Głód cz. 22

Głód cz. 22Pełna oczekiwań zbiegła do jadalni. Może nie było to zbyt dystyngowane wejście, ale dziewczyna nie miała ochoty być poważną. Poza tym, irytowanie Zaliny było jedyną rozrywką, jakiej dostarczał istyjski dwór.  

- Weszłaś tu niczym córka drwala, nie króla. - rzuciła królowa zachmurzona.  

- A ty powitałaś mnie jako uczennicę, nie córkę. - odparła Laima hardo. Zalina spiorunowała ją wzrokiem, zapewne zamierzając dodać jakąś kąśliwą uwagę.  

- Czy dobrze dziś spałaś, księżniczko? - wtrącił szybko królewski doradca, chcąc zapobiec dalszym przepychankom.  

- Znów miałam zły sen, sir Arthurze.  

- Och, doprawdy? Mogę wiedzieć, o czym śniłaś, milady? - zapytał mężczyzna zatroskany. Laima zapragnęła usiąść mu na kolanach, jak wówczas, gdy była małą dziewczynką i wyznać wszelkie swoje smutki. Niestety, nie mogła. Nie była już dzieckiem i takie zachowanie uchodziło za wysoce nieodpowiednie. Nie znosiła sztywnych reguł etykiety. Dobre, złe, właściwe, niewłaściwe… Miała tego dosyć.

- To samo, co zawsze. Ktoś podciął mi gardło… Ja czułam umieranie… Tak niezwykle prawdziwie… - wybuchnęła płaczem, czując wstrząsające nią dreszcze. Sir Arthur wstał, obejmując roztrzęsioną księżniczkę. Jego dotyk niósł ukojenie. Laima intuicyjnie przylgnęła do niego mocniej. Wiedziała, że nie powinna, ale cóż mogła poradzić? Doradca, który towarzyszył księżniczce od urodzenia, z czasem zastępując jej poległego w bitwie ojca, stał się dla niej więcej niż pomocnikiem albo zastępczym rodzicem. W tych ‘dobrych’ snach byli sobie bliscy. Laima stawała się obiektem jego pożądania, a ich ciała przesycał niemożliwy do zaspokojenia głód.  

- Arthurze, zostaw tę histeryczkę i usiądź ze mną. - nakazała Zalina, wyraźnie podenerwowana niesubordynacją córki. - A ty, przestań się mazać jak dziecko, którym nie jesteś. Chciałam przedstawić ci twojego nowego nauczyciela. Liczę, że będziesz usatysfakcjonowana moim wyborem.  

- Przecież nie mam wyjścia. Zawsze muszę być zadowolona. - prychnęła Laima. Matka pominęła jej bezczelną uwagę milczeniem.

- Kochanie, oto sir Gred, wielki mistrz sztuki miłosnej. Przybył aż zza Gwiezdnej Zatoki. Zapewniam, że nawet ty nie znajdziesz powodu do narzekań. Niejedna młoda dama jest szczęśliwą żoną, dzięki jego naukom. Sir Gredzie, prosimy.  

Sługa otworzył drzwi i do królewskiej jadalni wszedł barczysty, opalony mężczyzna, pachnący oceanem. W normalnych okolicznościach, Laima uznałaby go za przystojnego, jednak obecnie ledwo raczyła na niego spojrzeć.  

- Wasza Wysokość, lordzie, księżniczko… - Gred złożył stosowne ukłony, po czym zwrócił się ponownie do Laimy, wychwalając urodę dziewczyny.  

- Dziękuję, chociaż twoje pochwały nic nie wnoszą.  

- Laimo! - krzyknęła Zalina wściekła. Niechęć księżniczki wywołała u niej furię. Dziewczyna widziała, jak matka siłą powstrzymuje wybuch. Arthur uspokajająco dotknął dłoni władczyni.  

- Porozmawiam z nią, Wasza Wysokość. - zaproponował. Królowa posłała mu spojrzenie pełne wdzięczności. - Księżniczko, mógłbym prosić?  

- Naturalnie, sir.  

Wyszli do ogrodu, tonąc w barwnych kwiatach, sprowadzanych przez matkę z odległych krain. Spacerowali wzdłuż wysypanych płatkami ścieżek. Nigdy nie lubiła tego miejsca. Mimo swojej niezwykłej urokliwości, było sztuczne i przerysowane.  

- Sir Gred jest naprawdę dobrym nauczycielem, Laimo. - zaczął doradca. Teraz, bez świadków, zwracał się bezpośrednio, nie używając dworskich tytułów.  

- Wiem. Tylko… - zaczęła nieśmiało.  

- Tylko co?  

- Chciałam, żebyś ty mnie uczył. - wyznała zawstydzona. Arthur uniósł lekko jej twarz, wsunąwszy palec pod podbródek.  

- Dobrze wiesz, że służę twojej matce. Ona raczej nie chciałaby, abym pokazywał ci tajniki rozkoszy.  

- Więc wolisz ją? - zapytała Laima, patrząc na niego ze smutkiem.  

- Oczywiście, że wolę ją. Jest królową. - odparł cynicznie, wykrzywiając wargi w zimnym uśmiechu.

- Nienawidzę cię czasami.  

- Ty za to jesteś od niej piękniejsza, Laimo. Nocami, marzę o tobie. O twoim ciele, zroszonym potem, o tym jak wilgotniejesz pod moim dotykiem, o krzyku, który wyrywam ci z gardła… - mamrotał, przyciskając dziewczynę do ścian niewielkiej altanki, szczelnie obrośniętej krzewami róż niczym naturalną zasłoną.  

- Arthurze… - wyszeptała, czując jakby miała zaraz upaść.  

- To pragnęłaś usłyszeć, milady? - prychnął poirytowany. Zrozumiała, że wcześniejsze słowa mężczyzny stanowiły ponurą kpinę. Sprawił jej tym ból, którego nie spodziewała się doznać.  

- Nie masz prawa mówić w ten sposób.  

- Dlaczego? Bo jesteś dzieckiem i cię zawstydzam? Przepraszam, wracaj do swoich zabawek, księżniczko. - odsunął się od dziewczyny, wywołując nagłe poczucie pustki.  

- Jesteś nieuprzejmy, sir. - wydukała Laima, wciąż oszołomiona poprzednim zajściem.  

- Taką mam rolę. Twoja polega na nauce. Jeśli zamierzasz kiedykolwiek władać i posiadać kogoś takiego jak ja, podejmiesz nauki u sir Greda. - wyjaśnił chłodno.  

- Ale on nie wzbudza mojego zaufania. - spróbowała ostatniej linii oporu.  

- Nie pozwolę mu cię skrzywdzić, Laimo. Obiecałem twojemu ojcu, że zadbam o twoje bezpieczeństwo. Zabiję go, jeżeli zrobi cokolwiek niewłaściwego. Zabiję go, mimo iż bywa nazywany moim przyjacielem. - oświadczył Arthur, ogarniając niesforny kosmyk włosów z czoła księżniczki.  

- Przysięgnij. - zażądała. Uklęknął, pochylając czoło i przykładając dłoń do serca, odrzekł:

- Przysięgam. Wracamy?  

- Tak, jestem gotowa.

- Dobrze.  

Poprowadził ją ku jadalni, gdzie Zalina zabijała niezręczność chwili ożywioną rozmową.  

- Przepraszam, sir Gredzie. Źle się poczułam i moje zachowanie było podyktowane słabością. Witam cię serdecznie, nie mogąc doczekać się pierwszej lekcji. - wygłosiła Laima grzecznie, czym usatysfakcjonowała matkę. Nauczycielowi wyraźnie ulżyło, jakby zrzucił z siebie kamień. Widocznie, bał się, że intratna posada przejdzie mu koło nosa.

- Nie masz za co przepraszać, księżniczko. Rozumiem w pełni twoje obawy przed nauką. Zapewniam, iż przy odrobinie współpracy będzie to niezwykle przyjemnie spędzony czas dla nas obojga, milady.  

- Nie wątpię, sir.  

- Patrząc na ciebie, również nie mam wątpliwości, lady. - odparł kurtuazyjnie. - Przy okazji, liczę na wspólny taniec, podczas dzisiejszego balu.  

- Nie śmiem odmówić, panie. - powiedziała cicho. Zalina obdarzyła córkę uśmiechem, jednocześnie kładąc dłoń dłoń na udzie Arthura. Laima odwróciła wzrok. - Skąd pochodzisz, sir? - zapytała nauczyciela, chcąc wymazać niechciane obrazy zalewające jej umysł. Zżerała ją zazdrość o własną matkę. Nie wiedziała, czy powinna być bardziej wściekła czy zażenowana.  

- Moją ojczyzną jest Uns, kraina sztuki i miłości.  

- Och, zatem musimy wydawać ci się zapuszczoną prowincją.  

- Ależ skąd! Istia to wprawdzie surowy kraj, lecz nie zapuszczony. Widziałem wiele skomplikowanych maszyn, które pomagały drwalom.  

- Myśl innowacyjną zawdzięczamy sir Arthurowi. Wychował się w Srebrnogórzu, więc wie wiele na temat maszyn. Stworzył nawet miejsce, w którym zdolni obywatele projektują i tworzą kolejne ulepszenia. - wyjaśniła królowa, dumna z zaawansowanych technik, stosowanych w królestwie.  

- W Uns prowadzimy życie marzycieli, utrzymujemy się ze sztuki.  

- Byłam raz w waszym Teatrze. Niesamowite doznanie. - rzuciła Laima, przypominając sobie magię oświetlenia, złoceń i aktorów.  

- Co oglądałaś, milady?  

- Tragiczną historię. Niewolnica zakochana w swoim właścicielu.  

- Dobrze znam tę sztukę. Interesująca, choć motyw dość mocno ograny. Do mnie nie przemówiła.  

- Czyżby? Nigdy nie marzyłeś o niewolnej, spełniającej każde twoje życzenie, zanim je wypowiesz? - zapytał Arthur natarczywie, zamykając w tym pytaniu jakąś tajemniczą insynuację.  

- Nie. Raczej nie. Wolę wolne kobiety.  

- A gdyby niewolnica była piękna? Tak piękna jak obecna tu księżniczka? - ciągnął doradca zmienionym głosem. Sytuacja stawała się coraz bardziej niezręczna.  

- Wtedy to, co innego… Wpierw jednak musisz zabrać mnie do świata, gdzie są takie niewolnice. - zażartował Gred, bynajmniej nie zmieniając gęstej, niezdrowej atmosfery. Nieprzenikniona, przecięta pojedynczą zmarszczką twarz Arthura wprowadzała nieuzasadnione napięcie.  

- Sir Arthurze odprowadzisz mnie do moich komnat? - poprosiła Zalina, przerywając trudne dla wszystkich milczenie.  

- To będzie zaszczyt, Wasza Wysokość. - odparł doradca, mrugając jakby dopiero  wybudzono go z transu. Laima została sama w towarzystwie Greda.  

- Może również cię odprowadzę, milady? - zaproponował mężczyzna, ujmując nadgarstek dziewczyny.  

- Dziękuję, trafię sama. - rzuciła, lekko szarpiąc dłoń. Puścił jej rękę, obdarzając wcześniej miękkim pocałunkiem. Ciepło jego warg owiało skórę dziewczyny. Rzeczywiście, był dobry w tym, co robił. Sprawił, że serce Laimy zabiło szybciej. Dotychczas nikt nie okazywał jej aż takiej atencji i pragnienia. Pozornie niewinny pocałunek rozbudzał w niej kobietę, o której mówił Arthur.  

- Zatem… Do zobaczenia, podczas balu, księżniczko.  

- Do zobaczenia, sir.

3 413 czyt.
100%265
Milady

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 1603 słów i 9460 znaków. Tagi: #noc #kobieta #księżniczka #królowa

5 komentarzy

 
  • violet

    violet · 17 maj 2018

    Zgadzam się z Czarną Kaczuszką w kwestii prędkości prowadzenia akcji. Szybko i wściekle.Traci na tym opowiadanie, brakuje mi opisów miejsc i samych sytuacji, czegoś więcej o bohaterach, ponieważ pomimo szybkiego tempa akcji, opowiadanie zaczyna nudzić.
    Pozdrawiam.

  • nefer

    nefer · 17 maj 2018

    Nawiązując do komentarza Czarnej Kaczuszki, to rzeczywiście widać w obecnym odcinku pewne zwolnienie akcji, zasygnalizowanie różnych związków oraz emocji pomiędzy bohaterami, ustawionymi w dodatku w innej konfiguracji niż w poprzednim rozdaniu. Dla mnie osobiście to nowość "in plus", okazja do rozsmakowania się w świecie Twojej opowieści, dotychczas pędzącej w szalonym tempie (stopklatkowym ). Ale to nowy świat, daj bohaterom chwilę wytchnienia. Chociaż, czy zdołają to osiągnąć, choćby żyli na królewskim dworze, spacerowali po egzotycznych ogrodach albo uczestniczyli w wystawnych balach? Wątpię, zbyt wielkie emocje można tu dostrzec pomiędzy nimi. Swoją drogą, bardzo ciekawy pomysł "nauczyciela sztuki miłosnej" dla dorastającej księżniczki. "Niejedna młoda dama jest szczęśliwą żoną, dzięki jego naukom" - bardzo trafna myśl. Oczywiście, książętom też taka nauczycielka by się przydała, chociaż bywało, że istotnie takowe nieoficjalnie posiadali, np. młody Zygmunt August, ktoremu matka, czyli królowa Bona, podesłała bardzo doświadczoną w tych sprawach dwórkę  - jak te nauki później wykorzystał, to już inna sprawa. W przypadku królewskich córek coś takiego w grę jednak nie wchodzilo. Staroświecki brak równouprawnienia.  

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 17 maj 2018 · 202082569

    Ja jestem niestety rozczarowana ostatnimi odcinkami. Milady, według moich bardzo pobieżnych oszacowań, przedstawiłaś nam do tej pory około jednego arkusza wydawniczego tekstu. Tymczasem zwrotów fabularnych wystarczyłoby co najmniej na solidną trylogię, a podejrzewam, że dopiero saga rozmiarów Miecza Prawdy wyczerpałaby Twoje pomysły w satysfakcjonujący sposób. Tempo prowadzenia opowieści, które nam serwujesz kojarzy mi się z upartą próbą przebiegnięcia maratonu sprintem tuż po obfitym śniadaniu - mimo całej Twojej godnej wszelkiego podziwu kreatywności, fabuła trochę za Tobą nie nadąża i dostaje od tego sprintu logicznej kolki. Różne fragmenty przestają się ze sobą sklejać. Aktor, który miał za wszelką cenę chronić Laimę przed nienaturalną śmiercią dopuścił, żeby była szkolona na podręczną (a wiemy już, jak szkolenie to wyglądało), gdy została raniona w nogę - porzucił ją, przedkładając nad ratowanie jej bezpieczeństwo ich syna i dopiero później próbował ją odzyskać, wcześniej wybrał się z nią na wyjątkowo dla niej niebezpieczną misję u Orlego Króla, tylko po to, żeby zagrać swojemu ojcu na nosie, naraził ją na gniew "żony", usiłował ją uwolnić, odurzając narkotykiem, żeby za nim nie podążyła.... Gdyby odpowiednio zwolnić akcję, zapewne wszystkie te nieścisłości dałoby się wyjaśnić. Tymczasem niestety trudno mi się pozbyć wrażenia, że sama jeszcze nie wiesz, dokąd ta opowieść prowadzi i próbujesz wymyślać jakieś spójne wyjaśnienia dla wypadków dopiero po opisaniu ich. Zazwyczaj, kiedy mam takie wrażenie, po prostu porzucam opowieść, co w tym wypadku nie wchodzi absolutnie w grę - jestem zbyt przywiązana do tego świata, który wybija się z morza nieskładnie napisanych erotycznych opowiadań ze szczątkową, jeśli jakąkolwiek fabułą jak paw z rozłożonym ogonem między stadem gołębi (niedawny spacer po Łazienkach Królewskich nasunął mi taką metaforę , zbyt kocham Twoich bohaterów - czytam mnóstwo i wyjątkowo namiętnie, odkąd nauczyłam się składać litery, ale gdybym miała ze wszystkich tekstów, które w życiu czytałam wybrać dziesięć, takich, których bohaterów najbardziej lubię, złapałabyś się bez trudu. Pozostaje mi więc zgrzytać zębami na niedomówienia, snuć domysły i próbować łatać te luki w narracji we własnej wyobraźni w bezsenne noce.

  • AnonimS

    AnonimS · 16 maj 2018

    CoTy kombinujesz  miła Autorko? Już sobie wszystko poukładałem a tu znowu  suprise( niespodzianka) Ciężko nadążyć za Twoją koncepcją. I min dlatego tak ciekawie się to czyta.

  • Somebody

    Somebody · 16 maj 2018

    Rewelacja! Jeszcze te smaczki, nawiązania do poprzedniej rzeczywistości...   I szczerze mówiąc lekkie zdziwko, bo po końcówce ostatniej części myślałam, że to Aktor/Arthur będzie jej nauczycielem