The Demon Inside 11

Padge zerwał się z kanapy. Ignorując ból, ruszył z przyjacielem schodami w dół. Zniknęli w lesie, wyraźnie zaniepokojeni i przestraszeni.

Padge nie mógł złapać tchu, gdy Moose przyśpieszył kroku. Byli już blisko. Pośród drzew dało się wyczuć aurę zła.

Zbliżali się do obszaru zabudowanego. Do sklepów i ich ulubionego pubu, gdzie pracuje Gisele.

Idąc za budynkami, nie zauważyli nic szczególnego. Jednak, gdy wyjrzeli na ulicę, serca zabiły szybciej a oddech stał się szybszy.

Na chodniku leżało przewrócone auto. Bokiem, opierało się o budynek z wybitą szybą wystawową. Części i odłamki szkła zasypały ulicę.

Wokół ludzie krzyczeli i uciekalli.  A pośrodku tego całego zamieszania stał Matt Tuck.

Warcząc, omiatał wściekłym wzrokiem ludzi. Bali się odwrócić i spojrzeć na  potwora. Ten w pewnym momencie ruszył za uciekjącą parą.

- Co on kurwa robi?! – wydarł się Pagde. Chciał skoczyć i powstrzymać brata, jednak Moose złapał go za ramię.

- Nie pozwole ci dzisiaj zginąć, już mnie poturbował! – powiedział szybko, przypierając wilkołaka do muru.

- Kurwa, ja pozwoliłem mu uciec z domu! -  histeryzował Michael.

- Daj, spokój, musimy mieć plan – mówił spokojnie Moose.

- Jaki kur… – Padge chciał się wydrzeć, jednak jego głos zakłocił odgłos. Hałas, jakby rzucanego przedmiotu.

Matt zniknął z ich pola widzenia. Obok zaułku w którym sie chowali, momentalnie przeleciał samochód. Wylądował kilkanaście metrów dalej, zostawiając chłopaków w szoku.

- Jaki kurwa plan?! Biegiem! – Michael rzucił się wzdłuż ulicy, nie musząc namawiać Moose’a by do niego dołączył.

Znalezienie Matta nie było problemem. Wył i zwracał na siebię uwage, będąc jedynym na ulicy. Ludzie chowali sie bezpiecznie w domach, widząc piekło szalejące w mieście.

- Matt, człowieku! – krzyknął Padge, wiedząc jak głupio to zabrzmiało. Nie czuł bólu ani strachu, chciał po prostu odzyskać brata.

Stworzenie zawyło. Płonący wzrok lustrował żrenice Padge’a, trzymając go w bezruchu.

Przerośnięty adlet wolnym krokiem, warcząc coś pod nosem, zaczął iść w stronę chłopaka.

Michael nie ruszył się.  Powinien uciekać, lecz stał aż do momentu kiedy potwór znalazł się metr od niego.

Doskoczył, pchając pazurami drobne ludzkie ciało Michela. Ten nie zdążył zrobić ani uniku, ani zmienić formy. Był skazany na rozszarpanie.

Matt wylądował na nim. Zanim jednak zdążył zadać cios, został pchnięty przez wściekłego wilkołaka.

Moose podczas pełni jest istną maszyną do zabijania, nie okiełznanymi 80 kilogramami wilczego cielska.

Wylądował na stworze, drapiąc jego futro do krwi. Matt przekręcił się, zrzucając z siebie Michaela. Ten poleciał kilka metrów dalej, zdzierając skórę ze swojego boku.

Sierść i krew pokryły kawałek asflatu.  Po Mattcie został tylko unoszący się ryk, gdy znikał w oddalli.

- Michael! – krzyknął Padge, dobijając wilka.

Zanim sie obejrzał, Moose znów był człwiekiem. Jego skóra była zdarta w wielu miejscach, ręce i bok zkrwawione i z ranami otwartymi.

- Kurwa, Moose… – Padge pomógł chłopakowi wstać, gdy ten tylko jęczał. Smutek opanował jego oczy.

- Co sie z nim stało… – usłyszał Padge a słowa dobiły go jeszcze bardziej.

- Nie wiem, czegoś takiego jeszcze nigdy nie robił – mówił Michael. Postanowił zanieść Moose’a do Jenny.  Miał nadzieję ż mimo ich „związku” kobieta sie nim zaopiekuje.

- To te szramy, to kurwa one – powiedział Michael Thomas.

- Domyślam sie – parsknął Padge. Był wściekły i smutny jednocześnie.

Gdy szli lasem, czasem z którejś ze stron dało sie słyszeć wycie. To charakterystyczne, żadna z istot na wyspie tak nie wyje. Znaczy, jakichś dwóch godzin jedna, jedyna…

- Szybko sie przemieszcza… – mruknął któryś.

- Sieje destrukcje, zabija… Jak nie Matt. Zawsze sie tego brzydził.

- To już nie Matt. To demon.

Michael zostawił przyjaciela u jenny. Niebieskowłosa, gdy tylko go zobaczyła, kazała położyć chłopaka na sofie a sam w pośpiechu zaczęła krzątać sie po kuchni. Gdy Padge wychodził, powiedziała że do jutra rany znikną, z drobną pomocą wilkołaki potrafią szybko sie regenerować.

Padge wolnym krokiem wracał do domu. Ze spuszczoną głową, zatopiony w myślach. Nie obchodziły go wycia i wrzaski które dochodziły do jego uszu. Po tym jak Matt podniósł na niego ręke, wszystko sie zmieniło.

Pandemonium nigdy nie było bezpiecznym miejscem, ale teraz… Jest jak nigdy. I to przez jakiś kawałek gówna w skórzanej kurtce i ciemnych pinglach.

Czym jest ten gość i co chce od Matta…

Padge zastanawiał się, dopóki nie dotarł do domu. Niedługo, za jakąś godzine księżyc zniknie a wszystko pozornie wróci do normy.

Padge zdołał zasnąć. Nerwy przegrały ze zmęczeniem. Chłopak zbudził się, troche zdezorientowany.

Obudziło go słońce. Dało przyjazny znak, że Pełnia sie skończyła. Na jakiś czas będzie spokój.

Powoli, podniósł się z kanapy. Musiał na nią pasć, lecz tego nie pamięta. Za wiele wrażeń, za dużo bólu…

Westchnął, przecierając twarz rękę. Kciukiem zachaczył o bandaż. I jak grom, wróciło wczoraj.

Przed oczami widział ten ryj. Ten wściekły wzrok. Poczuł ciężar potwora który na nim siedział.

Gniew go rozpalał, jednak Michael sie opanował. Zdołał, nie miał teraz w planach przemiany w wilka. Oparł ręce na blacie kuchennym i powoli, opanowywał oddech.

Ten wariował, chcąc doprowadzić chłopaka na  krawędź.

Te szpony, nastroszona sierść i kły błyszczące niczym stal.

Ale ten wzrok, on jest najgorszy. Niespotykany.

Michael widział wiele, ale czegoś takiego nie doświadczył. A co najlepsze, mówimy o jego wlasnym bracie…

Pięść Padge zderzyła się z marmurowym  blatem. Energia z jego ciała powli wyparowywała, krew zwalniała…

- Już dobrze… – pomyślał Padge.

Nigdy nie sądził że Matt doprowadzi go do takiego stanu. Takich nerwów i wkurwienia. Ani że go zaatakuje i… będzie chciał zabić.

Padge zostawił wgniecenie w szafce i jakby nigdy nic, poszedł zrobić sobie kawę.

Po kilku chwilach, woda już parowała w kubku.

Postawił kubek na stoliku przy sofie i usiadł na niej, włączając telewizor.

Postanowił sie odciąć. Chociaż na chwilę. Może Matt sam wróci… i przeprosi…

I posprząta syf który zostawił w centrum miasta?

Samochody, wybite szyby, krew i sierść wilków na ulicach… Apokalipsa.

Nie, to tylko przeklęty Adlet.

Niespodziewanie, sielankę Michaela przerwało pukanie do drzwi. W frauge drzwi, raczej…

- A tak fajnie było… – pomyślał, gdy chciał upić pierwszy łyk kawy, a ktoś mu przerwał.

Michael odwrócił się. Moose wparował, zdyszany.

- Ty byłeś dzisiaj na dworze? – powiedział, lekko spanikowany.

- Ale co…

- Zguba sie znalazła!

Michael szybko odstawił kubek, prawie wylewając zawartość.

Moose poprowadził go na dół. W krzakach, tuż obok schodów, leżał nagi i umazany krwią Matt Tuck w ludzkiej postaci.

EdD

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1231 słów i 7138 znaków.

1 komentarz

 
  • Hebr

    Świetnie  :) s