Oblicze łez - Część 19

Blade światło majaczące w oddali, przywołało mnie do świadomości. Zerwałam się, jakbym znajdowała się w półśnie, a kołdra zsunęła się mimowolnie, odsłaniając ciało, które owiała rześka bryza z otwartego okna. Wiedziałam gdzie się znajduję, zrozumiałam, że znów zareagowałam spontanicznie. Szczęście pomieszane ze wstydem i ekscytacją, nie umiałam tego nazwać. Obejrzałam się za siebie, leżałam sama, w łazience paliło się światło. Tymon pewnie wstał wcześniej, zaniepokoiła mnie cisza dobiegająca ze środka małego pomieszczenia. Szum fal wciąż dobiegał do moich uszu, ale wcale mnie nie uspokajał. Podniosłam się, zakrywając jak naleśnik cienką kołdrą. Zapukałam do toalety, najpierw ciszej, potem głośniej.
- Tymon? Wstałeś?  
Kolejny raz brak odpowiedzi, ponowiłam próbę, znowu nic. Ośmielona pociągnęłam za klamkę i oniemiałam. Leżał nieprzytomny na kafelkach, trzymając w ręku ręcznik, pewnie brał prysznic i nie zdążył się wytrzeć. Zaczęłam nim potrząsać w panice, próbując go ocucić. Bladość cery nie zwiastowała nic dobrego, oblałam go ciepłą wodą po twarzy. Nagle otworzył oczy, patrząc na mnie przerażonym wzrokiem, którego nie chciałabym znów zobaczyć.  
- Co ci jest? Wezwę kogoś, leż tutaj …
- Anito, nie, podaj mi tabletki, leżą w szufladzie w szafce przy łóżku …
Wybiegłam jak poparzona do pokoju, przeszukując nocną szafkę, w końcu znalazłam leki. Do szklanki wlałam mineralną i trzęsącą dłonią podałam mu medykament. Połknął anemicznie, wypuszczając szklany przedmiot z dłoni. Chciał się podnieść, ale wydawał się strasznie słaby, jakby sprawiało mu to wysiłek godny wspinaczki alpinisty. Oparł się o ścianę, siedząc przepasany ręcznikiem.  
- Dość tego, mów co to za leki, bo to że jesteś chory, już wiem od dawna.
- Pomóż mi wstać, muszę usiąść na łóżku, tu jest zimno.
Wsparł się na moim ramieniu, prowadziłam go jak dziecko, czując ogromny niepokój. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie zrobiłam mu krzywdy. Podłożyłam mu poduszkę, aby mógł się oprzeć wygodnie. Usiadłam koło niego, nadal bez odzienia, tylko w białej kołderce.  
- Co się dzieje?
- Wczoraj nie zażyłem leku, bo chciałem napić się wina i ...
- Tymon, jak to … leczysz się?
- Dobrze, nie będę więcej udawał, nie zażywam witamin, chociaż pewnie i tak by mi nie pomogły. Mam poważny problem, myślałem, że terapia przynosi polepszenie na zdrowiu, ale niestety jest inaczej. Broniłem się przed tym, nie chciałem słuchać lekarza, bo on tylko mnie dołował …
- Na co cierpisz? Powiedz.
- Serce nie pracuje tak, jak powinno. Wysiłek, stres, to pogłębia mój stan, podobno potrzebuję przeszczepu, ale sama wiesz jak to jest. Wpisali mnie na listę oczekujących, niestety tak długo czekam i żadnych wieści. Tłumaczono mi, że są bardziej potrzebujący ode mnie, w gorszym stanie i im w pierwszej kolejności się należy. Niestety mój stan się nie polepsza i nic nie wskazuje na to, aby coś się zmieniło.

Przytuliłam go odruchowo, czując że tak trzeba. Powoli moje najgorsze przypuszczenia zmieniały się w rzeczywistość. Wiedziałam co się stanie, gdy Tymon nie dostanie nowego organu. Oglądałam o tym w programie medycznym, który śledziłam poszukując informacji o moim przypadku z oparzeniem.  
- To poważne, nie wiedziałam.
- Nikt nie wie, ojcu nie wspomniałem ani razu, byłej żonie również, chociaż jej pewnie by to nie ruszyło. Nie chciałem cię tym obarczać, ale ten wyjazd, trafiła się okazja, widziałem załamanie w twoich oczach. Zbyt wiele wycierpiałaś, chciałem ci to jakoś zrekompensować, a wczorajszy … to zdarzyło się spontanicznie.
- Wiem, mogłam się odsunąć, odmówić, nie wiem co mnie napadło. Mogłam przestać. Pewnie pomyślisz, że jestem głupia, bo tak jest. Nigdy nic mi się nie udawało, dokonywałam złych wyborów, nawet jak chodzi o sprawy sercowe.
Złapał mnie mocno, przyciągając do siebie. Czułam się dziwnie, ale nie protestowałam.
- Jesteś jak światło, które zaświeciło w moją stronę. Nie chciałem się z nikim więcej wiązać, a teraz zrobiłem błąd, złamałem swoją zasadę. Nie mogę wymagać od ciebie, abyś ze mną była, bo nie wiem czy doczekam operacji, a jak nawet doczekam, to czy przyjmie się nowe serce. Dość masz problemów, mój nie jest ci do niczego potrzebny. Nie warto wiązać się z kimś takim, mogłem zareagować, ale ...
- Tymon, dziękuję ci za wszystko, uratowałeś mnie, chociaż się przed tym broniłam. Nie zostawię cię, czuję od ciebie niesamowite ciepło, którego nawet we własnym domu mi brakowało. Znajdzie się dawca, a ty dożyjesz późnej starości, zobaczysz, będziesz się jeszcze z tego śmiał. - dodałam chcąc dodać mu otuchy.
Nie odpowiedział, patrzył w stronę okna, na wstające nad morzem słońce.  
W tym blasku jutrzenki, ujrzałam jak jego oczy stają się wilgotne. Podniósł się, wychodząc znów do toalety. Wrócił po pewnym czasie, ubrany w szorty. Położył się koło mnie, patrząc na mnie badawczo, jakby sam nie wierzył co się między nami wydarzyło. Zbliżył do mnie swoje usta, które wędrowały po moich policzkach, lądując w miejscu przeznaczenia. Namiętny pocałunek sprawił mi przyjemność, ale wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Zaczynał mnie intrygować, spodobał mi się jego charakter. Dlaczego takich ludzi spotykają nieszczęścia, tego nie mogłam pojąć w tej chwili. Postanowiłam, że cokolwiek się stanie, będę mu podporą.  
Zaczęłam się ubierać, zbierając powoli swoje części garderoby, patrzył na mnie ukradkiem. Gdy byliśmy już gotowi, poszłam do pokoju, w którym praktycznie nie mieszkałam. Spakowałam rzeczy, zeszliśmy na śniadanie. Ostatni raz chłonęłam zapach włoskich potraw, jakbym podświadomie chciała go zatrzymać na dłużej. Samolot odlatywał popołudniu, musieliśmy jeszcze dopłynąć do Neapolu. Wyszliśmy na plażę, żegnając się z tym miejscem, jakby nasz raj miał nigdy nie powrócić.  
- Ruszajmy, przewodniczka czeka z walizkami w lobby.
- Już, tylko wezmę ostatni oddech morza – dodałam wzdychając głęboko.  
Wymeldowaliśmy się z hotelu, kierując się na przystań. Słońce świeciło lekko otoczone przez małe obłoczki. Płynęliśmy promem, nie obawiałam się kołysania statku, uznałam, że będzie mi tego brakowało.  Za jakiś czas ujrzałam Wezuwiusz, który nadal straszył swoją obecnością, choć wydawał się piękny i tajemniczy. Nie chciałam wracać do szarej rzeczywistości, niestety czas pędził nieubłaganie. Nawet się nie obejrzeliśmy, a jechaliśmy już na lotnisko. Zjedliśmy jeszcze skromny obiad przed odlotem, żegnając się z panią przewodniczką.
- Dziękujemy, wspaniała praca, sprawiać ludziom radość z wycieczek – dodał Tymon z uśmiechem.
- Nie każdy jest zadowolony, ale państwo wyglądają na rozpromienionych, więc moje zadanie spełnione.

Uśmiechnęłam się również, chociaż kobieta nie wiedziała co jeszcze wprawiło nas w ten stan. Mogła się domyślać, ale nie śmiała wspomnieć. Pomachaliśmy jej jeszcze, znikając w wejściu do terminalu. Odprawa trochę się przeciągnęła, ale w końcu znaleźliśmy się w samolocie. Drugi raz nie bałam się lotu, wręcz przeciwnie, podobało mi się to uczucie, wzbierająca prędkość na pasie, jakby prześcigało się czas. Ostatni widok lazurowego morza, wzgórz porośniętych zielenią i znowu biel chmur kontrastująca z granatem nieba. Uniesieni w przestworzach chwyciliśmy się za dłoń, patrzyłam na niego pełna obaw. Nie chciałam dać po sobie znać, że martwię się o niego. Niebawem wylądowaliśmy w naszym kraju, gdzie powiało zimnem i padającym nieprzerwanie deszczem. Było ciemno, Tymon odwoził mnie pod blok samochodem, mając poważny wyraz twarzy. W pojeździe pocałował mnie po raz kolejny.
- Odprowadzę cię, żeby udowodnić, że nic ci nie zrobiłem.
- Nie musisz …
- Tak trzeba. Chodźmy.
Weszliśmy na górę, drzwi otworzyła nam siostra. Natalia zmierzyła mnie wzrokiem, niczym wytrawny detektyw, szukając poszlak, potwierdzających jej przypuszczenia.  
- Witam, Anita wraca cała i zdrowa. Życzę miłego wieczoru – dodał podając mi bagaż.
- To dobrze, Anito wchodź, bo zimno wieje z korytarza – dodała, prawie zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
- Co ty robisz, czemu go tak traktujesz?
- Uspokój się, wiesz jak matka się martwiła? Przyznaj się, czy ty z nim …
- Natalia! Jak możesz. Czy ja ciebie pytałam co ty robisz z Darkiem? Jak widać nie musiałam, bo wszystko wyszło na jaw, wystarczy spojrzeć na to – dodałam pokazując na coraz większy brzuch.
- Jak ty też wywiniesz taki numer, to nie odpowiadam za siebie.
- A co, boisz się, że będziecie musieli wrócić na swoje?
Nie odpowiedziała, tylko szarpnęła za walizkę, wprowadzając ją do pokoju.  
- I oddaj mu ten grat, to nie należy do ciebie. - burknęła suchym tonem.
- O bagaż się nie martw, martw się o siebie!
Wyszła zamykając się w pokoju z Darkiem. Rodzicielka oglądała telewizję, gdy mnie zobaczyła podeszła uradowana. Przytuliłam ją, pokazując że jestem w jednym kawałku.  
- Anito, co to za mężczyzna, czy wy ze sobą …
- Mamo, uspokój się, jeżeli by coś było, powiedziałabym – dodałam, nie mówiąc tego co powinnam. - Ten wyjazd zorganizowała firma, akurat miał wolne miejsce, więc poleciałam z nim. Przecież ci tłumaczył, jak to wyglądało.
- Wiem, ale jesteś moją córką, nigdy nie byłaś tak daleko.
- Nic się nie stało, jutro czeka na mnie praca. Uspokój się proszę.
Uśmiechnęła się tylko, wracając do śledzenia wiadomości.  

Przyniosłam sobie herbatę, oglądając razem z nią. Zachowywałam się naturalnie, chociaż w środku aż dygotałam. Na dodatek matka przełączyła na serial o szpitalu, rodzina płakała tam pod salą operacyjną. Zamyśliłam się, a co by było gdyby nie znalazł się dawca dla Tymona? Jak zachowałabym się, przecież nie oddam mu serca, choć to i tak nie takie proste. Wyszłam do kuchni, zmywając po sobie kubek. Zasiadłam na taborecie opierając ręką zamyśloną głowę. Wydobyłam z kieszeni komórkę, przeglądając zdjęcia. Zatrzymałam się przy tym, które robiła nam przewodniczka. Rozmarzyłam się, wracając wspomnieniami do wycieczki. Musiałam jednak wrócić do rzeczywistości, nie wiedząc co dalej mam robić z tą sytuacją. Zmęczona po dziesiątej padłam jak długa na rozłożonej sofie, pogrążając się we śnie.  
Następnego dnia przyszłam do pracy, zabierając się za codzienne zajęcia, które swoją monotonią nie raz męczyły. Przy biurze Fabiana panowało poruszenie, najwyraźniej kłócił się z kimś, czyżby Darii coś się nie spodobało. Wycierałam parapety mokrą szmatką, kiedy zza drzwi wypadła rozgniewana siostra informatyka. Usiadła na zewnątrz, chwytając rękoma za głowę, jakby jakieś zmartwienie ją przytłaczało. Podniosła wzrok i gdy tylko mnie rozpoznała, podeszła zaciekawiona.
- Ty jesteś Anita, tak?
- Tak, byłam na urodzinach Fabiana, ale o co chodzi?
- Możesz na chwilę ze mną zejść na dół? Chcę porozmawiać.
Wzięłam kosz ze śmieciami i korzystając z okazji zeszłam podążając za nieznajomą mi osobą. Zostawiłam śmieci przy kantorku, zgłaszając, że idę po coś do magazynu. Siostra znienawidzonego teraz chłopaka, znalazła się ze mną sam na sam na zewnątrz.  
- Dobrze, że cię znalazłam, wiem o tobie więcej niż myślisz …
- Nie rozumiem, do czego zmierzasz?
- Wiem co się wydarzyło między tobą a bratem. Nie przyzna się do tego, ale zrobiłaś na nim ogromne wrażenie.
- Doprawdy? Niby czym? Oznajmił mi, że ma wybrankę na całe życie, zresztą sama widzisz, co ja mogłabym mu zaoferować. Na szczęście skończyliśmy ten chory układ, który dla niego był najwyraźniej odskocznią.
- Rzecz w tym, że nie trawię Darii. Panoszy się u nas w domu, chociaż jeszcze nie zabrzmiało sakramentalne „tak”. Dowiedziałam się, że jej rzekome bogactwo, to pic na wodę. Wydaje pieniądze bez opamiętania, a mój brat naiwnie myśli, że go kocha ...
- Wybacz, ale to nie jest mój problem – wtrąciłam się, przerywając jej wywód – Cokolwiek było między nami, skończyło się tak szybko jak się zaczęło.
- Pomyślałam, że mogłabyś powiedzieć Darii o was, wtedy ten przeklęty ślub nie doszedłby do skutku.
- Nie mieszam się w to. Mogę tylko wiedzieć, skąd wiesz o naszym …
- Byłam w domu, kiedy wy … wybacz że to mówię, ale nawet mój brat nie wiedział. Słyszałam jak się kłóciliście, postąpił okropnie z tobą.
- Tego za wiele, Fabian wie co robi, jest dorosły. Daj mi spokój, niech sam decyduje o swoim życiu.

Odeszłam od niej, zostawiając przy magazynie ze środkami czystości. Poczułam się jeszcze gorzej niż z początku, myślałam, że byliśmy sami. Wspomnienia wróciły, nie potrafiłam się skupić na powierzonych mi zajęciach. Ujrzałam Tymona, niosącego akta do swojego biura, na mój widok rozpromienił się.  
- Jak samopoczucie? -spytał z uśmiechem, jakby nic się nie stało.
- Normalnie – dodałam, nie zrozumiałby i tak mojej pogmatwanej sytuacji.
- Widzę, że cie coś trapi, czyżby to przeze mnie?
- Nie, to nie tak, znasz mnie trochę, w domu nie jest różowo – wymyśliłam, aby przestał się zastanawiać.
- Chciałbym się znowu z tobą zobaczyć, gdybyś tylko znalazła czas.
- Znajdę, ale nie dziś. - dodałam wymijająco – wybacz, spieszę się, muszę ogarnąć jeszcze parter …
- W porządku, nie będę naciskał.
Zniknął w pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wtedy wyszedł Fabian, badając podłogę białą laską. Wydawał się nieobecny, bez uśmiechu. Chciałam go wyminąć, ale potknęłam się o postawione w pobliżu pudła, przyniesione przez kuriera, których nie zauważyłam z wrażenia. Podcięłam mu nogi i wylądowaliśmy razem na posadzce. Leżałam na nim, jakbyśmy odprawiali trening z jogi. Mimowolnie dotknął mnie, próbując się podnieść. Przejechał ręką po mojej twarzy.
- Anita … wpadłaś na mnie.
- Właściwie chciałam cię wyminąć – dodałam zmieszana.
Wtem zza rogu, wyłoniła się jak spod ziemi Daria, niosąc siatkę z zakupami z butiku. Gdy mnie zobaczyła leżącą obok Fabiana na podłodze, zaczęła krzyczeć, niczym wariatka. Chciałam uciec jak najdalej, albo zapaść się pod ziemię.

510 czyt.
100%176
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2648 słów i 14616 znaków

Komentarze (6)

 
  • Amina

    Amina 3 paź 14:57

    Wreszcie się dowiedziałam co z Tymonem...

  • dreamer1897

    dreamer1897 20 wrz 18:01

    No nie kolejne problemy...mam nadzieje, że Anita wesprze Tymona w walce o zdrowie

  • Fanka

    Fanka 19 wrz 15:51

    Od samego początku jestem za Tymonem! Kolejną świetna czesc!

  • Somebody

    Somebody 18 wrz 17:55

    Ten Fabian powinien jak najprędzej zniknąć. Anita znalazła kogoś lepszego niż on i tego niech się trzyma.

  • AlexAthame

    AlexAthame 18 wrz 6:43

    Smutno, że Tymon jest chory. I wygląda, że Fabian coś czuje do Anity. Szkoda, że ludzie myślą emocjami. To opowiadanie jest bardzo życiowe.

  • AnonimS

    AnonimS 17 września

    Hmmm kiedy to wreszcie się wyjaśni. Dlatego nie przepadam za milosnymi bo zakochani potrafią wszystko splątać w węzeł gordyjski. Pozdrawiam