BEZDOMNY SPOD MOSTU

Młody mężczyzna snuł się po ulicach na pozór opuszczonego miasta. Mijając zabieganych przechodniów, rozmyślał nad swoim marnym istnieniem. Zastanawiał się nad życiem mijanych ludzi, kim są, czym się zajmują, jakie jest ich życie. Zapewne po stokroć lepsze niż jego.  Zatrzymał się przed wystawą cukierni, duże eklery, ptysie i inne ciastka powodowały u niego kolejne skurcze żołądka. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz jadł.  
     Mężczyzna spojrzał na swoje odbicie, brudne i podarte spodnie, dziurawe buty i dziurawą duszą. Dla społeczeństwa był nikim, zwykłym bezdomnym spod mostu. Nic nieznaczącą jednostką błąkającą się po ulicach i budzącą powszechną pogardę i obrzydzenie. Próbował sobie przypomnieć, jakie było jego życie w przeszłości, wspomnienia przyszły z trudem. Oczyma wyobraźni widział swój dawny dom rodzinny, wielką, przystrojoną bombkami choinkę, radosną atmosferę, mnogość potraw na stole, ale przede wszystkim ich, swoich najbliższych. Drugie wspomnienie przywiodło płomienie, płomienie, które zabrały mu wszystkich i wszystko.      
     Głód doskwierał coraz bardziej, grudniowy mroźny wiatr smagał jego ciało, powodując dreszcze. Naciągnął mocniej czapkę, obciągnął gruby polar tworząc sobie ułudę ciepła. Jego organizm odmawiał posłuszeństwa, obolałe mięśnie, głód, pragnienie i kompletne osłabienie. Chcąc chwilę odpocząć, usiadł na chodniku, opierając się o ścianę budynku. Oczy robiły się coraz cięższe, ale rozum podsuwał kolejne wspomnienia...  
----
     
– Kochanie, życzę ci wesołych świąt, aby wszystkie twoje marzenia się spełniły, żebyśmy byli zawsze tak szczęśliwi, jak dzisiaj. Kocham cię. – powiedziała ukochana żona.  
     Dzielenie się opłatkiem, wspólna kolacja, kolędowanie i wszechobecna miłość.  

     Ogień trawił wszystko, płomienie wydobywały się przez okna i drzwi. Trzask palonego drzewa, krzyk kobiety... Chwilę później krzyk ucichł. Pozostał ogień.  

– Przykro mi, ale nikt nie przeżył. – oznajmił mężczyzna.
– Niee!!!  

– Kochanie... Kochanie...

----
     Po policzku mężczyzny spłynęła łza, potem kolejna i kolejna...  
– Tatusiu zobacz jaki ten pan jest brudny i śmierdzi! – głos dziewczynki był jak nóż wbijany prosto w serce.  
– To menel, córciu.  
     Bezdomny spod mostu... Odrzucony przez społeczeństwo... Zapomniany przez świat... Zamknął ciężkie powieki, zasnął. Zniknął chłód, zniknęło cierpienie. Odszedł, ale nikt nie zauważył.

3 561 czyt.
100%74
TeodorMaj

opublikował opowiadanie w kategorii inne, użył 394 słów i 2538 znaków.

4 komentarze

 
  • marok

    marok · 20 lis 2016

    Genialne  

  • on

    on · 19 lis 2016 · 211927121

    piszesz o swoich odczuciach...może wyjdź na jakiś czas na śmietniki to będziesz wiedział o czym mówisz...żenada...

  • violet

    violet · 17 lis 2016

    Samo życie, okrutne, bezwzględne i kompletnie nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, kogo spotkasz,  kogo straciliśmy, bo nikt nie pomógł, bo nie chciało się wyciągnąć do niego ręki, bo coś tam... nie wiadomo...

  • Margerita

    Margerita · 17 lis 2016

    łapka w górę tacy mają najgorzej ludzie się ich brzydzą wzruszyłam się czytając to bo ten mężczyzna stracił rodzinę w pożarze :(