- Noż kurwa...- zaklęłam i usiadłam na środku drogi. Skrzyżowałam ręce na piersiach i postanowiłam się nie ruszać. A co! Siedziałam tak może z pięć minut, aż ujżałam świecące reflektory nadjeżdżającego samochodu. Pojazd szybko się do mnie zbliżał, a ja postanowiłam że najlepiej będzie jak mnie to cholerne auto rozjedzie. Zamknęłam oczy i postanowiłam czekać na śmierć. I nic. Nie poczułam żadnego bólu, żadnego uderzenia. Nic. Usłyszałam po prostu pisk hamulców. Kiedy otworzyłam oczy ujrzałam kilka centymetrów przed sobą przedni zzderzak jakiejś škody. Po chwili do moich uszu doszedł dźwięk zatrzaskiwanych drzwi.
- Co ty do cholery wyprawiasz idiotko?!?!- usłyszałam czyjś wrzask. Podniosłam głowę i napotkałam spojrzenie niebieskich oczu.
- No i co się drzesz?- zapytałam spokojnie wstając.
- Co się drę?! Mogło ci się coś stać! Mogłem w ciebie wjechać! Miałbym problemy!- nadal krzyczał, a ja głupio śmiałam mu się w twarz. Jego czarne włosy były w totalnym nieładzie co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
- Ale nic się nie stało. Wyluzuj frajerze- powiedziałam i chciałam odejść ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Frajerze? Kto tu jest frajerem- wysyczał
- Ty- powiedziałam i wyrwałam mu się. Biegłam przed siebie śmiejąc się. Gdy byłam już wystarczająco daleko od niego zatrzymałam się, oparłam rękę o stojący przy drodze znak i ściągnęłam buty.- ale ulga- powiedziałam sama do siebie. Wzięłam to narzędzie tortur z 13-centymetrowymi obcasami do jednej ręki, drugą odgarnęłam włosy z twarzy i ruszyłam w drogę do domu śpiewając jakąś wesołą piosenkę...
Obudził mnie ogromny ból głowy. Skrzywiłam się z bólu i odwróciłam się na drugi bok. W ustach miałam saharę. Sięgnęłam po butelkę wody którą zawsze miałam obok łóżka i opróżniłam ją do połowy. Od razu lepiej. Poczłapałam do kuchni, wyjęłam z apteczki jakieś tabletki przeciwbólowe i połknęłam dwie. Sedząc za stołem próbowałam sobie przypomnieć jakieś informacje z poprzedniego dnia. Pamiętam tylko że Seba mnie całował, a potem wrzeszczał na mnie jakiś facet. Ale dlaczego? Nie pamiętam. Westchnęłam i powlokłam się w stronę łóżka. Potem nad tym pomyślę. Jak na razie jestem zmęczona i muszę się zdrzemnąć.
No i znowu. Kolejny sen z Cane'm w roli głównej. Spacerowaliśmy razem po lesie trzymając się za ręce. Głowę miałam opartą na jego ramieniu.
- Tęsknię Cane- wyszeptałam.
- Już niedługo się spotkamy- wyszeptał i mnie pocałowałm a ja się przeraciłam.
- Czy to znaczy.... Czy to znaczy że ja umrę?- zapytałam przerażona. W odpowiedzi chłopak tylko tajemniczo się uśmiechnął i zniknął. A ja zaczęłam wrzeszczeć.
- AAAAAA!- krzyczałam. Nagle do pokoju wpadła pani Jadzia. Była przerażona.
- Sam? Sam, co ci jest- zapytała potrząsając mną. Ja tylko patrzyłam na nią szeroko rozwartymi oczami i nie byłam w stanie się odezwać. Czy ten sen... był zapowiedzią mojej śmierci? Ja nie chcę umierać. Nie teraz. Proszę nie... Rozpłakałam się i wtuliłam twarz w miękkie, srebrne włosy pani Jadzi.- cicho dziecko. Wszystko będzie dobrze- wyszeptała kobieta gładząc moje plecy. Nie. Nic nie będzie dobrze. Nigdy nie należałam do przesądnych osób, ale w ten sen uwierzyłam. Ja niedługo umrę. Bo niby jak inaczej miałabym spotkać się z Cane'm? No jak?
Poniedziałek. Ten znienawidzony przeze mnie dzień. Trzeba iść do szkoły i w ogóle... Ehh. Zwlekłam się z łóżka zdziwiona, że nie ma jeszcze Oliwii. Wybrałam jakieś ciuchy i szybko się ubrałam. Nie robiłam makijażu a włosy tylko rozczesałam. Mam gdzieś to jak wyglądam i tak za niedługo umrę. Cały czas nie mogę wymazać z pamięci tamtego snu. Był taki realistyczny... Westchnęłam, wzięłam torbę i ruszyłam w drogę do szkoły. Gdy dotarłam na miejsce zauważyłam Sebastiana. Skręciłam w inną stronę, ale chłopak mnie ujrzał i pobiegł za mną.
- Sam! Sam zaczekaj!- krzyknął, a ja przyśpieszyłam. Nie chciałam rozmawiać z tym idiotą. Chłopak dogonił mnie i gwałtownie odwrócił w swoją stronę.- Sam chciałem cię przeprosić. Za no wiesz... Za to co zrobiłem w piątek na imprezie.
- Seba odwal się- warknęłam.
- Nie odejdę do puki mi nie wybaczysz- oświadczył. I właśnie w tej chwili zadźwięczał zbawienny dzwonek oznajmiający pierwszą lekcję.
- Ups. Mam fizykę. Chyba nie porozmawiamy- oznajmiłam z wrednym uśmiechem i odeszłam.
Po lekcjach wracałam do domu pogrążona w myślach. W szkole nie było dzisiaj Oliwii. Nie wiem czemu, ale miałam złe przeczucia. Weszłam do domu, rzuciłam torbę w kąt i poszłam do salonu przywitać się z panią Jadzią. Strasznie polubiłam tą poczciwą kobietę. Staruszka siedziała w fotelu, a przed nią na stoliku rozrzucone były jakieś zdjęcia. Spojrzałam na jedno z nich i zamarłam. Nie... To niemożliwe. Czy to jest?....
*****************************
Okey no to macie kolejny rozdział. Ostatnio mam wrażenie że coraz mniej osób czyta moje opowiadanie ;/ może was nudzi... Sama nie wiem. Ale postaram się zakończyć je jak najszybciej i rozpocząć nowe. Mam nadzieję ciekawsze całuski
12 komentarze
Maddy
Wiem, że to już drugi komentarz pod tym, ale nie mogę się doczekać następnej części
Opowiadanie wcale mnie nie nudzi
Jestem bardzo ciekawa dalszych losów bohaterki, dlatego proszę Cię dodaj następny rozdział
Szybciutko
*
nemfer
He he… to ja już sie domyślam o czym bedzie kolejna seria
lula
no nie...tak sie wciagnelam w to opowiaadanie,ze masakra
jakbys mogla dodac kolejna czesc....;*
Arni
Ivy poznała instruktora tańcu.. i teraz sama jest zakochana...
Maddy
****
* Kocham to
Proszę Cię, pisz jak najszybciej kolejny rozdział. Czekamy na niego w takiej niepewności
Mam nadzieję, że będziesz miała dużo weny i będziesz dla nas tworzyć
Powodzenia w dalszym pisaniu 
mru
napisz kolejna czesc dzis, tak dlugo nie dawalas. Proszee
mru
napisz kolejna czesc dzis, tak dlugo nie dawalas. Proszee
ja
dokladnie daj nastepna czesc xd
Misiaa
Pisz szybko
Super 
:)
super pisz szybciutko
xxxxxxx
I czemu kończysz w takich momencie ?
Arni
Dziecko drogie, ale Ty defetyzm siejesz.., ale za to opowiadanie jak zawsze pierwsza klasa.. no może poza tym Twoim uporczywym PUKI .. piszę się póki
Pisz częściej.. bo mi się nie chce więc ktoś musi xD