więc rodzina naciska, żeby jak najszybciej wzięli ślub. Mają sieć aptek, więc sama rozumiesz.

Słuchałam jej, obserwując jednocześnie rozmawiającego Fabiana. Jego postura, głos, to wszystko wprawiało mnie w zakłopotanie, jakby miał na mnie jakiś szczególny wpływ. Skończył rozmawiać, dosiadając się do naszego stolika. Na palcu nosił srebrną obrączkę, która pobłyskiwała metalicznie. Wtedy inna pracownica zawołała Ewę do biura, więc zostałam na nowo sam na sam z informatykiem.  
- I jak ci się podoba w firmie?
- Bardzo – odparłam, chociaż chciałam dodać, że on też mnie pociąga.
- Wiesz, w sobotę mam urodziny, może wpadniesz, zapraszam cię.
Napój wypadł mi z ręki, rozlewając się po stoliku. Strużka płynu popłynęła z blatu, chlapiąc mojemu rozmówcy spodnie. Szybko chwyciłam za chusteczki.
- Przepraszam, zaraz to wytrę – dodałam osuszając mu dżinsy, niczym jakaś wariatka.
Musiało to wyglądać dwuznacznie, bo usłyszałam śmiech za sobą.  
- Spokojnie, nic się nie stało, zostaw to. - dodał zakłopotany, podnosząc się z miejsca.
Zrozumiałam w jakich okolicach go muskam dłońmi, oblały mnie rumieńce, jak zwykłą nastolatkę.  
Wtedy z biura wyszedł Tymon, przyglądając mi się z otwartymi lekko ustami.  
- Muszę wracać – odparłam zbierając swoje rzeczy ze stolika.
- Przyjdziesz na urodziny, bo nie odpowiedziałaś?
Westchnęłam patrząc jednocześnie na kierownika, który wyglądał jakby chciał mnie odciągnąć od rozmówcy samym spojrzeniem.  
- Przyjdę. - odparłam z lekkim uśmiechem, chociaż perspektywa obecności jego zazdrosnej narzeczonej, nie przypadła mi do gustu.

985 czyt.
100%172
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2305 słów i 12648 znaków

Komentarze (2)

 
  • AnonimS

    AnonimS 13 lip 2018

    Zamiast światełka w tunelu jest już cała latarnia... Ale to nie będzie ta kolorowe jak się zapowiada.. pozdrawiam

  • Somebody

    Somebody 12 lip 2018

    Pięknie   Interesujący rozwój sytuacji. Bohaterka chyba coraz bardziej otwiera się na ludzi, co zapewne narazi ją na niemiłe incydenty, ale na razie trzymam kciuki.