Głód cz. 23

Głód cz. 23Resztę dnia spędziła na przygotowaniach  do balu. Chciała wypaść możliwie najlepiej, a przede wszystkim pragnęła, aby Arthur pożądał jej ciała bardziej niż czyjegokolwiek. Mogłaby  prowokować, nęcić, kokietować aż w końcu pokonałaby go jego własnym nienasyceniem. Odrzucił ją dla Zaliny, więc ona sprawi, że będzie gorzko żałować tej decyzji. Obdarzyła lustro mściwym uśmiechem. Najniezwyklejszy mężczyzna świata będzie należał do niej. Będzie słuchał jej rozkazów. Będzie błagał o łaskę. Ale ona mu jej nie udzieli. Dziś czuła się wszechmocna. Laima poprawiła długą, wiele odkrywającą kreację, której intensywny kolor pozwalał snuć przypuszczenia, iż unurzano ją w świeżej krwi. Księżniczka wolno wkroczyła na galerię, otaczającą salę balową. Wielu gości już przybyło i rozmawiało w malutkich, kolorowych grupkach. Dziewczyna wolno, stopień za stopniem, zaczęła schodzić po marmurowych schodach. Dostrzegła sir Arthura, towarzyszącego królowej niczym blady cień. Utkwiła w doradcy intensywne spojrzenie, zmuszając go do odszukania jej wzrokiem. Patrzeli na siebie jak wojownicy przed walką. Zalina uderzyła mężczyznę wachlarzem, zauważyszy jego brak skupienia. Szepnął coś kobiecie dyskretnie, po czym oboje zajęli przygotowane dla nich miejsca.  

- Księżniczko, czy uczynisz mi ten zaszczyt? - zapytał sir Gred, kiedy zeszła na sam dół. Niechętnie oderwała spojrzenie od towarzysza matki.  

- Oczywiście, sir. - ujęła jego przyodzianą w rękawiczkę dłoń. Nauczyciel prowadził ją do stołu.  

- Nie patrz na niego, pani. Żadna kobieta nie zdoła zdobyć jego serca. - powiedział  cicho. - To daremny trud, przegrana sprawa.  

- Wcale na niego nie patrzę, sir. Poza tym moja matka go usidliła, więc nie jest aż tak niedostępny. - odparła zachmurzona.  

- Twoja matka jest królową, a Arthur kocha władzę. Zawarli korzystny układ. Ona ma jego ciało, on życie na wysokiej stopie. Ich związek nie ma nic wspólnego z uczuciami. - wyjaśnił rzeczowo nauczyciel.  

- Nie wierzę ci! On nie mógłby uprawiać rozkoszy z kimś, kto jest mu obojętny. - zaprzeczyła Laima. Taki scenariusz był dla niej całkowitą abstrakcją.  

- Mógłby, milady. Śmiem nawet twierdzić, że ty również byś mogła… I zapewne będziesz.  

- To obrzydliwe, panie! - krzyknęła zniesmaczona. Sir Gred jedynie się uśmiechnął pod nosem. Dźwięk muzyki przerwał rozmowę delikatną, aczkolwiek trudną do zignorowania melodią. Była to pieśń powitalna, która poprzedzała krótkie wystąpienie królowej. Muzycy dokończyli wygrywać ostatnie akordy w absolutnej ciszy. Zalina trzykrotnie klasnęła w dłonie.  

- Witajcie, witajcie, witajcie! Cóż za radość widzieć was wszystkich. Dzisiaj świętujemy przybycie niezwykłego gościa. Sir Gredzie, czuj się oficjalnie powitany w naszym skromnym gronie. Wznieśmy toast za jego pomyślny pobyt. Oby nasze królestwo zyskało na jego obecności, a drogocenny diament, jakim jest nasza księżniczka, uległ oszlifowaniu. - władczyni uniosła kielich. Laima niechętnie upiła łyk, ciężkiego przyprawami, wina. Niespodziewanie, nauczyciel położył dłoń na kolanie dziewczyny. Drgnęła, zaskoczona tym gestem, lecz pozwoliła jego palcom zawędrować pod suknię. Czuła dziwne mrowienie w całym ciele. Przesuwał opuszkami po jej skórze, powoli przechodząc na wewnętrzną stronę uda. Wstydliwie zacisnęła nogi, zablokowawszy rękę mężczyzny. Natychmiast zaprzestał pieszczoty.  

- Zatańczysz, milady? - zapytał niezrażony, gdy muzycy wznowili grę. Przyjęła propozycję nauczyciela, ciągle nieco rozchwiana po ich ostatnim kontakcie. Sir Gred objął ją w talii, przyciągając Laimę możliwie najbliżej siebie. - Taniec często wyraża więcej niż może się początkowo wydawać, księżniczko. Bywa sposobem wyrażania podświadomych pragnień, pasji, namiętności…  

- Sir…

- Pozwól się ponieść... - szepnął, przechylając dziewczynę wpół. Przez chwilę zawisła całym ciężarem na jego ramieniu. Krew uderzyła wzburzoną falą do jej głowy. Podniósł ją gwałtownie z powrotem, wypatrzony w roziskrzone wysiłkiem oczy Laimy. Spuściła skromnie wzrok, wtuliwszy twarz w pierś mężczyzny. Muzyka zwolniła, światła zaczęły przygasać, tworząc intymny nastrój. Gred docisnął biodra do miednicy księżniczki. Zaplotła dłonie wokół jego karku desperacko, jakby dręczona niejasną obawą. Dotknął ciepłymi wargami płatka jej ucha. - Tak jest dobrze… Bardzo dobrze…

- Mogę prosić, milady? - zapytał
sir Arthur, podchodząc nieoczekiwanie. Oderwała się od nauczyciela, zżerana nieuzasadnionym poczuciem winy.  

- Oczywiście, lordzie. - odparła cicho. Nieśmiało podała mu rękę. Chwycił ją mocno, niemal brutalnie. Jego ruchy taneczne były oszczędne, ostre, szarpane.  

- Co ty robisz? Zachowujesz się jak kurwa spod latarni! - warknął pełen ledwo skrywanej furii.  

- Nie mów tak do mnie!  

- Mogę mówić jak zechcę.  

- Każę cię wychłostać.  

- Śmiało!  

- Sir Gred próbuje mnie czegoś nauczyć… - usiłowała wyjaśnić spanikowana dziewczyna. Słowa doradcy choć gorzkie, miały ziarno prawdy. Wiedziała o tym, jednak nie umiała uznać swojego błędu.  

-Tak, rozkładania nóg przed każdym, kto poprosi. - zakpił bezczelnie. - Nie rozumiesz, że on sprawdza na ile może sobie wobec ciebie pozwolić?! Chcesz stracić z nim cnotę i zaprzepaścić perspektywę korzystnego mariażu?  

- Nie… Chciałam tylko…  

- Dość! On nie prawa cię tknąć, rozumiesz?  

Skinęła głową skruszona. Czuła się upokorzona i potraktowana niczym dziecko. Arthur był faworytem królowej, dzięki czemu sprawował rzeczywistą władzę w Istii. Zdawała sobie sprawę, że nikt go nie ukarze. Wystąpienie przeciw niemu oznaczało samobójstwo. Wiedziała to, ale nie mogła powstrzymać chęci ukarania go za nietakt, który sprawił dziewczynie ból. Spojrzała hardo na mężczyznę, po czym uderzyła go otwartą dłonią. Dotknął zaczerwienionego policzka kompletnie zaskoczony. Wokół zapadła cisza, przerwana trzaskiem odkładanego przez królową kielicha.  

- Popełniłaś duży błąd, księżniczko. - wyszeptał. - Bardzo duży.  

- Laimo, żądam, abyś przeprosiła lorda Arthura. - powiedziała Zalina, wstając.  

- Jeśli tylko on przeprosi mnie pierwszy. - odparła stanowczo. Podjęła walkę. Nie ugnie się pod naciskiem matki.  

- Laimo, ostrzegam cię!  

- W porządku, przeproszę księżniczkę, jeżeli powie mi, w jaki sposób jej uwłaczyłem. - wtrącił Arthur. Dziewczyna zrozumiała, że doradca ją przechytrzył.  Nie mogła powiedzieć, co się wydarzyło. Wstyd towarzyszący zajściu byłby zbyt dużym ciosem wymierzonym w wizerunek  przyszłej władczyni.  

- Ja… Prawdopodobnie źle zrozumiałam twoje słowa, sir. Uznajmy sprawę za niebyłą. - wymruczała. Arthur uśmiechnął się niemal niedostrzegalnie, unosząc triumfalnie kącik ust.  

- Oczywiście, milady. Chętnie puszczę w niepamięć policzek od ciebie. - oznajmił, wracając na podwyższenie obok królowej.  

- Cóż, nasz diament jest bardzo nieoszlifowany. Sir Gredzie czeka cię wiele pracy. - skomentowała Zalina jadowicie. Łykając wściekłość, Laima wyszła z sali. Poszła do miejsca, które zawsze napawało ją spokojem - do gabinetu sir Arthura. Już jako dziecko często przesiadywała pośród pisanych przez mężczyznę woluminów. Doradca bowiem w ramach odprężenia spisywał niesamowite opowieści, stanowiące wytwór jego bujnej wyobraźni. Uwielbiała je potajemnie czytywać, odczuwając grzeszną przyjemność niestosownych lektur. Arthur nigdy nie zamykał gabinetu, bo nie istniał nikt, kto ośmieliłby się tam zajrzeć bez jego wyraźnego przyzwolenia. Laima jednak nagminnie łamała ów niepisany zakaz. Chęć przeczytania kolejnych, wypełnionych akcją stron zawsze zwyciężała. Teraz też ostrożnie wysunęła się do obszernego pomieszczenia pełnego kunsztownie oprawionych woluminów. Lubiła ich widok, ich zapach, ich obecność… Usiadła przy drewnianym sekretarzyku, chłonąc wszechobecne milczenie. Przypomniała sobie o pewnym triku, który podpatrzyła w dzieciństwie. Wsunęła dłoń pod blat biurka, szukając niewielkiej, mosiężnej wajchy. Pociągnęła ją mocno, a wypełnione księgami regały rozsunęły się ukazując ukryty pokój. Oaza Arthura. Tu znikał, gdy nie chciał być odnaleziony. Laima weszła do środka, zamykając przejście za sobą. Dziewczynę ogarnęło poczucie całkowitego bezpieczeństwa. Zapaliła małą lampkę, aby oświetlić pozbawione okien pomieszczenie. Powitał ją widok wygodnego fotela oraz mnóstwa papierów. Stosy dokumentów zaległy niczym białe kolumny. Na fotelu leżał skórzany zeszyt z wetkniętym weń złoconym piórem. Nie potrafiła stłumić chęci zajrzenia do środka. Szybko zrozumiała, że znalazła niedokończone dzieło doradcy. Ta opowieść mocno odbiegała  od reszty jego twórczości. Strony przepełniała wściekłość, żal i pretensje. Bohater-narrator opisywał kobietę, która była przyczyną wszelkiej frustracji. Po chwili czytania okazało się, iż jest on Przewodnikiem, a ona Kreatorką, więc są na siebie skazani. Mężczyzna odczuwał względem swojej misji zimną furię. Szczególnie kilka zdań przyprawiło księżniczkę o dreszcze.  

“ Czasem jej nienawidził. Podskórnie pragnął, by umarła. Wbrew logice zostawiał ją jak psa, igrając z rzeczywistością. Dopiero potem nadchodził moment opamiętania, chwila heroizmu, przebłysk szlachetności… Za późno. Zawsze za późno. Nie potrafił być tym, którym powinien. Nikt go nie zapytał o zgodę. Nikt nie uprzedził. Jego życie niespodziewanie podporządkowano obcej idei, odbierając wszystko, w co kiedykolwiek wierzył. “

Przerwała lekturę, zadumana nad losem Przewodnika. Szalona wariacja doradcy na temat powszechnie znanej legendy, zadziwiła dziewczynę nietypowym ujęciem sprawy. Może to głupie, ale opowieść przybrała dla niej wymiar wręcz osobisty. Odłożyła zeszyt, zamierzając wrócić na salę balową. Nie chciała, żeby Arthur ją tu zastał. Już prawie otwarła przejście, gdy do gabinetu weszła Zalina, ciągnąc za sobą doradcę. Laima utknęła, z niepokojem śledząc rozwój sytuacji przez szklany wizjer.  

- Nie rozumiem, czemu zawsze jej pobłażasz!

- Daj spokój, dziewczyna ma charakterek i tyle. Powinnaś się cieszyć, że jest silna.  

- Ale dziś przesadziła! Nie powinna cię publicznie policzkować…

- To nic takiego.  

- Mój biedaku… - kobieta zaczęła okrężnymi ruchami masować ramiona doradcy.  

- Przestań. Jestem zmęczony. - mruknął Arthur, odpychając królową.  

- Śmiesz mi odmawiać? Mi?!

- Zalino…  

- Zerżnij mnie albo zapomnij o moim milczeniu! Wystarczy, że pstryknę palcami i stracisz wszystko! - zagroziła władczyni. Arthur westchnął ciężko, objąwszy kobietę w talii. Posadził ją na blacie sekretarzyka, pociągając suknię Zaliny nad uda. Królowa niecierpliwie rozpinała ubranie kochanka, rozsuwając nogi szerzej. Laima nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie mogła się wymknąć niepostrzeżenie, zatem była skazana na bycie świadkiem… Czego właściwie? Miłości? Gwałtu? Jakiegoś dziwacznego układu? Jak wielka musiała wina Arthura, że obawiał się gróźb jej matki? Ostatecznie ulegał kobiecie wyłącznie wskutek szantażu.

- Nie dam rady, przepraszam… Nie mogę… - tłumaczył nerwowo mężczyzna, próbując wyśliznąć się wszędobylskim rękom Zaliny.  

- Pomogę ci… - stwierdziła królowa, chwytając fallus niechętnego partnera. Laima prędko zasłoniła wizjer. Na twarz wypełzły jej gorące wypieki. Czytała o tym w podkradzionych Arthurowi księgach, ale zobaczenie tego na własne oczy było zupełnie nowym doświadczeniem.  

- Zalino, błagam… Odpuśćmy sobie dzisiaj…  

- Zaczynasz mnie nudzić jak mój, szczęśliwie zmarły, mąż! Sam najlepiej wiesz, co kazałam z nim zrobić. Nie sądź, iż jesteś wyjątkowy, Arthurze. Och, a może masz kogoś innego? Zawsze ci powtarzałam, że nie będę od ciebie wymagać wierności dopóki potrafisz spełnić moje potrzeby.

W Laimie wezbrała nienawiść. Matka była ohydna. Zmuszać mężczyznę, takiego mężczyznę, by… Jeszcze ten jej ton sugerujący, jakby tacie przytrafiło się więcej niż strzała wroga. To było wstrętne!  

- Nikogo nie mam! Jestem zwyczajnie zmęczony! Kiedy ty się bawisz, ja usiłuję utrzymać twój burdel na chodzie! Piraci z Głębi grożą nam wojną, a Piaski odmawiają poparcia. Naprawdę, to nie najlepszy czas, aby się pieprzyć! - wybuchnął Arthur zirytowany.  

- Nie bądź prostakiem!  

- Przepraszam, po prostu…  

- W porządku. Nie mówiłeś… Jest aż tak poważnie?  

- Niestety.  

- Zdołasz rozwiązać tę sytuację?  

- Tak. Chyba tak. Muszę jedynie pomyśleć.  

- A Laima? Przehandluj ją Piaskom jako rękojmię sojuszu. Gred udzieli jej przyspieszonych nauk. - zaproponowała Zalina, zapominając o chwilowym uniesieniu. Znów była wyniosłą monarchinią, planującą zniszczenie wrogów swojego królestwa.  

- Nie. Nie, moja droga. Chowam Laimę na lepsze okazje. Nie oddam córki Rolanda ludziom pustyni. Umrze tam, zmarnieje…  

- Masz rację. Jesteś dla niej lepszym ojcem niż Roland kiedykolwiek, wiesz? Dobrze mieć cię po swojej stronie, Arthurze. - podsumowała królowa z pewnym rozmarzeniem.  

- Martwi mnie Gred. Pozwala sobie na zbyt wiele, a ona nie umie odmawiać. - oświadczył doradca, gładząc policzek władczyni.  
  
- Nie przesadzajmy. Ja dość szybko przeszłam od teorii do praktyki z moim nauczycielem i jakoś nikt mi tego nie wrzucał. - wyznała Zalina obojętnie.  

- Nie życzę sobie, aby on ją dostał. Nie jest godny…  

- Porozmawiaj z nim więc.  

- Tak zrobię. - odparł Arthur tonem, nie wróżącym nauczycielowi niczego dobrego.  

- Wracam na salę. Idziesz? - rzuciła królowa, poprawiając suknię.  

- Za chwilę.

- Jak chcesz.  

Doradca opadł na krzesło. Palcami rozmasował skronie, wyraźnie wszystkim zmęczony. Wyglądał jakby się modlił. Sięgnął do szuflady sekretarzyka, skąd wyjął fajkę. Zapalił ją, wciągając mieszankę aromatycznych ziół. Posiedział przez moment w bezruchu, po czym schował używkę, wygaszając ją wcześniej.  

- Możesz wyjść, Laimo. - powiedział, otwierając ukryte pomieszczenie za pomocą wajchy. Dziewczyna zamarła, nie wiedząc, czego powinna się spodziewać.

Milady

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 2426 słów i 14556 znaków. Tagi: #noc #kobieta #królowa #bal

4 komentarze

 
  • nefer

    Bardzo dobra część pod względem fabularnym (tutaj podzielam w pełni opinię Czarnej Kaczuszki - zręczne wyjaśnienie pewnych uprzednich niespójności) oraz emocjonalnym. Poszczególne osoby tego dramatu ujawniają i rozgrywają swoje uczucia. Spadło nieco zawrotne uprzednio tempo akcji, ale to w niczym nie przeszkadza, pzowalając smakować emocje zarysowanej sytuacji. Do tego wskazane przez Almacha elementy szerszej perspektywy. Trochę słabiej wypada strona językowa, tu i tam dałoby się tekst wygładzić. Ale to da się zrobić. Pozdrawiam.  :)

  • Milady

    @nefer Dziękuję. Tempo spadło tak jak zapowiedziałam, przynajmniej na jakiś czas. Jeśli chodzi o stronę językową to ty najlepiej wiesz, jak to poprawić   ;)

  • CzarnaKaczuszka

    A więc postawiona w roli księżniczki Laima nie ma żadnej realnej władzy. Jednak podoba mi się strona, w którą zmierza to opowiadanie. Wychowywana na księżniczkę Laima ma trochę więcej charakteru (mam nadzieję, że nie pójdzie w znienawidzoną przeze mnie stronę wrzeszczącej i tupiącej panienki bez godności), nie w smak jej więc będzie ulegać Aktorowi, ale wydaje się w nim równie szaleńczo zakochana. Ich relacja powinna więc być wariacją na ten sam temat i obserwowanie jej zdecydowanie będzie ciekawe. Jedną zgrabną sceną wyjaśniłaś wiele z moich wcześniejszych wątpliwości - brawo! Wprawdzie mam wrażenie, że ta scena nie pochodzi z Twojego pierwotnego zamysłu, a jest reakcją na niespójności, które zostały zauważone już po opublikowaniu części opowiadania, jak kawałek materiału dosztukowany, kiedy okazało się, że pierwotny wykrój sukienki został przygotowany ze złej miary i sukienka nijak nie chce pomieścić przyszłej właścicielki, swego rodzaju łatka. Ale jak zgrabnie wkomponowana w całość! Gdybym nie śledziła opowiadania i komentarzy z dużą uwagą, pewnie nie zauważyłabym tego w ogóle. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, zapowiada się bardzo interesująca scena.

  • Milady

    @CzarnaKaczuszka W rzeczy samej usiłowałam 'załatać' pewne dziury. Niestety, skoro było owe dziury widać to teraz i łata się nie ukryje😉 Ale dziękuję, że uznałaś ten dosztukowany kawałek za zgrabny. Jak już pisałam wcześniej schemat 'pan-niewolonica' nie ulegnie zbyt dużej zmianie, mimo pozornie odwróconych ról.

  • Almach99

    W kazdym nowym bycie, w nowej rzeczywistosci powtarza sie Ten schemat. Ojciec Laimy nie zyje. Zalina, jej matka zawsze probuje dziewczyne przehandlowac, a w pewnym momencie widzi w niej rywalke. Cos czuje, ze w calej Tej historii jest ukryta tajemnica bedaca niejako kluczem, katalizatorem do przerwania zakletego kregu zdarzen.

  • Milady

    @Almach99 Słuszne spostrzeżenie. Każda kolejna odsłona po 'resecie' bazuje na pewnych nieprzełamywalnych schematach. Zmienia się wprawdzie sceneria, ale wciąż mamy do czynienia z tymi samymi osobami  będącymi w podobnych relacjach. Naturalnie, coś kiedyś będzie musiało przerwać owo błędne koło  ;)

  • AnonimS

    Bardzo plastycznie opisana rozgrywka między matką i córką. Coraz częściej się to zdarza w życiu realnym. W moim odczuciu córka wchodząca w dorosły świat, powinna mieć w rodzicach wsparcie. Pozdrawiam

  • Milady

    @AnonimS Dziękuję za odwiedziny😊 Nie każda córka ma niestety dobrą mamusię.