Głód cz. 25

Głód cz. 25- Dzień dobry, milady. Jak się spało?  

Wolno dźwignęła piekące powieki. Wpół przytomnym spojrzeniem powiodła po pomieszczeniu. Było zrobione w całości z drewna, dość ciasne i kołyszące. Kajuta. Zatem nie wyśniła poprzedniego koszmaru. Lecz przecież głos, który ją zbudził nie należał do porywaczy. Brzmiał niepokojąco znajomo.  

- Sir Gred?  

- Oczywiście, księżniczko.  

- Jak tu trafiłeś? Uprowadzili cię z zamku?  

- Uprowadzili? Ależ skąd! - zaprzeczył gwałtownie - Przybiegłem, gdy tylko Narcisse cię pojmała.

- Nie rozumiem… - wyjąkała zdezorientowana. Gred roześmiał się, szczerze rozbawiony.  

- Bystra jak matka. - zakpił.  

- Chcę wracać do domu. Musisz mi pomóc. - zażądała, mając nadzieję, że nie słychać u niej strachu.  

- Muszę, to ja ci dać kilka zaległych lekcji. Ostatecznie, miałem uczynić cię kobietą, czyż nie? - mruknął mężczyzna, dotykając policzka Laimy. - Tutaj Arthur nie przybędzie ci na pomoc.  

- Przybędzie. Zabije was wszystkich! Jeśli tylko mnie tkniesz… - syknęła przerażona.  

- Kto by pomyślał, że bywasz tak waleczna? Głupia po matce, odważna po ojcu...

- Dlaczego to robisz? Nie jesteś wszak piratem, sir. - Laima spróbowała rozeznać się w swoim położeniu. Gdyby Arthur posyłał ją częściej na lekcje strategii, mogłaby lepiej wszystko rozegrać, tymczasem błądziła w labiryncie intryg, o których nie miała pojęcia.  

- Dlaczego, dlaczego? - przedrzeźniał ją szyderczo. - Dlatego, że nie pozwolę, aby istyjska drwalka zasiadała na unsyjskim tronie.  

- Co takiego?  

- Tak, twój ukochany Arthur wypatrzył sobie nową posadę. W Uns. Jako twój doradca. Nie wiedziałaś? Dobrze, że mój król w porę się zorientował. Istia nie dołączy do Sojuszu. Możesz być córką Rolanda, ale nigdy nie będziesz królową żadnego ważnego królestwa. - oświadczył mściwie. Laima wolno przetrawiała otrzymane informacje. Nie wiedziała o planach Arthura względem niej. Jednak takowe wiele by wyjaśniały, między innymi czemu doradca za wszelką cenę chciał zatrudnić nauczyciela z Uns oraz buntował się przeciwko oddaniu dziewczyny Piaskom, co, jak na pomysł Zaliny, stanowiło niezłe rozwiązanie strategiczne. To niestety wyjaśniało także, aż nazbyt dobrze, jej porwanie i słowa Greda o uczynieniu dziewczyny kobietą. Uns było bowiem  jedynym królestwem nadal respektującym zasadę czystości. W praktyce oznaczało to, ni mniej ni więcej, badania przedślubne. Jeśli kandydatka, względnie kandydat, nie był nietknięty, nie mógł przystąpić do małżeństwa. Arthur, świadom owego zwyczaju, dbał o jej reputację możliwie najlepiej. Chciał ją wyrwać z tego zapyziałego zamku pośrodku nicości, od wiecznie pijanej matki i zapewnić im świetlaną przyszłość w najważniejszym królestwie znanego świata. Tymczasem ona myślała, że jest przewrażliwiony. Jakaż była głupia! A teraz wszystko przepadło. - Zatem zacznijmy lekcje, milady.  Najpierw zdejmiemy ci tę suknię. Możemy ją nawet rozerwać, bo i tak jest cała postrzępiona.  

Mówiąc te słowa rozdarł materiał mimo głośnego protestu nici.  

- Pięknie. Masz bardzo proporcjonalne ciało. Nadawałabyś się na posąg… Albo przynajmniej inspirację. - przeciągnął palcami wzdłuż skóry Laimy, głośno komentując jej kondycję - Delikatna, choć  kilka znamion psuje idealny wizerunek. Przypuszczam jednak, że jakiemuś lordowi Piasków, Dzikich Ostępów, czy innego podrzędnego państewka nie będą zbytnio przeszkadzać… Zapewne czekasz aż ja też się rozbiorę, hm? Proszę.  

Zdjął koszulę przez głowę, odsłaniając doskonale wyrzeźbioną klatkę. W każdych innych okolicznościach byłaby zachwycona. Powszechnie wiadomo, że Unsyjczycy konsekwentnie dążą do uzyskania perfekcyjnych kształtów już od dzieciństwa.  

- Widzę w twoich oczach podziw. Całkiem słuszny. Moja sylwetka kosztowała mnie wiele wysiłku. - stwierdził z wyraźnym samozadowoleniem, po czym rozpiął skórzany pas. Po raz drugi w swoim życiu, Laima widziała męskie przyrodzenie z bliska. Zwisało leniwie między jego udami. - Jest niegotowy. Możesz pobudzić go dłonią lub ustami, tak żeby stwardniał i stanął. Który sposób wybierasz?  

- Żaden. - prychnęła coraz bardziej przestraszona. Gred uśmiechnął się pod nosem.  

- Niech tak będzie. Sam to zrobię. - mężczyzna splunął na dłoń, następnie ujął ręką fallusa, przejeżdżając po nim rytmicznie w górę i w dół. Po chwili jego narząd przybrał większy rozmiar. - Jak więc zdążyłaś zauważyć, twój opór jest wyłącznie zbędną komplikacją. Będziesz moja współpracując bądź nie. Rozsuń nogi, kochanie.  

- Nie. - powiedziała, zaciskając uda z całej siły. Jakaś część niej wciąż walczyła. Gred westchnął ciężko, sięgając po małą igłę, leżącą na stoliku obok łóżka. Laima poderwała się gwałtownie, lecz zdecydowanie za późno. Ostrze ukuło ją boleśnie. Tym razem nie straciła przytomności, ale jej ciałem zawładnął paraliż. Nie mogła wykonać najlżejszego ruchu.  

- Trucizna uzyskana ze skóry jakiejś żaby. W mgnieniu oka unieruchamia najpotężniejszych wojowników. - nauczyciel wytłumaczył jej stan spokojnie - Igła mi ją podarował na wypadek braku… Zainteresowania z twojej strony. Nie działa długo, zaledwie parę minut, ale w zupełności wystarczy.  

Skończywszy mówić, Gred wziął pas, którym związał jej nadgarstki, potem przewiązał kostki dziewczyny przyniesionymi uprzednio sznurami i każdą umocował do przeciwległych poręczy marynarskiej koi.  

- Wybacz mi, moja droga. - zmienił nagle ton. Prawdopodobnie widok unieruchomionej księżniczki wywoływał wyrzuty sumienia. - Naprawdę chciałem tego uniknąć. Wolałem wziąć cię dobrowolnie. Wiesz, doprowadzić do stanu, w którym sama odwiedziłabyś mnie w sypialni. Narcisse popsuła mój plan. Trudno… Jesteś śliczną dziewczyną, Laimo. - dodał jakby cokolwiek tym zmienił.
Podłożył poduszkę pod biodra księżniczki, unosząc je wyżej. Trucizna opuszczała jej ciało, przez co odzyskała kontrolę nad skrępowanymi kończynami. Szarpnęła nogami raz, drugi, trzeci, ale węzły nie puściły.  

- Błagam, nie róbmy tego, sir. Ja nie chcę… - poprosiła w ostatnim akcie desperacji. Liczyła na odrobinę litości, jeden, maleńki okruch miłosierdzia. Oblicze Greda przybrało wyraz zawahania. Odgonił je od siebie prędko, układając członek we właściwym miejscu między udami Laimy. Nie wdając się w dalsze dyskusje, wszedł w nią mocnym pchnięciem. Krzyknęła, czując nagłe dźgnięcie we wnętrzu. Nauczyciel poruszał się szybko, nie dbając o zapewnienie jej jakiegokolwiek komfortu. Widocznie, pragnął jak najszybciej mieć tę przykrą, dla nich obojga, czynność za sobą. Pojękiwała przy każdym kolejnym ruchu mężczyzny, który uparcie ponawiał pchnięcia. Po którymś razie szło łatwiej. Widocznie, jej organizm przywykł do obecności obcego ciała. Nie jęczała już, a tylko płakała bezgłośnie. W końcu Gred wyprężył się i zalał ją od środka nasieniem.

- Przepraszam. - powiedział ponownie, choć jego skrucha nie miała żadnego znaczenia. Odwróciła głowę na bok, by go nie widzieć, kiedy uwalniał jej dłonie oraz nogi. Po szmerze materiału domyśliła się, że zakłada ubranie. Jeszcze skrzyp drzwi i została sama. Zwinęła ciało w kłębek niczym kot, czując łzy kapiące coraz obficiej. Krocze pulsowało nieprzyjemnie, a na jej udzie schła krew. Kajutą delikatnie kołysały przybrzeżne fale, usypiając rozżaloną dziewczynę.

***

Obudził ją dźwięk wleczonych ciał przetykany jękami. Nawoływania, okrzyki, plusk wioseł dookoła statku i martwa cisza. Pojedyncze kroki. Poczuła słabe potrząśnięcie za ramię.  

- Milady? Laimo? - szepnął Arthur tuż nad jej uchem. Nie zareagowała, nie chciała go widzieć. Nie przez wzgląd na niego, ale przez świadomość jak dalece zawiodła doradcę. Gdyby była silniejsza, mądrzejsza, mogłaby… - Hej, zabieram cię do domu, słyszysz? To już koniec. Już koniec.  

Przytulił ją mocno, wypierając swoim zapachem całe zło. Cudownie było czuć jego ciepło.  

- Sir…  

- Nic nie mów. Po prostu stąd chodźmy. - zawinął dziewczynę w swój płaszcz, biorąc ją na ręce.  

- Arthur! - zatrzymał ich w przejściu Gred. Wydawał się być przybity. - Ja naprawdę nie chciałem jej…  

- Dość! - doradca uciął jego przemówienie stanowczym gestem. - Zejdź mi z oczu, bo mam ogromną ochotę cię rozgnieść jak robaka, którym zresztą jesteś.  

- Byliśmy kiedyś przyjaciółmi. Pamiętasz? Razem służyliśmy Sojuszowi…  

- To było bardzo dawno temu. Teraz służymy różnym władcom.  

- Nie! Tylko ja służę władcy. Ty sprzedałeś duszę i ciało zwykłej ladacznicy, uzurpatorce niegodnej tronu! Zdradziłeś nasz kraj! Próbowałem jedynie chronić czystość linii. Paręnaście lat wcześniej byś mi pomógł!  - wybuchnął nauczyciel nagłymi oskarżeniami.  

- Paręnaście lat wcześniej nie znałem Rolanda. To jego córka, Gred. Wiesz o tym. Nie znalazłbyś lepszej kandydatki na królową Sojuszu. - oświadczył Arthur spokojnie, choć jego ton przybrał zimną, ostrzegawczą barwę.  

- Miałem nadzieję, że zdołamy rozejść się w pokoju. Nie planowałem rozpoczynać wojny. - zapewnił Unsyjczyk.  

- Ach  tak? Spójrz na miasto. Widzisz te ruiny? Te trupy? Zakrwawione ulice? - wskazał ponury krajobraz nabrzeża. - Nie chciałeś wojny?!  

-To przez Narcisse. Arthur, proszę, okaż mi trochę zrozumienia. - błagał nauczyciel, lecz ani doradca ani Laima nie poczuli współczucia.  

- Jeżeli poszukujesz wybaczenia, módl się do bogów, bo od ludzi go nie zaznasz. - odparł nieugięcie Arthur.  

- Jeśli chcesz kogoś koniecznie winić, wiń Narcisse.  

- A czemuż to?  

- Mój plan był prosty. Przypłynąć tu, uwieść księżniczkę i wrócić. Nikomu nie stałaby się krzywda, przysięgam. Jednak trafiłem na sztorm, mój statek zatonął, a ja niemal umarłem. Piraci mnie odratowali. Gdy dowiedzieli się, kim jestem oraz dokąd zmierzam, zażądali przysługi za uratowanie mi życia. Miałem powiadomić ich o stanie wojsk i terminie balu powitalnego. Chcieli wziąć Istię z zaskoczenia… Nie dali mi wyboru…  

- Kazałem cię obserwować. Nie wychodziłeś z zamku. Jak zatem przekazałeś informacje? - zapytał doradca oschle. Laima wtuliła się w niego mocniej. Pragnęła wrócić do domu, więc rozmowa mężczyzn działała jej na nerwy.  

- Wiedziałem, że mnie obserwujesz. Dlatego miałem służącego.  

- Oczywiście. - bąknął Arthur, jakby zdumiony banalnością tego rozwiązania.  

- Kiedy powiedziałem wszystko Narcisse, ta rozkazała mi wykonać jeszcze jedną usługę. - Gred zawiesił głos, zwiększając napięcie. - Nie wiem, co jej zrobiłeś, ale ona cię nienawidzi. Dała mi zatrutą igłę, którą miałem wbić w ciebie, podczas balu. Nie zginąłbyś od razu. Chciała, żebyś zaalarmowany napadem, przybył negocjować i skonał przy niej. Powinieneś nie żyć, Arthurze… Żaden człowiek nie dałby rady tej truciźnie.  

- Ja jak widać dałem. Zauważyłem obecność trucizny dość wcześnie. Choć, przyznaję, że zaniemogłem na moment. - stwierdził doradca, uśmiechając się tajemniczo, jakby dopasował kolejny element puzzli.  

- Narcisse wykorzystała okazję, porywając księżniczkę. Mając ją i martwego ciebie, mogła przejąć Istię. Zasoby drewna byłyby pod kontrolą piratów, dzięki czemu ich flota urosłaby do potężnych rozmiarów. Sojusz nie zdołałby pokonać takiej potęgi. - wyjaśnił Gred. Arthur skinął głową.  

- Na szczęście przeżyłem i zapobiegłem kryzysowi. Uratowałem wam tyłki, w zamian dostając zbrukaną arystokratkę oraz pstryczka od Sojuszu. Kiepski interes. - mruknął doradca niezadowolony.  

- Widziałem, co zrobiłeś. Wymordowałeś całą załogę kilkoma ruchami dłoni, a potem powiesiłeś zwłoki dowódców na maszcie. Twoje przeżycie nie było kwestią szczęścia. Jesteś potworem, Arthur.  

- Każdy mężczyzna jest potworem, jeżeli ktoś zagraża jego bliskim.  

- Nie… Nie takim. Oni umierali w męczarniach. Ich twarze, jęki… - Gred chwycił się za skronie.  

- Mieszkańcy tego miasta też cierpieli. Młodzi i silni mężczyźni są drwalami bądź wojownikami. Niemal całe lato spędzają w lasach Istii. Miasta strzeże jeden, góra dwa oddziały gwardii, które Zalina nakazała wycofywać do obrony zamku. Na czas napadu, zostały kobiety, dzieci oraz starcy. Wszyscy nieuzbrojeni. To nie była walka, to była rzeź, Gred. A księżniczka? Samotna, przerażona, mówiąca wyraźne ‘nie’? Sądzisz, że nie cierpiała? Dałem piratom to, na co zasłużyli. - odparł z goryczą.  

- Ale pozwoliłeś Narcisse uciec. Tak samo jak pozostałym trzem załogom. Widocznie twoja sprawiedliwość działa stronniczo.  

- Piraci nie będą więcej nas napadali. Zrozumieli swój błąd i osiągnęliśmy kompromis. Odpłynęli, aby wylizywać rany, zostawiając ciebie jako moją rekompensatę. Odzyskałem księżniczkę, pomściłem ofiary. Nic więcej nie mogłem zrobić. - oświadczył cicho doradca, nieco przygaszony.  

- Ja także, Arthurze. Dopilnowałem, żebym był jej pierwszym. Dzięki temu, masz pewność, że dziewczyna nie zachoruje. Naprawdę przepraszam, że to musiało się odbyć w taki sposób.  

- Mam gdzieś twoje poczucie winy! Mogę wybaczyć ci próbę otrucia mnie,  zniszczenie miasta, śmierć cywilów… Ale nigdy nie zdołam wybaczyć ci tego, co jej zrobiłeś. - Arthur wyciągnął w stronę nauczyciela otwartą dłoń. Trzymał ją chwilę, aż twarz Unsyjczyka wykrzywił grymas bólu, a ciało zawisło ponad ziemią. Serce mężczyzny wyleciało zza żeber, lądując w ręce Arthura. Gred upadł martwy u ich stóp. Spomiędzy palców doradcy kapała krew. Odrzucił wciąż ciepłe serce, tuląc dziewczynę do siebie.  

- Musiałem Laimo. - wyznał pełnym emocji szeptem.  

- Wiem. - wydusiła wprost z zaciśniętej węzłem strachu krtani.  

- Boisz się mnie?  

- Nie.  

- Brzydzisz się mną? Laimo?  

Pokręciła głową przecząco.  

- Powiedz coś.  

- Tamta dziewczyna w zamku, dlaczego ją zabiłeś?  

- Służąca? Była… W pobliżu. Moje ciało zniwelowało skutki trucizny, zużywając całą moc. Musiałem zdobyć energię, aby ją uzupełnić. - wyjaśnił skrótowo. Laima nie drążyła dalej tematu, przyjmując słowa doradcy za wyznacznik moralny.  

- Nie chcę tam wracać. Do Istii. - sama nie wiedziała skąd wzięła ten pomysł. Wyraziła swoje pragnienie całkiem spontanicznie, lecz jednocześnie szczerze. Arthur znieruchomiał.  

- Laimo, jesteś następczynią tronu. Twój kraj cię potrzebuje.  

- A ja potrzebuję zniknąć. Wyjechać daleko stąd… Zamieszkać w małym domku, gdzieś nad oceanem… Ty także pragniesz odejść, prawda? Możemy uciec razem… - tłumaczyła podekscytowana księżniczka. Doradca uśmiechnął się smutno.  

- Nie, Laimo. Oboje zostaniemy tutaj. Tak będzie najlepiej.  

- Dla kogo?!  

- Czasem może być trudno w to uwierzyć, ale wszystko, co robię, robię dla twojego dobra.

Milady

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 2667 słów i 15253 znaków. Tagi: #opowiadanie #erotyka #gwałt #nastolatka #przemoc

5 komentarzy

 
  • nefer

    Przeczytałem z zainteresowaniem. Przyznam, że gwałtu na Laimie się nie spodziewałem. Sądziłem raczej, że Narcisse wykorzystak księżniczkę jako przynętę. Na Arthura, oczywiście. Różne uwagi fabularne wyrazili już przedmówcy. Zauważę więc tylko, że wycofywanie wszystkich (lub prawie wszystkich) żołnierzy do pracy w lasach (nawet, jeżeli drewno to główne bogactwo kraju) w sytuacji zagrożenia od strony morza (a takowe istnieje, wspominano o tym kilka razy) wydaje się jednak cokolwiek nierozsądne. Zalina pewnie o tym nie pomyślała, ale Arthur powinien. Ale ogólnie chłonę szybki styl nararcji oraz zmienność zdarzeń, nie przejmując się takimi czy innymi szczegółami. W pomysłach fabularnych jesteś, Autorko, jedyna. Dopracowanie drobiazgów bywa różne. Potrafisz jednak zaskakiwać nagłymi zwrotami akcji, a to bardzo cenię. Pozdrawiam. Oczywiscie, łapka w górę.

  • Milady

    @nefer Dziękuję za komentarz. Naturalnie, Arthur powinien wziąć to pod uwagę, ale nie można zapomnieć, że jest przekonany o własnych umiejętnościach dyplomatycznych, więc mógł założyć, że poradzi sobie w razie ataku, dlatego wysłał siły tam, gdzie były bardziej potrzebne. Jednak rzeczywiście szczegóły czasem mi umykają :)

  • Somebody

    Przeczytałam wczoraj, ale wstrzymałam się z komentowaniem, żeby przeczytać wpierw pozostałe opinie. 😊 Mi osobiście bardzo podobała się ta część. Do czepliwych nie należę, więc mniej więcej wszystko zagrało. Zresztą, odnosząc się do twoich odpowiedzi, traktuję ten odcinek jako preludium, wstęp do... No właśnie. Co tam znów planujesz? Arthur nie przypomina siebie, więc może jego zachowanie nie jest w pełni szczere. Czyżby gra rozgrywała się bez udziału Laimy? Gred jest postacią niejednoznaczną - zażarty patriota z jednej strony, z drugiej ujawnia raczej pokojową postawę, czego dowodzą jego wyrzuty sumienia. Został na statku z powodu jakiejś umowy między Arturem a piratami, o której jest jedna krótka wzmianka.  Nie taił swojej winy, nie próbował uciekać, wybrał spowiedź przed dawnym przyjacielem, aby oczyścić sumienie. Bo przecież nie jest typem gwałciciela i nie takie były jego zamiary. Jak dla mnie ma to sens. Uff... Ale się rozpisałam. Pozdrawiam

    PS. Widzisz, komentuję czasami 😊

  • Milady

    @Somebody Dziękuję, widzę, widzę.  :rotfl: Masz rację we wszystkim, co napisałaś, słońce 😉

  • AnonimS

    Jak to się dzieje że większość ludzi robi coś dla czyjegoś dobra? Tylko że ten któremu "wyrządzają" to dobro wcale tak nie uważa? Ciekawe odcinek. Uwagi za mnie zamieścili przedmówcy komentatorzy, więc ja się czepiać nie będę. Pozdrawiam i czekam na kolejny odcinek.

  • Milady

    @AnonimS Dziękuję za wpis. Rzeczywiście, coś w tym jest. Ja zawsze dostaję kurwicy jak słyszę, że 'to dla mojego dobra'  :)

  • CzarnaKaczuszka

    I wyjaśniła się tak niedyspozycja Aktora, jak i dziwnie proste powodzenie piratów. Czuję się usatysfakcjonowana :) Choć szczerze mówiąc, dialog Arthura i Greda nieco zgrzyta, brzmi trochę nienaturalnie i nierealistycznie, jak sztuczny twór, którego jedynym celem jest wyjaśnienie faktów czytelnikowi. I cała sceneria zdaje się zawierać nieco drobnych nieścisłości - Aktor zdaje się być w kajucie, w której uwięziono i zgwałcono Laimę. To powinien chyba być statek Narcisse, czemu miałaby ryzykować,  umieszczając więźnia na mniej znaczącym, więc i słabiej strzeżonym statku. A jednak część piratów uciekła... no dobrze, może jakimiś szalupami ratunkowymi. Zostawili Greda? Czemu? Bo liczyli, że Aktor będzie zbyt pochłonięty mszczeniem gwałtu na Laimie żeby ich ścigać? No dobrze, niech będzie, choć to nieco naciągane. A on po prostu podszedł, bezbronny i osamotniony, do wroga, zamiast schować się w myszej dziurze i chociażby przeczekać aż jego najgorszy gniew minie? Czy on nie ma instynktu samozachowawczego? Oczywiście, wszystkie te drobiazgi dążyły do tej końcowej sceny, która jest niezbędna, ale wierzę, że mogłaś to zrobić lepiej. Laima mogła obudzić się pod wpływem odgłosów walki i zobaczyć w kajucie Greda, wciąż rozebranego i zbyt poważnie rannego w nogę, żeby uciekać. W takiej sytuacji ludziom rozplątuje się język i jego nagła szczerość w połączeniu z błaganiami i życie byłaby bardziej realistyczna. Laima mogłaby przez kilka chwil słyszeć i widzieć, ale jeszcze być niezdolna do ruchu czy mówienia - wtedy wiarygodniej wypadłby też Aktor, który jednym uchem słuchałby wyjaśnień Greda, a swoją uwagę skupiał na cuceniu jej, nałożeniu na nią ubrań i tak dalej - teraz wdaje się w zadziwiająco długą dyskusję biorąc pod uwagę, że próbuje wynieść oszołomioną księżniczkę z potencjalnie niebezpiecznego terenu. Liczę na kolejną część niedługo :) Pozdrawiam!

  • Milady

    @CzarnaKaczuszka Rzeczywiście, wiele kwestii tu nie gra, ale może mają nie grać  ;) Pozdrawiam

  • violet

    Czy mocno obrazisz się na mnie, Autorko, jeśli powiem, że bardzo naiwny kawałek? Wprawdzie wiele wyjaśnia, ale podany bez... połamałaś pazurki?
    Daję łapę do góry, wierząc, że jednak zaostrzysz szpony w niedługim czasie i w następnej części odczujemy pazura, Milady.  
    Pozdrawiam :)

  • Milady

    @violet Nie obrażę się wcale. Myślę, że tą część można potraktować jako swoiste preludium, więc mam nadzieję, że kolejne będą mniej 'naiwne'  :)