Przypadek Michała cz.XIV

Przypadek Michała cz.XIV****

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.  
Musiałem skorzystać z ostatniego dogodnego momentu, zanim Banaś z podwładnymi na dobre znajdzie się w środku. Chciałem widzieć co się będzie działo, więc przysunąłem się bliżej drzwi i zamarłem. Ze wszystkich sił starałem się trwać bez ruchu. Gdybym mógł przestałbym oddychać.  

Radny wszedł z wielkopańską miną głębiej, po czym skinął na jednego z towarzyszy. Tamten bez słowa zaciągnął pionowe żaluzje i stanął obok równie cichego kumpla, koło drzwi wejściowych.  

- Panowie, jest późno, a nic jeszcze nie jedliśmy - stwierdził Banaś. - Przejdźcie się, zjedźcie coś, wypijcie, tylko bez szału, bo wracamy autem. Zostawcie mnie z panią. Muszę z nią pogadać. Odezwę się, gdy skończymy rozmowę.  

Przyboczni radnego karnie opuścili lokal. On sam zamknął drzwi za nimi, dokładnie przekręcając klucz w zamku. Podszedł do anglistki, która była blada jak ściana.  

- Jesteś sama? - spytał. - Przejeżdżaliśmy obok i zauważyłem twój samochód.

- Witaj Lucek - Anita skinęła twierdząco i wybąkała przywitanie.  

- Nie mów do mnie Lucek, bo zrobi się nerwowo - przedsiębiorca zrzucił z siebie płaszcz i rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł. - Wiesz, że tego nie cierpię.  

- Dobrze, chciałam...

- Najlepiej nic nie mów. - Zarządził Banaś. - Słuchaj co mam do powiedzenia i ewentualnie odpowiadaj, odnoś się i tak dalej. Rozumiesz, prawda?

- Tak.  

- To dobrze, ponieważ ostatnio odniosłem wrażenie, że nie wszystko rozumiesz - Stalowe spojrzenie radnego nie wróżyło nic dobrego. - Układ jest prosty i doskonale wiedziałaś co należy do ciebie. Wybór i ogarnianie dziewczyn to jest twoja działka. Miałaś pilnować, żeby nic głupiego nie przychodziło im do głowy, dbać o nie, a tym samym o swoje i nasze bezpieczeństwo, a tymczasem co mamy...

- Lucjan...

- To nie ten moment, gdy masz coś powiedzieć. Milcz i słuchaj! - Banaś machnął nerwowo ręką. - Mam ważny wyjazd i słyszę, że jedna z naszych nimfetek chce się wypisać z klubu. Kurwa mać, jak to wypisać?! To nie są zbiórki harcerzy! Czyżbyś nie wyjaśniła im dokładnie zasad?!

- Wiesz, że tak.

- Ok.. Jestem w delegacji, a chłopaki dzwonią do mnie, że siksa się upiera. Normalnie eskalacja buntu. - Zimny ton głosu radnego przyprawia o dreszcze. - Chciałem, żeby ją trochę postraszyć i stało się złe. Chłopcy może przesadzili, ale trudno, mleko się rozlało. Dobrze, że gówniara żyje i miejmy nadzieję, że będzie milczeć.  

- Będzie. Byłam już u niej - oznajmiła Grześkowiak. - Zresztą nie wie, kto się kryje za wypadkiem.  

- Oby milczała, a głupia nie jest i domyśla się, kto jej wjechał w dupę. - Banaś wciąż był nakręcony. - Wróćmy jednak do nas. Przyjechałem wczoraj i muszę trochę uporządkować ten bałagan. Możesz mi łaskawie wyjaśnić, co odbiło twojej podopiecznej?

- Zakochała się i tyle - zwięźle wyjaśniła nauczycielka.  

- A więc to miłość, na patrz no ty - Głos radnego kipiał sarkazmem. - Miałaś czuwać, aby kochały tylko wypłacaną kasę i grzecznie robiły co do nic należy. Żadnych głębokich uczuć nie było w pakiecie naszego projektu.  

- Lucjan wiem, ale to młoda dziewczyna. Kto przewidzi czy się zakocha czy nie? - usprawiedliwiała się Anita.  

- Ty! Ty miałaś przewidzieć i zapobiegać! - warknął coraz bardziej nabuzowany Banaś.  

- Nie jestem cudotwórczynią.

- Że, kurwa co! Pyskujesz?! - Przedsiębiorca poderwał się z krzesła. - Pojebało cię?!

- Lucjan, to nie tak...

- A jak?!  

- Zbyt gwałtownie zareagowaliście. - Anglistka odważnie stawiła opór radnemu. - Można było ją odpuścić, a spokojnie poszukać innej dziewczyny.

Pouczanie Banasia okazało się złym pomysłem. Wymierzył Anicie siarczysty policzek. Natychmiast wykwitł tam czerwony ślad. W pięknych oczach Grześkowiak pojawiły się łzy. Ledwo się powstrzymałem, by nie wyskoczyć z szafy i skopać mu tyłek.  

- Śmiesz mnie pouczać, głupia suko?! Zwalasz winę na mnie! Więc to moja wina, ten cały syf z gówniarą?! - Złość parował mu uszami. - Zbyt dobrze wszystko szło! Zbytnio pozwoliłem ci się spoufalić! Ale teraz, koniec z tym! Będzie dokładnie tak jak chcę! Nikomu nie będę już odpuszczał, zwłaszcza tobie!  

- Lucjan proszę, nie rób nic głupiego...

- Ja nie robię głupich rzeczy cipo! Prowadzę interesy i nie mogę sobie na to pozwolić! - Banaś pchnął nauczycielkę na jedno z krzeseł. - Nie godzę się na żadne potknięcia i porażki, więc stwierdzam, że wkurwiłaś mnie koszmarnie i zasłużyłaś na karę!

Wkurzony radny złapał anglistkę za upięte w niedbały kok włosy i szarpnął nimi brutalnie. Jednocześnie, drugą ręką odpiął pasek i rozpiął rozporek.  

- Proszę nie rób tego - Anita załkała błagalnie.

- Przestań kłapać dziobem! - Banaś szarpnął jeszcze mocniej, spuszczając w dół spodnie. - Zresztą zaraz ci go zapcham!

- Proszę cię, jeśli chcesz mnie karać, to nie teraz - Nauczycielka rozmazanymi oczami zezowała w stronę mojej kryjówki.  

Jednak radny nie posłuchał. Nieporadnie zsunął gacie z tyłka i wepchnął kutasa w usta anglistki. Nie mogłem wszystkiego widzieć dokładnie, ale starczyło mi tego co miałem przed oczami. Ruchy zadka Banasia były wymowne. Posuwał w usta Anitę, a ja musiałem się temu biernie przyglądać. Zbrukał mojego anioła, mój obiekt westchnień i pragnień. Wystarczył fragment twarzy anglistki, bym mógł dostrzec klęskę i rezygnację. Serce waliło mi jak oszalałe. Głowa pulsowała emocjami. Pierwszy raz w życiu poczułem czystą nienawiść. Co jednak mogłem w tej chwili? Gdybym wyskoczył z szafy jak Filip z konopi pewnie przerwałbym ten smutny spektakl, ale być może jutro leżałbym w szpitalu obok Zuzki. W najlepszym wypadku. Pozostało siedzieć cicho i czekać, aż przedsiębiorca dokończy dzieła.  

- Zaangażuj się mocniej! - warknął pobudzony Banaś, niezadowolony ze zbyt biernej postawy nauczycielki. Pchał kutasa bez oporów, nie siląc się na odrobinę nawet delikatności.  

W końcu znudził mu się gwałt oralny. Co nie znaczyło, że zamierzał kończyć karanie Grześkowiak. Wciąż trzymając w garści jej włosy podprowadził ją do biurka i przyparł do niego. Próbował jednocześnie przytrzymać ją, przypierając mocniej i ściągnąć z niej spodnie. Szło mu kiepsko. Sapał i klął pod nosem.  

- Kurwa, co ja odpierdalam! - mruknął po chwili. - Przecież ty nawet nie masz prawa się sprzeciwić pół gestem.  

Puścił ofiarę, by sama robiła co nakaże. Pochylił górną część ciała anglistki i przyparł do blatu biurka. Mebel stał w takim miejscu, że miałem doskonały widok na rozgrywającą się scenę. Przez moment widziałem twarz Anity. Już nie płakała, ale cały makijaż wyraźnie nosił ślady łez. Matowe oczy przepełnione były rezygnacją i bólem. Czuła, że mogę to wiedzieć. Odwróciła głowę w druga stronę.  

- Ani drgnij! Przynajmniej do momentu, kiedy zechcę byś kręciła dupą! - Zarechotał Banaś, wyraźnie dumny z siebie.  

Rozpiął guzik przy spodniach nauczycielki, ale suwak okazał się oporny. Zniecierpliwiony radny szarpnął spodniami z całej siły, aż poddały się. Potem kolejno zajął się rajstopami i majtkami. Dosłownie podarł je na anglistce.  Zamarłem widząc idealne pośladki swojej bogini, nawet teraz, pod koniec listopada zachwycające brzoskwiniowym odcieniem skóry. Niestety to nie dla mnie były przeznaczone dzisiaj. Banaś miał dziś na nie wyłączność.  
Już chciał dobrać się do nich, gdy zerknął na leżące koło nauczycielki przybory szkolne. Jego wzrok przykuła linijka. Uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją.  

- No proszę, czy to nie ironia losu? - Prychnął. - Belfer zostanie ukarany w dawny szkolny sposób.  

Chwycił linijkę i przyłożył z całej siły w lewy pośladek Anity. Drgnęła, szarpnęła się lekko, ale nie padła z jej ust nawet odrobina skargi. Kolejne razy przyjęła podobnie. To szybko ostudziło zapał oprawcy. Przeszedł do ostatecznego etapu karania. Rozsunął bardziej nogi anglistki robiąc sobie więcej miejsca i przytrzymując ręką fiuta naparł na jej tyłek. Szybko przekonałem się jak zamierzał dokończyć dzieła.  

- Lucjan proszę..., proszę cię na wszystko... tylko nie w tyłek - jęknęła zrozpaczona Anita.  

- Masz gdzieś to co ustaliliśmy i słabo się starasz! - wymruczał Banaś, cały czas siłując się ze ślicznym tyłkiem. - A skoro masz mnie w dupie, to będziesz miała dosłownie!  

Wyraźnie robił postępy, bo na jego twarzy odmalowała się złośliwa satysfakcja. Zresztą widziałem jak coraz bardziej przywiera do anglistki. Słyszałem jej kwilenie, a potem nastąpiła kulminacja aktu kary. Na szczęście nie trwała zbyt długo. Pobudzony swoim panowaniem nad Anitą radny pchnął kilka razy potężnie i zamarł, wyginając ciało w łuk. Gdy zeszło z niego całe napięcie i nasienie, wysunął członka z nauczycielki i klepnął ją w pośladek. Doskonale widziałem strugi spermy spływające po idealnych udach.  

- Jednak z ciebie jest niezła suka - stwierdził zadowolony przedsiębiorca, zaciągając spodnie na tyłek. - Odpuściłem ci, bo myślałem, że nasz układ jest przejrzysty i będziesz go respektować, ale skoro nie jesteś w stanie zapanować nad swoimi podwładnymi to muszę być mniej przyjemny. Prawo szefa, proste.

Anita podniosła się i ze spuszczoną głową zaczęła się ogarniać. Z majtek zostały strzępy, wiec odrzuciła je na bok, po czym schowała się za ścianą. Po chwili wyszła stamtąd nieco ogarnięta, ze spodniami na tyłku.  

- A teraz posłuchaj mnie uważnie! - Banaś sycił się swoją władzą. - Będzie tak. Tą potrąconą gówniarę musimy sobie odpuścić. Masz sprawić, by nic nie mówiła. Odpalimy jej działkę, by była mniej rozmowna. Z ciężkim sercem to robię, ale trudno. To raz. Co do naszej dalszej współpracy natomiast, mają skończyć się jakiekolwiek niespodzianki. To dwa. Masz znaleźć nam kogoś na jej miejsce. Przy czym słowo kluczowe to szybko. To trzy. Dopóki nie uznam naszych relacji za naprawione, będziesz pokutować, a mówiąc dokładniej czeka cię sporo powtórek dzisiejszej zabawy. Wolę wprawdzie młodsze, ale dla ciebie zrobię wyjątek. To cztery. Zrozumiałaś?!

Zrezygnowana Anita skinęła twierdząco głową.  

- Nie słyszę!

- Zrozumiałam.

- No to pięknie - stwierdził zadowolony Banaś, wyciągając telefon. Z jego twarzy całkowicie zniknęła złość. Był tym samym facetem, który uśmiechał się do ludzi z reklam i plakatów. Pieprzony kameleon! Skurwiel! - Chłopcy wracajcie, skończyłem spotkanie. Spotkamy się przy fontannie. - Wydał polecenie podwładnym.  

Przez chwilę patrzył jak anglistka sprząta bałagan, po czym wyszedł bez słowa. Odczekałem chwilę i wygramoliłem się z szafy. Patrzenie na sponiewieraną nauczycielkę sprawiało ból.  

- Czy teraz mi wierzysz, gnojku? - spytała, starając się unikać mojego spojrzenia. Wyobrażałem sobie jak musiała się wstydzić.  

- Boże, pani Anito nie wiem co powiedzieć - wydukałem. - Strasznie mi głupio i...

- Nic nie mów. - Usiadła ciężko na krześle. - Po prostu wyjdź. Zapomnij o mnie! O wszystkim zapomnij!  

- Ale to...

- Wynoś się! - W jej krzyku nie było złości tylko bezsilna rozpacz.  

To nie był dobry moment na dyskusję. W tej chwili nie byłem w stanie zrobić nic więcej. Posłuchałem i wyszedłem. Wracając do domu, karmiłem swoją nienawiść do Banasia. Niech Anita mówi co chce, ale nie zostawię tego w ten sposób. Musiał być jakiś sposób, żeby przypierdolić skurwysynowi!

****

Dwa dni biłem się z myślami. Zastanawiałem się czy powiedzieć o wszystkim Wice. W końcu była wspólniczką. Z drugiej strony czułem jakiś wewnętrzny opór przed powiedzeniem jej prawdy. Ostatecznie ugiąłem się i zdałem relację blogerce. Siedzieliśmy przy stoliku i popijaliśmy colę. W ręku miałem trzy bilety do kina, bo za kilka minut miała dołączyć do nas Marcelina.  
Od paru dni obydwie wiedziały o sobie. Chodziły do tej samej klasy, ale Wiktoria jako nowa była lekko na uboczu. Z drugiej strony przyznała, że moja przyjaciółka była jedną z tych osób, które nie miały problemu, by z nią normalnie porozmawiać. Teraz ich relacje miały osiągnąć nieco inny poziom. Dziwiło mnie, że nie miały przed tym żadnych oporów. Mój dar samego mnie czasem zaskakiwał. Choć przyznaję, że dziś nie był prawie potrzebny. Wika już bez niego była na mnie wiecznie napalona, a z Marceliną robiłem brzydkie rzeczy jeszcze przed wypadkiem. Pomimo tego tolerancja i akceptacja faktu, że każda z nich jest moją kochanką zadziwiła mnie mocno. Nie czuły sie rywalkami. Jakby wyłączyła im się zazdrość. Nie zamierzałem robić z tego problemu. Z ciekawością i podnieceniem czekałem na rozwój wydarzeń. To siedząc w galerii i czekając na Marcelę, opowiedziałem Wiktorii o relacjach między radnym i nauczycielką.  

- O rzesz w mordę, ale się popieprzyło! - skomentowała moje rewelacje Wiktoria. Nowe fakty zdecydowanie ją zaskoczyły.  

- Dokładnie - przyznałem. Reakcja blogerki byłaby może bardziej emocjonalna, gdybym nie oszczędził jej szczegółów technicznych zbliżenia Grześkowiak i Banasia. Mnie do tej pory podnosiło się ciśnienie na wspomnienie obrazów widzianych z szafy. - Koniecznie coś musimy z tym zrobić, ale nie bardzo mam pojęcie co by to miało być.  

- Mówisz poważnie? Przecież to samo się narzuca - zdziwiła się moja rozmówczyni. - Powiedziałeś, że Banaś chce, żeby Grześkowiak znalazła nową dziewczynę. Trzeba im podstawić jakąś, która dla nas wykona robotę. Nagra schadzkę, a my zmusimy zboka do wycofania się z tego syfu.  

- Żartujesz? Filmów się naoglądałaś? - Spojrzałem na Wikę, jak na kosmitę. - Mówisz o tym jak o zakupach w spożywczaku. Jak mielibyśmy to zrobić? Jesteś zawodowym agentem czy może znasz takiego? Zapomniałaś, że jesteśmy uczniami liceum? Wiem, że chęci i entuzjazm mogą dużo, ale tym razem nieźle popłynęłaś w świat fantazji.  

- Nie powiedziałam, że to będzie łatwe, ale sam przyznasz, że to by było świetne rozwiązanie. - Nastroszyła się blogerka.

- Byłoby - zgodziłem się. Oczami wyobraźni widziałem pognębionego Banasia. - Weź jednak pod uwagę jeszcze inną rzecz. Nie wiem jak ty, ale ja wolałbym, aby na takim filmie nie było dziewczyn z naszej szkoły ani Grześkowiak. W świetle nowych faktów wszystkie one są dostatecznie pokrzywdzone.

- To też fakt, ale jakby to zadziałało, to ten film nie zostałby użyty. Podziałałby jak straszak i tyle. - Upierała się Wiktoria.  

- No jasne. Masz kuzynów w agencji wywiadowczej czy jesteś samorodnym talentem? - prychnąłem.

- Świetny żarcik i...

- Teraz cicho! Idzie Marcelina - Nie dopuściłem do ciętej riposty, widząc zbliżającą się przyjaciółkę.  

Dziewczyna porzuciła swoją ulubioną czerń i szarość na rzecz radośniejszych kolorów. Nie to, żeby od razu pastelowych, ale byłem zaskoczony. Rozpiętą kurtkę miała wprawdzie grafitową, ale pod nią sukienkę w kolorze, który dziewczyny określają jako głęboką zieleń. Kusą, ledwie sięgającą połowy ud. Na gibkim, wysportowanym ciele prezentowała się zjawiskowo. Nowy image dopełniał cieplejszy makijaż. Podobała mi się w takim wydaniu.  
Zapowiadał się świetny wieczór, bo Wiktoria też bardziej zaszalała przy strojeniu i makijażu. Bordowa sukienka, nieco dłuższa niż ta Marceliny równie dobrze układała się na ciele blogerki. Wyglądało na to, że obydwie moje towarzyszki uznały to spotkanie za wyjątkowe. Zmówiły się czy to był ten słynny kobiecy instynkt? Nieważne! Istotne było to, że ich zabiegi miały miły dla mnie skutek. W jednym miejscu i czasie towarzyszyły mi dwie świetne panny.  

- Cześć Wika. Cześć Misza - przywitała się Marcela.  

Odpowiedzieliśmy zgodnie. Dziewczyny przez chwilę komplementowały się nawzajem. Świetny make-up, kiecka, buty i tak dalej. Nie słuchałem, skupiając się bardziej na podziwianiu ich urody. Było na co popatrzeć i sam sobie zazdrościłem. Z rozbawieniem obserwowałem jak Marcelina niby mimochodem, kładzie rękę na udzie Wiktorii. Dotyka tu i ówdzie z coraz większą śmiałością. Blogerce wyraźnie to nie przeszkadzało, co więcej, z początku nieco onieśmielona, coraz bardziej się rozkręcała. Poprawiała kosmyki włosów Marceli i odwzajemniała jej niedwuznaczne gesty. Jeszcze nie wylądowaliśmy w sali kinowej, a ja czułem podniecenie. Zrobiło mi się błogo i ciepło. Stwardniałem. Kroił się ciekawy wieczór.  

- Dużo czasu zostało do filmu? - Z rozmyślań wybiło mnie pytanie Marceliny.

- Pięć minut - odpowiedziała Wiktoria.  

- Powinno starczyć - uśmiechnęła się panna Mielcarz i zarządziła. - Idziemy przypudrować nosy.

Po błysku w oczach poznałem, że przyjaciółka coś wykombinowała. Podniosły się i żwawo ruszyły w stronę toalet. Z zachwytem patrzyłem na ich zgrabne tyłki i nogi. Kurczę, byłem farciarzem!

Gdy wróciły na twarzach obydwu wykwitły rumieńce.  

- Coś się stało? - Nie mogłem powstrzymać się od pytania.

- Wszystko w najlepszym porządku. Poznawałyśmy się bliżej - odparła Marcelina szelmowsko.

Nie wątpiłem w to wcale. Czerwone policzki to jedno, ale te spojrzenia i uśmieszki wyjaśniały cały szereg zdarzeń, które zadziały się w damskiej toalecie. No proszę, moje dziewczyny szalały!

W końcu znaleźliśmy się w sali kinowej. Na ekranie swoje perypetie miłosne miał przeżywać człowiek o pięćdziesięciu twarzach - Christian Grey. Widziałem już ten film i nie zachwycił mnie, ale nie dla niego tu przyszedłem. To był środek tygodnia, widzów tyle co na lekarstwo. Ledwie dwie pary czterdziestolatków i dwie samotne laski. Miałem podejrzenie, że nie każdy z nas chciał podczas tego seansu skupiać się tylko na filmie. Z racji tego, że my już siedzieliśmy w ostatnim rzędzie, pozostali ulokowali się w trzech czwartych długości rzędów lub w ich połowie. Daleko od siebie, szukając odosobnienia. Pasowało to nam strasznie.  

Światło zgasło, a ja siedziałem między dziewczynami nie mogąc się skupić na obrazach wyświetlanych na ekranie. Ana z Christianem przeżywali swoje rozterki i chore pragnienia, a ja zerkałem na swoje panny. Podziwiałem ich urodę, chłonąłem zapach i czekałem na moment, gdy pojawi się napis "the end". Wolałem powygłupiać się z nimi, pożartować i poflirtować. Z dwoma naraz to jawiło się kusząco.  
Atmosfera filmu pobudziła moje towarzyszki, tym samym sprawiając, że przestałem się nudzić. Pierwsza (co mnie nie dziwiło) uaktywniła się Marcelina. Jej dłoń w pewnej chwili wylądowała na moim udzie i zaczęła sunąć w wiadome miejsce. Zerknąłem na przyjaciółkę. Uśmiechała się, przesuwając językiem po górnej wardze.  

Podczas gdy ona gmerała przy moim pasku, położyłem na kolanach kurtkę, układając ją w ten sposób, by częściowo zakrywała mi krocze. Pasek ustąpił pod naporem rąk Marceliny i dziewczyna skupiła się na suwaku. W tym samym momencie z drugiej strony przyszła jej w sukurs Wiktoria.  

- Pomogę - wyszeptała, ciągnąc zapięcie uchwyt suwaka w dół.  

Mimowolnie rozejrzałem się o sali. Pozostali widzowie zupełnie nie zwracali na nas uwagi. Okoliczności zdawały sie nam sprzyjać.  
Wika rozchyliła rozporek dżinsów, a potem lekko zsunęła moje bokserki. Poczułem luz w kroku. W duchu pochwaliłem się za wybór bielizny, choć jak zwykle był on przypadkowy. Dziś wciągnąłem na tyłek gacie z rozporkiem i guzikami na nim. Marcela szybko je odpięła i dobrała się do nieźle nabrzmiałego z podniecenia fiuta. Westchnąłem i opuściłem się nieco w fotelu. Chłodny dotyk zręcznych palców pobudził zmysły. Obrazy z ekranu przestały istnieć. Delikatne ruchy dłoni wywołały przyjemne dreszcze, które przenikały moje ciało. Wiktoria nie chcąc znaleźć się poza grą również wyciągnęła rękę w stronę kutasa. Dziewczyny stanowiły zgrany zespół. Marcelina widząc, że nie ma tam dla niej miejsca wyciągnęła członka bardziej z rozporka, odsłaniając jądra. One stały sie celem Wiki. Pieszczony przez obydwie towarzyszki jednocześnie wirowałem w ciemności kinowej sali. Byłem pewien, że umówiły się na tą grę w toalecie. Zmyślne panny.  
Nie mogłem ich nie nagrodzić.  

- Przysuńcie się - poprosiłem szeptem.  

W lot pojęły co mi chodzi po głowie. Sięgnąłem rękami pod ich sukienki, odnajdując majtki. Chwilę naciągałem je odpowiednio, by móc skutecznie odchylić materiał w kroku. Obie były mocno pobudzone. Wilgotne i ciepłe. Tarłem więc lepkie wargi sromowe, czując, że coraz bardziej robię dobrze dziewczynom. Gwałtowniejsze pieszczoty ich rąk świadczyły, że moje zabiegi odnoszą skutek. Wreszcie wsunąłem palce w cipki i przesuwałem nimi energicznie. Te zabiegi wprawiły w trans pupy moich towarzyszek. Zerkając w bok widziałem błyszczące dziko oczy dziewczyn, ich rozchylone z emocji usta.  
Sytuacja była niecodzienna i niezwykle podniecająca, Taki stan rzeczy nie mógł trwać długo. Niezwykle pobudzony ręczną robótką dziewczyn poddałem się w końcu. Skuliłem się bardziej w fotelu, zacisnąłem usta, by nie wydać z siebie niepożądanych głosów i zastygłem w oczekiwaniu. Kolejne pieszczoty Wiki i Marceli doprowadziły mnie do szczytu. Szarpnąłem biodrami, a moje towarzyszki zgodnie nakryły fiuta dłońmi, łapiąc większość nasienia w dłonie. Niewielka część przedostała się przez niezbyt szczelną barierę, ale nie było tego tak wiele, by mogło narobić bałaganu i niepotrzebnej sensacji.  

Do końca filmu emocje rozsadzały mnie od środka. Drżącymi dłońmi bawiłem sie leniwie szparkami dziewczyn. Cała nasza trójka niezbyt skupiała się na filmie. Wika i Marcela kręciły się w fotelach pieszczone moimi palcami. Dziesięć minut przed finałową sceną doszła Wika. Przygryzając dolną wargę zdusiła chęć wyartykułowania swojej rozkoszy. Nieco dłużej trwało to w przypadku Marceliny, ale i ją udało mi się ostatecznie zadowolić. Szczytując zakryła usta ręką, ale i tak jedna z samotnych panien odwróciła się zaciekawiona dziwnymi odgłosami zza pleców. Raczej nie udało jej się ustalić ich powodu. Zresztą w tym stanie ducha, nie przejmowaliśmy się tym zbytnio.

Dziewczyny wyszły z kina na miękkich nogach. Ja również czułem zadowolenie i błogie spełnienie. Podnieceni wspólną zabawa, gadaliśmy o tym całą powrotną drogę. Przed domem Wiktorii, który był pierwszy na naszej trasie powrotnej pożegnaliśmy się z blogerką. Usta dziewczyny smakowały mi wybornie, ale jeszcze bardziej przypadł mi do gustu widok obydwu panien złączonych namiętnym pocałunkiem.  

Odprowadziłem Marcelinę, która całą drogę namawiała mnie na zapoznanie ją z innymi moimi kochankami. Dziś zaliczyła Wiktorię, a Anastazję wcześniej. Oczami wyobraźni widziałem ją z Kamilą i Zuzą, ale dopiero projekcja erotyczna z Bogną podziałała odpowiednio silnie. Takie rzeczy tylko w moim łbie. Bezcenne.

Kładąc sie do wyra, przypomniałem sobie co mówiła Wiktoria o zarzuceniu przynęty na Banasia. Dotarło do mnie, że znam kogoś, kto mógłby mi pomóc zarzucić haczyk na grubą rybę. Jeśli tylko uda mi się go przekonać, zyskam niezłego rybaka. Z sieciami, kutrem i całym cholernym ustrojstwem.  
Musiałem być tylko przekonujący.

c.d.n. ...

Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 4300 słów i 23811 znaków, zaktualizował 6 lut 2019.

5 komentarzy

 
  • Gaba

    Przeczytałem całość ciurkiem i - dobre, nawet powiem subtelne. Fajnie się czyta przez brak wulgaryzmów tak bardzo popularnych ostatnio, a te których używasz wręcz pasują do sytuacji. Tylko mam baaardzo niecne skojarzenia z pewnym dwusezonowym serialem że Stuhrem w roli głównej.... Być może przesadzam ale tak mi się coś kojarzy.... Czekam na dalszy ciąg aż jestem ciekawy jak to poprowadzisz! Pozdrawiam

  • Robert72

    Super , dobre tempo i moment kiedy przyśpiesza akcja. Kilka braków liter, już chcę dalszych części. Super!!!

  • Alan

    Czekamy z niecierpliwoscia na kolejna czesc perypti, Super:)

  • Somebody

    Och, tam od razu surowy. Mój osąd jest nadzwyczaj łagodny, bo bardzo mi się podobało. Akcja wyraźnie przyśpieszyła, co wręcz uwielbiam.  :bravo: Pozdrawiam również

  • Iks

    Witam,  
    Oddaję pod surowy osąd Czytelników kolejną część perypetii Michała. Życzę miłych chwil z tekstem (a przynajmniej nie nieprzyjemnych). Pozdrawiam,