Niebieski tygrys – Rozdział 26| Czujesz ten ból?

Niebieski tygrys – Rozdział 26| Czujesz ten ból?Obudziło mnie natarczywe pukanie do drzwi. Głowę miałam jednak ciężką jak na kacu, ledwo mogłam ją unieść – z resztą ciała było jeszcze gorzej. Ruszałam się jak pod wodą, usta miałam całkiem wyschnięte, w dodatku wszystko dochodziło do mnie z opóźnieniem.  
Pukanie w końcu ustało, za to ktoś zaczął coś do mnie mówić, ale dźwięk był tak odległy, jakbym naprawdę znajdowała się pod wodą albo za grubą ścianą.
– Amelia? Amelia! Słyszysz mnie?
Ktoś wziął mnie za ramiona i posadził w pozycji siedzącej na łóżku. W końcu udało mi się zamrugać oczami i odzyskać pełną świadomość. Zobaczyłam przed sobą klęczącego Dana ze ściągniętymi brwiami.
– Wszystko w porządku?
– Tak – wychrypiałam, jakbym odezwała się po raz pierwszy od tygodnia. – Co ty tu robisz?
– Powinienem raczej zapytać: co ty tu robisz? – Puścił mnie, ale dalej przyglądał mi się z konsternacją na twarzy. – Jest już po południu. Nie poszłaś do pracy?
Po południu? Jak to możliwe?
– To te tabletki nasenne – jęknęłam, a Dan zmarszczył brwi jeszcze bardziej.
– Co? Jakie tabletki? – Spojrzał na komodę przy moim łóżku i oczy lekko mu się rozszerzyły. – Amelia… co się dzieje? Dlaczego to bierzesz? Ile wzięłaś?
Za dużo pytań naraz. Miałam wrażenie, że głowa zaraz mi eksploduje.
– Czemu przyszedłeś? – spytałam bezradnie, nic już nie rozumiejąc.
– Nie odbierałaś telefonu... Martwiłem się.
– Naprawdę? – Udało mi się wywrócić oczami. – I tylko dlatego tu jesteś?
– Nie tylko – przyznał, siadając obok mnie na łóżku. – Chciałem ci powiedzieć, że ostatnia wystawa odniosła sukces. – Uśmiechnął się szeroko i widać było, że był niesamowicie szczęśliwy z tego faktu. – Jeszcze nigdy nie robiłem wystaw w plenerze i na takich profesjonalnych stelażach, jakie wtedy zamówiłaś. Napisali o mnie artykuł. Zgłosiło się do mnie parę osób chętnych kupić fotografie… Chciałem ci podziękować, bo to w sumie dzięki tobie. Przez ciebie i dzięki tobie – dodał.  
Chciałam się uśmiechnąć, ale nie byłam w stanie. W głowie mi huczało. Nie potrafiłam skupić się na głupiej wystawie Dana – nagle coś innego zajęło moje myśli.
– Jak tu wszedłeś? – zapytałam nagle, prostując się. – Słyszałam najpierw pukanie. Drzwi były zamknięte, więc jak się tu dostałeś?
– Pukałem, bo sądziłem, że były zamknięte, ale… były otwarte. Nie zamknęłaś ich.
Nie zamknęłam? Jak to możliwe? Przecież zamykałam je na wszystkie zamki, jak tylko przychodziłam do domu. Nie mogłam o tym zapomnieć. Nie teraz, gdy na każdym kroku czułam czyjś oddech na plecach.
– Amelia? Wszystko dobrze?
– Potrzebuję wody – stęknęłam, a Dan natychmiast się poderwał.
– Przyniosę ci. – Poszedł szybko do kuchni, a po chwili wrócił, trzymając w ręku szklankę, wypełnioną po brzegi wodą. – Masz, napij się. – Przytknął mi ją do ust, jak osobie niepełnosprawnej. – To pewnie zły moment, by o to pytać, skoro przespałaś pół dnia i najwyraźniej nie ogarniasz, co się dzieje, ale dlaczego Leah jest poza klatką i chodzi właśnie po podłodze w kuchni? – zapytał, patrząc na mnie wyczekująco, a mi nagle zrobiło się zimno ze strachu. Szklanka, którą i tak ledwo trzymałam, wypadła mi z rąk i z hukiem rozbiła się o podłogę.
– O Boże – jęknęłam, zdając sobie sprawę z tego, co się stało – to nie było tak, że nie zamknęłam drzwi. Ktoś je otworzył. Ktoś tu wszedł, gdy spałam, znowu wypuścił Leah i Bóg wie, co jeszcze. To cud, że obudziłam się bez noża w klatce piersiowej.
Ale i tak mnie to nie uspokajało.
– Boże, Amelia, co się dzieje? – Dan znowu usiadł obok i zmusił, bym na niego spojrzała. Byłam pewna, że w oczach miałam bezbrzeżne przerażenie. Normalnie nie pozwoliłabym nikomu widzieć się w takim stanie, ale teraz byłam kompletnie bezsilna. Nie wiedziałam już, co robić. – Słuchaj… Muszę z tobą porozmawiać.
Cholerny Dan. Akurat teraz zebrało mu się na rozmowy?
– Nie chcę rozmawiać – wydusiłam.
– To nie może czekać. – Był stanowczy. – I po części ma związek z tym, co ci już powiedziałem.
– Z wystawą?
– Tak. Widzisz, długo i często zastanawiałem się, czemu to zrobiłaś. Czemu zniszczyłaś moje fotografie. Na początku uznałem, że widocznie chciałaś się na mnie zemścić za to, że się od ciebie odciąłem… ale potem przypomniałem sobie, co mówiłaś. Krzyczałaś coś o szantażu. O kontrolowaniu. Później się spotkaliśmy i zobaczyłem, jak wyglądasz. – W jego głosie słychać było autentyczną troskę, choć jeszcze niedawno twierdził, że nie obchodziłam go ani ja, ani to, co robiłam z Nathanem. – Od jakiegoś czasu jesteś ciągle zmęczona, niespokojna… teraz jest jeszcze gorzej. Nie zaprzeczaj, bo przecież widzę. – Przysunął się i ujął moją twarz w dłonie, głaszcząc mnie delikatnie po policzkach. – Powiedz mi, co się dzieje. Ktoś naprawdę cię szantażuje? Jeśli tak jest, opowiedz mi wszystko. Pomogę ci. Nie musisz być z tym sama. Nawet nie powinnaś. Wiesz, że mimo wszystko możesz na mnie polegać.  
Mówił tak cichym i łagodnym głosem, że poczułam, że zaraz się rozpłaczę. Za nic w świecie nie przyznałabym się do słabości, ale jeszcze nigdy nie czułam się tak jak teraz – słaba zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po raz pierwszy ktoś mnie prześcignął. Po raz pierwszy ktoś mi groził i nie umiałam sobie z tym poradzić. Nie mogłam powiedzieć Danowi prawdy, a na pewno nie całej. Nie mogłam w pełni mu zaufać, ale nie widziałam już innej drogi ucieczki.
– Ktoś… ktoś mnie obserwuje. Od jakiegoś czasu. – Wydobył się ze mnie cichy szept. – Ktoś mnie szantażuje. Dostaję wiadomości… sugerujące, że zrobiłam coś okropnego i on o tym wie… Kazał mi zakończyć z tobą romans, ale nie potrafiłam… – Coś we mnie pękło, gdy patrzyłam w szczere, pełne niepokoju oczy Dana. Zaczęłam płakać. Po raz pierwszy w życiu przed kimś się tak obnażyłam. – To on musiał być w mieszkaniu. Otworzył drzwi. Wypuścił Leah. Nie wiem, czego ode mnie chce… czemu nie zrobił mi krzywdy… – Ramiona zaczęły mi drżeć. – Ale tak cholernie się boję, Dan…
– Jeśli nic nie zrobiłaś, to czym cię szantażuje? – Delikatne zmarszczki na jego czole odrobinę się pogłębiły.  
– Nie wiem, Dan – skłamałam. – Nie ma do tego żadnych podstaw, dlatego go nie posłuchałam, ale on wie, jak się tu dostać… chce, żebym cierpiała…
Bałam się, że Dan dalej będzie mnie przepytywał, ale on tylko pokiwał głową i powiedział delikatnie:
– Idź pod prysznic. Otrzeźwiejesz i poczujesz się lepiej. Ja wsadzę Leah z powrotem do klatki i dam jej trochę zapasu jedzenia. Później spakujesz najpotrzebniejsze rzeczy i pojedziemy do mnie.
– Do ciebie? – wydukałam, gdy ocierał kciukiem moje łzy.
– Tak. Nie możesz tu dłużej być. Kto wie, co ten psychol planuje. – Gwałtownie wstał z łóżka, podszedł do mojej szafy i zaczął czegoś w niej szukać. – Prześpisz się, bo wyglądasz, jakbyś była krok od śmierci, a później pójdziemy na policję.
– Nie! – wyrwało mi się.
– Dlaczego nie?
– Bo… – Cholera, co miałam mu powiedzieć? Że nie mogłam pójść na policję, bo szantażysta dobrze wiedział, co zrobiłam i nie chciałam, by znowu zaczęli węszyć wokół sprawy? – Bo chcę spróbować załatwić to sama. Proszę, nie mieszajmy w to policji. – Z trudem wstałam i podeszłam do Dana, patrząc błagalnie. – Nie mam z nimi dobrych doświadczeń. Na pewno sami sobie z tym poradzimy. Proszę.
– No dobrze. – Ustąpił w końcu, wyciągając z mojej szafy jakąś torbę podróżną. – Leć pod prysznic, a ja wszystkim się zajmę.
Poczułam nieopisaną wdzięczność, kiełkującą gdzieś w środku, której jednak nie byłam w stanie okazać. Już i tak za bardzo się otworzyłam przed Danem. Gdzieś głęboko zaczynało pojawiać się uczucie, które było kompletnie inne niż to, którym obdarzyłam Nathana.
Coś podobnego do tego, co czułam do Caleba – a więc coś, co musiałam zdusić już w zarodku. Nie mogłam sobie pozwolić na kolejną miłość.  
Nie, kiedy poprzednia omal mnie nie zniszczyła.

*

U Dana mogłam w końcu odetchnąć z ulgą, przynajmniej po części. Zabrał mi tabletki nasenne, ale zamiast tego zrobił kolację i herbatę, która mnie rozgrzała i pozwoliła się odrobinę rozluźnić. Czułam się dziwnie. Nigdy nie spędzałam u Dana tyle czasu ani w takim stylu – jakbyśmy byli parą.  
Był wieczór. Dan stał w kuchni i kroił na desce jakieś warzywa, a ja siedziałam w fotelu, ubrana w czarny sweter Dana, z podciągniętymi nogami i po prostu na niego patrzyłam. W rękach trzymałam jeszcze ciepły kubek herbaty. Było mi dobrze. Za dobrze. Niemal za bezpiecznie.  
Nigdy się tak nie zachowywałam. Jakaś część mnie czuła przymus, by natychmiast wstać i stąd wyjść.
Przecież nie mogłam zakochać się w Danie. Nie po tym wszystkim.
Nathan dzwonił do mnie wielokrotnie, ale odrzucałam jego połączenia. W końcu napisałam mu, że jestem chora i wyłączyłam komórkę. Nie chciałam czekać na kolejne smsy z pogróżkami. Nie chciałam też, by Dan drążył temat.
Chyba widział, że byłam u kresu sił, bo o nic mnie nie wypytywał. Prawdę mówiąc, przez większość czasu milczeliśmy. Ta sytuacja między nami była na tyle dziwna i krucha, że chyba żadne z nas nie chciało tego popsuć.
Nie rozumiałam, co się ze mną stało w ciągu tych ostatnich dni.
Podjęłam wszelkie kroki ku temu, by nie być ofiarą jakiegoś psychopaty, by poradzić sobie sama, bez niczyjej pomocy, a i tak wylądowałam w mieszkaniu księcia na białym koniu.
Chciałam zerwać z siebie ten głupi sweter i wyjść.
Tyle że… sweter pachniał Danem. Był to bezpieczny i znajomy zapach. Po bezsennych nocach, pełnych stresu i przerażenia, chciałam tylko, by ktoś mnie przytulił i zapewnił, że wszystko będzie dobrze.
Jak jakaś idiotka, księżniczka, która chciała, by ktoś wszystko zrobił za nią.
Kim teraz byłam? Miałam zostać już taka na zawsze?
Gdy oboje położyliśmy się do łóżka, do głowy wpadła mi pewna myśl – to nie było moje życie.
Moje życie nie było wypełnione groźbami, tajemniczymi smsami, szantażem. To był jakiś ponury żart i na pewno nie zamierzałam żyć tak już do końca.
Skoro jednak cała ta sytuacja nie była moim życiem, równie dobrze i ja mogłam zacząć zachowywać się jak zupełnie inna osoba. Tylko teraz. Na chwilę. Bo było mi to potrzebne, by nie zwariować.
Ostrożnie wtuliłam się w Dana, a on z pewnym zaskoczeniem objął mnie ramieniem. Gdy to zrobił, poczułam, jak tętno mi zwalnia, a powieki same opadają. Niezależnie od moich chęci, Dan w końcu dostał trochę uczucia – musiał być zadowolony.
– Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś – wymamrotałam, wtulona w jego szyję.
– Nie ma sprawy – odparł cicho, głaszcząc mnie po plecach. – Śpij i niczym się nie martw.
To nie moje życie. To tylko iluzja.
Wszystko wróci do normy.
Moje uczucia także.

*

Z pomocą Dana pozbierałam się na tyle, by w końcu iść do pracy. Szefowi rzuciłam jakąś wymówkę, dlaczego nie było mnie poprzedniego dnia, a Nathanowi odpisałam, że dalej jestem chora. Chciał się ze mną spotkać, ale ja nie miałam na to ochoty. Musiałam coś wymyślić i to szybko, zanim zacznie coś podejrzewać – w końcu “obiecałam” mu, że nie będę już spotykała się z Danem. Było tylko kwestią czasu, aż odkryje, że skłamałam.
Gdy wracałam z toalety, na moim biurku czekała paczka. Lekko zmarszczyłam brwi, bo zwykle nie dostawałam żadnych przesyłek do pracy. Tym bardziej się zdziwiłam, gdy podeszłam bliżej i zobaczyłam, że na papierze było logo firmy ubezpieczeniowej, w której pracował Nathan. Postanowił mi coś przysłać? Ale co?  
Raczej nie były to kwiaty.
– Skąd to się wzięło? – zagadnęłam koleżankę siedzącą obok.
– Nie mam pojęcia – odparła, wzruszając ramionami. – Przed chwilą ktoś to przyniósł i kazał dostarczyć do rąk własnych.
Czułam na sobie spojrzenie Nicoli, ale miałam to gdzieś. Byłam zbyt ciekawa zawartości paczki. Stanęłam przy biurku i zabrałam się do jej otwierania. Pod papierem wyczuwałam jakieś pudełko. Zerwałam papier i sięgnęłam ręką do wewnątrz.  
Poczułam coś mokrego.
Gdy podniosłam rękę do góry, była cała zabarwiona krwią.  
Spojrzałam w dół i wrzasnęłam tak, że chyba usłyszało mnie całe piętro.
Drżącą dłonią chwyciłam karteczkę z nakreślonymi jakby na szybko słowami:
“Boli, prawda? Czujesz ten ból? Przypomina ci to coś? Zostaw tego, na którym ci zależy. To ostatnie ostrzeżenie”
Karteczka była przyczepiona do szyi zakrwawionej Leah.
Martwej.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2357 słów i 13146 znaków.

3 komentarze

 
  • Iga21

    Ja dopiero teraz znalazłam czas aby przeczytać ale ztego co widzę to sytuacja się zagęszcza. Ale musiałaś zabić świnkę? :(
    No czekam na cd :)

  • candy

    @Iga21 musiałam... :D

  • AlexAthame

    Dziwne  że tyle przeczytało i nikt poza mną nic nie napisał. Ciekawe jak Amelia z tego wyjdzie.Szkoda  że nie może stać się lepsza. Ale pewnie tak jest i w zyciu.Ludziom czasem łatwej wejść na Mt Ewerest niż się zmienić na lepsze :)

  • candy

    @AlexAthame ona nie ma po co się zmieniać, uważa że jest najlepsza i najważniejsza właśnie w tej wersji

  • AlexAthame

    @candy No tak.Ciekawa postać, ale... tak na prawdę dużo jest takich osób. Zawsze chcielibyśmy kogoś zmienić, a nigdy siebie.Na szczęście nie spotyka się na codzień takich Amelci.Ja przynajmniej nie miałem przyjemności, albo tak daleko kogoś nie poznałem, żeby odkryć taki typ osoby. Ciekawe czy przegra i jak to przyjmie.A może wygra...Naprawde ciekawe opowiadanie :bravo: No teraz tylko czekam na reakcje  Agnes, w końcu kocha zwierzaki. A za Amelcią nie przepada od dawna.Taka biedna ta Amelcia, nikt jej nie lubi z komentatorów. Poznales kogoś takiego czy ta postać to czysta fantazja?

  • AlexAthame

    Szkoda świnki.  :cray: