Oblicze łez - Część 31

Światełka na choince migotały łagodnie, a odblaski z ozdób padały na ścianę refleksami. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, jedzenie smakowało lepiej, chciałam wykrzyczeć całemu światu, że wreszcie spotkało mnie szczęście. Doczekaliśmy do pasterki, na którą chodziliśmy co roku. Kiedy wychodziliśmy z kościoła, Tymon zwrócił się do mojej matki.  
- Proszę wybaczyć, ale porywam pani córkę do siebie. - dodał z rozbrajającym uśmiechem na twarzy.
- Skoro jest w dobrych rękach.
- Jeszcze raz wesołych świąt życzę. Proszę się nie martwić, oddam ją.
- A spróbowałbyś nie oddać, wiem gdzie cię szukać – zaśmiała się Natalia.
Zniknęliśmy szybko z ich oczu, kierując się do samochodu, który stał nieopodal mojego bloku. Ruszyliśmy do niego przepełnieni radością. Gdy dotarliśmy na miejsce, oddalił się natychmiast do kuchni. Za ten czas zdjęłam kurtkę, zasiadając w salonie, w którym stała choinka ze srebrnymi igłami, przyozdobiona niebieskimi bombkami i czerwonym łańcuchem. Na stole leżał półmisek z sałatką i piernik pokrojony na kawałki. Tymon wkroczył z grzanym winem, którego aromat owiał mnie mieszanką przypraw korzennych.  
- Z tej wyjątkowej okazji, wypijmy za nas, abyśmy mogli cieszyć się sobą każdego dnia.
- Za naszą miłość i za zdrowie. - dodałam uśmiechając się do niego szeroko.
Liczyłam na to, że ze zdrowiem będzie nam się wiodło. Niestety jeszcze nie zadzwonili ze szpitala, więc trzeba było ufać, że Tymona nie dopadnie kolejne osłabienie. Zjedliśmy jeszcze co nieco, popijając z lampek czerwony trunek. Zrobiło mi się błogo i ciepło. Wiedziałam, że on więcej nie może wypić, więc sama nie nalegałam na dolewkę, chociaż mi bardzo smakowało.  
- Zaczekaj tu chwilę, coś jeszcze dla ciebie mam.
- To i tak za dużo, posłuchaj  …

Nie dał mi dokończyć, znikając w głębi mieszkania. Za chwilę zjawił się z pakunkiem, przewiązanym srebrną wstążką. Prezent zdawał się prawie nic nie ważyć, nie wiedziałam co to może być. Odpakowałam szybko i ujrzałam elegancką koszulę nocną, która musiała kosztować nie mało, gdyż podobne widywałam na wystawach sklepowym w galerii handlowej.  
- Zostaniesz ze mną do rana? - spytał, patrząc tym rozbrajającym wzrokiem, który zawsze sprawiał, że miałam ciarki po całym ciele.
- Przecież wiesz. - dodałam ciepłym tonem.
Przytuliłam się do niego, a nasze usta odnalazły się jak lgnące do siebie magnesy, które nie chcą się od siebie oddalić. Jego dotyk, zapach wody toaletowej, to wszystko sprawiało, że w środku robiło mi się gorąco.  
- Chciałbym cię ujrzeć w tym, bardzo mi na tym zależy – odparł biorąc do ręki zwiewną koszulkę.
- Jak mogłabym ci odmówić. - dodałam z zalotna miną.
Poszłam do łazienki, zrzucając odświętne ubranie. Jak zwykle odnalazłam pachnący żel pod prysznic, z którego nie raz u niego korzystałam, a wiedziałam jak bardzo lubi zapach truskawek. Umyta ubrałam na siebie koszulę nocną. Wyszłam, a on spojrzał na mnie wymownie, spodziewałam się co mu chodzi po głowie.  
- Zaczekaj na mnie – powiedział spokojnym tonem.
Musiał wcześniej zdążyć pościelić w pokoju, usiadłam na łóżku, rozmyślając nad naszym związkiem. Znaczył dla mnie więcej, niż mogłam mu wyznać słowami. Odłożyłam pierścionek zaręczynowy na nocną szafkę, zobaczyłam coś, co mnie ucieszyło. Ramka ze zdjęciem Leny zniknęła wreszcie, zastąpiła je fotografia Szymonka, a obok niej nasze wspólne zdjęcie z wyjazdu do Włoch. Tymon pojawił się w drzwiach, widząc jak trzymam ramkę z malcem w rękach.  
- Wymieniłem, zauważyłaś …
- Tak, to cudowne dziecko. Wiem jak bardzo go kochasz, jesteś wspaniałym ojcem.
- Czy ja wiem? Pamiętasz jak Sylwia wspomniała o dzieciach na kolacji?
- Tak.
- Nie rozmawialiśmy o tym nigdy wcześniej, ale chciałbym abyśmy kiedyś założyli własną rodzinę, oczywiście po ślubie, chyba że …
- Wiem jak wygląda życie. Myślisz, że ja tego nie pragnę?
Spojrzał na mnie ponownie, dotykając mnie delikatnie.  
- Oby nasz związek przetrwał. Kocham cię, piękna.

Zastygliśmy w pocałunku, zgasił nocną lampkę nawet nie wiem kiedy to zrobił z nadmiaru wrażeń. Zmieniliśmy się serię dotyków, westchnień i pocałunków. Pragnęłam go tak mocno jak on mnie i oboje nie musieliśmy mówić nic więcej, bo słowa były zbędne. Zasnęliśmy szczęśliwi, zmęczeni, spełnieni, przecież nikt nie mógł nam odebrać tego cudownego momentu.  
Następnego poranka spojrzałam na niego jak jeszcze spał. Rozwichrzone włosy, lekko uchylone usta, miał też bardzo gęste rzęsy. Pocałowałam go na przywitanie, otworzył oczy, natychmiast reagując przewracając mnie na bok. Droczyliśmy się jeszcze ze sobą łaskocząc dla żartu, w końcu odziana w powietrze wybiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubierając się z powrotem, a potem zaczęłam szykować dla nas śniadanie. Tymon za ten czas, ogarniał się jak przystało, po czym zasiadł do stołu. Jedliśmy we dwoje, delektując się swoim towarzystwem. Ten dzień zamierzaliśmy spędzić wspólnie. Byliśmy na spacerze w parku, potem zjedliśmy obiad świąteczny. Następnie oglądaliśmy filmy, przy dużym telewizorze, śmiejąc się nie raz lub roniąc łzy. Wieczorem odwiózł mnie pod blok, oddając z powrotem bliskim, choć niechętnie.  
- Dziękuję za ten wyjątkowy czas.
- To ja dziękuję, zadzwonię jutro. - dodał całując mnie na pożegnanie.
Pomachałam mu jeszcze jak wsiadał do auta, odjechał z uśmiechem na ustach.  
Szłam pustym chodnikiem uśmiechając się do siebie, jak zakochana małolata. Wtem moją drogę zagrodził mi Dawid, zjawiając się nie wiadomo skąd.  
- Musimy pogadać, teraz.
- Śledziłeś mnie, czy jak? Myślałam, że dałeś spokój. - broniłam się, nie chcąc wracać do przykrych zdarzeń.
- Ewela leży w szpitalu.
- Co? Jak to? Co się stało?
- Wejdźmy tam – odparł, ciągnąc mnie w stronę uchylonej klatki schodowej.

Zachowywał się dziwnie, jakby się kogoś obawiał. To do niego nie podobne, gdyż to przed nim zwykle ktoś uciekał. Usiedliśmy na schodach, jego mina nie zwiastowała niczego pozytywnego, była wręcz nad wyraz poważna.  
- Nie jest dobrze, wsypała nas.
- Nie rozumiem, co ty mówisz?
- Byłem ją odwiedzić na oddziale ratunkowym, zadzwoniła do mnie resztkami sił. Wygląda gorzej od ciebie, serio.
- Nie musiałeś tego dodawać, ale mów dalej. - odparłam zdegustowana.
- Popiły z Kają za dużo, a tamta zaczęła ją ciągnąć za język. Wsypała się na całego, wkopując mnie i ciebie. Zdradziła nasz plan, jak ostatnia idiotka. Nic dziwnego, że tak ją urządzili.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, mógł mnie okłamywać, ale wyczuwałam szczerość w jego głosie.  
- Boisz się? - spytałam po chwili, patrzył przed siebie.
- Jej samej nie, ale kontaktów które posiada nie wolno lekceważyć. - wycedził.
- Po co mnie w to wmieszaliście, Kaja będzie chciała zemsty! - wybuchnęłam nagle, czując jeszcze większy strach niż wcześniej. - Pomyślałeś tępaku co ona może zrobić?
- Pobicia już przerabiałem. Cholera, pokusiłem się na hajs, żebym wiedział wcześniej …
Chwyciłam go za kurtkę, zaczynając nim trzepać w panice. Spojrzał na mnie przerażony, gdyż to zwykle on mnie gnębił.  
- Masz mnie z tego wyplątać, nie obchodzi mnie jak to zrobisz! Jesteś mi to winien, słyszysz?
Wyrwał się nagle, odpychając mnie na ścianę.  
- Przestań wariatko! Co w ciebie wstąpiło?
- Jak mogłeś wcześniej współpracować z Kają, Ewela teraz przez ciebie leży w szpitalu, poniżałeś mnie, chciałeś wykorzystać wraz z kolegami, jeżeli masz resztki sumienia odpokutujesz za to, odkręcając ten cały cyrk! Po co mnie ostrzegasz przed nią, żebym bała się własnego cienia?
- Wyluzuj, wytrzymaj jeszcze trochę, mam inny pomysł, ale musisz mi pomóc. Odezwę się do ciebie, a do tego czasu musisz radzić sobie sama. - wypalił, wychodząc na zewnątrz.
Wyszłam za nim, ale on tylko zaciągnął kaptur od kurtki na głowę i zaczął znikać za kolejnym zakrętem. Wystraszył mnie nie na żarty, już nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Kaja wydawała się bezkarna z tym co robiła, ktoś musiał wreszcie to skończyć, tylko dlaczego miałam ryzykować własnym zdrowiem i życiem właśnie wtedy, gdy zaczynało się układać wszystko inne. Roztrzęsiona ruszyłam szybkim krokiem do mieszkania, rozglądając się wokoło. Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie dnia.

1 172 czyt.
100%204
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1591 słów i 8650 znaków

Komentarze (4)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 29 lis 2018

    Wspólne święta Anity i Tymona to jest to. Bardzo ciekawy prezent od niego  
    I znowu po pięknym wstępie na sam koniec powrót do mrocznej przeszłości z nadzieją na marną przyszłość spowodowaną zadawaniem się z dziwnymi osobami. Anita musi podjąć odpowiednie kroki.

  • Somebody

    Somebody 29 lis 2018

    Patrz, umknęła mi ta część... Anita w końcu wyszła na ostatnią prostą. Jeszcze tylko Kaja została do usunięcia

  • AlexAthame

    AlexAthame 27 lis 2018

    Równowaga w przyrodzie? Jak z jednej strony dobrze do drugiej zle

  • AnonimS

    AnonimS 26 lis 2018

    Mściwa ta Kaja