Bez zgodności do miłości...część 28

Leżałam w tym przeklętym miejscu. Kochałam Normana, ale nie wiem czy będę umiała mu zaufać po raz kolejny po tym co mi zrobił. To miejsce budziło we mnie lęk. Okropny strach z nad którym nie potrafiłam sobie poradzić. Wywoływał we mnie mdłości. Widziałam wszystko przed oczyma. Tą całą sytuację do której się dopuścił. Jak można zrobić coś takiego osobie którą się kocha? To jest nie do pomyślenia. Ale w sumie, ja stałam za moimi rodzicami murem, chociaż bardzo mi się nie podobało ich bogactwo, a teraz stałam się dla nich nikim. Po prostu nikim. Co z tego że chcą się ze mną spotkać? Co to może zmienić po tym jak traktowali mnie jak powietrze. Byli tak zajęci sobą że nawet nie raczyli konkretnie zareagować na to co mi się przytrafiło. Teraz leżałem tutaj w pokoju razem z osobą która nie potrafi nad sobą panować. To jest straszne.  
- Amber, wszystko w porządku? - zapytał mnie i podszedł do mnie.  
- Nie zbliżaj się. Chcę zostać sama. - odparłam próbując patrzeć w inną stronę, ale mimo wszystko mój wzrok ciągnął do niego. Widziałam w nim smutek, ale bałam się, po prostu bałam się cokolwiek zrobić.  
- Kochanie, za dwie godziny będzie u ciebie lekarz.  
- Nie. Nie chcę nikogo już dzisiaj widzieć. Zostawcie mnie w końcu w spokoju. Chcę odpocząć. - powiedziałam, a w tym momencie do pokoju wszedł Bruno. Podszedł do mnie. Spojrzałam na niego pytająco.  
-Amber, weź tą tabletkę. Pozwoli Ci trochę się odprężyć.  
-Ile razy mam jeszcze się powtarzać? Przecież mówiłam że nic nie chcę. Dajcie mi pobyć chwilę samej.  
-Jeśli nie weźmiesz, nie zostawimy Cię samej. - spojrzałam na niego wściekła. Co on sobie wyobraża?! Wzięłam od niego tabletkę i udawałam że połknęłam tabletkę. Jak tylko wyszli z pokoju, szybko ją wyplułam. Położyłam ją pod poduszkę. Oni chyba nie wierzą w to że będę im posłuszne jak piesek. Leżałam patrząc w sufit. Dlaczego mój los akurat tak się potoczył? Przecież mogło być zupełnie inaczej. Bardzo mi się chciało spać, ale coś mnie od tego powstrzymywało. Słyszałam jak rozmawiają, ale nie mogłam ich zrozumieć. Zerkałam na okno. Widziałam światła reflektorów samochodowych, a zaraz po nich usłyszałam dźwięk silnika. Chciałam wstać z łóżka z zamiarem zobaczenia, kto to przyjechał, ale niestety mój plan się nie powiódł. Kołdra zaplątała mi się w nogi i upadłam. Strasznie mnie zabolał brzuch. Już wstawałam, gdy do pokoju wbiegł Norman i Bruno. W oczach Normana było coś w rodzaju przerażenia. Tylko nie wiem dlaczego. Przecież nic takiego się nie stało. Tylko się przewróciłam.  
-Nic mi nie jest. Chciałam tylko iść do łazienki, ale kołdra mi się zaplątała. – powiedziałam zmieszana, spuszczając wzrok.  
-Na pewno nic ci nie jest? – zapytał Norman.  
-No przecież już mówiłam. Nie podchodź do mnie. Poradzę sobie sama. Możecie mnie zostawić samą? Chciałam jeszcze trochę pospać. – widziałam podejrzliwy wzrok Bruna. Miałam wrażenie, ze wiedział o tym, że nie wzięłam tabletki.  
-To jak to ? Jeszcze jesteś śpiąca? Przecież spałaś. – powiedział do mnie, a na jego twarzy malował się dziwny uśmieszek. Nie wiedziałam jak mam się bronić. Coś powodowało, że czułam się bezbronna w ich towarzystwie. Mimo tego że tak bardzo się zazwyczaj udawało mi się postawić. Ale teraz coś mnie zblokowało. –Jak byś wzięła tabletkę, to byłabyś spokojniejsza i na pewno byś była wyspana. – nawet się nie broniłam. Pomału wstałam z podłogi i patrząc czy czasami nikt za mną nie idzie, poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i patrzyłam na moje posiniaczone ciało. Przełknęłam sline i zamknęłam na chwilę oczy. To kiedyś musi się skończyć. Dlaczego? No dlaczego ja ?! Usłyszałam w pokoju jeszcze jeden głos męski. Juan. N pewno on. Dlaczego nawet lekarz wygląda jak przestępca? Ten świat jest zupełnie inny niż ten który sobie zawsze wyobrażałam. Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Miało to wyglądać jak w bajce, a jest zupełnie inaczej. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam na siebie jakieś ubranie Normana i stanęłam przed lustrem. Wyglądałam tak jakby przejechał po mnie czołg. Otworzyłam szafkę i zobaczyłam w niej żyletkę. Może to jest jedyne wyjście? Wzięłam ją do ręki i zaczęłam oglądać. Przyłożyłem do ręki przymierzając i zastanawiając się jak to będzie. Ale jestem za słaba. Nie dam rady pociągnąć jej po żyle. Strasznie się boję. Boje się tego co będzie po tym jak to zrobię. Czy będę cierpiała? Lekko przydusiłam ją do ręki i wtedy drzwi się otworzyły. Żyletka wypadła mi z ręki, a ja spojrzałam w stronę postaci stojącej w drzwiach. Norman. Spojrzał na przedmiot który wypadł mi z dłoni. W jego oczach zobaczyłam złość. Kipiała w każdą stronę. Podszedł szybko w moja stronę. Odruchowo chciałam się bronić by uniknąć ewentualnych ciosów. On podniósł z podłogi żyletkę i cisnął nią do kosza.  
-Oszalałaś? Co ty wyprawiasz? Chciałaś sobie zrobić krzywdę?! - złapał mnie za ramiona i potrząsnął nimi. Z moich oczu poleciały zły.  
- Nie chciałam nic zrobić. - powiedziałam szlochając.
-Kochanie nie możesz tak robić. Nie wybaczę sobie jak zrobisz sobie krzywdę. Obiecaj mi że nie zrobisz żadnego głupstwa. Obiecaj! - krzyknął i objął mnie mocno, przytulajac do siebie. Mojemu ciału jednak to się nie podobało.  
- Ja tego wszystkiego nie rozumiem... Dlaczego tutaj wszyscy wyglądają jak przestępcy? Dlaczego takie rzeczy mi się przytrafiają? Ja się boję... okropnie się boję.  
-No bo żyjemy w świecie przestępców. Wszystko właśnie się toczy między takimi ludźmi. Każdy ma tu swoją przeszłość która pozwoliła nam się dobrać w grupkę nie do zniszczenia. Każdy ma tu swoją rolę. Wygląd to raczej czysty przypadek.
-Norman, ja chciałam się położyć. Możesz mnie puścić?  
-Jasne. - powiedział i pocałował mnie w czoło po czym puścił mnie. Poczekałam aż wyjdzie pierwszy. Otworzył przede mną drzwi. Przeszłam koło niego tak aby go nie dotknąć, wzrok wbijając w podłogę. Ale gdy tylko zobaczyłam do góry, zobaczyłam ich. Bruno i Juan. Zaczęłam się cofać i wpadłam na Normana. Przełknęłam głośno sline. Wiedziałam że nie mam szans. Ich jest trzech a ja jestem sama... Ale ogólnie rzecz biorąc chyba nie chcą mi zrobić krzywdy. Chociaż po występkach Normana nie mogłam być tego taka pewna. Norman trzymał mnie od tyłu głaszcząc po ręce. Moje ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Przymknęłam oczy i nabrałam głośno powietrze. Moje nogi zmiękły. Czułam wzrok ich wszystkich na sobie.  
-Witam. Jak się macie? - zapytał Juan patrząc na mnie i Normana. Moje ciało samo reagowało sprzeciwem. Miałam ochotę się w kogoś schować, ale nie było nikogo komu bym ufała w stu procentach.  
-Dobrze. - powiedział Norman. Było mi ciężko cokolwiek powiedzieć.  
-Chodźcie do pokoju. Zjemy coś. - powiedział Bruno. Zamknęłam na chwilę oczy. Weź się w garść. Musisz być silna. Pokaż im że nie boisz się. Chociaż raz bądź twarda. Ale gdy otworzyłam oczy z nich po raz kolejny poleciał wodospad łez. Nie panowałam już nad tym. Wzrok Juana padł na mnie.  
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - mini jego zapewnień mój umysł nie daje o sobie zapomnieć. Już sama nie wiem gdzie by mi było lepiej. Tutaj czy u rodziców. Nigdy nie miałam tam źle. Jedyne co mi zawsze przeszkadzało to chęć mojej mamy zrobienia ze mnie nadzianej księżniczki. A teraz zupełnie nie potrafię z nimi rozmawiać. Wszystko przez niego.  
- Nie jestem głodna. Chciałam sobie odpocząć. Chcę pobyć trochę sama. - powiedziałam, ale zauważyłam że ich to obeszło. Wiedziałam że nie będzie tak jak powiedziałam.  
-Niestety musisz coś zjeść, bo leki które dostałaś i które dostaniesz mogą ci zaszkodzić na pusty żołądek, z resztą tak jak większość leków. - tłumaczył Juan.
-No to po co mi Pan daje takie leki. Nie musze nic brać. Nic mi nie dolega.  
-Jestem Juan, a nie jakiś Pan. A to wszystko co robimy jest dla Twojego dobra. - powiedział, a Norman oplutł mnie ramieniem.  
-Idźmy do pokoju. Na pewno coś zjesz. - powiedział, a w jego głosie usłyszałam troskę. Wyswobodziłam się z jego uścisku i podeszłam do szafki. Chciałam swój szlafrok, ale niestety go nie było więc wzięłam ten Normana. Był mi o kilometr za wielki, ale bynajmniej będzie mi ciepło. Najpierw z pokoju wyszedł Bruno, później Juan, a następną wyszłam ja. Gdy tylko weszliśmy do salonu, nogi się pode mną ugięły. Upadła na kolana i zamknęłam oczy. To miejsce już nigdy nie będzie miało żadnych radosnych wspomnień. Za każdym razem gdy się tu zjawiam widzę te straszne rzeczy. Widzę gwałt do którego dopuścił się Norman.  
- Amber. Wszystko w porządku? Co się dzieje? - słyszałam głos Juana. A zaraz poczułam na sobie czyjeś dłonie. To Norman. Podniósł mnie z podłogi. Czułam jak mnie posadził na czymś. Podejrzewam że sofa, bo zaraz poczułam jak siada koło mnie. Moje oczy w dalszym ciągu były zamknięte. Bałam się. Po prostu bałam się spojrzeć w to miejsce. Walczyłam ze sobą. Próbowałam odegnać od siebie te straszne myśli. Amber, wszystko będzie dobrze. Bądź spokojna. Moje myśli biły się ze sobą. Otworzyłam pomału oczy. Siedziałam na tej sofie na której doszło do gwałtu. Dlaczego on to robi? Spojrzał na mnie, a po chwili podał mi wodę. Wzięłam to od niego cały czas obserwując ich reakcje.  
-Masz ochotę coś zjeść ? - zapytał mnie Norman, jak by nie wiedział że sama obecność w tym pokoju powoduje u mnie obrót żołądka. Tylko pokreciłam głową przecząco. Nadal mnie wszystko bolało. Byłam śpiąca ale bardzo bałam się zasnąć.  
***oczami Normana ***
Usiadłem ostrożnie koło Amber. Wiedziałem, że jest cała spięte.  
-Coś dolega dalej? Czy już się lepiej czujesz? - zapytał ją Juan, ale Amber nie miała chęci odpowiedzieć. Juan wstał i podszedł do niej i wtedy cała zawartość szklanki wylądowała na nim. Amber spojrzała na niego ze łzami w oczach i automatycznie zagryzła wargę. Szklankę którą trzymała w ręce upadła. -Widzę, że lubisz top mokrego podkoszulka. - powiedział Juan. Przyjął ten wybryk dość spokojnie.  
- Amber, nie gryź wargi. - powiedziałem łagodnie, uwalniając jej wargę zza zębów. Jej ciało drżało. Kiedy to się w końcu skończy? Dlaczego musiałem być tak beznadziejny i po raz kolejny spowodować u niej tyle strachu. Gdybym prędzej ruszył głową pewnie do tego by nie doszło.  
-Nic mi nie jest. Przepraszam. Już się czuje lepiej. Chciałabym iść do pokoju. - powiedziała Amber. Juan spojrzał na nią i zdjął koszulkę. Na ciele Amber pojawiła się gęsia skórka, po czym schowała się pod kocem.  
- Nie bój się. Nie masz czego. Gdyby nie fakt że wylałaś na mnie szklankę wody, to nadal bym siedział w koszulce. Ale spokojnie. Nic ci nie zrobię. Chciałbym tylko dotknąć Twojego podbrzusza. Muszę sprawdzić czy wszystko w porządku. - powiedział Juan i podszedł do niej. Amber zwinęła się u kłębek. Juan zdjął z niej koc. -Przykro mi, ale muszę zobaczyć czy wszystko w porządku. Skoro twierdzisz że nic nie boli, to zajmie mi to tylko chwilę i sobie pójdę. - Juan chciał ją dotknąć, ale Amber się tak zwinęła, że nie było możliwości dojścia do niej.  
-Proszę, niech mnie pan nie dotyka. Boje się. Ja panu wszystko powiem.  
-Nie mów do mnie pan. Jestem Juan. Słucham. Powiesz mi co ci dolega?  
-Boli mnie brzuch cały czas i ... No... I tam... - nie wiedziała jak ma mu to powiedzieć.  
-Ok. Rozumiem. - powiedział Juan. Amber była bardzo zestresowana. Rozglądała się nerwowo. Juan wstał i podszedł do walizki. Wyjął z niej jakieś ampułki. Gdy zobaczyłem przerażenie Amber, miałem ochotę ją wziąć na ręce i przytulić. Bruno spojrzał na mnie przywołując mnie gestem głowy. Wstałem i podszedłem do niego na bok.  
-Chłopie, weź ją przytul. Przecież widać że tego chcę, ale jeszcze się boi. Juan zrobi zastrzyki ostatnie już, ja mu pomogę żeby było szybciej, a Ty będziesz trzymał małą.  
- Nie chcę robić nic na siłę. Nie widzisz jaka jest przerażona?  
-Jest bo się działo za dużo. Też bym się bał, jak bym nie miał nikogo obok siebie komu mogę ufać.  
- Nie chcę zastrzyków... - wyrwał nas płaczliwy głos Amber. Podszedłem do niej i usiadłem tuż obok.  
-Ostatni raz. Wytrzymasz chyba? - powiedział Juan i podszedł bliżej. Amber chciała uciec, ale nie miała gdzie.  
-Chodź kochanie. Spokojnie. Dasz radę. - powiedziałem i wziąłem ją na ręce. Wtuliła się w moje ramiona. Moje ciało zareagowało dosyć nietypowo. Czułem się nieswojo. Bałem się że zaraz jej strach powróci i znowu będzie mnie unikać. Głaskałem ją po głowie i po plecach. Podałem jej chusteczkę. Od razu otarła łzy. Amber cały czas patrzyła w jeden punkt.  
- Na siedząco, czy lepiej jak się położy? - zapytał mnie Juan. Amber nerwowo zacisnęła dłoń na mojej koszulce i zaczęła szybciej oddychać.  
-Zostaniemy może lepiej w tej pozycji. - powiedziałem. Juan już miał wszystko co potrzeba. Założył rekawiczki. Na ten dźwięk Amber zależała i ugryzła wargę. Szybko wyjąłem ją z tych ostrych ząbków.  
-Majty trochę niżej. - powiedział Juan i usiadł koło nas. Uśmiechnął się do niej i pogładził po ramieniu. Bruno usiadł z drugiej strony. -Bedzie dobrze. Tylko spokojnie. Już więcej nie będę was nawiedzał. - powiedział Juan, a Bruno zsunął Amber bieliznę. -Teraz Cię proszę abyś się nie ruszyła. Chce to zrobić delikatnie, a w momencie jak się ruszysz, może to trochę zaklęć. Postaraj się rozluźnić.  
- Nie bój się kochanie. Przepraszam, to wszystko przeze mnie. - powiedziałem, a z pod jej powiem wyleciały zły. Spojrzała na mnie, a później przytuliła się mocno. Zamknęła oczy. Pocałowałem ją w czoło, a ona drgnęła. Już myślałam że to przez co że ją pocałowałem, ale zaraz usłyszałem.
-Już prawie kończę. Postaraj się rozluźnić. Podaje lek pomału, żeby tak bardzo nie bolało. - Widziałem jej spięte pośladki. Może nie koniecznie od tego że miała zastrzyk, ale bałam się tego że ktoś właśnie patrzy na jej obnażone ciało. Juan wyjął igłę i kazał mi przytrzymać jej wacik w miejscu ukłócia. Zrobiłem to z niechęcią. Wiedziałem że się jej to nie spodoba.  
-Ok. Po wszystkim. A teraz informacja do was. Ja chcę w najbliższym czasie wiedzieć was u ginekologa. Warto by było pomyśleć nad zastosowaniem u was antykoncepcji.  
-Dzięki. Pomyślimy nad tym.  
-Nie pomyślicie, tylko tak ma być. Jak nie to sam tu przyjadę z lekarzem. - powiedział Juan, a Amber aż jęknęła.  
-Ćśśś. Spokojnie. On tylko tak mówi. - powiedziałem do niej.  
-Dobra. Z mojej strony to wszystko. To do zobaczenia. - powiedział, a Bruno go odprowadził. Amber włożyła palce do buzi i zaczęła je obgryzać.  
- Nie bój się już kochanie. Już nic nie będziemy ci robić. - głaskałem ją po plecach i całowałem po czole. Bruno przyszedł do pokoju i popatrzył na nas. Wziął z apteczki plaster i poszedł do nas.  
-Daj, zakleję jej to, nie będzie musiała siedzieć z gołym tyłkiem. - Amber drgnęła pod jego dotykiem, ale jak tylko podciągnęliśmy jej spodnie od razu było widać że jej trochę ulżyło. Widziałem że jest okropnie zmęczona. Wstałem z nią i położyłem na łóżko. Nakryłem ją kocem. Nie chciałem jej za bardzo męczyć. Chciałem pokazać jej że nic złego już jej przy mnie nie grozi. Zasnęła na prawdę szybko. Bruno poszedł do pokoju, A ja zostałem z nią sam. Zastanawiałem się jak by to było gdybyśmy poznali się w zupełnie innych okolicznościach. Ale to na nic się zdało, bo teraz już czasu nie cofnę. Patrzyłem ja słodko śpi. Oddychała tak spokojnie. Zgasiłem światła i zapaliłem w kuchni kilka świeczek. Usiadłem sobie na krześle i nalałem whisky. Amber spała tak słodko że nie chciałem jej budzić. Po około godzinie obudziła się. Usiadła pomału na łóżku i rozejrzala się niepewnie. Postanowiłem nie ruszać się, aby jej nie przestraszyć. Wstała patrząc w stronę palących się świeczek, ale na całe szczęście nie zauważyła mnie. Poszła w kierunku łazienki. Po chwili usłyszałem wodę. Pewnie bierze prysznic. Uszykowałem kilka kanapek i postawiłem w salonie. Amber wyszła z łazienki. Miała na głowie ręcznik A sama miała na sobie tylko szlafrok. Szła w kierunku pokoju, ale przystanęła na chwilę widząc na stole kanapki. Rozejrzała się dookoła. Przez moment w jej oczach zobaczyłem strach. Widziałem że nie wie co ma robić. Bała się. Jeszcze raz spojrzała w stronę salonu, a ja wyszedłem z kuchni. Gdy odwróciła się i zauważyła mnie, tak szybko chciała się cofnąć, że upadła na podłogę. Podbiegłem do niej szybko. Skuliła się tak jakby chciała stać się niewidoczna.  
- Boisz się mnie? - zapytałem patrząc na nią. Amber uciekała wzrokiem. Nie chciała na mnie patrzeć. -Popatrz na mnie skarbie. - mówiłem dalej. Złapałem ją pod brodę by na mnie spojrzała. Jej oczy były przerażone. -Nic ci nie zrobię kochanie. Nie bój się mnie. - wziąłem ją na ręce i usiadłem na sofie. Amber próbowała się zakryć. Na sobie rzeczywiście miała tylko szlafrok, który odkrywał jej nagie ciało. Sięgnąłem po koc i przykryłem ją. -Zjesz coś? - zapytałem, a Amber tylko pokręciła przecząco głową. Ręcznik którym miała owiniętą głowę zaczął uporczywie spadać. Zdjąłem go jej z głowy i wytarłem lekko włosy. Przełykała ciężko slinę, zerkając ukradkiem na mnie. Złapała w zęby wargę. Już Teraz wiem że bardzo się denerwuje. Zawsze tak robi. - Amber, nie gryź wargi. - powiedziałem bardzo łagodnie i przejechałem palcem po jej wardze uwalniając ja z ostrych zębów. Podałem jej kanapkę, ale widać było lęk i strach które nie pozwalają jej się ruszyć. -Myszko powiedz coś. Nie mogę znieść tej ciszy. Powiedz cokolwiek. Albo chociaż zjedz kanapkę.
- Nie chcę jeść... boję się. - powiedziała tak cicho że prawie jej nie słyszałem. Próbowała się zatopić w sofie. Chciała się przede mną schować.  
- Kochanie nie bój się. Nie zrobię Ci krzywdy. Obiecuje.  
-Kłamiesz...- znowu powiedziała bardzo cicho.  
-Wiem kochanie że już kilka razy Cię zawiodłem, ale teraz naprawdę będę się pilnował. - wiedziałem że mnie kocha. Przecież w każdej chwili mogła zadzwonić na policję. Mogła mnie wsypać tylko dlaczego tego nie zrobiła? Bała się że pójdę do więzienia? A może bała się że później będzie jeszcze gorzej? -Mam dla Ciebie propozycję. - powiedziałem i patrzyłem jak zareaguje. W pierwszej kolejności w jej oczach zobaczyłem niepokój. A później ciekawość która ciężko było dostrzec. -Jeśli mnie choć trochę mnie kochasz to zostaniesz ze mną, a jeśli nie to możemy się umówić tak że wywiozę Cię tam gdzie tylko będziesz chciała nie ważne gdzie. Czy to będzie twoja dawna koleżanka, kolega, czy rodzice...
- Nie chcę nigdzie jechać... Ale boję się... boję się Ciebie i kocham Cię. - powiedziała i wtedy usłyszeliśmy dźwięk jej telefonu. Amber wpadła w panikę i chyba nawet wiem dlaczego. To właśnie wtedy kiedy ją skrzywdziłem, zdenerwowałem się na wiecznie dzwoniący telefon.  
-Sprawdzisz chociaż kto dzwonił? - zapytałem bardzo łagodnie ale po reakcji Amber bylo widać tak jak bym co najmniej wydał jej rozkaz.  
- To tato. - powiedziała i drżącą ręka trzymała telefon.  
- Jak chcesz to z nim porozmawiaj.  
- Nie chcę. - powiedziała i nerwowo palcami zakrywała głośnik telefonu. Wstałem i podszedłem do niej.  
-Dlaczego się denerwujesz?
-Ale ja... ja... - chciała coś powiedzieć Ale w tym momencie telefon wypadł jej z rąk i przestał grać. Spojrzałem w dół, Amber też zauważyła że telefon się po prostu rozsypał. Wypadła klapka bateria i rozbił się ekran. Amber schyliła się po niego cały czas na mnie patrząc. Szybko wstała postawiła telefon na kuchennym blacie.  
- Przepraszam, nie chciałam Cię denerwować, ja nie wiem czemu ten telefon zadzwonił. Nie wiedziałam że jest włączony. - była tak przerażona tym faktem, że aż czułem na sobie jej bijące serce z takiej odległości. Odwróciła się ode mnie i pobiegła do kuchni. Szybko wyskoczyła w lukę między szafka A blatem.  
-Ale ty mnie nie zdenerwowałaś. Amber spokojnie. To ty się denerwujesz. Wyjdź z tej dziury, bo ty jesteś tak malutka że jak bym chciał Cię stamtąd wyjąć to bym musiał rozebrać pół kuchni żeby się tam zmieścić. No chyba że wezwiemy straż. Oni na pewno szybko Cię wyciągną.  
- Nie... ja sama wyjdę. - powiedziała i pomału wyłaniała się z ciemnego kąta. W jej oczach był strach. Kiedyś bardzo mnie to podniecało, ale teraz niekoniecznie. Gdy tylko stanęła przede mną opuściła głowę. Objąłem ją w pasie.  
- Kochanie, chodź się ubrać i pójdziemy spać. A telefon znajdę ci jakiś nowy. Tym popsutym się nie martw. - poszliśmy do pokoju, dałem jej lek uspakajający. O dziwo nie sprzeciwiała się tylko bez żadnego Ale po prostu go przyjęła. Amber położyła się do łóżka, a ja postanowiłem przespać się na fotelu. Nie chciałem jej niepotrzebnie stresować. Pragnąłem jej pokazać, że nic jej z mojej strony nie grozi. Miałem tylko nadzieję że szybko dojdziemy do porozumienia.

868 czyt.
100%132
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i inne, użyła 4131 słów i 21807 znaków.

2 komentarze

 
  • Ffff

    Ffff · 26 września · 202082621

    Wooow, naprawdę dobre!

  • gubernator

    gubernator · 16 września

    pisz dalej