Niebieski tygrys – Rozdział 25| Czy ty siebie słyszysz?

Niebieski tygrys – Rozdział 25| Czy ty siebie słyszysz?– Może nie powinienem tego robić przed rozmową, ale… – Nathan dyszał ciężko. – Było warto.
– Zgadzam się. – I o dziwo, naprawdę tak było. Szybki seks w samochodzie tylko wzmocnił moje szanse. – Ale teraz… – Wciągnęłam na siebie sukienkę i usiadłam prosto, odrzucając włosy do tyłu. – Musimy porozmawiać. Chcę wiedzieć, co myślisz.
– Co myślę? – Zaśmiał się ponuro. – Nie wiem. I w tym cały problem, Amelia. Jesteś po prostu… – Przez chwilę patrzył na mnie, szukając słów. – Jesteś wyzwaniem. Któremu nie wiem, czy sprostam.
– Powiedziałeś, że się wycofujesz…
– Byłem wściekły. To chyba oczywiste? Myślisz, że chcę oglądać cię w ramionach innego faceta?
Spuściłam wstydliwie wzrok, bo wydawało mi się, że tego oczekiwał.  
– Przepraszam, Nathan – wydusiłam z siebie.
Patrzyłam, jak wyciąga dłoń i bierze mnie za rękę.
– To nie ja zrobiłem to zdjęcie. Nie śledziłem cię. Nie mam pojęcia, kto mi je wysłał. Odepchnąłem cię, bo to za bardzo zabolało…
– Rozumiem.
– Obiecaj mi, że z nim skończysz. – Jego głos był stanowczy. – Że będziesz tylko moja.
Oczywiście, że nie mogłam mu tego obiecać.
– Obiecuję. – Podniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się. – Tylko ciebie potrzebuję do szczęścia. Nikogo innego. – Mówiąc te słowa, jednocześnie zastanawiałam się, czy szantażysta wciąż będzie mnie śledził i wysyłał Nathanowi zdjęcia mnie i Dana. Jak się z tego wytłumaczę?
Ale przecież nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie byłam też gotowa go zostawić.
Nathan uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie.  
– Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale zwariowałem na twoim punkcie – rzucił wesoło, gdy się ode mnie oderwał.
Otworzyłam szerzej oczy, gdy swoimi słowami otworzył kolejne drzwi w mojej pamięci.

– Nie przeszkadza ci, że jestem od ciebie starsza? – zagadnęłam Caleba, gdy stał przy kuchence i robił nam śniadanie. Uwielbiałam ten widok, ale musiałam w końcu poruszyć ten temat, który siedział mi gdzieś z tyłu głowy, odkąd się poznaliśmy.
Odwrócił się i posłał mi zdumiony uśmiech.  
– Żartujesz? – Rzucił drewnianą łopatkę na patelnię i podszedł do mnie. – To zabrzmiało tak, jakby dzieliła nas co najmniej dekada. To tylko trzy lata. Tyle, co nic. – Delikatnie pocałował mnie w czubek nosa.
– Niby tak, ale… – Wywróciłam oczami. – Czasem nadal zachowujesz się jak brykający nastolatek – dodałam żartobliwie.  
– To źle?
– Nie – przyznałam. – Ale sam przyznasz, że mamy inne podejście do życia.
– Za bardzo to roztrząsasz – stwierdził wesoło, zaglądając mi głęboko w oczy. – Liczą się uczucia, a ja… – Pochylił się, a jego szare tęczówki przeszywały mnie na wskroś. – Oszalałem na twoim punkcie.


– Amelia?
– Przepraszam – wymamrotałam, wracając na ziemię. – Odpłynęłam na chwilę. Co mówiłeś?
Nathan zaczął coś mówić, ale serce biło mi zbyt szybko, bym mogła skupić się na jego słowach.  
Co się ze mną działo?
Czemu akurat teraz Caleb do mnie wracał?
Byłam taka zmęczona. Nie chciałam o nim myśleć. Uporczywe wspomnienia były jednak zbyt silne, bym mogła je blokować. Przeszłość wywoływała we mnie niepokój, którego nie potrafiłam się pozbyć. Miałam wrażenie, że wariuję.
Wszystko było prostsze, gdy myślałam, że moim prześladowcą był Nathan lub Dan. Miałam ich pod nosem, mogłam z łatwością pokonać.  
To jednak był ktoś trzeci – kto znał mnie, moją przeszłość, kto wiedział o Calebie. Nie miałam pojęcia, kto to mógł być. Kto miał podstawy do tego, by mnie szantażować.
Skąd tyle wiedział? Niemożliwe, by Caleb to wszystko rozpowiadał. Po prostu niemożliwe.
Zapanowałam nad nim w sposób, który był ostatecznością.

*

Wróciłam do mieszkania z lekami nasennymi, które kupiłam w aptece. Byłam już na granicy, potrzebowałam snu, by trzeźwo myśleć. Zanim jednak położyłam się do łóżka, włączyłam laptopa, by sprawdzić zapis z kamery. Sama świadomość, że ktoś mógł tu być, wywoływała u mnie ciarki.  
Miałam wrażenie, że już nigdy nie poczuję się bezpiecznie. Niby wszystko było na swoim miejscu – Leah nie była poza klatką, nic nie było przesunięte. A jednak to mieszkanie nie należało już tylko do mnie.
System wreszcie się załadował. Kliknęłam na nagrania i poczekałam kolejną dłuższą chwilę, aż się odtworzyły. Ustawiłam nagrywanie z detekcją ruchu, o której wspominał facet od montażu. Z duszą na ramieniu czekałam na obraz.
Nic nadzwyczajnego. Pooglądałam przez chwilę siebie, szykującą się do wyjścia. Później nikt ani nic się nie ruszało. Przyspieszyłam nagranie. Byłam już prawie znudzona, gdy nagle na ekranie coś się pojawiło.
Ktoś się pojawił.  
Serce drgnęło mi gwałtownie, a potem rzuciło się do dzikiego galopu. Przysunęłam twarz bliżej ekranu, mając wrażenie, że zaraz zemdleję. Zdrętwiało mi całe ciało.
W mojej sypialni ktoś był.
Wysoka, zamaskowana postać, ubrana na czarno – wślizgnęła się nagle w kadr, jakby od strony balkonu. Nie poznawałam tej osoby – postura ani ruchy nie wyglądały znajomo. Nie mogłam dojrzeć twarzy, bo miał na sobie czarną kominiarkę, w dodatku okulary przeciwsłoneczne, zakrywające oczy. Wyglądałby idiotycznie, gdyby sytuacja nie była tak przerażająca.
Czarna postać rozejrzała się dokładnie po pokoju i nagle utkwiła wzrok prosto w kamerze. Pisnęłam cicho, gdy spojrzała prosto na mnie – a przynajmniej tak się wydawało. Powstrzymując wymioty, dalej wbijałam wzrok w ekran.  
Postać nagle uniosła rękę i… pomachała.
Niczym stary znajomy.  
Nagranie jakby się zacięło, a gdy ruszyło od nowa, zamaskowana twarz znajdowała się tuż przy kamerze, w odległości paru centymetrów. Już wiedziałam, co nastąpi za chwilę. Postać zamachnęła się czymś, co wyglądało jak młotek – w następnej sekundzie ekran zaczął migać gorączkowo, a po chwili nagranie się zakończyło.
Spojrzałam gwałtownie w górę i dostrzegłam, że kamerka była doszczętnie rozwalona. Nie musiałam nawet sprawdzać tych z kuchni i łazienki, by wiedzieć, że z nimi stało się dokładnie to samo.
Nagle zaczęłam płakać. Z bezsilności, zmęczenia, przerażenia. Jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałam. Ktoś wyprzedzał każdy mój ruch, znał moją przeszłość, odbierał mi spokój dnia codziennego. Nie wiedziałam, co zrobić. Uciec? Przecież ja nie uciekałam. Poddać się? Też nie zamierzałam. Nikt nie mógł dyrygować moim życiem.
Moja komórka wydała z siebie nagle dźwięk sygnalizujący nadejście nowej wiadomości. Ocierając łzy, sięgnęłam po nią, a serce biło mi tak mocno, że jego echo dudniło mi w głowie.
NIEZNANY: Wiem, co zrobiłaś, Amelio. Myślałaś, że przed tym uciekniesz? Zakończ romans albo twoi chłoptasie też się o tym dowiedzą. Przekonamy się, czy wtedy też ci wybaczą.

*

Caleb znowu do mnie powracał. Na jawie, we śnie – nie mogłam od niego uciec. Cokolwiek robiłam, on i tak wracał.
Musiałam stać i patrzeć na wspomnienia, które bezwiednie się przede mną odtwarzały. Jakbym oglądała film z własnego życia.

Wokół nas panowała cisza. Słychać było tylko nasze gorączkowe oddechy i pocałunki. Caleb sunął dłonią po moim nagim ramieniu, a ja nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w powietrzu wisiało dziwne napięcie – zwłaszcza, gdy rozpinałam mu spodnie.
– Denerwujesz się? – zapytałam cicho, odrywając się od niego.
– Nie – zaprzeczył od razu, choć to było oczywiste. Mimo maksymalnego podniecenia, jego oddech był zbyt przyspieszony.  
– Jesteś prawiczkiem?
– Oczywiście, że nie! – Aż się zaśmiał. – Skąd ci to przyszło do głowy?
– Bo jesteś dziwnie nerwowy. – Uśmiechnęłam się lekko. – To nawet słodkie.
– Nie jestem słodki – zaprzeczył żywo, prostując się. Jednym ruchem rozpiął mi biustonosz, który opadł na podłogę. – Zaraz ci pokażę, jaki ze mnie cholerny nie-prawiczek – mruknął, popychając mnie na łóżko i przyciskając swoim ciałem.


Chciałam to zatrzymać. Musiałam to zatrzymać.
Te wspomnienia nie miały jednak przycisku, który by je wyłączył.
Nadchodziły same, niezależnie ode mnie.

– Tutaj będzie dobrze. – Z łobuzerskim uśmiechem godnym Caleba, zaciągnęłam go w jakiś ciemny zaułek. Było już grubo po północy, a my byliśmy na tyle pijani i napaleni, że nie chciało nam się szukać odpowiedniego miejsca na seks. Niczym nastolatkowie, upici miłością, podekscytowani nowymi emocjami. Usta same mi się uśmiechały.
– Jesteś pewna? Czuję się jak zwierzę – przyznał ze śmiechem, ale przyparł mnie mocno do zimnej ściany. – Choć to cholernie podniecające – mruknął, a jego ręka znalazła się na moim biodrze.  
– Dlatego właśnie jestem tego absolutnie pewna – mruknęłam rozkosznie i oboje zabraliśmy się do rzeczy – a przynajmniej chcieliśmy. Nie byliśmy jeszcze nawet w połowie, gdy nagle usłyszeliśmy ruch i ktoś oświetlił nas latarką. Gdy zerknęłam w bok, zobaczyłam ciemny mundur policji.
– No pięknie – skomentował mężczyzna, podchodząc do nas. Caleb od razu przysunął się, by zakryć moje nagie piersi, ale policjant wyglądał, jakby wcale go to nie interesowało. Przyglądał się nam tylko z uniesionymi brwiami. – Wiecie, że seks w miejscu publicznym jest karalny? – Zmarszczył czoło. – Nie jesteście nastolatkami. Nie macie mieszkania, w którym moglibyście robić, co tylko chcecie i to bez mandatu? – Już wyciągał z kieszeni długopis.
– Panie władzo… – Delikatnie odsunęłam Caleba i z piersiami na wierzchu podeszłam do policjanta. – Naprawdę chce pan dać nam ten mandat?
– Co ty wyprawiasz? – Usłyszałam szept Caleba.
– Nie tylko chcę. Mam taki obowiązek – odpowiedział twardo policjant, jednak na chwilę zawiesił wzrok na moim biuście.
– Na pewno da się coś zrobić, by jednak nie wypisywał pan mandatu. – Zaakcentowałam szczególnie mocno słowo “coś”. Uśmiechnęłam się słodko, a za moimi plecami Caleb jęknął z niedowierzaniem.
Musiałam przyznać, że policjant mocno walczył ze sobą – przez chwilę jego ręka zawisła w powietrzu i gapił się na moje piersi z lekko otwartą buzią.
– Zmiatajcie stąd – wydusił z siebie w końcu. – Zanim się rozmyślę.
Gdy byliśmy już w moim mieszkaniu, Caleb patrzył na mnie ze zdumieniem.
– Nie wiem, jak mogłaś to zrobić.
– Ale co? – Opadłam na łóżko. Alkohol zdążył już ze mnie wyparować.
– Naprawdę chciałaś się z nim przespać w zamian za brak mandatu? – Skrzywił się z obrzydzeniem. – Bez przesady! To tylko mandat, a nie koniec świata! A ty tak po prostu zaoferowałaś mu seks… Kiedy stałem tuż obok!
– Przecież to nic nie znaczyło! Sam mówiłeś, że liczą się tylko uczucia.  
Zamrugał gwałtownie powiekami.
– Czy ty siebie słyszysz, Amelia?! – syknął tonem ostrym jak brzytwa. – To nic nie znaczyło? Że byłaś gotowa przespać się z obcym kolesiem? Dla mnie to znaczyło bardzo wiele! – Ruszył do drzwi. – Chyba prześpię się dziś u siebie.
– Caleb, daj spokój… – Nie zdążyłam nawet dokończyć zdania, bo drzwi nagle trzasnęły głucho.


Obudziłam się, dysząc gwałtownie. Serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Przez chwilę myślałam, że ktoś był w mieszkaniu, ale wokół mnie panowały egipskie ciemności. Nikogo nie było. Nie wyczuwałam niczyjej obecności. Na policzkach miałam łzy.
Czym prędzej odszukałam tabletki nasenne i tym razem wycisnęłam ich na rękę o połowę więcej niż wcześniej, licząc, że powstrzymają tę lawinę wspomnień. Popiłam je szybko i czekałam na sen.
Po raz pierwszy w życiu chciałam, by Caleb zostawił mnie w spokoju.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2085 słów i 12091 znaków.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    Ciekawe czy jej się uda dojść kto ja prześladuje.Sadzi że to Caleb i jeśli to prawda musi dojść do konfrontacji :)

  • Speker

    Fajnie, że pojawiła się kursywa do wspomnień, osobiście lepiej mi się to czyta ;)

  • candy

    @Speker a to musisz za to podziękować Agnes, ja myślałam że lol jest tak ograniczony, że kursywy tu nie znajdę XD

  • agnes1709

    Ona gdyby mogła, założyłaby sobie pewnie  harem, taki... na odwrót:D Może powinna przemyśleć przejście na BDSM, tam można  mieć kilku uległych, bez durnych kombinacji. Laska jest niereformowalna i podła  :weapon:  :smh:  :krzeslo:

  • candy

    @agnes1709 taka leciutka odmiana od wszystkich poprzednich moich postaci :D

  • agnes1709

    @candy I tak trzym :D