Głód cz. 29

Głód cz. 29-Po prostu podpisz - Dede podsunęła jej akt abdykacji. Laima stała nad nim z piórem gotowym do użycia. Miała ogromną ochotę wbić je w oko rebeliantki, lecz medyk doradzał księżniczce daleko posuniętą rozwagę, zaś przede wszystkim musieli zyskać na czasie, nawet kosztem tymczasowej utraty tronu. Dlatego też Laima podpisała dokument zamaszystym gestem. - Mądra decyzja - pochwaliła rudowłosa z wyraźną ulgą. Widocznie była zadowolona, iż jej dawna przyjaciółka nie robi zbędnych scen.  

-Co ze mną zrobisz?  

-Nic. Będę cię kochać, jeśli mi pozwolisz - dłoń Dede przeczesała włosy księżniczki w delikatnej pieszczocie.  

-A jeśli nie pozwolę? - rzuciła Laima, odsuwając się od buntowniczki, na co ta zareagowała ponurym zmarszczeniem brwi - Pobijesz mnie znowu?  

-Prędzej czy później pozwolisz - oświadczyła lakonicznie uzurpatorka, kierując kroki do wyjścia.  

-Dokąd idziesz?

-Powiedziałabym ci, gdybyś przejawiała lepsze maniery. Nie martw się jednak. Nie zdążysz za mną zatęsknić. Zresztą Robert dotrzyma ci towarzystwa. Musi zmienić opatrunek, gdyż nie chcę, aby wdało się zakażenie.  

-Nie udawaj, że o mnie dbasz! - po tych, pełnych złości słowach, Dede podeszła szybko do Laimy i ją spoliczkowała.  

-Nie masz żadnych podstaw, by wątpić w moją miłość.  

-Istotnie… - mruknęła brunetka pod nosem, kiedy rebeliantka wyszła, z hukiem zatrzaskując drzwi. Po chwili w komnacie pojawił się medyk. Laima poczuła radość na jego widok. Mężczyzna był ostatnio jej jedynym sojusznikiem. Reszta służby oddała serce rebelii bądź obawiała się okazać wsparcie prawowitej władczyni. Tylko Robert miał dość odwagi i zarazem sprytu, by prowadzić podwójne życie. Zbliżyli się do siebie niczym para dobrych przyjaciół.  

-Milady…

-Nie mów tak, jeszcze ktoś podsłucha.

-Nie mam nic do ukrycia, pani. Jestem wyłącznie skromnym doktorem, który próbuje wykonywać swój zawód. Obróć się, proszę… władcy przychodzą, odchodzą, a choroby pozostają, czyż nie? - monologował, odwijając bandaż z poranionych pleców dziewczyny.  

-Arthur długo zwleka… Sądzisz,  że mógłby nas… Porzucić? - wypowiedziała myśl, dręczącą ją od paru dni, pełna wahania. Odsuwała owo podejrzenie od siebie możliwie najdłużej, lecz dziś w końcu stawiła mu czoła. Lekarz milczał uparcie, nie dając jej natychmiastowego zaprzecznia, którego podświadomie oczekiwała - Więc uważasz, że nie wróci, prawda?  

-Nie wiem, milady. Może coś go zatrzymało. On… On bardzo długo budował swoją pozycję u boku twoim i twojej matki. Miał również wiele planów, co do ciebie… Nie oddałby tego wszystkiego bez walki. Za długo planował, działał, by to osiągnąć… Z drugiej strony, Arthur często rezygnuje ze spraw, które określa mianem przegranych - analizował głośno Robert.  

-Mówisz jakbyś go dobrze znał.  

-Byłem mu kiedyś bliski. Bliższy niż ktokolwiek.  

-Och… - Laima poczuła jak zaczyna się rumienić. Słyszała o związkach pomiędzy mężczyznami, ale doradca…  

-Nie w tym sensie - przerwał jej rozważania medyk -  Arthur jest moim bratem.  

-Bratem? - wydusiła kompletnie zaskoczona. Robert faworyzowanym bratem doradcy? Dobry duch dworu i samolubny, rozpieszczony chłopak z opowiadań Arthura to ta sama osoba? Nie mieściło się jej to w głowie.  

-Nie chwali się mną zbytnio, hm? Nie ma czym. Mieliśmy trudną przeszłość.  

- Opowiadał co nieco.  

- Straciłem w twoich oczach, prawda? Jestem złym dzieciakiem, który pozwalał, aby bito jego młodszego brata.  

- Wcale nie, ja… - uczyniła nieskładny gest ręką.

- Nie zamierzam się usprawiedliwiać. Byłem dzieckiem, a ona moją mamą. Każde dziecko potrzebuje akceptacji rodzica. Nie chciałem jej zawieść.  

- Zawiodłeś własnego brata. On także był dzieckiem!

- Był potworem! - Robert ukrył twarz w dłoniach. Jego głos pobrzmiewał niewyobrażalnym bólem - Arthur był potworem… Mama próbowała go wyleczyć… Pilnowała, aby nigdy nie dowiedział się, do czego jest zdolny, ale…  

- Mówisz o mocy?  

- Przyszedł na świat ze skazą… Bardziej podobny do bestii niż człowieka. Pamiętam doskonale tamtą noc, choć ledwie przewyższałem wówczas stół. Leśna baba czuwała nad mamą i rzucała swoje uroki. Nie chciała, by dziecko urodziło się przed świtem, ponieważ wzeszedł krwawy księżyc - zwiastun wszelkiej niegodziwości. Wysiłki wiedźmy nie odniosły zamierzonego skutku. Z łona mamy wylazła pomarszczona, sina poczwara, wydając dziki wrzask. W odpowiedzi wiatr przywiał głośne wycie wilków, ryk niedźwiedzi, miauczenie panter i odgłosy innych drapieżników. To coś złapało zielarkę długimi szponami, zmieniwszy ją w kupkę popiołu. Dopiero wówczas przybrało ludzką formę, a księżyc srebrną barwę. - historia Roberta przypominała mroczną legendę, jednak Laima była skłonna w nią uwierzyć. Widziała przecież przemianę Arthura, sprzątała prochy kobiety, stała na statku pełnym trupów… Doradca niewątpliwie potrafił dokonać przerażających rzeczy, lecz nigdy nie uważała go za potwora. Wręcz przeciwnie, mężczyzna opowiadał o doznanych krzywdach, niezrozumieniu, tłumaczył każdy swój niemoralny postępek wyższą koniecznością, przez co traktowała go jak niezłomnego bohatera, ofiarę, która uczyniła słabości swoją siłą. Tymczasem medyk prezentował zupełnie odmienny portret jej opiekuna. Dlaczego to robił? Pragnął się wybielić, uwolnić od poczucia winy? A może mówił prawdę i Arthur, którego kochała, stanowił jedynie fikcyjną postać rodem z teatru? - On nie jest tak niewinny jak zapewne ci wmawiał. Nikt nie jest niewinny.  

- Skąd ma blizny na plecach? - zapytała ostrożnie, sondując skomplikowaną  sytuację.

- Nie wiem... Mama go biła, ale nie w taki sposób. Pewnie ktoś go poharatał. Ktoś, kogo miejmy nadzieję nigdy nie spotkać, skoro potrafił tak urządzić mojego brata - przekonanie z jakim odpowiedział nie pozostawiła żadnych wątpliwości. Arthur ją oszukał. Pytanie, czy tylko w tym drobnym aspekcie? - Przykro mi, księżniczko. Biorąc pod uwagę twoje uczucie…  

Nie słuchała dalej. Cały jej świat się rozpadł, a ona wraz z nim. Niespodziewanie  przywarła do ust lekarza, gorączkowo potrzebując bliskości drugiego człowieka. Robert przyciągnął ją bliżej, wsuwając język między miękkie, obiecująco rozchylone dziewczęce wargi, w namiętnym pocałunku. Nagle oderwała się od niego spanikowana. Mężczyzna spojrzał na nią zamglonym wzrokiem.  

- Ktoś może wejść…

- Raczej nie. Strażnicy przed drzwiami działają odstraszająco - wymruczał, układając ciało dziewczyny pod sobą. Zanim zdołała ponownie zaprotestować, wyszeptał - Mam dla ciebie niespodziankę. Zamknij oczy.  

-Dlaczego…

-Ciii, po prostu to zrób, dobrze? - poprosił cicho. Ufała mu. Albo przynajmniej chciała ufać. Zamknęła oczy posłusznie. Poczuła delikatny powiew na skórze, przypominający muśnięcie skrzydeł motyla. - Już.  

Niemal krzyknęła, gdy ujrzała twarz doradcy. Idealnie odwzorowaną do najmniejszych szczegółów.

-Jak…?  

-Moc bywa przydatna w zawodzie lekarza. Niestety mój dar jest raczej bezużyteczny. Zbyt słaby, by wzbudzić jakikolwiek strach. Przywdzianie czyjeś postaci zajmuje mi kilka miesięcy, czasem lat. Dopiero, kiedy nauczę się kogoś, mogę chodzić w jego skórze, gdy zechcę. Moja pamięć obejmuje maksymalnie dwie osoby. Arthur jest jedną z nich. Był pierwszym, którego twarz poznałem. Pomyślałem, że mimo wszystko będziesz chciała go zobaczyć.  

-Niesamowite… Wydajesz się być nim… Dziękuję. - wymamrotała  oczarowana iluzją. Robert ujął jej piersi i zaczął wędrować po ciele dziewczyny, zostawiając ślad mokrych pocałunków na szyi, brzuchu, między nogami. Widocznie, doskonale znał sekrety rozkoszy, gdyż Laima z wolna zaczęła odpływać poza realny wymiar.  

-Jeszcze nie - przerwał gwałtownie, sprowadzając księżniczkę do rzeczywistości. Zdjął spodnie, prezentując wyprężony sztywno narząd. Zaczęła obawiać się, czy coś tak dużego wejdzie w jej ciasne wnętrze. Jakby odgadując wątpliwości dziewczyny, powiedział - Nie bój się, będzie dobrze, obiecuję - Z takim zapewnieniem przyłożył członka do zalanej wilgocią dziurki. Przytrzymała go przez moment za ramiona, niemal pragnąc powstrzymać.  

-Będziesz delikatny, prawda?  - poprosiła zamiast tego nieśmiało. Nie umiała odmówić Arthurowi. Skinął głową, całując dziewczynę w lekko zadarty nosek.  

-Oczywiście - obiecał, nim wykonał pierwszy dość stanowczy ruch. Jęknęła, drżąc pod naporem fallusa, jednak wcześniejsze pieszczoty znakomicie przygotowały Laimę na przyjęcie mężczyzny. Wśliznął się w nią z zaskakującą łatwością. Spokojnym tempem przyzwyczajał brunetkę do swojej obecności, w międzyczasie cierpliwie masując jej sutki. Jego gorliwe zabiegi, zaczęły owocować rosnącym podnieceniem księżniczki. Krew  szybciej krążyła w żyłach, oddech przyspieszył, nastolatka osiągała stan euforii. Robert także musiał być blisko spełnienia, bo brał dziewczynę chaotycznie wbrew złożonej obietnicy. - Teraz, Laimo, teraz!  

Przeszedł ją dreszcz, zdecydowanie głębszy od poprzednich. Bezwiednie zacisnęła uda na biodrach lekarza, który trysnął nasieniem, wypełniając ją esencją siebie po brzegi. Wszystko wokół zatraciło ostrość. Zapadła w rozkosz intensywną niczym bezgwiezdna noc.  

-Świetnie, milady. Doskonale się spisałaś. Dzięki swojej słodkiej naiwności właśnie oddałaś mi tron. Nawet nie wiesz, jak długo czekałem na tę chwilę. Tyle lat marzeń, planów, poświęceń… Ale jak to mówią, sukces jest wart każdej ceny - stwierdził, całkowicie zmieniwszy ton. Przybrał znów prawdziwą postać. Chciała zażądać wyjaśnień, lecz z jej ust wyszedł wyłącznie chrapliwy bełkot - Pytasz, co się tutaj dzieje? Cóż, mogę wyjaśnić sytuację. Tyle jestem ci winien. Widzisz, nie powiedziałem całej prawdy o mojej mocy. Nie jest ona aż tak słaba jak przedstawiłem. Od dzieciństwa szukałem sposobu, by ją wzmocnić i kilka miesięcy temu odkryłem coś interesującego. Zrozumiałem, że mogę skrócić proces przejmowania ciała, jeżeli nosi ono cząstkę mnie… Uproszczając, moje nasienie w tobie pozwala mi na przemianę w ciągu kilku godzin. Kiedy ona nastąpi odzyskasz mowę oraz zdolność poruszania się.  

-Mmmmm…

-Tak, twoją twarz planuję przyswoić. - potwierdził, ubierając dziewczynę niby lalkę - Dlaczego? Bo Zalina nie żyje, więc jej postać nie jest mi dłużej potrzebna. Twoja natomiast otwiera nowe możliwości. Jako ty, mogę owinąć sobie Dede wokół palca i rządzić zza jej pleców. Mogę też ją usunąć, by władać niezależnie. Od dawna szukałem idealnej okazji, by płynnie przejąć tron i oto jest. Moment stworzony dla mnie, w nagrodę za wszystkie lata znoszenia popisów Arthura…  Wreszcie zdołam wyjść z jego cienia… Co więcej, twoja śliczna postać pozwoli go zniszczyć. Tak, skarbie. Znam jego spojrzenie, gdy mu na czymś zależy. Widziałem je, kiedy schodziłaś po schodach w tej czerwonej sukni… Och, a potem niemal odchodził od zmysłów, gdy pojmała cię Narcisse. Przeklinał Greda, ją i siebie… Nie wiedziałaś? Cóż, widocznie oczy lekarza dostrzegają więcej niż księżniczki. - Chodźmy, skoro wszystko ci wyjaśniłem - wziął jej bezwładne ciało w ramiona i opuścił komnatę - Muszę ją zabrać do mojego laboratorium, podejrzewam poważne zatrucie. Będę was potrzebował… Dacie radę czuwać przed drzwiami i nikogo nie wpuszczać? Znajdę antidotum, ale to wymaga najwyższego skupienia - gwardziści skinęli twierdząco - Świetnie! Ty, pomóż mi ją nieść… Szybko!  

Dziewczynę zaniesiono do laboratorium medyka, po czym strażnicy zniknęli. Nie mogła zrobić nic, aby ich zatrzymać. Ostatnia szansa na ratunek przepadła. Robert tymczasem zaczął mieszać nieznane jej składniki, po czym wtarł mieszaninę we włosy księżniczki. Zdjął z niej suknię, zmieniając królewskie odzienie Laimy na prosty, czarny kawałek materiału bardziej stosowny dla służącej niż damy wysokiego rodu. Spłukał maź z włosów nastolatki i uśmiechnął się zadowolony.  

-Nie potrzebujesz mocy, by być zupełnie inną osobą. Jak ci się podoba? - zapytał, stawiając przed nią zwierciadło. Ledwo zdołała rozpoznać swoje odbicie. Biednie odziana blondynka w niczym nie przypominała ciemnowłosej następczyni tronu. - Jesteś przeurocza. No, czas na nas… - Wymknęli się tylnym wyjściem, unikając konfrontacji ze strażnikami. Z zamkowego podwórza przeszli do wozowni. Robert wsadził dziewczynę do wnętrza eleganckiej dorożki, która była oddana wyłącznej dyspozycji doktora. Mężczyzna prędko zaprzągł dwójkę silnych koni i ruszyli w jemu tylko znanym kierunku. Nikt nawet nie próbował sprawdzić, dokąd wybiera się królewski medyk. Gwardziści pilnujący bramy jedynie uprzejmie pozdrowili Roberta. Początkowo koła turkotały równomiernie po  dziedzińcu, później jednak zamilkły. Najwyraźniej zjechali w boczną, nie wyłożoną kamieniami drogę. Powóz podskakiwał na wybojach, rzucając uwięzioną w  jego wnętrzu dziewczyną niczym szmacianą zabawką. Nieoczekiwanie stanęli pośrodku leśnej polany. Przynajmniej tak wnioskowała po strzępach zieleni widocznych przez niewielkie okienko. - Wysiadamy, kochana - Robert brutalnie wyszarpnął księżniczkę z dorożki. Upadła na mokrą od deszczu glebę, brudząc ubogi materiał sukienki. Chwycił ją za włosy i pociągnął za sobą. Setki leśnych igieł wbiły się boleśnie w jej wymęczone ciało. Poczuła nieprzyjemne pieczenie zdzieranej skóry, połączone ze wściekłym pożarem wcześniejszych ran - Już niedaleko. Wybacz, że tak cię ciągnę, ale nie mam ochoty cię wiecznie nosić. Wcale nie jesteś lekka, wiesz? Ponadto trochę brudu dobrze ukryje twoją tożsamość - uparcie wlókł nastolatkę poprzez gąszcz poszycia. Nie wiedziała gdzie są, dopóki nie wyrosło przed nimi jedno z nielicznych obozowisk skupiających czarny rynek Istii. Arthur tolerował takie miejsca przez wzgląd na niebotyczne zyski, które przynosiły. Ta konkretnie lokacja była położona w pobliżu zamku, zatem prawdopodobnie znajdowali się w słynnym Orlim Gnieździe - największym i najbardziej dochodowym nielegalnym targowisku.

-Czego chcesz? - warknął mało przyjemnie łysy zbir, podchodząc do nich.  

-Grzeczniej proszę. Jestem tu w interesach. Powiedz Orłowi, że przyszedł Mistrz z towarem - powiedział chłodno Robert. Czekali pośród kilkunastu dużych magazynów wykonanych z litej skały, otoczonych wysoką palisadą.  

-Orzeł cię przyjmie, Mistrzu.  

Robert w milczeniu wziął Laimę na ręce, ruszając za strażnikiem, który zaprowadził przybyłych do dobrze oświetlonego, surowego wnętrza, pełnego drewnianych skrzyń. Zastali tam niskiego mężczyznę o cwaniackim spojrzeniu.  

-Mistrzu, miło cię widzieć… - nieznajomy przeniósł wzrok na odurzoną dziewczynę - Czyżbym zawdzięczał twoją wizytę temu uroczemu stworzeniu?  

-W istocie. Sprzedaję.  

-Aha! - wykrzyknął Orzeł podekscytowany. Błyskawicznie obmacał ciało księżniczki wprawnymi dłońmi handlarza. Zacmokał z dezaprobatą, dostrzegając rany pleców oraz otarcia od leśnej eskapady. Na koniec włożył jeszcze palce do pochwy dziewczyny, testując jej ciasność. Mamrotał coś przy tym  niewyraźnie, unosząc brwi - Po odliczeniu tych ran, dam ci za nią czterysta.  

-Czterysta?! Chyba masz mnie za głupca, Orle. Ranna czy nie, jest warta pięć razy tyle - zaoponował Robert.  

-Chcesz żebym wyłożył dwa tysiące?! Komu ją potem sprzedam? Doliczając leki, opiekę i wyżywienie, które muszę jej zapewnić… Mogę zaproponować najwyżej sześćset - negocjował Orzeł, gestykulując gwałtownie.  

-Tysiąc sześćset i maść dla niej.  

-Osiemset w takim razie.  

-Tysiąc dwieście. Bierzesz albo idę gdzie indziej.  

-Tysiąc! Inaczej zbankrutuję, miej litość panie… - począł dramatyzować handlarz, załamując ręce.  

-Tysiąc zatem. Znaj moje dobre serce - zaakceptował ofertę Mistrz - Za dwie, góra trzy godziny dojdzie do siebie.  

-Naturalnie. Oto twoje pieniądze, panie.  

Została w namiocie sama z handlarzem. Mężczyzna przyglądał się jej niczym smakowitej potrawie.  

-Ten dureń nie umie robić interesów. ‘Mistrz’ też mi coś! Sprzedam cię za pięć albo sześć tysięcy. Zależy czy będą blizny, czy nie. Skąd on cię wziął, hm? Zwykle przynosił pokojówki, prosytutki i cały ten kołtuniarski chłam, ty natomiast…  Tak, ty… Twoja gładka skóra, dłonie nienawykłe do pracy, usta regularnie pielęgnowane pomadą… Pochodzisz z wysokiego rodu, prawda? Dlaczego trafiłaś tutaj? Ktoś próbuje się ciebie pozbyć… Rodzina? Wrogowie rodziny? Cóż, najwyraźniej im się udało. Nikt nie odnajdzie takiej ślicznotki pośród dziwek i złodziei. Przykro mi. Bardzo mi przykro. Chociaż… Przy odrobinie dobrej woli mógłbym pokazać cię komuś zaufanemu na dworze. Przynajmniej wiedziałbym kim jesteś. Ewentualnie, oddałbym cię za odpowiednią opłatą… Zarobię wówczas bez wysiłku, bez zamartwiania się o blizny i tak dalej. Co ty na to, piękna?

Nie zdołała odpowiedzieć, czując gorące łzy, które spływały wolno po policzkach. Tylko one były zdolne się poruszać.

3 komentarze

 
  • nefer

    Jak zwykle gwałtowne zwroty akcji. Pojawia się nowa postać, a jak słusznie zauważył Anonim Laima znowu "ma przechlapane". Ona chyba rzeczywiście cierpi na syndrom sztokholmski. Niewolnica czy księżniczka, zawsze pod górkę. A już liczyłem, że w tym rozdaniu trochę odpocznie. Swoją drogą, ten Orzeł też mi kogoś przypomina. Bohaterowie wydają się być figurami z tej samej, znaczonej talii kart. Zostali tylko przetasowani przed kolejnym rozdaniem. Ciekawe, jaka siła rządzi tymi odslonami na wyzszym poziomie, jakie zasady nią kierują i czy bohaterowie zdołają przerwać ten zaklety krąg. Pozdrawiam i przypominam o NE. 😊

  • Milady

    @nefer Znaczna talia kart to dobra metafora. Walka z przeznaczeniem raczej nigdy nie jest możliwa do wygrania, ale przecież to fikcja  ;)

  • AnonimS

    I znowu została sprzedana. Ma przerąbane w kazdym świecie i w każdym wcieleniu. Z drugiej strony kara musi być. Za łatwo Robertowi dupy dała  :sex: pozdrawiam AnonimS

  • Milady

    @AnonimS Biednenu zawsze wiatr w oczy jak to mówią. Czy łatwo? Może i łatwo, ale co miała innego zrobić :)

  • AnonimS

    @Milady nie dać :P

  • Milady

    @AnonimS Łatwo ci mówić, bo nie jesteś spragnioną bliskości nastolatką  :lol2:

  • AnonimS

    @Milady ale byłem spragnionym kobiety nastolatkiem podobnie jak główny bohater Baszy.  I wyobraż sobie że nawet to pamiętam  :P . Pozdrawiam

  • Milady

    @AnonimS A propos, co z Baszą?  ;)

  • AnonimS

    @Milady leżakuje . Napisalem ale mi się tablet popsuł a telefon to dziadostwo zeby pisac. I czekam aż mi tanio naprawią bo jestem na rencie

  • Somebody

    Bardzo nietypowy twist... Za to świetny!  Zaskoczenie totalne! Historia kołem się toczy, jak widać  ;)

  • Milady

    @Somebody Dziękuję, o to chodziło  ;)