The fucking hope. cz.1

The fucking hope. cz.1Prolog.

- A, więc myślę, że boisz się być szczęśliwa. Z jakiegoś powodu uważasz, że Twoje życie powinno być szare, nieciekawe i trudne. Myślę, że specjalnie przyjmujesz pozę wiecznie niespełnionej, nieszczęśliwej ofiary losu - tak jest łatwiej, nie? Lubujesz się,  w swoich porażkach i nieszczęściach, bo możesz je z łatwością obrócić w żart… - stwierdza brunet.  
Jednak słowa, które przed chwilą wypowiedział są prawdą. A prawda boli.



Dwie godziny później.

Hope: Spotkamy się?

Smile: Jestem zajęta, napisz później.

Hope: Robisz tę prace od dwóch godzin, a ja chcę zająć Ci tylko 5 min.

Hope: Proszę Kate

Smile: Będę za 5 minut !!

Trzęsą mi się ręce, kiedy wychodzę ze swojego pokoju z kopertą z napisem:  Kate.  Zachowuje się jak osoba  w transie lub jakiś robot. Niby widzę, że siostra i pani Sylwia, coś do mnie mówią, ale schodzę bez słowa po schodach i idę dalej w kierunku drzwi.  Zakładam buty,  zieloną parkę i wychodzę z domu, zamykam drzwi i podnoszę głowę do góry napotykając wzrokiem stojącą przed bramą Kate. Na ustach blondynki jak zawsze gości uśmiech, zaciskam mocniej palce na liście, który trzymam w dłoni.  

Wybacz mi...
  
Podchodzę do przyjaciółki i przytulam ją mocno, mimo iż wiem, że tego nie lubi.  

- Ehhh laska spokojnie, aż tak się za mną stęskniłaś? - zaczyna się śmiać, ale gdy zauważa moją poważną minę jej uśmiech również znika. - Coś się stało?

- Nie, to znaczy tak… ehh. Posłuchaj… nie umiem Ci tego powiedzieć, więc napisałam to w liście chciałam wrzucić Ci go do szafki w szkole, ale chyba będzie lepiej gdy przekaże Ci go osobiście.

Podaje jej kopertę i odchodzę w stronę parku. Blondynka patrzy to na mnie to na kremową kopertę w swoich dłoniach. Gdy się otrząsa z zamyślenia rusza w ślad za mną. Dogania mnie i bez słowa otwiera kopertę, wyjmuje z niej 3 kartki.

Nie patrzę na nią, idę śmiało przed siebie od czasu do czasu słysząc jak Kate pociąga nosem albo wyjmuje chusteczkę. Gdy kończy czytać, znajdujemy się już w parku.  

Przyciąga mnie do siebie i mocno trzyma w objęciach, jakbyśmy obie miały zaraz rozstać się na zawsze.
  
- Tak mi przykro Charlotte, tak mi przykro. Wybacz, że tego nie wiedziałam przepraszam Cię -zaczyna się śmiać. - Przepraszam, ale nie wiem czemu się śmieje, to takie głupie. Nie powinnam śmiać się z takich rzeczy.

- Nic się nie stało, ludzie różnie reagują na nowe wiadomości.- jestem zaskoczona spokojem z jakim wypowiadam to zdanie. Wyciągam z jej dłoni kartki wraz z kopertą, po czym rwę papier na małe kawałeczki, które wyrzucam do najbliższego kosza.  

Jesteśmy pewnie niemałą atrakcja dla mijających nas ludzi, ale obecnie mam to gdzieś. Liczy się to, że wreszcie powiedziałam osobie, na której mi zależy. Kate jest osobą, która powinna wiedzieć już dawno, jednak strach przed brakiem zrozumienia był silniejszy, aż do teraz.  

- Dlaczego on to robił, dlaczego nikomu nie powiedziałaś Charlotte ? Dlaczego to robiłaś? Zawsze gardziłaś takimi osobami, więc dlaczego zrobiłaś to co one?  Nie wiem… nie rozumiem. - znowu mnie przytula, pocieram dłonią jej plecy dodając jej otuchy.-To ja powinnam Cię pocieszać, a nie ty mnie.- wzruszam jedynie ramionami.  

- Za dużo już płakałam, aby znowu wylewać zły.-odpowiadam, idąc cały czas przed siebie.

- Jesteś taka dzielna Charlotte, nie rozumiem jak możesz nadal zachowywać się tak spokojnie ? Nie wiem co mam mówić, to jest po prostu okropne.- wdycha.

- Wiesz, próbowałam to powiedzieć, ale dowiedziały się osoby, które nie powinny... a później wykorzystały to przeciwko mnie. Lecz teraz nie wytrzymałam, musiałam powiedzieć to, komuś kto  na pewno mnie nie zawiedzie.

- Na mnie zawsze możesz liczyć, a teraz trzeba wymyślić jakiś sposób, który w jakimś stopniu pomorze Ci, jak i pozwoli ogarnąć życie.  

Chodziłyśmy po parku jeszcze przez 3 godziny ciągle rozmawiając. Kate upierała się, że powinnam porozmawiać o tym z kimś, kto umiał by mi pomóc, a ja stałam przy swoim, że zrobię wszystko w odpowiednim czasie. Później odprowadziła mnie do domu, gdzie pożegnała mnie słowami, po których rozpłakałam się pierwszy raz tego dnia.

-The fucking hope.

Ironia prawda? Przecież mam na drugie nadzieja.  

Gdy weszłam do swojego pokoju, wysunęłam z pod łóżka karton, w którym leżała sterta innych kopert z imionami, lista osób, papierosy, tabletki i przyjaciółka każdego samobójcy. Mała, ostra rzecz, która zabrała na tamten świat tak wiele nastolatków - żyletka.

Wykreśliłam z listy imię Kate i zakreśliłam kolejne imię, mianowicie imię mojej siostry Jules.

koralina

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 863 słów i 4752 znaków, zaktualizowała 23 gru 2017. Tagi: #przyjaźń #ból #strach #nadzieja

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Widzę dramat i już automatycznie włażę. Zaintrygowały mnie te koperty, muszę to przyznać,  ale! Popraw litrówki (jest ich mnóstwo), przecinki, liczebniki pisemnie i i poumieszczaj spacje, zlewa się tekst, a tak poza tym to bardzo schludnie. Na chwilę obecną za mało, abym mogła wypowiedzieć się szerzej, ale na pewno przeczytam dwójkę, jak się tylko pojawi. Zobaczymy, w jakim kierunku to pchniesz. Pozdrawiam;)