Oblicze łez - Część 14

Wstałam uchylając okno, rześkie powietrze wpadło do środka. Wypiłam herbatę, zbierając się w sobie. Ubrałam się, z zamiarem odwiedzenia ojca. Wyszłam na przystanek, pełna obaw, na szczęście szybko nadjechał autobus. Znalazłam wolne miejsce, siadając naprzeciw matki z małą dziewczynką na kolanach. Przyglądała mi się długo, w końcu pociągnęła matkę za rękaw.  
- Mamo, czemu ta pani tak brzydko wygląda?
- Uspokój się, nie wolno tak mówić.
- Ma coś na buzi.
Nie wytrzymałam, dzieci zwykle były bezpośrednie, ale w tej chwili nie miałam zamiaru spowiadać się z historii z mego życia. Wstałam, żeby się przesiąść. Znalazłam się po drugiej stronie pojazdu, myśląc, że mam spokój. Nagle odpowiedź kobiety mnie zszokowała.
- Dobrze że ta pani poszła, mogła cię czymś zarazić …
Wstałam jak rażona piorunem, zbliżając się do siedzącej matki.
- Proszę nie straszyć dziecka! To nie jest zaraźliwe, nikomu nie życzę takiego wypadku.
- Czy ktoś panią pytał o zdanie? Nie będzie mi nikt mówił jak się mam odzywać do dziecka, proszę się ode mnie łaskawie odsunąć.
Zbliżyłam się uśmiechając do małej przyjacielsko, ale jej mina pokazywała strach. Wstały, odchodząc na drugi koniec autobusu. Wtem jakiś starszy człowiek, poklepał mnie po plecach, odwróciłam się.  
- Proszę się nie przejmować, mój ojciec również został poparzony, ale na rękach. Doskonale panią rozumiem, proszę usiąść.
Miły gest natychmiast poprawił mi humor, zaczęłam odzyskiwać wiarę w ludzi. Zaczęłam rozmawiać z siwym pasażerem, który miał uśmiech na twarzy. Prawie przegapiłam swój przystanek. Wysiadłam, machając mu zza okna, wdzięczna, że poświęcił mi swoją uwagę.  

Znalazłam się w szpitalu, rodzicielka rozmawiała z ojcem, zawołała mnie do siebie.  
- Gdzie Natalia? - spytałam po chwili.
- Była z Darkiem, ale wyszli na zakupy.
- Jak się czujesz tato? - spytałam po chwili, zwracając się do poszkodowanego.
- Lepiej, ale wszystko mnie boli, sama widzisz do czego się doprowadziłem. Idę na odwyk, nie dam rady tak dłużej egzystować. Lekarz poradził mi dobry ośrodek, będzie dobrze.
Mina mojej rodzicielki nie wyglądała zachęcająco, ale po chwili rozpogodziła się.  
- Oczywiście, czy musiałeś nas tak straszyć? Ile razy ci mówiłam, że niszczysz sobie życie, a ty zawsze swoje. To, że jesteśmy po rozwodzie, nie znaczy, że się o ciebie nie martwię.
- Dziękuję, to będzie długa droga, ale mam dla kogo żyć – wycedził patrząc na mamę, a potem na mnie.
- I jeszcze zostaniesz dziadkiem, to następny powód. - wtrąciła się rodzicielka.
- Wiem, nie martwcie się. - uśmiechnął się lekko.
Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas, rozmawiając o wszystkim co nas otacza, w końcu skończyła się pora odwiedzin. Pożegnałyśmy się z nim, spokojne o jego zdrowie, choć zawsze zostawała niepewność, czy podoła w ośrodku. Pożegnałam się z mamą, kierując się na miasto. Wybrałam numer do Tymona, chcąc się podzielić dobrymi informacjami.
- Słucham …
- To ja, z tatą dobrze, niedługo wychodzi i idzie do ośrodka na odwyk. Zmotywowaliśmy go razem z lekarzem, chyba się przeraził.
- Świetnie, gdzie jesteś?
- W starym mieście, spaceruję, a co?
- Zaczekaj tam, zaraz do ciebie przyjadę …
- Nie trzeba, nie będę zawracała ci głowy.
- Nalegam, Anito.
Zastanowiłam się trochę, chciałam z kimś porozmawiać, westchnęłam cicho.
- Okej, będę pod fontanną przy budynku biblioteki, to charakterystyczne miejsce.
- Wiem, już jadę. - dodał rozłączając się.

Cieszyłam się, że nie padało. Znalazłam suchą ławkę, spoczywając na niej uspokojona w duchu. Przeglądałam wiadomości z internetu, kiedy ktoś puknął mnie w ramię. Tymon patrzył na mnie swoimi pełnymi radości oczami. Wyglądało na to, że cieszy się ze spotkania. Przywitał mnie przytuleniem, dość oficjalnym, ale miłym. Ruszyliśmy parkiem, a spadające z drzew kolorowe liście, tworzyły swoisty dywan wokoło. Pracownicy ogrodu sprężali się, usuwając je ze ścieżek, ale mnie one wcale nie przeszkadzały. Zza chmur przebiło się nawet słońce, jakby na zawołanie. W parku znajdowała się kafejka, weszliśmy do środka, a zapach kawy owiał nas od progu. Usiedliśmy przy wolnym stoliku, składając zamówienie. Poprosiłam o kawę o smaku orzechowym, a Tymon zażyczył sobie z wanilią.  
- Jestem pełny podziwu dla ciebie – dodał zaczynając rozmowę.
- Podziwu? Z czego?
- Jak sobie radzisz pomimo przeciwności, wyglądasz jakbyś odżywała.
Nie chciałam mu wspominać o moim wybryku z Fabianem, nawet nie zamierzałam. Na samą myśl robiło mi się słabo.  
- Staram się, w końcu obiecałam ci, że żadnych mostów. Jestem dorosła, trzeba żyć dalej. Właściwie, to czemu się o mnie martwisz, bo to tak wygląda, czy nie mam racji?
Na chwilę zamilkł, jakbym uderzyła w czułą strunę. Wypił spory łyk ciemnego napoju, patrząc przed siebie.  
- Nie zrozum mnie źle, ale jesteś dla mnie jak ktoś bliski. Nigdy nie miałem siostry, ale mogłabyś nią być. Tak to odbieram – dodał odkładając filiżankę.
Na słowo „siostra” zmroziło mnie. Awansowałam na członka jego rodziny, po prostu niebywałe. Odetchnęłam z ulgą, że nie chce mnie uwieść, jak zagubiony we własnym świecie Fabian. Znów o nim pomyślałam, to było wręcz nieznośne.  
- Czyli jesteśmy przyjaciółmi, bo nie spokrewnieni, to nie możliwe.
- Zdecydowanie, posłuchaj, dostałem od pewnej firmy w prezencie vouchery na wycieczkę do Włoch. Nie chciałbym sam jechać, a nie mam komu zaproponować … rozumiesz?
- Nie rozumiem – wycedziłam.
Zdziwiłam się bardzo, ledwo wspominał o rodzinie, a tu taka informacja. Nie miałam zamiaru znów dawać się podpuścić kolejnemu naciągaczowi.  
- To tylko jeden nocleg plus zwiedzanie miasta, osobne pokoje, jakbyś o to pytała.
- Na mnie nie licz, mam sporo problemów, nie ma mowy, nie znam cię …
- Chciałem dobrze, czemu tak się rzucasz?
- Nie chcesz wiedzieć. Nie będę ci się spowiadać z przeszłości, nic o mnie nie wiesz i dobrze. - obruszyłam się, wstając od stolika.
- Zaczekaj, nie było tej rozmowy, rozumiesz? Wybacz, nie wiem o czym pomyślałaś, ale mogę się domyślać. Jestem od ciebie starszy, to zrozumiałe.
- Trafiłeś w sedno, nie ufam facetom! - krzyknęłam, aż ludzie spojrzeli na mnie dziwnie.

Wybiegłam przed lokal, a przed oczami pojawił mi się Dawid i jego puste obietnice, a potem Fabian, ze swoimi słodkimi tekstami. Można sparzyć się kilka razy, ale nie ciągle. Dogonił mnie, stojąc w pewnej odległości, jakby specjalnie trzymał dystans.  
- Uraziłem cię, nie chciałem, po prostu mój czas jest  … nie ważne.
- Co z twoim czasem?
- Odprowadzę cię.
- Zacząłeś coś mówić, nie dokończyłeś, mnie możesz powiedzieć …
- Nie! - zareagował agresywnie, jakbym zrobiła mu coś złego. - Wyrzucę te kupony, na co mi one!
- Daj je komuś w prezencie, są ludzie co nie byli nigdy za granicą, to jedyna taka okazja.
- A ty byłaś? Byłaś gdziekolwiek poza Polską? Tylko szczerze.
- Nie, ale jakbym chciała gdzieś pojechać, to najpierw sobie na to zarobię, tymi oto rękoma. Nie dostaję nic na tacy, nie wierzę w bezinteresowność. Robisz to z jakiegoś powodu, ale nie chcę go poznać, pewnie jest związany z czysto męskimi powódkami.
- Guzik o mnie wiesz! Oceniasz mnie z góry, nie wiesz czemu tak mi zależy, ale widzę że wcale cię to nie obchodzi, tak jak innych. - dodał, a jego wyraz twarzy się zmienił. - Nie masz pojęcia jak wielki ciężar dźwigam, ale tylko ty uważasz, że masz ciężko, nie będę wyprowadzał cię z błędu. Chciałem, żebyś zapomniała o problemach, myślisz, że nikt się o ciebie nie martwi?
Widziałam jak odwraca się na pięcie, znikając w głębi alejek. Jego nagły wybuch, dał mi do myślenia. Jak miałam mu powiedzieć, że dałam się podpuścić, niczym napalona nastolatka. Z drugiej strony zaimponowało mi, że ktoś chciał zabrać mnie tak daleko, ale musiałam wrócić twardo na ziemię. Życie nie było bajką, pokazując mi to na każdym kroku.
  
Wróciłam do normalnego trybu funkcjonowania, każdy następny dzień wydawał mi się dłużyć w nieskończoność. Najgorzej było w pracy, omijałam Fabiana, cicho wypełniałam swoje obowiązki, jakbym była niewidzialna. Daria kręciła się po jego gabinecie, zachowując triumfalny uśmiech na swojej dumnej twarzy. Nie wiem czy w ogóle o mnie wspomniał, ale ona chodziła jak paw. Tymon unikał mnie wręcz, jakby miał dość mojego widoku. Wspaniale, nie mogło być lepiej. Wyrzucając jego śmieci, zobaczyłam pustą fiolkę po lekach. Nigdy nie pozbywał się jej w pracy, tym razem coś przeoczył. Schowałam ją do kieszeni, nurtowało mnie co zażywa. Pamiętając hasło do dawnego komputera wpisałam nazwę w wyszukiwarce, patrząc czy ktoś nie nadchodzi. Informacje, które się wyświetliły, zmroziły mi krew. Medykament związany był z krążeniem, a Tymon tak się zarzekał, że zjada witaminy. Nie znałam się na chorobach, ale zaczęłam się zastanawiać, co takiego ukrywa były kierownik. Zawsze uparcie zmieniał temat, ewidentnie na coś cierpiał. Wracałam po pracy, bijąc się z myślami, nagle drogę zagrodziła mi Kaja.  
- Unikasz mnie, to jak? Przemyślałaś to, co ci mówiłam ostatnio?
- Nie miałam na to czasu. - odburknęłam, chcąc ją ominąć.
- Jutro piątek, daj się namówić na imprezę, siedzisz sama jak palec …
- Od kiedy się o mnie martwisz?
Kaja odpaliła papierosa, przyglądając mi się uważnie.  
- Od kiedy cię poznałam, chodź z nami, rozerwiesz się. Ewela już wyzdrowiała, Beata też będzie …
- A co z Dawidem? Imprezy nie urządza się w południe, ledwo mnie straszyłaś, że chce mnie skrzywdzić.
- Anita, idziesz z nami, żaden leszcz cię nie tknie! Przez wzgląd na stare czasy, zgódź się – dodała zaciągając się znowu dymem.
- Dobrze, ale tylko raz i żadnego namawiania mnie na występki.
Zaśmiała się pod nosem, klepiąc mnie po ramieniu.  
- Ostrożna jak zwykle, to widzimy się w piątek. Nie pożałujesz laska. - dodała odchodząc chodnikiem.

Pomyślałam, że poza nimi w sumie nie mam innych znajomych, Ewa nie raz zamieniła ze mną zdanie, ale o wspólnym wyjściu gdzieś nie było mowy. Moi rówieśnicy korzystali z życia pełną gębą, w końcu kiedy mam zaszaleć, jak nie teraz. Potraktuję je z dystansem, a jak mi się coś nie spodoba, odejdę.  
Następnego popołudnia ogarnęłam dom, zrobiłam obiad i zaczęłam się szykować na wyjście. Ubrałam się dość skromnie, zabierając ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Siostra spała w pokoju, więc zostawiłam kartkę na lodówce, że wychodzę. Usiadłam na murku, czekając na dziewczyny. Zjawiły się szybko, ubrane w ciepłe kurtki, więc nie widziałam co na siebie założyły. Grzesiek podjechał samochodem, zabierając nas w miasto. Szczebiotałyśmy jak na stare znajome przystało, aż chłopak Eweli zaczął się z nas naśmiewać. Zaparkował na parkingu pod klubem, dziś   dziewczyny miały wejście za darmo, taka promocja cotygodniowa. Zajęłyśmy miejsce przy jednym ze stolików, a głośna muzyka dudniła z sali obok. Wypijając po drinku, ruszyłyśmy na parkiet, szaleć do upadłego. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy dopiero zaczynałyśmy się poznawać.  To one wyciągnęły mnie pierwsze z depresji, nie zwracając uwagi na mój wygląd. Szumiało mi w głowie, ale było to raczej przyjemne uczucie. Jakiś lewy tancerz zaczął podrywać Kaję, zaraz wzięła go w obroty, zabierając na podwyższenie. Grzesiek zaczął szaleć z Ewelą, pilnując swojej kobiety, a potem przyjechał Mati, porywając Beatę. Zanim się zorientowałam zostałam sama. Nagle jakiś młody brunet zaczepił mnie. Fajnie nam się tańczyło, chociaż nie miałam dużego dekoltu, ani spódniczki, to moja figura nie należała do najgorszych. Szalałam zapominając o problemach, a rytmy unosiły mnie, niczym falujące morze. Wtem zobaczyłam w oddali Dawida, nagle mój dobry humor prysł jak bańka mydlana. Schowałam się za nowo poznanym tancerzem, omijając prześladowcę. Nie spodziewałam się go tutaj, nie wyglądał na kogoś, kto dobrze się bawi.  Nagle podeszła do niego jakaś młódka, o blond włosach, ubrana bardzo wyzywająco. Szepnął jej coś na ucho, po czym dostał z liścia w twarz. Zeszłam z parkietu, chcąc uciekać do domu. Dziewczyny, które obiecały mnie chronić, zajęły się swoimi sprawami. Pożałowałam swojej decyzji. Z bijącym sercem zaczęłam iść w stronę szatni, myśląc że mnie nie zauważył, odebrałam rzeczy. Wyszłam przed lokal, kierując się na przystanek. Nagle usłyszałam za sobą mrożący w żyłach głos.
- Anita … co za spotkanie.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2376 słów i 12943 znaków. Tagi: #dramat #miłosne

7 komentarzy

 
  • Nati

    Kiefy kolejny odcinek? Mam nadzieję że dłuższa:-)

  • AuRoRa

    @Nati Niebawem dodam kolejny :)

  • Amina

    Hmm tak się zastanawiam... nie obraź się, że próbuje przewidzieć fabułę ale z wypowiedzi Tymona i fiolki jaką znalazła Anita wysnułam przypuszczenie, że Tymon może chorować na serce i być może czeka na przeszczep czy coś w tym stylu..

  • AuRoRa

    @Amina Z pewnością Tymon cierpi, ale w samotności, choroba raczej poważnie wygląda. To od niego zależy, czy się podzieli swoją tajemnicą.

  • AlexAthame

    Anita jest stanowczo zbyt impulsywna.Moze Tymon naprawdę chcial z nie tylko pojechać. Ale wiadomo...Chyba  zeby  wzięli dwa pokoje.Ja bym tam z Tymon pojechal :smiech2:

  • AuRoRa

    @AlexAthame Może wcześniej by się i zgodziła, ale po znajomości z Fabianem, zrezygnowała.

  • mydream2017

    Już tak dobrze było, Anita poznała nowego faceta a tu Dawid...Musi być lepiej w następnym odcinku.

  • AuRoRa

    @mydream2017 Dawid ja prześladuje, Anita musi stawić mu czoła, niestety.

  • mydream2017

    @AuRoRa Czas aby w końcu była szczęśliwa :)

  • Amina

    No nareszcie odrobinka światła w tunelu. Ale urwać w takim momencie..... czekam niecierpliwie na kolejną część.

  • AuRoRa

    @Amina dzięki

  • Somebody

    No no, wyczuwam niebezpieczeństwo :) Ciekawe jak potoczy się rozmowa z Dawidem. Czy Anita stawi mu czoło samotnie, czy też będzie mogła liczyć na średnio przyjemne koleżanki?

  • AuRoRa

    @Somebody Sytuacja jest nieciekawa, samotnie nie bardzo ma szanse na szczęśliwe zakończenie, Dawid jest nieprzewidywalny.

  • AnonimS

    Bardzo dobry emocjonujący odcinek. Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS dzięki, na emocjach staram się bazować ;)