Przypadek Michała cz.XXXII

Przypadek Michała cz.XXXII*****

Tydzień z okładem po tym jak pierwszy raz zaliczyłem Annę, wypadały jej urodziny.  

Biorąc pod uwagę, co się zadziało, było jasne, że tego dnia będę musiał stanąć na wysokości zadania i porządnie ją zerżnąć. W ramach prezentu urodzinowego. Nie było opcji, żeby mogło być inaczej. Jak to ładnie mówią, żeby skały srały Anna Banaś tego dnia musiała zaliczyć ostre pieprzenie ze mną w roli głównego jebaki. Nie zamierzałem się przeciwstawiać z trzech powodów. Dwa z nich były oczywiste jak dupa z tyłu. Po pierwsze, urodziny mają swoje prawa, a po drugie miałem wielką ochotę ponownie przelecieć żonę radnego. Trzecim powodem było niesamowite sfiksowanie byłej modelki na punkcie seksu ze mną. Codziennie dostawałem od niej wiadomości z jednym, konkretnym pytaniem. Kiedy będzie następny raz?  

Wbrew pozorom nie było to takie proste. Ona miała swoje obowiązki, koszmarnego dupka na głowie, który był jednak jej mężem i sporo powodów, aby romans z maturzystą pozostał w tajemnicy. Ja natomiast oprócz szkoły miałem jeszcze gromadkę innych kochanek, a niektóre z nich czuły się coraz bardziej zaniedbywane.
Niemniej jednak w dzień urodzin Anny postanowiłem stanąć na wysokości zadania. Zaangażowałem w rozpustne obchody tego święta Bognę i Jolę, aby niespodzianka miała większą rozmach. Jak szaleć, to szaleć. Postawiłem na mocny akcent, licząc, że bohaterka dnia doceni ten gest. Poza tym, to dyrektorka szkoły z przyjaciółką zorganizowały nam miłosne gniazdo.  

Parę minut po szesnastej wysłałem Annie wiadomość z adresem, prosząc żeby przyjechała. Czekałem niedługo. Pół godziny później stanęła w progu eleganckiego mieszkania, które załatwiły na dzisiejszy wieczór Bogna i Jola.  

- Wszystkiego najlepszego Aniu! Spełnienia marzeń, pomyślności i zdrowia! - Przywitałem ją życzeniami, całując namiętnie.  

- Michał, kotku skąd wiedziałeś o moich urodzinach? - wymruczała żona Banasia, gdy długi pocałunek dokonał żywota.  

- Mówili w Radiu Zet - zażartowałem, patrząc jak ściąga z siebie płaszcz. Sukienkę, którą miała pod nim można było określić dwoma słowami. Kurewsko seksowna. Przy czym pierwsze określenie nie tylko wzmacniało drugie, ale też spokojnie mogło istnieć jako byt samodzielny. Nietrudno mi było wyobrazić sobie luksusową call-girl w takiej kiecce. Mówiąc, że ilość użytego materiału do jej zrobienie była skąpa, to jak nic nie powiedzieć. Krawiec, niewątpliwie erotoman, zaszalał z głębokością dekoltów, zarówno na piersiach jak i na plecach. Nie muszę chyba dodawać, że długością nie grzeszyła. Ledwie skrywała majtki.  

- Jesteś kochany, że się tak się postarałeś - stwierdziła Anna, patrząc na mnie roziskrzonym wzrokiem, kusząco odsłaniając fragment piersi. Zważywszy, że wcześniej nie była zbytnio ukryta, niewiele zostało dla wyobraźni. - Nic mi tak dobrze nie zrobi w dzień urodzin jak niegrzeczna zabawa z młodym kochankiem.  

Zacisnęła dłoń na moim kroczu, zbliżając bardziej. Poczułem wilgotny język na uchu, a po chwili usłyszałem cichy głos.  

- Pamiętasz jak lubię? - wyszeptała. - Ma być ostro. Chcę wyjść stąd na drżących nogach.

- Gwarantuje, że tak będzie - odpowiedziałem, czując suchość w ustach i ucisk w miejscu, gdzie aktualnie trzymała jedną z rąk. - Dojdziemy do tego, nie zaprzątaj sobie teraz głowy kwestią wyjścia.  

- Wiem kotek, że liczysz na długi nocny maraton, ale ja muszę być najpóźniej o dziewiątej w domu - skrzywiła się Anna. - Mój szanowny mężuś coś wymyślił, więc muszę udawać, że mnie to cieszy. On nie lubi ignorowania jego starań.  
  
- Ooo, to zła wiadomość - jęknąłem z kwaśną miną .  - Czyli subtelną grę na początek możemy sobie darować? Szkoda.

- Owszem - mruknęła żona radnego, trąc dłonią po twardym wzgórku na wysokości rozporka moich dżinsów. - Nie udawaj, że będziesz strasznie zawiedziony. Akurat na subtelnościach zależy ci raczej średnio.  

Wsunęła udo między moje nogi, ocierając się nim o krocze. Aby to zrobić podciągnęła lekko w górę brzeg kusej kiecki. Na widok niemal całkowicie odsłoniętych ud i skąpych fig, które ledwie zakrywały krocze westchnąłem głęboko.  

- Jestem mistrzem długiej, cierpliwej gry wstępnej, która cieszy mnie znacznie bardziej niż same pieprzenie - wyrecytowałem z udawaną powagą, jednocześnie na przekór tej deklaracji wsunąłem bezceremonialnie dłoń w zwieńczenie bajecznych nóg. Odchyliwszy na bok newralgiczny fragment bielizny wbiłem palce w rozgrzane, wilgotne wnętrze Anny.  

- Michał po cholerę mi te urodziny w domu - jęknęła żona Banasia, mrużąc oczy. - Mogłabym zostać nie oglądając się na upływający czas, a tak to... mmm, o matko!

Nie dała rady dokończyć rozpoczętego zdania, ponieważ końcami palców zacząłem mocno pocierać maleńki wyrostek na łechtaczce. Ciało solenizantki zaczęło drżeć niczym dotknięte febrą.  

- Uwierz, tą imprezę będziesz wspominać bardzo ciepło - oznajmiłem z przekonaniem, prowadząc byłą modelkę do przestronnej sypialni.  

Cierpliwości wystarczyło nam jedynie na czas przejścia z przedpokoju do nowocześnie urządzonej alkowy. Anna dopadła mnie, napierając drżącym ciałem i przylegając zachłannie ustami. Niecierpliwe dłonie kochanki rozprawiły się z paskiem i rozporkiem moich spodni.  

- Zupełnie zgłupiałam na twoim punkcie - stęknęła, patrząc mi prosto w oczy. - Od naszego pierwszego razu, codziennie myślę tylko o tym, żebyś mnie rżnął. Najlepiej trzy razy dziennie... na śniadanie, obiad i kolację.  

- Jesteś nowoczesną kobietą - stwierdziłem, uśmiechając się łobuzersko. - Nie wiesz, że powinno się jeść pięć razy dziennie, w regularnych odstępach.  

- Całkowicie masz rację - zgodziła się Anna, zabierając się za ręczną obróbkę mojego fiuta.  

Przymykając oczy, jęknąłem głucho wyrażając aprobatę dla działań partnerki. Przez chwilę cieszyłem się pieszczotą, zapominając o zaplanowanym na ten wieczór scenariuszu. Ochłonąłem jednak, z niemałym żalem odsuwając kutasa od ust żony Banasia.  

- Urodziny to urodziny. Mam dla ciebie prezent-niespodziankę - oświadczyłem, sięgając po czarny skrawek materiału leżący na brzegu łóżka. - Żeby była ciekawsza, zawiążę ci opaskę na oczach. Będzie większy fun.  

Jak zapowiedziałem, tak zrobiłem. Na twarzy Anny błąkał się delikatny uśmieszek. Sytuacja wyraźnie ją kręciła. Bawiła się doskonale. Gdy upewniłem się, że nic nie widzi, zastukałem trzy razy w drewniany bok wyrka.  

Do pokoju weszły Bogna i Jola.  
Nie omawialiśmy tego co będziemy robić ze szczegółami, krok po kroku. Nie było takiej potrzeby. Z racji tego zaskoczyły mnie, wchodząc całkiem nagie. Poczułem, że krew gotuje się we mnie, a fiut pręży się niczym dziki kot przed atakiem.  

Anna też wyczuła, nie jesteśmy sami w pomieszczeniu.  

- Kto jest z nami? - zapytała, odruchowo sięgając w stronę opaski na oczach. Nie zerwała jej jednak, cofając dłoń po chwili. Była w równym stopniu podekscytowana, co zaniepokojona.  

- Odpręż się! Przecież mi ufasz, prawda? - powiedziałem cicho, obserwując co robią Bogna i Jola.  

Anna skinęła potakująco głową.  
Pozostałe dwie kobiety podeszły do nas i zaczęły rozbierać żonę radnego. Te zdawałoby się proste czynności, sprawiły, że uderzyła we mnie nowa fala podniecenia. Chociaż poznałem już dość dobrze ciało byłej modelki, to wciąż budziło we mnie niemal dziewiczy zachwyt. Z fascynacją obserwowałem jego odsłanianie, tym bardziej, że dyrektorka szkoły z przyjaciółką robiły to w sposób bardzo zmysłowy. Poza tym były całkiem nagie, co dodawało dodatkowego smaku całej scenie.  

- Jola! To ty? - wyszeptała cicho kierowana ciekowością Anna.

W odpowiedzi wywołana przyjaciółka zamknęła usta byłej modelki gorącym pocałunkiem, a żona Banasia, uznając to za przytakniecie, odpowiedziała równie zachłannie. Bogna, skulona u stóp żony Banasia, nie próżnując,  zsunęła z przyjaciółki śnieżnobiałe majtki. Wszystkie trzy kochanki były teraz równie nagie jak Ewa w rajskim ogrodzie. Nawet bardziej, ponieważ gdzieś wywiało im liście.  

Szkolna szefowa z Jolantą posadziły towarzyszkę na brzegu łóżka. Bogna rozchyliła szerzej nogi byłej modelki, po czym wtuliła głowę w odsłonięte krocze. Jęk zrodzony w gardle Anny, świadczył jednoznacznie, że poczęstowała się słodkim owocem jej krocza.  
Jola tymczasem przykucnęła na łóżku, za plecami żony Banasia. Otoczyła ją rękami, sięgając do piersi. Zagarnęła grona od dołu, unosząc lekko, gładząc i uciskając na przemian.  

Erotyczna scena rozgrywająca się przed moimi oczami sprawiła, że krew zagotowała się w moich żyłach. Czym prędzej zrzuciłem z siebie ubranie, by goły jak dwulatek na plaży, dołączyć do trójki partnerek. Stanąłem najbliżej jak się dało, dotykając nabrzmiałym penisem ust Anny. Byłem przekonany, że specjalnie zachęcać jej nie było potrzeba. Ochoczo objęła dłonią trzon kutasa, by zacząć nim kręcić i jednocześnie przesuwać od czubka po nasadę. Była w tym doskonała, więc raczyłem się każdą sekundą tej pieszczoty, której doznania potęgowała obecność Joli i Bogny.  

Dokładnie w tej chwili, gdy zanurzyłem członka w usta żony radnego zabrzęczał dzwonek telefonu. Anna wzdrygnęła się i na moment zastygła w bezruchu. Domyśliłem się, że to z jej komórki wydobywały się te irytujące dźwięki. Była modelka postanowiła jednak nie zwracać uwagi na tak nieistotne w tym momencie szczegóły. Połknęła połowę twardego fiuta, wracając do oralnej uczty.  

Niestety obwieszczający połączenie przychodzące sample pojawił się po chwili, równie natarczywy i nieustępliwy. Anna wypuściła z ust członka, rozkładając ręce w geście dezaprobaty i kręcąc głową. Ściągnąłem opaskę z oczu kochanki, wskazując głową salon.  

- Uwiń się! - mruknąłem zawiedzionym tonem.  

Anna zeskoczyła z wyrka, posyłając Bognie i Joli dziękczynne spojrzenia. Po chwili zza ściany dobiegł mnie niespokojny, zaskoczony głos solenizantki.  

- Coo?! Jakim sposobem?!

Zaciekawiony ruszyłem śladem żony radnego. Stała naga, oparta o ścianę, z telefonem przy uchu. Gdy mnie zobaczyła, spojrzała na mnie żałośnie.

- Ok, to chodź na górę - rzuciła do słuchawki, kończąc połączenie.

- Co się stało? - stęknąłem ciężko.

- Jadąc tutaj, podwiozłam Natalię. Siedząc teraz w kawiarni naprzeciwko nad cappuccino, dostrzegła kręcącą się Laurę - wyjaśniła. - Wygląda na to, że czegoś szuka. Jak łatwo się domyślić, pewnie mnie.  

- To normalne, że jeździ za tobą? - spytałem. - Przecież cię nie lubi, więc chyba nie tęskni za twoim towarzystwem.  

- Sama się dziwię - stwierdziła Anna, marszcząc czoło. - Jedyne co mi przychodzi do głowy to, że skądś wie, że spotkałam się z tobą i próbuje nas nakryć.  

-  Poważnie?!

- Tak mi się wydaje. Muszę spadać - oświadczyła żona Banasia kategorycznie.  

- Nie tylko ty! Ja również! - poparła ją Bogna. - Będzie ubaw jak ta smarkula nakryje nie tylko swoją przyszywaną mamę, ale też dyrektorkę szkoły.  

- Nie ma mowy! - Zamachałem nerwowo rękami. - Nie zepsuje nam zabawy, ani urodzinowego prezentu!

- Michał, posłuchaj głosu rozsądku - wtrąciła się Jola. - To zbyt ryzykowne dla Bodzi i Ani. Co zrobisz, gdy zapuka do drzwi?

- Zawsze mogę jej nie otwierać - oznajmiłem, choć samego siebie nie przekonałem tym pomysłem.  

Ledwie to z siebie wydusiłem, gdy usłyszeliśmy pukanie. Wszyscy rzuciliśmy się w stronę ubrań, próbując szybko je na siebie narzucić. Nerwowość nie pomagała w tym zupełnie.  

- Ania, to tylko ja... na razie - rozpoznałem głos Natalii.

Była modelka skoczyła niczym sarna w stronę drzwi, otwierając je w pośpiechu. Jej asystentka wsunęła się szybko, omiatając nas wzrokiem. Nie byliśmy nadzy, ale majtki w połączeniu z niedbale zarzuconymi koszulami czy bluzkami raczej nie wskazywały na spotkanie klubu szachistów przy ciepłej herbacie i piernikach.  

- Cześć wszystkim - mruknęła Natalia nieswoim głosem. - Powiem tak, nawet jeśli mielibyście ogarnąć się na szybko, to jak skończycie będzie za późno na wyjście stąd niepostrzeżenie. Ona będzie tu najdalej za pięć minut i mam wrażenie, że nie odpuści zanim się nie przekona co się dzieje za tymi drzwiami.  

- Ok, spokojnie. Ja ją spławię - oznajmiłem. Przez głowę przelatywały mi dziesiątki pomysłów na to, jak to zrobić. Jeden głupszy od drugiego.  

- Jak? - spytały równocześnie Anna i Bogna.  

- Zaraz będę wiedział - stwierdziłem z wahaniem.

- Zaraz to będzie gówniana afera - odparła Natalia, patrząc na mnie z politowaniem, po czym dodała energicznie - Tu trzeba szybko działać.

- No proszę, więc...  

- Przestań Michał! - Warknęła asystentka żony Banasia, po czym wyrzuciła z siebie energiczne polecenia. - Ania i wy obydwie zabierajcie wszystkie swoje rzeczy. Nic ma nie zostać. Pod podłogę się nie zapadniecie, więc zamknijcie się w jakimś schowku na szczotki, szafie czy czymś podobnym i ani mru mru.  

- A Michał? A ty? - Była modelka spojrzała na nią zaskoczona.  

- A my odegramy scenkę - odpowiedziała Natalia, zaczynając się rozbierać. - Kuźwa, na co mi przyszło! Kocham cię szefowo i dobrze o tym wiesz, ale jutro dasz mi podwyżkę!

Bogna, Jola i Anna pospiesznie zabrały się za wykonanie polecenia. Ja tymczasem patrzyłem z uznaniem i ciekawością na coraz bardziej rozebraną blondynkę. Musiałem nieźle wlepiać w nią ślepia, bo spojrzała na mnie poirytowana.

- A ty co?! Czekasz na striptiz?! - warknęła ściągając spodnie. - Weź się do roboty! Salon ma wyglądać na miejsce niezłej randki. Postaw jakieś wino i kieliszki na ławie, zapodaj muzyczkę w tle. Resztę ja ogarnę.  

Wolałbym kontynuować obserwację, ale miała rację. Wrzuciwszy piąty bieg, znalazłem w kuchni butelkę wina. Nie jestem w tym zbyt dobry, ale nawet udało mi się ją sprawnie otworzyć. Łyknąłem trochę, aby być bardziej wiarygodnym, a potem ustawiłem szklaną scenerię na stoliku w salonie. W kieliszkach było trochę na dnie, w butelce pozostawiłem nieco mniej niż połowę alkoholu. Włączyłem radio, odnajdując stację, która nadawała akurat jakieś rzewne kawałki. Wypełniłem zadanie, więc na powrót skupiłem się na Natalii.

Dziewczyna sprawiła się świetnie. Na podłodze i jednym z foteli walały się nasze ciuchy. Począwszy od spodni i bluzek, a skończywszy na majtkach oraz slipach. Obraz nie budzący żadnych wątpliwości. Ktoś się w pośpiechu rozbierał, żeby się ostro zabawić.  

- No, no, psze pani. - Pokiwałem głową z uznaniem. Owszem, asystentka Anny zaimponowała mi szybkimi działaniami, ale też podobała mi się przyodziana jedynie w moją koszulę, która zakrywała ledwie pupę i górę ud dziewczyny. Do tego była mocno rozchełstana na piersiach.  

- Ja chyba totalnie zgłupiałam - stwierdziła Natalia, polewając niewielką ilością złocistego płynu swój dekolt.  

- Robiłaś to już kiedyś? - zapytałem rozbawiony, pomimo nieciekawych okoliczności.  

- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, Don Juanie! - prychnęła, sięgając do swojej torebki. Po chwili zębami otworzyła opakowanie z prezerwatywami. Gumki wepchnęła pod fotel, a pustą saszetkę rzuciła na podłogę. Na koniec wyciągnęła szminkę i rozprowadzając ją na ustach, pocałowała mnie w szyję.  

- Tylko niech ci się nic nie wydaje - rzuciła kąśliwą uwagę, rozcierając ślad po pomadce. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo rozbawiła mnie ta uwaga, a do tego zobaczyłem, że rysuje szminką serca wokół moich sutków. - A to małe zadośćuczynienie za to, jaki cyrk tu odstawiam.  

Byłem gotów pogodzić się z taką karą.  
Ledwie złapaliśmy oddech, gdy dzwonek przy drzwiach wejściowych zaczął wybrzmiewać przeszywającym tonem.  

Teraz ja przejąłem rolę dyrygenta. Złapałem idącą w stronę drzwi Natalię i pokazałem na migi, aby poczekała. Chciałem wziąć dobijającą się paskudę na przeczekanie. Drugą zwrotkę pieśni dzwonka Laura wzbogaciła o bicie werbli. Mówiąc prościej, zaczęła walić pięścią w drzwi.

- Kto tam? - rzuciłem, udając poirytowanego i zaskoczonego.  

- Wanat, to ja Laura - usłyszałem znajomy głos. Nigdy go nie lubiłem, ale ostatnio ta awersja się pogłębiła. Wolałbym, żeby ktoś przeciągał styropianem po szkle niż słuchać wrednej księżniczki z rodu Banasiów.  

- Laura?! A co ty tu robisz? - spytałem, udając zaskoczonego.  

- Otwórz te cholerne drzwi to się dowiesz! - Czułem, że gdybym tego nie zrobił, przeżarłby dzielącą nas barierę swoim jadem.  

- Ale... ale ja nie jestem sam - zaoponowałem.

- Wiem! Otwieraj!

- Co ty tu robisz? - spytałem, uchylając lekko drzwi.  

- Gówno.

-  Świetne wytłumaczenie - mruknąłem.

- A co zaskoczony jesteś, pacanie? - ni to spytała, ni stwierdziła ze złowrogą satysfakcją. - Wpuść mnie!

- Nie ma mowy! Co ty odwalasz? - burknąłem.  

Laura nie zamierzała czekać na moje pozwolenie. Kopnęła w drzwi, obijając moje ramię i pakując się do środka. Natalii nie było na razie widać.  

- Ponowię pytanie, co ty tu robisz? - spytałem, rozcierając bolące miejsce.

- Gdzie ona jest? - odpowiedziała pytaniem, a ja wyobraziłem sobie, że z jej ust kapie piana.  

- Kto?

- Nie świruj Wanat! - syknęła mi prosto w twarz. Strzyga pieprzona. - Czemu nie wiem, że ją właśnie posuwasz?!

- A powinnaś? - spytałem przekornie.

- Kurwa, masz coś nie tak pod czaszką?! - warknęła, łypiąc na mnie wściekle. Nawet nie wiedziała, że trafiła w sedno, choć kontekst jej pytania był zgoła odmienny.  

- Laura, to nie jest właściwy moment - odparłem polubownie, grając swoją rolę najlepiej jak potrafiłem. - Skąd się tu w ogóle wzięłaś?

- Moja przyszywana mamusia nie jest zbyt rozgarnięta - stwierdziła z satysfakcją młoda Banasiówna, niczym radar mierząc wzrokiem otoczenie. - Zostawiła komórkę na stole zaraz po tym jak do niej napisałeś. Adres, godzina, wszystko czarno na białym. Co ty na to geniuszu? Spiskowcy z was do dupy!

- A co ma wspólnego to wtargnięcie z twoją matką? - Stęknąłem nie mogąc się doczekać jak zrobimy z niej idiotkę. Czułem, że dobrze się bawię.

- Poważnie pytasz?! Masz niedorozwój?! - warknęła Laura - Nie będziesz mnie dłużej zwodził palancie! Zrobisz to z nią tu i teraz, a ja sobie to nagram! Jasno się wyrażam?!

- Nawet bardzo - odparłem z trudem tłumiąc rozbawienie. Na progu salonu ujrzałem wychylającą się zza ściany asystentkę Anny. - Tylko nie rozumiem, po kiego grzyba ci filmik ze mną i Natalią?

- Cooo?! Nat... co jest do cholery?! - Córka radnego stanęła jak wryta, gdy drogę zagrodziła jej asystentka macochy.  

- Cześć Laura - przywitała się z intruzem moja niby-kochanka. Chłodno, doskonale odnajdując się w roli. - I to na tyle byłoby uprzejmości. Mogę wiedzieć, o co ci chodzi?!

- Sorry, ale spodziewałam się zastać tu twoją szefową. - Oczami okrągłymi jak spodki Laura omiotła zgrabną sylwetkę Natalii, obleczoną jedynie w moją koszulę.  

- Taaak? I co w związku z powyższym?  

- O nie! Coś tu jest nie tak!  Nie zrobicie ze mnie głupiej! - Nastroszyła się córka radnego, zerkając przez ramię stojącej przed nią blondynki. Dostrzegłem jej zaskoczenie, gdy wychwyciła wzrokiem przygotowaną przez nas scenerię.  

- Młoda, wypieprzaj stąd raz, dwa - warknęła groźnie Natalia. - Jeśli tego nie zrobisz, spiorę cię po pysku i chociaż masz to pewnie gdzieś, ale doniosę Ani jaką ma rozkochaną w sobie pasierbicę!

Groźba zrobiła swoje. Laura odpuściła sobie przemierzanie salonu, skupiając się na mnie.  

- Wanat, wiem co widziałam w telefonie - Łypnęła na mnie okiem żeńskiej odmiany bazyliszka. - Co jest tutaj grane?

- Nic. Twoja matka tu była, ale tylko chwilę, a potem przyjechała Natalia - wyjaśniłem.

- Miałeś się skupić na czym innym, a nie na bzykaniu nieistotnych lasek - mruknęła ze złością, zwracając się ponownie do mojej towarzyszki - A tobie co się stało? Mogłabyś mieć większość świetnych, dzianych facetów, a zadajesz się z tym dupkiem! Przecież on jest nikim!

- Zamknij się! Nic ci do tego! - Być może się myliłem, ale w głosie Natalii było coś więcej niż aktorska złość.  

- Wanat, kuźwa, masz ogarnąć temat, który ci podrzuciłam! - syknęła jadowicie Laura. - Szybko, bo mi zaczyna brakować cierpliwości. Nie mam ochoty czekać, aż przelecisz wszystkie łatwe panienki kręcące się przy mojej "mamuni", bo chcesz zrobić sobie wynik!  

- Jeszcze słowo, a wydrapię ci oczy gówniaro! - Natalia ruszyła z werwą w stronę córki Banasia. Ratując sytuację, stanąłem między nimi.  

- Sorry Nata, ale musze ci powiedzieć, że jesteś tylko jedną z wielu jego dupodajek! - Nakręcona Laura przez moje ramię prychnęła w stronę oponentki. - Mało tego, chyba nie nazbyt ważną, bo jego zainteresowanie tobą wzięło się z frustracji! Nie może mieć innej, to się zabrał za ciebie! Jesteś towarem zastępczym! Wiesz jak jest, na bezrybiu i rak ryba...

Zerknąłem do tyłu przez ramię. Natalia stała z chmurną miną, której nie potrafiłem w tym momencie rozszyfrować. Na pewno nie była szczęśliwa.  

- Przymknij się już! - Pchnąłem Laurę w stronę przedpokoju. Wydyszałem cicho, konspiracyjnie. - Musisz swoją żółć wylewać na innych, kretynko! Przecież ja to zorganizowałem, bo pogrywam z twoją macochą. Napisałem do niej, żeby przyjechała i zobaczyła mnie z Natalią Chcę wzbudzić w  niej zazdrość. To część gry, a ty cudownie to próbujesz schrzanić! Ogarnij się i daj mi robić swoje!

- Wanat, mam nadzieję, że jest tak jak mówisz - odpowiedziała córka Banasia zgrzytając zębami. - Naprawdę, nie zamierzam już dłużej czekać, więc żądam rezultatów. Co z Karoliną?

- Teraz mam ci o tym opowiadać? - Skrzywiłem się, słysząc jej pytanie. - Działam. A teraz, wybacz, ale muszę ozięble cię pożegnać. Być może spieprzyłaś mój misterny plan.  

- Ty i misterny... - Laura wystrzeliła kolejną, kąśliwą uwagę, ale nie dałem jej dokończyć, wypychając za drzwi.  

- Byłbym wdzięczny, gdybyś zachowała się jak trzeba i nie kwitła pod drzwiami podsłuchując - Pożegnałem ją mało subtelnie. W odpowiedzi ujrzałem uniesiony w górę środkowy palec.  

Zamknąłem drzwi, wracając do świata kontrolowanego chaosu. Blada Natalia stała oparta o ścianę. Nie wyglądała na dumną z naszego przedstawienia.  

- Wszystko ok. Daliśmy radę - oświadczyłem, podchodząc do niej.  

- Jasne. Byliśmy jak Meryl Streep i Jack Nicholson - mruknęła z przekąsem asystentka Anny. - Kiedy gala oskarowa?

- Coś nie tak? - spytałem, czując, że coś ukrywa pod płaszczem sarkazmu.  

- Nie. Wszystko jest świetnie - odrzekła, zabierając się za kompletowanie swoich rozrzuconych ciuchów.  

- Natalia!  

- Daj spokój! Ubiorę się tylko i zniknę - oświadczyła nieswoim głosem.  

- Nie możesz tak od razu - zaprotestowałem. - Ta wariatka może czekać po domem lub na korytarzu. Zresztą, ja...

- Co ty? - przerwała mi naburmuszona. Czyżby przyczyną takiego zachowania były działania mojego daru związane z jej osobą?

- Wolałbym, żebyś została, tak po prostu, bezinteresownie - Zagrałem va banque, patrząc jak zaczyna się ubierać. Liczyłem, że zdradzi się w jakikolwiek sposób.  

- Zostanę tyle ile trzeba, ani chwili dłużej - oznajmiła Natalia z zawziętą miną. - Po co mam tu być? Patrzeć i słuchać jak się zabawiacie?

- Nie, możesz przecież...

- Ciii, ucisz się! Nie próbuj rozwijać tej myśli! - Blondynka zamachała nerwowo rękami.  

- Jakiej? - spytała Anna, pojawiając się w salonie w towarzystwie Bogny i Joli. Na gołe ciała narzuciły szlafroki.  

- Żadnej, Aniu. - odpowiedziała Natalia, unikając wzroku szefowej. - Zrobiłam swoje, chciałabym jak najszybciej wrócić do domu.  

- Jesteś wspaniała, Natalko - Była modelka objęła czule podwładną. - Uratowałaś dzisiaj moje dupsko.  

- Cieszę się. Tylko o to mi chodziło.

- Słyszałam jak Michał mówił, że musimy odczekać, bo małolata może czyhać pod domem - wtrąciła się Jola. - Jeśli tylko nie będzie jej na korytarzu, to bez problemu możesz wyjść już teraz.

- Jak? - Zainteresowała się Natalia.

- Idąc w drugą stronę korytarza można dostać się do podziemnego garażu - wyjaśniła zapytana. - Jak już tam będziesz, to idź prawie do samego końca w prawo. Pod ścianą zaparkowany jest Ford Fiesta w morskim kolorze. Jest mój, dam ci kluczyki, będziesz mogła łatwiej wrócić do domu. Jutro go odbiorę i tak mam się spotkać z Anią. My tu sobie poradzimy z powrotem do siebie.

- Dziękuję - mruknęła zmieszana Natalia.  

- To my dziękujemy - zaoponowała Bogna.

Moje kochanki zaczęły obściskiwać Natalię, a ja miałem przeczucie, że dziewczyna opuszcza nas bez zadowolenia, pomimo ewidentnej pomocy szefowej. Wyraźnie coś ją gryzło i postawiłbym dużo, że to ja byłem przyczyną takiego zachowania. To nie był jednak dobry moment, aby coś z tym zrobić, dlatego odpuściłem dalsze dochodzenie. Zarzuciłem spodnie na tyłek i buty na gołe stopy, po czym wyszedłem sprawdzić czy Laura nie przyczaiła się na korytarzu.  

Hol był pusty. Jeśli córka radnego chciała zabawić się w spryciarę, to warowała w innym miejscu. Dałem znak, że Natalia może się wymknąć.

- Byłaś świetna. Naprawdę, aż mnie... - Żegnając asystentkę Anny na korytarzu, chciałem ją szczerze pochwalić.

- Daj spokój. Baw się dobrze - Nie dała mi dokończyć. Unikając mojego wzroku, szybko ruszyła w głąb korytarza. Patrzyłem jak odchodzi, mając wrażenie, że przegapiłem świetną okazję, żeby zaliczyć kolejną świetną pannę.  

Wróciwszy do mieszkania szybko zapomniałem o smutnej Natalii. Zbyt silna czekała na mnie odtrutka. Trzy dojrzałe, napalone kobiety. Każdej z nich humor dopisywał, a świadome straconego czasu wróciły do nieprzyzwoitej zabawy. Stając w progu sypialni, ujrzałem widok, który natychmiast spowodował ucisk w kroku. Pospiesznie pozbyłem się spodni i slipek, nie odrywając wzroku od świntuszącego tercetu.  

Bogna leżała na plecach. Sterta poduszek pod nią sprawiała, że była to pozycja półleżąca. Nogi miała podkulone, co nie było bez znaczenia, bo na nich trzymała swoje cudne odnóża Anna. Była modelka leżała w podobnej pozycji, tyle, że jej za podkład służyło ciało dyrektorki szkoły. Obydwie miały nogi rozwarte szeroko, więc ich krocza były mocno wyeksponowane. Tą sposobność doskonale wykorzystała Jola. Zagłębiona w plątaninie kończyn żłobiła językiem cipkę Anny, a palcami pieściła szparkę Bogny.  

- Jesteście niemożliwe - sapnąłem, pakując się na łóżko.  

- Godzina już niemłoda, nie chciałyśmy zwlekać - stęknęła dyrektorka szkoły.  

- A co jakby Laura stała pod drzwiami? - Droczyłem się, nie wiedzieć czemu.  

- Nie przesadzaj - skitowała mnie Anna, ciągnąc mnie ku sobie za członka. Doceniałem siłę żądzy, ale czy nie za szybko wyparowały z niej obawy.  

Przez krótką chwilę zabawiała się fiutem ręcznie, ale niecierpliwość wzięła górę, więc zaraz wsunęła go do ust. Zająłem pozycję, stając okrakiem nad leżącymi partnerkami. Nieco się pochyliłem, a potem nie czekając, aż Anna wyczerpie zasób pieszczot oralnych, naparłem do przodu. Kutas zniknął między boskimi wargami byłej modelki. Krew zagotowała się w moich żyłach,  w głowie wybrzmiały zmysłowe kuranty. Podniecony, zacząłem posuwać żonę Banasia w usta. Patrzyłem na piękną twarz, którą tak bezcześciłem i czułem się panem świata. Zasnute mgłą pożądania migdałowe oczy, zgrabny nos, idealny kształt policzków przechodzących w równie idealną brodę i bajeczne usta na deser, to wszystko było teraz na moją wyłączność. Mogłem zrobić z każdą częścią ciała tej bogini co chciałem, nie obawiając się najdrobniejszych nawet protestów. Taka świadomość to potężny afrodyzjak, więc nie żałowałem energii wpychając fiuta między drżące wargi.  

Długo tak nie wytrwaliśmy. Spieszyłem się do kolejnych konfiguracji, a ponadto Bognie zaczęła doskwierać pozycja. Dyszała i stękała w sposób, którego nie szło zrzucić jedynie na karb podniecenia.  
Zsunąłem żonę radnego z leżącej pod nią dyrektorki szkoły. Rozrzuciłem zgrabne nogi na boki, zajmując pozycję między nimi. Nabrzmiałym kutasem dotykałem wilgotną szparkę, ale nie zdecydowałem wbić się w nią w tym momencie.  

- Czas na osiłków - wychrypiałem, zerkając na Jolę i Bognę.  

Ta pierwsza wyciągnęła z komody stojącej obok łóżka przygotowane gadżety. Dwa sztuczne penisy, których rozmiary wskazywały, że gdyby były rzeczywiste musiałby należeć do ogra. Tylko nie takiego pokroju  Shreka, ale do bestii z najmroczniejszych opowieści fantasy. Wszystko w nich było przesadzone. Długość, grubość, węzły imitujące żyły, a nawet imitacja jąder.  
Potężna narzędzia do zrobienia sobie odjazdowego "och" i "ach".  

Jola wcisnęła dilda w dłonie Anny, a ja w tym momencie wszedłem w byłą modelkę. Mocno, gwałtownie, wbiłem w nią całego fiuta. Stęknęła, mocniej zaciskając dłonie na sztucznych członkach, aż pobielały na nich kłykcie.  

- Trzymaj się ich i za nic nie puszczaj! - wydyszałem, wyprowadzając kolejny silny sztych.  

Posłuchała. Trzymane przez nią sztuczne penisy sterczały prowokująco, co wykorzystały skrzętnie Bogna i Jola. Nadziały się na pale, rozpoczynając zmysłową lambadę.

Staliśmy się jedną figurą. Tętniącą emocjami i pożądaniem, rozpaloną niekiełznaną pasją. Pieprzyłem Annę, prąc w nią bez opamiętania. Pieprząc żonę Banasia zapalczywie, czułem bezmierną, dziką rozkosz. W głowie mi dudniło,  jakbym ją przystawił do wielkiego głośnika na rockowym koncercie.  
Moje doznania dodatkowo potęgowały bujające się przede mną Jola i Bogna. Zwrócone twarzą do siebie, a bokami do mnie, nabijały się rytmicznie na sztuczne kutasy, których trzymała się kurczowo Anna.  

Wybrały odmienne techniki, ale było to bez znaczenia, ponieważ ich ponętne, dojrzałe ciała roztańczone na potężnych fallusach w równym stopniu działały na moje zmysły. Jola dogadzała sobie klęcząc, przez co mocniej, a także głębiej nabiła się na dildo. Oparta rękami o powierzchnię łóżka, bardziej pracowała biodrami i tyłkiem. Wychylona lekko do przodu, poruszając się, bujała mocno dorodnymi piersiami. Podniecenie wychodziło z niej skórą. Nad piersiami, a także na szyi widoczne były zaczerwienienia, a zaognione policzki stawały się coraz bardziej bordowe.  

Bogna bardziej zaufała swojej sprawności i kondycji. Gnębiła sztucznego fiuta w pozycji kucznej, co było zdecydowanie bardziej widowiskowe. Widać było doskonale całą akcję, gdy zsuwała się w dół, jak również gdy unosiła, odsłaniając błyszczący od jej soków pal. Doskonale kontrolowała swoje ciało, nie tracąc równowagi, co wykorzystała pieszcząc dodatkowo własne piersi. Jak to ona, jęczała dobitnie, świntusząc pod nosem.  

Cudownie było na to patrzeć, ale clou programu była przecież Anna. Na niej też zrobiły wrażenie roztańczone na sterczących, nieprzyzwoitych  kolumnach przyjaciółki. Scena żywcem wyjęta z pornosa sprawiła, że w oczach byłej modelki tliła się niema fascynacja, zmiksowana z pożądliwymi emocjami. Zaciskając usta, na przemian zerkała to na którąś z towarzyszek, to na mnie. Coraz częściej, z ust żony Banasia wyrywały się przytłumione jęki. Lubiłem takie tło muzyczne. Było rozkoszą dla moich uszu. Ta muzyka napędzała mnie, mobilizując do mocniejszego rżnięcia. Wydawało mi się, że tempo jest już na tyle szalone, że nie dam rady go podkręcić, ale wykrzesałem z siebie dodatkowe pokłady energii. Posuwałem żonę Banasia tak ostro, że chcąc pozostać w obranej pozycji musiała z całej siły zacisnąć nogi na moich biodrach. Gdybym był w tej chwili zdolny myśleć racjonalnie obawiałbym się o swoje żebra, które na szczęście przetrwały nienaruszone.

Byłem przesiąknięty gorącą, wilgotną  żądzą. Było mi cholernie dobrze, czułem, że tkwią we mnie jeszcze spore rezerwy. W przeciwieństwie do Anny, która coraz bardziej odlatywała w błogostan, w wymiar rozkoszy. Chciałem dogodzić jej bardziej zanim dopadnie ją spełnienie. Założenie było takie, że ma na długo zapamiętać te urodziny.  

Pchnąłem raz jeszcze z mocą, zagłębiając się w ciepłą, przytulną norkę, po czym wyszedłem na dobre, wyślizgując z trudem z objęć nóg kochanki. Bogna z Jolą przez moment jeszcze wykonywały swój erotyczny taniec na sztucznych penisach, lecz widząc, że rozwalam się niczym władca haremu obok Anny, rozstały się niegrzecznymi zabawkami. Pomogły drżącej przyjaciółce unieść się, sadzając ją na moim sterczącym kutasie. Wyrwana z ekstatycznego transu Anna natychmiast zaczęła ostro pracować biodrami i tyłkiem, kręcąc nimi bajecznie. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, tak aby zaparła się rękami o łóżko. Czułem przyspieszony oddech kochanki na twarzy, zachwycając się równocześnie żarliwym blaskiem jej oczu. Dodatkowo stymulowały mnie ocierające się o mój tors, uzbrojone w nabrzmiałe sutki piersi.  

Ułożenie ciała sprawiło, że Anna rżnąc mnie była mocno wypięta. Przeczuwałem, że Bogna z Jolą doskonale wykorzystają taką okazję. Nie pomyliłem się w swoich rachubach. Dostrzegłem, że są już uzbrojone w kolejne narzędzia przyjemności.  Tym razem były to znacznie mniejsze dilda, do seksu analnego. Bogna pokryła je lubrykantem, podczas, gdy Jola zaczęła palcem napierać na odbyt solenizantki.  

Annie wyraźnie spodobał się ten pomysł. Uśmiechnęła się lubieżnie, wypinając wyzywająco. Na taką zachętę, Jola mogła odpowiedzieć tylko w jeden sposób. Włożyła palec w mały otwór, kręcąc nim delikatnie. Z ust byłej modelki wypłynął strumień jęków. Spięła pośladki, a ja bardziej odczułem zaciskające się mięśnie na kutasie. Świat zawirował mi przed oczami. Z lubością pomyślałem co czeka mnie za chwilę.  

Ciemne oczko między pośladkami Anny było gotowe na kolejne przyjemności. Bogna z Jolą, na przemian raziły odbyt żony Banasia sztucznymi fiutami, nie zapominając przy tym o własnym zadowoleniu. Kiedy jedna penetrowała tylne wrota byłej modelki, druga pieściła piersi i cipkę przyjaciółki wolną dłonią lub językiem. Oczywiście, solidarnie zamieniały się rolami.  
Ja w tym czasie ujeżdżany przez żonę radnego, rozpływałem się w rozkoszy.  
Wnikające w anus dilda wprawiły ciało Anny w dziki trans. Szarpiąc biodrami powodowała, że fiut wnikał w nią jeszcze głębiej.  

To nie był jednak ostatni akt naszej miłosnej gry. Zamierzałem zrobić to co zaplanowałem zanim rozpoczęła się ta urodzinowa schadzka. Uwolniłem się od partnerek na moment, by po chwili usiąść na brzegu łóżka.  

- Chodź tu do mnie! - wydyszałem z trudem, patrząc wyzywająco na solenizantkę. - Zerżnę cię w tyłek!

Anna przetoczyła się po wyrku i wspięła na moje kolana. Zarzuciła swoje nogi na moje, rozchylając szeroko uda. Przytrzymałem członka u nasady, czekając, aż odnajdzie tyłkiem właściwą pozycję wyjściową. Po chwili poczułem, że fiut wciska się w ciasne wnętrze. Żona Banasia opuszczała się powoli, ale okazałem się niecierpliwy. Byłem zbyt podniecony.  Zapomniałem o subtelnościach i delikatności. Chwyciłem biodra kochanki, ciągnąc jej ciało w dół. Anna stęknęła głucho, ale nie usłyszałem nawet pół słowa skargi. Obawiając się, że mi ucieknie, trzymałem ją mocno w talii, szarpiąc jednocześnie biodrami. Coraz głębiej wbijałem się w odbyt. Raczej niepotrzebnie się martwiłem o reakcję byłej modelki, ponieważ szybko dołączyła do mnie, kręcąc tyłkiem. Cała drżała, targały nią coraz silniejsze konwulsje. Najwyraźniej zbliżała się do orgazmu.  

Przyspieszyły go Jola z Bogną. Ta pierwsza, stojąc z boku zaczęła pocierać sutki Anny, a dyrektorka szkoły wsunęła się miedzy moje nogi, by zacząć pieścić cipkę przyjaciółki. Już po chwili ssała wilgotną szparkę, wspomagając się przy tym palcami.  

Suma naszych działań doprowadziła Annę w szybkim tempie na szczyt. Ilość  i siła doznań pokonały ostatnie linie obrony. Dochodząc żona radnego jęczała jak szalona, szarpiąc ciałem niczym poddawana egzorcyzmom. Wreszcie, wyginając ciało w łuk opadła ostatecznie na mojego kutasa i znieruchomiała. Czułem przeszywającą ciało kochanki energię, gdy ulegała spełnieniu.  Miałem wrażenie, że tętniący żar wylewa się z niej, przenosząc na mnie.  

Byłem tykającą bombą. Niewybuchem, który pragnie dopełnić swego przeznaczenia. Pomimo ogromnego podniecenia, wciąż potrzebowałem odrobiny czasu, by eksplodować. Zerknąłem z zazdrością na osuwającą się z moich kolan Annę. Zaspokojona i drżąca, nie mogła zapanować nad własnymi nogami, które zdawały sie być z waty. Położyła się na miękkim dywanie, opierając plecami o bok łoża. Dyszała niczym chór pań obsługujących seks telefon. Widząc nasze zawahanie i konsternację spojrzała na nas, jak na niesforne, ale zagubione dzieci.

- No co czekasz? Zerżnij je! - mruknęła.

- To ty jesteś dziś bohaterką wieczoru - stwierdziła Jola, chcąc usprawiedliwić nasz brak zdecydowania.  

- Zgadza się - potaknęła Anna, zachęcając serdeczną koleżankę, by podeszła do niej bliżej. - Chodź tu do mnie!

Gdy prośba została spełniona, żona Banasia złapała uda przyjaciółki, przyciągając ją do siebie. Wtuliła twarz w napierające na nią łono, by od razu przyssać się do mokrej cipki. Zaatakowana w ten sposób Jolanta skuliła się, pod wpływem nagłej pieszczoty. Nogi lekko ugięły się pod nią, a ja natychmiast to wykorzystałem. Pchnąłem, by poleciała do przodu. Gdy oparła się o łóżko, bezwstydnie eksponując tyłek, pośliniłem palec, by zaraz wepchnąć go między pośladki wypiętej partnerki. Drążyłem anus przez moment, a potem wycelowałem w niego kutasem. Czystym, chirurgicznie precyzyjnym pchnięciem przyszpiliłem Jolę analnie. Przesadą byłoby stwierdzenie, że wszedłem w nią jak w masło, ale poszło znacznie łatwiej niż z byłą modelką.  

Od razu narzuciłem mocne tempo, pieprząc jak niewyżyty erotoman barbarzyńca. Pracującej językiem pod nami Annie nie było zbyt komfortowo, gdy po każdym pchnięciu krocze Joli wbijało się w jej twarz. Pomimo, że byłem tego świadom, nie zamierzałem się być mniej gwałtowny.

Leżąca bardziej na środku łoża Bogna obserwowała nas zamglonym wzrokiem, pieszcząc się w dwójnasób. Rozłożyła podkulone nogi i palcem żarliwie pocierała cipkę, dogadzając sobie równocześnie jednym ze sztucznych, analnych penisów. Patrzyliśmy sobie w oczy z fascynacją, jęcząc jak dusze potępione. Po chwili dostrzegłem, że szeroko rozwarte usta szkolnej pani dyrektor bezgłośnie powtarzają tą samą kwestię. Jesteśmy twoje, rób z nami co chcesz!

Nie miałem czasu na rozpływanie się w dumie, ponieważ poczułem, że rżnięta kochanka drży coraz bardziej spazmatycznie. Najwyraźniej dochodziła, więc postanowiłem jej to ułatwić. W kolejne sztychy włożyłem jeszcze więcej energii.  Za każdym razem, gdy byłem w niej cały, zostawałem tam dłużej, napierając na ciasny odbyt Jolanty. Ostatnie słowo należało jednak do Anny. Po kolejnym sztychu, przyssała się ustami do cipki przyjaciółki, palcami chwytając nabrzmiały guzek łechtaczki. Ciałem Joli wstrząsnął kataklizm zwany orgazmem. Przyszpilona przeze mnie docisnęła krocze do twarzy Anny, której omal nie zabrała oddechu. Szarpiąc biodrami, sprawiła, że pokryte szorstkim runem łono drapało śliczną twarz byłej modelki. Wreszcie zastygła z niemym zachwytem na twarzy.  

Na deser została mi Bogna, choć nie przewidywałem długiej rundy. Niewiele potrzebowała, by osiągnąć spełnienie. Pomogła zerżniętej przyjaciółce wspiąć się na wyrko, po czym oparła o nie piersiami, z wypiętym tyłkiem. Jak mówiłem nie raz, uwielbiałem jej dorodny zadek. Zawsze działał na mnie widok pośladków Bogny. Poczułem w lędźwiach budzącą się bestię. Nie miałem zbyt wiele czasu, żeby doprowadzić szkolną dyrektorkę do finałowych fajerwerków. Sam byłem bliski ich odpalenia.  

Z werwą ruszyłem do ataku, napierając na tyłek partnerki. Wcisnąwszy się między wypięte pagórki, parłem dalej, nie trafiając nawet na ślad oporu ze strony ciasnego odbytu. Bogna zaklęła w swoim stylu, gdy ją zaklinowałem, po czym zaczęła kręcić zadkiem. Drżąca i zaciśnięta na moim fiucie, doprowadzała mnie do ekstatycznego szaleństwa. Kwestią chwili było, że dopadnie mnie orgazm.  

Anna musiała dojść do tego samego wniosku, więc postanowiła przyczynić się do tego, że zgramy się z Bogną w czasie. Zabrała z wyrka sztucznego penisa, na którym wcześniej zabawiała się dyrektorka szkoły i zaaplikowała go przyjaciółce. Wypełnił rozpaloną cipkę, niemal się w niej chowając. Pod czujnym okiem żony Banasia pieprzyliśmy się bez wytchnienia, wspinając wspólnie na szczyt.  
     
Szkolna szefowa wiła się pode mną, prężąc atrakcyjne ciało, ze szczególnym uwzględnieniem wspomnianego wcześniej zadka. Na przemian jęczała donośnie i klęła pod nosem. Znałem ten repertuar, ale Anna była wyraźnie zafascynowana jej bogatym słownictwem. Wreszcie nadszedł moment, w którym ciało Bogny wysłało jasny, klarowny przekaz. Będzie orgazm!
Na ile mogłem, wzmogłem wysiłki, co poskutkowało tym, że od razu doznałem znajomego uczucia przebudzenia żywiołu. Głęboko we mnie pojawiło się przejmujące uczucie, które kawałek po kawałku, pożerało moje wnętrze. Pojawił się tętniący potok rozkoszy.  

Ostatnie kilka sztychów było jazdą bez trzymanki. Gdy Bogna zawyła dziko, Anna odpuściła akcję ze sztucznym członkiem, pozostawiając finał naszej dwójce. Tyłek dyrektorki napierał na mnie tak mocno, że zacząłem się obawiać o stan jej odbytu. Był to jednak ostatni akord naszego uniesienia. Wyszedłem z dyrektorki, po czym zamarłem z kutasem w dłoni. Orgazm przeszył mnie niczym pocisk dużego kalibru. Wypełniony ostateczną rozkoszą, która eksplodowała we mnie potężnie.  

To samo spotkało Bognę. Oboje doszliśmy prawie równocześnie. W doborowym towarzystwie Anny i Joli, które dołączyły do nas. Wtuliły się w zerżniętą przyjaciółkę, opierając głowy o jej wypięte pośladki. Wszystkie trzy stanowiły łatwy cel dla nasienia, które wylało się ze mnie z mocą. Przytrzymując fiuta, kontrolowałem ostrzał, obdzielając kochanki sprawiedliwie spermą. Różnica polegała na tym, że Bogna przyjęła swoją porcję na tyłek i plecy, a jej towarzyszki głównie na pełne rumieńców twarze.  Dopiero wtedy uznałem, że spełniłem swoją powinność należycie. Opadłem, zmęczony, ale zarazem spełniony na dywan, oddychając głęboko.  

Przez to, że czas Anny był ograniczony, nie mogliśmy sobie pozwolić na zbyt długie rozkoszowanie się tą chwilą. Niemniej jednak, leżałem wpatrzony w sufit, a w głowie pulsował mi ekstatyczny bit. Gdy ją uniosłem, świat zawirował, ale po chwili wszystko wróciło do normy.

- Taki prezent to rozumiem - westchnęła Anna niedwuznacznie. - Zapamiętam go na długo i liczę, że nie tylko na okoliczność urodzin będzie stosowany.  

- Nie mam nawet takiego zamiaru, żeby czekać z takimi atrakcjami do kolejnych specjalnych okazji - mruknąłem, uśmiechając się rubasznie.  

Anna pokiwała głową z uznaniem. Na miękkich nogach uniosła się z podłogi, zerkając na nas z żalem i lekką zazdrością.  

- Takim to dobrze! - stwierdziła z żartobliwą nutą. - Ja niestety muszę wracać do rzeczywistości.

- Coś ty, Aniu, bez ciebie kończymy zabawę - zadeklarowała Jola, unosząc się do pozycji siedzącej. niepewna naszej reakcji zerknęła na nas pytająco.  

- Nie wygłupiaj się, skarbie - zaprotestowała żona radnego, wyciągając ukryte wcześniej ubranie z komody. - Kontynuujcie, tylko nagrajcie mi się, żebym mogła być bardziej zazdrosna jak sobie to obejrzę.  

- Masz wymagania moja droga - jęknęła Bogna, siadając ze skrzyżowanymi nogami na łóżku.  

- W końcu to moje urodziny - zaśmiała się Anna. -  

- Bogna żartuje, ale też byśmy chcieli od ciebie coś dostać - zagaiłem, przyglądając się kochankom. Lubiłem ten moment pozbawiony jakiegokolwiek skrępowania, gdy moje partnerki swobodnie się poruszały i czuły, nie zwracając uwagi na własną nagość.  

- Ooo, a co takiego? - zainteresowała się była modelka.

- Informacje - odparłem. - Bogna ma spory kłopot z protegowaną twojego męża, Marzeną Tracz. Musimy coś z nią zrobić i pozbyć się jej ze szkoły. Próbujemy ją spiknąć z jednym belfrem i nagrać jak będą się pieprzyć, ale idzie to bardzo słabo. Powiedz, że coś wiesz i daj nam to, bo chcemy załatwić wiedźmę.

- Nie dziwię się, że wam nie wychodzi - prychnęła Anna. - Ta okropna baba, to od dawna zatwardziała lesba.  

- Poważnie? - zdziwiłem się.

- No proszę. W sumie to mnie nie dziwi, tylko dlaczego na to nie wpadliśmy - stwierdziła Bogna, wydymając usta.

- Tyle, że tylko to mogę wam sprzedać - odrzekła żona Banasia. - Wiem na pewno, że ją łączy ją z moim mężulkiem sporo ciemnych sprawek, ale konkrety to już dla mnie tajemnica.  

- To trochę za mało... - zmarkotniałem.  

- Co nie znaczy, że nie mogłyby przestać nią być - Anna mrugnęła łobuzersko do mnie. - Lucjan od jakiegoś czasu sporo pije i przez to mniej się pilnuje. Ma prywatnego laptopa, gdzie przechowuje chyba wszystkie swoje sekrety, bo pomimo haseł zabezpieczających trzyma go w sejfie.  

- A co to oznacza dobrego dla nas? - spytałem, nadstawiając uszu.  

- To, że pewnego razu, przyszedł pijany w trzy dupy, nieświadom co się dzieje wokół. - Była modelka pocałowała mnie namiętnie, mrucząc i głaszcząc do członku. - Wtedy, oprócz numeru telefonu do dziwki z którą się wtedy przespał poznałam też hasła do laptopa i sejfu. Co ty na to, golasie?

- To... to bardzo zmienia naszą sytuację - jęknąłem nieswoim głosem, głaskany przez Annę po jądrach.

- Bałam się poznawać jego brudne tajemnice, ale chyba już mi ten strach przeszedł - oznajmiła żona radnego. - Teraz jednak przemogę się i wykorzystam swoją wiedzę. Dam wam coś na Tracz prawie na pewno i po cichu liczę, że to będzie mała cząstka tego co tam znajdę. Może reszta sprawi, że będziemy mogli zdziałać więcej.  

- Nie rób tego - zaniepokoiłem się. - Nie lekceważ męża. To lepszy cwaniak, do tego pozbawiony skrupułów. Dasz mi te hasła, a resztą zajmę się ja.  

- Michał, miło, że się o mnie martwisz, ale to będzie dziecinne proste - stwierdziła Anna, głaszcząc mnie po policzku. - Gdy jego nie będzie w domu, przejrzę laptopa i tyle.  

- No właśnie nie! Skąd wiesz, że  tylko hasłami zabezpieczył się twój małżonek? - spytałem, kręcąc głową z powątpiewaniem. - Będzie jak mówię.  

- Jaki władczy jesteś, młodzieńcze! - Zaśmiała się była modelka, zabierając się za makijaż, który mocno ucierpiał podczas naszych szaleństw. - Aż mnie ciarki przechodzą, gdy pomyślę, do czego mógłbyś wykorzystać taką postawę.  

- To nie myśl, tylko zostań! Pokażę ci!

- Nie mogę, naprawdę nie mogę.

- To tyle w temacie, w takim razie - podsumowałem. - W każdym bądź razie, wszystkiego najlepszego Aniu. Życzę ci zdrowia, pomyślności i przyszłości o jakiej marzysz.

- Dziękuję Michałku. Dawno nikt nie sprawił mi takiej przyjemności urodzinowym prezentem.  - odpowiedziała żona Banasia, przenosząc wzrok ze mnie na przyjaciółki. - Wam zresztą należą się podziękowania nie mniejsze niż temu wariatowi.  

- Nie ma sprawy, wszystkiego dobrego. - Bogna przesłała w powietrzu serdecznego buziaka w stronę solenizantki. - I pozwól Michałowi to ogarnąć. Nie wiem, skąd w takim młodym chłopaku tyle zaradności, ale on to załatwi. Jestem tego niemal pewna.  

Anna pokiwała zgodnie głową. Po chwili ulotniła się z sypialni. Pożegnała się czule z naszą trójką, po czym wyszła z mieszkania. Na wszelki wypadek miała wybrać opcję powrotu tą samą drogą, którą wcześniej przemierzyła jej  asystentka.  

Zostałem z Jolą i Bogną. Choć było miło, nie zaliczyliśmy kolejnej rundy miłosnych harców. O dziwo, nie miałem na to specjalnej ochoty. Ciągle chętne i napalone kochanki rozpraszały mnie w tym akurat momencie. Myślami byłem przy rewelacjach przekazanych przez Annę. Laptop z sekretami jej męża zaintrygował mnie na tyle, że zacząłem snuć plany jak wykorzystać wiedzę na temat jego istnienia.  

Gdy wróciłem do domu, pierwsze elementy układanki zaczęły do siebie pasować.  

*****

Krystalizowanie się planu przebiegało w szybkim tempie. Z wielu względów chciałem go wprowadzić w życie jak najszybciej. Z tego powodu, na drugi dzień, jeszcze ze szkoły zadzwoniłem do Spacji, żeby namówić ją na rozmowę po południu. Nie w smak to było techno czarodziejce, bo była umówiona z Sandrą w jakimś laboratorium w Warszawie, przez co mielibyśmy mniej czasu dla siebie. Przyznała wprost, że znajomość z Amerykanką stała się dla niej bardzo ważna i nie było nawet mowy, żeby odwołała zaplanowane spotkanie. Po chwili dodała, że jestem dla niej VIP-em, tęskni za mną i wolałaby się umówić w bardziej dogodnym momencie, tak abyśmy zakończyli spotkanie cudownym rżnięciem. Dziewczyna była kreatywna, więc zaproponowała, że możemy spotkać się w mieszkaniu Sandry i zabawić w trójkącie. Propozycja była więcej niż kusząca, ale w zaistniałych okolicznościach nie byłem w stanie odkładać naszej rozmowy o kolejnych kilka dni. Stanęło na tym, że mam czekać po szkole w małej, ale urokliwej pizzerii "Salvatore", gdzie podawali najlepszy włoski przysmak w promieniu dziesiątek kilometrów. Saba miała podjechać tam po piętnastej, by poświęcić mi nieco swojego cennego czasu.  

Lekcje kończyłem późno, więc po nich poszedłem prosto do lokalu. Dawno nie jadłem pizzy w ich wykonaniu, więc przy okazji postanowiłem, że dziś zjem obiad na mieście. Z bólem pomyślałem o rozczarowaniu mamy, gdy usłyszy, że jej synalek nie ma ochoty na risotto a la Madame Wanat. Dla tych, których rażą  światowe nazwy w kuchni, ryż z piersią kurczaka i warzywami.  

Ledwie przekroczyłem próg pizzerii poczułem, że ktoś napiera na mnie od tyłu, jednocześnie zasłaniając mi oczy dłońmi. Bez wątpienia była to przedstawicielka płci piękniejszej.  

- Z kim mam przyjemność? - spytałem zaciekawiony. Raczej nie była to Sabina. Było zdecydowanie zbyt wcześnie.  

- To ja - usłyszałem znajomy głos.  

- Kamila! - Odgadłem bezbłędnie.  

Z obawą pomyślałem czego może ode mnie chcieć. Była jedną z kochanek, które ostatnio zaniedbywałem. Cóż, doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, a ja sporo do ogarnięcia. Nowe partnerki, nowe wyzwania, intrygi i wyjścia z tarapatów. Standardowa rzeczywistość każdego osiemnastolatka. A mówiąc poważniej, dziwiłem się, że w tym całym zamieszaniu znajdowałem jeszcze czas, żeby zajrzeć do książek.  

- Masz chwilę? - zapytała przymilnie.  

- Właśnie miałem klapnąć na tyłku i zamówić pizzę - odparłem zgodnie z prawdą. - Potem muszę się z kimś spotkać, ale, gdy będę walczył z żarłem możemy pogadać. Zjesz ze mną, to zamówię większą?  

- Skubnę kawałek od ciebie. Nie jestem strasznie głodna.  

- To wybierz jakąś fajną miejscówkę przy oknie! - Zarządziłem. - Zamówię i dołączę do ciebie.

Po chwili siedziałem naprzeciwko Kamili, czekając na wyrzuty z jej strony. Spodziewałem się, że będzie mi je czynić, podczas, gdy ja nie  miałem zbyt wiele na własną obronę. Argument braku czasu, mógł być ciężki do przełknięcia dla oddanej kochanki.  

- Michał, powiedz czy ze mną coś jest nie tak? - spytała dziewczyna, utwierdzając mnie w przekonaniu, że dobrze przewidziałem kierunek rozmowy.  

- Nie, wszystko jest ok - odpowiedziałem. - Skąd to pytanie?

- To czemu zapomniałeś o mnie?  

- Kamila, to nie tak... ostatnio dużo zwaliło mi się na głowę. - Tłumaczenie szło mi opornie. - Ciężko mi się skupić na przyjemnościach, kiedy mam do rozwiązania trochę spraw.  

- Dzieje się coś złego? Mogę ci w czymś pomóc? - Zainteresowała się Kamila.

- Dzięki, że pytasz, ale sobie poradzę - Uśmiechnąłem się do rozmówczyni. - Potrzebuję tylko czasu i... zrozumienia.  

- Nie chcę, żebyś odbierał mnie jako sfrustrowaną nimfomankę, ale zastanawiałam się nad tym co się dzieje - wyjaśniła dziewczyna, zerkając na mnie niepewnie. - Tym bardziej, że pojawiły się pewne... nowe okoliczności.  

- Nie myślę tak o tobie. I jakie to okoliczności?  

- Nie złość się, ale po studniówce wkręciłam się w poznanie bliżej Adama. - Kamila unikała mojego wzroku. - Ty, jak mówisz miałeś swoje sprawy, a on poświęcał mi mnóstwo swojej uwagi. Okazał się całkiem miły, potem bardzo fajny, a na koniec wydał mi się świetnym materiałem na chłopaka...

- Adaś! Jest super gościem! - przyznałem.  

- No właśnie! I... nie wiem jak to się stało, ale... chyba się w nim zakochałam - cicho wyznała moja rozmówczyni. - Od tygodnia zbieram się do rozmowy z tobą, bojąc o jej przebieg, ale w końcu musiałam ci to powiedzieć.  

- Czemu się bałaś o moją reakcję? - spytałem, uspokojony tym, co będzie motywem przewodnim rozmowy.  

- Ze względu na to, co nas łączy - wyszeptała Kamila. - Do tego wiesz o mnie takie rzeczy, z których raczej dumna nie jestem.  

- I?

- Michał, boję się, że nie będziesz chciał mi odpuścić. - Dziewczyna nerwowo zacisnęła dłonie na blacie stolika. - Zażądaj najbardziej szalonej fantazji, a ja ją spełnię, ale obiecaj, że to będzie ostatni raz i dasz mi spokój.  

- Skąd taka determinacja? - spytałem, uśmiechając się pod nosem.  

- Chcę poczuć się normalnie - oznajmiła Kamila. - Najpierw wdałam się w tą historię, dzięki której się poznaliśmy, potem znajomość z tobą. Umówmy się, to nie jest zwykła codzienność licealistów. Myślę, że nawet nie jest taka dla bardziej dojrzalszych ludzi. Adam to świetny chłopak, a ja chcę chodzenia za rączkę i innych atrakcji związanych z zakochaniem się nastolatków. Nawet jeśli masz mnie ochotę wyśmiać, uważając to za bzdety.  

- Nie mam - skwitowałem wyznanie dziewczyny. Pomyślałem o Kornelii, zastanawiając się czy miłość może być skutecznym antidotum na działanie mojego daru. - Kama, rozumiem twoją postawę. Jesteś śliczna i świetna, absolutnie nie znudziłem się tobą, ale Adam to mój przyjaciel. Życzę mu jak najlepiej, podobnie jak tobie. Nie martw się, z mojej strony tobie, ani waszej znajomości nic nie grozi. Macie moje błogosławieństwo.  

- Poważnie? - niedowierzała Kamila. - Jesteś super gość.  

- Wiem.

- Michał...

- Kama, wszystko jest ok.  

- To co, buziak na pożegnanie i będę uciekać. - Dziewczyna spojrzała na mnie z wdzięcznością. - Umówiłam się z Adasiem, sam rozumiesz.

- Darujmy sobie całowanie. Zostaw je dla chłopaka - Roześmiałem się, widząc jej podekscytowanie.

Patrząc jak wychodzi, myślałem o rysach na własnej wspaniałości. Nie twierdzę, że w innej sytuacji zareagowałbym inaczej, ale za moją obecną postawą krył się też brak parcia na to, żeby erotyczną znajomość z Kamilą przedłużać. Namnożyło mi się kochanek, przez co coraz trudniej było mi znaleźć czas na dogadzanie im wszystkim w równym stopniu. Co za dużo, to niezdrowo. A zdrowie jest najważniejsze.  

Przemyślenia przerwały mi migające za oknem światła samochodu. Spojrzałem w ich stronę, dostrzegając auto Sabiny. Dawała mi znaki, żeby do niej wyszedł. Rozliczyłem się z pracownicą pizzerii, a potem wyszedłem z lokalu, pakując się do samochodu techno-czarodziejki.  

- Cześć przystojniaku - Spacja przywitała mnie głosem, o którym parę miesięcy temu, bym jej nie podejrzewał. Takim, od którego krew burzyła się w moich żyłach.

- Cześć, skarbie.  

- Na początek, oficjalnie to ustalmy. - Saba zrobiła nadąsaną minę. - Takie spotkanie jest cholernie nie w porządku. Przedstawiłam ci jak ja to widzę i w zależności od tego co teraz usłyszę, będziesz mi musiał mocno zrekompensować poniesione krzywdy, związane z brakiem dzikiego seksu.  

- Świetna przemowa. Zastanawiałaś się nad tym, żeby zarabiać gadaniem - skwitowałem przemowę. - A o rozliczenia w naturze się nie martw. Jestem wypłacalny i ochoczo ureguluję wystawiony przez ciebie rachunek.  

- Ja myślę. - Oczy Spacji zapłonęły żywym blaskiem.- Mów co jest, bo jak wspominałam, akurat dziś mam mało czasu!

- Wiem, że odpuściłaś te klimaty, ale potrzebuję twoich hakerskich umiejętności. - Szybko przeszedłem do sedna. - To mega priorytetowa i pilna sprawa. Dla mnie, a także dla ważnych dla mnie osób.  

- Michał, jak sam powiedziałeś, odpuściłam te zabawy - odparła Sabina, z posępną miną. - Mam kłopoty z tego powodu, pamiętasz?

- Wiem Saba, ale nie mam do kogo się zwrócić - przytaknąłem. - A skoro znam twoje problemy i proszę o takie rzeczy, to przyznaj sama, że wygląda to na desperację i brak alternatyw.  

- Nic ci nie obiecuję - stwierdziła techno-czarodziejka, wzdychając ciężko. - Gdybym jednak się zdecydowała, to co ta miałaby być za robótka i kto jest celem?

- Znany ci radny Banaś - odpowiedziałem z wahaniem. Obawiałem się reakcji dziewczyny.

- Michał, pojebało cię całkiem! - Saba spiorunowała mnie wzrokiem. - Mało masz w życiu adrenaliny?! Lubisz życie na krawędzi?! Daj sobie spokój z tym gościem!

- Nie mogę - oznajmiłem cicho, przytłoczony wybuchem rozmówczyni. - Naprawdę jestem przyparty do muru.  

- To walnij w niego pustym łbem!  

- Saba, proszę... bardzo, bardzo mocno.

- Prosisz się o kłopoty i do tego chcesz, żebym się zapisała na nie razem z tobą - prychnęła techno-czarodziejka niczym rozzłoszczona kotka. - Co chcesz mu zrobić?

- Nie pytaj skąd, ale mam hasło do prywatnego laptopa Banasia - wyjaśniłem. - Chcę ściągnąć z niego trochę danych.  

- No jasne - mruknęła z przekąsem Sabina.

- Słuchaj, jak nie chcesz zbyt się w to angażować, to zrób tylko tak, żebym mógł bezpiecznie usiąść do komputera, a ja się zajmę resztą - zaproponowałem.  

- No tak, zrób całą najgorszą robotę, a ja tylko zerknę i kliknę "download". Chyba mnie przekonałeś! - Spacja nie darowała sobie sarkazmu.  

- Saba...

- Musisz chyba rzeczywiście być w czarnej dupie, że wdzięczysz się do mnie jak zadurzony podlotek i proponujesz takie głupoty - podsumowała rozpaczliwie prośby rozmówczyni.  

- Uwierz, jestem!

- Jestem silnie uzależniona od ciebie, więc zgadzam się - poddała się Sabina. - Ja jednak ogarniam temat. Chcę mieć czyste sumienie, że nie wsadziłam cię na minę.  

- Brak mi słów jak jesteś boska - oświadczyłem.  

- No proszę, to się porobiło. - Zaśmiała się Spacja. - Byleby ci nie brakło inwencji i sił, kiedy zażądam zapłaty za te usługi.  

- Nie obawiaj się o to!

- Jak rzekłam, będzie ona wprost proporcjonalna do wagi twojej prośby. - Oczy dziewczyny zapłonęły niczym podpalone żagwie. - Czekają cię ciężkie rozliczenia.

- Co tylko zechcesz - zadeklarowałem ochoczo.  

- Najchętniej zabrałabym cię już teraz w jakieś ustronne miejsce i zainkasowała pierwszą transzę - westchnęła Sabina. - Nie chcę jednak wystawiać do wiatru Sandry.

Zgodziłem się z nią, choć narobiła mi smaku swoimi tekstami. Pożegnaliśmy się długim, namiętnym pocałunkiem, który doczekał się kilku powtórzeń. Z trudem udało nam się utrzymać na wodzy emocje. Daliśmy radę, przez co skończyło się na tym, że Spacja podwiozła mnie bliżej domu, a potem pojechała prosto na spotkanie z asystentką świętej pamięci doktora Otisa.  

*****

Dwa dni później wypadała sobota.  
Dzień w którym miałem poznać Karolinę Strzelecką.  

Okazją do tego miało się stać spotkanie zorganizowane w ramach akcji promocyjnej kolejnej z polskich komedii romantycznych. Jedną z ról w tym "arcydziele" kinematografii zagrał Sebastian Stelmach, który miał się pojawić podczas tego wydarzenia. Według Anny i Natalii, to że Karolina tam będzie razem z nim było pewne jak to, że po nocy wstaje dzień.  
Zrządzeniem losu, w tym filmie niewielką, charakterystyczną rolę zagrała jedna z podopiecznych agencji żony Banasia. To skutkowało zaproszeniem przedstawiciela firmy, co dało nam możliwość do zawarcia znajomości z panną Strzelecką.  
Ustaliliśmy, że była modelka zostanie w domu, aby nie drażnić Karoliny, mającej kilka powodów, aby nie ucieszyć się z jej obecności. Reprezentantką  agencji w takim wypadku została Natalia. Nikomu Anna nie ufała tak bardzo jak swojej oddanej podwładnej.  

Kilka zakrętów po tym, jak wyruszyliśmy na spotkanie losu, zacząłem się zastanawiać czy wybór Anny był na pewno właściwy. Przyczyną moich wątpliwości była blond asystentka żony Banasia. Nie widziałem Natalii od czasu urodzin żony radnego, ale wiele wskazywało, że dziwny nastrój, który udzielił się jej tamtego dnia nie ustąpił, a nawet się nasilił.  

- Nie słyszałam, żeby kiedykolwiek ktoś musiał niańczyć Don Juana - stęknęła z markotną miną Natalia, obrzucając mnie krótkim, posępnym spojrzeniem. Prowadząc samochód nie bardzo mogła sobie pozwolić na więcej.

- Nawet biorąc pod uwagę twój brak sympatii do mnie i związaną z tym skłonność do zrzędzenia, to muszę przyznać, że jesteś dziś wyjątkowo marudna - skwitowałem słowa asystentki Anny. - Przecież wiesz, że nie o opiekę nade mną chodzi.

- Wiem, wiem - przyznała rozmówczyni, wzruszając ramionami. - Ten wasz misterny plan to jakiś żart.  

- Nie miał być skomplikowany - sprostowałem. -  Chodzi tylko o to, żebym poznał Karolinę Strzelecką, a ta impreza jest świetną ku temu okazją.

-  Jasne - prychnęła Natalia rozdrażniona. - Tylko dlaczego to akurat ja muszę być świadkiem twoich miłosnych podbojów? Czemu mnie spotyka ta wątpliwa przyjemność?

- Myślę, że przyczyny są dwie. - Starałem sie zachować spokój, choć było mi coraz ciężej zważywszy na narzekania mojej towarzyszki. - Po pierwsze, Anna z chęcią by pojechała ze mną, ale obawiała się reakcji dziewczyny. Po drugie natomiast, twoja szefowa uważa cię za najlepszą, lojalną pracownicę i ufa ci bezgranicznie.  

- Mhm, co za pieprzony  zaszczyt - mruknęła Natalia, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy. Udając, że skupia się bardziej na prowadzeniu auta, dała mi do zrozumienia, że nie ma ochoty kontynuować rozmowy.  

- Dżizas, nie wiem co w ciebie wstąpiło - jęknąłem cicho.  

Byłem w bojowym nastroju, skupiony na celu i gotowy do działania. Wszystko byłoby ok, gdyby nie paskudny humor blond towarzyszki. W sumie cieszyłem się nawet, że zamilkła, bo jej utyskiwania mocno mnie męczyły. Wkurzało mnie, że zachowuje się w ten sposób, wiedząc jak zależy mi na tym, by dobrze wypaść w oczach Karoliny Strzeleckiej. Rozdrażniony miałem na to znacznie mniejsze szanse.  

Pozostały odcinek drogi dzielący nas od celu przejechaliśmy w milczeniu. Umilałem sobie czas, obserwując kątem oka prowadzącą Natalię, bo też ciężko było od niej oczy oderwać. Werbalnie mnie drażniła, ale obserwowanie dziewczyny kątem oka sprawiało mi wiele przyjemności. Powiedzieć, że wyglądała rewelacyjnie, to jak nic nie powiedzieć. Klimatyzacja w aucie działała bez zarzutu, więc asystentka Anny odłożyła płaszcz na tylne siedzenie, odsłaniając elegancki, dość skąpy strój pod spodem. Kusząco pyszne sprawiło, że mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem. Tylko przez chwilę bawiłem się to myślą, po czym wróciłem do mało dyskretnego zerkania w uwydatniony biust kierującej autem Natalii.  

Przyszło mi do głowy, że miała powody, by tak reagować. Razem z Anną, fundowaliśmy jej regularnie bycie w niedwuznacznych, niezbyt komfortowych sytuacjach Niekoniecznie musiało się to Natalii podobać. Moim zdaniem powód był jeszcze jeden, ale sprawdzenie tego, czy mam rację zostawiłem sobie na później. Teraz musiałem się skupić na narzeczonej młodego aktora, a także szantażującej mnie wrednej małpie Laurze, która zaczynała się coraz bardziej niecierpliwić.  

Trzy kwadranse później byliśmy na miejscu.  

Daruję sobie opis tego co działo się zanim nawiązałem kontakt z Karoliną. Była to typowa impreza powiązana z promocją filmu. Nie chcąc wyjść na ignoranta, obejrzałem to dziełko, a raczej zmusiłem się do tego. Opowiedziana w nim historia miała potencjał, ale po całkiem udanych dwudziestu pierwszych minutach, film niczym wystrzelony z katapulty lądował w tej samej przegródce, gdzie znajdowały się inne, polskie arcydzieła tego gatunku z ostatnich lat. Osobiście, miałem w głębokim poważaniu tego filmowego potworka. Zwłaszcza, że komedii romantycznych prawie nie tykałem, nie budziły we mnie ekscytacji. Najważniejsze było dla mnie było to, że mogłem tu być, dzięki powiązaniom z Anną Banaś. W duchu pogratulowałem epizodu podopiecznej agencji żony radnego. Zagrała wprawdzie niewielką rolę, ale zapadającą w pamięć. Zwłaszcza mężczyznom, którzy zdecydują się obejrzeć ten film. Mało tekstu, dużo świecenia gołym tyłkiem i cyckami. Po prawdzie, to niejedna duża kariera zaczynała się w ten sposób i na to liczyła zapewne też młoda modelka.  

Cały czas, podczas imprezy, miedzy tymi ludźmi, czułem się nieswojo. Zupełnie nie na miejscu. Jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany. To był świat odległy od mojego o lata świetlne. Pomimo, że wykorzystując nieświadome mojego daru dziewczyny, nie jawiłem się jako wzór cnót, to akurat tutaj poczułem się niczym święty. Ilość blichtru i sztucznych uśmiechów przytłaczała, a fałsz był niemal namacalny.  

Na szczęście wydarzenie miało dwie odsłony. Po bardziej oficjalnej, przyszła pora na odbywającą się w znacznie węższym gronie, bez udziału mediów. Część dla wybranych gości. Z racji powiązań z produkcją agencji Anny, my również wśród nich się znaleźliśmy. Ciśnienie, które mi towarzyszyło nieco opadło. Druga odsłona imprezy była bardziej kameralna i choć niektórzy uczestnicy przez to pozwalali sobie na więcej, to ogólnie poczułem się bardziej komfortowo.  

Już podczas poprzedniej części starałem się obserwować Karolinę Strzelecką, tak, aby odczuła moje zainteresowanie. Gdy nastała pora na odsłonę mniej oficjalną, moja uwaga stała się jeszcze bardziej odczuwalna. Kilkakrotnie udało mi się wyłapać wymowne spojrzenie narzeczonej młodego Stelmacha, w którym były zdziwienie, irytacja, ale też szczypta ciekawości.  

Wreszcie nadszedł moment, gdy postanowiłem od obserwacji przejść do konwersacji. Od dobrej chwili narzeczona młodego Stelmacha siedziała samotnie w rogu sali sącząc kolorowego drinka z wysokiej szklanki. Przeprosiłem Natalię, po czym ruszyłem swoje leniwe dupsko, czując, że lepszy moment może nie nadejść.  

- Dzień dobry, mogę się na chwilę dosiąść? - spytałem, a potem nie czekając na odpowiedź rozsiadłem się naprzeciwko dziewczyny.

- Jak widzę, jesteś z tych, co to nie czekają na odpowiedź - odparła tonem, który dawał do zrozumienia, że nie ma ochoty patrzeć na moją gębę. Tym bardziej rozmawiać. - A szkoda, bo miałam powiedzieć, że nie potrzebuję towarzystwa.  

- Eee tam, każdy potrzebuje - skwitowałem jej słowa.  

- Młodociany filozof mi się trafił - prychnęła. - To może inaczej ci to zakomunikuję, ja już mam towarzysza.  

- Wiem, ale chwilowo się ulotnił, a ja nie zabiorę ci dużo czasu - oznajmiłem. - No, chyba, że zmienisz zdanie...

- Cholera, kim ty jesteś? Masz problemy z rozumieniem?  - wycedziła przez zęby. - To jest prosty przekaz, nie chcę ciebie tutaj. Spadaj!

- Nalegam, żebyś dała mi szansę. - Nie odpuszczałem.  

- Kurwa! A po co?  

- A dlaczego nie? - Odbiłem pytanie.  

- Ta rozmowa jest bez sensu - westchnęła ciężko Karolina, pociągając spory łyk drinka. - Nie wiem skąd wypełzłeś, ale skoro potrzebujesz konkretniejszych argumentów, to mam kilka. Po pierwsze, nie znam cię. Po drugie, może się mylę, ale twoje zachowanie wskazuje, że mam do czynienia z dziwakiem, a być może nawet świrem. Z zasady unikam takich osób, podobnie jak tych, które mają cokolwiek wspólnego z rodziną Banasiów. Tymczasem ty, kolego przyszedłeś na tą imprezę ze współpracownicą Anny Banaś. Tyle w temacie, miłego wieczoru życzę.  

- Nie bądź taka! - żachnąłem się, udając zawiedzionego. - Właśnie udowodniłaś, że słusznie zwróciłem na ciebie uwagę. To najbardziej lubię w dziewczynach.

- To znaczy...?

- Spostrzegawczość.

- Poważnie? Nie uroda czy figura, ani duży biust czy zgrabny tyłek, tylko akurat to cię kręci? - Karolina burknęła, rozglądając się na boki. - Jesteś naprawdę porąbany!

- Gdzie tam! Po prostu mi się podobasz - oświadczyłem śmiało.

- Nie no... a zresztą, to nawet zabawne - Karolina skrzywiła się, po czym uśmiechnęła cierpko. - Muszę przyznać, że masz oryginalne podejście do tematu zagajania rozmów z obcymi dziewczynami, ale uwierz nie jestem zainteresowana.  

- Wierzę, ale liczę, że zmienisz zdanie. - Nie ustępowałem.

- Czego ty chcesz dziwny człowieczku? - prychnęła poirytowana. Dobrego humoru starczyło jej nie na długo.  

- Na tą chwilę chciałem tylko cię poznać - odparłem. Jeśli pominąć dodatkowe szczegóły, mówiłem prawdę. - Myślę, że po takim początku, będziesz świadoma mojego istnienia, a to pozwoli mi mieć nadzieję, na ciąg dalszy.  

- Na jaki ciąg dalszy? - Karolina pokiwała głową z politowaniem.  

- To zależy, jak rozwinie się sytuacja - oznajmiłem z szerokim uśmiechem. - Plan jest elastyczny.

- To teraz posłuchaj! -  mruknęła rozzłoszczona narzeczona młodego Stelmacha. - Nie planuj niczego! Sytuacja się nie rozwinie.

- Mam inne zdanie, na...

- Dość, gnojku! - przerwała mi gwałtownie Strzelecka. - Odwal się ode mnie! Gdybyś był normalny, co jest wątpliwe nie chciałabym pójść z tobą nawet na "Avengersów" do kina! Poszukaj sobie laski w swoim wieku i jej zawracaj dupę!  

- Ale...


- Naprawdę mam dość tego! Spieprzaj! - warknęła Karolina, szukając wokół siebie kogoś, kto by jej pomógł.  

- To na razie - podniosłem się z siedzenia, widząc, że rozmowa schodzi na złe tory. - Nie chcę przeszkadzać.  

Wróciłem do Natalii, która udawała nie zainteresowaną, ale była to tylko poza.  

- Jak poszło? - zapytała po chwili.  

- Mogło być lepiej, ale pierwsze koty za płoty - odpowiedziałem. - Ważne, że mnie zapamięta.  

- Ech, Casanovo, jak widać twój czar też ma ograniczenia - bąknęła asystentka Anny.  

- To się okaże - oświadczyłem chełpliwie. - A teraz wybacz, fizjologia ma swoje prawa. Idę do kibelka.

Toalety znajdowały się w ustronnym miejscu. W przeciwieństwie do tych z parteru, gdzie odbywała się pierwsza część imprezy każda stanowiła odrębne pomieszczenie. Męskie znajdowały się w dalszym końcu korytarza, a żeńskie w tym bliższym sali. Wybrałem pierwszą z brzegu z dwóch przeznaczonych dla facetów i zadowolony oparłem się o ścianę, rozkoszując się chwilą spokoju, o który było ciężko na sali z gośćmi.  

Nie dane mi było spokojnie się wysikać, bo usłyszałem podejrzane hałasy. Odgłosy było dość charakterystyczne, niedwuznaczne. Upewniłem się, że nie wpakowałem się do kibla, który był zajęty przez innych gości, po czym doszedłem do wniosku, że dźwięki dochodzą zza ściany, która rozdzielała dwie męskie toalety. W górnej jej części, z luksferów stworzona została kolorowa mozaika, a jeden z elementów był częściowo wybity. To on był źródłem niepokojąco znajomych dźwięków. Zbliżyłem się do tego miejsca, śmiejąc w duchu, na myśl, że jakaś dwójka gości nie mogła się doczekać powrotu do domowej sypialni. Chwilę wsłuchiwałem się w głuche "ochy" i "achy", aż usłyszałem męski głos.  

- Ciiii, jeszcze nas ktoś usłyszy. - Głos wydał mi się znajomy, ale nie potrafiłem go przypisać do osoby.

- Co mam poradzić, jak jestem podniecona - odparła kobieta.  

- Kuźwa, może zaknebluje cię majtkami - zaproponował facet i obydwoje zaczęli chichotać.

- To byłoby fajne, ale znam inny na to sposób. - Usłyszałem zza ściany. - Zamknę sobie usta czym innym. Obciągnę ci, zanim przejdziemy do rzeczy.

Krótka rozmowa urwała się, a zastąpiły ją męskie pojękiwania. Nietrudno było się domyślić, że kobieta zza ściany wprowadziła w życie swoją propozycję. Wtulony w ścianę zastanawiałem się, kiedy usłyszę pukanie do drzwi i będę musiał zwolnić lokal. Na razie jednak miałem fart, nikt z męskiej części gości nie czuł potrzeby skorzystania z toalety. Słuchałem więc z przejęciem odgłosów dogadzającej sobie pary, przeświadczony, że skądś kojarzę faceta.  

Po chwili dźwięki się zmieniły. Za ścianą para kochanków najwyraźniej się poruszyła. Do męskich sapnięć, dołączył odgłos kobiecych, cichych pojękiwań.

- Ale ty jesteś zajebiście ciasna! - Z trudem wyłowiłem sens męskich zachwytów tłumionych przez dzielący nas mur.  

- Skoro tak zajebiście, to rżnij mnie Sebek! - odpowiedziała swojemu kochankowi kobieta.

- Ciii, żadnych imion wariatko!

Olśniło mnie! Głos w drugiej toalecie należał do Sebastiana Stelmacha. Młodego, perspektywicznego aktora z zadatkami na przyszłą gwiazdę. Pięknie! Jak widać miłość do Karoliny Strzeleckiej nie przeszkadzała mu posuwać innych panienek. Cóż, ja mam swój dar, a tacy jak on status mniej lub bardziej gwiazdorski, który na pewno ułatwiał dobieranie się do majtek przedstawicielek płci przeciwnej.  

Przez chwilę słuchałem jeszcze jak pieprząca się para trudzi się, stękając przy tym ciężko. Gdy, młody Stelmach wydyszał, że za chwilę dojdzie i chce się spuścić towarzyszce na tyłek postanowiłem zostawić ich samym sobie. Wyszedłem z toalety, znajdując dogodną kryjówkę, z której mogłem obejrzeć kim jest druga połowa namiętnego duetu. Nie to, żebym był prorokiem i znał odpowiedź na to pytanie, ale jakoś mnie nie zdziwiło, gdy Sebastian Stelmach wychodząc ostrożnie z kibla, przepuścił przed siebie koleżankę z planu. Dziewczynę z agencji Anny Banaś. Zgrabną, długonogą, piersiastą, z ostrzykniętymi ustami.  W życiu bym jej nie zamienił na Karolinę, ale cóż, z gustami się nie dyskutuje.  

Uśmiechnąłem się w duchu do siebie. Nie byłem pewien czy znajomość faktu, że młody Stelmach zdradza swoją partnerkę do czegoś mi się przyda, ale uznałem, że taka wiedza mi nie zaszkodzi.  

Wróciłem na salę po chwili, gdy młody gwiazdor z towarzyszką wrócili do całej reszty towarzystwa. Z początku nie mogłem namierzyć Natalii. Moja towarzyszka gdzieś się zapodziała. Gdy udało mi się ją odszukać wzrokiem, stała z Karoliną i Sebastianem, rozmawiając z nimi w najlepsze.

Rozmowa nie trwało zbyt długo, ale ten niepełny kwadrans ciągnął się niemiłosiernie. Miałem wielką ochotę podejść do nich, aby dowiedzieć się o czym gadają, ale tego nie zrobiłem. Mogłem wyrządzić więcej szkody niż byłoby pożytku z takiej nadgorliwości. Miałem pewność, że dowiem się wszystkiego od Natalii. Czekałem więc, aż moja towarzyszka wróci.  

Gdy to zrobiła, nie uraczyła mnie nawet słowem wyjaśnienia. To ja musiałem pierwszy zapytać, co się wydarzyło.

- Po co do nich poszłaś? O czym gadaliście? - zapytałem, nie kryjąc podenerwowania.  

- Spokojnie, mistrzu intrygi! - zaoponowała Natalia. - Nie było cię, a ja doszłam do wniosku, że nawet takiemu Don Juanowi może się przydać pomoc. Postanowiłam zadziałać.

- Po co? A jak popsujesz to co ja muszę z mozołem budować? - wyrzuciłem z siebie, nieco za nerwowo. Martwiłem się o dalsze losy polowania na Karolinę.  

- Wydaje mi się, że jednak niczego nie popsułam, a nawet sporo pomogłam - stwierdziła moja towarzyszka z kwaśną miną.  

- To się okaże - odparłem z przekąsem.  

- Czemu taki jesteś? Dlaczego mi to robisz? - jęknęła cicho Natalia. - I tak już jestem wystarczająco umęczona...

- Sorry, że ci wejdę w słowo - wypaliłem poirytowany, nie dając jej dokończyć. - Trochę się jednak martwię, bo mam sporo do stracenia. Przy okazji twoja szefowa również. Jeśli dałaś plamę, to mamy przesrane. Będę musiał zrobić filmik erotyczny z nami w rolach głównych, a przy okazji wykombinować, żeby to nas jak najmniej zabolało. Co wziąwszy pod uwagę, że przeciwko nam jest Laura Banaś, może być odrobinę skomplikowane. Przy czym nie upierałbym się przy słowie "odrobina", więc wybacz, że nieco ponoszą mnie emocje.  

- Naprawdę uważasz, że mogłabym zepsuć wasze plany? - spytała drżącym głosem, a w jej oczach zaszkliły się łzy. - Naprawdę tak nisko mnie cenisz?

- Natalia, to nie tak, ale...

- Wiesz co, straszny z ciebie niewdzięcznik! Dupek do kwadratu! - wypaliła mi prosto w twarz, łamiącym się głodem. Kończąc zdanie, odwróciła się na piecie, a potem pobiegła w stronę wyjścia. Przez chwilę stałem zdezorientowany, a po chwili ruszyłem jej śladem. Nie zrobiłem jednak nawet dwóch kroków, gdy poczułem, że ktoś ciągnie mnie za rękaw.  

- Młody, chyba dałeś ciała ze swoją towarzyszką, co? - Karolina patrzyła na mnie z zainteresowaniem. - Ciekawy z ciebie przypadek.  

- Jak to? - odburknąłem, patrząc w stronę, gdzie zniknęła asystentka żony radnego.

- Zaczepiasz mnie, gadasz te głupoty, a potem słyszę od Natalii, że tak naprawdę masz kłopoty z Laurą Banaś - odparła Strzelecka. - Chodź na bok, coś ci powiem.  

- A Natalia...

- Spoko! Chodź! Tylko na chwilę. - Pociągnęła mnie w stronę ustronnego kąta.  

-  Czy to prawda, co Natalia mi powiedziała? - spytała Karolina, gdy uznała, że jesteśmy wystarczająco na uboczu. - Naprawdę Banasiówna cię szantażuje, żądając, żebyś mnie poderwał i przeleciał?

- Tak - odpowiedziałem niepewnie, czując, że znów ogarnia mnie złość. Czemu, do cholery, Natalia postanowiła zagrać z narzeczoną młodego Stelmacha w otwarte karty. Miałem poważne wątpliwości, czy takie rozwiązanie przyniesie oczekiwany efekt. Obawiałem się, że asystentka Anny mogła się przeliczyć.  

- To strasznie głupie, nawet jak na taką wariatkę jak ona - stwierdziła Karolina. - Jednak mogę w to uwierzyć, bo ostatnio wydarzyło się coś, co może potwierdzać, że chce odzyskać Sebastiana i znów świruje.  

- A ma na to szanse? - Zaciekawiłem się.

- Żadnych! On jej nie lubi jeszcze bardziej niż ja - oznajmiła dziewczyna młodego aktora. - Jednak, coś się zadziało i dlatego z tobą rozmawiam. Dokładnie opowie ci wszystko Sebastian, bo to jego dotyczy bardziej. Damy ci znać kiedy i gdzie.

- Ok, niech będzie - przytaknąłem zgodnie.  

- Zanim cię wypuszczę, powiedz mi jeszcze jedną rzecz. - Karolina spojrzała na mnie uważnie. - Na jakiej podstawie ta gówniara doszła do wniosku, że uda ci się mnie omamić? Niby Natalia coś mi tłumaczyła mętnie, o twoim darze do podrywania dziewczyn, ale nie bardzo zrozumiałam jej wywody.  

- Tak się akurat składa, że udaje mi się przekonać do siebie każdą kobietę, którą się zainteresuję - odparłem chełpliwie.  

- Jakoś na mnie nie zrobiłeś wrażenia - skwitowała mnie Strzelecka.

- Nie od razu Kraków zbudowano - odpowiedziałem sentencjonalnie. - Nie powiedziałem, że to działa ekspresowo.  

-  Uhm, jasne... pomarzyć dobra rzecz - mruknęła Karolina, krzywiąc się komicznie.  

Mogła nie dowierzać, obruszać się, zżymać i kpić, a nawet wściekać, ale podobała mi się strasznie. Szantażowany przez Laurę czy też nie, miałbym i tak ochotę dołączyć ją do grona moich kochanek. Przed wszystkim urzekł mnie kontrast między bladą, śnieżnobiałą cerą, a kruczoczarnymi włosami dziewczyny. W zestawie z niewiarygodnie niebieskimi oczami i zgrabną, filigranową figurą tworzyły oryginalną, kusząco ponętną całość. Jakkolwiek potoczą się losy działań odwetowych na Laurze Banaś, byłem przekonany, że względem Karoliny nie poprzestanę na byciu znajomym.  

- Zawiesiłeś się? - Strzelecka wyrwała mnie z letargu.

- Nie, nie, tylko zamyśliłem - odparłem.  

- To nie rób tak! Szkoda czasu na myślenie - prychnęła. - Lepiej wykorzystaj go na dogonienie Natalii.  

- Dziękuję za radę, ale...

- Jak mówiłam, szkoda czasu. - Przerwała mi Karolina. - Pytałam o twoje możliwości jako podrywacza, bo nie ogarniam tego, co taka świetna, ładna dziewczyna jak Natalia w tobie widzi. Fakt jest jednak faktem, że jest zafiksowana na twoim punkcie. Strasznie, niezrozumiale mocno.  

- Jak powiedziałaś, czas ucieka - oznajmiłem z przekąsem. - Możesz przejść do rzeczy z puentą.

- Zawsze ją lubiłam, więc, żeby ci nie przyszło do głowy, że robię to dla ciebie - powiedziała narzeczona młodego Stelmacha. - To, że nie rozumiem wyboru, to jedno, ale mam wrażenie, że jeśli ją zaliczysz, ona będzie w siódmym niebie.  

- Skąd taki wniosek?

- Koniecznie musisz to wiedzieć? Czy nie powinieneś teraz pokazywać mi pleców, biegnąc w stronę wyjścia? - Spojrzała na mnie wymownie. - Jeśli nie chcesz jej przelecieć z powodu żądzy, to zrób to z wdzięczności. Gdyby nie ona, nie byłoby naszej rozmowy i szansy na to, że coś wspólnie wymyślimy przeciwko Laurze. Więc, jak?

- Jak na taką jędzę, jesteś super - wyznałem, całując ją znienacka w policzek. - Dziękuję z góry za wszystko.  

- Natalii podziękuj - rzuciła za mną. - W odpowiedni sposób.  

Zamierzałem. Wieczór kończył się całkiem udanie, więc można go było przypieczętować mocnym akcentem. Mogłem oczywiście wybrać dowolną z moich partnerek, ale wiele przemawiało za Natalią. Jej największym atutem była jej dziewiczość w kontaktach ze mną. Świeża, nie napoczęta jeszcze kochanka smakuje zawsze bardziej wyjątkowo. Drugim powodem, była moja obietnica, którą złożyłem asystentce Anny. Nie zapomniałem o niej i nie bez satysfakcją chciałem udowodnić dziewczynie, że jestem górą. Ostatnim argumentem za wieczorem spędzonym w objęciach Natalii były wdzięczność i troska. Rzeczywiście, wydawało się, że pomogła mi dzisiaj mocno, a nie tylko za to należały się jej pochwały. Od pewnego czasu męczyła się okrutnie, co powodowało u dziewczyny zmienne nastroje i wybuchy złego humoru. Podejrzewałem, że kryje się za tym pociąg do mnie, ale przez wynikłe ostatnio zamieszanie odkładałem zbliżenie na bliżej nieokreślony czas. Niesłusznie, dziś zamierzałem z tym skończyć i zerżnąć śliczną blondynkę, kończąc z niedopowiedzeniami.  

Problem był w tym, że, gdy wyszedłem przed lokal nie zastałem tam asystentki Anny. Nie było też jej samochodu, co wskazywało, że przegiąłem i postanowiła mnie zostawić. A skoro Natalii nie było, pojawiła się także kolejna przeszkoda na drodze do rozbieranej randki. Nie znałem adresu mieszkania dziewczyny. Zadzwoniłem do niej, ale nie odbierała. więc kolejny numer, który wybrałem należał do żony radnego.  

- Cześć Michał. Jestem w domu, czemu ryzykujesz i dzwonisz? - Usłyszałem na wstępie.  

- Mogę mówić? - spytałem, nie kryjąc zniecierpliwienia.  

- Akurat tak, bo jestem sama, ale...

- To świetnie! - Nie dałem jej dokończyć.  - Potrzebuję adres Natalii.

- Natalii? Przecież ona jest z tobą. - Zdziwiła się była modelka.  

- No właśnie, nie jest - odparłem pospiesznie.  

- Jak to? Przecież...

- Ok, już ci wyjaśniam. - przerwałem jej bezceremonialnie.  

Nie chciałem tracić kolejnych cennych minut na wyrażanie zdziwienia.  Opowiedziałem w dużym skrócie co wydarzyło się na imprezie, wyjaśniając dlaczego teraz nie jesteśmy razem.  

- Musiałeś być taki szorstki? - zapytała Anna z wyrzutem.  

- Nic takiego strasznego nie powiedziałem - odparłem, zgodnie z tym co uważałem. - Może trochę przesadziłem, ale wiesz jak mi zależy, żeby wygrzebać nas z tej sytuacji.  

- Tobie się tak wydaje, ale Natalia odebrała to pewnie inaczej - stwierdziła żona radnego. - Ona nigdy nie zrobiłaby niczego, co mogłoby zaszkodzić mnie lub moim planom.  

- Ok, rozumiem. Dałem ciała. - Pokajałem się szczerze. - Dasz mi te dane?

- Mam nadzieję, że jedziesz ją przeprosić?

- Też  - mruknąłem do telefonu.  

- To znaczy?

- Aniu, proszę cię, daj mi ten adres. - Czułem irytację, podsycaną niecierpliwością.  

- Poznaję te emocje i stan ducha. Czyżby chodziło o coś więcej niż przeprosiny? - tajemniczo stwierdziła żona Banasia.  

- Jesteś bardzo bystra - westchnąłem ciężko, uznając, że jeszcze będę musiał poczekać na potrzebne mi dane. - Natalię dopadło to co ciebie, Jolę, a wcześniej Bognę i jeszcze parę innych kobiet i dziewczyn. To, że ją uraziłem to jedno, ale ona strasznie mnie pożąda i męczy się, nie otrzymując ode mnie nic, czego by oczekiwała.

- Ok, rozumiem - oznajmiła spokojnie Anna.  

- Mam nadzieję, bo scen zazdrości i sprzeciwów nie przewidywałem w harmonogramie naszej bliskiej znajomości - odparłem.  

- Michał...

- Aniu, adres poproszę!

- Jak mi dasz dokończyć, zapaleńcu, to może dam ci cenną wskazówkę - prychnęła Anna. - Ona może to znosić tak ciężko, bo nie chce zrobić niczego wbrew mojej woli. Zakładając, że czuje do ciebie to samo co ja, to bardzo, ale to bardzo Natalii współczuję.  

- Chcesz powiedzieć, że z twoim przyzwoleniem łatwiej pójdzie na całość? - spytałem, w jednej chwili otwierając w głowie stosowne szufladki z pomysłami.  

- Dokładnie - przyznała żona Banasia. - Mieszka na Słowackiego dziewiętnaście, numer mieszkania osiem.

- Jesteś wspaniała, dlatego poproszę cię jeszcze o pomoc. - Odwdzięczyłem się pochlebstwem, a potem wyłuszczyłem byłej modelce, jakiego rodzaju pomocy od niej oczekuję.  

Gdy skończyłem, rozłączyłem się szybko, nie chcąc przedłużać rozmowy. Rozpisałem role, reszta wieczoru zapowiadała się ciekawie. Byłem podekscytowany. Szybko zamówiłem taksówkę. Po drodze przewijałem obrazy tego co miało mnie niebawem spotkać, a że wyobraźnię mam bujną, pod wskazany adres podjechałem nieźle podniecony.  

Niemal wbiegłem po schodach na drugie piętro eleganckiego bloku, po czym zadzwoniłem do drzwi opatrzonych numerem osiem. Dopiero po drugiej próbie usłyszałem ruch pod drugiej stronie ściany, a po chwili głos gospodyni.

- Kto tam?

- To ja, Michał - odpowiedziałem łagodnie.

- Co ty tu robisz?! - Natalia była zaskoczona. - Skąd masz mój adres?

- Czy to ważne? - odparłem. - Wpuścisz mnie, czy będziemy rozmawiać przez drzwi?

- Nie chcę cię wpuścić... nie powinnam - oznajmiła bez przekonania asystentka Anny.  

- Nieprawda - odpowiedziałem pewnym tonem.  

- Jak to, nieprawda? - Zdziwiła się Natalia.

- Otwórz, to ci wyjaśnię dlaczego - zaproponowałem.  

- To całkowicie zły pomysł i niewłaściwy. - Głos dziewczyny drżał, była wyraźnie zdenerwowana.  Drzwi uchyliły się lekko. Korzystając z okazji wsunąłem się czym prędzej do środka. Natalia stała ubrana jedynie w szlafrok i turban z ręcznika zawinięty na głowie. Musiała wyjść chwilę temu z kąpieli.  

- To świetny pomysł, a ja bardzo cię przepraszam, za to co powiedziałem w klubie - Mówiąc to starałem się patrzeć jej w oczy, choć wzrok uciekał w stronę dekoltu. - Wygłupiłem się podwójnie.  

- Podwójnie? Dlaczego? - Natalia spojrzała na mnie niepewnie.  

- Raz, bo źle cię potraktowałem, chociaż chciałaś pomóc i udało ci się to wyśmienicie - oznajmiłem. - Drugi raz natomiast dotyczy mojego zachowania od dłuższego czasu. Byłem tak zajęty innymi sprawami, że odkładałem na później jedną z tych, które nie powinny czekać.  

- Co to za sprawa? - spytała cicho asystentka żony Banasia.

- Ty.

- Michał, nie wiem o co ci chodzi - odparła Natalia, uciekając przed moim wzrokiem.

- Obiecałem ci coś tego dnia, gdy wiozłaś mnie na spotkanie z Anną, pamiętasz? - spytałem retorycznie, wiedząc, że orientuje się o czym mówię. - Bardzo chcę dzisiaj... teraz spełnić tamtą obietnicę. Powinienem zrobić to wcześniej i za to też należą ci się przeprosiny.  

- Michał, ty chyba przecenisz swoje możliwości - oświadczyła Natalia, wzdychając ciężko. W jej głosie nie było nawet krztyny przekonania do własnych słów. - Skąd przyszło ci do głowy...

- Przecież mnie pożądasz. - Wszedłem jej w słowo. - Tak bardzo, że boli, prawda?  

- Ni... nie, nic z tych rzeczy - stwierdziła niepewnie asystentka Anny.  

W odpowiedzi jednym susem pokonałem dzielący nas dystans i przywarłem do niej ustami. Dłonią odnalazłem brzeg szlafroka przy dekolcie, po czym wsunąłem ją pod materiał. W jednej chwili poczułem, że twardnieję w kroczu. Pod palcami wyczułem jędrną, jedwabistą pierś.  

W pierwszej chwili Natalia odpowiedziała równie namiętnym pocałunkiem i ochoczym poddaniem ciała, ale zaraz się zreflektowała. Odepchnęła mnie z impetem.  

- Nie Michał, to się nie może stać! - Niemal wykrzyczała mi swój opór w twarz.  

- Nie chcesz tego? - spytałem, choć byłem pewien, że w tym momencie znam wszystkie odpowiedzi.  

- Nie mogę chcieć - wydyszała.

- Co jest powodem?

- Raczej kto... - mruknęła, nie kończąc zdania.  

- Pozwól, że pomogę ci z tym dylematem - powiedziałem, sięgając po komórkę. Wybrałem doskonale znany mi numer, po czym przekazałem telefon gospodyni mieszkania.

- Ania... - Natalia wydukała cicho imię swojej szefowej.  

Obserwowałem dziewczynę, z zadowoleniem zauważając oznaki działania rozmowy. Asystentka Anny rozchyliła lekko usta, przesuwając co chwila mimowolnie językiem po wargach. Oczy Natalii pojaśniały skrząc się tajemniczym blaskiem, a policzki pokryły rumieńce.  

- Tak, chcę bardzo. - Po niecałych dwóch minutach słuchająca jedynie Natalia, przemówiła łamiącym sie głosem. - Aniu, ale... dobrze... tak zrobię.  

Chwyciła mnie za rękę, ciągnąc za sobą w głąb mieszkania. Z satysfakcją przyjąłem fakt, że celem spaceru okazała się przytulna sypialnia. Usiadłem na brzegu łóżka, kontynuując obserwację Natalii z telefonem przy uchu.  

- To niepotrzebne... Aniu, proszę... to za dużo dla mnie jak na pierwszy raz. - Asystentka odpowiedziała swojej szefowej, rumieniąc się jeszcze mocniej.  

Ciekaw byłem co takiego mówi jej szefowa, ale niewiedza była równie podniecająca. Tym bardziej, że zaraz po tym, jak Natalia przemówiła, odwiązała pasek szlafroka, rozchylając go szeroko. Przełknąłem gulę, którą żądza wtłoczyła w moje gardło. Dwie kształtne, dorodne piersi oraz zgrabne nogi, zwieńczone trójkątem łona ozdobionym paskiem złocisto-rudych włosków zdawały się być cudowną zapowiedzią nadchodzących zdarzeń.  

Pięć sekund później, szlafrok zsunął się z ramion młodej gospodyni mieszkania na podłogę. Naga i drżąca, z pożądaniem wypisanym na twarzy była tym czego teraz potrzebowałem.  

- Tak Aniu, zrobiłam to - wyszeptała do telefonu Natalia, podchodząc do mnie bliżej.  

Poczułem ciepło bijące od ciała dziewczyny. Jego przyjemny, świeży zapach, wymieszany z wonią pożądania. Nie chcąc dłużej się powstrzymywać wyciągnąłem rękę do sterczących piersi. Na moment przymknąłem oczy, aby wzmocnić doznania płynące z dotyku. Ciepłe drżenie ciała stojącej przede mną dziewczyny płynęło poprzez moje palce, przekazywane w głąb mego ciała. Było zaraźliwie. Owładnęła mną ekscytacja, która dodatkowo wzmogła pęczniejącą żądzę. Zagarnąłem odważniej blado złote półkule, patrząc głęboko w oczy asystentki Anny.  

Natalia odłożyła na bok telefon, nie kończąc połączenia. Drżącymi, niecierpliwymi dłońmi zaczęła mnie rozbierać. Uporawszy się z ostatnimi skrawkami ubrania, wtuliła we mnie rozgrzane emocjami ciało. Złączyliśmy się w długim, namiętnym pocałunku. Zachłannym, pełnym wyzwolonej pasji.  

Dopiero, gdy zabrakło nam tchu ułożyłem partnerkę na łóżku, twarzą do góry. Niczym natchniony artysta przeciągnąłem dłońmi po bajecznym ciele. Powoli, z namaszczeniem, nie pomijając żadnego istotnego fragmentu. Zabrnąwszy w okolice podbrzusza, rozchyliłem szerzej nogi kochanki. Ukryta w zwieńczeniu ud szparka lśniła pokryta miłosną rosą. Przesunąłem palcem po nabrzmiałych płatkach, a Natalia zadrżała mocniej, mrucząc cicho pod nosem. Powtórzyłem ten zabieg jeszcze parokrotnie, sycąc się reakcją ciała dziewczyny. Po tym niewinnym preludium, przeszedłem płynnie do bardziej dogłębnych pieszczot. Żłobiąc wilgotną bruzdę kochanki sprawiłem, że zaczęła głośniej pojękiwać.  

Niedwuznaczne odgłosy spodobały się wyraźnie Annie, która podsłuchiwała nas przez telefon. Z leżącej na brzegu łóżka komórki Natalii wybrzmiał głuchy odgłos krzyku. Żona Banasia upominała się o swoje prawa. Podałem aparat jej asystentce, prosząc by przyłożyła go do ucha. Gdy to zrobiła, wsunąłem głowę między uda dziewczyny, po czym wtuliłem się w rozpalone, mokre krocze. Językiem przeciągnąłem po wargach sromowych, smakując miłosny sok kochanki, przyjmującej moje pieszczoty z coraz większą atencją. Była coraz głośniejsza w artykułowaniu podniecenia. Drążąc językiem szparkę, usłyszałem jak szepcze do telefonu.

- Mmm, mam jego język w sobie...

Było w tym komunikacie tyle zadowolenia, że poczułem ukłucie satysfakcji. Jakby mi ktoś wbił wielką strzykawkę w dupsko, a potem wcisnął tłok, sprawiając, że moje męskie ego napęczniało niemożliwie. Wciąż pracując językiem, wcisnąłem w cipkę palec, aby ofiarować partnerce więcej doznań.  

- Mmm, tak... to szaleństwo - mruknęła Natalia do telefonu.  

Kręciło mnie bardzo, że Anna jest z nami w tak nietypowy sposób. Słucha jęków i zduszonych komentarzy swojej podwładnej oraz odgłosów towarzyszących naszym igraszkom.  

Odnalazłem nabrzmiały guzek łechtaczki, skupiając na nim całą energię rozedrganego języka. Jednocześnie zintensyfikowałem pracę palców. Chcąc, aby kochanka jeszcze bardziej odczuła siłę pieszczot, ze zdwojoną energią wbijałem je głębiej i natarczywiej. Natalia odpowiedziała spazmatycznymi szarpnięciami tyłka. Celowo przeciągałem niemiłosierne pieszczoty, obserwując reakcję kochanki, która po chwili przestała się kontrolować. Jęcząc, kręciła biodrami, zatracając się zupełnie w absorbowaniu porcji rozkoszy. Oszołomiona doznaniami, rozrzuciła ręce na boki, wypuszczając telefon. Dłonie zacisnęła na rogach poduszek jakby chciała wycisnąć z nich wnętrzności.  

Uznałem, że pora zakończyć tą cześć miłosnej gry. Położyłem się obok Natalii, podnosząc z pościeli telefon. Połączenie trwało, Anna wciąż była z nami. Zająłem wygodną pozycję, rozchylając w zapraszającym geście nogi. Sterczący fiut nie budził wątpliwości czego chciałbym spróbować. Zerknąłem mimochodem na unoszącą się z posłania partnerkę. W jej wzroku dostrzegłem determinację i pożądanie. Żadnych wątpliwości i oporów.  

Asystentka żony Banasia położyła się z boku, tak, aby móc sprawnie mnie obsłużyć. Mój kutas utknął w zachłannym uścisku dłoni dziewczyny. Kilkoma ruchami, sprawnie obciągnęła go, uwalniając nabrzmiałą żołądź. Czubkiem języka polizała sino czerwoną główkę członka, po wsunęła ją do własnych ust. Nie przerywając ręcznej roboty, zaczęła lizać i ssać fiuta. Z początku subtelnie, zmysłowo, a potem coraz żarłoczniej i drapieżnie.  

Czując wzbierające podniecenie, przytknąłem telefon do ucha.  

- Aniu, masz boską pracownicę - jęknąłem do aparatu.
     
- Wiem. Te odgłosy mnie strasznie kręcą - odparła cicho, nieswoim głosem żona radnego. - Co wy tam teraz robicie?

- Natalia właśnie koncertowo mi obciąga - oznajmiłem, pchając penisa głębiej w gardło kochanki.  

- Jestem mokra jak cholera - wyznała Anna. - Dobrze, że nikogo nie ma domu.  

- Robisz sobie dobrze?

- Chyba nie muszę odpowiadać. Jasne, że tak - westchnęła była modelka.

- Zostań z nami. Będzie ciekawie  - odparłem, czując, że partnerka zaraz wyssie ze mnie całą esencję. Drżącą ręką odłożyłem telefon na poduszkę. -  

Żar coraz mocniej wypalał wnętrze mojego ciała. Niczym z hutniczego pieca buchało z niego podniecenie. Czułem to rozkoszne szaleństwo, które budziło się zawsze w trakcie miłosnych uniesień. Zaciskały się na mnie okowy żądzy.

Kiwnąłem głową, zapraszając Natalię do podjęcia kolejnego kroku. Uniosła bajecznie ciało, kołysząc piersiami nad moją głową. Gdy usiadła mi na udach, poczułem jak bardzo jest mokra. Patrząc mi w oczy, uniosła tyłek, ujęła w dłoń kutasa i wycelowała w niego swoją szparką.  

Czując rozszarpujące mnie emocje, obserwowałem jak nadziewa się na twardy pień mojego wiernego towarzysza miłosnych podbojów. Widząc, że patrzę z zachwytem wprowadziła do szparki tylko część fiuta, po czym się uniosła. Następnie powtórzyła ten manewr. Raz, drugi, trzeci...  
Drocząc się ze mną, doprowadzała mnie do szaleństwa. Pragnąłem być w niej cały. Już! Natychmiast! Poczuć jak zaciska się na mnie, poddając swoje wnętrze. W oczach kochanki dostrzegłem przekorny, dziki płomień.  

Wyciągnąłem dłonie ku piersiom Natalii. Zacisnąłem palce na sterczących sutkach, rozcierając nabrzmiałe guzki.  

- Nie bądź taka! - wymruczałem z wyrzutem.  

Asystentka Anny syknęła niczym podrażniony gad i posłusznie opuściła tyłek. Zanurzyłem się w przytulną głębię cipki kochanki. Podniecenie rozsadzało mi głowę. Miałem wrażenie, że jego nadmiar uleci za moment uszami i nosem. Natalia poruszyła zadkiem, moszcząc się wygodnie, a ja poczułem, jak zachłannie otula swoim wnętrzem kutasa.  

Po chwili pracowała tyłkiem niczym tancerka podczas wykonywania samby. Uniosła i oparła za głową ręce, wplatając palce we włosy. Z rozchylonych ust dziewczyny wydobywały się ciche jęki rozkoszy. Obraz był sugestywny, a w połączeniu z doznaniami płynącymi z pieprzenia, powalający. Zagarnąłem rozkołysane piersi Natalii, a potem skupiłem się już tylko na stopniowaniu uniesienia.  

Słodka energia rozlała się po moim wnętrzu. Przepływała swobodnie, wywołując cudownie przyjemne dreszcze. Po minie Natalii domyśliłem się, że czuje się podobnie. Wirowaliśmy we własnym mikroświecie. Jedynym, jaki w tej chwili  istniał, który się dla nas liczył. Gdzie sensem istnienia była żądza, a powietrzem rozkosz.  

Tłumiąca w sobie od dawna pożądanie Natalia szybko zmierzała do szczytu. Odczuwałem to dobitnie, gdy coraz gwałtowniej opadała na fiuta. Biodra dziewczyny zdawały się sięgać po nieznane pokłady energii. Na przemian jęczała i zagryzała dolną wargę, jakby chciała stłumić werbalne oznaki podniecenia.  

Przeczuwałem, że nasz pierwszy raz może się skończyć szybciej niżbym chciał. Trudno było jednak mieć pretensję do partnerki o to, że tak na nią działałem. Skrywane długo emocje spotęgowały tlące się w głowie dziewczyny pragnienia. Zamierzałem jednak coś jeszcze ugrać podczas tej miłosnej gry.  

Zsunąłem z siebie partnerkę, całkiem zgrabnie podrywając z posłania. Pomogłem ułożyć się dziewczynie odpowiednio. Podparta na rękach i kolanach, wyprężyła ciało, wypinając przy tym dumnie tyłek. Podsunąłem telefon bliżej twarzy Natalii, po czym zająłem pozycję na jej tyłach. Była tak mokra, że wszedłem w nią za pierwszym razem bez żadnego problemu. Włożyłem w ten sztych dużo serca. Czułem jak fiut prze w głąb, rozpychając się w rozpalonym wnętrzu.  

- Jak dobrze! Nie przestawaj mnie rżnąć! - wyrwało się oszołomionej doznaniem  Natalii.  

Nie czyniłem takich afrontów żadnej kochance. Nie zmierzałem też robić asystentce Anny Banaś. Wyszedłem z gościnnej, ciepłej cipki. Oparłem dłonie na jędrnych pośladkach, by następnie wyprowadzić kolejny sztych. Po nim zaś następne. Czułem, rozpierającą mnie żądzę. Musiałem dogonić pędzącą ku szczytowi partnerkę. Włączyłem najwyższy bieg, by płynące strumienie podniecenia spiętrzyć w dzikie kaskady. Rozpierała mnie energia, która przełożyła się na moc, z jaką pieprzyłem Natalię.  

Nowa partnerka odleciała całkowicie, gdy z siłą tarana atakowałem ją od tyłu. W każde pchnięcie wkładałem maksimum siły, która mi została. Rżnięciu towarzyszyły charakterystyczne plaśnięcia, które były następstwem zderzenia się mojego ciała z pośladkami partnerki. Czułem, że jeśli to szaleństwo potrwa zbyt długo urwę sobie jądra.  

Na szczęście obeszło się bez takich dramatów. Ciało Natalii szybko wysłało sygnały, że zbliża się orgazm. Drżąc spazmatycznie, dziewczyna przeszła z urywanych jęków do ciągłej pieśni finałowej. Gdy wbijałem w nią kutasa, odpowiadała równie silnie, z trudem panując nad biodrami i rozdygotanymi nogami. Jej kontry sprawiły, że we mnie również przebudziła się bestia z głębin. Na ostatniej prostej pojawiłem się tuż za kochanką. Starałem się, aby ostatnie pchnięcia były efektowne. Silne i głębokie, gwałtowne niczym letnia burza. Gdy Natalia ostatnimi spazmami witała nadchodzący orgazm, ja raziłem ją ostatnimi ciosami. Wreszcie poczułem wezbrany, pulsujący potok, który płynął przez moje wnętrze, szukając ujścia.  

Natalię spełnienie dopadło małą chwilę przed mną. Wbijając pięści w poduszki, szarpnęła energicznie biodrami, po czym zastygła, prężąc lśniące od potu ciało. Dochodząc, oznajmiła swoje zadowolenie długim, przeciągłym jękiem. Nie pozwoliłem dziewczynie opaść na skotłowaną pościel. Przytrzymując krągły tyłek, wciąż rżnąłem kochankę, wiedząc, że to ostatnie akordy miłosnej pieśni. Doszedłem trzy sztychy po orgazmie partnerki. Dysząc jak lokomotywa ze starego wiersza Tuwima wyciągnąłem z mokrej, rozgrzanej szparki kutasa, chwytając go u nasady. Zamarłem, przenicowany przez orgazm. Wewnętrzne konwulsje szarpały mną od środka, aż wreszcie nadeszło spełnienie. Strumień nasienia przerodził się perlistą salwę miłosnych pocisków, które odleciały w kierunku ciała Natalii. Wylądowawszy, namalowały na jej plecach, bliżej nieokreślony wzór. Tak abstrakcyjny, że zawstydziłby samego Kandinskiego.  

Byłem otumaniony ekstazą. Przed oczami wirowały mi dziesiątki wielobarwnych okręgów. Ciało poddało się pulsującej błogości. Opadłem na wyrko obok nowej kochanki, która podobnie do mnie miała siłę jedynie na bierną kontemplację zadowolenia.  

Na łokciu poczułem wibracje pochodzące z telefonu, który zaplątał się między nami. Uniosłem go do ucha, by wysłuchać komentarza Anny.  

- Jak słyszę, wszystko poszło świetnie.

- Wręcz zajebiście! - potwierdziłem, przekazując komórkę partnerce. - Daję ci Natalię.  

Asystentka żony radnego, przyłożyła drżącą dłoń z aparatem do ucha. Wysłuchała szefową, po czym kiwnąwszy głową, wyznała cicho.  

- Było super Aniu - Spojrzała na mnie maślanym wzrokiem. - Już mnie nic nie dziwi. Teraz wiem, o co w tym chodzi. To... to jest... jak narkotyk.  

- Właśnie stałaś się posiadaczką osobistego dilera - wtrąciłem, uśmiechając się rubasznie.  

Natalia jeszcze krótką chwilę słuchała, co ma jej do powiedzenia Anna, po czym zakończyła połączenie.

- Ania doszła razem z nami - oznajmiła, przekręcając się na bok, twarzą w moją stronę.

- I co mi teraz powiesz? - spytałem, kreśląc palcem kulisty wzór wokół sutka na piersi dziewczyny.  

- Przez głowę przelatują mi dziesiątki nieuporządkowanych myśli - przyznała Natalia. - Trudno je pozbierać do kupy, aby sensownie się wypowiedzieć. Wiem natomiast jedno, wspaniale jest nie musieć się pilnować, kontrolować, powstrzymywać i męczyć. Świetnie, że nie musze się krępować czegokolwiek przed tobą i Anią. Cudownie jest być zerżniętą przez ciebie, a jeszcze lepiej mieć świadomość, że to dopiero początek naszej przygody.  

- Jak na chaos w głowie, wyszła ci całkiem udana przemowa - stwierdziłem z uśmiechem, przesuwając palcem po krągłości biodra kochanki.  

- Zostaniesz jeszcze? Zrobimy powtórkę - mruknęła słodko.  

- Chciałbym jak nie wiem co, ale obiecałem nie wracać dziś zbyt późno do domu - odparłem, nie kryjąc zawodu w głosie. Nie kłamałem, umówiłem się ze staruszkami, że wrócę o rozsądnej godzinie.

- I chcesz mnie tak zostawić po jednym razie?  

- Uwierz mi, że z bólem - odparłem z poważną miną.  - Potraktuj nasz pierwszy raz jako delikatne przetarcie. Ostrzejszą zabawę odkładam na następną okazję.  

- Obiecanki, cacanki - prychnęła asystentka Anny, marszcząc śmiesznie nos.  

Spojrzałem na nią wymownie, po czym zszedłem z łóżka. Wiedziałem, że się droczy, akurat Natalia poznała mnie dość dobrze i powinna wiedzieć, że jeśli zapowiadam ostre pieprzenie, to znaczy, że takie będzie.

Teraz jednak zaczęło mi się nieco spieszyć. Na krótko miała się pojawić w domu Malwina. Wizyty siostry były coraz rzadsze, więc rodzice chcieli mieć komplet potomków choć na chwilę. Jak za czasów, gdy byliśmy prawdziwymi dzieciakami.  

Natalia leniwie obserwowała mnie z łóżka, gdy się ubierałem. Wciąż była w upojnym, błogim nastroju. Pożegnałem świeżo upieczoną kochankę namiętnym pocałunkiem, do którego dołożyłem drugi złożony na wypiętej pupie. Pięć minut później byłem już w drodze do domu.  

*****

Saba odezwała się do mnie parę dni później.  
Pomimo sporej ilości zadań i spotkań, związanych z projektem Sandry znalazła czas na ogarnięcie tematu przefiltrowania komputera Lucjana Banasia. Zebrała podobno pokaźny materiał i chciała go przekazać.
Najchętniej umówiłbym się z nią, łącząc przyjemne z pożytecznym, co skończyłoby się świetnym seksem w uznaniu zasług, ale okazało się to skomplikowane. Dziewczyna była mocno zajęta. Mógłbym oczywiście postawić na swoim, wysilić nieco mocniej dar, tylko, że nie chciałem, aby odbywało się to kosztem jej wspólnych działań z panną Novak. Spacja była bardzo podekscytowana możliwością współpracy z Amerykanką. Odbierała ten projekt jako szansę dla siebie. Coś, co da jej okazję pracy nad rzeczami nie związanymi z łamaniem prawa, a wręcz pożytecznymi.  

Dlatego, gdy zaproponowała żebyśmy spotkali się w jej domu rodzinnym, nie zaoponowałem, że wolałbym w mieszkaniu od Chrobrego, które jeszcze niedawno tak doskonale służyło mi jako miejsce rozbieranych randek. Techno czarodziejka miała wprawdzie  przenieść swoje życie do nowego lokum, a jak najmniej pojawiać się w domu, ale przyzwyczajenia i więzi były zbyt silne. Sabina dzieliła swój czas między obydwa miejsca. Nie robiłem tragedii również dlatego, że różnie mogło sie nasze spotkanie ułożyć.  Jeśli w chacie nie będzie Kornelii, nic nie stało na przeszkodzie, abym zabawił się ze Spacją w jej rodzinnym gnieździe Spacji.  

Pod domem sióstr byłem dziesięć minut przed czasem. Samochód techno czarodziejki stał na podwórzu, ale wiedziałem, że dzisiaj go nie zabrała. Wysłałem do Saby wiadomość, że jestem na miejscu i uzbroiłem się w cierpliwość. Odpisała, przepraszając, że się sporo się spóźni. Proponowała, abym poczekał u nich w domu. Była przekonana, że Kornelia nie będzie miała nic przeciwko i ugości  mnie jak należy. Cóż, Saba nie wiedziała o wszystkim, a ostatnie zagrywki jej siostry względem mojej osoby, sprawiały, że nie miałem ochoty testować gościnności dziewczyny. Pozostało mi kilka  innych opcji, z których wybrałem spacer po okolicznych kwartałach mieszkalnych. Okolica była zielona i miła, a wieczór jak na ta porę roku naprawdę przyjemny. Obrałem marszrutę, każdą rundę kończąc pod domem sióstr.  

Gdy finiszowałem na trzecim okrążeniu dostałem kolejną wiadomość od Spacji. Techno czarodziejka chciała przełożyć przekazanie mi zebranych materiałów na jutro, bo nie była pewna, kiedy wróci. Byłem zawiedziony, ale nie dałem tego po sobie poznać. Chciałem wracać, ale zanim obrałem właściwy kierunek, zerknąłem mimowolnie na skąpany w ciemnościach dom sióstr. Coś niepokojącego przykuło moją uwagę. Z początku mój mózg nie przetworzył obrazu do końca, nie akceptując chyba jego realności. Dopiero po chwili dotarło do mnie co widzę. W głębi ciemnego podwórza dostrzegłem skradającą się postać. Mogła to być moja nadinterpretacja, ale kolega, chłopak czy inny znajomy raczej nie poruszałby się w ten sposób.  

Nigdy nie uważałem się za super bohatera, ale też nie postrzegałem siebie jako tchórza. W tym momencie zadziałał jednak instynkt, wyłączyły mi się jakiekolwiek obawy. Przeskoczyłem ogrodzenie, klnąc pod nosem, że robię zbyt dużo hałasu. Podszedłem cicho, po czym wychyliłem lekko zza ściany budynku, zerkając na skąpane w mroku podwórze. Z początku myślałem, że wyobraźnia spłatała mi figla, a postać, którą widziałem była jej wytworem.  
Tak byłoby najlepiej, ale nie była to prawda. Dostrzegłem skulonego pod ścianą domu faceta, która wyglądał jakby coś niezbyt przyjemnego kombinował. Mogłem się wycofać i ostrzec Kornelię lub dać komuś znać. Ewentualnie mogłem krzyknąć i wystraszyć gościa. Nie zrobiłem żadnych z tych rzeczy, ponieważ, nie wiedziałem tak naprawdę kim jest i co tutaj robi. Mogłem wyjść na kompletnego debila, a bardzo tego nie lubię. Innym powodem było to, że jeśli się nie myliłem i tajemniczy facet miał złe zamiary, chciałem, żeby poniósł konsekwencje. Aby tak się stało, nie mogłem czekać na odsiecz, ani nie powinienem go spłoszyć. Dlatego wybrałem inny wariant działania.  

Wysunąłem się zza muru i jak najciszej ruszyłem w stronę majstrującego coś pod ścianą człowieka. Plan się sprawdził przez pierwsze dwa kroki. Przy trzecim zawadziłem butem o leżący kawałek kostki brukowej, robiąc przy tym niepotrzebny hałas. Gość się poderwał, odwracając w moją stronę. Choćbym chciał, nie byłem w stanie ocenić czy to ktoś kogo kojarzę. Twarz miał w większości zasłoniętą szalikiem, a na głowie czapkę oraz kaptur. Dwoma susami podskoczył do mnie, wymachując bułami zaciśniętych pięści.  

Wśród rówieśników nie uchodzę za ułomka. Nie to, żeby był ze mnie jakiś Rambo, ale potrafię się obronić, a w razie potrzeby nawet spuścić komuś łomot. Uchyliłem się przed pierwszymi dwoma ciosami, po czym wyprowadziłem swoje. Prawy prosty, lewy sierpowy i znów prawy prosty. Ten ostatni dotarł do celu. Zauważyłem, że napastnik zachwiał się, z trudem łapiąc równowagę. W mroku wyłowiłem jego nienawistne spojrzenie.  
Chcąc iść za ciosem, szybko uderzyłem ponownie. Tym razem nadziałem się na kontrę tajemniczego faceta. Przez moment młóciliśmy się nieskładnie, z czego nie było żadnej szkody, ani dla mnie, ani dla niego. Niestety dla mnie, ponownie zahaczyłem o feralną kostkę brukową, na krótką chwilę tracąc złudne panowanie na sytuacją. Napastnik wykorzystał to doskonale. Naparł na mnie całym swoim ciałem, po czym przywalił mi z całej siły, tuż nad uchem. Cios był dotkliwy, spowodował, że uderzyłem głową o ścianę domu. Zaszumiało mi pod czaszką, a nogi ugięły się pode mną. Na oczy opadły mi zasłony ciemności. Czułem, że stracę przytomność.  

Moja niemoc trwała niewielką chwilę, która wystarczyła jednak napastnikowi na dokończenie dzieła. Bynajmniej, nie żeby zniszczyć syna państwa Wanatów. Przyszedł tu w innym celu i widząc, że osuwam się na ziemię, stracił mną na moment zainteresowanie. Zanim urwał mi się film, zobaczyłem, że wraca do miejsca, gdzie wcześniej coś kombinował skulony pod murem.

Odzyskawszy po chwili świadomość, spostrzegłem, że człowiek, z którym się biłem, oddala się chcąc zapewne opuścić posesję. Z trudem się podniosłem, walcząc z zawrotami głowy i budząc w sobie pokłady wkurzenia, ruszyłem biegiem w jego stronę. Zbyt późno mnie dostrzegł, przez co miałem czas na wyprowadzenie ataku jako pierwszy. Tym razem przyłożyłem się, wiedząc, że niekoniecznie mogę sobie poradzić. Pod obcym ugięły się nogi, padł jak rażony piorunem. Próbował się szybko pozbierać, ale nie czekałem i zaaplikowałem mu serię kopnięć, nie zwracając specjalnie uwagi, gdzie uderzam. Byłem mega wkurwiony i wisiało mi czy obijam mu plecy, brzuch czy głowę. Druga runda pojedynku zdecydowanie należała do mnie.  

Napieprzałem go tak ostro, że się zasapałem. Widząc, że raczej nic już przeciwko mnie nie wskóra, pozwoliłem sobie na krótką chwilę oddechu. Zwinięty w pozycji embrionalnej przeciwnik, wydobył z siebie krótki, obolały śmiech i spojrzał na mnie złowrogo.  

- Pierdol się! - wycharczał, gmerając ręką pod kurtką.  

Zanim zdążyłem mu odpowiedzieć kolejną porcją ciosów, świat wokół zmienił się w piekło. Usłyszałem za plecami potworny odgłos wybuchu. Ledwie zdołałem zerknąć przez ramię, dostrzegając rozpadającą się ścianę domu, a zaraz potem, potężny podmuch cisnął mną niczym szmacianą lalką. Straciłem kontrolę nad ciałem, siła rażenia wbiła mnie w żywopłot otulający ogrodzenie.  

Wygramoliłem się z krzaków, czując, że gałęzie mocno nadwątliły moje ciało. Byłem poraniony i podrapany niczym John McClane po starciu ze złymi facetami. Adrenalina zrobiła jednak swoje. Nie odczuwałem bólu w stopniu adekwatnym do obrażeń. W okolicznych domach zamigotało więcej świateł. Przerażeni sąsiedzi zapewne zachodzili w głowę, co się stało. Za parę minut pojawią się zapewne pierwsi ciekawscy, żądni sensacji obserwatorzy.  

Dom sióstr był w opłakanym stanie. Niewiele zostało ze ściany od podwórza. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniały trawiące budynek płomienie. Pomimo oszołomienia, dotarło do mnie, że w środku była przecież Kornelia. Bez zastanawiania się nad sensem podejmowania ryzyka, pobiegłem w stronę gorejącej pułapki. Na ziemi dostrzegłem jakieś zmaltretowane resztki ubrań. Chwyciłem pierwszą z brzegu szmatę, owijając nią twarz, po czym ruszyłem szukać Neli.  

Szczęście mi dopisało. Nie bardzo wiem jak udało mi się wyjść bez uszczerbku z tego piekła. Dookoła mnie panował totalny chaos i niemiłosierny żar. Parę razy palące się fragmenty domu zwaliły się dosłownie parę centymetrów ode mnie. Parłem jednak uparcie do przodu i moja determinacja została nagrodzona. Znalazłem Kornelię przywaloną biurkiem. Zła wiadomość była taka, że dziewczyna nie wyglądała na przytomną. Jeśli oboje mieliśmy uwolnić się z tej pułapki, musiałem ją wynieść. Odwaliłem  na bok biurko, oceniając, że Nela wygląda tragicznie. Nie byłem pewien czy w takim stanie powinienem poszkodowaną ruszać, ale zostawiając ją wydałbym na wyrok na siostrę Saby.    

Zarzuciłem wiotkie ciało dziewczyny na plecy, ruszając przez ruinę w drogę powrotną. Szczęście wciąż było przy mnie. Udało mi się wydostać z piekielnej pułapki. Doniosłem Kornelię na koniec podwórza, po czym opadłem na kolana, czując, że opuszczają mnie resztki sił.  

Nie mogłem jednak pozwolić sobie na słabość. Byłem dość uważnym słuchaczem na kursie pierwszej pomocy, musiałem wziąć sie w garść i sprawdzić co z Kornelią. Najbardziej martwiło mnie to, że nie oddychała. Ułożyłem ją odpowiednio i zacząłem walczyć z czasem, prowadząc resuscytację. Czułem, że ciśnienie rozsadza moją głowę. W tej chwili liczyła się każda sekunda. Na szczęście moje zabiegi odniosły skutek. Po kilku powtórzeniach Neli wrócił oddech, pojawiło się również słabe tętno.  

Podniosłem się, żeby znaleźć cokolwiek, czym mógłbym ją przykryć. Przeszedłem kilka kroków w stronę domu, patrząc z niedowierzaniem na krajobraz po wybuchu. Przyszło mi do głowy, jaki szok przeżyje Spacja kiedy się dowie o tragedii. Po czaszką huczało mi jak w rozklekotanej maszynerii. Słyszałem dolatujące mnie z oddali ludzkie głosy i dźwięki syren. Z ulgą pomyślałem, że za chwilę na miejscu zjawią się profesjonaliści, ogarniając ten bajzel.  

Czułem dumę, że nie uległem panice, pomagając Neli. Satysfakcja sprawiła, że odetchnąłem z ulgą, wierząc, że dziewczyna wyjdzie z tego. Coś na kształt uśmiechu wykrzywiło mi usta. Schyliłem się dostrzegając leżący na ziemi koc. Doskonale się nadawał do przykrycia dziewczyny. Nie zdołałem go jednak podnieść. Kolejny grzmot wybrzmiał w powietrzu, a ja zostałem brutalnie oderwany od podłoża. Ostatnie co zapamiętałem, to koszmarny ból, który rozsadził moje ciało.  

Moją świadomość powlekła nieprzenikniona czerń.  

C.d.n....

Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 21581 słów i 118700 znaków, zaktualizował 30 mar o 21:19.

16 komentarzy

 
  • Lolo lo

    Kto jak kto ale ja nadal tu jestem

  • slowikmarcin257

    Iks,każda nowa część,to światełko w tunelu,dla twoich wiernych fanów,kiedy więc możemy spodziewać się następnej części,nie każ czekać nań zbyt długo.

  • slowikmarcin257

    Naprawdę czekamy, lubię czytać poprzednie części,ale najlepsze są zawsze najnowsze

  • Poznaniak

    Cierpliwość jest cnotą Iks, ale My nie jesteśmy święci 😁 pozdrawiam i również wyczekuje kolejnej części😀

  • Lolo lo

    Czekamy

  • kurczak9999

    dobre

  • kurczak9999

    kiedy dalsza cz,esc?

  • MazowieckiZiomek

    Kurwaaaa, to było zajebiste!!!

  • emeryt

    @X,  dosyć długo czekałem na kolejny odcinek, lecz było warto. Mając na względzie  że wiek i nawał innych prac jest na pierwszym miejscu, nie martwiłem się zbytnio. Sądziłem że w końcu jednak swoich czytelników uraczysz kolejnym odcinkiem , a odcinek wspaniały. Jeszcze zaz dziękuję Tobie za niego. Przesyłam pozdrowienia i życzę aby wszystkie kłopoty omijały Ciebie szerokim łukiem.

  • Noname

    Wszystko fajnie i pięknie, jest jednak małe "ale": "Stanąłem najbliżej jak się dało, nęcąc Annę sterczącym, nabrzmiałym penisem. Byłem przekonany, że specjalnie zachęcać jej nie było potrzeba. Ochoczo objęła dłonią trzon kutasa, by zacząć nią kręcić i jednocześnie przesuwać od czubka po nasadę." Zaś parę linijek dalej: "Ściągnąłem opaskę z oczu kochanki, wskazując głową salon."  
    W związku z powyższym jakim cudem Anna, mając wciąż opaskę na oczach wiedziała, że Michał jest obok niej? Użyła mocy, czy co?

  • Qaas

    IkS kolejna część i kolejne arcydzieło. Znowu na zakończenie niedosyt i chęć wykrzyczenia GDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ.  
    Jak przedmówcy rad jestem że zamieszczona została kolejna odsłona losów Michała.
    NIE zraziłeś nas do siebie a mogę śmiało powiedzieć wywołany został mega niedosyt przez zakończenie tej  części.
    Pisz dalej (jak najszybciej  :jupi: ) bo wierni czytelnicy czekają. Masz mega talent .

    Pozdrawiam i  czekam na kolejną część.

  • Lololo

    Wydaję mi się X, że z taką ilością opowiadań, stażem i zebranym fanbasem mógłbyś spokojnie napisać książkę, którą nieźle by się sprzedawała, zrobić inne projekty pod tym nickiem itd. Myślę, że jest potencjał na szersze "zaistnienie"
    Pozdrawiam

  • Gaba

    No no, koniec "daru"? Coś mi się tak widzi....
    Pozdrawiam

  • Wielbiciel

    Gratuluję i witam spowrotem:) :jupi:  jest to jedna z moich ulubionych serii i z czystą przyjembiścią czytam każdą nową część. Czekam na kolejne i zazdroszcze daru do tak wspaniałego pisania. Pozdrawiam i jeszcze raz Gratuluję!!!

  • Majkel705

    Klasa kolejny odcinek i kolejny raz mistrzostwo świata jak najszybciej musisz napisaç kolejną część :bravo:  :bravo:
    Mam nadzieję, że nie masz zamiaru szybko kończyć ten cykl

  • Iks

    Witam wszystkich. Aż bałem się do Was wracać. Publikowałem tą część z drżącymi paluchami. Niemniej, udało się i kolejna część wreszcie się pojawiła. Długo to trwało, ale - przyznaję się bez bicia - oprócz zwykłych moich kłopotów z brakiem czasu, doszedł jeszcze jeden. Prozaiczny albo i nie. Przez dłuższy czas dopadł mnie stan, w którym siadając do klawiatury, czułem, że nie chcę mi się. To nie był nawet brak weny, ale odrzucało mnie od pisania. Mam nadzieję, że ten stan już nie wróci. Bardzo przepraszam za wystawianie Waszej cierpliwości na takie próby. Jeśli jeszcze nie zraziłem Was do siebie i do swoich wypocin, to zapraszam do lektury. Pozdrawiam wszystkich ciepło. X.

  • trantolo

    @Iks rewelacyjnie piszesz czekam na wiecej :bravo:

  • trantolo

    @Iks rewelacja ser opowiadania. Bardzo dobrze napisane czytając oczyma wyobraźni to widać. Kiedy następny odcinek ?

  • kurczak9999

    @Iks kiedy dalsze odcinki