Oblicze łez - Część 28

Szłam ulicą krocząc obok znienawidzonego byłego chłopaka. Przez myśl by mi nie przeszło, że kiedykolwiek z nim gdzieś wyjdę. Weszliśmy do kawiarni, gdzie siedziało sporo ludzi. Zapach szarlotki i kawy roznosił się już od wejścia. Czułam się nieswojo, to nie była z pewnością randka, a raczej spotkanie po latach, które wcale mnie nie cieszyło. Spojrzałam na niego, jak zwykle ubrany w wyciągniętą od noszenia kurtkę, bluzę i stare dżinsy. Rozwichrzone włosy, wprost błagały o ułożenie. Zasiedliśmy przy jednym ze stolików, młoda kelnerka, pewnie studentka, podeszła do nas z kartą. Wzięłam ciasto z galaretką i owocami oraz małą kawę. Dawid zamówił ciasto cytrynowe, które kompletnie do niego nie pasowało. Zwykle można go było znaleźć w barze, sączącego piwo.  
- Co taka spięta, jak kij od szczoty? - odezwał się, jakby zapomniał co mi zrobił.
- Do rzeczy, nie mam czasu. - odparłam stanowczo.
- Nadal uważam, że jesteś paskudna. - dodał patrząc na moją twarz.
- Co za szczerość. Wytłumacz mi jedno, stawiasz mi ciacho, kawę, czego ode mnie chcesz? Za rogiem czekają twoi kumple?
- Nie. Jestem sam, nie wierzysz mi, widzę to po tobie.
- Znam cię trochę, pamiętam wszystko ze szczegółami. - odparłam nie wierząc w to, z kim siedzę przy stoliku.
- Przedtem nieźle się przy tym bawiłem. Chcę abyś wiedziała, że umówienie się z tobą przed laty, to nie był mój pomysł. Pamiętasz jak powiedziałem ci, że się założyłem o to, że z tobą …
- Tak, przypominam sobie, niestety.
- Nie wspominałem z kim się zakładałem, pewnie myślisz, że z kumplami, co?
Wypiłam spory łyk czarnego napoju i zjadłam kawałek ciastka.  
- A z kim innym, to logiczne. Chciałeś się pochwalić, że masz mnie do kolekcji.
- Tu się mylisz. Forsę dostałem od Kaji.
- Wymyślasz, kłamiesz. To do ciebie podobne. - oburzyłam się, mając ochotę wyjść.
- Twoja sprawa, tak kłamię, ale nie tym razem. Ta cwaniara mnie wykorzystała. Płaciła mi, żebym cię zastraszał, ale ostatnio przestała dawać mi kasę. Gdy mnie pobili pod dyskoteką, ledwo się pozbierałem. Przez tę sucz laski mnie omijają.

Chciałam się odezwać, że nie tylko dlatego, ale trzymałam język za zębami. Znałam jego porywczą naturę, potrafił przy ludziach komuś przyłożyć, nie miało dla niego znaczenia czy to facet czy też kobieta.  
- Po co mi to mówisz?
- Zgadałem się z Ewelą, chcemy dać jej nauczkę, chcę żeby trafiła do kicia, niech tam spróbuje rządzić. Normalnie mógłbym użyć siły, ale ten dureń Grzesiek broni ją, daje mu to wiadomo. Gdyby wiedział, że nie tylko jemu …
- Co niby miałabym zrobić, jestem bezsilna.
- Mamy plan, ale potrzebujemy ciebie jako przynęty. - odparł stanowczo, przysuwając się do mnie.
- O nie! Nie ma mowy, Kaja ma na mnie dowody, jak ją wystawię, sama pójdę siedzieć za kradzieże. - odparłam wstając od stolika.
- Anita, chcesz się wyrwać, czy chcesz jak tchórz spierniczać po osiedlu? Ona nic na ciebie nie ma, wkopałaby sama siebie, nie bądź głupia. Przyrzekam, że dam ci spokój, nie mam zamiaru przyznawać się do ciebie, chcę poznać jakieś laski! - krzyknął, aż ludzie spojrzeli na niego dziwnie.
Robił zdecydowanie zbyt wiele obciachu, usiadłam z powrotem, patrząc na niego wymownie.  
- Zależy ci na tym, co? Rozumiem, ze beze mnie nic nie zdziałacie, tak?
- No, ona jest cięta najwięcej na ciebie. Nie wiem czemu.  
- W takim razie pomogę wam, ale masz mnie teraz przy tych wszystkich ludziach przeprosić.
Spojrzał na mnie, nie wyglądał jakby miał to zrobić. Pomyślałam, że taki chuligan nigdy nie ugnie się.  
- Dobra, sory że cię wykorzystałem – syknął cicho, patrząc w podłogę.
- Spójrz mi w oczy, jak to mówisz. - odezwałam się ośmielona.
- Przyrzekam, że cię więcej nie przelecę i nie pobiję, może być?! - ryknął na cały lokal.
Wstyd mnie ogarnął, zostawiłam resztki ciasta i wyszłam szybko na zewnątrz. Jedno wiedziałam na pewno, nie odwiedzę więcej tej kawiarni. Żałowałam własnego życzenia, ale trudno, Dawid nigdy nie był ogarnięty i obyty.  
- Zaczekaj, to jak? Pomożesz nam, a potem traktujemy się jak byśmy nigdy się nie spotkali, co ty na to?
- Dobra, wcale nie mam ochoty się z tobą zadawać. - dodałam szczerze.
- Witaj w klubie. Ewela da ci znać co i jak. Znikam. - powiedział, zakładając kaptur na głowę.  

Zniknął za zakrętem jak cień. Nie wiedziałam co planują, ale nie wyglądało to na bezpieczne zadanie. Skoro Kaja mściła się tak długo na mnie i nie dawała tego po sobie poznać, nie mogłam pojąć po co to robiła. Wróciłam skołowana do mieszkania, rodzicielka oglądała wiadomości lokalne. Przysiadłam się do niej, zajadając podgrzany obiad. Zwróciłam uwagę na pewną informację. Policja przestrzegała przed włamaniami do mieszkań, które nasiliły się w ostatnim czasie. Domyślałam się czyja to mogła być sprawka. Ci ludzie tracili nie tylko cenne rzeczy, ale i pamiątki, które z pewnością miały dla nich wartość sentymentalną. Mogłam zrobić coś dobrego, tylko czy sama przy tym nie ucierpię. Wciąż nie ufałam Dawidowi, ale postanowiłam zaryzykować. To nie pierwsza głupota w życiu jaką popełniłam, pora na spokojniejsze życie.  
Tydzień mijał mi w żółwim tempie, dni dłużyły się okropnie, na dodatek każdego dnia witała mnie ulewa. W połowie tygodnia, gdy miałam wychodzić z pracy, zaczepił mnie Tymon. Miał poważną minę i najwyraźniej czegoś ode mnie chciał.  
- Jutro przylatuje ojciec, chcę abyś była ze mną na lotnisku, bardzo mi na tym zależy.
- Nie wiem, czy nie lepiej, żebyś przywitał go sam. Jesteśmy razem, ale wspominałeś, że on wciąż mówi o Lenie. - zauważyłam zakłopotana.
- Właśnie dlatego powinnaś tam być. Ojciec musi zrozumieć, że życie toczy się dalej. Mogę na ciebie liczyć? - spytał błagalnym wzrokiem, od którego od razu miękłam jak galaretka.
- Skoro ci tak zależy, jak mogłabym odmówić. - dodałam spokojnym tonem.
Przytulił mnie do siebie, poczułam jak bije mu serce. Ewa wyszła z gabinetu, podchodząc do nas ze stertą dokumentów. Chrząknęła głośniej, Tymon się odwrócił.  
- Panie kierowniku, skończyłam projekt, można prosić o podpis?
- Naturalnie, już wracam. Pamiętaj, jutro po pracy – rzucił do mnie jeszcze, po czym wrócił do obowiązków.

Ewa patrzyła na mnie zaciekawiona, czasem myślałam że lepiej sprawdziłaby się w wywiadzie, niż w grafice reklamowej. Zobaczyłam, że winda jest uchylona, więc postanowiłam zjechać na dół, gdyż byłam tego dnia wykończona. Ujrzałam w środku Fabiana, ale stałam cicho, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Zjechaliśmy może z półtorej piętra, kiedy nagle zatrzymaliśmy się. Tylko tego brakowało, pomyślałam, naciskając na ślepo guziki. Co mnie podkusiło, żeby skorzystać z tego ustrojstwa. Słyszałam, że zdarzają się takie sytuacje, tylko czemu akurat teraz i to jeszcze w takim towarzystwie. Fabian chyba zdał sobie sprawę z tego, że utknęliśmy i wyczuwał, że nie jest sam.  
- Przepraszam, jestem niewidomy, czy można prosić o wezwanie pomocy?
- Sama mam ochotę stąd wyjść. - syknęłam cicho, wykręcając numer do pomocy technicznej.
Okazało się, że będą za około godzinę. Zdenerwowałam się, siadając na podłodze. Po chwili towarzysz niedoli również usiadł ostrożnie badając otoczenie.  
- No to czekamy. Cholera, jestem głodna jak wilk, a obiad w domu czeka. - wycedziłam, jakbym mówiła sama do siebie.
- Trzymaj. - odezwał się, podając mi kanapkę, zawiniętą w folię.
- Nie chcę nic od ciebie. - odburknęłam, wściekła na cały świat.
- Też jechałem do domu, akurat skończyłem wcześniej. Nie wiem czy ktoś zauważy, że mnie nie ma. - odparł, kręcąc nerwowo obrączkę na palcu.
Siedzieliśmy dość długo, zapach jedzenia stawał się wręcz nieznośny, aż zaburczało mi w brzuchu.
- Może jednak chcesz …
- Dawaj! - krzyknęłam, wręcz wyrywając mu prowiant z ręki, jak wygłodniały jaskiniowiec.
- Jak tam twoje sprawy sercowe? - odezwał się po chwili.
- Dobrze – dodałam, połykając kolejny kęs.
- Nie spiesz się ze ślubem, czasem to porażka. - wycedził, jakby mnie to obchodziło.
- Żartujesz sobie. Ile wy jesteście razem, niecały miesiąc?
- To wystarczy. Od kiedy powiedziałem „tak”, prawie jej nie ma w domu, biega po sklepach jak szalona. Kontroluje mnie na każdym kroku, a kiedy sama gdzieś wychodzi, nigdy nie mówi dokąd. Niby to dla mojego dobra, ale jakoś w to nie wierzę.

Wyglądał na przejętego, ale nie chciałam mu mówić, że pełno ludzi go ostrzegało.  
- Takie uroki bycia razem. - dodałam, zwijając resztki zawiniątka po kanapce, w zgrabną kulkę.
- Ty taka nie byłaś – odezwał się poważnym tonem.
- Co to ma do rzeczy? - obruszyłam się nagle.
- Pamiętam, jak wychodziliśmy razem, nasze rozmowy w kawiarni, moje urodziny, nawet spotkania w domu i …
- Masz dobrą pamięć, gratuluję. - odparłam, nie mogąc się doczekać, kiedy zjawi się wybawienie i ktoś otworzy drzwi od windy.
- Powiedz, czy Tymon spełnia twoje oczekiwania?
- W stu procentach – wypaliłam, żeby dał mi spokój.
- Przynajmniej widzi, co ja bym dał, aby wciąż oglądać świat. Ten wypadek … pewnie nie chcesz tego słuchać.
- Nie mam wyjścia, jesteśmy uziemieni, mów. - dodałam obojętnym tonem.
- To zdarzyło się na wycieczce, upadłem z wysokości, pamiętam tylko okropny ból, zemdlałem. Byłem długo w szpitalu. Połamane kości się zrosły, wszystko wyglądało dobrze, tylko nie rozumiałem, dlaczego cały czas mam zasłonięte oczy. Kiedyś ukradkiem zerwałem bandaże, a ta przeklęta ciemność nie zniknęła. Słyszałem ciche łkanie matki, pamiętam jak dziś, że chwyciła mnie za rękę i powiedziała, że muszę być dzielny.
Kiedy zaczął to opowiadać, przypomniały mi się dawne czasy. Mnie również spotkało nieszczęście, ale nie tak wielkie w porównaniu z jego historią. Mimowolnie dotknęłam jego dłoni, na której tkwił symbol nowego związku.  
- Przykro mi. - odparłam cicho.
- Tak ostatnio rozmyślałem, że jesteśmy do siebie podobni.
- Podobni?
- Spotkała nas tragedia, a my wciąż idziemy do przodu, chociaż wiemy, że nie będzie nigdy lepiej. Wybacz za wszystko, co tobie złego zrobiłem lub powiedziałem. Miałaś rację, wybrałem własną drogę i muszę nią teraz iść, czasu nie da się cofnąć. - powiedział nostalgicznym tonem. - Wciąż na siebie wpadamy, chociaż próbuję zapomnieć, to do końca nie potrafię.
- Przestań. Daria jest ładna, bogata, to twoja żona. Gdy zrozumiałam, że między nami koniec, że to nie ma przyszłości, tylko Tymon przywrócił mi wiarę w miłość. I wiesz co? Tak miało być. - dodałam zdenerwowana.
- A jak ktoś popełnił błąd i tego bardzo żałuje? - wycedził, jakby moje słowa trafiały o ścianę.

Chciałam puścić jego rękę, ale wtedy to on ją ścisnął. Nie wiem jak to zrobił, ale złapał mnie w taki sposób, że nie zdążyłam się wyrwać. Treningi sztuk walki robiły swoje. Poczułam jego usta na swoich, będąc w niemałym szoku. Usłyszałam jak winda nagle rusza, najwyraźniej technicy przyszli w porę. Zerwałam się uradowana, gotowa wybiec na zewnątrz. Jak mógł tak postąpić, to co zrobił nie było w porządku, zdecydowanie przesadził.  
- Nie zbliżaj się do mnie. - wypaliłam poirytowana, popychając go z pogardą.  
Mechanik spojrzał na mnie zaciekawiony, a Fabian podniósł się szybko, sięgając po białą laskę. Wyglądało, jakbym okładała nieszczęsnego człowieka, tyle że on nie był taki niewinny, na jakiego mógł wyglądać. Wybiegłam z budynku, deszcz padał rzęsiście. Moje stopy niosły mnie na przystanek, nawet nie miałam siły chwycić za parasol, gdyż trzęsły mi się ręce. Na szczęście autobus nadjechał szybko, wsiadłam do niego, znajdując miejsce z tyłu pojazdu. Zakryłam twarz rękoma, starając się uspokoić. Nie chciałam żeby to się powtórzyło, co by pomyślał o mnie Tymon. Po powrocie do domu chciałam przejrzeć oferty pracy, sprzątać mogłam wszędzie, byle dalej od Fabiana.

969 czyt.
100%184
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2303 słów i 12321 znaków

Komentarze (4)

 
  • Somebody

    Somebody 13 lis 2018

    Ależ to skomplikowane... Prawdziwy uczuciowy labirynt. Czekam, aż pokażesz biednej Anicie i czytelnikom wyjście z niego  

  • dreamer1897

    dreamer1897 12 lis 2018

    Ania powinna olać tamtego idiotę zaraz po jego pierwszym, durnym tekście. Paskudny typ. Już myślałem, że wchodzi na dobrą ścieżkę a tu kolejne błędy przeszłości komplikują przyszłość. Trudny wybór przed nią

  • AlexAthame

    AlexAthame 10 lis 2018

    Anita musi coś w sobie mieć. Skoro wszyscy ją kochają. Niektórzy w specjalny sposób. No cóż, chciałbym żeby się jej ułożyło.  

  • AnonimS

    AnonimS 10 lis 2018

    No proszę jaka suka z tej Kaji . Ale ten.koleś to też dupek ze się nad nią znęcał. Co do Tymona jego wybór.  Ale od kiedy sięgam pamięcią zawsze byli ci co przewodzili i ci co byli manipulowani. Tylko nieliczni byli na tyle niezależni psychicznie i fizycznie żeby chodzić  własnymi ścieżkami i mimo to.być szanowanym przez tskie grupy. Pozdrawiam