Przypadek Michała cz.XXVI

Przypadek Michała cz.XXVI****

Odkąd tylko poznałem nieco lepiej zjawisko o imieniu Anita, fascynowały mnie barwy jej oczu. W zależności od tego, jaki nastrój miała w danej chwili anglistka, potrafiły być naprawdę różne. Przy takiej kobiecie, facet mógł się naprawdę zapoznać z prawdą trudno przyswajalną dla płci brzydszej, że ten sam kolor może mieć wiele odcieni.

Dziś, gdy do mnie przyszła była tak zaoferowana, że nie dostrzegała ważnych szczegółów. Zamknąłem za nią drzwi, ale celowo - niech żyją niecne plany! -nie przekręciłem zamka.  
Zaraz po tym jak przekroczyła próg mojego burdeliku pod patronatem Chrobrego zapoznałem się z kolejnymi, nowymi barwami jej ślicznych ślepi. Pocałunek, którym mnie witała, gdy byliśmy tylko we dwoje, nie miał takiej siły rażenia jak zawsze. Nie przylgnęła wargami do mnie zbyt namiętnie. Usta musnęły mnie szybko i niecierpliwie.  

- I co? Udało się coś załatwić w sprawie tej nawiedzonej wariatki? - spytała, a ja przez krótką chwilę analizowałem barwę tęczówki jej oka. Ciekawe, jakiego określenia doczekałby się ten odcień.  

Tydzień temu był o wiele ciemniejszy. Bardziej mroczny. Wściekły.  
Gdy wsiadłem wtedy do żółtego Fiata, miałem wrażenie, że znalazłem się w strefie burzy z piorunami.

- Michał, ta popieprzona jędza mnie wykończy! - Usłyszałem na powitanie.  

- Uspokój się i powiedz, co się stało? - spytałem.

- Walnięta Tracz czepia się o większość moich decyzji - oznajmiła anglistka przez zaciśnięte zęby, ciskając gromy wzrokiem. - To bym jeszcze zniosła, ale wysłała też do kuratorium dwa pisma, w których udowadnia, że moje decyzje były szkodliwe i sprzeczne z zasadami, którymi powinien kierować się nauczyciel.  

- Jakie to decyzje?

- A czy to ważne! To wyssane z palca bzdury, które mają tylko stworzyć wrażenie, że pani Grześkowiak nie nadaje się do tej roboty i... - Anitę znów ponosił gniew. - ... i ogólnie jestem do dupy.

- Nie jesteś, ale masz świetną - spróbowałem rozładować lekko napięcie.

- Akurat teraz ci się zebrało! - warknęła niezbyt miło belferka. Jak widać zawoalowane komplementy nie zawsze się sprawdzają.  

- Chciałem, żebyś trochę spuściła ciśnienie - wyjaśniłem z niewinną miną.

- Posłuchaj mnie Michałku. Mam nerwy, bo przy okazji tych bzdurnych oskarżeń, kilkoro dociekliwych ludzi może się bardziej zainteresować moją osobą. - Ciemne, kobaltowe oczy Anity wwiercały się we mnie. - Nietrudno sobie wyobrazić, że przy okazji, może wypłynąć na wierzch, to co się działo między mną, Banasiem i dziewczynami. Mam nadzieję, że rozumiesz powagę sytuacji?

- Doskonale, dlatego najszybciej jak się da spotkam się z odpowiednimi ludźmi, aby zaradzić coś w tej sprawie - oświadczyłem.

- Very well, skarbie. - Blado uśmiechnęła się anglistka. - I sorry, że naskakuje na ciebie, ale wydaje mi się, że mam powód.  

- Nie ma sprawy.  

- Obiecuję, że jak to wyprostujesz, to postaram się wskoczyć na większy stopień oddania. - Mrugnęła znacząco, co było kosmiczną zmianą nastroju w tej sytuacji. - Stanę się twoją niewolnicą.

- Przecież i tak prawie nią jesteś - stwierdziłem, nie bawiąc się w konwenanse.  

- "Prawie" robi różnicę - usłyszałem w odpowiedzi, a zaraz po tym dłoń Anity przesunęła się po moim kroczu.  

Nie zdobyłem się na odpowiedź. Westchnąłem jedynie głęboko, myśląc o tym, że znów muszę spotkać się z Chrobrym. Na ten moment tylko jego szef mógł wpłynąć na Banasia, a przecież to radny krył się za szalejącą niczym zaraza Marzeną Tracz.  

Tak było tydzień temu.

Pora jednak wrócić do teraźniejszości.

Przez chwilę wstrzymywałem się z odpowiedzią, podziwiając wygląd Anity.  
Ubrała się naprawdę seksownie. Do tego te bajeczne włosy. Odkąd przyznałem, że mnie zauroczyły, nie zmieniała uczesania. Byłem cholernym szczęściarzem.  

- Rozmawiałem o Tracz ze swoimi znajomymi - odpowiedziałem wreszcie, widząc zniecierpliwienie anglistki. - Radny Banaś miał ponoć niezapowiedzianą wizytę, podczas której jasno mu powiedziano, że jeśli przy okazji wygłupów pani Marzenki wyniknie sprawa z seks aferą to ma zasadniczo przesrane.

- A nie można jej nakazać, żeby się odwaliła ode mnie? - Nie dawała za wygraną Anita, choć wyraźnie była spokojniejsza.

- Niestety. Wszelkie pomysły chudej wiedźmy, nie dotyczące obwoźnego burdeliku Banasia, w którym brałaś czynny udział nie obchodzą moich znajomych - oznajmiłem, wzruszając ramionami.  

- Ona jest niczym kolejna plaga egipska - jęknęła nauczycielka, kierując się do kuchni. - Głodna jestem.

Otworzyła lodówkę, lustrując jej wnętrze w poszukiwaniu czegoś, co zaspokoiłoby jej apetyt.  

- Nie martw się, coś wymyślimy, żeby dopiec wstrętnej babie - stwierdziłem, coraz mniej zainteresowany tematem Marzeny Tracz. Spieszyłem się do ciała Anity. Do jego zmysłowych zakamarków i bajecznych kształtów.

- Sugeruję, że lepiej, by stało się to szybciej niż "nie wiadomo kiedy"- żachnęła się piękna belferka, decydując się na zestaw croissant i jogurt naturalny. Oparła się o szafkę kuchenną, rozpoczynając celebrację jedzenia. Białe mazidło wylądowało w małej misce, a słodka bułka w lewej ręce belferki.  

Podszedłem do niej bliżej. Pachniała, jak zwykle, zmysłowo. Owinąłem rękę wokół talii anglistki, w duchu wielbiąc tego, kto stworzył, taki chodzący ideał piękna. Wyczułem lekkie drżenie. Moja najwartościowsza zdobycz westchnęła cicho.  

- Taki jesteś niecierpliwy? - Figlarny uśmieszek rozpromienił twarz Anity. -  

- Przy tobie? Zawsze! - wyznałem, starając się modulować głos, aby był jak najbardziej zmysłowy.  

- Ale to tylko jogurt, a nie obiad z dwóch dań. Zaraz skończę. - Roześmiała się belferka.

- Ja przy tobie jeść nie muszę - oświadczyłem z powagą. - Kiedy jesteś przy mnie, żyję tobą.

- Skąd ty bierzesz te teksty, Michał? - Anita przerwała jedzenie, patrząc na mnie powłóczyście. Teraz jej oczy miały jeden z dwóch odcieni, które uwielbiałem najbardziej. - I czy to jest przytyk, że jak też tak powinnam mieć?

- Byłoby miło - stwierdziłem, udając zawiedzionego. W jednej chwili przyszedł mi do głowy pewien pomysł, dlatego sięgnąłem szybko po łyżeczkę do szuflady.  

- Panie aktor, nie świruj mi proszę! Wiesz, że będąc z tobą wchodzę w stan, który mi ciężko zrozumieć - oświadczyła słodko moja ulubiona nauczycielka. - Naprawdę ciężko. Jak ty to kurde robisz?!

- To się nazywa zwierzęcy magnetyzm czy jakoś tak - wzruszyłem ramionami, nabierając porcję jogurtu na łyżkę.

- Znałam takich facetów, u ciebie to coś więcej - Anita mówiąc to obserwowała trajektorię ruchu mojej dłoni, która wbrew przeznaczeniu zmierzała nie tam, gdzie powinna.  

- Dajmy temu spokój - mruknąłem, pozbywając się białego ładunku z łyżki. Jogurt wylądował idealnie tam gdzie chciałem czyli w kuszącej szczelinie między piersiami belferki. - Mamy poważniejsze sprawy na głowie. Ubrudziłaś się, trzeba cię rozebrać.

- Bezwstydny spryciarz! - jęknęła Anita, odstawiając na bok miskę. - A może wystarczy to tylko zebrać łyżką?

- Zobaczmy - zaproponowałem, kończąc rozpinanie guzików. Szybko pozbyłem się bluzki, a zaraz po niej gustownego biustonosza. - Czy mi się zdaje, ale problem jest poważniejszy.  

- Jak to?

- Jest tu tego więcej - oznajmiłem cicho, przyklejając kolejną porcję jogurtu do ciała nauczycielki. Tym razem centralnie na środek prawego wzgórza piersi, zakrywając sterczący sutek. Anita zadrżała lekko pod wpływem kontaktu z zimnem, ale jednocześnie widziałem, że w jej oczach pojawia się kolejny odcień. Drugi z tych mocno przez mnie hołubionych.  

- I co teraz będzie? - mruknęła wyzywająco.  

- No nie wiem, na drugiej piersi mamy ten sam kryzys. - Powtórzyłem zabieg z jogurtem, kontynuując grę.

- To słabo. To bardzo słabo - westchnęła anglistka, gdy przylgnąłem wargami, do pokrytych jogurtem mlecznych półkul.  

Lizałem i ssałem je powoli, ale pomimo tego jogurt szybko zniknął ze złocistej skóry, pozostawiając po sobie lepkie plamy. Osunąłem się niżej, by pozbawić partnerkę niższych części garderoby.  

- Hola, hola mój chłopcze, tam nie ma sytuacji kryzysowych, chyba? - Figlarne ogniki zamigotały w spojrzeniu Anity. Kolejny z odcieni.

- Na pewno są. Jestem tego niemal pewien - oświadczyłem drżącym z emocji głosem. Nic nie poradzę, że tak na mnie podziałała zachęta nauczycielki na dalsze działania brudzące.  

Dopadłem do miski, by zaczerpnąć dużą porcję zawartości naczynia. Pociągnąłem za brzeg spódnicy, czyniąc wyłom między nią a ciałem. Odszukałem trochę głębiej rajstopy oraz majtki, by z nimi zrobić to samo. Dopiero wtedy przechyliłem łyżkę, strząsając jogurt w powstałą czeluść.  
Anita ponownie zadrżała w konfrontacji z zimną, kremową substancją, ale dzielnie trzymała fason.

- To chyba rozwiewa wszelkie wątpliwości, prawda? - spytałem, czując coraz większe podniecenie.  

- Kompletnie i nieuchronnie, Michałku - jęknęła lubieżnie belferka, zachęcająco rozsuwając zamek błyskawiczny przy swojej spódnicy.  

Nie przeciągałem w nieskończoność tego momentu. Pozbawiłem szybko partnerkę zbędnych część odzienia, delektując się odkrywanymi fragmentami boskiego ciała.  

Na tą chwilę uważałem, że nie ma nic piękniejszego na świecie niż naga Anita. Pomimo tego, że widok rozebranej nauczycielki nie był dla mnie nowością, w czasie naszych schadzek, wciąż dawałem się ponieść uniesieniu w pierwszej chwilach jej nagości.

Tak było też teraz. Musiałem mocno zaczerpnąć powietrza, by przywrócić jasność umysłu. Dodatkowym bodźcem stymulującym moje emocje była biała smuga jogurtu pokrywająca łono belferki.

Krew zagotowała się we mnie. Adrenalina toczyła ją w ekspresowym tempie. Uniosłem na rękach Anitę, przenosząc ją na kuchenny stół, który bardzo szczęśliwie - w tych okolicznościach - był pusty.  
Niczym podłączony do baterii Duracell królik dopadłem do lodówki, wydobywając z niej dodatkowe dwa opakowania jogurtu. Równie szybko wlałem go do miski, wypełniając ją niemal po brzeg. Cała ta operacja zadziała się w tempie błyskawicznym.

Zanim skupiłem się całkiem na nagim trofeum, oczekującym na mnie na stole, sam się rozebrałem, pozostając jedynie w slipach.  

- Nie smarujesz, nie jedziesz - oznajmiłem radośnie, korzystając z dwuznacznego powiedzenia, stojąc nad rozciągniętą na stole Anitą. Nie czekając na specjalne pozwolenia, ani znaki na niebie, powoli zacząłem pokrywać ciało belferki nową, bardziej obfitą warstwą jogurtu. Skrupulatnie, nie zapominając o żadnym newralgicznym miejscu. Piersi anglistki pokryte niemal w całości wyglądały niczym ośnieżone szczyty gór. Od nich ciągnął się schodzący w dół ku pępkowi, a potem dalej, ku wzniesieniu łonowemu mleczny szlak. Na tym się nie kończyło jogurtowe szaleństwo. Gruba warstwa białego kremu otulała krocze, zakrywając całkowicie wargi sromowe. Nie podarowałem nawet wewnętrznym stronom ud, rozprowadzają na nich cienką warstwę mlecznego specjału.  

Anita dzielnie znosiła trwającą - jakby nie było - dobre parę chwil ceremonię. Drżąca, wyczekiwała na to co nastąpi po jej zakończeniu.  

Na koniec nałożyłem małą porcję na łyżeczkę i podsunąłem do ust partnerki.

- To na twój głód - powiedziałem cicho.  

Przełknęła zgodnie, a pozostałość rozsmarowałem delikatnie na rozedrganych wargach. Odkładając na bok miskę, wpiłem się w usta kochanki, nie będąc w stanie dłużej powstrzymywać się przed konkretnymi działaniami.  

- Jesteś wariat. - Zdołała szepnąć Anita, zanim na dobre zatraciliśmy się w pocałunku.

Trwaliśmy złączeni wargami, długą chwilę. Na tyle, na ile potrafiłem powstrzymać się przed pragnieniem wstąpienia na jogurtowy szlak. Nie miałem wrażenia by była to nieskończoność.  

Gdy nasyciliśmy swoje usta, zagarnąłem śliskie, pokryte jogurtem piersi, by zacząć zlizywać z nich białą warstwę mlecznego kremu. Do stwardniałych sutków przyssałem się w momencie, gdy wyłoniły się spod jogurtowej powłoki. Skupiłem się na nich, wiedząc, że Anicie sprawia to wielką przyjemność. Nawet, gdyby ten fakt nie był mi znany, to pojękiwania belferki zdradziłyby mi, że podoba jej się moja atencja wobec guzków, wieńczących jej piersi.  

Oboje byliśmy już dobrze nakręceni i gotowi do dalszych wyzwań. W przeciwieństwie do Anity, ja jednak wiedziałem o największej niespodziance tego wieczoru. W chwili, gdy kończyłem zabiegi ssące na drugim cycku anglistki, usłyszeliśmy niepokojący hałas za plecami, a zaraz potem rozległ się głos dyrektor Bogny,

- Wszystkiego bym się spodziewała, ale taki spektakl przechodzi ludzki pojęcie! - Przybrała doskonały ton głosu. Na tyle dobrze, by skutecznie podziałał na nauczycielkę rozciągniętą na stole.  

- O Boże!!! Pani dyrektor!!! - Anita przerażona, wyrwała się z moich objęć, szukając wzrokiem swoich ciuchów. Wyglądała co najmniej dziwnie. Naga,  pokryta szerokim pasmem jogurtu. - Bogna, ja... ja nie wiem co powiedzieć!!!

- A co tu mówić? Sytuacja jest trudna, ale klarowna. - Doskonale bawiłem się aktorską grą dyrektorki. - Mamy tu ucznia, zabawiającego się w ostro i jak widzę... dietetycznie ze swoją nauczycielką.

- Bogna! Pani dyrektor..., ja zaraz wszystko wyjaśnię! - Anglistka chwyciła najbliżej niej leżącą bluzkę.  

- Daruj sobie ubieranie Anitko! To już nic nie zmieni! - Bogna również bawiła się świetnie kosztem swojej pracownicy.  

- A w ogóle skąd się pani tu wzięła?  

- Pani dyrektor, nasza ofiara zaczyna zadawać właściwe pytania - wtrąciłem rozbawiony.  

- O co wam chodzi?!

- Po kolei, dobrze. I przestań się ubierać! - Ton przełożonego Bogny zrobił swoje. Anita zamarła z bluzką w rękach.  

- Jak to, ale mi jest głupio tak... no przecież... jestem goła i ten jogurt - tłumaczyła się anglistka nieskładnie.

- Ok., a tak będzie ci łatwiej? - Oczy Bogny rozbłysły, jak zawsze w chwili, przed rozpoczęciem seksualnych ekscesów. Miała na sobie sukienkę z zamkiem błyskawicznym na froncie, ciągnącym się od dekoltu, aż po brzeg na dole. Wprawnym, szybkim ruchem zjechała suwakiem w dół. W jednej chwili główna część garderoby pani dyrektor znalazła się na podłodze.  

Anitę zamurowało jeszcze bardziej. Z rozchylonymi ustami obserwowała całą sytuację. Sprawiała wrażeniem, jakby nie wszystko do niej docierało. Było kompletnie niezrozumiałe. Nieprawdziwe i niemożliwe. Tym bardziej, że w ślady sukienki powędrowały również biustonosz i figi jej szefowej.  

- Widzisz moja droga, teraz mogę ci już zdradzić ten sekret - Naga Bogna podeszła do Anity. - W czasie, gdy ty ze wszystkich sił walczyłaś z obecnym tu jurnym Michałem, starając się przekonać mnie jakim jest złym uczniem, ja byłam wtedy pod jego niepojętym, ale niewątpliwym urokiem.  

- Co...?

- Nie miałaś szans nic ugrać. Twoje argumenty były niczym wobec tego, jak cudownie się czułam, gdy mnie pieprzył - Bogna przyoblekła twarz w swój najbardziej czarujący z lubieżnych uśmiechów.

- To... to jakieś kompletne wariactwo! - wydusiła z siebie anglistka

- Wiedziałem, że będziesz szukała wsparcia u pani dyrektor, więc cię ubiegłem - wyjaśniłem, włączając się w konwersację.

- I to jak cię ubiegł. - Mówiąc to Bogna, przewróciła oczami. - Opowiem ci o tym ze szczegółami, ale nie teraz. Za chwilę emocje związane z niespodzianką zabiją nastrój stworzony przez was dwoje, a nie chcielibyśmy chyba tego.  

Ujęła wciąż zaskoczoną, a przez tą mocno bezwolną Anitę i poprowadziła do salonu. Do tego samego, który stał się sceną grupowej zabawy ze mną i Spacją w rolach głównych. Mało tego, dyrektorka wybrała ten sam włochaty dywan na arenę naszych figli. Rozciągnęła na nim młodszą koleżankę.  

- W zasadzie to powinnam ci do tego jogurtu dosypać trucizny - mruknęła dyrektorka. - Wiedziałam, że jesteś atrakcyjna, ale tutaj, teraz... to niemożliwie, żeby być tak pięknym.

- Bogna, ja... - Anita próbowała jeszcze coś powiedzieć, ale szefowa zamknęła jej usta pocałunkiem, wcześniej dając mi znak, bym zabrał ze sobą michę z jogurtem.  

- Show must go on - mruknąłem cicho. Wracamy do gry. Dywan będzie raczej do wymiany.  

- Nałóż i na mnie warstwę! - Zarządziła Bogna, gdy podszedłem do nich. Prężąc się przede mną, nie musiała bardziej mnie zachęcać. Dorodne, ciężkie piersi wręcz krzyczały do mnie: pokryj nas jogurtem!

- Hmm, jogurt... ciekawa sprawa - mruknęła cicho Bogna, gdy skończyłem. Była pokryta białym specjałem niemal w identyczny sposób co anglistka. Tak ozdobiona zległa obok młodszej koleżanki.  

Pozwoliłem im na kilka chwil zabawy beze mnie. Anita potrzebowała odrobiny czasu, by przyzwyczaić się do nowych okoliczności i faktu, że migdali się ze swoją przełożoną, ale podniecenie szybko rozprawiło się z tymi oporami.  
Nie mogłem oderwać spojrzenia od pieszczących się na podłodze partnerek. Piękne, atrakcyjne ciała dwóch dojrzałych kobiet złączone w jedną miłosną, ożywioną rzeźbę były balsamem, dla moich spragnionych erotycznych obrazów oczu. Dodatkowym elementem była biała powłoka, którą były pokryte. W trakcie kłębienia się kobiet tracąca swój pierwotny kształt i porządek. Obydwie kochanki pełne były jasnych plam i smug w miejscach, które wcześniej były nietknięte jogurtem. Niczym para kłębiących się panter, których ciała pokryte są nieregularnymi plamami.

Dość się napatrzyłem. Przecież, to co jedynie widoczne nigdy nie zastąpi tego co namacalne. Zgodnie z tą, stworzoną przeze mnie na szybko prawdą, postanowiłem od frapującej, ale biernej obserwacji przejść do czynnego udziału w figlach.  

Zmuszony byłem rozdzielić obydwie, zajęte sobą panie. Z zadowoleniem zaobserwowałem całkowity brak wcześniejszej konsternacji u anglistki. Wypieki na ślicznej twarzy oraz roziskrzony wzrok świadczyły o tym, że przyjęła nowe reguły gry. Mało tego, doskonale się w nich odnalazła.
Pocałowałem ją najbardziej namiętnie jak potrafiłem, zagarniając jednocześnie kształtne piersi, pokryte cienką, mleczno białą patyną.

Odprowadziłem wzrokiem panią Ratkiewicz, moszczącą się między nogami swojej podwładnej. W przeciwieństwie do mnie, nie zawieszała się, by chłonąć to co dookoła. Szybko dobrała się do jamki Anity, co poznałem po głuchych pojękiwaniach i drżeniu ciała nauczycielki angielskiego.  
Nie chcąc pozostać w tyle, otuliłem wargami sutek jednej z jej piersi, pieszcząc drugą dłonią.  

Trwało to dobrych kilka minut, gdy obdarzaliśmy Anitę mnóstwem przyjemności. Ja skupiałem się na tym, co od pasa w górę, a Bogna na tym co poniżej. Posągowo pięknym ciałem anglistki wstrząsały dreszcze potężnej przyjemności. We mnie samym rodziły się nowe pierwiastki podniecenia.  

Po jednym z kolejnych silniejszych spazmów Anita uznała, że pora nieco zmienić układ gry. Tym razem adresatem pieszczot stała się Bogna. Ponownie przypadła mi w udziale górna część ciała, ale nie narzekałem. Nie do końca naturalne, ale przez to kształtne i dorodne cycuszki pani dyrektor były wdzięcznym obiektem moich erotycznych starań.  
Choć wkładałem w nie całe serce i umiejętności, były one niczym wobec tego, co sprezentowała swojej szefowej Anita. Po kilku chwilach, gdy jej język i palce robiły co tylko chciała z cipką dyrektorki, postanowiła nieco bardziej zaszaleć.  

Znów w ruch poszedł jogurt. Rozchyliła szeroko nabrzmiałe fałdki warg sromowych, palcem wciskając między nie biały specjał. Bez przesady, ale dość głęboko. Dopiero po kilku porcjach, przylgnęła do zapchanej jogurtem norki. Liżąc i ssąc, na przemian subtelnie i bardziej zachłannie doprowadziła Bognę do stanu, gdy pani dyrektor przestawała bawić się w subtelności.

- O kurwa, jak dobrze! - Doleciał nas, wypowiedziany drżącym głosem, jej adekwatny komentarz.  

Tego było dla mnie za wiele. Teraz ja chciałem być głównym punktem naszego trójkąta. Miałem takie kochanki, że w lot pojęły, o co mi chodzi, gdy subtelnie zacząłem zmieniać pozycję. Rozsiadłem się na kanapie, opierając wygodnie, eksponując sterczącego kutasa. Moje panie, podsunęły dywan bliżej sofy, zabierając się bez wahania za oralne pieszczoty. Stanowiły zgrany zespół. W końcu obie miały za sobą spory bagaż doświadczeń.  

W ogóle sobie nie przeszkadzały. Kiedy jedna zajmowała się moim sztywnym przyjacielem, druga skupiała się na innych rejonach mojego ciała. Zaraz po tym Bogna przesuwała dłonią otulającą trzon fiuta, podczas, gdy on sam był zasysany przez usta Anity. Kiedy doszło do podmiany i to pani dyrektor łapczywie pochłonęła dużą część pala, anglistka z właściwym sobie wdziękiem ssała moje jądra.  

Gdybym pozwolił im na dłuższą oralną zabawę skończyłoby się to na tym etapie. Nie chciałem tego. Wprawdzie, zawsze można rozpocząć drugą rundę, ale wraz z siłą daru, rosła też moja wytrzymałość. Dłużej potrafiłem się opierać finałowym fajerwerkom. Zwłaszcza, gdy miałem wpływ na regulowanie tempa i zmiany w rodzaju igraszek. W tym momencie chciałem skorzystać z tego faktu. Druga runda pewnie i tak nastąpi, ale póki co byłem w świetnym punkcie pierwszej. Na tym się skupiałem.  

Przerwałem partnerkom oralne zabiegi. Obydwie wiedziały, czego teraz pragnę.  

Wróciliśmy na rozczochrany dywan. Dyrektorka ułożyła się pierwsza, kładąc się na plecach. Rozchyliła szeroko nogi, unosząc je, gdy wsunęła się między nie Anita. Owinęła nogi wokół bioder anglistki, po czym zaczęły się całować i pieścić.
Musiałem przyznać, że doskonale wybrały pozycję. Miałem je teraz doskonale wystawione. Nie pozostało mi nic innego, jak zdecydować od, której zacznę . Kusiła mnie Anita, która jeszcze długo będzie numerem jeden moich erotycznych fantazji, ale chyba przekornie pierwsze pchnięcie skierowałem w stronę cipki Bogny. Zacisnąłem dłonie na biodrach Anity, prąc do wnętrza pani dyrektor. Nie czułem potrzeby bawienia się tempem. Od razu rozpocząłem od ostrej jazdy. Wyprowadzałem szybkie, gwałtowne sztychy, wbijając się jak najgłębiej. Coraz głośniejsze jęki Bogny dowodziły, że podjąłem słuszną decyzję.  

Mikrokosmos pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy zawirował. Czułem potężne uderzenia podniecenia. Żądza nakręcała mnie, spalając od środka moje wnętrze. Dudniły we mnie setki miłosnych werbli, którym towarzyszyło rozkoszne pulsowanie.  

Po serii szychów wymierzonych w Bognę, uniosłem lekko tyłek Anity, który zresztą ochoczo wypięła, aby ułatwić mi zadanie i wprowadziłem kutasa do wilgotnej kobiecości od tyłu. Podobnie jak w przypadku pani dyrektor, od początku wszedłem w tryb pieprzenia totalnego. Rżnąłem anglistkę, czując, że za chwilę zabraknie mi sił, tyle wkładałem w to energii.  

Jeszcze dwukrotnie dokonałem takiej samej zamiany, czując niewypowiedzianą rozkosz. Kro by zresztą nie czuł? Miałem pod sobą, najpiękniejszą kobietę promieniu setek kilometrów oraz najseksowniejszą dyrektorkę szkoły. Mogłem je zerżnąć na sposób jaki tylko przyjdzie mi do głowy, a one będą mi wdzięczne i szczęśliwe. Doprawy, trudno wyobrazić sobie więcej erotycznego farta.  

Wreszcie poczułem, że moment nadejścia orgazmu wkrótce zostanie mi oznajmiony pierwszymi sygnałami, a chciałem dobrać się do kochanek na jeszcze jeden sposób.  

Powiedziałem o co mi chodzi, a one nie czekały ani chwili, by podjąć wyzwanie. Klęknęły obok siebie, podpierając się na rękach. Ich krągłe, kształtne pupy kusząco świeciły pośladkami. Na samą myśl o tym, jak ich przyszpilę za chwilę, moje podniecenie wskoczyło na wyższy poziom.

W stojącej na podłodze misce została resztka jogurtu. Sięgnąłem po nią i wysmarowałem nim członka. Resztkę białego smakołyku wtarłem między pośladki partnerek, ze szczególnym pietyzmem skupiając się na małym otworze tam ukrytym.  

Tym razem na pierwszy ogień poszła Anita. Jeszcze nie rżnąłem jej w zadek, więc niecierpliwie chciałem mieć to za sobą. Pamiętałem jej męczarnie, gdy w ten sposób zgwałcił ją Banaś. Wtedy wiedziała, że patrzę i cierpiała straszliwie. Teraz miałem obawy, jak odbierze moją chęć na ten rodzaj igraszek.  
Niepotrzebnie.  

Niechęć i opór z tamtego zdarzenia nie istniały. Czułem wręcz niecierpliwość, widoczną w drżeniu i zachęcającym prężeniu pośladków, abym wreszcie to zrobił.  
Naparłem więc, starając się znaleźć złoty środek miedzy mocą o delikatnością. Nie jest to łatwe, ale poszło nieźle. Nabrzmiała, sino czerwona żołądź wniknęła w tylne wrota Anity. Poprawiłem raz jeszcze, a potem kolejny, aż większość kutasa zniknęła w odbycie. Belferka pojękiwała rozkosznie, a ja zachęcony tymi dźwiękami, pieprzyłem ją w tyłek.  
Obok mnie pędziły niewidzialne rydwany podniecenia. Stukot kopyt rozsadzał mi czaszkę.  

Po kilku pchnięciach, powtórzyłem ten sam manewr z Bogną. Poszło równie gładko, więc bez żadnych oporów przesunąłem granicę subtelności. Więcej siły wkładałem w każdy wyprowadzony sztych, bez znaczenia czy była to ciemna dziurka dyrektorki czy anglistki.  

Rydwany tymczasem zamieniły się w ponaddźwiękowe wehikuły, nad którymi prowadzący stracili właśnie kontrolę. Gnały przez przestrzeń wypełnioną rozkoszą, tnąc ją niczym laserowe ostrze.  

Tymczasem o krok od wspięcia się na szczyt znalazła się Anita. Skupiłem się więc bardziej na niej, choć nie odpuszczając pieszczot Bogny. Lewą ręką sięgnąłem jedynie do cipki dyrektorki, odnajdując rozpaloną, wilgotną norkę. Zatopiłem w niej palce, koncentrując uwagę na dochodzącej anglistce. Opuściłem małą, tylną dziurkę, by gładko i głęboko wniknąć w bruzdę między lśniącymi od soków wargami sromowymi. Zanurzony po jądra we wnętrzu kochanki, zacząłem szaleńczo pieprzyć belferkę, chcąc, by orgazm ogarnął ją jak najszybciej.  

Udało mi się ten zamiar doskonale. Ledwie parę potężnych sztychów wystarczyło, by Anita zatraciła się w spełnieniu. Będąc na jego skraju, napierała na mojego fiuta, kręcąc tyłkiem niczym latynoska tancerka. Po chwili  piękne, brzoskwiniowo złote ciało zastygło w oczekiwaniu na wybuch ostatecznej rozkoszy. Gdy ta nadeszła, Anita jęknęła głośno, po czym osunęła się na podłogę, wpatrując we mnie i Bognę mgliście przytomnym wzrokiem.  

Miała na co patrzeć, ponieważ nie próżnowaliśmy. Miałem nieco miękkie nogi, po tym jak zaszalałem z anglistką, więc położyłem się obok rozpalonej spełnieniem Anity. Bogna niczym drapieżna bestia, uniosła się z kolan, dosiadając mnie w jednej chwili. Rozgrzane, wilgotne wnętrze osaczyło sterczącego członka, zaciskając się na nim w jednej chwili.  

Lubiłem pieprzyć się w tej pozycji z dyrektorką. Tańcząc na moim kutasie, falowała w uniesieniu, a razem z nią dorodne, ciężkie piersi. Ich widok totalnie mnie hipnotyzował. Czując, kłębiącą się w środku żądzę i coraz bliższy finał, niczym zaślepiony nie mogłem oderwać oczu od dwóch bujających się gron dyrektorskich cycków.

Bogna w seksie zawsze szła na całość. Półśrodki dla niej nie istniały. Doskonale to było wyczuwalne właśnie teraz. Unosząc w górę tyłek, opadała na fiuta drapieżnie, bez hamulców i oporów. Miałem wrażenie, że wbijam się w nią tak głęboko, że to wbrew naturze. Z drugiej strony, taka zajadłość dyrektorki oboje nas szybko doprowadziła na ostatni odcinek przed metą. Dosłownie - finiszowe metry.  

Widząc płonący, dziki wzrok Bogny oraz czując co wyprawia jej ciało, jak długo potrafiłem, powstrzymywałem się przed przyjęciem spełnienia. Moje wysiłki nie poszły na marne. Pani dyrektor, jęcząc i przygryzając dolną wargę na przemian zadrżała ostatnimi przed orgazmem spazmami. Po chwili znieruchomiała, z całym kutasem w sobie, przyjmując finalny wybuch rozkoszy.  

Gdy zsunęła się wreszcie ze mnie, zostało mi niewiele czasu. Nie krępowana niczym bestia, tkwiąca we mnie, uwolniła magiczny żywioł. Płynąca przez mnie rozżarzona lawa, spalała każdy fragment mojego ciała. Byłem niczym podpalony lont bomby. Wyczekiwałem w napięciu na nieuchronne. Na wielkie BUM!

W końcu się stało. Anita wróciła do gry, zaciskając dłoń na umęczonym kutasie. Strumień perlistej spermy wystrzelił gwałtownie, dosięgając jej włosów i twarzy. Te porcje nasienia, które ominęły anglistkę, po krótkim locie przylgnęły do ud i brzucha Bogny.  

Byłem w siódmym niebie. Doświadczone, dojrzałe kochanki wyssały ze mnie mnóstwo energii, ale ten stan zmęczenia nie przeszkadzał mi wcale. Ważne to co było w głowie, a tam wciąż rozbrzmiewały tryumfalne fanfary. Nie zanosiło się, by szybko ucichły. Leżałem więc, spod oka obserwując partnerki, które były w podobnym stanie. Bogna siedziała na zmaltretowanym dywaniku oparta plecami o kanapę, a Anita leżała na boku, z głową złożoną na moim udzie. Pomimo chwilowego wyczerpania akumulatora, nie mogłem sobie podarować i spod oka zerkałem na piękne, każde na swój sposób, dwa kobiece ciała. Błyszczące od potu, pokryte plamkami nasienia i rozgrzane miłością. Było cudownie.

- Nieźle mnie zaskoczyliście, wstręciuchy! - pierwsza odezwała się Anita, odnosząc się do przygotowanej przez nas niespodzianki.  - Nawet nie wiecie, jak się czułam, gdy Bogna wparowała do mieszkania.

- Daj spokój kochana! Ważne co czułyśmy później, a zwłaszcza chwilę temu - zaoponowała pani dyrektor.

- A swoją drogą, podejrzewałam cię, że lubisz zaszaleć w łóżku, ale to dzisiaj... hmm, szacunek szefowo - Anita uśmiechnęła się szelmowsko.  

- No, pani dyrektor ma duży talent w tych sprawach - przyznałem, wtrącając swoje "trzy grosze".

- Nie przesadzajcie z pochwałami kochani, bo mam zamiar teraz trochę zepsuć nastrój - oświadczyła lekko zmarkotniała Bogna. - Chodzi o tą sukę Tracz.

- No proszę, tobie się też naprzykrza? - westchnęła Anita.

- Naprzykrza! To ścierwo złożyło na mnie skargę, że źle gospodaruję finansami i nie umiem się dogadać z pedagogami! - Bogna poczerwieniała lekko ze złości.

- Przecież to nieprawda, jesteś świetną szefową - oznajmiła Anita.

- Miło mi to słyszeć, z kasą też wszystko w porządku. - Bogna pokraśniała, tym razem od komplementu. - Jednak skarga poszła, smród się zrobił, a Tracz znalazła sobie sprzymierzeńca.

- Kogo?! - zdziwiłem się szczerze.  

- A jak myślisz? Kto jest jedynym, upartym, nieprzejednanym dupkiem wśród naszych nauczycieli?  

- Bujnicki!!! - odpowiedzieliśmy jednocześnie, ja i Anita.  

- Bingo! Lata koło niej jak wierny piesek - żachnęła się Bogna. - Wyczuł krew, że może dać upust swojej upierdliwości i jest mega szczęśliwy.  

- Ta fajfus jeden! - mruknąłem ze złością.  

- Uśmiejecie się, ale przyszło mi do głowy, że ten pajac w pewien sposób pasuje do czarownicy Marzeny - stwierdziła anglistka, a ja miałem wrażenie, że przez ułamek sekundy pewna myśl zaświtała w mojej głowie. Nie miała jednak przerodzić się w coś więcej, bo postanowiłem przywrócić właściwy nastrój.  

- Moje panie, obiecuję coś zaradzić a propos tej sytuacji - ogłosiłem na tyle oficjalnie, na ile mogłem. - Teraz jednak czuję, że powinniśmy się lekko odświeżyć i uzupełnić kalorie.

- Z chęcią wskoczę pod prysznic, ale czy chcę jeść, to nie wiem. - Zgodziła się ze mną częściowo Bogna.  

- Nalegam, żebyś się skusiła na jakąś niewinną bułę czy coś lekkiego - odparłem chytrze.

- Czemu tak ci na tym zależy? - zaciekawiała się Anita.

- Nie chcę, żeby się wyczerpała wam energia, gdy rozpoczniemy druga rundę naszych zmagań - Uśmiechnąłem się szeroko.  

- Taki z ciebie cwaniaczek - mruknęła anglistka, zadowolona wyraźnie z pomysłu.

- Sprytu naszemu Michałkowi nie brakuje - przyznała koleżance rację Bogna, podnosząc się do pionu. - Jeszcze więcej talentu jednak wykazuje w kwestii pieprzenia.

- Pełna zgoda - prychnęła Anita, idąc w jej ślady. - Będzie szybciej jak odświeżymy się razem. Co ty na to, szefowo?

Bogna nie odpowiedziała. Wzięła młodszą koleżankę pod rękę, prowadząc w stronę łazienki. Patrzyłem za nimi, podziwiając ich nieskrępowaną nagość. Bajeczny widok. Niełatwy do zapomnienia.  
Postanowiłem chwilę odczekać, a gdy zajmą się sobą w najlepsze, zaglądnąć do nich, by sobie popatrzeć. To będzie doskonała metoda na wzbudzenie w sobie nowych sił do następnego rżnięcia.  

Wieczór był jeszcze młody.  

****

Od czasu naszego ostatniego spotkania, próby skontaktowania się z Sandrą spełzały na niczym. Wreszcie asystentka Otisa sama zadzwoniła do mnie, by zakomunikować, że chce się spotkać. Ucieszyłem się z dwóch powodów. Po pierwsze, Sandra to świetna panna, a po drugie - byłem ciekaw tego telefonu, który przerwał moją ostatnią wizytę u Amerykanki. Liczyłem, że czegoś się dowiem w tym temacie.  

Zupełnie rozczarowało mnie miejsce spotkania. Sandra zaproponowała kafejkę w pobliżu głównego przystanku w naszej mieścinie. Wprawdzie seks z dziewczynami z mojego haremu dawno przestał być ugrzeczniony, to jednak nie planowałem bzykania się w miejscu publicznym. Tak więc - nic z numerku z panną Novak, chyba, że przewidziane się niespodziewane zwroty akcji.  

Sandra rozwiała moje wątpliwości już na samym początku. Gdy pojawiłem się w lokalu, siedziała już przy stoliku, rozglądając niecierpliwie. Widać było, że nie dysponuje rezerwą czasową.  

- Cześć Michał, sorry, że tylko w ten sposób mogę się chwilowo z tobą spotkać, ale mam lekki kryzys służbowy, a w związku z tym niemało spraw do ogarnięcia - wyjaśniła na wstępie.  

- Nie ma sprawy - odparłem, dzielnie walcząc z rozczarowaniem. - Co się w takim razie zadziało, że chciałaś mnie zobaczyć?

- Czuję się w obowiązku obwieścić ci najnowsze fakty. - Amerykanka zaczęła oficjalnie. - W sumie nie powinnam tego robić, ale to dotyczy Otisa, więc czuję, że delikatne wyjaśnienie nie zaszkodzi.

- To mów, bo zaciekawiłaś mnie mocno! - Zachęciłem Sandrę, czując, że do będzie związane z telefonem z ostatniej naszej schadzki.  

- Wieści przekazane mi przez pułkownika Kellermana zupełnie mnie zaskoczyły. - Zaczęła swój wywód Sandra, dopijając resztkę kawy.- Otis nie żyje, popełnił samobójstwo.

- Poważnie?!

- Śmiertelnie. Związane to było z tym, że miał duże kłopoty, a wojsko je odkryło - Sandra była poważna, jak rzadko kiedy. - Wiedziałam, że lubi czasem posiedzieć w kasynie, ale okazało się, że to był straszliwy nałóg. Pomimo rządowej wysokiej pensji, popadł w długi i zaczął szukać dla nich rozwiązania w wiedzy, którą posiadł.  

- Badania? - Domyśliłem się natychmiast.

- Tak. Chciał tą wiedzę sprzedać za wielkie pieniądze, ale przedobrzył. - Sandra mruknęła znacząco. - Tym bardziej, że nasz wywiad już wtedy mocno sie nim interesował. Kiedy wpadł na to, że nie wywinie się z tego bałaganu, łyknął jakąś kosmiczną ilość prochów i tyle. Znaleźli go po kilku dniach w  Providence, w pokoju jednego z tamtejszych hoteli.

- Smutne - Tyle na ten moment umiałem powiedzieć.  

- Na szczęście dla mnie, Otis robił notatki, do których wojsko dotarło po jego samobójstwie. - Sandra westchnęła z wyraźną ulgą. - W nich jasno napisał, że trzymał mnie na dystans od swoich lewych interesów, bo uważał, że wyjawiłabym je naszym przełożony.

- Myślę, że się nie mylił - stwierdziłem.

- Oczywiście, że miał rację - orzekła Sandra. - Dzięki jego szczerości, nie będę w tej sprawie podejrzaną, a jedynie świadkiem.  

- Wracasz do Stanów? - ni to zapytałem, ni to stwierdziłem.

- Tak, ale nie tak natychmiast - Blady uśmiech pojawił się na twarzy Amerykanki. -  Pierwsze ważne spotkanie komisji ma się odbyć w połowie marca i chcą żebym pojawiła się w kraju najpóźniej tydzień przed nim.  

- Czemu akurat taki termin?

- Żeby mogli się przygotować, a do tego muszę się rozliczyć ze sprzętu i pracy - objaśniała Sandra. - Wyobraź sobie, że nie mogą się doliczyć materiału skondensowanego, bo Otis dysponował nim jak prywatnym dobrem.  

- Hmm, ciekawe - Pewna idea zatliła się w mojej głowie.  

- Czemu ciekawe? Raczej dla mnie trudne, bo muszę to ogarnąć.

- Tak tylko plotę - oświadczyłem, chcąc urwać na ten moment temat. = Coś chcesz mi jeszcze powiedzieć?

- Michał, tyrałam jak wół przez wiele lat, nie biorąc sobie praktycznie wolnego - wyjaśniła Sandra. - Mam od cholery zaległego urlopu, którego cześć chcę przeznaczyć na pobyt tutaj. Powiedziałam Kellermanowi, że chce pobyć w Polsce, ze względu na korzenie i takie tam.  

- Sprytnie...

- Daj mi skończyć! Zrobiłam to głównie ze względu na ciebie, Michał. - Oczy Amerykanki pojaśniały i zaszły łzami. - Wiem, że będę musiała się z tobą rozstać, ale chcę to odwlec w czasie.  

- Sandra, mnie też będzie ciężko cię żegnać - oznajmiłem podniośle, zgodnie z odczuciami. - Jesteś ważnym elementem mojego obecnego życia, ale skoro mamy ograniczony czas, to może cieszmy się nim zamiast popadać w smutki.

- Tak zamierzam - przyznała mi rację Sandra, wymownie zerkając na zegarek. - Michał, jak się ogarnę ze sprawami dam znać. Tak bardzo brakuje mi wspólnych chwil z tobą.

- Czekam niecierpliwie - oświadczyłem z uśmiechem. - Zawsze do dyspozycji.  

- To lecę. Pa.  

Patrzyłem za nią, jak zręcznie przemyka między stolikami. Rzeczywiście było mi trochę smutno, że jedna z moich panien właśnie podała mi do kiedy nią będzie. Z drugiej strony, ile już przyjemności mi dała. Grzechem byłoby narzekać.

Nikt nie obiecywał, że życie oszczędzi mi rozczarowań.  

****

Mogłem sobie wmawiać, jaką to stałem się niewyżytą bestią, stworzoną przez koszmarne zachowanie Kornelii. Mogłem, ale uczciwej byłoby powiedzieć, że pomimo tego, że mój seks z kochankami nie był grzeczny i subtelny, to wciąż większość swoich partnerek traktowałem zgodnie z dotychczasowymi standardami. Nie były one może godne dżentelmena, ale też nie przekraczałem pewnych granic.  

Czego jednak nie byłbym skłonny zrobić z Anitą, Sandrą czy Wiktorią, to nie przeszkadzało mi w zestawieniu z żeńską częścią rodziny Sobiesiaków. Nie wiem czemu tak było, ale tak właśnie to wyglądało. Czy wpływ na tą sytuację miało to jak poznałem się z bliźniaczkami, które przecież z początku potraktowały mnie jak gówno? Czy może tylko ramy czasowe były temu winne i to, że dołączyły do moich kochanek, gdy zacząłem szukać w pieprzeniu większych, bardziej dzikich podniet?
Nie miałem zbytniej ochoty bawić się w analizy. Rozbijanie gówna na atomy, to nie moja bajka. Faktem było, że pod moją czaszką coraz częściej rodziły się pomysły na łamanie tabu oraz przekraczanie barier. A ja, wolałem pogodzić się z faktami, korzystając z możliwości spełnienia fantazji niż zwalczać to w sobie.  

Chociażby tak jak teraz, gdy ściskałem w dłoniach piersi Weroniki i Dominiki, jednocześnie obserwując jak całują się namiętnie. Dziewczyny szybko zrozumiały, że ich większe zaangażowanie jest przeze mnie mile widziane, więc ich pocałunki wyglądały tak, jakby zależały od nich losy świata.  

- Kurcze, Michał strasznie słabo, że mamy tak mało czasu - westchnęła z żalem Dominika, łapiąc oddech. - Mama wraca niedługo. Zamiast się rozkoszować cudownym rżnięciem, musimy się spieszyć.

- Nie będzie tak źle - oświadczyłem, ściągając z bliźniaczek luźne spodnie od dresów i majtki. Ich nagość spowodowała, że żądza rozpaliła mnie jeszcze mocniej. Chcąc wykorzystać stojącą obok kanapę, pchnąłem lekko na nią Weronikę, aby ułożyła się wygodnie. Nim  znalazła optymalną pozycję, chwyciłem pukiel włosów jej siostry i docisnąłem głowę w dół.  
Klęcząca Dominika wtłoczona między nogi, bez oporów podjęła wyzwanie, wtulając usta w odsłonięte zachęcająco i lubieżnie krocze.  

Sam tymczasem uruchomiłem palce dłoni, odnajdując wilgotną szparkę Domi. Mając do dyspozycji jedną, wolną rękę niezgrabnie pozbywałem się ciuchów, pocierając i sondując rozognioną cipkę.  

- Skoro czas nas goni , przejdźmy do rzeczy! - stęknąłem, wpychając fiuta w pulsujące wnętrze klęczącej bliźniaczki. Jęknęła cicho, bo nie bawiłem się w elegancję. Zakotwiczyłem w  rozpalonej, soczystej szparce wchodząc w nią aż po jądra. Zacisnąłem dłonie na talii dziewczyny, by nie mogła uciekać pupą, przed wyprowadzanymi przez mnie sztosami.  

Pieprząc Dominikę, przed oczami miałem jej głowę wciśniętą między uda siostry. Weronice pieszczoty zdecydowanie przypadły do gusty. Zagryzając dolną wargę, rzucała w moją stronę wyzywające spojrzenia. To była jej mała gra, wiedziała, że lada moment przyjdzie pora również na nią. Skoro jednak chciała podroczyć się ze mną, to nie zamierzałem ustępować. Nie odwracając wzroku, jeszcze mocniej naparłem na drugą siostrę, sprawiając, że ledwie utrzymywała równowagę na drżących nogach.  

Wreszcie uznałem, że Dominika ma dość na tą chwilę. Pozwoliliśmy jej położyć się na kanapie, a że stylowy, skórzany mebel był okazały, Weronika klęknęła nad nią, wtulając nogi w boki siostry. Zwrócona twarzą do krocza Dominiki, pochyliła się, by móc pieścić umęczoną przeze mnie cipkę. To sprawiło, że tyłek będącej na wierzchu siostry uniósł się, eksponując nabrzmiałą, lśniącą od soków szparkę. Nie pozostało mi nic innego jak wbić swojego twardziela między zaczerwienione fałdki, by równie mocno wypieprzyć drugą bliźniaczkę.  

Z dużą werwą zabrałem się za tartaczną robotę. Rżnąłem Werę od tyłu, ulegając coraz bardziej sile rosnącego podniecenia. Momentami zatracałem się, wlepiając ślepia niczym zahipnotyzowany w kręcący się tyłek kochanki.  
Rozkosz pęczniała we mnie z każdym ruchem. Zarówno wtedy, gdy wilgotne wnętrze zaciskało się na głęboko tkwiącym w nim fiucie, jak i w chwilach, gdy  niemal wyślizgiwał się z cipki.  

Miałem swoje powody, by skończyć w odpowiednim momencie, dlatego cieszyła mnie związana z darem umiejętność kontrolowania podniecenia. W tej chwili potrzebowałem, by ekstaza przyszła szybciej, więc pozwoliłem darowi, by zagotował mi krew w żyłach.

Wysunąłem się z Weroniki i gorączkowo ułożyłem obydwie bliźniaczki w nowej konfiguracji. Dominika wciąż pozostała na dole, klęcząc na podłodze, górną częścią ciała oparta o siedzisko kanapy. Siostra okraczyła ją nogami, klękając i podpierając się rękami. Piersi Wery wpiły się w plecy drugiej bliźniaczki. Obydwie kochanki cudownie wypięte, gotowe były na następną rundę pieprzenia.  

Chcąc, by finał nastąpił we właściwym momencie, zabrałem się do tego z zapałem. Obydwie panny, były mokre od miłosnych soków, więc łatwo przychodziło mi wbijać się w ich muszelki. Jęcząc coraz głośniej, szarpały biodrami przy każdym kolejnym sztosie. Starałem się dzielić nimi równo. Pięć pchnięć we wnętrze Weroniki, potem tyle samo dla Dominiki.  

Siostrzyczki dość długo niespełnione czekały na to rżnięcie. Były koszmarnie napalone, więc była duża szansa, że finałowe fajerwerki odpalą dosyć szybko. Wprowadzając kutasa w wilgotną miękkość Weroniki, zacząłem trzecią rundę posuwania z obawą, czy powiedzie się planowana przeze mnie niespodzianka.

Niepotrzebnie. Główny element mojego niezbyt misternego, ale niecnego planu pojawił się nagle, jakby wyrósł spod ziemi.
Oczy Dominiki, która akurat zerknęła w bok stały sie okrągłe jak małe spodki.  

- - O w mordę, mama! - jęknęła żałośnie. - Co... co ty tu robisz?!

W reakcji na słowa siostry, Weronika poderwała się, wyrywając się z moich objęć, uwalniając mojego członka.

- Kurwa mać! - zaklęła bezgłośnie pod nosem.  

- Dzień dobry - wypaliłem, z trudem udając powagę. Dumny byłem z siebie, że moja intryga okazała się sukcesem. - Miły dzień, prawda?

- Michał, ja doskonale zdaję sobie sprawę, że nasze relacje są nietypowe, ale z tym to chyba trochę przesadziłeś, nie uważasz? - Iwona z trudem panowała nad wybuchem gniewu. W jednej chwili jej twarz nabrał odcieniu karminowego.  

- Jakie relacje?! - Przytomnie zainteresowała się Weronika.

- Cicho! Wy lepiej zejdźcie mi z oczu, bo nie ręczę za siebie! - Matka ryknęła na skulone córki, nerwowo zbierające ciuchy z podłogi.  

- Dziewczyny zostawcie szukanie ubrania i zostańcie - zaoponowałem. - Wasza mama zareagowała w pierwszej chwili zbyt nerwowo, ale zaraz się opamięta.

- Michał, co to ma, kurwa znaczyć? - Córki chyba nieczęsto słyszały przeklinającą matkę. Świadczyły o tym ich zaskoczone miny, gdy padł najpopularniejszy przerywnik w polskim zdaniu.

- A to, że akurat ty masz słabe atuty do tego, żeby bliźniaczki objeżdżać za pieprzenie się ze mną - stwierdziłem z satysfakcją obserwując trzy zadziwione moimi słowami towarzyszki.  

- Michał, to ty jesteś po imieniu z naszą mamą? - Zdziwiła się Dominika.  

- O co ci chodzi z tą gadką o atutach? - Wtórowała jej siostra.

- Wyjaśnisz dziewczynom, co mam na myśli? - Spojrzałem Iwonie prosto w twarz. Moja mina świadczyła o tym, że nie odpuszczę tematu.  

- Michał, wolałabym, żeby to pozostało...

- Dobra, dobra! Ja bym wolał, żeby na świecie nie było głodu i wojen - burknąłem niezbyt przyjemnie. - Życie rzadko staje się koncertem życzeń, a ta chwila już zupełnie nim nie jest.  

- Michał...

- Śmiało mamuśka! Niech dziewczyny dowiedzą się po kim odziedziczyły temperament - Zachęcałem panią Sobiesiak. Nie ma zmiłowania. Scenariusz był już rozpisany.  

- Zdecydowanie wkurza mnie twoja postawa! Wychodzę, nie będę robić awantury! - odparła wzburzona Iwona, ruszając w stronę głównego wyjścia. - Dokończcie tą orgietkę i zapomnijmy o sprawie.

- O nie, moja pani! - Chwyciłem ją za rękę i przytrzymałem. Zbliżyłem się, szepcząc do ucha matki bliźniaczek. - Jeśli teraz wyjdziesz, to gwarantuje ci, że nie dotknę cię choćby małym palcem, nawet nie spojrzę na ciebie.

- Michał, ale to moje córki - jęknęła gospodyni domu, w przeciwieństwie do mnie dość głośno.

- Wszystko zostanie więc w rodzinie - oznajmiłem sentencjonalnie.

- Michał, co cię łączy z naszą matką? - Głos Weroniki drżał z emocji. W przeciwieństwie do siostry, chyba powoli docierało do niej czego nie chce im powiedzieć ich rodzicielka.

- Ok., no to trochę ci pomogę w wyznaniu prawdy - Uśmiechnąłem się chytrze. - Powiedz dlaczego pojawiłaś się właśnie teraz w domu?

- Dostałam telefon od ciebie, że jesteś w pobliżu i czekasz - wybąkała speszona matka bliźniaczek.

- Mamo!?  

- Jak to?!

- Dlaczego posłuchałaś grzecznie i przyjechałaś natychmiast? - Ciągnąłem przesłuchanie.

- Michał...

- Słucham! Mów!

- Stało się tak, ponieważ ja tak jak i wy córki, utrzymuję kontakty intymne z Michałem - wydusiła z siebie czerwona na twarzy Iwona.

- Kontakty intymne?! Co to za język? - prychnąłem. - Rżnę waszą rodzicielkę równie ochoczo jak was, a ona to po prostu uwielbia.

Dominika z wrażenia usiadła na kanapie, nie mogąc wydusić z siebie słowa.  
Weronika zareagowała inaczej.

- Jezu mamo, a ojciec?! - spytała, próbując spojrzeć w oczy matce, uciekającej wzrokiem na boki.

- Daj mi spokój! Wasz ojciec dużo wcześniej zaczął mnie zdradzać! - nerwowo odpowiedziała Iwona. - Mogłam biernie cierpieć albo zrewanżować się mu i przy okazji mieć sporo przyjemności!

- Ale, mamo...

- Dość dyskusji! Kontrowersje rodzinne omówicie sobie w późniejszym czasie - zarządziłem, ciągnąc Iwonę w stronę środka salonu. - Z tego co się orientuje pan domu może wrócić niebawem, a dziewczyny napoczęte, ja jeszcze mniej, a mamuśka w ogóle jest na początku drogi. Pora się ostro zabawić!

- Michał, to czyste wariactwo i... - zakwiliła żałośnie matka bliźniaczek.  

- Wiem. I to jest wspaniałe! - odparłem, podchodząc do niej bliżej.  - Zrobię to teraz z wami trzema, albo nie chcę ma żadną więcej patrzeć! I jak będzie?

Młode panny były totalnie zdezorientowane. Milczały, wyczekując na rozwój wypadków. W oczach Iwony wciąż tlił się mały płomień buntu.  
Chwyciłem poły jej eleganckiej koszuli i szarpnąłem z całej siły. Materiał ustąpił, wystrzeliło kilka guzików. Rozerwany top odsłonił dojrzałe, dorodne piersi otulone w koronkowy biustonosz.  
Nakręcony przez samego siebie równie bezwzględnie obszedłem się z tą częścią bielizny.

- Michał, opanuj się! Już będę grzeczna. - Próbowała oponować gospodyni domu.

Nie słuchałem jednak wcale. Nie mogąc rozerwać spódnicy, ściągnąłem ją z kobiety, szarpiąc nerwowo garderobę. Łatwiej poszło z rajstopami, z których pozostały strzępy. Dopiero wtedy lekko ochłonąłem. Nagą Iwonę, z nogami pokrytymi zwisającymi fragmentami rajstop pchnąłem jeszcze bardziej w stronę kanapy, gdzie oniemiałe czekały jej córki.  

Wszystkie trzy zachowywały się jak w przedziwnym transie. W ich spojrzeniach widziałem niepewność i bunt, ale niczym bezwolne lalki wykonywały moje polecania.  
Wszystkie ułożyły się na kanapie, wypinając w moją stronę tyłki. Dominika była od lewej strony, Iwona w środku, a po prawo druga z córek.  

Wróciłem do czynów lubieżnych równie zdeterminowany, a także - dzięki nowej sytuacji - rozpalony nową żądzą. Rżnąłem matkę z córkami, z zadowoleniem przyjmując fakt, że ich ciała poddają się podnieceniu i rozkoszy. Z początku reakcje ich ciał były stonowane, ale coraz bardziej zatracały się czując w sobie mojego kutasa.  

Dziewczyny, jako skaleczone przeze mnie wcześniej szybko oddały się we władanie ekstazy. Najpierw Dominika zamarła, wyginając plecy w łuk i z głuchym jękiem szarpnęła biodrami. Pośladki dziewczyny rozpłaszczyły sie na moim podbrzuszu. Czułem jak drży pozwalając by orgazm wypełnił ją całą. Gdy spełniona opadła na kanapę bez sił, wszedłem w jej siostrę, której również niewiele było trzeba, by osiągnąć szczyt.  
Trzy silne sztosy sprawiły, że Weronika dołączyła do siostry, kończąc nie mniej efektownie niż ona.  

Na polu zmagań pozostałem tylko ja i matka dziewczyn. Czułem w nogach dobre kilka minut ostrego pieprzenia, więc zamieniłem się miejscami z Iwoną. Oparłem się wygodnie, patrząc jak pani Sobiesiak zręcznie siada na moich kolanach, a potem odnajdując szparką twardego fiuta, nadziewa się z rozanieloną miną.

Tańcząc na mnie, kręciła mocno tyłkiem i biodrami. To było natomiast przyczyną cudownego bujania się dojrzałych piersi Iwony. Nie mogąc sie oprzeć, chwyciłem je w dłonie, ugniatając mocno, bez oszczędzania nabrzmiałych sutków.  

Zaaranżowana przeze mnie sytuacja, wywołała we mnie potężne podniecenie. Żądza pożerała moje wnętrze potężnymi kęsami. Nadejście orgazmu było nieuniknione i pewne jak podatki. Drobne z początku spazmy przeszyły mnie na wskroś. Uwolniony żywioł, żarzącym się strumieniem przelewał się w moim ciele. Czując, że jestem o krok od szczytu, uniosłem się na miękkich nogach, przytrzymując jednocześnie u nasady penisa.

Zarówno Iwona, jak i jej córki wiedziały, co mi chodzi po głowie. Kucnęły okrążając mnie lekko i wyczekując na kulminację. Nie wystawiłem ich na zbyt dużą próbę. Mrowienie w podbrzuszu wzmogło się, a w powietrzu zaczęły śmigać drobne ładunki nasienia, tworząc abstrakcyjny malunek na twarzach i piersiach moich kochanek.  

Czułem się bosko zmęczony, ale nie chciałem zostawiać pani Sobiesiak niedokończonej. Iwonie należało się spełnienie, chociażby w ramach zadośćuczynienia za postawienie jej w tak ekstremalnej sytuacji.  
Z tego powodu  ponownie skierowałem matkę bliźniaczek na kanapę, pozwalając jej na to, by położyła się wygodnie z rozpostartymi nogami.  

Skupiłem całą swoją uwagę na nabrzmiałej, lśniącej od miłosnych soków bruździe. Zacząłem delikatnie od pocierania fałdek warg sromowych, by stopniowo zagłębiać się coraz mocniej w norkę ukrytą między nimi. Poświęciłem tym zabiegom dobry moment, nie zapominając oczywiście o małym guziczku łechtaczki. Rozgniatany między moimi palcami, działał na Iwonę niczym włącznik dodatkowej energii. Drżała spazmatycznie za każdym razem, gdy zaciskałem na nim koniuszki palców.  

Po pewnym czasie, do palców dołączyłem usta, kątem oka dostrzegając, że Domi i Wera nie potrafiąc się powstrzymać, delikatnie pieszczą piersi matki. Uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do zabawy z cipką Iwony. Językiem badałem wilgotną miękkość, nie odpuszczając, coraz natarczywiej i zachłanniej. Coraz obfitsze soki sprawiały, że lepiłem się cały na twarzy.  

Emocje, nerwy i żądza okazały się mieszanką wybuchową. Szybko poczułem, że matka bliźniaczek jest gotowa na spełnienie. Szarpiąc biodrami, zastygła w końcu, przywierając mocno do mojej twarzy kroczem. Na koniec poczułem trzy krótkie, gwałtowne, ekstatyczne spazmy, a zaraz po tym rozległ się rozkoszny, finalny jęk.  

- Wasza rodzicielka, to świetna dupa, podobnie jak wy zresztą - oświadczyłem, gdy nieco już ostygliśmy z największych emocji. - Jaka matka, takie córki, to święta prawda.  

- Michał, dziś nie byłeś łagodnym kochankiem - mruknęła Iwona, zerkając z niedowierzaniem na swoje zniszczone ciuchy i podarte rajstopy. - Co cię napadło, żeby urządzać taki cyrk?! Mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz, gdy pieprzyłeś nas wspólnie?

- Cóż, pani Sobiesiak, dziś na pewno - odparłem z przekonaniem.  

- Michał, to gówniana odpowiedź - wtrąciła się Weronika.  

- Jedyna jakiej mogę wam udzielić - przyznałem, uśmiechając się chytrze. - We trójkę jesteście niesamowite, a to, że łączą was więzy rodzinne sprawia, że krew krąży mi szybciej w żyłach. Podane jako jedno danie, bardziej wydajecie mi się smakowite.  

- Ale...

- Dajcie spokój! Trzeba się ogarnąć, zanim wróci do domu tatuś i mąż w jednej osobie - stwierdziłem kategorycznie. - Krótka piłka, czy odpuszczamy sobie naszą znajomość?

- Jak to? - spytała Dominika.

- Tak to, że nie macie co robić tragedii - oznajmiłem.- Wszystko zostaje w rodzinie. Matki nie musicie się wstydzić, podobnie jak ona was. Z każdą z was chcę dalej się rżnąć i ciszyć tym mocno, ale od teraz warunek jest tego jeden. Biorę waszą trójkę tylko w pakiecie i musicie się pogodzić, że czasem będę chciał posmakować was rodzinnie.  

- Michał, to nie fair. Nie bardzo umiemy ci odmówić - przyznała Iwona.

- Mnie to pasuje, ale jak chcecie spróbować znaleźć sposób, by się mi oprzeć, to proszę bardzo. Daję wam tydzień na zastanowienie, a potem wóz albo przewóz - oświadczyłem, wciągając na siebie ubranie.  

Wszystkie trzy milczały, więc uznałem, że pora się pożegnać.

- Byłyście dziś wspaniałe. Miłego, rodzinnego wieczoru życzę - pożegnałem je, całując namiętnie, każdą z osobna.

Za progiem ich domu, poczułem wielkie uderzenie euforii. Lewitowałem, unosząc się nad ziemią. Naprawdę byłem w stanie spełnić każdą swoją fantazję. Ja cię chromolę!

C.d.n....





  




















  

  
































  


















Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 10185 słów i 56332 znaków.

10 komentarze

 
  • Michałauu

    Tęskno nam !!!

  • Poznaniak

    Nadal cierpliwie czekamy

  • Novvy

    Cierpliwie czekamy

  • 14-latka

    Kiedy następna część nie mogę się doczekać  :sex:

  • Texgh

    @14-latka znajac predkosc pisania to za 2 miesiace

  • BOB

    Jak ty to robisz, że każda kolejna cześć jest lepsza od poprzedniej. Brawo  :ciuch:

  • Namelle

    Iks, jesteś niezwykle skromny, jak na autora tak niesamowitego opowiadania, skoro twierdzisz, że jesteś tylko zwykłym gryzipiórkiem, gdyż Twój sposób przelewania myśli na papier jest nieprzeciętny. :) Czekam z niecierpliwością na następną część. Miłych wakacji! (do zobaczenia za dwa miesiące)

  • Iks

    @Namelle Dziękuję pięknie za miłe słowa. Przyjmuje je z radością, ale i z pokorą. Znam swoje miejsce w szeregu. Pozdrawiam. Życzę również Tobie świetego czasu wakacji.X.

  • Poznaniak

    Zgadzam się z przedmówcą Qaas warto było poczekać

  • Iks

    @Poznaniak Miło mi to słyszeć. Pozdrawiam Poznań. X.

  • Qaas

    Kolejna część i jeszcze lepsza od poprzednich.
    Jeśli czas oczekiwania ma mieć wpływ na jakość i treść to chyba mogę śmiało nopisać w imieniu swoim i współczytelników że chętnie znowu poczekamy na kolejną odsłonę przygód Michała.
    Iks nie musisz być skromny masz mega talent a twoje teksty są absorbujące i wciągające. Masz grono czytelników u których po przeczytaniu kolejnej części opowiadania jest niedosyt i pytanie " kiedy kolejna część"  
    Jesteś naprawdę Wielki i również przychylam się do stwierdzenia iż twoje opowiadanie może być określane arcydziełem- pozdrawiam.
    KIEDY KOLEJNA CZĘŚĆ :-) :-):-)

  • Iks

    Witam.
    Kolejna część staje się faktem. Wiem, że dużo czasu upłynęło od publikacji poprzedniej, ale nie obiecam, że będzie lepiej. Wolę Was Czytelników zaskoczyć pozytywnie niż rozczarować. Historia na pewno znajdzie swój koniec, to mogę obiecać. Chyba że zemrę. Pozdrawiam i dziękuję za cierpliwość i zrozumienie. X.

  • Mmakao

    Piękne opowiadanie, opisu są szczytem możliwość, ale zbrodnia się stała. Tak porywająca akcja ucięta w takim momencie?

  • Noname

    @Mmakao Stara sztuczka stosowana w serialach TV celem przyciągnięcia widza. Jak widać w opowiadaniach również się sprawdza.  ;)  Prawdziwy problem polega na tym, iż ten wspomniany "tydzień na zastanowienie", to będzie tak ze dwa miesiące "w realu" (czyli wrzesień najwcześniej).  :(  Dlaczego? Ponieważ osobiście nie sądzę, aby Szanowny Autor (zapracowany i zabiegany na co dzień) chciał zajmować się jeszcze dodatkowo jakąś tam pisaniną, tylko w końcu odpocząć w ramach sezonu urlopowego i wakacji.  ;)

  • Mmakao

    @Noname Fakt, ale w przypadku telewizji to dlatego że muszą zarobić (pomijam Polsat, tam to reklamy pomiędzy filmami to już mem). W przypadku pewnych opowiadań (zwłaszcza tego) renoma została już wyrobiona. Oczywistą rzeczą jest że pisanie arcydzieła zabiera czas. To wszystko w czasie wolnym. Także jest to w pełni zrozumiałe. Dzieło musi dojrzeć powoli. I tak jest lepiej aniżeli z autorem Gry o Tron 😂. Ten to jest mistrzem. Kilka lat (chyba z 6-7) pomiędzy głównymi książkami.

  • Iks

    @Mmakao Bardzo dziękuję za nazwanie mojego tekstu arcydziełem. To szalenie miłe, choć nie do końca prawdziwe. Obiecuję, że będę gorliwszy niż George R. R. Martin.

  • Iks

    @Noname Żadnych deklaracji z mojej strony nie usłyszysz, ale pisanie sprawia mi wielką frajdę i odpoczywam przy nim. Jest więc szansa, że popracuję trochę w czasie kanikułów. Być może zaskoczę Czytelników jeszcze przed wrześniem. Pozdrawiam X

  • Noname

    @Mmakao Telewizja telewizją, a budowanie napięcia znane jest już od czasów antycznych, więc nie mam o to do nikogo jakiegoś żalu. Co do renomy zaś, to i owszem, nie przeczę, jednak (przynajmniej w tym momencie) jest to "tylko" jedna seria, a wiadomo, iż "jedna jaskółka wiosny nie czyni".  ;) Inna rzecz, że Szanowny Autor przypomina mi swoją serią innego nieprzeciętnego twórcę z NE, a nieobecnego tam (niestety  :sad: ) już od czterech lat. Przypadkowa zbieżność, czy może...

  • Noname

    @Iks Ależ absolutnie żadnych nie oczekuję. Zresztą... Życie (przez duże "Ż";) potrafi zweryfikować najróżniejsze plany i obietnice, w związku z czym zawsze staram się nie robić sobie niepotrzebnej nadziei. Pozdrawiam.

  • Iks

    @Noname Jedna seria, ale jaka - ciągnie się to, jak nie powiem co. A co do podobieństw z twórcami z NE, jeśli tamten człek był nieprzeciętny to nie mogę być ja. Zwykły ze mnie pisarczyk, gryzipiórek. Bawię się pisaniem i tą historią. Także, chciałbym zdementować pogłoski, bo to... przypadkowa zbieżność .

  • Noname

    @Iks "... ciągnie się to..." - więc, to w końcu wada, czy zaleta?  ;)  Co do długości , to (choćby np. @nefer i jego "Nowy Świat Czarownic) są lepsi.  :)  Odnośnie NE zaś, to (nie chcę robić żadnej kryptoreklamy, lecz ciężko inaczej o precyzję) mam na myśli konkretnie @Coyotman'a i jego "Przygody Roberta". I powiedz/napisz proszę, że nie ma tu żadnych podobieństw...  ;)

  • Iks

    @Noname Pewne oczywiście podobieństwa są (bohater to też młody chłopak i rwie przedstawicieli płci przeciwnej hurtem, tytuły też z jednej matrycy jakby), ale tyle mam wspólnego z samym Coyotmanem co nic. Co do długości - droczę się i tyle. :). Nie sądziłem, że mi się ta historia tak rozrośnie i chciałbym tą serię dobrze skończyć. Wolno to wszystko idzie, a w głowie roją się kolejne pomysły. Ło matko, kiedy ja to ogarnę!

  • Noname

    @Iks Nie mówię, że masz mieć coś wspólnego, lecz nie byłby to pierwszy taki przypadek...  ;)  
    Odnośnie nowych pomysłów mała rada: nic na siłę. Chodzi mi o to, aby nie "udziwniać" serii w ramach walki
    z monotonią (co przy takiej długości faktycznie nie jest proste). Dochodzi do tego również kwestia aktywności bohaterów, tzn. aby nie umarli oni przez zapomnienie, a przestawali brać udział w historii Michała (jeśli zaistnieje oczywiście taka potrzeba) z uzasadnionych rozsądnie powodów.  
    Kiedy to ogarniesz? Tak, jak to robią kobiety, czyli w międzyczasie.  :D

  • Iks

    @Noname Udziwnień nie będzie, a pisząc o nowych pomysłach miałem na myśli całkiem nowe teksty. W międzyczasie, mówisz? Jak go tylko odkryję. 😀

  • Noname

    @Iks Możesz również (wzorem doktora Srange'a) spróbować medytować we śnie. ;) Kto wie? Może zadziała...  :D