Przypadek Michała cz.XXIII

Przypadek Michała cz.XXIII****

Takie wiadomości w telefonie jak ta, która się właśnie wyświetliła pompowały moją męską próżności do rozmiarów zeppelina.  

"Jutro wylatujemy z rodzicami, ale koniecznie chcemy się z tobą zobaczyć. Będziemy czekać o 13.00 w domu. Żeby nie tracić czasu wchodź jak do siebie. Kod do furtki i drzwi jest ten sam: 061999 i krzyżyk. Odpisz czy przyjdziesz!"

Potwierdzając gotowość stawienia się na wezwanie, uśmiechnąłem się do swoich myśli. Nieźle dogodziłem bliźniaczkom, że nie mogły wytrzymać beze nawet przez kilkanaście godzin. Dar kotłował się we mnie, wywołując niezbyt uciążliwe pulsowanie, które utrzymywało mnie w stanie lekkiego, ale ciągłego podniecenia.  
Czułem przemożną chęć zaspokojenia swoich fantazji, które stawały się coraz bardziej śmiałe i nietypowe. Niestety, pomimo swych zdolności miałem z tym problem. Po raz pierwszy w życiu nie cieszyło mnie nadchodzące Boże Narodzenie. W przedświątecznej zawierusze trudno było dziewczynom z mojego haremu znaleźć odpowiednio dużo czasu, byśmy mogli odpowiednio skonsumować swoje potrzeby.  
Stąd wynikała radość z powodu wiadomości od bliźniaczek. Być może czekała mnie miłosna runda z siostrami Sobiesiak. Nawet jeśli nie będzie zbyt długa, to postaram się, by była intensywna.  

Załatwiłem w domu wszystko tak, by być wolnym przez dwie godziny od trzynastej i z głową rozpaloną wizjami niegrzecznych igraszek stawiłem się w ekspresowym tempie przed domem bliźniaczek. Skoro podały mi kod to zapewne przygotowały dla mnie jakiś scenariusz, a ja chciałem się z nim jak najszybciej zapoznać. Drżącymi palcami wciskałem kolejne klawisze, z podnieceniem obserwując jak ustępują bariery dzielące mnie od tej chwili.  

Gdy tylko drzwi zamknęły się za mną dopadła mnie głośna muzyka, dobiegająca z głębi domu. Cóż, nastrój w miłosnej zabawie jest istotny, choć zastanawiał mnie klucz według którego dziewczyny dobrały melodie. Według mnie, takiej schadzce jak nasza powinna towarzyszyć muzyka nastrojowa, a tymczasem moje uszy atakowały mocne, taneczne bity, do tego rodem z lat dziewięćdziesiątych. Jeśli się nie myliłem to teraz właśnie swoją muzyczną opowieść snuło Backstreet Boys. Niezbadane są ludzkie gusty, stwierdziłem w duchu i ruszyłem w stronę źródła dźwięku.  

Głosy chłopaków z boysbandu nieoczekiwanie zaprowadziły mnie do drzwi, które znajdowały się pod schodami i prowadziły w dół. Czyżby Dominika i Weronika wymyśliły sobie piwniczne rozkosze? W zasadzie miałem w nosie, gdzie miałbym je zerżnąć byleby tylko do tego doszło, więc nie tracąc czasu na niepotrzebne wątpliwości nacisnąłem klamkę, kierując się po schodach w dół. Najciszej jak potrafiłem, zakradłem się w pobliże miejsca, gdzie znajdowało się muzyczne epicentrum i przylgnąłem do ściany. Skoro bliźniaczki mnie tak zwodziły, postanowiłem zrobić im niespodziankę wyskakując nagle jak Filip z konopi.  

Sprężyłem się, gotów do wykonania niespodziewanego manewru, gdy kątem oka ujrzałem coś co mnie przed tym powstrzymało. Pokój w którym spodziewałem się zastać siostry miało jedynie łukowato zakończony otwór drzwiowy. W jego pobliżu na ścianie wisiało duże lustro, w którym widać było duży fragment pomieszczenia. Najwyraźniej służyło ono za domową salę fitness, bo znajdowały się w nim urządzenia kojarzone z siłownią. Na środku rozłożona była duża mata, a na niej, prężąc się i kręcąc zadkiem wykonywała ćwiczenia przedstawicielka płci pięknej. Nie zgadzało mi się jednak, że wirująca pupa była jedna i zdecydowanie nie należała do żadnej z bliźniaczek. Widok był jednak tak kusząco przyjemny, że usunąłem, aby nie zostać odkrytym, kontynuując obserwację.  

Podglądanie ułatwiało mi to, że ćwicząca była odwrócona do mnie tyłem. Zerkając czasem nieco odważniej udało mi dostrzec rysy twarzy kobiety, przez co doszedłem do wniosku, że była to matka Dominiki i Weroniki. Od razu pożałowałem, że dziewczyny nie odziedziczyły urody jedynie po mamie. Choć były bardzo ładne, to gen ojcowski zrobił swoje, ingerując w bardziej klasyczne piękno rysów, które prezentowała pani Sobiesiak.  
Długo jednak ze względu na sytuację nie dane mi było podziwiać niezwykłej urody twarzy matki bliźniczek. Nie miałem jednak poczucia straty, bo nogi, tyłek i ogólnie figura kobiety rekompensowały mi to w zupełności. Siłą rzeczy zacząłem porównywać gospodynię do Bogny, z którą musiały być w podobnym wieku.  

Pomimo tego, że dyrektorka szkoły była niesamowicie atrakcyjna, to przy pani Sobiesiak mogłaby być jedynie skromniejszą koleżanką. Uroda prężącej się przede mną kobiety była bardziej subtelna. Szczuplejsza i zgrabniejsza matka bliźniaczek nie ustępowała jednak Bognie zbytnio w krągłości tyłka czy rozmiarze biustu. Tym samym wygrywała w ogólnej klasyfikacji, szybko sporządzonej przez Michała Wanata wtulonego w chłodną, białą ścianę.  

Nie mogłem oderwać oczu od prężących się pośladków, unoszonych nóg i podrygujących piersi gospodyni. Moja fascynacja była tym większa, że strój do ćwiczeń pani Sobiesiak wdziała dosyć skąpy. Koszulka na ramiączka, miała głęboki dekolt i była dość krótka, odsłaniając nie tylko wdzięczne ramiona oraz sporą część biustu, ale również kształtne biodra i niesamowity jak na kobietę w takim wieku brzuch. Niżej było równie ciekawie, bo kuse szorty pozwalały na podziwianie zgrabnych nóg, a przy niektórych ruchach kusiły odsłoniętymi fragmentami bardziej ukrytych zakamarków ciała.  

Widok wywołał łatwe do przewidzenia skutki. Podniecenie sprawiło, że poczułem falę przejmującego, wewnętrznego ciepła. Nabrzmiały, stwardniały kutas zaczął mnie mocno uwierać w kroku. Rozbuchana wyobraźnia podsuwała sceny rodem z niegrzecznych filmów. Korciło mnie, żeby się ujawnić, sprawdzając czy spełni się scenariusz z głowy, wedle którego pojawiały się w moich myślach nieprzyzwoite scenki. Na całe szczęście tliło się we mnie jeszcze sporo rozsądku. Do jasnej cholery, dar darem, ale to byłaby duża przesada. Kobieta mnie wcale nie znała, a zaledwie kilkanaście godzin temu zaliczyłem jej obydwie córki. To byłoby chore, stwierdziłem w duchu dumny ze swojej postawy, choć brzydkie pomysły na seksualne ekscesy z panią Sobiesiak rozpalały wciąż mój umysł.  

Wewnętrzną walkę i radość z podglądania przerwał mi dźwięk przychodzącej wiadomości z mojego telefonu. Wzdrygnąłem się odruchowo, robiąc przy tym trochę hałasu. To musiało skutkować odkryciem mojej obecności.  

Ćwicząca gospodyni domu w jednej chwili przerwała wygibasy i poderwała się z przerażoną miną. Nie było sensu ukrywać się dalej, więc wynurzyłem się zza ściany stając przed rozdygotaną panią Sobiesiak.

- Kim ty jesteś i jak tu wszedłeś!? - krzyknęła, rozglądając się na boki. Wyglądało na to, że szuka czegoś, by mi przywalić.  

- Proszę się uspokoić, jestem...

- Jesteś bandziorem! Nic z tego gnoju, będę krzyczeć, aż zlecą się tu wszyscy sąsiedzi albo zadzwonią na policję! - Wzburzona kobieta przybrała wojowniczą postawę. Strach jednak trzymał ją na miejscu. Nie wiedziała czego się po mnie spodziewać.  

- Proszę mnie posłuchać...

- Wydrapię ci oczy skurwielu!

- Ale...

- Mąż sprawi, że będziesz żałował tego do końca życia! - Emocje gotowały się w pani Sobiesiak. Nie dopuszczała mnie do słowa. Nic do niej nie docierało.

Podszedłem do niej bliżej, widząc jak błękitne oczy robią się szerokie ze strachu. Musiałem jednak przerwać jakoś niemoc w naszej komunikacji. Wyciągnąłem dłoń i uszczypnąłem kobietę w tyłek. Zareagowała spontanicznie, wymierzając mi siarczysty policzek.

- Proszę nie rób mi krzywdy! - wyszeptała łamiącym się głosem, jakby wystraszona swoim zuchwalstwem.  

- Nie zamierzam. proszę pani. Jestem kolegą Dominiki i Weroniki - Potarłem piekącą twarz zadowolony, że uszczypnięcie podziałało. Udało mi się wreszcie dojść do słowa.  

- Akurat ci uwierzę. Nie znam cię - stwierdziła nieco spokojniej gospodyni.  

- Zgadza się. Od niedawna się z nimi zaprzyjaźniłem. - Uśmiechnąłem się lekko. Od kiedy to seks nazywa się przyjaźnią. No, ale tego dumna zapewne ze swoich córek mama, nie musiała wiedzieć.  

- Jeśli tak, to dziwnie traktujesz matki przyjaciółek. Co miało znaczyć wejście do obcego domu i podglądanie!? - Pani Sobiesiak szybko dochodziła do siebie. Jej głos przybrał karcące brzmienie, tak charakterystyczne dla rodziców.

- Umówiłem się z dziewczynami, że spotkamy się u państwa w domu. Przyszedłem, dzwoniłem ale nikt nie odpowiadał. - Skłamałem gładko, nieco naciągając fakty. - Słyszałem muzykę, wiec pomyślałem, że nie słyszą dzwonka, a furtka i drzwi były otwarte, więc wszedłem.  

- Ciekawe czy zawsze tak robisz? - Pani Sobiesiak spojrzała na mnie krytycznie.  

- Nie. Nie wiem czemu tak zrobiłem, ale poszedłem potem za muzyką i zobaczyłem panią ćwiczącą tutaj i...

- I co!?

- Przepraszam, głupio mi o tym mówić - stwierdziłem, udając zażenowanie.  

- O czym!? - Mama bliźniaczek wlepiła me mnie swoje błękitne oczy.  

- Po prostu kiedy zobaczyłem panią ćwiczącą, to ten widok mnie zaczarował - wyznałem cicho, starając się łamać głos. - Wiem, że to nieodpowiednie co powiem, ale... jest pani bardzo atrakcyjna. Poczułem fascynację i... nie mogłem po prostu oczu od pani oderwać.  

- Skończ już z tymi głupotami! Rzeczywiście zapędziłeś się trochę chłopcze, aż mi nieswojo tego słuchać! - Skarciła mnie pani Sobiesiak słabo udając wzburzenie. Na jej twarzy wykwitł całkiem przyjemny rumieniec, w którym - na moje oko - więcej było zadowolenia niż wstydu i zażenowania.  

- Przepraszam. Za to, że panią wystraszyłem, za to co powiedziałem i za uszczypanie. - Udawałem skruszonego i zawstydzonego swoją postawą.  

- Napędziłeś mi niezłego stracha, ale dajmy już temu spokój - oświadczyła ponętna gospodyni. - Szoruj na górę, zaraz do ciebie przyjdę. W kuchni są napoje i jakieś owoce. Jeśli masz ochotę, poczęstuj się.  

Zrobiłem jak powiedziała. Na górze odczytałem wiadomość, która doprowadziła do ujawnienia mnie jako niecnego podglądacza. Pisały bliźniaczki.  
"Jeśli jeszcze nie wyszedłeś z domu, to zostań. Mamy nieprzewidziane towarzystwo, które nie przypadło by ci do gustu."
Co to miało znaczyć? Jak nie wyszedłem z domu? Przecież minęło pół do drugiej! To one się spóźniają na maksa!
Po chwili zrozumiałem co się prawdopodobnie wydarzyło. Dominika z Weroniką chciały się umówić na czternastą, a kliknęły omyłkowo źle jedną cyfrę. Stąd całe zamieszanie i moje ekscytujące zdarzenie z ich mamą.  

Pani Sobiesiak przyszła do mnie po dziesięciu minutach. Musiała wziąć bardzo szybki prysznic, bo pachniała przyjemnie płynem do kąpieli. W domowym wydaniu była równie atrakcyjna. Legginsy podkreślały linię zgrabnych nóg, a luźny, niesforny sweter zsuwał się, odsłaniając jedno z kształtnych ramion.  

- Jest pani super. - Zagaiłem, gdy usiadła naprzeciwko mnie, na skórzanej, wypasionej kanapie. - Dziękuję, że była pani tak miła, bo rzeczywiście nie zachowałem się zbyt dobrze.  

- Nie. Nie zachowałeś się. - Przyjrzała się mi badawczo. - Mogłabym być twoją matką, więc... sam rozumiesz, przesadziłeś troszeczkę.  

- Domyślam się, że niekoniecznie nawet "troszeczkę" - przytaknąłem, nie odrywając od niej oczu.

- A pomimo tego, wciąż gapisz się na mnie niedwuznacznie - Uśmiech błąkał się na twarzy mamy bliźniaczek.  

- Proszę panią, przecież rozmawiamy. Gdzie mam się patrzeć? - zaprotestowałem.

- No tak, masz rację. A jak ty masz właściwie na imię?  

- Michał. Michał Wanat, proszę pani.  

- No cóż, pomimo niefortunnego początku, miło mi Michale - Gospodyni podała mi dłoń, uśmiechając się promiennie. - Iwona, mama twoich przyjaciółek.  

Poderwałem się i ucałowałem wypielęgnowaną dłoń, starając się obudzić w sobie ducha galanterii.  

- No proszę... pan Wanat umie być wytworny. - Żartem przykryła wyraźną przyjemność, jaką sprawia jej mój podziw w spojrzeniu i zachowanie.  

- Tamto na dole, to nie byłem ja - stwierdziłem, ciekaw czy podejmie temat. - To nie do końca była prawda i... jeszcze raz przepraszam. Zwłaszcza za to uszczypanie, ale... pani była taka zdenerwowana i nie słuchała mnie wcale...

- Dajmy już spokój. Okoliczności były zaskakujące i dziwne, więc to usprawiedliwione. - Mama Sobiesiak mrugnęła do mnie okiem. - Ja też nie nadużywam przekleństw, a nazwałam cię brzydko. Też cię przepraszam.  

- Pani? Mnie? A za co?

- To mamy to już załatwione. Powiedz mi natomiast jedno. To twoje tłumaczenie było wymyślone z potrzeby chwili, czy... no wiesz, naprawdę tak przykułam twoją uwagę? - Pani Iwona złapała przynętę niczym wygłodniała ryba. Jej ciekawość miała niewątpliwy powód. Kobieca próżność to potężny żywioł.  

- Nie. Pod tym względem mówiłem prawdę. - Spuściłem wzrok, udając zawstydzenie. - Już teraz wiem po kim dziewczyny odziedziczyły nieprzeciętną urodę.  

- Mhm. No, już tak nie spuszczaj wzroku. Nie ma nic złego... - Nie dowiedziałem się co chciała powiedzieć gospodyni, bo zadźwięczał dzwonek domofonu, oznajmiając, że właśnie ktoś wchodzi do domu.  

- To pewnie Dominika i Weronika - oznajmiła pani Iwona, podnosząc się z kanapy.  

Dziewczyny wparowały do domu obładowane torbami z zakupami, trajkocząc jak najęte. Rzeczywiście, nie były same. Za nimi, również objuczona jak wielbłąd pustynnego podróżnika weszła Laura Banaś.  

- Michał!!! - Bliźniaczki wyrzuciły z siebie moje imię niemal równocześnie. Szybko się zreflektowały, dodając - Przyszedłeś jednak. Nabałaganiłyśmy chyba trochę z sms-ami.  

- Na to wychodzi. Chłopak siedzi od godziny, czekając na was i musi znosić moje towarzystwo - oznajmiła pani Iwona. Poczekała, aż córki i jej koleżanka pozbyły się wierzchnich kurtek i rzucając mi ukradkowe spojrzenia ruszyła schodami na piętro.  

- A ten tu czego? Basen macie brudny? - mruknęła Banasiówna, obrzucając mnie obojętnym spojrzeniem z domieszką pogardy.  

- Laura, to nie było zbyt miłe - Weronika stanęła w mojej obronie.  

- Daj spokój Wera! Koleżanka nigdy nie przepadała za mną. - Wzruszyłem ramionami, robiąc przy tym minę, świadczącą, że mam gdzieś stosunek córki radnego do mojej osoby. - Nie dla psa kiełbasa, za wysokie progi i takie tam. Tylko w bajkach biedny krawczyk ma farta jak cholera. W realnym życiu stoi przede mną wyrachowana, zimna księżniczka podczas, gdy ja jestem... cóż, powiedzmy czyścicielem basenów.  

- Michał, wiesz, że... - Dominika spojrzała na koleżankę ze złością, ale ta nie dała jej dokończyć zdania.

- Ma rację! Coś wam na święta odpieprzyło? - W oczach Laury migotały złośliwe ogniki. - Wiem, że czasem nie wybrzydzałyście w doborze znajomych, ale Wanat! Muszę zweryfikować zdanie na wasz temat.  

- Laura, wyluzuj! To nie fair! - Miałem wrażenie, że Dominika zaraz wybuchnie. Starcie między bliźniaczkami a córką Banasia mogłoby być ciekawe, ale nie chciałem by zdarzyło się teraz. Na górze była pani Iwona. Po co miałby identyfikować moją osobę z konfliktem i awanturą?

- Dajcie spokój dziewczyny! Laura tak ma, chodząca szczerość. Nie potrafi być inna, prawda? - Wyszczerzyłem się do Banasiówny nieszczerze. - I tak jestem spóźniony przez naszą pomyłkę. Wesołych świąt, bawcie się dobrze w Alpach.  

- Dzięki. Tobie też życzymy wszystkiego dobrego - Dominika odpowiedziała smutno. - Sorry, że wyszło tak głupio.  

- Nie ma sprawy. - Wzruszyłem ramionami, po czym zacząłem się ubierać. - A jeszcze jedno. Przekażcie życzenia mamie. Ma pewnie mnóstwo na głowie, a zajęła się mną i dotrzymywała mi towarzystwa. Jest super.

Wychodząc usłyszałem pełen złości głos Dominiki.

- Laura, kuźwa, co to miało być?  

No cóż, jeśli panna Banaś była w mocno przyjacielskich stosunkach z bliźniaczkami, to zapowiadało się ochłodzenie relacji. Rozpaczać z tego powodu nie zamierzałem. Na gorące chwile z Dominiką i Weroniką przyjdzie czas po świętach. Co się zaś tyczy oziębłej suki Banaś, to potraktowała mnie jak gówno i postanowiłem sobie to zapamiętać.  

****

Tego samego dnia wieczorem wybrałem się do kina w ramach relaksu, po tym wpadłem w tryby przedświątecznej machiny. Zupełnie sam wybrałem się na męski film z Liamem Neesonem. Nie narzekałem. Przyda mi się drobny reset w obcowaniu z bliźnimi.

Z biletem w łapie rozsiadłem się na wygodnej sofie, czekając na rozpoczęcie seansu. Przypomniałem sobie wcześniejszą scenę z dzisiejszego dnia z panią Iwoną w głównej roli. Zanim jednak zmieniłem znany mi scenariusz wedle swoich kosmatych fantazji, usłyszałem za plecami znajomy głos.  

- Cześć kliencie mojej siostry. - Kornelia przywitała się, nie maskując drwiny w powitaniu.  

- Cześć Nela..., mogę tak mówić? - Udałem, że nie wyczuwam jej ironii.

- Jasne. Nie ma za wiele wolnych miejsc, więc może usiądę na chwilę koło ciebie, co?

- Ty! Zawsze! - Machnąłem aktorsko rękami, godząc się na propozycję. Najwyraźniej się gdzieś wybierała. Wyglądała cudnie i mocno musiałem się natrudzić, by na japie nie mieć wymalowanego grubą kreską zachwytu.  

W ogóle przyszło mi do głowy, że przy tym całym zamieszaniu z darem, mam jeszcze mnóstwo szczęścia, że trafiam na urodziwe panny i kobiety. Seria ślicznotek, po prostu. Kalejdoskop piękności.

- Idziesz do kina? - spytała Kornelia.

- Tak. Muszę trochę odsapnąć od przedświątecznego zgiełku - odparłem, pokazując bilet.  

- Ja też idę, choć zamieszania raczej u nas nie ma - skwitowała moją wypowiedź dziewczyna. - Co wybrałeś?

- Sam jestem, więc wybór jest typowo męski. - Głową wskazałem plakat z Liamem na pierwszym planie.  

- Lubię Neesona, ale ten film bym sobie darowała - Kornelia prychnęła lekceważąco. - Ja idę na nowego Woody'ego Allena.  

- Cóż, dla mnie zbyt intelektualnie, ale jak chcesz to odstąpię do swojego mordobicia na rzecz twojej komedii. - Zaproponowałem z nadzieją, że ten pomysł się jej spodoba.

- Nie wygłupiaj się Michał. Szkoda się męczyć. - Nela żartem skwitowała moje słowa. - Poza tym, opanuj się, czy ty próbujesz mnie poderwać? Z każdą tak masz?

- Ej, to nie fair! Wspólne pójście do kina to nie musi być od razu randka - oświadczyłem z kwaśną miną.  

- Niby tak, ale w twoim przypadku...

- Co masz na myśli? Co jest ze mną nie tak? - Wszedłem jej w słowo, poirytowany lekko jej insynuacjami.  

- Mamy chwilę, więc ci powiem, co mi leży na wątrobie - Mówiąc to Kornelia rozsiadła się wygodnie i wlepiła we mnie oczy.

- Słucham.

- Choć momentami zdaje mi się inaczej, to doskonale zdam swoją siostrę - Dziewczyna zaczęła poważnie. - Bina od dłuższego czasu starała się nie wiązać z facetami. Uważała, że wprowadzają niepotrzebne zamieszanie, na które nie jest gotowa w tym momencie swojego życia. I nieoczekiwanie... taadaam... zjawiasz się ty...

- Nela...

- Nie przerywaj mi, bo stracę wątek. - Kornelia nie dała mi nic powiedzieć. - Nie przeszkadza mi to. Od dawna twierdzę, że Binie potrzeba chłopaka. Jest atrakcyjna, do tego w takim wieku, że powinni się koło niej kręcić hurtowo. Tymczasem do tej pory była posucha. Wymyśliła te swoje zasady, których się kurczowo uczepiła, by trzymać wszystko w ryzach.  

- Może tak jej było dobrze? Poza tym ona cię kocha, a twoja osoba też ma znaczenie, gdy idzie o zachowanie Saby. - Udało mi się wyrzucić z siebie dwa krótkie zdania.  

- Wiem. Ja też ją kocham, ale... kurczę, ja umiem już o siebie zadbać. Nie wymagam niańki. - Głos Neli drżał od emocji. Niełatwo było jej mówić o tak osobistych sprawach. - W każdym bądź razie mamy dziewczynę, która nie zwracała uwagi na chłopaków wcale, aż tu nagle jeden wpadł jej w oko. Sorry, Michał jesteś całkiem spoko i nie chcę ci dokuczyć, ale prezentujesz taki męski typ, który jest bardzo odległy od tego co podoba się Binie w płci przeciwnej. Dlaczego więc na ciebie popadło?

- Pewnie mam ukryte zalety - stwierdziłem, uśmiechając się do rozmówczyni. Ona mówiła o swoich problemach, a ja z trudnością się skupiałem na jej słowach. Wolałem obserwować świetlne refleksy we włosach, głębie zieleni w oczach - a bardziej przyziemnie - podnoszony oddechem biust czy ruch tyłka, gdy się wierciła na sofie.  

- Powiedziałabym raczej, że talent - odparła Nela z przekonaniem. - Bina może sobie stosować te swoje zabezpieczenia, ale z racji naszych siostrzanych relacji jest wobec mnie bezbronna. Udało mi się dotrzeć do materiałów, które zgromadziła na twój temat.  

- Co!?

- Nie jestem taka. Nie grzebię w prywatności innych, ale to moja rodzina, a związanie się z tobą zadziwiło mnie totalnie - wyznała Kornelia, ściszając głos. - I cóż takiego się okazało. Pan Michał Wanat to niezłe ziółko. Istny Casanova spod Warszawy. Twoje dokonania w tym względzie są imponujące, a podejrzewam, że to nie wszystko, bo przecież już wcześniej byłeś taki i nie tylko w jednym miejscu spotykasz się ze swoimi... hm, narzeczonymi.  

- Nela, to nie w porządku...

- Jak najbardziej się z tobą zgadzam. - Nela skinęła głową potakująco. - Nie wiem jak to robisz, ale to nie jest normalne. Nie uwierzę w to "coś" co masz w sobie, w feromony czy inne czary-mary. Cholera wie, co się kryje za twoimi sukcesami w podbojach i tak naprawdę miałabym to gdzieś, ale trafiło na moją siostrę.  

- Nie skrzywdzę jej, uwierz mi.  

- Chcę ci wierzyć i przestrzegam. - W oczach Neli zamigotały groźne cienie. - Właściwie to od początku ta wasza relacja jest skazana na niepowodzenie, ale przecież chyba ślubu nie planujecie. W pierwszym odruchu chciałam rozwalić ten wasz układzik, ale Bina zmieniła się od tego czasu. Jest bardziej wyluzowana, bardziej ciepła. Tak więc są pozytywy. I dlatego siedzę tu z tobą i gadam, choć powinnam ci dać kopa w dupsko.

- A jaka jest puenta tej imponującej przemowy? - spytałem, gdy Kornelia skończyła.

- Po pierwsze, daruj sobie te teksty, nie działają na mnie ironiczne odzywki - Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. - Po drugie, chodzi o to, żebyś się starał i nie spieprzył relacji z Sabiną. Po trzecie, przestań się na mnie gapić jak oszołom! Mówię ci żebyś się ogarnął, a ty próbujesz na mnie swoich sztuczek, choć jestem siostrą jednej z twoich wybranek. Daruj sobie i uwierz, że na mnie nie działa ta magia.  

- Wcale się na ciebie nie gapię w taki sposób - Wydąłem usta, udając zniesmaczonego.

- Tak, jasne. Tak samo to prawda, jak to, że nie spóźnisz się na swój seans - prychnęła Kornelia, patrząc na wiszący w oddali zegar. Od prawie dziesięciu minut Liam Neeson napieprzał złych facetów, by uratować świat.  

- Skoro sobie tak wszystko ładnie wyjaśniliśmy, to może jednak pójdziemy razem na twój film? - zaproponowałem.  

- Odwal się Michał. To bardzo grząski grunt, łatwo stracić równowagę - Nela podniosła się z sofy. - Nie skrzywdź Sabiny, a między nami będzie ok. Jesteś w sumie fajny chłopak, tylko coś ci się porobiło.  

- Mhm, jasne.

- Spadam. Allen czeka, by mnie zauroczyć - uśmiechnęła się blado siostra techno czarodziejki.  

Patrzyłem przez chwilę, gdy lawirowała między innymi ludźmi. Strasznie mnie na nią wzięło, musiałem się przyznać przed samym sobą. Rzeczywiście, moje stosunki ze Spacją komplikowały nieco sytuację, ale znając swoje możliwości, liczyłem, że dam radę ogarnąć temat ewentualnych punktów zapalnych w relacji między dwiema siostrami. Kornelia jeszcze tego nie wiedziała, ale czekała ją bliższe zapoznanie się z moim darem.  

****

Boże Narodzenie u Wanatów to bardzo miły czas.  

Rodzice zawsze dbali o to, byśmy razem z Malwiną czuli świąteczną magię. Wychodziło to im świetnie, więc wciąż z siostrą nie wyobrażaliśmy sobie spędzania tych chwil bez rodziców. W tym roku było podobnie. W wigilię odwiedził nas tłum ludzi, z dziadkami, ciotką Danką, jej córką z mężem, a nawet świętym Mikołajem. Ten ostatni wpadł, ponieważ wnuk ciotki był w wieku, kiedy wierzy się w tego pana.  
Pierwszy dzień świąt był czasem relaksu, gry w monopol (z dumą stwierdzam, że wygrałem) i oglądaniem ulubionych filmów. Całkiem się oderwałem od klimatów związanych z moim darem. Dobrze mi to zrobiło. Poczułem się jak młody Wanat przed wypadkiem.  

Drugiego dnia przed południem zostałem w domu sam. Rodzice, zgodnie z wcześniejszymi planami wybrali się do brata ojca mieszkającego w Olsztynie. Mieli wolne między świętami a Sylwestrem, więc zamierzali tam zostać dwa, może trzy dni. Malwina zabrała się z nimi, choć swoją podróż miała zakończyć w Warszawie. Ponoć przyczyną był ktoś o imieniu Tomasz. Wedle słów mamy, siostra była pełna nadziei, że to właściwy facet, by planować z nim przyszłość.  

Zostałem całkiem sam na rodzinnych włościach. Dzień wlókł się niemiłosiernie, ale dzięki temu, że działo się dosłownie nic, trochę mogłem odpocząć od nadmiaru wrażeń. Nie sądziłem, że była to cisza przed burzą.  

Było tuż przed dziewiętnastą, gdy najedzony, napity i wykąpany dojrzałem do maratonu filmowego. Miałem do nadrobienia sporo odcinków "Stranger Things", więc wybór był dość łatwy. Zanim jednak odpaliłem Netflixa, od strony drzwi doleciał mnie znajomy dźwięk dzwonka. Zdziwiony ruszyłem w tamtą stronę, zastanawiając się kto sobie o mnie przypomniał.  

Dosłownie mnie zamurowało, gdy po otwarciu drzwi, ujrzałem Anitę Grześkowiak.  

- Cześć Michał.  

- Witam - bąknąłem zaskoczony.  

- Przyniosłam ci prezent. - Nauczycielka wyciągnęła za pleców małe pudełko, gustownie obwiązane taśmą, upiętą na górze w kokardę.  

- Prezent! Dla mnie? - zdziwiłem się mocno. - Ale ja jestem nieprzygotowany. Nic dla pani nie mam.

- To nic. Wpuścisz mnie, bo bardzo marznę - Anglistka chuchnęła w zsiniałe dłonie. - Zaparkowałam za najbliższym skrzyżowaniem i trochę mnie zmroziło, gdy szłam do ciebie.  

- Oczywiście. To przez zaskoczenie zapomniałem o dobrym wychowaniu. - Usprawiedliwiłem swoją niegościnność. Przyjrzałem się bardziej belferce, dziwiąc, że tak było jej zimno. Miała na sobie grubo wyglądającą kurtkę i choć nogi miała okryte jedynie rajstopami, to miejsce, o którym wspomniała znajdowało się półtorej minuty drogi od mojego domu. Był to jednak szczegół. Istotne było to, że stała w moim przedpokoju, nie wykazując wrogich zamiarów.

- Proszę - Wręczyła mi pudełko z prezentem.  

- Może się pani najpierw rozbierze - zaproponowałem, uświadamiając sobie, że brzmi to dwuznacznie.  

- To za chwilę.  

- Ale w domu jest dość ciepło.

- Poczekaj Michał, bo zburzysz cały mój scenariusz - oświadczyła, uśmiechając się niepewnie. - Nie zajrzysz do pudełka?

W odpowiedzi na jej pytanie rozpakowałem prezent. Na jego dnie leżał mały kluczyk. Spojrzałem pytająco na belferkę.  

- Zanim przejdziemy do tego, gdzie jest do niego zamek, pozwól, że chwilę pogadamy - zaproponowała Grześkowiak.  

- Ok., ale może wejdźmy chociaż do pokoju. - Wskazałem ręką kierunek. Trochę byłem skołowany. Anglistka zachowywała się nieco dziwnie.  

Rozglądała się chwilę po salonie, a po chwili wahania przemówiła.  

- Nie posłuchałeś mnie Michał, chociaż prosiłam, żebyś się nie wtrącał - Zaczynało się nieciekawie, choć ton głosu nauczycielki wskazywał na łagodniejszą formę dyskusji. - Nie wiem jak osiągnąłeś to, że Banaś odpuścił i boję się, żeby nie chciał się mścić na tobie.

- Nie będzie, proszę mi wierzyć - oświadczyłem z przekonaniem.  

- Jeśli tak, to jesteś bardzo sprytny. - Uznanie w jej oczach, sprawiło, że poczułem się doceniony. - Wiele ci zawdzięczamy, zarówno ja, jak i dziewczyny. Ten układ był chory i długo sobie wmawiałam, że potrafię żyć nie przejmując się nim wcale.  

- Nie musi pani mi nic tłumaczyć...

- Muszę! Skoro wiesz tak dużo, to chcę byś wiedział wszystko - oświadczyła drżącym głosem. - Zwłaszcza o mnie.  

- W takim razie, słucham.

- To co się wydarzyło było wstrętne i chcę żebyś zdawał sobie sprawę, że zrobiłam to wbrew sobie. - Spojrzała mi odważnie w oczy. - Jak się domyślasz Banaś szantażował mnie, a ja poddałam się jego woli. Nie mam pojęcia skąd wszedł w posiadanie pewnych filmów, z czasów, gdy byłam studentką w Londynie.  

- Jakich filmów?

- Nie będę cię mamić swoją fałszywą skromnością - stwierdziła z przekonaniem Grześkowiak. - Odkąd osiągnęłam odpowiedni wiek zrozumiałam pewną prawdę o sobie. Ja uwielbiam się pieprzyć...

- Co!? - Ta deklaracja totalnie mnie zaskoczyła.  

- Właśnie tak. Ostro się w tamtym czasie zabawiałam. Byłam niegrzeczną dziewczyną - Grześkowiak bacznie obserwowała moje reakcje. - Koledzy nakręcili kilka filmów ze mną w roli głównej, które... zresztą... pewnie się domyślasz o jakie chodzi.  

- Mhm.  

- To nimi przekonał mnie Banaś do rozkręcenia tego objazdowego burdelu - oświadczyła anglistka. - Przez wiele miesięcy nie miałam pomysłu jak wybrnąć z tego bagna. Spokój ducha przywróciło mi twoje nieposłuszeństwo i rozprawienie się z obrzydliwą trójcą. Nie wiem jak to ci się udało, ale... brak mi słów, by powiedzieć jak bardzo jestem ci wdzięczna. Z całego serca ci dziękuję Michał.  

- Nie ma sprawy, jak mogę to pomagam. - Skwitowałem krótko jej podziękowania.  

- To jednak nie koniec, mój drogi - Najgorszy fragment rozmowy chyba był za belferką, bo wyraźnie się wyluzowała. - Jak już to sobie wszystko poukładałam, dotarło do mnie, że wciąż myślę o tobie. O twoich wyznaniach, o tamtym liście z pracy domowej, o tym jak na mnie patrzysz i...

- Tak, co więcej...?

- I z każdą chwilą ogarniał mnie coraz większy żar. - Rumieniec na policzkach dodał pięknej twarzy nauczycielki dodatkowego uroku. - To jakaś niezrozumiała, absurdalna żądza, której nie rozumiem. Czyste wariactwo.

- Nie wiem co powiedzieć...

- Nic nie mów. To jest ten moment, gdy powinnam odkryć przed tobą przeznaczenie tego kluczyka - Twarz belferki zdradzała przebudzenie nowych emocji. Jednym ruchem ściągnęła z szyi szalik, odsłaniając zamek suwaka, do którego doczepiona była mała kłódeczka. Nie uniemożliwiała przesuwania go w górę czy w dół, więc domyśliłem się, że chodzi o symbol.  

- Jeśli masz ochotę na dalszą część prezentu, to przekręć kluczyk i zrób co trzeba - zakomunikowała pani Grześkowiak.

W jednej chwili podskoczyło mi ciśnienie. Domyślałem się, o co chodzi z tą symboliką. Drżącą dłonią zrobiłem, o co prosiła, a potem zjechałem suwakiem do samego dołu.  
Od razu pojąłem dlaczego było jej wcześniej zimno. Pod kurtką była ubrana jedynie w fikuśną bieliznę. Koronkowy biustonosz i takie same kusząco wycięte figi oraz pończochy z podwiązkami. Zaparło mi dech w piersiach. Wzrok zmętniał od zachwytu.  

- Tak naprawdę kluczyk był wstępem do niespodzianki. - Anglistka z ulgą zsunęła z siebie kurtkę, wyginając kusząco ciało. - Jak podoba cię się prezent?

- Słów mi brakuje - wyznałem cicho. - Myślę tylko o tym, czy to nie żart. A jeśli tak, to czy niecierpliwość będzie niestosowna?. Chcę panią...

- Widzę, czego chcesz. Całym sobą to zdradzasz. - Nauczycielka przyciągnęła mnie do siebie. - I daruj sobie tą "panią". Za parę chwil będzie to nieadekwatne do sytuacji.  

- To znaczy...?

- Koniec gadania! - Zarządziła moja świąteczna niespodzianka, z przyjemnością obserwując pospieszne pozbywanie się przeze mnie ciuchów. Na ten moment mój dress code ograniczył się do obcisłych slipek.  

Rozbuchane emocje pchnęły nas ku sobie. Opadliśmy wspólnie na kanapę, by od razu zewrzeć w namiętnym pocałunku. Ogarnęła mnie wielka fala podniecenia. Nadszedł moment, gdy miałem dać upust kłębiącym się we mnie od dawna pragnieniom.
Anita smakowała tak jak wyglądała. Nie kojarzę bym zachwycał się tak bardzo czymkolwiek, co miało kontakt z moimi ustami, jak teraz spijając namiętność z jej warg. Wedle jej własnych słów była doświadczona w takich zabawach. Rzeczywiście, język anglistki wyczyniał cuda podczas pocałunku, a pomimo wprawy, drżała jakby to był jej pierwszy raz.  

Całowanie jest świetne, ale żądza pchała mnie do bardziej spektakularnych czynów. W kuszącej bieliźnie nauczycielka wyglądała jak milion dolarów, ale pomimo tego odszukałem dłonią zapięcie biustonosza i usunąłem barierę dzielącą mnie od bajecznych wzgórz piersi. Wtuliłem w nie twarz, chłonąc zapach skóry, ich miękką elastyczność oraz złocistą barwę. Z przyjemnością obserwowałem zaskoczoną minę Anity, gdy z wprawą otoczyłem dłonią kształtne półkule, pieszcząc je cierpliwie pomimo trawiącej miłosnej gorączki. Kreśląc językiem magiczne kręgi, skupiłem się ostatecznie na nabrzmiałych guzkach sutków. Zassałem je wargami, a moja kochanka wyprężyła się, mrucząc jak zadowolona z pieszczot kotka.  

Poczułem dłonie anglistki na prężącym się w slipach kutasie. Pocierała go przez chwilę, wywołując jeszcze większy bolesny wzwód, choć zdawało mi się, że to niemożliwie by był silniejszy. Sprawnie pokonała ostatni bastion mojego odzienia, uwalniając twardego niczym kamień fiuta. Uścisk Anity, w którym go zamknęła spowodował, że świat mojego salonu zawirował mi przed oczami. Choć dotyk był realny, nie mogłem do końca uwierzyć w swoje szczęście.  

Opuszczając gościnne wzgórza piersi partnerki, zjechałem w dół, kreśląc szlak pocałunkami. Dłońmi badałem bajeczną rzeźbę jej talii i bioder, jednocześnie całując brzuch i podbrzusze. W głowie grały mi tysiące dzwonów, gdy odkrywałem najbardziej skrywaną tajemnicę ciała kochanki. Figi Anity wylądowały, gdzieś w bliżej nieokreślonej przestrzeni pokoju. Ja natomiast syciłem wzrok łonem belferki. Gładkim, pachnącym egzotycznym olejkiem z wąskim paskiem przystrzyżonych włosków.  
Zanurzyłem się w tajemny, ukryty świat znajdujący się u zwieńczenia obleczonych w czarne pończochy ud anglistki. Pragnąłem całować, lizać i ssać każdy jego fragment.  

- Och, Michał - Usłyszałem westchnięcie Anity, która odsunęła moją twarz od swojego krocza, po czym spojrzała na mnie mgliście, pożądliwym wzrokiem. - Wiem, że chcesz delektować się tą chwilą i zdarzy się to nie raz, ale nie masz pojęcia co się ze mną działo przez ostatnie dni.  

- Chyba trochę mam - westchnąłem, myśląc o ofiarach mego daru.  

- Nie. Nie masz! - odparła Anita bez namysłu. - Cała jestem bólem. Pragnieniem. Niezaspokojoną żądzą, dlatego najpierw mnie zerżnij, a potem zrobimy sobie festiwal przyjemności.  

Roześmiałem się lekko, słysząc jej propozycję. Od teraz miała być tylko moja, więc mogłem przystać na taki plan.  

Usiadłem na kanapie wygodnie, z dumą zerkając na sterczącego fiuta. Był narzędziem, które nie zawodzi. Wiernym, nieodłącznym kompanem moich miłosnych harców.  

Anita szybko usadowiła się na moich kolanach, zwrócona twarzą w moją stronę. Uniosła na chwilę lekko i nadziała na kolumnę kutasa. Moment, w którym miękkie, wilgotne wnętrze zacisnęło się na członku spowodował eksplozję szaleńczej rozkoszy. Odczuwałem dziką przyjemność. Okrutny żar wypełnił każdą cząstkę mojego ciała.  
Anglistka przez chwilę dopasowywała się do mnie, by wreszcie otulić wilgotnym ciepłem penisa. Przyjęła go głębiej i rozpoczęła rozkoszny taniec. Pozycja w jakiej się znaleźliśmy pozwalała mi na nieco mniejszą aktywność. Objąłem jedynie biodra kochanki, a potem skupiłem się na roztapianiu się w rosnącej ekstazie. Z niekłamanym zadowoleniem obserwowałem twarz i wdzięczny ruch ciała Anity. Od samego jej spojrzenia robiło mi się gorąco. Nigdy wcześniej nie patrzyła na mnie w ten sposób. Ciepły, miękki, żarliwy i cholera wie jaki jeszcze. Była boska. Taka, jak w moich marzeniach przed tym nim wybuchło to całe zamieszanie z darem. A potem szepnęła:

- Patrz na mnie! Zawsze na mnie tak patrz! Żaden facet z którym byłam nie robił tego w ten sposób.  

- To niemożliwie! - jęknąłem, targany kolejnym spazmem rozkoszy.  

- A jednak...

Urwała zdanie, poddając się krótkiej chwili smutku. Szybko odzyskała jednak nastrój adekwatny do przebudzonej magii. Obserwując, jak falują grona piersi belferki, podczas, gdy pracowicie kręciła tyłkiem, zatraciłem poczucie czasu. Doznania zlały się w jedno pasmo rozkoszy, które zdawało się być jedynym co odbierały moje zmysły. Cudownie było Anitę dotykać, czuć, patrzeć na nią, słuchać jej, a nawet smakować. Choć nic nie mogło się równać z tym, gdy byłem w jej wnętrzu. Te wszystkie atakujące mnie zewsząd atomy rozkoszy, zawładnęły mną tak mocno, że popadłem w ekstatyczny błogostan. Wyrwał mnie z niego dopiero budzący się demon spełnienia.  

Przebudzona bestia rozszalała się we mnie, wywołując burzę. Zawierucha targała mną, aż całkiem zatraciłem poczucie rzeczywistości. Anita jednak czuwała, pomimo tego, że też była na krawędzi utraty kontroli. Uwolniła się od mojego kutasa, zsuwając na brzeg kolan. Objęła go dłonią i delikatnymi ruchami pieściła, czekając na finalną salwę. Ta nadeszła po chwili. Strużki nasienia wystrzeliły w górę, szukając miejsc na lądowanie. Te początkowe, dotarły do piersi nauczycielki, następne zakończyły swój lot na jej brzuchu.  

Czułem się bosko, ale Anita wciąż czekała na swój orgazm. Widać było, że jest go bliska. Drżąc cały, położyłem ją na kanapie. Belferka jedną nogę podkuliła, wtulając w oparcie kanapy, drugą opuściła na podłogę. Tym samym miałem łatwy dostęp do cipki, którą zamierzałem się zająć.  
Zacisnąłem palce na małym guzku łechtaczki, wywołując spazm rozkoszy u kochanki. Wciąż obracając w ręku maleńką żołądź, pochyliłem się ku purpurowej szparce. Zatopiłem w niej język, liżąc i ssąc miękkie fałdki. Anglistka bez dwóch zdań nie potrzebowała wiele, by osiągnąć szczyt. Wijąc się pod nieustępliwym naporem mojego języka, jęknęła na koniec głucho i zamarła, wyginając plecy w łuk. Zacisnęła pięści na mojej czuprynie, gdy nie odpuszczając drążyłem jej wnętrze, podczas, gdy ona rozszalała się w orgazmie.  

- Michał łajdaku, ty masz osiemnaście lat! Czemu jesteś w tym taki dobry? - spojrzała na mnie lekko nieprzytomnie, gdy nieco ochłonęła.  

- To dzięki tobie. Moje wyobrażenia naszych randek były tak realistyczne, że można je uznać za praktykę. - Roześmiałem się, całując jej zgrabną stopę.  

- Łżesz jak najęty, ale mam to gdzieś - Anita ułożyła się na kanapie tak, że mogłem się w nią wtulić. - Nie przeszkadza ci, że przyznałam się do bycia z wieloma facetami? Widziałeś przecież co zrobił ze mną Banaś.

- Nie psuj magii chwili! - spochmurniałem.  

- Sorry, ale to samo się narzuca. - Nie ustępowała.  

- Miałem taki moment, gdy czułem, że jesteś zbrukana, ale to minęło. - Zdobyłem się na szczerość. - Odnoszę wrażenie, że nic nie jest w stanie zepsuć twojego obrazu, który noszę w sobie.  

- To cholernie miłe. - Uśmiechnęła się wdzięcznie. Wygięła ciało, przeciągając się leniwie jak kotka. Widok zapierał dech w piersiach.  

- Spaliliśmy trochę kalorii, może więc masz ochotę na coś do jedzenia? - zapytałem, nie odrywając wzroku od leżącej przed mną bogini.  

- Nie teraz. Natomiast z chęcią bym wzięła prysznic i odświeżyła przed kolejną rundą - Anita mrugnęła łobuzersko okiem.  

- Ja sobie życzysz, łazienka jest...

- Zaprowadź mnie sam - Belferka nie dała mi skończyć. - Mam nadzieję, że macie przestronną kabinę. Mam lęk przed samotną kąpielą.  

- Jasne! - Wybuchnąłem śmiechem. - Postaram się, by fobia nie zepsuła twojej wizyty.  

- To prowadź, skarbie.  

- Nie. Ja będę wskazywał drogę, a ty idź przede mną - zaprotestowałem.

- A to dlaczego? - Droczyła się, choć wiedziała o co mi chodzi.  

- Z bardzo zasadniczego powodu - oznajmiłem, całując jej ramię. - Uwielbiam obserwować chodzące nago kobiety.  

- Taki młody, a już jaki zbereźnik - westchnęła Anita aktorsko, podnosząc się z kanapy.  

Cztery minuty potem staliśmy w kabinie prysznicowej, ocierając się o siebie co chwila. Obydwojgu nam sprawiało dużo radości połączenie kąpieli z drobnymi pieszczotami.

- Michał, chyba wyłupię ci oczy - stwierdziła belferka, poważniejąc. - Znów masz to spojrzenie. Cudownie na mnie patrzysz, a ja czuję się wobec tego bezbronna.  

- Nie potrafię inaczej - wyznałem cicho. Zachwycony wpatrywałem się w strugi wody zalewające ciało Anity. Niesforne krople na jej rzęsach, , końcach włosów czy sutkach błyszczące niczym małe klejnoty. Kryształowe larwy drążące wodne ścieżki na złocistej skórze, wpełzające w najbardziej intymne zakamarki. Od czterech miesięcy moje życie toczyło się nieco innymi torami. Miałem na skinienie grupę świetnych partnerek i seks na życzenie, aż do przesytu. A pomimo to, w tej chwili czułem się tak jakby tamtego wcale nie było. Jakbym pierwszy raz poznał znaczenie prawdziwej przyjemności i rozkoszy.  

- Dość tego patrzenia! Daj się umyć! - Zarządziła belferka, wyraźnie poruszona moim nieskrywanym podziwem.  

Gąbka w jej dłoniach stała się narzędziem ciekawych doznań. Nacierała moje ciało płynem, a potem delikatnie przesuwała się po całym ciele. Szczególnie przykładała się myjąc mój tors, a konkretniej sutki o potem pośladki i penisa. Gdy skończyła, czułem, że wiernemu kompanowi wraca normalna witalność.  
Zanim opuściliśmy łazienkę, odwdzięczyłem się partnerce wcielając się w role łaziebnego. Bajeczne linie i kształty ciała Anity cudownie nadawały się do dopieszczania ich pod pozorem mycia. Delektowałem się łabędzią szyją oraz wąskimi, kształtnymi ramionami. Potem przyszła kolej na krągłości piersi i łuki bioder. Z lubością sunąłem w górę smukłych nóg, by ostatecznie kupić się na jędrności pośladków i tajemnicach łona. Syciłem się tym, aż wreszcie mieliśmy dość prysznicowej schadzki.

- Chodźmy do twojego pokoju - zaproponowała Anita, gdy wytarliśmy się nawzajem po kąpieli.  

Zaprowadziłem ją na górę, wpuszczając do własnego mikro świata. Rozglądała się z ciekawością po pokoju, a ja nie przestawałem wlepiać w nią oczu, nie do końca wierząc w realność sytuacji.  

- Przyznaj się, jak często onanizowałeś się tutaj myśląc o mnie? - zagaiła bezczelnie anglistka, patrząc na łożko.

- Wiele razy - odparłem bez skrępowania. - Myślałem o tobie i czułem silne podniecenie. Czasem nie musiałem nic robić, bo od samych obrazów dostawałem wzwodu.  

- Aha, tyle, że wyobraźnia ma często skłonności do idealizowania - stwierdziła przekornie belferka.  

- Akurat w twoim wypadku, największe ubarwianie nijak ma się do rzeczywistości - oświadczyłem cicho wzdychając. - Bijesz na głowę wszystkie fantazje.

Oczy nauczycielki rozbłysły zadowoleniem. Nic nie mówiąc, przytuliła się i uginając nogi, zaczęła całować mój tors, brzuch i wreszcie penisa. Chwyciła go i sprawnie, kilkoma ruchami uwolniła żołądź od napletka. Wciąż pracując dłonią przesunęła językiem wzdłuż trzonu kutasa, od czubka aż po nasadę. Powtarzała tą czynność wielokrotnie, aż jej uwagę przykuły jądra. Ssąc je, sprawiła, że moje nogi stałe się całkiem wiotkie. Przysiadłem na skraju łóżka, a kochanka wróciła do przerwanych pieszczot. Nabrzmiałego członka, po którym z wprawą przesuwała dłoń, wsunęła sobie delikatnie do ust i zaczęła ssać odsłoniętą żołądź. Nie ustając w pieszczocie, pochłaniała coraz większą część fiuta. Po dwóch minutach cały zniknął między ciepłymi wargami.  

Było mi cudownie i uważałem, że nastał dobry moment bym się zrewanżował. Położyłem Anitę na łóżku, rozchylając szeroko jej zgrabne nogi. Podkuliła je, czekając na mój ruch. Pochyliwszy się nad kochanką, jedną ręką i ustami rozpocząłem pieszczenie cudnie kształtnych piersi. Niemal jednocześnie palec drugiej dłoni wsunąłem w szparkę, od razu grzęznąc w lepkim soku.
Anglistka wyprężyła się, pojękując, wyraźnie zadowolona z mojej aktywności. Pocierałem więc płatki cipki coraz intensywniej, nie oszczędzając żołędzi łechtaczki. Po krótkiej chwili dałem odpocząć drżącym dłoniom, a w pieszczotę szparki zaangażowałem usta i język. Cierpliwie poddawałem ją kolejnym czułościom. Zaciskające się na mojej głowie uda kochanki dowodziły, że szło mi co najmniej bardzo dobrze.  

Trwało to dobry moment. Miałem wrażenie, że nauczycielka zupełnie się zatraciła w rozkoszy. Nie na tyle jednak, by nie upomnieć się o więcej.  

- Michał, dłużej nie dam rady! Zacznij mnie rżnąć! - jęknęła.  

Dwa razy prosić mnie nie musiała. Dla dobra gry miłosnej tłumiłem niecierpliwie ochotę znalezienie się w niej czym prędzej. Teraz naparłem na wilgotną, rozpaloną norkę, wchodząc w nią bez oporu. Anita zacisnęła się na moim taranie, oplatając jednocześnie nogami moje biodra. Zespolony z ciałem belferki, zacząłem w niej mocno pracować. Odnajdując jej zamglony wzrok, pieprzyłem ją niczym demon seksu. Po wcześniejszych harcach byliśmy w komfortowej sytuacji. Szybki koniec raczej nam nie groził.

Niczym zaprogramowana maszyna wyprowadzałem kolejne głębokie sztychy. Starałem się kontrolować ich gwałtowność, ale z każdą chwilą szło mi trudniej. Podniecenie brało górę nad wyrachowaniem. Anicie jednak najwyraźniej to nie przeszkadzało. Z przymkniętymi oczami zatracała się w każdym kolejnym pchnięciu. Z rozchylonych ust dobiegały mnie miłe dla mych uszu pojękiwania.  

Gdy znużyliśmy się tą pozycją, belferka ułożyła się na boku, wypinając lekko zadek. Zająłem pozycję za nią, unosząc jedną nogę partnerki do góry i podtrzymując. Anita chwyciła kutasa, naprowadzając go na swoją cipkę. Jednym pchnięciem znalazłem się w niej i zacząłem na nowo pieprzyć.  

Wciąż nie dowierzałem, że w końcu mi uległa. Patrząc od tyłu na roztrzepane włosy, lśniące od potu idealnie wyrzeźbione ciało byłem skłonny szczypać się do skutku, aż przekonam się, że to sen. Cudowny erotyczny spektakl, ale jednak boleśnie nieprawdziwy. Wewnętrzny żar, który spalał mnie od środka zdawał się zadawać kłam moim wątpliwościom. Czułem przecież pulsujące ciepło kochanki oraz zaciskające się na fiucie wnętrze szparki. Prawdziwe były również obłędne fajerwerki, które strzelały w mojej głowie. Nie mogłem uwierzyć w szczęście, które mnie spotkało.  

Bzykanie na boku było dość męczące, więc uniosłem się klękając na łóżku. Anita od razu wyczuła moją zachciankę. Podparła się rękami i wypięła w moją stronę tyłek niczym tarczę. Nie zostało mi nic innego jak zatopić w niej swój oręż. Uczyniłem to bez zbytniego ociągania, od razu trafiając w dziesiątkę. Oboje byliśmy tak owładnięci podnieceniem i rozkoszą, że zbliżaliśmy się do spełnienia w szybkim tempie. Rżnąłem Anitę od tyłu coraz gwałtowniej, czując, że i ona energiczniej pracuje biodrami. Adrenalina tłoczyła moją krew niczym pociąg szybkiej kolei. Oddech przyspieszał, pojawiło się znajome napięcie. Budził się we mnie orgazm.  

Najpierw dopadł moją kochankę. Pośladki Anity uderzały w moje podbrzusze z coraz większą mocą. Targnęły nią pierwsze delikatne spazmy. Następne o wiele silniej szarpnęły ciałem belferki. Znieruchomiała, wyprężając się niczym dzika kocica. Szczytując, zacisnęła pięści na zmiętym prześcieradle. Głuchym jękiem obwieściła spełnienie.  

Mój orgazm nastąpił chwilę później. Anita jeszcze drżała z finalnej rozkoszy, gdy rozszalał się wewnętrzny żywioł w moim ciele. Wykonałem ostatnie dwa sztychy, po czym wyciągnąłem kutasa z partnerki. Ekstaza wybuchła we mnie z wielką mocą. Półprzytomny i spełniony, uwolniłem nasienie, które wytrysło, lądując na pośladkach i plecach nauczycielki.  

Dopiero wtedy, opadliśmy oboje bez sił na łóżko. Anita przekręciła się na bok, wtulając we mnie i opierając głowę na torsie. Milczeliśmy, szczęśliwi i wypełnieni rozkoszą. Dopiero po paru minutach, pierwszy przerwałem ciszę.  

- Jestem dziś w nocy sam w domu - oznajmiłem cicho. - Zostaniesz ze mną?

- Tak.

- I nie uciekniesz rano?

- Nie. Zresztą mam zamiar zatrzymać cię w łóżku do południa.  

- Ach, tak...

- Nie sądzisz chyba, że po tym jak mi dogodziłeś, będę czekać jutro do wieczora? - Anita stwierdziła wesoło.  

- No popatrz. Jakoś to zniosę.  

- No to mamy jasność.

Gdy nadszedł moment przebudzenia, przekonałem się, że dotrzymała słowa. Za trzecim razem smakowała równie wybornie. Zresztą, każdy kolejny był tego dnia był równie wspaniały. Po prostu brak słów. Czysta magia. Święta tego roku trwały jeden dzień dłużej.  

C.d.n....

25 015 czyt.
100%12816
Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 9170 słów i 50026 znaków, zaktualizował 6 lut o 1:06.

16 komentarzy

 
  • Iks

    Iks · 4 lutego

    Witam Was drodzy Czytelnicy. Z przykrością (uwierzcie, że naprawdę tak jest), ale szczerze przyznaję, ze taka teraz będzie częstotliwość ukazywania się kolejnych części. Mnie też to nie leży, bo długi  przerwy między pisaniem wybijają mnie z rytmu. Niestety, życie jest życie. Priorytet i tyle. Dlatego staram się Was od pewnego czasu oswajać z sytuacją. Na koniec jest jednak dobry news. Następna część jeszcze w tym tygodniu. Poważnie. Pozdrawiam, życząc cierpliwości, bo jeśli czekacie na kolejne przygody Michała, to musicie się w nią uzbroić. Jeszcze raz, trzymajcie się.

  • pioren

    pioren · 4 lutego · 211927073

    ;( wstaw kolejną, pliiiiiiis

  • Nieobecny

    Nieobecny · 30 stycznia · 196859570

    Kiedy kolejna część

  • kucharski

    kucharski · 17 stycznia · 198285574

    Chyba jedna z top 3 najfajniejszych serii w sieci. Na serio fajne.

  • Iks

    Iks · 8 stycznia

    Kolejna część jak najbardziej się pojawi. Jednakże - o czym wspominałem w postach pod tekstem - może się pojawić w bliżej nieokreślonym czasie. Sprawiły to życiowe zmiany. Staram się pisać kiedy mogę, ale na ten moment mam 1/3 tekstu. Pozdrawiam i proszę o cierpliwość.

  • Hmmm

    Hmmm · 7 stycznia · 193143517

    To będzie kolejna część ??

  • ???

    ??? · 28 gru 2018 · 211926224

    Będzie kolejna część?? Kiedy??

  • CzXXIV

    CzXXIV · 18 gru 2018 · 211926224

    Kiedy kolejna część??

  • pioren

    pioren · 14 gru 2018 · 302318639

    To najlepsza seria opowiadań na tym portelu imo. Trzymam kciuki za dalsze części i rozwój.

  • Somebody

    Somebody · 12 gru 2018

    Nie wiem jak to robisz, ale każda część jest rewelacyjna! W każdej można odnaleźć coś nowego, choć traktują o tym samym. No cóż, teraz należy uzbroić się w cierpliwość i grzecznie czekać na kolejne przygody Michała. Pozdrawiam

  • BlackCrowe

    BlackCrowe · 10 gru 2018 · 211927094

    Pewnie, że warto czekać! Piszesz zwartym a przy tym lekkim piórem co daje wybuchową mieszankę. Akcja toczy się żwawo, dialogi normalne, nie są nadęte. Opisy ciekawe. No i najważniejsze - brak ordynarnych wulgaryzmów które teraz są/wręcz muszą być na porządku dziennym u innych autorów.... niestety. Temuż właśnie jawisz się jak autor z jakiejś odległej epoki! I chwała Ci za to! Formę utrzymujesz więc. Fajnych Świąt Ci życzę i......do następnego razu pozdrawiam!

  • emeryt

    emeryt · 10 gru 2018 · 202091556

    @iks, co prawda nawet miód (jako pochwała) podany w nadmiarze powoduje przesłodzenie, ale muszę też pogratulować Tobie wspaniałego opowiadania. Co prawda to trochę na kolejne odcinki czeka się trochę dłużej, ale jak mój poprzednik napisał: warto było. Ja składam obie najserdeczniejsz życzenia żdrowychi spokojnych  świąt, oraz szczęśliwego Nowego Roku, oby nigdy nie opuściła Ciebie wena, ku zadowoleniu twoich czytelników.

  • QaaS

    QaaS · 10 gru 2018 · 230360599

    Zgadzam się z poprzednim wpisem, serja mega super. Dopracowane watki, opisy super. Czytajac kolejne zdanie chce siewiecej a gdy czytamy ostatnią linijkę tekstu w danej czezci odrazu chce sie przesc do kolejnej.
    No niestety na kolejna czesc znowu trzeba czekac 😖. Mówią że cierpliwość jest cnotą w tym przypadku meczarnia.
    Masz super talent.  
    Pozostaje czekać , czekać i czekać na kolejna cześć. Dzieki za XXIII cześć i czekam na XXIV i XXV           

  • fan

    fan · 10 gru 2018 · 204035675

    Tak dobrej serii opowiadań to nigdzie nie ma. Można powiedzieć że główny cel został osiągnięty, ale myślę że historia może trwać dalej. Zajebiste i nie mogę doczekać się kolejnych części.

  • golddragon2

    golddragon2 · 9 gru 2018 · 200922654

    Długo czekałem, ale warto było

  • Iks

    Iks · 9 gru 2018

    Witam wszystkich.  
    Wiem, że długo czekaliście na tą część. Niemniej jednak jest. I choć nie mogę obiecać, że kolejna będzie szybko czy szybciej, ale dziękuję, że jesteście, że czytacie i mam nadzieję, że szczerze Wam się - przynajmniej niektórym -  podoba ta pisanina. Pozdrawiam. X.