Przypadek Michała cz.XXVII

Przypadek Michała cz.XXVII****

Byłem zdziwiony jak bardzo grymas niezadowolenia może zmienić śliczną twarz. Ściągnięte brwi, piorunujące błyski w oczach i wykrzywione karykaturalnie usta sprawiały, że nie poznawałem Sandry. Amerykanka którą znałem była zupełnie inna. Czy stawienie się na jej wezwanie było na pewno dobrym pomysłem?

Odkąd - kwadrans temu - przyjechałem do mieszkania młodej pani naukowiec, obserwowałem spektakl złości, wywołanej dużym zawodem względem przełożonych. W większości słuchałem gniewnym pomruków i kakofonii niezbyt delikatnie traktowanych przedmiotów. Głównie kuchennych.  
Czekałem, aż najgorszy atak minie, by móc coś zadziałać i wrócić do życia poprzednią Sandrę. Ta wersja Amerykanki nie przypadła mi do gustu.  

- Wydymali mnie Michał! Rozumiesz to? Cała moja dotychczasowa praca, kariera poszły się jebać! - Słownictwo asystentki świętej pamięci doktora Otisa w złości zdecydowanie traciło na subtelności. - Pieprzona socjotechnika! Kij i marchewka! Najpierw delikatnie mnie nastraszyli, a kiedy poczułam sie zagrożona, zapewnili, że pozostanę w sprawie tylko świadkiem, pod warunkiem, że zgodzę się na ich ustalenia.  

- Czyli...? - wtrąciłem.

- Mam siedzieć cicho i nie gadać z nikim o badaniach oraz sprawie z Otisem. Pełna, cholerna tajemnica. Niczym w archiwum X - mruknęła gniewnie panna Novak. - Poza tym uprzedzili mnie, że wojsko przestanie korzystać z moich usług. Mam przekazać całość swoich materiałów bez żadnych, najmniejszych nawet wyjątków. Wszystkie badania nad którymi ślęczałam dostanie teraz ktoś inny i będzie spijał ubitą przez mnie śmietankę. Oczywiście ładnie podziękowali za mój trud, obiecali wystawić laurkę, bym mogła poszukać sobie odpowiedniej pracy, ale armię amerykańską mam omijać szerokim łukiem. Jednym słowem dali mi wymówienie, a dokładniej konkretnego kopa w moją śliczną dupę, każąc się z tego cieszyć!

- Sandra, wiem, że te badania były dla ciebie bardzo ważne. - Złapałem ją wpół, po czym posadziłem na fotelu, patrząc w oczy. - Masz prawo być wkurzona, ale pamiętasz powiedzenie o szklance?

- O czym ty do mnie mówisz?

- Łatwiej się żyje, gdy szklanka jest do połowy pełna, niż, gdy jest w połowie pusta. - Zebrało mi się na mądrości. - Sytuacja z Otisem wbrew pozorom mogła być dla ciebie bardzo przykra, a zanosi się, że skończy się raczej spokojnie.  

- No wiesz, myślałam, że mnie zrozumiesz! - żachnęła się nerwowo Amerykanka.

- Doskonale cię rozumiem, ale postaraj się ocenić sytuację na chłodno. - Tłumaczyłem, nie odrywając wzroku od rozmówczyni. - Gdy to zrobisz, wyjdzie ci, że lepiej, aby tak się to skończyło, niż miałabyś być ciągana po komisjach, tłumaczyć ciągle to samo zawodowym niedowiarkom i - nie daj Boże - wyjść z tego galimatiasu ubabrana w jakieś niecne sprawki.  

- Michał, ja to wszystko wiem. Nie jestem dzieckiem - oznajmiła Sandra spokojniej. - Tylko, że ładny kawałek mojego życia okazał się właśnie stracony. Tyle pracy, psu w dupę!

- Nie całkiem chyba. Zdobyłaś mnóstwo doświadczenia, dostaniesz referencje od waszej armii - zaoponowałem. - Wezmą cię wszędzie, z pocałowaniem w rękę. Dostaniesz kupę kasy, stworzysz jakiś cudowny lek lub afrodyzjak i spełnisz swój amerykański sen. Będziesz miała bajeczny dom na wschodnim lub zachodnim wybrzeżu albo w bogatej dzielnicy Chicago, świetnego męża i cudowne dzieciaki.  

- A co jeśli tego nie chcę? - zapytała, wyraźnie się rozluźniając. Oczy Sandry z gniewnych zmieniły się w nautralne, a kąciki ust uniosły w delikatnym uśmiechu.

- To będziesz bogatą, ekscentryczną panią od mądrych receptur z wianuszkiem młodych kochanków - stwierdziłem z humorem, widząc, że moja przemowa działa.  

- No jasne! - Prychnęła radośnie panna Novak. Zły humor Amerykanki znikał niczym odjeżdżające Pendolino.  

- Obstawiam jednak pierwszą wersję. - Nie ustępowałem. - A pierwszemu synowi dasz na imię Michael...

- Ooo, a to z jakiej okazji?

- Na pamiątkę pewnego młodocianego, polskiego kochanka. - Mówiąc to, przywarłem ustami do warg Sandry. Powstrzymałem się od włączenia w pocałunek języka. Na ten moment chciałem, by całus był czymś głębszym niż tylko pożądaniem.  

- Skromny z ciebie chłopak - Zakpiła moja towarzyszka, po finale pocałunku.  

- A jakże! Pełen zrozumienia i uczynny. Chodzący ideał - przytaknąłem. - Z tych też powodów, a także mając na względzie twój stan, poddam cię terapii, która sprawi, że stres minie jak ręką odjął.  

- Mmm, no proszę. Brzmi ciekawie. - Sandra rozkosznie przeciągnęła się w fotelu.

- Zacznę od masażu, który cię rozluźni, czyniąc gotową na dalsze etapy leczenia - zakomunikowałem, stając za plecami Amerykanki. Otoczyłem rękami szyję młodej kobiety, po czym wtulając twarz w jasne włosy opuściłem je niżej. Odnalazłem guziki liliowej koszuli, rozpinając je wszystkie bez namysłu.  

Panna Novak przymknęła oczy, licząc zapewne na kolejne, odważniejsze ruchy z mojej strony. Tym razem jednak się nie spieszyłem. Naprawdę chciałem, by moja towarzyszka odprężyła się i zapomniała o wcześniejszym wybuchu złości. Zamiast zrywać z niej biustonosz, odsłoniłem go jedynie, na powrót skupiając się na szyi, karku oraz barkach Sandry.  

Stres ostatnich dni musiał przytłoczyć moją amerykańską kochankę. Uciskając mięśnie czułem się jakbym obrabiał kamień, tak były twarde. Kilka pierwszych ruchów wywołało grymas bólu i głośne syknięcia pacjentki. Starałem się znaleźć "złoty środek", ale, aby zabieg przyniósł skutek na starcie Sandra musiała trochę pocierpieć.  
Rozluźniła się zresztą bardzo szybko, zapadając z przyjemnością w fotel. Dobrą chwilę skupiony byłem tylko na robocie fizjoterapeuty, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wprowadził dodatkowych elementów do sesji masażu. Wyraźnym znakiem, że mogę sobie pozwolić na to, były przyjemne mruknięcia i westchnięcia panny Novak.

- Mmmm, Michał.... jak dobrze - szeptała rozanielona.  

Jak sobie umyśliłem, tak zrobiłem. Skoro jest tak wspaniale, nie ma powodu, żeby nie było jeszcze cudowniej.  
Nie zapominając o masowaniu, ściągnąłem koszulę Sandry z ramion, tak, że zatrzymała się na zgięciu ręki, odsłaniając połowę pleców. Wciąż uciskając i masując, dołączyłem do sesji fizjoterapeutycznej terapię pocałunkami. Skóra młodej pani naukowiec była wdzięcznym do tego materiałem. Oprócz naturalnego zapachu, czułem aromat jaśminu i czegoś mi nieznanego. Wtulałem wargi w kark, barki oraz łopatki dziewczyny, chłonąc subtelne szczegóły i zapach.

Rosnące podniecenie sprawiało, że wypełniał mnie coraz mocniej wewnętrzny żar. W ruchach moich rąk było coraz mniej prawidłowego masażu, który ustępował wersji erotycznej. Walczyłem z tym jak mogłem, ale kwestią czasu było, kiedy się poddam ostatecznie.  
Na szczęście Sandra nie zamierzała protestować i stwarzać problemów. Z przymkniętymi oczami poddawała się z lubością wszystkiemu co jej serwowałem. Nie będę czarował, że nie liczyłem na taki rozwój sytuacji.  

Sprawnie uporałem się z haftkami stanika, by ponownie skupić swoją uwagę dekolcie i biuście partnerki. Zsunąłem z półkul piersi koronkową, gustowną uprząż, uwalniając brzoskwiniowe grona. Zagarniając je starałem się nie być zbyt łapczywy, choć czułem coraz większe ciśnienie w kroczu oraz wszechogarniające podniecenie. Napierałem na jędrne piersi, gładziłem i uciskałem, by skupić się ostatecznie na nabrzmiałych sutkach, z których jeden był ozdobiony błyszczącym cackiem w postaci kolczyka.

Stojąc za siedzącą w fotelu Sandrą nie byłem w najlepszej pozycji, by kontynuować masaż, który coraz bardziej zamieniał się w preludium miłosnych ekscesów.  
Okrążyłem zatem fotel, stając przed siedzącą w fotelu kobietą. Asystentka nieszczęsnego Otisa uniosła powieki, ujawniając zamglone spojrzenie, w którym wyczytałem jedno - chcę więcej!

Nie byłem z tych, co ignorują powłóczyste spojrzenia. Całe manualne możliwości, skupione w moich dłoniach zaangażowałem w ręczne modelowanie piersi Sandry. Gdy poczułem niemoc w nadgarstkach, włączyłem do pieszczot usta. Otulałem złaknionymi wargami sutki, ssąc je i wytyczając językiem wilgotne ścieżki na bajecznych wzgórzach.  
Syciłem się krągłością piersi, aż do chwili, gdy poczułem, że panna Novak napiera dłonią na moją głowę. Dociskając ją w dół, dawała do zrozumienia, gdzie ma się odbyć następny etap pieszczot.  

Narastający szum w głowie oznaczał, że jestem coraz mocniej pobudzony. Pomimo tego, bez żadnych problemów rozpiąłem dżinsy partnerki, radząc sobie zarówno z guzikiem jak i zamkiem błyskawicznym.  
Sandra uniosła lekko pupę, umożliwiając mi pociągnięcie spodni do siebie. Chwyciłem je mocno, zaciągając aż do kostek dziewczyny. Amerykanka rozchyliła nogi na tyle, na ile pozwalały krępujące ją na dole dżinsowe więzy.  
Jedynie skąpe figi oddzielały mnie od słodkiej jamki młodej pani naukowiec. Zanim je ściągnąłem, przeciągnąłem kilka razy po kroczu, czując wnikające w materiał soki.  

Zbliżając palec do nosa, zrobiłem głęboki wdech, zaciągając się intymnym zapachem panny Novak. Aromat przyprawił mnie o przyjemny zawrót głowy. Kolejna oznaka rosnącego pożądania. Tylko kontynuując naszą grę mogłem je ugasić.  
Bez zbędnych ceregieli ściągnąłem majtki z partnerki, zostawiając je w tym samym miejscu co dżinsy. Wsunąłem się między nogi Sandry i kolistymi ruchami zainicjowałem pieszczoty różowych fałdek, otaczających norkę kochanki.

Ciało Amerykanki ożywiło się, reagując na aktywność moich palców. Wyczułem drżenie i delikatne spazmy. Niczym przed wybuchem żywiołu, gdy ziemia drży, dając znać, że niebawem nastąpi trzęsienie.  
Na miłosny kataklizm musieliśmy jeszcze poczekać, ale byliśmy na dobrej drodze. Sondując palcami wnętrze cipki Sandry, stopniowałem siłę i tempo pieszczot, obserwując kątem oka odlatującą w przestrzeń rozkoszy pannę Novak. Rozchylone usta, coraz bardziej nieprzytomne spojrzenie i gorejące policzki świadczyły, że było jej cudownie.  

Wreszcie nastąpił odpowiedni moment, by dodać kolejny element miłosnej gry. Pochyliłem głowę, chowając ją w zwieńczeniu ud partnerki. Odszukałem językiem soczyste wargi sromowych, aby zacząć drążyć ciepłe, mokre gniazdko między nimi ukryte. Natychmiast odczułem załączony przez Sandrę tryb zwiększonej aktywności. Biodra kochanki zatańczyły, a uda zacisnęły się mocniej na mojej głowie. Tym gwałtowniej reagowała Amerykanka, im bardziej zachłannie traktowałem jej cipkę. Dobierając się ostatecznie do żołędzi łechtaczki, obudziłem w partnerce resztki uśpionego podniecenia.  
Sandra pojękując i stękając, na dobre utkwiła w mikroświecie opętanym żądzą.  

Pozwoliła mi dość długo zajmować się swoim wnętrzem, nie zapominając jednak o potrzebach kochanka. Odchyliła moją głowę, odciągając ją od swego krocza. Twarz młodej kobiety promieniowała rozkoszną poświatą.  
Uniosła się, pozbywając się w jednej chwili koszuli, spodni i majtek. Uwolniona od krępujących ją ciuchów, posadziła mnie na fotelu, a potem zaczęła rozbierać.  
Z przyjemnością patrzyłem na jej ciało. Widok bujających się gron piersi, kształtnych bioder poruszających się kusząco oraz lśniącego od miłosnej rosy krocza sprawiły, że boleśnie odczułem nabrzmiewającego fiuta, który chwilę temu sprawiał wrażanie jakby osiągnął stan ostatecznego wzwodu.  Jak się okazuje istniały jeszcze rezerwy, które doprowadzały mnie do cudownego, acz bolesnego stanu.

Kolejne działania Sandry sprawiły, że wpadłem w miłosne tryby, które wciągały mnie coraz głębiej w rozkosz. Amerykanka zacisnęła dłoń przy nasadzie kutasa. Kilkoma wprawnymi ruchami sprawiła, że spod płaszcza skóry wychyliła się sino krwista żołądź. Pieszcząc mnie na przemian, to ustami, to dłonią wywabiła z wnętrza mojego ciała wirusa żądzy, który pożerał mnie od środka.  
Oboje byliśmy mocno nakręceni. Dyszałem ciężko, gdy kochanka coraz łapczywiej pochłaniała centymetry mojego penisa. Pod wpływem coraz większej, trawiącej mnie gorączki docisnąłem twarz panny Novak do podbrzusza.  Czułem, że jestem tak głęboko jak jeszcze nie byłem. Otrzeźwiło mnie krztuszenie się partnerki. Szarpnęła głową, gdy jej odpuściłem i wyzywająco spojrzała mi w oczy.  

- Tak pogrywasz?! - jęknęła, uśmiechając się dziko.

Chwyciła mnie za jądra, zaciskając na nich dłonie. Ból wymieszany z rozkoszą rozlał się po moim ciele. Zaraz potem, Sandra wpiła się w moje usta, przygryzając je do krwi.  

- To nie saga "Zmierzch'! - stęknąłem, gdy uwolniliśmy się od siebie, by zaczerpnąć oddech. Chwyciłem biodra kochanki, ciągnąc ją ku sobie. Nabrzmiały kutas sterczał, zachęcając by coś na niego nadziać. Przy entuzjastycznej pomocy Sandry ulokowałem ją na fotelu, a gdy byliśmy gotowi pociągnąłem w dół. Opadła na fiuta, a gdy cipka pochłonęła go całego, wtuliła się we mnie, oplatając rękami szyję.  
Tańcząc miłosne figo-fago, wciąż patrzyła mi w oczy, a ja znajdowałem w nich samo pożądanie i rozkosz. Czułem jak ociera się o mój tors piersiami, przede wszystkim jednak potężny żar, którego centrum znajdowało się w jamce Amerykanki. Zaciskała się na mnie silnie, z każdym kolejnym ruchem wywołując większą ekstazę.  

Płonąłem więc, oddając wszystkie zmysły w służbę żądzy. Wibrowałem, czekając na finalne fanfary.  
Ona kręciła tyłkiem, ja szalałem, świat wirował.  

Zatraciliśmy się całkowicie w miłosnym uniesieniu. Byliśmy tak gwałtowni, a przy tym pochłonięci sobą, że nie zdołaliśmy uchronić się przed wypadkiem. Jeden z ruchów mojej kochanki był tak silny, że napierając na mnie spowodowała, że fotel się przewrócił do tyłu, a my oczywiście wraz z nim. Zaskoczenie i delikatna panika szybko ustąpiły, ustępując rozbawieniu.

Sandra była tak bliska orgazmu i podniecona, że w pośpiechu zaczęła szukać mojego kutasa, aby ponownie się na niego nabić. Zanim to uczyniła, szybko omiotłem spojrzeniem miejsce wypadku, dochodząc do wniosku, że przewrócony mebel może nam posłużyć do dalszych igraszek.  
Złapałem w obydwie dłonie tyłek kochanki, naprowadzając ją na fotel. Amerykanka "na czworaka" weszła na leżące na ziemi oparcie. Wypięła tyłek w moją stronę, opierając ręce na brzegu siedziska i zaciskając dłonie na sterczących nogach. Tak ustawiona, rozchyliła nogi na boki, eksponując mokrą od miłosnych soków szparkę.

Mroczne kręgi zwirowały mi przed oczami. Zapewne tak czują się byki podczas corridy, mając przed oczami czerwoną płachtę.  
Naparłem silnie na wnętrze partnerki, wbijając się w nią aż po jaja. Sandra jęknęła głośno, przyjmując ten cios, amortyzując go ruchem zadka.

- Jestem tak blisko. Zerżnij mnie! - wydyszała, zerkając przez ramię w moją stronę.

To była zbędna podpowiedź, bo nie inaczej chciałem postąpić. Odrobina pikanterii dobrze jednak zagrzewa do działania. Wycofałem się, by móc wyprowadzić równie silny sztych. Cios był błyskawiczny i gwałtowny. Dalej było już tylko epickie pieprzenie. Zatraciłem się w nim, tracąc kontakt z zewnętrznym światem. Jedyną rzeczywistością w tej chwili byłem tylko ja i Sandra. Jej rozgrzana, ociekająca wilgocią cipka oraz mój kutas, który starał się pomóc mi w pobiciu rekordu gwałtowności ruchów frykcyjnych.  

To było tak szalone, że nie mogła trwać zbyt długo. Nogi krzesła zatrzeszczały w pewnym momencie pod wpływem siły uścisku panny Novak. Oznajmiały, że Amerykanka jest bardzo bliska spełnienia. Trzy, może cztery pchnięcia potem zadrżała, szarpnęła biodrami, po czym wygięła plecy w łuk. Zastygła w tej pozycji, podczas, gdy orgazm spalał jej wnętrze.  
Nie pozwalając jej opaść przyszpiliłem ją bardziej do fotela, zaciskając dłonie na piersiach. Ledwie usłyszałem, gdy syknęła z bólu, po tym jak to robiłem. Nieco zmniejszyłem moc imadła moich dłoni i nie rezygnując z rżnięcia, dalej posuwałem kochankę. Okazało się, że nie byłem zbyt daleko za nią. Następne kilka sztychów doprowadziło mnie do finału. Pchnąłem po raz ostatni, zamierając we wnętrzu szparki. Huraganowe spazmy zatrzęsły moim ciałem. Jęknąłem niczym zranione zwierzę, pozwalając, by bestia ukryta we mnie uwolniła swoją moc. Orgazm rozlał się ekstatycznie, zniewalając mnie na moment. Strumień spermy popłynął wartko, szukając ujścia. Gdy znalazł wystrzelił z nabrzmiałego działa, wypełniając Amerykankę sporymi porcjami nasienia.  

Dopiero po chwili zsunąłem się z tyłka Sandry, by opaść na podłogę, obok przewróconego fotela.  
Moja partnerka zrobiła to samo, kładąc się po drugiej stronie mebla.  Z trudem, ale dostrzegłem, że cała drży od emocji. Ułożyła się przodem do mnie, lekko rozchylając nogi. Z zadowoleniem zerkałem na spływającą po jej udzie strużkę spermy.  

- Ostro sobie poczynałeś Michałku - stwierdziła cicho Sandra, oblizując spierzchnięte usta.  

- Zbyt może?

- A gdzie tam! Masaż na początku był bajeczny, ale gdy zacząłeś mnie pieścić, to myślałam już tylko o tym, żebyś mnie tęgo przeleciał - wyznała z rozbrajającą szczerością panna Novak.

- Ciszy mnie, że trafiłem w twój gust - przyznałem, puszczając do niej oko.  

- Tak, trafiłeś - mówiąc to, podniosła się i rozejrzała dookoła. Odnalazła wzrokiem stary, znoszony t-shirt. Użyła go do wytarcia resztek nasienia. które miała na udach i w kroku. - Dobrze zrobiłam, że zadzwoniłam do ciebie. Jesteś lekiem na całe zło, zupełnie jak w starej piosence.  

- Miłe to co mówisz - odparłem skromnie.  

- W dużym stopniu prawdziwe. Z moimi wojskowymi przełożonymi nie wygram, więc szkoda czasu na niepotrzebne złości - stwierdziła Sandra, podnosząc zmaltretowany przez nas fotel. Wszystko to robiła naga, więc z lubością obserwowałem każdy jej ruch. - Tak naprawdę to, po tym jak mnie potraktowali nie chce mi się nawet babrać w papierach i wyjaśniać sprawy ze skondensowanym materiałem.  

- A właśnie! Skoro o nim wspominasz, to miałbym dla ciebie propozycję - przypomniałem sobie o pomyśle, który zaświtał mi kilka razy w głowie.  

- Jaką?

- Biorąc pod uwagę, że masz niezłe nerwy na US Army, a także w świetle tego co mówiłaś wcześniej, że mają problem z ogarnięciem ilości tego cuda. - Zacząłem długim wstępem, wiedząc, że moja prośba nie jest z gatunku "standardowa". - Pomyślałem, że może mógłbym wejść za twoją wiedzą w posiadanie kilku próbek.

- Co?! Ty tak poważnie?! - żachnęła się Sandra, patrząc na mnie z niedowierzaniem.  

- Jak najbardziej, skarbie.

- Michał, to nie są chrupki ani mentosy! Co to za pomysł? - Amerykanka z wrażenia przysiadła ponownie na fotelu. - To nie zabawka!

Nie miałem innego wyjścia, jak powiedzieć Sandrze, co zamierzam zrobić. Nie była zachwycona, ale okazała zrozumienie. Wysłuchała, a potem kazała mi obiecać, że do niczego innego tego nie użyję. Dałem uroczyste słowo honoru, przekonany, że dotrzymam obietnicy.  

- Odpalę ci trzy próbki, Michał - postanowiła Sandra z łobuzerską miną. - Tylko ze względu na to, że dawno nikt nie dał mi tyle przyjemności co ty. I pod warunkiem, że zanim wyjadę jeszcze nie raz mi zrobisz dobrze.  

- Ma się rozumieć - przytaknąłem. Takie warunki mogę spełniać zawsze!

- A także, że wszystkie będą tak intensywne jak nasze ostatnie igraszki - dodała Sandra, oblizując lubieżnie wargi.

- Jak sobie życzysz, pani. - Skłoniłem się teatralnie.

- Ok.. Spełnianie życzeń zaczniesz oczywiście jeszcze dzisiaj. - Zaśmiała się radośnie panna Novak. - Zgłodniałam. Zrobię coś dla nas, a ty wskocz pod prysznic. Po tobie, zrobię to ja, a ty obmyślisz strategię na kolejną rundę rżnięcia. Co ty na to?

- Wszystko mi pasuje, tylko mam jedną uwagę - stwierdziłem, starając się być poważnym. - Do kanapek mogę chcieć herbatę?

- Masz wymagania, mój drogi - roześmiała się Sandra, unosząc się z fotela.
Patrzyłem za nią jak oddala się naga do kuchni.

Ten dzień okazał się, ze wszech miar udany. Wypieprzyłem Amerykankę cudownie, w perspektywie mając równie spektakularną powtórkę, a do tego załatwiłem sobie materiał skondensowany. Ten miał mi pomóc w realizacji planu, który pomału krystalizował się w mojej głowie.

Naprawdę, świetny dzień.  

****

Jak tak sobie spojrzę wstecz na ostatnich kilka miesięcy, to rzadko mi się zdarzało mieć dwa spokojne popołudnia w domu. Cieszyło mnie więc że właśnie byłem w trakcie drugiego. Coś nieprawdopodobnego, ale wykorzystałem ten czas nad ślęczenie nad książkami. Matura sama się nie zda, zagadnienia na egzaminie dojrzałości nie będą się tyczyć kobiecej anatomii, seksu i tworzeniu spisków czyli tego co ostatnio zajmuje mnie najbardziej. Stąd moje próby przyswojenia odrobiny wiedzy w tak zwanym międzyczasie.  

Nie dane mi było jednak dokończyć edukacji. W trybu kujona wybił mnie brzęczący na biurku telefon. Odbierając go, cieszyłem się widząc, kto dzwoni.

- Cześć, Saba - radośnie przywitałem dzwoniącą dziewczynę. Wyobraźnia podpowiadała mi, że znalazła sposób, byśmy mogli znów spotykać się bez obaw o reakcję jej młodszej siostry. Od czasu ostatniej kłótni moje kontakty techno czarodziejką były sporadyczne i jedynie telefoniczne.  

- Cześć, Michał - Głos Spacji drżał. Spodziewałem się mocnego wystąpienia.  

- Co tam, skarbie? - spytałem, starając się mówić spokojnie.

- Znasz Dulickiego? - Pytanie Sabiny zupełnie mnie zaskoczyło. Było niczym niespodziewany cios między oczy.  

- Kogo?

- Du-li-ckiego Jan-ka! - Sylabizując powtórzyła dziewczyna.

- Znam - przyznałem, nie wiedząc co myśleć o jej pytaniu. Gość o którego pytała, był częścią mojego dzieciństwa, ale od dawna o nim nie myślałem. Nie widziałem go szmat czasu, chociaż nie wyprowadził się na koniec świata, ani nawet w głąb Polski.

- Ja też go właśnie poznałam - oznajmiła Spacja. - Jest chłopakiem Neli.

Grom z jasnego nieba, to mało powiedziane. Poczułem się jakbym... cholera, nie wiem jak, bo tąpnęło mną konkretnie.

- Chyba żartujesz?! - Wydukałem, nie otrząsnąwszy się z zaskoczenia.  

- Nie, wcale..., ani trochę nie! Zupełnie mi nie do śmiechu - Jęknęła techno czarodziejka. - Taki gość chłopakiem mojej siostry! To psychopata jakiś!

Nie jest psychiczny, chciałem powiedzieć, ale powstrzymałem się, przypominając sobie co się wydarzyło nim zniknął z mojego życia. Przez siedem lat nigdy nie zrobił mi nic złego. Zawsze czułem się normalnie, bez poczucia jakiegokolwiek zagrożenia w jego towarzystwie. Niemniej jednak to co się zadziało w piątej klasie szkoły podstawowej było faktem, więc słuchając teraz słów Sabiny, ugryzłem się w język.  

- Przesadzasz. - Znalazłem "złoty środek" między przytaknięciem, a całkowitym zakwestionowaniem jej słów.

- Sądzę, że chyba nie, mój drogi! - odparła nerwowo Spacja. - Trochę się o nim dowiadywałam, a ty wiesz pewnie jeszcze więcej. Od tego koleżki wieje nienormalnością na odległość! Będąc w jego towarzystwie czuje się cholernie nieswojo, bo gość nie wiadomo czy jest obecny, czy jakieś demony nie wybuchają w jego psychopatycznym mózgu!  

- Saba, teraz mocno przeginasz - zaprotestowałem.  

- I ty go bronisz?! Michał, jak przyszedł do naszej chaty i siedział obok mnie w fotelu, to zastanawiałam się, czy przypadkiem nie obmyśla jak mnie zeżreć! - Dramatyzowała Sabina. - Kurwa, to jakiś kolejny Hannibal Lecter!

- Nie jest ani Lecterem, ani Kubą Rozpruwaczem, ani nawet morderczym szewczykiem Dratewką - żachnąłem się lekko zniesmaczony słowami techno czarodziejki. - Owszem, jest nieco... inny, ale to wszystko. Nic ponadto.  

- Jasne! Michał zrób coś z tym, bo mam wrażenie, że wylądowałam w jakimś porąbanym Matriksie! - Dziwiło mnie zachowanie Spacji. Zawsze była zrównoważona i na luzie. Czyżby to, że sytuacja dotyczy dwóch osób na których jej zależy, zmąciło jasność umysłu i spokój dziewczyny?

- Jak to?

- A tak, że poza tym, że Nela przygruchała sobie tego dziwaka, to i o niej samej dowiedziałam się czegoś nowego. - Nieco spokojniej wyznała Saba, choć głos wciąż drżał jej słyszalnie. - Okazało się, że prowadzi dziennik, bardzo szczególny notes. Przypadkiem o nim zapomniała, a ja się na niego natknęłam. Oczywiście, zostawiłabym go w spokoju, ale, gdy go podnosiłam wysunęły się z niego twoje zdjęcia.  

- Poważnie?! Co w nim było?! - Znów poczułem się zaskoczony.  

- Dowiedziałem się z niego, że moja siostrzyczka durzy się w tobie od dawna - ogłosiła niemal uroczyście Spacja. - Ma zapiski na twój temat z czasów przed wypadkiem. Na szczęście, nie ma w tym nic szalonego i groźnego, bo opisuję tam na początku jaki jesteś fajny, że tak cię chwaliła to jedna dziewczyna, to inna. Trochę młodsze wpisy mówią, jak się zmieniasz i martwi się tym bardzo, a te najświeższe są pełne gniewu, ale takiego przepełnionego żalem i ubolewaniem nad tobą.  

- Ciekawa rzecz. To dlatego tak ją denerwowała nasze bycie razem - stwierdziłem. - Zazdrość przez nią przemawiała.  

- Oczywiście, a teraz z tym cudakiem też się pewnie spiknęła nam na złość - przyznała Sabina. - Michał, szczerze przyznaję, że straciłam kontrolę nad otoczeniem. Dookoła tylko nienormalność! Wkurza mnie to!

- Myślę, że zbytnio panikujesz. Wątpię, by za tym chodzeniem Nelii z Jankiem krył się nagły poryw uczuć - oznajmiłem spokojnie, by udzieliło się to mojej rozmówczyni. Sam jednak nie do końca byłem przekonany do swoich argumentów. - Twoja siostra prowadzi grę, a my powinniśmy się dowiedzieć jakie są jej reguły.  

- No nie wiem...?

- Mnie zablokowała, wolę się chwilowo trzymać na dystans, więc twoim zadaniem jest wybadać Nelę - zarządziłem. - Ja wezmę na siebie Janka. Pora urządzić niespodziewane spotkanie po latach.  

- Ok., ale nie uspokoiłeś mnie całkowicie - zgodziła się Sabina.  

- Dobrze jednak, że choć trochę - podsumowałem z nutką wesołości.

- Michał, brak mi ciebie...

- Daj spokój. Wiesz przecież, że czuję to samo - Nie chciałem ciągnąc tego tematu. Obawiałem się, że mogę nie zdzierżyć i poleźć do Spacji, zapominając o groźbach młodszej z sióstr. - Dowiedzmy się o co chodzi Neli, a może to odmieni naszą sytuację.

- Oby! Buziaki - szybko odparła techno czarodziejka. - Będę kończyć, słyszę, że siostrzyczka właśnie wraca.  

- No to pa.  

Po zakończeniu rozmowy przez długi czas zastanawiałem się nad tym co powiedziała mi Saba. Nic mądrego nie wmyśliłem. Jestem pieprzonym geniuszem, na to wychodzi!  
Wewnątrz czerepu kołatał się mi natomiast obraz młodego, jedenastoletniego chłopaka, o którym w zasadzie zapomniałem. Psia mać, jakbym nie wiem jak długo myślał, to nie wpadłbym na to, że w tą historię wplątany zostanie jeszcze Janek Dulicki. Nie wiem, kto pisze życiowe scenariusze, ale ma facet fantazję!

*****

Na drugi dzień dostałem wiadomość od Spacji, że świeżo upieczona para jest w kinie. Chcąc, nie chcąc poszedłem czekać, aż Kornelia z Jankiem wyjdą z seansu. Jak jakiś szpieg z Krainy Deszczowców czaiłem się za rogiem, wypatrując w grupie wychodzących widzów znajomej dwójki.  
Wyszli jako jedni z ostatnich, a ja - na tyle na ile umiałem - ruszyłem za nimi. Szybko się zorientowałem, że idą do domu sióstr, więc mogłem mniej się skupić na ich pilnowaniu. Nie zginą mi, jeśli będą tam gdzie trzeba.  

Darowałem sobie scenę pożegnania, słusznie jak się okazało, ponieważ Janek odprowadził swoją pannę, po czym udał się na przystanek, aby wrócić do domu. Tam spotkała go niespodzianka w postaci znajomego czyli mojej skromnej osoby.

- Cześć Jasiek! - przywitałem się dziarsko.  

- Cześć - Nie spodziewałbym się innego powitania. Lakonicznie i beznamiętnie. Zupełnie w jaśkowym stylu.  

Przez chwilę obejrzałem znajomka, dochodząc do wniosku, że sporo się zmienił na korzyść. Spacja nie znała go wcześniej i miała prawo przestraszyć się Dulickiego, ale dla mnie, który znał go dawniej, zauważalny był progres względem starych czasów. Jaś mocno też zmężniał. Zawsze był raczej chuchrem, a teraz ja przy nim na pewno nie mogłem uchodzić za osiłka.

- Widzisz jak to się człowiekowi w życiu poszczęści -  Rozpocząłem planowaną rozmowę. - Potrzebuję z tobą porozmawiać, a tu taki traf spotykam cię akurat tutaj.  

- Niesamowity przypadek - Przemówił Janek, świdrując mnie zimnym spojrzeniem.  

- Prawda?

- Michał, jest zimno. Co się kryje za naszym spotkaniem - Normalnie, gdybym powiedział to ja lub ktoś inny, byłoby to powiedziane z odpowiednią dawką emocji. To był jednak Janek, więc ich nie było.  

- Jak to?! Musi coś się za tym kryć?

- A co, klocki chciałeś poukładać? - Roześmiałem się lekko z tej uwagi, w przeciwieństwie do poważnego jak żałobnik rozmówcy. Jako małe dzieciaki lubiliśmy bawić się klockami. Zwłaszcza Jasiek miał do tego straszne zacięcie. Mógł cały dzień spędzić na budowaniu czegokolwiek.  

- A masz przy sobie? - odpowiedziałem błyskotliwie.

- Nela mówiła, że jak się dowiesz o nas, to przypomnisz sobie o mnie - Janek nie zamierzał ględzić o klockach i przeszedł do konkretów.  

- Skoro już o niej wspominasz, to chcę zapytać, co was łączy? - Skoro nie owijamy bawełny, to również zagadałem bez ogródek.  

- A czemu pytasz? O czymś nie wiem, chodzicie ze sobą? - Uwielbiam jak rozmówca odpowiada pytaniami na pytania. Mam wtedy lekki ścisk tyłka. - Kochasz ją, a ja wchodzę ci w paradę? Coś innego może...?

- Nic ci nie mówiła? - Pytania, ciągle tylko pytania, a odpowiedzi, kurwa brak.  

- Coś tam wspomniała, ale niewiele - przyznał swoim głosem bez życia Janek.  

- Jasiek, powiedz mi szczerze, to wasze chodzenie to coś poważnego? - drążyłem temat.

- Zaczynasz mnie drażnić, Michał - oznajmił dawny znajomy wciąż jakby bez emocji. W taki sposób żona mówi do męża dwadzieścia pięć lat po ślubie, że zrobiła mu herbatę. - Dopiero się poznajemy, ale tak, myślę, że to coś poważnego.  

- Słuchaj Jasiek! Nie chodzi o kochanie, ale trochę mi zależy na tej dziewczynie - Zebrałem się w sobie, żeby naświetlić tło młodemu Dulickiemu. - Tobie, ze względu na dawne czasy, też nie chciałbym krzywdy robić. Trochę to bolesne, ale mam podejrzenie, że za jej postawą nie kryje się to co myślisz.  

- A skąd wiesz co ja myślę? Podobno ja tego nawet nie wiem - burknął mój rozmówca.

- Nie mów tak! Po prostu chce oszczędzić ci rozczarowania - stwierdziłem.

- Daruj sobie tą troskę i zostaw nas w spokoju! - Nocny Król miał w sobie więcej życia niż Jasiek, gdy to mówił.

- Proszę, zastanów się nad...

- Michał, nie gadam z tobą - oznajmił Dulicki, z zadowoleniem obserwując podjeżdżający autobus. - Nic nie jest takie jak się wydaje. To ty się mylisz, tak jak i siostra Kornelii.

Ostatnie zdanie Janek rzucił, wchodząc do pojazdu. Zupełnie mnie rozbroił tym stwierdzeniem, a także wpleceniem w rozmowę starszej siostry, o której przecież nie wspomniałem ani słowem.  
Wracając do domu, myślałem o tej dziwnej konwersacji, nie dochodząc do żadnych konstruktywnych wniosków. Skutkiem tych przemyśleń był tylko pulsujący, dokuczliwy ból głowy.  
Jak ja uwielbiam te pieprzone zagadki, gierki! Zwłaszcza, gdy czuję, że czegoś w nich nie ogarniam.  

*****

Studniówka.  

Specjalna noc w życiu ucznia szkoły średniej. Eleganckie suknie dziewczyn, garnitury chłopaków, polonez i zabawa do białego rana. Uświęcona od dziesiątek lat tradycja. Nasza, podobnie jak w ostatnich latach miała się odbyć w specjalnej sali, wynajmowanej na potrzeby wesel, chrztów, tudzież innych przyjęć.  

Starałem się wypierać szkolny bal ze swoich myśli. Powodem było to, że uświadamiał mi w bardzo konkretny sposób (z matematyką trudno się spierać), że niewiele zostało czasu, gdy będę musiał zmierzyć się z rozstaniami oraz powziąć kilka mało fajnych decyzji. Super się żyje w świecie, gdzie kobiety robią dla ciebie niemal wszystko o czym pomyślisz.  
Wbrew jednak pozorom, nie traktowałem swoich kochanek aż tak przedmiotowo. Zżyłem się z nimi, żywiłem do nich jeśli nie głębokie, to przynajmniej ciepłe uczucia. Myśląc o tym, że muszę zakończyć z którąkolwiek z nich bliższą znajomość, włączał mi się tryb totalnej pretensji do świata o to, że co dobre, tak szybko się kończy.  

Jednak, gdy nadszedł właściwy wieczór odsunąłem od siebie egzystencjalne dylematy, skupiając się na byciu w doskonałym humorze. Od kilku dni intensywnie pracowałem głową, by nie zabrakło mi atrakcji tej nocy.  
Problem z kim pójdę od dawna miałem z głowy. Wiedziałem, że pójdę z którąś z moich partnerek.  
Tych dojrzałych z oczywistych względów nie brałem pod uwagę, a zresztą Anita i Bogna, z racji swoich obowiązków, będą przecież na imprezie. Spacja z powodu wariactw swojej siostry też  znalazła się poza kręgiem kandydatek.  
Dziewczyny ode mnie z klasy czy z tego samego rocznika w naszej szkole również będą się bawić na szkolnym balu. Postanowiłem więc, że moją towarzyszką na studniówce będzie Anastazja.  

Gdyby ktoś porównał Nastkę w wersji z września poprzedniego roku, a tą którą prowadziłem teraz bardzo umiejętnie podczas poloneza mógłby poważnie się zastanawiać czy to ta sama panna. Uczesanie, styl ubierania się, makijaż, ale przede wszystkim sposób zachowania sprawiały, że była wersją po wizerunkowym tunningu.  
Była w siódmym niebie, gdy zaproponowałem, żeby to ona poszła ze mną na szkolną imprezę z tradycją. Oczy świeciły jej radosnym blaskiem, za każdym razem, gdy tylko na nią spojrzałem. Czytałem w nich jak w książce. Radość, wdzięczność, oddanie i pożądanie miała w każdym mrugnięciu.  

Bawiliśmy się doskonale w gronie znajomych. Zuzka i Kamila, od dawna wiedziały, że nie będą sobie szukać chłopaków do towarzystwa. Przyszły niby samotne, ale świetnie się czuły razem.  
Wikę i Marcel spiknąłem z Adamem i Szymonem, ciesząc się, że moje panny będą blisko mnie, a kumple-sieroty zyskają partnerki na tą wyjątkową noc.  
Do tego jeszcze były Anita i Bogna, które brylowały w otoczeniu nauczycielskim. Zwłaszcza anglistka, w dość odważnej sukience wyglądała jak wygrana kumulacja w Jackpocie.

Na dekoracyjnej, ale prostej sali przystosowanej do przyjęć i tańców oraz wśród tylu ludzi ciężko było o prywatność i odosobnienie, więc niezbyt liczyłem na miłosne ekscesy. Nie znaczyło to oczywiście, że byłem na zupełnie straconej pozycji, bo na piętrze znajdowały się gościnne pokoje, a jeden z nich, niewielki wprawdzie, ale wystarczający w tych okolicznościach został przeze mnie wynajęty. Znikanie na dłużej nie wchodziło w rachubę, bo zainteresowano by się w końcu, gdzie wsiąkło dwoje czy więcej uczniów i zapewne tam, by nas szukano. Jednakże szybkie, krótkie numerki jak najbardziej były do przyjęcia. Na nie się nastawiłem, ciekaw jaki los napisze scenariusz. Na ten moment, niemal dwie godziny po rozpoczęciu zabawy bawiłem się doskonale, ale tradycyjnie i bez odstępstw.  

Nadszedł moment, gdy zauważyłem uciekającą przed tumultem i zgrają napalonych młodzików Anitę. Przemykała, rozglądając się lekko na boki i wierząc zapewne w swoją niewidzialność. Trzeba przyznać, że niemal w stu procentach jej plan się powiódł. Nie zwiodła tylko mnie, ale ja od początku imprezy szukałem okazji, żeby móc być blisko niej. Miałem też w tym mały interes.  

Przydybałem ją w kępie krzaków rosnących na obrzeżu terenu otaczającego budynek z salą zabaw.  

- A pani ma już dość zabawy? - spytałem, doskonale się bawiąc jej spłoszeniem.  

- Ty draniu! Wystraszyłeś mnie! - stęknęła, gdy już ochłonęła z pierwszego szoku. - To niezbyt mądrze przyczajać się tu razem w krzakach.

- Fakt! Nie mogłem się jednak powstrzymać - przyznałem jej rację. - Dlatego weź ode mnie te kluczyki i zaszyj się w pokoju numer dziewięć. To taka mała klitka na końcu korytarza. Świetnie ci wychodzi bycie niewidzialną w tym tłumie balujących więc dasz sobie radę.

- Michał, nawet nie masz pojęcia jaką mam teraz ochotę na ciebie - szepnęła Anita. - Tutaj jednak nie powinniśmy tego robić.

- Spokojnie! Wyluzuj! Nie jestem aż tak szalony. - Ze zrozumieniem odniosłem się do jej obaw. - Muszę po prostu z tobą pogadać i trochę popatrzeć ci głęboko w oczy.  

- Obiecujesz!

- Oczywiście, że ręczę za siebie- Prychnąłem wesoło. - Inna rzecz ja ty nie ogarniesz emocji i się na mnie rzucisz. To już zupełnie...

- Daruj sobie wieszczu! - Anita zbliżyła palec do moich ust, a gdy chciałem go pocałować dała mi prztyczka w nos. - Poradzę sobie.

- To ruszaj! Ja przyjdę za dziesięć minut.

Sześćset sekund później nerwowo rozglądając się po korytarzu wszedłem do pokoju numer dziewięć, gdzie czekała moja ulubiona belferka.  
Gdy tylko przekręciła klucz w zamku, przylgnąłem na początek do słodkich ust Anity. Moja dłoń zyskała całkowitą autonomię, bez zahamowań wsuwając się w dekolt nauczycielki. Wyczułem jędrność piersi, gładkość skóry powlekającej magiczne wzgórza biustu.  
Dopiero, gdy drugą dłonią zanurzyłem się pod sukienkę, Anita oprzytomniała, wyrywając się z moich objęć.  

- Miało być grzecznie, bez świństw! - jęknęła, choć widziałem, że oczy zaczęły płonąć jej blaskiem pożądania.

- To tylko tak na początek. Trochę czułości i tyle. - Usprawiedliwiłem swoje zachowanie. - Dziwisz się? Wyglądasz tak, że ciśnienie podskakuje większości bawiących się tu gości. Płci pięknej z zazdrości, a brzydszej - z pobudzenia zmysłów.  

- A ty jak się trzymasz? Czy potrafisz okiełznać przy mnie emocje? - Drażniła się ze mną anglistka.  

- Stąpasz po cienkim lodzie, pani profesor! Nie prowokuj! - westchnąłem ciężko.  

- Tak tylko mówisz. Masz przecież przy sobie cały swój babiniec - Nie odpuszczała Anita, ciągle się ze mną drocząc.

- Przy tobie są jak płotki przy złotej rybce - Nie wiem skąd mi się wzięło to porównanie, ale spodobało się adresatce. - Poza tym to ledwie połowa mojego haremu.

- O matko, zatem jestem jedną z wielu - Aktorsko wywróciła oczami belferka.  
  
- Nie odgrywaj scen, bo musimy zaraz wrócić na salę - Z trudem wziąłem się w garść. - Mam dla ciebie zadanie. Ewentualnie możesz poprosić o pomoc Bognę.  

- Co ty znów wymyśliłeś? - Anita spojrzała mi zaintrygowana w oczy.  

- Chciałaś, żebym znalazł sposób na Marzenę Tracz - wyjaśniłem. - Wydaje mi sie, że dałem radę. Musisz tylko dolać tego specyfiku do napoju suchej inkwizytorki i Bujnickiego.

- Co to jest? - zainteresowała się belferka, patrząc na dwie małe fiolki z materiałem skondensowanym, które dostałem od Sandry.  

- Nie mam czasu wyjaśniać. Zrób co mówię, a sprawię, że nasze kłopoty się skończą - mówiąc to, machnąłem niecierpliwie ręką. - Zaczną się natomiast dla Tracz i jej przydupasa.  

- Michał, ale mam wątpliwości i...

- Nie zejdą do Krainy Wiecznych Belfrów, bo to nie trucizna - mruknąłem, coraz bardziej zniecierpliwiony. - Nie jest to też narkotyk, ani temu podobne świństwo. Uspokój się, skup na zadaniu i zrób to tak, żeby nikt się nie połapał.  

- Cholera, a tak się beztrosko bawiłam - jęknęła zrezygnowana Anita. - Ok., rzeczywiście chyba pora pojawić się w towarzystwie.  

Wymknęła się po chwili bezszelestnie, a ja odczekałem chwilę i zrobiłem to samo. Zadowolony z siebie, odnalazłem swoją grupkę znajomych i dałem się pochłonąć studniówkowej zabawie.

- Michał, nie było cię trochę - Zauważyła Nastka, gdy tańczyliśmy w rytm modnego ostatnio przeboju. - Ciotka też była nieobecna. To ma jakiś związek?

- A jaki by miało mieć? Tu co chwila ktoś pojawia się i znika. - Wzruszyłem lekceważąco ramionami. - Nie brak tu terenu naokoło, a każdy chce odetchnąć co jakiś czas świeżym powietrzem.  

- Tylko, że ona zeszła po schodach chwilę przed tobą - Nie dawała za wygraną siostrzenica Anity. - Dało mi to mocno do myślenia. Tym bardziej, że się pogodziliście ewidentnie, a nawet bym powiedziała zapałaliście do siebie sporą sympatią.  

- To chyba dobrze? Nie mów, że wolałabyś nas skłóconych?  

- Jasne, że nie, ale..

- O co ci chodzi, Nastka?

- Widzę jak działasz na dziewczyny. Wiem to sama po sobie - Mówiąc to, spuściła wstydliwie wzrok. - Jest nas coraz więcej, mam na myśli twoje wybranki, więc pomyślałam, że ciotka też może poczuła do ciebie coś więcej.  

- Nastka, pożądanie zmąciło ci umysł - Podsumowałem teorię dziewczyny. Obróciłem ją zamaszyście, a gdy wybrzmiał ostatni ton piosenki, skierowałem ku schodom. - Powinniśmy coś z tym zrobić, bo jak tak dalej pójdzie to zaczniesz wszystkie dziewczyny na sali podejrzewać o pieprzenie się ze mną.  

- Gdzie mnie ciągniesz?

- Mam tu takie swoje gniazdko, które zarezerwowałem, aby spędzić w nim cudowne, upojne chwile - wyjaśniłem szybko i cicho. Gdy byliśmy przy drzwiach pokoju numer dziewięć, wepchnąłem Anastazję do środka, sam również do niego wchodząc.

Pamiętając o względach bezpieczeństwa, zamknąłem drzwi, a potem dopadłem do siostrzenicy anglistki. Poddała się mi, zachłannie oddając usta i chętne ciało.
Przez dobrą chwilę syciłem zmysł dotyku kształtami jej młodego ciała. Zsunąłem ramiączka sukienki, by łatwiej wydostać z więzów materiału piersi dziewczyny. Zacisnąłem palce na sutku, trąc go dość silnie. Ciche westchnięcie Anastazji oznaczało, że idę dobrą drogą.  

Gdy już poczuła się swobodniej, licząc zapewne na kontynuację miłosnej gry, zmieniłem zasady. Okoliczności były takie, a nie inne, subtelności należało odłożyć na później.  

-  Sorry Nastka, ale to nieodpowiednia chwila na maraton namiętności - stwierdziłem, odwracając ją tyłem i kierując w stronę kanapy. - Dziś poza standardowymi atrakcjami jakie oferuje studniówka, mamy w menu szybkie rżnięcie.  

Siostrzenica Anity bez słów przyjęła moje oświadczenie. Opadła, na siedzisko sofy, wypinając kusząco wąską pupę. Podciągnąłem lekko sukienkę do góry, odsłaniając całe uda i większość tyłka. Chcąc mieć swobodny dostęp do cipki, opuściłem skromne figi do kolan partnerki.  

Wniknąłem palcem w młodą kochankę, penetrując nim wilgotną norkę. Anastazja była nieźle podniecona i mokra. Nie musiałem długo przygotowywać jej do kulminacji numerka. Doskonale kręciła zadkiem, reagując na każdy ruch palca, który jej serwowałem. Na moment jedynie wybiła mnie z rytmu, sycząc cicho  z bólu.  
     
- Co jest? - mruknąłem zmartwiony.

- Nic. Tylko coś mnie ukłuło - cicho wyznała moja młoda kochanka.  

Patrząc na lśniącą rosę soków namiętności, połyskujących przy zwieńczeniu ud partnerki , uwolniłem się od krępujących mnie spodni i slipów. Jednym pchnięciem wbiłem się w ciepłe, wilgotne wnętrze siostrzenicy anglistki.  
Przy pierwszym silnym sztychu, usłyszałem syknięcie Nastki.

Odpowiedź kochanki sprawiła, że znów skupiłem się na pieprzeniu. Pracując wytrwale, z zapałem godnym przodownika wnikałem dogłębnie w ciasną przestrzeń szparki.  
Trwało to kilka minut, w ciągu których oboje dawaliśmy z siebie całą energię, by doprowadzić do finału rżnięcia. Wreszcie ten moment nastąpił. Najpierw orgazm wstrząsnął ciałem Anastazji, która zastygła zaciśnięta na moim kutasie. Wygięła plecy w łuk, z trudem powstrzymując cisnący się na usta jęk.  

Pomimo uginających się pod naporem rozkoszy nóg, zdołała usiąść na kanapie, zbliżając twarz do sterczącego fiuta. Czułem, że nabrzmiałemu towarzyszowi moich wszystkich igraszek trzeba niewiele. Przysunąłem się bliżej, pozwalając, by drobne, szczupłe palce siostrzenicy Anity objęły fiuta i skupiły na jego pieszczeniu.  
Po wielu spędzonych wspólnie upojnych chwilach Nastka była o wiele lepszą kochanką. Znała to charakterystyczne pulsowanie penisa, uniesione jądra i coraz gwałtowniejsze ruchy moich bioder.  
Zareagowała bardzo szybko wkładając sobie kutasa do ust. Nie musiała zbyt długo pieścić mnie oralnie. Pracujące mięśnie sprawiły, że pojawił się magiczne spazmy, a zaraz potem popłynęło przeze mnie nasienie, by wytrysnąć z mocą w ustach Nastki.

Z zachwytem patrzyłem jak dziewczyna połyka kolejne porcje ejakulatu. Słodka, niewinna Anastazja z jesieni zeszłego roku zniknęła prawie na dobre.  

- Nie mogę paradować z podejrzanie wyglądającymi plamami na kiecce - wyjaśniła, czemu nie dała polatać strużkom spermy. Oblizała usta i otarła je dłonią.  

- Jesteś niezwykła - wydyszałem, siadając na chwilę na kanapie.  

Dopiero wtedy Anastazja otwarła bardziej zaciśnięta w pięść dłoń.  

- To mnie ukłuło wcześniej - oznajmiła, robiąc szerokie ze zdumienia oczy. - To kolczyk ciotki!

- Żartujesz chyba! Skąd by się tu znalazł?! - udałem zaskoczonego i zdziwionego. Uświadomiłem sobie, że pewnie spadł w chwili, gdy belferka poderwała się gwałtownie.

- Michał! Jeśli dostęp do tego pokoju dziś masz tylko ty, to oznacza, że się nie myliłam i byłeś tu z siostrą mojej mamy - głos dziewczyny drżał z emocji.  

- Nastka, on tu może leżeć od dawna - palnąłem.
  
- Nie świruj! To elegancki kolczyk, z kompletu, który ciotka kupiła parę dni temu, specjalnie na tą okazję! - zaoponowała moja rozmówczyni. - Co to ma znaczyć? Powiedz prawdę!

- To jakiś absurd!

- Jeśli dalej będziesz migał się od odpowiedzi, zejdę na dół i zapytam o to domniemaną właścicielkę błyskotki. - Twardo negocjowała Nastka. - Okaże się wtedy czy w obydwu uszach tkwi biżuteria. Co ty na to?

- Niech ci będzie, ale zachowaj to dla siebie - oznajmiłem, pogodzony z losem. - Od początku roku twoja ciocia jest moją kochanką.

Anastazja poprawiła bez słowa ciuchy, patrząc na mnie znacząco.  

- Jesteś tak wspaniały, że cieszę się jak głupia, będąc jedną z wielu - stwierdziła cicho i smutno. - Nie mam nic przeciwko, żebyś poznał kolejne dwadzieścia dziewczyn. Obojętnie jakich, ale to, że popadło na moją ciotkę chyba mnie nie kręci. Powiedz, dlaczego ona?

- Odkąd pamiętam durzyłem się w niej jak wariat - wyjaśniłem. - Nie mogłem powstrzymać tego, że bardzo pragnąłem ją posiąść.  

- No cóż, jeśli tak się sprawy mają...  

- Nastka!

- Oddaj to jej, żeby nie było afery! - wymruczała, podając mi kolczyk.  

- Czy to coś zmienia między nami? - zapytałem, patrząc jak przegląda się w lustrze, sprawdzając czy nasze miłosne zmagania nie pozostawiły piętna na stroju.  

- Tylko tyle, że mi teraz smutno - przyznała Anastazja. - Wiesz, że masz na mnie wielki wpływ, ale dziś już nie mam ochoty na cokolwiek.  Ciesz się, że zerżnąłeś mnie wcześniej. Teraz zapraszaj do pokoju schadzek pozostałe panny.  

- Nastka, niepotrzebnie robisz z tego problem - stwierdziłem, widząc jak zabiera się do wyjścia z pokoju.

- To nie tak, ale byłeś tym, czym akurat z ciocią nie chciałam się dzielić - oznajmiła siostrzenica anglistki, uchylając drzwi pokoju.  

Wymknęła się sprawnie, a ja wziąłem z niej przykład po chwili. Zastanawiałem się, jak świadomość tego, że posuwam jej ciotkę wpłynie na moje relacje z Anastazją. Dar raczej zapewniał mi jej przychylność, ale po tym co usłyszałem przed chwilą, nie mogłem być do końca pewny, że zachowa się jak bym sobie życzył.  

Na razie postanowiłem dać jej czas. Obserwując Nastkę, przekonam się, jak poukłada sobie w głowie to, że zarówno ona jak i siostra jej  mamy są kochankami tego samego chłopka.  

Wróciłem do tradycyjnego spędzania czasu na studniówce. Czas płynął szybko na tańcach, żartach i dobrej zabawie. Anastazja, choć nieco smutniejsza nie unikała ani mnie, ani reszty towarzystwa. Wyglądało na to, że pogodzi się jakoś faktem, który tak ją zasmucił. Liczyłem na ponowne odwiedziny w pokoju numer dziewięć, ale jakoś okoliczności nie sprzyjały wizycie na piętrze. Nie chciałem dzisiaj angażować w seks Marceli i Wiki, ponieważ były z moimi kumplami. To, że nie stanowili formalnych par, nie było dla mnie wymówką. Pewnych rzeczy się nie robi pro prostu i tyle. Nawet mi się spodobało, że jakieś resztki przyzwoitości drzemią jeszcze w jedynym synu rodu Wanatów.  
Tymczasem Zuza i Kama, które miałem ochotę zaciągnąć do pokoju na górze, znikały w tych momentach, gdy najdogodniej byłoby tam pójść. Po północy zacząłem się nawet o nie martwić, bo nie było ich dość długo, ale ostatecznie wróciły. Tliło się we mnie podejrzenie, że te ich zniknięcie mogą mieć coś wspólnego z Adamem, który dziwnym trafem był nieuchwytny w tym samym czasie. Byłem jednak coraz bardziej zmęczony, by bawić się w rozwiązywanie zagadek.  

Po drugiej sytuacja nabrała nowego kolorytu. Okazało się, że Nastka topiła swój żal w krążącym w nielegalnym obiegu alkoholu. Powiedzieć, że była nieźle pijana byłoby nadużyciem, ale pozwolenie jej na dalszą zabawę byłoby mocno ryzykowne.  
Anita była zła osa, że pozwoliliśmy na to. Do tej pory świetnie się bawiła, a odwożenie do domu siostrzenicy zaburzyło jej plan. Poza tym obawiała się reakcji innych belfrów, na fakt, że dziewczyna z jej rodziny zachowuje się nagannie.  
Sytuację rozładowały Zuzka z Kamilą, ofiarowując pomoc. Ta pierwsza zadzwoniła po swojego kuzyna, który obiecał przyjechać jak najszybciej i podrzucić Anastazję do domu. Zuza i Kama na ochotnika zgłosiły się, że będą jej towarzyszyć, a potem zdecydują czy wrócić jeszcze na imprezę.  

Ostatnie godziny studniówki spędziłem więc w okrojonym gronie i choć byliśmy coraz mocniej zmęczeni zabawą każdy nadrabiał miną. Kilka minut po czwartej Marcelina i Wiktoria stwierdziły, że mają dość i chcą wracać. Chcąc nie chcąc, Adam i Szymek, którzy potrafili się zachować, również ogłosili zakończenie imprezowania. Czekało ich odprowadzenie dziewczyn, a potem powrót na dogasający bal nie miał sensu. Chciałem iść z nimi, bo zabawa bez całego naszego towarzystwa wydała mi się słabym rozwiązaniem, ale przekonywali mnie, że to niepotrzebne.  

Pewnie bym ich nie posłuchał, ale na moment rozmowy wyciągnęła mnie na zewnątrz Anita. Była wyluzowana, bo jej siostra przysłała wiadomość, że Nasta dotarła do domu. Przy okazji zakomunikowała, że wykonała zadanie z materiałem skondensowanym. Śmiałem się z niej, bo cieszyła się przy tym jak dzieciak z udanego figla. Gdy wróciliśmy na salę, reszty mojej grupy nie było. Zniknęły ich ciuchy i rzeczy. Jasny sygnał, że postanowili zakończyć zabawę.  

Bez nich było zdecydowanie inaczej, ale jeszcze trochę pokręciłem się po sali. Zatańczyłem kilka spokojniejszych tańców z paroma dziewczynami, aż dojrzałem do decyzji o powrocie. Wychodząc, otrzymałem sms-a od Kamili.
"Nie myśl, że to już wszystko. Na imprezie okoliczności nie sprzyjały, ale chcemy to nadrobić. Przyjedziesz może do swojej miłosnego gniazdka?"
Pomimo, że moje ciało odczuwało skutki wielogodzinnej zabawy, zapomniałem o nich w jednej chwili. Uciszyłem się, że zakończę studniówkę mocnym akcentem. W podbrzuszy pojawił się znajomy, lekki ucisk.  
Wystukałem na telefonie krótką odpowiedź - "czekam".

Do mieszkania od Chrobrego dotarłem w ekspresowym tempie. Na tych samych wysokich obrotach wziąłem szybki, chłodny prysznic, zmywając z siebie zmęczenie i pot. Pachnący i podniecony byłem gotów na wizytę dwóch młodych kochanek.  

Gdy otwarły się wreszcie drzwi, oczy zrobiły mi się okrągłe ze zdziwienia jak spodki.  

- Dziewczyny co ta za niespodzianka? Gdzie jesteśmy? - Anita wkroczyła do mieszkania, z zawiązanymi oczami, prowadzona pod ręce przez Zuzkę i Kamę.  

Dziewczyny zamknęły za sobą drzwi, a Zuza wyjaśniła nauczycielce sytuację.

- Woziła nas pani tyle razy byśmy się kochały z tamtymi facetami. - W jej głosie nie było nawet odrobiny zażenowania. - Dziś, raz jeden my postanowiłyśmy się odwdzięczyć tym samym.  

- Ejże, co to ma... ! - Anita próbowała zerwać z twarzy zawiązany materiał, ale dziewczyny unieruchomiły jej ręce.  

- Spokojnie. Trochę zaufania, a na pewno będzie świetnie - powiedziałem,  podchodząc do nich. Nie wiem, skąd dziewczyny wiedziały, że belferkę i mnie łączą takie relacje, ani jak powstał pomysł na taką schadzkę, ale od razu mi się spodobał. Odczułem to na całym sobie, gdy ogarnęło mnie ciepło żądzy. Najbardziej jednak entuzjastycznie zareagował mój penis.  

- Michał?! Co jest grane?! Czy to twój pomysł?! - Nerwowość anglistki nieco ostygła, gdy usłyszała mój głos, ale jej nastawienie na pewno nie było rewelacyjne.  

- Nie, nie mój, ale już mi się podoba - mruknąłem, kiwając z uznaniem do dziewczyn. - Skąd ten pomysł? Skąd wiecie o nas?

- Odwożąc do domu Nastkę, wysłuchaliśmy historii o niej, tobie i jej cioci - wyznała Zuza.  

- A skąd Anastazja o tym wie? - jęknęła coraz bardziej skołowana Anita.  

- To wyjaśnię ci ja, ale znacznie później - odpowiedziałem, kładąc rękę na piersi nauczycielki. Kiwnąłem na dziewczyny, by się zbliżyły i pocałowałem je namiętnie.  - Dziękuję jak nie wiem co - szepnąłem do ucha obydwu.  

- Michał, to nie jest dobry pomysł - westchnęła Anita.

- Masz rację, nie jest, bo to plan doskonały - stwierdziłem, pocierając przez materiał sutek. Zadrżała, gdyż nie przestawałem. - Powiedz, że nie miałaś dziś ochoty zrobić tego ze mną.

- Wiesz, że mam, ale te okoliczności...

- Są świetne! Kręci mnie to i nie wierzę, że z tobą nie dzieje się tak samo - oświadczyłem, wsuwając dłoń pod sukienkę belferki. Szybko dotarłem do krocza, by wyczuć żar i wilgoć. - Twoje ciało mówi co innego, skarbie.

- Michał...

- A wam jak się to podoba pomysł wspólnej zabawy? - zwróciłem się do Kamy i Zuzki, sięgając im również pod kiecki. - Nawet nie muszą mówić - dodałem po chwili, zbliżając palce z zapachem dziewczyn do nosa Anity.  

- Michał...

- Lubię jak wymawiasz moje imię. - Nie dopuszczałem anglistki do głosu. Klęknąłem przed nią, podciągając jednocześnie do gór dół sukienki, odsłaniając całe uda i krocze. Pozbyłem się sprawnie majtek, by swobodnie móc wtulić twarz w gorejącą cipkę. Anita, pomimo niewątpliwego oporu, rozchyliła mimowolnie nogi. Przeciągnąłem językiem po fałdkach warg sromowych. - Uwielbiam twój smak, ciało i chęć do pieprzenia się za mną.  

- Nie przestawaj - poprosiła Anita swoim niesamowitym głosem, napierając łonem na moją głowę.  

Skinąłem głową do dziewczyn, przy przestały trzymać nauczycielkę. Wiedziałem, że nie wydarzy się już nic, czego bym sobie nie życzył.  
Miałem rację, Grześkowiak nawet nie drgnęła, by przerwać to nieoczekiwane miłosne preludium.
Pieściłem oralnie szparkę Anity, zerkając na rozbierające się z boku dziewczyny. Gdy obie były nagie, wskazałem im wzrokiem belferkę. Uwielbiałem to w moich kochankach, że rozumiały mnie niemal bez słów.  
Podniosłem się, by odebrać oddech anglistce długim, pożądliwym pocałunkiem. Kama zastąpiła mnie, ustami przywierając do krocza Anity, a Zuzka zajęła się jej rozbieraniem. Gdy uporała się z suwakami, guzikami i haftkami, kiwnąłem głową wskazując sypialnię.

Młode nimfy, poprowadziły wciąż pozbawioną możliwości patrzenia boginię do łoża. Nagie, stanowiły cudowną ucztę dla moich oczu. Gapiłem się na nie, rozkoszując widokiem, choć nie tak jakbym chciał, ponieważ w tak zwanym międzyczasie zrzucałem z siebie ciuchy.

W sypialni uczennice nie czekały na kolejne polecenia, z zapałem poddając nauczycielkę pieszczotom. Opory Anity uleciały już kompletnie. Pojękiwała, gdy Zuza całowała, lizała i ssała jej piękne piersi , a Kama tym samymi sposobami traktowała cipkę. Magiczny obrazek sprawił, że boleśnie odczułem potężny wzwód. Sterczący kutas, był gotów wykonać swoją powinność.  

Nie zamierzałem się jednak zbytnio spieszyć. Tym razem moment był odpowiedni, by celebrować każdą sekundę ekscytującej gry miłosnej.  
Dołączyłem z radością do tercetu żeńskiego. We troje przekręciliśmy posągowe ciało Anity, tak by leżała na boku i brzegu łóżka. Kamila położyła się za plecami belferki, by móc pieszczotami obdarzyć jej ramiona, plecy, a przede wszystkim tyłek. Zuzanna przykucnęła natomiast w bezpośredniej bliskości łona swojej nauczycielki, z wprawą robiąc jej minetę.  
Moja zabawa polegała na tym, że podałem do ust Anity nabrzmiałego fiuta, z zadowoleniem przyjmując jej niesamowitą pracę ust i dłoni. Obciągać umiała jak żadna moja kochanka. Lód w jej wykonaniu był jak ręcznie robiony kręcony smakołyk, przy tych na patyku, kupionych w pobliskim sklepie spożywczym. Miałem wrażenie, że wysysa ze mnie organy wewnętrzne.  

Zachwycony patrzyłem na znikającego w jej dłoni lub ustach penisa. Każde zetknięcie z nim było w wykonaniu belferki pełne pietyzmu. Wrzałem, czując otaczające go ciepło i drżenie warg, które ześlizgiwały się po twardym trzonie.  
Żar wypalał do żywego każdy fragment wnętrza mojego ciała. Podobnie musiała czuć się Anita, której trudno było zapanować nad swoimi reakcjami. Jęki anglistki były coraz donośniejsze, a dłoniom częściej przydarzały się gwałtowniejsze ruchy.  

- To już ta chwila. Zerżnij mnie! - wymruczała.

- O nie, moja pani! Czekanie tylko wzmoże twoje pożądanie - szepnąłem jej do ucha. - Dzisiaj będziesz słodkim deserem.

- Mogę chociaż patrzeć?  

- Nie ma mowy! Zdejmiesz, dopiero kiedy ci powiem! - Uszczypałem ją w sutek, dla wzmocnienia swoich słów.

- Michał, ty potworze! - Grześkowiak jęknęła zawiedziona, ale podniecona naszą grą.

Pokazałem dziewczynom na migi co chciałbym, aby zrobiły, przygotowując scenę pod kolejny akt spektaklu. Gdy one układały poduszki w odpowiedni sposób, ja zabawiałem się z Anitą, pieszcząc językiem i palcami mokrą, rozpaloną norkę.
Gdy sceneria była gotowa, ułożyliśmy anglistkę w pozycji półleżącej, tak że opierała się o stertę poduszek. Wyglądała na tym posłaniu jak boska kochanka.  

- Pora na was, dziewczyny! Która pierwsza skorzysta z takiej okazji i da się wypieprzyć na swojej nauczycielce? - wychrypiałem podniecony, pełen energii, którą chciałem zużyć na dziki seks.  

- Ja. Czuję, że zaraz eksploduję tak jestem napalona - zgłosiła się Kamila, szukając wzrokiem zrozumienia u przyjaciółki. Zuza nie miała nic przeciwko.  

Kama rozchyliła więc nogi belferki, klękając między nimi, a potem opadając na leżącą pod nią Anitę. Podłożyłem pod pupę dziewczyny małą poduszkę, co sprawiło, że ta uniosła się, eksponując niewątpliwe wdzięki. Widok był bardziej niż zachęcający. Nie było na co czekać.  
Trzymając w dłoni fiuta, naprowadziłem go na zaróżowioną bruzdę poniżej pośladków Kamili. Wszedłem pewnie, a dziewczyna przyjęła mnie ochoczo, od razu zaciskając się na kutasie. Obok nas Zuza położyła się tak, aby obserwować nasze zmagania. Podkuliła lekko jedną nogę, by móc sobie robić dobrze ręką.  

Odwróciłem wzrok od Zuzki, zostawiając ją z pieszczotami. Skupiając się na splecionych w miłosnym węźle kochankach, wróciłem do swojego zadania. Nie szalałem, pierwsze pchnięcia wyprowadziłem spokojnie, z dozowaną siłą. Posuwałem partnerkę wyważonymi sztosami, sondując jej stan podniecenia. Obydwie z Anitą poruszały się w rytmie wyznaczonym przez moje pchnięcia. Najpierw szło im to nieporadnie, musiały się zgrać, ale po chwili stworzyły jeden rozgrzany namiętnością organizm. Tym bardziej, gdy anglistka oplotła nogami Kamilę, jakby to ona dobierała się do jej cipki.  

- Zdejmij opaskę, Anito! - mruknąłem, nie odrywając wzroku od splecionych ciał partnerek. Ten widok mocno mącił zmysły.  

Belferka spojrzała na mnie zamglonym od pożądania wzrokiem. Pomimo tego, że mocno odpłynęła w rozkoszne przestrzenie, wciąż doskonale grała swoją rolę. Była zarówno wyzywająca, jaki uległa. Przeciągnęła językiem po ustach, po czym rzuciła drżącym głosem.  

- Będziesz się z nią cackał, czy w końcu ją zerżniesz?  

Uśmiechnąłem się jedynie w odpowiedzi, a jednocześnie podkręciłem tempo pieprzenia Kamili. Ciało dziewczyny od razu zareagowało na intensywniejsze doznania. Zacisnęła mocniej dłonie na prześcieradle, ściągając go i miętosząc. Anita mocniej musiała opleść uczennicę, ponieważ młodsza z moich partnerek dygotała i kręciła mocno tyłkiem.  
Sukcesywnie zwiększałem tempo, aż osiągnąłem stan, gdy świat przestał istnieć. Było tylko bliżej nieokreślone, wirujące tło oraz dwie partnerki, które wariowały z rozkoszy.  

Zwłaszcza Kamila odleciała kompletnie, przytłoczona ogromem doznań. Rozkosz i uniesienie, ale przede wszystkim nietypowa otoczka miłosnej gry sprawiły, że szybko znalazła się na granicy spełnienia. Czując, delikatne pierwsze spazmy, jeszcze mocniej szarpnąłem biodrami, wbijając się gwałtownie w młodszą z kochanek, aż po jądra.  

Kilka takich sztychów wystarczyło, by Kama poddała się, pozwalając orgazmowi zawładnąć jej utrudzonym ciałem. Wpiła palce dłoni w rozedrgane piersi anglistki, serwując starszej partnerce ból. Anita zniosła go dzielnie, pozwalając Kamili zmierzyć się z ostateczną ofensywą spełnienia. Uczennica wyrzuciła z siebie serię krótkich, urywanych okrzyków, po czym zamarła smagnięta ostatnim, silnym spazmem. Wciąż byłem w niej, czując jak pulsuje od wewnątrz.

Anita pozwoliła jej chwilę jeszcze leżeć na wierzchu, a gdy uznała, że Kamila dalsze przeżywanie ekstazy może kontynuować z boku, zsunęła ją z siebie.  

Wiedziała już jaki wymyśliłem sobie scenariusz, a pragnęła jak najszybciej poczuć mnie w sobie. Jej uwagę przykuła więc teraz Zuzanna, która wpatrywała się w nas przez cały czas pieszcząc się zapiekle. Była mocno rozpalona i gotowa na dołączenie do koleżanki. Ochoczo poddała się sile Anity, która przyciągnęła ją do siebie. Tym razem, opierając dziewczynę na sobie, położyła ją na plecach. Sama anglistka podkuliła nogi, to samo robiąc z kończynami uczennicy, które potem założyła na swoje. Taka miłosna pozycja nie miała prawa przetrwać moich ataków, więc chwyciłem kawałek materiału , który służył za opaskę i związałem jedną parę nóg partnerek. To samo zrobiłem z drugą, korzystając z leżących na podłodze majtek, którejś z dziewczyn.  

Dopiero tak zabezpieczywszy żeński duet, wsunąłem się między dwie ściany kobiecych nóg. Miałem podane niczym na tacy obydwie szparki, ale trzymając się konwencji, skupiłem się na dziurce Zuzki. Była tak mokra, że wchodząc w nią bez wysiłku osiągnąłem pełne zanurzenie. W przeciwieństwie do poprzedniego razu z Kamilą, nie kombinowałem z dozowaniem siły czy szybkości pchnięć. Byłem na to zbyt podniecony. Rozzuchwalona żądza nie tolerowała subtelności.
Rżnąłem zatem Zuzkę, doznając cudownego uczucia jakbym pieprzył dwie, ale nie w znany wszystkim sposób, ale tak, jakbym to robił jednocześnie w każdej sekundzie zbliżenia.  
Znów mierzyłem się wzrokiem z Anitą, aż do momentu, gdy targana rozkosznymi konwulsjami Zuza poddała się spełnieniu.  

Byłem naładowany energią, więc szybko uwolniłem z więzów swoje partnerki. Drżąca z nadmiaru emocji Zuza zsunęła się z nauczycielki, robiąc dla mnie miejsce. Długo czekająca na swoją kolej Anita, niecierpliwie przyciągnęła mnie do siebie, pozwalając bym na niej zległ. Byłem tak rozpalony, że podniecenie uchodziło ze mnie porami. Chciałem, żeby belferka mnie nadgoniła i była równie blisko finalnych fajerwerków.  
Stąd nie od razu zacząłem ją pieprzyć. Drażniąc palcem mały guzik, a językiem drążąc wnętrze poddałem cipkę gwałtownym pieszczotom. Anglistka odpowiedziała na moje zabiegi, silnymi ruchami tyłka i bioder. Daleko w tyle w poziomie podniecenia jednak nie była, bo poderwała moją głowę po chwili, ochrypłym głosem jednocześnie jęcząc.

- Zacznij mnie wreszcie pieprzyć!

Zarzuciłem nogi Anity na swoje barki i silnym, pewnym pchnięciem zdobyłem jej wilgotną twierdzę. Rżnąłem belferkę, zwiększając co kilka sztychów tempo. Wreszcie było tak duże, że łoże pod nami zaczęło się poruszać. Jak nakręcony wbijałem się cipkę anglistki, jak zaczarowany wpatrując się w jedno miejsce. Nie mogłem oderwać oczu od bujających się półkul piersi. Zahipnotyzowały mnie tak bardzo, że nie poczułem, kiedy kochanka zaczęła dochodzić. Dopiero, gdy jej nogi przygięły mnie do łóżka, dotarło do mnie, czym to jest spowodowane. Nie mogąc sobie poradzić z ich okiełznaniem, wyswobodziłem się, kładąc na boku. To samo uczyniła Anita, przytulając się do mojego brzucha i torsu plecami. Zarzuciłem jedną nogę belferki na swoje biodro, odsłaniając bardziej szparkę. Ostatnie pchnięcia wykonałem w tej pozycji.

Trzy kolejne pchnięcia wywołały spazmy u mojej partnerki. Anita wygięła plecy w łuk, po czym szarpiąc po raz ostatni biodrami znieruchomiała. Jęcząc przeciągle powitała ogarniające ją spełnienie. Drżąc jak w febrze rozkoszowała się orgazmem.
Tymczasem ja nie przerywałem rżnięcia. Gdy kochanka odpływała w niebyt, ja byłem za nią ledwie parę kroków. Napierałem silnie na szparkę Anity, z zadowoleniem odbierając sygnały z wnętrza mojego ciała. Wreszcie, ostatni sztos otworzył tamę, która oddzielała mnie od fali spełnienia. Uwolniona sperma parła do przed siebie, wywołując ekscytujące, podskórne mrowienie.
Ostatecznie rozbłysk ekstazy wybuchła we mnie potężnym spazmem, po którym zastygłem niczym bazyliszek po zerknięciu w swoje oblicze. Ciało rozsadziła mi eksplozja rozkoszy. Lewitowałem, obserwując Anitę i siebie, splątanych w miłosnym uścisku.  

Gdy nieco ochłonąłem, półprzytomnie zerknąłem na belferkę, która była w podobnym co ja stanie. Opadła na brzuch i dysząc w poduszkę, kontemplowała przeżytą ekstazę. Wewnętrzną stronę ud i krocze pokryte miała perlistymi sokami, śladami miłosnego uniesienia.  
Cokolwiek miałbym teraz zrobić, nie miałem na to siły. Ledwie zdołałem się unieść lekko i położyć głowę na idealnie wyprofilowanym pośladku anglistki.  
Ciężar zmęczonych powiek sprawiał, że opadały samowolnie.
Zanim odleciałem zdołałem usłyszeć słowa Kamili:
  
- To było niesamowite, patrzeć z boku na tak doskonałe bzykanie - stwierdziła dziewczyna z uznaniem.  

Nie  wiem ile trwał ten letarg, ale gdy się z niego ocknąłem, Zuza z Kamą ubierały się w pośpiechu. Załapałem się w ostatniej chwili na widok nagich piersi, zanim zostały przykryte miseczkami biustonoszy.  
Skonana po szalonej zabawie Anita drzemała, więc podniosłem się spokojnie, by jej nie obudzić.

- Już chcecie iść? - spytałem dziewczyny.

- Już?! Chyba dopiero, matki będą pytać co tak długo nam się zeszło - odparła Kamila.  

- Odprowadzę was do drzwi - zaofiarowałem się rycersko. Odnalazłem na podłodze swoje slipy i wciągnąłem je na tyłek. W drodze do przedpokoju Zuza nieoczekiwanie zaczęła chlipać jak dziecko.  

- Co się dzieje? - zaniepokoił mnie jej wybuch płaczu.  

- Michał, to super rżnięcie to w moim przypadku pożegnanie z tobą - oznajmiła, pocierając dłonią mokre policzki.  

- Co?! Jak to?!

- Nie wszystko po wypadku jest ze mną ok.. - wyjaśniła dziewczyna. - Mam problemy z kręgosłupem, a lekarze twierdzą, że trzeba działać jak najszybciej i zalecają rehabilitację. W Warszawie mama nie była w stanie znaleźć dla mnie nic na już, co by nie wiązało się w dużymi kosztami. Okazało się natomiast, że w może to teraz ogarnąć szpital w Poznaniu, a w Luboniu czyli po sąsiedzku mieszka moja ciotka. Wyjeżdżam do niej mieszkać i korzystać z leczenia w tamtym szpitalu.  

- A co z nauką?

- Szkoła zgodziła się na nauczenie indywidualne - oświadczyła Zuzanna - Ile zresztą zostało do końca roku. Dam radę, a tutaj przyjadę dopiero na maturę.  

- Zuza, zdrowie najważniejsze, ale będzie mi ciebie brakować - powiedziałem najcieplejszym tonem jakim mogłem.  

- A dlaczego myślisz ryczę? Michał, jak ja nie chcę tam jechać! - Zarzuciła mi ręce na szyję, wtulając się we mnie. - To nie w porządku.

- To nie koniec świata. Nie wybieram się w kosmos - Pocałowałem ją w czubek, mokrego od łez nosa. - Wrócisz, ja tu będę, nadrobimy wszystko z nawiązką.

- Jesteś kochany, ale wiesz, że tak nie będzie. - Zuza wytarła twarz chusteczką podaną jej przez Kamilę. - Pochłoną nas egzaminy, a potem każdy zacznie nowy etap życia. Wątpię, czy nasze będą się zazębiać.  

- Nie wiemy tego, więc dajmy spokój rozpaczy. - Jeszcze raz pocałowałem je obie na pożegnanie. - Zdrowiej, to podstawa.  

Gdy wyszły przez chwilę stałem w przedpokoju zamyślony. Nad wyjazdem Zuzy, ale też nad tym co przyniosą kolejne miesiące i jak potoczą się losy Michała Wanata i jego kochanek po maturze.  
Jako, że nie jestem myślicielem wyczynowym nie trwało to zbyt długo. Wróciłem do sypialni, gdzie przebudzona Anita leżała rozciągnięta na łóżku niczym piękna modelka pozująca malarzowi do aktu.  

- Słyszałam prawie wszystko - oświadczyła. - Dziewczyny ci się wykruszają.

- Mam ciebie, jak zostaniesz nawet sama, to będę najszczęśliwszym facetem pod słońcem - stwierdziłem z przekonaniem.  

- Oj, Michał ty niepoprawny pochlebco! - mruknęła belferka. - Nie odwracaj mojej uwagi komplementami od tego co dziś wykombinowałeś! To było nieodpowiedzialne, niepotrzebne...

- ... cudowne, szalone i podniecające - dokończyłem za nią. - Uważasz może inaczej?

- Nie, było bosko, ale to nie zmienia faktu, że nie powinno się zdarzyć - zaoponowała Anita. - Już seks z jednym uczniem to przegięcie. Z trójką to jakaś masakra!

- No właśnie, a rok szkolny się nie skończył - odparłem rozbawiony, kładąc się koło niej. - W klasie masz dwudziestu siedmiu uczniów. Co to będzie?

- Jesteś niemożliwy świntuch i wesołek - Przywaliła mi poduszką w głowę. - Ja tu leżę rozdarta, a ty się naśmiewasz!

- To może zróbmy tak... - Nakreśliłem palcem kółko wokół sutka anglistki. - ... odświeżmy się odrobinę, a potem zważywszy, że szaloną część nocy mamy za sobą, wrócimy do łóżka...

- I...?

- Leniwie, bez pośpiechu odnajdę wszystkie miejsca, gdzie jesteś rozdarta - powiedziałem, uśmiechając się pod nosem, po czym sięgnąłem dłonią między uda anglistki. - Jedno takie miejsce już widzę, ale wszystko po kolei. Potem równie spokojnie je posklejam. Myślę, że jeszcze trochę kleju w tubce zostało?

- Mówiąc krócej, chcesz się bawić w doktora? - Filuternie zamrugała oczami Anita, udając niewinną panienkę.  

- Trafiłaś w samo sedno - stwierdziłem, całując ją w kształtne wzniesienie biodra. Chciałem jeszcze gdzieś, ale poderwała się z łóżka i ruszyła w stronę łazienki.  

- Sorry, ale nie mogę się doczekać - oznajmiła, wchodząc pod prysznic.

Nie zamknęła drzwi za sobą, więc obserwowałem jak się kąpie. Zrobiła to specjalnie, by podrażnić moje zmysły. Rozbudzić podniecenie. Lubiłem patrzeć na ładne, nagie kobiety. Anita zaś, nie była tylko ładna. Jej uroda sprawiała, że utożsamiałem ją ze współczesną Wenus.  

Tak więc, moja studniówka okazała się udaną imprezą. Myślę, że długo będę ją pamiętał, choć to co zdarzyło się po niej pewnie jeszcze dłużej.  

C.d.n....

7 089 czyt.
100%524
Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 13351 słów i 73026 znaków.

4 komentarze

 
  • BOB

    BOB · 2 dni temu

    Idealne 👌

  • Vio

    Vio · 5 dni temu · 194993915

    Tak jest! W końcu. Jak myślałem opłacało się czekać

  • MazowieckiZiomek

    MazowieckiZiomek · 5 dni temu · 369215614

    Koooosmooooos kurwa xd mam studniówkę w lutym xd też tak chcę xdd i tak będzie hehhehehe

  • Iks

    Iks · 5 dni temu

    Nieśmiało, z obawą witam serdecznie wszystkich. Wrzucam na stronę kolejną część przygód Michała, licząc, że trochę cierpliwych fanów serii jeszcze się znajdzie. Tyle razy już pisałem na temat tempa mojego publikowania, że już to się robi nudne. Mimo to powtórzę, że choć mi przykro i walę się w piersi, aż dudni, to obiecać nic nie mogę. Oczywiście, jeśli w którymś momencie uda mi się ukraść trochę czasu, to kolejna odsłona może ukazać się szybciej, ale to wszystko co mogę zaoferować Wam, drodzy Czytelnicy.  
    Mam nadzieję, że dobrze będziecie się bawić podczas czytania części numer 27. Pozdrawiam, buziaki, żółwiki, piątki i co tam kto lubi czy woli. X.