Przypadek Michała cz.XXVIII

Przypadek Michała cz.XXVIIIKażdy z nas spotyka na swojej drodze ludzi, o których istnieniu wolelibyśmy nie wiedzieć. Takich, na widok, których flaki się wywracają w brzuchu, a na usta cisną niezbyt wyszukane słowa. Wrzody na dupie, po prostu.
Nie jestem fanem ropiejących ran, więc w każdej innej sytuacji omijałbym taką osobę szerokim łukiem. Jednak moja obecna rzeczywistość naznaczona była darem i całym bagażem zdarzeń, które wynikły z jego posiadania. Nie mogłem pozostawić ich biegu samym sobie, gdyż wiązało się to z ryzykiem, że niektóre z moich kochanek znalazłyby się w trudnej, życiowej sytuacji. Czując się za to odpowiedzialnym, musiałem podjąć się zadania, na które tak naprawdę nie miałem ochoty. Nie zawsze jednak bywa w życiu łatwo, nikt tego nie obiecuje, a w nasze losy wplatają się przykre niespodzianki. Jak to mówią - life is brutal. Moim krzywym uśmiechem losu stała się na ten moment Marzena Tracz.  

Plan, który chciałem zrealizować wymagał, abym przestał być dla niej anonimowy. Chciałem zainteresować znajomą Banasia swoją osobą, stać się Michałem Wanatem, który zapadnie w pamięć, a nie jednym z  wielu kręcących się po korytarzu uczniów. Z sukcesem chcąc wpływać na zachowania czarownicy, musiałem zaistnieć w jej świadomości. Chcąc, aby poddała się drążeniu swojego umysłu, musiałem zapoznać ją z tym kto będzie to robił. Wzdrygałem się na samą myśl o tym zadaniu, ale czego się nie robi dla swoich kobiet.  
Czasu nie miałem zbyt wiele. Za tydzień rozpoczynały się ferie, a ja miałem na nie bardzo ciekawe plany. Wprawdzie mógłbym pracę nad świadomością pani Marzeny rozpocząć po powrocie do szkoły, ale nie chciałem tego odkładać. Jak to mówią - trzeba kuć żelazo, póki gorące.  

Szczerze powiedziawszy poszło łatwiej niż myślałem.  
Wystarczyło kilka rzuconych w odpowiednim czasie uwag, tak aby usłyszały je odpowiednie osoby. To świetnie zadziałało, szkolna pani psycholog sama wykonała pierwszy ruch. Biorąc pod uwagę, że była to środa, byłem z siebie bardzo zadowolony. Osobiście liczyłem, że jeśli się mój plan powiedzie, to dopiero pod koniec tygodnia uda mi się porozmawiać z przyszłą ofiarą.  

Jak się rzekło inicjatywa wyszła od pani Tracz.
Wezwany na rozmowę, pojawiłem się w jej gabinecie, zaraz po lekcjach, zgodnie z tym o co prosiła. Po przekroczeniu progu, poczułem na sobie badawcze, mało przyjazne spojrzenie. Przywitałem się, udając zaskoczonego. Moja mina mówiła "co ja tutaj robię".

- Dzień dobry. - Tracz pomimo wyraźnej niechęci, przyoblekła twarz w życzliwość. - Masz na imię Michał, prawda?

- Tak, proszę pani - przytaknąłem. - Mógłbym wiedzieć po co zostałem wezwany?

- Usiądź proszę! - Pani Marzena wskazała mi krzesło naprzeciwko siebie. - Zaraz się dowiesz wszystkiego.

- Słucham więc...

- Zanim przejdę do rzeczy, kilka słów tytułem wstępu - oznajmiła psycholożka to zerkając na mnie, to zapisując coś w leżącym przed nią  notesie. - Jestem tu, aby pomagać uczniom, z czego zdajesz sobie zapewne sprawę. Choć w tej szkole pojawiłam się niedawno, już zauważyłam pewne problemy. Mając na względzie wyłącznie dobro zarówno twoje, jak i reszty uczących się tu dzieciaków, postanowiłam je rozwiązać. Chcę to zrobić jak najszybciej, bo im prędzej to się zadzieje, tym szkód powstanie znacznie mniej. Doszły mnie słuchy, że masz wiedzę na interesujący mnie temat, dość drażliwy, którego ujawnienie pozwoliłoby na wyplenienie z placówki złych sytuacji.  

- Nie bardzo wiem o czym pani mówi. - Poruszyłem się nerwowo na krześle, udając zdenerwowanego. - I skąd dotarły te słuchy?

- Nie ujawniam źródeł informacji - oświadczyła pani Tracz z kamienną twarzą. - Natomiast bardzo mnie zaintrygowało, że podobno słyszałeś o jednej z nauczycielek, która niezbyt odpowiednio się prowadzi.

- Naprawdę?! Chodzi pani o te plotki?!

- Tak, właśnie one mnie interesują - potwierdziła pani Marzena. - Według tego co mówiłeś, jeden z pedagogów utrzymuje...hmm, niewłaściwe relacje intymne.  

- Proszę pani, to tylko niesprawdzona szkolna legenda - oznajmiłem, grając rolę zaskoczonego. - Mało lub ledwie dorośli uczniowie, nabuzowani hormonami mają tendencję do tworzenia dziwnych, pikantnych historii.  

- Wiem o tym, ale mimo to chciałabym usłyszeć tą rewelację - stwierdziła pani psycholog. - Sprawdzę jej prawdziwość, możesz mi wierzyć, że zrobię to dyskretnie.  

- Nie ma co przeprowadzać śledztwa. - Machnąłem lekceważąco ręką. - Nie wiem czy pół ziarna prawdy się znajdzie w tych plotkach.  

- Opowiedz mi o co chodzi i pozwól, że ja będę szukać faktów - zaproponowała Tracz.  

- Przykro mi, proszę pani, ale nie zrobię tego - odparłem stanowczym tonem.  

- A czemu, jeśli wolno mi zapytać? - Tembr głosu rozmówczyni nabrał gniewnych barw.  

- Co innego głupia rozmowa z kolegami, a co innego pani propozycja. To już  inny poziom - stwierdziłem. - Bzdura wzięta na poważnie, potrafi narobić niezłego bałaganu, a ja nie przepadam za robieniem syfu. Po drugie, nie jestem kapusiem. Jest jeszcze jeden powód, ale ten zachowam dla siebie.  

- Wanat! Ja nie zaprosiłam cię tu, żebyś się zastanawiał, rozważał i wymądrzał - oznajmiła pani Marzena, wyraźnie zdenerwowana moją postawą. - Tak się możesz bawić w przypadku próśb i propozycji, a tu mamy do czynienia z żądaniem. Masz mi powiedzieć co wiesz i tyle!

- Przepraszam, ale nie zrobię tego. - Uparcie trwałem przy swoim. - Nie ma takiej opcji!

- Nie masz chyba pojęcia młody człowieku jak bardzo mogę ci pomóc lub zaszkodzić. - Oczy pani psycholog zapłonęły irytacją. - Wolałabym być miła, ale upierając się stawiasz mnie w sytuacji bez wyjścia.  

- Czy pani mi grozi? - Spojrzałem na nią, nie kryjąc oburzenia. - Czy taki szantaż nie podpada pod niedozwolone, naganne zachowanie pedagoga?

- Daruj sobie mądrości, gówniarzu! - Prychnęła wkurzona Tracz. - Nawet nie próbuj w ten sposób pogrywać!  

- To żadna gra, proszę pani - odparłem, lekko drżącym głosem. Udzielał mi się lekki stres. - Jestem totalnie zaskoczony sytuacją, ale nie na tyle, żeby stracić głowę i powiedzieć cokolwiek, co mogłoby wywołać niepotrzebną awanturę.

- No proszę, jaki cwaniak!  

- To nie spryt, ale instynkt przetrwania - stwierdziłem.  

- No to mam dla ciebie wiadomość, mój drogi - oświadczyła jadowitym tonem pani Marzena. - Jeśli nie będziesz ze mną współpracował, to skończysz marnie.

- Czyżby?

- To pewne, jak dwa razy dwa. - Przeszyło mnie głębokie spojrzenie złych oczu Tracz.  

- Nie jestem umysłem ścisłym, z matematyką mi nie po drodze - odrzekłem, z trudem tłumiąc wesołość.  

- Jesteś irytujący i bezczelny! - powiedziała psycholożka, zaciskając dłonie w pięści. - Z przyjemnością dam ci nauczkę, po której będziesz żałował, że nie postąpiłeś inaczej.  

- Czy to jakaś nowa metoda wychowawcza, by grozić uczniowi w ten sposób? - odpowiedziałem pytaniem na jej pogróżkę. - Chyba zapytam o to kogoś obeznanego.

- Tej rozmowy nie było, gnojku! - Niemal krzyknęła pani psycholog. - Zejdź mi z oczu i nie strasz! Inaczej załatwię z tobą sprawę!

- Trudno będzie mi zapomnieć dzisiejszą wizytę u pani - oświadczyłem, podnosząc się z krzesła. - A co do gróźb, to proszę pamiętać, że każdy kij ma dwa końce.

- Co?!

- To, że źle pani robi rozpętując gówno-burzę - spojrzałem na nią wyzywająco. - Tutaj nie działo się nic złego, wychodzącego poza normalne szkolne, codzienne problemy. Tak było dokąd nie pojawiła się pani...

- Ty podły smarkaczu...!

- Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. - Błysnąłem przysłowiem. - Szukając przewin u innych, powinna sama być pani kryształowo czysta. Skąd pewność, że plotki, o których rozmawialiśmy są miłe dla pani uszu.

- O co ci chodzi?

- Pani powinna wiedzieć to lepiej - oświadczyłem.

- Nie mam bladego pojęcia co insynuujesz, ale jeszcze bardziej mnie tym wkurzasz. - Brzydka twarz pani Marzeny, pod wpływem złości stała się jeszcze koszmarniejsza. Coś jak skrzyżowanie gargulca z Gollumem.

- Myślę, że moja wizyta u pani nieco się przedłużyła - zignorowałem jej słowa, otwierając drzwi gabinetu. - Miłego dnie życzę.  

Wyszedłem na korytarz, wzdychając głęboko. Pierwsze starcie miałem za sobą i musiałem przyznać, że poszło mi nie najgorzej. Na końcu korytarza sięgnąłem do kieszeni, wyciągając dyktafon, który pożyczyłem od Spacji. Sprawdziłem czy zadziałał jak należy. Wszystko było ok..
Moc najwyraźniej była ze mną. Tak  muszą czuć się herosi z Marvela czy DC, gdy ze zwykłych śmiertelników zmieniają się w super bohaterów. Rozpocząłem grę z Marzeną Tracz i zamierzałem zostać zwycięzcą. Tym samym oprócz utarcia jej paskudnego nosa, dopiekę po raz kolejny Banasiowi oraz ochronię Anitę.  

Zdecydowanie kwalifikowałem się na komiksowego herosa.  
Złoczyńcy, kurwa wasza mać! Nadchodzi Brainman!

*****

Moja dobra, środowa passa trwała.  
Wieczorem, siedziałem przed komputerem, gdy zadzwoniły do mnie bliźniaczki, zakomunikować mi, że tęsknią i dojrzały do następnej schadzki.  

- Cieszę się, bo nie ukrywam, że brak mi waszego oddania i ślicznych ciał - stwierdziłem, w duchu sobie gratulując.  

- Na pewno nie bardziej niż nam brak ciebie - odparła Weronika, która wzięła na siebie ciężar reprezentowania siostrzanego duetu podczas rozmowy. - Michał, ja nawet teraz myśląc o tobie jestem mokra jak nie wiem co. Dominika też tak ma. Oszalejemy jak nie spotkasz się z nami jak najszybciej.  

- Nie ukrywam, że dziewczyny oszalałe na moim punkcie mocno mnie kręcą - zaśmiałem się do telefonu.  

- Michał, prosimy, spotkaj się z nami - jęknęła Weronika. - Nawet dziś, ojca nie ma w domu, wróci jutro albo nawet pojutrze.  

- Spokojnie moje drogie, bardzo mnie cieszy wasze oddanie, ale mój układ z żeńską częścią rodziny Sobiesiaków był jasny. - Postanowiłem sprawdzić jak podchodzą do moich warunków, które przedstawiłem im podczas ostatniej schadzki. - Szanownego taty w domu nie ma, a co z mamusią?

- Jest na dole, w salonie, ogląda film - oznajmiła cicho Weronika z westchnieniem.  

- Ktoś jeszcze jest w domu?

- Nie, ale przecież nie musisz...

- Ciii..., podajcie mi numer telefonu mamy. - Zażądałem, nie pozwalając im na dokończenie zdania. Po chwili ciszy naznaczonej żałosnymi jękami, zrobiły o co prosiłem. - A teraz bądźcie tak miłe i poczekajcie, za chwilę do was wrócę.  

Wybrałem podaną przez nie kombinację cyfr, czekając na odbiór połączenia. Trwało to dobry moment, ale w końcu usłyszałem w telefonie znajomy głos.

- Halo, słucham.

- Dobry wieczór pani Iwono. - Przywitałem się grzecznie. - Co tam słychać?

- Michał, o Boże...

- O jak miło! Jestem dla ciebie bogiem? - spytałem przekornie, zwracając się do niej bardziej bezpośrednio.

- To nie tak, Michał... znaczy się... - rozedrgany głos pani Sobiesiak, brzmiał niepewnie. - Przepraszam... po co dzwonisz?

- Myślałem, że tego chcesz - odpowiedziałem, wyobrażając sobie śliczną, ale zgnębioną twarz rozmówczyni. - Twoje córy zrobiły to pierwsze, bo nie mogą się doczekać, aż dobiorę się im do majtek. Skoro zadzwoniły, założyłem, że rozmawiałyście i zgadzasz się na moje warunki.  Uznałem, że jesteście gotowe, w komplecie spełniać moje zachcianki. Mylę się czy nie?

- Michał, to chory układ - jęknęła cicho Iwona. - Nie mogę przestać myśleć o tobie, ale pozwalając się pieprzyć wspólnie z córkami zrobiłabym coś koszmarnie nieodpowiedzialnego.

- Nie powiedziałem, że zawsze chcę was brać we trzy - oświadczyłem ciekaw dalszego ciągu rozmowy.  

- Za każdym razem może nie, ale kiedy ci tylko przyjdzie ochota - odparła matka bliźniaczek. - To zbyt wiele dla mnie, dla dziewczyn również, chociaż one lepiej to znoszą. Młode są i głupie!

- Powiedz mi Iwona, źle ci było ostatnim razem? - spytałem, nie odpuszczając. - Czy fakt, że rżnęłaś się ze mną razem z córkami odebrał ci przyjemność?

- Nie chcę odpowiadać na to pytanie. - Pani Sobiesiak postanowiła zrobić unik.  

- Nie musisz, ale jeśli mamy kontynuować rozmowę to zdobądź się na szczere wyznanie - oświadczyłem, dając niewielki wybór rozmówczyni.  

- Michał, proszę...

- Rozłącz się zatem i będzie po wszystkim - zaproponowałem.

- Nie ułatwiasz mi sprawy, nie chcę, by tak się to skończyło - jęknęła Iwona, wyraźnie rozdarta między tym co dyktowała jej przyzwoitość, a tym co podpowiadało pożądanie, podgrzewane moim darem.  

- To odpowiedz!

- Było mi bardzo dobrze, wręcz fantastycznie - wyrzuciła z siebie moja rozmówczyni. - Tylko, że przy okazji cholernie się tego wstydzę i uważam, że nie powinniśmy tego więcej robić.  

- Poważnie?! Czy relacje miedzy tobą a córkami się popsuły? - spytałem.

- Jest trochę inaczej, ale biorąc pod uwagę, że wzięłyśmy udział wspólnie w seksie grupowym, to trzymamy się dzielnie - przyznała matka bliźniaczek.  

- No widzisz, a jak przywykniecie będzie tylko lepiej - stwierdziłem z przekonaniem.  

- Nie Michał, tamten wybryk powinien zostać odosobnionym zdarzeniem - zaprotestowała Iwona.  

- Nie mam siły więcej cię przekonywać - odparłem, udając zrezygnowanego. - Kończmy gadkę, życzę wam wszystkiego dobrego i przekaż córkom, że muszą postarać się o nowego kochanka.  

- Michał... proszę... nie kończ - poprosiła łamanym głosem Iwona.      - Przecież możemy rozwiązać to inaczej, prawda?

- Nie, nie możemy - oznajmiłem twardo. - Żadne z moich partnerek nie są w stanie zapewnić mi takich atrakcji...

- Michał, ja myślałam...

- Błąd! Nie jesteście jedyne, jeśli chodzi o fakty - wyznałem, darując sobie subtelność. - Bez przesady mogę natomiast określić was jako kochanki szczególnego rodzaju.  

- To miłe że jesteśmy wyjątkowe, ale jednocześnie trudno z tym się ogarnąć. - Czułem, że opór pani Sobiesiak słabnie.  

- Wszelkie fobie, lęki i opory najlepiej pokonywać rzucając im wyzwanie - stwierdziłem, chcąc przejść od gadania do konkretnych działań. - Udowodnij, że masz wolę spełnić moje oczekiwania i pozbyć się oporów!  

- Michał, co ty znów kombinujesz?

- Twoje córy czekają na górze  - zakomunikowałem. - Za chwilę skończymy rozmowę, po czym zadzwonię za dwie minuty do jednej z nich. Chcę żebyś wtedy była z nimi.  

- Michał....

- Lubię swoje imię, ale bez przesady. W tej chwili zbyt często jest twoją odpowiedzią na każde moje zdanie - odparłem niecierpliwie, napędzany podnieceniem. - Idź do córek!

Nie czekałem, aż coś odpowie. Po raz któryś z kolei zbolałym głosem powtórzy moje imię. Przerwałem połączenie, wlepiając wzrok w przesuwający się na zegarze ściennym sekundnik. Przyjemne, coraz bardziej natarczywe mrowienie opanowało moje podbrzusze, a mózg wypełniły kłębiące się, kudłate myśli.

Wreszcie wybrałem numer Dominiki.

- Hej, Domi. Czy jesteście już we trzy? - spytałem.

- Tak.

- To świetnie! Włącz wideo rozmowę na Messengerze! - zarządziłem.

Po chwili, z zadowoleniem ujrzałem na ekranie telefonu przejętą twarz Dominiki. Dziewczyna domyślając się, że chciałbym zyskać pewność co do obecności pozostałych osób - zwłaszcza Iwony - skierowała aparat na siostrę i matkę. Wszystkie miały nietęgie miny, naznaczone silnymi emocjami.  

- Droga pani Sobiesiak, pani cudowne córeczki, ponoć mają ukrop w majtkach od samej rozmowy ze mną. - Dla podkreślenia nietypowości sytuacji rozpocząłem dość oficjalnie. - Bardzo chciałbym się o tym przekonać, więc czeka cię zadanie. Zanim jednak przejdziemy do meritum, chciałbym żebyście zrzuciły z siebie większość ciuchów, zostając tylko w bieliźnie.  

- Michał, proszę nie róbmy niczego głupiego . - W przeciwieństwie do dziewczyn, które bez słowa zabrały się do spełniania mojej prośby, ich matka wciąż była pełna wątpliwości.  

- Iwona, kończy mi się cierpliwość! Rób co mówię! - warknąłem, poirytowany  postawą kobiety.

Jeszcze przez chwilę trwała milcząca, wewnętrzna walka matki bliźniaczek z własnymi demonami. Ostatecznie, poddała się, zrzucając z siebie wierzchnią warstwę ubrania. Psia mać, mój dar był zajebisty!  

- Domi, pilnuj żebym wszystko doskonale widział! - zarządziłem ponownie. - A ty mamuśka, pokaż mi jak bardzo mokra jest druga z twoich córek!

Tym razem pani Sobiesiak darowała sobie wypowiadanie żałośnie mojego imienia, jak również dzielenie się swoimi dylematami. Na ekranie widać było natomiast jej ściągniętą emocjami twarz, niezdecydowanie oraz brak reakcji na moje słowa.  
Z boku doleciał mnie cichy głos Weroniki:

- Mamo, proszę! Wszystko jest dobrze! Zrób co mówi Michał!

Reakcja córki sprawiła, że Iwona otrząsnęła się z letargu. Pochyliła się nad córką, powoli ściągając z jej tyłka skąpe figi. Moim oczom ukazało się wygolone do zera łono oraz górna część zgrabnych ud Wery. Wziąłem głęboki oddech, łąpiąc gęstniejące wokół mnie powietrze.

- Nie będę już wiele mówił. Chcę tylko mieć na co patrzeć, moje drogie - wydyszałem, łapiąc się za stwardniałego fiuta, któremu robiło się coraz ciaśniej w slipach.  

Weronika rozchyliła szerzej nogi, a jej siostra zrobiła piękny najazd kamerką na zaróżowioną bruzdę cipki. Kilka sekund później w zwieńczeniu ud pojawiła się dłoń matki bliźniaczek. Z zapartym tchem obserwowałem jak z początku nieśmiało palce Iwony dotykają intymnych fałdek córki. Po chwili jednak ruchy dłoni stały się śmielsze, odważniej zaczęła sobie poczynać ze wilgotną szparką. Trąc nabrzmiewające wargi sromowe, coraz częściej zanurzała między nie palce.  

- I jak? Córeczka jest mokra? - zapytałem nieswoim, podnieconym głosem.  

W odpowiedzi dostałem zbliżenie palców lepiących się od miłosnych soków Weroniki.  

- Bajecznie - wymruczałem. - Domi ustaw telefon tak, żebym mógł was obserwować i dołącz do zabawy!

Opory topniały w całej trójce niczym masło na patelni. U mniej refleksyjnych dziewczyn szybciej niż u ich matki, ale i ona poddawała się coraz chętniej sile mojego daru. Świadczyły o tym wykwitłe na policzkach rumieńce, rozpalony wzrok oraz rozchylone usta, z których wydobywał się przyspieszony, niespokojny oddech.  

Dominika stanęła przy leżącej na łóżku siostrze. Matka ściągnęła z niej biustonosz, bawiąc się haftkami i ramiączkami, by wzmóc napięcie sceny. Pozbywając się go na dobre, wtuliła twarz w półkule piersi córki, składając im hołd namiętnym pocałunkami w sutki. Osuwając się powoli w dół i całując brzuch Dominiki, wsunęła palce pod brzegi majtek dziewczyny. Niespiesznie, zmysłowo ściągnęła bieliznę z bioder i tyłka bliźniaczki, by po chwili zasypać łono, a także pośladki dziewczyny kolejnymi pocałunkami.

Dominika nasyciwszy się pieszczotami ust rodzicielki, uwolniła się z jej objęć, kładąc obok siostry. Całując się namiętnie dziewczyny pieściły się nawzajem, uciskając i gładząc swoje piersi. Tworzyły miłosną rzeźbę od której ciężko było oderwać oczy, a pomimo tego pozwalałem sobie zerkać na stojącą obok nich matkę. Iwona obserwowała dziewczyny z jawną fascynacją i coraz większą pożądliwością. Było to równie podniecające jak miłosny akt kłębiących się na łóżku bliźniaczek.  

Pobudzona zabawą córek Iwona poczuła ewidentną chęć przyłączenia się do nich. Podczas gdy dziewczyny skupione na sobie pieściły się coraz bardziej zapominając o otaczającej je rzeczywistości, ona klęknęła przy łóżku, wlepiając wzrok w ich krocza. Palce pani Sobiesiak szybko odnalazły wilgotne muszelki bliźniaczek. Pieszcząc córki na dwie ręce, zachłannie zanurzyła się w ich wnętrzach jakby chciała odnaleźć tam ukryte perły.  

Dziewczynom musiały działania matki sprawić dużo przyjemności. Nie przestając się pieścić i całować, przyjęły pozycje, które miały ułatwić rodzicielce dostęp do ich miłosnych gniazd. Weronika jeszcze bardziej rozchyliła nogi. Jedną z nich uniosła i zgiąwszy oparła na łóżku, Dominika natomiast zarzuciła nogę na biodro siostry, wypinając tyłek i odsłaniając norkę.  
Ten manewr podziałał na Iwonę niczym wibrator wetknięty na najwyższych obrotach w tyłek. Zerwała z siebie całą bieliznę. Naga zajęła najdogodniejszą pozycję do podwójnych pieszczot.  

Blokujące ją hamulce najwyraźniej puszczały. Potraktowała cipki bliźniczek z godnym podziwu zapałem. Palcami wyczyniła cuda ze szparkami córek niczym największy wirtuoz pianina z klawiszami. Coraz częstsze i głośniejsze pojękiwania Weroniki i Dominiki świadczyły, że było im cudowanie.  
Podniecenie dziewczyn wzbierało w szybkim tempie. Zdradzały to ich twarze oraz ciała. Rozedrgane, coraz bardziej spazmatyczne i ekstatyczne. Kwestią czasu było, kiedy matka doprowadzi je do spełnienia.  

Orgazm swoimi mackami pierwszą oplótł Dominikę. Niemal zgniotła siostrę uściskiem oplatającej ją nogi. Jęcząc głucho prosto w twarz Weroniki, zastygła w bezruchu, wyginając plecy w łuk. Poddała się całkiem sile ekstazy, która wybuchła w niej z mocą potężnej bomby.  
Gdy pierwsza z bliźniaczek zanurzyła się w morzu przyjemności, druga walczyła, aby do niego wskoczyć. Na szczęście nie musiała długo czekać. Prowadzona wprawnymi palcami matki, myszkującymi we wnętrzu jej cipki, doszła parę chwil po Dominice. W euforii rodzącego się orgazmu strząsnęła z siebie siostrę, wbijając drżące ciało w łóżko. Ostatni spazm unieruchomił ją, a spełnienie dokonało dzieła ostatecznego zniewolenia. Bezlitosne, a zarazem zniewalająco przyjemne wypełniło Werę potężną rozkoszą.  

Młodsze panny, dotknięte orgazmem leżały obok siebie na pomiętym prześcieradle, pozwalając powoli opadać emocjom. Ich matka jednak wciąż czekała na swoje spełnienie. Nic nie zostało po pełnej wątpliwości pani Sobiesiak. Przegrała z żądzą, emocjami i moim darem. Wzrokiem błyszczącym z podniecenia rozglądała się na boki, jakby chciała tam znaleźć więcej przyjemności.

Chwyciła rękę Dominiki, przyciągając ją bliżej łóżka i stając obok. Wymierzyła wzrokiem odległość, po czym opadła na dłoń córki, która domyśliwszy się co będzie grane, złożyła ją w pięść, dodatkowo unosząc lekko palce. Tym sposobem powstała nieregularna bryła, idealna żeby podrażnić złaknioną zachłannego dotyku cipkę.
Iwona rzuciła się w dół, wprawiając natychmiast w ruch tyłek i biodra. Tańcząc na dłoni córki, odleciała całkowicie, rozpłynąwszy się w mgle rozkosznej przyjemności.

Od patrzenia na nią bolało mnie całe krocze. Uwolniłem nabrzmiałego kutasa, ujmując go w dłoń. Zacząłem się masturbować, powoli, z przerwami, by nie doprowadzić zbyt szybko do wytrysku.  

- Weronika, weź telefon i zbliż do mamy, aby mogła mnie lepiej słyszeć - wychrypiałem najgłośniej jak mi na to pozwalało podniecenie. - I pilnuj, żebym ją dobrze widział.  

Dziewczyna szybko wykonała moje polecenie. Patrząc na kręcącą tyłkiem Iwonę Iwonę, nie potrafiłem utrzymać języka za zębami.

- Co teraz czujesz mamusiu, wstyd czy euforię? - spytałem, bawiąc się fiutem.  

- Jest... cudownie! - wyjęczała odpowiedź pani Sobiesiak, zagarniając własne piersi.  

- Super! Masz dwie wchodzące w dorosłość córki, dom, męża i bagaż doświadczeń - Nie było mi łatwo przemawiać w ten sposób, gdy coraz słyszałem coraz bliższe finalne dźwięki fanfar. - A tymczasem młody maturzysta, kolega twoich córek masturbuje się, patrząc jak odlatujesz. Czy to nie świetne uczucie?

- Michał, naprawdę to robisz?! - spytała Iwona, wlepiając wzrok w telefon.  Spod przymrużonych powiek przyglądała się, jak robię sobie dobrze. - Jak bym chciała poczuć go w sobie!

- Słyszysz samą siebie? - Wariowałem od słów, tańczącej na dłoni córki Iwony. - Tak nie mówi kobieta pełna obaw, ale ostra babka świadoma swoich potrzeb.

- Uhm... albo dziwka! Ale chrzanić to! Widocznie nią jestem! - Matka bliźniaczek wyrzucała z siebie kolejne wyznania. Była bliska spełnienia. - Chcę żebyś mnie rżnął! Pojedynczo czy w zestawie..., obojętnie, bylebyś tylko to robił! Chcę... chcę...

- Czego? - wyrzuciłem z siebie, czując uwalniającą się penisa spermę. Byłem w siódmym niebie, a może nawet w ósmym.  

- Orgazmu! Potrzebuję orgazmu! - Niemal wykrzyczała swoje pragnienie pani Sobiesiak, po chwili doczekując się jego spełnienie.  

Wybuch ekstazy nie pozwolił Iwonie utrzymać pionu. Osunęła się na łóżko, spazmatycznie drżąc pod wpływem przeżywanej rozkoszy. Nie puściła jednak dłoni Dominiki, dociskając ją do krocza. Zaciskając na niej uda, wiła się, aż do momentu, gdy wybrzmiał, ostatni potężny akord orgazmu. Zamarła, głuchym jękiem witając jego kumulację. Dopiero po chwili, gdy największe emocje nieco zelżały, rozchyliła lekko nogi, pozwalając córce zabrać rękę.  

- Czy tym samym, możemy dyskusję na temat naszych dalszych relacji uznać za zakończoną? - spytałem trochę później, gdy uporałem się z tumultem nieskładnych myśli. Skoro mnie się udało, to telefoniczne partnerki też będą chyba w stanie odpowiedzieć przytomnie.  

- Jak najbardziej - zgodziła się Iwona, a córki tylko jej przytaknęły.  

- Zatem mamy jasność, a to dobra wiadomość - oświadczyłem. - Jest też nieco gorsza. Na ten moment musi wam wystarczyć nasza dzisiejsza zabawa, bo do rozpoczęcia ferii nie dam rady się z wami spotkać, a potem wyjeżdżam na cały czas ich trwania.  

Zarówno matka, jak i córki nie były zachwycone tą wiadomością. Pod ostrzałem ich pytań, poddałem się, zdradzając wszystkie szczegóły wyjazdu.  
Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem zimowego wyjazdu w góry, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Tym razem miało być inaczej, choć też nie obyło się bez korekt. W pierwszej wersji moimi towarzyszami mieli być Adam i Szymek, ale zrezygnowali. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zamiast nich miały jechać ze mną Marcelina i Wiktoria. Pierwsza nie miała żadnego problemu, by do mnie dołączyć, a Wika sprzedała rodzicom historię o wspólnym wypadzie w góry kilku koleżanek.  

Dosłownie za kilka dni miałem się doskonale bawić z dwoma świetnymi pannami w magicznych okolicznościach zimowych Tatr. Dokładniej w Bukowinie Tatrzańskiej, u przyjaciółki mamy, którą będąc sporo młodszym nazywałem ciocią Jagną.  

Pod wpływem emocji, zdradziłem wszystkie szczegóły wyjazdu bliźniaczkom i ich matce. Jak potęsknią, to będą chętniejsze, gdy wrócę po feriach, pomyślałem, upojony doznaniami, ze zmaltretowanym kutasem w dłoni.  
W życiu piękne są tylko chwile.  

*****

Od soboty cieszyłem się pobytem w Bukowinie. Przyjeżdżając późnym wieczorem zdołaliśmy się tylko przywitać z gospodynią oraz zjeść kolację. Potem padliśmy jak zabici, śpiąc niemalże do południa następnego dnia. Właściwie, gdyby nie moja ingerencja wynikająca z przyziemnych potrzeb, to dziewczyny spałyby dłużej, ale korzystając z okazji zakradłem się do ich pokoju, robiąc im namiętną pobudkę. To przekonało mnie, że poranny seks jest niemal tak ważnym punktem dnia jak śniadanie. Resztę niedzieli spędziliśmy na spacerze po magicznej okolicy, a także na towarzyskich rozmowach z właścicielką naszej zimowej przystani.  

Agnieszka Janioł była rówieśniczką i przyjaciółką mojej mamy. Pochodziła jak ona z Krakowa, a w Tatry przygnała ją miłość. Jeszcze na studiach wpadł młodej krakowiance w oko pewien góral, który potem został jej mężem. Miała córkę, która była już dorosła i mieszkała od dwóch lat w Nowym Targu. Niestety, historia miłości pani Agnieszki to opowieść bez happy endu, bo mąż zginął w górach, dwa lata po narodzinach dziecka.  

Z moją matką znały się od szkoły średniej, gdzie bardzo się zaprzyjaźniły, a potem razem poszły na studia. Gdy pani Agnieszka wyjechała za głosem serca, stając się Jagną, drogi dwóch młodych kobiet się rozeszły. Nie na tyle mocno, by zapomniały o sobie całkowicie. Jak mogły starały się być w kontakcie.  
Po tragicznym wypadku męża, mama wsparła pomocą młodą wdowę, choć sama dopiero co założyła rodzinę i była w ciąży z moją siostrą. Od tamtej pory, przez kilka lat regularnie składaliśmy sobie wakacyjne wizyty , a przyjaciółka matki stała się ciocią Jagną. Z czasem odwiedziny stały się rzadsze, a ostatecznie ustały, ale co pewien czas obydwie kobiety do siebie dzwoniły. Gdy to następowało, mamie ciężko było sie rozstać z telefonem.  

Fakt był jednak faktem, że ostatni raz widziałem panią Janioł sześć lat temu.  
Miło było zobaczyć przyjaciółkę matki po długiej przerwie. Cofając się pamięcią wstecz, musiałem przyznać, że niewiele się zmieniła. Wciąż była tak samo urocza. Chodziła uśmiechnięta, zarażając dobrym humorem. Chodzący wulkan energii i optymizmu. Było jej tylko znacznie więcej.  
Nigdy nie należała do kobiet o delikatnej budowie. W przeciwieństwie do mojej rodzicielki, która bez względu na dietę, zawsze była szczupła, pani Janiołowa walczyła z kilogramami odkąd pamiętam.  

Nie była przesadnie gruba, czy tym bardziej tłusta. Opisując figurę naszej gospodyni najlepiej było użyć bezpiecznego, w jej przypadku też adekwatnego określenia - pulchna.  Jak to mówią, wszystko ma swoje plusy i minusy. Tymi pierwszymi w przypadku figury pani Jagny były piersi, które niemal rozsadzały koszulę. Ciężko było od nich oderwać oczy.  
Starałem się jednak nie myśleć o nich zbyt wiele. Jakby nie było, nasza gospodyni była przyjaciółką mamy. Nie wypadało. Poza tym była to przesympatyczna i bezinteresownie życzliwa kobieta.  

Dowiedziawszy się, że chciałbym się nauczyć jazdy na nartach poleciła nam skorzystać z pomocy fachowca. W górach pewnie to nie szczęśliwy traf, ale kilka domów dalej mieszkała dziewczyna, która idealnie się do tej roli nadawała. Córka dobrze znanych naszej gospodyni państwa Kobielików - Hanka, była swego czasu, na poziomie juniorskim, doskonale rokującą narciarką. Z kariery sportowej nic nie wyszło, ale umiejętności wciąż miała niemałe i potrafiła je przekazać amatorom czy takim narciarskim laikom jak Michał Wanat.  

Z początku miałem wątpliwości. Nie byłem pewien czy chcę się zbłaźnić przed młodą kobietą, nieporadnie lecąc na dupę podczas zjazdu ze stoku. Uważałem, że lepszy byłby ktoś o podobnej do mojej wrażliwości. Krótko mówiąc, facet. Dylematy zniknęły, gdy poznałem Hankę w niedzielny wieczór. Wesoła, zgrabna, dwudziestoczteroletnia studentka była ucieleśnieniem mojego wyobrażenia o góralskich "dziołchach". Długi, gruby warkocz w który upięte miała kruczoczarne włosy przeważnie opadał na lewą pierś dziewczyny.  Wydała mi się podobna do Maryny ze starego serialu o Janosiku, tylko ładniejsza.  
Od razu wpadła mi w oko. Nic nie mogłem poradzić, że odkąd ujawniły się moje nienaturalne zdolności częściej myślałem małym mózgiem, którego nikt zlokalizował, ale z całą pewnością znajdował się w penisie. Po paru minutach rozmowy, włączyłem ją do grona dziewczyn, objętych specjalnymi działaniami mojego daru. Liczyłem, że przed końcem naszego pobytu w górach uda mi się z nią nieźle zabawić, a nauka jazdy na nartach była doskonałym pretekstem, by się spotykać.  

Zaczęliśmy w poniedziałek. Dzień był pełen wrażeń. Za sprawą mojej żeńskiej ekipy oraz naszych dokonań na stoku. Nie sądziłem, że nauka jazdy na nartach, tak bardzo mnie pochłonie. Załapałem bakcyla dosłownie po paru godzinach niekoniecznie udanych prób i kilku spektakularnych fikołkach. Pogoda jednak dopisywała, śnieg srebrzył się w zimowym słońcu, więc nie było potrzeby narzekać na częste kontakty z podłożem. Tak dobrze się czuliśmy we własnym gronie na stoku, że nie zwróciliśmy uwagi jak zrobiło się późno. Pierwsza oprzytomniała Hanka, dając sygnał do powrotu.  

Willa "U Janioła" była cudnie położona, nieco na uboczu głównego traktu wiodącego do Białki, z bajkowym widokiem na dolinę, w której płynęła wartka rzeczułka. O tej godzinie jednak, nie było szans na podziwianie okolicznych cudów natury, tym bardziej że pobliskie latarnie odmówiły posłuszeństwa, przestając świecić.  

- Oj, tam po prawo widać już światła domu Jagny. - Hanka wskazała dłonią majaczące całkiem niedaleko świetlne punkty. - Zadzwonię, że niedługo będziemy.  

- To świetnie, bo czuję w nogach dzisiejszą jazdę, a tyłek mam nieźle poobijany - stwierdziła zadowolona Wika, przyspieszając kroku.

Pomimo udanego dnia, wszyscy marzyliśmy o ciepłym posiłku i odpoczynku, więc na przekór zmęczeniu zwiększyliśmy tempo marszu. Dzięki temu po paru minutach dotarliśmy do dróżki prowadzącej bezpośrednio do naszego celu. Tutaj czekała na nas niespodzianka w postaci pani Jagny, która wypatrywała nas, dzierżąc w ręku lampę.  

- Ciemno jak diabli, łatwo nogę skręcić, więc wylazłam do was, jak tylko Hania dała znać, że jesteście blisko  - oznajmiła, przyglądając mi się badawczo. - A ty, Michał naszykuj się na przyjęcie gości!

- Jak to?! Jakich gości?! - zapytałem zaskoczony.  

- Zajdziemy, to się dowiesz - odpowiedziała tajemniczo pani Janioł, uśmiechając się pod nosem i kręcąc głową. Po chwili ruszyła w stronę domu, a my grzecznie za nią, ciesząc się, że wreszcie dotarliśmy. Rwałem do przodu ciekaw, czyją wizytę obwieściła gospodyni.  

Po przekroczeniu progu zrobił się straszny rozgardiasz, który opanowaliśmy dopiero wtedy, gdy każdy się pozbył wierzchniego ubrania. Wieszając jako ostatni kurtkę dostrzegłem trzy znajome sylwetki wychylające się z głównej jadalni.

- Cześć, Michał - przywitała się Iwona Sobiesiak, starając się zachować odpowiednią postawę. - Dziewczyny pozazdrościły wam wyjazdu. Nie miałam sumienia im odmówić, gdy uparły się do was przyjechać. Bałam się puścić je same, więc też jestem.  

- Dzień dobry, pani Iwono - wydukałem, nie kryjąc zaskoczenia. - Cześć dziewczyny.  

Marcelina z Wiktorią spojrzały na siebie wymownie, po czym przywitały z przybyłymi, zachowując pozory znajomości. Znów wkradło się małe zamieszanie, towarzystwo witało się i poznawało. Zauważyłem, że usta pani Jagny wciąż były ściągnięte tym samym uśmieszkiem, z którym oznajmiła mi o przybyciu gości. Hanka natomiast czuła się chyba nie na miejscu. Zaraz po tym, jak przywitała się z nowo przybyłymi, oświadczyła, że ma dość i wraca do siebie.  

- Zostań jeszcze trochę - zaproponowałem, odprowadzając ją do drzwi. - Będzie wesoło.  

- To na pewno! - zaśmiała się Hanka. - Myślę jednak, że gdybym została, to byłoby nas o jedną osobę za dużo. Masz tu taki babiniec, że kolejna dziewucha ci nie potrzebna. Czasem od przybytku głowa boli.

- Nie żartuj, na pewno nie...

- Dajże spokój Michał! Mam swoje obowiązki - zaoponowała młoda góralka. - Było fajnie, ale pora wrócić do rzeczywistości.

- Jutro idziesz z nami? - spytałem, rezygnując z namawiania jej na zostanie.  

- Hola, mój drogi! Widzę, że dziewczyny lgną do ciebie jak muchy do g... do lepu, ale na mnie twój wzrok zbitego psa nie działa - odparła Hanka, mrugając do mnie okiem. - Mam do zrobienia parę rzeczy, ale po południu mogę do was dołączyć. Pamiętaj o moich wskazówkach, śmigaj rozważnie, a będzie dobrze.  

- Bardzo ci dziękuję za dzisiejszy dzień - podziękowałem, gdy uchyliła drzwi wejściowe.  

- Proszę bardzo - uśmiechnęła się serdecznie. - Dobrze się bawiłam z wami, więc nie odczułam tego jako obowiązku. Fajne te twoje dziewczyny i... strasznie w ciebie wpatrzone.  

- Eee tam, przesadzasz - wzruszyłem ramionami, starając się zbagatelizować sprawę relacji między mną a Marcelą i Wiką.  

- Ja swoje wiem i oczy mam, Don Juanie. - Zaśmiała się Hanka widząc moją minę, którą próbowałem zamaskować zmieszanie.

Patrzyłem chwilę jak idzie w stronę furtki, wyobrażając sobie jak może wyglądać naga. Ubrana jedynie w czarny warkocz. Ciepła i chętna. Uległa jak pozostałe moje kochanki. Dwa tygodnie to nie tak wiele czasu, ale może wystarczy, by ją zaliczyć i pragnienie przekuć w rzeczywistość. Myśl o tym sprawiła, że stwardniałem w kroczu. Coś trzeba będzie z tym zrobić, postanowiłem wracając do reszty towarzystwa.  

- Ooo, Michał! Rozmawiamy właśnie o noclegu Iwony z córkami - Pierwsza zauważyła mnie gospodyni. Nie było mnie chwilę, a już co niektórzy zdołali przejść na "ty". - Udało im się dostać pokój w tym nowym hotelu, ale tam jest od czorta drogo, więc proponuje im gościnę u siebie, co ty na to?

- Nie mam nic przeciwko, ale nie wiem jak u pani z miejscem - oświadczyłem, dołączając do towarzystwa.  

- Krucho, ale mogłabym im dać twój pokój - stwierdziła Janiołowa po namyśle, - Jest przestronny, są tam dwa łóżka, a trzecie bez problemu bym zorganizowała.  

- Ok., a co ze mną?  

- No właśnie! Musiałbyś się przenieść do mojego domu - oświadczyła pani Jagna. - Mam na poddaszu dwa małe i nieużywane pokoiki. Jeden mógłby być dla ciebie.

Zgodziłem się, pomimo zawiedzionych min Marceliny i Wiktorii. Domyślałem się, że dziewczyny chcą być blisko mnie, ale w życiu nie można mieć wszystkiego. Zresztą, co to zmienia? Większość czasu spędzaliśmy razem, okazji do bzykania na pewno nam nie zabraknie.  

- Bardzo nam miło, że tak się przejmujecie nami i dziękujemy za to - podziękowała Iwona Sobiesiak, podnosząc się z krzesła. - Umówmy się z tym jednak na jutro. Dziś prześpimy się jeszcze w hotelu z tego chociażby powodu, że zostały tam nasze bagaże.  

- Niech tak będzie - ucieszyła się gospodyni. - Będę miała czas na przygotowanie pokojów.  

- To my już sobie pójdziemy - oświadczyła matka bliźniaczek. - Bardzo dziękujemy. Odprowadzisz nas Michał do samochodu?

- Oczywiście - Poderwałem się natychmiast.  

Wyszedłem z matką i córkami na zewnątrz. Mróz za progiem zaatakował moje policzki, nos i uszy. Dobrze, że narzuciłem na grzbiet kurtkę.

- Kurczę, wasz przyjazd nieco mnie zaskoczył - stwierdziłem, gdy stanęliśmy przy aucie. - Innych zresztą też, co wam przyszło do głowy?

- Nie cieszysz się, że gnałyśmy za tobą przez całą Polskę? - Weronika zamrugała teatralnie oczami.

- Bardzo jestem zadowolony, tylko... jeszcze tego nie wiem - oznajmiłem. - Pewnie nie dociera to do mnie, bo sytuacja lekko się zagmatwała.  

- Wyluzuj! Z fiutem w moich ustach zapomnisz o wątpliwościach - odparła Dominika bardzo obrazowo.  

- Ejże moja droga, to nie łóżko! Nie uprawiamy teraz seksu, więc kontroluj trochę słownictwo - Iwona wywróciła oczami. - Obydwie pakujcie się do samochodu, bo nam chłopak zamarznie!

- Tak mówisz, bo chcesz być pierwsza - burknęła Dominika, udając obrażoną. Pożegnała się jednak karnie, wieszając na mojej szyi i całując namiętnie. Weronika po chwili zrobiła to samo, równie wylewnie.

Na koniec pozostała ich matka. Iwona patrzyła na mnie roziskrzonym  wzrokiem. Czułem jak mnie nim pożera. Właśnie przyjechała z córkami za  małoletnim kochankiem, którym się z nimi dzieliła. Czyste szaleństwo! Czy ten żar w oczach to owe osławione "kurwiki"?

- Nie wiem jak ty to robisz, ale uznałam, że warto zaszaleć - Matka bliźniaczek łypnęła na mnie łakomie. - Dziwi mnie, że wcale się tym wariactwem nie przejmuję. Zupełnie niezrozumiałe natomiast dla mnie jest, że ledwie cię zobaczyłam, to jestem mokra.  

Iwona rozchyliła gruby płaszcz, łapiąc mnie za rękę. Podciągnęła spódnice, wsuwając pod nią moją dłoń. Z krocza pani Sobiesiak buchał żar niczym z hutniczego pieca.  

- To wydaje się niemożliwie, a jednak jest prawdziwe - stwierdziła cicho Iwona, przywierając do mnie ustami i przygryzając dolną wargę.  

Z trudem się zdobyła na przerwanie tego pocałunku. Gdy wsiadała do auta, kątem oka dostrzegłem, że z okna obserwuje nas gospodyni. W jednej chwili zrobiło mi się gorąco. Tym razem nie mające nic wspólnego z podnieceniem. Poczułem lęk na myśl o tym, że opowie o tym co widziała przyjaciółce, która - całkiem przypadkiem -  jest moją matką. Pomimo obawy, pożegnanie z bliźniaczkami, a zwłaszcza z ich matką sprawiło, że mój kutas stwardniał po raz kolejny w krótkim czasie.

- Co cię tak cieszy, kretynie? - rzuciłem w stronę wzgórka na kroczu.  

Wróciwszy do domu, nastawiłem się na konfrontację z panią Jagną. Niekoniecznie słowną, czasem nie potrzeba nic mówić, aby druga osoba poczuła się nieswojo czy podle.  
Byłem gotów zmierzyć się z problemem, lecz nic takiego nie nastąpiło.  
W jadalni, gdzie wcześniej siedzieliśmy zastałem tylko Wikę i Marcelę.  

- Pani Jagna prosiła, żeby cię przeprosić, ale musiała iść coś ogarnąć - wyjaśniła Marcelina. - Idziemy na górę?

Przytaknąłem. Też chciałem odpocząć po trudach dnia, ale - przede wszystkim - dać upust swojej żądzy. Tyle razy dzisiejszego dnia byłem podniecony, że kolejny wzwód  bez ulgi w postaci wytrysku groził zapewne eksplozją.  

- Ogarnę się z lekka, wezmę szybki prysznic i zaraz potem jestem u was -oświadczyłem, stojąc przed drzwiami pokoju dziewczyn, na górnym korytarzu. - Bądźcie gotowe!

Po moich słowach, Wice i Marceli od razu poprawiły się humory.  
W pokoju, zająłem się sobą. Najpierw ulżyłem doli wystawionego dziś na niejedną próbę przyjaciela, który boleśnie dawał znać o sobie. Poszło gładko. Przez chwilę przyglądałem się strużce perlistej mazi spływającej po szklanych drzwiczkach kabiny prysznicowej. To była bardzo ekspresowa, ręczna robota. Dopiero potem pozwoliłem sobie na prysznic.  
Dziewczynom obiecałem szybkie odwiedziny, ale kontakt z ciepłą wodą i wychodzące ze mnie zmęczenie sprawiły, że nie spieszyłem się jakoś wyjątkowo. Minęło ponad pół godziny nim zapukałem do drzwi pokoju Marceliny i Wiktorii.

Prosząc by były gotowe, nie spodziewałem się, że potraktują moje słowa, aż tak dosłownie. W całym pokoju pachniało kąpielą, a jego mieszkanki ubrane były - delikatnie mówiąc - skąpo. Marcelina miała na sobie jedynie rozpinaną koszulę od pidżamy, która przy jakimkolwiek odstępstwie właścicielki od pozycji pionowej osłaniała jej pupę czy krocze. Szkolna blogerka postawiła na seksowną koszulkę na ramiączka, z cienkiego materiału, który można było uznać za niemal prześwitujący.  

Patrząc na otulone w oszczędną garderobę dziewczyn, uznałem że szybko przejdziemy do rzeczy, bez zbędnych słów i ceregieli. Tym bardziej, że po chwili zajęły kusząco nieprzyzwoite pozycje na łóżku. Trochę się przeliczyłem.  

- Możesz nam wyjaśnić obecność tercetu, który nas nawiedził? - poprosiła Marcelina, rozpinając koszulę i odsłaniając tym samym płaski brzuch i półkule piersi.  

- Nie bardzo, bo sam się nie spodziewałem, że przyjadą - odpowiedziałem, zmagając się z krępującymi mnie ciuchami. Wreszcie, nagi, zległem między nimi dwiema.  

- Liczyłyśmy, że te dwa tygodnie będziemy cię miały tylko dla siebie - dodała Wika, zsuwając z siebie zmysłowym ruchem koszulkę. Położyła się na mnie wtulając się i składając na moich ustach pocałunek niczym spragniona wampirzyca.  

- Strasznie jesteście zaborcze - stęknąłem, gdy moje usta odzyskały na moment swobodę. Na penisie poczułem zaciskającą się dłoń Marceli. - Miło jest dzielić się z innymi.

- Hanka by nam wystarczyła jako towarzyszka do wspólnego rżnięcia - oświadczyła Marcela, rozpoczynając robótki ręczne.  

- Hanka?! - wymruczałem zadowolony. - A od niej co chcecie?

- Złe pytanie - oznajmiła Wika, zsuwając się ze mnie i dołączając do koleżanki. Przejęła od niej ręczną zabawę kutasem, podczas, gdy Marcela przeszła na tryb ustny, liżąc i ssąc moje jajka.  - Czego ty od niej chcesz? Chociaż to akurat jasne jak słoneczko na niebie.  

- Taaak... ooo... świeć mnie - wydukałem z trudem. Przeszywająca rozkosz rozlała się po moim podbrzuszu.  

- Od rana myślami jesteś w jej majtkach, skarbie - Wiktoria spojrzała na mnie, uśmiechając się słodko.

- Tak bardzo to widać?  

- Cóż, chciałabym ci powiedzieć, że jesteś tajemniczy i nieodgadniony - odpowiedziała Marcelina, ponieważ towarzyszka zajęta akurat była przyjmowaniem do ust nabrzmiałego fiuta. - Niestety twoją fascynację dziewczyną Janosika widać pewnie z okolic Krakowa.  

-  Zatem... ona też już wie..., że nie jest mi... obojętna? - domyśliłem się błyskotliwie.  

- Oczywiście. Upewniła się co do tego około godziny dziesiątej rano czasu lokalnego, gdy wypinając naprawdę świetny tyłek na stoku, spowodowała twoją chwilową nieobecność duchem, a ta z kolei zakończyła się najbardziej tego dnia efektownym upadkiem Michała Wanata - wyjaśniła z humorem Marcelina, po czym otuliła mojego penisa ustami, by wyręczyć zapracowaną koleżankę.  

- Bardzooo... zabaaawne

- Może troszeczkę - zgodziła się Wika, skubiąc wargami moje sutki.  

- O żesz wy, ladacznice jedne! - Poderwałem się, czując, że mam dość oralnych pieszczot. Zacisnąłem jedną dłoń prawej piersi Marceli, a palce drugiej wsunąłem w cipkę Wiktorii. - Koniec żartów, bestie!  

Ciało blogerki zareagowało mimowolnym drżeniem. Zacisnęła usta, tłumiąc ewentualne jęki. Po chwili również Marcelą zająłem się w ten sam sposób, odpuszczając sobie wcześniejszą pieszczotę piersi.  

- Nie potrafię doskonale maskować swojej fascynacji dziewczynami - wydyszałem, coraz gwałtowniej traktując cipki kochanek. - Umiem je za to świetnie od siebie uzależniać, prawda, moje drogie?

- Ta...ak! Taaa... - zgodnie jęczały moje partnerki.  

- W końcu rżnę nawet bliźniaczki - jęknąłem tryumfalnie, nie odpuszczając ani na chwilę Marcelinie i Wiktorii. - Mało tego, posuwam też ich matkę!

- Ja pierdzielę, naprawdę! - wyrwało się Marceli.  

- O w mordę! Michał jesteś niesamowity!- zawtórowała Wika.  

Patrzyłem na ich okrągłe ze zdziwienia oczy, błyszczące z podniecenie i coraz bardziej przymglone z rozkoszy. Obydwie były wpatrzone we mnie jak w potężnego bożka. Jak każda z moich kochanek. Co tam, jak każda, którą wybiorę, nabierając ochoty, by ją wydupczyć! Bez znaczenia, czy jest nauczycielką, panią domu, uczennicą czy mistrzynią jazdy na nartach!
Po raz kolejny uświadomiłem sobie z mocą, że moje życie będzie pasmem niecodziennych wyzwań oraz nieosiągalnych dla większości facetów sukcesów miłosnych.
To będzie ciąg zdarzeń wypełnionych kobietami, które w łóżku zrobią dla mnie wszystko. Zresztą, zrobią to tam gdzie zapragnę. Jedynym ograniczeniem będzie moja fantazja!
Gdzie? Kiedy? Jak?  
Ja będę krył się za odpowiedzią na każde z tych pytań.  
Ja! Heros! Demon seksu!  
Michał Wanat!

- Tak! Jestem! - Nabuzowany euforią uśmiechnąłem się szeroko, chwytając Marcelinę za stopy i przyciągając bliżej siebie.

Po chwili nogi dziewczyny, za moją sprawą, powędrowały w górę, co sprawiło, że uniósł się również jej tyłek. Rozchyliłem sterczące kończyny, opierając jednocześnie na swoim torsie. Sterczący, napęczniały kutas celował dokładnie w wilgotną, rozpaloną cipkę. Przytrzymując go u nasady, szarpnąłem biodrami, wyprowadzając pierwszy cios. Bez oporu zagłębiłem się w ciepłą norkę, czując jak przyjmuje mnie gościnnie, zaciskając się na penisie.
Połączony z kochanką, zacząłem pieprzenie od razy wchodząc na wysokie obroty. Szalałem, nie oszczędzając się ani trochę. Zanim wzrok przesłoniły mi ciemne, pulsujące kręgi dostrzegłem Wiktorię, która zajęła pozycję nad koleżanką. Oparta na rękach i kolanach, opuściła lekko tyłek, wystawiając szparkę na działanie ust posuwanej przez mnie Marceliny.  

Szalałem, posuwając Marcelinę z godnym pozazdroszczenia wigorem. W każdy sztych wkładałem mnóstwo energii, czując, że głęboko godzę we wnętrze kochanki. Byłem upojony emocjami, energią i doznaniami  
Pieprzyłem bez opamiętania, czując, że to nie wszystko na co mnie stać. Przecież mogę więcej! Kto, jak nie ja! Podniecenie rozpierało mnie niczym powietrze pompowany balon.
Moja gwałtowność Marcelinie zupełnie nie przeszkadzała. Pieszcząc cipkę koleżanki pojękiwała, odpowiadając na pchnięcia ruchem bioder i tyłka. Od dzikiego pieprzenia kręciło mi się w głowie. Rój rozkosznych owadów huczał pod czaszką coraz donośniej.  

Intensywność doznań wpłynęła znacząco na tempo dochodzenia Marceli do szczytu. Skupiony na swojej robocie, z początku nie zauważyłem pierwszych sygnałów wysyłanych przez ciało partnerki. Dopiero silniejsze spazmy zasygnalizowały mi zbliżanie się kochanki do spełnienia. Odczuła to również Wiktoria, której łechtaczka została zassana przez dochodzącą przyjaciółkę. Łapczywa pieszczota sprawiła, że blogerką wstrząsnęły rozkoszne dreszcze. Ciało uwięzionej pod nią Marceli stało się bytem szalonym. Ruchy bioder dziewczyny nabrały takiej mocy, że nie musiałem praktycznie w nią wchodzić. Jednak, niczym samonapędzająca się machina dalej kłułem wnętrze partnerki głębokimi sztychami.

Po chwili nastąpiło oczekiwanie przesilenie. Posuwana przeze mnie partnerka  znieruchomiała pod koleżanką. Jeszcze tylko tyłek dziewczyny dygotał wstrząsany konwulsjami Ostatnie dwa pchnięcia sprawiły, że nawet te ruchy ustały. Marcelina, uwięziona przez przyjaciółkę, wyprężyła się jak struna, by tłumionym okrzykiem obwieścić nadejście orgazmu.  
Nie spieszyłem się z opuszczeniem pełnego ciepłej wilgoci gniazdka rozedrganej partnerki. Obserwowałem drugą kochankę, która rozzuchwalona mocą ostatnich pieszczot nie zamierzała ustąpić, pocierając wargami sromowymi o twarz Marceliny. Będąc pod wpływem ogromnego podniecenia, nie zorientowała się, że koleżanka skończyła szczytować.  

Opuściłem rozgrzaną norkę, przyciągając do siebie drugą z dziewczyn. Wiktoria leżała na brzuchu, podczas gdy jej nogi, aż po krocze wystawały za koniec łóżka. Przytrzymując je, stanąłem między rozwartymi udami, bez problemu wchodząc w partnerkę, po energicznym pchnięciu.  Poszło równie łatwo jak parę chwil przedtem z Marcelą. Zatrzymałem się dopiero, gdy jądrami dotknąłem pośladków kochanki.  
Wciąż miałem w sobie mnóstwo energii, a ponadto chciałem, by Wika została zerżnięta równie spektakularnie. Pieprzyłem ją jakbym miał szansę przebić dziewczynę na wylot. Próbowała tłumić coraz donośniejsze jęki, wtulając twarz w prześcieradło, ale głuche odgłosy niewiele straciły swej mocy.  
Wybijałem rytm regularnymi, potężnymi sztychami, dodatkowo ciągnąc kochankę za uda ku sobie. Blogerka miała coraz więcej problemów z utrzymaniem się na łóżku, ale z pomocą przyszła nam Marcelina, pozwalając koleżance chwycić się za uda . Dzięki temu mogłem całkowicie skupić się na dogłębnym sondowaniu wnętrza szparki Wiktorii.

Wrzuciłem trzeci bieg, świadom jak bardzo musi być podniecona. Kutas wnikał w nią, to znów wychylał się z norki w szaleńczym tempie. Pot lał się ze mnie strumieniem, byłem coraz bardziej rozdygotany. Rozkosz rozhulała się po moim ciele, dopadając każde zakończenie nerwu z osobna. Miałem wrażenie, że mam w sobie tysiące ognisk zapalnych choroby zwanej ekstazą.  
Rżnięcie trwało, a ja czułem, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Jeszcze parę chwil i najzwyczajniej ugną się pode mną. Zanim jednak do tego doszło, nastąpiło finałowe szczytowanie Wiktorii. Niemiłosiernie podnieconą blogerkę ogarnęły ekstatyczne drgawki. Targana spazmami była trudna do utrzymania. Przesuwając partnerkę bliżej środka łóżka, wspiąłem się na jego brzeg, by dokończyć dzieło.

Opierając dłonie na wypiętych pośladkach, wszedłem w Wikę od tyłu, śmiało i precyzyjnie. Okazało się, że dziewczyna jest kilka sztychów od szczytowej kulminacji. Wstrząsana spazmami, kręciła tyłkiem chcąc wyjść naprzeciwko zbliżającemu się orgazmowi, gdy wyprowadzałem ostatnie ciosy.  
Mocno zacisnęła dłonie ma udach wspierającej ją przyjaciółki, by zamortyzować siłę moich uderzeń. Przyjęła je dzielnie, drżąc konwulsyjnie, aż wreszcie jęcząc i kwiląc zamarła. Wreszcie, rozchylając usta, jakby chciała złapać ostatni haust powietrza, przywitała orgazm.  

Chcąc dać jej chwilę, aż minie kulminacja rozkoszy ułożyłem się wygodnie na wyrku, ze sterczącym niczym maszt statku fiutem. Marcela zostawiła Wikę zanurzoną w przyjemnym odrętwieniu, ochoczo zajmując się moim orężem. Dłonie oraz usta dziewczyny wyczyniały cuda, pieszcząc twardego jak skała penisa. Po dwóch minutach Wiktoria dołączyła do koleżanki, tworząc duet oralnych czarodziejek. Ich magiczne umiejętności sprawiły, że bardzo szybko poczułem symptomy zbliżającego się szczytowania.  

Zniewolony pieszczotami z trudem się uniosłem, z pozycji leżącej przechodząc do klęku. Partnerki miałem po obydwu stronach fiuta, Marcelinę po lewej, a Wiktorię po prawej. Przytrzymałem ich głowy blisko siebie, aby mogły całować się namiętnie. W chwili, gdy usta dziewczyn zetknęły się, a języki zaczęły wibrować, wsunąłem między parę drżących, łapczywych warg kutasa, imitując ruchy frykcyjne.  
Spolegliwe kochanki dołożyły od siebie kilka dodatkowych atrakcji. Co chwilę któraś z nich połykała czubek fiuta lub ssała moje jądra.  

Oralny spektakl nie mógł trwać długo. Zbyt wiele silnych doznań miałem za sobą, a rozkosz, którą w tym momencie dawały mi swoimi pieszczotami dziewczyny zżerała mnie od środka. Szybko poczułem rozbudzoną bestię, która powstała ze swego leża, szarpiąc moje trzewia.  Z uniesionych jąder wystrzeliły ładunki, płynąc ku swemu przeznaczeniu.  
Zacisnąłem palce, wcześniej wsuwając je w pukle włosów kochanek. Trzymając się mocno, pozwoliłem owładnąć się spełnieniu. Spod przymrużonych powiek zerkałem na zapracowane partnerki, czekając na cudowne zwieńczenie miłosnego aktu.  

Nadszedł, sprawiając, że zastygłem przeniknięty siłą ekstazy.  
Zdążyłem jeszcze chwycić fiuta u nasady, chcąc złożyć miłosny podpis na partnerkach. Strużkom lepkich pocisków uwolnionym z mojego działa nie pisana była długa droga. Ledwie wystrzeliły, a już musiały rozbijać się o twarze moich kochanek, które nie zamierzały unikać deszczu nasienia. Wiktora palcem ściągnęła z czubka kutasa ostatni perlisty sopel, a  Marcelina wieńcząc dzieło, wyssała z nabrzmiałej sino-czerwonej główki ostatnie resztki spermy.  

Upojeni dziką zabawą opadliśmy na łóżko. Czułem, że potrzebuję czasu, by dojść do siebie po takich szaleństwach. Sytuacja sprawiła, że musiałem zdobyć się na heroiczny wysiłek. Ledwie położyliśmy głowy na poduszkach, usłyszeliśmy niepokojący dźwięk za drzwiami.  
Wykrzesałem resztki energii, schodząc z łóżka. W pośpiechu narzuciłem na siebie majtki i podkoszulek, po czym otwarłem szybko drzwi. Na korytarzu nie było nikogo, ale słyszałem pośpieszne kroki na schodach.  
Podbiegłem do nich, zerkając zaciekawiony w dół.  
Mój wzrok napotkał zmieszane spojrzenie gospodyni domu. Gotów byłem przysiąc, że twarz pani Jagny pokryta była rozległym rumieńcem. W oczach wyczytałem, że targały nią sprzeczne uczucia. Zwiesiła głowę, ostatnie stopnie pokonując w ekspresowym tempie.  

Wracając do pokoju, zamyśliłem się nad powstałą sytuacją.  
Czy przyjaciółka matki miała jakiś dar znajdowania się w niewłaściwych miejscach, w nieodpowiednim czasie?
Najpierw pożegnanie z Iwoną, teraz pieprzenie z dziewczynami. W pierwszym przypadku na pewno zadziałał pech w parze z nieostrożnością moją i matki bliźniaczek. Czy tak samo było teraz? Czy pani Jagna po tym co zobaczyła wcześniej będzie baczniej mnie obserwować? Absolutnie nie miałem w planach włączania jej do moich miłosnych gier, ale takie dodatkowe atrakcje mogły igraszki znacząco ubogacić.

- Co to było? - spytała Wiktoria, gdy zamknąłem za sobą drzwi pokoju.

- Nie wiem. Nikogo nie było na korytarzu - odparłem. Nie zamierzałem dzielić się z nimi swoimi spostrzeżeniami.  

- Może to nie był żaden człowiek - stwierdziła Marcelina. - W takich domach, często powstają różne dźwięki.  

- Być może. - Zgodziłem się z nią, nie chcąc ciągnąć tematu.  

- A tak z innej beczki... znajdziesz jeszcze siły na drugą rundę? - Wiktoria wywróciła oczami, jakby chciała mnie przekonać, że się wstydzi tego pytania.  

- Jasne. Tylko trochę czasu mi dajcie! - odpowiedziałem, klepiąc blogerkę w nagi pośladek. - Muszę mierzyć siły na zamiary, bo jak dam się wam zmaltretować, to na Hankę mi nie starczy wigoru.  

- Nie musiałeś tego mówić - prychnęła Marcelina.

- Sorry, ale przyszło mi do głowy, że powinienem powiedzieć jej o tym, że mam na nią ochotę - wyznałem szczerze. - Bardziej by mi smakowała, gdybym ją zdobył po takiej zapowiedzi. Tylko musze znaleźć odpowiedni czas i miejsce.

- Nie musisz - uśmiechnęła się półgębkiem Wika. - Była zdziwiona jak ciebie traktujemy, drążyła temat, więc powiedziałyśmy jej, że nas bzykasz.  
Przyznała, że bardzo jesteśmy fajne, ale nas nie rozumie, jak odnajdujemy się w takim układzie. Nie chcąc być jej dłużne, stwierdziłyśmy, że też jest super panną, ale to nie zmieni faktu, że przed końcem ferii na pewno ją zaliczysz.

- Coo?! Poważnie to powiedziałyście?! - zdziwiłem się, zaskoczony kompletnie ich wyznaniem. Nie wiedziałem z początku czy się wściekać, czy cieszyć. Minę miałem najwyraźniej nieciekawą. Dziewczyny spojrzały po sobie z obawą. Gdybym się wkurzył, na pewno byłyby przybite i złe na siebie. Poczuły się mocno niepewnie.  

Po sekundach milczenia wybuchłem wariackim śmiechem.

- No to będzie ciekawie - oświadczyłem.  

****

Mrok dookoła był dowodem na to, że kończył się kolejny dzień. Rozpoczął się wprawdzie niezbyt zachęcająco, ponieważ pani Jagna najwyraźniej postanowiła mnie unikać (co mnie trochę martwiło), ale ogólnie należał do bardzo udanych.  
Głównie za sprawą towarzystwa moich czterech towarzyszek (Iwona nie chcąc wzbudzać podejrzeń została w willi). Bliźniaczki oraz Wika z Marcelą mocno skróciły proces wspólnej aklimatyzacji, szybko sie dogadując. Kolejny dzień na stoku upłynął dzięki temu na doskonałej zabawie. Było mroźno, biało i wesoło. Świetnie - po prostu.  
Po południu zrobiło się jeszcze lepiej, bo dołączyła do nas Hanka. Tym razem warkocz zastąpiła fantazyjnym kokiem, w którym wyglądała równie dobrze jak we wczorajszym wydaniu. Humor góralce dopisywał, dostroiła się w parę chwil do naszego wariackiego towarzystwa. Zdarzały się momenty, gdy obserwowała nas z zaciekawieniem, myśląc, że nikt tego nie widzi. Zwłaszcza ja przykuwałem uwagi Góralki. Cóż, nie ukrywam, że mocno mnie cieszyło jej zainteresowanie. Liczyłem, że wynika z męskiej urody, uroku osobistego i charyzmy dziedzica Wanatów. A jeśli nie z tych powodów, to z wytężonej pracy moich niecodziennych talentów.  

Kruczoczarna Góralka z każdą godziną bardziej mnie fascynowała. W myśli o niej wkradały się niecierpliwość i pożądanie. Czas nie był w tym przypadku moim sprzymierzeńcem. Z tego powodu, na niej skupiałem głównie swoje fantazje. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ Wika i Marcela były ze mną na tyle długo, że rzadko w ich przypadku wspomagałem się darem. Na tym etapie, bez niego były gotowe na szaleństwa ze mną, a gdy tylko trochę podkręciłem je darem to działy się cuda.  
Iwona z córkami wymagały nieco więcej zaangażowania, ale czułem, że wszystko idzie w dobrą stronę. Zwłaszcza w kontekście matki, bo bliźniaczki miały na moim punkcie takiego "zajoba", że gotowe były na każde wyrzeczenie. Telefoniczna przygoda sprzed ferii okazała się punktem zwrotnym, odzierając panią Sobiesiak z warstwy uprzedzeń.  
Odkąd przyjechały, nic znaczącego jeszcze się nie wydarzyło między nami (chyba, że zaliczyć do tej kategorii mały, poniedziałkowy cyrk), ale sygnały, które wysyłała mówiły wyraźnie - jestem gotowa na wszystko.  

Za sprawą zachowania pani Jagny, ona również bezwiednie znalazła się w kręgu działania mojego daru, ale wobec przyjaciółki matki nie miałem szeroko zakrojonych planów. Niemniej jednak, dla zachowania w tajemnicy obecnych wydarzeń, być może potrzebna będzie jego pomoc.  Z tego też powodu, pozwalałem czasem myślom popłynąć ku właścicielce willi "U Janioła". Ogólnie, okoliczności mi sprzyjały. Mogłem więcej energii daru skupić na potrzeby zdobycia urodziwej Góralki.

Gdy późnym popołudniem wróciliśmy do "janiołowej" przystani, znów nie zastaliśmy naszej gospodyni. Iwona wyjaśniła, że źle się czuła i poszła do siebie odpocząć. Gośćmi zajmowali się pracownicy pani Jagny, choć my akurat radziliśmy sobie doskonale bez nich.  
Po kolacji, długo jeszcze siedzieliśmy, doskonale się bawiąc rozmowami o niczym i wszystkim. Cieszyło mnie, że Hanka w ogóle nie przejawiała ochoty do opuszczenia naszego towarzystwa.  

W końcu wybiła taka godzina, że musiała zdecydować się na powrót do siebie. Rycersko zaofiarowałem się, że ją odprowadzę, rozbawiony minami Marceliny i Wiktorii, które za plecami Góralki robiły niedwuznaczne miny.  
Hanka wzbraniała się, tłumacząc, że doskonale da sobie radę z przejściem kilkuset metrów, ale nie czyniła tego zbyt mocno.  

- Ja jestem stąd, a ty po nocy będziesz wracał w obcym sobie miejscu - stwierdziła, gdy znaleźliśmy się na ścieżce do głównej drogi. - Po co te szarmanckie wygłupy?

- A co jeśli jestem dżentelmenem?  

- Byłoby miło, ale to rzadki gatunek w obecnych czasach. - Zaśmiała się Hanka. - Nie łudzę się, więc nie będę rozczarowana. Wracaj do swoich ślicznotek, na pewno nie zdążyłeś jeszcze zmarznąć.

- Nie, dziękuję. Przejdę się z tobą - odparłem. - Jest taka teoria, że jak marznąć, to tylko we dwoje.

- Bardzo oryginalna. Ciekawe, gdzie ją usłyszałeś?

- Gdzieś... nie pamiętam. W ciepłych krajach - zaśmiałem się delikatnie.

- No proszę, niezłe poczucie humoru. Masz refleks - pochwaliła mnie Hanka. - A mówiąc poważnie, to koniec dróżki prowadzącej do Jagny. Nie ma sensu żebyś się za mną ciągnął.

- Jeśli koniecznie potrzebujesz sensu, to umówmy się, że odprowadzam cię przy okazji, idąc do sklepu po... brokuły na przykład - oznajmiłem z udawaną powagą.

- Hmm, a jednak jesteś dżentelmenem. - Hanka pokiwała głową z uznaniem.  

- Dajmy spokój wymarłym gatunkom - oświadczyłem.

- To był bardzo miły dzień, prawda? - stwierdziła Góralka, niespodziewanie poważniejąc.

- Niewątpliwie. - Przyznałem jej rację.  

- Czy mogę cię o coś poprosić, Michał? - zapytała Hanka.  

- Słucham?

- Skoro uznaliśmy, że jestem dżentelmenem. - Mówiąc to, przenikliwie mnie obserwowała. - Chciałabym, abyś obiecał, że do końca ferii będzie tak fajnie jak przez te dwa dni.

- A dlaczego miałoby nie być?  

- Obiecaj, proszę! - nalegała dziewczyna.

- Czemu to ma służyć, Haniu? - spytałem, choć wiedziałem, co się kryje za jej prośbą.

- Michał, proszę!

- Powiem szczerze, że czuję się nękany - wyznałem. - Jednak dam ci odpowiedź, choć nie wiem czy cię ona zadowoli. Otóż, po pierwsze, to ty uznałaś mnie za dżentelmena. Ja się o tą nominację nie upominałem. Po drugie, twoje niespodziewane, natarczywe proszenie trochę mnie martwi. Skąd się wzięła nagła obawa, że zrobi się kiepsko?

- Stąd, że widzę jakie relacje łączą cię z dziewczynami - oznajmiła Hanka. - Przyznaję, że w ocenie twojej roli w tym układzie, balansuje między podziwem, a zdumieniem. Pewna natomiast jestem, że to mnie zupełnie nie kręci.  

- No proszę, jak ciekawie potoczyła się nasza rozmowa - stwierdziłem spokojnie. - Niesamowity, spektakularny upadek. Już nie jestem wspaniały? Ranisz mnie, Haniu.

- Jeśli się mylę, to wybacz, ale mam przekonanie, że twoje zachowanie nie jest do końca szczere - oświadczyła oschle Hanka. - Ukrywasz coś i masz konkretne, niezbyt szlachetny zamiary.

- Tak? A jakie, jeśli mogę spytać? - Cieszył mnie kierunek naszej rozmowy. Hanka ułatwiała mi dojście do sedna sprawy.  

- To wydaje się tak głupie i nierealne, że nie odpowiem - odparła Hanka, unikając patrzenia na mnie.  

- Ej, to nie w porządku! - zaprotestowałem. - Zapodajesz tajemniczą teorię spiskową i nie pozwalasz jej rozwinąć. Daj mi szansę, mam prawo się bronić!  

- Zostawmy to, dobrze! - Głos Hanki zabrzmiał groźnie. - Powiedz, że dziewczyny mnie wkręcały albo obiecaj, że nie zdarzy się nic głupiego!

- A ty wciąż swoje! - Rzuciłem poirytowany. - To co mówiły to prawda, a co do obiecanek, to mogę powiedzieć tylko, że co dla jednej osoby jest głupie, dla drugiej już takie może nie być. Wszystko zależy od perspektywy.  

Odpowiedziała milczeniem. Widziałem jednak, że wzrokiem ciska gromy w moją stronę. W końcu nie wytrzymała. Zatrzymała się, łapiąc mnie gwałtownie za rękaw kurtki.  

- Naprawdę liczysz na to, że pójdę z tobą do łóżka? - zapytała podniesionym głosem, który był koktajlem sprzecznych uczuć.  

- To nie musi być łóżko - stwierdziłem, uśmiechając się głupkowato. - Natomiast, biorąc pod uwagę kontekst twojego bardzo bezpośredniego pytania muszę sie przyznać, że chodzi mi po głowie taki scenariusz.  

- Ty chyba śnisz?! - Hanka prychnęła niczym podrażniona kotka. - Olać to, że wciąż jesteś uczniem liceum, ale ja cię poznałam w niedzielny wieczór! Jeśli straciłeś rachubę czasu to przypominam, że mamy wtorek!

- Nie straciłem, ale...

- Wszystkie nowe znajome tak traktujesz?! - Nakręcona, nie dawała mi zbyt wiele powiedzieć. - Przecież to jakieś wariactwo! Przyjeżdżasz ze swoim stadkiem, przekonany o swojej wyjątkowości, a ja na zawołanie powinnam rozłożyć nogi, tak? Nagle mam mieć cielęce oczy, kisiel w majtkach i cholerne motyle w brzuchu?!

- Motyle możesz sobie darować - oznajmiłem rozbawiony tekstami Góralki.  

- Niedoczekanie twoje! - oświadczyła zupełnie już rozzłoszczona Hanka. - Nie jestem taka! Nie będę, jak te głupie panny!  

- Skoro tak mówisz. - Zgodziłem się, choć moja mina mówiła co innego. - Aha, uwierz nie są głupie.  

- Nie bądź protekcjonalnym dupkiem! - prychnęła Hanka. - Wierzysz, że spełni się twoja wizja?!

- Ja nie myślę. Ja wiem - oświadczyłem z całym przekonaniem. - Zwłaszcza po dzisiejszym dniu.  

- Tak, a co cię tak upewniło, mój ty Casanovo?! - zapytała kpiąco Hanka.

-  Taki mały szczegół, że dzwoniono do ciebie kilka razy, puszczano sms-y, a ty totalnie to zignorowałaś zostając z nami - wyznałem z miną detektywa, który właśnie rozwiązał zagadkę. - Oczywiście jest możliwe, że nie chciałaś wychodzić na ziąb albo zostałaś dla pana Jurka, który pomaga Janiołowej. Ja sobie jednak wymyśliłem, że zrobiłaś tak  z mojego powodu.

- Goń się, młody! - syknęła Hanka. Najwyraźniej trafiłem w czuły punkt.  

-  A taka byłaś miła i sympatyczna... - jęknąłem, udając zawiedzionego.  

- Pasowałoby ci, gdybym potulnie zrobiła co tylko zechcesz, prawda? - Hanka nie odpuszczała. - Wiesz, skoro nie mam szans na obronę przed tobą, to chodźmy może do mnie! Po drodze ustalimy czy na pierwszej randce wypada pójść na całość czy wystarczy jak ci zrobię loda?!

- Jesteś zła, bo nie ogarniasz tego co aktualnie czujesz. Ja to wiem, dlatego twój sarkazm w żaden sposób mnie nie dotyka, a jedynie bawi.  - wyjaśniłem cicho.  

- Kuźwa, ty jesteś chyba kosmitą? - Hanka pokręciła głową z  niedowierzaniem.  

- Darujmy sobie epitety! - odparłem. - Wracając do twojej nieszczerej propozycji, to nieodpowiednia pora na igraszki. Nie jesteś jeszcze gotowa, ale gdy będziesz, to obiecuję cię ostrą jazdę.

- Przestań snuć fantazje, bo się pomoczysz! - Hanka wzrokiem ciskała gromy w moją stronę.  

- Czas pokaże kto ma rację - stwierdziłem filozoficznie. - I pozwól, że jeszcze raz nawiąże do twoich przemiłych, wcześniejszych słów. W chwili gdy spojrzysz na mnie cielęcym wzrokiem, przebierając z nogi na nogę z powodu kisielu w majtkach, gwarantuje ci, że zrobienie laski będzie jedną z bardziej niewinnych rzeczy jakie zrobimy. Poza tym, nie zerżnę cię na pewno w wyrku.

- Pieprz się gnojku! - Ręka Hanki szybko znalazła się blisko mojej twarzy. W ostatniej chwili jednak dziewczyna ją cofnęła. Zła jak osa, wydusiła z siebie - Daruj sobie odprowadzanie mnie do domu! Myślę, że widzimy się po raz ostatni!

- Ja myślę inaczej. Gdyby jednak, to będzie mi przykro, gdy już cię nie zobaczę - rzuciłem do pleców odchodzącej dziewczyny, która lubiła mieć ostatnie słowo. Ujrzałem uniesioną dłoń Hanki, z wyciągniętym, środkowym palcem.

Takim postępowaniem zdecydowała o tym, jak ją potraktuję, gdy będzie gotowa się oddać. Do tej pory, zauroczony nią totalnie rozważałem scenariusze łagodniejsze, ale to co mi zafundowała przed chwilą przechyliło szalę w stronę dzikszych klimatów. W sumie to nawet lepiej. Za niecałe dwa tygodnie wyjadę z Bukowiny, a Hanka stanie się niezapomnianą, ale krótkotrwałą przygodą.  

Myśląc o młodej Góralce, wróciłem do willi "U Janioła".  
Żeńska część rodziny Sobiesiaków była w swoim pokoju, poddając się zabiegom odświeżająco-upiększającym. Wynikało to zapewne z wcześniej poczynionych w szerszym gronie ustaleń. Marcelina z Wiktorią czekały na mnie, ale, gdy przyszedłem spytały tylko jak mi poszło. Widząc, że nie jestem skłonny do wyznań, oświadczyły, że idą do swojego pokoju oglądać film.  

Chcąc nie chcąc ruszyłem do swojego nowego pokoju.  
Kompleks zabudowań pani Janioł  był pochodną połączenia starego domu mieszkalnego z nowszym budynkiem przeznaczonym dla turystów. Obydwa połączone zostały gospodarczym łącznikiem. Moje lokum od teraz znajdowało się w części zamieszkałej przez domowników.  
Tam skierowałem swoje kroki.  

Potrzebowałem paru minut, aby się odświeżyć i nieco ochłonąć po rozmowie z Hanką. Przez wysokie okno, którego tafla zaczynała się tuż nad podłogą, a kończyła kilkanaście centymetrów od sufitu widziałem rozgwieżdżone niebo i ciemne zarysy szczytów górskich. Podszedłem do niego, zapatrując się w głęboki mrok.  
Nie wszędzie jednak panowała ciemność. Zerkając w dół dostrzegłem zapalone światło w jednym z pokoi. Nie przysłonięte zasłony pozwalały obserwować co dzieje się w środku. Gdy dotarło do mnie co widzę, widok przykuł moją uwagę niepodzielnie.  
Dostrzegłem całkiem nagą panią Jagnę stała przeglądającą się w lustrze. Nie byłem pewny czy akurat to robiła, ale tak to wyglądało z mojej perspektywy.  
Mimowolnie zamarłem, jakby moje poruszenie mogło spłoszyć właścicielkę willi.  

Patrzyłem z rosnącym podnieceniem i zaciekawieniem. Obserwacja przekonała mnie, że doskonale oszacowałem figurę kobiety. Pani Jagnie daleko było do szczupłości, choć nie nazwałby jej grubaską. Na szkolnej skali, gdzie pod jedynką znalazłby się dziewczyny przeraźliwie chude, a pod szóstką potężne grubaski, jej dałbym czwórkę z plusem. Nie miała ani trochę wydętego brzucha, przez co bez problemu dostrzegłem pod nim, poletko ciemnych, łonowych włosów. Szerokie biodra i talia pani Janioł tworzyły przyjemny dla oka łuk, opadając w dół ku pulchnym udom i - dla odmiany - zgrabnym łydkom. Tym co przyciągało wzrok najbardziej były jednak obfite, opadające ciężko piersi, będące kwintesencją kształtów kobiety.  

Pani Jagna zagarnęła dorodne grona, jednocześnie unosząc, a przy tym kręcąc biodrami. Z zaoferowaną miną dokonywała przeglądu dorodnych atrybutów, jakby oceniając ich wagę, a potem skupiła się na uciskaniu i głaskaniu. Od patrzenia na nią stwardniałem w kroczu. Fiut prężył się w gaciach, napierając na krępujący go materiał.  

Janiołowa nie zamierzała zadowolić się oględzinami samych piersi. Dłonie kobiety ześliznęły się z mlecznych wzgórz, zmierzając w dół. Powoli przesuwała je po brzuchu, biodrach, sięgając do tyłka. Pupie poświeciła trochę więcej czasu, uciskając przez chwilę pośladki. Ciekawy byłem, czy zadowoliła ją ich jędrności? Ze swojego punktu obserwacyjnego nie potrafiłem tego ocenić.

Po zadku przyszła kolej na uda. Tym razem dostrzegłem grymas niezadowolenia na twarzy pani Jagny. Gładziła szerokie uda wyraźnie zawiedziona ich okazałością. Nie wiem czy mimowolnie, czy z zamysłem, ale dłonie gospodyni powędrowały ku pokrytemu ciemnym runem łonu. Przez moment zatrzymały się, ale było to bardzo krótkie zawahanie. Przylepiłem twarz do okna chcąc wypatrzeć jak najwięcej. Byłem przekonany, że przyklejona do krocza dłoń pani Jagny nie tkwi tam bez ruchu. Gdyby ktoś zapytał, to z przekonaniem powiedziałbym, że palcami sięgnęła do szparki, a wnętrzem dłoni pocierała owłosione poletko.

Nie trwało to zbyt długo, ale wystarczyło, bym boleśnie odczuł narastający wzwód. Chcąc nieco sobie ulżyć, rozpiąłem pasek od spodni, by dać kutasowi trochę więcej swobody. Miałem ochotę pozbyć sie spodni, ale bojąc się, że ruch spowoduje odkrycie mojej obecności, zostawiłem je w spokoju. Za nic nie chciałem też odchodzić od okna nawet na chwilę. Liczyłem, że spektakl jeszcze trochę potrwa.  

Gospodyni jednak zreflektowała się, dość gwałtownie przerywając samotną zabawę. Wykwitłe rumieńce mogły być dowodem wstydu kobiety, ale też ekscytacji. Być może dowodziły obydwu tych uczuć. Natomiast skrzywiona mina mówiła  bez dwóch zdań o dezaprobacie wobec tego co czyni.  
Uniosła bezwstydną dłoń do góry, by skupić się na twarzy. Odpiąwszy spinkę na głowie, spuściła firanę miodowych włosów. Wsunęła palce w pukle, burząc wcześniejszy ład.  
W następnej kolejności przyszła pora na dalszą inspekcję. Pani Janioł cierpliwie przesuwała palcami po każdym fragmencie twarzy, aż dotarła do szyi. Spuszczając powieki, objęła ją dłonią, unosząc jednocześnie brodę do góry. Zaraz potem przekręciła głowę, jednocześnie otwierając oczy.  

Jeśli cokolwiek liczyła zobaczyć, to na pewno nie była to stojąca w oknie na poddaszu sylwetka syna jej przyjaciółki. Oczy zaskoczonej pani Jagny stały sie okrągłe jak spodki. Jedną ręką zakryła instynktownie piersi, a drugą krocze. Zanim skryła się w głębi pokoju, zmierzyliśmy się wzrokiem.  
Po chwili, prostokąt okna w które się wpatrywałem wypełnił się ciemnością.  

Parę minut później, stojąc w kabinie prysznicowej pod strugami wody wciąż miałem przed oczami nagą panią Janioł. Pomógł mi on w szybkiej, sukcesem zakończonej masturbacji.  
Pachnący, świeży i uwolniony od napięcia, zległem na wyrku zapatrzony w ciemny sufit. Wymyśliłem, że poczekam trochę, sprawdzając czy wzburzona pani Janioł nie wpadnie za chwilę do mojego pokoju. Chociażby po to, by natrzeć mi uszu.  
Wykorzystałem ten czas rozmyślając nad wydarzeniami ostatnich dni. Podchody z Hanką, dziwne zdarzenia z gospodynią wpływały znacząco na moje samopoczucie. Cały czas czułem sie pobudzony, wciąż rozsadzały mnie emocje. Liczyłem na to, że te ferie nie będą czasem straconym, pełnym wartych zapamiętania wrażeń, ale zanosiło się na coś co przerośnie moje oczekiwania. Minęły dwie doby, a ja mam spory materiał do przemyśleń.  

Po dużej dawce umysłowych zmagań, niewiele byłem mądrzejszy. Nie doszedłem do żadnych konstruktywnych wniosków. Z ciekawszych konkluzji  podobały mi się dwie. Pierwsza dotyczyła tego, że mieszkające w górach kobiety to arcyciekawe osoby. Czy winny był temu górski klimat? Czy może oscypki są nieznanym jeszcze światu afrodyzjakiem?  
Druga wiązała się z moimi planami na dzisiejszą noc. Uzgodniłem z Iwoną i jej córkami, że w domu pani Jagny darujemy sobie zbyt śmiałe, wspólne zabawy. Obiecałem dzielić sprawiedliwie czas spędzany na miłosnych igraszkach. Dziś planowałem zaprosić do siebie bliźniaczki, ale po okiennej sesji z nagą gospodynią w roli głównej, nabrałem apetytu na dojrzalszy owoc. Dziewczyny przełkną jakoś gorycz rozczarowania, przy okazji ćwicząc cierpliwość. Ja tymczasem wypieprzę konkretnie ich matkę.  

Takie były puenty moich przemyśleń. Głębokie niczym rana po pryszczu.  
Poważne dylematy dojrzałego młodego człowieka.  
Okazałem się pieprzonym geniuszem refleksji!  
Mędrcem, cholera jasna!

C.d.n....

8 482 czyt.
100%496
Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 14093 słów i 77893 znaków, zaktualizował 5 paź o 1:35.

6 komentarzy

 
  • Cmok

    Cmok · 3 dni temu · 202235571

    Jak zwykle super

  • MazowieckiZiomek

    MazowieckiZiomek · 7 paź 19:20 · 369215614

    Kolejna część i kolejna bomba!

  • Poznaniak

    Poznaniak · 5 paź 23:57 · 381259548

    Fajne długie opowiadanie pełne pikantnych akcji tak jak lubię. Zadam teraz głupie pytanie, które jednak nurtuje wszystkich zainteresowanych losami Michała. Kiedy kolejna czesc😂? Wiem dopiero wrzuciłeś świeży materiał, a ten tu chce kolejny. Ok postaram się o cierpliwość 😂

  • Poznaniak

    Poznaniak · 5 paź 23:43 · 381259548

    Fajne długie opowiadanie pełne pokątnych akcji takjak lubię. Zadam teraz głupie pytanie, które jednak nurtuje wszystkich zainteresowanych losami Michała. Kiedy kolejna czesc😂? Wiem dopiero wrzuciłeś świeży materiał, a ten tu chce kolejny. Ok postaram się o cierpliwość 😂

  • Baba

    Baba · 5 paź 11:25 · 211927142

    Dobre!

  • Iks

    Iks · 4 paź 21:38

    Witam przyjaciół, znajomych i fanów Michała.  
    Jeśli ktoś uważa, że nie zalicza się do żadnej grupy to też może czuć się przywitany .
    Oddaje do czytelniczej dyspozycji część numer 28, licząc, że spotka się z przychylnym przyjęciem. Znów trochę moi drodzy musieliście czekać, ale nie aż tak długo jak ostatnimi razami, więc w tym temacie jest progres. Zauważam to, ale proszę byście nie sugerowali się tym  zbytnio. Jak zwykle nic nie obiecuję, ale jak widzicie, gdy tylko mogę to zamieszczam teksty w trybie nieco szybszym.  
    Życzę przyjemnej lektury.
    Pozdrawiam
    X.