
Dziękowałem losowi, a także swoim staruszkom, że tego dnia udało mi się pozyskać na wyłączność rodzinne auto. Mogłem nim dysponować do jutrzejszego wieczora. A, że był piątek, to pasowało mi to bardzo. Miałem niezwykle atrakcyjne plany na najbliższe półtora dnia. Niespodziewanie nie odbyły się dwie ostatnie lekcje, a tym samym miałem nadprogramowy czas wolny. Auto stało na małym skrawku parkingu między krzakami i drzewami, ale przednia szyba wystawiona była na działanie wiosennego słońca. Rozsiadłem się na fotelu kierowcy i zacząłem przegląd wiadomości, filmików i innych bzdetów w telefonie. To była bardzo przyjemna chwila beztroskiej straty czasu.
Zapewne tak upłynęłyby mi kolejne minuty, a może nawet kwadranse, gdybym nie usłyszał dobiegającej z boku rozmowy. Podniesione głosy sprawiły, że obrazki w telefonie przestały mnie interesować. Nadstawiłem uszu. Nie to, żebym był wścibski, ale rozmowa była dość głośna.
- Po jaką cholerę mnie tu przywiozłeś? – Głos był kobiecy. Drżący. Nerwowy.
- Po taką, że nie chciałaś się odczepić, a ja obiecałem komuś, że przyjadę i się z nim spotkam – odpowiedział męski głos.
Wyjrzałem przez szybę, starając się dostrzec rozmówców zza krzaka. W końcu przybrałem odpowiednią pozycję. Udało mi się zerknąć na dyskutującą dwójkę. Dziewczyna była w moim wieku, być może lekko starsza. Była ładna, zgrabna, ale mój wzrok przyciągały przede wszystkim rude włosy, spięte w niedbały kok. Niesamowita była moc ich barwy. W słonecznym świetle prezentowały się niczym intensywna, połyskliwa miedź.
Chłopak natomiast był chyba lekko starszy od swojej rozmówczyni. Był szatynem o interesującej urodzie. Za tym określeniem krył się koleś, który nie był klasycznie urodziwy. Pierwsze spojrzenie i zachwyt, to nie ten przypadek. Jednak byłem przekonany, że podobał się płci przeciwnej. Nawet bardzo.
- Z kim się umówiłeś? – spytała dziewczyna.
- Daj spokój Julka – prychnął koleżka, wyraźnie unikając odpowiedzi.
- A to jakaś wielka tajemnica? – Ruda machnęła teatralnie rękami.
- Przestań…!
- Bruno! Powiesz czy nie?! – Dziewczyna nie była najwyraźniej z tych co łatwo odpuszczają.
- A po co ci to wiedzieć? – Chłopak wyraźnie nie ułatwiał konwersacji.
- Po gówno! – Warknęła Rudowłosa. – Ty jesteś niesamowity! Przyjechałeś tu po jakąś laskę i zabrałeś mnie ze sobą! Ale z ciebie świnia! Nie mylę się, prawda?
- Nie, nie mylisz – burknął wyraźnie zły koleżka o imieniu Bruno . – Chciałem ci powiedzieć, że nie muszę się tobie tłumaczyć, bo nic nas nie łączy. A jesteś tutaj kretynko, bo nie chciałaś odpuścić jak ci mówiłem, że pogadamy kiedy indziej. Przypieprzyłaś się, nie mogłem cię spławić!
- Kretynko?! A jeszcze trzy tygodnie temu byłam twoją gwiazdą. – Ruda była coraz bardziej nakręcona. Złość wypłynęła na jej policzki głębokim pąsem. – Świata za mną nie widziałeś! Gotów byłeś na wszystko, byle tylko mi się przypodobać!
- Ale to było trzy tygodnie temu i…
- Taki jesteś podły chujek?! – Nawet z tej odległości usłyszałem zgrzyt zębów wściekłego Rudzielca. – A co się zmieniło, draniu?! Wystarczyły ci trzy numerki?! Co, byłam niedostatecznie dobra w te klocki?! Czy pan gwiazdor się po prostu szybko nudzi swoimi zdobyczami?!
- Zamknij się! W końcu jesteśmy w miejscu publicznym – Chłopak naskoczył na rozmówczynię. Obrona przez atak. Cwaniaczek. – A jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to tak, chodziło o to, żeby cię zaliczyć.
- Ty świnio pieprzona – Dziewczyna zamachnęła się, żeby przyłożyć rozmówcy w twarz, ale w ostatniej chwili cofnęła rękę.
- Żadna tam świnio, Juleczko. – Chłopak uśmiechnął się jadowicie. – Poleciałaś na mnie jak pszczoła do miodu. Na świnię takiej chcicy byś nie miała? A tak, poszło szybko. Maślane oczy, kisiel w majtach, mogłem z tobą robić co chciałem.
- Ty… ty… - Twarz dziewczyny stała się bordowa. Swoboda wypowiedzi uleciała, wyparta przez złość.
- No nie bądź taka oburzona. – Pastwił się dalej Bruno. – Nie jesteś taka świętojebliwa jak mi o tobie mówiono. Chodziło, złotko o to, żeby udowodnić coś kumplom. Twierdzili, że trzymasz swoją cnotę dla „tego jedynego”, księcia na białym koniu. Nieprzystępna niby jesteś. A dla mnie dodatkowym bonusem było jeszcze to, że nigdy rudej nie miałem.
- Jesteś wrednym palantem – mruknęła dziewczyna, przybita słowami Bruna.
- Nie, nie jestem palantem – sprostował koleżka wciąż krzywiąc się niemile. – Może jestem trochę wredny, ale tylko czasem i dla wybranych. Za to potrafię być uroczy, a laski lecą na mnie, bo mam w sobie to coś. Sama się dałaś na to złapać. A ja tylko skorzystałem. Dzięki temu wygrałem zakład i mam rudą na rozkładzie.
- Ty skurwielu! – Tym razem ręka dziewczyny dotarła do celu. Głośne plaśniecie świadczyło, że włożyła w to uderzenie dużo siły.
Ułamek chwili potem stało się coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Dłonie Bruna w odpowiedzi na wymierzony policzek wystrzeliły niczym z procy. Najpierw uderzył dziewczynę w prawą stronę twarzy pod oko, a potem wyprowadził cios z lewej ręki. Ruda się zasłoniła, co rozwścieczyło napastnika bardziej. Zaciśniętą w pięść dłonią przywalił dziewczynie dwa razy w brzuch, a kiedy ta się zwinęła z bólu, poprawił ładując z całą mocą pięść w twarz.
- Ty pieprzona suko! – warknął. – Nie waż się do mnie zbliżać, bo zatłukę!
Kurwa, mają rację ci co mówią, że rude to wredne! A jeśli idzie o pieprzenie, to byłaś beznadziejna!
- Bruno… mój brzuch – jęknęła dziewczyna.
- Wal się ze swoim brzuchem – syknął Bruno. – I poważnie ci radzę, odwal się, ode mnie!
Niezbyt przyjemny te Bruno, przeleciało mi przez głowę. Gość nic sobie nie robiąc z udręki dziewczyny, odwrócił się i odszedł. Kilka kroków dalej wbił się do samochodu, po czym odjechał. Byłem zszokowany, ale nie na tyle, żeby nie zareagować. Wyskoczyłem ze swojego auta i omijając krzaki w ułamku chwili znalazłem się koło Rudej.
- Wszystko w porządku? – zapytałem głupio, pochylając się nad nią.
- Mój brzuch… bardzo boli – jęknęła dziewczyna, próbując na mnie zerknąć. Musiało je nieźle boleć, bo nie miała za bardzo siły unieść głowy.
- Słuchaj, to może być coś poważnego – oznajmiłem - Mam tu samochód, podwiozę cię na jakieś pogotowie, ostry dyżur czy coś… co ty na to?
- Nie… nie wiem… chyba nie… nie ma takiej potrzeby – Rudowłosa mówiła z trudem, łapiąc łapczywie oddech.
- No nie wiem, nieźle ci przywalił – stwierdziłem, za późno się reflektując, że mogłem sobie darować to spostrzeżenie.
- To ty to widziałeś? – spytała dziewczyna, unosząc się lekko. Zawstydziła się wyraźnie, ale wyglądało na to, że ma się nieco lepiej. Oddech dziewczyny wracał do normalności.
- Tak, szedłem właśnie do samochodu, a potem wszystko zadziało się tak szybko, że nie mogłem nawet zareagować – oświadczyłem. I cześć prawdy w tym była. – Kim był ten koleś?
- To mój były chłopak – wydukała, a ja pomyślałem, że Bruno nawet przez małą chwilę, nie czuł się jej facetem. No, ale co miała mi powiedzieć?
- Słuchaj, podwiozę cię do lekarza czy gdzie chcesz – zaproponowałem ponownie.
- Nie, dzięki, poradzę sobie – Ruda wzdychając, spróbowała zrobić krok. Jednak zaraz stęknęła, łapiąc się za podbrzusze.
- Tak, poradzisz. Właśnie widzę – skwitowałem jej próbę. – Pomogę ci przejść ten kawałek do auta, a potem zawiozę, gdzie będziesz chciała. Zarzuciłem jej rękę na swoje ramię, po czym ruszyliśmy powoli w stronę samochodu.
- Skoro już tyle poniosłeś fatygi, to byłbyś tak miły i podrzucił mnie do domu?- Spytała Rudowłosa zapadając się w fotel na tylnym siedzeniu auta.
- Nie ma sprawy, ale nie lepiej z tym jechać do jakiegoś lekarza? – Zgodziłem się, choć miałem wątpliwości. – Twoja twarz w najbliższym czasie będzie mało atrakcyjna. Jeśli w najbliższym tygodniu planowałaś udział w jakimś castingu, konkursie piękności lub czymś podobnym to odpuść.
Dziewczyna doceniła próbę żartu. Uśmiechnęła się delikatnie. Wyglądała rzeczywiście nieciekawie. Policzek, w który otrzymała uderzenie był mocno czerwony, pod okiem wykwitał siniak, a dolna warga była pęknięta. Nie znałem stanu brzucha, ale też było raczej niewesoło.
- Ale ja mieszkam poza miastem – Rudowłosa spojrzała na mnie pytająco. – Na obrzeżach Warszawy.
- Podwózka wciąż aktualna – oświadczyłem, uśmiechając się do dziewczyny lekko. - Przecież to chwila, nie miałbym sumienia zostawić cię na pastwę losu.
- Miły jesteś. Dziękuję – odparła Ruda. – Jestem Julia, a ty jak masz na imię?
- Michał.
- Ok, jeszcze raz dziękuję Michał.
- Nie ma sprawy – odpowiedziałem, odpalając auto. Chcąc wyjechać na trasę, musiałem okrążyć cały kwartał na którym stała szkoła.
I w zasadzie nie byłoby o czym pisać. Ot, taki przypadek niezbyt przyjemny, gdzie wykazałem się samarytańskim miłosierdziem. Niestety, skoro o tym piszę, to znaczy, że nie było to nic nie znaczące. Za pierwszym zakrętem dostrzegłem Bruna otwierającego drzwi samochodu przed wchodzącą do niego dziewczyną. Ku mojemu zaskoczeniu, a także przerażeniu była to Kornelia.
Musiałem mieć nietęgą minę, bo Rudowłosa wychyliła się, zerkając przez szybę, a potem spytała:
- Znasz jednak Bruna?
- Nie, to dla mnie totalny random – odparłem
- Czyli znasz tą dziewczynę, tak? - Domyśliła się Julia.
Milczałem, trawiąc w głowie obraz Kornelii wchodzącej do auta tego ponurego kolesia.
- Jeśli się nie mylę, a ta dziewczyna coś dla ciebie znaczy… – dodała moja pasażerka. - … to przekonaj ją, żeby znalazła się jak najdalej od tego dupka.
Wciąż milczałem, tym razem zaciskając usta ze złości, aż pobielały mi wargi.
Większość trasy przejechaliśmy milcząc. Co kilka kilometrów pytałem tylko Julię jak się czuję.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, pomogłem dziewczynie dostać się do mieszkania. Mieściło się w całkiem zadbanej kamienicy. Prze drzwiami dopadły mnie wątpliwości.
- A czy ty na pewno możesz zostać sama w takim stanie? – zatroszczyłem się.
- Mieszkam z koleżanką. Razem wynajmujemy ten kwadrat – wyjaśniła Julia. – Na pewno nigdzie nie wyszła. Zadzwoń, a ona dalej się mną zajmie.
- Ok – przytaknąłem, sięgając do dzwonka.
- Poczekaj jeszcze chwilę – Rudowłosa oparła się o ścianę. – Byłeś super, chciałabym ci podziękować jak trochę wyładnieję.
- Daj spokój, nie masz za co dziękować – zaprotestowałem.
- No właśnie mam. – Uśmiechnęła się blado. – Daj mi na chwilę swój telefon, wbiję ci swój numer.
- Julia, ale naprawdę…
- Często dostajesz numer telefonu od dopiero co poznanej dziewczyny? – Znów się uśmiechnęła. Szerzej tym razem, więc uznałem, że jej stan się poprawia. – Nie świruj. Dawaj komórkę!
Podałem Julii telefon gotowy do wbicia nowego kontaktu. Wstukała szybko dane i oddała mi aparat.
- Puść sygnał!
Potulnie kliknąłem w zieloną ikonkę ze słuchawką. W kieszeni Rudowłosej zabrzęczała komórka.
- Ok. To teraz dzwoń do mieszkania – zarządziła Julia.
Zrobiłem o co prosiła. Drzwi otworzyły się po chwili, a zza nich doleciał głos.
- Jula, czemu nie otwierasz… - W prostokącie drzwi pojawiła się blondynka w okularach, z obfitym biustem, wylewającym się zza połów szlafroka. –Kurwa mać! Co się stało Julka?!
- Cześć Olga. Trochę się porobiło – stęknęła Julia ciężko. – Opowiem ci wszystko za chwilę.
- A to kto? – Olga zerknęła na mnie podejrzliwie. W sumie, nie było się co dziwić, bo bezczelnie gapiłem się na jedną z jej piersi, która próbowała się wydostać z zakamarków szlafroka. Widząc na czym skupia się mój wzrok. współlokatorka Julii szybko przywróciła ustawienia fabryczne garderoby.
- To Michał, mój wybawca. Bardzo mi pomógł. – wyjaśniła Julia. – Zaprosiłybyśmy cię do środka, ale jak widzisz nie jestem w formie. A poza tym nie wiem czy Olga ogarnęła chatę.
- Spadaj, Ruda – skwitowała żart koleżanki Biuściasta. Musiały już trochę ze sobą mieszkać. Można to było wywnioskować po tym jak ze sobą rozmawiały. Blondyna na chwilę zaszczyciła mnie ponownym spojrzeniem. Tym razem znacznie cieplejszym. – Dzięki kolego, myślę, że już sobie poradzimy.
- Nie ma sprawy – odpowiedziałem, patrząc jak zamykają się za nimi drzwi.
Wracając do auta myślałem z początku o Julii. Zastanawiałem się czy szybko dojdzie do siebie. Jednak po chwili skierowałem swoje myśli w stronę Kornelii. Co ona robiła wchodząc do auta tego przyjemniaczka Bruna? Co takiego się dzieje? Czy Nela przypadkiem nie pakuje się w kłopoty?
************
Nareszcie!
Dobiegł końca okres, w którym doskwierał mi brak bliskości z Anitą. Belferka wreszcie znalazła dla mnie czas. Wykurowała się i wyglądała przepięknie siedząc obok mnie na przednim siedzeniu auta rodziców. Z trudem przychodziło mi skupianie się na prowadzeniu samochodu. Zerkałem na jej profil z zachwytem. Jakbym odkrywał na nowo niesamowitą urodę nauczycielki. Wiedziałem, że czuje na sobie mój nienasycony wzrok. Ewidentnie podobało się Anicie moje uwielbienie. Znaliśmy się już na tyle długo, że bez trudu rozpoznawałem drobne znaki oraz miny, które świadczyły, że przyjemnie się czuła z moim oczarowaniem. Nie sposób jednak było się nie zachwycać. Ciepła druga połowa kwietnia sprawiała, że stroje kobiet dostosowywały się do temperatury. Cienki płaszcz Anity był krótki, nie zakrywał spódniczki, której dół ledwie sięgał nieco poniżej połowy ud. Teraz, gdy siedziała w aucie, kiecka zsunęła się wyżej, odsłaniając jeszcze więcej zgrabnego uda. Dzięki temu widać było efektowne, seksowne mankiety ciemnych pończoch. W górnych partiach widoku było równie ciekawie, ponieważ poły rozpiętego szeroko płaszcza odsłoniły bluzkę z głębokim dekoltem. Piersi belferki były równie wspaniałe jak uda, więc było na czym zawiesić oko. Zresztą, co nieidealnego miało ciało Anity? Nie kojarzyłem czegoś takiego.
Jechaliśmy do Warszawy.
Anita miała tam kilka dobrych koleżanek, a jedna z nich wyjechała na kilka dni, zostawiając puste mieszkanie. Anglistka wymyśliła, że będzie ono areną naszego spotkania po dłuższej przerwie. Wcześniej jednak mieliśmy wstąpić do kina. W ramach odświeżania starych tytułów w jednym z stołecznych kin wyświetlali „Gorzkie gody”. Całkiem fajny tytuł na podkręcenie atmosfery przed dalszym, ekscytująco się zapowiadającym dalszym ciągiem randki.
- Nie wiem, czy chcesz żebym o to pytała. – Przerwała dłuższy moment ciszy Anita. – Jednak zapytam. Czy masz coś wspólnego z aferą wokół Banasia?
- Masz rację, nie wiem czy chcę, żebyś o to pytała. – Uśmiechnąłem się cierpko pod nosem.
- Ok, fajnie, panie Tajemniczy – odparła z przekąsem anglistka. – A odpowiesz cokolwiek czy tyle ma mi wystarczyć?
- Trochę mam z tym wspólnego – oświadczyłem, zapatrzywszy się nagle mocno w drogę.
- Trochę, mówisz… A jak trochę?
- Anita, nie wystarczy ci tyle? – jęknąłem.
- Będzie musiało, jeśli nie raczysz powiedzieć więcej – odparła Anita. – Jednak to mało.
- Proszę cię, wszystko jest dobrze – stwierdziłem, przybierając uspokajający ton. – Nic złego się ze mną nie dzieje.
- A nie pomyślałeś, że mi się może zadziać? – spytała Anita. – Przecież po tym jak policja dopieprzyła się do Banasia, mogła wypłynąć też sprawa ze mną i dziewczynami.
- Zadbałem o to, żeby tak nie było – odpowiedziałem. – Usunąłem z materiałów wszystko co w nich było o tej sprawie. A ten bydlak raczej nie będzie chciał o tym wspominać, żeby nie pogarszać i tak już swojej tragicznej sytuacji.
- Zadbałeś i usnąłeś, powiadasz – mruknęła Anita. – I to jest to twoje „trochę”, Michałku, co?
- No wiesz…
- Nie wiem, Michał. Cholera jasna! – Zirytowała się belferka. – Ledwie chwilę temu osiągnąłeś pełnoletność. Ledwie wmieszałeś się w moje problemy z Banasiem. Wciąż jesteś małolatem, tylko z dowodem. Za co ty się bierzesz? Czy ty nie myślisz o konsekwencjach? Przecież, jakby cokolwiek o tobie wypłynęło w tej sprawie to masz przesrane.
- Rozumiem, że się martwisz o mnie. – Uśmiechnąłem się blado.
- Tak, żebyś wiedział – odpowiedziała stanowczo Anita. – Martwię się o ciebie, o siebie, o cały ten bajzel. Ktoś musi, bo ty najwyraźniej masz zbyt małą wyobraźnię, żeby się martwić.
- Jesteś kochana – stwierdziłem, chwytając smukłą dłoń anglistki i podnosząc do swoich ust. Musnąłem gładką skórę wargami.
- A ty nieodpowiedzialny i głupi – odparła Anita. Jednak mój pocałunek podziałał. Spojrzała na mnie z czułością. – Dureń z ciebie, Michałku. Ale co począć? Nawet w trakcie takiej rozmowy myślisz tylko o jednym.
- Nie widziałem cię tyle czasu, dziwisz się – oznajmiłem. – Sam się sobie dziwię, że nie zjeżdżam gdzieś na bok, żebyśmy mogli wykonać jakieś rozkoszne preludium.
- Rozkoszne preludium, no, no, no… – mruknęła Anita, uśmiechając się lekko pod nosem. – Skup się na drodze melomanie, żeby twoja ekscytacja nie skończyła się kraksą.
- Czyli nie gniewasz się już? – spytałem.
- Ja się w ogóle nie gniewam. Ja się martwię, mój drogi – wyjaśniła Anita. – A tym samym też boję.
- Myślę, że trochę czasu już upłynęło. Nie ma się czym raczej martwić – stwierdziłem. Sam wiedziałem, że to naiwne podejście, ale co miałem mówić w takiej sytuacji.
- W tej sprawie wiele się może jeszcze zadziać, dzieciaku. – Anita pogłaskała mnie po policzku. – Chcesz dobrze, ale porywasz się z motyką na słońce. Doceniam, co dla mnie zrobiłeś. Doceniam, że cały czas starasz się mnie chronić, ale to nie może być tak szalone.
- Pewnie masz rację – zgodziłem się.
- Na pewno tak jest. – Anita stwierdziła stanowczo. – W każdym bądź razie chcę żebyś wiedział, że jak skończy się rok szkolny wyjeżdżam. Tu za dużo się zadziało złego w ostatnim czasie. To mnie cały czas nurtuje. Martwię się, że coś z czasem wypłynie. Chcę być daleko stąd. Po raz kolejny zacząć od nowa. Zapomnieć.
- O mnie też? – spytałem przekornie.
- O tobie mój drogi, nie zapomnę pewnie do końca życia – stwierdziła z uśmiechem belferka. – No chyba, że mnie dopadnie na starość demencja albo Alzheimer.
- Aż tak.
- Aż tak – przytaknęła. – Jednak wyjazd stąd już postanowiony.
- Doskonale cię rozumiem – przytaknąłem, ale poczułem smutek. - Skoro jednak jestem nie do zapomnienia, to do końca roku szkolnego mam cię dla siebie.
- Oczywiście, narwany zboczeńcu. – Zaśmiała się Anita. – To co się pojawiło miedzy nami jest dziwne, ale twoja fascynacja moją osobą mi schlebia bardzo. A poza tym jest jeszcze ten dziwny, zwierzęcy, niewyjaśniony pociąg do ciebie. Który zresztą nie tylko mnie dopadł. I to już jest dla mnie całkowita szalona zagadka. A co ciekawe, wcale mnie nie…
Dokończenie wywodu Anity przerwał dzwonek mojego telefonu. Komórka leżała na widoku, więc bez problemu oboje zobaczyliśmy wyświetlone imię „Ania” na ekranie. Przeciągnąłem palcem po wyświetlaczu aparatu, rozłączając połączenie.
- Nie odbierasz? – zaciekawiła się Anita. W kącikach ust belferki zagościł delikatny uśmieszek.
- Nie teraz – odparłem spokojnie. – Zaraz zjadę i oddzwonię.
Anglistka spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Milcząc, patrzyła jak zjeżdżam na pobocze.
- Przepraszam cię na chwilkę – powiedziałem, machając nauczycielce telefonem przed oczami. – Oddzwonię. Potem jedziemy dalej.
- Ok – zgodziła się Anita.
Pod imieniem Ania w moim telefonie ukrywała się żona Banasia. Byłem bardzo ciekaw, jaką ma do mnie sprawę. Gdy się dowiedziałem, ucieszyłem się bardzo. Wszedłem na wyższy poziom ekscytacji. Zareagowałem spontanicznie i szybko. Poczułem większą dawkę zadowolenia.
Kiedy wróciłem do auta, Anita spytała.
- Wszystko w porządku?
- W jak najlepszym – odpowiedziałem, nie potrafiąc ukryć dobrze emocji.
- Coś knujesz Michałku…
- Eee tam, od razu knujesz. – Prychnąłem lekceważąco, po czym uruchomiłem silnik. Po chwili spytałem. – Lubisz niespodzianki?
- W zasadzie tak, ale odkąd zadałam się z tobą, to nie jestem pewna czy zawsze tak odpowiadać – odparła Anita, marszcząc brwi.
- Lubisz to lubisz, zdaj się na swój instynkt – stwierdziłem, czule przeciągając wierzchem dłoni po odsłoniętym udzie pasażerki. Anita zamilkła, zerkając na mnie z zaciekawieniem wypisanym na twarzy.
Odezwała się dopiero po dziesięciu minutach.
- Po co tu skręcasz? To w przeciwnym kierunku – spytała.
- To tylko mała zmiana trasy. Zaraz wrócimy na właściwy kurs – odpowiedziałem.
- Ale, po co to?
- Zobaczysz – odparłem tajemniczo.
Po kolejnych dziesięciu minutach zajechałem na dość odludny parking, na tyłach wielkiego supermarketu budowlanego.
- Będziesz kupował glazurę? – prychnęła Anita
- Nie, ale gips. – odpowiedziałem z szelmowskim uśmiechem . – Zrobię odlew. Rzeźbę twojego nagiego ciała. Doskonałe piękno odlane w gipsowym posągu. Co ty na to?
- Wariat – podsumowała moje słowa belferka.
Po chwili ujrzałem zbliżającą się do nas kobiecą postać. Anna Banaś, bo to ona była, przystanęła na chwilę przy aucie, zdziwiona zapewne, że miejsce koło mnie jest zajęte, po czym otworzyła tylne drzwi, zajmując miejsce za mną.
- Ooo, nie jesteś sam – stwierdziła. – Dzień dobry.
- Dzień dob…
- O kurde, to przecież pani Anita – Żona Banasia aż podskoczyła na siedzeniu. – Nauczycielka Laury od angielskiego.
- Doskonałe spostrzeżenie – pochwaliłem żartobliwie byłą modelkę, z zaciekawieniem obserwując obydwie kobiety.
Twarz Anity spochmurniała. Mina nauczycielki była niepewna. Nie wiedziała co myśleć, jak zareagować. Biorąc pod uwagę co przeżyła z mężem Anny, było to zrozumiałe. Miała powód czuć niechęć do macochy Laury. Poza tym, pod przymusem czy nie pieprzyła się z Lucjanem, mężem Anny. To nie jest komfortowa sytuacja. Ta niespodzianka wyglądała z jej perspektywy mało ciekawie.
Ania natomiast chwilowo nie załapała jeszcze o co chodzi w zaistniałej sytuacji. Oczywiście doskonały humor eks-modelki prysł z powodu obecności drugiej kobiety, ale nie dotarło do niej co się kryje za obecnością anglistki.
Ja natomiast poczułem potężny wzwód. Podnieciła mnie ta konfrontacja oraz ukryty kontekst spotkania dwóch moich kochanek. Ryzykowałem spieprzenie sobie totalnie wieczoru. Niczym innym nie byłaby sytuacja gdyby mnie olały, burząc moje randkowe plany. Nie mogłem się jednak powstrzymać. Zbyt mnie nakręciła wizja dubeltowej randki. Miałem w tej chwili w aucie dwie najpiękniejsze znane mi osobiście kobiety oraz perspektywę magicznego trójkąta. Kluczowe były kolejne minuty.
- Moje panie, na początek mały komunikat dla rozjaśnienia sytuacji – oświadczyłem. – Znacie się, więc przedstawiać was sobie nie muszę, ale informacja o tym, że obydwie jesteście moimi kochankami jest zapewne dla was czymś nowym.
- Michał, to… - Anita spróbowała coś wydukać.
- Jeszcze chwila – zaoponowałem. – W związku z tym, że obydwie wyraziłyście chęć spotkanie się ze mną dzisiaj zaistniał dylemat. Jednak biorąc pod uwagę, że ostatnio możliwości randkowe z wami przez terminy i inne okoliczności są mniejsze, postanowiłem temu zaradzić. Proponuję wspólną schadzkę, we trójkę. Co wy na to? Czy któraś z was ma ochotę zrezygnować? Może żadna z was nie ma ochoty?
Cisza w aucie była tak gęsta, że można by ją kroić. Byłem ciekaw czy dar wystarczy, by ta konfrontacja skończyła się tak, jakbym sobie życzył. Wcale tego pewien być nie mogłem. Patrząc na to, że ostatnio więcej kochanek ze mnie rezygnowało, mogłem mieć prawdziwe wątpliwości.
Anna wzruszyła jedynie ramiona, bardziej rozpierając się na siedzeniu, a Anita z nietęgą miną mruknęła.
- Jedź! Zobaczymy co z tego wyniknie.
Dar działał jak należy. Prawdopodobnie, oprócz pożądania, doszły też do głosu inne kobiece emocje i ambicje, których rozkminiać teraz nie chciałem. Po pierwsze, jako stuprocentowy facet na pewno bym się zagubił w tym skomplikowanym makroświecie. Po drugie, byłem tak podniecony, że gdybym był bardziej ogarnięty niż Freud to i tak bym teraz nic mądrego nie wymyślił.
Jechaliśmy w milczeniu. Liczyłem na to, że dalszy ciąg randki będzie przebiegał w swobodniejszej atmosferze. Miałem w zanadrzu zręby planu, ale nie był on zbyt błyskotliwy i łatwo mógł legnąć w gruzach.
Ciągle milcząc dojechaliśmy do kina.
Po zakupieniu biletów poszedłem na chwilę do toalety. Wychodząc, w części wspólnej przybytku natknąłem się na Anitę. Szczęśliwie byliśmy sami.
- Co to ma być, Michał?!
- Niespodzianka.
- Pieprzę taką niespodziankę! – Belferka była ostro poirytowana. – Ocipiałeś do reszty?
- Nie, nie ocipiałem – odpowiedziałem pewnym głosem. – Widziałaś ją, prawda. A teraz zerknij w lustro. Dziwisz się, że mając w jednym czasie dwie tak piękne i chętne kobiety chcę wykorzystać okazję. Zresztą dla ciebie takie wspólne igraszki to nie nowość, prawda?
- Kuźwa! Ale co innego Bogna czy ktoś zupełnie inny, ale ona. – W oczach Anity migotały groźne błyski. – Żona Banasia?!
- Nieszczęśliwa żona tego sukinsyna. I sądzę, że wkrótce będzie byłą żoną. – poprawiłem Anitę. – On również ją krzywdził. Myślę, że ona go nienawidzi podobnie jak ty. Może nawet bardziej.
- Być może, ale to zmienia niewiele. – Upierała się anglistka. – Czemu mi to robisz?
- To nie chodzi o robienie czegokolwiek tobie – odparłem. – Już ci wyjaśniłem. Jeśli już, to chcę zrobić coś sobie. Funduję sobie przyjemność bycia z dwoma pięknymi kobietami.
- Michał, kurwa jego mać!
- Możesz się wycofać. Nie będą miał ci za złe – oświadczyłem. – Umówimy się najwyżej kiedy indziej.
- To mega słabe z twojej strony zagranie – wyznała Anita.
- Doskonale cię rozumiem – oznajmiłem spokojnie. – Przyznaję, że zaszarżowałem, a sytuacja jest… hmm, niekonwencjonalna, ale nie mogłem się powstrzymać. Tutaj masz bilet, zrobisz co uważasz. Ja wracam do Ani, idziemy na film.
Wręczyłem bilet rozzłoszczonej Anicie, po czym wyszedłem z toalety.
- Michał, to jest co najmniej dziwne. Nie czuję się dobrze w tej sytuacji. – Usłyszałem po chwili od Anny. – Ona była pierwsza, ja ustąpię. Spotkamy się kiedy indziej.
- Nie ma mowy! – odpowiedziałem twardo. - Zresztą Anita wzięła swój bilet. Nie wiem jak postąpi. Czy do nas dołączy czy nie.
Objąłem Annę mocno w talii i pociągnąłem za sobą do sali kinowej.
Oprócz nas w sali było niewiele osób. Dwie pary siedziały w połowie górnej partii rzędów. Oprócz tego jeszcze samotna kobieta ulokowała się mniej więcej na samym środku sali. My zajęliśmy miejsce w środkowej części ostatniego rzędu. Taka obsada widzów pozostała już do końca.
Z jednym małym wyjątkiem.
Pod koniec bloku z reklamami zobaczyliśmy Anitę szukającą nas wzrokiem. Po chwili usiadła na siedzeniu z drugiej mojej strony.
- Super, że jesteś – szepnąłem, muskając ustami jej policzek. Nie doczekałem się odpowiedzi.
Znałem ten film.
„Gorzkie gody” nie były dla mnie odkryciem, ale z początku pozwoliłem się pochłonąć historii z ekranu. Jednak po upływie jakiś dwudziestu paru minut coraz mocniej skupiałem się na własnym emocjach, związanych z obecnością Anity i Anny. Żądza kipiała we mnie. Powinienem ugasić ten żar jak najszybciej.
Zacząłem od Anny.
Oparłem rękę na udzie eks-modelki, delikatnie gładząc aksamitną skórę. Jednocześnie przesuwałem dłoń w stronę krocza. Żona Banasia chwyciła moją dłoń, próbując mnie powstrzymać. Ustąpiłem na moment, by ponownie powtórzyć ten sam manewr. Tym razem reakcja była znacznie mniej stanowcza. Zrobiłem więc to samo po raz trzeci. Tym razem bez odzewu. Zerknąłem na oświetloną słabą poświatą twarz Anny. Twardo patrzyła przed siebie, ale mnie zmylić nie mogła. Lekko przygryziona dolna warga oraz rozchylone usta zdradzały emocje byłej modelki.
Skoro opór ustał, kontynuowałem zabawę. Gładząc udo, coraz śmielej zmierzałem w stronę ciepłej czeluści. Po drodze natknąłem się na klipsy i pasek, co sugerowało, że Ania wystroiła się w seksowną bieliznę.
W tej chwili jednak nie interesowała mnie bliska ciału garderoba żony Banasia. Dotarłem do końca uda, czując pod palcami koronkową fakturę kusych majtek. Wsunąłem palec pod materiał, po czym błądząc po omacku odnalazłem cel. Miękka fałdka warg sromowych tylko przez ułamek chwili stawiała mi opór, po czym ustąpiła. Anna była podniecona. Była wilgotna. Ciepła. Drżąca.
Wsunąłem palec w cipkę. Ciche westchnienie eks-modelki nie uszło uwagi Anity. Spojrzała w bok, szybko rozszyfrowując co się dzieje. Nie dałem jej czasu na analizowanie. Nie zamierzałem zaniedbywać drugiej z towarzyszek. Zastosowałem wobec anglistki tą samą taktykę.
Po chwili obydwie dłonie miałem ukryte pod spódniczkami kochanek. Palcami pracowicie sondowałem mokre, ciasne szparki obydwu kobiet. Anita powstrzymywała się od werbalizacji podniecenia, przygryzając wargi. Kręciła mocniej tyłkiem, wiercąc się w fotelu. Natomiast, głośne wetchnięcia Anny rodziły podejrzenie, że ktoś z obecnych na sali zainteresuje się dobiegającymi z tyłu odgłosami. Nic takiego się jednak nie działo.
Zabawiałem się tak ponad kwadrans, wyczuwając coraz większe rozluźnienie oraz podniecenie partnerek. Czując się nieco znużony powtarzającymi się monotonnymi pieszczotami, uniosłem się z fotela, a następnie zamieniłem miejscem z Anitą. Starając się zrobić jak najmniej rabanu, złapałem obydwie kochanki za ręce. Po czym wsunąłem je pod spódniczki. Dłoń Anity pod kieckę Anny i odwrotnie. Potem zbliżając się do nich wyszeptałem.
- Nie przestawajcie, zanim obydwie nie dojdziecie.
Pomimo mroku dostrzegłem ich lekką konsternację. Były jednak na tyle urobione przez mnie i podniecone, że posłusznie wykonały moje polecenie.
Anna doszła po kwadransie, a Anita chwilę po niej. Resztę czasu w Sali kinowej spędziliśmy na oglądaniu filmu. Przynajmniej tak to wyglądało. Nie sądzę jednak, żeby ktoś z naszej trójki rozmyślał nad tym co niosła ze sobą fabuła. Byłem mocno pobudzony tym co się zadziało. Biorąc pod uwagę jak skończyły się ich wzajemne pieszczoty, nie chciało mi się wierzyć, że pozostały obojętne wobec przeżytych doznań.
Gdy po skończonym seansie rozbłysło światło na sali wiedziałem, że eksperyment z wzajemnymi pieszczotami się powiódł. Z twarzy obydwu kobiet nie zeszły jeszcze rumieńce. I choć nie rzuciły się sobie w objęcia, to rysy ich twarzy były znacznie łagodniejsze. Nie było już na nich wcześniejszych złości i zażenowania.
- Było cudownie – cicho wyznała Anna, całując Anitę w policzek. Następnie ja otrzymałem całusa.
Anglistka była wyraźnie oszołomiona. Milczała, ale resztki jej wątpliwości ulatywały z każdą minutą. Znałem jej emocje, umiałem rozpoznać.
Gdy wsiadaliśmy do samochodu, Anita chciała zająć miejsce jak wcześniej koło mnie, ale otworzyłem przed nią tylne drzwi. Wahanie belferki trwało parę sekund po czym, wsunęła się na tył samochodu.
Obserwowałem pasażerki we wstecznym lusterku. Bariera między nimi topniała z każdą chwilą. Już nie były wobec siebie niechętne, mało tego, powiedziałbym, że nie były obojętne. Kiedy ich spojrzenia się spotykały, uśmiechały się nieśmiało do siebie. Był to zaiste ciekawy widok. Dwie dorosłe kobiety, na co dzień pewne siebie i swoich potrzeb, a w tej akurat chwili zachowywały się jak niewinne, zawstydzone pensjonarki. Pozwoliłem im chwilę na te podchody, ale po paru minutach się odezwałem.
- Anita, jak ci się podobało w kinie? -spytałem. – Ania, wprawdzie bardzo oszczędnie się wyraziła, ale znamy jej opinię.
- Michał… - jęknęła Anita błagalnie.
- Tak…?
- Proszę cię.
- Ja też cię o coś poprosiłem. – Nie zamierzałem belferce niczego ułatwiać. - Jeśli jednak nie chcesz się z nami podzielić…
- Michał, odpuść proszę – Anna stanęła w obronie anglistki.
- Miło z twojej strony, że bronisz towarzyszkę – oznajmiłem z chytrym uśmieszkiem.
- Przestań robić ten cyrk! – mruknęła poirytowana Anita. – Obydwoje wiecie doskonale, że było mi bardzo dobrze. Ja również ci dziękuję, Aniu.
Ostatnie zdanie wypowiedziała zbliżając usta do policzka żony Banasia. Potem delikatnie pocałowała byłą modelkę w ramach wygłoszonego podziękowania. Jednak Anna była tak nakręcona, albo weszła w rolę, że nie pozwoliła, aby tak się to skończyło. Odpowiedziała z mocą. Objęła Anitę, po czy przywarła do ust belferki niczym glonojad do ściany akwarium.
Z trudem przyszło mi skupianie się na prowadzeniu auta, gdy z tyłu działy się takie rzeczy. Byłem ciekaw reakcji Anity. Była bardziej oporna wobec zaistniałego faktu randki w trójkącie. Wiedziałem, że miała powody. Dla Anny była tylko nauczycielką pasierbicy. W przypadku Anity poziom niekomfortowości był znacznie większy. Ania nie była tylko matką jej uczennicy, ale też żoną gościa, z którym się pieprzyła. Nie wiem, czy zawsze wbrew swojej woli, ale fakt był faktem. Pieściła i całowała życiową partnerkę człowieka który ją wykorzystał i skrzywdził.
Niby pokręcone i skomplikowane. A jednak…
Anita nie odtrąciła Anny. Odpowiedziała równie żarliwie, co tylko bardziej nakręciło żonę Banasia. Eks-modelka wsunęła dłoń pod spódniczkę belferki, szybko odnajdując właściwe miejsce. Anglistka jęknęła, a ja o mały włos nie zjechałbym na pobocze.
- Jesteś cudowna – wyszeptała do ucha towarzyszce Anna.
- Aniu, przestań… zawstydzasz mnie – odpowiedziała coraz bardziej rozpalona Anita.
Dla Ani takie słowa były jedynie motywacją do zwiększenia intensywności pieszczot. Zamknęła usta nauczycielki kolejnym pocałunkiem, wzmagając natężenie czułości. Z wielką chęcią zobaczyłbym ciąg dalszy, ale po chwili dojechaliśmy na miejsce docelowe. Anna prowadziła Anitę za rękę, gdy szliśmy do bramy starej, okazałej kamienicy. Belferka sprawiała wrażenie oszołomionej, co było do niej całkiem niepodobne. Twarz Anity wyrażała zmieszanie zmiksowane z podnieceniem.
Mieszkanie w którym mieliśmy kontynuować randkę mieściło się na piątym piętrze. W windzie Anita cały czas była otumaniona. Anna tuliła ją do siebie . Przed drzwiami mieszkania odszukałem klucze w torebce Anity klucze. Po chwili znaleźliśmy się wewnątrz.
Lokal nie był duży, ale urządzony przytulnie. Salon, kuchnia, łazienka oraz dodatkowy mały pokój, gdzie znajdowała się sypialnia. W różnych miejscach mieszkania widać było świece zapachowe. Powietrze pachniało mieszanką przyjemnych aromatów. Kimkolwiek była koleżanka Anita miała dobry gust i dbała o własne cztery kąty.
Gdy tylko zrzuciliśmy z siebie wierzchnie ciuchy, weszliśmy do salonu. W tym momencie przejąłem inicjatywę.
- Strasznie mnie nakręciłyście w samochodzie – wyznałem. – Chciałbym zobaczyć ciąg dalszy.
Anita wciąż była oszołomiona, ale Anny nie musiałem dwa razy instruować. Podprowadziła anglistkę do kanapy, pchając lekko w stronę mebla. Anita usiadła na szerokim podłokietniku. Żona Banasia zbliżyła się do niej, by złożyć na ustach towarzyszki pocałunek. Zachłanny. Namiętny. Długi. Jednocześnie, powoli zsunęła z ramion nauczycielki luźną bluzkę, odsłaniając seksowny biustonosz. Wydawało się, że Anita poddaje się tym działaniom niczym zahipnotyzowana, ale było to mylne założenie. W oczach nauczycielki coraz mocniej tlił się żar, który doskonale znałem. Nie była całkowicie bierna. Jej wargi były równie chętne. Może mniej łapczywe, ale było to wynikiem dezorientacji. Wprawdzie niczym w transie, ale pomagała Annie ściągnąć swoją bluzkę.
Usiadłem w fotelu obok przygotowany na wspaniały spektakl. Gdyby to nie było głupie i jednocześnie możliwe poprosiłbym o duży popcorn i napój.
Anna tymczasem cały czas pieszcząc i całując towarzyszkę uwolniła ją od stanika. Chwilę potem pozbyła się własnej koszuli oraz biustonosza. Przytuliła się do Anity. Dwa posagowo piękne ciała złączyły się w jedno. Boskie piersi zwarły się w uścisku. Anna rozchyliła szerzej nogi partnerki, po czym włożyła rękę pod spódniczkę belferki. Od razu przeszła do rzeczy. Ciało Anity zadrgało. Westchnęła przeciągle.
Poczułem silniejszy, bolesny wzwód. Mojemu kutasowi zrobiło się zbyt ciasno. Pospiesznie ściągnąłem spodnie, opuszczając nieco slipy w dół. Ciasnota ustąpiła, ale byłem potężnie twardy. I rozpalony widokiem.
Anna sprawnie pozbyła się własnej spódniczki, odsłaniając seksowną konstrukcję złożoną z koronek, pończoch, pasa i klipsów, która oblekała zgrabne nogi byłej modelki. Nie bez pomocy partnerki uniosła lekko jej tyłek. Również belferkę pozbawiła spódniczki. Dodatkowo też majtek. Zostawiła jednak kusząco powabne pończochy z koronkowymi mankietami. Przez chwilę podziwiała nagie łono oraz krocze towarzyszki. Potem znów posadziła Anitę na podłokietniku z rozchylonymi szeroko nogami. Klęknęła przed belferką, ukrywając twarz pomiędzy udami. Ruchy głowy eks-modelki nie pozostawiały złudzeń. Dobrała się do kobiecości Anity.
Zsunąłem slipy. Nawet w nich czułem się skrępowany. Napęczniały, uwolniony penis wystrzelił niczym wystrzelony z procy.
Język Anny stał się katalizatorem przemiany nauczycielki. Wibrująca pieszczota uaktywniła Anitę, wyrywając belferkę z dotychczasowego oszołomienia. Wplotła dłonie we włosy towarzyszki, mocniej przyciskając do krocza jej głowę. Językiem przeciągnęła po wargach, a potem jęknęła głucho. tkwiącym na podłokietniku. Odchylając głowę na bok, spojrzała na mnie rozognionym wzrokiem.
- Dołącz do nas – poprosiła cicho.
Nie musiała dwa razy tego powtarzać. Zrzucając z siebie koszulkę, w ułamku chwili znalazłem się przy kanapie. Zbliżyłem członka do twarzy Anity, która ochoczo się nim zajęła. Najpierw samą dłonią, ale po chwili również ustami. Przeniknął mnie rozkoszny dreszcz. Jak mi brakowało tych cudownych ust, dłoni i ciała. Wszystkiego. A jako bonus miałem równie boskie wspaniałości Anny.
Rozkoszowałem się chwilą, ale nie byłem całkiem bierny. Podczas, gdy Anna zajęta była cipką belferki, a Anita robiła mi dobrze ustami, ja pieściłem falujące przede mną piersi. Nabrzmiałe sutki anglistki były wdzięcznym obiektem działań moich palców. Parę chwil trwaliśmy w tej konfiguracji.
Pozycja Anity nie należała jednak do najwygodniejszych, więc domyślnie przerwałem ten etap naszych igraszek. Ciekawiło mnie czy oszołomienie Anity uleciało bezpowrotnie.
- Coś należy się teraz Ani – wydyszałem.
Żona Banasia zrzuciła z siebie koszulę, ochoczo wyskakując z majtek. Złapałem mocno byłą modelkę, a potem wziąłem na ręce. Ruszyłem w stronę pokoju z łóżkiem. Za plecami czułem obecność Anity.
W sypialni położyłem Annę na łóżku, które zajmowało ogromną większość pomieszczenia. Eks-modelka podkuliła nogi, jednocześnie szeroko rozwierając. Otępienie Anity ustąpiło najwyraźniej, bo bez zwłoki zajęła miejsce w przestrzeni pomiędzy nogami żony Banasia. Nachyliwszy się, odwzajemniła się towarzyszce oralną pieszczotą. Ja natomiast zająłem dogodną pozycję, która pozwalała Annie zająć się moim kutasem.
Było mi cudownie. Czułem ciepły oddech Anny na podbrzuszu. Pieszczotę dłoni oraz miękkie wargi na fiucie. Elektryzujące mrowienie niczym pajęczyna oplotło moje ciało. Równocześnie mogłem obserwować Anitę prężącą się między nogami towarzyszki. W chwilach gdy się unosiła na krótki moment widziałem falujące, cudownie uformowane piersi, których aksamitności i krągłość doskonale przecież znałem. Podziwiałem unoszący się tyłek oraz wspaniałą linię pośladków. W takich chwilach jak ta, czułem się wybrańcem losu.
Właśnie ta boska pupa odciągnęła mnie od pieszczot oralnych Anny. Stanąłem przy brzegu łóżka, tuż za Anitą, chwytając w dłonie pośladki. Przytrzymałem mocnej bajeczne krągłości, a potem naparłem sterczącym fiutem na wilgotne wrota cipki. Płatki warg sromowych lśniły niczym pokryte obfitą rosą. Pachniały żądzą i rozkoszą. Intymnością Anity. Od tych doznań mogło zaszumieć w głowie. I szumiało. Jak jasna cholera.
Wszedłem bez żadnego oporu. Pewnie i głęboko. Belferka zadrżała w moim uścisku, ale nie przestała pieścić Anny. Na eks-modelce ten widok musiał zrobić wrażenie. Patrzyła zafascynowana, jedną dłonią zagarniając własną pierś, a drugą wspomagając pieszczoty, które otrzymywała od Anity.
Pulsujące wnętrze otuliło penisa, którym pracowałem bez wytchnienia. W przód, w tył. Kolejne sztychy. Kolejne fale uniesienia. Tętniące w głowie przenikliwe impulsy. Testosteron buzował. Kolejne dawki dopaminy faszerowały mnie przyjemnością.
W końcu przerwałem rżnięcie Anity.
- Teraz Ania – wychrypiałem.
Belferka uwolniła towarzyszkę, a ja przyciągnąłem Annę bliżej siebie, trzymając za nogi. Anita klęknęła z kroczem nad twarzą żony Banasia, jednocześnie będąc cały czas wyprostowana. Rozchyliłem szeroko nogi byłej modelki, unosząc w górę i podając anglistce. Anita złapała nogi towarzyszki przy kostkach. W ten sposób miałem przed sobą rozkoszny, kuszący zestaw w postaci wypiętego tyłka oraz wyeksponowanej cipki. Przytrzymałem penisa u nasady, po czym pchnąłem energicznie w kierunku lśniącej od miłosnych soków szparki. Sztych był celny, ale okazał się niezbyt głęboki, więc poprawiłem kolejnym. Ania jęknęła głucho. Potraktowałem ten odgłos jako wezwanie do działania. Chwyciłem rękami kolana kochanki, równocześnie wykonując kolejne pchnięcie. Potem następne i następne.
Pieprzyłem Ankę równie ochoczo co Anitę. Świadomość, że mogę zerżnąć dwie boginie jednocześnie stopniowała moją euforię do nieznanych poziomów. Dwie najpiękniejsze kobiety jakie znałem. To tak jakbym żyjąc wieki temu zerżnął na jednej schadzce Afrodytę i Helenę Trojańską. Totalny sztos.
Pchałem kutasa w pulsujące wnętrze Anny niezmordowanie. Totalnie odseparowany od otaczającej mnie rzeczywistości. Był tylko wszechświat wyrka i nas troje. I regularne pchnięcia. Raz po raz. W tle zaś coraz głośniejsze jęki Anny, które wydobywała z siebie, gdy łapała oddech podczas cipki Anity. To było dojmujące doznanie. Żar żądzy palił mnie niemiłosiernie. Czułem, że spełnienie nadejdzie wkrótce.
Pozycja w której się pieprzyliśmy robiła wrażenie, ale była dobra na chwilę. Poza tym, chciałem skończyć jak najbardziej we troje. Kochanki klęknęły więc obok siebie, tyłem zwrócone do mnie. po czym pochyliły się do przodu wspierając na rękach. Ich przytulone zadki kusiły kształtami. Nie zamierzałem pozostać głuchy na ich wdzięki.
Jako pierwszą nadziałem na swoją włócznię Anitę. Jęknęła cicho, gdy głęboko wniknąłem w rozpaloną szparkę. Odpowiedziała energicznie szarpiąc biodrami. Poprawiłem kolejnymi dwiema pchnięciami, a potem ten sam manewr powtórzyłem z Anną. Rżnąłem obydwie kochanki z olbrzymim zapałem. Byłem tak podniecony, że subtelność nie wchodziła w rachubę. Sztychy były silne i głębokie. Jęki partnerek coraz głośniejsze.
W pewnym momencie, kontynuując pieprzenie pośliniłem obydwa kciuki. Wsadziłem grube palce pomiędzy pośladki, próbując wcisnąć je w anusy kochanek. Z początku szło to opornie, bo skupiając się na rżnięciu, nie byłem zbyt precyzyjny. Ostatecznie, przy wydatnej pomocy partnerek udało mi się przyszpilić ukryte tylne wrota.
Ten dodatkowy bodziec sprawił, że odleciały całkowicie. Tyłki kochanek wykonywały ruchy niczym w gorącym latynoskim tańcu. Byłem pewien, , że lada moment będą dochodzić. Ekstaza pierwszą dopadła Annę. Eks-modelka jęcząc zaczęła się energicznie prężyć. Wszedłem w nią najgłębiej jak potrafiłem, aż poczułem ucisk w dociśniętych jądrach. Ostatnie pchnięcia były równie silne. Przy którymś z kolei, Anna zastygła, zacisnęła się na penetrującym ją kutasie, a po krótkiej chwili wygięła plecy w łuk. Niemal krzyknęła, gdy orgazm targnął jej cudownym ciałem. Drżała, nogi się pod nią uginały, aż opadła na łóżko.
Teraz mogłem się skupić na Anicie. Była bardzo bliska dojścia na szczyt. Gdy mój penis wniknął w nią energicznie, odpowiedziała równie silnymi ruchami bioder. Sam też byłem o krok od spełnienia. Ostatnie sztychy wykonałem ogarnięty przez miłosną euforię. Świat wirował. Rozkosz kipiała od żaru. Totalne szaleństwo.
Anita wreszcie doszła. Orgazm schłostał spazmami boskie ciało belferki. Znieruchomiała, szczytując. Niczym lubieżny posąg rozwiązłej kochanki. W końcu poddała się, opadając na łóżko obok Anny.
Chwilę wcześniej bestia przebudziła się we mnie. Wielki O opuścił swoje leże. Potężna fala przetoczyła się przez moje trzewia. Przytrzymałem twardy trzon kutasa, pozwalając ujść strumieniowi nasienia. Jęknąłem głucho, patrząc jak krople spermy po krótkim locie plamią ciała spełnionych kochanek.
Zaraz potem odleciałem.
Gdy doszedłem do siebie leżałem na plecach, a po obydwu bokach miałem partnerki. Wtulone we mnie kreśliły palcami delikatne, sobie tylko znane wzory na moim ciele.
- Ooo, nasz śpiący królewicz się obudził – wesoło stwierdziła Anna.
- Nie spałem tylko zrobiłem sobie przerwę w teraźniejszości – odparłem, udając urażonego uwagą. – Odebrałyście mi siły witalne. Nie miałem dość energii, żeby zapanować nad przytomnością.
- To chyba komplement, co? – Zaśmiała się Anita. – Jak myślisz, Aniu?
Szlag trafił ich obawy nieufność wobec siebie. Ktoś powie, że to prostackie, ale ostry seks z synem państwa Wanatów skruszył bariery pomiędzy dwiema boginiami. I bardzo, psiamać, dobrze.
- Sądzę, że kolejne igraszki powinny być nieco spokojniejsze - zaproponowałem.
- Poważnie? – spytały niemal równocześnie.
- Jak najpoważniej. – odparłem stanowczo. - Skoro etap podchodów mamy już za sobą, zostaniemy tu do jutrzejszego popołudnia. Nie chcę, żeby wywiozła mnie stąd karetka.
- Oj tam, a o nas się nie martwisz? – spytała Anita, wesoło mrużąc oczy.
- Wy jesteście dwie, a ja sam – odpowiedziałem, udając przerażenie.
- Coś w tym jest – przyznała anglistka.
- A skoro przełamałyśmy już pierwsze lody… – Ania uniosła głowę, po czym zerknęła wesoło na belferkę. - … to zacznijmy od nowa. Jestem Anna.
- Anita.
- Miło cię poznać – Ania oparła się o mnie, całując Anitę namiętnie. Anglistka odpowiedziała równie ochoczo.
Patrzyłem na nie z zachwytem. Nie mogłem oderwać oczu od dwóch idealnych ciał. Coś czułem, że zanim opuścimy to miejsce, niewiele sobie pochodzimy w ciuchach. Modne bywają w firmach owocowe czwartki lub wtorki. Ja zarządzę chyba goły weekend. Takich ciał nie wypada ukrywać.
Na Erosa, miałam fart jak cholera!
******
Do tego spotkania zbierałem się prawie tydzień.
Nie mogłem jednak pozostawić tej kwestii bez reakcji. To jak Bruno potraktował Julię nie spodobało mi się wcale. Natomiast to, że widziałem Kornelię wchodzącą do auta tego kolesia, nie spodobało mi się jeszcze bardziej. Musiałem porozmawiać z Nelą. Przeczuwałem, że rozmowa nie będzie łatwa, ale zbyt mi zależało na tym, żeby miała się dobrze. Nie zasługiwała na przykrości.
Czekałem na nią pod blokiem. Jeśli tylko będzie wracać, nie mogłem tego przeoczyć. I rzeczywiście, po blisko pół godzinie ujrzałem siostrę Saby, wyłaniającą się za rogu budynku.
- Cześć Nela.
- Michał? – zdziwiała się. – Każdego mogłam się spodziewać, ale akurat ciebie…
- Chciałbym z tobą pogadać – oznajmiłem. – Masz chwilkę.
- Jesteś tak poważny, że aż się boję – odpowiedziała. – Nie chcę iść do mieszkania, możemy porozmawiać w parku obok?
- Możemy.
- Co tam u ciebie? – spytała, gdy szliśmy w stronę ukrytego pośród skupisk bloków niewielkiego skrawka zieleni. – Jak tam przygotowania do matury?
- W porządku. Raz mam większą chęć do nauki, raz mniejszą, ale zasadniczo daję radę.
- Fajnie. Ja też ogarniam. – Uśmiechnęła się delikatnie. Wyczuwałem jakąś zmianę, była wobec mnie inna niż zawsze. Miła, ale bardziej obojętna. Wskazała wolną ławkę. – Możemy tu usiąść.
- Jasne.
- To o czym chciałeś pogadać? – spytała.
- Kurczę, nie wiem jak zacząć. - Zacząłem niepewnie. - To niełatwy temat.
- Ty nie wiesz co powiedzieć? - Zdziwiła się. – To jakaś nowość. Taki wygadany chłopak.
- Dzięki za uznanie, ale tym razem nie mam ochoty na śmieszkowanie – stwierdziłem poważnie.
- Teraz naprawdę mnie zaintrygowałeś. – Kornelia spoważniała. - Michał, czy ty przypadkiem nie chcesz mi powiedzieć, że cię przekonałam? Nie chcesz, żebyśmy my razem…
- Nela, nie o to chodzi. – Przerwałem domysły rozmówczyni.
- O co, w takim razie?
- Czy znasz chłopaka o imieniu Bruno? – spytałem, zapominając o wcześniejszej niepewności.
- Słucham?!
- Czy znasz chłopaka o imieniu Bruno – powtórzyłem.
- Michał, co to ma znaczyć?! – Kornelia w jednej chwili włączyła irytację. – Czy ty mnie śledzisz?!
- Czyli znasz? – Dociekliwie drążyłem temat.
- Nie powinno cię to obchodzić, ale tak. Znam. – Twarz Neli pociemniała z gniewu. – Co ci do tego?
- Nie śledzę cię – oświadczyłem. – Po prostu całkiem przypadkiem dowiedziałem się czegoś o nim.
- Rozumiem – Kornelia prychnęła ze złością. – I zapewne to są jakieś okropieństwa? Strzeż się Nela, nie powinnaś się zadawać z tym Brunem. Zgadza się?
- To nie są okropieństwa, Nela – odparłem. – Ale to nie jest dobry chłopak. Na pewno nie wart ciebie, więc z tym zadawaniem to byłbym ostrożny. Uważam, że powinnaś sobie odpuścić z nim znajomość.
- Coś ci się stało w głowę, Michał? – zapytała siostra Saby ze złością. – Nie zamierzam niczego odpuszczać. To ty powinieneś odpuścić i dać mi spokój!
- Ja tylko cię ostrzegam i grzecznie proszę.
- Tylko?! Odpuść sobie w takim razie! – prychnęła Kornelia. – Skąd ty w ogóle wiesz o Brunie?
- Dowiedziałem się całkiem przypadkiem, ale…
- Przypadkiem?! – Moja rozmówczyni była zła jak osa. – Powiem szczerze, że nie spodziewałabym się po tobie takiego zachowania.
- To znaczy?
- No wiesz, to co do ciebie czuję… sorry, czułam to obydwoje wiemy. To, że miałeś na mnie wywalone, też wiemy – odpowiedziała Nela. – To jednak, że zachowujesz się tak beznadziejnie i egoistycznie pomimo swojego braku zainteresowania moim uczuciami to już wyższy poziom. Sam mnie nie chcesz, a jednocześnie innym żałujesz.
- To nie tak…
- Czyżbyś chciał mnie zostawić dla siebie w stanie dziewiczym na czas kiedy się znudzisz kolejnymi miłosnymi podbojami? – spytała siostra Saby podniesionym głosem. – Powiedzmy, za trzydzieści lat? Może więcej? A może łaskawie za dwadzieścia?
- Nela…
- Nic ci do tego, ale wiedz, że Bruno jest świetnym facetem. – Kornelia nie dała sobie wejść w słowo. – Szarmanckim, dowcipnym, opiekuńczym. Podobnym do ciebie zanim ci się w głowie poprzestawiało. Przyznaję, że znajomość z nim to antidotum na ciebie, ale coraz bardziej się do niego przekonuje. Myślę, że mogę się w nim zakochać.
- Proszę, nie rób tego – poprosiłem.
- To jest żałosne, Michał! – mruknęła Nela, patrząc na mnie jak na nędznego robaka. – Tak żałosne, że chyba przestanę myśleć o tobie dobrze. Jeśli chciałeś mnie do siebie zniechęcić, to brawo. Udało ci się! Tą zagrywką straciłeś nawet moją sympatię.
- Nela…
- Skończ już! Mam cię dość! – Kornelia podniosła się nerwowo z ławki. – Przestań się mną interesować! To nie prośba, to żądanie. Spieprzaj i nie pokazuj się mi na oczy!
Nie dała mi cokolwiek więcej powiedzieć.
Obróciła się na pięcie, po czym pobiegła w stronę przejścia dla pieszych.
Mogłem próbować ją gonić. Próbować jeszcze rozmawiać. Prawda jednak była taka, że prawdopodobnie nie miałoby to sensu. Nigdy Neli takiej nie widziałem. Zdarzały się jej wybuchy, ale nie takie. W jednej chwili stała się wroga. W tej chwili przekonywanie Kornelii nie miało sensu. Była zresztą dużą dziewczyną, nie miałem prawa układać jej życia. Nie zamierzałem się jednak zastosować do żądania. Zależało mi na siostrze Saby. Jeśli nadarzy się okazja, na pewno pospieszę z pomocą.
Na razie jednak byłem podłym sukinsynem. Żałosnym dupkiem, który broni szczęścia odtrąconej przez siebie dziewczynie.
*****
Tego samego dnia zadzwoniłem do Karoliny. Chciałem się dowiedzieć jak poszła rozgrywka ze Stelmachem.
- Udało się Michał jak cholera. – Usłyszałem w słuchawce zadowolony głos Strzeleckiej. – Pretekst doskonale zadziałał, aktorek mógł skończyć z nami, ze względu na moją niewierność. Dupek przebrzydły. Ja za to miałam dużo satysfakcji, bo jak patrzył na nasze igraszki, to mało mu ciśnienie uszami mózgu nie wypchało.
- Ha, ha, mózg uszami, bardzo sugestywne. – Zaśmiałem się do słuchawki. – I co dalej?
- No mam teraz mały problem lokalowy – wyznała Karolina. – To było do przewidzenia, że Sebastian będzie chciał mnie się pozbyć ze swojego mieszkania, ale tempo mnie zaskoczyło. Dał mi trzy dni na wyprowadzkę, a ja jestem bez dachu nad głową. Wydzwaniam różne ogłoszenia i znajomych, ale na razie bez skutku. Chyba będę chwilowo bezdomna.
- To słabo, ale próbuj cały czas coś znaleźć. – Zmartwiłem się. – Chociaż na krótko.
- No tak robię.
- Ja też podzwonię – zadeklarowałem. – Może coś się uda załatwić.
- Ok, dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Nie mam teraz nawet czasu, żeby się z tobą spotkać – oznajmiła Karolina. – A całą sobą chcę tego.
- Wiem, skarbie. Coś wymyślę. – odparłem. – Ale mieć swój kąt to mega ważna sprawa. Ogarnijmy to najpierw.
- Jasne. Buziaki. Będę kończyć.
- Będzie dobrze. Ściskam i trzymam kciuki.
Miałem rację. Sytuacja się szybko rozwinęła pozytywnie.
Na drugi dzień miałem doskonałą wiadomość dla Karoliny. Natalia zgodziła się udostępnić pokój w swoim mieszkaniu byłej już narzeczonej młodego gwiazdora. Do czasu, aż Strzelecka znajdzie sobie lokum. Okazało się, że jeden pokój w mieszkaniu asystentki Anny Banaś jest praktycznie pusty, a dziewczyna, wiecznie zajęta pracą, nie miał nawet czasu zająć się urządzaniem pomieszczenia.
Kolejnego dnia odbyła się przeprowadzka.
Wracając ze szkoły, podjechałem na adres mieszkania Natalii. Wnoszenie rzeczy trwało w najlepsze, choć Karolina nie miała ich zbyt wiele. Część zostawiła w przechowalni, a na nowe miejsce zabrała tylko najpotrzebniejsze. Chciałem pomóc we wnoszeniu, ale goście z firmy ogarniającej przeprowadzkę stwierdzili, że skoro mają zapłacone, to sami dadzą radę.
Nie czując się przydatny poszedłem do mieszkania. W progu przywitała mnie Natalia.
- Cześć, przystojniaku – Mrugnęła okiem na przywitanie, a potem pocałowała mnie w policzek. W luźnym t-shircie i spodniach dresowych wyglądała inaczej niż przeważnie ją widywałem. Blond włosy upięte miała w niezbyt finezyjny kok. Pomimo tego wyglądała świetnie.
Spojrzałem za plecy gospodyni mieszkania i stwierdziłem.
- Zafundowaliśmy ci trochę zamieszania.
- Tylko trochę. – Uśmiechnęła się, ciągnąc mnie w stronę pokoju do którego wnoszone były kolejne przedmioty. – Z chęcią pomogę Karolinie.
Była narzeczona Stelmacha stała na środku pokoju z niepokojem obserwując rosnące sterty pudełek i innych klamotów. Ubiorem dopasowała się do właścicieli lokalu. Ten sam styl. Dres i koszulka, jedynie kolorystyka odmienna. Włosy natomiast miała upięte w zwykły kucyk. Spojrzała na nas, rozpromieniając się natychmiast.
- Bardzo, naprawdę bardzo ci dziękuję Natalio – oznajmiła, uśmiechając się szeroko. Podeszła do nas, po czym pocałowała mnie w policzek. – I tobie, że wykonałeś telefon.
- Nie ma za co – odpowiedziałem. – Cała wdzięczność należy się Natalii.
- Niepodobna do ciebie skromność – stwierdziła Karolina. – Ale fakt, żeby nie ona byłabym w dupie.
- Przesada – skromnie skwitowała jej słowa Natalia.
- Wcale nie. Jesteś kochana – Strzelecka uśmiechnęła się promiennie. – Na szczęście nie robię zbyt wielkiej rewolucji. Mój dobytek nie jest duży. Zaraz przyjadą też faceci od mebli, ale skoro jestem tu na chwilę, to będzie tego niewiele. Złożą mi tylko łóżko, biurko i jedną, niedużą komodę. Łatwo się będzie zwinąć, kiedy znajdę coś tylko dla siebie.
Dalszą konwersację przerwał nam facet z kolejnymi pudełkami, któremu staliśmy na drodze.
- Ok, robimy niepotrzebne zamieszanie – stwierdziła asystentka Anny Banaś. Spojrzała na mnie, kiwając głową. – Chodź ze mną, bo przeszkadzamy. Karolina sobie poradzi.
- Jasne – przytaknęła Strzelecka.
Po chwili byłem w sypialni z Natalią, która zamknęła drzwi, a potem usiadła na brzegu łóżka.
- Co tam u ciebie? – spytałem.
- Spoko. Daję radę – usłyszałem w odpowiedzi. – Z każdym dniem jest lepiej, bo Ania zaczyna coraz mniej odczuwać skutki tego syfu z mężem. Na początku było jednak ciężko. Męczyli ją dziennikarze i policja. Trudno to znosiła. Do tego trzeba się było zająć córką Banasia, bo ta znosiła to jeszcze gorzej.
- Rozumiem. Cieszę się, że jest lepiej.
- Damy radę – oświadczyła bojowo Natalia. – A ty jak się masz?
- U mnie ok – odpowiedziałem. – Przy problemach Ani, to u mnie jest lajtowo. Staram się sobie przypominać co rano, że niebawem matura.
- Dasz radę. Ja też się stresowałam, a nie było po co.
- Ty masz mnóstwo talentów – powiedziałem, mierzwiąc grzywkę dziewczyny. – Myślę, że nie byłaś kujonką, ale nauka pewnie przychodziła ci łatwo.
- Nie masz pojęcia jaka byłam trudna w szkole. – odparła, puszczając zawadiacko oczko.
- Nie wierzę.
- Kiedyś ci o tym opowiem. – Uśmiechnęła się lekko. – Nie teraz jednak. Dzisiaj wolę mówić o tym, że tęskniłam bardzo.
- Bardzo… mówisz? – szepnąłem jej do ucha, jednocześnie zaciskając dłoń na lewej piersi Natalii. Przez koszulkę wyczułem, że była bez biustonosza.
- Tak, bardzo… bardzo, cholernie bardzo – mruknęła, koniuszkiem języka przesuwając po moim policzku.
- Coś z tym powinniśmy zrobić – stwierdziłem cicho. – Tylko czym ugasić tęsknotę?
- Michał… doskonale wiesz czym. – Język dziewczyny tym razem musnął moją małżowinę uszną. – Potrzebuję seksu z tobą.
- Ja też ciebie pragnąłem – wyznałem, po czym wsunąłem dłoń pod t-shirt Natalii. Szybko namacałem nabrzmiały sutek i potarłem go palcem. – Bardzo nawet.
- Yhm… ale poczekajmy, aż to zamieszanie minie – mruknęła asystentka Anny. – To niezbyt sprzyjające okoliczności.
- Tak mówisz, bo nawet jak nic nam nie wyjdzie, to masz Karolinę – Droczyłem się, trąc sutek mocniej. – Przecież zaraz mają pojawić się goście od mebli. Będę czekał, a jak nic z tego nie wyjdzie, to ty ze współlokatorką urządzicie sobie wieczorne, dzikie igraszki. Dobrze wiem, że zgodziłaś się, ze względu na akcją basenową. Podobała ci się, co?
- Michał, jesteś paskudny, że tak mówisz – Natalia wyjęła moją dłoń, spod swojej koszulki. – Owszem, to była ekstra, ale zgodziłam się przyjąć Natalię głównie dlatego, że to ty poprosiłeś.
- Tak…? – Zawiesiłem głos, ponownie wsuwając dłoń pod t-shirt i ponawiając pieszczotę piersi dziewczyny.
- Tak! I żadne igraszki z Karoliną nie wchodzą w grę – wyznała cicho Natalia. – Poza tym, nie ugaszą tego pragnienia, które czuję.
- A jak silne to pragnienie? – spytałem, pocierając sutek.
- Yhm… potężne… ekstremalnie potężne.
- To olejmy okoliczności – mruknąłem. – Ja też cię bardzo pragnę. Sprawdź jak bardzo jestem podniecony.
Natalia rozpięła mi rozporek, by wsunąć w niego dłoń. Wewnątrz czekała na nią napęczniała twardość ukrytego w slipach członka.
- O matko! – jęknęła.
- Dokładnie tak – odparłem, uśmiechając się pod nosem. – On nie powinien czekać. Zróbmy to teraz.
- Ale…
- Żadnych „ale”!
- To zamknę chociaż drzwi – zaproponowała gospodyni mieszkania.
- Po co? – spytałem, ściągając dziewczynie koszulę przez głowę. – Podkręćmy emocje!
- W każdej chwili ktoś może wejść – stwierdziła Natalia skonsternowana lekko. Rozbierać się jednak nie broniła.
- Zgadza się – zgodziłem się, zagarniając piersi dziewczyny. – Strasznie mnie to kręci, a ciebie nie?
- No nie wiem, chyba…
- Za dużo gadamy. – Przerwałem gospodyni mieszkania, ściągając portki z tyłka. Zaraz też zsunąłem z dupska slipy. – Przejdźmy do działania!
- Michał… yhm, hmm – słowa Natalii utknęły w ustach zakneblowanych moim fiutem.
Asystentka Anny była podniecona. Jej opór topniał niczym masło na rozgrzanej patelni. Dar robił swoje. Chciała się pieprzyć, niesprzyjające okoliczności nie były w stanie tego zmienić. Przyjęła więc ochoczo kutasa do ust. Miękkie, ciepłe wargi przesunęły się po nabrzmiałym trzonie. Jednocześnie chwyciła penisa dłonią.
- O tak, skarbie. Cudownie – wymruczałem.
Natalia doskonale koordynowała pracę ust i ręki. Sprawnie odsłoniła nabrzmiałą, sinoczerwoną żołądź. Intensywność pieszczoty była wysoka, czułem buzujące we mnie podniecenie. Ciepły oddech dziewczyny smagał moje krocze. Rozpuściłem blond włosy, rozprawiając się z konstrukcją koka. Wsunąłem palce między loki, przytrzymując głowę. Naparłem mocniej, wzmagając oralne pieszczoty partnerki. Było mi rozkosznie błogo.
Nie byłem jednak samolubem.
Przerwałem oralne pieszczoty partnerki, kładąc zaraz na łóżku. Ściągnąłem z Natalii dresy, potem majtki, rozkoszując się widokiem wygolonego łona z niewielkim trójkątem krótkich włosków. Rozchyliłem nogi kochanki, po czym wykonałem kilka kolistych, energicznych ruchów na wilgotnych wargach sromowych. Natalia zdusiła w sobie jęk rozkoszy. Pozwoliłem się oszołomić zapachem kobiecości. Jedynym w swoim rodzaju. Mieszanką pożądania i intymności kobiecego ciała.
Liżąc energicznie płatki cipki, wsunąłem palec w miękkie, ciepłe wnętrze. Tym razem partnerce nie udało się do końca zdusić jęku. Cichy, ale jednak wybrzmiał w przestrzeni. Natalia wczepiła palce w moją czuprynę. Jednocześnie przycisnęła mocniej do swojego krocza moją twarz. Poczułem drżenie ud dziewczyny. Pracując językiem oraz palcami windowałem podniecenie kochanki na wyższy poziom.
Drążyłem. Lizałem. Pieściłem.
Natalia pojękiwała. Rosło podniecenie dziewczyny. Głośność dźwięków przybierała na sile. Asystentka Anny chwyciła róg poduszki, wsuwając go sobie do ust jak knebel.
Po chwili uznałem, że oboje jesteśmy wystarczająco pobudzeni. Uniosłem partnerkę, pozwalając zająć dogodną pozycję. Natalia klęknęła, po czym pochyliła się podpierając na rękach. Wypięty tyłek dziewczyny był kuszącą, lubieżną zachętą. Chwyciłem biodra kochanki, jednocześnie napierając na cipkę twardym jak kamień kutasem. Po chwili cały, aż po jądra wszedłem w kipiącą żądzą szparkę. Od razu zainicjowałem ruchy frykcyjne. Energiczne, mocne. Chciałem jak najszybciej dać kochance spełnienie.
Natalia odpowiedziała równie intensywnie, bosko kręcąc tyłkiem. Byliśmy cudownie zespoleni. Połączeni w drodze na szczyt. Podniecenie wzbierało w nas w zawrotnym tempie. Partnerka wciąż próbowała zdusić jęki, ale przychodziło jej to coraz trudniej. Ostatecznie, nie ma akcji bez reakcji.
Po chwili uchyliły się drzwi, a w przestrzeni między nimi a framugą pojawiła się głowa Karoliny.
- Co wy wypra… o mateńko! – jęknęła, widząc co wyrabiamy. – Dżizas, ja pierdzielę.
- Karolina! Drzwi! – wydyszałem, dostrzegając w prześwicie rozdziawione usta nieznanego faceta, zerkającego na nasze połączone nagie ciała.
- Michał, nie przestawaj! – wydusiła z siebie rozpalona żądzą Natalia, kiedy na chwilę ustałem w rżnięciu. Zaraz jednak na powrót zacząłem razić kochankę kolejnymi sztychami.
Karolina zamknęła drzwi za sobą, zostając jednak w pokoju. Niemal natychmiast oczy byłej dziewczyny Stelmacha rozbłysły pożądaniem. Na policzki dziewczyny wypłynęły rumieńce.
- Aż tak was wzięło? – mruknęła. – Nie mogliście poczekać, świntuchy!
Zrobilibyśmy to razem.
Wyraźnie miała ochotę wyskoczyć z ciuchów i dołączyć do nas.
- Karolina, opanuj się! – mruknąłem, między kolejnymi pchnięciami. – Idź do swoich fachowców. Twoja kolej nadejdzie, nie martw się.
Strzelecka niechętnie, ale wyszła z pokoju, pilnując, żeby tym razem nikt nie zerkał jak się pieprzę z gospodynią mieszkania.
Byliśmy w ostatnim stadium aktu miłosnego. Rżnąłem ostro, czując potężne dreszcze rozkoszy. Każdy fragment mojego ciała płonął. Ogarnął mnie szał emocji. To była ostatnia prosta. Znaleźliśmy się tam w jednym czasie. Następne pięć sztychów sprawiło, że Natalię dopadł orgazm. Zatrzepotała na moim fiucie, a potem zamarła przyjmując fale spełniania. Zanim pojawił się ostatni spazm jęknęła przeciągle nie zważając na obecność obcych w mieszkaniu. Niemal w tym samym czasie również ja zacząłem szczytować. Ogniska rozkoszy, które swobodnie krążyły w moim ciele skumulowały się w jedno monstrum, które uderzyło z mocą. Przeniknęła mnie ostateczna rozkosz. W ostatnim przebłysku świadomości, wyciągnąłem kutasa z kochanki. Przytrzymałem go, a potem pozwoliłem się obezwładnić ekstazie. Zamglonym wzrokiem patrzyłem na wytrysk nasienia, którego plamy ozdobiły tyłek oraz plecy Natalii. Gdy się wystrzelałem, a ostatni spazm rozorał moje wnętrze, opadłem bosko zmęczony na łóżko obok kochanki.
Błoga pustka tłukła się w mojej głowie. Leżałem na plecach, wlepiając wzrok w sufit. Biel zdawała się pulsować, przybierając rozmaite tony. Za ścianą słyszałem stukanie młotka. Faceci od mebli składali Karolinie graty. Ciekawe, czy ten, któremu udało się zajrzeć do pokoju, podzielił się z kolegą rewelacją. Byłem prawie na sto procent pewny, że tak. Uśmiechnąłem się głupkowato do samego siebie, myśląc, że będziemy musieli zaraz się skonfrontować z ich reakcją. Było mi wszystko jedno, ale czy tak samo podejdzie do tematu Natalia.
- Ja tam teraz nie pójdę – oświadczyła asystentka Anny, jakby czytając w moich myślach. – Spalę się ze wstydu przy tych facetach.
- Przesadzasz. Byliśmy świetni – odparłem. – Co najwyżej będą nam zazdrościć.
- Chyba tobie – prychnęła Natalia.
- No co ty? – Przeciągnąłem palcem po pośladku partnerki, tworząc nieregularną smugę z plamy spermy. – Żałujesz, że to zrobiliśmy?
- Wiesz, że nie, ale mogłeś poczekać – oznajmiła Natalia z lekkim wyrzutem.
- Mogłem, ale czas ucieka, a chcę jeszcze pobaraszkować z Karoliną. Uśmiechnąłem się łobuzersko. – Dlatego musimy tam teraz pójść. Sprawdzimy czy fachowcy od mebli nie poobijali sobie paluchów młotkiem z wrażenia.
- Jesteś głupek – skwitowała moje słowa Natalia, ale powoli zaczęła się ubierać. Poszedłem w jej ślady.
- Jeszcze jaki. Dlatego mam do ciebie prośbę – powiedziałem, a potem szepcząc dziewczynie do ucha wyjaśniłem o co mi chodzi.
Chwilę później byliśmy w pokoju, gdzie trwał montaż mebli. Karolina patrzyła na nas z rozbawieniem. W oczach miała dzikie ogniki. Bezcenne były natomiast miny obydwu majstrów. Patrzyli na nas jak na kosmitów. Zwłaszcza ten, któremu udało się nas podejrzeć. Byli skrępowani naszą obecnością, choć powinno być odwrotnie. Gdyby nie było z nami dziewczyn na pewno by to po męsku skomentowali. W tych okolicznościach poprzestali na milczeniu.
- Natalia, teraz ty zostań z panami – zaproponowałem, ciesząc się w duchu jak łysy do grzebienia. Od razu odczułem podniecenie. – Ja muszę coś obgadać z Karoliną. Będziemy w pokoju obok.
Facet, który nas wcześniej podejrzał spojrzał na mnie wymownie. Wkrętarka, którą działał w tym momencie omsknęła się z łepka śruby, raniąc lekko rękę, którą przytrzymał uchwyt drzwiczek. Zaklął bezgłośnie pod nosem. Ja natomiast rozciągnąłem gębę w szerokim uśmiechu, ciągnąc za sobą Karolinę do pokoju, w którym parę chwil temu zerżnąłem Natalię.
Gdy drzwi zamknęły się za nami, zwarłem Z Karoliną usta w namiętnym pocałunku. Równocześnie wsunąłem rękę pod koszulkę dziewczyny. Ona również była bez stanika. Nie gniewając się na ułatwienia, zagarnąłem pierś Strzeleckiej, uciskając jednocześnie. Karolina poddała się bezwolnie, opierając o ścianę.
- Oni doskonale wiedzą po co mnie tu zaciągnąłeś – stwierdziła cicho, łapiąc oddech po pocałunku.
- Oczywiście – Uśmiechnąłem się bezczelnie. – Nie kręci cię to?
- Jak nie wiem co.
- A nie bardziej?
- Michał, może i bardziej, ale…
- To co, dajemy sobie spokój dzisiaj z bzykaniem? – spytałem przekornie, wiedząc jaka będzie odpowiedź.
- Nie ma mowy! – zaprotestowała Karolina, wpijając we mnie usta na powrót. – Postaraj się bardziej – dodała po chwili.
Klęknąłem, a potem ściągnąłem z partnerki dresy i majtki. Zapach podniecenia wypełnił moje nozdrza. Wsunąłem dłoń wysoko, między uda Karoliny. Z początku je zacisnęła, ale zaraz rozwarła nogi bardziej. Była wilgotna. Wtuliłem głowę w łono pokryte szorstkim meszkiem. Palcem zacząłem pocierać wargi sromowe. Równocześnie końcem języka pieściłem łechtaczkę, szczególnie skupiając się na małym guziczku żołędzi.
Karolina nie umiała się kontrolować tak jak Natalia. Nie potrafiła powstrzymać jęku, który wyrywał się z gardła. Cichy na początek, ale wszystko przed nami.
Ja natomiast zawzięcie snułem wątek pieszczot oralnych. Mokra cipka Karoliny była wdzięcznym dla nich materiałem. Ciało dziewczyny drżało, gdy językiem lizałem żołądź łechtaczki, a jednocześnie palcami tarłem płatki warg sromowych, wnikając głębiej w mokre wnętrze miedzy nimi. Karolina gwałtownie ściągnęła z siebie koszulkę, by po chwili zagarnąć własne piersi. Gdy ja robiłem swoje, ona ugniatała własne mleczne grona, cały czas przy tym pojękując. Wyobrażałem sobie jak reagują na odgłosy z pokoju obok fachowcy od mebli. Nakręcało mnie to cholernie.
Przerwałem pieszczoty, by rozebrać się pospiesznie. Oparłem się o bok stojącej koło nas szafy. Karolinie nie trzeba było tłumaczyć procedur działania. Zresztą, nawet, gdyby jakimś cudem nie ogarnęła o co mi chodzi, to sterczący fiut był najlepszą wskazówką. Kucnęła przede mną, chwytając w połowie twardy trzon. Kilkoma ruchami dłoni połączonymi z bajeczną pracą ust naciągnęła napletek, odsłaniając czubek kutasa.
Tym wstępem rozpoczęła boskie obciąganie. Głowa dziewczyny poruszała się w przód i w tył, kucyk bujał się rytmicznie, a ja czułem w podbrzuszu błogą przyjemność. Oparłem dłonie na głowie kochanki, dociskając z wyczuciem.
Było cudownie.
W tym momencie zauważyłem, że ktoś uchyla nieśmiało drzwi. Natalia zrobiła o co ją poprosiłem. Jej usta rozchyliły się w lubieżnym uśmiechu, gdy ujrzała scenę ze mną i Karoliną w rolach głównych. Zrobiła to na tyle delikatnie, że pieszcząca mnie kochanka nie zorientowała się w sytuacji. Natalia chwilę nas obserwowała, po czym odeszła, zostawiając jednak drzwi uchylone. Po fakcie to sprawdziłem i uznałem, że zrobiła to najlepiej jak mogła. Z korytarza można było dostrzec wiele, ale nie wszystko. W zależności od tego jak zabawiali się kochankowie. Takie niedopowiedzenie, które potrafi wzburzyć krew bardziej niż pełny ogląd sytuacji.
Na koniec oralnej zabawy Karolina dobrała się do moich jąder. Cały czas pieszcząc fiuta dłonią, zaczęła lizać jajka. W tym momencie dokładnie korytarzem przechodził młodszy z facetów od mebli. Ten, który jeszcze nas nie podglądał. Oczy chłopaka zrobiły się okrągłe jak pięciozłotówki. Zatrzymał się, patrząc jak zahipnotyzowany na nagą Karolinę wijącą się przy moim kroczu. Mnie zapewne całego nie widział, ale to mu do szczęścia potrzebne nie było. Chyba nie dowierzał w to co widzi. Nie dowierzał w realność tej sytuacji. Gdy Karolina zacisnęła wargi najpierw na jednym jądrze, a potem na drugim, rozdziawił usta, tak, że spokojnie wleciała by do nich, nie tylko mucha, ale i pomniejszy ptak. Łapiąc się na tym, że zbytnio przeciąga podglądanie, z ociąganiem ruszył do swoich obowiązków.
Tymczasem zarówno ja, jak i Karolina byliśmy już porządnie rozpaleni przez pieszczoty.
- Zerżnij mnie! – wydyszała dziewczyna.
Zamierzałem, więc nie dałem sobie dwa razy powtarzać tego rozkazu. Zamieniłem się miejscami z Karoliną, która stanęła blisko boku szafy, po czym pochyliła lekko i oparła rękami o mebel. Szerzej rozstawiła nogi, lubieżnie eksponując tyłek. Doskonale zapamiętałem te jędrne pośladki. Wymierzyłem kilka klapsów, by po chwili zabrać się do rzeczy. Przytrzymując kutasa, naprowadziłem go na cipkę, a potem pchnąłem zdecydowanie. Karolina jęknęła głośniej niż dotychczas. Wszedłem w nią, poprawiając zaraz kolejnym sztychem. Głębszym, energiczniejszym. Następny dobił do końca. Moje jądra zatrzymały się na tyłku kochanki. Chwyciłem mocno biodra dziewczyny, po czym zacząłem pieprzyć. Rżnąłem ostro niczym przodownik pracy. Rozgościwszy się w cipce kochanki, jedną rękę zabrałem z biodra partnerki, by chwycić za rozhuśtany kucyk. Czułem potężny przypływ podniecenia. Krew burzyła się w żyłach. Żar rozlewał po ciele. W głowie dudniło. W trakcie pieprzenia, zerkałem co parę chwil w bok, na uchylone ciągle drzwi. Za którymś spojrzeniem mój wzrok napotkał zafascynowane oblicze starszego z meblarzy. Był w totalnym szoku, ale nie na tyle, żeby nie unieść kciuka w górę. Uśmiechnąłem się pod nosem, a on jeszcze przez krótki moment sycił się widokiem, po czym wrócił do pokoju obok.
Cały czas posuwając Karolinę, pośliniłem palec, by następnie wsunąć go w odbyt kochanki, Zachwiała się lekko, na drżących nogach, ale dała radę. Trwaliśmy tak przez chwilę, a potem splunąłem w dłoń, którą potarłem trzon penisa. Trzymając go pewnie u nasady naprowadziłem na intymną, wąską dolinę między pośladkami partnerki. Czubkiem kutasa próbowałem odnaleźć pajączek anusa. Gdy się udało, naparłem z wyczuciem, ale zdecydowanie. Nie od razu się udało, ale po trzeciej próbie wsunąłem mały fragment fiuta w ciemny otwór. Karolina rozluźniła się, a ja poprawiłem, pchając się głębiej. Gdy nadziałem się wystarczająco mocno, włączyłem ponownie tryb pieprzenia.
Karolina jęczała regularnie i głośno. Na pewno nie dało się tego nie słyszeć w sąsiednim pokoju. Byłem podwójnie podniecony. Nie tylko samym bzykaniem, ale też okolicznościami. Dyszałem. Skronie pulsowały mi niczym membrany w głośnikach. Gdyby w tym momencie obserwowała mnie cała obsada pawilonu Agata Meble miałbym to w nosie. Liczyła się tylko kochanka, jej boskie ciało oraz kutas w cudownym tyłku.
Rżnięcie było naprawdę ostre, a Karolina potwornie nakręcona. Od paru chwil ciało dziewczyny sygnalizowało bliskie spełnienie. Coraz głośniejsze jęki, coraz silniejsze spazmy. Nogi partnerki drżały. Gdybyśmy mieli w tej pozycji pieprzyć się kolejne dłuższe minuty nie ustała by na nogach. Nie było jednak takiej opcji, żeby miało to tyle trwać. W ułamku chwili Karolina zacisnęła oparte na szafie dłonie w pięści, nadziała się mocniej na kutasa i szarpnęła potężnie biodrami. Jęknęła przeciągle, zamarła, wyginając plecy w łuk, a potem pozwoliła by działał orgazm.
Gdy ona dochodziła ja byłem równie bliski kolejnego tego dnia spełnienia. Głęboko w moim wnętrzu źródło pulsującego żaru wytrysło. Przeniknął mnie potężny dreszcz, gdy strumień rozkoszy rozprzestrzeniał się, zalewając ciało wezbraną falą ekstazy. Przytrzymałem mocniej tyłek kochanki, której orgazm odebrał siłę w nogach. Wcisnąłem fiuta najgłębiej jak mogłem w anus, po czym wybuchłem nasieniem. Przymknąłem oczy pozwalając by zawładnęła mną ostateczna rozkosz. Powoli wysuwając członka, robiłem miejsce dla uwalniającego się nasienia. Gdy wyszedłem z wnętrza partnerki, jej odbyt pokrył się perlistym sokiem spełnienia. Sączący się cienki strumień spermy leniwie płynął w dół ku smukłym udom.
Nie wiem czy któryś z facetów od mebli miał okazję zobaczyć nasz analny finał. Na pewno samą końcówkę widziała Natalia. Gdy Karolina opadła bezsilnie na łóżko, odwróciłem się na drżących nogach i ujrzałem gospodynię mieszkania z wypiekami na twarzy obserwującą nasz duet.
- Jak ty to robisz? Kuźwa, no jak? – wyszeptała.
- Talent. Po prostu talent. – Uśmiechnąłem się bezczelnie, po czym zwaliłem się na wyrko.
- Myślę, że wystarczy tego przedstawienia – oświadczyła Natalia, zostawiając nas za zamkniętymi drzwiami.
Karolina była potężnie zrobiona, a ja po dwóch ostrych rżnięciach ledwie żywy. Leżeliśmy na łóżku szczęśliwi spełnieniem prawie pół godziny. Była dziewczyna Stelmach oparła głowę na moim ramieniu, leniwe kreśląc kółka wokół mojego sutka. Ja z kolei, wierzchem dłoni gładziłem biodro kochanki.
Milczeliśmy. Było nam cholernie dobrze. Słyszeliśmy jakąś krzątaninę na korytarzu, ale w obecnym stanie ducha mieliśmy świat poza sypialnią w nosie.
Dopiero po trzydziestu minutach ubraliśmy się i wyszliśmy z pokoju. Odkryliśmy, że Natalia była sama.
- Odwaliliście niezły spektakl – oświadczyła, patrząc na nas z podziwem.
- Jaki spektakl? – zainteresowała się Karolina.
- Naprawdę nie zwróciłaś uwagi co się dzieje – spytała Natalia. – W sumie to się nie ma czemu dziwić. Nieźle ci dogodził nasz Michałek.
- O czym ty mówisz? – Zdziwiona Karolina zmarszczyła brwi.
- Zgodnie z sugestią Michała uchyliłam lekko drzwi do sypialni, kiedy się zabawialiście – wyjaśniła Natalia.
- Cooo?! Ty zboczku szurnięty! – stęknęła była dziewczyna aktora, szturchając mnie w ramię. Nie było w tym jednak złości. – Jesteście podli intryganci!
- Przyznam się, że widziałam co nieco… - przyznała Natalia. - … i powiem ci Karola, było na co popatrzyć. Ogień, czyste szaleństwo.
- A ci faceci widzieli? – Zainteresowała się Karolina.
- Coś tam widzieli. Dużo natomiast słyszeli – Uśmiechnęła się gospodyni mieszkania. – Nie należysz do najcichszych, moja droga.
- Chyba nie, ale spróbuj być, jak Michał robi ci takie rzeczy – odparła Strzelecka, rumieniąc się przy tym.
- No fakt – zgodziła się Natalia.
- A gdzie tak w ogóle są fachowcy? – zapytałem, włączając się do konwersacji.
- Doszłam do wniosku, że w tym stanie, nie dadzą już rady złożyć biurka i ich zwolniłam. – odpowiedziała asystentka Anny Banaś. – Byli w takim szoku, że niewiele brakowało a młotek pomylili by ze śrubokrętem.
- Aha…
- Tak więc Michałku, jako najbardziej winny tego cyrku, zostajesz z nami. Pomożesz nam złożyć biurko – Zdecydowała Natalia. – A właściwie to my ci trochę pomożemy. W końcu jesteś jedynym mężczyzną w lokalu.
- Słusznie. Niech ma za swoje, wstręciuch – poparła koleżankę Karolina, udając nadąsaną.
- Nie mam nic na swoją obronę – Uniosłem ręce w geście poddania. – Jak trzeba to trzeba.
Jak uradziliśmy tak zrobiliśmy. Okazało się, że nie była to aż tak skomplikowana robota. Daliśmy sobie radę z biurkiem wzorowo. Potem się odświeżyliśmy i zjedliśmy kolację. Nabrawszy sił, postanowiliśmy wypróbować nowe łóżko Karoliny. Zdało egzamin na szóstkę. Wytrzymało miłosne harce naszej trojki.
Z mieszkania Natalii wyszedłem w środku nocy. Totalnie wyczerpany, ale szczęśliwy jak ślimak na polu kapusty.
I jak tu nie kochać swojej odmienności. Mój dar był najlepszym prezentem jaki zgotował mi los.
C.d.n….
3 komentarze
WOczekiwaniu
Fajnie, że wróciłeś do pisania, ja mam tylko jeden problem, po takim czasie, nie pamiętam co te panie wyprawiały w poprzednich częściach, w głowie mi został tylko motyw Michała i ogólne wrażenie, że dobrze się to czytało
. Co do czytania nic się nie zmieniło
. Jak Ci się kiedyś uda skończyć, czytający będą mieli sporo frajdy. W nowym roku wszystkiego dobrego i czasu na pisanie.
Iks
@WOczekiwaniu Zawsze można sobie przypomnieć wcześniejsze części. To sporo czytania. A abstrahując od gustów i jakości, zawsze fajnie sobie poczytać.
Qaas
Nareszcie
Super że wrzuciłeś. Dobrze się czyta. Czekam na kolejną część.
Pozdrawiam
Iks
Witam wszystkich. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Wiem, że bardzo długa była to przerwa i bardzo za nią przepraszam. Nie czuję się winny, bo powód tej przerwy był ważki acz prozaiczny. Życie. Nawet pisząc taki niewyszukany tekst, trzeba się skupić, pomyśleć. I trzeba mieć przede wszystkim ochotę. Tymczasem moja rzeczywistość przez ostatni czas mocno mnie docisnęła. Jednak w ostatnim czasie jest lepiej, czego dowodem to, że zamieszczam kolejną część. Mało tego, następna została już napoczęta. Lekko, ale zawsze coś. Bardzo chcę skończyć historię Michała i tak się stanie. Tym bardziej, że wiele już do napisania nie zostało. To, że trwa to tak koszmarnie długo nie cieszy również mnie. Po pierwsze, wiem, że Ci którym zależy długo czekają. Po drugie, miałem i wciąż mam plany na następne historie. Gdybym bardziej sprężył z Michałem być może byłby już w innej opowieści. A tak, dupa blada. Jednak tak jak napisałem, jest szansa, że sytuacja się poprawi. Niczego nie obiecuję, ale po cichu liczę, że wrócę do bardziej regularnego pisania. Tymczasem oddaję kolejną część. Mam nadzieję, że nie jest gorzej i choć trochę osłodzi ten tekst ból oczekiwania.
Pozdrawiam wszystkich.
Noname
@Iks Noż, urwał, w końcu! (że tak się wyrażę)
X wrócił i radość jest wielka (w sercu moim). Gdyby tak jeszcze opowiadanie zostało opublikowane trzy tygodnie temu, to lepszego prezentu "pod choinkę" nie mógłbym sobie wymarzyć.
Przechodząc do meritum:
1) ortograficznie - jedna literówka i jeden "połknięty" wyraz (na znaki interpunkcyjne będąc zajęty fabułą nie zwracałem uwagi);
2) fabularnie zaś.. - cóż... i tutaj "zaczynają się schody" (dla mnie osobiście), ponieważ jako niepoprawny idealista jestem zwolennikiem happy endu, a tutaj "czarne chmury" zbierają się nad Michałem i robi się przykro... :(
Podsumowując - pisz proszę dalej i częściej, ponieważ bardzo (ale to BARDZO) brakuje tutaj kogoś ze "starej gwardii" LoL'a (czyli Twojego talentu i ogólnego formatu), co tylko przypomina o jakże smutnej i starej prawdzie: "lepiej, to już było".
Pozdrawiam
Noname