Oblicze łez - Część 12

Z posępnych drzew, sponiewieranych wiatrem, spadały kolejne rudawe liście. Pod stopami szeleściły nam pozostałości po nich, które spokojnie czekały na swój koniec na betonowej ścieżce. Skierowałyśmy się do parku, chociaż zapadał nieubłaganie zmrok. Nie wiem dlaczego, ale z Kają czułam się bezpieczna, dopóki była po mojej stronie. Zimny wiatr owiał nas, kiedy usiadłyśmy na murku, z którego obserwowałyśmy przepływającą swoim tempem rzekę. Blada latarnia rzucała na nas swoje światło, a znajoma zapaliła nowego papierosa, zaciągając się siwym dymem.  
- Mówiłaś, że Ewela oberwała?
- Nie spodziewała się, że dopadnie ją, jak będzie sama.
- Kto?
- A jak myślisz? Kto mógłby chcieć jej dołożyć?
Zamyśliłam się, przywołując w pamięci wyraz twarzy Dawida. To jedyna osoba, która potrafiłaby skrzywdzić kogoś takiego jak ona.
- Dawid. - wyszeptałam, jakbym mówiła do siebie.
- To jeszcze nie wszystko, odgrażał się, że ciebie też dopadnie.
- Ewela zgłosiła to na policję? Powiedz, że to zrobiła. - dopytywałam z nadzieją.
Kaja znów głęboko wchłonęła dym, wyrzucając go z siebie, jak niepotrzebne problemy.  
- Nie, sama ma z nimi na pieńku. Czego się spodziewałaś?
- To co? Mam czekać, aż ten psychol mnie dopadnie? A co na to Grzechu, Mati?
- Wiedzą, ale Dawid ma za sobą kumpli, nie mogą się narażać.
- Drań! Powinni go zamknąć!
- Nie chodź sama po zmroku, chyba, że z nami. Zobacz co mam. - dodała wyciągając z kieszeni krótki chowany nóż.
- Myślisz, że byś zdążyła po niego sięgnąć?
- Nie wiem, ale umiem szybko biegać. Brat uczył mnie prostych chwytów samoobrony, a w dzwonek umiem trafić jak trzeba. - zaśmiała się Kaja, wyrzucając peta do wody.
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, aż zaczął kropić deszcz. Wracałyśmy, czujnie rozglądając się po opustoszałych alejkach. Wtem koleżanka odezwała się, jakby nagle sobie o czymś przypomniała.
- A wiesz, w sobotę jest impreza u mnie. Wpadniesz?
Nie miałam ochoty znów wchodzić w towarzystwo, które nie miało na mnie pozytywnego wpływu. Wiedziałam, że zaprosi osoby, z którymi nie miałam o czym rozmawiać.  
- Nie.
- Co cię ugryzło? Laska?
- Wiem co zamierzasz, chcesz znowu mnie wciągnąć w …
- Zmieniłaś się. Myślisz, że bez nas dasz sobie radę? Nie cofniesz czasu, też kradłaś, piłaś, balangowałaś za cudzą kasę, świętoszkę chcesz zgrywać!?
- Przestań! Wyrwałam się, nie pasuję do was.

Wtem poczułam jak ściska mnie za płaszcz rękami. Wystraszyłam się, nie wiedząc jak mam zareagować.  
- Jesteś nam to winna. Powiedziałam ci o Dawidzie, a ty mi tak się odwdzięczasz? Na drugi raz nic ci nie powiem, radź sobie sama, jak jesteś taka harda! - krzyknęła odchodząc alejką, zostawiając mnie zupełnie samą na skraju skweru.
Deszcz nieprzerwanie siąpił, a mnie przeszedł dreszcz. Nie chciałam robić z Kaji wroga, ale też nie chciałam na nowo wpadać w kłopoty. Przyspieszyłam kroku, kierując się do mieszkania. Rodzicielki jeszcze nie było, ale Natalia śmiała się z Darkiem, przesiadując w kuchni. Rzuciłam płaszcz i torebkę, po czym zdenerwowana wpadłam do pomieszczenia. Spojrzał na mnie, jakbym weszła do cudzego domu.  
- Nie śmiej się! Wypad z mieszkania!
- Anita, jak się zachowujesz? - oburzyła się siostra, podnosząc się z krzesła.
- Już prawie ósma, zaraz wróci matka. Nagle się zeszliście?
- Wyluzuj, wyjaśniliśmy sobie z Natką. - wtrącił się Darek, dopijając piwo.
- A twoje gadanie o facetach, jakie to szuje!? Ledwo tłukłaś mi do głowy, żebym uważała, a ty …
- Zamilcz! - ryknęła siostra, jakbym zrobiła jej wielką krzywdę.
Wzięła mnie na siłę do pokoju obok, żeby partner nie słyszał, co do mnie mówi.  
- Ani słowa więcej, a myślisz że za co wychowam dzieciaka? Jaki jest taki jest, ale wrócił. Śpisz u matki, zrozumiano?
- Nie! - krzyknęłam, wyrywając się. - Śmiesz mi mówić, że ten debil tu zostaje!?
Usłyszałam kroki, Darek wszedł do pokoju rodzicielki, patrząc na mnie, jak na najgorsze zło.  
- Coś się nie podoba!? Natka, co ona odwala?
- Nie zwracaj na nią uwagi kotku – dodała słodkim tonem.
- Wypad z mieszkania gnoju! Idź się puszczać pod sklepem!
Nagle dostałam z liścia w twarz, a Natalia patrzyła na mnie obojętnym wzrokiem. Do oczu napłynęły mi łzy, nie wiedziałam co mam robić.  
- Nic nie zrobisz? - spojrzałam na nią, ze szklącymi się tęczówkami.
- Jesteśmy rodziną, przywyknij.
- Zastopuj brzydulo, bo nie odpowiadam za siebie. - dodał poważnym tonem, z zimnym wzrokiem.

Wtem usłyszałam klucze w zamku wyjściowym, podbiegłam do wchodzącej do domu rodzicielki, na której twarzy malowało się zmęczenie. Spojrzałam na nią, szukając resztki zrozumienia, chciałam wyżalić się.  
- Mamo, jest tu Darek, wiesz co się stało?
- Jak to jest? Zeszliście się?
- Tak, wyjaśniliśmy sobie, już wszystko dobrze, ale Darek u nas zostanie, dołoży się do czynszu, czy to nie wspaniale?
Patrzyłam na minę matki, na której twarzy pojawił się uśmiech, zamiast zakłopotania.  
- Najważniejsze, to żyć w zgodzie, wnuk musi mieć dwoje rodziców. - dodała, przytulając siostrę i tego fałszywego kombinatora.
- Ależ mamo, a co ze mną? Nie godzę się na to. W pokoju są moje rzeczy, potrzebuję się wyspać, wstaję wcześnie do pracy.
- Przenieś się do mnie, pomieścimy się.
- On mnie uderzył – wycedziłam buzując ze złości.
Nikt mnie nie słuchał, rodzicielka uradowana poszła do kuchni, siadając przy stole, a Natalia podała jej kolację. Darek wszedł za nimi, przymykając drzwi, jakby mnie wcale tu nie było. Chwyciłam za najpotrzebniejsze rzeczy, przenosząc je do szafki w dużym pokoju. Wzięłam laptopa, książki i komórkę. Zdenerwowana wybiegłam na balkon, narzucając na siebie kurtkę. Trzęsącymi się dłońmi, wybrałam numer do Fabiana, szukając ratunku i zrozumienia. Najpierw długo nikt nie odbierał, wtem usłyszałam jego głos, zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Halo …
- Fabian, chcę porozmawiać.
- Nie mogę teraz mówić, rodzina przyjechała, zobaczymy się jutro w pracy. - dodał rozłączając się pospiesznie.
Zbył mnie tak łatwo, ale pomyślałam, że widocznie ma ważne sprawy, a dzwoniłam wieczorną porą. Nagle coś mnie tknęło, przypomniałam sobie, że mam zapisany numer do Tymona. Nacisnęłam mimowolnie na jego namiary, nie spodziewając się, że w ogóle odbierze. Deszcz padał jednostajnie, a ja czekałam niczym tonący pośród sztormu. Kiedy miałam już się rozłączyć, odezwał się swoim oficjalnym tonem.
- Słucham.
- Tymon?
- Anita, co się dzieje?
- Masz chwilę?
- Tak, jestem po kolacji.
- Jest mi tak źle, nie mam z kim porozmawiać. Nie wiem dlaczego zaprzątam ci głowę …
- Nic się nie stało, mów co ci leży na duszy.

Westchnęłam cicho, ciesząc się ukradkiem, że obca osoba potrafi znaleźć dla mnie czas. Wspomniałam o siostrze i o jej partnerze, ale kiedy doszłam do momentu, kiedy mnie uderzył, Tymon wyraźnie się obruszył.
- Co? Za co ci przyłożył?
- Powiedziałam, żeby się wynosił …
- Nie miał prawa cię uderzyć! - zagrzmiał głos w słuchawce.
- Też tak myślę. Najgorsze, że on zostaje u nas.
- Anita, jak się będzie coś złego działo, natychmiast do mnie dzwoń, rozumiesz?
- Dobrze, dzięki ci za wsparcie.
- Nie przejmuj się tym, idź spać, bo nie wstaniesz rano. Pamiętasz o naszej umowie, żadnych mostów …
- Tak panie kierowniku – zaśmiałam się, czując że poprawia mi się nastrój.
- Trzymaj się i głowa do góry. - dodał rozłączając się.
Weszłam do pokoju, zrzucając z siebie kurtkę. Nie miał pojęcia ile znaczyła dla mnie ta krótka rozmowa. Zjadłam na szybko kolację i szykowałam się do snu, zabierając swoja pościel, na kanapę w salonie. Umyta próbowałam zamknąć oczy, ale rozmowy z kuchni utrudniały mi odpoczynek. W końcu zmęczenie wygrało, a ja zagłębiłam się w sennym świecie, niczym szukająca wytchnienia dusza.  
Tydzień minął mi nadzwyczaj szybko, Tymon znów mijał mnie oficjalnie na korytarzu, a Fabian zajęty programowaniem, wydawał się nieobecny. Jedynie Ewa czasem zamieniła ze mną kilka słów. Nadszedł piątek, czekałam na niego z utęsknieniem, pośród codziennych obowiązków. Po pracy usłyszałam dzwonek komórki, odebrałam natychmiast.
- Anita, przyjedziesz?
Chciałam mu wykrzyczeć, że już do niego lecę, ale mój głos zadbał o bardziej stonowaną odpowiedź.
- O której?
- Tak po siedemnastej, bo muszę dokończyć projekt.
- Będę. - dodałam, a on rozłączył się.

Jechałam do domu, jakby niesiono mnie tam w powietrzu, nawet domowe awantury z siostrą teraz mnie nie ruszały. Ubrałam najlepszą bieliznę i ciuchy, chociaż wiedziałam, że nie zrobią na nim wrażenia, to pomyślałam, że je poczuje, swoim zmysłowym dotykiem. Czułam, jakby ogarniała mnie nieopisana gorączka. Gdy przebyłam daleką drogę autobusem, pobiegłam do domu Fabiana,  nie mogąc się doczekać, kiedy go znów dotknę. Zadzwoniłam do drzwi, długo nikt się nie zjawiał, aż wrota drgnęły. Owiała mnie fala jego zmysłowych męskich perfum. Rzuciłam się mu na szyję, a jego usta znalazły moje, wciągając mnie do środka. Delektowałam się tą chwilą, dotykając jego skóry, zachłannie, zapamiętale. Tym razem oderwał się ode mnie, delikatnie kierując się na piętro, szłam za nim jak zahipnotyzowana.  
- Jesteś sam?
- Tak, mamy dla siebie cały dom – wycedził tonem, od którego uginały mi się nogi w kolanach.
Nie zastanawiałam się dlaczego zaprasza mnie do siebie tylko wtedy, gdy jest sam, ale delektowałam się tymi chwilami. Należał wtedy tylko do mnie, a nasze oddechy zlewały się, w rytm niewypowiedzianych pragnień, gdzie słowa stawały się zbędne. Wchodziłam w jego świat, pełen dotyku, doznań, gdzie oczy nie były potrzebne. Jego dłonie odważnie szukały ukojenia, wszędzie tam, gdzie moje odczucia potęgowały się wielokrotnie. Na aksamitnej pościeli studziliśmy żar naszych ciał, uspokajając pędzące po autostradzie uczuć serca. Z jego twarzy nie znikał uśmiech, przytulił mnie, a ja chłonęłam jego niepowtarzalny zapach, nie mogąc uwierzyć, że jest ze mną.  
- Jak się czujesz?
- Błogo, lekko.
- Co ty ze mną robisz? Zaczynam się od ciebie uzależniać. - dodał całując mnie po szyi, aż przeszedł mnie dreszcz po ciele.

Nie przeszkadzało mi, że nie mamy na sobie nic, poza cienką kołdrą, która ledwo przykrywa to co najcenniejsze. Wstałam, muskając jeszcze dłonią, po jego torsie. Weszłam do łazienki, w której pachniało odświeżaczem powietrza, o kwiatowej nucie. Wzięłam prysznic i wyszłam ubierając na siebie bieliznę. Fabian także zniknął, odświeżając swoje ciało. Oparłam się o szafkę nocną, niechcący ruszając niedomkniętą szufladę. Zajrzałam do środka, wystawało stamtąd małe pudełko, przewiązane jasną wstążką. Otworzyłam je i oniemiałam. Dwie złote obrączki, połyskiwały metalicznie. Wzięłam jedną do ręki i na odwrocie przeczytałam „Daria i Fabian na zawsze”. Zdziwiło mnie to znalezisko, gdyż wiedziałam, że się rozstali. Pomyślałam, że pewnie nie ma serca ich oddać. Szybko je schowałam na miejsce, ubierając resztę stroju. Nagle jego komórka za wibrowała przy jego rzuconych bezładnie spodni. Z ciekawości podniosłam ją, na wyświetlaczu widniało imię Darii. Ewidentnie coś mi nie pasowało, ale pomyślałam, że przesadzam. Fabian powoli wychylił się z łazienki, delikatnie stąpając po pomieszczeniu. Szukał czegoś zapamiętale, więc pomyślałam, że mu pomogę.  
- Czego szukasz? Podam ci.
- Komórka, nie widzisz jej przypadkiem?
Podałam mu przedmiot, obserwując co zrobi za chwilę. Chwycił telefon, wychodząc z pokoju, podpierając się ściany. Zamknął się obok, rozmawiając cicho. Za jakiś czas pojawił się znowu, mając skwaszona minę.  
- Co się stało, kto dzwonił?
- To … siostra, nic ważnego. - rzucił obojętnym tonem, ubierając się.

Czułam, że coś ukrywa, ale starałam się trzymać fason. Przytuliłam się do niego, jakbym miała go nie wypuścić z rąk. Wtem dzwonek znów rozległ się po pomieszczeniu, spojrzałam ukradkiem na wyświetlacz, to znów była ona.  
- Fabian, Daria dzwoni, czy chcesz mi coś powiedzieć? – wycedziłam, czując ogarniający mnie niepokój.
- Co masz na myśli?
- Czy wy … nadal … nie kłam proszę.
- Anito, to jest bardziej skomplikowane niż myślisz.
W kąciku oka zbierała mi się zabłąkana łza, czekając na odpowiedni moment.  
- Widziałam obrączki, bądź szczery!
- Rodzina nalega, Anita, zrozum.
- A twoje uczucia, nie zasłaniaj się innymi, co ty czujesz?! Powiedz mi to prosto w oczy, albo nie, przepraszam, źle to ujęłam …
- Ty jesteś wspaniała, kochana,  ale ona …
- Jesteś tchórzem, czy masz swoje zdanie?
- Przy tobie zapomniałem o problemach, ale musiałem dokonać wyboru ...
Nie słuchałam co chciał dodać, zakręciło mi się w głowie. Czułam jakby waliła się pode mną podłoga. Wybiegłam na zewnątrz, zbiegając po drewnianych schodach. Nie gonił mnie, kierowałam się na przystanek, a z moich oczu kapały łzy, nieproszone, pełne wstydu, sprawiające ból.

1 204 czyt.
100%255
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2476 słów i 13414 znaków. Tagi: #dramat #miłość

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 18 sie 2018

    Takie życiowe, że mam wrażenie jakby się wydarzyła ta sytuacja naprawdę. Opis zjawisk przyrody czy prostych czynności jak palenie papierosów genialny. Można się zanurzyć w  świat Anity bez problemu

  • Somebody

    Somebody · 17 sie 2018

    Też muszę powtórzyć po Anonimie 'Na co panienka liczyła?' Życie to niestety nie bajka i prawie nigdy takie historie nie znajdują happy endu. Kto jak kto, ale Anita, która wszak poznała owo życie z najgorszej strony powinna była to przewidzieć. Poza tym część świetna  

  • Amina

    Amina · 17 sie 2018

    Tego bym się po Fabianie nie spodziewała. Wydawał się taki sympatyczny...

  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 sie 2018

    Wiesz, jak opisujesz takie sytuacje jak w domu, to mi jest tak dziwnie. Wiem, że to opowiadanie, ale jakże realne. A realne opowiadania nie kończą się dobrze. Ale może wytrwam.  

  • AnonimS

    AnonimS · 16 sie 2018

    A na co panienka liczyła? Pozdrawiam