
Od marca coraz więcej czasu poświęcałem na naukę. Wymyśliłem błyskotliwie, że matura sama się nie zda. W kwietniu jeszcze bardziej podkręciłem intensywność przygotowań do egzaminu dojrzałości. Jednak ostatnie półtora tygodnia to była niemal edukacyjna orka. Od czasu jak Kornelia kazała mi trzymać od siebie daleka, ślęczałem nad książkami jakbym miał tam znaleźć receptę na życie oraz otaczającą mnie rzeczywistość. W końcówce kwietnia wciąż utrzymywała się świetna pogoda. Temperatura w dzień dobijała do dwudziestu stopni, było słonecznie i przyjemnie. Drażniło mnie to trochę, bo taka aura kusiła, żeby rzucić książki w kąt i spędzić czas aktywnie na świeżym powietrzu. Miałem jednak spore zaległości, które trzeba było nadrobić. Zdecydowanie, wolałbym gorszą pogodę, która nie skutkowałaby rozterkami. Aura miała jednak w głębokim poważaniu moje obiekcje.
Zbliżało się piątkowe południe, kiedy zadzwonił telefon. Spojrzałem na ekran wyświetlacza komórki, odczytując imię dzwoniącej osoby. Julia. Poczułem przypływ emocji. Rudowłosa, od czasu jak pomogłem jej po kłótni z Brunem często gościła w moich myślach. Nie ma się co krygować, miałem wielką chęć poznać dziewczynę bliżej. Była atrakcyjna, budziła moją ciekawość.
- Cześć – przywitałem się, po nawiązaniu połączenia.
- Cześć Michał. – Usłyszałem radosny głos Julii. - Moja twarz wygląda już normalnie, więc pomyślałam, że mogłabym ci teraz podziękować we właściwy sposób.
- Mam ci podać numer konta? – zażartowałem.
- Jasne, sorry, ale nie. – Zaśmiała się Julia. – Natomiast z chęcią bym cię ugościła. W zasadzie ugościłybyśmy, bo Olga nie dała się spławić. Nie wpadłbyś dzisiaj do nas?
- A nie możemy się spotkać gdzieś na mieście? – spytałem przekornie.
- Ty to jednak oryginał jesteś – stwierdziła Rudowłosa. – Telefonów od dziewczyn nie chcesz. Zaproszenie masz na chatę, też kombinujesz. Nie lubisz być zapraszany przez dziewczyny? A może dziewczyn w ogóle nie lubisz?
- Uwielbiam cały ród niewieści – oświadczyłem wesoło. – Płeć piękna jest miękka w dotyku, milusia i ma wiele innych walorów.
- Miękka w dotyku, mówisz – odparła rozbawiona Julia. – No to w czym problem? Przyjedziesz?
- Przyjadę. – Zgodziłem się, ciesząc z pretekstu do odstawienia nauki. Bardzo miłego pretekstu. – O której mam być?
- Osiemnasta, dziewiętnasta, pasuje ci?
- Będę wpół do siódmej – zadeklarowałem.
- Świetnie. Czekamy. – Ucieszyła się Julia.
Po skończeniu rozmowy z dziewczyną, niewiele się uczyłem. Wykąpałem się, odpicowałem, po czym wyruszyłem w podróż do Warszawy. Z zapasem czasowym, który zamierzałem wykorzystać na kupno butelki alkoholu i pudełka czekoladek wyższej klasy.
Pod domem dziewczyn byłem dziesięć minut wcześniej niż się zapowiedziałem. Pokręciłem się chwilę dookoła, żeby wyjść na niepoprawnie punktualnego, a kiedy dwie minuty brakowało do wpół do siódmej wystukałem odpowiednią sekwencję w domofonie. Pochwalony za niepoprawną punktualność, chwilę później byłem już w mieszkaniu dziewczyn.
Nie wiem, jak wyglądało tamtego dnia, kiedy przywiozłem tu sponiewieraną Julię, ale dzisiaj było super wysprzątane. Pochlebiało mi, że dziewczyny chcą się przede mną zaprezentować jak najlepiej.
- Cześć wam – przywitałem się, wręczając gospodyniom alkohol i słodkości. – Dzięki za zaproszenie. Miałem pretekst, żeby oderwać się od nauki. Trochę resetu na pewno się przyda.
- Bardzo mi wtedy pomogłeś – oświadczyła Julia. – Wypada jakoś podziękować. Poza tym, ostatnio nie bywa tu nikt inny poza nami. Jakaś odmiana się przyda.
Wyglądała bardzo atrakcyjnie. Po siniakach nie było śladu, a umiejętnie zrobiony makijaż podkreślał urodę dziewczyny. Rozpuszczone włosy tworzyły urokliwy, napuszony wieniec z długimi lokami. Wiedziałem, że Julia ma zgrabną figurę, ale teraz ukryła ją pod luźną bluzką, która niesfornie zsuwała się z jednego ramienia, a także pod luźnymi dżinsami z szerokimi nogawkami.
- Bardzo to przesadne określenie – stwierdziłem skromnie. – W żadnym wypadku nie oczekiwałem wyrazów wdzięczności. Skoro jednak otrzymałem zaproszenie, to jestem.
- Dobrze wychowany ten twój wybawca – oznajmiła Olga, przyglądając mi się bacznie. – I skromny. Taki… nietypowy.
Poprzednim razem okoliczności nie sprzyjały bliższemu przyjrzeniu się współlokatorce Julii. Skupiłem się wtedy na biuście dziewczyny. Musiałem przyznać, rzeczywiście był imponujący. Choć teraz również rzucał się w oczy, przyjrzałem się Oldze bardziej szczegółowo. Była niska i przyjemnie zaokrąglona. Kiedy się uśmiechała, na policzkach dziewczyny wykwitały urocze dołeczki. Włosy w kolorze przygaszonego brązu miała krótkie z tendencją do skręcania się na końcówkach. Na perkatym nosie nosiła okulary o szerokich, idealnie okrągłych oprawkach. Ubrana w skórzana. krótką spódniczkę oraz bluzkę z koronki z całkiem głębokim dekoltem, wyglądała naprawdę apetycznie. Czarny stanik uwydatniał biust, którym natura hojnie obdarzyła przyjaciółkę Julii.
- To tylko tak na początek – odparłem z uśmiechem. – Wiesz, nowe towarzystwo, nowe otoczenie. Trzeba się pokazać z jak najlepszej strony. Skrępowany jestem, ale potem się rozkręcę.
- I co? Będziesz dłubał w nosie i klął jak większość chłopaków? – spytała prowokacyjnie Olga.
- Tego akurat nie mam w repertuarze – odpowiedziałem wesoło. – Coś jednak wymyślę. Dajcie mi tylko szansę.
- Ok, ok… potyczki słowne na przywitanie mamy za sobą – wtrąciła się Julia. – Pakuj się do dużego pokoju!
Mieszkanie było całkiem przestronne. Normalnie, pewnie dwóch młodych dziewczyn nie byłoby stać na wynajem takiego lokalu, ale szybko się dowiedziałem, że jest własnością Olgi, która weszła w jego posiadania w ramach spadku po babci.
- Czy możemy to wino zostawić na inną okazję? – spytała Julia. – Menu dzisiaj raczej pasujące do innych trunków.
- Jasne. Wino jest wasze, więc decydujcie co się z nim stanie – przytaknąłem. – To czym będziemy dzisiaj gasić pragnienie?
- Mamy wodę niegazowaną, colę zero i ze dwa rodzaje soków – oznajmiła Olga. – Jeśli dobrze ogarnęłam to pomarańczowy i wiśniowy.
- Super! – Uśmiechnąłem się szeroko, podnosząc do góry kciuk. - Szeroki wachlarz możliwości.
- Olga cię wkręca – prychnęła rozbawiona Julia. – Znaczy się, to co wymieniła też mamy, ale głównym trunkiem na ten wieczór ma być piwo. Pasuje?
- Jasne.
Usiedliśmy na mającej swoje lata, ale wygodnej kanapie. Przed nią stała ława, zastawiona miskami z czipsami, naczosami, słonymi paluszkami i kilkoma rodzajami orzechów. Chrupiąc i sącząc piwo zaczęliśmy rozmawiać. A tak naprawdę one zaczęły, a ja słuchałem.
Obydwie dziewczyny znały się dosłownie od przedszkola. Razem przechodziły z grupy Motylków do starszych, a potem wspólnie uczyły się w podstawówce i liceum. Teraz też obydwie studiowały na drugim roku Akademii Sztuk Pięknych. Tyle, że Julia wzornictwo, a Olga grafikę komputerową.
Tyle dowiedziałem się na początek, zanim obydwie panny doszły do wniosku, że chciałyby się dowiedzieć też czegoś o mnie. Nie jestem aż tak skory do opowieści o prywatnym życiu, zwłaszcza wobec ludzi, których znam ledwie chwilę. Zapodałem więc dziewczyną oszczędną wersję opowieści o synu państwa Wanatów.
- Michał, a powiedz mi, wtedy kiedy miałam spięcie z Brunem, skąd ty się tam wziąłeś? – spytała w pewnym momencie Julia.
- Siedziałem po prostu kawałek dalej w samochodzie – odpowiedziałem. – Przeglądałem internet w telefonie. Lekcje skończyły się przed czasem, było przyjemnie ciepło, zabijałem czas. No, a potem usłyszałem waszą rozmowę i…
- Dotarło to do mnie dopiero po czasie – Julia weszła mi w słowo. – Głupio mi, że słyszałeś naszą kłótnię.
- Niepotrzebnie – zaoponowałem. – To ja powinienem przeprosić, że podsłuchiwałem, ale byliście strasznie głośni. Ostatecznie się przydałem, więc uznajmy, że się podsłuch był uzasadniony.
- Bardzo mi wtedy pomogłeś. – Julia spojrzała na mnie z wdzięcznością, kładąc jednocześnie dłoń na moim udzie.
- Przeceniasz moją pomoc – stwierdziłem skromnie. – Poradziłabyś sobie beze mnie.
- Może i tak – wtrąciła się Olga. – Jednak nie wyglądało to ciekawie. A do tego Julka rzygała parę razy aż do południa następnego dnia.
- Poważnie? – spytałem.
- Tak, ale potem było już dobrze – oznajmiła Rudowłosa, patrząc z wyrzutem na koleżankę. Nie chciała się chyba dzielić ze mną wiedzą o dolegliwościach po starciu z Brunem.
- Daj spokój, Julka! – skrzywiła się Olga. – A co Michał nigdy nie rzygał?
- Zdarzało się – przyznałem rozbawiony.
- Michał, nie bardzo chcę do tego wracać. – Spoważniała Julia. – Widziałam jednak jak patrzyłeś na wchodzącą do samochodu Bruna jakąś dziewczyna. Wydaje mi się, że ją znasz i nie jest ci obojętna. Powiem ci tylko tyle, zrób co tylko możesz, żeby zerwała znajomość z tym popaprańcem.
- Znam ją, ale nie tak jak myślisz – odparłem, na chwilę kierując myśli w stronę Kornelii. Do dziewczyny, która mnie kochała, ale chyba zraziłem ją do siebie na tyle, że to uczucie było raczej nieaktualne.
- Cóż, zdaje mi się, że jest inaczej – stwierdziła Julia domyślnie. – W każdym bądź razie Bruno to zły facet. Ma paskudny charakter, choć potrafi go umiejętnie ukrywać. Olga też go zna, pewnie to potwierdzi.
Mała okularnica kiwnęła głową, jednak zrobiła to bez wielkiego przekonania.
- No tak… - mruknęła niewyraźnie.
- Zostawmy ten temat – Zarządziła Julia, klaskając bezgłośnie w ręce. – Zajmijmy się czymś przyjemniejszym. Olga, jak tam sytuacja kulinarna?
Zapytana kiwnęła głową, jakby sobie coś przypomniała, po czym wyszła z pokoju. Po chwili wróciła z parującą, gorącą pizzą na dużej drewnianej desce. Wyraźnie dumna z siebie postawiła danie na ławie. Musiałbym być potwornym złośliwcem, gdybym stwierdził, że nie spodobał mi się wynik pracy Olgi. Pizza wyglądała rewelacyjnie. Kawałki cienkiej kiełbasy, pieczarki, czerwona papryka, to wszystko w roztopionym serze. Na wierzchu drobne listki bazylii. Do tego zapach, który drażnił nozdrza przyjemnie. Od razu poczułem się głodny.
- Olga doskonale radzi sobie w kuchni. – Pochwaliła przyjaciółkę Julia.
- Jeśli to smakuje tak jak wygląda, to będę w siódmym niebie – oznajmiłem. – Po takim posiłku będziecie mogły ze mną zrobić co zechcecie.
- Co zechcemy, mówisz? – Julia mrugnęła do mnie figlarnie. – Jesteś tego pewien?
- Julka! – Poirytowała się Olga, rumieniąc. Gdybym miał jakiekolwiek wątpliwości co miała na myśli Rudowłosa, to zawstydzenie drugiej dziewczyny rozwiało by je natychmiast.
Nie miałem jednak dylematów z podtekstem wypowiedzi Julii. Jedliśmy pizzę, która okazała się przepyszna. Między kolejnymi porcjami rozmawialiśmy o pierdołach, żartując ile się dało. Julka coraz częściej, pod byle pretekstem szukała kontaktu ze mną. Ocierała się i dotykała, wykorzystując każdą okazję. Mowa ciała dziewczyny była jednoznaczna. Bardzo mnie to cieszyło, przyjemnie łechtało męską próżność własną. Odkąd poznałem Julię zdarzało mi się fantazjować o obydwu dziewczynach, więc bardzo było prawdopodobne, że to nie mój urok osobisty, a dar miał wpływ na zachowanie Rudzielca. Co ciekawe, znacznie słabiej moja ukryta moc działała na Olgę, która była znacznie spokojniejsza. Zarumieniona, obserwowała tylko umizgi przyjaciółki, uśmiechając się nieśmiało.
- Michał, zatańczysz ze mną? – Julia poderwała się z kanapy, słysząc pierwsze dźwięki zaczynającej się w radio piosenki. Pokręciła gałką, wzmacniając głos, po czym zaczęła ponętnie kręcić biodrami.
- Nie wypada mi odmówić. – Zgodziłem się, stając naprzeciwko tańczącej dziewczyny.
Nie jestem mistrzem parkietu, ale – podobno – radzę sobie całkiem nieźle. Wykonałem kilka pierwszych ruchów, w oczach Julii dostrzegłem uznanie. Kolejna piosenka była nastrojową balladą. Coraz bardziej śmiała Julia przylgnęła do mnie, bujając się w rytm muzyki. Uznanie w oczach dziewczyny ustąpiło ekscytującym ognikom.
- Ledwie cię poznałam, a już podrywam – wyszeptała mi do ucha. – Powiedz, jeśli przesadzam.
- Jest ok – odpowiedziałem, czując ocierające się o mnie piersi Rudzielca.
Obserwująca nas z wypiekami na twarzy Olga podniosła się, po czym wyszła z pokoju.
- Chyba zawstydziliśmy twoją przyjaciółkę? – powiedziałem.
- Olga zna mnie doskonale, przyjaźnimy się od dziecka – oznajmiła Julia, wtulając się mocniej. – W tym się różnimy, ona jest mniej śmiała w kontaktach z chłopakami, ale akceptuje mnie jak przystało na super przyjaciółkę.
- No tak…
- Dajmy już spokój Oldze – mruknęła Julia. – Chcę żebyś mnie pocałował. Czy to nie nazbyt bezczelne żądanie?
- Nazbyt nie – odparłem, zamykając usta Rudowłosej długim pocałunkiem.
- Całujesz wyśmienicie – stwierdziła Julia, łapiąc oddech.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę. – Uśmiechnąłem się lekko.
- Nie wiem co masz w sobie, ale… - Julia zagryzła dolną wargę. - … strasznie mnie wzięło do ciebie.
- Nieczęsto słyszę takie wyznania – skłamałem. – Dlatego przemilczę temat tego, co mam w sobie.
- Jesteś jakiś… - jęknęła cicho Rudowłosa, rozpinając guzik mojej koszuli. – Mam straszną ochotę dowiedzieć się jaki. Zbadać to… dogłębnie.
- Co się kryje za tą niedopowiedzianą deklaracją? – spytałem.
- Mam na ciebie straszną ochotę – wyszeptała Julia
- No proszę, to dopiero…
- Kurde, Michał! Przepraszam. – Rudowłosa zakryła ust dłonią. – Naprawdę to powiedziałam?
- Naprawdę – przytaknąłem.
- Wybacz, poniosło mnie – Julia przestała tańczyć, siadając z powrotem na kanapie. – Lubię chłopaków, nie będę udawać, że jestem święta, ale… ale ciebie dopiero co poznałam. Nie wiem skąd mi się to wzięło.
- Czyli to co mówiłaś było nieprawdą? – spytałem.
- Nie, kurde… nie wiem co mam powiedzieć. – Julia spojrzała mi w oczy. – Nie rozumiem jednak tego. Głupio mi strasznie.
- A co tu rozumieć? – odparłem. – Takie rzeczy się zdarzają.
- Nie żartuj!
- Jak chcesz. – Zgodziłem się. – Zamierzasz coś z tym zrobić?
- Zamierzam – Julia pocałowała mnie w policzek. – Nie dzisiaj jednak. Nie jestem sama, a zrozumienie Olgi też może mieć swoje granice.
- Możemy iść do twojego pokoju – zaproponowałem, czując rosnące podniecenie.
- Nie Michał, nie dzisiaj – odpowiedziała Rudowłosa. – Zaprosiłyśmy cię razem. Nie byłoby to w porządku wobec Olgi.
- Ok.
- Poza tym jesteśmy przyjaciółkami, ale nie bzykam się z facetami jak ona jest w domu – Julia ściszyła głos, mrugając do mnie figlarnie. – Dziwnie bym się z tym czuła. Olga pewnie też.
- Skoro tak twierdzisz. – Zgodziłem się, w duchu żałując, że okazja przeleciała mi dzisiaj koło nosa. Dobra wiadomość była taka, że pewnie nie będę czekał długo.
- Chodź do Olgi – zaproponowała Julia.
Małą okularnicę znaleźliśmy w kuchni. Była wyraźnie zmieszana. Spojrzała na nas niepewnie, blado się uśmiechając.
- Zrobiłam też muffinki – powiedziała, uciekają wzrokiem na boki. – Możemy je teraz zjeść.
- Uwielbiam muffinki – stwierdziłem radośnie, chcąc rozładować napięcie.
- To na co czekamy? – dodała Julia, gładząc się po brzuchu i ruszając do pokoju.
Próbowaliśmy z Rudowłosą przywrócić poprzednią atmosferę, ale wychodziło nam średnio. Niby było wesoło, ale jednak nie tak samo. Czułem, że pora zakończyć wizytę.
- Michał, nie pochwaliłyśmy się jeszcze przed tobą jakie mamy plany – oświadczyła w pewnym momencie Julia.
- Julka, daj spokój! – Olga spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem. – Nie wiadomo czy to w ogóle wypali.
- Nie wiadomo, ale pochwalić się można.
- To co wymyśliłyście? – spytałem.
- Chcemy otworzyć w internecie stronę sprzedażową. – Wypaliła wyraźnie dumna z siebie Julia.
- Sprzedaż czego? – spytałem, wykazując zainteresowanie.
- Julka się nie pochwaliła, ale robi niesamowitą biżuterię – oznajmiła Olga. – Z początku były to pojedyncze rzeczy, ale coraz więcej ludzi jest chętnych na jej wyroby. I zamawiają, więc pomyślałyśmy, że można by z tym zrobić coś większego.
- Dokładnie – wtrąciła Julia. – Ja daję swoją prace i trochę grosza, a Olga doskonale sobie radzi z komputerami, grafiką i zakładaniem stron. Do tego ma odłożoną przyjemną sumkę, którą dostała po babci. Uznałyśmy, że warto spróbować.
- Świetnie! Brawo wy! – Pochwaliłem dziewczyny.
- Olga, pokażmy Michałowi to co już zaprojektowałaś – zaproponowała przyjaciółce Julia.
- No nie wiem…
- Proszę cię – Rudowłosa złożyła dłonie w błagalnym geście. – Przyda się opinia kogoś trzeciego.
- Ok, ale uprzedzam, że to jest wersja robocza. – Zgodziła się Olga, kierując się do swojego pokoju.
W pokoju młodej właścicielki mieszkania panował porządek. Komputer musiał być włączony, bo ledwie Olga nacisnęła klawisz enter, ciemny monitor rozbłysnął, a na nim pojawiła się tapeta z bordowymi różami.
Olga usiadła przy biurku, po czym paroma kliknięciami uruchomiła właściwy program. Zobaczyłem ładnie zaprojektowaną stronę główną pod tytułem „Julga”.
- Nazwę wzięłyśmy z połączenia naszych imion – wyjaśniła Olga, widząc, że wpatruje się w nazwę stworzoną klimatyczną, zamaszystą czcionką. – Być może się zmieni, zobaczymy czy uda nam się wymyślić coś, co nas bardziej przekona.
- Wygląda naprawdę super. – Pokiwałem głową z uznaniem. Naprawdę podobała mi się praca okularnicy.
- Zobacz więcej – zaproponowała Olga, wyraźnie zadowolona z pochwały. – Klikasz w tan pasek na górze w słowo „kolekcja” i możesz oglądać nasz asortyment.
Najechała ikonką w odpowiednie miejsca, a po chwili patrzyłem na fantazyjne rękodzieło. Pierścionki, kolczyki, wisiorki, do wyboru, do koloru. Wszystko bardzo ładne i ciekawe.
- Ty robisz takie cuda? – Spytałem, patrząc na Julię z podziwem.
- Tak.
- To jest niesamowite – stwierdziłem, klaszcząc w dłonie.
- Staram się. Wszędzie szukam inspiracji – wyznała Rudowłosa. – Chcemy mieć bogatą kolekcję, żeby…
Wywód Julii przerwał dzwoniący telefon komórkowy Olgi. Dziewczyna podniosła leżący na biurko aparat, zerkając na ekran wyświetlacza. Wydawała się zaskoczona.
- Przepraszam was. – Spojrzała na nas lekko zdezorientowana. – Muszę odebrać. Pójdę do łazienki.
Gdy przyjaciółka wyszła Julia spojrzała na mnie zdziwiona.
- Niepodobne to do Olgi – stwierdziła. – No trudno. To co podoba ci się nasza strona?
- Bardzo – odpowiedziałem.
W tym momencie moją uwagę przykuła ikonka facebooka na dolnym pasku. Wyglądało na to, że Olga nie wyszła z aplikacji, która działała cały czas w tle.
Nie jestem z tego powodu dumny, ale podkusiło mnie i kliknąłem w doskonale znaną mi ikonę.
Ekran się zmienił. Pojawiał się znajomy widok. W dolnym prawym roku, jak gdyby nigdy nic, tkwiło otwarte okienko Messengera. Chciałbym powiedzieć, że wykazałem się całkowitym brakiem zainteresowania. Niestety, demon ciekawości skierował mój wzrok, tam, gdzie nie powinienem zerkać. Na górze okienka komunikatora wyświetliło się imię, które totalnie mnie zaskoczyło. Bruno.
Instynktownie chciałem wrócić do ekranu strony tworzonej przez dziewczyny, ale Julia wykazała się refleksem i spostrzegawczością. Poczułem, że odsuwa mnie od biurka, sama siadając na krześle.
- Co jest…? - mruknęła do siebie, a potem zmarszczyła gniewnie czoło, przewijając i czytając korespondencję między Olgą i Brunem.
Ostatnie wpisy były sprzed kilku dni. Zerknąłem przez ramię Julii, czytając o czym pisała przyjaciółka dziewczyny z jej byłym facetem. Wyglądało to nieciekawie.
„Cześć Olga. Co tam u twojej kumpelki?
„Bruno, zachowałeś się podle. Julka na to nie zasłużyła”.
„ To walnięta kretynka jest!”
„ Nie mów tak!”
„ Olewam ją! Mam natomiast chęć na ciebie, skarbie.”
„ Chyba żartujesz? Po tym co zrobiłeś Julce, oczekujesz, że nadal będę się z tobą spotykać?”
„ Tak. A nie chcesz?”
„ Nie mogę. Nie powinnam.”
„ Naprawdę nie masz ochoty, żebym zrobił tak dobrze jak ostatnio?”
„ Bruno, przestań!”
„ Możesz nabierać durną Julię, ale ja wiem, że lubisz ostre rżnięcie.”
„ Jesteś świnia! Kończę tą rozmowę.”
Tak wyglądała ostatnia rozmowa między Brunem i Olgą. Konwersacja, która nie pozostawiała wątpliwości co do relacji łączących tą dwójkę.
Julia przeciągała kolejne rozmowy, gdzie przyjaciółka najczęściej umawiała się z Brunem na spotkania. Nie brak było tam pikantnych szczegółów. Policzki Rudowłosej płonęły, a lewą dłoń zacisnęła tak mocno, że zachodziła obawa o los zawiniętych palców.
W końcu Julia zatrzymała się na jednej ze starszych rozmów. W oczach dziewczyny lśniły łzy, a jednocześnie usta wykrzywił złośliwy grymas. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w zdania na ekranie.
„Cześć Olga. Co u ciebie?”
„Cześć. A co ma być? Piję kakao, zagryzam ciastkami i się nudzę.”
„ Może coś zaradzimy na twoją nudę?”
„ Co masz na myśli?”
„ Mógłbym do ciebie przyjechać.”
„ Przecież jesteś z Julką.”
„ Jestem, ale co z tego. Ona cały czas się broni. Nie chcę się bzykać. A ja tego potrzebuję żeby żyć.”
„ Przesadzasz.”
„ Wcale nie. Zgódź się, a będę u ciebie za pół godziny.”
„ A co z Julką?”
„ Powiem, że muszę pojechać zawieść coś matce. Ona poczeka, a my w tym czasie ogarniemy szybki numerek. Co ty na to?”
„ To takie prostackie.”
„ Wolisz kakao i ciastka niż ostre rżnięcie?”
„ Wiesz, że nie.”
„ To w czym problem?”
„ A Julka?”
„ Ty ciągle o tej Julce! Mam ochotę na seks. Nie mam za to ochoty cackać się z tą rudą wariatką.”
„ Nie mów tak o niej, proszę.”
„ Olga! Krótka piłka! Mam przyjechać?”
„ Tak.”
„ No nareszcie. Jesteś boska. Zawsze mogę liczyć na twoją chcicę, prawda?”
„ Możesz.”
„ Lubisz jak się rżniemy, malutka.”
„ Lubię.”
„ A zrobisz mi loda na przywitanie?”
„ Zrobię co będziesz chciał.”
„Zajebiście! Zaraz będę u ciebie.”
Na tym pikantnym fragmencie zakończyłem czytanie, ponieważ do pokoju wróciła Olga. Stanęła jak wryta, wytrzeszczając oczy na nas dwoje.
- Czytacie moją pocztę? – wydukała.
- Przepraszam, ale to przypadek – odpowiedział, czując się niezręcznie.
- Nie ma za co przepraszać Michał – wycedziła przez zęby Julia, podnosząc się z krzesła. – Olga, kurwa mać, co to ma być?
- Julka, bardzo cię przepraszam… to nie miało tak być – jęknęła rozpaczliwie Olga, czerwieniąc się straszliwie. – Wyjaśnię ci wszystko.
- Michał, dzięki że wpadłeś. – Julia spojrzała na mnie, rysy jej twarzy na małą chwilę złagodniały. – Było super, ale chyba powinieneś wracać do domu.
- Jesteś pewna? – spytałem. Obawiałem się, że po moim wyjściu może się zrobić nieprzyjemnie.
- Tak. Absolutnie – odrzekła stanowczo Rudowłosa. – Olga musi wyjaśnić mi kilka spraw. Potrzebujemy zostać same.
- Ale…
- Michał!
- Jasne – skinąłem potulnie głową. – Chciałem tylko prosić, żebyście były rozsądne.
- Nic się nikomu nie stanie – oznajmiła Julia, wlepiając twarde spojrzenie w przyjaciółkę. – Nie musisz się obawiać.
Całkowicie rozbita psychicznie Olga usiadła na brzegu własnego łóżka. Wyszedłem z pokoju, a za mną Julia. Szybko się pozbierałem, po czym skierowałem do drzwi. Odwróciłem się, zerkając na Rudowłosą.
- Nie szalej – poprosiłem niemal bezgłośnie. Nie doczekałem się odpowiedzi.
Gdy drzwi się za mną zamykały, usłyszałem znękany głos Olgi.
- Julka! Błagam, daj mi wytłumaczyć.
- Jasne, że ci dam, ty pieprzona, wredna dziwko! – Zza drzwi dobiegł mnie wzburzony głos Rudowłosej.
Oparty o parapet, stałem przez chwilę na korytarzu próbując ogarnąć co się właśnie wydarzyło. Nie powinniśmy z Julką przeglądać prywatnych rzeczy w komputerze Olgi. Stało się jednak, mleko się rozlało. Jednak fakt był faktem, że Olga wycięła niezły numer przyjaciółce. Kurde, ta mała okularnica, taka niby w cieniu Julii, a okazała się niezłym ziółkiem.
Wracałem do domu w minorowym nastroju. Wieczór zapowiadał się świetnie, a ostatecznie skończył się w przykry sposób.
*****
W środę po wizycie u dziewczyn odezwała się do mnie Bogna.
Spodziewałem się żali i połajanek, wynikających z zaniedbywania pani dyrektor przez moją osobę. I w sumie byłyby to słuszne pretensje. Prawda była taka, że dawno się nie widzieliśmy.
Tymczasem Olga prosiła o spotkanie. Humorem nie tryskała. Czując, że sprawa jest ważna nie wdawałem się w niepotrzebne dyskusje czy gierki słowne. Umówiłem się z panią Ratkiewicz, a sześć kwadransów później siedziałem w jej samochodzie.
- Mmm… Boże, jaki ty jesteś słodki – mruknęła Bogna, podsumowując długi, namiętny pocałunek, którym mnie przywitała.
- Kurde, a już myślałem, że coś poważnego się stało – oznajmiłem, uśmiechając się szeroko. – Przez telefon brzmiałaś jak nie ty.
- Owszem, stało się – odparła dyrektorka. – Jednak to nie powód, żeby się nie przywitać jak należy.
- Ok, rozumiem – prychnąłem rozbawiony. – W czym rzecz?
- Wydaje się, że to było wieki temu, ale pamiętasz nasz wypad do Warszawy? – zaczęła Bogna. – Chodzi mi o ten wieczór z Lidią i Fabianem.
- Jasne, że pamiętam – przytaknąłem. – Chcą go powtórzyć?
- I to by sprawiło, że nie byłabym sobą? – mruknęła z dezaprobatą Bogna. – Nie o to chodzi.
- A o co?
- Fabian okazał się dupkiem oraz erotomanem gawędziarzem – oświadczyła Ratkiewicz. – Opowiedział co się wtedy zadziało nieodpowiedniej osobie.
- Komu?
- O tym za chwilę – Bogna chyba postanowiła dawkować napięcie. – Michał, ludzi, którzy spotkają się w taki sposób jest sporo. Wszystko działa jak trzeba, bo opiera się na sprawdzonych osobach, zaufaniu i zasadach. Jednak w każdym układzie pojawiają się czasem niewiadome, elementy niepewne. I takim elementem jest właśnie Sylwia Morgan.
- Kto?
- Sylwia jest moją koleżanką z lat szkoły średniej i studiów. Morgan to nazwisko po ostatnim mężu, dla mnie zawsze będzie Gawlikowska. – wyjaśniała Bogna. – W tamtych czasach przyjaźniłyśmy się mocno. Bardzo mi imponowała. Córka bogatych inteligentów z warszawskiej elity. Ojciec Sylwii był długo doradcą w różnych ministerstwach, zasiadał w zarządach ważnych spółek. Słowem, bardzo wysokie progi. Robiło to na mnie wrażenie, choć sama też nie miałam się czego wstydzić.
- Dobra, a co ona ma do naszej teraźniejszości? – spytałem, gdy rozmówczyni na chwilę umilkła, łapiąc oddech.
- Poczekaj chwilę – powiedziała Bogna. – Nasza przyjaźń zawsze podszyta była rywalizacją. Obydwie miałyśmy silne charaktery i duże temperamenty. Sylwia zawsze starała się mieć więcej, lepiej czy mocniej. Dokąd nie przybierało to nieakceptowalnych przez mnie form, nie przeszkadzało mi to, a wręcz podobało. Nakręcałam się, czułam wtedy, że ta cicha rywalizacja mnie napędza. Jednak w połowie studiów zrobiło się mniej ciekawie. Poszło o chłopaka, oczywiście. Obu nam wpadł w oko ten sam facet. Wzięło nas mocno, więc ta rywalizacja przybrała na sile. Kiedy się zorientowałam, odpuściłam, ale Sylwia nie potrafiła tego docenić. Dalej traktowała mnie jak rywalkę, a przy okazji ujawniła się jej przykra cecha. Lubiła rządzić, sterować ludźmi, dominować.
- Ok, czuję, że zbliżamy się do sedna naszego spotkania – stwierdziłem.
- Zbliżamy – potwierdziła Bogna. – Jeśli sądzisz, że zdarzyła się jakaś tragiczna awantura, to nic z tych rzeczy. Jednak od tamtej pory przestałam traktować Sylwię jak przyjaciółkę. Dalej byłyśmy koleżankami, ale tylko tyle, nic poza tym. W reakcji na moje zdystansowanie ona również była chłodniejsza w uczuciach. W tym czasie poznałyśmy Lidkę, z którą Sylwia złapała doskonały kontakt. Tak dotrwałyśmy do końca studiów. Niedługo potem temperamentna Sylwka poznała faceta, który szybko został jej mężem. Uprzedzając fakty, pierwszym z trzech. Wydawało mi się, że mam spokój z tą znajomością. Owszem spotykałyśmy się czasem w przelocie, ale każda z nas miała swoje życie. Ona za trzecim mężem wyjechała do Stanów. Przyjeżdżała do Polski i nawet zdarzało się, że wyskoczyłyśmy gdzieś razem we dwie czy we trzy. Niestety, Lidka po latach wprowadziła Sylwię w świat schadzek, takich jak ta w której razem braliśmy udział. Moja dawna przyjaciółka czuła się jak ryba w wodzie w takich sytuacjach. Lubiła kiedy te spotkania toczyły się według jej scenariusza. Kręciła ją świadomość, że ma władzę, że inni robią to czego chce ona. Wiedziałam, że Lidka popełniła błąd wkręcając ją w ten świat, ale było za późno. Sylwia częściej przylatywała od tamtej pory do Polski, a każdy taki wypad kończył się randkami z ostrą jazdą bez trzymanki. W jednej nawet się przyznaję wzięłam udział.
- I jak było? – spytałem zaciekawiony.
- Sylwia brylowała, rządziła, ale muszę przyznać było podniecająco – odparła Bogna, po czym skrzywiła się i dodała. – Teraz jest od niedawna w Polsce. Była na schadzce, w której wzięli udział Fabian i Lidka. Ten słodki debil wypaplał, że pieprzyliśmy się wtedy z nimi. Piał z zachwytu, zdradzał szczegóły, a Sylwia słuchała z uwagą. Na koniec wpadła na pomysł.
- I co z tego wynika?
- Zadzwoniła do mnie dwa dni temu, prosząc o spotkanie – powiedziała Bogna. – Przy cappuccino, pomiędzy jednym kęsem tiramisu a drugim oświadczyła mi, że wie o nas i chce, żebyśmy do niej przyjechali. Przy okazji dała mi do zrozumienia, że jeśli nie miałabym ochoty, to mogłoby się dla mnie zrobić przykro.
- A co ona może ci zrobić? – spytałem zaintrygowany.
- Michał, jestem dyrektorką szkoły. – Bogna spojrzała na mnie wymownie. – To nie oznacza, że mam być święta, ale zdradzanie męża, potajemne schadzki i związek z uczniem to niekoniecznie to czego oczekuje środowisko oraz rodzice uczniów.
- Myślisz, że mogłaby donieść?
- Bez żadnych skrupułów – stwierdziła Bogna stanowczo. – Chociaż myślę, że to ściema. Ona chce igrzysk. Chce żebyśmy wzięli udział w spektaklu, który ona wyreżyseruje. Nie mogę jednak ryzykować, żeby to sprawdzić. Zbyt wiele mam do stracenia.
- Ok, doskonale cię rozumiem. – Zgodziłem się z rozmówczynią.
- W sobotę mamy się z nią spotkać – oznajmiła dyrektorka szkoły. – Wiem, że może ci to…
- Daj spokój! – Pogłaskałem Bognę po policzku. – Jakich bym nie miał planów na sobotę, to pomoc tobie jest ważniejsza. Pojedziemy i zobaczymy co się zadzieje.
- Michał! Jesteś przekochany! – Dyrektorka ścisnęła mnie tak mocno, że z trudem mogłem złapać oddech.
Konsekwencja podziękowań mogła być jedna. Zaliczyliśmy szybki numerek w aucie. Czułem jednak, że to tylko lekka rozgrzewka przed poważnymi zawodami w sobotę. Szybko miałem się o tym przekonać.
Sobota w końcu nadeszła.
Od samego rana byłem pobudzony. Myślałem o tym co się wydarzy po południu. Kiedy więc podjechaliśmy taksówką na miejsce czułem całą gamę silnych emocji.
Apartamentowiec, który był celem naszej podróży robił kolosalne wrażenie. Wysoki, nowoczesny, z dużą ilością szkła. Bogna wcześniej mi powiedziała, że pomysłodawczyni schadzki wynajęła specjalnie apartament na tą okazję. Wjeżdżając windą na jedenaste piętro, nadrabiałem miną, zapewniając dyrektorkę szkoły, że wszystko będzie dobrze. Minutę później staliśmy przed drzwiami oznaczonymi numerem dziewięćdziesiąt.
- Zapraszam, pani czeka – przywitała nas drobna, piegowata blondynka ubrana w strój pokojówki z niegrzecznych filmów. Czarna krótka spódniczka z głębokim dekoltem, biały fartuszek, kołnierzyk w tym samym kolorze. Do kompletu białe pończochy z mankietem w połowie uda. Pomyślałem, że to intrygujący początek tej wizyty.
Po chwili byliśmy w wielkim salonie. Królestwie chłodnego luksusu, i nowoczesnego designu. W pomieszczeniu dominowały czerń, szarość i biel. Z nimi kontrastowała karminowa sukienka kobiety siedzącej na sofie. Jeśli Sylwia Morgan była taka jaką opisała ją Bogna, to przynajmniej była jędzą o nietuzinkowej rodzie. Figurę miała znakomitą, zapewne dopieszczoną na siłowni, masażach i cholera wie czym tam jeszcze mogła sobie dogadzać. Długie rozcięcie na boku sukni, odsłaniało apetyczną, zgrabną nogę. Efektowny dekolt odsłaniał wiele z kuszących piersi. Nieco ostre rysy twarzy Sylwii kontrastowały z pełnymi wargami, które, według mnie były napompowane kwasem hialuronowym. Nie było w tym jednak przesady. Twarz okalały proste, ciemnobrązowe włosy sięgające kobiecie do ramion.
Ku naszemu zaskoczeniu, Morgan nie była w salonie sama.
Na trzech rozłożystych fotelach siedzieli faceci, o podobnej, specyficznej urodzie. Ich wiek oceniałem na tuż powyżej trzydziestki. Nie byli przystojniakami, mieli męskie, ale dość prymitywne twarde rysy twarzy. Każdy z nich był natomiast doskonale zbudowany, czego nie dało się ukryć pod eleganckimi strojami. Dało się wyczuć pewien dysonans między ich aparycją, a garniturami, koszulami oraz eleganckimi butami. Byłem pewien, że w trakcie rozwoju sytuacji dowiem się o nich czegoś więcej, a na razie rozróżniłem ich na podstawie tego co mieli na głowie. W tej chwili, zaistnieli w mojej świadomości jako Łysy, Kędzierzawy i Czarny. Robiło się coraz ciekawiej.
- Witaj kochana – Uśmiechnęła się szeroko Sylwia, podchodząc do nas, a następnie cmokając powietrze przy policzkach Bogny. – A to zapewne twój chłopaczek?
- Chłopaczek?! Dawno już skończyłem edukację wczesnoszkolną – burknąłem, nie kryjąc awersji do inicjatorki tego spotkania.
- Bogna, zdaje się, że on nie rozumie co się dzieje. – Morgan spojrzała na mnie z politowaniem. – Nie ogarnia zasad, może mu to wyjaśnij.
- Michał, proszę. – Dyrektorka szkoły spojrzała na mnie prosząco.
- A więc, chłopczyku… - Sylwia złapała mnie za brodę. – Będziesz grzeczny?
- Uhmm
- Nie burcz mi tutaj! – mruknęła poirytowana Morgan. – Będziesz grzeczny?
- Tak, będę – przytaknąłem, ale wewnątrz czułem wzbierający gniew.
- Poznaliście już Amelię. Dziękuję na razie moja droga. – Sylwio odprawiła dłonią dziewczynę ubraną w strój pokojówki. – Pracuje u mnie od roku. Dba o mnie, o dom, pracowita jest bardzo. Z trudnej rodziny, praca u mnie jest dla niej szczęśliwym losem na loterii.
Spojrzałem na odchodzącą dziewczynę. Odniosłem wrażenie, że pod jej oszczędnym uśmiechem i gotowością do wykonywania poleceń kryje się niepewność i lęk. Nie wiem jak się znalazła w tej pracy oraz jakie relacje łączyły ją z pracodawczynią, ale nie byłem przekonany, że podziela zdanie pani Morgan o szczęśliwym losie na loterii.
- Siadajcie, czujcie się jak u siebie w domu – dodała po chwili gospodyni spotkania, przerywając niezręczną ciszę.
- Sylwia przestań! – westchnęła Bogna. – Nie udawajmy, że jest miło.
- Ależ nie, moja droga – Morgan spojrzała na byłą przyjaciółkę z wyrzutem. – Właśnie, że ma być przyjemnie. A czy będzie to szczere z twojej strony czy nie, to zależy od ciebie. Ja sugeruję, że jeśli chcesz udawać to niech to będzie twoja rola życia.
- Nic nie wspominałaś, że oprócz nas będzie ktoś jeszcze – powiedziała Bogna, siadając na kanapie obok dawnej przyjaciółki. Wymownie spojrzała na facetów siedzących po drugiej stronie ławy z grubego, ciętego szkła.
- A musiałam? – odpowiedziała pytaniem Sylwia. – Wydaje mi się, że moja propozycja nie wymagała szczegółowych wyjaśnień. Nie lubisz niespodzianek?
- Nie zawsze – mruknęła Bogna.
- Ta ci się spodoba – oznajmiła Morgan, z tajemniczym, nie zapowiadającym niczego dobrego uśmieszkiem. – Ci mili trzej panowie umilą nam dzisiejsze spotkanie.
Informując nas o dodatkowej atrakcji w postaci trzech nieznanych mężczyzn, przedstawiła ich nam lakonicznie. Kędzierzawy, właściciel czupryny z kręcących się krótkich blond włosów nazywał się Daniel. Ten z czarnymi, ulizanymi włosami został przedstawiony jako Adrian, a ostatni, łysy jak kolano miał na imię Patryk. Nie byłem przekonany do tego czy są to ich prawdziwe imiona, miałem za to mocne podejrzenie po co się tu znaleźli. Miałe ambiwalentne uczucia. Kłębiło się we mnie potężne wkurwienie z powodu tego, że jestem rozgrywany, a zarazem byłem podniecony tym, czego się spodziewałem.
- Pamiętasz stare dobre czasy szkolne? – zapytała Sylwia.
- Czyli spotkaliśmy się tu na wspominki? – odpowiedziała pytaniem Bogna.
- A co jest złego we wracaniu pamięcią do lat młodzieńczych? – skwitowała Morgan wątpliwości dawnej przyjaciółki. – Pamiętasz jak lubiłyśmy oglądać pornosy?
- Sylwia…
- Nie obruszaj się, przecież tak było – Sylwia wykrzywiła usta w lubieżnym uśmieszku. – Większość dziewczyn nie chciało ich oglądać. Brzydziły się, wstydziły albo nie chciały przyznawać, że czasem lubią popatrzyć. My byłyśmy inne, kręciły nas te zboczone filmy.
- Młode byłyśmy i głupie – mruknęła dyrektorka szkoły.
- Nagle tak sporządniałaś, czy krępujesz się przyznać, przy swoim młodym kochanku? – Sylwia nie odpuszczała. – Uznałam, że warto przypomnieć sobie stare dobre czasy. Będziemy dziś świadkami pornosa, ale na żywo.
- Ocipiałaś? – wyrwało się Bognie.
- Wcale nie, jestem tak nakręcona, że się cała trzęsę – wyznała Morgan. – Tym bardziej, że główna rola kobieca przypadnie tobie. Nie martw się, niewiele masz tekstu do ogarnięcia.
- Odbiło ci, Sylwia – stwierdziła Bogna smutno.
- Mylisz się, po prostu realizuję marzenia – odparła Sylwia. – A sympatyczni panowie pomogą ci odegrać rolę życia.
- Niesamowite! – wtrąciłem się do rozmowy. Ze współczuciem spojrzałem, na Bognę, która pogodzona z losem milczała. – A myślałem, że to scenarzysta, kostiumolog i kaskader.
- Nie proszony, nie odzywaj się! – warknęła poirytowana moim żartem Morgan. Po czym dodała, zwracając się do osiłków. - Jak wam się podoba moja koleżanka, panowie?
Mężczyźni pokiwali głowami z uznaniem, zrobili kilka obleśnych min, a ulizany Adrian mruknął.
- Niezła dupa. Lubimy takie napalone milfy.
Moje resztki niepewności względem tego po co są tutaj ci faceci prysnęły jak bańka mydlana. Eleganckie ciuchy nie zrobią z ciebie nagle gościa z klasą czy wyrafinowanego erudyty.
- Ej, nie pozwalaj sobie! – warknąłem, a sekundę później dostałem w twarz od Sylwii, która naskoczyła na mnie.
- Cicho bądź smarkaczu! – Popatrzyła na mnie z niechęcią. – Ja decyduję co jest teraz odpowiednie lub nie. Ty siedzisz cicho na dupsku, aż ci powiem, co masz robić. Zrozumiano?!
- Tak – przytaknąłem, widząc proszące spojrzenie Bogny. Kurwa, co za jebany cyrk!
- Sylwia, nie jestem towarem na targu niewolników – zaprotestowała dyrektorka szkoły. – Jakieś granice powinny obowiązywać.
- Dokąd to spotkanie się nie skończy, ja wyznaczam granice – oświadczyła Sylwia z ponurą satysfakcją na twarzy. – Zawsze możesz zrezygnować i sprawdzić, czy sprzedam światu pikantne szczegóły o twojej osobie.
- To chamski szantaż – stwierdziła Bogna. – Nie myślałam, że posuniesz się do takich kroków.
- Przecież wiesz jak lubię władzę – odparła Morgan z rozbrajającą szczerością. – A ty dodatkowo mnie wkurzałaś przez ostatnie lata. Odsunęłaś mnie od siebie, uznałaś, że jesteś ode mnie lepsza, a to przecież gówno prawda.
- Nigdy nie myślałam w ten sposób – wyznała Bogna. – A powód odsunięcia doskonale znasz.
- Nie mam ochoty przekomarzać się z tobą – oznajmiła Sylwia, ucinając dyskusję o przeszłości. – Jesteśmy tu w innym celu.
- Domyślam się – powiedziała Bogna z rezygnacją.
- Więcej entuzjazmu, moja droga przyjaciółko – Rozbawiona Morgan pocałowała dyrektorkę szkoły w policzek. – Ten wieczór będzie specjalny. Zapamiętasz go na długo, jeśli nie na zawsze.
Bogna odpowiedziała milczeniem.
Patrząc z boku na ten nierówny, słowny pojedynek czułem frustrację. Chciałem pomóc swojej kochance, ale nie mogłem. Miałem ochotę dać popalić nawiedzonej wariatce, przez którą się tu znaleźliśmy. Przez wiele ostatnich miesięcy prawie wszystko działo się pod moje dyktando. Ja rozgrywałem, tworzyłem rzeczywistość, aż tu nagle taka przykra odmiana. Stałem z boku jak ostatnia sierota, nie mogąc zrobić nic ponadto co wymyśli ta zboczona baba.
- To co powiedziałaś o targu niewolników podsunęło mi pomysł – powiedziała Sylwia, przerywając chwilę milczenia. Po czym dodała z podstępnym uśmieszkiem. – Myślę, że pora przejść do konkretów. Rozbierz się, moja droga.
- Naprawdę… - jęknęła Bogna.
- Nie kurwa, na niby! – warknęła Morgan. – Ściągaj ciuchy i nie psuj nastroju!
Pogodzona z rzeczywistością Bogna zaczęła się rozbierać. Zatrzymała się dopiero, kiedy miała na sobie jedynie majtki i biustonosz. Stanęła koło kanapy, wyczekując na reakcję inicjatorki tego cyrku.
- Muszę przyznać, że trzymasz się bardzo dobrze – stwierdziła Sylwia, rozsiadając się jeszcze bardziej na sofie. – Czemu jednak przerwałaś? Zmęczyłaś się czy jak?
Bogna z chmurną miną zdjęła majtki oraz biustonosz. Całkiem naga, zawstydzona, starała się rękami zakrywać piersi i łono.
- No weź przestań! – zaoponowała Morgan, z lubieżnym uśmieszkiem. – Jeszcze ktoś pomyśli, że taka pruderyjna jesteś. Zaproponowałam ci wcześniej żebyś odegrała rolę swojego życia. Jak będę zawiedziona, to mogę wpaść na pomysł kolejnego spotkania.
Nawet nie próbowałem sobie wyobrazić, jak trudno w tej chwili może być Bognie pokonać wstyd i złość wywołane upokorzeniem. W takiej sytuacji udawanie, że kręcą cię okoliczności, to karkołomne zadanie. Współczułem dyrektorce mocno, ale – z czego nie byłem dumny – poczułem też przypływ podniecenia.
Bogna dostosowując się do rady prześladowczyni, zabrała ręce z intymnych części ciała. Mało tego, jedną dłonią ujęła prawą pierś, eksponując urodę dorodnego grona. Drugą dłonią natomiast zaczęła gładzić pokryte szorstkim runem łono.
- Mmm… znacznie lepiej, kochana – mruknęła zadowolona Sylwia. – Co sądzicie panowie? Obejrzyjcie towar!
- Może ja to zrobię? – zaproponowałem. Bogna spojrzała na mnie z wdzięcznością.
- Ty siedź na dupie i czekaj! – rozkazała gospodyni spotkania.
Tymczasem trzech osiłków poderwało się ochoczo z foteli. Otoczyli Bognę, chcąc wypełnić polecenie Sylwii. Zrobili to jednak bardzo umiejętnie, tak, abyśmy siedząc na kanapie widzieli co robią. Gładzili nagie ciało dyrektorki, zagarniali i ugniatali piersi, nie oszczędzając również krocza i tyłka. Bez jakiegokolwiek oporu łysy Patryk wsunął sękatą dłoń między uda dyrektorki, dobierając się do cipki.
- Coś chyba mało podniecona nasza milfa? – stwierdził, pracując energicznie palcami.
Bogna drgnęła, przymknęła oczy. Przez chwilę jej twarz stężała, ale pomna uwag Sylwii, rozluźniła się na tyle, na ile było to możliwe. Twarz dyrektorki przyoblekła maska podniecenia.
- Słabo się staracie, to dlatego – odparła prowokacyjnie.
- Pysznie! – Morgan klasnęła w dłonie zachwycona, po czym zawołała. – Amelia, przynieś więcej szampana!
Opłaceni przez Sylwię faceci - nie miałem już wątpliwości, że tak ich zwerbowała - podjęli rzucone wyzwanie. Patryk z większą energią, wręcz nachalnie zaczął pieścić cipkę Bogny. Adrian ugniatał prawą pierś z uporem maniaka, a Daniel wsunął w usta dyrektorki palec, aby mogła go ssać. Drugą dłonią natomiast wymierzał siarczyste klapsy lewej piersi.
- I jak ci teraz suczko? – szczeknął Patryk. – Żadna się nie oprze, jak jej zrobić dobrze. Już jest mokra – dodał tryumfalnie, demonstrując lśniące od miłosnego soku palce.
- Jest lepiej, ale taką dziecinną zabawą mnie nie zadowolicie – wyznała Bogna patrząc w oczy łysego prześladowcy. Na jej policzkach wykwitły blade rumieńce.
- To dopiero początek suczko – warknął Daniel. – Obiecuję ci, że będziesz wyć z rozkoszy.
- Nie uprzedzajmy faktów – zaprotestowała Morgan, z zadowoleniem patrząc na rozwój sytuacji. Ledwie spojrzała na Amelię, stawiającą na ławie szampana, kieliszki oraz kubełek z zanurzoną w lodzie kolejną butelką trunku. Nie umknęło mojej uwadze, że pracownica Sylwii była speszona, ale mimowolnie zerkała na scenę rozgrywającą się obok. Gospodyni spotkania natomiast czuła się wybornie w roli wydającej polecania.– Napełnij kieliszki, Amelio! A ty, moja droga, rozbierz swoich partnerów!
Kolesie ponownie otoczyli Bognę, która powoli zaczęła ściągać z nich kolejne warstwy ubioru. Chcąc zadowolić chorą wyobraźnię dawnej przyjaciółki, wczuwała się w rolę. Gładziła dłonią i lizała potężne torsy trzech otaczających ją facetów, wreszcie pieściła językiem męskie sutki. Gdy byli już tylko w slipach, kucnęła, po czym zaczęła przesuwać dłonią po potężnych wzgórkach wyrosłych na przodzie bielizny.
Po chwili dyrektorka rozebrała partnerów do końca. Trzy grube, potężne kutasy wystrzeliły w stronę twarzy kobiety.
- Ooo tak! Cudnie! – pisnęła zachwycona Sylwia. – Obciągnij im, kochana!
Bogna posłusznie zastosowała się do polecenia. Patrzyłem na rozgrywającą się przed moimi oczami scenę z chorą fascynacją. Byłem wściekły, współczułem kochance, ale nie potrafiłem powstrzymać tego co się działo z moim ciałem. Mój członek stwardniał, spotężniał, a na skórze czułem gorące mrowienie.
Dyrektorka szkoły pieściła z wprawą narzuconych sobie kochanków. Gdy jednemu z nich robiła dobrze ustami, pozostałych dwóch zadowalała ręcznie. Oni zmieniali się miejscami, a Bogna z zaangażowaniem kontynuowała swoje dzieło. Widok był dojmujący. Scena niczym z pornosa rozgrywająca się tuż przed twoimi oczami, robiła piorunujące wrażenie. Czułem rosnące podniecenie. Sylwia musiała czuć się podobnie. Zauważyłem, że wsunęła dłoń po sukienkę.
- Chodź tu do mnie chłopaczku! – zarządziła, patrząc na mnie jakbym był niczym więcej tylko narzędziem. Wibratorem na przykład. – Rozbierz się! Zobaczmy co Bogna w tobie zobaczyła.
Nie chciałem kolejnych wybuchów złości Morgan, więc wykonałem polecenie. Stanąłem goły przed prześladowczynią. Z ukłuciem satysfakcji, które niezbyt udanie próbowałem w sobie zdusić, zauważyłem cień aprobaty na twarzy, a także w oczach Sylwii.
- Mam nadzieję, że umiesz się dobrze posługiwać językiem nie tylko plotąc bzdury – powiedziała, wyciągając majtki spod sukienki. – Zrób mi dobrze, chłoptasiu! Tylko, żadnych paluchów, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. Jesteś tylko źródłem przyjemności, niczym więcej. Postaraj się, żeby była to wielka przyjemność.
Zanurkowałem miedzy uda Morgan. Podciągnąłem sukienkę wyżej, żeby łatwiej dostać się do krocza. Kiedy zbliżyłem twarz do miejsca zwieńczenia ud, poczułem zapach kobiecego podniecenia. Wcisnąłem się głębiej, po czym złapałem azymut na cipkę. Fałdki warg sromowych były mokre. Przesunąłem po nich językiem, czując, że Sylwia zadrżała lekko. W myślach uśmiechnąłem się do siebie. Zboczona jędza mogła odgrywać twardą, ale tak jak każdy była podatna na siłę rozkoszy. Wsunąłem język głębiej, by zaraz potem zacząć penetrować wilgotną cipkę. Gospodyni spotkania docisnęła po chwili moją głowę mocniej do krocza. Wydawało mi się, że słyszę jej zduszone westchnięcia. Wreszcie dobrałem się do guziczka łechtaczki. Drażniąc go końcem języka, a potem ssąc sprawiłem, że Sylwia nie potrafiła powstrzymać drżenia. Uda Morgan wibrowały co chwila w przypływie rozkoszy. Nie widziałem co się działo z Bogną, ale odgłosy, które do mnie docierały, jasno dawały do zrozumienia, że trzech osiłków nie daje jej wytchnienia.
Pieściłem Sylwię dobrych kilka minut. Wreszcie, chwyciła mnie za włosy, wyciągając spomiędzy swoich ud.
- Cholera, dobry jesteś, smarkaczu. – Spojrzała na mnie z uznaniem. – Jeszcze chwila i bym doszła, a chcę sobie dawkować przyjemność. Popatrzmy razem, co wyprawia twoja kochanka.
Dyrektorka cały czas ostro pracowała na uznanie dawnej przyjaciółki. Kiedy spojrzałem, Adrian imitując ruchy frykcyjne przesuwał kutasa między piersiami Bogny, które jednocześnie robiła dobrze pozostałym dwóm osiłkom.
Wszyscy trzej byli mocno pobudzeni, skupieni na robocie, którą znali doskonale. Na koniec tej części przedstawienia Bogna wylizała i dopieściła jądra każdego z partnerów.
- Widzę, że mocno cię wzięło – stwierdziła Sylwia, wymownie zerkając na mojego sterczącego członka. – Chciałbyś dołączyć?
- Nie. Nie w ten sposób – mruknąłem.
- Mogłabym to wymóc na tobie, ale nie chcę – prychnęła Morgan. – Dzisiaj nie dotkniesz nawet swojej Bogny. Dzisiaj to oni będą się nią zabawiać.
- Masz nieźle porypane we łbie – stwierdziłem, zapominając o tym, by nie robić nic wbrew inicjatorce tego bałaganu.
- Uważaj na słowa, gnojku! – Sylwia pogroziła mi palcem. – Tylko dlatego, że przed chwilą się wykazałeś, pozostawię to bez konsekwencji.
- Doceniam. Jestem wdzięczny – odparłem z przekąsem.
- Sarkazm zostaw sobie na kiedy indziej – powiedziała Morgan, a potem rzuciła w stronę zabawiającej się czwórki. – Dość tego! Pora na poważne wyzwania. Zerżnijcie ją!
Pierwszy przeszedł do wypełnienia woli gospodyni spotkania Adrian. Położył Bogne na plecach. Na podłodze leżał wielki włochaty dywan, który amortyzował twardość posadzki. Rozchylił nogi dyrektorki po czym przytrzymując kutasa wszedł w nią bezceremonialnie. Energicznie, z mocą wbił się we wnętrze partnerki. Nie miałem wątpliwości, że takie dostał instrukcje. Jego ruchy przypominały wściekłe pchnięcia. Pozostali dwaj też nie próżnowali. Podsunęli swoje penisy do twarzy Bogny, która na przemian, to jednemu to drugiemu robiła dobrze ustami lub ręką.
Zmiennikiem Adriana w posuwaniu Bogny okazał się Daniel. On z kolei ułożył dyrektorkę na boku, po czym się za nią położył. Uniósł jedną nogę partnerki do góry i wszedł w nią równie ostro jak poprzednik. Pieprzył zawzięcie, stękając niczym zmordowany robotnik.
- Co za spektakl! – Zachwyciła się Sylwia z lubieżnym uśmiechem, a następnie zwróciła się do mnie. – Myślisz, że kiedykolwiek zerżnąłeś Bognę lepiej niż oni.
- Wielokrotnie – odpowiedziałem, wbrew temu co chciała usłyszeć.
- Nie sądzę chłopaczku – odparła Sylwia z kwaśną miną. – Oni to zawodowcy, a ty… cóż, język masz sprawny, ale to jest wyższa szkoła jazdy.
Ty pieprzona dziwko, pomyślałem w duchu. Przekonasz się co potrafię, obiecałem sobie w myślach.
- Jak będziesz wystarczająco przekonujący, to może uda ci się ją namówić na takie pieprzenie – dodała Morgan, opróżniając kolejny kieliszek szampana.
- Bogna jest wspaniała – stwierdziłem, postanawiając sprawdzić cierpliwość Sylwii. – Zawsze mamy świetny seks. Lepszy niż to inscenizowane gówno.
- Uhm… lepszy mówisz? – Morgan oderwała oczy od pieprzących się na podłodze. – Wybacz, ale nie sądzę. Sam popatrz!
Przeniosłem wzrok na arenę miłosnych zmagań. Patryk zmieniał właśnie Daniela. Klęcząca Bogna, pochyliła się, jednocześnie podpierając rękami. Ile razy zachwycał mnie widok jej krągłego tyłka, dorodnych pośladków. Teraz jakiś łysy pajac będzie korzystał z tych cudowności. Ponownie w duchu, poprzysiągłem odegrać się na Sylwii.
Łysy pajac tymczasem nie próżnował. Zacisnął wielkie jak bochny dłonie na biodrach partnerki, po czym wystrzelił do przodu biodrami jakby jutra miało nie być. Bogna jęknęła, gdy wielki kutas wbił się w nią od tyłu. Łysielec był chyba najbardziej zajadły w rżnięciu. Bogna jęczała, gdy kolejny dzikie sztychy raziły jej wnętrze. Jęki zmieniły się w tłumione rzężenie, gdy Adrian z Danielem na zmianę wpychali do ust dyrektorki fiuty.
Wzrok Sylwii płonął. Patrzyła na scenę rozgrywającą się przed naszymi oczami z ekscytacją wymieszaną z chorą satysfakcją. Mimowolnie wsuwała dłoń w dekolt, pieszcząc własną pierś. W końcu podeszła bliżej pieprzącego się kwartetu.
- Wyjmij kutasa z jej ust! – rozkazała Danielowi.
- I jak, moja droga? – spytała zjadliwie. Kiwnęła głową do Patryka, który wstrzymał rżniecie, pozostając w kochance. – Twój chłoptaś twierdzi, że potrafi cię lepiej zerżnąć. Masz mu coś do powiedzenia?
- Sylwia, odpuść! – jęknęła Bogna błagalnie.
- Żadne tam, kurwa, odpuść! – Zirytowała się Morgan, machając bym podszedł bliżej. – Pytałam, czy chcesz mu coś powiedzieć?
- Tak, chcę. – powiedziała Bogna, unikając mojego wzroku. – Nigdy nie zrobiłeś mi tak dobrze jak oni Michał.
- Zrobiłeś dobrze?! Co to za słownictwo? – prychnęła Sylwia. – Powiedz mu tak, żeby zrozumiał. Facetom trzeba tłumaczyć dosadnie, nie rozumieją subtelności. No, nie krępuj się.
- Michał, nigdy nie wyruchałeś mnie tak dobrze jak oni – wydukała Bogna, przepraszając mnie wzrokiem. A ja, po raz trzeci postanowiłem, że Morgan zostanie przeze mnie ukarana.
- I co chłopaczku? Jeszcze jakieś wątpliwości – spytała Sylwia, z wrednym wyrazem twarzy.
- Żadnych – odpowiedziałem, a w duchu pomyślałem, że jest żałosna, uznając, że w tych okolicznościach słowa Bogny są szczere. Pojebana erotomanka karmiąca się ułudą, podsumowałem w myślach postawę inicjatorki tego syfu.
- Nie powinnaś okłamywać swojego kochanka, moja droga – oświadczyła Morgan z niezdrowym rozbawieniem. – Zwłaszcza tak młodego, to może wypaczyć jego spojrzenie na seks z kobietami.
Sięgnęła wzrokiem poza moje plecy i zawołała.
- Amelia! Przynieść to o czym rozmawiałyśmy wcześniej?
Pracownica pojawiła się w salonie niemal natychmiast, trzymając w ręku packę do wymierzania klapsów. Sylwia odebrała od dziewczyny czarną wąską paletkę, po czym zarządziła, patrząc na nią srogo.
- Zostań!
Dziewczyna stanęła z boku, patrząc z niedowierzaniem na klęczącą na podłodze nagą Bognę oraz czterech gołych kolesi.
- Myślę, że twoja kochanka zasłużyła na karę – oznajmiła ze złośliwą satysfakcją Sylwia, wyciągając do mnie dłoń z przyrządem. – Przylej jej za to?
- Nie. Nie zgadzam się – powiedziałem stanowczo.
- Jak sobie chcesz, ale wtedy poproszę, żeby karę wymierzyli nasi sympatyczni trzej panowie – odparła Sylwia z niemiłym grymasem. – Nawet chcę, żebyś się mi postawił. To jak będzie?
- Jesteś… - nie dokończyłem zdania, patrząc ponuro na gospodynię spotkania. Odwróciłem się i wymierzyłem cios packą w prawy pośladek dyrektorki szkoły. – Wybacz Bogna.
- Wybacz, srybacz! – prychnęła Sylwia. – Co to miało być?! Bijesz jak anemik!
Wyrwała mi z rąk packę, by po chwili zacząć nią uderzać w tyłek Bogny. Raz po raz, kilkanaście uderzeń spadło na pośladki nagiej dyrektorki szkoły. Nie znałem siły fizycznej Morgan, ale widać było, że wkładała w te ciosy całą swoją energię. Bogna zacisnęła usta, ale po chwili każde trafienie kwitowała głośnym jękiem bólu. Na pośladkach ofiary Morgan wykwitły czerwone placki zaatakowanych miejsc.
- A teraz ty! – wydyszała, łapiąc oddech. Zerknąłem tam, gdzie utkwiło spojrzenie Morgan. Drobna dziewczyna w stroju pokojówki zadrżała, po czym poprosiła z płaczliwą miną.
- Pani Sylwio, proszę mi wybaczyć – poprosiła błagalnie, niemal z płaczem. – Już więcej tak nie zrobię, tylko proszę mi darować.
Nie wiem w jaki sposób pokojówka była powiązana z porąbaną Sylwia i dlaczego nie wypięła się na taką robotę, pokazując szefowej środkowy palec. Nie wiem, co takiego zrobiła, że zasłużyła na karę, ale zrobiło mi się dziewczyny strasznie żal.
- To nie pierwszy raz, kiedy zasługujesz na karę – oznajmiła Morgan ze złośliwym grymasem. – Do tej pory była pobłażliwa, ale ten czas się skończył. Rozbieraj się!
- Pani Sy…
- Cicho! Właśnie zasłużyłaś na dodatkową karę! – warknęła Sylwia.
Wystraszona pokojówka pospiesznie zaczęła się rozbierać. Była bardzo szczupła, sprawiała wrażenie kruchej istoty. Miała chłopięcą figurę, bez przyjemnych, zaokrąglonych linii bioder. Drobne piersi dziewczyny tworzyły małe stożki, skórę miała bladą, pokrytą gęsto jasnymi pieprzykami.
- Pończochy zostaw! – nakazała Sylwia. – Oprzyj się na fotelu i wypnij!
Dziewczyna bez słowa zrobiła co poleciła jej Morgan. Widziałem jak drży wystraszona, wiedząc co ją czeka. Uchwyciłem spojrzenie Patryka, który niemal się obślinił wlepiając ślepia w drobny tyłek Amelii.
- Dobra, zakończenie tego spektaklu samo się nie zrobi – stwierdziła Sylwia, rozkoszując się swoją dominacją. – Panowie, mieliśmy małą przerwę, ale pora ostro zabrać się do roboty.
Kolesie rodem z pornosów uśmiechnęli się obleśnie. Patryk położył się na plecach, na włochatym dywanie. Penis Łysielca sterczał niczym maszt. Jego kumple zachęcili Bognę w mało wyszukany sposób, by skorzystała z kutasa kolegi. Dyrektorka dosiadła leżącego partnera, od razu zaczynając go ujeżdżać. Daniel podszedł do niej, po czym wymierzył po jednym siarczystym plaśnięciu w obie piersi kochanki.
- To nie rodeo milfo! – warknął, po czym naparł na głowę Bogny, zmuszając ją do pochylenia i oparcia się na rękach.
Na to czekał tylko Adrian. Splunął w dłoń, posmarował nią członka, a potem wepchnął go między pośladki pieprzącej się z kumplem Bogny. Chwilę się mocował, po czym wyprowadził sztych. Dyrektorka jęknęła. Cios nie był tak potężny jak wcześniej, ale też cel znacznie mniejszy i oporniejszy. Adrian pchnął kolejny raz.
- Broni się, suka! – mruknął.
- Bogna, ogarnij się! – Sylwia wyraziła swoją dezaprobatę, patrząc z dziką satysfakcją na rozwój sytuacji.
Trzecie pchnięcie zrobiło swoje. Nabrzmiały, żylasty stwór wniknął między pośladki, zagłębiając w anus. Adrian poprawił kolejny raz, a potem dostrajając się do leżącego pod Bogną kumpla zaczął rżnąc partnerką w tyłek. Po chwili obydwaj tym samym tempem pieprzyli dyrektorkę szkoły na dwa członki. Daniel natomiast klęknął z przodu, po czym przytrzymując Bognę za włosy wetknął penisa do ust partnerki.
- Kurwa mać! Co za widok! – westchnęła Sylwia.
Widać było, że kręci ją sytuacja, do której doprowadziła Bognę. Nie odrywając wzroku od pieprzącej się czwórki, podeszła bliżej fotela, na którym opierała się klęcząca Amelia. W oczach gospodyni spotkanie zapłonął dziki, ciemny płomień. Obserwując scenę zbiorowego rżnięcia, zaczęła wymierzać karę pokojówce. Kolejne razy spadały na drobny zadek dziewczyny. Charakterystyczne plaśnięcia mieszały się w przestrzeni z jękami rżniętej Bogny.
Wreszcie zmęczona zadawaniem ciosów Sylwia wypuściła packę z dłoni. Musiała być potwornie podniecona. Wsunęła dłoń pod kieckę i wzdychając zaczęła się pieścić. Po chwili spojrzała na mnie, po czym uśmiechnęła się lubieżnie.
- Siadaj tutaj! – rozkazała, wskazując mi miejsce na środku sofy.
Gdy usiadłem posłusznie, podciągnęła sukienkę ile się dało, a następnie usiadła na moich kolanach. Jej plecy miałem tuż przed twarzą. Mokrym kroczem prześlizgiwała się po moich udach, aż trafiła tam gdzie trzeba. Poczułem, jak nadziewa się na członka
- Żadnych rąk na moim ciele! Żadnych ruchów! – wydyszała, kolejny raz zaciskając się na moim kutasie. – Jesteś tylko kawałem mięsa z fiutem, który ma mi dać przyjemność! Biorę co chcę, a ty grzecznie użyczasz mi swojej pały! Zrozumiano!
- Tak – stęknąłem, z trudem się powstrzymując, by nie złapać jej za tyłek.
- A spróbuj tylko dojść, to wrócisz dziś do domu bez fujary! – oznajmiła, dysząc ciężko. Uwolniła własne piersi z niewoli dekoltu, zagarniając gwałtownie. – Nie wyobrażaj sobie, że jesteśmy kochankami, chłoptasiu. Nie jestem Bogną, nie pieprzę się z byle kim!
A teraz co niby robisz, pomyślałem, walcząc z ogarniającym mnie podnieceniem. Ty walnięta, zboczona suko! Skląłem ją w myślach, ale zaraz przestałem, bo musiałem się skupić, żeby nie poddać się rosnącej ekscytacji.
Sceneria była zaiste specyficzna. Ja na kanapie, z ujeżdżająca mnie Sylwią, na fotelu oparta naga Amelia, łkająca w siedzisko. Tyłek dziewczyny był coraz czerwieńszy. Morgan włożyła wiele energii w ukaranie pokojówki. Na podłodze, na włochatym dywanie natomiast Bogna, która dogadzała trzem osiłkom jednocześnie.
Kolesie byli fachowcami. Pieprzyli dyrektorkę, a nie było po nich widać, by zmierzali do końca. Bogna była ledwie żywa, a oni jakby dopiero się dołączyli do zabawy. Ciała całej czwórki lśniły od potu, w świetle rzucanym przez lampy wyglądali jak figury kochanków obleczone złotem.
Sylwia coraz bardziej zaciskała się na moim penisie. Wyczuwałem, że drży mocniej. Pchała biodra do przodu coraz bardziej spazmatycznie. Dochodziła do finału. Wreszcie wykonała ostatni, głęboki sztych i zastygła nadziana na fiuta. Czułem tylko pulsowanie wnętrza Morgan na członku. Kiedy dopadł ją ostateczny spazm orgazmu, wbiła palce w moje uda. Paznokcie niemal rozorały mi skórę. Zaraz jednak zsunęła się ze mnie, rozpierając na kanapie. Cały czas nie spuszczała wzroku z Bogny i pracujących w pocie czoła osiłków.
- Grzeczny byłeś – stwierdziła cicho, zadowolona i spełniona. – Na pewno dałabym radę cię wytresować. A teraz zerżnij Amelię!
- Co?! – wyrwało mi się mimowolnie.
- Gówno! – burknęła Sylwia. – Próbowała dyskutować, kiedy chciałam, żeby milczała. Obiecałam jej dodatkową karę, a ty będziesz narzędziem.
- Nie chcę – zaprotestowałem, nie bacząc na konsekwencje.
- A kogo to obchodzi. – Morgan wzruszyła ramionami. – Dokąd nie opuścisz tego apartamentu, ja tu rządzę. I mówię ci, że masz zerżnąć Amelię, bo powinna ponieść konsekwencje. A, że to kara, pieprzenie ma być tak ostre, żeby się można było pokaleczyć od patrzenia. Do dzieła!
Ty chora dziwko, pomyślałem, ale posłusznie ruszyłem w stronę Amelii. Dziewczyna patrzyła na mnie wystraszona. Bezgłośnie poruszyłem ustami, przepraszając ją zawczasu.
Klęknąłem za dziewczyną, opierając jedną ręką na biodrze. Drugą przytrzymałem fiuta u nasady. Amelia pomimo, że wystraszona, rozchyliła szerzej nogi. Być może się obwiała, że jeśli będzie ciaśniej i oporniej, to będzie się to wiązało z większą ilością przykrych doznań. Naprowadziłem żołądź kutasa na cipkę i pchnąłem energicznie. Amelia, wbrew temu jakie sprawiała wrażenie była podniecona. Zdradzały ją zwilgotniałe wargi sromowe. Broniła się jednak, nie chcąc otworzyć. Opadłem na plecy dziewczyny, wtulając się kruchą bladość, po czym szepnąłem do jej ucha.
- Nie broń się. Jak tego nie zrobimy, ta wariatka będzie wściekła i dowali ci mocniej.
Amelia zadrżała, ale kiwnęła niemal niezauważalnie głową. Ponownie przytrzymałem fiuta i po raz kolejny naparłem na wnętrze dziewczyny. Tym razem ustąpiła. Wszedłem w nią jedną trzecią członka. Była rozkosznie ciasna. Ciepła i miękka. Poprawiłem następnym sztychem, zanurzając się głębiej. Amelia położyła głowę nie siedzisku fotela, otaczając ją rękami. Jakby chciała się odgrodzić od tego co nieuchronne. Jakby to mogło cokolwiek pomóc. Pogłaskałem ją po plecach, mając nadzieję, że odbierze to jako usprawiedliwienie tego co zaraz zainicjuję.
Potem szarpnąłem biodrami gwałtownie, wbijając się w ciasne wnętrze po same jądra. Amelia jęknęła żałośnie. Na chwilę się zawahałem, ale surowe spojrzenie Sylwii przypomniało mi czego sobie zażyczyła. Mocniej przytrzymałem drobny tyłek przymusowej kochanki, jednocześnie włączając tryb ostrego rżnięcia. Nie chcąc patrzeć, na rozedrganą pokojówkę, zerkałem obok, gdzie Bogna musiała sobie radzić z trzema kolesiami. Wyglądała na wykończoną. Spocone włosy tworzyły chaotyczną plątaninę, część z nich przykleiła się do policzków i czoła. Twarz dyrektorki była zaczerwieniona z wysiłku, a makijaż przypominał wersję dla Jokera.
Na szczęście dla dyrektorki szkoły, baterie partnerów powoli się wyczerpywały. Pierwszy odpadł Daniel. Dociskając głowę Bogny do podbrzusza, z grymasem spełnienia zastygł, pozbywając się nasienia w ustach kochanki. Dopiero, gdy zaczęła się krztusić, pozwolił by uwolniła się od wiotczejącego knebla. Ostatnie kaskady spermy spłynęły na rumiane lico Bogny.
Chwilę później doszedł leżący pod dyrektorką Patryk. W jednej chwili przestał się poruszać. Znieruchomiał i tylko wydawane przez niego gardłowe, zduszone jęki sugerowały, że doszedł. Na placu boju pozostał tylko Adrian, który cały czas dzielnie pakował kutasa w tyłek Bogny. Wreszcie i on poczuł ostatni zew spełnienia. Wygiął ciało, odchylając się lekko do tyłu, jednocześnie wyprowadzając ostatni sztych. Rozkosz przywołała na jego twarz grymas zadowolenia. Wyszedł z partnerki, zastygł, po czym obfitymi strugami spermy zalał pośladki i anus. Na koniec klepnął Bognę w tyłek, po czym zsunął ją z kumpla. Potwornie zmęczona dyrektorka opadła na podłogę niczym szmaciana lalka. W takim wydaniu jawiła się bardzo żałośnie.
Pozostaliśmy tylko ja i Amelia.
Nie trwało to jednak długo. To co się zadziało, wszystkie bodźce, seks z Sylwią zrobiły swoje. Czułem, że doznania napompowały mnie niczym balon. Wystarczyło małe ukłucie, by nastąpiło wielki bum. Emocje kotłowały się we niczym dusze w diabelskim kotle. Rżnąłem Amelię, czując, że za chwilę spuszczę się w nią lawiną nasienia.
Sylwia miała jedna inne plany. Do tego była uważną obserwatorką.
- Nie dochodź w niej! – zarządziła. – Nie chcę, żeby zaciążyła. Robi czasem głupoty, ale jest mi potrzebna. Zostaw już ją! Dokończ sam, a żeby nie było, że pozbawiłam cię jakiejkolwiek bliższej interakcji z kochanką, zrób to na Bognie.
- Masz totalnie zrypane pod czaszką – szepnąłem, uwalniając Amelię. Dziewczyna wspięła się na fotel, zwijając w kłębek wstydu i nerwów.
Nie pozostało mi nic innego jak skończyć w ten sposób, w jaki zażyczyła sobie Morgan. Stanąłem nad Bogną, po czym kilkoma energicznymi ruchami doprowadziłem się do spełnienia. Stęknąłem, gdy nasienie wytrysnęło, by po krótkim locie rozbić się na ciele leżącej bez sił na podłodze Bognie. Emocje opadły, poczułem bezwolną pustkę. Usiadłem na podłodze, opierając się plecami o bok kanapy.
- Co za cudowny wieczór – stwierdziła Sylwia z paskudnym uśmiechem. – Nie zawiedliście mnie. Długo będę to pamiętać.
W odpowiedzi usłyszała pomruki zadowolenia trzech osiłków. Ja, Bogna i Amelia milczeliśmy. Nie było czego komentować. Każde z nas, na swój sposób przeżywało własne emocje. Upokorzenie, wstyd, gniew, chęć zemsty oraz zmęczenie.
Kiedy trzech wynajętych kolesi wskoczyło w ubrania, Sylwia wyszła z nimi z salonu, by wrócić do nas po dziesięciu minutach. Podeszła do Amelii, trącając ją mało delikatnie powiedziała.
- Ogarnij się! Nic wielkiego się nie stało! – prychnęła lekceważąco. – W sumie można by na to spojrzeć z takiej strony, że chłoptaś mojej koleżanki nieźle cię wydupczył. Jeśli natomiast nie chcesz, by takie kary się powtarzały, przestań odwalać takie numery, jasne!
Amelia potulnie skinęła głową. Zsunęła się z fotela, gotowa jak najszybciej opuścić salon.
- Poczekaj jeszcze chwilę! – Sylwia powstrzymała wstydliwy odwrót pokojówki. – Chcę żeby to do ciebie dotarło. Nie rób więcej głupot, bo następnym razem karę wymierzą ci panowie, którzy dzisiaj zabawiali się z Bogną.
Amelia potulnie spuściła głowę, po czym wybiegła z salonu, a Morgan skupiła się na mnie i dyrektorce szkoły.
- Zostaliście mi wy, gołąbeczki – powiedziała, nie kryjąc się z chorą satysfakcją w głosie. – Jak wam się podobało?
- Brak mi dostatecznie paskudnych słów, by opisać to co sobie wymyśliłaś – wyznałem, mając w nosie, jak to odbierze inicjatorka obrzydliwego wydarzenia. W międzyczasie podniosłem się, odszukałem swoje ciuchy i ubrałem. – Bogna jest ledwie żywa, chcę się nią zająć.
- Poradzi sobie, jest dorosła. – Sylwia spojrzała na mnie ze złością. – A ty nie bądź taki hardy, bo ciebie również może spotkać przykre doświadczenie.
- Tak! A jakie? – prychnąłem, wzruszając lekceważąco ramionami. Zauważyłem koc, leżący na stoliku koło okna. Zabrałem go i przykryłem Bognę, która przysłuchiwała się naszej rozmowie. Wciąż była ledwie żywa. – Czym chcesz nie zaszantażować? Tym, że uprawiam seks z dyrektorką szkoły? Ja mam już osiemnaście lat, a Bogna jest bardzo atrakcyjna jak na swój wiek. Czego miałbym się wstydzić? Co miałoby mnie docisnąć w wypadku ujawnienia tej sytuacji?
- Widzę, że ci zależy na Bognie, więc mogę dalej grać tym samym argumentem. – Sylwia nie odpuszczała. – Jeśli nie będziesz posłuszny, ona ucierpi.
- Z tego co mówiła mi Bogna, obiecałaś, że to ma być jednorazowe wydarzenie – odrzekłem, patrząc na rozmówczynię z pogardą. – Spróbuj to dalej ciągnąć, a przekonamy się jak to się skończy. Nie tylko ty masz możliwości, żeby bardziej eskalować to co rozpoczęłaś.
- Grozisz mi gnojku?! – Szczerze zdziwiła się Morgan.
- To zależy – mruknąłem. – Miałaś swój tryumf, więc odpuść. Niech ten temat zostanie zamknięty. Jeśli wpadniesz na pomysł, że chcesz to ciągnąć dalej, może się zrobić paskudnie.
- Niesamowite! – Sylwia patrzyła na mnie jak na przybysza z kosmosu. - Taki szczyl z ciebie, a hardy jesteś jakbyś był co najmniej gangsterem.
- Grzecznie proszę, odpuść – powiedziałem twardo. – A teraz daj mi się zająć Bogną.
- Tak jak i ona uważasz się za lepszego, co? – Wydyszała Sylwia podniesionym głosem, po chwili milczenia. – A to co wy robiliście, to niby coś innego?
- Naprawdę chcesz to porównywać? – odpowiedziałem pytaniem. – Nie twierdzę, że nasz seks był romantyczną wersją z książek dla grzecznych panien, ale nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Nie było w tym chęci upokorzenia, odegrania się, ani sprawienia bólu czy przykrości. Lubimy się ostro zabawić i tyle. Natomiast w stosunku do tego co odbyło się teraz określenia zabawa nie da się użyć.
- Ja się bawiłam doskonale – przyznała Sylwia z paskudnym uśmieszkiem.
- No właśnie – skwitowałem jej wyznanie, po czym wziąłem owiniętą Bognę na ręce. – Naprawdę czczy tryumf. Gdzie w tym burdelu jest łazienka?
- Powiedziałam, zostaw ją, poradzi sobie – odparła Sylwia z poirytowaniem, wskazując jednak kierunek. Ruszyłem w tamtą stronę, słysząc głos Sylwii za plecami. – Co cię w niej tak fascynuje?
Nie zaszczyciłem jej odpowiedzią. Wniosłem Bognę do łazienki.
- Pomogę ci się ogarnąć – zaproponowałem dyrektorce.
- Nie trzeba – Spojrzała na mnie z wdzięcznością. – Jesteś świetny, Michale.
- Wcale nie – mruknąłem zażenowany komplementem. Zanim wyszedłem z łazienki, dodałem. – Coraz bardziej to sobie uświadamiam.
Zostawiłem ją samą. Sylwia gdzieś się ulotniła. Pomyślałem, że poszła się wyżywać na Amelii. Współczułem dziewczynie ogromnie. Usiadłem na jednym z foteli, gapiąc się w noc za oknem, analizowałem co się wydarzyło. Na koniec upewniłem się co jednej kwestii. Nawet, gdyby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobię, dojadę panią Morgan tak, że na długo zapamięta mój rewanż. Była arogancka, pewne siebie i wredna, ale musiała użyć szantażu, żeby móc chwilę tryumfować. Ja nie potrzebowałem uciekać się do takich sztuczek, czego podła suka nie wiedziała. Zamierzałem wykorzystać dar i odwdzięczyć się Sylwii z nawiązką.
Na rozmyślaniach upłynęło mi dwadzieścia minut. Przypomniałem sobie, że nie zaniosłem ubrania Bognie do łazienki. Zebrałem ciuchy, zapukałem do drzwi łazienki i oddałem garderobę właścicielce. Potem zadzwoniłem, żeby zamówić taksówkę. Miała podjechać za pół godziny. Sylwii cały czas nie było.
Za to Bogna ogarnięta i odświeżona pojawiła się po kwadransie w salonie.
Dopiero wtedy przyszła Morgan.
- O już wychodzicie? – spytała zjadliwie.
- Daruj sobie! – odparła stanowczo Bogna. – Rozumiem Sylwia, że dostałaś co chciałaś i sprawa jest zamknięta.
- Wbrew temu co sądzi twój chłoptaś, potrafię dotrzymać słowa – prychnęła Morgan, patrząc na mnie jak na muchę siedzącą na gównie. – Tak, sprawa jest zakończona.
- Ok, to dobrze – powiedziała dyrektorka. – Mam prośbę…
- Tak?
- Nigdy więcej się ze mną nie kontaktuj – Zimny ton Bogny mógłby posłużyć do stworzenia lodowiska. – Z tą chwilą nasza znajomość przechodzi do historii.
- Ale ty jesteś drażliwa – stwierdziła Sylwia, przewracając oczami.
- Sylwia, kurwa twoja mać, to koniec! – Podniesiony głos Bogny wypełnił przestrzeń holu. – Od teraz się nie znamy.
- Ok, ok, jak sobie życzysz – Zgodziła się Sylwia, uśmiechając tryumfalnie.
- To mamy jasność – podsumowała Bogna, po czym wyszła z apartamentu.
Ruszyłem za nią, ale stojąc w drzwiach wycofałem się jeszcze do stojącej obok Sylwii.
- Pytałaś co mnie fascynuje w Bognie – powiedziałem, uśmiechając się pod nosem. – Otóż…, wszystko. Kiedy leżała upokorzona na podłodze, rozbita, w opłakanym stanie była sto razy lepsza, atrakcyjniejsza, ciekawsza niż ty, gdybyś ubrała najlepszy, najdroższy ciuch, nałożyła tapetę za grube tysiące i była mistrzynią seksu.
- Co to ma zna…
- Cicho! To jest informacja, nie dialog – przerwałem jej ostro. – Tyle jest wart twój jednorazowy tryumf. Przez chwilę byłaś górą, a potem wjechała rzeczywistość. I jest jak jest.
Nie czekałem na jej reakcję. Wyszedłem, zamykając drzwi za sobą.
W taksówce Bogna milczała. Ja też nie otworzyłem gęby nawet na chwilę. Całą drogę jednak dyrektorka trzymała mnie za ręką. Ściskała ją niczym największy skarb.
*****
Dojmujące doświadczenia z konfrontacji z Katarzyną Morgan mocno zakotwiczyło się w mojej psychice. Siedziało we łbie, często wracając przywoływanymi obrazami. Często w wolnych chwilach, koncentrowałem dar na osobie koszmarnej, dawnej przyjaciółki Bogny. Obiecałem jej coś w duchu i zamierzałem dotrzymać słowa.
Nie mogłem jednak zapominać o priorytetach. Bez matury nie ma mowy o studiach, a bardzo chciałem zostać studentem. Większość wolnego czasu poświęcałem na naukę, starając się nie zapominać o odpoczynku. W ramach balansu pomiędzy obowiązkiem a czasem dla siebie korzystałem co parę dni z siłowni na mieście. Po godzinnej sesji ćwiczeń czułem, że głowa jest odpowiednio zresetowana. To był chyba czwartek, kiedy wychodząc z siłowni poczułem, że ktoś mnie ciągnie za ramię.
- Co jest? – mruknąłem, odwracając się do napastnika. Ujrzałem zacną gębę Szymona. – A, to ty!
- No ja.
- Szymon, wiem, że ostatnio mało mam czasu dla kumpli, ale…
- Zostaw sobie te tłumaczenia na kiedy indziej – Uśmiechnął się przyjaciel. – Pogadać z tobą chciałem, ale o czymś innym.
- To nawijaj!
- Tutaj, na środku chodnika! – żachnął się Szymon. – Nie potrzebuję pół dnia na rozmowę, ale wolałbym, żebyś mi chwilę poświęcił.
- Aż tak? – Zdziwiłem się, uważniej przyglądając się kumplowi.
- Wyluzuj! – prychnął Szymon, widząc moją minę. - Nie potrzebuję twojej nerki.
- No to mi ulżyło – oświadczyłem z gębą rozciągniętą w półuśmieszku.
- Chodź! Siedzimy kawałek stąd – zaproponował przyjaciel, wskazując dłonią kierunek.
- Siedzimy? – Zdziwiła mnie liczba mnoga użyta przez kumpla.
- Chodź, mówię! – Ponaglił mnie Szymon. – Nie jestem sam, zaraz się wszystkiego dowiesz.
Chcąc, nie chcąc poszedłem za przyjacielem. Minutę później zatrzymaliśmy się przy jednym ze stolików wystawionym przed cukiernią. Trzy z czterech krzeseł były zajęte. Siedziały przy nim zupełnie nieznane mi dziewczyny, delektujące się deserami lodowymi w pucharkach.
- Poznajcie się! – Szymon jako jedyny znał wszystkich, więc poczuł się w obowiązku nas zapoznać. – To Zosia, moja dziewczyna od niedawna. To Majka, kuzynka Zosi. A to Gabi, ich przyjaciółka.
- Hej! – Machnąłem przyjaźnie ręką, uśmiechając się do dziewczyn.
- Moje panie, to mój kumpel Michał – Szymon dokończył prezentację.
- Nie widziałem, że masz dziewczynę. – Uśmiechnąłem się tym razem tylko do Zosi. – Gratuluję wam obojgu.
Wybranka Szymona odwzajemniła uśmiech, choć mniej serdecznie. Była całkiem ładną blondynką. Szczupłą, wręcz chudą, z drobnymi piersiami. Kuzynka bardzo przypominała ją figurą, tylko była znacznie wyższa. Najbardziej jednak zaciekawiła mnie trzecia z dziewczyn. Miała beżową karnację, burzę kręconych, kruczoczarnych włosów, pełne usta i czekoladowe oczy. Poza tym bajeczną figurę, zgrabne nogi i wydatny tyłek. Wyczuwałem egzotyczny sznyt, ciekaw byłem, czy mam rację.
- Chodzicie do tej samej szkoły? – spytała Maja.
- Nawet do tej samej klasy – odpowiedzieliśmy prawie jednocześnie.
- Aaa, to ty jesteś ten Michał… - Zosia spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
- Ten, to znaczy który? – zapytałem z niewinnym uśmiechem.
- Ten… ekhm, najlepszy kolega – odpowiedziała Zosia lekko zmieszana. – Szymek opowiadał mi o tobie.
- Większość to plotki i niepotwierdzone legendy – oznajmiłem wesoło. – A jak mówił coś złego to z zazdrości, bo mam mniej odstające uszy.
- No co ty! Szymek ma uszy w porządku – obruszyła się dziewczyna.
- On świruje, skarbie – Szymona rozbawiła moja uwaga. Ja natomiast zerkałem dyskretnie na milczącą Gabi. Być może odzywał się we mnie narcyz, ale miałem wrażenie, że zaciekawiła ją moja osoba.
- Zosia, przepraszam was na chwilę – Szymon pocałował swoją dziewczynę. – Muszę coś z Michałem obgadać.
Odeszliśmy kawałek dalej. Usiedliśmy na ławce, skąd ledwie widzieliśmy pozostawione dziewczyny. Naprzeciwko nas znajdowało się mały punkt z frytkami i zapiekankami.
- Głodny jestem po treningu – oświadczyłem. – Zamówię coś. Stawiam.
- Mi wystarczy cola – zakomunikował Szymon. – Już dzisiaj sporo zjadłem.
- Ok, to ja też tylko colę wezmę – odrzekłem. – Wystarczy mi, żeby dojechać do domu. Tam zjem coś porządnego.
Po chwili wróciłem z dwoma napojami. Jeden wręczyłem przyjacielowi.
- No dobra – powiedziałem, rozsiadając się na ławce. – Co chcesz mi powiedzieć.
- Znasz Bruna Lenkiewicza? – spytał Szymon, zaskakując mnie totalnie.
- Nie wiedziałem, że ma na nazwisko Lenkiewicz, ale chyba znam – odpowiedziałem po chwili zawahania. – Nie ma zbyt wielu chłopaków o tym imieniu. Czemu mnie o niego pytasz?
- Pytam, bo widuję go ostatnio często z Kornelią – wyznał bez owijania w bawełnę Szymon. – Do znajomość z nią się chyba przyznajesz?
- Znam Kornelię – odparłem lekko poirytowany lakonicznością kumpla.
- Do tego, wydaje mi się, że coś was łączy. – stwierdził Szymon błyskotliwie.
- Brachu, kurde, powiedz o co ci chodzi!
- Ok, więc tak… - Przyjaciel zawiesił na chwilę głos. – Ten Bruno ma swoją paczkę kolesi. Wśród nich jest jeden taki Bartosz. Poznałem go, jak zacząłem kręcić z Zosią. Oni wszyscy chodzą do tej samej szkoły. W pewnym sensie zakumplowaliśmy się, bo on lubi sobie pograć w trybie multi jak ja.
- Dobra – przerwałem na chwilę wywód przyjaciela. – Mamy Bruna, Bartosza i waszą pasję do gier. Co z tego wynika?
- To, że Bartosz ma długi jęzor, lubi sobie pogadać, a także się chwalić – oświadczył Szymon. – Jakoś z tydzień temu, gdy graliśmy naszło go, żeby pogadać o Brunie. Słuchaj, jak on mu imponuje, to chore jakieś jest. W każdym bądź razie wypaplał mi, że Bruno ma duże powodzenie u dziewczyn. Lubi to wykorzystywać, do tego w mało przyjemny sposób. Jakiś durne wyzwanie sobie wymyślił, podrywa ładne, ale niekoniecznie łatwe dziewczyny, a potem je wykorzystuje. Wybiera takie które się z różnych względów szanują się lub uchodzą za trudne, a jak już zyska ich przychylność to bezwzględnie bierze swoje. Sorry, że będę dosłowny, ale wiesz jak jest. Parę numerków, czasem więcej, ale im ostrzej tym lepiej.
- Spoko Szymek, rozumiem.
- Słuchaj dalej! – powiedział przyjaciel. – Bartosz powiedział mi, że teraz Bruno poznał nową dziewczynę. Wybacz znowu, ale to jego słowa. Określił ją jako bardzo ładną mega cnotkę. Śmiał się, że takich dziewczyn to już praktycznie nie ma, że niby taka chodząca niewinność. Podobno strasznie wnerwia to Bruna, bo nie czyni postępów, a pewnie chciałby się do nowej dziewczyny dobrać. Bartosz był podekscytowany, bo ponoć w tej swojej paczce uradzili, że jak Bruno nie zaliczy tej panny, to dobiorą się do niej inaczej. Tydzień po pisemnych maturach ma być jakaś duża impreza, wtedy dosypią dziewczynie co trzeba, żeby przestała się kontrolować. Ponoć Bruno im obiecał, że jak zrobi swoje, to potem zaliczą ją wszyscy.
- Ekhm… kurwa! – mruknąłem, czując, że krew się we mnie burzy.
- Widziałem ostatnio parę razy Bruna z Kornelią – oznajmił Szymon. – Nie trudno zgadnąć, że to pewnie o nią chodzi. Pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć.
- Szymon! Jesteś super gość! – Klepnąłem przyjaźnie kumpla w ramię. – Muszę ostrzec Kornelię.
- Koniecznie – zgodził się Szymon.
- Tylko, że ona strasznie jest zauroczona – stwierdziłem. – Już próbowałem ją przekonać, żeby dała sobie spokój z tym kolesiem, bo też trochę się o nim dowiedziałem. Kompletnie nie posłuchała, nawet się wkurzyła mocno.
- Wymyśl coś – podpowiedział przyjaciel.
- Ale co? – Zamyśliłem się. – Kurde, jak nic nie wskóram wcześniej, to dobrze by było, żeby pojawił się na tej imprezie. Tylko, że ja chyba nikogo tam nie znam.
- Jak to nie znasz? – Uśmiechnął się Szymon. – Ja tam będę z Zosią. Ona zna sporo zaproszonych na tą imprezę ludzi.
- Fajnie, to co, pójdę z wami jako wujek przyzwoitek? – prychnąłem. – Jeszcze lepiej, może z tobą zamiast Zosi?
- Zabawny jesteś – westchnął z politowaniem Szymon. – Poczekaj, Gabi też ma tam iść. Z tego co wiem, nie jest jeszcze przekonana czy pójdzie, bo nawet nie ma z kim. Rozstała się z chłopakiem rzucił parę miesięcy temu, a nikt sensowny się nie trafił, nawet jako osoba towarzysząca na imprezie.
- Żartujesz? – Zdziwiłem się. – Taka dziewczyna powinna mieć tabun chętnych.
- Widzę, że wpadła ci w oko. – Zauważył Szymon. – Gabi jest bardzo ładna, ale ma wymagania, nie poleci na pierwszego lepszego.
- O taką dziewczynę trzeba zabiegać – stwierdziłem niczym miłosny guru. – Nie czekać aż cię zaakceptuje.
- No to zabiegaj, kolego – Zaśmiał się Szymon. – Może zechce z tobą pójść na tą imprezę? Będziesz mógł przypilnować Kornelii.
- Jest to jakaś myśl – odparłem. Podobała mi się wizja zbliżenia się do panny z włosami jak węgiel i oczami jak czekolada.
- Tylko, proszę, zrób to mądrze. – Poprosił Szymon. – Gabi zna Zosię, nie potrzebne mi afery. Poza tym lubię tą dziewczynę, nie chcę, żebyś ją wykorzystał czy skrzywdził.
- Szymon znasz mnie. – Spojrzałem na kumpla znacząco. – Czy ja krzywdzę dziewczyny?
Przyjaciel spojrzał na mnie z nietęgą miną. Nie wiem, co sobie pomyślał, ale przez moment poczułem się zawstydzony.
- Dobra! Dzięki, że powiedziałeś mi o tym – powiedziałem, podnosząc się z ławki. – Chodź, wracamy do dziewczyn.
Kiedy wróciliśmy do stolika przed cukiernią, przed dziewczynami stały opróżnione pucharki po deserach.
- O czym tak gadaliście? – Zaciekawiła się Zosia.
- Eee, to takie tak sprawy facetów. – Szymon wzruszył ramionami.
- Słuchaj, dzwoniła mama Majki – oświadczyła dziewczyna przyjaciela, zapominając o swoim pytaniu w jednej chwili. – Musimy zaraz zawieźć Majkę do domu. Tylko jest problem z Gabi, bo ona musi jeszcze tu zostać i nie będzie miała jak wrócić.
- Ok, nie ma sprawy – Ciemnooka odezwała się po raz pierwszy. Miała czysty, miły tembr głosu. – Wrócę autobusem.
- Nie ma takiej potrzeby. – Wtrąciłem. – Mam wolny czas i auto do dyspozycji. Podrzucę cię gdzie trzeba.
- Poradzę sobie… - Gabi próbowała oponować.
- Pozwól się odwieźć Michałowi – Szymon spojrzał na mnie wymownie. – Głupio mi, że przyjechałaś z nami i tak cię zostawiamy. Michał, to przyjaciel, w lepszych rękach znaleźć byś się nie mogła.
- Doprawdy? – Gabi uśmiechnęła się kącikami ust.
- Zaiste. – Uśmiechnąłem się szeroko. Podobała mi się ta dziewczyna. Podobała mi się ta perspektywa.
- Potrafię sobie radzić – stwierdziła Gabi. Czuć jednak było, że nie będzie się opierać.
- Nie wątpię w to. – Zgodziłem się grzecznie. – Jednak zdarzył się sytuacja, wypada pomóc. Pozwól mi być dobrym kumplem, a przy okazji dżentelmenem.
- Hmm… dżentelmenem. To może być ciekawe… – mruknęła Gabi, uśmiechając się przyjaźnie.
- Nie daj się dłużej prosić – powiedziałem, składając dłonie jak do modlitwy. – Jeśli jesz to co wszyscy mi znani rówieśnicy, stawiam żarełko.
- A co jeśli nie jestem głodna?
- To tylko żelki ci kupię.
- Masz mnie – Gabi parsknęła śmiechem. – Tymi żelkami mnie przekonałeś.
Kwadrans później pożegnaliśmy się z resztą towarzystwa. Zostaliśmy sami. Byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Intrygowała mnie ta dziewczyna.
- To co? Jaki obieramy kierunek? – spytałem, a gdy otrzymałem odpowiedź, dodałem, wskazując dłonią kierunek – Tam mam samochód. Zapraszam.
Chwilę później wiozłem Gabi pod wskazany adres. Przewidywałem, że zejdzie się nam z pół godziny. W sam raz, żeby bliżej się poznać. Jednak, kiedy ruszyliśmy przez dłuższą chwilę milczałem, udając, że całkowicie pochłania mnie kierowanie autem. Naprawdę starałem się wykorzystać każdy moment, żeby przyjrzeć się ukradkiem dziewczynie.
- Miejmy to za sobą – powiedziała Gabi, przerywając milczenie. – Wiele osób, poznając mnie, pyta o to, więc odhaczmy ten punkt w rozmowie.
- O czym mówisz? – spytałem.
- Widzę, że mi się przyglądasz – oznajmiła dziewczyna. – Starasz się robić to dyskretnie, ale jednak nie wystarczająco. Zapewne kłębią ci się w głowie myśli, że jak na dziewczynę z Polski mam, ekhm… niestandardową urodę.
- A jaka jest standardowa uroda Polski? – spytałem, uśmiechając się pod nosem.
- Inna. – Krótko odpowiedziała Gabi. – To co, ciekawy jesteś? Mam wyjaśnić?
- Gdybyś była tak miła – poprosiłem przymilnie.
- Urodziłam się i żyję w Polsce. Mam mamę Polkę, ale tata jest Kostarykaninem. – wyjaśniła dziewczyna.
- To wiele wyjaśnia – odrzekłem. – Ten latynoski sznyt w niestandardowej polskiej urodzie.
- Nabijasz się ze mnie?
- Gdzieżbym śmiał.
- Sądzę, że trochę tak. – Oczy Gabi migotały wesołością.
- Może troszeczkę.
- Nieładnie – przyznała dziewczyna. – Pierwsze wrażenie jest istotne. Co jeśli zapamiętam, że nabijałeś się ze mnie.
- Nie, proszę zresetujmy ten fragment rozmowy. – Śmiejąc się, przybrałem błagalny ton.
- Nie wiem czym się zrehabilitujesz – oznajmiła Gabi wesoło.
- Żelkami?
- Musisz dorzucić opakowanie gum do żucia – dodała moja rozmówczyni. – Żeby nie było łatwo, w jakimś rzadko spotykanym smaku.
- Jak widzę, nie będzie łatwo cię ugłaskać, ale zrobię co mogę – oświadczyłem z udawaną powagą.
- Dasz radę – powiedziała Gabi unosząc kciuk w górę.
- Ok, pośmialiśmy się, ale wracając do twoich rodziców – odparłem. – Jak się spotkali?
- Historia jest zwykła – odpowiedziała dziewczyna. – Tata przyjechał do Polski na studia, poznał mamę, pobrali się, a potem się urodziłam.
- Rzeczywiście, nieskomplikowana historia. – Uśmiechnąłem się do rozmówczyni. – Gabi, to jak rozumiem zdrobnienie od Gabriela.
- Brawo! Co za dedukcja! – Roześmiała się dziewczyna. – To przedstawię się już oficjalnie. Gabriela Ruiz.
- Michał Wanat.
- Uwielbiam się przedstawiać. – Zażartowała moja rozmówczyni. – A tak w ogóle to jesteśmy na miejscu.
Miała rację. Podjechałem bliżej pod wskazany przez Gabrielę budynek, parkując na wolnym miejscu. Zerknąłem przez przednią szybę na szyld nad drzwiami wejściowymi. Face Luxury. Ortodoncja. Stomatologia. Medycyna Estetyczna. Spojrzałem na Gabi.
- No co, chcę mieć piękniejszy uśmiech – oznajmiła, puszczając mi oko. – Nie wiem ile mi się zejdzie, ale raczej nie dłużej niż pół godziny. Chcesz wejść, poczekasz na mnie w środku?
- Nie, dziękuję. Posiedzę w aucie – odpowiedziałem. – Poskroluję w telefonie.
- Ok – zgodziła się Gabriela, wychodząc z samochodu.
Nie bez przyjemności patrzyłem jak szła do drzwi kliniki, kręcąc biodrami. W duchu pochwaliłem latynoską część korzeni panny Ruiz. Co jak co, ale latynoska płeć piękna bardzo często ma się czym pochwalić w kwestii części ciała, w której plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
Pół-Kostarykanka nie pomyliła się co do czasu trwania wizyty. Nieco ponad dwadzieścia minut pojawiła się ponownie w drzwiach kliniki. Po chwili stamtąd wyjechaliśmy.
Całą drogę przegadaliśmy, poruszając mniej lub bardziej poważne tematy. Szło nam świetnie. W duchu oceniłem, że doskonale się ze sobą czujemy. Znałem ją zbyt krótko, żeby zrzucać to na działanie daru. Było to pokrzepiające, że nie wszystko w relacjach między mną a dziewczynami jest dziełem przypadłości, która mnie dopadła.
Gdy Gabi oznajmiła, że za piętnaście minut powinniśmy być w pobliżu jej domu, postanowiłem nieco przedłużyć nasze wspólne chwile. Zabrałem dziewczynę do sympatycznej kawiarenki, gdzie zjedliśmy słodki deser i wypiliśmy cappuccino. Kończąc dopijać kawę odważyłem się zapytać.
- Podobno masz zaproszenie na imprezę, ale nie wybierasz się z powodu braku osoby towarzyszącej?
- A co? Jesteś chętny? – spytała Gabi.
- Owszem – odparłem zdecydowanie. – Zawsze chętnie pomagam damom w potrzebie.
- Przemiły jesteś, ale uwierz, niewiele mam wspólnego z damami – stwierdziła pół-Latynoska, uśmiechając się serdecznie. – Poza tym, gdybym bardzo chciała pójść to brak partnera nie byłby przeszkodą.
- Czyli, tak prostu nie chcesz tam iść? – spytałem dociekliwie.
- Nie wiem. Po prostu nie wiem – wyznała szczerze Gabriela. – Będą tam ludzie, z którymi niekoniecznie chciałabym spędzać czas towarzysko. Przez to zabawa może przybrać niefajne według mnie formy. To sprawia, że niezbyt mocno się zastanawiałam nad pójściem na tą imprezę.
- Ok, rozumiem – powiedziałem, starając się ukryć rozczarowanie.
- Dzisiaj spędziłam z tobą bardzo miło czas – oświadczyła panna Ruiz. – Naprawdę czułam się świetnie w twoim towarzystwie. Myślę, że gdybyś miał mi towarzyszyć na tej imprezie, mogłabym nie myśleć o ewentualnych jej wadach.
- To bardzo miłe co mówisz – stwierdziłem szczerze zadowolony z komplementu. – Chyba nie zasłużyłem na taką ocenę.
- To ja podobna jestem damą. Nie kokietuj! – Zaśmiała się Gabriela.
- Ale ja tak szczerze…
- Dobra, dobra panie milusiński. – Dziewczyna puściła do mnie oko. – Do imprezy jeszcze trochę czasu jest, może się jeszcze spotkamy. Wymienimy się numerami telefonów, będziemy mogli więcej pogadać. Dam ci znać czy zmieniłam zdanie.
- Niech tak będzie. – Ucieszyłem się ze słów dziewczyny. Pomijając ukryty cel, pół-Kostarykanka bardzo mi się podobała.
- Jedno ci mogę obiecać – oświadczyła Gabi. – Jeśli się zdecyduję, ty będziesz moją osobą towarzyszącą.
- Super!
Dogadaliśmy się, po czym wyszliśmy z kawiarenki. Odwiozłem Gabrielę do domu. Dokładniej w pobliże miejsca zamieszkania. Pół-Latynoska nie chciała podwózki pod same drzwi. Nie wiem, czy chodziło o zasady, czy był jakiś inny powód tej decyzji, ale nie miałem ochoty zastanawiać się nad tą kwestią. Spędziłem z Gabi miło mnóstwo czasu, skupiałem się na pozytywach. Gdy oddalała się idąc chodnikiem obserwowałem z zadowoleniem zgrabną sylwetkę dziewczyny.
Czułem się doskonale. Nie dość, że poznałem świetną pannę, to było prawdopodobne, że dostanę się na imprezę, na której czułem, że być powinienem.
Cholernie martwiłem się o Kornelię.
******
Nauka w łóżku, po obfitym posiłku to słaby pomysł. Nawet nie poczułem, kiedy powieki mi opadły, spuszczając na moją świadomość zasłonę snu. Z błogiej drzemki wyrwał mnie dźwięk dzwonka w telefonie. Próbowałem go przeczekać, ale nie ustawał. Zrezygnowany sięgnąłem po komórkę, zerkając na ekran wyświetlacza, gotów przekląć namolną osobę. Gdy połączyłem cztery litery we właściwe imię, ciekawość szybko rozprawiła się z pragnieniem dalszego snu.
Dzwoniła Olga. Kliknąłem pospiesznie w zieloną ikonkę.
- Cześć. – Rzuciłem do słuchawki. – Zaskoczyło mnie, że to ty akurat dzwonisz.
- Cześć Michał. – Głos dziewczyny brzmiał posępnie. – Czemu jesteś zaskoczony? W końcu byłeś świadkiem tego jak posypała się moja przyjaźń z Julią.
- Jest aż tak źle? – spytałem,
- Jest do dupy! – Wybuchała Olga, uwalniając emocje. – Spieprzyłam to ok, ale Julia też nie jest święta!
- Uspokój się! – powiedziałem najłagodniej jak potrafiłem. – Nerwy nic nie pomogą. Tyle lat byłyście przyjaciółkami, czy na pewno tak łatwo to przekreślić?
- Słyszałeś Julkę, a po twoim wyjściu było jeszcze gorzej – wyznała Olga.
- A tak w ogóle co u niej?
- Nie wiem – prychnęła poirytowana mała okularnica. – Na drugi dzień spakowała się i wyprowadziła. Wiem tyle, że mieszka u rodziców.
- Olga, oferuję pomoc – zaproponowałem. – Postarajmy się przekonać Julkę, że podziało się źle, ale wasza przyjaźń jest do uratowania.
- Nie wiem Michał czy to się uda – stwierdziła moja rozmówczyni. – Jednak koszmarnie się czuję i brakuje mi Rudej.
- Rozumiem.
- Słuchaj, czy możesz przyjechać do mnie? – spytała Olga.
- Kiedy? Teraz?
- Mógłbyś? – Głos dziewczyny brzmiał błagalnie. – Muszę z kimś pogadać, a ty jesteś wtajemniczony.
Spojrzałem na leżące obok mnie książki i zeszyty. Rozsądek podpowiadał mi, żeby być asertywnym. Wyobraźnia natomiast wprost przeciwnie. Kilka dni minęło od czasu, gdy byłem świadkiem kłótni dziewczyn. Fantazjowałem o nich od tamtej pory. O każdej z osobna, ale też o obydwu razem. Sam na sam z Olgą stwarzał pole do realizacji niektórych wizji.
- Daj mi trochę czasu – odparłem, decydując się szybko. – Niedługo u ciebie będę.
Pojawienie się u Olgi zajęło mi nieco ponad godzinę. Witając się z młodą gospodynią mieszkania, stwierdziłem, że problemy to jedno, ale wizyta faceta rządzi się swoimi prawami. Olga może była w dołku, ale nie przeszkodziło to dziewczynie w zrobieniu sobie udanego makijażu. Zdobyła się nawet na blady uśmiech.
- Hej! Jak się trzymasz? – spytałem, pozwalając się przytulić.
- A jak myślisz? – jęknęła. – Słabo jak nie wiem co.
- Ok, to spróbuję poprawić ci nastrój – oświadczyłem.
- Fajnie, że przyjechałeś – Olga spojrzała na mnie z wdzięcznością. – Bałam się, że mnie olejesz.
- Dlaczego?
- Myślałam, że będziesz po stronie Julki – wyznała mała okularnica.
- Olga, żeby była jasność – oznajmiłem. – Nie jestem po stronie żadnej z was. Chcę, żebyście się pogodziły.
- Nie wiem czy to się da naprawić – stwierdziła młoda gospodyni mieszkania, prowadząc mnie do salonu.
W znanym mi pokoju było nastrojowo. Jedynym źródłem światła była stojąca lampa, która ciepłym światłem rozpraszała mrok pomieszczenia. W tle cicho pobrzmiewała muzyka sącząca się z radia. Na ławie, koło kanapy stała butelka wina, a obok kieliszek z małą ilością niedopitego trunku. Na kanapie leżała napoczęta paczka czipsów o smaku zielonej cebuli.
- Widzę, że postanowiłaś topić i zagryźć smutki – stwierdziłem, uśmiechając się lekko pod nosem.
- Ledwie zaczęłam – przyznała się Olga. – Nalać ci trochę?
- Przyjechałem do ciebie samochodem – odmówiłem, wzruszając ramionami.
- Przepraszam, głupia jestem – mruknęła. – Chcesz coś innego do picia. Może coś zjesz?
- Nie dołuj się – Spojrzałem na dziewczynę łagodnie. – Jak masz jakiś sok, to wystarczy.
Olga kiwnęła głową, po czym ruszyła do kuchni. Odprowadziłem ją wzrokiem, zastanawiając się czy zawsze po domu chodzi w krótkiej, dresowej spódniczce i koszulce na ramiączka. Strój był swobodny, ale nie postawiłbym zbyt wiele kasy, że podejmując znajomych zawsze tak się ubiera. Być może to męska próżność mylnie podpowiadała mi, że założyła takie ciuchy ze względu na mnie, aczkolwiek możliwe, że było tak w rzeczywistości.
- Mam brzoskwiniowy, może być? – spytała Olga, wróciwszy do pokoju.
- Doskonale.
- Mam też naleśniki z nutellą – dodała, stawiając na ławie duży talerz z okrągłymi plackami, a także słoik z czekoladową zawartością. – Pocieszam się katując słodyczami i gotuję, żeby zająć się czymś innym niż roztrząsaniem kryzysu z Julką.
- Wyluzuj Olga! – powiedziałam, chwytając ją za rękę. Przyciągnąłem dziewczynę, tak, aby usiadła obok mnie. – A naleśnika nie odmówię.
- Michał, jak mam wyluzować?!
- Nie twierdzę, że przyjdzie ci to łatwo, ale spróbuj – odparłem.
- Może nie dotarło do ciebie co się wydarzyło? – Olga spojrzała smutno zza szkieł okularów. – Seksiłam się z Brunem wtedy, gdy był chłopakiem Julii. I nie ma znaczenia, że teraz ona go nienawidzi. Wtedy była nim zauroczona, a ja, cóż… zachowałam się jak wredna suka.
- Dotarło do mnie jak trzeba – odrzekłem. – Wyszło słabo, ale czasu nie cofniesz.
- Niestety – westchnęła mała okularnica.
- A tak w ogóle to czemu to zrobiłaś? – spytałem, smarując placek brązowym kremem. – Jeśli, oczywiście mogę spytać?
- Nie wiem czy chcę ci o tym mówić – odpowiedziała dziewczyna z wahaniem.
- Dlaczego?
- To zbyt osobiste – wyznała Olga.- Musiałabym się przyznać do własnych kompleksów. Nie chcę tego… chyba.
- Jak chcesz – odparłem, odgryzając słuszny kęs naleśnika. – Chciałaś, żebym przyjechał. Pomyślałem, że jak się wygadasz, to ci zrobi dobrze.
- Przepraszam, nie gniewaj się – wydukała Olga. – Zresztą… słuchaj, zrobiłam to, bo chciałam poczuć, że nie jestem gorsza od Julki. W sensie, mniej atrakcyjna. Ona od zawsze miała powodzenie u chłopaków. Ładna, zgrabna, świadoma swojej atrakcyjności. Ja, może nie byłam zahukana i nieśmiała, ale do Julki brakowało mi wiele. Kiedy ona poznawała kolejnych chłopaków, wspierałam ją i kibicowałam, ale sama nie kruszyłam serc chłopaków.
- Myślę, że przesadzasz – wtrąciłem.
- Tylko trochę – Olga uśmiechnęła się blado. – Jasne, miałam przez chwilę chłopaka. Zdarzały mi się krótkotrwałe zauroczenia, ale nic poza tym. W tym czasie Julka zaliczała kolejne miłosne podboje. Na koniec poznała Bruna. Okazał się świnią, ale uwierz, potrafi zaimponować dziewczynie. Pewnego dnia, po wyjściu od nas z Julką wrócił sam do mnie. To co wtedy mi powiedział kompletnie mnie emocjonalnie rozwaliło. Nim skończył byłam gotowa zrobić dla niego wszystko . Mało tego, przyznałem się do tego. Kiedy dodał, że woli mnie niż Julkę, która przez tyle czasu jeszcze się z nim nie przespała, przepadłam. Kompleksy względem przyjaciółki zupełnie mnie otumaniły.
- Perspektywa wiele zmienia – stwierdziłem elokwentnie, patrząc jak zawstydzona Olga się rumieni. – Patrząc z punktu widzenia Julii sprawa wygląda kiepsko, ale, gdy teraz mi powiedziałaś jak to wygląda od twojej strony jestem w stanie cię zrozumieć.
- Tak, a pomijając nasze spojrzenia na sprawę – Olga postanowiła być dociekliwa. – Jak to wygląda z perspektywy neutralnej? Z twojej?
- Szału nie ma, ale… rozumiem co cię zbliżyło do Bruna – oświadczyłem szczerze.
- No właśnie – jęknęła żałośnie dziewczyna. – I co teraz?
Spojrzałem na nią, głęboko zanurzając się w szaroniebieskiej toni oczu. W radiu prezenter zapowiedział następną piosenkę, a mnie przyszedł pomysł do głowy. Czasem takie rzeczy pojawią się spontanicznie. Podniosłem się, chwyciłem dziewczynę, przyciągając jednocześnie do siebie.
- Teraz chcę z tobą zatańczyć – oznajmiłem, ciągnąc małą okularnicę na środek pokoju. Przekręciłem potencjometr w radiu, aby dźwięk nabrał mocy. Wybrzmiały pierwsze akordy wygrywane przez artystę. – Masz coś przeciwko?
- Nie… nie jestem najlepszą tancerką – wyznała cicho Olga, a John Legend wyśpiewywał pierwsze linijki „All of Me”. – Do tego ta piosenka…
- Jest najlepsza jaka może być – stwierdziłem łagodnie, ale stanowczo. Wtuliłem się w partnerkę, bujając się w rytm muzyki. Olga odpowiedziała tym samym. – Właśnie dlatego, że jest taka a nie inna, chcę z tobą zatańczyć – dodałem, szepcząc dziewczynie do ucha.
Olga nie była złą tancerką. Mistrzynią parkietu też nie, ale szło jej znośnie. Rozkosznie się rumieniła. Przyjemnie pachniała, na aromat perfum nałożył się na zapach nutelli. Do tego była cudownie miękka w dotyku. Potężny atut. Przynajmniej dla kogoś takiego jak ja. Naparłem z wyczuciem mocniej na ciało dziewczyny, rozkoszując się prężącą krągłością ukrytych pod koszulką piersi. Partnerka poddała się magii chwili. Opuściła głowę na mój tors. Zamknęła oczy.
- To było super – wyznała Olga, gdy skończyła się piosenka. Odsunęła się ode mnie z ociąganiem. – Dawno nie czułam się tak dobrze. Spokojna, wyluzowana.
- Jesteś zbyt dla mnie łaskawa, ale przyjemnie się tego słucha.- Skłoniłem się teatralnie. – Do usług.
- Wcale nie przesadzam – zaprotestowała Olga. – I… chcę więcej.
- Ok – zgodziłem się. Wyszukałem w telefonie składankę nastrojowych, romantycznych piosenek, po czym ją włączyłem. – Zapraszam do tańca.
Tańczyliśmy, milcząc przez kilka pierwszych kawałków. Olga dalej była uroczo zawstydzona, nadal przyjemnie miękka w dotyku i słodko pachniała. Czułem, że targają nią emocje. Sam też byłem rozemocjonowany. Na koniec jednej z piosenek, zakręciłem partnerką po czym odchylając jej ciało, przytrzymałem w tanecznym uścisku. Policzkiem niemal dotknąłem twarz dziewczyny. Chciałem powiedzieć coś dowcipnego, ale usta zamknął mi pocałunek małej okularnicy.
- Przepraszam – wyszeptała, gdy nasze usta się rozłączyły.
- Dlaczego? – spytałem rozbawiony. – To było bardzo przyjemne… i miłe.
- Michał! – mruknęła zawstydzona Olga. – Co sobie pomyślisz o mnie? Najpierw skarżę się jak mi źle, bo zachowałam się jak paskudna nimfomanka, a teraz po paru tańcach pozwalam sobie na takie numery.
- Do nimfomanki ci daleko. – Zażartowałem, gładząc dziewczynę po policzku dłonią. – A myśleć mi się w tej chwili nie chce. Zbyt jest magicznie.
- Też to czuję – wyznała cicho Olga, zbliżając się do mnie. – Przy tobie włączają mi się potężne emocje. To czyste szaleństwo. Wydawało mi się, że przy Brunie tracę rozum, ale… ale to czuję teraz…
- Olga, ciiii! Dość gadania! – powiedziałem, przyciągając dziewczynę do siebie. Przylgnąłem wargami do ciepłych, miękkich ust.
- Michał… Mi… chał – jęknęła Olga, z trudem łapiąc oddech po długim pocałunku. – Jezu, a co z Julką? Przecież wyraźnie wpadłeś jej w oko. Znów mam się zachować wobec niej podle?
- Nic z tych rzeczy – stwierdziłem. – Niczego między nami nie było. Żadnych obietnic, ani deklaracji. A teraz jestem z tobą. Tu i teraz. Jest bosko i chcę więcej, chyba, że ty nie chcesz.
- Nie chcę? – Olga spojrzała na mnie wymownie, a potem przyłożyła moją dłoń do swojej piersi. – Czujesz to? Serce mi wali jak oszalałe.
Korzystając z okazji, zacisnąłem dłoń na piersi mocniej, a potem znów zwarłem się z dziewczyną w długim, namiętnym pocałunku.
- Michał, pociesz mnie! – jęknęła po chwili Olga.
Chwyciłem dziewczynę za pośladki, po czym uniosłem do góry. Oplotła mnie natychmiast nogami. Tak trwaliśmy przez chwilę, ponownie złączeni ciałami i ustami. Ostrożnie przesunąłem się w stronę kanapy cały czas trzymając na rękach Olgę. Usiadłem na miękkim meblu, a młoda gospodyni mieszkania na moich kolanach. Ująłem dłońmi boki ciała dziewczyny, a potem uniosłem w górę koszulkę. Pozbywszy się pierwszej części skromnego ubioru Olgi, to samo zrobiłem ze stanikiem. Widok obfitego biustu wywołał nową falę podniecenia. Spodobała mi się para pieprzyków na lewej piersi dziewczyny. Po spodniami ożywił się mój fiut, czego nie mogła nie poczuć siedząca na moich kolanach mała okularnica. Potarłem palcem po starczącym sutku. Olga westchnęła, przymykając oczy.
- Gdyby to zobaczyła Julia byłoby po mnie – jęknęła Olga cicho. – Ale… tak bardzo to przyjemne.
- Ciii! Zapomnij teraz o Julce! – mruknąłem, zagarniając piersi dziewczyny. – Skup się na mnie! Rozbierz mnie!
Olga posłuchała. Drżącymi z podniecenia dłońmi zaczęła rozpinać guziki mojej koszuli. Pozbawiła mnie górnej części garderoby, a następnie zsunęła się z kolan. Złapała klamrę paska, walcząc z zapięciem. Szło jej opornie, emocje mocno ograniczały manualne możliwości palców. Podniosłem się, a potem na moment kucnąłem. Oparłem dłonie na biodrach dziewczyny, a potem pociągnąłem w dół spódniczkę. Zaraz po tym, to samo zrobiłem z majtkami. Nagie łono Olgi pokryte było niemal całe trójkątem krótkich włosków. Nad nim zobaczyłem dwie małe kropki ciemnych pieprzyków. Młoda gospodyni domu na ułamek chwili wzdrygnęła się zawstydzona własną nagością. Chwyciłem mocno jej biodra, wtulając się jednocześnie w łono. Moje nozdrza wypełnił zapach kobiecości pomieszany z wonią podniecenia. Zasypałem wieloma pocałunkami brzuch, pępek i uda dziewczyny. Nie ustając w całowaniu, wsunąłem dłoń między nogi małej okularnicy, by dać palcom skosztować ukrytego tam rarytasu. Miłosny sok oblepił je natychmiast. Olga była wilgotna. Podniecona. Chętna.
Potarłem mokre wargi sromowe, a po chwili wsunąłem palec w cipkę. Olga westchnęła głęboko. Zadrżała. Poczułem, że wplata dłonie w moje włosy.
- Michał… łmm - ni to szepnęła, ni jęknęła.
Podniosłem się, sadzając dziewczynę na kanapie. Stanąłem tuż przez nią, nie pozostawiając pola na wątpliwości, co powinno się teraz zadziać. Olga rozpięła pasek, po czym zsunęła moje spodnie w dół. Wzwiedziony kutas z trudem mieścił się w slipach. Garb na bieliźnie był niczym góra Kilimandżaro na afrykańskich równinach. Młoda gospodyni mieszkania z fascynacją wlepiła wzrok w wybrzuszenie, a potem przesunęła po nim dłonią. Wreszcie ścignęła ze mnie slipy.
Uwolniony członek wystrzelił do przodu. Zaprawiony w licznych bojach, gotów na wszystko. Olga ujęła go w dłoń niczym czyniący cuda artefakt, po czym zaczęła przesuwać po twardym trzonie dłonią. Gdy dodała do tego pieszczoty ustami, szybko sprawiła, że napletek zsunął się, odsłaniając nabrzmiałą żołądź. Rozchyliła szerzej usta, wsuwając kutasa między łapczywe wargi. Pracując głową robiła mi dobrze oralnie. Omotała mnie błoga przyjemność.
Rozkoszowałem się tą chwilą, ale nie chciałem być samolubem. Pchnąłem lekko partnerkę na kanapę, a potem przyciągnąłem do siebie. Olga w pozycji półleżącej miała tyłek na samym brzegu sofy. Rozchyliłem nogi dziewczyny, by następnie między nimi klęknąć. Postanowiłem zacząć pieszczoty od mocnego akcentu. Penetrując wnętrze cipki, jednocześnie językiem drażniłem łechtaczkę. Olga drżała. Pobudzona, próbowała chwycić dłońmi materiał kanapy. Był niepodatny na takie zabiegi, więc jedynie zaciskała mocno pięści.
- Mmmm…. jak cudownie – mruczała cicho. – Jesteś niesamowity.
- Tak jak ty – wydyszałem, a potem wpadł mi do głowy pomysł. – Zaraz będziesz słodka jak żadna dziewczyna.
Sięgnąłem po stojący na ławie słoik z nutellą. Zaczerpnąłem sporą porcję zawartości. Zanim do Olgi dotarło co chcę zrobić, rozsmarowałem część na jej brzuchu.
- Michał, wariacie! – stęknęła mała okularnica, całkowicie zaskoczona.
- Ja też umiem przyrządzać apetyczne przekąski – mruknąłem, kreśląc czekoladowy okrąg na prawej piersi dziewczyny.
- Jestem przekąską?! – prychnęła Olga, udając zagniewaną.
- Skądże! Wybacz mi tą gafę. – Zaśmiałem się, pokrywając drugą pierś czekoladowym kremem. – Jesteś tylko i wyłącznie daniem głównym.
Pobrałem z naczynia więcej ciemnego przysmaku. Tym razem, dokładnie wysmarowałem nim całe piersi, a następnie przyssałem się ustami do sterczących sutków. Ssałem, lizałem i smakowałem. Olga prężyła się pode mną, dysząc z podniecenia. Po chwili czekoladowy krem posłużył mi do artystycznych bazgrołów na brzuchu, łonie i udach partnerki. Jednocześnie cały czas pieściłem te miejsca, wylizując smakołyk.
Nasyciwszy się kalorycznymi pieszczotami, chwyciłem kutasa u nasady, naprowadzając na krocze partnerki. Wśliznąłem się lekko, bez oporu w rozpalone, mokre wnętrze cipki. Olga spojrzała na mnie zamglonym wzrokiem.
- Michał…, ooo taak! – jęknęła cicho. – Zrób mi dobrze!
Zamierzałem.
Przytrzymałem dziewczynę za biodra, by zaraz po tym rozpocząć dziki taniec. Poczułem zew nienasyconej żądzy. Pulsowałem podnieceniem. Powietrze drgało od emocji. Energicznymi ruchami frykcyjnymi penetrowałem wnętrze kochanki. Olga zaczęła cicho jęczeć. Tyłek dziewczyny zsuwał się coraz częściej z kanapy. Musiałem mocno przytrzymywać partnerkę, by nie wypaść z rytmu. W końcu, któryś z kolei sztych okazał się na tyle silny, że zsunęliśmy się na podłogę.
Opętany żądzą, zsunąłem z ławy wszystko co niej stało. Pomogłem Oldze się podnieść, a potem skierowałem dziewczynę na stolik. Oparła się na nim piersiami, a dłonie zacisnęła na brzegu. Wypięła kusząco tyłek, co spowodowało wrzenie krwi w moich żyłach. Byłem w tym stanie podniecenia, gdzie liczyła się tylko zaspokojenie wielkiej żądzy.
Przytrzymałem członka, ponownie pchając go w cipkę. Dłońmi zaparłem się na biodrach kochanki, ponownie uruchamiając tryb rżnięcia. Pieprzyłem, a przed oczami przesuwały mi się lśniące od potu, blade plecy Olgi. Krągłe pośladki prężyły się, podrygiwały, wirowały w lubieżnym tańcu. Wnętrze partnerki zaciskało się na mnie. Podniecona Olga coraz mocniej odpowiadała gwałtownymi ruchami bioder. W końcu jedno z mocniejszych pchnięć sprawiło, że niemal zsunęła się z prowizorycznej areny naszych miłosnych zmagań. Gwałtowany ruch sprawił, że okulary zsunęły się z nosa dziewczyny.
Po kilku chwilach Olga niemal wbiła się w ławę. Kłykcie na kostkach dłoni dziewczyny pobielały, gdy zacisnęła je na stoliku. Stękając coraz intensywniej zaczęła szybko zmierzać do spełnienia. Nadziewała się coraz mocniej na penisa. Wchodziłem tak głęboko, że czułem ból w uciskanych jądrach. Ciemne, wirujące kręgi przed oczami odbierały mi wzrok na ułamki chwil. W skroniach mi dudniło jakby pracował tam zastęp wściekłych kowali.
W końcu Olga doszła. Jęknęła głucho, ostatnie spazmy szarpnęły ciałem kochanki, po czym stężała. Czułem energię spełnienia, które rozlało się po jej ciele. Znieruchomiała. Wyprężyła plecy. Zaraz potem drżąc, zaczęła się rozluźniać.
Tymczasem ja pozostałem niespełniony. Pomogłem Oldze usiąść na ławie, po czym zbliżyłem członka do ust dziewczyny. Otumaniona orgazmem otworzyła je chętnie, ale niezbyt szeroko. Byłem bliski spełnienia, pragnąłem go jak najszybciej. Naparłem na usta partnerki, która czując kutasa na wargach, rozchyliła je szerzej. Wsunąłem fiuta, jednocześnie wyprowadzając pierwsze sztychy. Pieprzyłem Olgę w usta, rozkoszując się błogim finiszem.
Kiedy w lędźwiach pojawiło się znajome świdrowanie, dopadło mnie rozkoszne zadowolenie. Czułem na skórze palące mrowienie. Krew wrzała. Po czaszką łomotało. Serce waliło jak oszalałe. Wreszcie kipiący strumień popłynął. Jądra się skurczyły. Przycisnąłem głowę Olgi do swojego podbrzusza. Odleciałem, kiedy pojawił się orgazm. Fala nasienia wypełniła usta dziewczyny. Odpuściłem dopiero po chwili. Między wargami kochanki perliście zalśniła wylewająca się sperma. Ostatnie wystrzelone porcje miłosnego soku za swój cel obrały piersi partnerki.
Po chwili napięcie opadło. Zmęczony, usiadłem na podłodze przed Olgą, siedzącą nadal na ławie.
- Dziękuję – powiedziała cicho dziewczyna, całując mnie w usta.
- Nie ma za co.
- To było… było niesamowite! – stwierdziła młoda gospodyni mieszkania. – Wydawało mi się, że Bruno potrafi zrobić dziewczynie dobrze, ale…
- Daj spokój! – odparłem, czując jednocześnie rozpierającą mnie dumę.
- Przy tobie to on jest mały Miki – dokończyła Olga z lubieżnym uśmiechem, po czym rozejrzała się wokół. – Zobacz co narobiliśmy.
- Emocje nas poniosły – przyznałem.
- Nie zaprzeczam – odrzekła rozbawiona dziewczyna. – Jednak to twoje szaleństwo, to było takie… dzikie, a zarazem takie… wyzwalające.
- Skoro tak twierdzisz – przytaknąłem.
- Tak twierdzę – oznajmiła z uśmiechem Olga – A teraz to ogarnijmy, bo zaraz się okaże, że szkło nam w stopy wejdzie. Syf straszny zrobiliśmy.
- Naprawdę chwilę po takim seksie myślisz o sprzątaniu? – spytałem zaskoczony.
- Nie chcę żadnych kontuzji – wyjaśniła mała okularnica. – Nie tylko tutaj trzeba sprzątnąć. Zobacz jak ja wyglądam. Cała jestem wysmarowana nutellą.
- Sorry, ale nie tylko – zaoponowałem. – Masz też na sobie trochę perlistych plam.
- Ekhm… . - Chrząknęła zawstydzona Olga. – Ogarnijmy to!
Pomogłem dziewczynie uprzątnąć bałagan, którego, jakby nie było byłem prowodyrem. Później wskoczyliśmy razem do wanny, ciesząc się wspólną kąpielą. Było trochę ciasno, ale przyjemnie. Czyści, wysuszeni, ale wciąż nadzy poszliśmy potem do kuchni coś zjeść. Po takiej dawce aktywności należało uzupełnić kalorie. Gdy skończyliśmy Olga przytuliła się do mnie i powiedziała.
- Chciałabym jeszcze z tobą zatańczyć.
- Zapraszam w takim razie do salonu – skłoniłem się szarmancko. Całkiem goły musiałem wyglądać komicznie, ale miałem to w głębokim poważaniu.
- Ale, może…
- Bez ciuchów, skarbie. – Złapałem Olgę za rękę, ciągnąc do głównego pokoju. – Po co nam ciuchy, jak potem zamierzam znów się z tobą bzykać. Po co tracić czas na rozbieranie.
- No chyba, że tak. – Uśmiechnęła się Olga usatysfakcjonowana wyjaśnieniem.
Nadzy, tańczyliśmy ponad kwadrans. Nastrój gęstniał. Emocje nami zawładnęły. Były pocałunki, drobne pieszczoty. Chłonęliśmy ciepło swoich ciał. Na koniec zaniosłem Olgę do jej sypialni.
Nie muszę dodawać, co tam robiliśmy.
C.d.n….
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Cukierek11
No no z tą wariatką trochę Cię poniosło , czekam na zemstę
Iks
Dzień dobry wszystkim. Kolejną część przygód Michała oddaję w Wasze ręce, drodzy Czytelnicy. Mam nadzieję, że tym razem czas oczekiwania nie był dokuczliwy
. Od razu uprzedzam, że nawet według ostatnich odsłon opowieści, ta jest dłuższa znacząco. Cóż, tak wyszło. Osobiście lubię jak do czytania jest więcej niż mniej. Jak zawsze liczę, że tekst zadowoli wiernie śledzących losy Michała. A może pojawią się nowi kumple naszego Michasia? Z ukłonami, autor uniżony. X.
Axsiu
@Iks ale nas rozpieszczasz w 2026
Noname
@Iks Za samą długość tekstu, pięknie dziękuję i jak najbardziej mogę stwierdzić, iż to nie tylko spełniło, ale i przerosło moje oczekiwania.
Tradycyjnie nie obyło się bez błędów (tym razem w imionach bohaterek), do czego już "był czas przywyknąć przecie".
Tyle oficjalnie...