Oblicze łez - Część 6

Powoli mijały mi kolejne dni, odliczałam je, zrywając kartki z kalendarza. Unoszona myślą, o nadejściu soboty, starałam się zachowywać normalnie. W piątek jak zwykle sortowałam papiery z kontaktami klientów, a Ewa projektowała nowy afisz, reklamujący firmę. Wyrwałam się na chwilę, chcąc zobaczyć ukradkiem Fabiana.  
- Zaraz wrócę, idę na stronę.
- Nie musisz mi się spowiadać co robisz, masz potrzebę to idziesz – zaśmiała się współpracownica, wracając na powrót do programu graficznego.
Idąc w stronę toalety, przez częściowo przeszklone drzwi, widziałam go. Skupiony klepał po klawiaturze jakieś znaki, a potem program odczytywał mu na głos linijki po kolei. Nie widział mnie, więc nie musiałam się krępować. Wtem wpadła na mnie jakaś dziewczyna, ale wydało mi się to przypadkowe.  
- Co tak stoisz? Tu się pracuje. - dodała niska brunetka, przypatrując mi się uważnie.  
- W czym masz problem.
- Stoisz przed tym gabinetem, czekasz na oklaski?
- Nie twoja sprawa, nie jesteś moim kierownikiem. - oburzyłam się nagle, widząc, że nie odpuszcza.
- Zaraz się do niego pofatyguję i powiem mu, że stoisz jak ciele, podczas gdy inni pracują.
- Ty też nie pracujesz, z tego co widzę.
- Rozumiem. Sprzątasz tu? Trzeba tak było od razu, czekaj, gdzie twój mop …
Nie wytrzymałam wtedy, wytrącając jej papiery, które niosła. Kartki upadły niedbale na posadzkę, niczym spadające jesienią liście. Kiedy na mnie spojrzała, poczułam chłód.  
- Co narobiłaś, zbieraj to!
- Nie mam zamiaru. Idę – odparłam, wchodząc do toalety.
Podążyła za mną, nie rozumiałam, dlaczego tak się na mnie uwzięła.  
- Zatrzymaj się paskudo. Jak się nazywa twój kierownik, mów!
- Nie obrażaj mnie. Daj spokój, weź melisę. - dodałam spokojnym tonem, wchodząc do kabiny.
Czekałam tam chwilę, aż wyjdzie. W końcu wyszłam pewna, że mam spokój. Na zewnątrz nikogo nie było, więc zadowolona skierowałam się do swojego biura. Gdy otworzyłam drzwi, osłupiałam. Ta sama dziewczyna, która mnie zaczepiła, żaliła się na mnie do Tymona.  
- … i wtedy ona uderzyła mnie …
- Kto cię uderzył? - odezwałam się śmiałym tonem.
- Ona – odparła pokazując na mnie dłonią.  
Mój szef spojrzał na mnie srogim wzrokiem, którego jeszcze u niego nie widziałam do tej pory.  
- Zajmę się tym, proszę się nie martwić.

Ewa patrzyła na mnie, jakbym faktycznie sponiewierała tę brunetkę, która ledwo odrastała od ziemi. Zmierzyła mnie wzrokiem, oddalając się z lekkim uśmiechem na twarzy.  
- Pani Anito, zapraszam. - dodał oficjalnym tonem Tymon.
Weszłam do biura, nie rozumiejąc co się dzieje. Usiadłam, a wtedy zmroził mnie jego wzrok.  
- Nie obchodzi mnie to, co zaszło, ale komu to zrobiłaś. Ze wszystkich ludzi w firmie, musiałaś pobić córkę samego prezesa?
- Po pierwsze jej nie pobiłam, po drugie …
- Dość! Jesteś z mojego działu. Nie życzę sobie takich sytuacji. Jeśli jeszcze raz zobaczę, że panna Julia przychodzi ze skargą na ciebie, to żegnasz się z pracą!
W jego oczach ujrzałam powagę, z którą nie zamierzałam walczyć. Wróciłam do swojego zajęcia, czując się jak po dywaniku u dyrektora w szkole, tyle, że wtedy nie zabierano mi pieniędzy, potrzebnych do życia. Ewa nie pytała mnie tym razem o nic, obserwując ukradkiem. Kiedy kończyła się nasza zmiana, współpracownica zebrała się szybko, znikając niczym cień. Zostałam sama z Tymonem, który jeszcze urzędował w najlepsze w swoim gabinecie. Chwyciłam za torebkę, gotowa do wyjścia, a wtedy usłyszałam głuchy huk. Zapukałam do pokoju Tymona, ale nikt mi nie odpowiadał. Nie proszona wpadłam do środka i ujrzałam go, jak leży nieprzytomny na kafelkach.  
- Słyszysz mnie!? - zaczęłam nim potrząsać, próbując go ocucić, ale nadal nie podnosił się.
Chwyciłam za telefon, chcąc zadzwonić na recepcję, ale wtedy on poruszył ręką. Blady otworzył oczy, starając się podnieść. Szybko pomogłam mu się podnieść, z mozołem usiadł, opierając się o ściankę działową.  
- Wody … - wybełkotał.
Roztrzęsiona napełniłam kubek, lejąc z wielkiej butli źródlany cud natury, pociągając za plastikowy kranik. Część płynu wylałam po drodze, chociaż nie zwracałam na to uwagi. Wypił ostrożnie wszystko i spojrzał na mnie znów.  
- Jeszcze …

Pospiesznie spełniłam jego życzenie. Wtedy sięgnął do torby, leżącej nieopodal. Wydobył z niej jakieś tabletki, o bardzo dziwnej nazwie po łacinie. Wyglądały jakby zostały specjalnie przepisane tylko dla niego. Połknął jedną, biorąc duży łyk wody. Za chwilę zaczął odzyskiwać kolory.  
- Zadzwonić po pomoc?
- Nie … , bo cię zwolnię.
- Do cholery, czy musisz nawet w takiej chwili grozić mi zwolnieniem? - wypaliłam nadal nie mogąc dojść do siebie.
- Nic mi nie jest, idź do domu. Nikomu ani słowa, że widziałaś mnie w takim stanie.
- Myślałam, że umierasz, to coś poważnego.
- Nic mi nie jest! - ryknął podnosząc się jak nowo narodzony.
- Jednak może warto zadzwonić na …
- Wyjdź!
Wybiegłam z gabinetu, nie wiedząc co mam myśleć. Przecież mu pomogłam, a on jeszcze zaczął podnosić na mnie głos. Co za niewdzięcznik i czemu ukrywa się ze swoją chorobą. Wyszłam roztrzęsiona, nie mogąc się uspokoić po tym dniu w pracy. Kierownik coś ukrywał przed innymi, ale co to mogło być. Gdybym była lekarzem, pewnie zorientowałabym się od razu, po przeczytaniu nazwy leku. Postanowiłam o tym zapomnieć, znów pocieszając się jutrzejszymi urodzinami Fabiana. Skręciłam w stronę galerii, żeby nie przychodzić na przyjęcie z pustymi rękami, niestety miałam lichy budżet. Nie wiedziałam co mogę mu podarować, nie znałam go przecież. Nagle przechodząc koło sklepu z różnymi drobiazgami, wpadła mi w oko pozytywka. Wybrałam jedną, z melodią „Spring Waltz”. Poprosiłam sprzedawcę o zapakowanie prezentu i wracałam uradowana do domu. Weszłam w jedną z alejek, prowadzących w stronę mojego bloku i wtedy usłyszałam znajomy głos.  
- Anita, co ty ze sobą zrobiłaś?
- Kaja, co ty tu robisz?
- Wypuścili mnie, cieszysz się?

Nie bardzo miałam ochotę, aby skakać na jej widok, ale wolałam to, niż spotkanie z Dawidem. Dawna znajoma miała teraz krótkie ciemne włosy, z zafarbowanymi końcówkami na czerwono. Ubrana w luzacką bluzę i ciemne leginsy z dziurami na kolanach, uśmiechała się do mnie.  
- Odstawiłaś się jak te puste laski, które okradałyśmy, pamiętasz?
- Muszę iść …
- Co, nie chcesz się przyznawać do mnie? Taka ważna, wielka pani. - mówiła parodiując moje ruchy.
- Zamknij się. Skończyłam z tym, słyszysz! Ostatnio groziłyście im nożami, mogłyście doprowadzić do tragedii. Ciesz się, że tak szybko cię wypuścili!
- Ty też tam byłaś, ale cię nie zakapowałam, a wiesz dlaczego? … Bo uważałam cię za najlepszą kumpelę, jaką miałam. Nawet wtedy, gdy uciekłaś, liczyłam na to, że jak wyjdę, nic się nie zmieni.
Chciałam jak najszybciej skończyć tą rozmowę, ale ona zastąpiła mi drogę, patrząc na mnie świdrującym spojrzeniem.  
- Nie ostrzegłaś mnie przed Dawidem, pytam się dlaczego?
- A chciałabyś słuchać? Sama jesteś sobie winna, wystarczyło słowo, a ten frajer dostałby za swoje.
- Skończ już! Czasy się zmieniły, wychodzę na prostą, tobie też radzę spróbować.
- Nie mam zamiaru klepać biedy, a ty z takim wyglądem, to …
- Od kiedy wypominasz mi wygląd, co?
Dziewczyna zaśmiała się, odpalając papierosa. Dmuchnęła mi dymem prosto w twarz, aż zakręciło mi się w głowie.  
- Spotkamy się jeszcze, nie wierzę w twoja cudowną przemianę ... Anitko.
Odeszłam jak najszybciej, czując jakby pętla zaciskała mi się wokół szyi. Przedtem razem z nimi robiłam rzeczy, których żałowałam, ale nie mogłam do tego wrócić, bo drugi raz mogłabym się już nie wyrwać. Wpadłam do mieszkania, starając się uspokoić gonitwę myśli. Przywitała mnie rodzicielka z miną, po której zrozumiałam, że coś jest nie w porządku. Usiadłam z nią w kuchni, nastawiając wodę na herbatę. Zobaczyłam, że ma mokre oczy i od razu na myśl przyszedł mi ojciec.
- Mów, co znowu zrobił tata …
- Nie , tym razem to nie on. Wiem, sama nie mogłam tego przetrawić.
- W takim razie, co się stało? Komornik?
- Nie, w innych okolicznościach bym się cieszyła, ale teraz …
- Mów, czemu przedłużasz.
- Natalia jest w ciąży.

Opadła mi szczęka, ale starałam się jakoś normalnie reagować. W końcu kiedyś musiało do tego dojść, tego się nie wybiera, tylko dlaczego akurat teraz, kiedy zaczynam sobie układać życie.  
- Gratulacje, zostaniesz babcią. Co w tym strasznego.
- Wiesz, że siostra mało zarabia, a Darek pracuje na czarno.
- Tak i co z tego?
- Wypadałoby im pomóc, to pierwsze dziecko …
- A co ja mam do tego? Pytam się.
- Dostałaś pracę w biurze.
- To staż mamo, na trzy miesiące. Nie dostanę kokosów. Nie mam zamiaru dokładać się na jej zachcianki, mogła oszczędzać lub kupować prezerwatywy, to nie majątek.
- Jak możesz! Kiedy byłaś po wypadku Natalia się tobą opiekowała, musieliśmy rezygnować z wielu rzeczy, także dla niej, żebyś była zdrowa.
- Nie chcę tego słuchać! Znów mi wypominasz wypadek.
- Nie prawda.
Czajnik zaczął gwizdać, więc zalałam szklanki z herbatami, jedną podsunęłam matce, drugą chwyciłam w dłoń, wychodząc z kuchni. Zamknęłam się w swoim pokoju, czułam żal do matki, że znów rozdrapała stare rany. Ciekawe co by powiedziała, żebym ja zaciążyła. Na pogłaskanie po główce nawet bym nie liczyła. Natomiast Natalia, jej zawsze wszystko uchodziło na sucho. Zdenerwowana wyciągnęłam z torebki prezent, jaki miałam jutro podarować Fabianowi. Na myśl o nim, rozmarzyłam się, chociaż nie powinnam. Pogrążona w swoich fantazjach, wyobrażałam sobie, jak podchodzi do mnie, dotyka mojej skóry, jak całuje mnie, a ja rozpływam się w jego ramionach. Niestety szybko wróciłam na ziemię, dopijając napój ze szklanki. Przecież on jest zaręczony i w dodatku zakochany. Postanowiłam, że zachowam się jak przystało.  

Następnego dnia od rana szukałam odpowiedniego stroju. Po mozolnym wywracaniu szafy na prawo i lewo, znalazłam sukienkę, zapomnianą przez czas. To nic, że nie nosiłam jej kilka lat, ale jej krój był klasyczny, a kolor pastelowy. Dawno zapomniałam o strojeniu się, jakbym skreśliła się na zawsze, odsuwając się do ludzi. Fabian dał mi wiarę w to, że nie każdy musi być wrogo nastawiony do mnie. W domu stawiłam czoło wszystkim obowiązkom, a gdy tylko rodzicielka wyszła na popołudniową zmianę, zaczęłam się po kryjomu stroić. Ubrałam sukienkę, wysokie buty, uczesałam włosy, rozpuszczając je swobodnie. Na końcu wydobyłam kosmetyki, które rzuciłam dawno w kąt. Chociaż wiedziałam, że niewiele mi dadzą, a solenizant i tak ich nie zobaczy, postanowiłam zaszaleć. Na koniec pokropiłam się perfumami, które tak pochwalił przy naszym pierwszym spotkaniu. Narzuciłam kurtkę, wzięłam torebkę oraz prezent i ruszyłam w drogę. Dojechałam komunikacją miejską, na skraj miasta, a stamtąd szłam kawałek na piechotę. Szukałam adresu, który miałam zapisany na kartce. Znalazłam w końcu jednopiętrowy dom z ogródkiem, otoczony wysokim ogrodzeniem. Zadzwoniłam do bramy, ktoś mi otworzył. Wysoka dziewczyna o jasnych włosach, spojrzała na mnie podejrzliwie. Pokazałam jej zaproszenie.
- Jestem Kaśka, siostra Fabiana, a ty pewnie z pracy?
- Anita, tak pracuję w tej samej firmie.
- Wejdź.
Zostałam poprowadzona alejką, wprost do wejścia. Zaparło mi dech na widok wnętrza, dla mnie to były istne luksusy, ale starałam się nie pokazywać tego po sobie. Ludzie dziwnie mi się przyglądali, chyba makijaż nie potrafił zamaskować moich niedoskonałości nazbyt dobrze, ale szłam na całość.   Weszłam do salonu, który przyozdobiony starannie, wyglądał jak z reklamy gazety o wnętrzach. Nie znałam tam nikogo, poza informatykiem, który pomógł mi z pracą. Tylko gdzie on był, zaczęłam się rozglądać. Wtem zauważyłam, jak wchodzi z ogrodu, a za nim jak cień, idzie wyprostowana i zadbana Daria. Widząc mnie, utkwiła we mnie wzrok, jakby chciała spytać, co ja tu robię. Widziałam, jak szepcze mu coś na ucho, po czym solenizant zamiast się zmartwić, zaczyna iść w moją stronę. Serce mi zamarło na chwilę, ale starałam się trzymać fason.  
- Anita?
- Tak, przyszłam, nawet mam zaproszenie. - uśmiechnęłam się lekko, jego perfumy na nowo zagrały na mojej wyobraźni.
- Wanilia i jaśmin, nierozłączna para, co?
- Moje ulubione, jak zawsze bezbłędny.
Dotknął mnie, chwytając za dłoń, pocałował mnie w rękę szarmancko, aż przeszły mnie dreszcze.  
- Kochanie, gdzie się zapodziałeś …
- Tu jestem, witam gości.
Daria znów zmierzyła mnie wzrokiem, który mówił więcej niż słowa. Oddaliłam się,  nie mogąc patrzeć w jej oczy dłużej. Usiadłam za zastawionym stołem, obok zupełnie nieznanych ludzi. Co ja tu robię, czy postradałam zmysły? Widziałam jak goście układają prezenty na specjalnym podwyższeniu, położyłam mój lichy pakunek, który nikł wśród ociekających przepychem przedmiotów. Chciałam zniknąć, ale uparcie starałam się uśmiechać. Drugi raz już się tak nie wypuszczę, to zdecydowanie za wiele. Nie pasowałam tu, to wiedziałam na pewno.

625 czyt.
100%105
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2482 słów i 13570 znaków

Komentarze (5)

 
  • Amina

    Amina 26 lip 9:05

    Interesujące..... najbardziej ciekawi mnie choroba Tymona.

  • dreamer1897

    dreamer1897 18 lip 13:38

    Anita ostra dziewczyna, ma charakter...lubię zadziorne postacie. Romantyzm pełną gębą

  • Somebody

    Somebody 17 lip 13:44

    Pięknie, bardzo poruszająco

  • AnonimS

    AnonimS 17 lip 10:43

    Umiesz jak mało kto żonglować gatunkami literackimi. I na dodatek opisujesz fantastycznie postacie, takie prawdziwe .... Pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame 16 lip 22:02

    Jest to jeden z najpiękniejszych kawałków. Dotyka tego co mam w środku. Jest super jeżeli ktoś jest piekny jak model z renomowanej firmy i ma forsy jak lodu. A tu mamy osobę która jest tego przeciwieństwem. Ale ma serce i duszę. Pragnie być tylko troche szczęśliwa. Cudowne. Przytulak zarówno dla Ciebie jak i dla twojej głównej bohaterki.