Głód cz. 30

Głód cz. 30-Ile za nią zapłaciłeś? - zapytał mężczyzna zimnym tonem wzbogaconym o posmak groźby.  

-Tysiąc? - wymruczał niepewnie Orzeł, wyraźnie podenerwowany zachowaniem swojego gościa.  

-Dam ci sześć razy tyle, a ty zapomnisz, że kiedykolwiek ją widziałeś.  

-Dlaczego miałbym zapo….

-Osiem tysięcy albo zwinę twój mały kram.  

-W porządku, w porządku, już się tak nie denerwuj, panie. Chociaż… Gdybyś dołożył jeszcze dwa tysiące, mógłbym zapomnieć, że w ogóle kupiłem jakąś dziewczynę.  

-A kupiłeś? - podchwycił Arthur, krzesając palcami malutką iskierkę, tuż przy wyładowanej prochem skrzyni. Handlarz wpierw pobladł, po czym jego twarz przybrała niezdrowy, zielonkawy odcień.  

-Nie kupiłem żadnej dziewczyny. Tylko chłopców. Bardzo ładnych, bardzo miłych, bardzo uległych. Chcesz któregoś poznać, panie? Sam kiedyś byłeś w ich gronie, nieprawdaż? - dodał uszczypliwie kupiec, licząc na wyprowadzenie uciążliwego klienta z równowagi.  

-Zdecydowanie nie tym razem - odparł doradca niewzruszenie - Twoje pieniądze, przekupniu. Weź je i nie przypominaj o swoim istnieniu, bo będę skłonny je zakończyć. Rozumiesz?  

Przerażony Orzeł pokiwał skwapliwie głową. Jego rozmówca nachylił się nad bezwładną dziewczyną. Delikatnie podniósł ją z siennika niczym drogocenny przedmiot. Tak, przedmiot. Laima czuła się uprzedmiotowiona w stopniu, wykluczającym jakiekolwiek podejrzenie człowieczeństwa. Była rzeczą, piękną wprawdzie, ważną, ale wciąż rzeczą.  

-Kim ona jest, panie?  

-Będzie lepiej, jeśli się nie dowiesz - odparł oschle wybawiciel dziewczyny, dorzucając szeptem - Witaj, Laimo. Tęskniłaś? - czy tęskniła? Cóż za niemądre pytanie. Oczywiście, że tęskniła. Tęskniła za jego zapachem, dotykiem, samym widokiem… Zaniósł ją na zewnątrz, gdzie już czekał ogromny, czarny ogier, który zwykle towarzyszył doradcy w jego wyprawach. Mężczyzna przewiesił księżniczkę przez siodło barbarzyńskim zwyczajem. Ruszyli przed siebie szybkim kłusem. Zwierzę jechało nadzwyczaj gładko, intuicyjnie unikając przykrych wybojów. Nie wiedziała dokąd zmierzają i właściwie mało ją to obchodziło. Była z nim. Skąd się wziął? Skąd wiedział, gdzie jej szukać? Czuła, że powinna odpowiedzieć sobie na te pytania. Jednak nim zdołała pomyśleć, stanęli gwałtownie.  

-Wiedziałem, że spróbujesz ją uratować, ale będąc aż tak niedyskretnym… Czyżby pewność siebie zaślepiła twój zdrowy osąd? - głos Roberta zmroził krew w żyłach dziewczyny.  

-Musiałem spróbować.  

-Dlaczego ona cię tak absorbuje?  

-Miłość - prychnął doradca obojętnie, a dziewczyna poczuła oblewające jągorąco.  

-Miłość to iluzja, której ulegają słabi. Twoje słowa, bracie. A więc, dlaczego ona?  

-A dlaczego nie?  

-Ponieważ stanowi twoją zgubę, Arthurze.  

-Możliwe.  

-Dlaczego więc?  

-Zawsze byłeś zbyt głupi, by znaleźć odpowiedź samodzielnie - podsumował doradca bez cienia emocji.  

-Może ja byłem głupi, lecz to ty przegrywałeś - wtrącił Robert jadowicie.  

-Zejdź nam z drogi.  

-Nie chcę się kłócić - prześladowca nieoczekiwanie zmienił ton - Czekałem na ciebie, by zaoferować ci współpracę.  

-Nie.  

-Pozwolę ci z nią odejść, jeżeli nigdy nie wrócicie - wyrzucił jednym tchem.  

-Tego ci nie zagwarantuję - mruknął szyderczo doradca, zamierzając wyminąć brata.  

-Nie skończyłem oferty… Jeśli rzucisz klątwę, która uniemożliwi powrót do Istii tobie i tej małej dziwce, dam ci niewielką gratyfikację w postaci skromnej błyskotki. Zdaje się, że kiedyś bardzo chciałeś ją mieć, prawda? - Mistrz wyciągnął otwartą dłoń w ich stronę. Na niej spoczywał maleńki, intensywnie zielony kamień, pulsujący blaskiem w rytm uderzeń serca… Wydawał się on być niemal dokładnie zsynchronizowany z tętnem dziewczyny. Zresztą nie tylko to ją zaskoczyło. Między nią a klejnotem nawiązywało się bliżej nieokreślone połączenie, jakaś nienaturalna więź… Przerażona, odwróciła wzrok, lecz wciąż czuła pulsowanie kamienia.  

-Emer, fundament wszelkiego stworzenia… - Arthur pokręcił głową z niedowierzaniem - Skąd go masz? Szukałem go tak wiele lat… Tak wiele, że porzuciłem wszelkie choćby szczątki nadziei…  

-Jako Mistrz mam dostęp do kilku tajemnic, skrywanych pod maską rzeczywistości. Wiem o sprawach, które innym jawią się jako mity. Wiem o tobie i twoich poszukiwaniach wszczętych u zarania dziejów…  

-Bredzisz! Nie masz o niczym pojęcia!  

-Po co te nerwy, Arthurze? Brakuje ci nieco aktorskiego talentu, by ukryć emocje. Chociaż może go nadużyłeś poprzednio… - Robert wymownie zawiesił głos. Doradca pobladł, wyglądając na bliskiego omdleniu.  

-To niemożliwe… - wymamrotał zdrętwiałymi wargami. Dotychczas Laima nie widziała przestraszonego Arthura. Nawet nie przypuszczała, że może go takim ujrzeć. Jednak nie było najmniejszych wątpliwości - jej bohater, jej ukochany, jej opiekun - bał się pozbawionych sensu słów Mistrza.  

-Oto klucz do twojej wolności. A więc, jaka będzie twoja decyzja? - Arthur sięgnął po klejnot, lecz Robert cofnął dłoń gwałtownie - Najpierw klątwa.  

-Właściwie, od kiedy go masz?  

-Nieistotne. Klątwa, Arthurze.  

Doradca zmrużył oczy, wyraźnie analizując sytuację. W końcu skinął głową i wyzwolił moc. Mroczny opar przesłonił ich na krótki moment. Laima poczuła chłód połączony z nieokiełznanym pragnieniem odejścia. Nie chciała być w Istii ani sekundy dłużej.  

-Fundament, Robercie. - Mistrz podał kamień bratu, a ten chciwie go pochwycił - Żegnaj. Życzę ci udanego życia.  

-Ja tobie również, zwłaszcza, że masz je jedno - powiedział Robert z tajemniczym uśmiechem w kącikach ust. Arthur skłonił głowę kurtuazyjnie, po czym ruszyli w kierunku granicy. Im dalej byli od Istii, tym czuła się lepiej, co zapewne stanowiło wynik klątwy. Laimę zastanawiała dziwna transakcja między braćmi. Doradca ich przeklął, porzucił tron, nie zważając na prawo księżniczki do niego, ani na samą dziewczynę… Odkąd zobaczył niezwykły klejnot, zachowywał się tak, jakby w ogóle nie istniała. Fundament wszelkiego stworzenia, emer… - nazwy brzmiały znajomo, ale Laima nie umiała nic na ich temat powiedzieć. Fundament, fundament… Odnosiła nieprzyjemne wrażenie walenia głową o twardy mur.  

-Niedługo odzyskasz siły - doradca nagle przypomniał sobie, że nie jest sam - Zanim to nastąpi, pragnę wyjaśnić kilka kwestii. Po pierwsze, masz mi za złe opuszczenie Istii oraz zaniechanie prób odzyskania twojego dziedzictwa… Musisz jednak zrozumieć, iż ta urocza prowincja nigdy nie leżała w obrębie moich zainteresowań. Tak naprawdę, byłem tutaj głównie ze względu na ciebie, Laimo. Obiecałem twojemu ojcu, że się tobą zaopiekuję, a co najważniejsze, zapewnię ci bezpieczeństwo. Jednak nie doceniłem swojego brata. Za to cię przepraszam. Zastawił na mnie zasadzkę, z której ledwo wyszedłem cało. Postanowiłem zaszyć się w Szarej Strefie i obserwować rozwój wydarzeń. Kiedy przywiózł cię na Targ, wszystko przepadło. Wykpił nas oboje, Laimo. Wyjazd, choćby przymusowy, choćby bezpowrotny, pozostał jedyną opcją, by cię ochronić. Dlatego nie mogłem postąpić inaczej, jak przyjąć propozycję banicji - historia doradcy, była jedną z tych gładkich, płynnych, spójnych opowieści, którymi posługiwał się w celu stworzenia alternatywnej wersji wydarzeń. Po tylu latach okłamywania jej, Laima potrafiła rozpoznać fałsz w jego głosie. Nie wierzyła ani jednemu słowu. Nie dla niej uciekł z Istii. Nie dla niej porzucił swój status. Nie jej bezpieczeństwo było przedmiotem jego trosk. Chodziło mu o mały, zielony klejnot ukryty w kieszonce rękawa. Dziewczyna nadal czuła wibrację dochodzącą z wnętrza fundamentu. Skupiła się na niej, odnosząc nieodparte wrażenie, że kamień obdarzono pewnym rodzajem świadomości, zaś wibracja to w istocie szmer splątanych głosów. Wyciągnęła palce, a klejnot wystrzelił z rękawa mężczyzny, lądując we wnętrzu jej dłoni. Zaczęła patrzeć jakby poprzez szmaragd, dostrzegając tysiące rozmazannych obrazów. Nagle złapał ją silny skurcz, zaraz potem następny. Krzyknęła dziko, ktoś chwycił ją za rękę.  

-Uspokój się i przyj, Laimo! Mocniej! Musisz przeć… - rozkazał Mistrz, zmuszając dziewczynę do zdwojenia wysiłków. Nie chciała, by tutaj był. Nie on powinien asystować przy narodzinach dziecka. Śmierć nie przecina pępowiny. Mimo to parła, wbrew mękom, jakie odczuwała - Boli? Dobrze. Ten ból będzie twoją karą za kurwienie się z panem. Wiesz, co Zakon robi ciężarnym niewolnicom? Wiesz, prawda? Pamiętasz swoją przyjaciółkę? Dede? - wspomnienie i skurcz wydarły z ust Laimy krzyk - Rozpruto jej brzuch rzeźnickim nożem na środku miejskiego placu. Widziałem jak krew pobrudziła buty gapiów nim wsiąkła w szpary między kostkami bruku. Płód wypadł, roztrzaskując się na kamieniach, a matka umierała kolejne godziny pośród ulicznego kurzu i kpin… Ale po co ci to opowiadam, skoro tam byłaś, czyż nie? Dostrzegłem twoją śliczną postać przez okno świątyni. Przyszłaś po egzekucji, kiedy wszyscy już odeszli. Tak, patrzyłem jak klękasz obok niej, jak odgarniasz posklejane kosmyki włosów z jej czoła, jak całujesz zsiniałe wargi… Scena przepiękna w swoim tragizmie… Wręcz poetycka… - Mistrz przerwał, gładząc spoconą twarz dziewczyny - To mogłabyś być ty, lecz ja okazałem ci łaskę, Laimo. Więc nie zmarnuj tego i przyj, suko!  

Parła, parła jak szalona, byle tylko usunąć głos Mistrza poza świadomość. W końcu krzyknęła po raz ostatni, wypychając dziecko na świat. Wyczerpana opadła między poduszki. Mistrz tymczasem wziął niecierpliwie noworodka na ręce.  

-Urodziłaś syna - poinformował, po czym znikł razem z dzieckiem, nie pozwoliwszy jej go przytulić. Przepełniała ją pustka. Ciemna, zimna samotność i pustka.  

-Laima! - Aktor potrząsał nią delikatnie. Zieleń znikła, a ona spojrzała na mężczyznę półprzytomnie, nie wiedząc, co się wydarzyło. Wyjął klejnot z jej osłabłej dłoni, marszcząc czoło niezadowolony - Nie powinnaś była go ruszać.  

-Przepraszam, panie… - odparła cicho, szczerze przy tym zmartwiona. Wszak nie chciała rozgniewać swojego właściciela.  

“Nazwę go Emer” - takie były ostatnie słowa Mistrza zanim wyszedł z jej dzieckiem.

3 komentarze

 
  • Somebody

    Czyżby opowieść zamierzała do finału? Na to by wskazywało odnalezienie klejnotu i radość Arthura. Czym jednak ów fundament jest i jak ma pomóc Aktorowi w odzyskaniu wolności?

  • Milady

    @Somebody Powoli zmierzamy ku końcowi, który mam nadzieję, wszystko wyjaśni... Albo i nie   ;)

  • nefer

    Kamień powinien odegrać istotną rolę. Już widać, że dzięki niemu Laimie wracają wspomnienia z poprzednich światów. Co prawda, nadal zachowuje się biernie i daje unosić biegowi wydarzeń, wykorzystywać przez wszystkich niemal, którzy stają na jej drodze. Ale w końcu jest przecież Stworzycielką. Czy odnajdzie w końcu swoją moc? I może kogoś, kto potrafiłby tę moc spożytkować nie tylko we własnym interesie, ale również dla dobra samej dziewczyny?

  • Milady

    @nefer Dobre pytania. Jednak nie jestem pewna czy Laima jest gotowa się usamodzielnić od Arthura po tylu latach tłamszenia.

  • AnonimS

    Widocznie bardzo jej odpowiada rola niewolnicy :) i takie kobiety lubię :P . Pozdrawiam

  • Milady

    @AnonimS Widocznie  ;)