Przypadek Michała cz. XXXI

Przypadek Michała cz. XXXI*****

Laura Banaś chwilowo trzymała mnie za jaja. Szantaż córki radnego wkurzył mnie koszmarnie, ale byłem pewien, że odpłacę jej z nawiązką za paskudną intrygę. Nie wiedziałem tylko kiedy, gdzie i jak. To sprowadzało się do tego, że na ten moment moja wiedza w tym temacie była gówniana. Mało tego, próby wymyślenia czegokolwiek odciągały mnie skutecznie od działań, na których powinienem się skupić, by wypełnić żądania Laury. Dlatego zdałem się na los, wierząc, że wpadnę na pomysł w tak zwanym międzyczasie, robiąc tymczasem co trzeba w celu uwiedzenia ponętnej małżonki, "ulubionego" radnego oraz dziewczyny, która była wrogiem numer dwa córki Banasia. Nieznanej mi jeszcze Karoliny Strzeleckiej.

Na początek zacząłem od poznanej w nietypowych okolicznościach pani Banaś. Wydawała się łatwym celem, ponieważ była napoczęta. Napiętnowana obrazkami syna Wanatów pieprzącego się z gorącą jak wulkan Jolantą. To co widziałem tamtego wieczoru w jej oczach, posuwając ostro przyjaciółkę Bogny, nie wyglądało mi na niesmak i obrzydzenie. Wzrok wtulonej w szybę Anny, zasnuty był pragnieniem oraz żądzą. Niech mnie posiekają jeśli się mylę, ale to był doskonały fundament, na którym mogłem zbudować więź między nami. Mówiąc górnolotnie, szykowałem kajdany wykute w kuźni mojego daru. Patetycznie to zabrzmiało, ale myśląc o żonie wrednego Lucjana nie potrafiłem inaczej. Była stworzona z tego samego magicznego materiału co Anita. Piękna belferka, kiedyś nieosiągalna dla mnie, teraz była gotowa na wszystko, by mnie zaspokoić i zadowolić. Dlatego wierzyłem, a nawet byłem pewien, że z byłą modelką będzie podobnie.  Już podczas przygody w domku letniskowym wiedziałem, że z chęcią bym ją przeleciał. Jeśli wtedy miałem jakieś wątpliwości, to podła zagrywka Laury skutecznie mnie ich pobawiła. Była doskonałym antidotum na wszelkie dylematy. Wytłumaczeniem dla przyszłych zdarzeń.  

Czując się uwolniony od skrupułów, uruchomiłem dar, skupiając go całkowicie na osobie Anny Banaś. Jeśli istniał jakiś potencjometr regulujący jego natężenie, to był podkręcony do oporu. Wydawało mi się, że pierwszy z wyznaczonych mi przez Laurę celów właściwie już jest zaliczony, a sama realizacja to formalność. Niezwykle ekscytująca i przyjemna, ale bez niewiadomych. Bułka z masłem dla takiego zaprawionego w bojach drapieżcy. Tymczasem, ku mojemu zdziwieniu napotkałem nielichy opór.  

Poprosiłem Jolę, żeby umówiła się na spotkanie z żoną radnego, na którym zamierzałem się pojawić niespodziewanie. Dostałem odpowiedź, że była modelka odmawia, zasłaniając się obowiązkami. Gdy, po kilku dniach ustąpiła, zaskoczyła nas nie przychodząc w umówione miejsce. Później zadzwoniła do Jolanty, mówiąc, że szła na spotkanie, ale zobaczywszy ją w moim towarzystwie dała drapaka. Okazała się dzielną porządną babką, która postanowiła zawalczyć o swoją przyzwoitość. Byłem zdziwiony, bo nastawiłem się na inny scenariusz. Na mój widok nie miała czmychać, a wręcz odwrotnie, wpaść mi w ramiona, po drodze pozbywając się całej odzieży. Cóż, lubię niespodzianki. Tą potraktowałem jako etap polowania. Podchody, które dodają smaczku późniejszej miłosnej konsumpcji lub jak kto woli mniej subtelniej - bzykaniu.  

Przez niecną zagrywkę Banasiówny byłem ostatnio mocno spięty, więc postanowiłem nieco się rozerwać. Zabawić kosztem ślicznej, przyrodniej matki wrednej koleżanki z klasy. Skoro tak się wzbraniała, musiałem wykonać jakiś manewr zaczepny, który osłabi jej opór. Od Laury, która codziennie nękała mnie telefonami i sms-ami, wypełnionymi pytaniami o moje postępy, dowiedziałem się kilku szczegółów, które mogły mi się przydać, do realizacji planu.  

Przygotowany, odpicowany i nakręcony pojawiłem się w budynku mieszczącym firmę prowadzoną przez Annę Banaś. Położonym nieco za miastem, otoczonym sporym fragmentem lasu. Przekroczyłem te zacne progi około piętnastej trzydzieści. Pokazując pokaźną, wypchaną tekę sprzedałem przygotowaną historyjkę ochroniarzowi, który wysłał mnie na pierwsze piętro. Tu z kolei zatrzymała mnie asystentka mojej ofiary, której uroda wskazywała, że również ma lub miała do czynienia z modelingiem. Boginka ze złotymi włosami oraz pięknym, choć trochę wymuszonym uśmiechem zapytała dokąd tak raźno zmierzam. Miałem ochotę odpowiedzieć, że do jej majtek, ale nawet biorąc pod uwagę moje możliwości, byłoby to odrobinę za szybkie tempo. Poza tym, za drzwiami czekała inna, bardziej interesująca mnie kobieta.  

- Dzień dobry, ja od Emila Szałana - skłamałem bez zająknięcia, powołując się na atelier jednego z bardziej znanych fotografów, z którym często współpracowała agencja żony radnego. - Mam tu pilne materiały, które mam dostarczyć bezpośrednio do rąk pani Anny Banaś.  

- Bezpośrednio?! A co to?! Zdjęcia szpiegowskie najnowszej, sensacyjnej  kolekcji stringów?! - Blondyna zmierzyła mnie podejrzliwie wzrokiem. Doceniłem w myślach refleks i poczucie humoru dziewczyny. - Wystarczy, że zostawisz je u mnie, a na pewno dotrą do szefowej. Nawet zaraz.

- Wierzę, ale u Emila jestem od niedawna, na okresie próbnym. - Zrobiłem zbolałą minę. - Nie chcę wylecieć za to, że luźno podchodzę do poleceń. Nie wiem czy się pani orientuję, ale on jest drażliwy na tym punkcie.  

- Wiem. - Asystentka za biurkiem potakująco kiwnęła głową, a ja pogratulowałem sobie w myślach przepytania Banasiówny o rozmaite szczegóły. - Tylko, że jestem tu po to, aby darować pani Ani dodatkowych, niepotrzebnych wizyt.

- Zawartość tej teczki jest podobno super ważna, więc proszę o zrobienie wyjątku - uśmiechnąłem się przymilnie do nieprzekonanej rozmówczyni.  

- Poczekaj tutaj, zapytam szefową! - zarządziła blondyna, wychodząc zza biurka i ruszając w stronę drzwi. Zrobiła to krokiem, jakim poruszają się modelki na wybiegu, a że nogi miała bajeczne i zakryte jedynie krótką spódniczką, podskoczyło mi ciśnienie.  

Gdy uchyliła drzwi, aby przekazać wieść o natrętnym posłańcu, stanąłem w prześwicie, aby żona Banasia mogła mnie dostrzec. Zza pleców tłumaczącej się asystentki dostrzegłem niezbyt przyjemny grymas na ślicznej twarzy pani Ani, ale nie przejąłem się tym zbytnio, ponieważ  moja strategia działała. Zostałem łaskawie wpuszczony do gabinetu.  

Jedno krótkie spojrzenie wystarczało, żeby zachwycić sie widokiem siedzącej za biurkiem kobiety. Swoją urodą wkurzyłaby bez dwóch zdań dawno nie widzianą w ziemskiej okolicy Afrodytę. Gdzie ten popapraniec Banaś ma rozum? Mieć taką kobietę w domu i szukać wrażeń u innych! Czysty debilizm!

- Czyś ty oszalał, chłopaku?! - Wzburzonym głosem przywitała mnie żona radnego, gdy zostaliśmy sami. - Co tu robisz?! Po co ten cyrk?! Czego ty chcesz?!

- Strasznie dużo tych pytań - opowiedziałem pewnym głosem, choć mój stan ducha daleki był od komfortowego. Nie byłem kwiatem lotosu unoszącym się spokojnie na tafli wody. - W zasadzie wszystko sprowadza się do jednego. Muszę się z panią spotkać i nie odpuszczę póki to się nie stanie. Moja sugestia jest taka, żeby decyzję podjęła pani ekspresowo, ponieważ moja zbyt długa wizyta w gabinecie byłaby trochę podejrzana.

- Nie ma mowy! Nic nie osiągniesz w ten sposób! - Zduszonym głosem oznajmiła Anna Banaś, przy okazji piorunując mnie wzrokiem. Nie uszło mojej uwadze, że w jednej chwili jej policzki stały się czerwone niczym dojrzały pomidor.  

- Dziś może nie, ale będę uprzykrzał pani życie tak długo jak się tylko da - przyznałem z przekornym uśmieszkiem. - I na co to komu? Nie lepiej zgodzić się na rozmowę ze mną?

- A to teraz ten rodzaj aktywności nazywamy pogaduszkami? - mruknęła była modelka, starając się nie patrzeć mi w oczy.  

- Naprawdę chcę pogadać. Nie chodzi mi o tamtą noc, tylko o Laurę - wyjaśniłem, starając się nie okazywać zbytniego rozbawienia. Śmieszyła mnie postawa żony radnego, jej skrępowanie, to jak próbowała ukryć swoje emocje oraz stan ducha. Znałem to z autopsji, obserwując każdą z moich kochanek na etapie, gdy jeszcze broniły się przed uzależnieniem ode mnie.

- A co ona ma z tym wspólnego?

- Z dniem, gdy się poznaliśmy nic, ale przecież mówię, że nie o niego się rozchodzi. - Wzruszyłem ramionami na poparcie swoich słów.  - To jak będzie? Trochę za długo tu jestem.

- Ok.. Dobrze! - Zdecydowała Anna Banaś. - Tak naprawdę kończę za niecałe dziesięć minut pracę.  Jak pójdziesz ulicą Sosnową napotkasz po chwili przystanek. Miń go, a potem idź w stronę centrum, złapię cię po drodze. No chyba, że przyjechałeś samochodem?

- Nie, skorzystałem z niezawodnej komunikacji miejskiej - odparłem, zadowolony ze decyzji rozmówczyni.  - Niech pani tam będzie. To naprawdę ważne.  

Wyszedłem, udając, że nie widzę podejrzliwej miny asystentki żony Banasia. Wielu osobom taki wyraz twarzy nie przysporzyłby wdzięku. Blondyna strzegąca wrót szefowej była z innej gliny. Z nieprzychylnym zdziwieniem było jej do twarzy.  

Dwadzieścia pięć minut później siedziałem w czerwonym mini cooperze, próbując ukradkowo zerkać na odsłonięty fragment nóg prowadzącej go Anny Banaś. Ona tymczasem walczyła ciągle z własnymi wewnętrznymi demonami, które najwyraźniej stawały się nadpobudliwie, gdy byłem w pobliżu.  

- Wszystko w porządku? - spytałem, wiedząc, że wtykam kij w przysłowiowe mrowisko.  

- Co masz na myśli?

- Mam wrażenie, że moja osoba wywołuje w pani skrajne emocje - zagaiłem, gratulując sobie w duchu zdolności do robienia zamętu w głowach przedstawicielek płci przeciwnej. - Mylę się?

- Ty żartujesz?! - żona radnego wybuchła, zaciskając dłonie mocno na kierownicy, aż pobladły jej knykcie.  - Być może wydaje ci się, że skoro byłam modelką to wiodłam życie pełne przygód podobnych do tej z działki Joli, ale tak nie było. W tym rzecz, że żadna ze mnie świętoszka, ale takie atrakcje mnie omijały. Nie dziw się więc, że czuje się przy tobie niezręcznie.

- Tyle, że pani nic wielkiego tam nie robiła - oświadczyłem spokojnie. - To mi powinno być nieswojo.

- No patrz no ty! To chyba mam złe samopoczucie za nas dwoje - prychnęła Anna Banaś. Oczywiście, z wdziękiem. - Ciebie jak widać nic nie rusza, a mnie znów za bardzo.  

- Proszę brać przykład ze mnie!

- Daruj sobie porady, przejdź do rzeczy! - fuknęła żona radnego, poirytowana moim źle maskowanym rozbawieniem. - Jeśli się nie mylę, mieliśmy porozmawiać o Laurze.  

- Słusznie - zgodziłem się, przekonany, że drażliwy temat powróci niczym dobrze rzucony bumerang. - Muszę nakreślić tło wydarzeń, więc proszę o cierpliwość nim powiem w czym rzecz.  

Chcąc podgrzać emocje, z którymi zmagała się moja rozmówczyni, opowiedziałem o miłosnym układzie z mamuśką Sobiesiak i jej córkami -bliźniaczkami, co wywołało zamierzony przeze mnie efekt. Nawet bez obrazowych opisów miłosnych figli, moje słowa poraziły walczącą z żądzą i podnieceniem panią Banaś. Wyraźnie toczyła wewnętrzną walkę z demonami, które hulały w jej ciele i głowie.  

- Laura przez przypadek weszła w posiadanie filmu, na którym zabawiam się z dziewczynami i matką - oznajmiłem na koniec. - Teraz mnie szantażuje i stawia żądania.

- Co w tobie jest takiego?! Bogna trochę mi o was opowiedziała, gdy wracałyśmy wtedy z działki. To niepojęte! - Kręcąc głową ze zdziwienia powiedziała żona Banasia. - Rozumiem, że po zawarciu ze mną znajomości liczysz, że przemówię jej do rozumu. Rozczaruję cię, ale ona niezbyt...

- Wiem o niechęci wobec pani. - Przerwałem wywód mojej rozmówczyni. - Chciałem przekazać inforamcję, a nie prosić o cokolwiek.

- W takim razie czegoś nie rozumiem - oznajmiła żona radnego, marszcząc przy tym brwi, jak przy zamyśleniu. - Laura traktuje mnie niemal jak powietrze, więc po co mi wiedzieć cokolwiek na jej temat? Nawet jeśli to tak sensacyjna wiadomość, że wzięła się za szantaż.

- Dlatego, że chcąc się wykaraskać z tej kabały musiałem zgodzić się na pewien układ - odparłem z poważną miną. - I to pani jest połową tego żądania, które przedstawiła mi Laura.

- Ja?! Dlaczego...?! Co to za głupoty?! - Moje wyjaśnienie zrobiło wrażenie. Zaskoczona Anna Banaś zjechała na pobocze drogi, wbijając we mnie świdrujące spojrzenie.  

- Niejako przy okazji tego wypadku z filmem, Laura dowiedziała się, że doskonale radzę sobie z uwodzeniem dziewczyn, czy kobiet - odpowiadając obserwowałem bacznie moją rozmówczynię. - Aby odzyskać film i bezpieczeństwo mam panią uwieść, przelecieć tak, żeby był na to dowód, który będzie można, jak się domyślam, pokazać szanownemu radnemu.  

- Kurwa! Co za bzdura?! - Stęknęła wzburzona Anna Banaś. W moim mniemaniu niecenzuralne słowa nie odbierały jej wdzięku i klasy. - Chyba tylko ta pokręcona gówniara mogła to wymyślić?!

- Witam w Lauralandzie! - Uśmiechnąłem się gorzko.

- To nonsens! Lucjan ma mnie coraz bardziej w dupie! - Zauważyłem, że w miarę rozwoju konwersacji, moja rozmówczyni wyrażała się w coraz mniej wyszukany sposób. - Odkąd między nami się ochłodziło, przestał się kryć z tym, że ma inne baby. Dorwał ostatnio jedną z małolatę z mojej agencji, szykując ją chyba na trzecią żonę. Szczerze mówiąc liczę na to, będę wtedy wolna.

- No proszę, nie tylko ja radzę sobie świetnie z kobietami - odparłem z przekąsem.  

- To zupełnie coś innego, chodzi o obopólne korzyści - stwierdziła Anna Banaś. - W twoim przypadku to jakaś...

- Tak?  

- Nieważne! To coś innego i tyle! - zreflektowała się żona radnego. - Istotne jest to, że tak naprawdę nie zagrażam w niczym Laurze. Po co gówniarze takie afery?

- Może nie widzi braku zainteresowania panią ze strony ojca - odpowiedziałem. - Bardziej jednak myślę, że chce dopiec macosze. Chodzi o zemstę, po prostu.

- Wiem, że nie jestem jej ulubienicą, ale żeby posuwać się do takich zagrań?

- Mnie to nie dziwi. Ona w szkole ma opinię zimnej, wrednej suki. - Z subtelnością odniosłem się do wątpliwości rozmówczyni. - Jeśli to jakakolwiek pociecha, nie jest pani sama w klubie faworytów  Laury.
Mam takie samo zlecenie na jeszcze jedną osobę.

- Zdradzisz na kogo?

- Tak. Zna pani Karolinę Strzelecką?

- Poważnie?! Jak widać ród Banasiów długo chowa urazę. - Skrzywiła się pani Anna. - Powiem ci, czym zasłużyła sobie tamta dziewczyna na gniew mojej pasierbicy.  

- Zamieniam się w wielkie ucho - oznajmiłem.  

- Zanim dojdziemy do Karoliny musisz poznać Witolda Stelmacha, biznesmena, od niedawna przeciwnika mojego mężusia, Wcześniej Lucjan przyjaźnił się z nim bardzo mocno. Przyciągało ich do siebie podobne spojrzenie na świat,  pobaj byli postrzegani jako ludzie sukcesu. Syn Stelmacha - Sebastian jest młodym, studiującym aktorem, ale już z paroma drobnymi sukcesami. Możesz go kojarzyć z kilku całkiem udanych reklam. - Z zapałem tłumaczyła mi pani Banaś. - Taki ładny z opinią na wyrost, że perspektywiczny, że przyszły pierwszy amant polskiego kina i takie tam inne dyrdymały. Laura znała tego "gwiazdorka" znacznie wcześniej, zakochała się w nim po uszy i przez rok byli niby parą.

- Czemu niby?  

- Ponieważ on był raczej mało zainteresowany - wyjaśniła żona radnego. - A gdy poszedł na studia, to zupełnie stracił ochotę na kontynuowanie znajomości z Laurą. Tyle, że do niej to nie docierało. Dopiero, gdy pojawiła się Karolina i Sebastian zaczął mówić dookoła, że to jego dziewczyna, zrozumiała.  

- I znienawidziła rywalkę - podsumowałem.

- Na to wygląda - przyznała żona radnego. - A przy okazji jeszcze bardziej pewnie mnie, bo to ja zapoznałam Karolinę z Sebastianem.  

- Pewnie długo kombinowała jak się wam odwdzięczyć - dopowiedziałem. - Wtedy pojawił się feralny filmik i ja z przytupem wszedłem do tej historii.  
Teraz mam ostro się z wami zabawić i to udokumentować, żeby ona dokonała zemsty.

- Na szczęście, jak widzę, wybrałeś inne rozwiązanie. - Nie zdziwiło mnie, że w głosie Anny Banaś więcej było niepewności niż przekonania.

- Nie do końca - odparłem z bezczelnym uśmiechem. - Bardzo chcę utrzeć nosa Laurze, więc przyznałem się do wszystkiego przed panią, licząc, że razem coś wymyślimy. Co nie zmienia relacji między nami.

- Jak to?! - jęknęła żona radnego, nie do końca chyba rozumiejąc co chciałem powiedzieć.  

- Po prostu. - Rozdziawiłem gębę jeszcze szerzej. - Pani, walcząc ze swoją żądzą będzie mnie jeszcze trochę odpychać, nie ogarniając, dlaczego ma ochotę na bezczelnego osiemnastolatka. Ja natomiast poczekam cierpliwie na rezultat tego starcia. Bolesne, potężne pożądanie sprawi, że przegra pani to walkę z kretesem i zapragnie być moją kochanką.

W odpowiedzi usłyszałem tylko świst przecinanego powietrza, a zaraz potem na moim policzku wylądowała dłoń żony Banasia. Muszę przyznać, że jak na taką księżniczkę umiała przywalić. Zapiekło konkretnie. Z trudem powstrzymałem się od wyrzucenia z siebie szpetnego przekleństwa.  

- Będę panią rżnąć nie mnie efektownie niż Jolę - wypaliłem, nadstawiając drugi policzek.

- Twoje niedoczekanie, mały parszywcu! - wydyszała wzburzona Anna Banaś. - Nie jestem ani Bogną, ani Jolką, ani żadną z twoich dupodajek, ile byś tam ich nie miał!  

- Zdecydowanie nie! Jesteś wyjątkowa i porządna - przytaknąłem z drwiną, po czym przechodząc na bardziej bezpośredni sposób konwersacji, dodałem. - Uważasz się za lepszą, ale przekonasz się, że równie ochoczo będziesz nadstawiać mi tyłka. Już teraz czujesz się nieswojo, bo coś uwiera w środku, pali w gaciach. Jeszcze to tłamsisz, ale już niedługo.  

- Ty..., ty gnoju! - Wypaliła mi prosto w twarz była modelka.

- Mam rację, prawda? - Nie zamierzałem ustępować.

- Mylisz się jak cholera! - Twarz kobiety zakwitła czerwienią.  

- Ok.. Jeśli tak twierdzisz - ustąpiłem, wiedząc, czyje będzie na wierzchu. - A co ze sprawą Laury?

- Obydwoje jesteście siebie warci! - Policzki Anna Banaś płonęły podlane paliwem skrajnych uczuć. - Mam w dupie wasze dziecinne intrygi! Rób co chcesz!

- Liczyłem na więcej zrozumienia.

- Gówno mnie to obchodzi! Wynocha z samochodu! - Żona radnego syknęła, wściekła niczym nadepnięta żmija.  

- Zostawisz mnie tutaj?

- Do następnego przystanku jest dziesięć minut drogi - odparła moja rozmówczyni z nieskrywaną satysfakcją. - Dobrze ci zrobi świeże powietrze. Może ochłoniesz z tych bredni, którymi się karmisz.  

- Sama dobrze wiesz co czujesz - oświadczyłem, gramoląc się z auta. - To nie bzdury. Ani to co mówiłem o nas, ani to co opowiedziałem o Laurze.  

- Wynoś się!

- Zatem.. do następnego razu - mrugnąłem do Anny Banaś na pożegnanie.  

Nie zaszczyciła mnie odpowiedzią. Usłyszałem trzaśnięcie drzwi, a zaraz po tym auto z piskiem ruszyło przed siebie.

Uśmiechnąłem się do swoich myśli. Gdyby nie ten syf z Laurą, martwiłbym się tylko tym, jak szybko ulegnie mi jej macocha, po wybrykach na działce Jolki. Głupi szantaż sprawił, że w mojej beczce miodu znalazło się sporo dziegciu. Jako optymista z natury, wierzyłem, że znajdę sposób na wredną koleżankę z klasy. Szedłem więc poboczem drogi, rozmyślając jak bardzo mi będzie dobrze z Anną Banaś. Korowód obrazów w mojej głowie był tak sugestywny, że rozpalał mnie całego. Tak bardzo, że nie przeszkadzał mi nawet siąpiący deszcz, który pojawił się znikąd.

*****  

Ostatnio znów dużo wokół mnie kręciło się w temacie Banasiów. Laura dopadła mnie ze swoim szantażem, jej ojciec powracał niczym przykry koszmar wysługując się kostuchą Marzeną, a na dokładkę zawarłem bliższą znajomość ze śliczną małżonką tego skurwiela. Na razie nie byliśmy kompatybilni ze swoimi odczuciami, ale nie od razu Kraków zbudowano. Z początku byłem nieco wystraszony zapoznaniem byłej modelki, ona raczej zafascynowana moimi relacjami z Bogną i Jolą. Teraz role się odwróciły. Byłem napalony i gotowy na bardzo wiele, by dobrać się do bajecznego ciała żony radnego. Jej emocje opadły niczym jesienne liście. Ocena była niekoniecznie właściwa, bo wiedziałem, że wrze z pożądanie, ale walczyła z tym jak potrafiła, nie okazując prawdziwych uczuć. Winą za tą sytuację obwiniając, całkiem zresztą słusznie, moją osobę. Byłem pewien, że ten mur obronny runie, a wówczas jako zwycięzca będę mógł się zająć plądrowaniem zdobycznych dóbr.

Nie samymi Banasiami jednak Michał żyje.  
W myśl tej dostosowanej do własnych potrzeb maksymy zainicjowałem spotkanie, które niosło za sobą dwie idee. Jedną szlachetną, która miała pomóc w realizacji planu jednej z moich dziewczyn oraz drugą, której żadnymi wzniosłymi pobudkami usprawiedliwiać bym nie próbował. Taki już ze mnie skomplikowany osobnik. Pewnie znajdzie się kilka takich osób, co w to uwierzą. A co tam!

Kiedy przedwczoraj umawiałem się na to spotkanie ze Spacją, zmartwił mnie smutny, zmęczony głos dziewczyny w telefonie. Mój telefon poprawił nastrój techno czarodziejki ale niezbyt mnie to pocieszyło. Nie byłem z nią przecież przez większość czasu, dlatego zmartwiłem się, że to przygnębienie może nie być chwilowe.
Cóż jestem, kim jestem. Ucieszyłem się, że zgodziła się spotkać. Oprócz słów otuchy postanowiłem zaaplikować jej dużą dawkę ekscytujących doznań. Mój pęczniejący mózg od ponad tygodnia pracował na wysokich obrotach, skupiając się na Annie Banaś. Potrzebował nieco od niej odpocząć, a  zaplanowane przeze mnie spotkanie z dwiema pannami, było ku temu doskonałą okazją. Sabina była jedną z tych wybranek, liczyłem, że ta prymitywna terapia okaże się dobra na jej smutki. W końcu niezapomniane, gorące chwile z młodym Wanatem na długo potrafią zapaść w pamięci. Jak wspomniałem skomplikowany ze mnie facet. I skromny, jak cholera!

Kto chce niech się zżyma, ale sposób działał.  
Saba, gdy tylko rozsiadłem się wygodnie na siedzeniu w jej aucie, dała mi jasno do zrozumienia czego potrzebuje i oczekuje ode mnie. Pyszne wargi dziewczyny smakowały wybornie, gdy wpijała je we mnie, jakby chciała odebrać mi oddech. Język techno czarodziejki wpełzł do moich ust, gdy tylko je uchyliłem próbując zaczerpnąć haust powietrza. Dopiero po dłuższej chwili, z trudem udało mi się uwolnić od zachłannej partnerki.  

- Saba, całujesz jak wyposzczona erotomanka. To mnie urzeka - oświadczyłem, dysząc jak lokomotywa z wiersza Tuwima. - Czuję, że zgodnie z tym co zapowiadałaś, rozmówiłaś się na nasz temat z Kornelią.  

- Tak, choć bardziej ją poinformowałam, bo siostra nie wykazała chęci do dyskusji - przyznała Spacja. - Do zrozumienia chyba również.

- Ok., nie spodziewałem się usłyszeć czegoś innego - stwierdziłem. - Dla mnie liczy się to czego ty potrzebujesz.  

- Wszystkiego! - mruknęła słodko Spacja, łapiąc mnie za krocze. - Jestem tak spragniona ciebie, że gdybyś chciał mnie przelecieć na środku miasta, nie zaprotestowałabym nawet szeptem.  

- Nie kuś, bo jeszcze zechcę spróbować! - zaoponowałem, zadowolony z deklaracji dziewczyny. - Obiecuję ci ekstra bzykanko z niespodzianką, ale jeszcze trochę wytrzymaj. W naszym spotkaniu weźmie udział ktoś jeszcze, a my musimy dojechać w umówione miejsce.  

Moja obietnica sprawiła, że Spacja postanowiła odpuścić bycie zawiedzioną. Była ciekawa z kim się spotkamy i próbowała to ze mnie wydobyć. Byłem nieugięty, nie zdradziłem jej tego. Pogodzona z tym faktem, odpaliła auto i ruszyła z fantazją w kierunku, który wskazałem. Po niecałych dwudziestu minutach byliśmy na miejscu.  

- Spodziewałam się bardziej romantycznych okoliczności - oznajmiła Sabina, zerkając na otaczające nas nowoczesne bryły domów.

- Nie myślisz chyba, że będziemy rozmawiać na parkingu przy osiedlu - odparłem rozbawiony. - Nawet tak eleganckim jak to.  

- A kto cię tam wie? - Saba podsumowała krótko moje słowa.

- No wiesz co! Będę musiał cię chyba ukarać, za twój niewyparzony język. - Błysnąłem oczami, robiąc przy tym groźną minę. Jednocześnie zerknąłem przez ramię techno czarodziejki, widząc idącą w naszą stronę znajomą sylwetkę. - No jest, brakujący element naszego spotkania.

- Czekamy na tą babkę ze świetnym tyłkiem - Ni to stwierdziła, ni zapytała Spacja, podążając wzrokiem za moim spojrzeniem. Potaknąłem, co skwitowała zadowolonym westchnięciem.

- Przede wszystkim chcę, żebyście się poznały. - Próbowałem studzić nastrój techno czarodziejki - Przyszło mi coś do głowy i tak myślę, że to mogłoby się udać, a także być dla was obydwu rozwiązaniem.

Spacja miała ochotę pociągnąć mnie za język, odnośnie moich tajemniczych pomysłów, ale nie zdążyła, bo w dach samochodu zapukała Sandra Novak.  

- Jesteście już! Mam nadzieję, że długo mnie czekaliście - rzuciła na powitanie.

Po oficjalnym, wzajemnym zapoznaniu moich towarzyszek raźnym krokiem podążyliśmy do mieszkania, które przez ostatnie miesiące był domem dla Amerykanki.

Lekka rezerwa z jaką odnosiły się do siebie obydwie dziewczyny szybko zniknęła po kilku minutach niezobowiązującej rozmowy. Z przyjemnością patrzyłem jak odnajdują wspólny język. Był to kolejny dowód na potwierdzenie mojej teorii, dotyczącej ich przyszłości.  

- Posłuchajcie mnie! - Włączyłem się do rozmowy po chwili milczenia. - Tak się złożyło, że obydwie coś zaczynacie, coś zmieniacie w swoich życiach. Chcecie zostawić za sobą to co było. Ty Sandra bardziej wiesz co chcesz w dalej robić, ale do nowego projektu będziesz potrzebowała pomocników. Saba natomiast jeszcze nie wie co dokładnie będzie się z nią  działo, ale na pewno pragnie zmienić otoczenie. Wymyśliłem sobie, że razem będzie wam po drodze.  

- Nie rozumiem? - Sabina spojrzała na mnie oczami okrągłymi jak spodki.

- W jaki sposób? - Amerykanka bardziej konkretnie podeszła do tematu.

- Saba świetnie sobie radzi z komputerami - wyjaśniłem. - Programowanie, grafika, te sprawy. Co sobie tylko wymyślisz w tej dziedzinie, ona umie. Na pewno ktoś taki ci się przyda.  

Po moich słowach zapadła cisza. Sandra ściągnęła brwi, przetwarzając w głowie zasłyszaną propozycję. Myślała nad nią intensywnie. Spacja natomiast miała ochotę coś powiedzieć, ale ostatecznie milcząc uruchomiła cały zestaw min, świadczących o emocjach, które wywołałem swoją wypowiedzią.

- A dlaczego miałaby to być akurat ona? - spytała przekornie moja amerykańska kochanka. - W Stanach jest mnóstwo zdolnych ludzi, z których skompletowałbym świetny zespół.

- Domyślam się, ale są dwa zasadnicze powody dla których powinnaś rozważyć moją propozycję. - Z zapałem przekonywałem do swoich racji Sandrę. - Jeden to sama osoba Sabiny. W tej chwili to tylko moje subiektywne referencje, ale daj jej szansę, a przekonasz się sama, że to niepospolita dziewczyna.

- Michał, proszę przestań! - Techno czarodziejka była wyraźnie zażenowana wystawianą przez mnie laurką. - To niepotrzebne...

- Ciii! Drugi powód nie jest tak ważki, ale użyję go dla dobra sprawy, bo jest tego warta. - Nie zważając na protesty Saby, kontynuowałem swój wywód. - Tak więc, moja droga przyszła laureatko Nagrody Nobla, kolejnym powodem dla którego powinnaś poważnie rozważyć tą propozycję jest to, że ja cię o to proszę.  

- Michał!!! - Sabina poderwała się z kanapy, wyraźnie niezadowolona z kierunku w jakim poprowadziłem negocjacje.

- Siadaj Saba! Wiem, że trochę zbyt obcesowo podszedłem do tematu, ale ja nie mówię o repertuarze kinowym na przyszły tydzień, ale o przyszłości ważnej dla mnie osoby. - Prychnąłem nerwowo, przekonany do swojej metody.  

- Widzę, że dla niej gotów jesteś na wiele.  - Uśmiechnęła się pod nosem Amerykanka. - Czy dla mnie też byłbyś?

- Oczywiście! Bezapelacyjnie! - stwierdziłem bez wahania. - Nie chcę tu nawijać ci o tym, że wykorzystaliście mnie ze swoim szefem jako królika doświadczalnego, bo sam też nie byłem w stu procentach grzeczny, ale odwołuję się do twoich kobiecych emocji. Liczę na to, że prosząc cię o rozważenie swojego pomysłu, pamiętasz co nas łączy.  

- Dziwny z ciebie negocjator - parsknęła, rozbawiona Sandra. - Ujawniasz taktykę, nie kryjąc się z nią ani trochę.

- Nie pochwalasz szczerości?  

- Nawet bardzo. Ludzie coraz rzadziej są szczerzy - odparła asystentka świętej pamięci doktora Otisa.  

- Zatem...?

- Michał, przesadzasz z natarczywością - jęknęła przysłuchująca się naszej dyskusji Spacja. - Mnie nie pytasz co o tym myślę? Czy chcę tego?  

- Przepraszam. Masz rację - przyznałem. - Mam jednak tendencję do efekciarstwa, stąd chciałem zrobić ci niespodziankę. Liczyłem, że opadnie ci szczęka,deformując nieco twoją śliczną buzię.  

- Uwierz mi, zaskoczyłeś mnie nieźle i... pozytywnie. - stwierdziła Saba. - To, że pomyślałeś o mnie, o mojej przyszłości jest strasznie słodkie. Samo to, że używam tego określenia jest wyznacznikiem mojego zdziwienia.  Przymiotnik słodki w innym kontekście niż smak, jest w moim przypadku łamaniem zasad, stereotypów i herezją, ale... halo, to moje życie. Fajnie, że robisz to dla mnie, al mam chyba coś w temacie do powiedzenia.

- Bez przesady - zaoponowała Amerykanka. - Trochę się droczę z naszym Michałkiem, ale na pewno poważnie się zastanowię nad jego propozycją.  
Oczywiście, jeśli nie uznasz, że nie masz ochoty na takie projekty.  

- Tak naprawdę nie oczekujecie chyba, że kategorycznie powiem "tak" lub "nie" właśnie teraz - wyznała techno czarodziejka. - Jestem totalnie zaskoczona. Musiałabym jechać na drugi koniec świata, zostawiając dotychczasowe życie, w tym siostrę, jedyną moją rodzinę. Z drugiej strony znalazłabym się w jednym z tych miejsc, o których marzyłam. Gdzieś z tyłu głowy tli mi się myśl, że to ten moment w życiu, gdy trzeba zaryzykować, bo kolejnej szansy może nie być.  

- Doskonale cię rozumiem - oznajmiła panna Novak. - Michał wie, że jeszcze trochę w Polsce zostanę. Zróbmy może tak, że zorientuję się w możliwościach zorganizowania twojego wyjazdu i pracy dla mnie. Będziesz mogła się zastanowić, a w podjęciu decyzji być może pomogą ci nasze spotkania. Chciałabym bliżej cię poznać, opowiedziałabym o swoich planach, a ty pokażesz co potrafisz. Co ty na to?

- Co mam powiedzieć? Świetnie, pasuje mi to!

- Nie mylę się, że łączą cię z Michałem podobne do naszych relacje? - Sandra ozdobiła pytanie bajecznym uśmiechem.

- Bardzo konkretne pytanie - stwierdziła Sabina, odwzajemniając się wesołym uśmieszkiem.

- Sorry, ale przy Michale robię się mało subtelna - wyjaśniła Amerykanka, mrugając okiem do rozmówczyni. Bawiły mnie te pogaduszki. Trafił mi się wesoły duecik.  

- Nie ma sprawy. Też tak mam - przyznała techno czarodziejka. - Jeśli pytasz czy jestem jego kochanką, to odpowiedź brzmi, tak owszem.  Która panna w jego otoczeniu nie jest?

- No tak, zatem spokojnie mogę zapytać - oznajmiła Sandra. - Czy nasz pan i władca, na tą chwilę jest zadowolony z rozwoju sytuacji?

- Twoje kąśliwe uwagi ranią moją duszę. - oświadczyłem z aktorskim sznytem. - Chcę pomóc osobie, na której mi zależy. A co do waszej oddania, to przepraszam, ale do niczego was nie zmuszam. Jednak chcąc się dopasować do karykaturalnej wizji mojej osoby, stwierdzam, że jaśnie was pieprzący sułtan zadowolony jest z porozumienia i do szczęścia brakuje mu tylko przypieczętowania tego sukcesu.  

- Mam w lodówce butelkę szampana - uśmiechnęła się Sandra, mierząc mnie prowokującym, powłóczystym spojrzeniem. Rozchyliła przy tym szerzej nogi, odsłaniając uda obleczone w kusząco seksowne rajstopy. Jeszcze centymetr, może dwa, a dostrzegłbym zarys majtek w kroku. Ciśnienie podskoczyło mi w jednej chwili. Członek, niczym gotowy do ataku dziki kot naprężył się pod spodniami.

- Bardzo śmieszne - skwitowałem propozycję, podnosząc się z fotela.  

Unosząc brodę Sandry, przechyliłem jej głowę do tyłu. Patrząc prosto w oczy Amerykanki, zwarłem się z jej pełnymi ustami w długim, lubieżnie nieprzyzwoitym pocałunku. Jednocześnie oparłem dłoń na jednej z piersi, zaciskając przy tym mocno. Kątem oka zauważyłem, że Saba przygląda się nam z nieskrywaną fascynacją.  

- Nie zamierzasz się tylko przyglądać, jak sądzę? - mruknąłem, nabierając powietrza przed kolejną rundą pocałunków.  

Techno czarodziejka nie potrzebowała więcej zachęcania. Podeszła do nas, klękając tuż obok. Gdy ja całując Sandrę, walczyłem z guzikami jej koszuli, ona podciągnęła wyżej spódniczkę Amerykanki, kryjąc dłonie w przestrzeni, którą do tej pory, była pod nią ukryta. Wzrokiem wyłowiłem, że próbuje uporać się w cywilizowany sposób z rajstopami.  

- Na pewno masz ochotę na taką zabawę? - spytałem, kiwając głową z dezaprobatą.

Pytanie odniosło dokładnie taki skutek, na jaki liczyłem. Spacja wczepiła dłonie w materiał rajstop, rozrywając go skutecznie. Tak mocno, że zostały z nich godne politowania strzępy.  

Ja tymczasem kontynuowałem swoją grę. Dotrzymując kroku Sandrze w tańcu języków, dobrałem się nareszcie do uwolnionych piersi, ugniatając je, ze szczególnym pietyzmem traktując napęczniałe sutki. Skupiony na pasjonujących pieszczotach, poczułem dokładnie w którym momencie Saba wśliznęła się do szparki młodej pani naukowiec. Amerykanka zadrżała pode mną, szarpiąc gwałtownie biodrami.  

Po kolejnym pocałunku, odstąpiłem od dziewczyn, które nie zamierzały przerywać wzajemnych pieszczot i przyjemności. Obydwie wiedziały, że lubię popatrzeć z boku na zabawiające się kochanki. Oparta niedbale o kanapę Sandra, z rozchełstaną koszulą i obnażonymi piersiami, roziskrzonym wzrokiem obserwowała poczynania techno czarodziejki. Młodsza z kochanek, pozbyła się spódniczki oraz fig partnerki, pozostawiając jednak na jej nogach resztki rajstop. Dowód bestialstwa wobec nich był dodatkowym bodźcem pobudzającym zmysły i działającym stymulująco na podniecenie.  

Saba wtuliła się mocniej w krocze Amerykanki, która odpowiedziała po chwili spazmatycznymi ruchami bioder. Domyśliłem się, że techno czarodziejka zrobiła użytek z palców, warg i języka, pieszcząc cipkę panny Novak. Nie chcąc, by umknęło mi cokolwiek z oralnej uczty dziewczyn podszedłem bliżej. Coraz bardziej podniecony wyłapałem wzrokiem palce Sabiny rozchylające szerzej wargi sromowe towarzyszki oraz jej język, wijący się między nimi. Wyposzczona dziewczyna z zachłannością drążyła nabrzmiałą, ciemno różową szparkę, co było doskonałą pożywką dla moich oczu. Całym ciałem odczuwałem podniecenie związane z obserwacją kochanek. Fiut prężył się w moich spodniach, więc czym prędzej ściągnąłem z tyłka krępujące go dżinsy oraz slipy. Z zadowoleniem przyjąłem reakcję na ten fakt Sandry. Młoda Amerykanka oblizała się zobaczywszy mój oręż, kiwając przy tym palcem, w geście zaproszenia. Nie zwykłem odmawiać takim prośbom, więc po chwili patrzyłem na pieszczącą ją Sabę z innej perspektywy. Do tego, z kutasem w zręcznych dłoniach panny Novak.  

Sytuacja rozwijała się dynamicznie i zgodnie z moimi założeniami. Pod skórą czułem ekscytujące mrowienie, które nasilało się z każdą chwilą. Byłem podniecony i nabuzowany. Podobnie jak moje towarzyszki. Saba radziła sobie  doskonale, sprawiając, że Amerykanka coraz mniej nad sobą panowała. Na szczęście nie zatraciła się zupełnie. Po którymś z kolei ekwilibrystycznym wyczynie języka techno czarodziejki, jęknęła przeciągle, po czym wsunęła fiuta do swoich ust. Jedną z dłoni zacisnęła na piersi, trąc bezlitośnie sterczący sutek. Nie chcąc być tylko biernym odbiorcą doznań, uczyniłem to samo z drugą częścią biustu panny Novak.  

Po paru chwilach takiej zabawy skupiliśmy się na Spacji. Amerykanka odsunęła ją od swojego wypieszczonego krocza, lśniącego od miłosnych soków. Stojącą przed nią Sabinę rozebrała w zawrotnym tempie. Gdy była już całkiem naga, pociągnęła siostrę Kornelii na kanapę, ustępując jej miejsca.  

- Jeśli mam być twoją szefową, to będę często oczekiwać bezwzględnego posłuszeństwa - wydyszała z dzikim błyskiem w oczach. - Bez wyjaśnień, zadawania pytań i niepotrzebnych pierdół.  

- Wiem - odpowiedziała Sabina bez wahania, czując co się święci.  

- Wejdź na sofę i klęknij, opierając brzuchem o oparcie! - zarządziła Sandra, z przyjemnością patrząc jak techno czarodziejka wypełnia jej polecenie. - Rozchyl szerzej nogi!

Niemal jęknąłem z zachwytu, widząc jak Sandra bez wahania, łapczywie wpycha dłoń między uda partnerki. Spacja zadrżała, ale dzielnie zniosła ten mało subtelny wstęp do igraszek z jej cipką. Mrugnąłem porozumiewawczo do Amerykanki i na chwilę wycofałem z salonu. W sypialni, w szafce przy łóżku znalazłem zestaw gadżetów którymi lubiła się zabawiać Sandra. Kolekcja powiększyła się od mojej ostatniej wizyty. Zgarnąłem zabawki i wróciłem do kochanek.  

Zabawiały się w najlepsze. Amerykanka pieszcząc energicznie szparkę Saby, przejęła kontrolę nad ciałem techno czarodziejki.  Położyłem gadżety na kanapie, co nie uszło uwadze pieszczonej dziewczyny. Jej oczy zaokrągliły się i rozjarzyły, ale nie w skutek zaskoczenia. Bardziej przez ciekawość i podniecenie.  Bez wątpienie natomiast widok znajomych zabawek poruszył młodą panią naukowiec. Ucieszyła się jak dziecko, któremu podrzucono właśnie ulubione klocki.  

Wybrała eleganckiego sztucznego penisa, przezroczystego, w złotawym kolorze, który skojarzył mi się ze słabą herbatą. Grubszy koniec tej zabawki, imitujący żołądź pokaźnego penisa przytknęła do zroszonej sokami cipki Saby. Przesuwając nim w górę i w dół, coraz głębiej wnikała między wargi sromowe. Jednocześnie pieściła siebie sama, palcami wcierając rozkosz w łechtaczkę. Obydwie czynności wykonywała coraz intensywniej, co sprawiło, że po chwili przestała subtelnie gładzić norkę partnerki, mocniej akcentując swoje zaangażowanie. Pewnym, energicznym ruchem wepchnęła sztucznego członka w norkę Sabiny, wzbudzając jej zrozumiały entuzjazm. Wzrok techno czarodziejki zmętniał, rozwarła szeroko usta, oddychając głęboko.  

Włączyłem się w zabawę. Stanąłem za kanapą, opierając się na jej oparciu. Chwyciłem kutasa, podsuwając go jednocześnie do rozchylonych warg Saby. Dziewczyna skupiona na doznaniach płynących z dopieszczanego krocza nie zareagowała od razu na widok znajomego, będącego w postawie bojowej penisa. Jako dżentelmen z przypadku, wyręczyłem kochankę wkładając go do jej ust. Dopiero wtedy mocno objęła go dłonią i zaczęła ssać.  
Natychmiast pojawiło się rozkoszne wiercenie w brzuchu, które promieniując rozlało się po całym ciele. Stymulowany jednocześnie pracą ust Sabiny i widokiem Amerykanki pieszczącej siebie samą oraz partnerkę poczułem się błogo i magicznie.

Przyjemność wzrosła, gdy Saba bardziej zachłannie podeszła do tematu oralnej pieszczoty mojego fiuta. To z kolei miało związek z faktem, że Sandra zainteresowała się mocno jej drugą dziurką. Skrytą głęboko między pośladkami. Pięć różnej wielkości koralików analnych, połączonych w jedno narzędzie przyjemności, w doświadczonych rękach Amerykanki stało się źródłem nowych doznań dla zupełnie bezbronnej wobec ich siły techno czarodziejki. Pieszczona w dwa otworki odleciała w inny wymiar, gdzie liczy się tylko podsycanie podniecenia, a do życia zamiast powietrza potrzebna jest rozkosz. Drżała, zaciskając dłonie na materiale kanapy, aż kostki na nich stawały się blade, niemal białe. Tyłek dziewczyny wirował niczym u brazylijskiej tancerki podczas tańczenia samby. Przy tym wszystkim robiła mi dobrze ustami z taką mocą, że obawiałem się o stan mojego kutasa. Połykała go łapczywie, ciągnąc przy tym jakby chciała z niego wyssać moje organy wewnętrzne. Intensywność zabiegów kochanki sprawiła, że uginały się pode mną nogi.  

Ten układ zaburzyła Sandra, upominając się o swoją porcję przyjemności. Uwolniła ciało partnerki od narzędzi rozkosznych tortur, dając sygnał do przejścia w kolejną fazę namiętnej gry. Sofa w salonie nie była najlepszym miejscem do jej realizacji, więc postanowiliśmy zmienić arenę naszych miłosnych zmagań. Szybko przenieśliśmy się do sypialni, aby je kontynuować w bardziej przychylnych warunkach szerokiego łoża.  

Ledwie trzymająca się na trzęsących nogach Sabina ułożyła się na plecach, a druga z moich partnerek niemal natychmiast nakryła ją swoim ciałem, zwrócona twarzą w kierunku krocza partnerki. Przyciskając nogi do boków Saby, położyła się na niej, wypinając wdzięcznie pełną, zgrabną pupę. Trąc pokryte niewielkim skrawkiem krótkich włosków łono techno czarodziejki, skryła twarz między jej udami, skupiając się na będącej centrum tego mikroświata cipce. Delikatne, charakterystyczne mlaśnięcia były dowodem, że nie ociągała się z kontynuowaniem pieszczot. Saba nie będąc samolubną, odwdzięczyła się tym samym. Obejmując tyłek Amerykanki niczym jaszczurka wysunęła język, sięgając nim do wnętrza różowej, wilgotnej szparki.  

Wręczyłem obydwu kochankom korki analne. Upatrzyłem je sobie wcześniej, zadowolony że młoda pani naukowiec wzbogaciła swoją kolekcję gadżetów. Identyczne, w kształcie pękatej srebrzystej łezki, ale zakończone innego koloru gałkami, turkusową oraz bordową. Żadnej z partnerek nie trzeba było dodatkowych wskazówek, co mają z nimi zrobić. Bardziej obeznana w temacie Sandra szybko zaaplikowała elegancki gadżet swojej towarzyszce. Skryty w ciemnej dolinie tyłka Sabiny czopek w morskim kolorze prezentował się naprawdę podniecająco. Nie aż tak jednak jak jego koleżka między pośladkami wypiętego tyłka Amerykanki. Ciemno czerwony owal niemal kłuł mnie w oczy, zachęcając do działania.  

To był właściwy moment, żeby podłączyć się do uroczego duetu. Zacisnąłem dłonie na biodrach dziewczyny zza oceanu, naprowadzając twardego kutasa na jej śliczną, rozkwitłą szparkę. Przez chwilę droczyłem się z partnerką, wodząc gładkim łepkiem penisa po wilgotnych fałdkach, a także wbijając się między nie płytko. Byłem jednak zbyt podniecony, aby zbyt długo tak się bawić. Szarpnąłem biodrami, wbijając się w ciasne, ciepłe wnętrze partnerki, które otuliło członka szczelnie, z całą mocą sprawnych mięśni Kegla.  

Poczułem znajome uczucie zadowolenia, towarzyszące zawsze pierwszym sztychom , którymi raziłem kochanki. Spotęgowane tym doznaniem podniecenie, zawładnęło moimi emocjami totalnie. Napierałem z siłą, jakby fiut był taranem, jedynym narzędziem zdolnym sforsować wrota cudownego przybytku Amerykanki. Bordowe oczko między jej pośladkami mrugało do mnie, więc naciskałem je ochoczo, dając kochance dodatkową przyjemność. Sandra również nie żałowała podobnych podniet młodszej kochance, co sprawiło, że na dłuższy moment staliśmy się głośno jęczącym miłosnym tercetem.  

Nacieszywszy się urokami asystentki tragicznie zmarłego doktora Otisa, zająłem pozycję z drugiej strony. Uniosłem w górę nogi Saby, opierając je sobie na torsie. Sandra, chcąc bym mógł zadziałać z rozmachem, lekko się wycofała, opadając zadkiem bardziej na twarz techno czarodziejki.  
Wszedłem w młodszą kochankę z ta samą energią i łatwością jak w przypadku Amerykanki. Sabina niemal krzyknęła, gdy wbiłem się w nią po same jądra. Nie zamierzałem zwalniać tempa, ani tracić mocy, więc było jasne, że jej koncertu będziemy słuchać, aż do chwili, gdy osiągnie spełnienie. Nie przeszkadzało mi to wcale, wręcz bardziej podniecało. Jęczący śpiew działał pobudzająco, nakręcał mnie, przez co nie traciłem wigoru, rżnąc Sabę jakby od tego zależało moje życie. Kutas, mój niezawodny oręż raził wnętrze kochanki bezlitośnie. Raz za razem. Z mocą. Bez wytchnienia.  

Rżnięta niemiłosiernie Sabina znalazła się w innym stanie świadomości. Ciało dziewczyny, wydawane przez nią odgłosy, a także naznaczona dziką rozkoszą twarz zdradzały, że bliska jest szczytowania. Nie potrafiła już kontrolować pieszczoty, którą serwowała Amerykance. Dałem znak Sandrze, żeby ustąpiła mi miejsca i zległem na lśniące od potu ciało techno czarodziejki, która oplotła zadartymi nogami moje biodra. Zaparty silnie o łóżko, starałem się wzmóc jeszcze starania. Każdemu mojemu pchnięciu towarzyszyły, zdradzające wysiłek stękanie i charakterystyczne plaśnięcia, kojarzone jednoznacznie z ostrym pieprzeniem.  

Oczy Saby zaszły mgłą zgęstniałą od dużej dawki silnych doznań. Dziewczyna wyglądała jak postać z filmu o szaleńcach. Niewidzący wzrok, szeroko rozwarte usta z których wydobywały się głuche, głośne jęki. Drżąc na całym ciele, poruszała gwałtownie biodrami, odpowiadając na moje energiczne pchnięcia. Jedną dłoń wbiła w leżącą pod nami kołdrę, tłamsząc ją niemiłosiernie, drugą zaciskając na własnej piersi. Była na ostatniej prostej do linii mety, z płonącym napisem "ORGAZM".

Byłem gotów ją tam ponieść. Bez kalkulowania i silenia się na strategię. Wolałem poprzestać na dzikim, zwierzęcym instynkcie, który nakazywał mi do utraty tchu dźgać kochankę kutasem. Co niniejszym czyniłem, niczym niestrudzona, nienasycona bestia. Mój, osobisty mały wszechświat, którego byłem centrum tętnił wzburzony mocą podniecenia.

Pomimo potężnych doznań oraz wszelkich znaków na ciele i w jego wnętrzu, Spacji nie wystarczyło kilka moich kolejnych, gwałtownych pchnięć. Po każdym następnym byłem przekonany, że dochodzi, gdy tymczasem moja kochanka opierała się, jakby wolała być rżnięta niż przeżyć wielki finał.
Poddała się, gdy przybył mi na odsiecz sprzymierzeniec. Sandra, której spieszno było, by zająć miejsce techno czarodziejki, chwyciła tkwiącą w jej tyłku analną zabawkę. Energicznie nią poruszając, sprawiła, że Saba wyszła na przeciw ogarniającej ją ekstazie. Trzy, może cztery sztychy wystarczyły, by zatrzepotała pode mną niczym targana potężnym wiatrem chorągiew. Drżąc spazmatycznie zaczęła szczytować, wydając przy tym głośne, zawodzące jęki. Wreszcie zastygła, zaciskając swoje rozpalone wnętrze na moim kutasie. Rozluźniła się dopiero po chwili, rozpływając w błogiej rozkoszy. Dumny z tego jak jej dogodziłem, wysunąłem się z mokrej norki.  

Młodsza kochanka, z miną zdradzającą ogromne zadowolenie, przekręciła się w skotłowanej pościeli, kładąc na boku. Wykorzystała to Sandra, kładąc się w podobnej pozycji, przytulając piersiami i brzuchem do jej pleców. Zadarła jedną nogę, zarzucając ją na biodro Sabiny. Tym sposobem cudnie odsłoniła połyskującą miłosną rosą cipkę, zerkając przy tym na mnie wymownie. Mogła sobie darować to spojrzenie. Nie potrzebowałem dodatkowych zachęt, aby zrozumieć czego się ode mnie oczekuje.  

Położyłem się tuż za Sandrą, po czym chwyciłem niestrudzonego wojownika, który dopiero co sondował norkę techno czarodziejki. Naprowadziłem na nowy, równie apetyczny cel. Z łatwością, szturmem zdobyłem kolejną szparkę, wbijając się w nią aż po same jądra. Po chwili, podobnie jak czyniłem to z pierwszą partnerką, rżnąłem niczym niewyżyty, straszliwie pobudzony potwór. Sandra reagowała, odpowiadając równie gwałtownymi ruchami bioder. W szybkim tempie pokonywała kolejne poziomy podniecenia, zmierzając tam, gdzie teraz była Sabina.

Szturchana przez naszą pieprzącą się dwójkę techno czarodziejka najwyraźniej otrząsnęła się z przyjemnego błogostanu, po przeżytym orgazmie. Starając się zbytnio nam nie nabruździć wysunęła się z objęć Sandry, która pozbawiona wsparcia jej ciała, opadła na łóżko, ciągnąc mnie za sobą. Odnalazłem się szybko w nowych okolicznościach, unosząc w górę tyłek Amerykanki. Czując, że zapiera się mocno rękami, naparłem ponownie na nabrzmiałą, wilgotną cipkę. Żądza mnie napędzała. Czułem się wypełniony nią ostatecznie. Świdrowała moje wnętrze, wypalając niczym żywym ogniem. Bezlitośnie. Dogłębnie. Na wskroś. Bez jakichkolwiek hamulców.  

Brnąłem w kochankę, jakbym liczył, że dam radę wbić się jeszcze głębiej. Stękająca ciężko Sandra wspierała mnie z werwą, odpowiadając równie energicznymi ruchami bioder. Czułem, że budzi się we mnie ostateczny żywioł. Serce waliło mi tak mocno, że obawiałem się o jego stan. Miałem wrażenie, że wystrzeli mi z piersi.  

Saba, widząc na co się zanosi, zareagowała w doskonałym momencie. Wyciągnęła z tyłka Amerykanki tkwiący tam korek analny, z błyskiem w oku sięgając po inny gadżet. Podczas, gdy ja rżnąłem jak opętany pannę Novak, ona posmarowała lubrykantem pokrytego licznymi guzami,  sporych rozmiarów sztucznego penisa. Uzbrojona w taką broń miłosnego rażenia wsunęła jej czubek w tajemny otwór między pośladkami Sandry. To wywołało odpowiedni efekt. Zdwojona rozkosz sprawiła, że ciało młodej pani naukowiec zaczęło wibrować w szaleńczym tempie.  

Wciąż pieprząc jak dzikus, wbiłem spojrzenie w sztucznego fiuta, który coraz głębiej zanurzał się tyłek Amerykanki. Gdy trzy czwarte jego długości zniknęło między umęczonymi pośladkami, Saba poprzestała na tym, jedynie poruszając nim zapalczywie. Tym sposobem sprawiła, że Sandra szybko zbliżyła się do ostatecznej ekstazy.  

Doszliśmy prawie jednocześnie. Młoda pani naukowiec krzyknęła, nabijając się z wielką mocą na kutasa. Gdy moja wewnętrzna bestia, przebudziła się, targając mną od środka, ostatnimi, gwałtownymi spazmami powitała nadchodzący orgazm. Z plecami wygiętymi w łuk, zamarła, a ja pchnąłem po raz ostatni, wkładając w ten sztych całą siłę jaka mi pozostała. Czując płynący we mnie rwący strumień, wychyliłem się z cipki. Drżąc na całym ciele, naparłem jedną dłonią na głowę Sabiny, przyciskając ją do pupy starszej partnerki. Udało mi się zgrać wszystko w czasie. Wystrzelone salwy spermy oprócz tyłka Sandry zyskały drugi cel. Większość perlistych strużek nasienia wybrała jako docelowy obiekt twarz Saby, nieliczne skończyły swój lot na pośladkach Amerykanki. Dopiero gdy się wystrzelałem, opadliśmy wszyscy troje na sponiewierane łoże.

- Możemy uznać, że część egzaminu kwalifikacyjnego macie za sobą? - mruknąłem po chwili, leżąc pomiędzy obydwiema kochankami.

- Chyba nie myślisz, że biegłość w pieprzeniu ma dla mnie ogromne znaczenie, przy doborze współpracowników? - westchnęła rozbawiona Sandra.

- Ogromne pewnie nie, ale musisz przyznać, że w tym aspekcie Saba jest bardzo kompetentna - odparłem.

- No tak! Jak na początek, referencje masz wyjątkowo dobre - przyznała panna Novak ze śmiechem.

- Przestańcie! Zawstydzacie mnie totalnie! - zaoponowała Spacja.

- Ejże, świętoszko! Ja tu ci robotę załatwiam - Śmiejąc się, uszczypnąłem techno czarodziejkę lekko w tyłek. -  

- Wdzięczna ci jestem niezmiernie - Saba pacnęła dłonią mojego zwiędłego członka.

- I słusznie - oświadczyłem. - A że drugiej pani załatwiam super pracownika, więc też ma mi za co dziękować. To natomiast skutkuje tym, że jak dojdziemy do siebie będziecie mogły zaprezentować swoje pomysły na wyrażenie wdzięczności.

Obydwu partnerkom oczy rozbłysły niczym wybuchające supernowe.  

- To jest tak głupie, że aż niemożliwie, a jednak się dzieje. - Śmiejąc się, oznajmiła Sandra. - Normalnie taki tekst wzbudziłby moje politowanie, śmiech lub złość. A tymczasem, mówisz to, a ja biorę twoje słowa za dobrą monetę i zachowuję jak nimfomanka. Do tego nie jestem w tym odosobniona, prawda?

- Jak najbardziej - przytaknęła Spacja, zgadując, że jest wzywana do wsparcia Amerykanki.  

- Jesteś bestią. Michałku - stwierdziła panna Novak. - A my, wszystkie twoje kochanki akceptujemy to, bo liczą się tylko rozkoszne dreszcze, ciepło w podbrzuszu i zaspokajanie żądzy, która nas spala. W jedyny możliwy sposób. Tobą.  

- Nasze harce nastroiły cię bardzo filozoficznie i poetycko, skarbie - odparłem.

- Trochę to pokrętne, ale próbuje ci powiedzieć, że będzie mi ciebie bardzo brakowało - oznajmiła Sandra.  

- Mnie również -  dodała Spacja.

- Uwierzcie, że odwzajemniam te uczucia - przyznałem. - Jednak mogę mieć wasze pożądanie, a nie całe życie. To byłoby za dużo. Nie udźwignąłbym tego. Poza tym, żyjemy podobno w globalnej wiosce. Kiedy wyjedziecie, to nie znaczy, że już się więcej nie zobaczymy. A za nim to się stanie, mamy jeszcze sporo miłych chwil do spędzenia ze sobą.  

- Słusznie - zgodziła się Amerykanka, a Saba przytaknęła, kiwając głową.

- Tym samym wróciliśmy do punktu wyjścia - oświadczyłem. - Mam na myśli wasze działania dziękczynne, które zadzieją się jak przewiduję za jakieś pół godziny, no może czterdzieści pięć minut.  

- To co, może coś zjemy, a potem się odświeżymy? - zaproponowała Sandra, po czym zerknęła na techno czarodziejkę. - Pomożesz mi w kuchni, prawda?

- Jasne. Niepotrzebnie pytasz - odpowiedziała Spacja.

- Świetny pomysł - zgodziłem się, zadowolony, że dobrnęliśmy do końca poważnych tematów. - Mam tylko prośbę. Zanim zaczniecie się krzątać, zaaplikujcie sobie te śliczne, erotyczne czopki w pupy. Strasznie mnie kreci jak je tam widzę.  

Obydwie kochanki parsknęły równocześnie śmiechem. Biadoląc aktorsko nad swoim losem, postąpiły zgodnie z moją prośbą, z gracją obsługując się nawzajem.  

W końcu liczą sie tylko rozkoszne dreszcze, ciepło w podbrzuszu i zaspokajanie żądzy.  
A jakże!

*****

Dwa dni później nie było mi już tak przyjemnie.  

Siedziałem na miękkiej pufie w galerii, za towarzystwo mając Kornelię.  
Odosobnienie oraz gwar przetaczających się ludzi, sprawiały, że nie obawialiśmy się, że ktoś nas podsłucha.

Rozmowa szła nam jednak niezbyt dobrze. Z początku głównie milczeliśmy. Nela rzuciła mi pod nogi kłodę, w postaci krótkiego tekstu, z którym się zapoznałem, czytając go uważnie.  

" Drodzy Państwo,

Na początek chcę nadmienić, że znam Michała i pragnę dla niego jak najlepszego losu. Zależy mi na nim już od pewnego czasu, choć on o tym dowiedział się niedawno, ponieważ nie miałam odwagi zrobić pierwszego kroku i wyznać mu tego. Jak wspomniałam znam Państwa syna, ale kiedy zaczęłam się nim interesować był innym chłopakiem. Uczucie często sprawia, że idealizujemy obiekt naszych miłosnych westchnień, ale - proszę mi wierzyć - staram się być całkowicie obiektywna i twierdzę, że przed zeszłorocznym wypadkiem Michał był bliski ideału. Teraz jest od niego bardzo odległy.  
Od zeszłej jesieni Państwa syn przeszedł ogromną przemianę. Dotknęła ona jego podejścia do płci przeciwnej. Chłopak, który traktował dziewczyny w rzadko dziś spotykany, elegancki sposób (czym zresztą mnie ujął) przez ostatnie miesiące zmienił się całkowicie.  
Jak wspomniałam, zależy mi na nim i nie chcę, żeby Państwo myśleli, że mają do czynienia z jakąś wariatką. Długo planowałam zapoznanie Państwa z sytuacją i uprzedzam, że wielokrotnie rozmawiałam z Michałem. Żadne argumenty do niego jednak nie docierają, a jego postawa jest coraz bardziej trudna do zaakceptowania.  
Przechodząc do rzeczy, Państwa syn uzależnił się od seksu, do tego w coraz ostrzejszych odmianach. To nie koniec jednak, bo choć nie potrafię wytłumaczyć jak to się dzieje, ale w przeciągu kilka miesięcy dorobił się rosnącej grupy kochanek, na które zdaje się działać jak narkotyk. Ten harem oddanych partnerek jest gotowy na każdą jego erotyczną zachciankę. Kolejną oznaką nienormalności sytuacji jest to, że w tym skomplikowanym układzie znajdują się nie tylko rówieśniczki Państwa syna, ale również dojrzałe kobiety, w tym szkolne nauczycielki.  
Chciałabym, żeby Państwo uwierzyli w moje słowa i potraktowali je poważnie, a w następstwie tego podjęli działania, które sprawią, że Michał znów będzie normalnym chłopakiem. Pomijając moje uczucia do niego, nie ukrywam, że chcę go uwolnić od tkwienia w chorym układzie i uzależnieniu. Kocham go, ale nawet, gdyby mnie nie zachciał, to chcę mu pomóc. To co się dzieje z nim obecnie, nie prowadzi do niczego dobrego. To droga do zatracenia.  
Na koniec dodam, że w przypadku wątpliwości w to co napisałam, dysponuję dowodami na poparcie swoich słów i mogę je udostępnić, choć wolałabym tego Państwu oszczędzić.

Z poważaniem  
Zatroskana o los Michała dziewczyna."

Po skończeniu czytania, udałem, że robię to jeszcze raz, próbując go sobie utrwalić. Po pierwsze, z powodu tego, że nie wierzyłem, że ktoś mógł napisać taki list do moich staruszków, a po drugie, aby zabrać myśli i obmyślić strategię obronną. Po chwili, zły jak podrażniony szerszeń, koso spojrzałem na siedzącą przede mną Kornelię. Tak się cieszyłem, gdy zadzwoniła i zaproponowała spotkanie, nie uwalniając przy tym nawet odrobiny złych emocji. Liczyłem na ocieplenie relacji, a tu tymczasem taka niespodzianka.

- Co to ma być? - spytałem, hamując cisnące się na usta przekleństwa.  

- Akt desperacji - oznajmiła spokojnie.  

- Zdajesz sobie sprawę, że desperatka to termin często bardzo bliski lub równoznaczny z wariatką. - Starałem się być spokojny, ale głos mi drżał, zdradzając narastające wewnątrz mnie wzburzenie. - Nela, nie chciej, żebym miał cię za kogoś niespełna rozumu. Pytam się ponownie, co to jest?

- Michał, to list, którego adresatami są twoi rodzice - odpowiedziała siostra Sabiny, patrząc mi prosto w oczy. - Uznałam, że jawna wojna z tobą nie ma sensu. Nie działa na ciebie mój gniew i frustracja, więc szkoda mi się zrobiło samej siebie i własnego zdrowia. Postanowiłam rozegrać to bardziej spokojnie i zatroszczyć się o wsparcie. Z tego co się orientuję masz świetnych rodziców oraz doskonałe z nimi relacje. Być może oni będą w stanie przywrócić cię do normalności.  

- Skoro tak wiele kosztuję cię wojowanie ze mną, to czemu w ogóle nie odpuścisz sobie mojej osoby, przy okazji dając mi żyć na własny, zepsuty sposób? - spytałem nerwowo.  

- Ooo nie, na to nie licz! - Zaprotestowała energicznie moja rozmówczyni. - Możesz mnie nie olać, a nawet znienawidzić, ale nie godzę się na to, co się z tobą dzieje! Byłeś świetnym chłopakiem, a to co się dzieje teraz zmienia cię i - w moim odczuciu - zniszczy w końcu. Naprawdę nie chodzi mi już tylko o to co czuję do ciebie, ani o twoje relacje z Sabą, ale chciałabym pomóc ci wyjść z tego chorego uzależnienia.  

- Tyle, że ja tego nie chcę!

- Jak każdy w takiej sytuacji - odparła z przekonaniem Kornelia. - Alkoholikowi czy narkomanowi też dobrze w ich stanach upojenia.  

- Daruj sobie terapię wychodzenia z uzależnień! - warknąłem. - Kontroluję wszystko i nie chcę teraz niczego zmieniać!

- Tak się tylko wydaje, że ogarniasz, ale jesteś coraz bardziej odległy od kontrolowania sytuacji - zaopiniowała młodsza siostra Spacji.

- Nela, wiem, że działasz w dobrej wierze. Nawet mam wrażenie, że dostrzegam świetlistą aureolę nad twoją głową - oświadczyłem polubownie, choć gotowałem się w środku. - Jednak, jak sama przyznałaś, wcześniej byłem zupełnie inną osobą i choć nie do końca się z tobą zgadzam, to w pewnym sensie masz rację. Wtedy, mogłem jedynie marzyć o sytuacji, w której dziewczyny i dojrzałem kobiety nie mogą mi się oprzeć. Zamierzam korzystać z daru losu. Nie wiem jak długo to potrwa, ale zakładam, że nie będzie ciągnęło się w nieskończoność, więc się zachłystuję możliwościami i zamierzam pławić przez bliżej nieokreślony czas w rozpuście. Mówiąc to, chcę ci zakomunikować, że jest mi mega świetnie i nie przewiduję na ten moment zmiany swojej postawy. Bardzo ci dziękuję za chęć wsparcia w walce z demonami, ale proszę odpuść sobie moją, skromną osobę.  

- Nie! Tak łatwo mnie się nie pozbędziesz! - Twardo oznajmiła moja rozmówczyni. - Poza tym, wcale nie jestem święta. Mleko się rozlało, wiemy obydwoje co czuję do ciebie, więc spokojnie mogę wyznać, że większość z tego co oferują ci kochanki jestem w stanie zapewnić również ja. Jeśli zerwiesz z nimi będziesz miał niemal taki sam serwis ode mnie, w zestawie z prawdziwym uczuciem i oddaniem.  

- Cholera, Nela to jest tak hojna propozycja, że mnie przytłacza - oświadczyłem, zgodnie z prawdą. - Gdybym usłyszał ją w zeszłym roku, przed jesienią, pewnie uniósłbym się nad ziemię i lewitował szczęśliwy. Teraz. gdybym się zgodził, byłbym nieuczciwy wobec ciebie. Pragnę w tej chwili czego innego. Wiem, że to przykre co mówię, ale prawdziwe.  

- Nawet nie masz pojęcia, jak przykre - oznajmiła ze łzami w oczach. Byłem sukinsynem, że doprowadziłem ją do takiego stanu, ale czy jeśli potem zdradzałbym zakochaną we mnie dziewczynę nagminnie nie okazałbym się jeszcze gorszą mendą?  

- Jesteś troskliwa, wspaniała i piękna, po co ci taki dupek do szczęścia? - spytałem przekornie, z nikłą nadzieją, że coś wskóram. - Jest całe mnóstwo facetów, którzy będą wniebowzięci, jeśli obdarzysz ich swoimi względami.  

- Skończ z banałami! Nie musisz mi tłumaczyć rzeczy oczywistych! - obruszyła się Kornelia. - Widzisz, myślałam o tym i chciałam wybić sobie ciebie z głowy, tylko mi nie wychodzi. Według ciebie, nie potrafisz zrezygnować z tej rozpustnej rzeczywistości w której się znalazłeś, tak? Więc przyjmij do wiadomości, że ja nie mogę przestać myśleć o tobie. W tej chwili, liczysz się tylko ty.  

- To mamy problem - skwitowałem jej słowa. - Nela, nie podporządkuje się twoim zachciankom i nie ulegnę szantażowi. Jestem w stanie zaryzykować aferę z rodzicami. Jestem pełnoletni, a oni w porządku, więc założę, że twoja sensacja szybko nią być przestanie, a staruszkowie uznają, że mam wysokie libido, przez co muszę wyszumieć. Obstawiam, że skończy się na okazaniu większej porcji troski i zmartwienia oraz szczerej rozmowie o marnowaniu życia, a także o mądrych wyborach.  

- Cóż, w takim razie za nieco ponad dwa tygodnie przekonasz się jak będzie - oznajmiła Nela z niepewnością. Moje podsumowanie zbiło ją z tropu. - Daję ci czas do połowy marca. Jeśli nie zdeklarujesz się, że kończysz z tym gównem, ten list trafi do państwa Wanatów. Być może masz rację, ale ja liczę na to, że ich troska będzie znacznie większa niż przypuszczasz.  

- Nela, to daremne i niepotrzebne, odpuść! - podjąłem ostateczną próbę przekonania swojej rozmówczyni.  

- Nie! Wykończy cię ten objazdowy burdel! - oznajmiła podniesionym głosem Kornelia. - Chcę mieć świadomość, że zrobiłam wszystko co mogłam, żeby cię ochronić przed samym sobą.  

- Nie potrzebuję tego...

- Mylisz się!

- Jesteś niepoważnie uparta!

- Podobnie jak ty! Widzisz pasujemy do siebie - prychnęła rozzłoszczona.

- Nela! Daj mi spokój!

- Nawet nie przytakniesz, aby mi się zrobiło miło - Dziewczyna pokiwała z rozżaleniem głową. - Tymczasem ja tylko chcę dla ciebie dobrze i ewentualnie, żebyś dał nam szansę.  

- Przecież ci tłumaczę jak jest...

- Wiem. Idź już! - westchnęła ciężko Kornelia. - Przemyśl to wszystko albo nie, jak chcesz, twoja sprawa. Te dwa tygodnie z okładem szybko zleci i będziemy mieli jasność w temacie.

- Nela, nie chcę wojenki z tobą - odparłem.

- To odpuść z tym haremem.

- Tego nie chce najbardziej.

- Jesteś taki głupi. Idź już!

Chciałem coś jeszcze dodać, ale moja rozmówczyni odwróciła się w stronę okna, pokazując mi plecy i dając do zrozumienia, że rozmowę uważa za zakończoną. Ciężko podniosłem się z siedzenia i powlokłem w stronę domu. Nie byłem pewien, co się zdarzy jak rodzice się dowiedzą o moich grzechach. Nie chciałem walczyć z Nelą. Tak naprawdę pożądałem jej i nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie działa na nią mój dar. Po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czy wpływ na to ma fakt, że kochała mnie przed wypadkiem i ujawnieniem się mojej przypadłości. Nie było mi lekko. Raniłem dziewczynę i wiedziałem, że jeśli sama się nie odkocha, to nie przestanę tego robić, ponieważ nic mnie tak w tym momencie życia nie upajało jak relacje z kochankami.










*****

Pomimo miłych odskoczni jak ta ze Spacją i Sandrą, w ostatnim czasie skupiałem się głównie na Annie Banaś. Głowa mi pękała od olbrzymiego zaangażowania daru. Fantazje na temat pięknej macochy Laury były obecne ze mną w każdej chwili dnia, przez co miałem nadzieję, że moja ofiara czuje się coraz bardziej osaczona i bezradna. W każdym bądź razie, po tym co wyczyniał mój mózg, zdecydowanie powinna.  

Odpowiedź otrzymałem jeszcze w tym samym tygodniu, w którym rozmawiałem z Kornelią, a dokładniej, w piątkowe popołudnie. Siedziałem we własnym pokoju przed komputerem, oglądając pikantne fragmenty z pornosów oraz wyobrażając żonę radnego baraszkującą ze mną jak pary w filmach. To wtedy rozdzwonił się telefon, odrywając mnie od tego ambitnego i twórczego zajęcia. Numer nie był mi znany, ale postanowiłem odebrać połączenie.

- Cześć Michał. Mówi Anna Banaś. - Usłyszałem znany mi słodki głos, który drżał wyczuwalnie. Miałem nadzieję, że z tego powodu, jaki przyszedł mi natychmiast do głowy. - Darujmy obie na tą chwilę gadki-szmatki! Za pół godziny przyjedzie po ciebie samochód. Czerwone Audi A1. Będzie czekał rzut kamieniem od twojego domu, na parkingu przy Słonecznej. Kierowcę znasz, to osoba, której całkowicie ufam. To tyle odnośnie ważnych szczegółów. Liczę, że nie będziesz świrował i przyjedziesz bez niepotrzebnego kombinowania.  

- Trochę to zaskakujące, ale skoro tak się natrudziłaś, by mnie ściągnąć do siebie, to grzecznie stawię się na wezwanie - oznajmiłem ucieszony, licząc, że nie chodzi o kolejną rundę fochów i oporów, a raczej o kończące je bara-bara.

- Grzeczny chłopiec. Zatem czekam - podsumowała moje słowa żona radnego, rozłączając się natychmiast.  

Trzydzieści minut to niewiele, ale zarazem sporo. Zaliczyłem szybki prysznic, podczas którego zapobiegliwie zafundowałem sobie ręczną robótkę. Dar to jedno, ale zawsze warto dodatkowo zwiększyć swoje możliwości. Jeśli Anna Banaś zamierzała mi się dziś dać dupy, chciałem być gotów na maraton pieprzenia.  

W umówionym miejscu znalazłem auto, o którym wspomniała żona radnego. Za kierownicą siedziała blondyna, którą poznałem przy okazji wizyty w fundacji pani Banaś. Ta sama, która dzielnie broniła dostępu do gabinetu szefowej. Tak samo atrakcyjna oraz podejrzliwie nieprzychylna.

- Cześć. Jaki ten świat mały - przywitałem się, nie darując drobnej złośliwości.

- Zbyt mały. I żadne tam cześć, nie jesteśmy nawet znajomymi! - prychnęła, patrząc się krzywo jak pakuje się obok niej, na przednie siedzenie. - Wolałabym, żebyś usiadł z tyłu.  

- Nie ma mowy, proszę pani - stwierdziłem ironicznie, niedwuznacznie zerkając na zgrabne, odsłonięte nogi. - Nie teraz, gdy to ujrzałem.  

- Jesteś żałosny! - Podsumowała moje mało subtelne umizgi blondyna, próbując obciągnąć bardziej spódniczkę. Bez skutku, niestety, jeśli kiecka jest kusa, nie stanie się nagle suknią balową.  

- Jaki pech! Niewłaściwy dobór garderoby - zauważyłem kąśliwie, udając, że nie słyszę przykrego komentarza. - Z tego co widzę, z tyłu masz płaszcz. Może on coś pomoże, aczkolwiek byłbym niepocieszony.  

- Głupi gnojek! - mruknęła asystentka żony radnego, uruchamiając silnik. Najwyraźniej postanowiła nie przejmować się swoimi odsłoniętymi odnóżami. W duchu pochwaliłem taką postawę.  

- Daj mi szansę. Jestem czarujący i uroczy. - Nie przestawałem błaznować. - Teraz tracę atuty, ponieważ onieśmiela mnie twoja osoba. I nie mam na myśli bajecznych nóg, a przynajmniej nie tylko. Cała wydajesz się idealna.

- Nie pajacuj, cwaniaczku!

- Nie śmiałbym.

- Jasne! - Skrzywiła się blondyna. - Chcesz koniecznie zawracać mi dupsko pogaduszkami, to lepiej powiedz kim ty jesteś?

- A coś ty taka ciekawa? - nastroszyłem się, w odruchu obronnym. - Jak to mówią, mniej wiesz, krócej cię przesłuchują.

- Wyluzuj, panie tajemniczy - żachnęła się właścicielka super odnóży. - Dla Ani zrobię wszystko, więc niewiele przede mną ukrywa. Nie musisz się obawiać o wasze sekrety. Dokąd ona sobie tego życzy, jesteś dla mnie nietykalny.  

- Godna pochwały lojalność - podsumowałem jej wyznanie.

- Tia, jasne. Mówże, kim jesteś?!

- Mam na imię Michał - odparłem, lekko rozbawiony. - Jestem pełnoletni, czarujący i uroczy, choć niektórzy się z tym nie zgadzają, twierdząc, że głupi ze mnie, żałosny gnojek. Lubię kolor zielony, moja szczęśliwa liczba to piątka, a ulubiony zwierzak to kociak. Hobby to narzucanie się pięknym, dojrzałym kobietom, ale czasem dla odmiany zawracam dupę nieco młodszym, przeważnie blondynkom. Pod warunkiem, że są równie ładne i mają zajebiście świetne nogi.  

- Skończyłeś? Czy może chciałbyś jeszcze dokończyć te marne popisy? - Na rozmówczyni mój popis nie zrobił wrażenia. Kurczę, a tak się starałem! - Dla jasności, wiem, że jesteś kolegą Laury ze szkoły i ubzdurałeś sobie, że Ania poleci na kogoś takiego jak ty.

- Kogoś takiego jak ja?! A co ze mną jest nie tak?

- Wszystko, misiu, wszystko - odpowiedziała moja rozmówczyni, z pobłażliwą zjadliwością. - Pomijając detale, jesteś ledwie pełnoletnim kumplem jej pasierbicy, który zabiera się podryw atrakcyjnej, dojrzałej babki w sposób subtelnością podobny do rąbania drewna. Normalnie taki podryw powinien się skończyć, zanim na dobre się rozpoczął.

- A nienormalnie? - dociekałem.

- No właśnie, dzieje się coś dziwnego  - orzekła blondyna, marszcząc piękne, wydepilowane brwi. - Nie mogę tego ogarnąć, jak to robisz. Ania nie może przestać o tobie myśleć od dobrych kilku dni. Nie ma cię obok, a jednak mącisz, budzisz chore emocje. Jest w tym coś niepokojącego. Gdybyś jeszcze rzeczywiście był kimś wyjątkowym, nie wiem... młodym artystą lub kimś w tym stylu, ale ty...

- Przerwę ci, zanim się zrobisz naprawdę przykra - wtrąciłem się bez pardonu. - I odpowiem banalnie, nie wszystko złoto co się świeci. Najlepiej jednak przekonywać się o tym na własnej skórze. W związku z tym postanowiłem w tej chwili, że udowodnię ci swoją wyjątkowość, nie tylko zdobywając twoją szefową, ale również ciebie.  

- To jest tak kosmicznie niemożliwie, że nawet nie będę się wkurzać - prychnęła moja rozmówczyni. - Jesteś mi tak obojętny jak warunki na dnie Rowu Mariańskiego, więc skończ z czczym gadaniem, bo mnie pusty śmiech ogarnia!

- Jak rzekłem, sama się przekonasz - westchnąłem głęboko. - Nie zarzekaj się, bo jakby nie było wieziesz mnie do swojej szefowej, która według ciebie powinna mnie pogonić w trzy sekundy. Jak myślisz po co?

- Mam nadzieję, że po to, aby dać ci potężnego kopa w jaja - stwierdziła stanowczo blondyna. - Takie ostateczne rozwiązanie problemu natrętnego szkodnika.

- Ośmielam się mieć inne zdanie - odparłem przekornie. Chciałem dodać coś jeszcze zjadliwego, ale nie zrobiłem tego, ponieważ zaciekawił mnie widok za oknem auta. Pomimo późno popołudniowej szarzyzny, dostrzegłem po lewej stronie dużą, ciemną taflę wody. Zaciekawiony, zmieniłem temat.  - Gdzie jedziemy?

- Do Ani - odpowiedziała krótko asystentka żony radnego.  

- A dokładniej?

- Do Ani Banaś.

- Pyszna odpowiedź!  - mruknąłem z przekąsem.  

- W twoim stylu. - Odgryzła się blondynka.

- Niech ci będzie. Jeden, zero dla ciebie - odparłem polubownie.  

- Nie zależy mi na tym.

- Ok., ale skoro sobie tak przyjaźniej gawędzimy, to może zdradzisz mi swoje imię? - zaproponowałem. - W ten sposób, łatwiej się komunikować.

- Nie potrzebuję komunikacji z tobą - oznajmiła beznamiętnie moja rozmówczyni. - Jeśli ci jednak tak zależy na tym, to powiedzmy, że mam na imię... Roksana.  

- Powiedzmy?! A tak poważnie? - żachnąłem się na takie podejście do prostego tematu.  

- Pani Roksana.

- Uhm, wiesz, że to przestaje być zabawne, gdy jest nadużywane  - stwierdziłem, czując lekką irytację. - Jednak, jak tam sobie chcesz, pani Roksano.  

- Szok! Jaki jesteś zgodny! - prychnęła blondynka. - W zamian ci zdradzę, że Ania ma domek nad Zalewem Zegrzyńskim, który stał się jej własnością jeszcze sporo przed związaniem się z Banasiem. Tam cię wiozę. Zadowolony z odpowiedzi?

- Tak jakby.

- To świetnie - oznajmiła moja towarzyszka. - Już trochę mnie zmęczyła rozmowa z tobą i przypadkiem sobie nie pomyśl, że z powodu twojej szczególnej błyskotliwości. Poza tym jesteśmy prawie na miejscu.  

W odpowiedzi kiwnąłem tylko głową. Nie to, że nie miałem ochoty rzucić jakieś ciętej uwagi, ale zainteresowałem się tym co mogłem dostrzec za oknami samochodu. Pomimo, że świat zanurzał się w gęstniejącym mroku, dałem radę zorientować się w otaczającym nas terenie, gdyż upstrzony był stylowymi latarniami. Wjechaliśmy przez stylową, kutą bramę, a potem przez krótki, nieco ponad stumetrowy podjazd. Z jednej jego strony ciągnął się szpaler strzelistych cyprysów, który zasłaniał skutecznie to co było za nim, a z drugiej duża łąka otoczona drewnianym płotem. W głębi majaczył budynek, który wyglądał mi na stajnię lub coś podobnego. Domyśliłem się, że Anna Banaś lubi pokłusować sobie na koniu. Liczyłem, że dziś uczyni to na moim wiernym mustangu.  

Właściwy dom, nie był zbyt wielki, ale robił przyjemne wrażenie. Nie znałem sie zbytnio na tym, ale, gdybym miał określić w jakim stylu był utrzymany, to nazwałbym go wiejsko-myśliwskim. Cóż, dla mnie było to bez znaczenia. Tak bardzo chciałem zdobyć żonę radnego, że zerżnąłbym ją gdziekolwiek. Zawsze to jednak lepiej, że rozbierana randka miała mieć klimat agroturystyczny niż na przykład szaletowy.  

Weszliśmy do środka, a blondynka poprowadziła mnie do rozległego salonu. Tam czekała na nas żona radnego Banasia.  

Są kobiety, które we wszystkim wyglądają bajecznie. Anna była właśnie taka. W luźnych dresowych spodniach oraz długim, rozciągniętym swetrze była tak samo doskonała jak w zestawie oficjalnych ciuchów biurowych, czy w sukni od Versace. Nie widziałem jej wprawdzie w tej ostatniej, ale nietrudno mi było ją sobie wyobrazić obleczoną w takie cudo.  

- Witajcie - przywitała się, odstawiając kieliszek z niedopitym, bordowym trunkiem. - Dziękuję Natalio, że go przywiozłaś.

- No proszę, a jednak Natalia  - mruknąłem, uśmiechając się cierpko do blond asystentki. - Cóż, za rozczarowanie. Roksana brzmi tak światowo...

- Błazen - bezgłośnie skwitowała mnie blondyna. Tak, aby nie dostrzegła tego szefowa.  

- Jaka Roksana? O co chodzi? - zainteresowała się gospodyni.  

- Nic ważnego, nie mogłem się powstrzymać - odparłem, wzruszając ramionami. - Dobry wieczór.  Ładne miejsce, jaka jest jego historia?

- Dobrych kilka lat przed ślubem z Lucjanem, przyjaźniłam się i spotykałam ze zdolnym artystą, Arturem Balińskim - wyjaśniła żona radnego. - To był jego dom, a gdy zmarł, zostawił go mnie w spadku.  

- Hojny dar - odrzekłem, kiwając z uznaniem głową.  

- Lubię to miejsce, a do tego są tutaj konie, które uwielbiam - stwierdziła żona Banasia. - Artur zaraził mnie miłością do tych zwierząt.  

- Rozumiem.  

- Dość jednak o przeszłości - zmitygowała się była modelka. - Natalia, czy bardzo cię wykorzystam, jeśli poproszę o zrobienie zakupów.  

- Absolutnie - odparła zapytana. - W miasteczku pewnie już nie zdążę się obkupić, ale znajdę coś czynnego po trasie do Warszawy.  

- Nie spiesz się. - Bezgłośnie skomunikowałem się z ponętną asystentką, która w odpowiedzi pokazała mi uniesiony, wskazujący palec. Rozbawiło mnie to dokumentnie. Udzielił mi się świetny nastrój. Spojrzenie Anny Banaś jaśniało gorejącym blaskiem, który niejednokrotnie już miałem okazję oglądać w oczach moich kochanek. Wszystko zmierzało we właściwym kierunku. Byłem pewny swego.  

Po wyjściu Natalii z domu, gospodyni pozamykała drzwi i zasłoniła okna. Nie umknęło mojej uwadze, że była nad wyraz pobudzona, a zarazem speszona.  

- Jesteśmy sami, dałam wolne pracownikom - wyjaśniła, rumieniąc się mocno. - Natalia ma własne klucze, więc sobie poradzi.  

- Mam się zacząć bać? Zabijesz mnie za nagabywanie, a ciało ukryjesz w stajni? - spytałem, siląc się na słaby żart

- Jesteś taki głupi - mruknęła Anna, podchodząc do mnie bliżej. - Powiedz mi, co ja tu z tobą robię?

- Wydaje mi się że wiem, ale nie jestem pewny szczegółów - odparłem, czując narastające podniecenie. - Będzie łatwiej jak mi coś podpowiesz.

- Lubisz jak jest łatwo? - spytała, stając tuż przy mnie.  Czułem na twarzy jej ciepły oddech.  

- Powiedzmy, że mi to nie przeszkadza - stwierdziłem, uśmiechając się pod nosem. - Natomiast trudności dodają łowom dodatkowego smaku. Przyjemniej się wtedy pławić w tryumfie.  

- Kręci cię zwyciężanie w tej grze, prawda? - spytała żona radnego, patrząc mi głęboko w oczy.  

- Jak w każdej innej, w monopol na przykład czy w kalambury - skwitowałem pytanie. Odpowiedź na nie była bardziej oczywista niż obecność księżyca w nocy.  - Milej jest być zwycięzcą niż przegranym.  

- Masz rację. Pewnie dlatego czuję się tak niepewnie - przytaknęła Anna, nerwowo zaciskając pięści. - Mam nieodparte wrażenie, że poległam całkowicie, a zarazem czuję coś bliskiego euforii. Podpowiesz coś w tej kwestii?

- Jasne! Nie myśl o porażce! Byłaś na nią skazana - oznajmiłem, obserwując jak żona Banasia ślicznie się peszy.  - Skup się na euforii i ekscytacji! Potem będziesz się śmiać z tej niepewności.  

- To takie proste? - zdziwiła się była modelka, oblizując usta.  

- Nawet bardziej.  

- Zdradzisz mi pewną rzecz? - kontynuowała przepytywanie Anna, muskając palcami mój policzek. - Czemu, choć uważałam, że potrafię ci się oprzeć uwiłam nam dzisiaj pyszne miłosne gniazdo w sypialni na górze? Czy inne dziewczyny... czy one równie łatwo się poddawały?  

- A czy to ma znaczenie? - odpowiedziałem pytaniem. - Co chcesz wiedzieć? Czy jesteś bardziej porządna od nich? Bardziej przyzwoitsza?  

- A jeśli tak? - spytała cicho.  

- Ok., dla mnie jesteś synonimem przyzwoitości - oświadczyłem. - Twój opór mnie strasznie nakręcił i ani trochę nie ściemniam. Sama mogłaś się przekonać, że Jola nie wahała się nawet trochę.  

- W tamtej chwili byłam zbiorem ciekawości, podniecenia i zazdrości - wyznała Anna niepewnie.  

- Dało się zauważyć - odparłem, coraz mocniej nakręcony

- Akurat! Ciekawe kiedy to zauważyłeś - prychnęła żona Banasia figlarnie - Skupiony byłeś na innych szczegółach.

- Twoja obecność za oknem, a także to, na co pozwoliłaś Bognie, dodało całej sytuacji pikanterii - oświadczyłem poważnie. - Jolka była świetna, rżnąc ją byłem cały happy, ale wasze podglądanie sprawiło, że wszystko było lepiej, bardziej i intensywniej.  

- Tak tylko mówisz, bo chcesz mnie przelecieć jak najszybciej - oznajmiła Anna z miną, która zdradzała, że nie będzie mi miała za złe czynności lubieżnych.  

- Nie psuj magii chwili! - Zareagowałem emocjonalnie. - Patrzę na ciebie i widzę co się dzieje. Gdybym chciał cię zerżnąć w ekspresowym tempie, już bym to robił, a tymczasem ciągnę tą rozmowę, żebyś bardziej się nakręciła i nastroiła.

- Taki z ciebie bystrzak, co? - mruknęła żona radnego, muskając ustami mój policzek.  

- Radzę sobie - stwierdziłem skromnie, czując gorejące emocje.  

- Doskonale, śmiem twierdzić - przytaknęła Anna, ciągnąc mnie za rękę w stronę schodów. - Nie przeciągajmy już tego dłużej. Tym bardziej, że chcę ci coś jeszcze pokazać.  

Poszedłem za nią bez słowa, rozkoszując się widokiem bioder, falujących przy  każdym kroku. Myśl, że lada moment będę bezwarunkowo dysponował jej wdziękami, teraz ukrytymi pod szlafrokiem, rozgrzewała mnie do czerwoności. Patrząc na nią z perspektywy jedynie urody, odnosiłem wrażenie, że jest jedną z tych niedostępnych zwykłym śmiertelnikom bogiń. Chodzącym ideałem. Kobietą bez skazy. Trudno byłoby nie czuć euforii z faktu, że posiądzie się taką istotę. Była równie doskonała jak Anita, a pewnie nawet bardziej. Ta myśl z trudem przeleciała mi przez głowę, ponieważ nikt nie mógł się równać z moją seksowną anglistką, będącą przecież moim największym marzeniem. Niczym święty Gral dla rycerzy Okrągłego Stołu czy kumpli Indiany Jonesa. Nie zamierzałem się jednak gniewać na to, że jeszcze nie raz będę zmuszony skonfrontować atrybuty ślicznej belferki z walorami innych nietuzinkowej urody kobiet. W tym wypadku od nadmiaru głowa miała boleć i pracować na najwyższych obrotach. Pokonawszy ostatni stopień doszedłem do wniosku, że za bardzo bawię się w analizy. Całkiem niepotrzebnie. Powinienem skupić się na żądzy i pieprzeniu. Tylko i wyłącznie.

Wszedłem za gospodynią do dużego pokoju, który okazał się sypialnią, utrzymaną w podobnym stylu co reszta domu. Ciemne, drewniane belki pod sufitem, podparte kolumnami. Kilka gustownych mebli, w wiejskim stylu oraz parę obrazów na ścianach, a w centrum tego małego wszechświata znajdowało się wielkie łóżko z baldachimem. Z ozdobnego zadaszenia nad wyrkiem spływały grube czekoladowe zasłony, przewiązane fantazyjnie miodowymi, mięsistymi wstęgami oraz złotymi łańcuszkami zakończonymi kulkami. Odniosłem wrażenie, że powierzchnia łoża była tylko nieznacznie mniejsza niż boisko do koszykówki.  

Całe pomieszczenie tonęło w skąpym, ciepłym świetle wonnych świec, dzięki którym w powietrzu unosił się egzotyczny, nieznany mi, ale przyjemny zapach. Źródła światła gospodyni ustawiła w ten sposób, że za każdym z nich stało płótno z czarno białą grafiką o tematyce erotycznej. Na obrazach atrakcyjna kobieta oddawała się rozmaitym rozpustnym praktykom, dogadzając bliżej nieokreślonemu kochankowi bez twarzy.

Stanęliśmy z Anną przy jednej z drewnianych kolumn, podpierających belki przy suficie. Najbliżej nas były trzy obrazy. Na jednym z nich męskie dłonie zagarniały wdzięczne pełne piersi, na drugim naga kobieta oparta o ścianę w zmysłowej pozycji cieszyła się pieszczotami kochanka, a na ostatnim odwdzięczała się dogadzając mu oralnie.  

- Wierz lub mnie, ale kiedy zaczynałam karierę w modelingu byłam bardzo zażenowana tym jak zachowuje się większość moich koleżanek - cicho wyznała Anna, gmerając przy guzikach mojej koszuli. - Nie to żebym była wtedy niewinną, nieskalaną dziewicą, ale ich wybryki wprawiały mnie w zakłopotanie. Gdy poznałam na jakimś raucie Balińskiego byłam dodatkowo po przykrym rozstaniu z innym facetem. Wydawało mi się, że nieprędko skuszę się na bliskość z mężczyzną, a tymczasem osoba Artura wszystko odmieniła.

- Co mianowicie? - spytałem, obserwując jak pozbawia mnie kolejnych części ubioru.  

- Wszystko co wiązało się z moim podejściem do seksu, nastawieniem do facetów - odparła żona Banasia, opierając się o drewnianą podporę i ogarniając spojrzeniem moją nagość. Głównie skupiała się na sterczącym, nabrzmiałym kutasie, który bezczelnie zdradzał moje ogromne podniecenie. - Był idealnie w punkt, ani zbyt delikatny, ani zbyt gwałtowny, natomiast bez wątpienia nie miał mnie dość i umiejętnie pomagał mi pokonywać kolejne bariery i granice. Kobieta na tych obrazach to moje alter ego. Gdy tylko było to możliwe Artur ustawiał aparat i utrwalał naszą miłość, by potem przelewać to na płótno.  

- Ekscytująca opowieść - stwierdziłem, rozwiązując troki szlafroka. Spod jego połów wychyliły się bajeczne, obleczone złocistą powłoką grona. Była modelka pod wierzchnim okryciem była całkiem naga. Skorzystałem z podpowiedzi jednej z najbliższych grafik. Tą z męskimi dłońmi na kobiecym biuście. Cudownie było czuć pod palcami jedwabną delikatność skóry na piersiach.  

- Daj mi dokończyć - mruknęła Anna, mrużąc oczy niczym głaskana kotka. - Zmierzam do tego, że chociaż z obecnym mężem robiłam w łóżku ciekawe rzeczy, nigdy przed, ani po Arturze nie czułam takiej zniewalającej erotycznej fascynacji. Aż do teraz. Co więcej, ku memu zdumieniu ta aktualna ekscytacja jest o wiele silniejsza.  

- Nie spodziewałem się takich wynurzeń, nie wiem co powiedzieć, żeby nie zabrzmiało głupio czy arogancko - wyznałem, mocniej napierając dłońmi na piersi żony radnego. Szlafrok spłynął z jej ramion, opadając na podłogę. Moja nowa kochanka naga była jeszcze bardziej doskonała.  - Więc może...

- Nie musisz nic mówić - przerwała mi Anna, wsuwając udo między moje nogi. Czułem, że trę po nim jądrami, co wywołało przyjemny dreszcz. - Rozkoszuj się tryumfem. Zerżnij mnie, zrób co zechcesz, bylebym nie miała siły ustać na nogach po wszystkim!  

Nawet gdybym chciał, nie dałbym rady odpowiedzieć w jakikolwiek sposób na odważne wyznanie byłej modelki. Zamknęła mi usta namiętnym pocałunkiem, wyprawiając cuda z nadpobudliwym językiem. Gdy już myślałem, że tym sposobem mnie udusi, zaczęła powoli się osuwać w dół, nie przestając całować mojego ciała. Ciepłymi, drżącymi wargami gładziła mój tors, skupiając się szczególnie na sutkach. Rozkosznie było czuć jak je zasysa i skubie z wyczuciem zębami. Odwzajemniłem się pieszczotą cudownych piersi, które mogły by wprowadzić w zakłopotanie niejednego chirurga plastycznego. Nie na długo jednak, ponieważ partnerka osunęła się niżej, całując mój brzuch, a potem znajdujące się pod nim poletko z włosami łonowymi. Przewidując co stanie się za chwilę, umiejętnie zamieniłem się z żoną radnego miejscami, opierając plecami o drewnianą kolumnę.  

Anna chwyciła fiuta u nasady, całując jego czubek. Gdy zaczęła lizać pokryty żyłami trzon mojego oręża, poczułem przejmująco przyjemne mrowienie pod skórą. Kilkoma wprawnymi ruchami obciągnęła oblekającą go skórę, odsłaniając żołądź. W chwili, gdy wsunęła cześć penisa do ust nie wytrzymałem, chwytając z tyłu jej głowę, jednocześnie dociskając do własnego podbrzusza. Spodziewała się mojej gwałtownej reakcji. Połknęła członka bez trudności, stawiając delikatny opór dopiero, gdy naparłem po raz kolejny, wkładając w to zbyt wiele siły.  

Jeśli siódme niebo jest rzeczywiste to właśnie stanąłem w jego progu. Rozkoszując się pieszczotą serwowaną przez nową kochankę, zerkałem spod przymrużonych powiek w dół. Patrząc jak żona Banasia robi mi loda, nie mogłem uwierzyć, że miałem wątpliwości czy warto dla niej ryzykować. Była tak boska, że mogła onieśmielać. Na moje szczęście byłem dotknięty przypadłością dzięki której obce mi były takie postawy. Nie zamierzałem czuć się skrępowany wspaniałością partnerki. Wręcz przeciwnie, pragnąłem zagarnąć z niej jak najwięcej dla siebie.  

Rozpychałem się więc wielkopańsko w ustach żony radnego, która ciągnęła fiuta jakby chciała wyssać z niego całą treść. Sypialnia wirowała, a ja unosiłem się pośrodku niczym cząstka rozkoszy i zadowolenia, a przecież był to dopiero początek bajecznego wieczoru z byłą modelką. Zaangażowanie kochanki pchnęło mnie ku śmielszym krokom. Zacisnąwszy dłoń na puklu włosów, odsunąłem na moment Annę od kutasa, po czym wsunąłem go śmiało na powrót. Niczym podłączony pod dodatkowe baterie, zacząłem pieprzyć żonę radnego w usta. Bardziej przykładając się do każdego pchnięcia. Moja nowa kochanka nie protestowała, z klasą przyjmując kolejne sztychy, jakby nie chodziło o seks oralny, a jedzenie trufli na kolacji u jaśnie pani księżnej.

Rozzuchwalony, skierowałem partnerkę w stronę łóżka. Napierając, położyłem ją na plecach tak, że tyłek i krocze miała na samym brzegu potężnego wyrka. Klęknąłem, kryjąc głowę między strzeliste nogi, które ochoczo zarzuciła na moje plecy. Palcami przypuściłem atak na nabrzmiałe, wilgotne płatki cipki, trąc je zapalczywie. Wywołało to natychmiastową reakcję Anny, która zaciskając mocniej nogi, nie mogła opanować drżącego ciała. Jęczała przy tym głośno i sugestywnie. Podobało mi się to co słyszałem, a także co czułem, więc poszedłem krok dalej. Głęboko zanurzając palce w wilgotną, rozpaloną norkę, równocześnie drażniłem językiem żołądź łechtaczki. Była modelka odpowiedziała spazmatycznymi szarpnięciami bioder. Miałem wrażenie, że mnie udusi, gdy zaciskała mocno uda na mojej głowie.  

Krew buzowała w moich żyłach. Pod czaszką szalały rozbestwione neurony, które wysyłały komunikat do reszty ciała. Idziemy na całość! Upojny żar palił mnie od wewnątrz, gdy zatracałem się coraz bardziej w dogadzaniu żonie radnego. Pamiętając jej słowa, pieprzyłem ją tak, aby nie miała sił ustać pod wszystkim na nogach. Nie zamierzałem się w niczym ograniczać. Orząc językiem nabrzmiałą cipkę, środkowy palec dłoni wbiłem między pośladki partnerki. Ciekaw byłem reakcji partnerki, ale spodziewając się jakichkolwiek oporów, przeliczyłem się zupełnie. Anna nie miała najwyraźniej nic przeciwko temu, abym spenetrował jej tylną dziurkę. Jeśli było inaczej, to bardzo umiejętnie to ukrywała, godząc się ze swoim losem.  

Przez chwilę droczyłem się z odbytem partnerki. Wreszcie, po krótkiej chwili wbiłem w niego palec, wywołując u kochanki nową falę silniejszych spazmów. Dysząc i jęcząc na przemian poddawała się mojej woli, rozpływając w sile doznań. Palcami i językiem dawałem nie tylko przyjemność, ale niosłem ukojenie dla uwięzionego w okowach pragnień ciała. Gdy przestałem, zamglone spojrzenie Anny wyrażało jedynie dezaprobatę. Pogratulowałem sobie w duchu, jak szybko doprowadziłem żonę radnego do takiego stanu.

Zadowolony z siebie, przekręciłem partnerkę, sprawiając, że położyła sie na brzuchu. Uniosła się zaraz, wspierając na rękach i wypinając lubieżnie zgrabny tyłek.

- Chcę cię wreszcie poczuć w sobie - wymruczała.  

Nie podejrzewałem jej o czytanie w moich myślach, ale to właśnie zamierzałem zrobić.  Sterczącym sztywnym fiutem złapałem właściwy azymut i wyprowadziłem pierwszy cios. Poszło bardzo gładko. Wbiłem się w Annę niczym nóż w masło. Przymknąłem oczy, chłonąc moment, gdy zacisnęła się na mnie rozpalonym, gościnnym wnętrzem. Podniecony niczym lis w kurniku rozpocząłem totalne rżnięcie. Zacisnąwszy mocniej dłonie na tyłku partnerki, rozchyliłem nieco jędrne pośladki, po czym wcisnąłem kciuki w tkwiący tam otwór.  

Żona radnego całkiem się zatraciła. Pieprząc, niczym samo napędzająca się maszyna, nie mogłem oderwać oczu od jej bajecznego ciała, które, pomimo całego szaleństwa, wyginała z niezrozumiałym dla mnie wdziękiem. Byłem naznaczony darem i daleki od idei monogamii, ale nie rozumiałem za cholerę męża Anny. Mając taką żonę, nie szukałbym wrażeń nigdzie indziej. Banaś naprawdę był niewąsko pojebany.  

W tej chwili jego żona wiła się pode mną, wspinając się na ostatni poziom naszej miłosnej gry. Dalej był już tylko finał i upragnione spełnienie. Chcąc zadośćuczynić jej wcześniejszej prośbie, postanowiłem nieco skomplikować sytuację. Odstąpiłem na chwilę od partnerki, by uwolnić spętane wstęgami kotary baldachimu.

- To czyste wariactwo - jęknęła słabo Anna, widząc, że zamierzam ją skrępować. Ton wypowiedzi świadczył, że było to stwierdzenie, a nie próba protestu.  

- Zapewne, ale próbuję ci zapewnić trzęsące nogi - oznajmiłem podnieconym, całkiem nieswoim głosem.  

Dość dobrze radziłem sobie w tworzeniu przeróżnych węzłów, co było pożyteczną umiejętnością w takich chwilach. Musiałem trochę pokombinować, ale sprawnie stworzyłem wiązanie, które sprawiło, że pęta nie zsuwały się ze słupa baldachimu. Na drugim końcu wstęgi znalazły się dłonie Anny, które skrepowałem przy nadgarstkach. Podobnie uczyniłem z nogami, każdą przywiązując do stelaża łoża pasami materiału. Zrobiłem to w taki sposób, aby nie wyjść na okrutnika i sadystę. Gospodyni opierała się na kolanach i mogła poruszać delikatnie dłońmi. Swobody miała jednak niewiele. Zbyt mało, aby nie musiała poświęcić dodatkowej energii na to, aby pozostać w pozycji umożliwiającej mi kontynuowanie pieprzenia. Jeśli mocno pragnęła bym rżnął ja dalej, musiała kontrolować ułożenie swojego ciała.

Ciekaw byłem jak się sprawdzi moja teoria, więc przystąpiłem do działania. Przytrzymując cudnie wypięty zadek, na powrót wszedłem energicznie w partnerkę. Zanurzyłem się głęboko w przytulne, rozgrzane wnętrze Anny. Zrobiłem to bez włączonego hamulca. Pieprzyłem kochankę gwałtownie, przez co musiała mocno walczyć z więzami, aby nie stracić chwiejnej równowagi. To ją pobudzało, ale też odbierało dużo sił i energii. Po chwili zrobiło się jeszcze trudniej, ponieważ ponownie zainteresowałem się anusem żony radnego. Moje kciuki na powrót wniknęły w tyłek partnerki. Zagłębiłem się w ciemne oczko, ukryte w dolinie między wzgórzami pośladków.

Czując zaciskające się na moim fiucie wnętrze kochanki poczułem się wspaniale. Krew buzowała w moich żyłach, tocząc się w zawrotnym tempie niczym Pendolino w krętych tunelach. Wirowałem, lewitowałem i szybowałem. Moje lędźwie były źródłem potężnych sztychów, którymi raziłem rozkosznie mokrą cipkę Anny. Nasze biodra falowały jednym, wspólnym rytmem. Było mi tak wspaniale, że gdyby wparował tu teraz Lucjan Banaś, nie przejąłbym się tym wcale, tylko dokończył rżnięcie jego małżonki. Później pewnie straciłbym głowę, przyrodzenie, trzy czwarte zdrowia, a może nawet życie, ale to żadna cena, za możliwości cielesnego obcowania z boginią?  

Nikt jednak nie zamierzał przerywać nam pieprzenia, więc nie ustawaliśmy w dzikim, zmysłowym tańcu. Pomimo, że zapadłem w stan rozkosznej nieświadomości, wywołanej bezpośrednim, głębokim kontaktem z Anną nie był to stan totalny. Zauważyłem, że w płynny, magiczny ruch jej ciała coraz częściej wkrada się element chaosu. Spazmatyczne szarpnięcia, oznaczające, że żona Banasia jest na ostatniej prostej do szczytu, do spełnienia.  

Czułem się rewelacyjnie. Zakończenie naszego pierwszego rżnięcia z kutasem w partnerce, byłoby powodem do ogromnego zadowolenia dla ogromnej większości facetów. Mnie jednak ostatnie pół roku zepsuło, pragnąłem dodatkowych podniet i smaczków. Od chwili, gdy przekroczyłem próg tego pokoju upatrzyłem sobie przepasające zasłony baldachimu złote kule na łańcuszkach. Gładkie i lśniące, były wielkości orzecha włoskiego, a swoim blaskiem zachęcały mnie bym je wykorzystał. Nadszedł moment, abym to zrobił.  

Wyjąłem fiuta z kochanki, by zastąpić go upatrzoną zabawką. Podniecony, rozpalony spełnieniem fantazji wepchnąłem w cipkę byłej modelki złotą kulkę. Weszła bez oporu, przy akompaniamencie ciężkich westchnień żony radnego. Przestałem napierać na nieoczywisty gadżet, gdy uznałem, że zagnieździł się dostatecznie głęboko. Błyszczący łańcuszek sterczący ze szparki partnerki, opadający niedbale na pościel stanowił zmysłowy obrazek. Poczułem falę gorąca ogarniającą moje ciało, ulegałem sile budzących się we mnie demonów.  

Przytrzymując członka, natarłem nim niczym taranem na tylne wrota do ogrodu ostatecznego spełnienia. Palcami przetarłem już szlak, więc otwór odbytu nie stawiał takiego oporu, jakiego bym oczekiwał. Główka penisa wniknęła dość łatwo, a, gdy naparłem biodrami, jej śladem poszedł trzon, zatapiając się w ciasnej dziurce. Anna zadrżała, z trudem utrzymując pozycję. Skoro jednak dała radę, nie zamierzałem przerywać swoich zabiegów. Mocniej przytrzymałem wypięty tyłek, rażąc go głębokimi sztychami. Żona radnego przez chwilę dopasowywała się do mnie, by po chwili ruchami zadka wychodzić śmiało naprzeciw moim pchnięciom. Drżąc niczym w febrze, jęczała głośno i głucho, wzbudzając swoim zachowaniem mój ogromny entuzjazm. Aby doznania kochanki były mocniejsze pociągnąłem za złoty łańcuszek, kręcąc nim niemiłosiernie.

Annie nie pozostało nic innego, jak dać się ponieść ku szczytowi. Potężne spazmy, które targały ciałem byłej modelki nabijały ją na mojego penisa tak mocno, że niemal cały chował się między jędrnymi pośladkami. Wobec tak gwałtownych ruchów, nie byłem w stanie kontrolować tkwiącej w szparce złotej kulki. Skupiłem się więc na sztychach, którymi dźgałem kochankę w otwór odbytu.  
Po chwili żona radnego straciła kontrolę nad swoim ciałem. Wykonałem dwa pchnięcia, po których nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Osunęła się, tracąc z trudem utrzymywaną pozycję, uniemożliwiając mi tym samym dalsze pieprzenie. Prężąc plecy niczym wściekła tygrysica, zerkała na mnie błagalnie. Do orgazmu potrzebowała małego, jedynego bodźca. Pociągnąłem za przyklejony do spoconego uda łańcuszek i stało się nieuniknione. Rozedrgana, jęcząca poddała się spełnieniu. Potężny orgazm stał się epicentrum jej ostatecznej rozkoszy.

To sprawiło, że niemal zawisła na skrępowanych dłoniach. Gdy ją uwolniłem z więzów, opadła bezwolnie na łóżko. Twarz byłej modelki wyrażała zadowolenie, które chciałem, żeby zagościło też na mojej gębie. Wsunąłem fiuta między piersi kochanki i zacisnąwszy je, zacząłem nim poruszać energicznie. Posuwając w piersi, pozostającą w błogostanie Annę, doszedłem dosłownie po krótkiej chwili. Poczułem nadchodzącą ekstazę w jądrach, lędźwiach i mrowiącym podbrzuszu. Najbardziej jednak w głowie, w której trwała szalona impreza.  Zamarłem z penisem uwięzionym między wzgórzami piersi, podczas, a głęboko we nie przechyliły się czary z sokami rozkoszy, które rozlały się obficie. Strugi nasienia popłynęły wartko, na koniec zmieniając się w efektowną kaskadę. Perlisty deszcz pokrył zarumienioną twarz, szyję i ramiona żony Banasia. Jęknąłem głucho po raz ostatni, strząsając resztki spermy na kochankę. Zaraz potem dopadła mnie rozkoszna słabość, więc zapadłem się w łóżko, wtulony w nową kochankę.  

Przez dłuższą chwilę nie mieliśmy siły wydusić z siebie choćby pół słowa.
Pierwsza zebrała się w garść gospodyni domu.

- Zerżnąłeś mnie tak, że nie tylko ustanie na nogach jest problemem, ale nawet zczołganie się z tego łóżka - oznajmiła, wzdychając znacząco.

- Leż więc i ciesz myślą, że noc jest jeszcze młoda - odparłem chełpliwie.  

- Zrobisz mi tak po raz drugi? - spytała Anna, kładąc dłoń na moim zmaltretowanym członku.

- Drugi, a pewnie i trzeci - odpowiedziałem, czując, że głaszcze moje jądra.  

- Jesteś cyborgiem? - zdziwiła się moja nowa kochanka.

- Oczywiście! - prychnąłem ubawiony. - Nie zauważyłaś, że łepek mojego penisa jest tytanowy, a pod nimi zaczynają się wyrafinowane mechanizmy i układy scalone.  

- Jakoś nie rzuciło mi się w oczy - stwierdziła żona radnego z udawaną powagą.

- Drugim razem się przyjrzyj!  

- Mam ciekawsze rzeczy do robienia, gdy jest blisko mnie - mruknęła Anna, szczypiąc mnie w trzon fiuta. - Rany Michał, dawno nie czułam się tak zerżnięta!

- No proszę, a tak się broniłaś przede mną. - Zganiłem ją mało subtelnie.  

- Przestań! Poddałam się i nie żałuję, bo jest mi cholernie dobrze. - Nastroszyła się była modelka. - Jednak, gdy jutro, pojutrze, czy cholera wie kiedy przyjdzie opamiętanie, pytania i dylematy powrócą

- Nie chcę wyjść na aroganta, więc powiem... być może - odparłem. - Nie nastawiaj się jednak zbytnio na wewnętrzną walkę z samą sobą, przyzwoitością, zasadami i innymi bzdetami. Teraz już jesteś całkowicie moja. Jak mówię, dziś jeszcze to powtórzymy, potem będą kolejne razy, a ty nawet nie poczujesz, kiedy słowo wątpliwości przestaniesz zestawiać w parze z naszą relacją.

- Strasznie elokwentny z ciebie małolat - uśmiechnęła się pod nosem Anna. - Tak czy siak, dopiąłeś swego, a moja przyszywana córcia będzie z ciebie zadowolona

- Naprawdę, mogłaś sobie darować wspominanie o niej teraz! - oświadczyłem z kwaśną miną. -  Przez cały czas, odkąd chodzimy do jednej klasy, nawet na moment nie próbowaliśmy nawzajem się polubić. Teraz, jej szantaż wkurzył mnie maksymalnie i mam jeszcze jeden powód więcej do niechęci. Poważny, wielki jak stodoła. Dlatego, nie musisz się obawiać tego, że dam Laurze powód do pastwienia się nad tobą. Na razie będę ją zwodził, a jak coś wymyślę, to pokonam cwaniarę i z przyjemnością popatrzę jak się miota i wścieka.

- Strasznie jesteś pewny swego - stwierdziła żona Banasia, przeciągając się leniwie i kładąc na brzuchu. Ożywione, boskie kształty wywołały mój wewnętrzny entuzjazm.

- To połowa sukcesu i podkład na którym oprę moją strategię - uśmiechnąłem się cierpko, ponieważ wiedziałem, że na tą chwilę, nie mam za grosz pojęcia, jak przechytrzyć Laurę. - Damy radę, zobaczysz, ale żeby  zwodzić paskudę muszę sprawiać wrażenie, że nie olewam jej żądań. Skoro mam sprawić, że chwilowo zapomni o tobie, muszę skupić się na Karolinie Strzeleckiej.

- Musisz?

- Alternatywą jest zająć ją zdjęciami lub filmami z naszych igraszek - odparłem. - Co wybierasz?

- Nie ma innych możliwości?

- Ona mocno mnie naciska, a ja opcji nie mam żadnych - odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. - Więc...?

- Opowiem ci wszystko co wiem o Karolinie - poddała się Anna. - Tylko nie dzisiaj. Tą noc chcę spędzić na pieprzeniu z tobą.  

- Boginiom się nie odmawia - mruknąłem, całując kochankę w lewy pośladek.  

- Pochlebca!

- Tylko, gdyby to nie była prawda - zaprotestowałem, składając swoje usta na drugiej połowie idealnego tyłka. Anna odpowiedziała zachwyconym spojrzeniem. Słowa również mogły być darem w kontaktach z kobietami.  

- Michał, świetnie się stało, że cię poznałam - stwierdziła moja nowa kochanka.  

- Pewnie! Wkrótce dowiesz się jeszcze więcej - odparłem.

- Na przykład?

- A choćby, że drugie razy ze mną są nie mniej spektakularne co pierwsze - oznajmiłem buńczucznie, przyciągając żonę Banasia do siebie. Przy takiej kobiecie, krew w żyłach płynie szybciej. Byłem podniecony, a ona chętna na kolejne figle. Lgnąc do siebie, rozpoczęliśmy drugą rundę.  

*****

Obudziło mnie przebijające się przez zasłony słońce. Jak na tą porę roku było natarczywe. Złociste smugi spływały na śpiącą obok byłą modelkę, sprawiając, że nie mogłem oderwać oczu od jej częściowo odkrytego ciała. Gdybym miał choć odrobinę odpowiedniego talentu, chwyciłbym pędzel czy ołówek i uchwycił ten moment. Z lekkim uczuciem zazdrości pomyślałem, że tak mogły wyglądać poranki Anny i poprzedniego właściciela tego domu.  
Zaraz się jednak zreflektowałem, przypominając sobie wiele magicznych chwil ze swoimi kochankami, zwłaszcza z Anitą. Tego nikt mi nie odbierze. Miałem je wszystkie, a teraz mam też żonę Banasia.  

Ta myśl sprawiła, że poczułem się świetnie. Z innych przyczyn również głodny. Ciało upominało się o brakujące, spalone podczas nocnych ekscesów tysiące kalorii. Jak najciszej zsunąłem się z łoża, z postanowieniem znalezienia czegoś do jedzenia. Zarzuciłem na grzbiet koszulę, na tyłek slipy, po czym zszedłem na dół.  

Chwilę później, gdy buszowałem w lodówce, próbując dociec na co mam ochotę, do domu wparowała cudna asystentka Anny. Strój, przyspieszony oddech i spocona twarz świadczyły o tym, że urządziła sobie poranną przebieżkę.  

- Witam. Miło cię widzieć w ten zadziwiająco pogodny poranek - przywitałem się grzecznie, wychylając zza drzwi lodówki.  

- Już ci uwierzę, że ci miło - burknęła Natalia.  

- A fe, tak się staram być uprzejmy, a ty mnie skreślasz na samym początku rozmowy - stwierdziłem, nie kryjąc rozbawienia. Podłączyłem toster i zabrałem się za przygotowanie wkładów do niego.  

- Spadaj chłoptasiu! Nie jesteś tu dla mnie, a tym bardziej ja dla ciebie - oświadczyła chłodno asystentka żony Banasia. - Nie muszę zmuszać się od "ochów" i "achów".  

- Nie oczekuję ich wcale, ale od "dzień dobry" czy zwykłego "cześć" korona by ci z głowy nie spadła, jak myślisz? - odparłem przemądrzale.  

- Pewnie nie, ale, gdybym się wysiliła na powitanie ciebie mogłaby się przekrzywić. - Skrzywiła się Natalia. - Sam rozumiesz, korony nie wypada nosić na bakier.  

- Strasznie śmieszne - podsumowałem jej dowcip.  

- Kwestia gustu.

- Skoro tak twierdzisz - zgodziłem się z rozmówczynią. - A propos gustu. Coś mi się wydaje, że twoja szefowa mnie lubi.  

- Uwierz, nie wiem, jak to możliwe - stwierdziła blondyna, nalewając sobie wody do szklanki.  

- Może dostrzegła we mnie coś, czego ty nie widzisz - podpowiedziałem.  

- Raczej oślepła - skwitowała mnie Natalia, krzywiąc się lekceważąco. Wypiła duszkiem wodę, po czym napełniła naczynie po raz drugi.  

- Tak bardzo jestem dla niej nieodpowiedni? - spytałem.  

- Bardziej - prychnęła asystentka.  

- Ale dla ciebie byłbym ok.?  

- Coo?! Sperma ci do głowy uderzyła?! - syknęła Natalia, niby wściekła, a jednak nie do końca. - Znowu zaczynasz te swoje głupie zagrywki?! Ja z tobą miałabym niby... że... nie no, kurwa, przez usta mi to nie przejdzie!

Wybuch złości urodziwej blondynki był jednak dziwnie wyolbrzymiony. Sztuczny i niejednoznaczny. Wyraźnie starała się przykryć gniewem, to co kłębiło się w niej głębiej. Poznając Natalię przy okazji łowów na jej przełożoną, nie umiałem się oprzeć, by czasem moje myśli nie pobłądziły w jej stronę. Podejrzewałem, że narobiły już trochę zamieszania w głowie młodej kobiety.  

- Pamiętaj, że obiecałem ci to, gdy mnie tu wiozłaś - przypomniałem, patrząc wyzywająco w twarz rozmówczyni. - A teraz, cóż...  nie mogę się powstrzymać. Sama rozumiesz, obcisłe legginsy, ty taka dysząca...

- Wal się! - warknęła wierna pracownica Anny, chlustając mi w twarz wodą z niedopitej szklanki. Zła jak osa obróciła się na pięcie, wbiegła na schody, znikając w przestrzeni na piętrze.  

Ocierając pysk, uśmiechnąłem się do swoich myśli. Miałem podejrzenie, graniczące z pewnością, że Natalia jest na najlepszej drodze, by pragnąć mnie równie mocno jak jej szefowa. Nie to, żebym się dziwił, ale zaskoczony trochę byłem. Nie sądziłem, że tak niewiele potrzeba moich fantazji, by odpowiednio nastawić do mnie dziewczynę.  

Zadowolony z siebie, bardziej świszcząc niż pogwizdując wróciłem do sypialni. Gdy się w niej znalazłem, Anna przeciągała się na łóżku, odganiając resztki snu.  

- Dzień dobry - uśmiechnąłem się do niej szeroko. - Jak samopoczucie?

- Czuję się wyśmienicie, choć mam wrażenie, że sen nie do końca mnie zregenerował - przyznała żona Banasia. - Zaszaleliśmy, jak nie wiem co!

- Zjedzmy coś, to ci pomoże - zaproponowałem.

- Nawet na pewno! - zgodziła się Anna, podnosząc się z łóżka. Nie mogłem oczu oderwać od jej nagiego ciała, co łatwo dało się zauważyć. Moja nowa kochanka zarzuciła na siebie jedwabny szlafrok, obrzucając mnie wymownym spojrzeniem.   - Wystarczy tego gapienia! Jeszcze chwila, a zamiast jedzenia będzie pieprzenie!

- Parę godzin temu nie byłaś taka zasadnicza - prychnąłem.  

- Kobieta zmienną jest - odparła była modelka, mrugając do mnie zalotnie.

- Liczę na to - oświadczyłem. - Jest sobota i choć powinienem ostatecznie ściągnąć dziś do domu, to niekoniecznie się spiesząc. W związku z powyższym, gdy już nabierzesz sił chciałbym rozpocząć czwarty rozdział naszej pikantnej znajomości.  

- Pod jakimś konkretnym tytułem?

- Niech pomyślę...

- Ja proponuję, zerżnął ją jeszcze mocniej - zaproponowała żona radnego lekkim tonem.  

- Myślałem o czymś bardziej subtelnym, ale nie będę się upierał - oznajmiłem, szczypiąc w tyłek kochankę.

- No i wyszłam na nimfomankę. - skrzywiła się zabawnie Anna,  otwierając drzwi pokoju.  

- Wyszłaś?! - parsknąłem rozbawiony. - Raczej jesteś!

- Ok., cwaniaczku! - Była modelka przesunęła palcami po ustach, jakby je zamykała zamkiem błyskawicznym. - Teraz pogadaj ze mną o pogodzie, trendach w modzie albo sytuacji geopolitycznej na świecie. Na dole może być Natalia i niekoniecznie musi słuchać naszego świntuszenia.

- Ok.. A propos - zgodziłem się. - Jeśli nie będzie nam towarzyszyć przy posiłku, to mogłabyś mi trochę o niej opowiedzieć.

- Dlaczego? - zainteresowała się Anna.

- Odnoszę wrażenie, że nie darzy mnie sympatią, mówiąc delikatnie - wytłumaczyłem swoje zainteresowanie asystentką.

- To wynik tego jak cię traktowałam wcześniej - oznajmiła żona Banasia. - Teraz to się zmieni, zobaczysz.

- Być może, ale parę minut temu obeszła się ze mną dość oschle - oznajmiłem
.
- Poważnie?! Pogadam z nią.

- Przestań! Nie jestem dzieckiem!

- To o co ci chodzi? - Anna była lekko skołowana.

- O nic!  

- Akurat!

- Jak pragnę cię zerżnąć, nie doszukuj się niczego...  - jęknąłem, nie dokończywszy zdania.

- Ciii! Miało być miło i grzecznie, pamiętasz - upomniała mnie gospodyni.

- Tak.  

- Grzeczny chłopczyk.

- Wariatka!

Drocząc się zeszliśmy do kuchni. Byliśmy tylko we dwoje. Natalia postanowiła nie zawracać nam głów swoją osobą. Uciszyłem się z tego powodu, bo dzięki temu dowiedziałem się od Anny sporo na jej temat. Nie zapomniałem też wypytać o Karolinę, która niebawem miała się dowiedzieć o moim istnieniu. Do tego zjadłem pożywne, zdrowe śniadanie w wyjątkowym towarzystwie.  

Sobotnie poranki potrafią być nie tylko urocze, ale i pouczające.  

C.d.n....

Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 20075 słów i 112119 znaków, zaktualizował 10 lis o 19:12.

15 komentarzy

 
  • Indor

    Kiedy kolejna część Mistrzu ?

  • misiekprzytulas

    Witaj Autorze . Idziesz na rekord . Ale my Twoi wierni czytelnicy z pokorą i utęsknieniem czekamy .

  • Abc

    Kiedy ciąg dalszy ? Czekamy!!!!!!!

  • Qwertyygvbh

    Te artysta bedziesz pisac??

  • Majkel705

    A kiedy można spodziewać się kolejnej odsłony przygód Michała?

  • MazowieckiZiomek

    Mistrz ❤️

  • Czytelnik2

    Coś nie zgadzają mi się daty. Jeżeli dobrze kojarzę, to Kornelia (Nela) jest siostrą Spacji. Michał, Kornelię poznał dzięki poznaniu Spacji. Spację poznał po wypadku i ujawnieniu swojego daru. W kontekście powyższego, zdanie " Po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, czy wpływ na to ma fakt, że kochała mnie przed wypadkiem i ujawnieniem się mojej przypadłości." nie trzyma się chronologii. Chyba, że Kornelia była cichą wielbicielką Michała.

  • Iks

    @Czytelnik2 No chyba że... ;).  Cieszę się, że wnikliwie śledzicie tekst, ale tym razem wszystko się zgadza (nawet o tym jest wspomniane delikatnie) , a jaśniej pewnie będzie wraz z ukazaniem się nowych części. Pozdrawiam. X.

  • Qas

    Kolejna część i kolejny wybuch talentu. Iks to jest naprawdę super. Czyta się każdą linijkę tekstu czekając już co jest w  kolejnej a jak pojawia się "CDN" budzi się złość że to już koniec z niedosytem kidy kolejna część.  
    WARTO JEST CZEKAĆ na publikacje kolejnych cześci bo ich poziom jest mega dobry.  
      Nie będę chyba osamotniony twierdząc  "kiedy kolejna cześć juz nie mogę się jej doczekać"
    Mega szacun dla autora za styl i talent, opowiadanie zaliczam do najlepszych tekstów jakie miałem przyjemność czytać.
    Pozdrawiam  :jupi:  :jupi:  :jupi:

  • aruncus

    Jak zawszę czyta się z przyjemnością przygody Michała ale odnoszę wrażenie że główny bohater powoli traci kontrolę nad sytuacją i akcja zmierza ku wielkiemu finałowi,  który może nie być przyjemny dla niego. Mam nadzieję że się mylę bo bardzo przyjemnie czyta się o nowych przygodach Michała i szkoda by było abyśmy byli blisko końca serii.

  • Iks

    @aruncus Pomimo, że z początku odcinki serii były znacznie krótsze, ale i tak nazbierało się tego dużo. 31 odcinek za nami, a to nie koniec, myślę, że nie popełnię zbyt wielkiego grzechu jeśli zdradzę, że przynajmniej 4 czy 5 części się zadzieje. Czy więcej, nie wiem, to będzie zależało od tego jak uda mi się wykończyć wątki.
    Niemniej jednak ta historia nie może trwać w nieskończoność. Cieszy mnie, że przygody Michała się nie nudzą wielu z Was, drodzy Czytelnicy, ale zbliżają się rzeczywiście do finału.  
    Znając jednak tempo w jakim autor zamieszcza kolejne odsłony, to trochę to potrwa, choć nie wiem czy to właściwa forma pocieszenia. ;)
    X.

  • Iks

    Witam wszystkich serdecznie.  
    Bardzo dziękuję za wszelkie miłe słowa, które sprawiają mi wielką radość. Strasznie mnie motywują, ale też przy okazji wywołują wyrzuty sumienia, bo chciałbym publikować w tempie, który bardziej by Was Czytelnicy zadowalał. Nie chcąc ponownie zanudzać Was swoimi komentarzami w tym temacie, powiem tylko, że tutaj nic się nie zmienia, a gdyby miało poinformuję Was o tym. Nie ukrywam, że zrobiłbym to z radością, bo to by znaczyło, że mam więcej czasu i możliwości, aby tak się działo.To tyle co do czasu publikacji.
    Wracając do Waszych komentarzy, łapek w górę i pozytywnego odbioru tekstu, to choć podtrzymuję zdanie, że są one na wyrost, to przyjmuje je ochoczo, ciesząc się jak nie wiem co. Jeszcze raz wielgachne podziękowania dla Was. Życzę Wam wszystkiego dobrego na końcówkę lata i na progu jesieni. I oczywiście, świetnych lektur na lolku i w ogóle.  
    X.

  • emeryt

    Drogi Autorze, najpierw chciałbym podziękować Tobie za kolejny, taki długi odcinek. Muszę przyznać że masz wspaniałą fantazję w tym co  opisujesz. Dziękuję Tobie za niego i mam nadzieję że znajdziesz trochę czasu aby kontynuować tą powieść dalej w tym samym stylu. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia dla Pana IKS.

  • Kucharz

    Więcej więcej więcej!

  • kitu

    No super kontynuacja.I to jaka długa częśc-to mi sie podoba.Ach,chciałbym miec taki dar jak Michał.Swoją drogą trzeba miec nie byle jaką fantazję-no i talent-aby wymyslic takie opowiadanie w odcinkach.Podziw i gratulacje dla Autora.

  • Poznaniak

    Super, takie opowiadanie od razu poprawia humor na cały weekend 😀

  • Wielbiciel

    Czekalismy i się doczekaliśmy:) wspaniala część. I jak zawsze apetyt rośnie. Gratuluję i czekam dalej  :bravo: