Głód cz. 21

Głód cz. 21Laima zaczęła się szarpać, próbując umknąć uściskowi potwora wbrew wszelkiej logice. Wiedziała przecież, że ucieczka nie jest możliwa. W końcu porzuciła krótką, pozbawioną szans walkę, czekając aż Aktor wyssie z niej życie, ścierając ciało dziewczyny na proch. Zamknęła oczy, nie chcąc pamiętać właściciela takim jak teraz. Nie miała do niego żalu. Jeśli rzeczywiście była arystokratką, zawierała więcej energii niż zwykli ludzie. Stanowiła chodzący zbiornik mocy, której Aktor od dziesięciu lat nie ruszał. To musiało nastąpić. Kochając się z nim, znała ryzyko. Poczuła pocałunek, wolno pozbawiający ją tchu.

- Panie… - wyszeptała jako pożegnanie.  

- Laima… - odpowiedział cicho ciężkim, zachrypniętym głosem, puszczając ją niespodziewanie. Otworzyła oczy zaskoczona. Aktor siedział skulony na posadzce. Zwinął się w kłębek niczym kot, drżąc od tłumionego szlochu. Spróbowała do niego podejść, ale odepchnął ją resztką mocy pod przeciwległą ścianę. Cios pozbawił niewolnicę oddechu. Chwilę bezradnie łapała powietrze niby świeżo wyłowiona ryba, po czym założyła zrzucone wcześniej ubranie. Jej właściciel wstał chwiejnie, wyraźnie cierpiąc. Uciskał skroń palcami, a z jego ust dochodziły jęki. Laima wolno ruszyła w jego kierunku. Chciała mu jakoś ulżyć, bo nigdy wcześniej nie widziała, aby był targany tak silnym bólem.  

- Nie! Nie podchodź… -  ostrzegł ją, skupiając energię w pięści. - Dla twojego własnego dobra, nie zbliżaj się.
Upadł wpółprzytomnie na sofę z bordowej skóry.

- Co ci jest, panie? - zapytała zdezorientowana.  

- Przerwałem posiłek. Zostaw mnie… Błagam, czy ty nigdy nie możesz dać mi spokoju?! Nienawidzę cię! Bezrozumna, przeklęta istoto! Odebrałaś wszystko, co kiedykolwiek miałem! Wyjdź! Proszę… Nie wiem, ile jeszcze zdołam powstrzymywać siebie przed… - nadchodząca przemiana wykrzywiła oblicze jej pana. Znów nosiło znamiona poczwary. - Wynoś się! - wrzasnął ostatkiem sił. Tym razem posłuchała bez wahania. Wybiegła z kajuty, hałaśliwie zatrzaskując drzwi.  

- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha, lady. - zauważył bystrze, sprzątający pokład marynarz. Jego szerokie, umięśnione plecy lśniły od potu. Jasne włosy silnie kontrastowały ze spaloną słońcem skórą.  

- Może zobaczyłam. - odparła Laima, szukając w kieszeni sakiewki suszonych ziół, które miały przynosić spokój.  

- Jesteś jego żoną? - ciągnął ciekawskim tonem, wskazując pomieszczenie za nią. Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy. - Strasznie go pas uwierał, kiedy cię było. Robił takie awantury, że kapitan na palcach chodził. Wszyscyśmy na palcach chodzili. Musisz być ważna.  

- Ja… Potrzebuję zobaczyć Kapłankę. Wiesz, gdzie ją znajdę? - zapytała, nerwowo poprawiając włosy.  

- U kapitana. Prawie zawsze tam siedzi. - mruknął marynarz, wyżymając mokrą szmatę. Laima minęła go, biegnąc na dobrze widoczny mostek. Przez drzwi kapitańskiej kajuty dobiegały odgłosy kłótni. Dziewczyna zapukała ostrożnie. Głosy ucichły natychmiast. Otworzyła drzwi z cichym skrzypieniem. Zdziwiła się, nie widząc nikogo wewnątrz. Szła wzdłuż pustego pomieszczenia.  

- Chyba nie pozwoliłem ci wejść. - odezwał się Gred, podchodząc do Laimy od tyłu. Poczuła chłód ostrza na gardle. Zamarła nieruchomo niczym zestrzelony w locie sokół. Nie mogąc się odwrócić, przeszukiwała kabinę wzrokiem, pod kątem czegokolwiek użytecznego. - Aktor nie nauczył cię, że nie należy wchodzić bez pozwolenia?  

- Przepraszam, muszę pilnie porozmawiać z Kapłanką. - nacisk noża nieco zelżał, dając Laimie możliwość spojrzenia w stojące po lewej stronie lustro. Krzyknęła przerażona, ujrzawszy w odbiciu czerwonowłosą, która trzymała rękojeść ostrza, jednocześnie mówiąc głosem Greda. Jej twarz również przekształcała się w oblicze kapitana. Kobieta zrozumiawszy, że niewolnica ją przejrzała błyskawicznie spętała dziewczynę energią.  

- Zbyt dużo wiesz… To, co widzisz… Musisz dochować tajemnicy, Laimo. Albo jesteś w drużynie ze mną albo skończysz jak on. - pokazała ciemny kąt kajuty, w którym dziewczyna zauważyła zarys skulonej postaci. Podeszła bliżej. Gred leżał nieruchomo, z przedziwne wygiętą głową. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, iż jego głowa została odcięta i położona przy ciele. - Był słaby. Nieprzydatny.  

- Jesteś potworem.  

- Twój pan także. Świat jest pełen potworów, Laimo. - Kapłanka przeciągnęła opuszkiem wzdłuż ostrza, zostawiając na nim ślad czerwieni. - Czas wybrać, któremu będziesz służyć.  

- Na pewno nie tobie. - prychnęła niewolnica.  

- Zła odpowiedź.  

- Innej nie dostaniesz.  

- Już wiem, co on w tobie widzi. Jesteś wyjątkowo wierna. Zrobiłabyś dla niego wszystko… Musi go to kręcić, ta twoja wieczna poza posłusznej, zakochanej dziewuszki. Zawsze lubił dominować…  

- Mój Pan zniszczy Zakon, a wtedy ty również stracisz swoje wpływy. - stwierdziła niewolnica zimno. Nie ufała słowom Kapłanki. Wcześniej zamierzała porozmawiać z nią o przerwanym posiłku Aktora, teraz jednak postanowiła milczeć, aby nie zdradzić złego stanu swojego właściciela.  

- Jeden wściekły Łapacz Dusz nie zdoła zniszczyć Zakonu. Nie bądź naiwna. A zresztą bądź. To i tak twoje ostatnie chwile. Kapłanka przyłożyła nóż do szyi dziewczyny. Laima krzyknęła.  

- Przestań! Zostaw ją! - zawołał Aktor, stając w progu kajuty. Wciąż był mocno osłabiony, lecz jego głos przepełniało zdecydowanie. Kobieta spojrzała na niego pytająco. - Ona nie może umrzeć… Nie może…  

- Dlaczego? Dlaczego cię obchodzi? Dlaczego jest tak ważna?! Dlaczego zawsze ją chronisz! To tylko głupia niewolnica, Arthurze! Jest nikim! Nikim! - wybuchnęła Kapłanka, mocniej dociskając sztylet. Laima głośno przełknęła ślinę. Arthur. Imię godne królewskiego syna.  

- Nie tobie ją oceniać! - zaprotestował Aktor, zupełnie nie zbity z tropu usłyszeniem swojego prawdziwego miana. Przynajmniej udawał nieporuszonego.  

- Nie mnie? Komu zatem? Naprawdę nie wiesz, kim jestem? - wyszeptała Kapłanka, roniąc pojedyncze łzy. - Dałeś się uwieść przebraniu i scenerii? Co z ciebie za Aktor, jeśli przez te wszystkie lata nie zauważyłeś mnie, tkwiącej w obcym ciele… Powstałam dla ciebie spośród popiołów, Arthurze… Spłonęłam i powróciłam.  

-Narcisse… To niemożliwe. - zaprzeczył słabo, nie akceptując podpowiedzi podświadomości.  

- Możliwe. Przecież tu jestem. To nadal ja.  

- Nie. Gdybyś nią była, przyszłabyś wcześniej… Nie pozwoliłabyś mi wierzyć, że umarłaś… Widziałaś, jak cierpię…  

- Chciałam, żebyś mnie rozpoznał… Ale ty wolałeś znaleźć sobie inną! Jak mogłeś być z tą suką, która nas zniszczyła?! - wybuchnęła kobieta, mocniej przyciskając nóż do gardła Laimy.  

- Byłem z nią, aby ją zniszczyć! Dla nas, Narci. Dla ciebie. - tłumaczył Aktor, podejmując próbę zbliżenia się w jakiś sposób ku roztrzęsionej dawnej kochance.  

- Kłamiesz! Wszystko, co robisz, robisz wyłącznie we własnym interesie!  

- Odłóż nóż, puść ją i porozmawiajmy. Dobrze?  

- Nie! Najpierw mi powiedz, dlaczego ci na niej zależy.  

- Narci…  

- Dlaczego?!  

- Odpuść, proszę…

- Liczę do trzech! Jeden!  

- Posłuchaj, nie możesz…  

- Dwa!  

- Narcisse, błagam…  

- Trzy! - Kapłanka, a właściwie księżniczka, rozcięła bladą skórę niewolnicy. Laima zamglonym wzrokiem poszukała pana.

- Czekaj! Ona jest Kreatorką! - wykrzyknął Aktor. Laima spojrzała kątem oka na pana. Kreator? Po co Aktor tak ją nazwał? Czyżby podjął jakąś szaloną próbę uratowania jej?  Wedle legend świat tworzyła potężna istota, której moc zasila wszelkie życie. Istota zwana Kreatorem. Tożsamość jej pozostawała tajemnicą, aby nikt nie mógł wykorzystać mocy Stwórcy do własnych celów. Owa tajemnica nie obowiązywała przewodnika, którego zadaniem było chronić osobę Kreatora przed przedwczesną śmiercią. Tylko bowiem naturalne odejście mocy z ciała Stwórcy oraz jej odrodzenie w innym ciele zapewniało przewodnikowi wieczny odpoczynek, poprzez wybór nowego. Gdyby Kreator zmarł nienaturalnie rzeczywistość uległaby przetasowaniu, lecz przewodnik wciąż pełniłby swoją funkcję, a natłok wspomnień niszczyłby mu umysł, nie dając ukojenia.  

- Kreator nie istnieje. Świat stworzyły Żywioły. - wtrąciła Kapłanka. Poglądy Zakonu były w niej silnie zakorzenione.  

- Znalazłem ją siedem światów temu. Złapała się w leśną pułapkę. Nie miała rodziny ani imienia. Byłem wtedy młodym arystokratą, a ty moją narzeczoną. Przygarnęliśmy ją. Jej bliskość wywoływała nieposkromiony apetyt, ograbiała mnie z energii, zmuszając do ciągłych posiłków. Moja moc nieprawdopodobnie wzrosła, jednocześnie żądając ofiar. Któregoś dnia zawładnął mną głód, którego nie potrafiłem powstrzymać… Pożarłem cię. - przerwał, spuszczając wzrok. - Jakiś czas później, ona spadła z drabiny i zmarła. Wówczas… Stało się coś dziwnego. W jednej chwili byłem przy jej roztrzaskanych zwłokach, a w kolejnej mieliłem mąkę jako pomocnik młynarza. Jednak nowy świat nie przyniósł mi ulgi. Najgorsze były wspomnienia. Pamiętałem dwa alternatywne życia i nie wiedziałem, które jest prawdziwe. Potem zrozumiałem, że oba. Pracowałem u twojego ojca. Nadeszła wojna i młyn uległ zniszczeniu, a ty zginęłaś. Odnalazłem Laimę. Nie wiedziała, co zrobiła. Ja jeden wiedziałem wszystko. Nie potrafiłem zwalczyć pokusy, aby zacząć jeszcze raz. Zabiłem ją, lecz w trzecim świecie zaskoczyła nas lawina. Przeżyłem, ale ty… - wymownie zawiesił głos.  

-Nie wierzę żadnemu twojemu słowu.  

- Narcisse, pozwól sobie odejść. Nie będę więcej walczył z przeznaczeniem. Nie zniosę kolejnej straty ciebie. Chcę się zestarzeć i umrzeć. Byłem jej przewodnikiem zbyt długo. - wskazał skołowaną Laimę. - Wiesz, zamierzałem zniszczyć Zakon, by móc cofnąć jedną decyzję. Chciałem nigdy cię nie poznać. Zakończyć to błędne koło. - wyznał cicho. Rzeczywiście, przemawiało przez niego wyczerpanie przechodzące wszelkie pojęcie. Siedem światów. Siedem żyć. Siedem rzeczywistości. Siedem zakończeń i siedem początków. Siedem nieprzełamywalnych schematów. W jednej sekundzie pojęła ból swojego pana. Tak długo walczył o własne szczęście, w zamian otrzymując te same razy. Nieważne, co powiedział lub czego nie powiedział. Nieważne, jakie starania podejmował.  

- Ja żyję, Arthurze.  

- Nie… Zginęłaś w pożarze. Moja Narcisse nie rozdeptałaby nawet robaka. Stanowisz tylko jej echo, zamierające w ciszy. Pomściłem cię, spłaciłem dług, a teraz chcę odpocząć. Popłynąć daleko, zbudować dom… Jestem przewodnikiem, więc wypełnię swoją powinność.  

- Poddałeś się! Zrezygnowałeś z nas! - wrzasnęła kobieta dziko. Jej głos drgał od desperacji. Laima przetrawiała otrzymane informacje, usiłując poskładać zawiłą układankę faktów. Jeśli mówił prawdę, Aktor należał do niej. Będąc przewodnikiem nie miał wyboru. Rozgrzane ostrze rozdarło jej szyję. Czując chlupoczącą krew powoli odchodziła, snując wizje własnej idylli.  

- Laimo! - zawołał Aktor, podtrzymując bezwładne ciało dziewczyny.  

- Będziemy razem, Arthurze. - oświadczyła Narcisse wyraźnie z siebie zadowolona.  

-Nigdy nie będziemy razem. Ona mi nie pozwoli. - odparł ze łzami. - Przepraszam…  - dodał. Kogo przepraszał? Ją czy księżniczkę? A może samego siebie? Nie wiedziała. Wszystko było tylko iluzją. Siódmą z kolei i nie ostatnią. Hanza, matka, Aktor, ich wspólne chwile… Jeden wielki miraż, kpina rzeczywistości, błąd w dziele stworzenia.  

***
-Milady? Milady, czas wstać. Królowa już czeka, księżniczko. - zbudziła ją guwernantka. Laima niechętnie otworzyła oczy. Śniadanie z władczynią nie należało do jej ulubionych czynności, ale nie mogła pozwolić, aby matka czekała zbyt długo. Zalina nie słynęła z cierpliwości. Poza tym, dzisiaj Laima miała poznać mężczyznę, który przygotuje ją do zamążpójścia. Oby bogowie wysłuchali jej modłów i przysłali kogoś, kogo zdoła polubić. Nie zamierzała rozmawiać o rozkoszy ze starcem albo mnichem. Albo z kimś, kto będzie próbował ukraść jej skarb.

3 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 2 cze 2018

    Mocne I odwazne zakonczenie. Ciekawe jak chcesz rozegrac VIII juz podejscie czasoprzestrzenii. Czy tym razem Kreatorka ma szanse Na przetrwanie? Cos mi sie wydaje, ze poza Aktorem to jedna osoba znala tozsamosc Laimy - Mistrz

  • nefer

    nefer · 30 kwi 2018

    Piętrzysz światy oraz intrygę niczym architekt. Wszystko to, co opisałaś dotychczas, było tylko kolejną odsłoną, kolejnym odbiciem. Podziwiam rozległość wizji. Czy odnajdą szczęście w nowym rozdaniu? Obawiam się, że nie jest to możliwe, skoro tyle razy się nie udało. Widzę tu zasadniczą sprzecznośc interesów pomiędzy glównymi postaciam. Przynajmniej Laima odpocznie od roli niewolnicy. Zasłużyła sobie na odrobinę wytchnienia jako księżniczka. Czy jednak otrzyma taki luksus od prawdziwej Kreatorki tego (wszech)świata?

  • AnonimS

    AnonimS · 30 kwi 2018

    Moja Miła. Przeszłaś samą siebie. Próbowałem sobie wyobrazić dalszą część ale znowu mnie zaskoczyłaś postacią kapłanki no i tym że Laima jest kreatorką. No i ten przeskok do roli księżniczki... Makiaweli z Rochefortem nie wymyślili by takiej intrygi. Pozdrawiam