Przypadek Michała cz.XXIV

Przypadek Michała cz.XXIV****

- To jest coś niesamowitego - oświadczyła Sandra, wskazując nieruchome meduzy uchwycone na czarnych kliszach. Zdjęcia mojego porąbanego mózgu.  

Siedziałem naprzeciw niej, starając się udawać, że bardzo mnie zajmuje to co mówi. Niby chodziło o mój czerep, w którym działy się dziwne rzeczy, ale puszczałem większość jej słów mimo uszu. Przecież czułem się rewelacyjnie. Ogarniałem grupkę dziewczyn, które były gotowe spełniać moje życzenia i miłosne fantazje. Mało tego, sprawy zaszły tak daleko, że nie musiałem nawet zbytnio angażować daru. Kochanki tak mną przesiąkły, że pragnęły mnie bez dodatkowych zachęt. Dzięki temu raczej nie przeciążałem tego co kryło się pod czaszką. Moim zdaniem, nie było powodu do niepokoju.  
Wolałem więc obserwować zaoferowaną wynikami badań pannę Novak. W półmroku gabinetu, oświetlonego jedynie aparatem do podświetlania klisz, złociste włosy Amerykanki tworzyły świetlistą aureolę, okalającą śliczną twarz. Zaintrygowana rezultatem tomografii, rozchyliła nieświadomie usta, lekko je przy tym wydymając. Wyglądało to co najmniej kusząco.  

Kiedy przyszedłem do apartamentu Sandry, była świeżo po kąpieli. Miała na sobie jedynie bieliznę. Od progu zgłosiłem więc gotowość do czynności lubieżnych, ale spotkałem się z odmową.  

- Najpierw twoje zdrowie, potem przyjemności - oświadczyła asystentka Otisa z uśmiechem. Wyraźnie była zadowolona widząc mój łapczywy zachwyt, którego nie potrafiłem ukryć w spojrzeniu.  

- Ale seks jest elementem zdrowia. Dobrze wpływa...

- Nie popisuj się Michałku! - Usadziła mnie rozbawiona moją cierpiętniczą miną Amerykanka. - To na pocieszenie. - Pocałowała mnie, niemal wyciskając soki z moich warg. Przez chwilę miałem wrażenie, że ulegnie nastrojowi chwili, ale opamiętała się, nakładając na tyłek luźny dres. Górną partię ciała przykryła koszulką na cienkie ramiączka. Na ten domowy strój zarzuciła biały fartuch, zapraszając mnie do gabinetu obok sypialni.  

Teraz tęsknie zerkałem na wychylające się z głębokiego dekoltu piersi, w myślach próbując przyspieszyć czas. Niech skończy się to gadanie! Pora przejść do czynów!

- Zobacz, to jest ten niewielki fałd między płatami, który odpowiada za twój dar. - Sandra, niezrażona cierpieniem na mojej twarzy kontynuowała przemowę. - Jak się bardziej przyjrzysz, odrywając ślepia od moich piersi, to zauważysz, że to miejsce jarzy się niczym neon.  

- No tak. Coś tak jakby...

- Ano właśnie! To jest jeszcze bardziej widoczne na filmie, bo tam ten żarzący się punkt pulsuje - oznajmiła asystentka Otisa. - Tam jest skumulowane mnóstwo energii. Dużo więcej niż być powinno. To jest..., kurczę, jesteś naprawdę wyjątkowy!

- Czyżby inni mi podobni tak nie mieli? - zapytałem. Niech się pani naukowiec cieszy, że wzbudziła zainteresowanie.

- Nie. Nie na taką skalę! - Sandra pokręciła głową z niedowierzaniem. - To jest niewiarygodne jak rozwija się twój dar. To intrygujące.  

- Mam też inne niemniej ciekawe miejsca - zakomunikowałem, zerkając na wzwód, który na moim kroczu wypiętrzył wzniesienie.  

- Bądź poważny, choć przez chwilę! - Mówiąc to, Amerykanka wywróciła oczami.  

- Nie potrafię - przyznałem, przyciągając ją do siebie za fartuch. - To ty jesteś magikiem od tego medycznego abrakadabra. Zdaję się na ciebie, bo wierzę, że chcesz dla mnie dobrze. Kiedy opuszczę to sympatyczne gniazdko, będziesz mogła skupić się na fascynującym mózgu Michała Wanata, ale teraz...

- Jesteś niemożliwy - jęknęła z rezygnacją Sandra, pozwalając ścignąć z siebie doktorskie wdzianko.  

- A i owszem, skarbie - zgodziłem się, przywierając do niej w pocałunku. Niecierpliwe dłonie wsunąłem pod dres, z lubością gładząc jędrne, kształtne pośladki. Bezpośredni kontakt z ciałem Sandry, pobudził mnie do bardziej energicznego działania. W głowie zaświtał mi pewien pomysł.  

Chwyciłem asystentkę Otisa, unosząc ją do góry na rękach. Zapiszczała wesoło, czując, że kroi się początek miłosnej gierki. Usadziłem ją na lekarskim fotelu, blokując dłonie i nogi. Po pamiętnym zabiegu, który omal nie skończył się moim zejściem, zaliczyłem jeszcze jeden, który przebiegł normalnie. To madejowe łoże przestało być dla mnie wielką tajemnicą.  

- Co ty kombinujesz? - Twarz Sandry wyrażała w śliczny sposób ciekawość.  

- Za to, że kazałaś mi czekać, będę musiał zastosować kroki prewencyjne, aby więcej się to nie powtórzyło - oświadczyłem z udawaną powagą. Nie tłumacząc nic ponadto, rozebrałem Amerykankę, nie pozostawiając jej ani milimetra odzienia. Naga, spojrzała na mnie wyzywająco, świadoma swoich atutów. Zresztą, nawet gdyby nie zdawała sobie z nich sprawy, to podziw w moich oczach przekonałby ją w sekundę.  

Opamiętałem się szybko, zostawiając ją samą na moment. W sypialni odnalazłem nie świętego Grala. Trafiłem niemal za pierwszym razem. Czekał na mnie w drugiej szufladzie komody, między majtkami a biustonoszami. Co więcej, w bardzo ciekawym towarzystwie.

Gdy wróciłem do gabinetu, Sandra wierciła się niespokojnie, uwięziona na lekarskim siedzisku. Zgasiłem drażniące mnie podświetlone tablice z kliszami, włączając zamiast nich lampkę przy biurku. Pomieszczenie wypełniło się złotawym, bladym światłem, tworząc nieco intymniejszą atmosferę.  

- A teraz ja zastosuję wobec ciebie specjalną kurację - oznajmiłem, ściągając z siebie całe ubranie. Na nagie ciało, narzuciłem fartuch asystentki Otisa, zapinając go niedbale na jeden guzik.  

- Do twarzy ci w tym, panie doktorze - Sandra mrugnęła do mnie, zerkając niedwuznacznie na moje krocze. Niesforny, sterczący penis wychylił się zza białego materiału. - Do członka również.  

- Proszę bez wygłupów! - Udając powagę, wszedłem w rolę. - Tutaj moja droga, jest miejsce, gdzie skumulowała się wielka energia. Całe ono pulsuje i to jest bardzo niebezpieczne. - Przeciągnąłem palcami po wargach sromowych Amerykanki, czując pod nimi wilgoć.  

- Pełna zgoda, panie doktorze - przytaknęła Sandra, iskrzącymi oczami patrząc jak obwąchuję koniuszki palców. - Pulsuje i pali od środka. Ten żar momentami jest nie do wytrzymania.  

- Na szczęście mam tu zestaw potrzebny, by ugasić ten żar - stwierdziłem, wyciągając zza pleców znajome srebrne dildo.  

- Ależ panie doktorze, mhm... - westchnęła głęboko Sandra, gdy przesunąłem metalowym gadżetem po płatkach sromu.  

Nie spieszyłem się, drocząc z podnieceniem partnerki. Wreszcie, po chwili wsunąłem mały fragment przyrządu między różowe fałdki, rozpychając się między nimi lekko. Kątem oka spojrzałem na Amerykankę, której ewidentnie przypadł do gustu mój pomysł na grę wstępną. Świadczył o tym rozanielony wzrok oraz przygryziona dolna warga.  
Wsunąłem dildo głębiej w szparkę Sandry, po czym zacząłem przesuwać nim niczym tłokiem w rozpalonym wnętrzu. Stanąłem lekko z boku, lgnąc do ciała kochanki. Dzięki temu do jednej pieszczoty mogłem dorzucić drugą. Poruszałem palcami wolnej dłoni drobny kolczyk w sutku Amerykanki, wywołując u niej dodatkową przyjemność.  

Żądza kotłowała się we mnie, ale starałem się kontrolować. W końcu to dopiero początek zabawy! Niemniej jednak kolejne sztychy wykonane srebrzystym gadżetem były coraz gwałtowniejsze i głębsze. Niemal cały wnikał we wnętrze Amerykanki, drżącej od serwowanej jej rozkoszy. Miałem wielką ochotę odstawić na bok cyborga-fiuta i wniknąć w rozgrzaną cipkę kochanki w sposób tradycyjny.  

Dałem jednak radę. Skłonił mnie do tego kolejny gadżet, z większej jak się okazało kolekcji Sandry. Byłem świadomy istnienia takiego bajeru, ale - przyznaję szczerze - pierwszy raz w ręku miałem kulki gejszy.  

Debiutancki kontakt z zabawką nie oznaczał, że potrzebuję do niego instrukcji obsługi. Z łobuzerską miną spojrzałem na asystentkę Otisa. Patrzyła na mnie buńczucznie, wiedząc, że moja wyobraźnia równa się jej przyjemności.  

- Na co czekasz? Zrób to! - jęknęła, przeciągając lubieżnie językiem po ustach.  

Bez ceregieli przeszedłem do rzeczy. Wpychając pierwszą z trzech kulek, zauważyłem, że Amerykanka przygryza wargę. Gdy wszystkie zostały pochłonięte, z przymkniętymi oczami kontemplowała zadaną jej przyjemność. Poruszałem w niej erotyczną zabawką, aż mocno podniecona zaczęła pojękiwać. Nie chciałem jednak przerywać gry w tym momencie. Ciągnąc za małą pętelkę wystającą ze szparki, dołożyłem Sandrze kolejne doznanie. Nie okazując litości ssałem mały guzik łechtaczki. Uwięziona, wiła sie jak szalona na fotelu, gdy pieściłem ją na dwa sposoby. Wreszcie, chcąc jej dać trochę wytchnienia, powoli wyciągnąłem gadżet. Złociste kulki, jedna po drugiej opuściły przytulną norkę.  

Nie znaczyło to jednak, że zamierzałem przerwać naszą miłosną grę. Uruchomiłem mechanizm fotela, który był nowoczesnym medycznym sprzętem. Dzięki moim zabiegom, Sandra zwrócona była teraz do mnie lekko bokiem. Podszedłem blisko twarzy Amerykanki, ściągając z siebie fartuch. Przeciągnąłem parokrotnie nabrzmiałym kutasem po twarzy partnerki, a po chwili wetknąłem go w rozwarte ochoczo usta. Przytrzymując tył głowy, wsuwałem go coraz głębiej. Parłem głębiej, aż końcem fiuta sięgnąłem gardła. Nie ustępując sprawiłem, że Amerykanka zaczęła się lekko krztusić. Dopiero wtedy postanowiłem się wycofać.  

- Michał... ty wariacie! - stęknęła Sandra, łapiąc oddech.  

Nie chciałem teraz gier słownych. Napędzany żądzą i palącym podnieceniem, znów wykonałem kilka kliknięć na pilocie fotela. Podnóżki schowały się pod jego spód, a siedzisko ustawiło w ten sposób, że krocze asystentki Otisa wystawało lekko poza jego brzeg.
Zająłem pozycję między nogami kochanki, by móc przypuścić atak na jej słabo bronioną intymną bramę. Rozkułem nogi dziewczyny, po czym uniosłem w górę, opierając na swoich barkach. Trzymając fiuta przy nasadzie, wykonałem pierwsze uderzenie. Bez żadnego oporu, wbiłem się aż po jądra we wnętrze Sandry, czując, że zaciska się na mnie. Przytrzymując nogi Amerykanki w łydkach, zacząłem ją ostro pieprzyć. Wyprowadzając potężne sztychy, czułem pęczniejące podniecenie. Drżałem cały. Spalałem się wewnętrznie w ogniu żądzy. Szalałem.  

Dla unieruchomionej w fotelu Sandry to było zbyt wiele. Po chwili wygięła plecy w łuk, niemal skręcając się na medycznym meblu. Krągłymi biodrami szarpnął potężny spazm, a zaraz potem znieruchomiała, jęcząc bez opamiętania.  

Odgłosy spełnienia kochanki, a także kolejne pchnięcia również mi zrobiły odpowiednio dobrze. Wiedząc, że partnerka się zabezpiecza, rżnąłem ją bez oporu i obawy, że wydarzy się coś nieprzewidzianego. Czując w unoszących się jądrach mrowienie, pchnąłem jeszcze kilkukrotnie, aż orgazm wypełnił mnie całego potężnym uderzeniem ostatecznej rozkoszy.  Przyklejony podbrzuszem do krocza kochanki, czułem nasienie wypełniające ją kolejnymi porcjami. Gdy największe uderzenie ekstazy przeminęło, wysunąłem się z cipki, mgliście rejestrując widok perlistych strużek wydostających się spod rozognionych warg sromowych.  

Po chwili drżącymi rękami uwolniłem Sandrę z kajdan fotela.  

-  Jesteś niesamowity! - jęknęła Amerykanka, nie mając siły podnieść się z miejsca. - Dawno nie czułam się tak porządnie zerżnięta.  

- Polecam się - westchnąłem, całując ją w pierś wolną od kolczyka.  

- Żarty, żartami, ale naprawdę doskonale mi zrobiło to pieprzenie - oświadczyła, obrzucając mnie płomiennym spojrzeniem.  

Wierzyłem jej, bo sam czułem się równie wybornie. Do tego miałem jeszcze sporo czasu, więc liczyłem na drugą rundę. Tym razem może w bardziej odpowiednim do tego miejscu. Wygodne łóżko w sypialni obok, będzie na pewno jak znalazł. Myśli mojej kochanki błądziły chyba wokół tych samych klimatów, bo tam też wylądowaliśmy, racząc się leniwymi pieszczotami.  

Niestety moje plany zniweczył telefon, który odezwał się pięć minut później, gdy palcami kreśliłem wzory na pośladkach Sandry. Gdy asystentka Otisa ujrzała czyj numer wyświetlił się na ekranie natychmiast spoważniała.  

- To pułkownik Kellerman. Nadzoruje projekt Otisa z ramienia amerykańskiej armii  - wyjaśniła, ściszając głos, jakby dzwoniący mógł ją usłyszeć, choć jeszcze nie wcisnęła klawisza potwierdzającego odbiór.  

Podniosła się z łóżka w pośpiechu, wyciągając ze znanej mi szuflady pierwsze z brzegu majtki. Odbierając połączenie, naciągnęła je na tyłek.  

- Witam, panie pułkowniku. - Przywitała się z amerykańskim oficerem. Po krótkiej lustracji pokoju, odkryła leżący w rogu t-shirt. Zgrabnie zaciągnęła go na siebie i rzucając mi wymowne spojrzenie wyszła z sypialni.  

Leżałem sam, rozkoszując się chwilą. Zza ściany dolatywały mnie nierozpoznawalne odgłosy rozmowy Sandry z Kellermanem. Wciąż była szansa na kolejną rundę naszych miłosnych zmagań, na które szczerze się nastawiałem.  

Nic z tego jednak nie wyszło. Po trzech minutach w drzwiach stanęła Sandra ze skwaszoną miną. Wskazała na mnie palcem, pokazując, że będę musiał sobie pójść. Minę miała mocno nietęgą.  

Ciekaw byłem o czym rozmawia z wojskowym, ale wiedziałem, że nie dowiem się więcej ponadto, co będzie mi chciała powiedzieć. Dar swoją drogą, ale pewne rzeczy nawet dla niego były nie do przeskoczenia. Panna Novak niechętnie dzieliła się szczegółami swojej pracy. Nawet z kochankiem, który potrafił jej dogodzić tak bardzo, jak dawno jej się nie przydarzyło. Podobno.

Rad nie rad, po dziesięciu minutach opuściłem mieszkanie Sandry.

****

Stojąc na przystanku rozmyślałem co zrobić z resztą dnia. Nie miałem planów, nie byłem umówiony z żadną z moich pań. Liczyłem na dłuższe randez-vous z Sandrą, ale zepsuł to facet po drugiej stronie Atlantyku. Kellerman, psia jego mać! Po prostu pojadę do domu i zajmę się "nicnierobieniem". Czasem taki reset się przydaje.  

Z planowania niezbyt ambitnego popołudnia wyrwał mnie dźwięk klaksonu.  

- Michał, ogłuchłeś? - Twarz Sabiny mignęła mi w uchylonym oknie auta. - Wsiadaj! Podwiozę cię.  

Uciszyłem się jak nie wiem co. Czyżby los zdecydował jak mam zagospodarować resztę dzisiejszego dnia. Jeśli tak, to Sabina była świetnym rozwiązaniem.  

- Cześć. Co tu porabiałeś? - Spacja przywitała mnie soczystym buziakiem.

- Znajomy tu mieszka. Byłem u niego - wyjaśniłem, nie wdając się w szczegóły.  

- Znajomy czy znajoma? - Techno czarodziejka mrugnęła łobuzersko okiem.

- A co zazdrosna jesteś?  

- O ciebie? Zawsze! - Prychnęła wesoło, widząc moją skwaszoną uwagą minę. - Wyluzuj Enterku! Gdzie cię podrzucić? Do domu?

- W sumie to tak, chociaż sam nie wiem... - zawiesiłem głos, udając, że się zastanawiam. Liczyłem na to, że Saba też ma wolne popołudnie. - Trafił mi się taki dzień, że nie mam w sumie nic do roboty. Żadnych planów i pomysłów na resztę dnia, więc...

- Skończ z tymi podchodami, panie dyplomato! - Spacja uśmiechnęła się lekko. - Chcesz jechać do mnie, nie ma sprawy. Uprzedzam tylko, że na chacie jest Kornelia i nie pozbędziemy się jej w żaden sposób. Od wczoraj jest zaziębiona. Nie chcę, żeby ruszała się z domu na taką pogodę.  

- Ok.. Pasuje mi. - stwierdziłem. W perspektywie miałem spędzenie czasu z dwiema fajnymi pannami. Bez dwóch zdań, podobała mi się taka opcja.  

Dziesięć minut później byliśmy pod domem dziewczyn. Pomogłem Sabinie wnieść zakupy, a gdy krzątaliśmy się w kuchni, w progu stanęła jej młodsza siostra. Bez najdelikatniejszego nawet makijażu, w blado fioletowym szlafroku, narzuconym na piżamę i z nieogarniętą fryzurą wyglądała inaczej niż ją kojarzyłem do tej pory. Nie straciła jednak nic ze swojej atrakcyjności.  

- Cześć Nela, przyjechałem życzyć ci zdrowia - Powitałem ją swoim uśmiechem numer sześć. Najefektowniejszym z kolekcji.

- Już ci wierzę, łaskawco. Mimo to dziękuję - Kornelia spojrzała z wyrzutem na siostrę. - Mogłaś mnie uprzedzić, że nie przyjedziesz sama. Trochę bym się przygotowała. Zwłaszcza, że odwiedza nas taki babski koneser.  

- Daj spokój - mruknęła Spacja, marszcząc przy tym brwi.

- Chora może trochę jesteś, ale nie wpłynęło to na twoje zjadliwie poczucie humoru - Zaśmiałem się serdecznie. - Poza tym, nie kokietuj! Jak na swój stan zdrowia wyglądasz rewelacyjnie. Można spokojnie by rzec, miss zaziębionych.  

- Spadaj cwaniaczku! - Kornelia pokazała mi język. - Idę do siebie. Mam się wynieść z chałupy?

- Oszalałaś? - Sabina zareagowała nerwowo. - Stałaś się jakąś erotomanką czy co? To, że Michał przyjechał ze mną, nie znaczy, że masz opuszczać lokal, bo urządzamy tu dwuosobową orgię.  

- Saba ma rację. Jesteś chora. Zostań. - Zgodziłem się, w myślach wyobrażając sobie Kornelię jako nimfomankę. Nie miałbym nic przeciwko. Do tego jeszcze orgia... Cholera jasna! Spacja z boku, a ja poddaję się takim wizjom!

- Ok., jak chcecie, ale ogarnąć się trochę muszę. - Młodsza z sióstr wzruszyła ramionami.  

- Zjemy obiad, a potem obejrzymy może jakiś film? - zaproponowała Sabina. - Przyjdź niedługo, to weźmiemy się za przygotowanie michy.  

Po chwili, gdy Nela zniknęła w czeluściach domu, techno czarodziejka przywarła do mnie ustami. Smakowała wybornie. Miękkie wargi nie miały mnie dość. Pocałunek był długi i namiętny.  

- Tak naprawdę, to żałuję bardzo, że nie możemy zostać sami - przyznała Sabina, gdy nasyciliśmy się swoimi ustami. - To głupie i chore, ale myślę tylko o twoim ciele, a zwłaszcza tym koleżce między nogami. Z chęcią bym sie do niego dobrała.  

- Przecież wszyscy troje jesteśmy pełnoletni. Nie możemy po prostu iść do twojego pokoju i spędzić kilka miłych chwil  - zasugerowałem z nadzieją. - Nela raczej nam nie przeszkodzi i zrozumie. Wie, że nasze relacje nie są czysto platoniczne.  

- Niby tak, ale nie chcę tego robić, gdy ona jest w domu - mruknęła Sabina, rumieniąc się straszliwie. - Dostaję głupawki pieprząc się z tobą. Tracę wszelkie zahamowania. Nie chcę, by słyszała to Kornelia, a poza tym... w ogóle wydaje mi się to nieodpowiednie. Rozumiesz to, prawda?

- Przestań się tłumaczyć, Saba - odparłem, doskonale ukrywając rozczarowanie. - Nie musimy tego robić dziś, ani za każdym razem. Rozumiem cię i cieszę, że możemy po prostu spędzić to popołudnie razem.  

- Dzięki. - Oczy Sabiny rozbłysły wdzięcznością. - Zrobię nam herbaty i coś ci pokażę.  

- Fajne, ciekawe czy ważne?

- Nie wiem, ale interesujące - oświadczyła Spacja po namyśle. - Na temat twojego ulubionego pana Banasia.

- Poważnie? - Zainteresowałem się natychmiast. - W sumie z nim skończyliśmy, ale...

- Poczekaj, a zobaczysz jaki to pokręcony czubek - oznajmiła techno czarodziejka, stawiając czajnik na kuchence.  

Kilka chwil po tym jak zaparzyła nam herbatę, siedzieliśmy przy jej biurku. Sabina włączyła  komputer, a ja zaintrygowany zapowiedzią czekałem, co zamierza mi pokazać.  

- Banaś, po tym jak wszedł na minę po naszej akcji, trochę się uspokoił - stwierdziła Spacja, uruchamiając aplikację do odtwarzania filmów. - Jednak nie może żyć bez kombinowania i wyraźnie szykuje coś, co ma związek z tą twoją nauczycielką...

- Jak to?

- Sam zobacz - Sabina wcisnęła klawisz, uruchamiając projekcję filmu. Przewinęła kawałek, który był zapewne nieistotny, wskazując palcem monitor.  

Na nim zaś pojawił się nieznany mi gabinet. Przy dużym biurku, na którym panował całkiem spory bałagan, siedział rozpostarty na krześle niczym władca radny Banaś.  

Przez chwilę był sam, ale zaraz drzwi gabinetu otworzyły się i do środka weszła wysoka, wyjątkowo szczupła kobieta. Niezbyt atrakcyjna, o pociągłej, bladej twarzy i lekko rudawych włosach. Do tego o wąskich ustach i orlim nosie. Pod golfem przybyłej ledwie rysowały się drobne piersi, a jej koścista sylwetka pozbawiona była kobiecych krągłości i kształtów.  

- Kto to? - wyrwało mi się mimowolnie.

- Ciii... posłuchaj.  

Banaś odczekał, aż jego gość zajął miejsce naprzeciw niego i niemal natychmiast przeszedł do rzeczy.  

- I co masz mi do powiedzenia, odnośnie mojej propozycji? - spytał.  

- Lucjan, nie jestem przekonana...

- Daruj sobie ładne zwroty Marzena! - oświadczył radny z posępną miną. - Pamiętaj, że mogę jeszcze cofnąć decyzję o przesunięciu ciebie na to stanowisko.  

- Lucjan! Chodzi właśnie o to czy nie byłoby lepiej dla mnie, żebym została w tym punkcie, w którym jestem - odparła kobieta, unikając wściekłego spojrzenia Banasia.  

- Posłuchaj mnie dobrze! - warknął radny. - Kryłem twoją suchą dupę wiele razy! Nie przyszedłem tu słuchać twoich wynurzeń i wątpliwości! Miałem nadzieję, że usłyszę zdecydowane "zrobię to"!

- Nie dziw się Lucjan. W nosie mam co będzie z tą lalunią, ale ja również mogę oberwać przy takiej sprawie. - rozmówczyni radnego odważnie przedstawiała swoje zdanie. - Jeśli nie centralnie to rykoszetem..

- Nie bój się. Już moja głowa w tym, żeby wszystko było dobrze - spokojniej oświadczył Banaś. - Będę cię w razie czego chronił.  

- No nie wiem...

- Marzena, kurwa twoja mać, mam z tobą urwanie jajec! - Radny uniósł się nerwowo, obrzucając kobietę pogardliwym spojrzeniem. - Uwierz mi nie chciałem tego, ale nie pozostawiasz mi wyboru.

Wyciągnął z szuflady biurka kwadratową kopertę z foliowym okienkiem, po czym wydobył z niej płytę cd.

- Skoro nie chcesz mnie po prostu zwyczajnie wesprzeć, to zmuszony jestem zapoznać cię z tym filmikiem. On mam nadzieję rozwieje twoje obawy i skłoni do współpracy. - Banaś wygłosił tą kwestię lodowatym tonem i wsunął krążek do wysuniętej z komputera plastikowej kieszeni.  

Kobieta zerknęła niepewnie na monitor, a po chwili jej blada twarz stała się kredowo biała. Szwindel który zarejestrowano na nagraniu był ewidentny. Gruby facet, który wręczał lewe pieniądze pani Marzenie nie krył się nawet zbytnio. Wszystko to zaś w doskonałej jakości. Z głosem. Zero wątpliwości.  

- Skąd to masz? - jęknęła cicho.  

- Nieważne. - Banaś obrzucił rozmówczynię ponurym spojrzeniem. - Do tej pory mogłem na ciebie liczyć i mam nadzieję, że nadal tak będzie.  

- To podłe z twojej strony.  

- Nie chciałem tego, ale zależy mi na tym, a ty nie przejawiasz entuzjazmu. - Banaś aktorsko rozłożył ręce. - Co ty na to teraz?

Pani Marzena podniosła, zmierzając w stronę drzwi. Zrezygnowana spojrzała na radnego i jęknęła cicho.

- Nie mam wyboru.

- Liczyłem na "jestem z tobą, dowalimy jej jak się patrzy" - mruknął Banaś z przebiegłą miną.

- Nienawidzę tej pindy równie mocno jak ty, więc z chęcią ją pognębię Lucjan - oznajmiła pani Marzena z zaciśniętymi ustami. - Boję się jednak, że to się odbije na mnie, a może i na tobie.  

- Niepotrzebnie masz cykora - Banaś machnął uspokajająco ręką. - Trzymam rękę na pulsie.  

- Oby tak było. - Kobieta mówiąc to wyszła z gabinetu.  

Spacja w tym momencie zatrzymała nagranie, pytając z tajemniczą miną:

- Nieźle, co?

- Owszem, ale nie do końca wszystko jest tu dla mnie jasne - oświadczyłem zgodnie z prawdą. - Poza tym, co wspólnego z tym ma Anita Grześkowiak?

- O tym za chwilę - Sabina zabrał się do swoich techno czarów. Miło było patrzeć jak sprawnie, niby od niechcenia posługuję się klawiaturą i innymi gadżetami. - Najpierw powiększę obraz, bo pewnie nie zwróciłeś uwagi na pewien szczegół.  

Spojrzałem na ekran, skupiając się na fragmencie, który wyeksponowała techno czarodziejka, pokazującym twarz mężczyzny.  

Trzeba przyznać, że pani Marzena miała słuszny powód do niepokoju. Dwa lata temu głośna była sprawa zamknięcia jednej z warszawskich szkół na Żoliborzu. Zrobiła się z tego niezła afera, bo wokół placówki kręcił się niezbyt przyzwoity deweloper, planujący po sąsiedzku dużą inwestycję. Szkołę zamknięto, ponieważ dziwnym trafem doszło tam do nieprawidłowości i brzydkich praktyk. Władze dzielnicy uznały, że zgniłego jaja należy się pozbyć i zamknęły przybytek oświaty. Zaraz potem przejął go wspomniany biznesmen. Teraz, patrząc na zbliżenie, połapałem się, że grubas i bohater historii z zamkniętą szkołą to jedna i ta sama osoba.  

- Pogmerałam trochę w sieci i znalazłam osobę, która w największym stopniu przyczyniła się do zamknięcia tamtej szkoły - oświadczyła Spacja. - Nazywa się Marzena Tracz i całkiem przypadkiem wygląda tak samo jak ta koścista kumpelka Banasia.  

- No, no, no - Podsumowałem słowa techno czarodziejki wyrafinowanym komentarzem. - A gdzie ten związek z Grześkowiak?

Spacja uśmiechnęła się pod nosem, grzebiąc w stercie pendrive'ów.  

- Gdy zapoznałam się z materiałem, skojarzyłam sobie jedno z pierwszych nagrań, gdy podsłuchiwaliśmy radnego. Z grudnia. - oświadczyła, wciskając czarny klocek do wejścia usb. - Niestety miałam wtedy nieprzewidziane kłopoty. Wysiadło mi audio.  

Nagranie było krótsze i rzeczywiście było bez głosu. Banaś i pani Marzena byli w tym samym gabinecie. Chwilę rozmawiali, a potem radny pokazał rozmówczyni jedno zdjęcie. Na nim widać było klasycznie piękną twarz Anity.
Rozmawiali jeszcze chwilę, gorączkowo dyskutując. Nie wyglądało na to, że planowali dla niej coś miłego.  

- Teraz widzisz związek? - spytała techno czarodziejka.  

- Widzę i zaczynam się martwić - oznajmiłem. - Kim jest ten babsztyl? Co kombinuje do spółki z radnym?

- Tego nie wiem, ale wyraźnie oboje nie kochają twojej belferki - skwitowała moje słowa Sabina, szybko wprowadzając do wyszukiwarki neutralne hasło. Z tyłu za nami, na schodach, słychać było kroki Kornelii. - To tyle na razie. Teraz idę do Neli, a ty albo chodź do nas, albo zajmij się chwilę sobą sam.  

Nie było sensu, żebym tkwił jak samotny, biały żagiel, więc ruszyłem za Spacją do kuchni. Obserwowałem jak dziewczyny pracują przy organizacji posiłku. Rozmyślałem chwilę o tym, co pokazała mi Sabina, ale żarty dziewczyn i wesoła atmosfera nie dały mi się na tym skupić. Radosne chwile we trójkę przerwał nam dźwięk połączenia w telefonie starszej z sióstr.  

- Muszę na parę minut was zostawić - oświadczyła Spacja po chwili rozmowy. - To nie potrwa długo. Michał zastąp mnie i pomóż Kornelii, a ja z radością wrócę na gotowe. Tylko tego nie schrzańcie!

W odpowiedzi Kornelia pokazała siostrze język, a ja przesłałem jej całusa. Było sielankowo. Aż do wyrzygania, ale co tam...

Po wyjściu Sabiny przez dłuższy czas milczeliśmy, skupiając się na swoich czynnościach. Ja kroiłem to co mi podsunęła Nela, ona wrzucała to do gara, doprawiała i pilnowała, by nie wybuchło, wykipiało czy przywarło. Cholera wie, co tam jeszcze może się stać z żarłem w garze!

- Zapomniałeś języka w gębie? - zagaiła wreszcie Kornelia. - Odkąd wyszła Saba milczysz jak grób.  

- Widocznie działasz na mnie wyciszająco - odpowiedziałem, uśmiechając się krzywo. Żart to sprawdzona metoda na wszystko. - Podobnie jak szum lasu, śpiew ptaków i...

- Zabawny jesteś. Powiedziałabym raczej, że działasz wprost przeciwnie, tylko związek z siostrą cię ratuje - odparła, wzruszając ramionami. - To dla ciebie szok, że dziewczyna będąca z tobą sam na sam, nie rzuca się na ciebie. Nie obłapia, nie całuje, nie ściąga na twój widok majtek, co?

- Wyluzuj Nela! Jeśli nie chcesz być tu ze mną, powiedz tylko słowo, a już wychodzę. - Zdziwiła mnie jej nagła irytacja.  

- Nie znikaj, bo siostrze będzie przykro - polubownie odparła Kornelia. - Kończ z tymi warzywami, bo słabo ogarniasz tempo!

Mówiąc to, uśmiechnęła się lekko pod nosem. Nie uszło to mojej uwadze. Uznałem, że najgorsze co mogło mnie dziś od niej spotkać jest już za mną.  

- Niby nie daję rady, tak! - prychnąłem, udając oburzenie. - Boli mnie to co mówisz i nie mogę tego pozostawić bez odpowiedniej riposty.  

- Jakiej...?

Nie udało się Kornelii dokończyć zdania. Salwa pokrojonych w kostkę marchewek pofrunęła w jej stronę. Zareagowała zbyt późno. Pomarańczowe pociski ostrzelały dekolt dziewczyny . Marszcząc teatralnie czoło przeszła do kontrataku. Sypnęła w moją stronę garścią przyprawy do duszonego mięsa. Zaśmiewając się, powtórzyliśmy to po raz drugi i trzeci.  
Ostatnia porcja rudego proszku okazała się niezbyt miłym przeżyciem. Nela zamachnęła się tak niefortunnie, że trafiła mnie między oczy.  
W jednej chwili poczułem pieczenie. Odruchowo zbliżyłem dłonie do newralgicznego miejsca, ale usłyszałem nerwowy głos Kornelii.

- Nie trzyj tylko, bo będzie jeszcze gorzej!

Słabo wiedziałem przez podrażnione oczy. Poczułem, że Nela bierze mnie za ręce, pomagając usiąść na taborecie.  

- Kurcze, zachciało mi się zabawy w kuchni! - mruknęła rozeźlona siostra Sabiny. - Przechyl głowę lekko do tyłu i pozwól mi sobie pomóc.  

Poczułem delikatny a zarazem pewny  dotyk dłoni na twarzy i ramieniu. Ciepły oddech Kornelii muskał moje policzki, a jędrne piersi napierały na tors. Ślepia piekły mnie, ale nie czułem się pokrzywdzony. Dla tych drobnych przyjemności byłbym gotów dać sobie sypnąć w oczy po raz kolejny. Niestety po paru chwilach pierwsza pomoc Neli zaczęła przynosić skutek. Przestałem łzawić. Wróciło normalne widzenie, a dyskomfort stał się nieznaczny.  

- Przepraszam Michał, nie chciałam - Troska w głosie Kornelii zdawała się być całkiem szczera. - Trochę się rozbrykaliśmy w tej kuchennej potyczce.  

- Nie ma sprawy. - Wlepiłem poranione gały w młodszą siostrę Saby. - Warto było, dla odmiany, zobaczyć cię zatroskaną moim losem.  

- Już ci się poprawia, jak słyszę. - Uśmiechnęła się Kornelia. - Nie świruj, bardzo cię proszę.  

- Jakże to...

- Nie potrafisz być normalny, czy jak? - stwierdziła Nela, poważniejąc. - Spróbuj, bo kiedy zachowujesz się naturalnie, okazujesz się całkiem fajnym chłopakiem.  

- Poważnie?!

- A jakże.

- Opowiedz mi o tym więcej, bym mógł mnożyć te chwile - oświadczyłem z przesadnym patosem.

- Świr! - stwierdziła kategorycznie Kornelia, z nietęgą miną wyciągając kilka marchewkowych pocisków z zakamarków dekoltu. Nieznacznie przy tym odchyliła materiał bluzki, co sprawiło, że mogłem zerknąć na pokryte złocistą skórą piersi. Widać było ledwie trochę więcej niż w przypadku zwykłej dość pruderyjnej dziewczyny, ale i tak poczułem ciepło podniecenia.  

- Może pomóc? - spytałem, odważnie sięgając ku dekoltowi dziewczyny.  

- Nie, dzięki - Kornelia machnęła wolną ręką, która spotkała się z moją w powietrzu. - Lepiej wytrzyj się dokładniej. - Wyjęła niesforne kawałki marchewek, wyciągając dłoń ku moim policzkom. Rozcierając resztki pyłu z przyprawy, głęboko spojrzała mi w oczy.  

Przykryłem małą dłoń Neli, zanim ją zdążyła cofnąć. Trwaliśmy tak dobrą minutę. Czułem jej energię. Ciepło. Pulsowanie.  

- Nela...

- Cicho bądź - szepnęła. Oczy dziewczyny rozbłysły, a ja byłbym skończonym idiotą, by nie skorzystać z magii chwili. Tym bardziej, że rozchylone usta zbliżały się do mojej twarzy. Ledwie zdążyłem je musnąć, gdy poczułem dotkliwy ból w policzku.  

Spojrzałem zaskoczony na Nelę i ku swojemu zdumieniu ujrzałem zagniewaną twarz dziewczyny, z chmurnym spojrzeniem.  

- Ty draniu! - syknęła. - Nie jestem Meryl Streep, ale wystarczyło spłycić oddech i udać maślany wzrok, żebyś poczuł, że masz kolejną laskę do kolekcji!

- Masz zamiar mnie testować do odwołania!? - spytałem wzburzony, gdy dotarł do mnie sens jej słów.  

- Mówiłam ci, żebyś uważał jak traktujesz Sabę! - Kornelia wycedziła przez zęby. - A ty co?! Przy pierwszej okazji dobierasz się do innej. Mało tego, do jej własnej siostry. Parszywy gnojek z ciebie, Michał.  

- Podpuściłaś mnie, a to...

- To bez znaczenia. Trzeba było zachować się odpowiednio - oświadczyła. - Słabo to wygląda w moich oczach, oj słabiutko.  

- Nela...!

- Daj spokój! Przestań biadolić! - odparła cicho. - Nie chcę ranić Saby, więc nie będę czynić gwałtownych ruchów, ale nie licz na wsparcie z mojej strony. Na pewno nie kibicuje waszemu byciu razem. Na ten moment udawajmy, że nic się nie stało.  

- Przecież tak właśnie jest. - Doszedłem wreszcie do głosu.  

- Tak ci się tylko wydaje. - Kornelia twardo spojrzała mi w oczy. - Jak popatrzeć na twoje dokonania widać, że zmieniasz się. Początkowe igraszki są rzadsze, bardziej subtelne i normalne. Z czasem zbliżenia stają się częstsze i gwałtowniejsze, a ty szukasz coraz bardziej niezwyczajnych doznań.

- To nieprawda!

- Możesz zaklinać rzeczywistość, ale tak właśnie jest - oświadczyła Kornelia. - Cokolwiek się z tobą dzieje, powoduje, że robisz się coraz bardziej zepsuty. Powinieneś to powstrzymać, bo później może być naprawdę nieprzyjemnie.  

- Powstrzymać?! - parsknąłem.- Nie wiesz chyba o czym mówisz.  

- To mi powiedz!

- Nie ma mowy!

- I tyle, tak? Lepiej dajmy temu spokój - Nela zerknęła w stronę okna. - Saba podjechała, więc bądźmy naturalni, mili i serdeczni.  

- Ty dasz radę - stwierdziłem zły jak osa. - Jesteś dobrą aktorką.  

- Spadaj!

Dalszą wymianę uprzejmości przerwał nam dźwięk otwieranych drzwi. Prowokacja Neli niezbyt dobrze wpłynęła na moje samopoczucie. Starałem się nadrabiać miną, ale nawet dla samego siebie nie byłem wiarygodny. Po obiedzie i filmie, wymknąłem się z domu dziewczyn, usprawiedliwiając się obowiązkiem, o którym całkiem zapomniałem.  

Gdy wychodziłem od sióstr. Saba była niepocieszona, a Nela obserwowała mnie bacznie spod oka. Kolejne spotkanie skończyło się nie tak jakbym sobie życzył. Młodsza z sióstr zalazła mi za skórę swoją prowokacją. Wkurzyła mnie i zamierzałem dać jej nauczkę. Bez oglądania się na to, że jest siostrą Spacji. Trudno, będzie co będzie. Najpierw jednak udowodnię jej, że się grubo myli. To ja kontrolowałem dar, a nie on mnie.  

****

Kilka dni temu sylwestrowy wieczór jawił mi się jako bajeczna orgia. Teraz, gdy przyszedł na niego czas postanowiłem spędzić go bardziej kameralnie. Nie, żeby od razu pełna asceza, bez dziewczyn i super grzecznie, ale postawiłem na minimalizm. Jedna z nich mi w zupełności wystarczy.  

Za moją decyzją stała ostatni słowna potyczka z Kornelią. Upierała się, że nie mam kontroli nad tym, co dzieje się w moim życiu erotycznym, więc chciałem udowodnić sobie, że jest wprost przeciwnie. Liczyłem, że wieść o mojej wstrzemięźliwości dotrze również do niej. Nie powinno być to trudne, bo w ostatnią noc roku moją towarzyszką miała być Sabina.  

Byłem zaskoczony, że tak wyszło, bo spodziewałem się, że techno czarodziejka postawi na wspólne wyjście z siostrą. Ta zaskoczyła jednak Sabę, oznajmiając, że ma chłopaka i z nim spędzi Sylwestra. Tym samym wybór stał się prosty. Wcześniej wiedziałem, że nie mogę liczyć na Anitę czy Bognę. Wychodziło na to, że muszę wybrać z młodszych panien. Decyzja Kornelii sprawiła, że jej starsza siostra stała się dla mnie numerem jeden.  

Przygotowałem mieszkanie od Chrobrego, by odpowiadało standardom sylwestrowego wystroju. Obszedłem sąsiadów, których w nowym bloku nie było zbyt wielu, ciesząc się, że większości z nich miało nie być. Ewentualna głośna muzyka nie będzie problemem. Wszystko było gotowe na wspólną zabawę z Sabiną. W duchu powziąłem postanowienie, że będzie miło i grzecznie, a, gdy przyjdzie do miłosnych igraszek, to będę pilnował, żeby nie przeholować. Jeśli Kornelia uważa, że nie potrafię panować nad swoim pożądaniem to się grubo myli.  

Piętnaście po ósmej staliśmy z Sabiną przy dużym oknie, sącząc szampana i zerkając w dół ku światłom miasta. Techno czarodziejka zaskoczyła mnie po raz kolejny swym ubiorem. Krótka sukienka z głębokim dekoltem, którą na doskonale wyrzeźbionych ramionach utrzymywały jedynie cienkie ramiączka podkreślała wszystkie walory dziewczyny. Bajeczną sylwetkę, bliską ideału linię bioder i talii, zgrabne nogi oraz kuszącą krągłość piersi. Czułem się jak facet, który wygrał los na loterii. Jeszcze nie tak dawno myślałem, że Spacja jest nie dla mnie. Tymczasem stałem teraz wtulony w jej plecy, chłonąc dyskretny zapach perfum i całując jedwabną skórę szyi.  

- Wiesz, że to mój pierwszy Sylwester z kimś spoza rodziny - wyznała cicho Sabina - Najpierw to byli rodzice, potem... hmm, zawsze byłam w tą noc z Kornelią.  

- Cieszę się, że sylwestrowe dziewictwo tracisz akurat ze mną - mruknąłem, lgnąc do niej bardziej.  

Sabina wyjęła mi z rąk kieliszek, po czym odstawiła razem ze swoim na szklany stolik. Zarzuciła mi ręce na szyję, przytulając ciepłe wargi do moich ust. Nasze języki wyszły sobie na spotkanie. Całując zachłannie, Spacja odnalazła drżącymi palcami guziki mojej koszuli. Rozpinała je jeden po drugim.  

- Nie spieszmy się, skarbie - zaproponowałem, pamiętając o swoim planie na tą noc. - Tyle czasu przed nami.  

- Masz rację, ale wiesz ile razy kochałam się w tym roku, zanim zadałam się z tobą? - spytała Sabina, rumieniąc się przy tym lekko. - Zero. Całkowite i smutne. Chcę to nadrobić, a godzin zostało niewiele.  

- Jest to jakiś powód - mruknąłem, patrząc jak moja koszula frunie w stronę kanapy. Stwardniałem w kroczu, a znajome podskórne mrowienie dowodziło mojego rosnącego podniecenia. Przegrywałem.  

- Saba, może zatańczymy? - spytałem z nadzieją.  

- Potem Michał, teraz zaczniemy nabijać mój licznik - oznajmiła Spacja, pchając mnie na kanapę. Siła dziewczyny w połączeniu z grawitacją sprawiła, że nie obroniłem się przed klapnięciem na mebel. Zresztą, czy tak naprawdę chciałem się bronić?

Zręczne dłonie Sabiny uporały się z rozporkiem spodni, które po chwili do spółki ze slipami podzieliły los koszuli. Sekundę potem techno czarodziejka ściągnęła z siebie sukienkę, by w kusząco skąpej bieliźnie zająć pozycję między moimi nogami.  

W tyle głowy tliła mi się myśl, że powinienem stawiać większy opór żądzy, ale czułem, że to tylko resztka przekory wobec tego co powiedziała mi Kornelia. Chciałem by Spacja pieściła mojego fiuta. Chciałem by wzięła go do ust. Chciałem tego wszystkiego co sie wydarzy potem. Chciałem wiele więcej...

W tym momencie rozległ się dzwonek u drzwi. Zdziwieni i zaskoczeni spojrzeliśmy na siebie. Nikogo się dzisiaj tu nie spodziewałem. Czekaliśmy, licząc, że to pomyłka i intruz odpuści, ale dźwięk nie ustawał.  
W błyskawicznym trybie zarzuciliśmy na siebie ciuchy, po czym niezadowolony ruszyłem sprawdzić kto ośmiela się nam przeszkadzać.

Gdy je uchyliłem usłyszałem krzyk.    

- Niespodzianka!!!

Musiałem mieć ciekawą minę, bo trzy dziewczyny stające na korytarzu parsknęły śmiechem. Intruzami okazały się Marcelina, Wiktoria i Anastazja.

- Cześć Misza, wpuścisz nas czy potrzebujesz czasu na oswojenie się z sytuacją - zapytała Marcelina, tłumiąc wesołość.  

- Dziewczyny, eee... nie no... wchodźcie. - Plątałem się całkowicie zaskoczony ich przyjściem.      

Trzy panny nie zamierzały czekać na moje zaproszenie. Nim wygłosiłem swoją stękającą kwestię, były już w przedpokoju.  

- Nie jesteś sam, prawda? - Domyśliła się Wiktoria.  

- No nie - przyznałem lakonicznie, zapominając nawet zapytać, skąd wiedziały, że tu będę spędzał Sylwestra.  

- To którą z nas dopadł ten sylwestrowy zaszczyt? - zainteresowała się Marcelina.  

- Mnie - oznajmiła Sabina, wychylając się zza ściany. Po minie techno czarodziejki ciężko było domyślić się, czy zaistniała sytuacja ją wkurza, bawi czy może nie ma nic przeciwko wizycie konkurentek.  

- Ooo, my się jeszcze nie znamy - Marcelina uśmiechnęła się od ucha do ucha.  

- Ja was za to... . - Spacja w ostatniej chwili ugryzła się w język. - Ja o was za to dużo słyszałam od Michała.  

- Dobrego czy złego? - Dociekała Anastazja.  

- Wyłącznie dobrego! - Sabina obrzuciła tajemniczym spojrzeniem trzy dziewczyny.  - Michał przecież uwielbia nas wszystkie, prawda?

- Na to wygląda - filozoficznie stwierdziła Wiktoria. - Nie masz więc nam za złe, że wbiliśmy sie wam na imprezę?

- No nie... raczej - Niepewnie zgodziła się techno czarodziejka, zagarniając je do salonu. Słyszałem jak się z dziewczynami zapoznaje.  

Obserwowałem ją dyskretnie, czekając, aż wybuchnie albo się obrazi i opuści lokal. Wyglądało jednak na to, że choć przetrawia fakt pojawienia się trzech dodatkowych panien, to nie zamierza rezygnować z mojego towarzystwa w sylwestrową noc.  

A ja? Cóż, w jednej chwili pojawiła mi się przed oczami twarz Kornelii, która zdawała się pytać - i co teraz? Wiedziałem, że chcąc coś udowodnić, powinienem grzecznie dziewczyny przeprosić, zostając tylko z Sabiną.  
Tyle teorii.  

Tymczasem dziewczyny wyglądały tak bombowo, że na sam widok czułem silne podniecenie. Kuse spódniczki podkreślały walory ich ciał, bajeczne fryzury oraz makijaże idealnie trafiały w punkt. Ani za grzeczne, ani za wyzywające. Patrząc na roześmianą Sabinę, która coraz bardziej oswajała się z powiększoną sylwestrową frekwencją, stwierdziłem w duchu, że byłbym idiotą, gdybym nie skorzystał z takiej okazji.  
Tyle w praktyce.  

Szybko rozgrzeszyłem się w duchu, obiecując sobie, że ostatni raz łaszczę się na takie szaleństwo. Jest Sylwester. Ostatni akord odchodzącego roku, więc niech ten zakończy się symbolicznie. Odpowiednio do ostatniego wariackiego kwartału. Od kolejnej nocy będę już rozsądnie dysponował darem. Nowy rok, nowy ja - takie powziąłem postanowienie.  

Odsunąłem od siebie wszelkie wątpliwości. To był moment, gdy trzeba zdać się na to co daje los.  

- Idziesz do nas czy będziesz rozmyślał nad poczwórną kumulacją? - spytała Spacja, ciągnąc mnie za rękę do salonu.  

- Poczekaj chwilę - Wstrzymałem ją, oświadczając cicho. - Przepraszam cię, ale naprawdę nic nie wiedziałem o tym, że się pojawią.

- Wyluzuj Michał! Nie wiem dlaczego, ale dopuściłam cię do siebie, choć znałam twoje dokonania - Sabina szepnęła mi do ucha, muskając ustami małżowinę. - Wydaje mi się to czystym wariactwem, ale odkąd to się zadziało, mam silne poczucie, że do tej pory za mało korzystałam z życia.  

- Mówisz poważnie, czy nie chcesz żebym czuł się winny?  

- Przestań! Zabawmy się i tyle! - żachnęła się Sabina. - Pamiętasz o czym ci mówiłam zanim przyszły dziewczyny?  

- No... trochę...

- Chodzi mi o to, że przez ostatnie lata żyłam jak mniszka - wyznała techno czarodziejka, mrugając do mnie szelmowsko. - Jeśli mam to nadrobić, to w piątkę będzie łatwiej niż we dwoje. Z matematyką nie wygrasz, mój drogi.

- Zaskakujesz mnie i... - Zbliżyłem usta do odsłoniętego ramienia Saby. Zanim jednak wtuliłem do niego wargi obok nas pojawiła się Marcelina.  

- Ejże, bo sie obrazimy! - mruknęła znacząco. - I sorry, ale czy ja dobrze słyszę?! Jesteś dziewczyno po długim erotycznym poście?!  

Bezpośredniość Marceli wywołała rumieniec na twarzy Spacji. Lekko zawstydzona dała się pociągnąć do salonu. Ja ruszyłem za nimi, tworząc w głowie scenariusze dzisiejszej nocy.  

Na środku pokoju, który rozświetlało tylko ciepłe światło dwóch kinkietów zmysłowo kiwały sie w rytm muzyki Wiktoria z Anastazją. Z głośników rozchodził się zmysłowy głos Camilli Cabello. Havana. Kawałek, który w pewnym momencie można było usłyszeć nawet po otwarciu lodówki. Mnie ta popularność nie przeszkadzała, lubiłem ten klimat. Piosenka Camilli była stworzona do wygibasów na parkiecie. Zwłaszcza w kobiecym wykonaniu.

Wsunąłem się między tańczący żeński duet. Obydwie panny odruchowo zmniejszyły dystans między nami. Niewiele zajęło mi dopasowanie się do ich ruchów, a po chwili stanowiliśmy taneczną jedność. Obracając się co pewien czas, obserwowałem dyskretnie moje partnerki.  
Zmieniały się utwory, a nasza trójka kontynuowała zabawę. Anastazja swój układ wykonywała niemal z zamkniętymi oczami. Wczuwała się w muzykę, kontrolując sytuację spod zasłony opuszczonych rzęs. Unosiła je tylko w chwilach, gdy się o mnie ocierała. Ruchy ciała siostrzenicy Anity były bardzo miękkie i subtelne. Pomimo tego, że od czasu, gdy zaczęła się ze mną rżnąć stała się odważniejsza, wciąż była najskromniejszą kochanką z mojego haremu.  
W przeciwieństwie do Wiktorii. Jej styl był gwałtowniejszy, bardziej drapieżny. Tańczyła nie spuszczając ze mnie oka, łypiąc wyzywająco i prowokacyjnie. Przy którymś z kolei kontakcie, mój stwardniały fiut otarł się o tyłek blogerki.  

- To jest czyste wariactwo - stwierdziła cicho. - Wiesz dobrze jak się ta noc skończy, prawda? Mega jazda, ale...

- Daj spokój Wika! - Przerwałem jej, kładąc dłonie na biodrach. Przy okazji wtuliłem się mocniej, wciskając się między nogi. - Pełna zgoda, że to obłęd, ale nie potrafię tego zrozumieć i ogarnąć. To się po prostu dzieje, więc tańczmy i zdajmy się na okoliczności.

- Ale ja chcę tu być i wziąć udział w tej grze - mruknęła Wiktoria, przymykając na moment oczy, gdy kutas naparł  silniej na zwieńczenie ud dziewczyny. - Tylko...

- Zostaw te myśli! - Mówiąc to zadarłem w górę sukienkę blogerki, odsłaniając okrągłe, jędrne pośladki i czerwone stringi. - Jeśli tego chcesz to baw się, szalej, poddaj się szaleństwu chwili.  

Chciałem ściągnąć z Wiktorii skąpą bieliznę, ale Marcelina zdusiła mój projekt w zalążku.  

- Ejże, ejże nie tak szybko moi drodzy! - oświadczyła, burząc nasz potrójny układ taneczny. - Wy tu narzucacie tempo, a powinniśmy się skupić bardziej na Sabie! Dziewczyna ma potężne zaległości, a nasza głowa w tym, żeby o tym zapomniała!

- Nie musicie... nie wymagam tego - jęknęła Spacja.  

- My tak z własnej woli - Wika przyciągnęła techno czarodziejkę na środek salonu. W lot odgadła co planuje Marcelina. Od czasu wspólnych igraszek rozumiały się niemal bez słów.  - Michał lubi sobie popatrzeć, zanim dojdzie do kulminacji. Urządźmy mu super przedstawienie.  

Utworzyły trójkąt w którego centrum znalazła się Sabina. Cztery panny tańcząc, rozpoczęły spektakl. Powoli, trzymając się rytmu pozbawiły Spację całego stroju. Z początku w ruchach dziewczyny czuło się niepewność i skrępowanie, ale gdy otaczające ją towarzyszki również odrzuciły na bok ubranie, ciśnienie wyraźnie ustąpiło.  

Marcelina, Wiktoria i Anastazja miały już za sobą sporo wspólnych, miłosnych gierek. Z wprawą dobrały się do Sabiny. Ich dłonie oraz usta subtelnie, ale ze śmiałością prześlizgiwały się po ciele towarzyszki. Rozchylone wargi Spacji dowodziły rosnącego podniecenia. Podobnie jak bolesny wzwód i wszechogarniający u mnie. Nie odrywając oczu od taneczno erotycznego kwartetu zrzuciłem z siebie ciuchy. Zanim ponownie usiadłem na kanapie wpadłem na pewien pomysł.  

Chwyciłem jeden z otwartych szampanów, podając go Marceli. Od razu domyśliła się, co mi chodzi po głowie. Uniosła go wyżej, stopniowo wylewając całą zawartość na zaskoczoną Sabinę. Gdy strugi alkoholu opadały w dół Wika z Nastką przyssały się do mokrej skóry techno czarodziejki. Zachłannie spijały złoty nektar z rozkosznego naczynia w jakie przeobraziło się ciało Spacji. Gdy butelka była całkiem pusta, dołączyła do smakowania nowej towarzyszki również Marcela.  

Widok był oszałamiający. Sabina roziskrzonymi oczami obserwowała pozostałe dziewczyny. Marcela, Wika i Nastka zamieniając się miejscami, pracowicie przesuwały ustami po ciele techno czarodziejki. Obraz pieszczących Spację dziewczyn rozgrzewał moją i tak gorącą już krew. Zwłaszcza, gdy skupiały się na piersiach, tyłku czy kroczu partnerki.  
W końcu zabawa w pionie nieco nadwyrężyła siły erotycznego kwartetu.  

Dziewczyny przestały poruszać się w rytm muzyki, przesuwając się bliżej kanapy na której siedziałem. Leżał tam gruby, mięsisty dywan. Domyśliłem się, że teraz tam moje kochanki przeniosą całą akcję.  

Rozpalona pieszczotami i całkiem nimi owładnięta Spacja dała się poprowadzić jak dziecko. Towarzyszki ułożyły ją na plecach, po czym ponownie skupiły się na ciele dziewczyny. Saba pojękiwała cicho, coraz bardziej zanurzając się w świat rozkoszy. Cudownie było widzieć falujące piersi, drżące biodra oraz zamglone spojrzenie techno czarodziejki.  

Ten obraz działał za zmysły. Całe krocze bolało mnie od potężnego wzwodu. Musiałem coś z tym zrobić, a najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest zaspokojenie żądzy. Żar wypalał mnie od środka, pustosząc oraz trawiąc tam każdy, najmniej nawet istotny fragment.  

- Idę do was - wychrypiałem, podnosząc się z kanapy.  

Stanąłem nad plątaniną młodych, bajecznych ciał skotłowanych na podłodze. Saba dostrzegła pojawienie się mojej osoby. Mętnym wzrokiem pożądliwie omiotła nabrzmiałego fiuta. Większej zachęty nie było mi trzeba. Budziła się nieokiełznana bestia.

- Zmieniamy miejscówkę - zarządziłem, biorąc Sabę na ręce. Wtuliła się we mnie, drżąca i rozpalona. Reszta dziewczyn ruszyła za nami.  
  
Przestronne łoże bardziej nadawało się do wieloosobowych erotycznych harców. Gdy już się tam znaleźliśmy Marcela położyła się na plecach, a Sabina klęknęła nad nią, otaczając nogami jej ramiona. Leżąca niżej panna od razu przeszła do rzeczy, przywierając do krocza. Spacja jęknęła cicho,  opadając do przodu oraz opierając się na rękach. Atak potężnego podniecenia wzmógł się, gdy Wika to samo uczyniła z pośladkami techno czarodziejki i dzielącą je doliną. Ja zająłem pozycję przed Sabiną, podsuwając jej do ust kutasa.  

Chwyciła go ochoczo, w jednej chwili odsłaniając sino karminową żołądź. Wijąc się pod wpływem pieszczot dziewczyn, drżącą dłonią przesuwała wzdłuż pokrytego siecią cienkich żył trzonu. Stojąca z boku Anastazja też odnalazła się w tej sytuacji. Przycupnięta lekko z boku, skupiła się na wiszących piersiach.  

Ciało Saby potraktowane tyloma bodźcami opanowały dzikie wibracje. Drżąc niczym w febrze wiła się, kręciła zadkiem i jęczała coraz głośniej. Tej ostatniej oznaki ogromnego podniecenia zaprzestała, gdy połknęła  mojego członka. Chwyciłem mocno pukiel włosów techno czarodziejki wkładając wiele energii w kolejne pchnięcia. Na Spacji zdawały się jednak nie robić wrażenia. Wyzywająco zerknęła w górę, chcąc mi jakby powiedzieć - tylko na tyle cię stać?

Uwolniłem kutasa z niewoli ust dziewczyny. Kiwnąłem głową w stronę Wiki, by zrobiła dla mnie miejsce przy tyłku Saby. Zanim dobrałem się do różowych, nabrzmiałych wrót, dałem sobie chwilę na obserwację poczynań blogerki. Wiktoria ułożyła się na plecach, z szeroko rozstawionymi, podkulonymi nogami. Lśniącą od soków norkę zbliżyła do twarzy Spacji, po czym naciskając od góry głowę partnerki zmusiła ją do oralnych pieszczot.  

Spojrzałem jeszcze w dół, na skupioną na swojej miłosnej robocie Marceli, a potem wyprowadziłem gwałtowny sztych. Uda i pośladki Sabiny zadrżały, gdy wszedłem w nią po same jądra. Przed oczami zawirowały mi czarne plamy, głowę wypełnił pulsujący tumult. Ujmując biodra Spacji w dłonie, rozpocząłem szaleńcze pieprzenie.  

Ilość oraz gwałtowność doznań sprawiły, że techno czarodziejka szybko znalazła się na krawędzi spełnienia. Ruchy ciała dziewczyny były coraz mniej regularne i płynne. Siła uderzeń mojego fiuta sprawiła, że Marcela wysunęła się spod Saby, obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Zaraz po tym techno czarodziejką targnęły silne ekstatyczne spazmy. Zamarła, wyginając plecy w łuk, mocniej przywierając do krocza Wiktorii. Pięści Spacji wczepiły się w prześcieradło, miętoląc je w harmonijkę. Orgazm wybuchł w niej z wielką mocą, opadła na łóżko, zsuwając się z mojego kutasa.

Pozostałe dziewczyny kontrolowały jednak sytuację. Wiktoria pozwoliła ułożyć się Sabie na swoim łonie, a Marcelina z Anastazją przytrzymały ją tak, by miała lekko uniesiony zadek. Na powrót wbiłem się w rozpalone, lepkie wnętrze, szukając swojego spełnienia.  
Wystarczyły mi kilka sztychów. Unieruchomiona Spacja dzielnie je przyjęła, choć były z gatunku tych mało subtelnych. Przy ostatnim uwolniona we mnie fala, spłynęła z okolic lędźwi ku ujściu. Wyczuwając zbliżający się finał, Marcela z Nastką mocniej wtuliły się Sabinę.  
  
W tej samej chwili poczułem moc płynącej lawy. Wyszedłem z kochanki, przytrzymując kutasa u nasady. Perliste smugi wystrzeliły niczym przebudzony gejzer, lądując na pośladkach i krzyżu Saby. Część miłosnych soków odnalazła swój punkt docelowy na twarzach Marceli i Nastki.  
Dopiero wtedy uwolniłem umęczoną jamkę Spacji od tkwiącego w niej kutasa. Wirujące przed oczami plamy ustępowały. Znacznie szybciej niż żar, który otulił mnie błogostanem.  

Leżeliśmy ze Spacją obok siebie, chłonąc rozbuchane emocje. Spocone ciała promieniowały niesamowitą energią. Miałem ochotę leżeć tak przez następne godziny, czując obok siebie spełnioną kochankę.  

- To była jazda bez trzymanki - wymruczała Sabina, prężąc się niczym kotka. - Wariactwo, czyste szaleństwo.

- Nie podobało ci się? - spytałem.  

- Kurde! Właśnie cały szkopuł polega na tym, że bardzo. - Spacja uśmiechając się, pocałowała mój sutek.  

- No to świetnie! - stwierdziłem, zerkając na pozostałe trzy dziewczyny. - Dzięki nim to wszystko, więc pora byśmy się im zrewanżowali.  

Chwyciłem za nogi Marcelę, przyciągając ją do siebie. Po chwili to samo uczyniłem z Wiką. Kątem oka dostrzegłem, że Saba ułożyła się między nogami Anastazji. Gdy uda siostrzenicy Anity zadrżały, domyśliłem się, że techno czarodziejka zabrała się do pracy.  
Nie było na co czekać. Wsunąłem dłonie w zwieńczenia ud Wiktorii i Marceliny, odnajdując nabrzmiałe, wilgotne wargi sromowe. Pocierałam je przez moment, by w końcu zagłębić się w miękkie, ciepłe wnętrza palce.  
Zarumienione twarze dziewczyn rozjaśnił blask zadowolenia. Nakręcane ruchami moich palców, przekręciły się lekko ku sobie, zaczynając pieścić nawzajem swoje piersi. Z boku Nastce było chyba równie dobrze, bo pojękiwała, wdzięcznie kręcąc biodrami i tyłkiem.  

Chcąc dać odpocząć utrudzonym palcom, przeszedłem na tryb pracy językiem. Wsunąłem się bardziej między uda Wiktorii, lgnąc ustami do rozkwitłych od pieszczot płatków cipki. Marcelina zareagowała natychmiast, zmieniając położenie. Otoczyła udami głowę Anastazji, której nie trzeba było tłumaczyć po co to zrobiła. Głowa siostrzenicy Anity miarowo zaczęła się poruszać przy kroczu starszej koleżanki.  
Tym sposobem mogłem się całkowicie skupić na norce Wiki. Orząc ją płytko końcem języka drażniłem się z partnerką. Blogerka napierała mocniej kroczem, dopominając się o zuchwalsze pieszczoty. Droczyłem się jeszcze chwilę, by w końcu skupić się na nabrzmiałym żołędziu łechtaczki. Ciało Wiktorii eksplodowało, a ja do tej pieszczoty dołączyłem kolejną, wsuwając w lepkie wnętrze cipki palec.  

Dziewczyny były mocno podniecone wcześniejszymi igraszkami, więc nie potrzebowaliśmy z Sabą zbyt wiele czasu. Ona pierwsza doprowadziła do orgazmu Nastkę. Najmłodsza z towarzystwa niemal zawyła, prężąc się i wyginając ciało. Błysk w oku Spacji świadczył, że była z siebie zadowolona. Spełnienie kosztowało Anastazję dużo energii. Przerwała pieszczoty norki Marceli. Niezmordowana techno czarodziejka przejęła od niej to zadanie, ochoczo nurkując między kolumnami nóg Marceliny.  
Udało nam się zgrać idealnie. Wika z Marcelą zaczęły szczytować w tym samym czasie. Skupiony na wyciskaniu ostatnich soków z rozpalonej cipki kochanki, kątem oka ujrzałem, że dziewczyny chwytają się za ręce. Do finałowych fajerwerków pozostało niewiele czasu.  

Odczytując wskazówki jakie wysyłało mi ciało Wiki, zacząłem pieścić ją jeszcze gwałtowniej. Na chwilę przed spełnieniem uniosłem głowę, by móc obserwować spektakl podwójnego spełnienia. Nie dając wytchnienia łechtaczce Wiktorii czekałem na zakończenie tej miłosnej gry.  

Pieszczone dziewczyny wciąż trzymały się za ręce. Robiły to z taką siłą, że pobielały im kłykcie na kostkach. Ich twarze jaśniały, oczy pokryte były mglistą firaną rozkoszy. Wika miała usta szeroko rozwarte, a Marcela przygryzała dolną wargę. Sztywne, szarpane ruchy bioder wieszczyły nadejście orgazmów. W końcu nastąpił ten kulminacyjny moment. Ostatnie, silne spazmy szarpnęły ciałami dziewczyn. Zaraz potem znieruchomiały.  
Sabina i ja, zadowoleni z siebie złączyliśmy się w lepkim od ich miłosnych soków pocałunku.  

Chwilowo wszyscy byliśmy zmęczeni. Leżeliśmy więc na wyrze, trochę milcząc, nieco więcej się zachwycając. Stłoczeni w nagą masę nie potrafiliśmy się powstrzymać od subtelnych, ale znaczących dotyków czy delikatnych pieszczot. Dziewczyny odzyskiwały wigor, co widać było po ich humorach. Śmiały się i dowcipkowały. Spojrzałem na Sabinę, której w takim wydaniu jeszcze nie widziałem. Na chwilę odezwała się satysfakcja, a potem - nie wiedzieć czemu - przed moimi oczami stanęła Kornelia. Patrząc ukradkiem na sprężyste, zgrabne ciało Spacji zastanawiałem się, czy ona ma równie atrakcyjne. Czy dotykając jej czułbym tą samą muślinową delikatność? Czy w okolicy krzyża ma podobnie jak siostra dwa cudowne dołki? Takich pytań miałem wiele. Panna zalazła mi konkretnie za skórę. Pożądałem jej, ale było w tym coś więcej. Nawet moja wymarzona Anita nie budziła we mnie takich emocji jak młodsza siostra Spacji. Wkurzała mnie tymi swoimi teoriami i wymądrzaniem, ale z drugiej strony jeśli to miałyby być jedyne chwile jakie miałem możliwość z nią spędzić, to godziłem się na to utrapienie.  

Zerknąłem na boki. Osiem różnych, ale świetnych piersi. Cztery jędrne tyłki. Tyle samo chętnych, gościnnych norek. Zdawałoby się, cudowna matematyka. Gdyby jednak ktoś powiedział mi przed ubiegłymi wakacjami, że taka sytuacja się zdarzy, natychmiast odesłałbym go do lekarza od urojeń. To nie powinno się zdarzyć. Nikomu. Tymczasem akurat jedyny syn państwa Wanatów dostąpił tego zaszczytu. Moje życie stało się pornosem z elementami akcji! Nic tylko się cieszyć!
Być może jednak Nela miała rację? Zbytnio się rozbestwiłem! Dar załatwiał za mnie wszystko. Co jednak będzie dalej? Całe życie będę ciągnął za sobą powiększającą się gromadkę gotowych na wszystko partnerek? Ktoś powiedziałby, że to super rozwiązanie. Ba, jeszcze chwilę temu sam tak uważałem. Wciąż chyba tak uważam? Tylko skąd te rozterki? Depresja sylwestrowa? Jest coś takiego, do kurwy nędzy?

Pierwsza zorientowała się Sabina. Umilkła i wtuliła się we mnie.  

- Co się stało? Posmutniałeś nagle.

- Nic. Wszystko jest ok. - Uśmiechnąłem się do niej. - To raczej rozmarzenie.  

- Myślę, że nie chcesz się przyznać - odparła, kręcąc głową. Pozostałe dziewczyny, słysząc słowa Spacji również skupiły na mnie swoją uwagę.  

- Było nie tak jak chciałeś? - Wyrwało się Nastce.  

- Żartujesz! Było magicznie! - odpowiedziałem szczerze, z przekonaniem, podejmując w myślach nagłą decyzję. - Mam jednak prośbę i liczę, że okażecie zrozumienie.

- Mów śmiało! - zachęciła mnie Marcela.

- Jest Sylwester. Resztę czasu spędźmy bawiąc się doskonale, ale już bez bzykania, ok.? - Zaproponowałem. Wcześniejsze postanowienie swoją drogą, ale nowy ja zacznę się od teraz. Nie to, że zrezygnuje z dziewczyn całkowicie, ale pora wrócić do momentu, gdy to wszystko było mniej szalone.  

- Jasne, jak chcesz. - Zgodziły się wszystkie, choć Nastka i Saba nie potrafiły ukryć lekkiego zawodu. Cóż, pewnie spodziewały się więcej. Trudno. Dar jednak robił swoje. W tym wypadku nie były w stanie mi odmówić.  

Wszyscy lepiliśmy się do szampana, z którego zaserwowaliśmy Sabie szampański deszcz. Ona była oczywiście najbardziej poszkodowana, więc pozwoliliśmy jej jako pierwszej odwiedzić prysznic. Wymienialiśmy się potem sukcesywnie. Świeżutcy jak oddech po pastach z reklam rozpoczęliśmy klasyczną sylwestrową zabawę.

Było wesoło i głośno. Nie brakło też namiętnych chwil. Ograniczały się jednak do pocałunków i obmacywania. Wszystko niby cacy. Powiedziałbym, że bawiłem się doskonale, ale co pewien czas radosny nastrój psuły nawroty tych pieprzonych wątpliwości. Zaczynałem wierzyć, że Kornelia to jakaś współczesna wersja czarownicy.  
Debil skończony!  

C.d.n. ...






  



  




  





















  


  

  
  














  

Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 11168 słów i 61884 znaków, zaktualizował 6 lut 2019.

13 komentarze

 
  • Aoe

    Chyba pomysły się skonczyly

  • Bart

    Już drugi tydzień kwietnia a tu nic. Iks jak to tak?

  • Noname

    @Bart Tak jak widać. Parafrazując mojego dawnego szkolnego kolegę: trzy lata później... w tym samym miejscu...

  • Bvvdgh

    Autor chyba jednak zszedł bo nadal nie ma żadnej części szkoda bo cykl był interesujący

  • MazowieckiZiomek

    Kozaaaaaak

  • Gjfgy

    Będzie kolejna część??? Jakoś się chyba nie zapowiada

  • Iks

    @Gjfgy Będzie. Od dłuższego już czasu częstotliwość ukazywania się kolejnych części spadła i niestety z powodu codziennych, życiowych spraw na razie się to nie zmieni. Niemniej jednak będą następne części i cykl zostanie ukończony. Chyba, że zejdę... Pozdrawiam. X

  • Kolekcjoner

    Jak skończysz mogłaby z tego powstać fajna powieść erotyczna 😀

  • Iks

    @Kolekcjoner Miło mi bardzo, że tak uważasz, ale myślę sobie, że sporo pracy trzeba by włożyć, żeby ten tekst mógł zacząć przypominać powieść. Pozdrawiam.

  • Somebody

    W końcu znalazłam czas, żeby na spokojnie przeczytać. Trzymasz formę Autorze! Na kolejną część poczekam ile będzie to konieczne, bo z pewnością się opłaci. Owocnej pracy życzę :)

  • Iks

    @Somebody Co do Twoich pozytywnych komentarzy mogę powiedzieć tylko jedno...
    O Pani, pozostaw mnie radosnym i wdzięcznym.  
    Nie pozwól, bym upadł bez pokory na bruk... itd. itp.  
    Zbyt łaskawa dla mnie jesteś Sombdy, ale co tam... chwilo trwaj!
    Pozdrawiam serdecznie
    X

  • Ask

    Może tak następna część?? Najlepiej w tym roku

  • Iks

    @Ask Nie do końca wiem, czy się cieszyć z Twojego komentarza. Z jednej strony chcesz następnej odsłony więc chyba Ci się podobało. Z drugiej ten żart czy sarkazm z terminem. Cóż mogę Ci obiecać że w tym roku kolejna część się pojawi. Ba, skończę serię nawet. Dzięki za komentarz.

  • BOB

    Brak mi słów na to… Krotko mówiąc cudo. Chyba jeszcze żadnej seri nie czytało mi się z taką przyjemnością. Iks dziękuje Ci za tą miłą lekturę. 😁

  • Iks

    @BOB Bardzo dziękuję za niezwykle miłe słowa. Będę wciąż starał się trzymać poziom, choć obiecać nie mogę kiedy kolejna część się pojawi.  
    Pozdrawiam  
    X

  • Niktważny

    Mam nadzieję, że jeszcze trochę pociągniesz serie a potem weźmiesz się za coś nowego.

  • Iks

    @Niktważny Trochę tak (odpowiedź jest w niżej). Co do czegoś nowego. Tak, tak, tak!!! Moja chęć pisania oraz Wasze Czytelnicze komplementy pchają mnie do nowych wyzwań. Pomysłów mam na kilka opowiadań. Potrzebuję tylko 6 w totka, żebym nie musiał pracować.Mielibyście odcinki co chwila.  
    Pozdrawiam
    X

  • Ja

    No nareszcie powróciła najepsza seria na tej stronie!   :danss:

  • Iks

    @Ja Dzięki, choć "najlepsza" to duże słowo. Ale cieszę się.... Pozdrawiam. X

  • emeryt

    @Iks, dzięki za kolejny odcinek. Według mnie wspaniały, lecz dla mnie to postanowienie  noworoczne głównego bohatera trochę przypomina postanowienie nałogowego palacza. Na razie czekam na to co jeszcze uda się Tobie w tym opowiadaniu wymyśleć. Przesyłam pozdrowienia.

  • Iks

    @emeryt Dziękuję za dobre słowo. Niezwykle to miłe i budujące.  
    Co do postanowienia Michała - cóż, wiem że się droczę z Czytelnikiem, ale to z sympatii - na dwoje babka wróżyła, a nawet na troje, bo jest możliwość pośrednia.  
    Co do dalszych losów jurnego maturzysty - powiem szczerze, że tu niewiele mam już do wymyślania. Tak, jak wcześniej opowiadanie ewoluowało, tak teraz przyszła pora, że zmierzam twardo do finału z rozpisanymi już rolami. Zostało tylko pisanie tak, by tego nie zepsuć, wymyślania już nie będzie. Oczywiście dla Was, moi drodzy Czytelnicy dalsze perypetie są tajemnicą, ale w tym chyba cały urok. By je odkrywać i poznawać je po kolei. Niemniej jednak wyrok na scenariusz zapadł wydany przez Autora i to nieodwołalnie. Przydałaby się tylko dodatkowa wolna doba w tygodniu, bo największą tajemnicą jest kiedy pojawi się cześć, na której końcu będzie napis "koniec", a nie "c.d.n.".
    Pozdrawiam.
    X

  • BlackCrowe

    @Iks "wydaje się mije"( kto pamięta ten sławny greps trenera Górskiego????), że idziesz w dobrą stronę- ciągnięcie  tego dalej nic już nie da - formuła się już wyczerpała. Ciągnięcie tego do pierdyliona odcinków jest bezsensowne. Rację więc posiadasz. Teraz - wkręciłeś się znowu na właściwy sobie poziom, brawo! Oby tak dalej!!! Pozdrawiam

  • Iks

    Zgodnie z zapowiedzią. Ten tydzień. Ta część. Voila!  
    Gorączka to czasem dobra rzecz. Pojawiła się wczoraj niespodziewanie po południu, więc dziś od rana walczyłem z ostatnimi akapitami i szlifami. Jak zwykle zapraszam i liczę, że tempo pisania nie wpłynęło na moją formę pisarczyka.  
    Pozdrawiam wszystkich.
    X.

  • Dawid1828

    @Iks to niezły tydzień