Głód cz. 27

Długo nie mogła zasnąć, rozmyślając nad słowami doradcy. Rzeczywiście, bardziej jej się podobało, gdy klęczała przed nim niż odwrotnie. Czy to czyniło z niej niewolnicę? W sumie, chciała być przedmiotem, z którego on skorzysta wedle własnych fantazji. Coś ją do niego przyciągało wbrew jakiejkolwiek logice. Zamknęła oczy, przywołując obraz mężczyzny. Traciła zmysły jak jej ciotka Azella. Dręczona myślami o Arthurze zdołała zasnąć dopiero, kiedy niebo przybrało różową barwę świtu. Zbudziła się późnym rankiem z suchością w ustach i obolałą głową. Nikt nie przeszkadzał dziewczynie ze względu na ostatnie, traumatyczne przejścia księżniczki. Szarpnęła sznur dzwonka, by wezwać służbę. Po chwili do komnaty wkroczyła Dede - młoda szlachcianka oraz  towarzyszka następczyni tronu.

- Dede… Cóż za niespodzianka!  - wykrzyknęła zaskoczona Laima, rozpromieniwszy się cała.  

- Sir Arthur posłał po mnie wieczorem. Jechałam do ciebie pół nocy.  

- Dziękuję!  

- Jestem twoją przyjaciółką, Laimo. Poza tym, dawno nie spędzałyśmy razem czasu.  
- Dużo się działo… - stwierdziła wymijająco księżniczka.  

- Tak… To jak, co robimy? Idziemy podglądać ćwiczenia żołnierzy, czy wolisz poczytać w ogrodzie? - zaproponowała arystokratka, przeczesując palcami burzę rudych loków.  

- Dede… - Laima spróbowała przerwać wartki potok słów.  

- Och, albo wiem! Pójdziemy do koszar i… - kontynuowała rudowłosa niezrażenie. Widocznie Arthur kazał jej wprowadzić Laimę w dobry nastrój, za wszelką cenę.  

- Nie! - krzyknęła księżniczka gwałtownie. Dede umilkła zszokowana wybuchem przyjaciółki. - Przepraszam… Nie mam nastroju na zabawę. Właściwie, muszę porozmawiać z sir Arthurem. Pilnie.  

- On wyjeżdża, Lai. Nie zdążysz. - poinformowała Dede sucho.  

- Jak to wyjeżdża? Dokąd? Dlaczego?  

- Oficjalnie, aby dokonać przeglądu postępu pracy drwali. - szlachcianka spuściła oczy, wyraźnie zatajając część prawdy.  

- A nieoficjalnie? Dede?  

- Twoja matka jest na niego zła… Kłócili się o ciebie.  

- O mnie?  

- Podobno Arthur został twoim nauczycielem. Królowa nie jest zadowolona.  

- Ona nie wie, co znaczy bycie zadowoloną! Muszę dogonić Arthura!  

- Po co?  

- Jadę z nim! - oznajmiła Laima impulsywnie. Pobiegła prędko ku stajniom. Kilku żołnierzy siedziało w siodłach, stanowiąc doskonałą obstawę dla zajętego koniem doradcy. - Sir!  

- Milady? - zapytał mężczyzna zdumiony jej widokiem. Przyodziany w strój wojownika wydawał się bardziej obcy.  

- Nie powiedziałeś, że wyjeżdżasz. - bąknęła z cichą pretensją.

- Poinformowałem królową. Ciebie nie muszę. - odparł oschle. Zabolał ją chłód jego głosu. Potraktował Laimę jakby była bezwartościową służką, nie wymagającą jakiegokolwiek poinformowania.  

- Chcę jechać z tobą. - odrzekła twardo, rzucając mu wyzwanie hardym spojrzeniem.  

- To niebezpieczne.  

- Potrafię o siebie zadbać.  

- Wykluczone. Nie narażę cię, księżniczko.  

- Potrafię o siebie zadbać. - powtórzyła pozbawionym emocji tonem. Pojedzie z nim. Podjęła decyzję i postawi na swoim. Pokaże, że nie jest już małą dziewczynką.  

- Udowodnij. - zażądał Arthur ze złośliwym uśmiechem.  

- Jak?  

- Wyzywam cię na pojedynek, milady. Przygotuj się i dowiedź swojej wartości. Oczywiście, możesz zostać w pałacu. - zasugerował, wyczuwajac jej wahanie.  

- Stanie się wedle twoich słów. - powiedziała, odzyskując pewność siebie. Była niezłą wojowniczką, a Arthur słynął raczej z intryg niż szybkości miecza.  Ubrała stosowny strój oraz wybrała miecz. Po krótkiej rozgrzewce, stanęła na podwórzu pałacu, naprzeciw doradcy. Mężczyzna gestem dał jej znak, by zaczynała. Przyjęła neutralną pozycję, pozwalającą na atak i obronę jednocześnie. Arthur oczekiwał ruchu Laimy, stojąc w sposób cokolwiek nonszalancki, wręcz popisowy. Wyprowadziła pierwsze lekkie pchnięcie, by sprawdzić siłę przeciwnika. Mężczyzna  odskoczył zręcznie w bok, poza pole ataku dziewczyny. Przekierowała ofensywę, wyprowadzając kolejny cios. Tym razem, doradca zablokował uderzenie, wykorzystawszy jego siłę do kontrataku. Cofnęła się kilka kroków, lecz nie powstrzymała natarcia Arthura. Ostrze zadrasnęło jej ramię. Miecz dziewczyny zaczął dziwnie ciążyć, jakby lada moment miał wypaść. Doradca walczył teraz blisko niej, wystarczająco blisko, by zdołała szepnąć:

- Używasz mocy, sir. To niesprawiedliwe.  

- Życie rzadko bywa sprawiedliwe, Laimo. - odparł z wargami przy uchu dziewczyny, a płazem przy jej szyi. - Wygrałem.  

- Daj mi szansę, proszę. Wszak byłam godnym przeciwnikiem. - poprosiła, łapiąc skraj jego płaszcza.  

- Zostajesz w pałacu. Nie zamierzam ryzykować.  

- Tylko ja ryzykuję!  - krzyknęła zezłoszczona. Tak bardzo chciała jechać. Pokazać, na co ją stać.  

- Przykro mi, milady. Nie pozwolę ci opuścić zamku. - stwierdził zimno Arthur, wyszarpując materiał z desperackiego uścisku księżniczki. Dosiadł wierzchowca, po czym dał znak reszcie eskorty. Odjechali w chmurze przydrożnego kurzu, pozostawiwszy Laimę pośrodku opustoszałego dziedzińca. Niewiele myśląc, zwróciła do stajni. Jest następczynią tronu, doradca nie ma prawa traktować jej z góry. Pokonałaby go, gdyby nie użył mocy.  

- Księżniczko, sir Arthur nie zezwolił na twój wyjazd. - zaopnował wartownik, kiedy zaczęła siodłać konia.  

- Sir Arthur piastuje urząd doradcy, nie króla.  

- Milady, wybacz, nie mogę cię wypuścić.  

- Owszem, możesz. - odezwała się Dede zza pleców strażnika. Szlachciance towarzyszyło dwóch rycerzy w nieoznakowanych zbrojach.  

- Uciekaj, księżniczko. - wydusił mężczyzna, dobywając broni. Laima posłusznie cofnęła się, choć nie rozumiała znaczenia wydarzeń.  

- Ależ proszę, uciekaj… Tylko tyle potrafisz! - prychnęła Dede pogardliwie.  

- O czym ty mówisz? - spytała przyjaciółkę skołowana.  

- O degeneracji wśród arystokratów. O oddawaniu rządów w ręce Sojuszu. O dopuszczaniu masowych masakr… Mam kontynuować?  

- Nie rozumiem…  

- Laimo, zawsze byłam z tobą szczera, więc teraz też będę. Rządy obcego muszą dobiec końca.  

- Sir Arthur niejednokrotnie dowiódł swojej lojalności…  

- Och, z pewnością. Szczególnie, gdy sprawiał ci rozkosz.

- Nieprawda, my nie… - poczuła uderzenie ciepła na policzkach. Wspomnienie dotyku doradcy sprawiło, że jej kolana zmiękły niczym delikatny materiał. Dede przysunęła się bliżej dziewczyny.  

- Jesteś podniecona? Marzysz, aby wziął cię na byle blacie? Jego dłonie błądzące po ciele pod suknią… Twarda męskość w twoim wnętrzu… Głębokie, powolne ruchy… Albo odrobina brutalności, ostatecznie księżniczki lubią być czasem traktowane jak portowe dziwki. Wepchnąłby się w twoje gardło bez ostrzeżenia, trzymając mocno włosy. Co ty na to? - szeptała Dede w jakimś amoku.  

- Przestań proszę! - warknęła Laima, mimowolnie uruchamiając wyobraźnię. Poczuła gwałtowny, niepowstrzymany dreszcz, przechodzący wzdłuż ciała.  

- Pamiętasz jeszcze, że kobieta też potrafi ofiarować przyjemność? Pamiętasz, prawda? - Dede zmieniła ton i temat. Oddech rudowłosej wciąż pachniał słodkim aromatem rozgrzanego słońcem sadu. Tak, Laima pamiętała ich pierwsze, nieśmiałe pocałunki o smaku dojrzałych czereśni. Początkowo, miały jedynie poćwiczyć, ale obie zatraciły się w pieszczocie. Leżała na świeżo skoszonej trawie. Drobne gałązki lekko kuły jej plecy. Przyjaciółka zawisła nad nią, muskając usta księżniczki coraz gorliwiej. Laima rozumiała niewłaściwość tego, co robiły, lecz rozchyliła wargi, pozwalając, by Dede kontynuowała swoje działania. Szlachcianka zaczęła całować ją bardziej zachłannie, przylegając do niej rozpalona. Przerwała dopiero, gdy zabrakło im powietrza. Zerwała niewielki, biały kwiatek i zaczęła wodzić nim po szyi Laimy. Płatki przyjemnie drażniły skórę, wywołując fale absolutnej rozkoszy… - Kochałam cię. Nadal cię kocham.  

Laima obdarzyła przyjaciółkę zdumionym spojrzeniem. Wyznanie Dede było czymś niespodziewanym. Patrząc jednak w jej ogromne błękitne oczy, nie mogła mieć wątpliwości. Jej najlepsza przyjaciółka, towarzyszka dziecięcych zabaw, uważała księżniczkę za obiekt zakazanego pożądania.  

- Dede…  

- Wiem, że dla ciebie tamto nic nie znaczyło. Zawsze obchodził cię tylko sir Arthur. Jakby nikogo innego nie było na świecie… Jedynym twoim problemem było to,  czy spodoba mu się twoja nowa sukienka, fryzura i cała reszta. Najlepsi rycerze słali do ciebie listy, zamorscy poeci pisali tysiące stron na twoją cześć, a ty wyczekiwałaś wyłącznie spojrzenia łaski od niego! - krzyknęła arystokratka ze złością. W jej głosie pobrzmiewała wyraźna pretensja. Laima popatrzyła na nią spłoszona. Nie wiedziała, że przyjaciółka skrywa taki wulkan emocji. - On nie jest ciebie wart, Lai. Istia go dłużej nie chce. Zginie, przepadnie…  

- Należysz do rebeliantów. - zrozumiała nagle dziewczyna. Dede wzruszyła ramionami.  

- Kraj stracił władcę, kiedy umarł Roland. Jestem patriotką, nie rebeliantką. Żądam jedynie powrotu prawdziwej monarchii. Sir Arthur nie ma prawa piastować tak wysokiego stanowiska. Dołącz do nas, Laimo. Racja jest po naszej stronie. Proszę… - szepnęła przyjaciółka, kładąc dłoń na policzku księżniczki. Wzrok Dede stężał, ujawniając dzikie pragnienia. Laima odsunęła dłoń arystokratki ze wstrętem. Jak rudowłosa mogła pomyśleć, że księżniczka porzuci Arthura? Z powodu paru chwil zapomnienia w sadzie? Dede przełknęła odrzucenie, nie zdradzając odczuwanego zawodu najmniejszym drgnieniem mięśni. Jej twarz wyglądała niczym woskowy odlew, co przeraziło Laimę. - Dobrze zatem. Twój ukochany pociągnie cię na dno, a ja będę sycić oczy waszym upadkiem. Zabierzcie ją.  

Dwóch rycerzy ruszyło w kierunku księżniczki zdecydowanym krokiem. Tym razem nie dała się speszyć jak podczas napadu piratów. Ciągle dzierżyła miecz, co dawało jej szansę. Niewielką wprawdzie, bo cóż mogła począć przeciwko dwóm wojownikom, ale mimo wszystko nie była całkiem bezbronna. Zaatakowała pierwszego napastnika z furią, czym kompletnie go zdekoncentrowała. Wystrzeliła ku drzwiom niczym rasowa klacz, nim drugi wojownik zareagował. Była już bliska opuszczenia stajni, gdy jakaś niewidzialna siła zatrzymała dziewczynę w miejscu. Szarpała się chwilę bezskutecznie.  

- Nie puszczę cię, Lai. Przykro mi. - powiedziała Dede ze szczerym żalem. Wyprostowaną sztywno ręką unieruchomiła księżniczkę.  

- Dysponujesz mocą… - stwierdziła brunetka ponuro. Wywiedzenie tej oczywistości dało jej przedziwny spokój.  

- Arthur dostrzegł we mnie potencjał parę lat temu. Mieszkałam wtedy tutaj. - odparła wymijająco arystokratka. Laima wolno przetrawiała otrzymaną informację, próbując dopasować poszczególne elementy układanki. Dede potwierdziła wnioski dziewczyny kolejnymi zdaniami. - Pokazywał mi moje możliwości, gdy spałaś. Był jedynym mężczyzną, któremu uległam… Ale to nic dziwnego. Każdy mu ulega, nieprawdaż? Podłapałam parę sztuczek. Szkoda, że muszę zaprezentować je w takich okolicznościach.  

Laima poczuła jak nierozerwalna pętla zaciska się wokół jej szyi. Niemal widziała zbliżającą się śmierć. Niespodziewanie, Dede przestała ją dusić. Księżniczka upadła na ziemię u stóp prześladowczyni z trudem łapiąc oddech. Arystokratka zadarła podbródek dziewczyny, by spojrzeć jej w oczy.  

-To wszystko może się skończyć. Nie musimy walczyć. Po prostu powiedz, że mnie kochasz. Powiedz! - zażądała Dede z domieszką błagania. Była żałosna. Arthur nigdy by się zniżył do poziomu żebrania o czyjąkolwiek miłość. Oczywiście, gdyby mu na kimkolwiek zależało.  

- Nie mogę kochać obsesyjnej frustratki. - prychnęła Laima pogardliwie. Czuła wyłącznie odrazę do dawnej przyjaciółki. Twarz szlachcianki wykrzywił wściekły grymas. Spoliczkowała dziewczynę boleśnie, przejeżdżając paznokciem wzdłuż jej policzka.  

- Zmienisz zdanie. Zadbam o to. Rewolucja już się zaczęła. Mamy swoich ludzi na zamku. Od dawna oczekiwaliśmy dogodnej okazji, żyjąc w uśpieniu. Mój ojciec planował wszystko starannie, ale ja postanowiłam wykorzystać okazję. Jest nas wielu, Laimo. Czekaliśmy jedynie na dogodną chwilę…  

- Czekaliście aż  sir Arthur wyjedzie. Unikacie konfrontacji ze strachu przed nim! - warknęła Laima. Dede wzruszyła ramionami obojętnie.  

- Przejęliśmy zamek. Stało się. Twoja matka przestała być królową, a ty księżniczką. Wasza egzekucja będzie o świcie.  

- Egzekucja? - spytała dziewczyna półprzytomnie. Wcześniej nie docierały do niej możliwe konsekwencje oporu.  

- Musimy zdusić kontrrewolucję w zarodku. Nie możemy ryzykować… Sama rozumiesz… Naturalnie, jeśli postanowisz podjąć współpracę… Masz kilka godzin na refleksje. - Dede uklękła obok Laimy, dotykając policzka dziewczyny z nadzwyczajną delikatnością. - Wybierz życie, Lai. Wybierz mnie.  

Usta szlachcianki przywarły do warg księżniczki, bezskutecznie próbując rozgrzać je namiętnym pocałunkiem. Laima odepchnęła rebeliantkę stanowczo.  

- Dokonałam wyboru dawno temu.

- Przemyśl moją propozycję. - poprosiła Dede po raz kolejny, zanim skinęła na zbrojnych. Dziewczynę zaprowadzono do zamkowej komnaty, gdzie była już Zalina i kilkoro służących. Tych, którzy pozostali wierni monarchii.  Matka zignorowała jej przybycie, zajęta sobą i swoim cierpieniem.  
- Jak to się stało? - zapytała Laima młodego kuchcika.  

- Bardzo szybko, milady. Gdy milord opuścił dziedziniec, lady zawołała, że nadszedł czas. Ponad trzy czwarte służby oraz żołnierzy zwróciło się przeciw Jej Wysokości. Nie mieliśmy żadnych szans. - streścił sytuację sługa. Dostrzegła kilka siniaków na jego ciele, przetykanych zadrapaniami.  

- Niepotrzebne walczyłeś. Mogłeś dołączyć…  

-Nie! Nigdy nie zdradziłbym ciebie, milady i twojej matki, królowej! Milord niedługo wróci z inspekcji i wszystkich nas uratuje!  

- Sir Arthur także mógł napotkać problemy… - zaczęła nieśmiało.  

- Lord doradca jest bardzo potężny. Coś wymyśli. - stwierdził chłopak bez zawahania.

- Skąd takie przekonanie?  

- Ludzie plotkują. - mruknął ogólnikowo, spuszczając wzrok.  

- Plotkują?  

- Mówią, że milord jest wielkim magiem. Jednym z ostatnich. Że widzi przyszłość. Że zabija samą myślą. Podobno nie sposób go pokonać ani zniszczyć. - tłumaczył sługa.  

- Same bzdury. - podsumowała Laima.  

- Każda plotka ma ziarno prawdy. On nas uratuje, pani. - zapewnił uparcie. Chciała mu wierzyć, lecz wciąż dręczyła ją wątpliwość. Czy Arthur naprawdę planuje im pomóc? A może uciekł zapobiegawczo, by zaoferować swoje usługi innym? Zostawił je w szponach rebeliantów, będąc gdzieś daleko stąd? Bo niby czemu miałby się o nie troszczyć? Co dla niego zrobiły? Wykorzystał sytuację. Był przy nich, aby czerpać własne korzyści. Kiedy jednak zaczęło robić się niebezpiecznie, odszedł. Zapewne znajdzie inne królestwo, które będzie wymagać jego opieki. Znów skorzysta i zniknie, gdy sprawy przybiorą niebezpieczny obrót. Wściekła, miała ochotę rozerwać doradcę na strzępy. Usiadła obok matki, która stawała się agresywna w trakcie trzeźwienia. Kobieta rzuciła Laimie długie spojrzenie.  

- On nie wróci. - oświadczyła ponuro Zalina. - Żaden z niego bohater, wiesz? Dba tylko o siebie. Nigdy go nie obchodziłaś.  

- Dlaczego tak mówisz? Był przecież twój.  

- Sypiał ze mną, ale nie był mój. Nie jestem głupia, Laimo. Kobieta wie, kiedy jej kochanek pożąda innej. Między wami zawsze była dziwna więź. - opowiedziała królowa, wywołując u córki osłupienie. Laima pogrążyła się w myślach. Arthur był ich jedyną nadzieją. Powinna mu zaufać, wszak nie ma innej opcji. Do świtu pozostało niewiele czasu. Musi zyskać go więcej, żeby dać doradcy szansę. Musi uniknąć egzekucji. Istniał tylko jeden sposób… Jeden.  

- Dobrze się bawisz? - Dede podeszła niespodziewanie, wybudzając dziewczynę z rozmyślań. Laima spięła mięśnie niczym zwierzę przed desperackim atakiem. - Powiedz słowo i będzie inaczej.  

- Przepraszam. Jesteś wszystkim, czego pragnę. - wymamrotała księżniczka, próbując brzmieć wiarygodnie. Brzydziła się sobą, ale nie mogła postąpić inaczej. ‘Żeby wygrać, trzeba niekiedy przegrać’ jak mawiał Arthur. Jeśli ma ją uratować, oboje muszą przeżyć. Doradca nie wahałby się na jej miejscu. Czekała na reakcję rebeliantki jak na wyrok. Dede delikatnie dotknęła ust dziewczyny.  

- Chodź ze mną, Laimo. - poprowadziła dziewczynę za rękę ku królewskim komnatom. Strażnicy schodzili im z drogi bez słowa. Stanęły przy ogromnym, rzeźbionym łożu. Wydawały się być wręcz dziećmi naprzeciw monumentalnego mebla, do którego szczytu prowadziły schodki. - Zdejmij ubranie i czekaj tu na mnie, Lai. Zaczniemy nową epokę.

4 379 czyt.
94%184
Milady

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 2931 słów i 17303 znaków

Komentarze (4)

 
  • AnonimS

    AnonimS 15 sierpnia

    No i proszę. Nowe talenty naszej księżniczki, zarówno wojskowe jak i pozorne uleganie zachciance Dede. Ciekawe jak rozegrasz scenę " łóżkową" . Pozdrawiam

  • Almach99

    Almach99 14 sierpnia

    Znowu sie pogubilem. Kto jest Kim w tym opowiadania. A najwazniejsze, kto z Kim tak naprawde walczy. Laima z nowego wcielenia Na drugie uczy sie sztuki przetrwania. I powoli zaczyna odkrywac potrzebe edukacji.

  • nefer

    nefer 13 sierpnia

    Istotnie, Dede już się pojawiła w poprzedniej rzeczywistości (przyjaciołka z fermy niewolników oraz pechowa Podręczna). Mamy też wzmiankę o "ciotce Azelli". Najważniejsze jednak wydaje się to, że Laima odsłania kolejne oblicza. Drobne ciągoty ku własnej płci wydają się możliwe, tym bardziej, że dawno już zniknęły pod wpływem miłości do sir Arthura. Zdziwiły mnie natomiast talenty i szkolenie wojowniczki. O tym dotąd nie było mowy, a w obecnej rzeczywistości niezbyt pasują do obrazu rozpieszczonej księżniczki. Z kolei ewentualna edukacja w poprzedniej odsłonie (czyli nauka za sprawą Mistrza Zakonu) - o ile nabyta wiedza przeszła na obecną postać dziewczyny - obejmowała raczej umiejętności skrytobójcy. Można podziwiać szeroki rozmach oraz tempo fabuły. Czas wakacyjno-urlopowy, więc przerwy w publikacjach nie są takie niezwykłe.

  • Somebody

    Somebody 11 sierpnia

    Dede? Jestem prawie pewna, że to imię już padło w tym cyklu. Jednak przy okazji tej wersji rzeczywistości jej postać jest bardziej rozbudowana. Bardzo długo kazałaś czekać nam na tą część. Oby kolejna była szybciej