Bez zgodności do miłości...część 29

Z tygodnia na tydzień było coraz lepiej. Amber już się mnie tak nie bała. Dziś pojechała na spotkanie z rodzicami. Bardzo nalegali, miałem tylko nadzieję że po tej rozmowie dadzą jej spokój. Była na nich okropnie zła. Nigdy nie zapytali jak się czuje, czy potrzebuje czegoś, czy chce ich odwiedzić. Stałem na parkingu pod jednym z barów. Widziałem jak Amber krzyczy. Była okropnie zła. Nie wiedziałem o co chodzi, bo postanowiłem że sprawy rodzinne powinna załatwić sama i osoby trzecie nie są do tego potrzebne. Bo około pół godzinie Amber wyszła z płaczem. Trzasnęła drzwiami od baru i biegła w moją stronę. Wsiadła szybko do samochodu.
-Jedź stąd! Proszę jedź! - krzyknęła A ja odpaliłem auto i ruszyłem. Już miałem się zapytać czy wszystko w porządku i co tam się stało, ale Amber mnie uprzedziła. -Oni są niepoważni ! Matka jest w ciąży, chcą sprzedać dom w którym się wychowywałam i kupić inny za granicą, po to by maleństwo miało lepsze warunki. Rozumiesz to ?! O czym oni myślą?! Nie chce ich znać. Teraz dla nich będzie liczyło się małe dziecko! Ja już jestem dla nich nikim. Nawet nie zapytali jak się czuje! Wiesz co jeszcze w tym wszystkim jest najgorsze? Matka ma zagrożoną ciążę. Potrzebuje krew, ale ma bardzo nietypową, a tak się składa że mimo pomocy lekarzy i tak potrzebuje jej szukać na własną rękę i tylko po to dzisiaj do mnie przyjechali. Norman!? Dlaczego oni mi to robią?! Czy oni mnie już nie kochają?!
- Nie wiem skarbie. Przykro mi. Mogę Ci to jakoś wynagrodzić?
-Tak. Zabierz mnie do jakiegoś fast fooda. Mam ochotę na coś niezdrowego. - powiedziała i wytarła mokrą twarz w bluzkę. Widziałem jak próbuje być twarda, ale łzy u tak mimowolnie wylatywały jej z pod powiek. Zadzwoniłem do pierwszej lepszej pizzerii i zamówiłem pizze. Gdy dojechaliśmy na miejsce wszystko już było podane na stole. Przytulałem Amber nie zadawając pytań. Wiedziałem że potrzebuje trochę odpocząć i pobyć w ciszy. Zauważyłem że ostatnio dziwnie się zachowuje. Nie wiedziałem co jest tego powodem, ale wolałem nic jej nie mówić. Chodziła po domu bez celu, cały czas wymyślała że jej coś śmierdzi, jadła jak opętana i to w dodatku tak niestworzone rzeczy że już zastanawiałem się czy nie zabrać jej do lekarza, bo kto normalny je truskawki z ogórkiem kiszonym i bitą śmietaną. Ale po dłuższych przemyśleniach stwierdziłem że to może być wina stresu. Może to spotkanie z rodzicami, albo moja obecność, chociaż miałem wrażenie że mi już wybaczyła, to moje jednak gdzieś na dnie serca dalej boki ją to co zrobiłem, albo raczej na pewno, tylko że już tak tego nie pokazuje. Po zjedzeniu pizzy wróciliśmy do domu. Amber była przygnębiona, ale widziałem że już zaczynała wracać do siebie. Cieszyłem się bo nie lubiłem patrzeć jak jest smutna.
- Amber, może się gdzieś przejdziemy? Spacer dobrze nam zrobi.
- Nie mam ochoty na spacer. Mam ochotę coś zjeść. Coś takiego wyjątkowego.
- Jak powiesz mi co, to z chęcią ci przygotuję.
-Mam ochotę na smażonego kurczaka.
-Mmm świetny pomysł. - powiedział Bruno A Amber aż podskoczyła.
-Boże skąd ty tu się wziąłeś? -spojrzała na niego.
-Bruno jestem, a nie jakiś Bóg. - zaśmiał się. -A jestem tu już prawie cały dzień.
-Wystraszyłeś mnie. - powiedziała robiąc groźną minę.
-Przepraszam nie chciałem.
- Amber, a może jednak coś zdrowszego zjesz. Może jakaś zupa? Przed chwilą jadłaś pizze.
-Norman... jestem głodna. Chciałam zjeść coś konkretnego.
-A czy z Tobą aby na pewno wszystko w porządku? - zapytał jej Bruno, a Amber spojrzała na nas obu i podeszła do lodówki. Wzięła z niej paczkę lodów i dwie kiełbasy. Usiadła w salonie i jadła na przemian gryz kiełbasy i łyżka lodów. Wyglądało to okropnie. Patrzyłem na Bruna który przecierał oczy, a później dodał. -Norman, będziemy musieli chyba porozmawiać.
To co powiedział mi Bruno zwaliło mnie z nóg. To nie mogła być prawda. Ale postanowiłem poczekać jeszcze 2 tygodnie obserwując, czy aby na pewno podejrzenia Bruna mogły być prawdziwe.
*** Dwa tygodnie później***
Za nami 2 dni nieprzespanych nocy. Wieczne wymioty i złe samopoczucie Amber. Nie wiedziałem co mam robić. O lekarzy nawet nie było mowy. Amber jak tylko to usłyszała wpadała w szał. Obawiałem się że jednak Bruno i jego podejrzenia o tym że w jej brzuchu rośnie potwór stawały się coraz bardziej realne.
-Amber!! Zbieraj się bo jedziemy do miasta.
- Nie mam siły. Zostanę w domu.
- Nie ma mowy. Jedziesz z nami. - powiedział Bruno. Podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce. Wyglądała jak zombie.
- Norman, ja nie mam siły. Proszę zostaw mnie w domu.
- Nie. Nie ma mowy. Już powiedziałem że jedziesz z nami.
-A mogę wiedzieć co jest takiego pilnego że muszę jechać z wami? Przecież jak zostanę w domu to nic mi się nie stanie.
- Amber nie dyskutuj już. Jedziesz i tyle. Więcej informacji na chwilę obecną nie musisz przyswajać.
-Mam nadzieję że ten wyjazd nie przyniesie mi żadnych przykrych niespodzianek. - powiedziała pod nosem. Pomogłem jej się obrać. Było mi jej żal. Chciałem jej powiedzieć co ją zaraz czeka Ale wiedziałem że jak jej powiem, to na pewno nie pojedzie. Umówiłem ją do lekarza. Ginekologa. Jeśli możne to nazwać umówieniem się. Po prostu zadzwoniłem i powiedziałem że będę. Musiałem wiedzieć co jest grane. Miałem już z nią jechać po tej akcji z gwałtem, ale nie chciałem wtedy patrzeć jak dokładam jej kolejnych stresów. Teraz nie było innego wyjścia. Poszliśmy do auta. Amber słaniała się na nogach. Po drodze zdążyła zasnąć, a jak już byłyśmy pod szpitalem nie sposób było jej dobudzić. Spała jak niedźwiedź. Wziąłem ją na ręce i weszliśmy do szpitala. Na wejściu przywitał nas Juan. Zabrał nas do swojego gabinetu. Wypiliśmy z Brunem kawę, czekając aż moje maleństwo się obudzi. Trochę to trwało. Ale w końcu zaczęła otwierać zaspane oczka. Potarła je piąstkami, a później szybkim nerwowym ruchem usiadła i rozejrzała się dookoła. Szybko dostrzegłem jej niezadowolenie na twarzy.
-Witamy. - powiedział Juan.
- Norman! Co ja tu robię?! - szybko wstała z kozetki. -Rozumiem że to jakiś żart?!
-Chodź napijesz się z nami kawy. - powiedział Juan, ale Amber zmierzyła to tylko ognistym spojrzeniem. Wiedziałem że to nie będzie łatwe przeprawa. Wstała z kozetki i kierowała się w stronę drzwi. Była tak pewna siebie że prawie jej nie poznałem, ale wiedziałem że lekarze wywołują u niej strach. Nie wiem dlaczego, ale każdy z nas czegoś się boi.
- Amber, zaczekaj. Bo tam zaraz ... - nie zdążyłem powiedzieć i w tej chwili drogę zastawili jej pielęgniarze. Jej ciało drgnęło. Podszedłem do niej. -Właśnie miałem Ci powiedzieć.
-Norman, powiedz mi co ja tu robię?
-A ty mi powiedz, dlaczego od razu się tak denerwujesz? Przecież nic ci się nie dzieje. – powiedziałem i dostrzegłem w jej oczach złość, ale zdecydowanie przez gniew przebijał się strach. Przytuliłem ją i razem poszliśmy do stołu. Juan podał jej szklankę wody, którą przyjęła bez protestów. Zaczęła stukać paznokciami o szklankę.
-Ej, ej... tylko bez takich, bo zaraz nie będę miał bluzek na zmianę. – zaśmialiśmy się po słowach Juana. Amber nadal siedziała poważnie. Wypiła szklankę i ją odstawiła.
-Możemy już jechać do domu? – zapytała. Widziałem jak jej drżą ręce. Chyba już wiedziała co się może święcić.
-Co ci się tak spieszy mała? Może się czegoś jeszcze napijesz?
-Nie chcę nic. Chcę po prostu do domu.
-Nie denerwuj się tak Amber. Chcecie może coś ze sklepu? – zmienił temat Bruno.
-Nie! – krzyknęła Amber. –Ale ja pojadę z tobą. Chciałam jechać do domu. – powiedziała już bardziej potulna. Nagle do gabinetu wparował jakiś lekarz. Szedł tyłem i gadał coś do jakiegoś faceta, mało co nie wpadł na Bruna. Totalnie zakręcony.
-Oj, sorry. Zagalopowałem się. Siemka wszystkim... – powiedział i złapał się za głowę. – Hmmm ok. Zapomniałem po co przylazłem. – powiedział,a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Takiego wesołego i na luzie lekarza to ja dawno nie spotkałem. –A co tu się wyprawia? – zapytał robiąc przy tym naprawdę wesołą minę. Amber wtuliła się do mnie jeszcze mocniej.
-Mamy gości. Bruna już znasz, ale z nim nie pogadasz, bo właśnie wychodzi. – powiedział Juan, a Bruno poklepał kolesia po ramieniu i wyszedł. –A To jest Norman, a na jego kolanach Amber. – powiedział, a gestem rąk pokazał mu, że ma być opanowany.
-Ooo, to ta Amber... Cześć. Jestem Night. – powiedział i podał rękę Amber, ona chodź niepewnie, ale zrobiła to samo, a mnie poklepał po ramieniu. –Powiem ci, że jesteś tak malutka i drobniutka, że z początku cię nie zauważyłem. Jak się czujesz? Jak tam dzisiejsze samopoczucie? – Amber nic nie odpowiedziała, natomiast jej ciało zdecydowanie zgłaszało sprzeciw. –Wszystko w porządku? Wstydzisz się mnie? Aż taki straszny jestem?
-Sam sobie odpowiedz na to pytanie Panie ,,G,,
-Proszę odezwał się pan szef nadąsany. Pragnę ci przypomnieć, że jak do tej pory są na mnie same pochwały. Odkąd tu pracuję, zdaje się że jeszcze nie było żadnej skargi.
-Dobra, dobra. Działaj. Ja niestety muszę zawijać do pacjentów. W razie co, alarmuj.
-Jasne komandosie. – powiedział i zasalutował mu.
-Powodzenia. – powiedział do nas Juan i wyszedł.
-To chodźcie do mnie. Pogadamy sobie. Norman, pytanie do ciebie. To pierwszy raz?
-Tak. – powiedziałem i zacząłem wstawać. Amber zaaplikowała mi paznokcie pod skórę, a gdy ją chciałem wziąć na ręce, odsunęła się ode mnie.
-Norman, ja chciałam jechać do domu. Proszę…
-Ej, ale dlaczego się tak stresujesz? – Zapytał Night.
-Norman... Proszę. – powiedziała, a w jej głosie było słychać nadchodzącą fale łez.
-Chodź. Przecież nic się nie dzieje. Jestem przy tobie. – powiedziałem i wziąłem ją na ręce.
-Norman, co tu się dzieje? Dlaczego tu jesteśmy?
-Zaraz zobaczysz. – powiedziałem i weszliśmy go gabinetu. Na szczęście fotel był zasłonięty parawanami, ale niestety na ścianach wisiały różne narzędzia, których Amber nie powinna teraz widzieć.
-Puść mnie! Ja chcę stąd iść! Proszę !!! – Jej całe ciało drżało. W jej oczach pojawiły się łzy.
-Spokojnie. Ja nie gryzę. Usiądźcie sobie. Pogadamy trochę.
-Ale ja nie chcę z nikim rozmawiać.
-Dlaczego? Aż taki straszny jestem?
-Tak. Jest pan lekarzem, a ja chce iść do domu.
-Ale nie pan. Jestem Night. Słuchaj. Wiesz z jakiego powodu tutaj jesteś? Czy jeszcze nie rozmawialiście?
- Ja nie jestem tutaj z żadnego powodu. Ale Normanowi przydało by się badanie słuchu, bo nie rozumie że nic mi nie dolega, ale i tak zaciąga mnie do lekarzy.
-Widocznie miał jakiś powód, żeby Cię tutaj przeprowadzić. Ja mam propozycję. Dam Ci leki, które pomogą ci się trochę uspokoić.
-O nieee! Nie na mowy. Nie będę brała żadnych leków. - powiedziała Amber i zasadziła mi takiego kopa w piszczel, że usłyszałem jak moja kość zaprotestowała. Ale nie złościłem się na nią. I tak dużo przed nią ukryłem.
-Ok. Tabletki odpadają, chociaż twojemu facetowi jeszcze trochę będą potrzebne, jak będziesz go tak traktowała, no chyba że nie jest nam potrzebny i poprosimy go żeby wyszedł. - powiedział Night, a Amber przestała oddychać. To też nie będzie dobry pomysł. -Hej. Ok, ok. Rozumiem Cię bez słów. Ok, Norman zostaje. - powiedział A Amber nabrała w płuca głęboko powietrze.
-Po co ja tu jestem? - pytanie skierowała do mnie.
-Nadal ci nie przedstawiłem czym się zajmuje. Jestem ginekologiem. Zajmuje się badaniem narządów płciowych damskich. Ale to już pewnie wiesz. Bardzo ważne jest dla mnie abyś powiedziała mi czy już kiedyś byłaś u takiego lekarza. - Night skończył rozmawiać czekając na odpowiedź Amber, a ta w odpowiedzi zaczęła płakać.
-Nie płacz kochanie. Nie masz czego się bać. Przecież jestem z Tobą. Krzywda ci się nie stanie. - mówiłem do niej, ale mnie nie słuchała. Cały czas szlochała.
-Oj, przepraszam. Nie wiedziałem, że aż tak bardzo się tego obawiasz. Ale wiesz co, skoro już tutaj jesteś, to może jednak spróbujemy? Zapewniam, że to nic nie boli. Nie zajmie mi to za dużo czasu. Obiecuje. W pierwszej kolejności bym Cię osłuchał i zmierzymy ciśnienie. Tego chyba się nie boisz prawda?
-Ona się boi wszystkiego co związane z lekarzem.
-Rozumiem. Szkoda, bo taki zły nie jestem. Ale ok. Wszystko już wiem. Więc zacznijmy. Podniesiesz trochę bluzkę do góry, a ja posłucham co tam gra w twoim wnętrzu. Ok? - rozmawiał z nią mimo tego że nie otrzymywał odpowiedzi. Miał lepsze podejście niż niejeden lekarz który po takich pokazach osób pełnoletnich buchnął by śmiechem. Byłem mu za to wdzięczny. -Może poprosimy Normana o pomoc. Wystarczy lekko podnieść bluzkę do góry. - złapałem za jej bluzkę, ale ona automatycznie złapała za jej krawędź usiłując spuścić ją na dół. Ale po chwili dopuściła. Była tak spięte że nawet nie trzeba było jej dotykać. Było to widać gołym okiem. -Oddychaj spokojnie. Nic się nie dzieje. Wszystko jest dobrze. - mówił i pokazał palcem na plecy. Osłuchał A później kazał położyć jej rękę na stole, ale cały czas ją zbierała. -Słuchaj. Teraz zmierzę tylko ciśnienie. Musisz się trochę uspokoić. Naprawdę nie stanie ci się krzywda. Nie musisz się niczego obawiać. Jest przy tobie mężczyzna, który zasadził by mi niezłego kokosa gdyby coś się tobie stało. Muszę zbadać twoją krew. Pobiorę tylko jedna ampułkę, a w zasadzie to nie ja, chyba że wolisz żebym ja wszystko zrobił.
- Norman, ja się źle czuję. Chciałabym jechać do domu. Zrobię wszystko tylko chodźmy stąd.
-Przykro mi kochanie. Już dawno miałem Cię tu zabrać. Teraz nie ma innego wyjścia. Już od dawna źle się czujesz. Dzisiaj się z Tobą coś dziwnego. Musisz w końcu przełamać ten lęk. Będę przy tobie cały czas. - tłumaczyłem jej. Głaskałem ją po plecach i cieszyłem się jak jej drżące ciało przyjmuje dawkę przyjemności, ale nie trwało to długo bo zaraz przyszedł kolejny lekarz.
-Witam państwa. Kto tu na badanie krwi? - zapytał, ale raczej nie musiał liczyć na entuzjastyczne podniesienie palca i okrzyk.. to ja !..
- To ta młoda dama. - powiedział Night. Amber zaczęła ciężej oddychać.
-Ok. Jakoś sobie poradzimy. Młoda, zapraszam ze mną. - powiedział, a Amber po raz kolejny zabrakło powietrza.
-Black, nie tak szybko. To jest Amber.
-Aaa, przepraszam. Nie wiedziałem. - powiedział, a ja byłem zdziwiony, że każdy już ją zna. Zanim Amber pozwoliła sobie pobrać krew minęło 30 minut. Płakała jak dziecko. Ale teraz się nie cofniemy. Przejdzie wszystkie badania.
-Słuchaj maleńka. Za tym parawanem jest fotel. Ale jeszcze zanim tam pójdziemy pójdziesz na spokojnie do łazienki. Tam będzie czekał na sobie fartuch. Założysz tylko jego. Resztę odzieży zostawisz sobie na szafce. Ale jeszcze zanim to zrobimy... - przerwał na chwilę i z szafki sięgnął jakieś leki. I podał je Amber. - Tu masz leki, które zażyjesz. Po nich nic ci nie będzie. Pozwolą Ci się trochę uspokoić.
- Nie dam rady ich połknąć. Niedobrze mi. - powiedziała cichutko.
-Chociaż spróbuj. - powiedział i dał jej tabletki do ręki. Od razu wsadził je do buzi. Byłem pełen nadziei że jednak przyjmie dawkę leków, ale wtedy zeskoczyła mi z kolan i podbiegła do śmietnika. Jej głowa zanurkowała w środku i zaraz przez jej ciało przeszła pierwsza torsja. Podbiegliśmy do niej. Lekarz złapał jej włosy, a ja objąłem w pasie i głaskałem po plecach. Wiedziałem jak bardzo się tego boi cała drżała.
-Naprawdę musicie patrzeć jak rzygam? - na jej twarzy był wielki rumieniec. Starła łzy z oczy chusteczką którą dostała od lekarza. Miałem wrażenie że tak jakby nabrała odwagi.
*** Oczami Amber***
Złość to mało powiedziane. Byłam tak cholernie wściekła na Normana i Bruna za to że mnie tutaj przywieźli, że gdyby nie fakt iż jestem słaba pewnie bym ich pozagryzała. Lekarz. Night, jak to możliwe że to jest w ogóle lekarz. Wygląda jak jebana gwiazda rocka. Długo myślałam nad tym żeby stąd nawiać, ale co mi to da ? Przed Bruno i Normanem nie da się uciec. Siedziałam teraz na podłodze przytulona do wiaderka. Lekarz nawet mnie nie słucha, z resztą Norman podobnie. Przecież mówiłam że jest mi niedobrze. Tak bardzo się wstydziłam tego mężczyzny, że nie sposób jest opisać to słowami. On jest szalony i niby mam przed nim rozłożyć nogi ?! Co mogę zrobić żeby tak się jednak nie stało. Nie jestem na to gotowa. Boje się i wstydzę. Jeszcze nigdy nie byłam u takiego lekarza. Otarłam resztki łez wpływających z moich oczu. Pomału zaczęłam wstawać. Czułam się przytłoczona. Miałam około 160 centymetrów wzrostu A oni prawie 2 metry. Wtuliłam się w Normana.
-Wszystko w porządku? -zapytał Norman.
- Nie do końca. Nie powiedziałeś mi że tutaj mnie zabierasz. Nie podoba mi się to.
-Skarbie to naprawdę tylko chwila.
-Może idź się przygotuj do badania, ja też się przygotuje. Za 5 minut widzimy się tutaj. Po prawej stronie jest łazienka. Dasz sobie radę? Może coś jeszcze wyjaśnić?
-Nie trzeba. - powiedziałam. Wstyd i przerażenie zaczęło brać nas wszystkim górę. Poszłam do łazienki. Rozejrzałam się. Łazienka była wyłożona czerwonymi płytkami po sam sufit, a muszla klozetowa była złota. Kto to projektował? Załapałam za fartuszek który miałam założyć. Też był w kolorze czerwonym A na nim były różne obrazki. Zaniepokoiły mnie one. Były tam bicze kajdanki i inne erotyczne zabawki. Ale póki jeszcze miałam na tyle odwagi zdjęłam ubrania i założyłam fartuch. Zerknęłam w lustro i nagle miałam ochotę ubrać się z powrotem, ale do łazienki wszedł Norman. Automatycznie próbowałam zakryć to co miałam na dole.
-Kochanie. Uroczo wyglądasz. - powiedział A na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. - Nie wstydź się. Masz piękne ciało.
- Norman?
-Słucham kochanie.
- Co on mi będzie robił? Boje się. Nie chcę być przed nim naga.
-Spokojnie. Będę przy tobie. Im mniej wiesz tym będziesz spokojniejsza. Chodźmy już. Night na nas czeka. - powiedział i złapał mnie za rękę. Pocałował w czoło i zaczął się kierować w stronę gabinetu. Moje serce zaczęło szybciej bić. Złapałam go mocniej za rękę. Usilnie próbowałam zakryć swoją nagość, ale to wszystko na nic. Gdy zobaczyłam lekarza, nie wiedziałam co mam robić. Wzięłam nogi za pas i wybiegłam z gabinetu. Nie cieszyłam się wolnością zbyt długo. Na drugim zakręcie złapał mnie Bruno.
-Bruno, proszę zostaw mnie.
- Nie mam mowy. - powiedział i dał mi swoją bluzę która sięgała mi do kolan. -A teraz marsz do gabinetu. - nie miałam innego wyjścia. Objął mnie ramieniem i zaprowadził do gabinetu. Gdy weszliśmy do środka lekarz siedział na krześle obrotowym, a Norman pił kawę. Spuściłam głowę w dół. -Ktoś wam chyba nawiał. -powiedział Bruno, a drzwi do gabinetu otworzyły się. Do środka wbiegł Juan.
-Night, potrzebuje pasy. Mamy wyjątkowo niebezpiecznego pacjenta. - powiedział do niego i spojrzał na mnie. Zagryzłam wargę. Juan wziął psy, podziękował po czym pogładził mnie po ramieniu i dodał. -Bądź dzielna. - i wyszedł.
-Zapraszam ze mną. - powiedział Night I podszedł do mnie. Rozglądałam się nerwowo. Night zdjął ze mnie bluzę Bruna i podał mu ją. Przełknęłam głośno ślinę. Norman w dalszym ciągu siedział przy stole i pół kawę. Night objął mnie ręką i prowadził do fotela. Stanęłam przed nim i patrzyłam jak wryta. Czułam nadchodzącą falę płaczu. -Mam ci najpierw wszystko wytłumaczyć, a później weźmiemy się do badania, czy od razu będziemy działać? - patrzyłam w stronę Normana. Chciałam żeby przyszedł, ale nawet na mnie nie patrzył. Zagryzłam mocno wargę. Chciało mi się płakać. Widziałam już przez mgłę. -Ale nie płacz. Spokojnie. Krzywda ci się nie stanie. Usiądź sobie tutaj jak na zwykłym fotelu. - powiedział i złapał mnie za rękę pomagając mi usiąść. Moje nogi drżały jak galaretki. -Wszystko w porządku? - zapytał A ja tylko twierdząc pokiwałam głową, ale wcale nie było nic w porządku. -Ok. To teraz pomogę Ci położyć nogi na podpórki.
-Nie. Ja nie chcę. - powiedziałam.
-Spokojnie. Nic jeszcze nie będę robił. - powiedział i złapał mnie za nogę. Wpadłam w panikę. Moja krótka koszula już w tym momencie podniosła się tak że nie mogłam nic zakryć. Przez paraliżujący mnie strach nie byłam w stanie zdjąć nogi.
-Proszę zdejmij mi nogę z tego! Proszę, proszę! - krzyczałam A lekarz zdjął mi nogę i zawołał Normana.
***oczami Normana***
Amber strasznie się rozpłakała stanąłem między jej nogami i przytuliłem mocno do siebie.
-Nie płacz skarbie. Przecież nic się nie dzieje. Połóż nogi tam gdzie mają być. Im prędzej będziesz zbadana tym szybciej będziemy w domu. - powiedziałem i położyłem jej nogi na podpórkach. Położyłem ją i stanąłem obok Przytulając ją do siebie. Lekarz stanął pomiędzy nimi. Widziałem jego zamieszanie i wątpliwości gdy widział reakcje Amber. Amber patrzyła na niego błagając wzrokiem aby jej nic nie robił.
- Amber, musisz się troszkę uspokoić. Mogę Ci wszystko tłumaczyć. Naprawdę to nic nie boli. Możesz czuć tylko lekki dyskomfort. - mówił do niej i zakładał rękawiczki. Amber zakrywała swoją kobiecość i próbowała ściągać nogi.
- Ja nie chcę żebyś mi tłumaczył. Chcę już iść do domu.
-Skarbie jak Night Cię zbada to pójdziemy. - wiedziałem jak Night trzyma jakiś przyrząd i patrzy na mnie czekając na pozwolenie. Nawilżył przedmiot który trzymał w ręku i przy okazji dwa palce. Gdy tylko palce dotknęły jej intymności zaczęła tak krzyczeć i kopać nogami, że mało co lekarz nie oberwał w głowę.
-Niee!! Nie dotykaj mnie!! - jej krzyk był tak przeraźliwy, że sam się przestraszyłem. Usiadłem na nią okrakiem tuląc ją mocno do siebie, a w tym czasie Bruno i Night przywiązali jej nogi do fotela. -N...N...Nie rób... Nie róbcie mi nic!
- Amber! Uspokój się! Co ty wyprawiasz?! - krzyknąłem, bo nic innego nie działało.
-N.. Norman.. Ja.. ja nie chce... boję się. - szlochała tak że bałem się żeby się nie udusiła.
-Albo się uspokoisz, albo zamiast mnie będą stali tu inni lekarze i będą Cię trzymać, a ja poczekam na zewnątrz. - spojrzała na mnie przestraszony. Dalej szlochała i drżała po histerii, ale już była spokojniejsza. - Night, proszę. Możesz przejść do badania. - powiedziałem i zszedłem z niej. Przyciągnęła mnie tak, aby móc zakryć twarz moją bluzą.
- Amber, ty już się kiedyś uprawiałaś sex prawda? - Amber w odpowiedzi pokiwała głową. -Ok. Teraz przejdę do badania. Najpierw zbadam Cię palcami A później założę wziernik co pomoże mi określić czy wszystko w środku jest w porządku. Później zrobię usg dopochwowe. Czy mam ci coś wytłumaczyć? - Amber pokręciła przecząco głową i zaszlochała. -Uwaga, teraz spokojnie. - powiedział i włożył w nią palce. Próbowała złożyć nogi, ale miała przywiązane. Po chwili zerwała się i złapała go za rękę.
-Proszę nie rób mi tak. - zapłakała, ale Night się nie poddał. Złapał ją wolną ręką i pomógł wrócić do pozycji leżącej.
- Nie zrobię Ci krzywdy. Leż spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - cały czas ją uspakajał. Aż w końcu doszliśmy do USG. - Nie spinaj się tam mała. To już ostatnie badanie i koniec na dzisiaj.
-Niedobrze mi. Ja już nie chce. Proszę ściągnij te pasy. - załkała.
-Ok. Ja ściągnę pasy, ale ty poczekasz do końca badania. - powiedział A ona spojrzała na niego smutno. -Zgadzasz się?
-Mhm. Ale ja muszę iść do toalety.
-Wytrzymają jeszcze te dwie minutki. To naprawdę nie potrwa długo. - mówił do niej i zdjął pasy. Bałem się że już teraz będzie po badaniu bo zwieje, ale o dziwo została. Jeździł tą głowicą dość długo aż w końcu Amber miała już dość.
- Już? Długo jeszcze?
-Jesteś w ciąży. Gratuluję!!
-Słucham ?! - jej oczy mało co nie wyleciały z orbit.  
-Jesteś w ciąży. Już skończyłem badanie. - powiedział i zdjął jej nogi na dół. -Wszystko w porządku? - zapytał jej A ona patrzyła w jeden punkt. -Możesz się ubrać, a ja wypiszę receptę na leki które od dzisiaj będziesz codziennie przyjmować. - powiedział i pomógł jej zejść z fotela. Spojrzała na mnie przerażona jakby bała się mojej reakcji.
-Dobrze się czujesz kochanie?
-Tak. - powiedziała krótko i wstała z fotela. Jak szła do łazienki zerkała na nas, a jej nogi drżały. Złapała się ściany i osunęła się po niej. Podbiegłem szybko do niej.  
-Kochanie! Co się dzieje?! - złapałem ją za rękę. Cała się trzęsła.
-Ja nie mogę być w ciąży. Proszę powiedz mi, że to nie jest prawda.  
-Skarbie, ale czego ty się boisz? Przecież sobie poradzimy.  
-Ale mi nie chodzi o to czy sobie poradzimy. Bo to ja sobie nie poradzę. Przecież ciąża wiąże się z tym, że co tydzień będę m usiała być u lekarza. A ja się na to nie piszę. - spojrzałem na Nighta, który podszedł do nas z rozbawioną miną.  
-Słuchaj Amber, uwierz mi, że akurat to że będziesz musiała chodzić do lekarza to jest nic w porównaniu z nieprzespanymi nocami i obsranymi pieluchami. - powiedział, a do mnie nagle dotarła powaga sytuacji. Cholera, rzeczywiście to może być ciężkie. -Norman, pobladłeś. Wezwać odpowiednich lekarzy?  
-Nie dzięki Night. Poradzę sobie.  
-Ja chcę iść do domu. - powiedziała Amber ocierając twarz rękoma.  
-Ubierz się najpierw. - powiedziałem i pomogłem jej wstać. Poszła do łazienki i dosłownie minutę później wyszła z niej już gotowa do wyjścia.  
-Amber usiądź jeszcze sekundkę. - powiedział Night, a na jej twarzy po raz kolejny zaczął malować się strach. -Ale spokojnie. Już nic nie będę robił. Chciałem tylko chwileczkę porozmawiać. - powiedział, a Amber podeszła do mnie. Stanęła obiad, a w zasadzie za mną. wzrok miała wbity w podłogę. Przesunąłem się na krześle, tak aby jej dosięgnąć i posadziłem sobie na kolanach. -Chciałem wam powiedzieć że teraz będą często wizyta lekarzy i badania. Musicie podejść do Juana i powiedzieć mu do jakiego lekarza będziecie chodzić. Macie spory wybór, bo w tym szpitalu jest kilku lekarzy, no chyba że będziecie zmieniać klinikę.  
-Ale ja nie chcę chodzić do lekarzy. Nie chcę być w ciąży.  
-A ty też możesz być lekarzem prowadzącym? - zapytałem.
-Oczywiście. Ale wybór lekarza pozostawmy Amber.  
-Ona nigdy się nie zdecyduje na żadnego. Już ja ją dobrze znam, a z tobą myślę, że będzie dobrze.  
-Ok. Dziękuję za komplement. W takim razie Amber, widzimy się za tydzień. Mam nadzieję, że znajdziemy wspólny język.
-Dzięki. Do zobaczenia. - powiedziałem i wstałem trzymając Amber na rękach.  
-Gratulacje rodzice. - powiedział Bruno.  
-Ja chcę jechać do domu. - powiedziała Amber, a my się zaśmialiśmy. Nie liczyło się nic innego niż tylko Jechać do domu.  
-Dobrze kochanie. Już jedziemy. - powiedziałem sadzając ją do samochodu.  
-I nie myśl sobie, że będę tutaj jeździć do lekarza. Ja się nigdzie z domu nie będę ruszać! - powiedziała zalana złością.  
-Dobrze skarbie. - powiedziałem, a w myślach dokończyłem ,,,skoro ty nie pójdziesz do lekarza, to lekarz przyjedzie do ciebie,,,.

564 czyt.
100%51
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i inne, użyła 5218 słów i 28084 znaków.

1 komentarz

 
  • Fanka. O. O

    Fanka. O. O · 7 lis 12:27 · 202082621

    Bardzo ciekawe, czekam na więcej 🥰