Przypadek Michała cz.XXXVIII

Przypadek Michała cz.XXXVIII******

- Michał muszę z kimś pogadać. – W telefonie wybrzmiał zdesperowany głos Julii. – Muszę się wyrwać od starych.  

Chwilę temu zaczynałem trzecią godzinę ślęczenia nad książkami, gdy komórka ożyła, dając znać, że Rudowłosa szuka ze mną kontaktu.  

- Ok, rozumiem, ale mam do ogarnięcia sporo nauki – powiedziałem do aparatu – Czy to ważne? Nie możesz się wyrwać do jakiś znajomych?

- Olewasz mnie? – zapytała Julia smutno. – Chcę… potrzebuję ciebie.  

- Skoro tak stawiasz sprawę – zgodziłem się, rezygnując z asertywności. – Do dwudziestej drugiej jestem dziś sam w domu, jak chcesz to przyjeżdżaj.  

- Super – ucieszyła się dziewczyna.  

- Wyślę ci zaraz adres – dodałem. – O której będziesz?

- Będę jak najszybciej – odpowiedziała Julia uradowana.  

Dotrzymała słowa. Nie sądziłem, że z centrum Warszawy można do mnie tak szybko przyjechać. Kiedy otworzyłem drzwi, weszła powoli, rozglądając się dookoła.  

- To normalna chata – oznajmiłem. – Nic niespotykanego tutaj nie ma. Normalne zapachy, zwyczajny kurz i czasem większy lub mniejszy bałagan.  

- Ty tu jesteś – powiedziała Julia patrząc mi w oczy. – Czyli coś, a raczej ktoś niespotykany jednak tu jest.  

- Przesadzasz – prychnąłem. Już na wstępie dowiedziałem się po co przyjechała. Jaki by nie był pretekst, chodziło o seks. – Jestem zwykłym chłopakiem.

- Nie jesteś – odparła Ruda, idąc za mną do salonu. – Poznałam sporo chłopaków, ale w tobie jest… coś innego.  

- Ok, mieliśmy rozmawiać o tobie – zaoponowałem, pragnąc urwać wątek mojej niezwykłości. Gdy Julia usiadła na kanapie, spytałem – Chcesz coś co picia, do jedzenia?  

- Daj cokolwiek – odpowiedziała dziewczyna.  

Kiedy wróciłem do salonu ze szklankami, butelką coli zero i paczką słonych orzeszków zastałem Julię wpatrującą się w zdjęcia na komodzie.  

- Byłeś słodkim dzieciakiem – stwierdziła wskazując jedną z fotografii oprawianą w metalową ramkę.  

- To mój kuzyn z Nibylandii – zażartowałem. – Mnie na zdjęciach nie ma, rodzice wstydzili się mnie pokazywać.  

- Jasne. Bardzo śmieszne.  

- Masz starszą siostrę – zauważyła. - Jaka jest?  

- Jak… siostra. – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. – Malwina jest spoko. To dobra siostra, dogadywaliśmy się, choć jak z każdym rodzeństwem, zdarzało się, że mieliśmy spięcia.  

- Fajnie, a…  

- Julia, znów gadamy o mnie. – Przerwałem dziewczynie. – Co się dzieje u ciebie?

- No tak, kurde, nie mogę na razie nigdzie znaleźć dla siebie kwadratu – wyznała Rudowłosa. – A starzy są nadopiekuńczy, aż upierdliwi. Zwariuję, jak pomieszkam z nimi dłużej.  

- Aż tak źle? – Zdziwiłem się. – Przecież mieszkałaś z nimi przez większość życia.

- Tak, ale byłam smarkulą – mruknęła Julia. – A teraz jestem pełnoletnia, a oni mnie traktują jakbym wciąż była w podstawówce.

- Jeśli tak, to słabo. – Przyznałem rację rozmówczyni.  

- Michał, potrzebuję wyrwać się z rodzinnego gniazda – westchnęła ciężko Rudowłosa. – Jak najszybciej.  

- Znam miejsce, gdzie możesz się wprowadzić choćby dziś – oświadczyłem z chytrą miną.  

- Gdzie? – Julia spojrzała na mnie zaintrygowana. Moja wymowna mina sprawiła, że domyśliła się od razu co mam na myśli. – Chyba żartujesz?

- Julka! Ona tego potwornie żałuje – powiedziałem. – Tyle lat przyjaźni i taki dupek was rozdzieli? Zastanów się.  

- Michał, przyjechałam do ciebie jak do przyjaciela – wyznała z pochmurną miną dziewczyna. – Liczyłam na wsparcie i zrozumienie, a ty mi proponujesz powrót do tej małej dziwki! Jestem w szoku!

- Tak. Właśnie to ci proponuję – przytaknąłem, niezrażony zawiedzioną miną rozmówczyni. – Olga zachowała się strasznie kiepsko, ale wie, że zrobiła koszmarny błąd.  

- A ty skąd to wszystko niby wiesz? – Zainteresowała się Julia.  

- Rozmawiałem z Olgą – przyznałem. – Jest w kiepskim stanie. Potrzebowała z kimś pogadać.  

- Dobrze jej tak – mruknęła Julia.

- Wiem, że przemawiają przez ciebie emocje. – Spojrzałem dziewczynie głęboko w oczy. – Ale nie jesteś taka. Nie życzysz źle Oldze.  

- Czemu tak jej bronisz?  

- Ponieważ zależy mi żebyście się pogodziły – stwierdziłem szczerze. – Tego dnia, kiedy przywiozłem cię na chatę po awanturze z Brunem widziałem dwie świetne przyjaciółki. Szkoda tego zmarnować.  

- Ona to zmarnowała! – powiedziała poirytowana Julia

- A ty to możesz uratować. – odparłem. – Zapytam cię o coś, mogę?

- Dawaj!  

- Ile najdłużej chodziłaś z chłopakiem?  

- Osiem miesięcy – odpowiedziała Julia.  

- Przez te osiem miesięcy cały czas było słodko? – spytałem.

- Pewnie, że nie – prychnęła Rudowłosa.  

- Ok, a ile znasz Olgę? – spytałem ponownie.

- Przecież wiesz.

- Znasz ją większość swojego życia – powiedziałem. – Pomijając tą ostatnią wpadkę, czy były wcześniej między wami jakieś spięcia.  

- Z Olgą? No co ty! – Obruszyła się dziewczyna, po czym dodała szybko. – Ona jest świetną…

- Aha, jest świetną … co, dokończysz? – Uśmiechnąłem się szeroko.  

- Nie pogrywaj ze mną Michał – Julia pogroziła mi palcem. – Wziąłeś mnie z zaskoczenia.  

- Jakby nie było, chciałaś ją pochwalić – stwierdziłem dosadnie. – Nie bez powodu. Tyle lat świetnej przyjaźni. Ona zasługuje na wybaczenie i szansę.  

- Ty nie planujesz przypadkiem kariery adwokackiej? – spytała Julia marszcząc czoło. – Masz gadane.  

- Adwokatem raczej nie zostanę – odpowiedziałem. – Nie spodobałbym się sobie w todze. To jak będzie?  

- Nie spodziewasz się, chyba, że podejmę decyzję tu i teraz – prychnęła Rudowłosa. – Zastanowię się, to ci mogę obiecać.  

- Zadzwonisz do niej? – spytałem upierdliwie.  

- Tak, zadzwonię – mruknęła Julia. – A teraz możemy już skończyć ten temat?

- Możemy – zgodziłem się ucieszony z deklaracji dziewczyny. – Myślałem, że kwestia mieszkalna jest dla ciebie istotna.  

- Nie przeginaj, żartownisiu – Julia wymierzyła mi siarczystego kuksańca.  

- Jasne. To o czym teraz pogadamy? – spytałem.

- Może pokaż mi swój pokój – zaproponowała Rudowłosa.

- No nie wiem…

- A co? Masz taki bałagan? – Zaśmiała się Julia.  

- Nie, ale to teren prywatny, gdzie zadziało się wiele historii – powiedziałem, uśmiechając pod nosem. – Każdy kąt skrywa tajemnicę.  

- Tym bardziej chce go zobaczyć. – Oczy dziewczyny intrygująco rozbłysły. – Prowadź!

Złapałem Julię za rękę, prowadząc do swojego pokoju. Po drodze pochwaliłem się w duchu, że zrobiłem w nim ekspresowy porządek. Gdy uchyliłem drzwi, nie musiałem palić się ze wstydu.  

- Jak na chłopaka, to przytulnie tu masz – stwierdziła Julia, rozglądając się z ciekawością.  

- Ok, ale to, że zobaczyłaś mój pokój wiąże się z konsekwencjami – powiedziałem, starając się brzmieć jak najpoważniej.  

- Jakimi?

- To tylko moja przestrzeń. Intymna bardzo – Wciąż starałem się brzmieć poważnie. – Nie licząc mamy i siostry, nieliczne dziewczyny, które zobaczyły mój pokój stawały się moimi niewolnicami.  

- Ach tak… - Julia odwróciła się do mnie, obdarzając mnie powłóczystym spojrzeniem. Zbliżyła się, łapiąc mnie za rękę. – Chyba nie mam nic przeciwko.

- Nie możesz mieć – mruknąłem, łapiąc Rudowłosą za drugą rękę. Pchnąłem ją lekko na ścianę, a potem uniosłem obydwie ręce. – Twoja niewola stała się faktem.  

- I co mi zrobisz? – spytała, rozkrzyżowana na ścianie. Oddychała głęboko.  

Zamiast odpowiedzi otrzymała moje usta. Przylgnąłem do ciepłych warg Rudowłosej. Smakowała wybornie. Pocałunek trwał, rozłożony na wiele etapów, które dzieliły chwile na zaczerpnięcie oddechu.  

Zaszumiało mi w głowie. Dopamina pchnęła mnie do dalszego działania. Wsunąłem rękę pod bluzkę Julii. Otoczyłem dłonią otuloną w miseczkę biustonosza pierś. Przez chwilę ugniatałem biust dziewczyny, ale rosnące podniecenie potrzebowało mocniejszych bodźców. Ściągnąłem bluzkę Rudowłosej, a potem równie szybko uporałem się ze stanikiem. Z przyjemnością wlepiłem wzrok w ładne, kształtne, lekko sterczące piersi.  

Julia skorzystała z chwili letargu, w którym podziwiałem jej wdzięki. Drżącymi palcami rozpięła guziki mojej koszuli, po czym ją zsunęła. Oparła dłonie na moim torsie, drapiąc go delikatnie paznokciami. Potem wtuliła w to miejsce twarz, a po chwili językiem zaczęła pieścić moje brodawki i sutki. Przymknąłem na chwilę oczy, ciesząc się rozkosznym uczuciem, które spowodowała pieszczota. Chwilę później odwzajemniłem się, zagarniając piersi dziewczyny, trąc palcami i ssąc nabrzmiałe, różowe sutki.  

- Jak ja pragnęłam tej chwili – westchnęła Julia. – Kompletnie nie ogarniam dlaczego tak bardzo.  

Ja wiedziałem i byłem zadowolony, że posiadłem dar. Hojny prezent dał mi do tej pory wiele przyjemności. Milcząc, całowałem brzuch Rudowłosej, osuwając się coraz niżej. Rozpiąłem spodnie Julii, po czym ściągnąłem w dół. W ślad za nimi powędrowały zaraz majtki. Nagie łono dziewczyny zdobiło pasemko jasnych, lekko złoto-rudawych włosków. Wtuliłem twarz w podbrzusze dziewczyny, chłonąc aromat podniecenia i kobiecości. Przeciągając językiem po łonie, wywołałem głębokie westchniecie partnerki.  

Wyprostowałem się, po czym wziąłem Julię na ręce. Przeniosłem nagą dziewczynę na łóżko, gdzie pozwoliłem rozebrać się do końca. Rudowłosa ujęła w dłoń mojego fiuta, pieszcząc go z początku leniwie. Szybko jednak ruchy dłoni partnerki stały się bardziej energiczne. Wtedy Julia wzbogaciła paletę doznań, dołączając do ręcznej robótki również czułości oralne. Miękkie wargi dziewczyny stały się źródłem słodkiej błogości.  

Miłym faktem było to, że Julia miała dużą wprawę w oralnych pieszczotach. Działała z dużą wprawą, kontrolując intensywność serwowanych przyjemności. Niestrudzone dłonie dziewczyny w zgranym miksie z zachłannymi ustami wyczyniały rzeczy niezwykle przyjemne.  
Kontemplowałem doznania, rozkoszując się aksamitnym mrowieniem, które otuliło moją skórę.  

Nasyciwszy się przyjemnością płynącą z pieszczot Rudowłosej postanowiłem odwrócić nasze role. Rozchyliłem podkulone nogi Julii, wsuwając się między nie jednocześnie. Całując uda partnerki, skierowałem dłoń w stronę krocza. Palce ugrzęzły między wargami sromowymi. Rozchyliłem różowe fałdki niczym płatki kwiatu, by zaraz po tym wsunąć w wilgotną szczelinę język. Nozdrza wypełniły się aromatem kobiecego pożądania. Smak kobiecości przylgnął do języka. Nieustępliwie drążyłem wnętrze cipki kochanki. Dziewczyna mierzwiła moje włosy wplecionymi w loki dłoniami. Drżała. Mruczała niczym kotka.  

Następnie skupiłem się na niepozornym wyrostku w łechtaczce. Ssąc go sprawiłem, że ciało partnerki intensywniej zareagowało na nowe bodźce. Julia dyszała. Uniosła, leżące do tej pory na łóżku ręce, zagarniając nimi własne piersi. Tymczasem ja dogadzałem niestrudzenie kochance językiem i palcami. Zachłannie ssałem i lizałem, jednocześnie penetrując palcem miękkie, ciepłe wnętrze cipki.  

Emocje we mnie pulsowały. Byłem dostatecznie dopieszczony. Oceniłem, że partnerka również. Pozostając cały czas między udami Julii, zmieniłem pozycję na klęczącą. Chwyciłem biodra dziewczyny, uniosłem tyłek, a następnie wszedłem w nią energicznie. Poszło gładko. Kutas zanurkował w ciepłą wilgoć. Miękkie, pulsujące wnętrze zacisnęło się na twardym fiucie. Julka przymknęła oczy, przygryzając jednocześnie dolną wargę. Otuliła moje ciało nogami. Ja tymczasem poprawiłem kolejnym, głębszym sztychem.  

- Jak dobrze – westchnęła Rudowłosa.  

W duchu się z nią zgodziłem. Było wspaniale. Silne emocje burzyły krew w żyłach. Pochyliłem się, podpierając na rękach. Dzięki temu, że Julia oplotła mnie nogami, byłem w świetnej pozycji wyjściowej do rżnięcia. Bez zbędnej zwłoki wszedłem w tryb pieprzenia. Z werwą wyprowadzałem kolejne pchnięcia, równie energicznie się wycofywałem.  

Julia nie odrywała ode mnie wzroku. W roziskrzonych podnieceniem oczach odnajdywałem zadowolenie, ale przede wszystkim, uwielbienie. Moje męskie ego pęczniało, pławiąc się w zachwycie nad własną zajebistością. Im bardziej czułem upojenie tym mocniej pieprzyłem kochankę. Napierałem z większą siłą i energią, podkręcając cały czas tempo.  

Po paru chwilach nogi Julii osunęły się z moich boków. Wykorzystałem ten moment, zmieniając pozycję partnerki. Teraz ona klęczała z ciałem wychylonym do przodu i podpartym rękami. Uwielbiałem rżnąć kochanki od tyłu. Podniecenie rozsadzało mnie od wewnątrz. Napędzana adrenaliną krew w żyłach pędziła niczym Shinkanzen w tunelu. Przytrzymując członka, naparłem na cipkę. Rudowłosa przyjęła mnie ochoczo. Twardy kutas wśliznął się do gościnnego wnętrza z łatwością. Oparłem dłonie na biodrach dziewczyny i ponownie włączyłem tryb wysokiej intensywności pieprzenia Julia odpowiadała szarpnięciami bioder. Tyłek Rudowłosej zdawał się toczyć pojedynek z moim kutasem.  

Była jednak na przegranej pozycji. Podniecenie zrobiło swoje. Jęczała cicho. Pod palcami wyczuwałem drżenie mięśni dziewczyny. Coraz bardziej spazmatyczne ruchy zdradzały, że zbliża się do spełnienia. Podkręciłem tempo jeszcze bardziej. To już był poziom rollercoastera. Julia zapierała się coraz mocniej w odpowiedzi na moje gwałtowne ataki.  

Czułem się bosko. Neurony iskrzyły przekazując sobie wywoływane doznaniami impulsy rozkoszy. W mojej głowie wybrzmiewały radosne fanfary. Uwielbiałem ten specyficzny, jedyny w swoim rodzaju stan uniesienia. Żar spalał mnie od wewnątrz, chłostając płomiennymi biczami rozkoszy.  

Julia była już niemal na szczycie. Wbiła dłonie w narzutę, kompletnie zwijając materiał w harmonijkę. Nie mogąc sobie poradzić z mocą moich sztychów, wtuliła twarz w łóżko. Po chwili, nie mogąc zdusić w gardle rodzącego się jęku, uwolniła go z całą mocą. Jęcząc donośnie przyjęła kilka ostatnich pchnięć, by po chwili znieruchomieć, przyjmując orgazm z dobrodziejstwem ogromu rozkoszy.  

Byłem tuż za partnerką. Udało mi się zgrać nas prawie idealnie. Ostatnie pchnięcia wyprowadzałem, czując budzącą się bestię. Siewcę rozkoszy, który przebudziwszy się, wypełnił mnie totalnym uniesieniem. Gdy Julia dochodziła, pchnąłem jeszcze dwukrotnie, a potem zastygłem z fiutem opartym na pośladku partnerki. Fala nasienia popłynęła wartko, po czym wylała się obficie na plecy i tyłek dziewczyny. Stęknąłem głucho, by po chwili opaść spełniony na wyrko. Obok mnie zaległa Rudowłosa.  

- Totalna zajebioza! – westchnęła rozanielona Julia.

- Fakt – skwitowałem krótko.  

Rudowłosa przysunęła się do mnie opierając głowę na torsie. W oczach dziewczyny wciąż tlił się płomień emocji.  

- Przyszło mi do głowy takie porównanie – powiedziała, całując mój sutek. – Zanim przespałam się z Brunem musiało minąć sporo czasu, a z tobą zrobiłam to na trzecim spotkaniu. Ciekawe prawda?

- Znasz się na ludziach, Rudzielcu – odparłem z uśmiechem.

- Żartuj sobie, ale to mnie zastanawia – oznajmiła Julia.  

- Odpuść! – powiedziałem, prostując zmierzwiony, płomienny kosmyk włosów dziewczyny. - Pewne rzeczy po prostu się dzieją.

- Masz rację – zgodziła się Rudowłosa. – Jednak nigdy nie szłam do łóżka z chłopakiem tak szybko. A tak naprawdę, gdyby nie ten cały syf z Olgą zrobiłabym to wtedy.  

- Kurczę, jestem jedno bzykanie w plecy – zażartowałem. – A tak a propos, rozważ poważnie co ci mówiłem.  

- O Oldze?  

- Tak

- Skrzywdziła mnie – wyznała Julia. – Zabolało mnie mocno.

- Wiem – przyznałem. – Ale nie aż tak, żebyś nie mogła jej wybaczyć.

- A skąd wiesz?  

- Znam was krótko – stwierdziłem. – Mimo to zdążyłem zauważyć jak dobrze wam było ze swoją przyjaźnią.

- Fakt, było super – przyznał mi rację Rudowłosa.

- Ona zawiniła, ale też mocno cierpi z powodu swojego błędu – oświadczyłem. – Wydaje mi się, że jesteś wspaniałomyślna. Mylę się?

- Nie wiem – odpowiedziała Julia. – Wspaniałomyślność to cecha z najwyższej półki, a ja nie jestem zbyt wysoka.

- To stań na czymś i bądź łaskaw. Przynajmniej daj sobie szansę, żeby to sprawdzić – odrzekłem.  

- Zobaczymy. Nie mówię nie – Rudowłosa pocałowała mnie w policzek. - Sprawny z ciebie gaduła, Michałku.

- Skoro tak mówisz – przytaknąłem, uśmiechając się pod nosem.  

-  W ogóle sprawny jesteś – stwierdziła wesoło, tym razem całując mnie w brzuch i przeciągając dłonią po utrudzonym penisie.  

- Staram się jak mogę – oznajmiłem.  

- Fakt. Starasz się bardzo – prychnęła rozbawiona Julia. – Cała jestem w emocjach.  

- Dlatego dam ci odetchnąć – oświadczyłem, zerkając na zegar stojący na komodzie. – Ale jak ochłoniesz nieco, to przepytasz mnie z paru rzeczy. Potem zrobimy sobie drugą rundę, żebyś mogła się upewnić w kwestii mojej sprawności.  

- To jest bardzo dobry plan – zgodziła się Julia. – A mogę wziąć szybki prysznic? To pozwoli mi szybciej ochłonąć.

- Skoro tak. – Kiwnąłem głową potakująco.

Rudowłosa podniosła się z łóżka. Z przyjemnością zawiesiłem wzrok na zgrabnym ciele dziewczyny, które po chwili ukryła, owijając się narzutą z łóżka. Po chwili już jej nie było w pokoju.

Kiedy była w łazience, przygotowałem małe co nieco do jedzenia. Czekał nas jeszcze wysiłek umysłowy, a potem znowu fizyczny. Warto było się posilić.  

******

Mama wysłała mnie do sklepu na zakupy, twierdząc, że mała odskocznia od nauki dobrze mi zrobi, bo zaczynam mieć kanciastą głowę. W kwestii kształtu mojej głowy nie byliśmy zgodni, ale mała przerwa od nauki była wskazana, więc z przyjemnością wziąłem plecak, ruszając na rajd po okolicznych sklepach.  

Kiedy skręciłem na pierwszym skrzyżowaniu w prawo, zatrzymała się koło mnie elegancka limuzyna. Drzwi się otwarły, a z tylnego siedzenia spojrzała na mnie Sylwia Morgan.  

- Chcę z tobą pogadać – oświadczyła, nie zaprzątając sobie głowy czymś takim jak powitanie.  

- A ja z tobą nie – odpowiedziałem, otrząsając się z zaskoczenia.  

- Nie będę wredna – oznajmiła. – Mam dla ciebie propozycję.

Nie zdążyłem odpowiedzieć, ponieważ w kieszeni przebudził się mój telefon. Sprawdziłem kto dzwoni i rzuciłem w stronę Sylwii.

- Nie jestem zainteresowany. – Wskazałem na komórkę. – Muszę odebrać. Więc… żegnam.

Ruszyłem przed siebie, łącząc się z dzwoniącą osobą.  

- Cześć, Michał. – Usłyszałem słodki głos Gabrieli. – Masz chwilę, żeby pogadać.

- No jasne. A o czym?

- Pomyślałam, że powinnam cię lepiej poznać, skoro jesteś potencjalnym partnerem na imprezę – oznajmiła Gabi. -  Co o tym myślisz?

- Słuszna koncepcja – zgodziłem się, dodając wesoło. – Lepiej wiedzieć z kim ma się do czynienia. Wariatów nie brakuje, po co ryzykować.

- Zupełnie tak samo pomyślałam. – Zaśmiała się Pół-Kostarykanka. – Tylko wariata zastąpiłam innym określeniem.

- Ooo, a jakim?  

- A to już moja słodka tajemnica – wyznała Gabriela. – Podobano faceci lubią tajemnicze kobiety.

- Nie wiem, pierwsze słyszę.

- To się wyedukuj w temacie. – Humor wyraźnie dopisywał Pół-Kostarykance.  

- Ok. Może po maturze. – przytaknąłem. – A tak, poza tym, masz jakąś propozycję odnośnie poznawania mnie lepiej?

- Tak. Mam – powiedziała Gabi. – W ten weekend jedziemy na Mazury, nad jezioro. Znaczy jedzie Szymek z Zosią, ja i jeszcze jedna para znajomych. Jako jedyna samotna w tym gronie mogłabym się czuć niekomfortowo, więc pomyślałam o tobie jako towarzyszu.

- Super, że przyszło ci to do głowy – odparłem szczerze zadowolony.  

- Czy to oznacza, że się zgadzasz? – spytała Pół-Latynoska. – Będziesz miał czas i ochotę.

- Będę miał wszystko – przyznałem.

- Ha, łatwo poszło – stwierdziła wesoło Gabriela. – Nie jesteś zbyt trudny.

- Czyżbym cię rozczarował? – spytałem wesoło. – Ja prosty chłopak jestem, nie domyślny całkiem. Jeśli liczyłaś, że będę zgrywał nieprzystępnego, to możemy zacząć rozmowę od nowa.

- Nie, jest ok – zaoponowała, śmiejąc się  Gabi. – I zdaje mi się, że nie jesteś prostym chłopakiem, ale… może na Mazurach mnie do tego przekonasz.  

- Kto wie…

- To jesteśmy umówieni – oznajmiła moja rozmówczyni. – Będę kończyć, bo wchodzę właśnie do sklepu, żeby kupić parę rzeczy na wyjazd.  

- Ok. Udanych zakupów.

- To na razie. Trzymaj się.  

Ledwie wsunąłem telefon do kieszeni, kiedy znów podjechała do mnie limuzyna z Morgan w środku.  

- Musisz ze mną pogadać, Michał – powiedziała stanowczo Sylwia, wyglądając przez opuszczoną szybę. – Nie odpuszczę, więc poświęć mi chwilę.

- Odwal się! – mruknąłem. Jednak pojawiła się we mnie ciekawość, co tak przypyliło tą wariatkę na rozmowy ze mną. Czyżby była tak mało odporna na działanie mojego daru? Faktem było, że ostra jazda bardzo ją kręciła. Lubiła seks jak misio miód. Skoro standardowo była taka, to pod wpływem mojego daru mogła dostać jeszcze większego zajoba.  

- Michał, nie wiem czy wyłapałeś słowo „musisz”. – Morgan podjęła kolejną próbę przekonania mnie do wspólnej rozmowy.  – Dlatego powtórzę, musimy porozmawiać.  

- Uważasz, że po tym co zafundowałaś mi i Bognie powinienem przejawiać jakąś chęć do rozmowy z tobą? -  spytałem, wcale nie oczekując odpowiedzi.  

- Uważam, że powinieneś mnie posłać w diabły – odparła, o dziwo, zgodnie, łagodnym tonem. Zaskoczyła mnie tym bardzo. Byłem ciekaw czy to wyrachowanie czy jednak kryje się za tym coś głębszego. – Jednak, proszę mimo to o rozmowę.

Zaintrygowany zachowaniem rozmówczyni, spojrzałem na nią bez słowa. Myśli kłębiły się pod moją czaszką niczym burzowe chmury na niebie.  

- Ok, niech ci będzie. – Zgodziłem się po chwili. – Ale jak tylko odpalisz się ze swoimi wariactwami kończę rozmowę i przenigdy do niej nie wrócę.  

- Jasne – Sylwia spojrzała na mnie, uśmiechając się lekko. Cholera, gdybym nie widział na własne oczy co zrobiła z Bogną, pomyślałbym, że babka jest sympatyczna. A, że opakowanie tej niespodziewanej urokliwości było wysokiej próby tym bardziej łatwo było w to uwierzyć. – Dziękuję. Wejdziesz do auta?

- Sam na sam z tobą w tej eleganckiej limuzynie? – Mina mi zrzedła. – Obawiam się o swoje zdrowie i….

- Daj spokój, nic się nie wydarzy!  Poza tym, auto samo nie jeździ, w środku jest Hubert, mój szofer. – Przerwała mi, lekko się irytując. – Wejdź! Nie chcę na ulicy rozmawiać o pewnych sprawach.  

- Pewnych? To znaczy jakich? – spytałem, ładując tyłek na tylne siedzenie limuzyny. – Myślałem, że chcesz, żebym ci zdradził przepis na szarlotkę babci?

- Cieszę się, że humor ci dopisuje – skwitowała moje popisy Sylwia. – To daje mi nadzieję na dobre zakończenie.

- Dobre zakończenie czego? – Żachnąłem się zdziwiony. Jednak niezbyt mocno, bo czułem co będzie dalej. – O co ci chodzi?  

Sylwia nie odpowiedziała, ale machnęła ręką w stronę kierowcy.

- Hubi, rozprostuj trochę nogi – zaproponowała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Kup może to o co cię prosiłam wcześniej!

Wysoki, przystojny pracownik skinął głową i wyszedł z samochodu. Jeśli gość był szoferem z prawdziwego zdarzenia, to wcześniej chyba prowadził auta z reklam. I był nie mniejszą atrakcją niż Ferrari czy Lamborghini.  

- Michał, zacznę od tego, że zdaję sobie sprawę, że przesadziłam. – Morgan rozpoczęła rozmowę głosem łagodnym jak wiosenny wietrzyk. Czułem co się święci, ale pomimo tego byłem zaskoczony przemianą siedzącej obok mnie kobiety. – I to mocno przesadziłam. Chciałam za to przeprosić i zarazem mam do ciebie prośbę.  

- Chciałaś mnie przeprosić, mówisz? – mruknąłem, a przed oczami stanęły mi obrazy Sylwii pastwiącej się nad Bogną. – A czy może przeprosiłaś już swoją dawaną przyjaciółkę?

- Nie, ale w tej chwili nie do niej mam sprawę – odpowiedziała Morgan.

- Czy ty sama siebie słyszysz? – warknąłem, czując narastającą złość. – Czy wiesz, jak to brzmi?  

- Michał, ale…

- Żadne tam kurwa „ale”! – prychnąłem wściekły. – Upodliłaś Bognę na moich oczach. To ją powinnaś przede wszystkim przepraszać! To jest punkt wyjścia do jakichkolwiek naszych rozmów!  

- Nie będę jej przepraszać – żachnełą się Sylwia, a ja dostrzegłem złe cienie w jej spochmurniałych oczach. – Wiedziała od początku na co się pisze, mogła się nie godzić.

- Że kurwa co?! – ryknąłem.  

- Od dawna rywalizowałyśmy, a nasza przyjaźń przestała nią być – stwierdziała Morgan drżącym głosem. – Od dawna bardziej się nawzajem irytowałyśmy niż szanowałyśmy. Ona też mi parę razy dopiekła, więc zorganizowałam mały rewanż.  

- Mały rewanż? Czy ty w Stanach przestałaś rozumieć polski język? – Czułem, że moja złość przybiera na sile. – Ogarniasz słówko „mały”? Czym ci dopiekła Bogna, że zasłużyła na takie gówno jakim ją potraktowałaś?

- To nieistotne, ale też swoje odcierpiałam – oświadczyła Sylwia, wzruszając ramionami.  

- To mega kurewsko istotne! – zaprotestowałem. – Oświeć mnie proszę!

- Nie mam zamiaru – odparła moja rozmówczyni, czerwieniejąc na twarzy. Gołym okiem było widać, że strasznie się powstrzymuje, żeby nie wybuchnąć. Raczej nie przywykła do takiego traktowania.  

- Nie masz, bo to rzekome cierpienia to bzdety – rzuciłem oskarżenie prosto w twarz Morgan. – Zwykła rywalizacja kobiet o względy mężczyzn oraz powodzenie w życiu, a nie jakieś wydumane krzywdy.

- Co ty możesz o tym wiedzieć?! – Sylwia wybuchła niczym wściekły wulkan. – Niczego o mnie nie wiesz! A o swojej Bognie równie mało!  

- Ciekawe…  

- To, że dobrze daje dupy, to uwierz mi ułamek wiedzy o twojej kochance – syknęła jadowicie. Niemal wyobraziłem sobie, że wężowy język wysuwa się z otwartych ust. – Zresztą, nie róbmy z niej jakieś bogini miłosnych harców!

- No, no proszę, oprócz tego, że jesteś podła i okrutna to jeszcze zazdrosna – skwitowałem złośliwie jej słowa.  

W odpowiedzi wymierzyła mi siarczysty policzek. Jej dłoń mimowolnie wystrzeliła jak z procy, lądując na mojej twarzy.  

- Koniec rozmowy! – warknąłem, łapiąc za uchwyt drzwi auta.  

- Michał, przepraszam. Naprawdę cię bardzo przepraszam – jęknęła żałośnie Sylwia. Co jak co, ale tak dobrą aktorką nie była. Jej głos grzmiał naprawdę rozpaczliwie. – Źle się ta rozmowa potoczyła. Proszę wybacz, daj mi jeszcze szansę.  

- Dlaczego mam to zrobić? Powiedz mi – spytałem poirytowany. – Nie masz żadnego poczucia winy. Jeszcze dogryzasz Bognie, z której zrobiłaś dziwkę rodem z najgorszych pornosów. A do tego walisz mnie w japę, bo powiedziałem ci prawdę.  

- Michał, przepraszam, masz rację – zgodziła się Sylwia. – We wszystkim masz rację, ale to co jest między mną i Bogną, bardzo proszę zostaw.

- Halo, pani Morgan! Czy pani ogarnia rzeczywistość? – Pomachałem ręką przed twarzą rozmówczyni. – Zaprosiłaś mnie na ten obrzydliwy spektakl w twojej reżyserii. Stałem się tego częścią. Nie czuję, żebym miał relację między wami odpuścić.  

- Niepotrzebnie zaczęliśmy rozmawiać o Bognie - stwierdziła Sylwia. – Nie o nią mi teraz chodzi.  

- Ale mi chodzi – odparłem stanowczo.  

- Ok, wiem, ale czy na chwilę możesz o niej zapomnieć? – spytała Morgan, patrząc proszącym wzrokiem. – Od początku chcę ci coś powiedzieć, a nie mogę.

- Zatem o co ci chodzi?

-  Widzisz… po tamtym wieczorze… cholera, niełatwo o tym mówić – Sylwia mówiła, unikając mojego wzroku. – Ja myślałam, że dopadnie mnie euforia, że będę rozkoszować się zemstą długie tygodnie, a nic takiego się nie stało.

- Patrz no ty… - prychnąłem.  

- Proszę, daj mi skończyć – poprosiła grzecznie Morgan. – Owszem przez moment tak było, ale później stało się coś dziwnego. Zamiast myśleć o swoim triumfie, cały czas moje myśli kręciły się wokół ciebie.  

- Ach tak…. - W jednej chwili upewniłem się co do intencji rozmówczyni.  

- Właśnie tak! Nie wiem co się ze mną dzieje, ale na myśl o tobie robi mi się gorąco – wyznała Sylwia, a potem czerwieniąc się straszliwie dodała. – Fantazjuje o tobie. Robię się wtedy mokra. Przeżywałam w życiu różne namiętności, ale czegoś takiego nigdy. Nie rozumiem tego, ale to jest tak dojmujące, tak silne. Łapię się na tym, że zazdroszczę Amelii zbliżenia z tobą.  

- Powiem ci, że huśtawka nastrojów przy tobie to małe miki – oznajmiłem, udając totalnie zaskoczonego.  

- Michał, chcę ci powiedzieć, że ja nie jestem taka jak tamtego wieczoru – stwierdziła Sylwia, patrząc na mnie błagalnie. – To tylko relacja z Bogną wywołuje u mnie takie instynkty. A mówię to dlatego, że chciałabym, żebyś mnie nie skreślał. Nie umiem powiedzieć jak bardzo, ale chcę ciebie.  

- Chcesz mnie? – Spojrzałem na nią beznamiętnie. – Nie potrzebujesz? Nie pragniesz? Nie chcesz się oddać, ale właśnie chcesz mnie?  

- Michał to tylko słowa, nie czepiaj się, proszę – Sylwia przygryzła wargę i zacisnęła dłonie. Po chwili jedną z nich położyła na moim udzie, bardzo blisko krocza. – Potrzebuję cię. Pragnę i oddam się jak będziesz chciał, tylko daj mi szansę.  

- Wybacz, ale nie przekonałaś mnie – oznajmiłem, odtrącając dłoń rozmówczyni. – Sorry, ale według mnie to tylko gra, która ma na celu zdobycie mojej przychylności, a potem zaciągnięcie mnie do wyra.  

- To nieprawda! – zaprotestowała gwałtownie Sylwia.  

- Tak jak powiedziałem, nie wierzę – odparłem twardo. W tym momencie myślałem o krzywdzie Bogny oraz o rewanżu na jej oprawczyni. – Nie złapie się na ten numer.

- Michał to nie tak – Morgan wyciągnęła rękę, chcąc mnie dotknąć.  

- Przestań już! – mruknąłem gburowato, ponownie odtrącając dłoń rozmówczyni.  

- Michał!  

- Czego nie zrozumiałaś z tego co powiedziałem? – spytałem gniewnie.  

Temperament i charakter Sylwii wzięły nad nią górę. Spojrzała na mnie chmurnym, złym wzrokiem i wydyszała.

- Pożałujesz!

- No właśnie. To tyle w temacie twojej nagłej przemiany – skwitowałem groźbę. Otworzyłem drzwi samochodu, po czym wyskoczyłem na chodnik.  

- Bardzo źle robisz! Naprawdę bardzo źle! – rzuciła za mną Morgan.  

- A ty dalej swoje – mruknąłem. – Ale znaj moje dobre serce. Dam ci dobrą radę. W kwestii fali gorąca o których wspominałaś, proponuję zimne okłady. A jeśli idzie o te wilgotne przypadłości, to cóż, może więcej podpasek albo pampersy dwadzieścia cztery na ha.  

Zapewne odpowiedziała jakimś wściekłym tekstem, ale ja tego nie usłyszałem, bo kończąc wywód trzasnąłem drzwiami. Zerknąłem w bok, gdzie na rogu ulic stał szofer, oparty o mur i udający, że nie widzi auta, którym przyjechał.

- Panie Hubercie – machnąłem do niego ręką. – Szefowa chyba już dojrzała do powrotu.  

Nie czekając na odpowiedź, odwróciłem się, po czym ruszyłem przed siebie. Na gębie rozmazał mi się złośliwy jak chochlik uśmieszek. Byłem dumny z siebie niczym zwycięzca morderczego pojedynku.  

******    
Słoneczne światło korzystało z łaskawości odsłoniętego szeroko wielkiego okna, za którym rozciągał się urokliwy taras, a za nim obszerny, zadbany ogród. Stojąca tuż przy oknie Gabriela, świadomie czy nie stanowiła wdzięczny obiekt obserwacji. Podszyta światłem porannego słońca cienka koszula nocna uchylała rąbek tajemnicy, ujawniając rysujące się pod nią ponętne kształty ciała dziewczyny. Skrzętnie korzystałem z tego dobrodziejstwa, obserwując grę światła i kształtów, przy okazji delektując się smaczną kawą cappuccino. Co jak co, ale mazurski dom, w którym spędzaliśmy czas od przedwczoraj był doskonale zaopatrzony w sprzęty czyniące życie przyjemniejszym. Jak ekspres do parzenia kawy na przykład.  

Są jednak w życiu o wiele fajniejsze atrakcje niż zastrzyk kofeiny. Wracając więc do skąpanej w słonecznym świetle Gabrieli, musiałem przyznać, że podobała mi się z każdą chwilą coraz bardziej. Sam siebie zaskakiwałem tym, że trzeci dzień spędzając z nią całe dnie i noce, powstrzymywałem się od zatracenia się w dzikim seksie ze śliczną, było nie było, dziewczyną. Tym bardziej, że Pół-Latynoska wysyłała wyraźne sygnały, że nie muszę się obawiać odmowy. A jednak do niczego nie doszło. Nie umiałem jeszcze tego nazwać, ale chciałem, żeby z nią było inaczej. Nie dar miał spowodować nasze zbliżenie, ale standardowa procedura. Chłopak się podoba, dziewczyna też, iskry, tysiące iskier, a potem już tylko przyjemność i fajerwerki. Tak to sobie wymyśliłem. Chyba mazurskie powietrze czyniło mnie sentymentalnym.  

- W mieście rzadko jest okazja cieszyć się takimi porankami – stwierdziła, milcząca do tej pory Gabi. – Życie w takim miejscu może nie jest ciągłą sielanką, ale często ją pewnie serwuje.

- Ulegasz magii chwili, moja droga – odparłem podchodząc do dziewczyny. Stuknęliśmy się kubkami, po czym upiliśmy kolejny łyk napoju. – Wszystkie Zbyszki i Marysie, którzy tu mieszkają też mają przyziemne kłopoty, problemy, rachunki i szarą rzeczywistość. Jedynie, niektórzy jak wyjrzą za okno mają przyjemny widoczek.  

- Nie wiem czemu sądziłam, sugerując się ostatnimi dwoma dniami, że potrafisz być bardziej sentymentalny– oznajmiła Gabi, marszcząc śmiesznie nos. – Właśnie poważnie nadszarpnąłeś swoją romantyczną reputację.  

- Wczoraj okadził mnie dym z ogniska, który akurat wywołał ckliwe reakcje, ale bez tego… sama wiesz – oświadczyłem z trudem utrzymując powagę.  

- Podobała mi się twoja wersja z wczorajszego wieczoru – wyznała panna Ruiz patrząc mi w oczy. Po czym dodała wesoło. – Szkoda, że tylko dym ogniska tak na ciebie działa.  

- Nie trać nadziei, Gabrielo – powiedziałem, starając się zrobić jak najbardziej uduchowioną minę. Po czym kierując wymownie wzrok na figurę Pół-Kostarykanki dodałem. – Romantyzm jest we mnie zakorzeniony, tylko głęboko. I nie tylko dym go jest w stanie wydłubać. Mogę ci jednak zdradzić, że gra światła i cieni niczym u Caravaggia, a także łagodna płynność oraz krągłość kształtów rysująca się pod tym cudownym wyrobem tekstylnym nastrajają mnie bardzo romantycznie.

- Ty świntuchu! – prychnęła Gabi, śmiejąc się serdecznie. Reakcja dziewczyny utwierdziła mnie w przekonaniu, że doskonale wiedziała, co robi niesforne słońce naświetlając nocną koszulkę.  

- Mogłaś wybrać inne miejsce na kontemplację. – Śmiałem się równie mocno. – Trzeba było podziwiać fakturę drewna na komodzie.  

- Wariat! – Gabriela pokiwała głową, na znak, że potyczkę słowną uznała za przegraną. – To co, szykujemy się i idziemy popływać?

- A nie możemy zostać? – spytałem. – Szymek z Zosią zostają, my też byśmy mogli.  

- Oni zostają, bo Zośka panicznie boi się wsiąść do żaglówki – odparła Gabi. – A ja się nie boję i bardzo chcę popływać. Chyba polubię żeglowanie, a może to ten romantyzm mnie tak nastraja. Wiesz, spokój jeziora, głosy ptaków, wiatr we włosach…

- No tak, kto by z tym wygrał? – mruknąłem lekko zwiedziony.  

Moja niechęć do wypływania żaglówką na jezioro wynikała ze stosunku do Łucji, koleżanki Gabi i Zosi, ale jeszcze bardziej do jej chłopaka – Mateusza. Trzy lata starszy od nas, powinien być dojrzalszy, a momentami sprawiał wrażenie jakby był pięć lat młodszy. Pomijam fakt, że zachowywał się często typowo dla tak zwanej „bananowej młodzieży”, ale odkąd tu byliśmy najczęściej widziałem go nawalonego potężnymi ilościami piwa. Nie to, żebym był święty, sam wczoraj na wieczornym ognisku sporo złotego napoju zaabsorbowałem, ale on miałem wrażenie zaczynał, kiedy rano otwierał oczy, a potem nie przestawał. Miałem też podejrzenie, że nie tylko alkoholem poprawiał sobie humor. Najzwyczajniej w świecie martwiłem się, że wypływami na jezioro z gościem, który za rzadko bywa odpowiedzialny i za często pod wpływem. Wiem, w ustach kogoś tak młodego jak ja brzmi to sztywno, ale nie miałem bladego pojęcia o żeglowaniu, bałem się niespodzianek, które mogłyby wyniknąć z nieracjonalnego zachowania Mateusza.

- Rozumiem, że nie martwisz się o to, że to Mateusz będzie sterował żaglówką? – zapytałem, licząc, że Gabi może przemyśli sprawę.  

- Michał, jesteśmy na Mazurach. Wyluzuj! – Pół-Latynoska uśmiechnęła się uroczo. – Może ty się nie chcesz przyznać, ale też się boisz pływać?

- Nie, nie boję – burknąłem. – Jednak Mateusz nie budzi mojego zaufania.  

- Wiem, bywa irytujący, ale tu jest tak cudowanie – Gabi przytuliła się do mnie. Czułem ciepło ciała dziewczyny, jej oddech na twarzy. – Wczoraj większość dnia byliśmy sami albo z Zosią i Szymkiem. Dopiero na ognisku spędziliśmy więcej czasu wszyscy razem. Przemęczmy się z Mateuszem trochę, żeby mieć fan przez resztę czasu.  

- Ok – zgodziłem się. Miała rację, ale moich obaw to nie odegnało.  

Godzinę później wchodziliśmy na pokład wynajętej łodzi. Mateusz posiadał patent sternika, więc mogliśmy z nim na pokładzie popływać po jeziorze, które było nie tylko urokliwie, ale też niemałe. Oferowało sporą przestrzeń do wodnych wypraw.

- Młody, wniesiesz ten majdan na pokład? – spytał Mateusz, irytując mnie zwracaniem się do mnie per „młody”.  

- Aj, aj, kapitanie – mruknąłem, krzywiąc się pod nosem. Wyczuwałem od niego zapach piwa, a oczy zdradzały, że mógł sobie poprawić nastrój inną używką. Nie dawałem tego po sobie poznać, ale byłem zły okrutnie.  

- Daj spokój, będzie dobrze – Gabi pocałowała mnie w policzek, mierzwiąc włosy dłonią.  

Parę chwil później siedzieliśmy przytuleni na łódce, wpatrując się w dal oraz kormorany siedzące na wystających nad wadę konarach drzew.  

- Rozumiem, że dobrze pływasz? – spytałem Gabrielę w przebłysku przytomności.  

- Wcale nie umiem – odpowiedziała Pół-Kostarykanka lekko zawstydzona.  

- Cooo? – Zdziwiłem się mocno. Słuchając jej zachwytów nad urokami żeglowania założyłem, że doskonale sobie radzi w wodzie. – Natychmiast wskakuj w kapok!

- Dobrze, dobrze – zgodziła się panna Ruiz – Wzrusza mnie twoja troska.  

- Gabi, to akurat nie powód do żartów – mruknąłem.

- Zgadzam się, dlatego nie żartuję – przyznała Gabriela, próbując pocałować mnie w usta. Jednak poruszyłem niby mimowolnie głową, przez co trafiła w policzek.  

- Mati, gdzie są kapoki? – krzyknąłem w stronę rufy łodzi, gdzie Mateusz ogarniał ster, ściskany przez napaloną na niego Łucję.  

- Zejdź pod pokład! – odkrzyknął. - Są w skrytce pod siedzeniem.

Zrobiłem, jak powiedział. Przeszukałem całą kabinę pod podkładem, ale kapoków nie znalazłem. Jeszcze bardziej wnerwiony wyszedłem na pokład.  

- Mati, kapoków tam nie ma. – Rozłożyłem ręce w geście bezradności. – Gdzie mogą jeszcze być?  

- Jak to nie ma?  

- Po prostu.

- Kuźwa, to musiały zostać na brzegu! – oznajmił Mateusz, wzruszając beztrosko ramionami. – Wczoraj ogarniałem kajutę i wyniosłem na chwilę kapoki do naszego domku. Musiałem je tam zostawić.  

- No to pięknie, psia mać! – stwierdziłem nie kryjąc złości. – Wiesz, że Gabi nie umie pływać.  

- Przecież jest w łódce – odpowiedział rozbawiony Mateusz. – Niech nie wyskakuje to będzie ok.

- Nie ma mowy! Wracajmy po kapoki! – zarządziłem stanowczo.  

- Młody, wyluzuj – odparł ze zblazowanym uśmieszkiem Mateusz. – Nie psuj wycieczki.

- Michał, będzie dobrze – uspokajała mnie Pół-Latynoska. – Chodź do mnie, przy tobie będę bezpieczna.  

- Posłuchaj Michał Gabrysi – dodała Łucja, a ja przypatrując się jej bardziej, doszedłem do wniosku, że ona również poprawiła sobie nastrój czymś o konsystencji proszku. – Jest cudownie. Ciesz się tym i nie świruj.  

- Czyli mam rozumieć, że nie zawrócisz do brzegu? – spytałem ze złością Mateusza.

- Nie truj! – Chłopak Łucji spiorunował mnie wzrokiem. – Jesteś kurewsko męczący.

Tym samy zostałem przegłosowany.

Usiadałem na miejscu koło Gabrieli, odsuwając ją bardziej od burty żaglówki. I muszę przyznać, że przez większość czasu trwania rejsu nic złego się nie działo. Do czasu jednak.  

Wciąż będąc dosyć daleko od naszego brzegu, byliśmy już na kursie powrotnym, gdy musiałem zejść do kajuty. Gabrieli było zimno, a ja potrzebowałem skorzystać z toalety. Chciałem, żeby Pół-Kostarykanka zeszła ze mną na dół, ale uspokajała mnie, że nic się złego nie stanie.  

Na dole nie byłem długo, ale załatwiając się poczułem duże bujnięcie łódki. Niemal się przewróciłem. W pośpiechu dokończyłem sikanie, po czym, pełen złych przeczuć wpadłem na górny pokład. Najpierw rzuciło mi się w oczy, że Mateusz grzebie w kupce lin leżących na pokładzie, a przy sterze stoi Łucja. Stoi, to było za dużo powiedziane. Oczy dziewczyny były okrągłe z przerażenia. Dopiero co podniosła się z pokładu po upadku, bo gramoliła się, machając sterem jak cepem. Łódka szalała, a nigdzie wokół nie było widać Gabrieli. Wewnątrz poczułem zaciskający się na trzewiach lodowaty strach. Zerknąłem za burtę po stronie, na której siedzieliśmy wcześniej, dostrzegając głowę dziewczyny kilka metrów za rufą łodzi. Znikającą pod powierzchnią wody.  

Darując sobie kalkulacje wyskoczyłem z żaglówki. Gwałtowny kontakt z wodą jeziora sprawił, że przeszył mnie chłód. Nie miałem jednak czasu na roztkliwianie się nad sobą. Młócąc rękami niczym Michael Phelps pobijałem życiowy rekord w kraulu. Gdy znalazłem się w miejscu, gdzie widziałem przed chwilą Gabrielę, nie zauważyłem dziewczyny. Musiała opaść w głębie, nie wynurzając się po raz kolejny. Zanurkowałem. Serce waliło mi jak oszalałe. Szara toń nie ułatwiała zadania. Nigdzie nie widziałem Gabi. Przez chwilę poczułem potworny strach, że to już po wszystkim, ale zaraz odpędziłem tą potworną myśl. Wynurzyłem się dla zaczerpnięcia oddechu i ponownie zanurzyłem, tym razem głębiej.  

Dostrzegłem w końcu dziewczynę. Opadała bezwładnie w dół. Chwyciłem ją pod ramiona, a potem parłem do góry, ile sił w nogach. Wreszcie się wynurzyłem. Spojrzałem na Pół-Latynoskę, która nie dawała żadnych oznak życia. Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem, że łódź dopiero robi nawrotkę. Kurwa, co oni tam śpią na tej łajbie, przeleciało mi przez głowę.  

Przytrzymując Gabi utrzymywałem się na powierzchni, aż wylądowało obok mnie koło ratunkowe. Po chwili byliśmy na pokładzie. Nie rozwiązywało to jednak naszych problemów, ponieważ topielica nie dawała oznak życia. Mając w dupie całą rzeczywistości wokół mnie, zacząłem robić dziewczynie sztuczne oddychanie. Zanim zacząłem krzyknąłem w stronę Mateusza.  

- Zapieprzamy do brzegu, ile tylko fabryka dała!  

Kolejne uciski klatki piersiowej nie pomagały. Czułem, że przegrywam. Bezsilność wkurwiała mnie straszliwie, ale starałem się zachować spokój. W pewnym momencie poczułem, że ręce odmawiają mi posłuszeństwa.  

- Wytrzymaj jeszcze trochę, Michał! – mruknąłem sam do siebie.  

Traciłem jednak moc w rękach.  

- Zastąpisz mnie zaraz! – zarządziłem, patrząc na Mateusza.  

- Ochujałeś! – odpowiedział, patrząc przerażony na moje wysiłki.

Zacisnąłem zęby w bezsilnej złości i po raz kolejny oparłem dłonie na piersi Gabrieli. Po trzecim ucisku, ocknęła się, krztusząc potężnie. Przewróciłem ją na bok, by mogła pozbyć się wody, która dostała się gardła i żołądka. Odetchnąłem. Kamień wielkości sześciopiętrowego budynku spadł mi z serca. Gabi spojrzała na mnie nieprzytomnie swoim pięknymi oczami. Zamrugała, a ja padłem zmęczony obok niej. Gdy trochę mnie odpuściło, zadzwoniłem do Szymka. Na szczęście telefony grzecznie trzymaliśmy w plecaku.  

Gdy dopłynęliśmy do brzegu Gabi ogarnęła już co się stało. Była wyraźnie przerażona, a ja miałem świadomość jak blisko było, żeby ten wypadek skończył się tragicznie.  Szymek, któremu wytłumaczyłem przez telefon co się stało pomógł mi zanieść Gabrysię do naszej kwatery. Dziewczyna protestowała, ale nie chciałem, żeby szła sama, wspierając się jedynie na mnie. Potem poprosiłem Szymona i Zosię, żeby nas spakowali, oznajmiając, że zabieram Gabrysię do szpitala.  

Dopiero wtedy mogłem zrobić to na co miałem ochotę wcześniej, a teraz miałem poważny powód. Poszedłem do Mateusza i zażądałem kluczyków do jego Toyoty Highlander. Chciał zaprotestować, ale moje spojrzenie go odwiodło od tego pomysłu. Dopiero, kiedy miałem kluczyki w kieszeni rzuciłem się na niego niczym wściekły pitbull. Całkowicie zaskoczony przyjął kilka ciosów w twarz i skulił się w sobie. Wtedy zarzuciłem go gradem ciosów na korpus. Przewrócił się, a ja przydusiłem go do ziemi, trzymając za poły bluzy.  

- Mam chęć cię zajebać! – ryknąłem mu prosto w twarz. Siedząca na ogrodowym krześle Łucja, przerażona, zwinęła się w kulkę. Chlipała roztrzęsiona. – Ty kutasie posrany! Nie pokazuj mi się na oczy, bo upierdolę ci łeb przy samej dupie!  

Poczułem, że Szymon odciąga mnie od stłamszonego Mateusza.  

- Michał! – Przyjaciel spojrzał na mnie jak nigdy w życiu. Z szacunkiem, z potężnym respektem. Ścisnął mi rękę tak, że obawiałem się czy jej nie stracę.  - Najważniejsze, że odratowałeś Gabi.  

- Tak. Ok – odpowiedziałem lekko oszołomiony emocjami. Spojrzałem na Mateusza jak na zgniliznę i powiedziałem. – Dam ci znać, gdzie stoi samochód, to go sobie odbierzesz.  

- My też tu nie zostajemy – Szymon nie był może tak wściekły, ale odraza na twarzy kolegi zdradzała co myśli na temat Mateusza. – Pojedziemy z wami.  

- Możecie jechać, ale w szpitalu sobie poradzę. A wy co, będziecie w na korytarzu szpitalnym koczować? – spytałem, ruszając po Gabrielę. – Jak nie macie się, gdzie podziać, to jest to jakieś rozwiązanie, ale może jakiś pociąg złapiecie do Warszawy?  

- Masz rację, sprawdzę to – przyznał mi rację Szymek. – Zawijajmy się stąd!

Kiedy Gabrysia leżała już w szpitalnym łóżku, wykonałem bardzo trudny telefon. Pół-Latynoska nie chciała żebym powiadamiał jej rodziców, ale dla mnie było to nie do pomyślenia. Powinni wiedzieć co się działo z córką. Miałem rację, rozmowa była z gatunku tych bardzo trudnych. Potem było już łatwiej, bo zadzwoniłem do domu. Rodzice zaproponowali od razu, że przyjadą, ale jak im wyjaśniłem, że ogarniam, usłyszałem, że są ze mnie dumni i wierzą, że dam radę. Aha, i jeszcze zapytali, ile mi przelać kasy. Państwo Wanat to dobrodziejstwo w najczystszej postaci.  

Na drugi dzień przyjechali rodzice Gabrieli. Przyznam szczerze, że pierwszy kontakt z rodzicami dziewczyny nie był łatwy. Mama, równie ładna jak córka spojrzała na mnie z wyrzutem, który sprawił, że ścisnął mi się żołądek. Natomiast ojciec miał wyraźną chęć dać mi w twarz, a powstrzymywało go zapewne tylko to, że byliśmy na szpitalnym korytarzu.  

Jednak, kiedy dwie godziny później wyszli z sali, na której leżała córka byli już innymi ludźmi. Mama dziewczyny ze łzami w oczach wyściskała mnie jak syna, a pan Ruiz zamknął w serdecznym, niedźwiedzim uścisku, po czym z wyczuwalnym latynoskim akcentem wydukał wzruszony.

- Uratowałeś moją córkę. Nie wiem, co mam powiedzieć i czym ci się odwdzięczyć.  

- Niczym. Tak jest dobrze, proszę pana – odparłem, szczęśliwy, że moja twarz nie posłuży ojcu dziewczyny za worek treningowy.  

Gabriela wyszła ze szpitala po trzech dniach. Chciałem ją zostawić z rodzicami, po tym jak przyjechali, ale zapytała mnie, czy bym nie został.  

- Razem przyjechaliśmy, razem powinniśmy wrócić. – Uśmiechnęła się blado. – Oczywiście, zrozumiem, jeśli będziesz chciał wracać do domu. Zaraz matura, masz co robić…

- Nie mądrz się! – przerwałem jej, uśmiechając się serdecznie. – Zostanę.  

Wracając pociągiem. Siedzieliśmy obok siebie, a rodzice Gabrysi za nami. Całą drogę dziewczyna była wtulona we mnie. To co się zadziało, zbliżyło nas do siebie mocno. Gabi nie wychwalała co chwila mojego bohaterstwa, chociaż nasza jedyna rozmowa o tym co się stało, była wybitnym materiałem na wyciskacz łez. Cały czas jednak czułem wdzięczność dziewczyny, którą wyrażała najczęściej przez bliskość.  

W pewnym momencie Gabrysia zerknęła do tyłu, przekonując się, że rodzice śpią wtuleni w fotele. Patrząc mi w oczy powiedziała.

- Michał, nie traktuj tego tylko jako wyraz wdzięczności, bo decyzję podjęłam zanim się zdarzył wypadek, ale chciałam ci powiedzieć, że pójdziemy razem na imprezę, o której rozmawialiśmy – oznajmiła, uśmiechając się promiennie.  

- Super.  – Ucieszyłem się, lekko ściskając dłoń dziewczyny.  

- Tylko, że to nie wszystko – dodała Gabi z błyszczącymi oczami. – Nie wiem czy to dobry moment na takie wyznania, ale nie miałabym nic przeciwko, żebyśmy potem chodzili też na inne imprezy razem.  

- Co masz na myśli?

- Wiesz o co mi chodzi, prawda? – spytała, a ja czułem, że drży z napięcia. – Chciałabym, żebyśmy razem chodzili do kina, do parku, gdziekolwiek. Co ty na to?

Zamyśliłem się. Cisnęło mi się na usta, żeby godzić się na wszystko, a potem korzystać z wdzięków pół-Kostarykanki na sposób wanatowy. Uroda dziewczyny była wyłącznie dodatkowym argumentem sprzyjającym takiemu rozwojowi wypadków. Tylko, że – o dziwo – nie potrafiłem myśleć w ten sposób. Byłem zszokowany sam sobą, coś sprawiało, że nie myślałem o Gabrysi jak o kolejnej zdobyczy. Nie chciałem, żeby była jedną z wielu w haremie. Patrzyłem w piękne ciemne oczy, nie wierząc w to co chce zrobić.  

Przytuliłem dziewczynę mocno, a patem wyznałem.  

- Gabi, to wielka rzecz. – stwierdziłem z powagą. - Jesteś cudowna i każdy inny chłopak w tym momencie powinien zasłabnąć ze szczęścia. Tylko, że ja nie jestem normalnym chłopakiem.

- Jak to? – W oczach Gabrysi pojawił się smutek.  

Nie wiedziałem, dlaczego pojawiła się we mnie taka potrzeba, ani jakie powody kryły się za tym, że akurat w tym momencie czasoprzestrzeni to się zadziało, ale opowiedziałem Gabrysi o moich relacjach z płcią przeciwną. Niektóre szczegóły pozostawiłem dla siebie, ale i tak dziewczyna słuchała mnie z rozdziawioną buzią. Potem przyznałem się też do tego, co kryło się za moją chęcią wspólnego wyjścia na imprezę. Zakończyłem tym, że nie chcę, żeby moje relacje z nią wyglądały tak jak z resztą moich partnerek.  

- Jeśli coś ma się zadziać, chciałbym, żeby było normalnie – wyznałem. Byłem niemal pewny, że stracę w oczach dziewczyny, która uzna mnie za obiekt niewarty dalszego zainteresowania.  

- Michał, jest normalnie – powiedziała Gabi, gładząc mnie wierzchem dłoni po policzku. – Jestem na sto procent pewna, że nie dzieje się ze mną nic niezwykłego, a jednak zaproponowałam ci, żebyśmy byli parą.  

- No tak, a potem wyznałem ci całą brzydką prawdę – mruknąłem z kwaśną miną.  

- Przepraszam, zadziało się jednak coś niezwykłego – poprawiła się Gabi. – Poznałam świetnego chłopaka, a on uratował mi życie.  

- Dajmy już z tym… - zaoponowałem, ale nie dała mi dokończyć.  

- Od paru dni próbuję cię pocałować w usta, a ty się sprytnie bronisz – stwierdziła Pół-Latynoska. – Czy teraz mogę? Bez żadnych deklaracji i obietnic, tak po prostu. Niech to będzie spełnienie zachcianki.  

Skinąłem głową, a Gabriela przylgnęła do mnie ustami. Ciepłe, drżące i spragnione, były takie jak sądziłem. Chłonąłem bijącą z nich namiętność. Chciałem by ta chwila trwała, a kiedy się skończyła, zawstydziłem się przed samym sobą. Gabi była cudowna, a ja w takiej chwili myślałem, o podobnym pocałunku z inną.  

- Moja propozycja wciąż jest aktualna – cicho oznajmiła dziewczyna, wtulając się we mnie tak samo jak wcześniej. Poczułem się cudownie, wiedząc, że mnie nie potępia. – Jedna i druga. Choć to bycie parą jest mało prawdopodobne.  

- Gabi, nie zasługuję na ciebie – wyszeptałem.  

- To nie o to chodzi, głuptasie – Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. – Nie wiem, czy do końca zdajesz sobie z tego sprawę, ale ty kochasz Kornelię. Może jeszcze tego nie przyznałeś przed samym sobą, ale tak jest.  

Milczałem. Nie wiedziałem co powiedzieć. Otoczyłem Gabrysię mocniej ramieniem. Czułem się doskonale. Ogarnął mnie kojący spokój.  

Dziesięć minut później Gabi spała na moim ramieniu, a na małej, rozkładanej półce przede mną ożywił się ekran mojego telefonu. Zerknąłem, dostrzegając nową wiadomość. Nadawcą była Bogna, a treść wiadomości była interesująca.

„Spotkałam się z Sylwią. Chciałam jej wydrapać oczy, ale zrezygnowałam, bo całkowicie osłupiałam. Ta suka, wyobraź sobie zaczęła się kajać. I to tak przekonująco, że uwierzyłam w jej skruchę. Jakbym rozmawiała z inną osobą. Nie zapomnę nigdy tego co mi zrobiła, ale mój gniew nieco ostygł. Trzymaj się Michał.”  

Chwyciłem telefon, po czym odpisałem.  

„Niewiarygodne! Masz zbyt dobre serce.”  

Po chwili telefon poinformował o kolejnej wiadomości przychodzącej.  

„No mam, dlatego łaskawie prowadzam się z takim jednym na boku.”

Uśmiechnąłem się, czytając to zdanie. Dobrze, że humor wrócił pani dyrektor. Nie wierzyłem natomiast w wielką przemianę Sylwii Morgan. Chciała się ze mną pieprzyć, bo dar robił swoje. A, żeby to osiągnąć gotowa była na wszystko. Nie stała się jednak przez to lepszą osobą. Kto jak kto, ale nie ona.  

******

Kilka dni przed maturą spotkałem się z Bogną. Chciałem z nią porozmawiać na spokojnie, z dystansem o tym co się stało. Także o Sylwii i jej metamorfozie. Umówiliśmy się na piątkowe popołudnie. Miałem pojechać do dyrektorki, do podwarszawskiej miejscowości, tylko znajdującej się na południe od stolicy. Bogna była tam u znajomych. Zastanawiałem się, czy powinienem spotykać się z dyrektorką przy obcych ludziach, ale uspokoiła mnie, że jest tylko z jedną przyjaciółką, która pewnie wcześniej wyjedzie.  

Uspokojony, w piątek podjechałem pod podany adres. Od razu mi się spodobało to miejsce. Kilka działek położonych było w zadrzewionym gęsto terenie, który był zapewne pozostałością po lesie. Było przyjemnie, cicho i zielono.  

Bogna przywitała mnie zaraz po tym, jak wszedłem na posesję. Objęła, pocałowała, a potem przytuliła jak największy skarb.  

- Cześć, skarbie – szepnęła mi do ucha.  

- Cześć, królowo – mruknąłem w odpowiedzi.  

Kiedy już się wyściskaliśmy, Bogna zaprowadziła mnie do niedużego, ale bardzo udanie zaprojektowanego domu. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że za oknem mignęła mi czyjaś sylwetka.  

- Nie jesteś sama? – zapytałem.

- No nie, ale nie przejmuj się – machnęła ręką dyrektorka, a potem mrugnęła okiem. – Jest ze mną Lidka, którą przecież doskonale znasz. Miała wyjechać najpóźniej dziś rano, ale marnie się czuła. Nie miałam sumienia żądać od niej wyjazdu. Znacie się, nie ma co świrować. A dodatkowo uprzedzę cię jeszcze, że ona doskonale wie co się zdarzyło między nami a Sylwią.  

- Powiedziałaś jej? – spytałem, zaniepokojony.  

- Michał, daj spokój! Lidka to zaufana osoba. – stwierdziła Bogna z przekonaniem. – To, że zna Sylwię nie znaczy, że jest przeciwko nam. A wręcz przeciwnie. Jest strasznie cięta teraz na nią.  

- Ok, niech ci będzie – przytaknąłem. – Wierzę w twój instynkt.  

- Ach, ty… – Bogna pocałowała mnie w policzek, mierzwiąc jednocześnie włosy.  

W środku Bogna wskazała mi pokój, a zaraz po tym pojawiła się Lidia.  

- Ooo, cześć Michał.  – Przywitała się równie serdecznie jak Bogna. – Kopę lat…

- Dzień dobry. – Uśmiechnąłem się, przypominając sobie okoliczności w jakich się poznaliśmy.  

- Zmężniałeś – stwierdziła przyjaciółka dyrektorki. – Jesteś przez to jeszcze bardziej interesujący.  

- A ta już zaczyna – westchnęła Bogna, kiwając głową. – On zdążył dopiero co wejść.  

Skwitowaliśmy ten komentarz śmiechem.  

Dwie godziny później siedzieliśmy we dwoje na kamienno-drewnianym tarasie, popijając wino. Dałem się przekonać, że zostanę do jutra, więc pozwoliłem sobie na odrobinę alkoholu. Wcześniej, uprzedziłem staruszków, żeby nie musieli się martwić o syna. Oczywiście, nie wiedzieli z kim się goszczę. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, ale wiadomo było jaki temat w końcu wypłynie.  

- Michał, chciałam ci powiedzieć, że tamtego wieczoru… - zaczęła w pewnym momencie Bogna.  

- Daj spokój, nie wracajmy do tego – przerwałem, nie chcąc otwierać ciągle świeżych ran.  

- Nie martw się o mnie – Dyrektorka ścisnęła moją dłoń. – Jestem dorosła. Mogłabym być twoją matką i…  kurde, zabrzmiało to niestosownie do chwili, chyba…

- Może trochę.

- W każdym, bądź razie, poradzę sobie. – Kontynuowała Bogna. – Wiedziałam na co się piszę, poniosłam konsekwencje. Chociaż nie powiem skala tego co ta jędza wymyśliła trochę mnie przerosła.  

- Trochę? Bogna!

- Wiem, że wciąż to tkwi w twojej głowie – powiedziała dyrektorka. – Zostaw to, proszę cię. To już za nami.  

- Chyba nie potrafię – wyznałem.  

- Spróbuj! – Bogna uśmiechnęła się do mnie. - Chciałam za to powiedzieć ci coś innego, ale rozmowa poszła w inną stronę.  

- Co takiego chcesz mi powiedzieć? – spytałem.

- To jak się wtedy zachowałeś, Michał… - W oczach dyrektorki pojawiły się łzy. – Nie było okazji bardziej ci podziękować, ale… strasznie ci dziękuję.  

- Przestań Bogna! – Przytuliłem Bognę. – Nie zrobiłem nic wielkiego, a wręcz jestem częścią problemu. Czuję, że w dużej mierze przyczyniłem się do tego gówna!  

- Jak możesz tak sądzić? – Zdziwiła się dyrektorka.  

- Gdybyśmy nie byli kochankami, ona nie miałaby cię czym szantażować – stwierdziłem. – A to, że nimi się staliśmy to wyłącznie moja wina.  

- Michał, to poczucie winy jest niepotrzebne – Bogna pocałowała mnie w policzek. – Urocze, ale niepotrzebne. Poza tym, mój drogi, do tanga trzeba dwojga. Myślę, że w dużej mierze ja też przyczyniłam się do naszego romansu. Jak myślisz? – mrugnęła okiem.  

- Masz rację, ale… w tym wypadku… - Złapałem się na tym, że chce wyjaśniać sposób działania mojego daru, a to byłoby karkołomne, więc zrezygnowałem. Dodałem tylko.  – To się nie powinno wydarzyć.  

- Nie powinno, ale się stało – odparła dyrektorka. – A ty zachowałeś się jak należy. Zająłeś się mną, a potem nie zerwałeś kontaktu, nie odtrąciłeś…

- Jakbym mógł. Nie potrafiłbym.

- No właśnie. – Bogna przytuliła się do mnie, a potem przylgnęła do mnie ustami. Zaskoczyła mnie, nie byłem pewien czy chce brnąć w tą stronę. Wreszcie odpowiedziałem, ale mniej intensywnie.  

- Bogna…

- Chodźmy do środka – zaproponowała. – Robi się chłodno.

- Nie o chłód ci chodzi – mruknąłem, ale pozwoliłem się poprowadzić do domu. Mijając kuchnię, natknęliśmy się na Lidię. Uśmiechnęła się, mrugnęła okiem i powiedziała.

- Bawcie się dobrze.  

Pokój Bogny tonął w półmroku. Zasłonięte okno, nie wpuszczało wewnątrz słabego, wieczornego światła. Dyrektorka zamknęła drzwi i zawiesiła ręce na mojej szyi. Ponownie przywarła wargami do moich ust. Pocałunek trwał długo, ale wreszcie trzeba było złapać oddech.  

- Wiem, że nie jestem jedyna. Wiem, że daleko ci do świętoszka – wymruczała mi do ucha Bogna. – Mimo to, gdybym była znacznie młodsza zakochałabym się w tobie.  

- Przesadzasz – odparłem, gładząc policzek dyrektorki. – Przemawia przez ciebie wdzięczność. Niepotrzebna, zresztą.

- Ciii, nie psuj mi tego! – zaprotestowała Bogna, zamykając mi usta kolejnym pocałunkiem. Jednocześnie poczułem, że zaczyna rozpinać guziki mojej koszuli. W głowie kłębiły mi się myśli. Niektóre zupełnie inne od tych, które przeważnie się w takich momentach pojawiały.  

- Bogna…

- Ciii, prosiłam przecież.

Dyrektorka zsunęła ze mnie koszulę, po czym pchnęła mnie na łóżko. Położyła się na mnie, zasypując mój tors dziesiątkami pocałunków. Wezbrało we mnie podniecenie. Pojawił się potężny wzwód. Chemia działała, ale nie wszystko było tak jak zawsze.  

Po chwili Bogna usiadła na brzegu łóżka, ściągając z siebie bluzkę. Nie zdziwiło mnie wcale, że nie miała na sobie biustonosza. Doskonale mi znane, obfite, wspaniałe piersi zawisły nad moją twarzą.  

- Bogna…

- Nie chcę słów – Położyła mi palce na ustach. Szybko rozebrała się do końca.  

W nikłym świetle rozpoznałem znajome linie. Doskonale znałem każdy zakamarek ponętnego ciała szkolnej dyrektorki. Ciężar piersi. Krągłość pośladków. Rzeźbę bioder i talii. Tyle razy pragnąłem każdego skrawka ciała Bogny. Tyle razy…

Jednak nie dziś.

- Czy mogę…

- Nie, nie możesz! – Jakby czuła, że moje słowa się jej nie spodobają. Nie chciała słuchać.  

Rozpięła rozporek moich spodni i ściągnęła je ze mnie. Chwilę później byłem nagi. Wtuliła się do mnie. Poczułem znajome ciepło. Otoczyłem partnerkę ramionami. Przytuliłem mocno, ale nie posunąłem się dalej.  

- Michał, pragnę cię – wymruczała Bogna. Uniosła ciało, chwyciła moje ręce, po czym oparła na swoich piesiach. Na moment zagarnąłem ciężkie grona, jak zwykłem to robić wcześniej, ale po chwili zwolniłem uścisk.  

- Bogna, wybacz, nie mogę – jęknąłem, próbując się uwolnić od ciężaru dyrektorki.  

- Co się dzieje, Michał? Dlaczego?  

Usiadłem na łóżku, opierając o wezgłowie.  

- Jesteś cudowna, wspaniała, boska – zacząłem nieśmiało, obawiając się reakcji Bogny. – I absolutnie nie chodzi o jakiś wstręt czy niechęć po tym co się stało. Absolutnie nie, nawet tak przez chwilę nie myśl.

- Ale…? – Głos dyrektorki był smutny.  

- Chodzi o mnie – oznajmiłem. – Tak jak ci powiedziałem, czuje się winny. Do tego stopnia, że zastanawiam się czy nasza intymna relacja nie była zła. Patrzyłem przerażony na to co wyprawiają z tobą ci wynajęci faceci i momentami widziałem siebie.  

- Michał, żartujesz?! – Bogna pogłaskała mnie po twarzy. – Owszem, ostro się zabawialiśmy, ale nie możesz tego porównywać.

- A jednak…

- Nigdy, przenigdy, nie czułam się z tobą zagrożona – wyznała dyrektorka. – Co więcej, nigdy nie czułam dyskomfortu. Było mi dobrze, co ja mówię, było wybornie.  

- To miłe co mówisz, ale ja mam wątpliwości – przyznałem.  

- To przestań! – Bogna przytuliła mnie mocno. – Dręcząc się nic nie zmienisz. Tym bardziej, że nie masz powodu. Tego wieczoru nie mogłem niczemu zapobiec, a to jak się zachowałeś na koniec było… trudno mi było zebrać myśli po czymś takim, ale pamiętam, że cieszyłam się, że tam jesteś.  

- Jesteś kochana, ale czy możemy dzisiaj po prostu być ze sobą? – spytałem.

- Możemy, ale tutaj, w jednym łóżku, dobrze? – zgodziła się Bogna.  

Położyła się na łóżku, a ja obok, przytulony do znajomych pleców. Nie ubieraliśmy się, leżeliśmy nadzy. Gładziłem ramiona Bogny, co pewien czas całując kształtną krągłość.  

- W życiu bym nie pomyślała, że spędzę z tobą taką noc – wyszeptała Bogna po paru minutach.  

- A widzisz, mam rację – stwierdziłem. – Kojarzę ci się z rżnięciem, a nie z subtelnością.  

- Jesteś głupek! – mruknęła dyrektorka. – Cudowny głupek. Uspokój emocje, przestań się zadręczać. Chcę jeszcze czasem mieć dawnego Michała.  

Milczałem, kontynuując delikatną podróż palców po plecach Bogny. Czasem? Tylko kiedy? W jakich okolicznościach?

Bogna też zamilkła. Po chwili oddech dyrektorki spowolnił, stał się miarowy i spokojny. Zasnęła. Leżałem przy niej jeszcze kwadrans, a potem ubrałem się i wyszedłem na ciemne podwórze. W międzyczasie noc wzięła w posiadanie świat. Księżycowy blask odbijał się od pni brzóz. W nocnej ciszy czasem tylko coś zaszumiało czy zaszeleściło.  

Usiadłem na tarasie, wpatrując się w majaczące ciemne kształty. W rogu posesji stał mniejszy budynek, w którym oprócz garażu, znajdowało się dodatkowe pomieszczenie i wiata na drewno do kominka. Nie mając nic lepszego do roboty, podszedłem tam, cały czas rozmyślając o rozmowie z Bogną.  

Garaż był zamknięty, a drzwi do pomieszczenia obok zaryglowane. Jednak blokująca rygiel kłódka nie była zatrzaśnięta. Otworzyłem drzwiczki i wszedłem do środka.  

Było to typowe pomieszczenie gospodarcze. Wcisnąłem włącznik prądu. Wątły strumień światła niemrawo rozjaśnił otoczenie. Na dłuższej ścianie dominował regał, na którym znajdowało się mnóstwo różności. Głownie narzędzia. Na lewej ścianie, bliżej drzwi wejściowych stał duży grill. Który przypominał bardziej konsoletę niż typowy produkt do pieczenia kiełbasy. Na przeciwległym końcu stała stara, skórzana kanapa. Tu i ówdzie nosiła ślady zszywanych rozcięć. Do niej przytulała się wciśnięta w róg toaletka bez lustra. Bardziej przypominająca proste biurko. Ona w przeciwieństwie do kanapy wyglądała na mniej nadszarpniętą zębem czasu.  

- Szukasz odosobnienia? – Głos Lidii, który wybrzmiał nagle w pustej ciszy, sprawił, że podskoczyłem wystraszony.  

- Kurczę, wystraszyłaś mnie – odwróciłem się gwałtownie.  

- Przepraszam, nie było to moim celem.

- Jasne. Nie ma sprawy.  

- Przeszkadzam w nocnym myszkowaniu? – spytała Lidia.  

- Nie, no co ty! – mruknąłem. – Nawet nie wiem, po co tu przylazłem. Siedziałem sam na tarasie i tu mnie poniosło.  

- Ludzie w nocy robią czasem dziwne rzeczy – Uśmiechnęła się pod nosem moja rozmówczyni. – Często noc jest sceną miłosnych uniesień, ale tym razem nie zaiskrzyło, co?  

- A skąd wiesz? – spytałem zaczepnie. – Może zaiskrzyło, a teraz muszę odetchnąć po wysiłku?

- Michałku, nie rozmawiasz z niedoświadczonym podlotkiem – zaśmiała się Lidia. – Znam się na tym, wiesz to doskonale. A poza tym, to niezbyt duży dom, a ja mam wciąż dobry słuch.  

Odpowiedziałem milczeniem i wzruszeniem ramion.  

- Jak to przyjęła? – spytała.

- Bogna? – Spojrzałem na rozmówczynię. - Chyba dobrze.  

- Wiesz, ona może wydaje się pewna siebie i silna – Lidia zbliżyła się do mnie. – I w dużej mierze tak jest, ale to wrażliwa kobieta. Nietrudno ją zranić.

- Mam nadzieję, że nic takiego nie zrobiłem – odparłem. Odległość między nami stopniała do kilkunastu centymetrów. Doskonale wiedziałem na co się zanosi.  

- Pewnie nie - powiedziała - Ona całkowicie zwariowała na twoim punkcie. I to mnie fascynuje. Jesteś świetnym, młodym chłopakiem, ale – wybacz – to tyle na razie. Bogna to dojrzała, piękna kobieta, która jest niezależna i świadoma swojej wartości. I nagle, poznajecie się i zdarza się to co się zdarzyć nie powinno.  

- Nie doceniasz mnie, trochę to przykre – stwierdziłem.  

- Właśnie, że doceniam – zaoponowała Lidia. – Tylko nie rozumiem. I fascynuje mnie wasza relacja i zależność.  

- Tak już lepiej – skwitowałem jej słowa, uśmiechając się pod nosem.  

- A tego co mnie fascynuje bardzo lubię posmakować – oznajmiła przyjaciółka Bogny, robiąc dwa kroki w przód. Ukryte pod bluzką obfite piersi kobiety otarły się o mnie. Położyła dłoń na moim torsie, a potem palcem zaczęła wodzić wokół jednego z guzików koszuli.  

- To jest absolutnie zły pomysł – stwierdziłem z przekonanie, odsuwając dłoń rozmówczyni. – Dopiero co mówiłaś o wrażliwości Bogny. Nie martwisz się, że ją zranimy?  

- Nie pogrywaj ze mną takimi emocjami. – mruknęła Lidia, kładąc dłoń z powrotem na moim torsie. Tym razem poszła o krok dalej, zaczynając rozpinać guziki. – Uwielbiam Bognę. Jest moją przyjaciółką, nie chcę dla niej niczego złego. Ty też, jak rozumiem. Dlatego ona się o niczym nie dowie, a ja dostanę to czego pragnę. Nie zostałam tu, żeby przyglądać się na was.  

- To bardzo, bardzo zły pomysł – burknąłem. – Właśnie przeżyła coś paskudnego. Jak myślisz, co się stanie jak się dowie, co odwala dwoje bliskich jej ludzi? Praktycznie pod jej nosem.  

- Zróbmy tak, żeby się nie dowiedziała – mruknęła przyjaciółka Bogny. – Wasza relacja jest niesamowita. I myślę, że to przez ciebie, dlatego chcę się z tobą pieprzyć.

- Nieprawda! To po prostu seks, który nam obojgu daje dużo satysfakcji – zaprzeczyłem. Próbowałem ponownie odsunąć ręce Lidii od siebie, ale była sprytna. Robiła uniki i kontynuowała rozpinanie koszuli.  

- Ooo nie, mój drogi. – Kiwnęła głową przecząco moja rozmówczyni. – Przed tobą nie muszę udawać świętej. Wiele razy miałam świetny, wręcz boski seks, ale ani ja, ani moi partnerzy nie zachowywali się tak jak Bogna w stosunku do ciebie. To coś innego, dlatego… cóż, wiesz co się stanie tu i teraz.

- Nic się nie stanie – chwyciłem i unieruchomiłem dłonie Lidii.  

- Słuchaj, mówimy dużo o Bognie, ale teraz trochę o mnie – Przyjaciółka Bogny uwolniła się od mojego uchwytu. Z marsową miną dodała. – Bardzo źle znoszę odmowy. Naprawdę koszmarnie.  

- Nie strasz mnie! Nie szantażuj! – jęknąłem. Nie tylko z desperacji, ale dlatego, że rozmówczyni wsunęła dłoń pod rozpięta koszulę i potarła mój sutek. – Zresztą, już mnie zaliczyłaś, więc powinnaś wiedzieć, że to nic specjalnego.  

- To było dawno, ale masz rację – przyznała Lidia. – Musiałam się tobą dzielić i nie wiem, czy to były odpowiednie okoliczności. Teraz jesteśmy tylko we dwoje. Wiele razy patrząc na zachowanie Bogny myślałam o tym, żeby mieć cię tylko dla siebie.  

- Nie jesteśmy tylko we dwoje – jęknąłem ponownie, a moja koszula odleciała na jedną z półek pobliskiego regału. – Bogna jest dosłownie kilkanaście metrów od nas.  

- Bądź już cicho! – mruknęła Lidia, napierając na mnie swoim ciałem. Chcąc nie chcąc, opadłem na starą kanapę. – A skoro martwi cię obecność Bogny, to mam radę. Staraj się nie wyć z rozkoszy.  

- Lidia!

- Ciii, zamilcz – Przyjaciółka Bogny ściągnęła bluzkę. W bladym świetle zamajaczyły obfite piersi, nie skrępowane biustonoszem. Usiadła mi na kolanach i powiedziała z uśmieszkiem błąkającym się na ustach. – Bardzo źle znoszę też brak zaangażowania u kochanków. Postaraj się, nie kombinuj, żeby to odwalić i mieć z głowy. Zrób to tak, jak do tej pory zawsze robiłeś z Bogną. Tylko tyle, chyba nie żądam zbyt wiele.  

- A gdzieżby – odpowiedziałem kpiąco, pogodzony z tym co miało nadejść.  

- Grzeczny chłopak!

Tliła się we mnie myśl, że robię bardzo źle. Ostatnio miałem wiele przemyśleń na temat tego co się działo ze mną przez niemal rok. Powinien posłać Lidię w diabły, a jeszcze być może opowiedzieć Bognie jaką ma "sympatyczną" przyjaciółkę. Powinienem, ale tego nie zrobiłem. Lidia była namolna i uparta, ale wystarczyło ostro się postawić. W tym konkretnym momencie przerosło mnie to jednak. Stare nawyki wróciły. Emocje i podniecenie wzięły górę nad właściwą postawą. Cóż, jestem jaki jestem, być może tylko sobie wmawiam przyzwoitość i właściwy kompas moralny.  

To tyle w temacie nawrócenia Michała.  

Zagarnąłem jedną z piersi w dłoń, a do drugiej przylgnąłem ustami. Wodząc językiem po brodawce i wokół sutka, jednocześnie pieściłem ręką ściskany biust. Lidia westchnęła zadowolona, przymykając oczy. Rozpięła po chwili mój rozporek, a gdy uniosłem tyłek, sprawnie ściągnęła ze mnie spodnie. Po chwili nie miałem też na sobie slipek. Złapała kutasa, przeciągając dłonią po twardym trzonie. Pieściliśmy się tak dobrą chwilę, a potem wsunąłem jedną dłoń pod spódnicę przyjaciółki Bogny. Poczułem wilgotne ciepło. Sięgnąłem głębiej, docierając do bielizny. Majtki kochanki były wilgotne od soków.  

- Chodzę taka mokra od paru godzin – wydyszała Lidia. – Myślałam cały czas o takiej okazji.  

- No to się doczekałaś! – mruknąłem, wciskając palec pod materiał majtek. Byłem poirytowany, że pozwoliłem sprawą tak się potoczyć. – A skoro chcesz konkretną wersję Michała, to dostaniesz.  

Zsunąłem partnerkę z kolan. Energicznie ścignąłem z niej spódnicę, a potem majtki. Nie siliłem się na subtelność. Wpadłem w znajomy tryb ostrej zabawy. Skoro Lidia pragnęła zaangażowania to je dostanie. Niech nie myśli, że to ona jest górą.  

Przyjaciółka Bogny osunęła się na kanapę w pozycji półleżącej. Wsunąłem dłoń między uda partnerki i energicznie potarłem wargi sromowe. Potem zacisnąłem palce na guzki łechtaczki. Lidia jęknęła, szarpiąc jednocześnie biodrami.  

- Ciii! Mieliśmy być cicho! – warknąłem, uderzając otwartą dłonią w prawą pierś kochanki. Potem poprawiłem w drugą.

- Ooo, będzie na ostro – Lidia spojrzała na mnie wyzywająco. – Mhm… fajnie.

- Potrzebny ci knebel – stwierdziłem, podtrzymując twarz Lidii za żuchwę. Pociągnąłem w dół, a przyjaciółka Bogny domyślnie otworzyła szeroko usta. Zapakowałem w nie fiuta. Energicznie. Głęboko. Prawie po same jaja.  
Parę chwil temu miałem wątpliwości, ale podniecenie wzięło nade mną górę.
Poczułem falę rozkosznej przyjemności. Wycofałem penisa, a potem pchnąłem ponownie.  

Lidia przyjęła sztych dzielnie. Zdecydowanie, nie była to dla niej pierwszyzna. Kiedy zacząłem ją rżnąć w usta, doskonale sobie poradziła. Nie przesadzę, jeśli powiem, że dorównywała niejednej gwieździe filmów dla dorosłych. Wsunąłem palce między loki partnerki, dociskając głowę bardziej do krocza. Tętno przyspieszyło. Krew burzyła się w żyłach.  

Partnerka objęła rękami moje biodra, opierając dłonie na moich pośladkach. Pieprzyłem kochankę w usta, aż w pewnym momencie poczułem ból. Lidia z dziką rozkoszą wbiła paznokcie w mój tyłek.  

- Za grzecznie dla ciebie, co? – Kolejne klepnięcie wylądowały na piersiach przyjaciółki Bogny. Blada skóra zaczerwieniła się punktowo. – Chcesz ostrzej, tak?  

- Chcę! Jak cholera! – syknęła Lidia, wymierzając mi siarczysty policzek.  

Ból wzmógł podniecenie. Skumulowane w ostatnim czasie emocje eksplodowały.  

Odsunąłem od siebie kochankę, pchając jednocześnie na kanapę. Wysunąłem toaletkę zza kanapy, całkowicie zapominając o zachowaniu ciszy. Odgłos przesuwania wypełnił ciszę nieprzyjemnym szuraniem. Chwyciłem leżące na pobliskim regale opaski zaciskowe. Spieszyłem się, ale chwilę to trwało. Pomimo tego, Lidia nie zrobiła nic, żeby mnie powstrzymać.  
Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Drugą ręką sięgnąłem ponownie do krocza kochanki, po czym ponownie zacisnąłem palce na żołędzi łechtaczki. Jęknęła, a ja warknąłem.

- Pokaże ci zaangażowanie!  

- I dobrze! – Odpowiedziała zaczepnie, lgnąc do mnie ustami. Przygryzła mi dolną wargę, na której poczułem metaliczny smak krwi.  

Oparłem przyjaciółkę Bogny o toaletkę, a potem pchnąłem do przodu, tak, że górną część ciała oparła o blat. Na całe szczęście mebel był stabilny. Spokojnie wytrzymywał napór ciała Lidii. Rozciągnąłem partnerkę na blacie, tak, że dorodny tyłek lekko wystawał spoza blatu. Potem rozłożyłem ręce kobiety i przywiązałem do toaletki opaskami. To samo zrobiłem z nogami, rozsuwając je, na ile pozwolił rozstaw nóg mebla.  

Byłem zadowolony ze swoich wysiłków, więc ochoczo zabrałem się za przyjemniejsze działania. Trąc energicznie wargi sromowe oraz żołądź łechtaczki sprawiłem, że Lidia zadrżała. Do pieszczot dołożyłem jeszcze uderzenia opaskami, które pozostały niewykorzystane. Trzema plastikowymi wstążkami smagałem pośladki partnerki, która wiła się na toaletce, na ile pozwalały więzy. Po kilku razach blada skóra nabrała krwistych rumieńców.  

Emocje buzowały we mnie potężnie. Dominacja nad kochanką wzmagała moje podniecenie. Atrakcyjne, zadbane ciało Lidii było całkowicie na mojej łasce. Napięcie, które towarzyszyło mi w ostatnim czasie znalazło upust w dzikiej przyjemności z panowania nad partnerką. Dałem się opanować tej pokusie i było mi z tym dobrze. Paliła mnie wzburzona rozkosz.  

Boleśnie odczuwałem potężny wzwód. Musiałem dać upust skumulowanej energii, która rozrywała skrawki mojego ciała. Oparłem dłonie na biodrach kochanki, po czym pchnąłem potężnie. Lepkie wnętrze partnerki okazało się nad wyraz gościnne. Kutas zagłębił się w cipkę bez żadnych oporów. Przymknąłem oczy, skupiając się na doznaniu. Pulsująca przestrzeń zacisnęła się na kutasie. Zebrałem się w sobie, a potem zacząłem rżnąć Lidię.  
Energicznie. Ostro. Potężnie.  

Przyjaciółka Bogny z początku tłumiła jęki, które cisnęły się na jej usta.  Jednak poddała się ostatecznie. Rozkoszne odgłosy były dodatkowym bodźcem pobudzającym zmysły. Pieprzyłem, chłonąc lubieżną pieśń. Po chwili, pośliniłem palec i wsunąłem go bez namysłu w tyłek kochanki. Lidia na chwilę znieruchomiała, ale nie oparła się nowej pieszczocie. Przez dobrą chwilę obrabiałem obydwie szparki. Postanowiłem zakończyć w zadku partnerki.  

Przytrzymałem fiuta u nasady, nakierowałem odpowiednio, a potem naparłem na wąski wąwóz między pośladkami Lidii. Spenetrowany przez moje palce anus był gotowy na przyjęcie kutasa. Powoli, kawałek po kawałku wszedłem w mały, ciemny otwór. Ciało kochanki drżało pod wpływem nowego doznania. Gdy poczułem opór, rozparłem się w ciasnym wnętrzu i zacząłem rżnięcie.  

Dla Lidii był to potężny zastrzyk nowej, potężnej przyjemności. Zaspokojenie najskrytszych żądz. Szarpała na ile mogła biodrami. Jęczała coraz głośniej, aż wtuliła twarz w przedramię, by stłumić miłosne odgłosy. A ja nie miałem dość. Mało mi było, że pieprzyłem partnerkę analnie, to dołożyłem jeszcze pieszczotę cipki. Odszukałem palcami wilgotną bruzdę, po czym wsunąłem palce między nabrzmiałe fałdki.  

Nikła jasność przed mną zanikała. Mój wzrok błądził na ciele kochanki rozpostartym na toaletce. Cały pulsowałem rozpaloną żądzą. Najmniejsza cząstka podniecenia zdawała się być ogromem rozkoszy. Poddałem się wspaniałości doznań. Czułem zbliżające się spełnienie.  

Lidia musiała być w podobnym stanie. Doskonale wyczuwałem coraz gwałtowniejsze spazmy ciała kochanki. Energicznie szarpanie bioder. Całą sobą sygnalizowała zbliżający się orgazm. Wreszcie zacisnęła dłonie na brzegu blatu, zastygła i jęcząc zaczęła szczytować. Doszła po kolejnych kilku sztychach, ale ja potrzebowałem jeszcze chwili, by do niej dołączyć.  

Gdy przebudziła się moja wewnętrzna bestia, sprawy potoczyły się szybko. Fala rozkoszy uwolniona z lędźwi, popłynęła ku ujściu, by dać mi ostateczną rozkosz. Kaskada nasienia wystrzeliła, gdy byłem w kochance. Stęknąłem ciężko, delektując się chwilą uniesienia. Wycofałem się lekko, pozwalając spermie wydostać się z anusa. Perlisty wylew otoczył mojego fiuta, a następnie leniwą strugą spłynął w dół. Wysunąłem się z partnerki, pozwalając by ostatnie ciekłe pociski trysnęły na tyłek i plecy Lidii. Zadowolony, klepnąłem przyjaciółkę Bogny z uznaniem w zadek.  

Na miękkich nogach podszedłem do kanapy, po czym opadłem na nią zmęczony. Spojrzałem w stronę kochanki. Twarz Lidii poczerwieniała, ale z zamglonych oczy wyzierało zadowolenie.  

- To było coś – wydyszała, a ja uśmiechnąłem się tryumfalnie. Nabyte przez wiele miesięcy doświadczenie procentowało i dawała gwarancję sukcesu. Rżnąć potrafiłem jak mistrz piły łańcuchowej.    

W końcu z trudem się podniosłem i uwolniłem kochankę, przecinając opaski kombinerkami znalezionymi na regale.  

- Muszę przyznać, pieprzyć umiesz wybornie – przyznała Lidia. – Tylko, że to wciąż tylko bardzo dobre rżnięcie. Z chęcią bym do niego wracała, ale żeby tak się uzależnić jak Bogna. Nie rozumiem tego nadal.  

- Ja też wielu rzeczy nie rozumiem – odparłem, szukając koszuli. – Nie wszystko trzeba ogarniać rozumem.  

- Może masz rację – zgodziła się Lidia – Jednak liczyłam, że jak mi zrobisz dobrze, to oszaleję i będę jak Bogna.

- Sorry, że nie wyszło, ale dostałaś co chciałaś – powiedziałem. – Wracajmy do domu i postaraj się jutro nie zdradzać swoim zachowaniem, że się pieprzyliśmy.  

- Nie musisz mi tego mówić – oznajmiła Lidia, kończąc się ubierać. – Nie zrobiłabym tego Bognie.  

- Byłoby lepiej gdybyśmy obydwoje nie zrobili tego, co przed chwilą – stwierdziłem ze smutkiem.  

- Ja nie żałuję – powiedziała Lidia, puszczając do mnie oko. – Ale teraz już chodźmy.  

Kiedy kwadrans później zwaliłem się na łóżko, usnąłem w okamgnieniu.  

Rano, podczas śniadania Lidia starała się jak mogła, żeby nie wyglądać na przesadnie zadowoloną. Szło jej nieźle, a Bogna też sprawiała wrażenia, że nie wie o naszej nocnej przygodzie.  

- Pójdziesz ze mną po śniadaniu na spacer? – spytała szkolna dyrektorka. – Pobliski las pachnie o tej porze rewelacyjnie.  

- Jasne, z przyjemnością – odpowiedziałem, a Lidia za plecami przyjaciółki uniosła kciuk do góry i puściła oko.  

Spacerowałem z Bogną ponad dwie godziny. Rozmawialiśmy, milczeliśmy, trzymaliśmy się za ręce i przytulaliśmy. Było miło, ale mnie gryzło sumienie. Nocny seks z Lidią był zajebisty, ale zupełnie nie na miejscu i nie w porządku.  

C.d.n….









  







































  

  


    











































Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 14696 słów i 83472 znaków, zaktualizował 30 kwi o 12:59.

2 komentarze

 
  • Użytkownik Noname

    Oprócz "standardowych" literówek i mylenia płci (do czego NIE przywykłem i NIE zamierzam tego poprawiać, ponieważ to NIE MOJE zadanie), w tej części dochodzi jeszcze ( o zgrozo! ) spartolenie fabuły.
    Jakim cudem Michał, z jednej strony tak zauroczony Gabrielą Ruiz, że nie postąpił z nią jak z innymi do tej pory (mało tego, jeszcze opowiedział tyle o sobie dziewczynie, z którą nie spał, a więc nie ma żadnych gwarancji na jej lojalność) i zaczął zastanawiać się nad swoim życiem (czego konsekwencją była odmowa seksu z Bogną, która z kolei naturalnym trybem po wiadomych wydarzeniach czuła się zbrukana i chciała przez bliskość z Michałem udowodnić sobie, że nie jest tylko seks zabawką), z drugiej strony po twardej rozmowie z Sylwią Morgan i "rozmazanym na gębie złośliwym uśmieszku" postąpił tak, a nie inaczej z Lidią?!?
    I jeszcze dowiedział się, że Bogna, to wrażliwa osoba (czyli wykręcił jej z premedytacją bardzo bolesny numer).  
    Powinien iść za ciosem (mając w pamięci rozmowę z Sylwią Morgan) i posłać w diabły nachalnego MILF'a (który jeszcze próbuje mu grozić), warcząc przy tym, coś w stylu; "Może i jesteś zła na Sylwię, jednak jak widzę masz z nią całkiem sporo wspólnego!".  

    Porażający brak konsekwencji...

    12 godz. temu

  • Użytkownik Iks

    @Noname Witaj wierny Czytelniku. Miło zobaczyć komentarz kogoś, kto jest z Michałem od początku. Natomiast co do poruszonych przez Ciebie kwestii. Literówki, są i będą u mnie zawsze, jak pisałem nie raz sam sobie jestem korektorem i nie wyłapuję wszystkiego. Tym bardziej, że nie są to - moim zdaniem - literówki dramatyczne tylko właśnie takie łatwe do przeoczenia. Co do zmiany płci. No, na pewno nie tak to się odbyło :).  To jest tak jak z literówką, czasem wbije mi się końcówka "em" zamiast "am" i odwrotnie i też czytając później całość w celu korekty, w natłoku tekstu nie wyłapuję tego. Ale, oczywiście masz rację, są to błędy. W kwestii natomiast ostatniego zarzutu. Jeśli poraził Cię brak konsekwencji fabularnej to w sumie dobrze. Już tłumaczę dlaczego. Taki był zamysł, żeby pokazać, że Michał ze sobą walczy, że tu niby porządnieje, ale jeszcze stare nawyki dochodzą do głosu. To miał być taki moment w jego historii. A z Lidią tak postąpił, bo dawne instynkty się właśnie przebudziły, dodatkowo babka go wkurzyła, stąd takie, a nie inne zbliżenie. Tak to miało wyglądać. Jeśli tak nie jest, to wynika to ze zbyt słabego opisania tego przeze mnie (co tez jest wadą). Są tam wtręty, które miały na to rozdarcie Michała (przypominam, że chłopak jest młody, a ja znam starych byków, którzy robią raz tak, a raz inaczej) nakierować, ale widać są zbyt słabe. I tu dochodzimy do pewnej kwestii. Nigdy nie twierdziłem, że ze mnie jakaś bardzo dobra,, że nie wspomnę wybitna jednostka pisząca. Jestem pisarczykiem, który lubi w tworzenie historii. Stąd pewnie takie a nie inne słabości moich tekstów. Pozdrawiam. Dobrej Majówki życzę.

    10 godz. temu

  • Użytkownik Iks

    Dobry wieczór, wszystkim. 38 już część historii Michała oddaję do Waszej dyspozycji, Drodzy Czytelnicy. Jak zawszę liczę, że nie zawiedziecie się i spędzicie trochę fajnego czasu na lekturze. Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej Majówki.

    21 godz. temu