The experience cz 42

Cały czas patrzyliśmy przez szybę na leżącego Maćka, który był bardzo pokiereszowany, podłączony do tysiąca urządzeń, od jego klatki piersiowej odchodziło mnóstwo rurek. Spał, był w śpiączce farmakologicznej. Czekanie aż otworzy oczy, było straszne i strasznie nam się dłużyło. Miałam wrażenie, że minęła wieczność, a to zaledwie kilkanaście godzin, ale o te kilkanaście za długo.  
Nikt z nas nawet na moment nie odchodził od szyby. Jego stan był stabilny i to dawało nam chociaż nutkę nadziei lecz i tak nie przestawaliśmy się też modlić. W międzyczasie dołączyli do nas dziadkowie i Filip.
Całą niedzielę spędziliśmy na czuwaniu przy Maćku, natomiast nie mogliśmy być blisko niego, lecz jedynie mogliśmy wyglądać przez szybę. Tak bardzo chciałam go dotknąć, przytulić i świadomość, że nie mogłam tego zrobić, była okropnie bolesna. Czułam palącą potrzebę by poczuć jego ciepło, by sprawdzić, że ciągle tam był.  
W poniedziałek lekarz pozwolił wejść tylko jednej osobie na salę, bardzo chciałam być obok Maćka natomiast mama miała do tego większe prawo.  

To było straszne tak patrzeć na brata, który leżał i walczył o życie a ty możesz tylko się modlić, nic więcej nie jesteś w stanie zrobić. Jesteś tak cholernie bezradny a oddałabyś życie by tylko on mógł żyć. W tamtym momencie oddałabym wszystko co miałam by tylko móc z nim posiedzieć przed telewizorem, wyjechać nad jego ulubione morze, pójść na lody, czy robić cokolwiek innego by tylko móc z nim być.

W poniedziałek wieczorem zaczęło się coś dziać. Kiedy na aparaturze ciśnienie Maćka zaczęło wzrastać, do sali wbiegła pielęgniarka wraz z lekarzem. Mój strach był przeogromny, tak potwornie się bałam, nie wiedziałam co się działo, przylgnęłam do szyby i starałam się jak najwięcej zaobserwować. Zobaczyłam jak Maciek powoli otwierał oczy, łzy zaczęły mi płynąć strumieniem a na twarzy pojawił się lekki uśmiech, połączony z niedowierzaniem. Byłam szczęśliwa, śmiałam się przez łzy, obracałam się do pozostałych i pytałam się czy też to widzą. Czułam się jak wariatka, ale taka szczęśliwa. Po chwili wyszedł do nas lekarz.
- Obudził się lecz nadal jest bardzo słaby, proszę jeszcze zachować spokój. - spojrzał na mnie, jakby chciał mnie skarcić za moja radość.
- Można do niego wejść? - tata zwrócił się do lekarza. Widać było, że on też się stęsknił za synem.
- Tylko jedna osoba na chwilę, dosłownie na 5 minut – spojrzał na tatę, który chciał już wchodzić do sali, ale ja nie mogłam dłużej czekać.
- Mogę? – wytarłam rękawem twarz, tata pogłaskał mnie po plecach na znak otuchy a lekarz otworzył mi drzwi. Szłam powoli, patrzyłam na Maćka i serce mi pękało, nigdy żadnego człowieka nie widziałam w takim stanie. Był w siniakach, na głowie miał bandaż. Był strasznie pokiereszowany. Usiadłam na krześle i złapałam go za rękę, mocno ściskając.
- Hej przystojniaku – uśmiechnęłam się do niego, łzy napełniały mi oczy. Czułam dreszcze na ciele, jakby każdy mięsień żył swoim życiem.
- Nie płacz. - mówił bardzo cicho i powoli, ewidentnie musiało mu sprawiać to dużo bólu. - Kocham cię – cały czas patrzył na mnie, wolną ręką otarłam łzy, by nie widział, ile to mnie kosztowało. Chciałam ukryć swój ból, musiałam być silna dla niego.  
- Cicho, nic nie mów, wszystko będzie dobrze. - wymusiłam uśmiech na swojej twarzy. - Musisz być silny, walczyć, musisz to zrobić dla mnie - mój głoś cichł, załamywał się. Trzymałam go za rękę by dodać mu siły.
- Dbaj o siebie, kocham cię tak mocno. - łzy napływały mu do oczu, nie wiedziałam o czym on mówił, nie rozumiałam tego, co chciał mi przekazać.  
- Maciek, przestań. Masz walczyć, nie poddawaj się. Jeszcze nie jeden raz pojedziemy razem nad morze, będziesz patrzył na kobiety w bikini – otarłam mu łzy, na jego twarzy nie było nawet krzty uśmiechu, ale za to dużo bólu, zdecydowanie za dużo.
- Będę walczył do ostatniego oddechu, ale musisz wiedzieć, że cię strasznie kocham. Jesteś najważniejsza.- mówił powoli, tak cicho, czułam, że nie miał sił. - Nawet gdy nie będzie mnie ciałem.... będę duszą. Nie opuszczę cię.... nigdy... ale obiecaj mi, że będziesz dbała, walczyła o siebie.... - gdy wypowiadał te słowa płakałam coraz mocniej, nie przyjmowałam do siebie tego co mówił, nie mógł się ze mną tak po prostu żegnać. On miał walczyć a nie poddawać się.
- Przestań, proszę cię, nie gadaj głupot. Lekarze mówią, że już lepiej z tobą, zobaczysz wyjdziesz z tego. Zrób to dla mnie, nie możesz się tak po prostu ze mną żegnać! - pochyliłam się nad nim. Głaskałam go po policzku. Chciałam dodać mu nadziei.
- Obiecaj mi.
- Obiecuję, a teraz odpoczywaj, nie przemęczaj się. Jestem tu obok i nigdzie się nie wybieram rozumiesz? Będę tu cały czas, ale ty nie przestawaj walczyć. Bardzo cię potrzebuję. Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz! Że będziesz walczył - otarłam mu łzy i wyczekująco wpatrywałam się w jego twarz. Z jednej strony było mi go żal, a z drugiej czułam się zła na niego i to co wypływało z jego ust.  
- Obiecuję. - wziął głęboki oddech. Jego ciśnienie powoli zaczęło spadać, pielęgniarka podeszła do nas i wyciągała maskę. - Kocham cię. - gdy wydusił te słowa zaczęłam strasznie płakać,  
- Maciek!! Do cholery! Walcz! - stałam jak wryta patrząc na niego, na pielęgniarkę podającą mu tlen a on tracił przytomność, oczy miał zamknięte. Po chwili do sali wbiegł lekarz.
- Proszę wyjść! - te słowa skierował w moją stronę a ja płakałam, coraz głośniej i silniej.
- Maciek! Nie, proszę. Słyszysz! Maciek! - Marcin na siłę starał się wyciągnąć mnie z sali, nogi robiły mi się jak z waty, powoli się osuwałam, nie przestając krzyczeć i płakać. Patrzyłam aż znowu otworzy oczy.  
- Gosia będzie dobrze, rozumiesz?! Przestań – Marcin był zły na mnie, to nie była nawet złość ale wściekłość - Nie trać nadziei!
Siedziałam na ziemi z głową opartą na kolanach Marcina i po jakimś czasie, nie jestem określić jak długim, usłyszałam jak lekarz wyszedł z sali. Podniosłam głowę i ledwo co widząc na oczy spojrzałam na niego.
- Przykro mi, obrażenia okazały się zbyt rozległe. zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy. - po tych słowach zaczęłam jeszcze mocniej płakać, po chwili usłyszałam płacz mamy, taty i innych osób. Zaczęłam krzyczeć, wyć z bólu. Strasznie cierpiałam, czułam jak moje ciało się paliło, jak traciłam siebie, jakbym już nie była sobą...
- Wiem, że to nie jest odpowiedni moment ale wasz syn może jeszcze komuś uratować życie. Przy swoich dokumentach miał oświadczenie woli o oddaniu narządów – po tych słowach lekarza mama zaczęła coś krzyczeć, spojrzałam na nią.
- Proszę zrobić tak jak Maciek chciał – ledwo co byłam w stanie się odezwać. To była jego wola i pragnęłam ją wykonać. Mama krzyczała coś wtulona w tatę, lecz wiedziałam, że dobrze robiłam. On tego chciał. Marcin cały czas trzymał mnie mocno, on też płakał. Po chwili cała nasza czwórka – tata, mama, ja i Marcin wtuliliśmy się w siebie. Wszyscy płakaliśmy, to co się wydarzyło było dla nas szokiem, wielkim bólem. Marcin zabrał mnie i mamę do domu a tata załatwiał jakieś papierkowe sprawy.

Nie byłam w stanie nawet wyjść z samochodu, zrobić kilku kroków. Pragnęłam zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Chciałam dołączyć do Maćka, by zawsze móc być z nim. Tylko to dla mnie się liczyło. Nie potrafiłam wyobrazić sobie kolejnego dnia bez niego...  
Marcin wniósł mnie do domu i położył w moim łóżku.. Czułam się oderwana od swojego ciała, ciągle nie potrafiłam przestać płakać. Mama przyniosła mi jakieś tabletki uspokajające i głaskana przez Marcina. zasnęłam. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Na tym świecie nie powinno być tak, że rodzice żegnali swoje dzieci jak i rodzeństwo- rodzeństwo. Maciek był dla mnie wszystkim, przyjacielem, bratem, aniołem stróżem. Był drugim rodzicem, opiekunem. Osobą, która zawsze wyciągała mnie z opresji, chroniła i z wzajemnością. Wiele razy rozmawialiśmy z rodzicami o tym, że jak ich zabraknie to zawsze mamy siebie, naszą trójkę – ja, Maciek i Marcin. Maciek zawsze mi pomagał, był w trudnych chwilach. Z Marcinem też się dobrze rozumiałam, ale nie mieliśmy tak dobrego kontaktu. Maciek był inny, to z nim spędzałam najwięcej czasu w swoim życiu, każdy dzień spędzaliśmy razem – w szkole, w domu, na imprezie. Nigdy nie wyjechałam bez Maćka, nigdy nie rozstaliśmy się dłużej niż na jeden dzień. To do niego najczęściej dzwoniłam, to z nim najczęściej rozmawiałam. Był najważniejszy a teraz już nigdy miałam z nim nie zamienić słowa, nigdy nie usłyszeć Jego śmiechu, nigdy z nim nie wyjechać, nie wygłupiać się, nie spędzić przerwy w szkole, nigdy nie zrobić szalonej rzeczy, już nigdy...

paulinan92

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1735 słów i 9239 znaków.

6 komentarzy

 
  • Rosy

    Kolejne cześci tego opowiadania są na jej blogu :D

  • Mally

    kiedy bedzie nastepnaq czesc ?

  • Qwerty

    Beznadzieja...

  • ANITA

    Popłakałam się:( pisz dalej.

  • jaewa22

    :(  <3

  • Nata;*

    <3