Głód cz. 26

Głód cz. 26Nie odzywała się do doradcy nadąsana. Dlaczego nie chciał z nią uciec? Zostawić całego syfu Zalinie i wyjechać. ‘Dla jej dobra’! Nie dostrzegała żadnej korzyści w tkwieniu tutaj. Istię określano mianem sielskiej prowincji. Wprawdzie obecnie kraina drwali przeżywała rozkwit, dzięki wprowadzeniu modernizacji i czerpała spore zyski z handlu drewnem, jednak nadal pozostawała daleko w tyle za królestwami Sojuszu - Uns, Srebrnogórzem, czy choćby Gwiezdną Zatoką.  

Z drugiej strony, księżniczka nie mogła narzekać. Ostatecznie, Arthur zawsze o nią dbał. Może nawet ją kochał… Chciała tak myśleć. Miała nadzieję, że czuje choć w ułamku to, co ona. Była przecież piękna, a mężczyźni lubią piękne kobiety. Istyjki zwykle ciężko pracowały, wyglądając na stare i zmęczone. Dlatego Arthur nie dysponował zbyt dużym wyborem partnerek. Laima musiała  zatem zwracać jego uwagę. Poza tym, nie należała do głupich. Nie dorównywała bystrością doradcy, ale przejawiała większą lotność umysłu niż matka. Wykorzystując fakt, że trzymał dziewczynę na rękach, podniosła rękę, by dotknąć policzka mężczyzny. Gładziła go przez chwilę.  

- Co robisz? - zapytał chrapliwie.  

- Dziękuję. - szepnęła, zjeżdżając palcem na usta Arthura.  

- Przestań. - zaprotestował ku jej rozczarowaniu. Niechętnie cofnęła dłoń.  

- Dlaczego?  

- Bo jestem faworytem twojej matki.  

- Co z tego?  

- Mógłbym być twoim ojcem, Laimo.  

- Wszystko jedno kim miałabym dla ciebie być. Córką, księżniczką, niewolnicą. Nie dbam o to. Chcę tylko dzielić życie z tobą. - powiedziała cicho, patrząc mu w oczy. Oddała całą siebie.  

- Porozmawiamy, kiedy się uspokoisz. Możesz iść? - mruknął, zmieniwszy temat. Skinęła głową, więc postawił ją na piaszczystym brzegu. Szli dalej w milczeniu, które szybko przerwała.  

- Nie wziąłeś ze sobą eskorty?  

- W jakim celu? Znam Narcisse i wiedziałem jak załatwić rozejm bez pomocy żołnierzy.  

- Co dokładnie wynegocjowałeś? Ich królowa nie była chętna do rozmów.  

- Nie z tobą. Chciała mnie zabić, ale zmieniła nastawienie, gdy wykończyłem kilku jej marynarzy. Wyjaśniliśmy sobie dawne nieporozumienia i tyle. Oczywiście, zawiązaliśmy sojusz, w ramach którego zwróciła ciebie oraz zostawiła Greda mojemu osądowi. - omówił pokrótce pertraktacje.  

- Skąd znasz tę kobietę? - drążyła z nutką zazdrości.  

- Byliśmy zaręczeni. Dawno temu. Zostawiłem ją. - lakonicznie nakreślił historię trzema zdaniami.  

- Dlaczego?  

- Dla jej dobra. - wymamrotał ze sporą dozą autoironii.  

- Często używasz tego wytłumaczenia, sir.  

- Zawsze jest uzasadnione, milady.  

- Gred był twoim przyjacielem, prawda?  

- Służyliśmy razem przez pewien czas.  

- Nie służysz z nim dla naszego dobra? - zakpiła Laima z bladym uśmiechem.  

- W istocie. Czy to przesłuchanie, księżniczko? Gwałt nie powinien cię nieco uciszyć, hm?  

- Jesteś nieuprzejmy. - bąknęła, nie robiąc najmniejszego wrażenia na doradcy. Po dotarciu do zamku, zaszyła się w swoim pokoju. Nie miała ochoty nikogo widzieć. Zażądała kąpieli i wina, zamierzając spróbować matczynego sposobu na wymazanie problemów. Ciepła woda przyjemnie odprężyła jej wymęczone ciało. Zanurzyła się po samą szyję, sięgając mokrą dłonią kielicha. Sączyła wino o lekko kwaskowym posmaku, które wypierało niechciane wspomnienia. Myślami krążyła wokół Arthura. Doradca nie pozwalał na żadną klasyfikację swojej osoby. Przybył do Istii po śmierci Rolanda i w zasadzie przejął rządy. Mimo że pochodził ze Srebrnogórza, nikt nigdy nie próbował podważyć jego lojalności oraz kompetencji. Właściwie, dlaczego? Laima nie wiedziała. Oczywiście, darzyła doradcę pełnym zaufaniem, lecz wciąż pozostawały pytania. Niewiele o sobie mówił, zwykle działał zakulisowo, niejako w wiecznym cieniu. Utrzymywał związek z Zaliną, wyłącznie, gdyż był mu na rękę…  

- Woda jest już zimna. Zaziębisz się. - powiedział Arthur, niespodziewanie wchodząc do łaźni, jakby przywołany myślami księżniczki. Może zresztą potrafił je usłyszeć, w końcu nie był tylko człowiekiem.  

- Umiesz czytać myśli? - zapytała, rozśmieszając tym doradcę.  

- Nie. Skąd taki niedorzeczny pomysł?  

- Znikąd. - odparła zawstydzona.  

- Posłuchaj, Laimo… - zaczął Arthur, siadając na krawędzi wanny. Zanurzył rękę w chłodnej kąpieli, nasyconej aromatami. Patrzyła zahipnotyzowana jak wzburza palcami niewielkie fale. Przez moment wysunął dłoń głębiej, muskając jej udo. Odpowiedziała drżeniem całego ciała. - Rozmawiałem o twoim zamążpójściu z Zaliną.  Nie wyjdziesz za Unsyjczyka, ani żadnego członka Sojuszu. To, co zrobił Gred jest nieodwracalne. Nie zgodziłem się, by matka wydała cię za lorda Piasków, czy Dzikich Ostępów. Piraci także nie wchodzą w grę… Niemniej jako przyszła królowa musisz zapewnić ciągłość rodu, dlatego wybrano najlepsze rozwiązanie strategiczne, w postaci księcia Nizin. - oświadczył doradca.  

- Co? Jak to? Jest jeszcze za wcześnie, by o tym rozmawiać. - zaprotestowała Laima, czując narastającą panikę.  

- Uważam inaczej. Póki co, nie będziecie się widywać zbyt często, zresztą później również będziecie władać odrębnymi państwami, spotykając się tylko na czas zbliżeń.  

- Nie mam nic do powiedzenia, prawda? - mruknęła smutno. Nie chciała nikogo poślubiać. Naturalnie, wiedziała, że jest to nieuniknione, jednak wolałaby nieco odwlec małżeństwo w czasie.  

- Przykro mi.  

- Kiedy?  

- Musimy jeszcze sporo ustalić… Nie wcześniej niż za kilka miesięcy. - doradca wstał, kierując się ku wyjściu.  

- Arthur… - zawołała, zanim wyszedł.  

- Tak?  

- Nie mam nauczyciela.  

- Ja nim będę. - wyznał spokojnie, doprowadzając krew księżniczki do wrzenia. Pomimo lodowatej wody, wyszła rozgrzana. Służąca pospieszyła, aby ją osuszyć i wymasować kwiatowymi olejkami. Ubrana, uczesana, wypachniona Laima postanowiła umilić sobie wolną chwilę lekturą. Żadna z jej książek nie sprawiała dłużej przyjemności, prezentując ciągle te same wiadomości. Znudzona, postanowiła potajemnie odwiedzić bibliotekę Arthura. Boso zakradła się do gabinetu doradcy. Standardowo korytarz ku niemu prowadzący był pusty. Kiedyś zastanawiało ją, dlaczego Srebrnogórzanin zrezygnował ze straży, lecz po ostatnich wydarzeniach wiele się wyjaśniło. Gabinet sprawiał wrażenie opuszczonego stosunkowo niedawno, o czym świadczyły, stygnące w filiżance zioła. Pociągnęła dobrze znaną wajchę, otwierając sekretne pomieszczenie. Tu też nikogo nie było. Odnalazła niedokończony rękopis na na najwyższej półce. Ściągnęła go, podstawiwszy sobie fotel pod regał i już miała zatopić się w dalszych losach Kreatorki, gdy nagle usłyszała głosy, dochodzące zza ściany. Nie tej, która odgradzała komnatę od gabinetu, ale zza przeciwnej - zewnętrznej. Jednak nie mogła słyszeć rozmowy prowadzonej poza murami. Laima przyłożyła ucho do litej skały, ostrożnie opukując ją palcami. Jakież było zdumienie księżniczki, kiedy namierzyła niezabudowaną przestrzeń. Z mocno bijącym sercem, usiłowała wychwycić strzępy dyskusji.  

- Dziękuję ci, byłeś świetny. Cały ten teatrzyk na statku… Naprawdę doceniam twoją pomoc. - głos definitywnie należał do Arthura.  

-Tobie też nieźle poszło aktorzenie. Uwierzyła ci? - zamarła, rozpoznając drugiego rozmówcę.  

- Królowa czy księżniczka?  

- Pytałem o obie.  

- Owszem. Zalina znów przyznała, że jestem niezbędny, a Laima widzi we mnie zbawcę…  

- Masz, czego chciałeś.  

- W rzeczy samej. Już nikt nie zakwestionuje mojej pozycji. Możesz przekazać, że sytuacja jest stabilna.  

- Przekażę. Ucieszą się. Szkoda byłoby tracić najlepszego szpiega. Co z ludźmi?  

- Zginęli w większości starcy. Wojowników odsunąłem do lasu, zostawiając najsłabsze oddziały. Populacja usunęła zbędny balast, dzięki czemu zaoszczędzimy na emeryturach, żywności, lekach… - zaczął wyliczać Arthur entuzjastycznie.  

- Niektórzy nazwaliby cię skurwysynem najgorszego sortu, wiesz? - przerwał Unsyjczyk ze śmiechem.  

- Nie starczyłoby im odwagi. Poza tym, zrobiłem to, co było konieczne, Gred.  

- Wiem, ale żeby gwałcić dziewczynę w celu pokazania jej matce, jak cholernie cię potrzebuje…  

- Ja jej nie zgwałciłem. Ja ją uratowałem.  

- Oczywiście. - prychnął Gred, zdradzając wyraźnie sceptyczny stosunek.  

- Masz jakiś problem? Może jesteś za miękki do tej pracy? - zasugerował Arthur z niewypowiedzianą wprost groźbą.  

- Nie mam żadnego problemu.  

- Dobrze. Nie chciałbym tracić przyjaciela.  

- Nie jesteśmy przyjaciółmi. Sojusznikami, wspólnikami jak najbardziej, lecz niczym więcej. - oznajmił zimno Gred.  

- Wedle życzenia. Twój zatopiony statek czeka za klifem. Tędy wyjdziesz do morskiej jaskini. Będzie tam czekać szalupa, którą wrócisz na okręt. Obyś tym razem nie napotkał prawdziwego sztormu. - instruował Arthur. Jego ostatnie słowa wręcz ociekały fałszem. Laima słuchała coraz bardziej niedowierzając zmysłom. Gred żył? A doradca wiedział o wszystkim, co więcej zaplanował to?! Nie mieściło się jej w głowie bezlitosne, wyzute z uczuć działanie mężczyzny. Pozwolił, aby ją… Wybiegła prędko, pragnąc uniknąć konfrontacji. Przywarła do ściany opustoszałego korytarza, łapiąc krótki, urywany oddech. Nie miała pojęcia, co dalej robić. Powinna powiadomić straże, czy może podjąć grę Arthura. Problem w tym, że dziewczyny nie nauczono politycznych rozgrywek. Doradca był doświadczonym graczem o genialnym umyśle, a ona młodziutką księżniczką bez żadnej wiedzy. Nie mogła się z nim równać. Ponadto, wciąż czuła do mężczyzny więcej niż należało. Natomiast, jak powszechnie wiadomo, uczucia zaburzały zdrowy osąd. Musiała uporządkować nowo zdobyte wiadomości. Na spokojnie. Ucieszyła się, że nie ubrała butów, gdyż bose stopy umożliwiły jej niepostrzeżony powrót do komnat. Odnalazła stary podręcznik strategii. Była tam mapa świata, podzielona na poszczególne terytoria. Wpatrywała się w nią uważnie, próbując dopasować znane fakty. Jednak nie przychodziło jej to łatwo. Kolorowe oznaczenia, statystyki i kolumny liczb boleśnie obnażyły braki w edukacji księżniczki. Nie wiedziała, jak przeprowadzić prostą analizę, co dopiero mówić o rzuceniu wyzwania sir Arthurowi. Spojrzała na zielony prostokąt, zajmujący trzecią część mapy. Niziny. Kraj rolników oraz pasterzy. Więc stamtąd pochodzi jej przyszły mąż. Istia od dawna borykała się z głodem. Lasy porastały niemal cały kraj, a w miejsce wykarczowanych, natychmiast sadzono nowe. Dzięki temu, nigdy nie brakowało im surowców handlowych. Niestety, przez to nie istniało rolnictwo, więc jedyną strawę, jaką mogli pozyskać, stanowiła dziczyzna. Tej jednak było coraz mniej ze względu na częste ingerencje drwali w strukturę lasów. Z kolei zakup zboża od sąsiadów przekraczał możliwości skromnego budżetu. Sprzymierzenie z Nizinami pozwoliłby nabyć żywność po stosunkowo niskiej cenie. Rozwiązanie rzeczywiście niezwykle korzystne. Pytanie tylko, co się za nim kryło? Jako szpieg Sojuszu, Arthur powinien raczej sabotować gospodarkę Istii, a nie dokonywać dyplomatycznych cudów, by ją ratować. Wymordowanie mało produktywnych członków społeczeństwa rękoma piratów, choć skrajnie niemoralne, również poprawiło kondycję państwa. Doradca działał wbrew jakiejkolwiek etyce, za to niezwykle skutecznie. Kontrowersyjny, nieszczery i genialny zarazem. Nie mogła go potępić. Podświadomie rozumiała, że doradca wcale nie chce ich zguby. Jego pokręcone metody miały na celu dobro Istii. Wróciła myślami do gwałtu. Użył dziewczyny jako pionka. Spełniła podwójną rolę - po pierwsze Sojusz odetchnął z ulgą, ponieważ zaprzepaściła szansę zostania jego królową, po drugie posłużyła za przykład dla Zaliny, pokazując, jak bardzo kobieta potrzebuje przewodnictwa Arthura. Straciła dziewictwo możliwie najgorzej, ale była pewna, że mężczyzna nie dałby wyrządzić jej poważnej krzywdy. Oczywiście, pewność dziewczyny nie miała realnych podstaw, lecz serce kazało księżniczce wierzyć. Usłyszała ciche pukanie, po czym drzwi otwarły się delikatnie.  

- Nie przeszkadzam, milady? - zapytał doradca.  

- Nie, wejdź, proszę. - odparła niezgrabnie dziewczyna zarumieniona z emocji. Arthur wszedł do komnaty, a jego wzrok padł na otwarty podręcznik. Uniósł lekko brew.  

- Co robisz?  

- Czytałam o Nizinach. - odpowiedziała szybko. Może zbyt szybko. Powinna mówić bardziej naturalnie, jeśli chce wypaść wiarygodnie.  

- Słusznie. Laimo, przyszedłem sprawdzić, czy wszystko z tobą dobrze.  

- Ciągle nie mogę zapomnieć o Gredzie. - rzuciła, spuściwszy wzrok.  

- Ach, tamto… Nieważne, przejdzie ci. Przy okazji, zgubiłaś coś. - mruknął, zmieniwszy nagle ton. Wcisnął w jej dłoń malutką, złotą spinkę, którą podpinała włosy po kąpieli. Spojrzała na przedmiot zdziwiona. - Znalazłem w moim gabinecie. Za regałem.  

- Ja… - zaczęła niepewnie. Wiedział o niej. Wiedział, że podsłuchała jego konwersację. Przeklęta spinka.  

- Nie wezwałaś straży.  

- Nie.  

- Powinienem teraz cię zabić. Zostałaś zgwałcona, ciężko to przeżyłaś, odnajdując wybawienie w śmierci. - ciągnął cynicznie doradca. - Przybyłem za późno. Leżałaś w kałuży krwi z otwartymi żyłami i nożem we wciąż ciepłej ręce.  

- Przed drzwiami stoją żołnierze. - wtrąciła ostrożnie.  

- Godzinę temu wybuchł pożar. Wszyscy pobiegli go gasić. - Arthur jadowicie zdeptał nadzieje dziewczyny. Nie poznawała doradcy. Był taki agresywny i pełen nienawiści.  

- Nie zrobiłbyś tego. - zaprzeczyła słabo. Sytuacja wyglądała rozpaczliwie. Mężczyzna uniósł dłoń, podnosząc dziewczynę w górę za pomocą mocy. Zawisła w powietrzu, czując ucisk na piersi. Przez chwilę obserwowała zacięte oblicze doradcy przerażona.  

- Masz rację. Nigdy bym cię nie skrzywdził, Laimo. - powiedział w końcu, opuszczając ją na ziemię. - Chciałbym, żebyś mi ufała.  

- Dlatego mi grozisz? Może uważasz mnie za głupią, ale nawet ja nie uwierzę, że zastraszanie to dobry sposób na zbudowanie zaufania.  

- Wręcz przeciwnie. Pokazałem ci, do czego jestem zdolny, po czym pozwoliłem żyć. Mógłbym cię usunąć jak nieprzewidzianą przeszkodę, lecz oddaję się w twoje ręce. Wkrótce stracę okazję i odzyskasz przewagę. Będziesz mogła mnie zlikwidować w każdej chwili. Ufam ci, Laimo. A ty? Zaufasz mi? - zapytał bezpośrednio. Nie wychwyciła żadnej prośby, czy pokory w jego głosie. Jedynie zuchwałe żądanie.  

- Działasz na korzyść Istii, sir. - rozpoczęła formułować swoje rozważania.  

- Staram się. - potwierdził z służbiście sztucznym uśmiechem.  

- Jednak twoje działania są złe. - dodała.  

- Zatem złymi metodami działam dla dobra. Ktoś musi, milady. - oświadczył zwięźle. Nie podobał się jej pewny siebie wyraz jego twarzy. Jakby w ogóle nie brał pod uwagę zagrożenia ze strony dziewczyny. Jednocześnie odwrócili głowy w kierunku drzwi. Tupot żołnierskich butów zasygnalizował powrót strażników.  

- Straż! - zawołała. Wreszcie wyłapała zdumienie doradcy. Osłupienie niczym u boga, który nie przewidział buntu swoich wyznawców.  

- Księżniczko… Pani… - wymamrotał, chwytając gorączkowo jej dłoń. Odczuwała niewiarygodną satysfakcję. Arthur pozbawiony swojej obrzydliwej maski wszechwiedzy, zdany na jej łaskę, prawdziwie skruszony… Zaskoczyła go. Nie sądziła, aby to było możliwe, więc smakowała tę chwilę niby koneser najlepsze wino. Wyszarpnęła rękę z uścisku mężczyzny.  

- Uklęknij, gdy o coś prosisz. - warknęła zimno. Nagła zmiana ról między nimi była nadzwyczaj ekscytująca. Laimę przechodziły dreszcze podniecenia. Doradca klęknął przed nią, pochylając nisko głowę. Wsparła nadgarstek o kark Arthura. Wyczuwała jego wewnętrzny sprzeciw, irytację przy równoczesnej rezygnacji. Nie nawykł do bycia uległym. Świadomość tego faktu podkręcała dziewczynę jeszcze bardziej. - Jesteś tu, by służyć.  - syknęła triumfalnie.  

- Milady, wzywałaś. - rzucił strażnik od progu. Doradca spróbował wstać, Lecz Laima mocniej go przycisnęła, uśmiechnąwszy się samym kącikiem ust. Wiedziała, że jej zwycięstwo jest pozorne, ale i tak wypełniała ją euforia.  

- Sir Arthur… - zrobiła pełną napięcia pauzę. Mięśnie mężczyzny spięły się pod dłonią Laimy jak cięciwa łuku. - Wspomniał o pożarze. Czy sytuacja jest opanowana?  

- Tak, milady. Zgasiliśmy płomienie.  

- Świetnie. Możesz odejść. - odprawiła wojownika gestem. Gdy tylko została sama z doradca, ten zaczął trząść się od tłumionego śmiechu. Zanim zdołała zapytać go o powód rozbawienia, szarpnął ją w dół. Opadła na posadzkę naprzeciw niego. Owinął włosy dziewczyny wokół nadgarstka, zmuszając Laimę do spojrzenia mu w oczy.  

- Wiedziałem, że mi zaufasz. - wymruczał, znów całkowicie niezagrożony.  

- Puść mnie albo będę krzyczeć.  

- Nie. - odparł hardo, wodząc wargami po szyi dziewczyny. Przejmował nad nią kontrolę, a ona poddawała się z radością, która ją przerażała. Przesuwał palcami wzdłuż obcisłej koszuli nocnej. Poprzez cieniutki materiał czuła każde jego muśnięcie. Ściskał lekko pierś Laimy, próbując dostać się drugą ręką pod szatę. Jęknęła, kiedy dotknął jej łydki, rozpoczynając wspinaczkę wyżej. Zimne palce wędrowały po wewnętrznej stronie uda dziewczyny, aż dobrnęły do rozpalonej kobiecości, pieszcząc ją okrężnymi ruchami. Cierpliwie poruszał opuszkami dopóki nie zaczęła szybciej oddychać i drżeć niczym w gorączce. Wówczas przerwał raptownie, włożywszy pomarszczone wilgocią palce do ust dziewczyny. Zrozumiała jego intencje, starannie ścierając z nich swój smak językiem. Gdy skończyła, spojrzała na niego błagalnie. Chciała, aby znów sprawił jej rozkosz. Jednak doradca miał najwyraźniej inne plany. Poklepał dziewczynę po policzku jak małe dziecko. - Nigdy więcej mi nie rozkazuj. Możesz sobie być księżniczką, królową, czy choćby boginią, ale w łożu jesteś zwykłą niewolnicą.

Milady

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 3230 słów i 18573 znaków. Tagi: #opowiadanie #erotyka #cykl #niewolnica #arystokrata

3 komentarze

 
  • Somebody

    Czekałam na takie przełamanie - powrót do tego intryganta działającego w szarej strefie moralności i oddanej mu niewolnicy. Brawo 👏 👏 👏

  • Milady

    @Somebody Dziękuję. Jak wspomniał Nefer bohaterowie nie zmienili się pomimo odmiennych warunków.

  • nefer

    A mnie zafascynował sposób rozwiązania problemu świadczeń emerytalnych. Cóż za skuteczność.  :)  Oczywiście, że Laima nie ma szans w konfrontacji z Arthurem (Aktorem). Może i występuje w obecnej odsłonie w roli księżniczki, ale pragnie zostać niewolnicą Arthura. A on doskonale o tym wie, bo pamięta doświadczenia z poprzednich światów. Zmieniają się dekoracje (czyli światy), aktorzy (bohaterowie) pozostają tacy sami. Mam wrażenie, że ta scena z chwilowym upokorzeniem Arthura w istocie dostarczyła mu czegoś w rodzaju przelotnej rozrywki, dla Laimy zaś stanowila ekscytującą, ale w istocie przerażającą nowość. Watpię, aby zasmakowała w czymś takim.

  • Milady

    @nefer Och, mam nadzieję, że żaden rząd nie zdecyduje się na takie rozwiązanie, mimo niewątpliwej skuteczności 😉 Co do Laimy, to faktycznie nie jej styl. Zresztą Aktor dobrze to wie.

  • AnonimS

    Bardzo ciekawa rozgrywka psychologiczną. Próby dominacjii z obu stron.  Na razie Laima jest na przegranej pozycji. Układ sił może się zmienić  w przypadku gdyby Arthur zakochał się w niej.... Poza tym ona szybko się uczy.... Ciekawy odcinek . Pozdrawiam

  • Milady

    @AnonimS Dziękuję. Dziewczyna uczy się szybko, ale nie sądzę, by zdołała zapanować nad Arturem, który wszak pamięta wszystkie jej poprzednie odsłony.