Niebieski tygrys – Rozdział 24| Ja byłam swoim własnym księciem

Niebieski tygrys – Rozdział 24| Ja byłam swoim własnym księciemPopijając trzecią już tego dnia kawę, obserwowałam wnikliwie, jak podstarzali panowie montowali mi dodatkowe zamki w drzwiach wejściowych oraz tych balkonowych. Niezbyt szybko się z tym uwijali, ale chociaż mogłam popatrzeć, czy robili to dokładnie i wszystko kontrolować. Dwadzieścia minut wcześniej wyszedł stąd inny facet, który zamontował małe kamery w rogach pokoju, tuż przy suficie, tak, że obraz obejmował całe pomieszczenie.
– Jak sama pani widzi, bardzo miniaturowy obiektyw. – Zachwalał facet, choć nie rozumiałam po co, skoro i tak już kupiłam te kamery. – Funkcja nagrywania ciągłego z dźwiękiem lub podczas cyfrowej detekcji ruchu, żeby nie nagrywać pustego pomieszczenia…
– Świetnie – przerwałam mu, podpinając odpowiedni kabel do laptopa i obserwując obraz z kamery. – Może pan już iść, dziękuję.
Zrobił obrażoną minę i trzasnął drzwiami. Ludzie byli dziwni – przecież pokusiłam się nawet o podziękowanie, choć nie musiałam. Facet tylko wykonywał swoją robotę. Zrobił, dostał pieniądze i jeszcze było mu mało?
Goście od zamków też byli dziwnie rozmowni.
– Upierdliwi sąsiedzi? – zagadnął mnie ten, który montował zamek przy drzwiach balkonowych.
Obrzuciłam go ostrym spojrzeniem.
– Może mniej gadania, więcej robienia – rzuciłam, biorąc potężny łyk kawy.
Miałam dosyć siedzenia i użalania się nad sobą, czekania z nożem w ręku, aż ktoś ponownie się do mnie włamie. Nie byłam taka. Nie zamierzałam grać biednej dziewczynki, księżniczki, która musiała czekać na ratunek z rąk swojego księcia na białym koniu.
Ja byłam swoim własnym księciem. Musiałam ratować się sama.
Na pewno nie zamierzałam poddawać się bez walki. Zamierzałam działać.
Gdy wszyscy już wyszli, kilka razy przetestowałam zamek i ponownie sprawdziłam obraz z kamery. Był całkiem niezły i na szczęście obejmował wszystkie kąty pokoju. Pozostałe znajdowały się w kuchni i w łazience. Choć mocno uszczupliło to moje zapasy gotówki, czułam się teraz bezpieczniejsza.
Co z tego, że nie mogłam pójść na policję? Nie potrzebowałam tych przerośniętych facetów z bronią przy jajach, którzy tylko groźnie nią wymachiwali, ale gówno robili.  
Nie miałam za to pojęcia, co zrobić z Nathanem, jak go odzyskać. Nie sądziłam, że będzie to dla mnie aż taki problem. Każde zbliżenie się od razu powodowało napięcie i nie sądziłam, że tym razem uda mi się załatwić sprawę seksem – a przynajmniej nie od razu. Wciąż był wściekły i zraniony. Powiedział, że się wycofuje. Nie mogłam go napastować i nachodzić, bo to tylko pogorszyłoby sytuację.
Z Danem było łatwiej. Znałam go dłużej. Miał pasję, którą mogłam wykorzystać – najpierw do zrujnowania go, później do odzyskania. O ile było mi wiadomo, Nathan żadnej takiej pasji nie miał. Mogła pod nią podchodzić co najwyżej Nicola i bronienie jej nieudolnego tyłka.
Zastanawiając się nad tym podczas kolejnej  z bezsennych nocy, doszłam do wniosku, że Nathan był uczuciowy. Bardzo uczuciowy, choć pierwotnie nic na to nie wskazywało. Przypomniałam sobie jednak żal w jego głosie i spojrzeniu, gdy dowiedział się o Danie. Bliskość fizyczna tym razem do niego nie trafiała – musiałam zaapelować do jego uczuć.  
To nie było łatwe, ale usiłowałam wyobrazić sobie siebie jako jedną z tych ckliwych bohaterek w komediach romantycznych; przypomnieć sobie łzawe teksty, które powtarzały się niemal wszędzie, a ludzie i tak za każdym razem się nimi wzruszali.
Uzbrojona w kawę, usiadłam przy stole i napisałam długi list, gdzieniegdzie chlapiąc kropelkami wody, rozmazując tusz, jakby to były łzy.  

Drogi Nathanie,

Brakuje mi słów, by wyrazić, jak bardzo jest mi przykro. Nasza relacja poszła w zupełnie złą stronę. Spanikowałam i teraz nie wiem, jak to naprawić, choć bardzo bym chciała. Wszystko, co Ci mówiłam, jest prawdą – nigdy nie czułam do Dana tego, co czuję do Ciebie. Poczułam z Tobą więź od samego początku; odkąd podniosłeś mnie z tej brudnej, sklepowej podłogi. Coś między nami wtedy przeskoczyło – chłodna iskra napięcia w ten upalny dzień.  
Pamiętasz? Też to poczułeś?
Jedna z prawdziwszych rzeczy, które przydarzyły mi się w ciągu całego życia.  
Choć zaczęliśmy znajomość nietypowo, każda chwila była magiczna. Pasja, z jaką się kłóciliśmy – nigdy nie dało Ci to do myślenia? Dwoje nieznajomych, na pozór nie mających ze sobą nic wspólnego… To od początku był znak. Należymy do siebie. Jesteśmy do siebie podobni – nie zaprzeczaj, bo nasza historia mówi sama za siebie. Wiem, że nigdy nie zdradziłbyś Nicoli. Nie celowo. Ale spotkałeś mnie i czułeś to samo, co ja – tę iskrę, tę więź. Ten żar, z którym nie sposób było walczyć. Myślisz, że zdarza się on z każdą osobą, którą spotykamy na naszej drodze?  
Nie odejdę. Nie pozwolę Ci się wycofać. Należymy do siebie i naprawimy to tak, jak zaczęliśmy – nietypowo. Rozumiem, że potrzebujesz czasu, dlatego Ci go dam. Będę czekała. Nie wycofam się, bo wiem, że warto w tym zostać.
Tęsknię za Tobą i przysięgam, że naprawię to wszystko.
Twoja Amelia


Przebiegając wzrokiem po liście uznałam, że był całkiem niezły. I zawierał w sobie choć część prawdy, a to już było coś.
Po drodze do pracy wsunęłam list w kopercie pod drzwi mieszkania Nathana. Nawet nie pukałam. Wiedziałam, że prędzej czy później go znajdzie i – najprawdopodobniej – przeczyta. W listach było coś osobistego. Mogło się nie słuchać, co ktoś miał do powiedzenia, mogło kasować się wiadomości i nie odbierać połączeń, ale list… Sugerował, że ktoś poświęcił trochę czasu na napisanie go – siedział i pisał własnoręcznie, przelewając swoje uczucia na papier.
Miałam nadzieję, że Nathan też tak myślał.
Teraz pozostawało tylko czekać.

*

Odsuwałam od siebie myśli o tajemniczym prześladowcy jak tylko mogłam. Choć czułam się już pewniej, gdy zaczęłam działać, w chwilach bezczynności ponownie dopadała mnie panika. Brak snu wcale nie poprawiał sytuacji. Momentami byłam już na tyle wykończona, że udało mi się zasnąć na godzinę lub dwie, ale najczęściej to było maksimum odpoczynku, na jakie pozwalało sobie moje ciało. Uporczywe myśli przeobrażały się wtedy w koszmary, które najczęściej kończyły się momentem, w którym stałam przy grobie – tym grobie, o którym była mowa w smsach. Znałam go, znałam bardzo dobrze.  
Ale na pewno nie miałam zamiaru tam skończyć.
Jeśli istniało coś, co kochałam bardziej od kontrolowania motyli, było to moje życie.
Dan był całkiem dobrym rozpraszaczem moich myśli. Nasza relacja znowu ruszyła z impetem do przodu, choć inna od tej poprzedniej. Czasem łapałam go na tym, że patrzył na mnie podejrzliwie, jakby się spodziewał, że znowu go odepchnę albo ponownie spróbuję zniszczyć jego fotografie. Wciąż starał się być tą swoją nową wersją, której rzekomo nie obchodziłam, która niby chciała tylko seksu, ale nie zawsze mu się to udawało.
Leżeliśmy nago w łóżku, uspokajając nasze oddechy, kiedy nagle odgarnął włosy z mojego czoła i przyjrzał mi się uważnie.
– Amelia… nie wyglądasz dobrze – stwierdził lekko zmartwionym tonem.
– Dziękuję, to miłe. – Wywróciłam oczami.
– Mówię serio. Wyglądasz, jakbyś nie spała od miesiąca. – Patrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. – Co się dzieje?
Co się dzieje?
Nie starczyłoby mi dnia, by mu to wszystko opowiedzieć.
– Nic takiego – skłamałam gładko. – Ostatnio po prostu gorzej śpię.
– Chyba chciałaś powiedzieć, że nie śpisz wcale. Twoje worki pod oczami mogłyby dostać jakąś nagrodę.
Czułam się dziwnie. Jeszcze nigdy nie byłam w sytuacji, w której ktoś się o mnie autentycznie martwił. W dodatku w tym przypadku faktycznie było się o co martwić.
Nigdy też nie rozmawiałam z Danem w ten sposób. Nasze dotychczasowe rozmowy polegały na tym, że któreś z nas chciało wywrzeć jakiś nacisk na drugim.
Teraz czułam się co najmniej tak, jakbyśmy byli… równi.
Przez ostatnie wydarzenia traciłam siły, traciłam siebie i swój charakter, a to cholernie mi się nie podobało.
– Nie jest tak źle. – Posłałam mu uśmiech, czując, że tylko sekundy dzielą mnie od opadnięcia nieprzytomnej na podłogę. Byliśmy w jego mieszkaniu, więc nie mogłam tu zasnąć, ale jednocześnie świadomość, że być może tutaj nikt mnie nie śledził, była dość pokrzepiająca. W końcu zdjęcia uwieczniające mój seks zostały zrobione tylko w moim mieszkaniu. Może prześladowca ograniczał się tylko do niego.  
– Skoro tak mówisz… – Dan wzruszył ramionami i znowu narzucił maskę obojętności na twarz. Wstał z łóżka i nago przeszedł do kuchni. Odprowadziłam go wzrokiem.
W tym momencie moja komórka zawibrowała.
O mało co nie dostałam zawału, ale gdy zerknęłam na ekran, zobaczyłam, że to była wiadomość od Nathana.  
Podniosłam się z zaciekawieniem i czym prędzej kliknęłam na ekran.
NATHAN: Przeczytałem Twój list. Powinniśmy porozmawiać.
Wow, szybko poszło. Nawet jak na mnie.
AMELIA: W porządku. Jutro?
NATHAN: Przyjadę po Ciebie po pracy.
– To on? – Usłyszałam nagle zniesmaczony głos Dana i gwałtownie podniosłam głowę.
– Kto? – zapytałam głupio, czym prędzej blokując ekran komórki.
– Nathan. – Niemal wypluł to słowo.
Serce ponownie mi stanęło.
– Co? Skąd o nim wiesz?  
Czy on miał jakiś szósty zmysł, o którym nie wiedziałam?
Dan zmarszczył brwi.
– Przecież sama mi o nim powiedziałaś. Gdy wpadłaś mi do studia i postanowiłaś… – Zacisnął mocno szczęki. – Gdy zniszczyłaś mi fotografie. Gadałaś coś o Nathanie i jakimś zdjęciu. Zresztą, mówiłaś, że się spotykałaś z innym. Podejrzewam, że to był właśnie on.
Chyba traciłam zmysły. Pamięć zresztą też. Oczywiście, że mu o tym mówiłam – zdążyłam już o tym zapomnieć. Przez parę sekund byłam z powrotem przekonana, że to Dan mnie śledził, choć przecież wykluczyłam go już z grona podejrzanych.
Wariowałam. Było tylko kwestią czasu, aż przestanę rozpoznawać samą siebie w lustrze.
– Tak, to Nathan – wydusiłam z siebie.
Spodziewałam się jakiejś wściekłości, pytania, o jakie zdjęcie chodziło – ale Dan tylko prychnął.
– No cóż. To wiele tłumaczy. – Zgarnął z podłogi swoje bokserki i zaczął się ubierać.
– O co ci chodzi?
– O nic. Nie musisz mi już nic wyjaśniać. W sumie, niezbyt mnie to obchodzi.
Zamrugałam gwałtownie.
– Od kiedy?
– Daj spokój, Amelia. – Spojrzał na mnie lekceważąco. – Już wszystko dobitnie powiedziałaś. Nigdy mnie nie pokochasz, pamiętasz? Spokojnie, dotarło to do mnie wystarczająco mocno.  
Serce ścisnęło mi się gwałtownie, bo nagle zalała mnie fala wspomnień.

– Wiem, mamo, co mówiłam. – Wbijałam wzrok w swoje zmarznięte ręce, byle nie patrzeć na zdjęcie mamy na nagrobku. – Wiem, co ci obiecywałam. Miałam nigdy żadnego nie pokochać. Ale… on jest inny. Przysięgam. Gdybyś żyła, zobaczyłabyś to na własne oczy. – Podniosłam wzrok i spojrzałam na zdjęcie z przestrachem, tak jakby mama miała wstać z grobu i oświadczyć, że się mylę. – On mnie… rozumie. Przy nim jestem inna. Szczęśliwa. A czy to nie o to chodzi w życiu?
Nie odpowiedziała mi. Liczyłam, że z nieba spłynie na mnie jakieś oświecenie. Przyzwolenie, bym poszła za głosem serca.
Niczego jednak nie usłyszałam. Nie zawiał wiatr, nie poruszyły się żadne liście.
Mama milczała, ale w powietrzu i tak czułam jej zawód.
– Nieważne – skwitowałam w końcu. – I tak nie zapomnę o twoich słowach, przecież o tym wiesz. – Na dowód wyciągnęłam do przodu nogę, na której widniał tatuaż. – Wpuściłam cię pod skórę, mamo. A on… on wpuścił mnie pod swoją. Ja też zostanę z nim już na zawsze.
– Amelia?
Odwróciłam się. Caleb stał parę metrów dalej z rękami w kieszeniach.
– Jest zimno. Zamarzniesz tu. – Podszedł do mnie i wziął za rękę. – Chodź, spadamy stąd.  
Pozwoliłam się zaprowadzić do samochodu, gdzie Caleb spojrzał na mnie pytająco.
– O czym rozmawiałaś z mamą?
– Tajemnica. Nasze babskie sprawy. – Uśmiechnęłam się lekko, po czym wychyliłam i pocałowałam Caleba delikatnie. – Mam nadzieję, że nie podsłuchiwałeś.
– Kusiło mnie, ale nie. – Zaśmiał się. – Ale liczę, że któregoś dnia zdradzisz mi choć część tych tajemnic. Wpuścisz mnie do swojego świata.
Naprawdę tego chciałam.
Ale jeszcze nie teraz.
Musiałam jeszcze zabezpieczyć swoje serce.
Bo po raz pierwszy w życiu miałam wrażenie, że mogło zostać złamane.


*

Gdy wyszłam z pracy na parking, Nathan już czekał. Przez głowę od razu przemknęło mi wspomnienie tego dnia, gdy zabrał mnie na kolację, by wyciągnąć ze mnie informacje na temat wydawnictwa.
Wydawało mi się, że to było strasznie dawno temu.
Ruszył w moją stronę, ale w tym samym momencie obok nas przeszła Nicola. Obrzuciła nas zranionym spojrzeniem, a na twarzy Nathana pojawiła się lekka konsternacja.
Ja myślałam o tym, jak bardzo chciało mi się spać.
Jakaś część mojego mózgu zastanawiała się równocześnie, czy w tej chwili byłam obserwowana.
– Cześć – powiedziałam delikatnie, gdy Nathan w końcu znalazł się tuż przede mną. Musiałam znowu grać swoją rolę.
– Hej. – Patrzył na mnie poważnym tonem. – Jak w pracy?
Ach, typowa gadka szmatka.
Nie miałam na nią siły.
– Jak zawsze. – Skwitowałam to jedynie wzruszeniem ramion. – Mówiłeś, że chciałeś porozmawiać.
– Tak… – Lekko machnął głową w stronę swojego samochodu. – Chodź. Nie będziemy przecież gadać na parkingu.
Gdy znaleźliśmy się już poza zasięgiem wzroku kogokolwiek, czekałam, aż coś wypłynie z jego ust, jednocześnie nasłuchując wibrowania komórki.
– Amelia…  
– Tak?
Patrzył na mnie tak intensywnie, że musiałam się pilnować, by moja mimika odpowiadała temu, co napisałam w liście – że za nim tęskniłam i chciałam go odzyskać.
Chciałam.
Ale przede wszystkim pragnęłam odzyskać spokój ducha i siebie.
– Jeszcze porozmawiamy. – Zbliżył się do mnie, dotykając kciukiem mojej dolnej wargi. – Ale w tej chwili coś innego wydaje się ważniejsze. – Jego druga ręka powędrowała na moje udo. – Zabijasz mnie, wiesz? Nie mogę się powstrzymać – mruknął, wpijając się w moje usta.
Zabijasz mnie.
Poczułam się, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą. W mojej głowie echem odbił się krzyk.

Zabijasz mnie! Nie mogę tak dłużej żyć. Dusisz mnie i nawet tego nie widzisz. Co jeszcze muszę zrobić, żebyś w końcu pozwoliła mi odejść?

Krzyk umilkł, gdy Nathan podciągnął mi do góry sukienkę.
Jak widać, list zrobił swoje.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2654 słów i 15142 znaków, zaktualizowała 26 sty 2020.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    O ludzie, twardy chłop wymarł wraz z mamutami:smh: Ja już nie mogę się doczekać faceta z balkonu:ciuch: Żeby jej... już Ty coś wymyślisz:D

  • AlexAthame

    Dziwnie łatwo jej poszło z nimi dwoma.Czy naprawde mężczyźni są tacy łatwi w obsłudze?  :)