Niebieski tygrys – Rozdział 33| Byłam niezniszczalna

Niebieski tygrys – Rozdział 33| Byłam niezniszczalnaPłakałam ze zmęczenia i strachu chyba do około czwartej rano, kiedy walenie w drzwi w końcu ustało. Nie miałam pojęcia, czy Nathan zasnął pod drzwiami, czy po prostu poszedł, ale gdy w końcu odważyłam się otworzyć drzwi, nie było go tam. Nie było też żadnej karteczki z wiadomością ani butelek po alkoholu. Nie wiedziałam, czego się spodziewać i na pewno nie miałam zamiaru więcej się z nim widzieć.  
Byłam zbyt przerażona, by przejmować się jeszcze nim.
O piątej rano podjęłam w końcu decyzję.
Pojadę tam, gdzie skończyło się życie Caleba.
Pojadę tam, gdzie je zakończyłam.
Nie mogłam dłużej tak żyć. Nie mogłam zastanawiać się w nieskończoność, gdzie leżała prawda. Ktoś chciał jej użyć przeciwko mnie, ale ja już sama nie wiedziałam, czy oskarżenia były słuszne. Jeśli Caleb żył, nie było przeciwko mnie żadnych dowodów. Jeśli dalej leżał tam, gdzie go zakopałam… Wtedy miałam duży problem.  
Ale przez tyle lat nikt nie powiązał jego sprawy ze mną. Nawet nie znaleźli jego ciała. Sprawę umorzono. Nie wiedziałam, o co dokładnie chodziło mojemu prześladowcy. Gdyby chciał mnie wydać policji, zrobiłby to już dawno. Kazał mi tylko zakończyć romans, co zrobiłam. Nie dał mi żadnego nowego “zadania”, nie zaszantażował mnie w żaden inny sposób. Lubował się tylko w wysyłaniu groźnych wiadomości i najwyraźniej chciał, żebym po prostu oszalała.
Nie zamierzałam oszaleć. Nie zamierzałam dawać nikomu tej satysfakcji. Ktoś chciał mnie zniszczyć, ale jeszcze nie wiedział, że byłam niezniszczalna.  
Nie wiedziałam jeszcze dokładnie, kiedy wyruszę. Musiałam przygotować się mentalnie i jednocześnie zadbać, by po powrocie moja praca nadal na mnie czekała. Teraz miałam tylko ją i na pewno nie zamierzałam jej stracić, by Nicola przejęła moje miejsce. O nie. Mogła sobie wziąć tego zdradzieckiego szczura Nathana, ale na tym lista się kończyła.
Nathan ciągle zostawiał smsy, wciąż dzwonił, by mnie przeprosić. Raz nawet przyjechał pod wydawnictwo, ale przezornie wyjrzałam przez okno przed wyjściem na parking. Gdy tylko zauważyłam jego auto, wyszłam wyjściem ewakuacyjnym, wyobrażając sobie, jak frustrująca musi być dla niego ta niewiedza, gdzie jestem, co robię.
Jego zdrada już mnie nie bolała.
Za to brak odpowiedzi od Dana – to bolało jak diabli.
Nie mieściło mi się w głowie, że nie odpowiedział na mojego przerażonego smsa z trzeciej nad ranem. Myślałam, że cokolwiek się między nami nie działo, zawsze mogłam na niego liczyć. Przecież to on za mną łaził i błagał o moje uczucia. Teraz, gdy nagle go potrzebowałam, on rozpłynął się w powietrzu? Nie zareagował?
Przecież to było niemożliwe.
I wtedy uderzyła mnie straszna myśl – czy mój prześladowca, wiedząc, że to na Danie zależało mi bardziej, postanowił dobić mnie jeszcze bardziej i zrobił Danowi krzywdę?
Przeraziło mnie to tak bardzo, że wypuściłam z rąk kubek, do którego właśnie wlałam wrzątek, by zrobić sobie kawę.
Ktoś spojrzał na mnie nagannie, ale miałam to gdzieś.
Boże, a jeśli to była prawda? Jeśli Dan leżał gdzieś w tym momencie, ranny lub… ledwo żywy?
Od razu chwyciłam za komórkę i zadzwoniłam do niego.
– Błagam, odbierz – syknęłam, licząc sygnały.
Nie odebrał. W końcu odezwała się poczta głosowa.
Chrzanić pracę.
Złapałam szybko torbę i pobiegłam do windy, ignorując wołanie szefa, dokąd to się wybieram. Zjechałam szybko na dół i wcisnęłam się do pierwszej lepszej taksówki na parkingu. Podałam mężczyźnie adres domu Dana i sama się sobie dziwiłam, że byłam tak przerażona.
Dlaczego nie wpadłam na to wcześniej?  
Przecież Dan nigdy by mnie tak nie zignorował. To było oczywiste, że stało się coś okropnego.  
Pukałam do jego drzwi chyba z pięć minut, ale nikt nie otworzył. Spanikowana, zbiegłam na dół i tym razem rzuciłam adres studia.
To samo. Zero odpowiedzi, zero czyjejś obecności. Spróbowałam jeszcze raz do niego zadzwonić, ale ponownie usłyszałam tylko głos sekretarki.
Dan, gdzie jesteś?
Przez chwilę przeglądałam Internet w poszukiwaniu informacji – może Dan był na jakiejś wystawie.  
Nie zorganizował jednak żadnej, na której mógł się aktualnie znajdować i oficjalnie wpadłam w panikę.
Odesłałam taksówkarza z kwitkiem i zaczęłam po prostu iść przed siebie, sama nie wiedząc, dokąd zmierzam. Szef do mnie wydzwaniał, ale miałam to gdzieś.
A jeśli przeze mnie Danowi coś się stało?
Tylko ja miałam prawo ranić i rozrywać moje motyle. Nikt więcej.  
Łzy na chwilę zamazały mi wzrok, kiedy nagle gdzieś w tłumie ujrzałam znajomą sylwetkę. Zamrugałam gwałtownie. Myślałam, że tylko mi się zdawało – ale to był Dan. Ubrany w dżinsowe spodnie i ciemnoczerwoną koszulkę, zamawiał właśnie kawę przy jakimś stoisku.  
O mało co nie puściłam się do niego pędem.
– Dan! – zawołałam, kiedy byłam już na tyle blisko, by mógł mnie usłyszeć. Odwrócił się i rozejrzał. Oczy miał ukryte za ciemnymi okularami przeciwsłonecznymi, ale widziałam, jak utkwił we mnie wzrok. Nie potrafiłam jednak odczytać, co w tej chwili myślał.  
Dobiegłam do niego szybkim krokiem, choć zdążył się już oddalić od stoiska.
– Dan, dzięki Bogu – wysapałam, podchodząc blisko. – Już myślałam, że…
– Czego chcesz? – przerwał mi od razu, ściągając okulary z nosa. Jego oczy rzucały gromy i miał na twarzy grymas, jakby mój widok był ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę.
– Ja tylko… – Próbowałam zebrać myśli.
– Co? Co: ty tylko? – Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wściekłego. – Błagam, Amelia, posłuchaj mnie chociaż raz: zostaw mnie w spokoju – wycedził, wpatrując się we mnie z taką nienawiścią w oczach, że aż się skuliłam. – Jeśli masz mnie tylko ranić, odczep się ode mnie raz na zawsze, bo więcej naprawdę nie zniosę.  
– Nie bądź taki – jęknęłam, ale on najwyraźniej podjął już decyzję.
– Jaki? – Wzruszył wściekle ramionami. – Właśnie taki powinienem być od początku. Od momentu, gdy na mnie spojrzałaś. Nie powinienem nigdy zapraszać cię do studia… do mojego życia… – Głos lekko mu się załamał. – Nigdy ci na mnie nie zależało, prawda?
– Dan… – jęknęłam, nie wiedząc, co powiedzieć. – Dobrze wiesz, że…
– Tak, wiem – parsknął. – Nigdy mnie nie pokochasz. Słyszałem to już tysiąc razy. I nie chcę żadnych obietnic ani deklaracji. Chcę tylko wiedzieć, czy kiedykolwiek coś do mnie czułaś, czy byłem dla ciebie jedynie pierdoloną zabawką do seksu. Ładnym śmieciem, który po czasie trzeba zastąpić nowym. – Patrzył na mnie wyczekująco, a ja biłam się z myślami. – Powiedz mi tylko to. Czy kiedykolwiek ci na mnie zależało.
– Tak – wymamrotałam cicho, zanim zdążyłam się w ogóle zastanowić. Miałam ochotę zatkać sobie usta, ale to by nic nie dało – najważniejsze już zostało powiedziane. – Ale to nic nie zmienia.  
Dan jakby na chwilę się ucieszył – jego kącik ust lekko uniósł się ku górze – ale zaraz spoważniał i lekko się zgarbił.
– Oczywiście, że nie – rzucił kpiąco i wziął głęboki wdech. – Mogłem cię kochać, Amelio. Tak, jak zawsze powinnaś być kochana. – Wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał mnie po policzku. – Mogłem cię uszczęśliwić… ale zniszczyłaś to.
Odwrócił się i zaczął odchodzić, a mnie na nowo zalała fala paniki.
– Dan! – zawołałam zduszonym głosem. – Poczekaj!
Nie odwrócił się jednak. Patrzyłam, jak dochodzi do końca ulicy, po czym skręca i znika mi z oczu.  
W tym momencie – jak zwykle – zawibrował mi telefon.
Nawet mnie to nie zdziwiło.
Wokół mnie był tłum ludzi. Łatwo było się gdzieś ukryć i mnie obserwować.
CALEB: Czyżby ktoś w końcu poczuł, jak to jest – nie móc być z ukochaną osobą? Czujesz to, Amelio? Czujesz to, co ja wtedy czułem?
Tak, to już było w tym momencie jasne – on nie chciał mnie zabić. Groził mi śmiercią i więzieniem, by mieć pewność, że go posłucham, ale tak naprawdę chciał tylko, żebym cierpiała. Cierpiała, jak on.
Zacisnęłam mocno zęby, biorąc głęboki wdech.  
Koniec tego. Nie dam się dłużej tłamsić i zastraszać. Odzyskam moje życie z powrotem. Pojadę tam.  
Pojawię się znowu w miejscu, w którym chciałam zakończyć życie Caleba – i jeśli będzie trzeba, zakończę je po raz kolejny.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 1558 słów i 8653 znaków, zaktualizowała 25 lut 2020.

2 komentarze

 
  • Iga21

    W sumie tez jestem ciekawa czy ona w końcu pojdzie w miejsce gdzie powinien być kościotrup czy nie. No i jesli pojdzie to czy faktycznie znajdzie te szczątki ciała byłego czy nie. Dużo pytani mam nadzieje  ze szybko dasz na nie odpowiedzi w kolejnym rozdziale ☺

  • candy

    @Iga21 pójdzie pójdzie :)

  • agnes1709

    Coraz krótsze te części  :spanki: Powinna mu powiedzieć, pomijając oczywiście zbrodnię. O tym, że namierzona za swój wcześniejszy egozim. I szybciej niech rusza dupę, muszę wiedzieć, czy kościotrup na miejscu :lol2:

  • candy

    @agnes1709 a tam krótsze... trzeba dozować akcję!

  • agnes1709

    @candy Ja nie należę do ludzi cierpliwych, zwłaszcza, jak mi się coś podoba:P

  • Iga21

    @agnes1709 przyganiał kocioł  garnkowi :D
    To samo robisz w swoich opowiadaniach ☺
    Ale i Twoje i Candy są dobre. Momentami lepiej lub gorzej wychodzą ale cały czaa na tym samym poziomie.

  • agnes1709

    @Iga21 Candy ma wenę, moja zbladła :sad: