Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam z fotela z whiskey w ręku i zakręciło mi się w głowie, praiw upadłam. Zachichotałam, trochę się pokiwałam w przód i w tył aż w końcu złapałam równowagę. Podeszłam do drzwi, otworzyłam je... i śmiejąc się głupkowato poleciałam w przód na osobę która stała przede mną. Butelka wyleciała mi z ręki i roztrzaskała się na drobne kawałeczki, a ja znowu zaczęłam się chichrać jak idiotka.
- Ivy? Znowu się upiłaś?- zapytał Cane biorąc mnie na ręce i wnosząc do domu.
- nieeee - zaprzeczyłam śmiejąc się jak wariatka. Zaczęłam kreślić palcem niewidzialne kółka na jego torsie- ale ty jesteś umięśniony- powiedziałam i zachichotałam.
- Zaniosę cię do łóżka okey? Poleżysz, wytrzeźwiejesz, przyniosę ci wody- mówił wchodząc ze mną po schodach i kierując się do mojej sypialni.
- Sialalaaaaaaaaa.... Cane wody mi daaaaaaa!!!!- zaczęłam wydzierać się na cały dom i chichotać jak opętana.
- Ivy uspokój się- wyszeptał chłopak dziwnie na mnie patrząc
- Nie!- krzyknęłam i wyrwałam mu się. Niestety nie uciekłam daleko bo już po chwili potknęłam się o własne nogi i leżałam śmiejąc się i śpiewając na przemian.
- Oh Iv... co się z tobą dzieje?- zapytał chłopak i podniósł mnie z ziemi. Zostawiłam jego pytanie bez odpowiedzi. Weszliśmy do mojej sypialni i Cane położył mnie do łóżka, a potem przyniósł mi wody. Powoli zaczynałam być normalna, ale nadal szumiało mi w głowie od alkoholu. Siedziałam na łóżku opatulona kołdrą, a obok mnie siedział Cane. Patrzyliśmy sobie w oczy i nic nie mówiliśmy. Chyba nie było potrzeby. Nagle chłopak pochylił się nade mną i mnie pocałował. Nie protestowałam, nie wiem czy chciałam tego pocałunku, czy to tylko z powodu alkoholu nie odepchnęłam Cane'a. Po chwili chłopak zaczął rozpinać moją koszulę i głaskać mnie po nodze... i nagle te wspomnienia, ja jedna... oni trzej... ciemny zaułek. Odepchnęłam Cane'a, rozpłakałam się i uciekłam do łazienki. Alkohol już całkowicie wyszumiał mi z głowy. Oparłam ręce o umywalkę i popatrzyłam w lustro. Obraz nędzy i rozpaczy, rozczochrane włosy, zapłakane oczy. Uciadłam na brzegu wanny i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ivy... proszę otwórz. Nie chciałem, ale, ale po prostu...- chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- idź stąd! Wynoś się! Nie chcę cię widzieć!- wrzasnęłam. Chłopak stał jeszcze chwilę pod drzwiami, próbując mnie przeprosić, ale w końcu poszedł, i dobrze. Niech idzie. Nagle mój wzrok padł na kosz do którego rano wyrzuciłam żyletkę. Podbiegłam do niego i ją teraz wyciągnęłam. Przyłożyłam nażędzie do przeguba i zrobiłam z początku małą rankę. Poczułam ból, ale ukoił on moje nerwy. Patrzyłam jak zahipnotyzowana na wypływającą z rany krew. Jakby razem z nią opuszczały mnie wszystkie złe emocje. Zrobiłam jeszcze dwa dużo głębsze cięcia. Nagle przed oczami zaczęło robić mi się ciemno. Zarejestrowałam jeszcze że wokół mnie jest dużo krwi, a potem odpłynęłam...
*********
Okey miśki może nie najlepsze ale jest i się starałam żeby dobrze oddać uczucia Ivy hahhahaha i nie myślcie że teraz jestem dla tej bohaterki jakaś bezwzględna bo to początek muahahaha :> cieszę się że podobał wam się ostatnio rozdział. Sorka że nic wczoraj nie dodałam ale pisałam opowiadanie kryminalne na polski i jakiś tak wyszło że nic tutaj nie dodałam. No dobra niedźwiadki, nie bd wam tu truła. Do usłyszenia
P.S. Sorry że takie krótkie :/
3 komentarze
.
fajne, ale za KRÓTKIE .
juznazawsze
bardzo lubie czytać twoje opowiadania pisz dalej
Misiaa
Mi się podoba.. Super opowiadanie. Czekam na dalsze części