Niebieski tygrys – Rozdział 28| Mówiłem ci, że jeszcze się spotkamy

Niebieski tygrys – Rozdział 28| Mówiłem ci, że jeszcze się spotkamyWracałam do mieszkania, a wspomnienia napływały dalej. Jak koszmar, który wracał do mnie niczym wyrzut sumienia, choć nie żałowałam ani sekundy.

– To koniec, Amelia.
W końcu się zdobył na wypowiedzenie tych słów. Po ponad miesiącu oszukiwania mnie, kłamania, ignorowania.
Myślał, że nie zauważyłam, że spotykał się z inną?
Raczył przyjść po czterech tygodniach i w końcu to z siebie wykrztusić.
Czego oczekiwał? Pochwały?
– Nie – odpowiedziałam po prostu.
Caleb zmarszczył brwi i poruszył się niespokojnie.
– Nie pytałem cię o zgodę – zauważył, ale głos mu drżał. – Chcę z tobą zerwać.  
– Ale ja tego nie chcę.
Chyba się zdenerwował.
– To tak nie działa! Gdy jedna osoba chce się rozstać, rozstaje się. Doceń, że miałem dla ciebie resztkę szacunku i przyszedłem ci to powiedzieć, zamiast po prostu…
– Resztkę szacunku? – wycedziłam, wstając gwałtownie. – Nazywasz to szacunkiem? Od miesiąca pieprzysz się z inną – rzuciłam, a Caleb lekko wytrzeszczył oczy. – Tak, wiem o niej. Myślałeś, że jestem ślepa? Naprawdę byłeś tak naiwny, że sądziłeś, że przyjdziesz do mnie po takim czasie i się ze mną rozstaniesz? – Pokręciłam gwałtownie głową. – Nie. Nie zgadzam się na to. Zdradziłeś mnie, upokorzyłeś. Nie zostawisz mnie teraz.
– Amelia, wiem, nawaliłem. Przepraszam. – Przygryzł lekko wargę, wpatrując się we mnie błagalnie. – Ale… ona mnie uszczęśliwia. Naprawdę. Było fajnie między nami, więc chyba chcesz, żebym był szczęśliwy, nawet, jeśli nie z tobą? – dodał.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Serce krwawiło mi z bólu, a wściekłość rozprzestrzeniała się szybko po całym moim ciele.
– Uważasz, że jesteś bezkarny. Że tak po prostu odejdziesz, po tym, jak mnie zdradzałeś? – zapytałam zimno. – Mylisz się.
– Już ci powiedziałem, nie potrzebuję twojej zgody! – rzucił ostro, po czym wziął do ręki torbę ze swoimi rzeczami. – A tak w ogóle, to czego się spodziewałaś, co? Byłaś gotowa przespać się z tym policjantem, mimo że byłaś ze mną! Nie wiem, jak mogłaś uważać to za nic ważnego. Pozwól, że ci coś powiem, kochanie… – Zaakcentował ironicznie ostatnie słowo. – To nie jest normalne. Powinienem już dawno cię zostawić, w momencie, kiedy wycięłaś mi ten numer. Jesteś nienormalna. – Potrząsnął głową z niedowierzaniem. – Sam się dziwię, że tyle z tobą wytrzymałem. – Ruszył gwałtownie do wyjścia.
– Stój! – warknęłam, zaciskając pięści.
Zatrzymał się z westchnieniem. Odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco.
– Co?
Jego słowa raniły mnie tak silnie, jakby wziął do ręki nóż i zaczął mnie nim dźgać. Będąc ze mną, spotykał się z inną, a jeszcze śmiał wmawiać mi, że to ja byłam nienormalna? Zrobiłabym dla niego wszystko. Kochałam go. Przyznałam to na głos. Nigdy nawet nie powiedziałam tego własnej matce.
Nie mógł ode mnie odejść. Nie teraz. Nie po tym.
– Jeśli ode mnie odejdziesz, pokażę zdjęcia policji – powiedziałam lodowatym tonem.  
Caleb lekko pobladł.
– Jakie zdjęcia?
– Dobrze wiesz, jakie. – Patrzyłam mu prosto w oczy. – Mam ich mnóstwo. Wyszły całkiem niezłe. Chcesz zobaczyć?  
Mówiłam oczywiście o zdjęciach, które robiliśmy sobie – które Caleb robił mi – podczas seksu. Mimo że nasz pierwszy raz był nieco nerwowy, Caleb dość szybko się rozkręcił. Lubiliśmy eksperymenty, różnego rodzaju zabawy. Z początku musiałam go namawiać, ale później sam już wiedział, co ma robić i jak. Zdjęcia uwieczniały wszystko – każde bicie, każde duszenie, każde uwiązanie.  Na początku miały być tylko pamiątką – teraz stały się przedmiotem szantażu. Idealnie się złożyło.
– Żartujesz sobie? Przecież to był twój pomysł! – odezwał się zduszonym głosem. – Ty tego chciałaś! To wszystko były twoje zachcianki. Teraz chcesz to wykorzystać przeciwko mnie? Nikt ci nie uwierzy – dodał, ale w jego głos zaczęło wkradać się przerażenie.
– Na pewno? – Parsknęłam śmiechem. – Chyba nie pamiętasz, z jakiej perspektywy były robione te zdjęcia. Można zrobić z nich cały album. Wszystkie moje siniaki i to, jak byłam przez ciebie przywiązywana… Myślisz, że ktokolwiek uwierzy, że to było na moje życzenie?
Caleb cofnął się o krok, wpadając na drzwi. Wpatrywał się we mnie z przerażeniem.
– Jesteś nienormalna – wydukał. – Nie możesz pokazać tego policji.
– Mogę i zrobię to – syknęłam, podchodząc do niego szybko. – Jeśli odejdziesz, możesz być pewien, że wszystkie zdjęcia szybko trafią w odpowiednie miejsce. Lepiej przemyśl, czy odejście ode mnie jest tego warte.


Noc była strasznie zimna. Z każdą minutą bałam się coraz bardziej, co zastanę w moim mieszkaniu. Z drugiej jednak strony, napędzała mnie wściekłość. Chciałam zakończyć już tę farsę, powrócić do normalnego życia.
Bo zamierzałam żyć. Jeśli ktoś ma skończyć martwy, na pewno nie będę to ja.

Patrzenie, jak Caleb gaśnie z tygodnia na tydzień było przezabawne. Odsunięcie go od jego rzekomej miłości było najlepszą rzeczą, jaką zrobiłam. Idealną karą za to, co mi zrobił. Cały czas pamiętał, jaka była cena za jego odejście, więc nie spotykał się ze swoją blondynką, nie rozmawiał z nią. Z tej tęsknoty usychał niczym roślina pozbawiona wody.
Dokładnie tak, jak ja, gdy odkryłam, że mnie zdradzał.
– Nie wyglądasz najlepiej – powiedziałam z rozbawieniem, gdy wyszliśmy któregoś razu na kawę. – Czyżby tęsknota była zbyt silna?
Obrzucił mnie morderczym spojrzeniem.
– Ile jeszcze będziesz mnie szantażować? – warknął, pochylając się w moją stronę. Pod oczami miał fioletowe cienie. – Nie znudziło ci się jeszcze?
– Absolutnie nie – syknęłam, odstawiając filiżankę. – Masz poczuć to, co czułam ja. Każdego dnia, odkąd cię z nią zobaczyłam.  
– Zraniłem cię. Rozumiem to. – Próbował mnie ugłaskać. – Ale, na litość boską… rujnujesz mi życie! – Uderzył pięścią o stolik, aż zadźwięczała zastawa stołowa, a połowa kawiarni spojrzała na nas ze strachem. – Uważasz, że mnie kochasz? Skoro tak, jak możesz mnie tak traktować?
– Powiedziałeś, że też mnie kochasz. – Zmrużyłam oczy. – Skoro tak, jak mogłeś mnie tak potraktować? – Chwyciłam torebkę i wybiegłam przed lokal.
Caleb wypadł zaraz za mną.
– Dość tego. Minęło już za dużo czasu. – Złapał mnie za rękę i mocno przytrzymał. Zbliżył swoją twarz do mojej. Z podkrążonymi oczami i bladą cerą wyglądał nagle groźnie. Szare oczy straciły swój blask. – Skasuj wszystkie kopie tych zdjęć. – Nagle jego ton złagodniał. – Pozwól mi żyć. Amelia, błagam cię…
– Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślałeś – syknęłam. – Gdy wsadzałeś jej język do ust. I pewnie co innego też.
Wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam odchodzić, gdy nagle usłyszałam krzyk:
– Zabijasz mnie! – Głos miał jednocześnie łamiący się, ale i groźny. – Nie mogę tak dłużej żyć. Dusisz mnie! Dosłownie! I nawet tego nie widzisz. Co jeszcze muszę zrobić, żebyś w końcu pozwoliła mi odejść?
Zatrzymałam się i powoli odwróciłam w jego stronę.  
Zimny wiatr rozwiewał mu włosy, a on sam wyglądał, jakby nie miał już sił.
– Nic nie musisz robić – odparłam cicho. – Bo nie cofniesz czasu. Nie naprawisz tego, co zrobiłeś. Nie odejdziesz do niej. – Wyprostowałam się, smagana zimnymi podmuchami wiatru. – Nie odejdziesz ode mnie. Już nigdy.


Z duszą na ramieniu otworzyłam drzwi od mieszkania i przez chwilę stałam w ciemności. Nie wyczuwałam, by ktoś tu był, ale to jeszcze niczego nie oznaczało.
Pstryknęłam palcem przycisk światła, które po chwili zalało pokój. Spojrzałam z bólem na pustą klatkę Leah. Na krew, która barwiła podłogę obok.
Zabił ją tutaj. Bez żadnych skrupułów. Chciał, bym patrzyła na jej krew, zmywała ją z podłogi.
Żal szybko został zastąpiony przez wściekłość.  
Rzuciłam się do szuflad i zaczęłam je przeszukiwać. Nie wiedziałam nawet, czego szukałam. Jakiegoś dowodu na to, że byłam tu ofiarą? Bo jeśli ten ktoś znał moją przeszłość, mógł bardzo łatwo odmalować mnie jako winną. Skoro jednak niczego nie powiedział policji, może jednak nie miał dowodów. Chciał tylko, bym cierpiała. Kazał zostawić mi tego, na którym mi zależało – ale nie wiedział, czy chodziło o Dana, czy jednak Nathana. Dlatego zabił Leah. Bo ona była pewnikiem.
Wiedział, że mnie to zaboli.
Nagle moje ręce natknęły się na coś zimnego. Zamarłam, a po chwili wyciągnęłam z szuflady nóż, zawinięty pospiesznie w jakieś szmatki. Wszystkie były zabrudzone zaschniętą już krwią, tak samo jak ostrze, które zresztą pochodziło z mojej kuchni.
Nie musiałam być detektywem, by wiedzieć, że to właśnie tym nożem zabito Leah. I że nie było na nim żadnych odcisków – już on o to zadbał.  
Gdybym powiadomiła policję, na pewno znaleźliby ten nóż i uznali, że sama ją zadźgałam.
Oddech przyspieszył mi gwałtownie, nie byłam w stanie już go kontrolować. Byłam wściekła. Nie chodziło tu już o przeszkody na drodze do zdobycia Nathana czy o niedostępność Dana – ktoś zadarł z moim życiem. Moją wolnością. Czymś, co ceniłam sobie najbardziej.
Miałam dość.
Chwyciłam komórkę i kliknęłam na drugi nieznajomy numer, który przysyłał mi wiadomości. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam na połączenie, dysząc ciężko.
Ktoś nagle odebrał. Znowu słyszałam jego oddech. Znowu milczał.
– Nic nie powiesz, potworze?! – wrzasnęłam, łapiąc łapczywie oddech. – Zabiłeś najbliższą mi istotę, a teraz milczysz?! – Otarłam szybko łzy z policzków. – Nic mnie już nie obchodzi. Mam dosyć. Zabij mnie albo powiedz wszystkim, co wiesz. Nie dam się kontrolować jakiemuś pierdolonemu tchórzowi, który nawet nie ujawni, kim jest! – Umilkłam, dysząc, jakbym przebiegła maraton.
Nagle usłyszałam dźwięk sygnalizujący koniec rozmowy.
Prześladowca się rozłączył.
A więc dalej graliśmy w tę samą grę.
Po chwili jednak przyszedł sms – tylko że tym razem numer, który wysłał wiadomość, nie był nieznajomy.
Znałam go bardzo dobrze.
CALEB: Witaj, Amelio. Mówiłem ci, że jeszcze się spotkamy.
Mój przyspieszony oddech nagle się urwał.
Gapiłam się na komórkę, przerażona do granic możliwości.
Nie.
Nie.
Przecież… to było niemożliwe.

Siedziałam na wzgórzu, na którym byliśmy z Calebem na drugiej randce. Patrzyłam na zachodzące słońce i zastanawiałam się, co mam teraz zrobić.
Oskarżył mnie, że go zabijałam.
Dobrze o tym wiedziałam. Przecież taki był mój cel.
Ale czy chciałam go ciągnąć do końca życia?
Byłam zraniona. Cholernie. Ofiarowałam mu swoje serce, a on je zdeptał. Myślałam, że był wyjątkiem od reguły. Chciałam udowodnić mamie, że jednak się pomyliła – mogłam mieć i kontrolę, i szczęście.
Zawiodłam ją i siebie. Ślepo zawierzyłam w słowa Caleba, gdy mówił, że mnie kochał. Nie kontrolowałam go dostatecznie. Gdy w końcu się uwolnił, od razu pobiegł do innej, nie myśląc o mnie.
Zranił mnie, ale też uczynił twardszą.  
Bo teraz przysięgłam sobie, że już nikt nigdy mnie nie zrani. Dostałam nauczkę. Nie zamierzałam pozwolić, by historia kiedykolwiek się powtórzyła.
Ale czy chciałam nadal go kontrolować?  
Może powinnam jednak pozwolić mu odejść.  
Rozerwać na strzępy, tak jak mówiła mama.
Moja kochana, mądra mama – od początku miała rację.
– Nie mogłaś wybrać innego miejsca na spotkanie? – Usłyszałam nagle ponury głos za plecami.
– A co? – zapytałam, nie odrywając wzroku od krwistego słońca. – Przypominają ci się miłe wspomnienia?
– Na pewno były milsze od twojego obecnego szantażu.
– Oj, Caleb… – Westchnęłam, po czym wstałam i otrzepałam dłonie, odwracając się do niego. – I po co ten sarkazm?
– Czego ode mnie chcesz? – Przeszedł od razu do rzeczy.
Było strasznie zimno. Mimo pięknych widoków, smagał nas ostry wiatr – szczególnie tu, na wzgórzu, był nie do zniesienia. Musiałam wyciągnąć z kieszeni rękawiczki.
– Postanowiłam, że pozwolę ci odejść – odezwałam się, patrząc, jak Calebowi zaświeciły się oczy.
– Co? – Podszedł do mnie szybko. – Mówisz serio?
– Tak. Znudziło mi się już szantażowanie cię.
Wyglądał na szczęśliwego, ale jego uśmiech zaraz opadł.
– Nie wierzę ci. To do ciebie niepodobne. – Przyglądał mi się uważnie, wzdrygając się od chłodu. – Skąd ta zmiana? Co z twoimi uczuciami? Co ze zdjęciami? Mam uwierzyć, że wszystkie skasowałaś?
– Och, nie skasowałam ich – powiedziałam delikatnie.
Caleb zmarszczył brwi, a w jego szarych oczach pojawiło się znużenie.
– Więc o czym ty mówisz? – warknął. – Dobrze wiesz, że nie odejdę, dopóki ich nie skasujesz. Wszystkich. Jak niby mam być szczęśliwy, skoro…
– Nie powiedziałam, że je skasuję – powtórzyłam. – Nie powiedziałam, że będziesz szczęśliwy. Powiedziałam tylko, że cię uwolnię.
Bruzdy na jego czole jeszcze bardziej się pogłębiły. Wiatr wył wokół nas jak szalony.
– Kochałam cię, Caleb. Naprawdę. Wielka szkoda, że musiałeś popełnić ten błąd. – Przyoblekłam na twarz rozpacz, którą trzymałam w ryzach od paru miesięcy. Zbliżyłam się do niego, by delikatnie pocałować go w usta – ten ostatni raz. Oddał pocałunek, choć wyraźnie czekał na moje dalsze słowa. – Bo gdybyś tego nie zrobił… – szepnęłam cicho, odrywając się od niego, cały czas trzymając ręce na jego barkach. – Ja też nie musiałabym tego robić.
Jego szare oczy zadawały mi nieme pytanie, którego nie zdążyłam już usłyszeć. Przywołałam do siebie wszystkie uczucia, które tłumiłam. Z nieopisanym bólem, rozpaczą i wściekłością zamachnęłam się gwałtownie i najmocniej jak umiałam, pchnęłam Caleba do tyłu, w miejscu, gdzie wzgórze się kończyło. Zdążyłam tylko zauważyć przerażenie na jego twarzy, gdy spadał w dół klifu. Podbiegłam do krawędzi. Wokół mnie było już ciemno, ale i tak widziałam wyraźnie, jak jego ciało w końcu spadło na zimny piasek pod jakimś dziwnym kątem. Wśród wyjącego wiatru wydawało mi się, że usłyszałam trzask.
Uśmiechnęłam się powoli sama do siebie i w końcu poczułam spokój.
Mamo, byłabyś ze mnie dumna.


Ręce drżały mi tak bardzo, że upuściłam komórkę na podłogę, na zaschniętą krew Leah.  
Serce chciało mi się wyrwać z piersi.
Nie. To było niemożliwe. To nie mogło się dziać. Przecież go zabiłam. Rozerwałam na strzępy. Uciszyłam na wieki.
Ale nikt inny nie wiedział o tym wszystkim. Nikt inny nie miałby motywu, by się tak na mnie mścić. Tylko on.
Caleb… jednak nie umarł?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2670 słów i 15201 znaków.

4 komentarze

 
  • Speker

    To nie Caleb, to jego niedoszła miłość, ta dla której chciał zostawić Amelie. Tylko ona mogła mieć telefon Caleba i tylko ona może mieć pretekst do zemsty.

  • AlexAthame

    @Speker Chyba masz rację. Rozmowa telefoniczna na to wskazuje. Ale i tak jest interesujące skąd ten koleś miał komórkę Caleba.

  • agnes1709

    @Speker W prologu obserwatorem był facet, ale Cukiereczek potrafi namieszać Spółka z.o.o  

  • AlexAthame

    Też mam takie odczucie, że to nie on. Byc może przeżył, ale wygląda, że to ktoś inny. Tylko kto? Tylko czy Amelia miała dowód, że go zabiła? Notatkę w prasie, dochodzenie? Czasem ludzie przezywaja. I wowczas żyja tylko dla zemsty. Robi się bardziej ciekawiej. I w końcu mamy dowód do czego jest zdolna słodka Amelcia.

  • agnes1709

    Ale to nie Caleb

  • Iga21

    @agnes1709 też tak mi się wydaje, że to nie on

  • agnes1709

    @Iga21  

  • agnes1709

    @Iga21 To jakiś jego znajomek, a bardziej ta laska, bo ma jego telefon

  • agnes1709

    No pięknie, moja droga

  • candy

    @agnes1709 to się cieszę