Niebieski tygrys – Rozdział 6| To dziewczyna z kawiarni

Niebieski tygrys – Rozdział 6| To dziewczyna z kawiarniNie mogłam spać.
Przewracałam się z boku na bok, słuchałam chrapania Dana i miałam ochotę go udusić. Jak zwykle zasnął na moim łóżku, zamiast wyjść i wrócić do siebie. Zawsze zasypiał, tak jakby spodziewał się, że go przytulę, a rano powitam ciepłym śniadaniem. Nie docierały do niego żadne aluzje.
W momencie, gdy jego ciężka i gorąca ręka opadła na mój brzuch, wstałam gwałtownie z łóżka i wyszłam na balkon, zastanawiając się, co robił Nathan. Spał? Myślał o mnie? Czy może… Aż się najeżyłam, myśląc o najbardziej prawdopodobnym scenariuszu – czy uprawiał właśnie seks ze swoją narzeczoną? Właśnie to robił w tej chwili? Wykonywał ostre pchnięcia, podczas gdy po jego umięśnionych plecach spływała strużka potu... Myślał tylko o tym, by zaspokoić swoją kobietę. Pewnie nawet nie zauważył zniknięcia zegarka. Sam fakt, że dotykała go jakaś inna kobieta, wprawiał mnie w furię.
Tak, to właśnie czułam – furię. Wściekłość pomieszaną z zazdrością. Znikła satysfakcja, która pojawiła się pod koniec spotkania. Na krótki moment moje kobiece sztuczki odniosły zwycięstwo – w Nathanie obudził się mężczyzna. Prawdziwy. Instynkt łowcy, który nakazał mu mnie łapać, gdy odchodziłam.  
Powinnam się cieszyć, że zabrałam ten zegarek. Dawało mi to pretekst do kolejnego spotkania – idealny, niewymuszony. Gdybym znowu chciała "przypadkiem" na niego wpaść, Nathan mógłby nie uwierzyć w ten cudowny zbieg okoliczności. Nie był głupi. Nie był Danem.
Próbowałam zrozumieć, dlaczego czułam złość. Nie musiałam tego jakoś dogłębnie analizować, to było proste. Nie działałam na Nathana tak, jak powinnam. Oczywiście, krótkie momenty też się liczyły. Przebłyski. Były lepsze niż nic – ale mnie to nie zadowalało. Nie chciałam mieć krótkich momentów. Potrzebowałam, by Nathan pożądał mnie całym sobą. On się opierał. Dlaczego? Ze względu na swoją narzeczoną? Zwykle takie przeszkody mnie nie zatrzymywały. Teraz też nie miałam zamiaru się poddawać. Nathan był tego wart.  
Był moim motylem.
A ja pięknym kwiatkiem, by go zwabić. Tak to zawsze działało i tak miało zadziałać i teraz.

*

Odczekałam trzy dni. Wydawało mi się to rozsądne – w ciągu tego czasu Nathan mógł już zauważyć brak zegarka. Być może wrócił się do kawiarni, by go tam poszukać. Jeśli doszedł do wniosku, że to ja go znalazłam, może próbował się ze mną skontaktować lub czekał, aż ja to zrobię. Musiał jednak wiedzieć, że nie zapukam do jego drzwi od razu następnego dnia. Choć potrzeba zobaczenia go była ogromna, musiałam uzbroić się w cierpliwość, by mój plan wypalił w stu procentach.
Nie spałam pół nocy, podekscytowana spotkaniem z mężczyzną moich marzeń. Oczywiście, musiałam hamować się ze swoimi emocjami przed Danem, bo zaraz zacząłby zadawać milion pytań. Był jednak przydatny, jeśli chodziło o tę jedną kwestię, w której był niezawodny. Dlaczego miałam zadowalać sama siebie, skoro miałam go pod ręką?  
O piątej rano nie mogłam już wytrzymać. Między nogami czułam bolesne pulsowanie. Bez bielizny usiadłam okrakiem na Danie. Jeszcze spał i gdy zaczęłam całować go po klatce piersiowej, ocknął się, zaspany.
– Co robisz? – szepnął sennie. – Która godzina?
– A czy to ważne? – Dalej składałam na jego ciele pocałunki, sunąc coraz niżej. – Ważne jest to, że mam na ciebie ochotę. – Rękę przesunęłam w okolice jego krocza i ścisnęłam członek, który zaczynał twardnieć. Dan rozbudził się nagle w mgnieniu oka, jednak, ku mojemu zaskoczeniu, delikatnie się odsunął.
– Ostatnio nie miałaś na to ochoty – mruknął, pocierając oczy. Może myślał, że stawiał mi opór, ale wiedziałam, że mi się nie oprze – tym bardziej, że dalej ściskałam ręką jego penisa. Miałam nad nim całkowitą kontrolę – dosłownie i w przenośni.
– A teraz mam. – Pochyliłam się i dotknęłam go ustami, wyobrażając sobie, że to był Nathan. – Będziesz tak gadał czy zrobimy w końcu… – Nie dokończyłam, bo usłyszałam, jak Dan zaczął gwałtownie oddychać. Sekundę później docisnął moją głowę do swojego penisa. W duchu uśmiechnęłam się do siebie. Wiedziałam, że to podziała – uwielbiał tę formę pieszczot, a ja dopiero drugi raz się na nią zgodziłam. Widać był to niejako przycisk włączający Dana.
Parę minut później nieco brutalnie przyparł mnie do ściany. Łóżko nie było już potrzebne. Przycisnął mnie mocno, oplatając się w pasie moimi nogami. Nie miałam się czego chwycić, więc po prostu wszczepiłam palce w jego włosy i delektowałam się szalonymi pchnięciami.
Piękny początek dnia. Musiał się udać.
Po wygonieniu Dana z mieszkania oraz nakarmieniu Leah poszłam pod prysznic, by zmyć z siebie ślinę, spermę i każdy ślad obecności Dana. Dzień zapowiadał się na gorący, więc włosy zostawiłam wilgotne. Ubrałam się w krótką czerwoną sukienkę oraz naszykowałam sobie czarne szpilki. Musiałam trochę poczekać z wizytą u Nathana, bo była dopiero dziewiąta rano. Może jeszcze spał. A może… Ponownie przeszył mnie dreszcz wściekłości. Nie, nie mogłam o tym myśleć, jeśli chciałam, by mój plan się udał. Nawet jeśli Nathan robił w tej chwili to, o czym myślałam, nie powinnam się tym przejmować. On po prostu jeszcze nie wiedział – a ja wiedziałam. Był nim. Był moim motylem, może tym najważniejszym. Czułam to w sobie i nic nie mogło tego zmienić. Teraz jeszcze musiałam sprawić, by i on to poczuł.
Zjadłam śniadanie, trochę popracowałam, ale nie mogłam się na niczym skupić, więc około dwunastej wyszłam na kawę. Nie potrzebowałam jej, byłam maksymalnie pobudzona, ale musiałam czymś się zająć i zniknąć z mieszkania, w razie gdyby Dan nabrał ochoty na powtórkę dzisiejszego poranka.  
Poszłam do pubu niedaleko, gdzie zamówiłam sobie mrożoną kawę i usiadłam przy małym stoliczku obok ogromnej palmy. Zerknęłam do torebki, upewniając się, że zegarek nadal tam był. Walczyłam z pokusą zostawienia na nim jakiegoś swojego śladu – najchętniej takiego, który pochodziłby z moich dolnych partii. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Musiałam się opanować – przecież Nathan nie wąchałby ani nie lizałby zegarka. Na ślady z tych rejonów jeszcze przyjdzie czas.
Dopiłam kawę i wyszłam, kierując się w stronę jego mieszkania. Adres znałam już na pamięć. Stukałam obcasami o chodnik, zaciskając kciuki, by Nathan był w domu. Najlepiej sam.
W końcu stanęłam przed jego drzwiami. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam dzwonek. Czekałam, aż gdzieś z wnętrza domu usłyszałam przyspieszone kroki. Sekundę później moim oczom ukazał się najpiękniejszy możliwy widok – Nathan otworzył drzwi, będąc w samych bokserkach.
Obserwowałam, jak na jego jeszcze zaspaną twarz wkrada się zdumienie.
– Amelia. – Nie pytał, ale stwierdzał. – Co tu robisz?
– Zawsze tak otwierasz ludziom drzwi? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, bezwstydnie patrząc na jego umięśnioną i muśniętą słońcem klatkę piersiową. Gdyby tylko nie miał na sobie tych bokserek…
Zerknął w dół, jakby dopiero zobaczył, jak wyglądał.
– Nie, zazwyczaj nie. Myślałem, że jesteś kimś innym. Przepraszam. – Przeczesał dłonią włosy i ponowił pytanie: – Co tu robisz? Skąd… – Zmarszczył brwi. – Skąd wiedziałaś, gdzie mieszkam?
Udałam zdziwienie.
– Przecież sam mi ostatnio to powiedziałeś. Wspominałeś o tej okolicy.
– Jestem prawie pewien, że nie. – Wbił we mnie ostre spojrzenie. – Byłem zmęczony, ale nie pijany. Nie przypominam sobie, żebym ci to mówił…
– Skąd inaczej miałabym to wiedzieć? – Rozłożyłam bezradnie ręce.
Jego mina dalej była nieufna.
– No dobrze – mruknął. – Po co przyszłaś? Chcesz znowu mi dziękować? Bo jestem fanem raczej zwięzłych podziękowań oraz przeprosin.
Zignorowałam ironię w jego głosie i wyciągnęłam z torebki zegarek.
– Znalazłam ten zegarek po naszym spotkaniu w kawiarni. Założyłam, że jest twój. – Wyciągnęłam go w stronę zaskoczonego Nathana. Powoli go wziął, przyglądając mi się podejrzliwie.
– Jak mogłaś go znaleźć po spotkaniu?  
– Wróciłam się tam, bo myślałam, że zgubiłam kolczyk – skłamałam gładko. – Na miejscu okazało się, że zaplątał mi się we włosach. – To było bardzo możliwe, bo moje włosy były długie i bujne, co niejako stanowiło potwierdzenie moich słów. – Ale zdążyłam dokładnie obejrzeć stolik, przy którym siedzieliśmy i znalazłam twój zegarek. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
Nie odwzajemnił uśmiechu. Nie wierzył mi.
– Skoro znalazłaś go tamtego dnia, dlaczego nie oddałaś mi od razu?
– Byłam zajęta – odparłam krótko, dla większego efektu uśmiechając się lubieżnie.  
– Swoim szefem? – zapytał kpiąco.
– Nie. – Nie wiedziałam, czemu wciąż do tego wracał, ale w sumie tym pytaniem ułatwił mi zadanie. – Kimś innym.
Uniósł wysoko brwi, a ja przeniosłam wzrok na jego bokserki. Był na wyciągnięcie ręki. Tak blisko… Mogłam go złapać i w końcu spełnić moje pragnienia. Mieć jego, a nie udawać przed samą sobą, że Dan był nim. Przygryzłam wargę. Musiałam się powstrzymać. On jeszcze tego nie czuł.
Nagle usłyszałam kroki i obok mnie na schodach stanęła drobna blondynka. Przeniosłam na nią wzrok i w sekundę zrozumiałam, że patrzyłam na narzeczoną Nathana. To była ta dziewczyna, której profil oglądałam na Facebooku – piękna, szczupła, z ogromnym biustem. Wydęła pomalowane na różowo usta, gdy mnie zobaczyła, ale gdy się odezwała, jej głos był uprzejmy:
– Witam. – Śmiało przekroczyła próg i pocałowała Nathana w usta. Patrzyłam na to z rosnącą gdzieś w środku wściekłością. – Cześć, kochanie. Przepraszam za spóźnienie. Kto to?
Miała nieznośnie miły głos, ale miałam ochotę ją zabić. Pocałowała Nathana drugi raz i położyła przy tym rękę na jego nagim biodrze. Usiłowałam oddychać normalnie, ale nie mogłam. Nienawidziłam tej blondynki. Na jej palcu błyszczał ogromny pierścionek zaręczynowy. Gdybym miała przy sobie jakiś nóż, natychmiast odcięłabym jej tego palca. Odcięłabym rękę, którą dotykała Nathana.
– To dziewczyna z kawiarni – usłyszałam jego głos. – Przyniosła mi zegarek, który zgubiłem. – Podniósł go lekko do góry. – To ten od ciebie.
– A więc strata byłaby dużo dotkliwsza. – Blondynką uśmiechnęła się, po czym przeniosła na mnie wzrok. – Bardzo dziękujemy za jego zwrot.
Ten zegarek był od niej?
Mogłam na niego napluć.
– Tak, dzięki. – Nathan już na mnie nie patrzył. Coś powiedział do narzeczonej, po czym rzucił w moją stronę: – Przepraszam, ale teraz ja będę zajęty kimś innym. – Po czym zamknął mi drzwi przed nosem.
Nie mogłam oddychać. Jeszcze nigdy coś takiego mi się nie zdarzyło. Nazwał mnie dziewczyną z kawiarni. Zamknął mi drzwi przed nosem, jakbym była kimś rozwożącym gazety.
Stałam tam jeszcze przez chwilę, czując jak wściekłość rozsadza mnie od środka. Po chwili odwróciłam się gwałtownie i zbiegłam ze schodów, stukając głośno obcasami. Dawno nie czułam takiej wściekłości. Machając na taksówkę, jednocześnie wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Dana.
Odebrał natychmiast.
– Coś się stało?
– U mnie za piętnaście minut – rzuciłam, wsiadając do taksówki.  
W komórce coś zaszurało.
– Amelia, jestem w pracy. Nie mogę tak tego rzucić…
– To nie podlega dyskusji – syknęłam. – Przyjedź albo już więcej mnie nie zobaczysz. – Po tych słowach się rozłączyłam, wiedząc, że groźba podziała na niego wystarczająco.
Gdy dotarłam do domu, Dan już czekał – oczywiście. Wyglądał na zaniepokojonego, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zrzuciłam z siebie sukienkę jeszcze na korytarzu. Jakoś udało mi się wepchnąć klucz w drzwi i w końcu wejść do środka. Nadal byłam cholernie wściekła. Wściekła na Nathana za to, jak mnie potraktował. Nie miał do tego prawa. Wszystko od początku szło nie tak. Dlaczego nie mogłam go zmusić, by przepadł, tak jak Dan?
Gdyby był obok mnie, to właśnie na nim wyładowałabym swoją frustrację, ale musiałam jeszcze na to poczekać. Musiałam zadowolić się Danem. Nadal kręcił nosem, że wywabiłam go z pracy i myślałam, że będzie stanowiło to problem, ale okazało się, że wręcz przeciwnie – on też był wściekły. Gdy zacisnął lekko palce na mojej szyi, poczułam, że pulsowanie między moimi nogami tylko się zwiększyło.  
– Tak – syknęłam lekko zniekształconym głosem. – W końcu jakieś emocje, Dan. – Wyciągnęłam rękę i spoliczkowałam go. – Jesteś zły, prawda?
– Cholernie – warknął, wbijając się we mnie z impetem. – Byłem w pracy. Wiedziałaś o tym, a i tak kazałaś mi przyjechać…
– Tak, kochanie. Pokaż, jak się złościsz. – Spoliczkowałam go znowu, a on szybko oderwał palce od mojej szyi i chwycił mnie za nadgarstki. Unieruchomił je w mocnym uścisku, kładąc ręce za moją głową.  
– Amelia, do jasnej cholery… – jęknął, wyraźnie rozdarty między rozkoszą a chęcią zemszczenia się na mnie. – Co ty ze mną robisz? – Zajrzał mi głęboko w oczy.
Choć podobało mi się to unieruchomienie i jego szybkie, mocne pchnięcia, czegoś mi brakowało. Wyswobodziłam się, by jedną z jego rąk ponownie skierować na moją szyję. Puls miałam nieznośnie szybki. Przyspieszył jeszcze bardziej, gdy Dan znowu zacisnął rękę na moim gardle.
– Lubisz tak, kochanie? – warknął gardłowo, przybliżając twarz do mojej. – Lubisz czasem stracić kontrolę?
Głupi, naiwny Dan. Przecież nawet w tym momencie miałam nad nim całkowitą władzę. Czy on naprawdę nie widział, że robił dokładnie wszystko, czego chciałam? Za każdym, pieprzonym razem.
Ale w jednym miał rację – lubiłam to. Lubiłam czuć czyjeś palce zaciskające się na mojej szyi. Zadające jednocześnie ból i przyjemność. Tak w końcu wyglądało całe życie, więc dlaczego seks miał być jedynie przyjemny? Dlaczego mielibyśmy ograniczać zwierzęce instynkty, które w nas tkwiły?
Kończyło mi się powietrze, ale orgazm był coraz bliżej.
Z każdym łapczywym wdechem coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że dopnę swego i zdobędę Nathana. Jego głupia lalka, zwana narzeczoną, już długo nie postoi przy jego boku. Już moja w tym głowa.  
Dan w końcu puścił moją szyję, dysząc ciężko, a ja dotknęłam delikatnie skóry, na której już tworzyły się siniaki. Uśmiechnęłam się szeroko.  
Choć raz zrobił coś, jak należy.  

*

Lubiła, gdy ją podduszano, wysoki sądzie.
Tak właśnie bym powiedział, gdyby ktoś mnie oskarżył o gwałt czy molestowanie. Sama się o to prosiła. Ja nigdy nie preferowałem takich rzeczy w łóżku, ale ona ich chciała. Chciała, bym ją podduszał, ciągnął za włosy, bił. Lubiła się bać, a ja lubiłem, gdy się bała. Wszczepiała wtedy palce w moją skórę. Strach był dla nas ekscytujący. Gdy się bała, wszystko nabierało z powrotem sensu.
Widzę, że nadal to lubisz, Amelio. Tylko że teraz to już nie moje ręce zaciskają się na twoim gardle. Nie moje imię krzyczysz, gdy w końcu dochodzisz.
Ciekawe, czyje ręce podduszą cię jako ostatnie, gdy wszyscy dowiedzą się prawdy o tobie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2793 słów i 15777 znaków, zaktualizowała 19 gru 2019.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    Przeczytane:D

  • candy

    @agnes1709 szanuję za ten meldunek xD

  • AlexAthame

    No tak.Kwestia tylko kto umrze pierwszy, a kto ostatni. Zaczynam sie bac. :bravo:

  • candy

    @AlexAthame o to chodzi :D

  • agnes1709

    Jutro😁 Łapa

  • candy

    @agnes1709 łapa! :)