Oblicze łez - Część 24

Pogotowie przyjechało szybko, przynieśli nosze i zabrali go do karetki. Roztrzęsiona spytałam dokąd go wiozą, żeby tam czym prędzej pojechać. Zostałam sama w jego mieszkaniu, a przecież musiałam wyjść. Znalazłam klucze na szafce, zamknęłam drzwi na jeden z zamków, po czym wybiegłam na przystanek. Nie obchodziło mnie, że jest już ciemno, że zaczęło padać. To teraz nie miało znaczenia. Znalazłam się na oddziale ratunkowym, pośród zgiełku, wypytywałam personel o Tymona. Wreszcie jedna z pielęgniarek skierowała mnie pod salę, gdzie leżał. Wreszcie ktoś otworzył drzwi, wbiegłam tam nie patrząc czy mi wolno czy nie.  
- Tymon, co się dzieje? Tymon!
Otworzył oczy, ledwo kojarząc co się dzieje. Na mój widok chciał się podnieść, ale był podłączony do aparatury medycznej. Jakaś lekarka kazała mnie wyrzucić na zewnątrz. Czekałam w poczekalni, aby dowiedzieć się co z nim będzie. Serce biło mi jak oszalałe. Po około godzinie wywozili go, podbiegłam do ekipy medycznej.
- Dokąd go zabieracie? - spytałam zdenerwowanym głosem.
- Kardiologia na Klonowej. - odparł jeden z sanitariuszy.
Wyszłam, patrząc na jadącą na sygnale karetkę. Postanowiłam pojechać na wskazany adres. Niebawem byłam na miejscu, rozpaczliwie szukałam jego oddziału. Wpadłam na tego samego człowieka, który go przywoził, odnosili nosze.  
- Gdzie leży Tymon?
- Sala 5, ale nie wolno tam wchodzić. - odparł młody sanitariusz, oddalając się w pośpiechu.

Usiadłam na twardym i zimnym krześle w poczekalni. Było już późno, a mnie wcale nie chciało się spać. Jak mogłabym usnąć, wiedząc, że coś złego dzieje się z Tymonem. Myślałam, ze czekam tam wieczność, aż ujrzałam lekarza, wychodzącego z pomieszczenia.  
- Przepraszam pana, co z pacjentem, z Tymonem … jestem z rodziny. - dodałam, nie całkiem zgodnie z prawdą, ale czułam się mu naprawdę bliską osobą.
- Proszę za mną do gabinetu. - odparł poważnym tonem, aż mnie zmroziło.
Usiadłam naprzeciw starszego lekarza, który pospiesznie wpisywał coś do komputera, kiedy skończył spojrzał na mnie odkładając okulary na biurko.  
- Pacjent ma poważną wadę serca. Obawiam się, że na razie zrobiliśmy co mogliśmy, ale nie będę pani oszukiwał. Potrzebuje przeszczepu. Bez tego ratującego życie zabiegu, może żyć kilka lat, albo miesięcy, przy bardzo oszczędnym trybie życia.
Poczułam jak zbierają mi się w oczach nieproszone łzy, które zamazywały mi obraz. Wytarłam je chusteczką.
- Przecież Tymon jest na liście oczekujących. Wystarczy, że znajdzie się dawca, prawda?
- To nie jest takie proste. Nawet jeśli znajdzie się taka osoba, to organ musi zostać przyjęty przez organizm.

Nagle do pomieszczenia weszła pielęgniarka, wołając lekarza, kazano mi wyjść i czekać na wieści o Tymonie. Usiadłam znów pod tą samą salą. Płakałam, a właściwie łzy lały się same. Jak to możliwe, że takiego dobrego człowieka spotyka takie nieszczęście. Wyszłam do toalety, przemywając twarz, starałam się uspokoić. Po długim oczekiwaniu, pozwolono mi wejść na chwilę. Podłączony do różnych urządzeń, leżał tam osłabiony. Wysiliłam się na uśmiech, żeby nie poczuł się gorzej.  
- Jak się czujesz?
- Boli, ale daję radę. - wycedził chwytając mnie za dłoń. - Jutro w pracy się zdziwią, że nie dam rady przyjść.
- Nie przejmuj się, niedługo wyjdziesz, pewnie coś cię osłabiło. Jesień nikomu nie służy, paskudna pogoda …
- Wiem, że to nie wina pogody. - odparł smutnym tonem.
- Właśnie, że tak. W telewizji mówili …
- Anito, chcę ci coś powiedzieć. - dodał, ściskając mnie mocniej. - Kocham cię, chcę żebyś to wiedziała, bo boję się, że jak tego nie wyznam, to będę żałował.
- Ja też cię kocham. - odparłam, nachylając się nad nim, składając mu pocałunek na ustach.
- Posłuchaj mnie uważnie, nie możesz dalej tak żyć. Chciałbym, żebyś wróciła do szkoły i zrobiła maturę. Stać cię na to, ja to wiem, jeśli chodzi o pieniądze, to ze swojej strony ci pomogę …
- Co ty mówisz, to nie może być majątek, ale po co mi to?
- Żebyś znalazła lepszą pracę, rozumiesz? Świetnie radziłaś sobie w biurze, mało kto potrafi tak dobrze się orientować. Druga sprawa, wiem o twoich kłopotach z szemranym towarzystwem. Masz się z nimi nie widywać, jak coś się będzie działo, dzwoń na policję, rozumiesz? Chcesz trafić do więzienia, zepsuć sobie życie? Widziałem z kim się widujesz, byłem przerażony.
- Kiedy mnie widziałeś? Skąd to wiesz?
- Nie ważne, przysięgnij mi tu i teraz, że zrobisz to o co cię proszę.
- Zrozum, i tak nie będę miała się jak uczyć, w domu mam ciągle zajęcie, siostra spodziewa się dziecka i …
- I co z tego? Czy to twoje dziecko, ty je zrobiłaś?
- Nie, ale …
- Masz moje klucze od mieszkania?
- Tak.
- Przeprowadź się tam na razie, dopóki będę w szpitalu, zaopiekujesz się moim mieszkaniem, zrobisz to?
- Tak. Nie mogłabym odmówić.
- To dobrze, a jutro pędzisz się zapisać do liceum dla dorosłych, a teraz idź już, bo masz kilka godzin snu przed pracą.
- Nie chcę iść, chcę zostać z tobą. - dodałam, zszokowana tym wszystkim co się wydarzyło.
- Uciekaj, najwyżej odwiedzisz mnie po pracy, zgoda?

Ucałowałam go czule, po czym pielęgniarka dała mi do zrozumienia, że muszę iść. Pojechałam do domu, bijąc się z myślami. Nikt mnie o nic nie pytał, nie widziałam zainteresowania, gdyż wszyscy dawno już spali. Umyłam się i szybko usnęłam.
Następnego dnia niewyspana wypiłam porządną kawę, która jako tako postawiła mnie na nogi. Gdy dotarłam do pracy, rzuciłam się w wir obowiązków. Po pewnym czasie zlokalizowałam Ewę, kierującą się do biura.
- Zaczekaj, muszę ci coś powiedzieć, Tymon jest w szpitalu, nie przyjdzie do pracy.
- Jak to w szpitalu?
- Ma problemy ze zdrowiem, widziałam go, lekarze się nim opiekują jak trzeba.
- Jak to widziałaś go? Jakim cudem?
- Nie ważne, ale na pewno dostanie zwolnienie.
- Co mu jest?
- Nie wolno mi mówić. W każdym razie przekazałam co wiem. Musze wracać …
- Zaczekaj. - chwyciła mnie, zatrzymując.
- Co chcesz?
- Czy ty i Tymon? Czy was coś łączy?
- Jak wróci sama go o to spytaj, a teraz wybacz, mam robotę. - dodałam, odchodząc.
Zajęłam się obowiązkami, sprawnie mijałam Fabiana, nawet nie chciałam go widzieć. W końcu nadeszła pora do wyjścia. Przyjechałam do mieszkania, odpaliłam laptopa. Na stronie internetowej, znalazłam szkołę, do której kiedyś chciałam się zapisać. Złożyłam podanie w formie elektronicznej. Następnie zebrałam część najpotrzebniejszych rzeczy, wkładając je do walizki, z którą wyjeżdżałam za granicę.  
- Co ty robisz? - spytała zaciekawiona Natalia.
- Wychodzę. - dodałam, dopinając zamek od bagażu.
- Raczej wyjeżdżasz, możesz mi wytłumaczyć co odwalasz?
- Daje ci spokój. Skoro nie stać was z Darkiem na mieszkanie, to beze mnie będziecie mieć więcej miejsca.
- Nie rozumiem, dokąd idziesz? Chyba nie stać cię na własny kąt.

Spojrzałam na nią wymownie. Pomyślałam, że zbyt długo była nade mną górą, tłamsząc mnie, poniżając we własnym domu.  
- Zaczynam żyć. - dodałam z uśmiechem na twarzy. - Pozdrów mamę i opiekuj się „Alfonso”.
Wyszłam z satysfakcją, zamykając za sobą drzwi. Najpotrzebniejsze rzeczy miałam ze sobą, jechałam do mieszkania Tymona. Zostawiłam tam rzeczy, wyruszając do szpitala. Szybko odnalazłam salę, gdzie odpoczywał. Przyniosłam mu wodę do picia i usiadłam na małym stołeczku obok łóżka.  
- I jak tam samopoczucie?
- Lepiej, ale lekarz się upiera, że muszę trochę tu zostać. Zrobiłaś to o co cię poprosiłem?
- Tak, złożyłam podanie do szkoły, muszę czekać na odpowiedź. O mieszkanie też się nie martw, zajmę się nim, pod twoją nieobecność. Będę cię codziennie odwiedzać, nie pozbędziesz się mnie. - uśmiechnęłam się do niego, chcąc rozluźnić sytuację.
- Jesteś wyjątkowa, gdy stąd wyjdę, odwdzięczę ci się. Obiecuję.
- Już dla mnie wiele dobrego zrobiłeś. Nie czekam na nagrodę, rozumiesz? Musisz o siebie dbać, myśl pozytywnie, żeby szybko wrócić do domu.
Znalazł moją dłoń, jego ciepło dodawało mi sił. Kolejny raz pocałowałam go, brakowało mi tego, nie chciałam go wypuścić. Siedziałam z nim, tak długo jak pozwalały na to pielęgniarki. Potem zaczęto mnie wypraszać.  
- Przyjdę jutro, masz myśleć pozytywnie, bo jak nie, to przyjdę z mopem. - zażartowałam.
- Boję się, nie będę ryzykował. - uśmiechnął się lekko.
- No ja myślę. Kocham cię.
- Ja ciebie też Anito – dodał na pożegnanie.
Jakiś starszy pan, leżący niedaleko zaczął coś mruczeć pod nosem.  
- Młodzi, nawet spokojnie pospać nie dadzą.

Wyszłam szukając znajomego lekarza, ale akurat miał obchód. Pomyślałam, że porozmawiam z nim jutro. Pojechałam do mieszkania Tymona, wydawało się takie puste bez niego, ale szybko zajęłam się rozpakowaniem swoich rzeczy. Zjadłam kolację na szybko, zrobiłam kanapki i herbatę. Gdy po sobie posprzątałam, poszłam szykować się do spania. Wzięłam prysznic w zadbanej łazience. Bałam się tam wszystkiego dotykać, gdyż Tymon dbał o porządek. Wreszcie położyłam się w wygodnym dużym łóżku. Na szafce nocnej widniało jego zdjęcie z byłą żoną. Wydawało mi się, że na mnie z niego patrzy. Położyłam je na płasko, zgasiłam lampkę. Zrozumiałam, że coś się w moim życiu zmienia. Miałam tylko nadzieję, że dawca dla Tymona się odnajdzie, bo słowa lekarza krążyły po mojej głowie, niczym zła przepowiednia. Cokolwiek by się zdarzyło, musiałam podtrzymywać go na duchu. Nie mógł się załamać, bo sama bym sobie tego nie wybaczyła, w końcu to on wrócił mnie do życia, z pechowego zakrętu. Należało mu za to podziękować. Czułam jego zapach w pościeli, w tak cudownym otoczeniu, pogrążyłam się we śnie. Widziałam nas razem, jak idziemy po plaży, a słona morska woda, obmywa nam stopy. Nie chciałam się obudzić, chciałam tam zostać, ale wiedziałam, że to tylko sen.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1904 słów i 10261 znaków. Tagi: #dramat #miłość

7 komentarzy

 
  • Alicja77

    Fajnie piszesz, już czekam na kolejna cześć

  • AuRoRa

    @Alicja77 dzięki, niedługo dodam dalszy ciąg. Pozdrawiam :)

  • Somebody

    Uroczo. W końcu wszystko zaczyna się układać po myśli Anity... Mniej więcej. Oby dała radę wyjść z nieodpowiednich kręgów i ułożyć życie z Tymonem. Chociaż jego żona nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa jak sądzę 😉

  • AuRoRa

    @Somebody Dzięki za komentarz, powoli zaczyna się klarować, bierze sprawy w swoje ręce. Z żoną to jeszcze różnie może być, oby Tymon dla syna nie zrezygnował ze swojej miłości.

  • dreamer1897

    Dobroć Tymona wobec Anity jest ekstra. Chce by dokończyła edukację i znalazła lepszą pracę. Nawet warunki jej zapewni. I jeszcze wie o jej brudnych sprawach oferując dalej pomoc. Oby Anita przekonała się do jego mieszkania i zmierzała właściwą dla niej drogą. Pięknie napisane :bravo:

  • AuRoRa

    @dreamer1897 Anita powoli rozumie, że dostała nową szansę, ale czy z niej skorzysta, czy okoliczności pozwolą. Na pewno będzie o to walczyć :)

  • Mikki

    Mam nadzieję że Anita zazna wkoncu szczęścia 😍 lubię tą dziewczynę . Świetnie piszesz 😍😍

  • AuRoRa

    @Mikki dzięki, cieszę się że bohaterka zyskała sympatię :)

  • emeryt

    @AuRoRa, nie lubię smutnych historii. W realnym życiu jest ich pełno, lecz jak dotąd Ty droga Autorko mnie nie zawiodłaś i chciałbym aby tak zostało. Przesyłam pozdrowienia i życzę dużo wspaniałych pomysłów na przyszłość. Oby jak najszybciej zawitała piękna pogoda.

  • AuRoRa

    @emeryt dzięki, dla odmiany chciałam napisać coś innego. Prawda, że w życiu powody do łez zawsze się znajdują, nawet jeśli tego nie przewidzimy. Nie będzie aż tak źle ;)

  • AnonimS

    Światełko w tunelu....ciekawe jak dalej to poprowadzisz. Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS Anita zaczyna odżywać, Tymon jest pod opieką lekarzy, a co będzie dalej, dopisze w następnych odcinkach

  • AnonimS

    @AuRoRa wiem ...to bylo retoryczne pytanie

  • AlexAthame

    Może Tymon będzie żyć. A życie Anity zacznie być lepsze...Ale zobaczymy.. ;)

  • AuRoRa

    @AlexAthame Dzięki za komentarz. Dziewczyna zaczyna widzieć, że tak dalej nie może żyć, dobrze, że Tymon ją wspiera, nawet będąc w ciężkim stanie. Z pewnością chciałaby żeby nic się mu nie stało.