Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Przypadek Michała cz.XXXIII

Przypadek Michała cz.XXXIII*****

Moim aniołem stróżem okazał się Janek.  

Kumpel z dzieciństwa, który obecnie znajdował się sojuszu z Kornelią wyciągnął mnie z piekła. Być może wyolbrzymiałem całe zdarzenie, ale nie było pewności co by się stało ze mną, gdybym dłużej pozostał na zmaltretowanym wybuchami podwórzu. W każdym bądź razie Janek pojawił się we właściwym momencie. Oczywiście, mógłby przyjść wcześniej, ale i tak doskonale spisał się w roli koła ratunkowego.  

Fakty były takie, że był umówiony z Kornelią na konkretną godzinę, a pojawił się pod jej domem sporo wcześniej. Gdy zorientował się, że chałupa wyleciała w powietrze i płonie, zareagował jak rasowy bohater, rzucając się na pomoc ewentualnym poszkodowanym. Omal nie przepłacił tego życiem, pojawiając  się na obrzeżach posesji w czasie, gdy nastąpiła druga eksplozja.  

Szybko ogarnął sytuację, po czym znalazł w centralnym punkcie posesji marnie wyglądającego koleżkę. Niewiele pamiętam z tego co się działo bezpośrednio, po drugim wybuchu. To co wiem, usłyszałem z ust Janka.  
Nie byłem długo nieprzytomny. Po chwili doszedłem do siebie, pomimo, że byłem w szoku. Ciężko było ponoć mnie zrozumieć, ale po kilku powtórzeniach bełkotliwych kwestii przyjaciel zrozumiał o co mi chodzi. Dzięki temu dowiedział się, że w domu była tylko Kornelia, którą powinien znaleźć nieco dalej, podobnie jak skurwiela, który krył się za tym syfem.  
Cały czas też powtarzałem, żeby zadzwonił z mojego telefonu do Chrobrego.  
Jak na porządnie sponiewieranego byłem całkiem rzeczowy. Dopiero, gdy Janek zadzwonił do młodego bandziora, a zaraz po tym usłyszeliśmy syreny wozów strażackich i karetek oklapłem zupełnie, zdając się na innych.  

Nie ulegało wątpliwości, że zostałem bohaterem.  
Przez chwilę przyszło mi do głowy, że oprócz daru, którym bawiłem się od wielu miesięcy, być może posiadłem inne moce. Niczym Hulk byłem niezniszczalny lub przynajmniej odporny na wyrządzany fizyczny ból jak John McClane. Te myśli szybko jednak rozwiewały się niczym delikatna mgiełka, gdy przy każdym poruszeniu bolało mnie jak cholera całe ciało.  
Było to niczym w porównaniu z tym jak blisko śmierci znalazła się Kornelia.  
Wszyscy byli zgodni co do jednego. Uratowałem dziewczynie życie. Dzięki temu pojawiłem się gazetach, choć tylko jako dzielny osiemnastolatek bez twarzy i danych. Nie chciałem swojego imienia i nazwiska, a zwłaszcza zdjęć w mediach, a rodzice przypilnowali, aby tak się stało. Byli jak zwykle świetni, choć przerażało ich to co mi się przydarzyło, a także mogło się stać. Jednocześnie rozpierała ich duma, że syn okazał się dzielnym chłopakiem. Otoczyli mnie rodzicielskim kokonem, sprawiając, że moja rzeczywistość po wypadku, choć nie komfortowa, była jednak mało uciążliwa. Okazało się bowiem, że mnóstwo ludzi nagle chce mnie poznać, usłyszeć ode mnie relację z dramatycznych chwil. Tymczasem ja nie miałem ochoty do tego wracać, byłem szczęśliwy, że Kornelii nic nie groziło. Tylko to się liczyło.  

Co do gościa, który stał za wybuchem, okazał się nim ten popapraniec, który prześladował Sabę. W przeszłości był nie stroniącym od szemranych interesów przedsiębiorcą. Lewe biznesy przyczyniły się do konfliktu z nieodpowiednimi ludźmi. Dokładniej, z Carem i jego niegrzeczną bandą. Jak łatwo przewidzieć, takie historie nie kończą się dobrze. Wątpliwej reputacji biznesmen bardzo szybko stał się nikim, tracąc niemal większość majątku. Oczywista to prawda, że punkt widzenia zależy od perspektywy. Gość, z jednej strony mógł być zadowolony, że nie skończył jako kaleka lub nieboszczyk, a z drugiej, z człowieka, który wiódł sielskie życie na wysokim poziomie, stał się napiętnowanym panem Nikt z dziesiątkami problemów. Mógł się starać z tego wygrzebać na różne sposoby, ale wybrał zemstę, która przerodziła się w szaleńczą obsesję. Dużą część pieniędzy, które mu pozostały spożytkował na wywiad. Chciał wiedzieć, kto dokładnie stoi za jego krzywdą. W szeregach podwładnych Cara udało mu się znaleźć kolesia, który połaszczył się na jego kasę i zdradził, kto się krył za dostarczeniem przestępcom kluczowych informacji. W tym całym szaleństwie, upadły przedsiębiorca zachował na tyle rozumu, że nie chcąc zadzierać z niebezpiecznymi ludźmi, swoją frustrację i złość postanowił wyładować na mniej groźnej hakerce. Prawie mu się udało doprowadzić do tragedii, choć gdyby doszło do najgorszego, ucierpiałaby niewinna siostra dziewczyny, którą uważał za sprawczynię swojej niedoli.  

Tego wszystkiego dowiedziałem się od Chrobrego, który był jedną z pierwszych osób, spoza rodziny, która mnie odwiedziła. Ostatecznie nieszczęsny piroman wiele lat miał spędzić w więzieniu, a po minie Marcina wywnioskowałem, że nie odpuszczą mu tym razem i będą go mieli na oku, co nie wróżyło mu nic dobrego. Nabijając się ze mnie, że tworzę scenariusze rodem z kiepskich filmów gangsterskich, Chrobry zakończył temat prześladowcy dziewczyn stwierdzeniem, że nie ma co się gościem przejmować.  Zapewnił, że nie oznacza to od razu, że w niedługim czasie klawisze znajdą go zawieszonego na więziennej kracie.  

Odpuściłem, wierząc, że Car, Chrobry i spółka odpowiednio się zabezpieczą na przyszłość przed tym człowiekiem. Spędziłem kilka dni w szpitalu, rozkoszując się możliwościami jakie dawała ta sytuacja. Mogłem odpuścić stres związany z szantażem Laury i zapomnieć o innych kłopotach. Nie udało mi się to całkowicie, ponieważ raz na jakiś czas nachodziły mnie myśli o tym, co będzie po wyjściu ze szpitala, ale ogólnie można było uznać, że przez ten krótki czas zresetowałem się co nieco. Jak rzekłem, rodzice dawkowali mi wizyty gości, co nie stanęło na przeszkodzie najpierw Sabinie, potem Marcelinie, Wiktorii i Nastce. Nieco później nawiedzili mnie jeszcze Adam z Kamilą oraz bliźniaczki Sobiesiak. Starsze kochanki przezornie i rozsądnie wolały poczekać, aż zostanę wypisany ze szpitala, nie afiszując się z przywiązaniem do mojej osoby.  

Po dwóch dniach przytomność odzyskała Kornelia, a trzeciego pozwolono mi ją odwiedzić. Leżała w pojedynczej sali, a gdy się tam zjawiłem dziewczyna drzemała. Widziałem ją wcześniej i cieszyło mnie, że wyglądała znacznie lepiej. Poprawa była widoczna gołym okiem, pomimo, że siostra Saby była podłączona do wielu kabelków, poobijana i blada bardziej niż prześcieradło.  

Usiadłem cicho na krześle i przyglądałem sie śpiącej. Rozmyślałem o tym, co by było, gdyby historia z wybuchem zakończyła się mniej szczęśliwie. Co jakby dziewczyna tamtego dnia zginęła. Nie była moją kochanką, więc wydawałoby się, że nie powinienem czuć z nią takiej więzi, jak z partnerkami, które nie robiły problemów z bycia jedną z wielu.  Nie powinienem, ale jednak czułem. Pomimo różnic, które wynikały z postrzegania mojego zachowania i licznych starć, które przyszło nam stoczyć. Zrozumiałem, że gdyby Neli coś się stało odczułbym to bardzo boleśnie. Nie byłem pewny czy bym się z tym pogodził. Czas zrobiłby swoje, ale trauma zostałaby we mnie na zawsze. Gdy dotarło to do mnie, pochyliłem się, po czym złożyłem pocałunek na pokiereszowanej dłoni dziewczyny.  

- Mi... Michał - jęknęła cicho, otwierając oczy.  

- Hej Nela - wydukałem, próbując ukryć zmieszanie.  

- Co tam u ciebie? Wypisali cię już? - spytała cicho.  

- Nie, ale jutro wychodzę - odpowiedziałem. - Dobrze jesteś zorientowana jak na nieprzytomną.

- Była u mnie wczoraj Saba - odparła Kornelia, uśmiechając się kącikami ust. - Siedziała długo, a że byłam słaba i nie bardzo mogłam rozmawiać, więc słuchałam co ona ma do powiedzenia.  

- Nie masz pojęcia jak jest szczęśliwa, że wyszłaś z tego - oświadczyłem poważnie. - I wściekła na siebie, że do tego doszło. Obwinia siebie za tą sytuację.  

- Wiem. Widziałam próbki tych emocji - Kornelia westchnęła głęboko.

- Strasznie cię kocha - stwierdziłem, nie bardzo wiedząc, co jeszcze dodać.  

- Ja ją również - przyznała Nela, patrząc mi prosto w oczy. - I ciebie.

- Nela proszę..., teraz najważniejsze jest żebyś jak najszybciej doszła do siebie. - Uciekłem wzrokiem zmieszany, obawiając się, rozpocznie drażliwy temat.  

- Nie martw się! Nie zamierzam dłużej cię męczyć - Kornelia uśmiechnęła się blado. - Uratowałeś mi życie, nie wypada być zołzą dla wybawiciela.  

- Uhm, Nela... to nie tak...

- Właśnie, że tak - odparła moja rozmówczyni. - Wiesz dobrze, co do ciebie czuję. Nie wiem, kiedy mi to przejdzie, więc jeśli zechcesz się ustatkować się, być z jedną dziewczyną, to czekam i z radością podejmę wyzwanie.  

- Nela...

- Rzadko spotykany widok. - Oczy Kornelii rozbłysły wesoło. - Michał Wanat nie wie co powiedzieć.  

- Wiem, jaką odpowiedź chciałabyś usłyszeć i to jest problem - zaoponowałem.

- Już nie, Michał - stwierdziła Nela z przekonaniem. - Uratowałeś mnie i kocham cię za to jeszcze mocniej, ale postaram się pogodzić z rzeczywistością. Zrobisz jak uważasz, a ja wezmę to, co mi zaproponujesz. Czy to będzie miłość czy przyjaźń, z obu się ucieszę. Nie w takim samym stopniu, ale bez żalu. Tylko jednej opcja wciąż pozostaje niemożliwa. Nie będę jedną z twoich kochanek.  

- Musimy teraz o tym gadać? - spytałem zmieszany. - Daj mi się nacieszyć tym, że żyjesz.  

- Nie ma sprawy - zgodziła się Kornelia. - Po prostu odkąd odzyskałam świadomość myślałam o tym, jak mają wyglądać nasze relacje. Powiedziałam, to co chciałam i już milczę na ten temat.  

- Nela...

Nie dokończyłem tego, co chciałem powiedzieć. Drzwi sali uchyliły się i stanęła w nich pielęgniarka.  

- Przepraszam, ale chora ma za moment badania, a potem powinna odpocząć - oznajmiła grzecznie, ale stanowczo.  

- Oczywiście - przytaknąłem, podnosząc się z krzesła. Zerknąłem jeszcze na Kornelię, obiecując sobie przemyśleć jej słowa, po czym opuściłem pomieszczenie.  

Na korytarzu wpadłem na sterczącego pod drzwiami sali Janka.  

- Cześć bohaterze - wymruczał na powitanie.  

- Nawzajem - odpowiedziałem.

- Gdzie mi tam do ciebie - żachnął się, jak to on, nie okazując żadnych emocji.  

- Ok, skromnisiu, ja wiem swoje. - Poklepałem go po ramieniu. Przeszliśmy w głąb korytarza, znajdując ustronne miejsce, gdzie mogliśmy posadzić tyłki na krzesłach

- Zrobiłem, to co zrobiłem - stwierdził Janek, gdy usiedliśmy. - Chciałem natomiast dowiedzieć się, co ty zamierzasz.

- Jak to? O co pytasz? - spytałem zaskoczony, choć czułem, do czego zmierza.

- O ciebie i Kornelię - odpowiedział lakonicznie przyjaciel.  

- A to jest taki temat?  

- Przestań Michał!  

- O co ci chodzi?!

- O pieprzone szczęście! - Pierwszy raz widziałem oznaki większych emocji u Janka. - Ona jest wspaniała, bardzo ładna i zakochana w tobie po uszy. Czemu nie chcesz zrobić z tym coś dobrego?

- A czemu ty nie spróbujesz?! - Podniosłem głos, poirytowany słowami kumpla. - Widzę, że cię do niej nieźle wzięło.  

- A żebyś wiedział - przyznał Janek. - Jest cudowna, jako jedna z niewielu osób traktuje mnie normalnie.  

- Więc co ci stoi na przeszkodzie? - dociekałem, choć znałem odpowiedź.  

- Ty, matole! - prychnął przyjaciel. - Ona ma w głowie tylko ciebie i dokąd się to zmieni, nikt nie ma szans. A ty jesteś moim kumplem i kolejną osobą, która traktowała mnie jak brata. Dłuższy czas się nie widzieliśmy, ale doskonale to pamiętam. Szanuję cię i bardzo lubię. Nie zamierzam zrobić niczego, co mogłoby się skończyć katastrofą.  

- To odpuść! Mam chaos w głowie. - Byłem zdziwiony przemową Janka. Pierwszy raz słyszałem, aby tyle mówił, do tego tak emocjonalnie.  

- Tak zrobię, tylko jeszcze jedna rzecz - oświadczył. - Odkąd Kornelia przyjęła mnie do spółki i poprosiła, abym miał na ciebie oko, wiem, co się dzieje u ciebie. Jako facet próbuje zrozumieć, że niełatwo ci zrezygnować z sytuacji, gdy stado babek głupieje na twoim punkcie, ale naprawdę nie masz ochoty przeżyć tego wydawałoby się nudnego zakochania. Prawdziwego, nie bez pożądania, ale też nie uzależnionego od niego. Do tego z tą jedną, jedyną.  

- Janek, ty kurde jesteś romantyk. A do tego masz zadatki na mówcę - oznajmiłem, po czym dodałem. - Gdybyś mnie zapytał o to ładnych, parę miesięcy temu, odpowiedź byłaby jednoznaczna. Teraz nie jest, ale... cholera... nie wiem co mam powiedzieć.  

- To nie gadaj. Przemyśl sobie natomiast tą kwestię - Janek spojrzał na mnie z wyrzutem. - Ona nie będzie czekać na ciebie przez następne piętnaście lat, aż uznasz, że się wyszumiałeś.  

- Wiem, że chcesz dobrze, ale dziś sytuacja wygląda tak samo, jak wczoraj, tydzień czy miesiąc temu - oznajmiłem. - Sorry, ale nie potrafię teraz inaczej.

- Jasne - Przyjaciel kiwnął głową. - Nie spodziewałem się natychmiastowej zmiany postawy. Chcę, żebyś uzmysłowił sobie ile tracisz.  

- Ok.

- Spadaj do siebie - Janek skinął głową. - Ja poczekam, aż będę mógł na chwilę zajrzeć do Neli, a potem wracam do swojego życia.  

Trudnych rozmów ciąg dalszy nastąpił tego dnia, gdy po raz kolejny odwiedziła mnie Spacja. Poprzednia wizyta polegała głównie, na zachwytach nade mną, ciągłym ściskaniu i łzach. Tym razem było zdecydowanie spokojniej. Rozsądniej i mądrzej.  

Pierwsze minuty odwiedzin Saby były jeszcze standardowe, a katalizatorem zmiany była moja ręka, którą oparłem na piersi dziewczyny.  

- Michał, musze ci powiedzieć coś niezbyt fajnego - oznajmiła Sabina. - To dotyczy nas dwojga, a właściwie trojga.

- Zamieniam się w słuch. - Westchnąłem ciężko, przeczuwając, że nie ucieszy mnie to co usłyszę.  

- Był taki krótki czas, gdy wydawało mi się, że nie mogę bez ciebie żyć - zaczęła intrygującym wstępem techno czarodziejka. - Bolało, gdy nie spotykałam się z tobą, nie dotykałeś mnie, nie pieprzyłeś. Wmawiałam sobie, że to miłość, choć chodziło jedynie o fizyczny pociąg, który czynił cuda z moim umysłem.  

- Nie mów, że ci przeszło? - Wszedłem dziewczynie w słowo.  

- To o czym mówię, tak... chyba mi przeszło - oznajmiła drżącym głosem Spacja. - Uważam, że jesteś wspaniały i teraz cię naprawdę pokochałam. Po tym jak uratowałeś Nelę... całym sercem. Nie wyobrażam sobie świata bez siostry. Nie zdajesz sobie sprawy, jak wielką rzecz zrobiłeś dla mnie.  Problem w tym, że ta nowa miłość do ciebie jest zupełnie inna niż byśmy sądzili. Ja, a już na pewno ty. Kocham cię jak najwspanialszego brata, którego tak bardzo zawsze chciałam mieć, a nie jak obiekt pożądania.  

- Jak brata?! - jęknąłem, nie kryjąc zawodu.  

- Dokładnie tak - przytaknęła Saba. - Myślę, że wpływ na to ma uczucie, którym darzy cię Nela. Jak się okazało, kochała cię sporo wcześniej, niż ja się dowiedziałam o twoim istnieniu. Szczerze, mocno i prawdziwie. Wiem, że niekoniecznie odwzajemniasz to uczucie, ale nie zamierzam wchodzić siostrze w paradę. Nie chcę jej ranić, ani wybierać pomiędzy dwoma osobami, na których mi naprawdę zależy. Chcę kochać was oboje i uważam, że powinieneś spróbować tego co oferuje ci Kornelia.  

- Dziś już słyszę to po raz kolejny - mruknąłem.  

- Zatem to potwierdzenie mojej teorii - odparła Sabina, nie pytając, kto się krył za pomysłem. - Michał, tak naprawdę przecież zostało nam niewiele czasu. Jeszcze trochę i wyjadę z Sandrą. Między nami będzie Atlantyk i tysiące kilometrów. Jeśli zdecydujesz się być z Kornelią, będę bardzo szczęśliwa i nawet nie zatęsknię za tym co nas łączyło. Gdybyś natomiast wciąż chciał kontynuować bujne życie erotyczne oraz zdobywanie nowych kochanek, to brak jednej nie powinien ci doskwierać.  

- Saba, przytłoczyło mnie trochę to co powiedziałaś - stwierdziłem ,gdy dziewczyna zamilkła. - Nie wiem co powiedzieć.  

- To nic nie mów - Uśmiechnęła się słodko, a zarazem smutno techno czarodziejka. - Przytul mnie mocno.  

Tak zrobiłem. Ściskała mnie niczym najdroższy skarb, drżąc niczym przestraszone dziecko. Poczułem na twarzy, płynące z oczu dziewczyny łzy.  

- Do końca życia nie wybaczyłabym sobie, gdyby Neli stało się coś poważnego - wyznała mi cicho do ucha. - Ta tragedia to moja wina, a to, że mój świat nie stał się katastrofą, zawdzięczam tobie. Nigdy ci tego nie zapomnę, zrobię co tylko zechcesz, ale chcę skończyć z łączącym nas pożądaniem. Dokąd jestem w Polsce, bardzo cię proszę, żebyś powstrzymał się od prowokowanie między nami erotycznego napięcia. Aha, i nie przestanę cię namawiać, żebyś dał szansę Kornelii.  

Powiedziawszy to, uwolniła mnie z własnych objęć. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu, aż poczuliśmy się nieswojo.  

- A jak ci idzie z dobieraniem się do tajnych danych Banasia? - spytałem, zmieniając temat i przerywając niezręczną ciszę.  

- Za parę dni skończę, ale dobrze się zastanów czy chcesz w to wchodzić - odparła poważnie techno czarodziejka. - Na moim przykładzie widać, że to może mieć tragiczne konsekwencje.  

- Saba, obiecuję, że to już ostatni numer - przytaknąłem. - Jestem jednak w takiej sytuacji, że nie mam wyboru. Zależy mi na czasie, żeby to mieć za sobą.  

- Ok. Dla mnie to też zakończenie zabawy z hakowaniem - oznajmiła. - Robię to tylko ze względu na ciebie. Gdyby poprosił mnie o to ktoś inny, nawet chłopaki od Cara, odmówiłabym. Prześlę ci ten syf, a potem będę już tylko grzeczną dziewczyną  

- Jasne. - Uśmiechnąłem się blado. - Doceniam to. Jesteś wielka.  

- Wiem, pochlebco - mruknęła Saba niepewnie, unikając mojego wzroku. Czyżby bała się, że nie powstrzyma opanowującego ją pożądania?

- Nie zapominaj o tym - dodałem.  

- Zawsze będziesz dla mnie kimś wyjątkowym, Michał. Trzymaj się - powiedziała, po czym obróciła na pięcie i nie oglądając się opuściła salę.  

Zostałem sam na sam z przemyśleniami. Były różne. Kołatały się po pustym łbie, nie przynosząc żadnych konstruktywnych rezultatów, ani nie czyniąc mnie mądrzejszym. Czasu miałem chwilowo sporo, więc byłem doskonałym celem. Przez dwie godziny szarpały mnie niczym wygłodniałe psy kawał mięsa. Od tej mordęgi wybawiło mnie dopiero przyjście rodziców. Przy nich zapomniałem o rozmowie z Sabą. Po ich wyjściu stwierdziłem sam przed sobą, że rozumiem techno czarodziejkę i nie będę rozpaczał z powodu jej decyzji. Pozostawała jeszcze kwestia moich relacji z Kornelią. Zamierzałem ją ostatecznie rozwiązać, ale na razie nie miałem pomysłu w jaki sposób. Z tego powodu odłożyłem to na później.

Nazajutrz wyszedłem ze szpitala. Pochłonęły mnie inne sprawy.  

*****

Po powrocie do domu wszystko miało wyjątkowy posmak.  
Nie mogłem się nacieszyć rodzicami, widokiem znajomych kątów, zapachami domu i miękkością własnej pościeli. Każdy drobiazg sprawiał mi dużo radości. Dotarło do mnie, że niewiele brakowało, a miałbym z głowy te  pierdoły, które normalnie wydając sie oczywiste i nie budzą takich emocji, a w tym momencie nabrały szczególnego znaczenia.  

Na drugi dzień pozwolono mi na błogie lenistwo. Dopiero około czternastej odwiedziłem doktora Jaroszewskiego. Wiedząc o moim wypadku, zlecił serię badań, które wykonano jeszcze w szpitalu. Na szczęście okazało się, że moja łepetyna ma się dobrze. Wprawdzie medyk dopatrzył się, że moja mózgowa anomalia jest przytłumiona, ale według jego słów, to było korzystniejsze niż miałaby jeszcze bardziej pęcznieć lub co gorzej eksplodować. Szczerze się obawiał, że konsekwencje mogłyby być wtedy co najmniej bardzo przykre. Zatroskany, przestrzegał mnie, abym uważał i starał się nie fundować sobie podobnych atrakcji. Patrząc na sprawę uczciwie, nie byłem pewny, czy za chwilę ktoś inny nie zechce obić mi łba, w ramach moich kombinacji i intryg, ale obiecałem, że postaram się być super grzeczny.  

O tym, że może być z tym trudno przypomniała mi Laura Banaś, która odwiedziła mnie po południu, wpraszając się do mnie pod pretekstem odwiedzin u pokrzywdzonego kolegi. Zdziwiło mnie, jak potrafiła być miła i słodka, gdy rozmawiała z rodzicami.

- Kończ z tym bohaterstwem Wanat i wracaj czym prędzej do tego, czego od ciebie wymagam! - Szybko pozbyła się maski uprzejmości, gdy zostaliśmy sami w moim pokoju. - Naprawdę kończy mi się cierpliwość!

- Pewnie zauważyłaś, że trochę jestem usprawiedliwiony z ostatnich kilku dni - odparłem zdegustowany. - W dziwny sposób okazujesz współczucie i zrozumienie.

- A dlaczego ci się misiu wydaje, że powinnam współczuć? - prychnęła pogardliwie córka radnego. - Gdybym cię nie potrzebowała, to byłbyś mi obojętny jak istnienie kosmitów. Może nawet bym się ucieszyła, gdyby cię bardziej sponiewierało.  

- Zawsze byłem fanem szczerości - mruknąłem z przekąsem.  

- A czego się spodziewałeś? - Laura wydęła brzydko usta. - Litościwego zapewnienia, że skoro stała ci się taka krzywda, to ja odpuszczam swoje żądania? No to się, kurwa przeliczyłeś.

- Nic z tych rzeczy, wiem jaka jesteś - odparłem w miarę spokojnie, z trudem powstrzymując wybuch złości.  

- Skoro tak, to do roboty! - Banasiówna spojrzała na mnie pogardliwie. - Nie będę czekać w nieskończoność!

- Zależy ci, żebym doprowadził sprawę do końca - zauważyłem. - Gdyby nie to, już dawno byś zrobiła użytek z tego nagrania. Mówiłem ci przecież, że te rzeczy potrzebują odpowiedniego gruntu, aby się zadziały. A to z kolei wymaga czasu, więc poczekaj albo rób co chcesz.  

- Kurwa!

- Nic w życiu nie jest proste - stwierdziłem, uśmiechając się kącikami ust. - A teraz dziękuję ci za troskę i odwiedziny, ale muszę cię poprosić, abyś spadała. Lekarz zalecił mi spokój i odpoczynek, wiesz jak jest...

- Wanat, radzę ci, ogarnij się jak najszybciej - rzuciła zbita z tropu Laura, po czym zastosowała się do moich słów, opuszczając pokój. Dla zachowania pozorów odprowadziłem ją do drzwi, choć szczerze powiedziawszy miałem ochotę się na nią wyrzygać.  

Następnego dnia uznałem, że pora zakończyć przymusowy okres seksualnego postu. Najlepszym antidotum na rzeczywistość miała być Anita, ale okazało się, że dopadła ją grypa. Nie miałem też szczęścia w przypadku Anny i Natalii, które wyjechały w sprawach zawodowych do Trójmiasta.  

Dopiero rozmowa telefoniczna z Marceliną wprawiła mnie w dobry humor. Dziewczyna miała wolną chatę przez kilka dni, aż do końca najbliższego weekendu. Umówiliśmy się na późne popołudnie. W sumie wyszło bardzo dobrze, bo ze starą przyjaciółką nie bzykałem się już od pewnego czasu. Pora nadrobić te zaległości i dać kochance do zrozumienia, że nie poszła w  zapomnienie. Odniosłem wrażenie, że czekała na sygnał ode mnie. Głos jej drżał, gdy obiecywała przygotować dla mnie niespodziankę. Zanim się rozłączyłem poinstruowała mnie co mam robić, gdy przyjdę na randkę.  
Czułem, że kroi się niezła zabawa.  

Stojąc pod domem Marceliny czułem podekscytowanie.
Odnalazłem klucz wciśnięty w szczelinę w murze, zasłoniętą przez ułożone w zgrabny stos polana drzewa. Po wejściu głębiej, poczułem zmysłową, egzotyczną woń, której źródłem były zapalone w salonie zapachowe świece. Idąc za aromatem, odkryłem, że w przestronnym pokoju gościnnym wszystko było przygotowane na rozbieraną schadzkę. Zasłonięte okna w połączeniu ze światłem świec powodowały tajemniczą grę światłocieni. W tle sączyła się nastrojowa muzyka, której natężenie było idealne. Byłem świadomy dźwięków, które subtelnie pieściły mój zmysł słuchu, ale nic ponadto.  

Centrum tego zmysłowego mikro wszechświata był jednak krąg stworzony z poduszek rozłożonych na podłodze. W nim natomiast trzy skąpo odziane, jedynie w bielizną i krótkie koszule dziewczyny. Marcelina, Wiktoria i Anastazja.

- Cześć Misza. - Pierwsza przywitała mnie młoda gospodyni domu. Gdy wszystkie dopełniły formalności, zaprosiły mnie do siebie. - Myślę, że potrojenie przyjemności to miła niespodzianka, prawda?

- Bez dwóch zdań - zgodziłem się, ciesząc na nadchodzące igraszki.  

Po buziakach na powitanie, skorzystałem z ich rady, dostosowując swój dress code do dziewczyn. Najchętniej zrzuciłbym z siebie wszystko, ale moje partnerki coś przygotowały, więc zostawiłem na grzbiecie koszulę, a na tyłku slipy.  

- Jak się czujesz? - spytała Wika z troską. - Jesteś pewny, że możemy się zabawić? Nie chciałybyśmy, żeby coś ci się stało.  

- Dajcie spokój! Jest ok - mruknąłem. - Na drugi dzień po wypadku myślałem tylko o seksie. Chcę tego, a po tym co tu widzę, wręcz żądam, żebyśmy przeszli do rzeczy.  

- Skoro tak stawiasz sprawę. - Marcelina uśmiechnęła delikatnie. - Zasady są proste. Mamy tablicę ze wskazówkami, butelkę do losowania i klepsydrę.  Kręcimy i zabawiamy w konfiguracji, w której wskazał los. Runda trwa tyle ile przesypanie piasku w klepsydrze. Sprawdziłyśmy to około trzy minuty.  
Do czasu, aż włączy się alarm w mojej komórce, skupiamy się tylko na pieszczotach, bez pieprzenia. Potem, co komu przyjdzie do głowy. Jasne?

- Jak słoneczko. - Potaknąłem, czując, że penis napiera na materiał slipów. Też mu się spodobały reguły proponowanej zabawy.  

Naprzeciwko mnie usiadła Marcela, po mojej prawej stronie Wika, a po lewej Nastka. Pierwsza z dziewczyn, która przejęła stery prowadzącej. Zakręciła butelką, po czym wszyscy wlepiliśmy oczy w tarczę. Zauważyłem, że nie było tam konfiguracji z czterema osobami, tłumacząc sobie, że ktoś musi przecież zakręcić szkłem, gdy w tym czasie trwa miłosny trójkąt. Dziewczyny najwyraźniej pomyślały o wszystkim.  

Tymczasem butelka skończyła swój obłędny taniec, zatrzymując się na polu z wpisem Marcelina - Anastazja.  

Wiktoria przekręciła piaskowy zegar, a siostrzenica Anity przesunęła się w stronę młodej gospodyni domu. Pocałowały się namiętnie, świdrując językami, po czym przeszły do rozbierania. Robiły to zmysłowo, nie spiesząc się zbytnio. Z zapartym tchem obserwowałem ich dłonie sunące po ciałach. Usta lgnące do ramion, szyj i brzuchów. W międzyczasie, po koszulach, przyszła kolej na staniki. Pozbywszy się ich, obydwie dziewczyny skupiły się na pieszczotach piersi. Gładziły się po nich, ssały, zatracając się w tym zupełnie. Na tym musiały zakończyć, nieubłagana klepsydra przesypała całą ilość piasku.  

Drugie zakręcenie butelką wskazało na mnie i Marcelinę.  

Dawna przyjaciółka, a obecnie jedna z kochanek zbliżyła się do mnie, po czym rozchyliła moje nogi. Wsunęła się między nie, uniemożliwiając mi złapanie ją za obnażone piersi. Zwarliśmy się w pocałunku, w czasie którego zsunęła ze mnie koszulę. Dopiero wtedy udało mi się oderwać od niej, aby chwycić sterczące półkule i zassać nabrzmiałe sutki. Gdy się nasyciłem, Marcelinie starczyło jedynie czasu na to, aby zasypać mój tors i brzuch pocałunkami.  

Runda numer trzy należała do moich kochanek. Po raz pierwszy los wskazała na trójkąt.  

Marcelina i Anastazja bez słów otoczyły Wiktorię i powtórzyły te same pieszczoty, którymi obdarzały siebie wcześniej. Trzy całujące się i pieszczące panny mocno działały na moje zmysły i podniecenie. Dzieląc się obowiązkami, Nastka i Marcela szybciej uporały się z ciuszkami towarzyszki. Gdy czas na ich igraszki dobiegł końca, Wika jako pierwsza była całkowicie rozebrana. Pozostałym kochankom zabrakło czasu, by pozbyć się z tyłków fig.  

Liczyłem na to, że przy kolejnym losowaniu los wskaże mnie, ale się przeliczyłem. Do igraszek zostały wezwane Marcelina i Wiktoria. Ta druga odwdzięczyła się ze poprzednią rundę, sprawnie pozbawiając przyjaciółkę majtek, a po chwili sięgając dłonią między jej uda. Marcela drgnęła, przymknęła na moment oczy i ciesząc się fundowaną pieszczotą, zaczęła ssać piersi Wiki. Trwały tak, aż do momentu, gdy musiały zakończyć.  

Anastazja puściła w ruch butelkę, a ta po krótkim kręceniu zatrzymała się na polu Wiktoria - Michał. Szkolnej blogerce rozbłysły oczy na ten wynik. Nie tracąc czasu pojawiła się przy mnie, ściągając ze mnie niecierpliwie slipy. Uwolniony kutas wystrzelił w powietrze, prężąc się dumnie. Wika krótko zabawiła się nim, obracając nim na wszelkie sposoby w dłoni, a potem przeszła do obciągania. Pocierając trzon fiuta wsuwała go do ust, wywołując na mojej twarzy błogi uśmiech. Przyszło mi do głowy, że żadna terapia nie jest w stanie zastąpić miłosnych uniesień.  

Następną konfiguracją wskazaną prze los był trójkąt miedzy mną, blogerką i siostrzenicą Anity. Wiktoria ochoczo wróciła do oralnych pieszczot, dzieląc się nimi z Anastazją. Z początku lizały fiuta obydwie jednocześnie, a potem podzieliły się zadaniami. Gdy jedna go ssała, druga to samo robiła z jądrami. Byłem w siódmym niebie.  

Los ponownie wskazał na mnie przy kolejnym losowaniu. Tym razem w trójkącie z Marceliną i Anastazją. Przejąłem inicjatywę, wskazując tej pierwszej miejsce między nogami siostrzenicy anglistki. Gospodyni domu osunęła się miedzy uda młodszej towarzyszki, dobierając się do jej szparki. Ja tymczasem ułożyłem się na plecach, z głową między kolanami klęczącej Marceli. Chwyciłem tyłek dziewczyny i przyciągnąłem go do siebie. Poczułem rozkoszny zapach kobiecego podniecenia. Wsunąłem palec w miękkie wnętrze cipki, a jednocześnie odszukałem językiem łechtaczkę. Ciało Marceliny zareagowało prawie natychmiast. Dziewczyna drżała, czasem wręcz konwulsyjnie, gdy ssałem i dźgałem jej szparkę.  

Tą zabawę przerwała nam dopiero Wiktoria, dając nam znać, że musimy się dostosować do wyroku losu, który tym razem skazał na miłosną grę ją i Marcelinę. Podniecenie sprawiło, że w głowie huczało mi jak w ulu. Gdy spojrzałem na Nastkę, zorientowałem się, że przeżywa to samo. Dysząc, patrzyliśmy na Marcelę i Wikę, zabawiające się swoimi ciałami. Dziewczyn ułożyły się na bokach, w pozycji sześćdziesiąt dziewięć, pieszcząc się oralnie.  

Następne dwie rundy okazały sie być ostatnimi, zanim wybrzmiał dźwięk dzwonka telefonu Marceliny. Los był w obydwu łaskawy dla mnie, łącząc mnie w pierwszym przypadku z Anastazją, a w drugim z Wiktorią i siostrzenicą anglistki. Byłem tak nakręcony, że nie bawiłem się w subtelności. Przez cały czas trwania duetu posuwałem Nastkę w usta, a w trójkącie kontynuując zabawę z dwiema kochankami.  

Gdy wybrzmiał sygnał oznajmiający, że nadszedł czas rżnięcia Marcelina podmieniała tarcze. Na nowej, we wszystkich konfiguracjach była uwzględniona moja osoba, a zmieniały się parterki oraz ich ilość. Los w pierwszym rozdaniu uśmiechnął się Wiktorii. Napędzany żądzą, podgrzaną wcześniejszymi doznaniami, zległem między nogi leżącej na plecach blogerki. Dziewczyna oplotła nogami moje biodra, a ja wszedłem w nią bez problemu. Świadomy upływającego czasu, od razu zacząłem pracować wytrwale, wpychając członka w partnerkę. Wiktoria pojękiwała, ja dyszałem ciężko. Świat zaczynał wirować mi przed oczami.  

Marcelina z Anastazją chcąc, abyśmy płynniej przechodzili z jednej rundy w drugą, zakręciły butelką zanim skończyliśmy. Kiedy przesypał się cały piasek w klepsydrze, do pieprzenia była już gotowa Marcelina, która miała dołączyć do mnie i Wiktorii. Młoda gospodyni domu była uzbrojona w guzowate dildo. Zajęła moje miejsce, wkładając w cipkę przyjaciółki gadżet. Z początku penetrowała szparkę spokojnie, ale, gdy wszedłem w nią od tyłu i zacząłem rżnąć, ruchy jej ręki stały się znacznie gwałtowniejsze. Czułem zaciskające się na fiucie wnętrze partnerki i byłem wniebowzięty. Ciało pulsowało rozkosznym gorącem, a doznania wspomagane widokiem splątanych w miłosnym węźle kochanek, sprawiały, że temperatura mojej żądzy rosła w szybkim tempie.  

Czas płynął, w następnym losowaniu wreszcie poszczęściło się Nastce.  
Najmłodsza z moich kochanek miała dołączyć do Wiktorii, a Marcelina miała zrobić sobie przerwę. Byliśmy jednak wszyscy na tyle podnieceni, że młoda gospodyni domu nie dała rady poprzestać na obserwowaniu naszych igraszek. Wsunęła rękę między uda, pieszcząc się intensywnie.  

Tymczasem Anastazja zajęła miejsce zwolnione przez Marcelę. Była ciaśniejsza, więc mocniej naparłem. Siostrzenica anglistki podjęła wyzwanie, wychodząc naprzeciw moim sztychom mocnymi ruchami bioder. Jednocześnie cały czas pieściła Wiktorię przy pomocy sztucznego penisa, tak jak wcześniej robiła to Marcelina. Rżnąłem Nastkę, czując, że całkowicie odlatuję w miłosną przestrzeń, gdzie nie ma nic poza rozkoszą i podnieceniem.  

Gdy Marcelina próbowała po raz kolejny zakręcić butelką, pokręciłem głową i wydyszałem z trudem, żeby sobie darowała. Ta gra była świetna, ale wystarczyło mi już zasad. Teraz chciałem obejść się bez nich, mając do dyspozycji wszystkie kochanki. Czując, że potrzebuję dać wytchnąć strudzonym plecom, ułożyłem się wygodnie na poduszkach. Anastazja z Wiktorią zrobiły to samo, kładąc się po moich bokach. Marcelina natomiast dosiadła mnie, nadziewając się na sterczący pal fiuta. Kręcąc tyłkiem, unosząc się i opadając zupełnie mnie zniewoliła. Byłem oszołomiony emocjami. Ledwie zdołałem odszukać cipki leżących obok mnie dziewczyn, by móc zagłębić w nich palce.  

Po paru chwilach Marcela zamieniła się miejscami z Wiką. Mokre, ciepłe wnętrze blogerki przyjmowało kutasa równie ochoczo jak to poprzedniczki. Następna w kolejności do tańca na fiucie była oczywiście Nastka i w ten sposób zrobiliśmy dwie tury ujeżdżania. Pasowała mi rola ogiera, jak również to, że dżokejki były trzy. Z zadowoleniem obserwowałem zmieniające się pary rozhuśtanych piersi, które zagarniałem, by dziewczyny miały więcej przyjemności.  

Gdy się naujeżdżaliśmy, na powrót ułożyłem dziewczyny obok siebie, na stosach poduszek, brzuchami do dołu, z wypiętymi tyłkami. Sięgnąłem po walające się na podłodze korki analne, które pokryłem lubrykantem. Przygotowawszy je, odłożyłem na bok.  Pokryłem maścią wskazujące palce, a gdy już to zrobiłem, zabrałem się za pieprzenie partnerek od tyłu. Bez wnikania jaką przyjąć kolejność, zacząłem od lewej strony. Na pierwszy ogień  poszła Anastazja. Raziłem jej cipkę energicznymi pchnięciami, wchodząc w nią za każdym razem głęboko, aż po same jądra. Jednocześnie wbiłem palec pokryty lubrykantem między pośladki ułożonej obok Marceliny. Poczułem pod opuszkiem pulsujący mały otwór odbytu. Przełamując jego niezbyt silny opór, wcisnąłem się w anus. Gdy zacząłem rżnąć znajdującą się pośrodku Marcelinę, zająłem się tylnymi wejściem pozostałych dziewczyn, a potem powtórzyłem schemat pieprząc Wiktorię.  

Żar wypalał mnie od środka. Ciało zalewały fale potężnej rozkoszy. Byłem totalnie zniewolony podnieceniem. Coraz bardziej przybliżałem się ostatecznego spełnienia. Wszystkie, trzy dziewczyny jęczały, dyszały lub przynajmniej pomrukiwały głucho. Zaaplikowałem im korki analne, po czym zacząłem pieprzyć Nastkę. Gdy uznałem, że ma dość, zmieniłem partnerkę, rażąc potężnymi sztychami cipkę Marceli, a następnie Wiki.  

Ta ostatnia była najbliższa orgazmu. Wyczułem to, gdy wbijałem w nią kutasa. Cała drżała konwulsyjnie, szarpała biodrami, z trudem wytrzymując napór mojego ciała. Wyciągnąłem korek z tyłka dziewczyny, a potem powoli umieściłem w odbycie blogerki czubek fiuta. Naparłem, z zadowoleniem przyjmując fakt, że ustąpił. Wszedłem mocniej, a gdy byłem już wystarczająco głęboko, zacząłem pieprzyć Wiktorię w zadek. Chcąc by doszła, wsunąłem palec między nabrzmiałe wargi sromowe, odnajdując żołądź łechtaczki. Zacisnąłem na nim palce, powodując, że ciało kochanki nabrało jeszcze większego wigoru. Ciasne wnętrze odbytu naparło mocniej na mojego członka. Wiktoria niemal krzyknęła, a potem jęcząc głośno zaczęła dochodzić.  
Widząc to pozostałe dziewczyny złapały przyjaciółkę za piersi, rozcierając zaczerwienione sutki.  

Takiego natężenia doznań Wiktoria nie była w stanie zbyt długo zdzierżyć. Dźgnąłem jej odbyt jeszcze trzy razy, a wtedy ciało dziewczyny eksplodowało ekstazą. Po dwóch gwałtownych ruchach bioder, zamarła, wyginając się w łuk. Jęcząc jak potępiona, przyjęła nadejście spełnienia. Wysunąłem się z kochanki w porę, zanim orgazm odebrał moc jej nogom. Ugięły się pod nią, sprawiając, że Wika zległa w skotłowanych poduchach.  

Przeczuwając, że chcąc doprowadzić do orgazmu kolejną partnerkę, może mi nie starczyć energii i wigoru na kolejną, postanowiłem równo obdzielić je analnym rżnięciem. Najpierw zaklinowałem odbyt Marceliny której cipką zajęła się Anastazja, a potem dziewczyny zamieniły się rolami. Kończąc pieprzenie siostrzenicy anglistki, poczułem, że bestia spełnienia dźwiga się z leży ukrytych w głębi mojego ciała. Wyprowadziłem kolejne sztychy, rozpierając anus kochanki, prąc ku finalnym fajerwerkom.  

Najpierw jednak orgazm dopadł Anastazję. Skręcana potężnymi spazmami rozkoszy, zastygła po chwili w bezruchu niczym skamieniała Niobe. Ekstaza przenicowała ciało dziewczyny, która z zaciskając pięści na poduszkach, opadła na prowizoryczne posłanie, uwalniając swój tyłek, od zaklinowanego w nim penisa.  

Kilkanaście sekund po tym zacząłem szczytować. Zacisnąłem usta, czując jak strumień rozkoszy pruje moje ciało. Zapadłem się w poduszkach, kładąc na boku, a potem pozwoliłem działać naturze. Marcelina chwyciła kutasa u nasady, czekając na finalną salwę. Po kilkudniowym poście była wytrysk był obfity. Podniecenie z dużą siłą, wypychało kolejne porcje spermy, wystrzeliwując je w stronę moich kochanek. Pierwsze strugi nasienia wylądowały na Nastce i Wice, pokrywając perlistymi znamionami ich tyłki oraz uda. Reszcie na to nie pozwoliłem, pakując fiuta do ust ostatniej z dziewczyn. W nich dokończyłem dzieła, a Marcelina nie protestowała. Dopiero, gdy skończyłem, odetchnęła, pozbywając się nadmiaru spermy.  

Byłem spełniony, ale nie mogłem pozwolić, aby ostatnia z partnerek obeszła się bez orgazmu. Ułożyłem Marcelinę na plecach, rozrzucając nogi dziewczyny na boki, po czym przylgnąłem go gorejącego, nabrzmiałego krocza. Była tak mokra, że język ześlizgiwał się z warg sromowych. Ssałem wnętrze cipki, jednocześnie rozcierając w palcach mały wyrostek na łechtaczce.  

Wszystko trwało może dwie minuty. Z każdym kolejnym pociągnięciem języka i ruchem palców, ciało Marceli coraz bardziej stawało się nadpobudliwie. Wreszcie, kochanka chwyciła moją głowę, dociskając ją mocno do mokrej szparki. Czułem wibracje, potężne spazmy, które nakręcały otaczające mnie uda, tyłek i biodra. Po krótkiej chwili targnął nią ostatni spazm i oddała się we władanie orgazmu.  

Po spełnieniu obowiązku, nie miałem już na nic siły. Oparłem głowę na spoconych udach Marcelinie i kontemplowałem swoje szczęście. Leżeliśmy we czworo, w sponiewieranych poduszkach, z początku bez słowa, niemal bez ruchu.  

Pierwsza z tego otępienia otrząsnęła się Marcelina. Uniosła się, głaszcząc moją sfatygowane włosy. Spojrzała na mnie czule, a potem niepokojąco na dwie pozostałe panny.  

- Misza, mamy ci coś do przekazania - oznajmiła ze zbolałą miną. - Proszę cię tylko, abyś dał nam powiedzieć co chcemy, zrozumiał i się nie denerwował.  

- Czym miałbym się wkurzać? Co chcecie mi powiedzieć? - spytałem, zaniepokojony.  

- Uwierz, że to nie jest dla nas łatwe - ciągnęła dalej niepewnie Marcela. - Zważywszy na to, co przeżyliśmy prze ostatnie miesiące i jak bardzo nas uzależniłeś od siebie, aż sama się dziwię, że dam radę to powiedzieć.  

- Marcela, o co...

- Poczekaj, zaraz się wszystkiego dowiesz - Nie dała mi dokończyć rozmówczyni. - Chodzi o to, że chciałybyśmy, aby ten wieczór, był naszym pożegnaniem z tobą jako kochankiem.  

- Coooo?! - Poderwałem się, jakby ktoś poraził mnie prądem.  

- Jak leżałeś w szpitalu miałyśmy długą rozmowę z Sabą - wyjaśniła Marcelina. - Przekonywała nas, że trwanie w tym obłędnej grupowej relacji jest niedobre. Zwłaszcza dla ciebie, ale również dla nas.

- W mordę, ale ona tak mówi, bo chce, żebym był tylko z jej siostrą! - stęknąłem poirytowany.  

- My to wiemy. - Wiktoria dołączyła do rozmowy, wspomagając przyjaciółkę. - Sęk w tym, że ona ma rację, Michał. Powiedzmy sobie szczerze, to co przeżywamy nie jest normą. Nie chodzi o to, że nagle nas to mierzi i nie pragniemy tego...

- Dokładnie - przyznała Marcelina. - Tak naprawdę, po tym co sobie przed chwilą zafundowaliśmy jestem całkiem rozbita i myślę, że dziewczyny też. Tylko, że brnąc w to dalej, do czego tak naprawdę zmierzamy. Za chwilę skończy się rok szkolny. Przed nami studia, niektórzy może będą bliżej siebie, a niektórzy już niekoniecznie. Ogólnie jednak nikt z nas, nie będzie na tyle blisko, by to ciągnąć. To jakiś powód, ale nie najważniejszy.  

- A jaki jest? - spytałem, nie kryjąc rozczarowania i irytacji.

- Tym układem zbiorowym odbieramy sobie coś ważnego - stwierdziła Marcelina. - A najbardziej odbieramy tobie. My się rozpierzchniemy i mamy szanse na coś więcej, ale ty...

- Co ja?! - jęknąłem, gdy zawiesiła głos.  

- Masz osiemnaście lat Michał. - Wspomogła koleżankę Wika. - Powinieneś być na etapie zakochania i fascynacji do jednej dziewczyny. Powinieneś zmagać się z miłością. Tymczasem, to co jest między nami, niekoniecznie nią jest. Super, że wszyscy tego chcemy, ale to pożądanie i seks. Czyste rżnięcie, nie miłość. Na swój sposób wszystkie cię kochamy, ale jako jakiegoś bożka, cudowną maskotkę, nie wiem nawet jak to określić...

- No, właśnie.- Kontynuowanie konwersacji przejęła z powrotem Marcelina. - Jest jednak dziewczyna, która cię kocha naprawdę, od dawna, zanim wydarzył się ten cały festiwal żądzy i uzależnienia. Michał, jesteś świetnym chłopakiem, bez względu na to czy panny rozwierają na twój widok nogi, czy nie. Powinieneś dać szansę sobie i Kornelii. Tym bardziej, że ona jest świadoma tego co wyczyniasz i wciąż czuje to samo. Chce z tobą być. Wiesz, to trzymanie za ręce, maślane spojrzenia, motyle w brzuchu to wbrew pozorom fajna rzecz. Warto ją przeżyć...

- Kuźwa, ale co was naszło na uszczęśliwianie mnie na siłę! - syknąłem. - Kto powiedział, że rezygnuję z miłości, którą mi opisujesz. Mam na nią dużo czasu, a teraz chcę się cieszyć tym co jest.  

- Obawiamy się, że im dłużej będziesz w to brnął Michał, tym bardziej się uzależnisz i oddalisz od szansy na głębsze uczucie - oznajmiła milcząca do tej pory Anastazja.  

- Dokładnie - przytaknęła Marcela. - Było świetnie Misza, naprawdę. Niczego nie żałuję, a myślę, że dziewczyny również. Potraktujmy to jako wielką przygodę, która nie miała szansy się wydarzyć, a stała się faktem. Chcemy być dalej twoimi przyjaciółkami, zawsze będziesz dla nas kimś specjalnym, ale odpuść ten miłosny kołowrót. Cokolwiek kryje się za tym, że potrafisz nas od siebie uzależnić, zrezygnuj z tego.  

- Co wam się stało?! - Nie wierzyłem w to co słyszę.  

- Opętałeś nas, to się stało - odparła Wiktoria. - I żeby nie było, jak mówiła Marcela nie mam pretensji. Było bosko i szczerze powiedziawszy, jeśli nam nie odpuścisz, to dalej będziemy robić co zechcesz. Żadna z nas nie wie, co się kryje za tą relacją, jak to robisz, ale każda czuje, że sama się od ciebie nie uwolni. Wszystko w twoich rękach, dlatego prosimy, żebyś wziął sobie do serca naszą prośbę i przestał nas traktować jak kochanki. Wróćmy do tego jak powinno być.

- A jeśli chcesz seksu, to połącz go z czymś głębszym - dopowiedziała Marcelina. - Kornelia tylko czeka na twój znak.  

- Co wy z tą Nelą?! - wzburzony, poderwałem się na równe nogi. - Czemu wszyscy myślą ostatnio, że wiedzą lepiej ode mnie, co mi da szczęście.  

- Michał, proszę. Zależy nam na tobie - Wiktoria mówiąc to, spojrzała na mnie smutno.  

- Pewnie! Kurwa mać! - warknąłem, rozglądając się za ubraniem.  

- Misza...

- Ok, przepraszam za ten wybuch - mruknąłem. Widziałem, że są szczere i mają szlachetne pobudki. - Jeśli tak chcecie, to tak będzie. Niczego nigdy nie chciałem robić wbrew wam. Tylko muszę się z tym oswoić. Na razie jestem na etapie złości, niedowierzania i wyparcia.  

- A co z Kornelią? - spytała Wiktoria.  

- A co ma być? - odparłem. - Zgadzam się wam odpuścić, a co do moich miłości, pozwólcie, że będę się sam nimi martwił.  

- A co z innymi kochankami? - nieśmiało, drżącym głosem spytała Marcelina.  

- Tym się nie przejmujcie! - odpowiedziałem stanowczo, wciągając na tyłek slipy i spodnie. Byłem pewny, że nie odetnę się od całego haremu. - Chcecie być przyjaciółkami, ok, niech będzie. Taki ktoś wie, kiedy trzeba odpuścić pewne tematy. Poradzę sobie!

- Michał, ale...

- Żadnych "ale" - Uciąłem krótko, nerwowo zapinając guziki koszuli. - Muszę ochłonąć. To był super wieczór, za który wam bardzo dziękuję. Spodziewałem się wprawdzie innego zakończenia, ale co tam. Zostawię was, przejdę do domu, może świeże powietrze sprawi, że dotrze do mnie sens waszego postępowania.  

- Jak chcesz - zgodziła się Marcelina, całując mnie w policzek. Nie chcąc wyjść na gbura, odpowiedziałem tym samym. Potem tak samo pożegnałem się z Wiktorią.  

- Tobie buziaka dam przy drzwiach, bo chcę, żebyś mnie odprowadziła do drzwi - oświadczyłem, kończąc się ubierać.

Gdy stanęliśmy przy drzwiach wejściowych, spojrzałem Anastazji głęboko w oczy.  

- Michał, jestem cała roztrzęsiona i zdezorientowana - wyznała, zanim powiedziałem cokolwiek. - Proszę nie nalegaj, żebym zmieniła zdanie, bo ulegnę, a obiecałam dziewczynom, że nie zmienię zdania.  

- Ok, nie będę - zgodziłem się. - Chciałem cię jednak poprosić, żebyś o tym waszym pomyśle nie rozmawiała z Anitą, dobrze? Mogę na to liczyć?

- Już nie będę, ale dwa dni temu gadałyśmy na ten temat - Nastka spuściła oczy, czując, że nie uciszy mnie jej odpowiedź.  

- Po kiego....?! - wyrwało mi się mimo woli. Nie dokończyłem, widząc jak dziewczyna się wzdrygnęła.

- Nie martw się, ona raczej nie dostosuje się do nas - cicho oznajmiła siostrzenica anglistki. - Wyśmiała mnie, mówiąc, że tak prędko to ty nie zrezygnujesz z bycia super samcem.  

- Nastka, proszę, przy Anicie od tej pory ani słowa o tym, ok? - Pocałowałem dziewczynę  w policzek, gdy przytaknęła. - Trzymaj się.  

Nie przeciągając pożegnania, wyszedłem z domu Marceliny.  

Szedłem, starając się na spokojnie przemyśleć to co usłyszałem. Nie było łatwo, bo emocje buzowały. Byłem zaskoczony, zły i niezdecydowany. Starałem się rozumieć co się kryje za postawą dziewczyn. Wyglądało na to, że jestem szczęściarzem. Najpierw pieprzyłem się z nimi, gdy wiedziały o sobie nawzajem, często nawet wspólnie. Teraz, gdy prosiły, żeby je uwolnić, nie zamierzały o mnie zapomnieć. Proponowały przyjaźń, a do tego wyglądało na to, że szczerze się o mnie martwią.  

Gdy stałem pod drzwiami własnego domu, zdecydowałem, że im odpuszczę. Zasługiwały na to. Na moje szczęście, nie były jedynymi moimi partnerkami, więc będę miał z kim realizować swoje fantazje. Poza tym, jak same powiedziały, za chwilę koniec roku szkolnego. Nowe miejsca, nowe okoliczności, nowi ludzie. Będzie okazja zdobyć nowe kochanki.  

Nie byłem zachwycony, ale za każdą zmianą, kryją się nowe możliwości. Do tego nauczyłem się czegoś o swoim darze. Był nieprawdopodobny i wspaniały, ale nie wszechmogący. Musiałem to uwzględnić, myśląc o przyszłości.  

*****

W wyniku decyzji dziewczyn, średnia wieku mojego haremu uległa zwiększeniu. Nie miałem nic przeciwko dojrzałym kochankom, ale w duchu sobie obiecałem, że, gdy uporam się z szantażem Laury, popracuję nad zmianą tego stanu rzeczy.  

Na razie jednak musiałem skupić się na tym, jak utrzeć nosa wrednej córce radnego. Okazja do poczynienia nowych kroków w tej sprawie nadarzyła się kilka dni później. Zadzwoniła do mnie Karolina Strzelecka, informując, że jej facet, młody Stelmach, chce się spotkać w celu omówienia kwestii Laury Banaś.

Miejsce wybrał co najmniej osobliwe, ale nie mając wyboru, nie próbowałem wybrzydzać. Między naszym miastem, a Warszawą postawiono swego czasu duży Aquapark. Kompleks cieszył się sporym zainteresowaniem, a jedną z licznych tamtejszych atrakcji były sauny. To w jednej z nich miało dojść do mojego spotkania z Sebastianem Stelmachem.  

Przyjechałem na miejsce kwadrans wcześniej. Młodego aktora jeszcze nie było, przyjechał trzy minuty po umówionym czasie.  

- Cześć. Ty jesteś Michał? - spytał, witając się ze mną.

- Cześć. To ja.

- No to zapraszam do środka. - Wskazał dłonią drzwi do saun. - Mam jedną wynajętą kabinę, pogadamy tam spokojnie.  

Nie byłem fanem tego typu rozrywki, ale darowałem sobie komentarze i kręcenie nosem. Ruszyłem żwawo za młodym Stelmachem. Przygotowaliśmy się, po czym weszliśmy do kabiny.  

- Ściągaj ręcznik! - rzucił na wstępie Sebastian.

- No co ty?! - Spojrzałem na niego niepewnie. Byłem zupełnie zaskoczony.  

- Ogarnij się! Nie chcę cię przelecieć, tylko sprawdzić, czy pod ręcznikiem nie masz jakiegoś urządzenia, które zarejestrowałoby naszą rozmowę - wyjaśnił. - Jestem aktorem. Różne mendy się za mną kręcą, niejeden raz się naciąłem. Więcej nie zamierzam. Tak więc, jeśli chcesz gadać, szmata na bok, potem ją zarzucisz z powrotem na dupsko.  

- Ok - odparłem, odkładając na bok ręcznik. - Chciałem tylko zaznaczyć, że, aby było sprawiedliwie, ty też powinieneś był transparentny.  

- Ocipiałeś?! A co ja miałbym mieć do ciebie?! - żachnął się młody Stelmach. - Sorry, ale jesteś nikim. Jeszcze chwilę temu nie wiedziałem, że istniejesz.

- Co mógłbyś mieć nie wiem - odparłem śmiało, oplatając ręcznik na powrót, wokół bioder. - I również nie znałem ciebie wcześniej.  

- Jak chcesz - zgodził się Sebastian, odsłaniając ciało. - W sumie podoba mi się twoja bezczelna przezorność. Dobrze wróży naszym rozmowom i ewentualnej współpracy.  

Patrząc obiektywnie, uznałem, że w normalnych warunkach młody Stelmach byłby jedną z ostatnich osób, z którymi chciałbym mieć cokolwiek wspólnego, a co dopiero współpracować. To nie były jednak normalne warunki, a i ja nie byłem już dawnym świętoszkiem.

- Co masz mi zatem do powiedzenia o Laurze? - spytał Sebastian. - Usłyszałem wprawdzie twoją historię od Karoliny, ale zapodaj mi ją raz jeszcze.

Opowiedziałem mu o szantażu Banasiówny, pomijając niektóre wątki i personalia. Nie byłem wprawdzie aktorem, ale też odrobinę doświadczyłem i wolałem stosować metodę ograniczonego zaufania.

- No tak, Laura nigdy łatwa nie była - podsumował młody aktor. - Rozpieszczona przez bogatego ojca, jedynaczka, która wmówiła sobie, że może mieć co zechce, a nawet, że wszystko jej się należy. Zapatrzona w siebie, bez skrupułów, gdy cokolwiek godzi w jej plany.  

- Zgadza się, to ona właśnie. - Skwitowałem nikłym uśmiechem charakterystykę córki Banasia w wersji Sebastiana.  

- Zaufam ci młody, bo wierzę w intuicję Karoliny, która twierdzi, że jesteś w porządku - oznajmił mój rozmówca. - Poza tym mam przeogromną chęć dopiec Laurze. Będę zadowolony, jak tak się stanie.  

- To jest nas dwóch - przytaknąłem.  

- Był taki moment, gdy nasi ojcowie mocno się przyjaźnili, prowadzili wspólne interesy - zaczął opowieść młody Stelmach. - Widywaliśmy się dosyć często, a Laura zakochała się we mnie. Sęk w tym, że ja nawet przez chwilę, nie rozważałem nawet tego, żeby ją jednorazowo bzyknąć. Lubiłem z nią czasem pożartować, powygłupiać się, ale nic więcej. Poza tym, ona była wtedy gówniarą, a ja zbliżałem się do osiemnastki. Marzyła o buziaczkach, chodzeniu za rączkę, ewentualnie w grę wchodziło może niewinne macanko. We mnie buzowały hormony i chciałem prawdziwego seksu, przełamywania kolejnych barier. Nie było mi z nią w ogóle po drodze.  

- Rozumiem - kiwnąłem głową ze zrozumieniem.

- Ze względu na znajomość naszych ojców, starałem się być delikatny w uświadomieniu jej prawdy. - Kontynuował młody Stelmach. - Do niej jednak tłumaczenia nie docierały. Miała totalnego zajoba na moim punkcie. Dopiero, gdy poznałem Karolinę, i dotarło do małolaty, że mam dziewczynę, ta niemoc w zrozumieniu sytuacji została przełamana. Jednak największą złość, czy nawet nienawiść Laura skierowała przeciwko Karolinie i żonie swojego ojca.  

- To by się zgadzało - mruknąłem.

- Pewnie, dlaczego miałbym ci ściemniać - Sebastian wzruszył ramionami. - Stary Banaś próbował mnie przekonywać, abym dał szansę jego córce, ale nic nie mógł wskórać. Posunął się nawet do sprawdzania mnie i szantażowania. Coś tam na mnie miał. Z gróźb nic nie wyszło, bo nie chciał chyba zadzierać z moim starym. Zraził mnie do siebie kompletnie, wiedziałem, że nie chcę mieć nic wspólnego z tą pokręconą rodziną. Zbiegło się to, z ochłodzeniem relacji między naszymi ojcami, więc odciąłem się od rodziny Banasiów.  

- Karolina mówiła, że Laura przypomniała sobie ostatnio o tobie - odparłem.  

- No właśnie tak! - klasnął w dłonie młody Stelmach. -  Jakieś półtora miesiąca temu przyszła na event z moim udziałem i tak kombinowała, że musiałem z nią pogadać, aby nie było siary.  

- I co się wydarzyło? - zainteresowałem się.  

- Zaczęła mi tłumaczyć, że dorosła i zmieniła nastawienie. - Młody Stelmach potarł mokre czoło. - Gotowa była pieprzyć się ze mną, przekonywała, że da mi dużo więcej przyjemności niż Karolina. Chrzaniła bzdury, ale święcie w nie wierzyła. Ja nie, więc starałem się ją zbyć.  

- Pewnie udało się średnio. - Spróbowałem pobawić się we wróża.

- Gorzej. Od tamtej pory wydzwania do mnie regularnie i przypomina o swoim istnieniu. - Skrzywił się Sebastian. - Dwa tygodnie temu przysłała mi film, na którym widać, jak dobiera się do sejfu ojca. Wyciąga z niego jakieś papiery i laptopa. Oznajmiła, że ma dostęp do poufnych informacji ojca, a w imię miłości do mnie, jest gotowa zniszczyć lub przekazać mi to co Banaś ma na mnie.  

- Ot tak, przecież jest zapatrzona w ojca - zdziwiłem się szczerze.  

- Tak było kiedyś. Teraz sporo się zmieniło - odparł przyszły gwiazdor. - Niektórych zwierzeń, gdy dzwoniła do mnie wysłuchałem. Stary Banaś ma ostatnio sporo kłopotów, więcej pije, bywa mocno przykry dla córki. To zmieniło nastawienie Laury. Stała się wobec ojca wyrachowana, chce wyciągnąć od niego jak najwięcej, ale bez sentymentów. Kłócą się ponoć dosyć często.  

- Skoro tak, to po co chce zdobyć materiał przeciwko macosze? - Pomyślałem na głos. - Co na tym zyska?

- Nie jestem pewien. Poprawi sobie notowania u ojca, wyciągnie od niego jakieś profity w zamian. - Młody Stelmach pokiwał głową znacząco. - A poza tym, pomimo, że relacje ze starym się nieco popsuły, to nie są takie jak między nią a jej przybraną matką. Tej szczerze nienawidzi od zawsze.  

- No tak, masz rację. - Zgodziłem się z rozmówcą. - Myślę, że kilka dni zajmie mi dopracowanie planu, ale wiem już  jak zrobimy kuku Laurze, a nawet tej jak to zgrabnie ująłeś "pokręconej rodzinie". Na początek prześlij mi ten filmik, na którym Banasiówna grzebie w sejfie ojca i jego rzeczach.  

- Myślisz młody, że po tym co wymyślisz odczepi się ode mnie raz na zawsze? - spytał Sebastian.

- Jestem przekonany - stwierdziłem z przekonaniem. - Jeśli nie to kwalifikuje się do leczenia psychicznego, a ty masz przesrane.  

- Ok, film prześlę ci dzisiaj, jak wrócę do domu, ale pod jednym warunkiem - Młody Stelmach spojrzał na mnie chytrze.  

- Jakim?

- Na początek zapytam o coś i mam nadzieję, że się nie pogniewasz za bezpośredniość - Rozmówca nie odrywał ode mnie wzroku. - Czy to prawda, że jesteś w stanie sprawić, że prześpi się z tobą każda laska.

- Nie wiem, czy każda, ale ze wszystkim z którymi próbowałem się udało - odpowiedziałem nieskromnie.

- To będziemy mieli deal, jak obiecasz, że zrobisz to z Karoliną - wypalił młody aktor, zaskakując mnie całkowicie.  

- Jak to?! Po co?!

- To świetna dziewczyna, ale mnie ogranicza - wyznał Sebastian. - Jest ambitna, chce się przy mnie wybić i dlatego nie rozważa nawet naszego rozstania, jest wierna i przymyka oko na moje niedoskonałości. Nie chcę jej krzywdzić, ale potrzebuję wolności. Duszę się w związku. Za młody jestem na to. Jak się z nią prześpisz, będę miał pretekst żeby ją zostawić.

- Będzie z tego awantura - oznajmiłem. Sam nie byłem aniołem, ale pokrętna logika tego tłumaczenia nie przekonała mnie wcale. - Nie powinienem...

- Masz moje słowo, że wszystko odbędzie się po cichu - zapewnił mnie młody Stelmach. - Nie potrzebuję takiego rozgłosu. Wolę, żeby to przebiegło bezboleśnie.  

- Dla Karoliny też? - rzuciłem z przekąsem.

- Jeśli gryzie cię sumienie, to przyjdź do mnie w sprawie Laury, kiedy przestanie - twardo oświadczył mój rozmówca.

- Nie wiem co mam powiedzieć...

- Zgódź się!

- To brzydki układ, ale nie mam wyjścia, więc niech tak będzie. - Wyciągnąłem dłoń, aby przypieczętować umowę. W duchu się cieszyłem na ten warunek Sebastiana. Zamierzałem przecież dołączyć jego dziewczynę, do swoich kochanek, a ta propozycja sprawiała, że nie musiałem się przejmować zazdrosnym narzeczonym. Właśnie otrzymałem od niego zgodę na zerżnięcie Karoliny.  

Dogadaliśmy się, więc opuściłem saunę z ulgą, zadowolony z tego co usłyszałem. Patrząc jak wszystko się układa, doszedłem do wniosku, że los uśmiecha się do mnie szeroko, jakby chciał mi zrekompensować niedawne komplikacje. Wybuchy i takie tam podobne tematy.  

*****

Saba dotrzymała słowa.
Materiały, które zdobyła filtrując tajny sprzęt Lucjana Banasia dostałem podane niczym na tacy. Przejrzałem je, zachodząc w głowę, jak bardzo złym człowiekiem był ojciec Laury. Było tam tyle szamba, że nie poradziłby sobie z tym jeden zakład oczyszczania. Były tam pięknie udokumentowane przewały jakie robił radny, jego kumple z naszego miasta, ale też z Warszawy. Między innymi, był tam materiał, gdzie czarno na białym została naświetlona afera z zamknięciem szkoły w której maczał paluchy przebiegły Lucjan, posługując się Marzeną Tracz. O niej samej też nie miał chyba zbyt dobrego zdania. Ewidentnym dowodem na to była sprawa z kochanką szkolnej kurator. Kobietą w przeciwieństwie do niej całkiem urodziwej, w której była szaleńczo zakochana. Radny uznał najwyraźniej, że zabawnym pomysłem będzie odbić ją "wstrętnej lesbie" za jaką uważał Marzenę Tracz. Wykorzystał wiedzę o ich romansie, by zmusić jej kochankę do uległości, przeleciał przynajmniej dwa razy, czego dowodem były filmy, a potem sprawił, że wyjechała do Szwecji.  

Nie tylko wobec suchej wywłoki miał uczucia inne, niż wskazywałoby to co widać na zewnątrz. Banaś miał w swoim kotle z brudami dowody na przekręty Zajdla i Cicheckiego, których postronni mogliby uważać za jego przyjaciół i partnerów. I dla swoich interesów, zysków i potrzeb radny ten obraz podtrzymywał. Prywatnie jednak miał o kolegach bardzo złe zdanie, uważając ich za debili, nie dorastających mu do pięt. Na kilku nagraniach dawał upust swoim uczuciom wobec obydwu, śląc takie wiązanki bluzgów i epitetów, że niejednemu bandycie zwiędłyby uszy od ich słuchania. Swoją pogardę wobec kumpli z partii przekuł w czyny. Na filmikach doskonałej jakości pooglądałem sobie jak pieprzy się z ich żonami, a Zajdlowi dodatkowo przeleciał dorosłą córkę z pierwszego małżeństwa. Od ponad roku mężatkę.

Kurwa, ten facet był jakimś totalnym skurwielem, bez zasad i zahamowań. Nawet, gdyby los nas nie zetknął, a całkiem przypadkiem dowiedziałbym się o jego sprawkach, uznałbym, że świat powinien się dowiedzieć jakim jest bydlakiem. Nie dziwiło mnie, że Laura była tak porąbana, skoro miała takiego ojca. Geny zrobiły krecią robotę.  

Zamierzałem jak najszybciej uruchomić machinę sprawiedliwości, przy okazji odgrywając się na wrednej szantażystce. Na myśl o tym, jaką broń zyskałem w walce z Laurą i jej tatuśkiem poczułem euforię. Musiałem to tylko mądrze rozegrać, a Banaś dostanie po dupie tak bardzo, że nie będzie mógł na niej usiąść przez bardzo długi czas. Przy okazji tak wplączę w to jego córkę, że dziewczyna nawet nie poczuje, kiedy z prześladowcy stanie się ofiarą.  

W głowie kotłowało mi się od scenariuszy, a każdy sprawiał, że byłem coraz mocniej pobudzony. Potrzebowałem znaleźć ujście dla tych emocji, a któż mógł je rozładować lepiej niż oddana kochanka.

Moje myśli, jak to często bywało powędrowały do Anity, ale anglistka wciąż nie najlepiej się czuła. Zdecydował drugi telefon. Moja najnowsza zdobycz, Natalia była zadowolona, że zadzwoniłem właśnie do niej i gotowa dać mi to czego teraz pragnąłem. Z małym zastrzeżeniem, że dopiero za półtorej godziny. Potrzebowała czasu, żeby wrócić po pracy do siebie, po umówionym spotkaniu. Szczęśliwie dla mnie, wymsknęło się jej parę szczegółów na ten temat. Byłem mocno zdziwiony, że nie wspomniały mi o tym ani słowa, ale starałem się nie robić z tego problemu. Postanowiłem wykorzystać to w inny sposób. Dużo przyjemniejszy dla mnie. Przy okazji załatwię coś dodatkowo. Na samą myśl gęba rozchyliła sie mi od ucha do ucha, a do tego dostałem wzwodu.  

Gdy pięćdziesiąt minut później wychodziłem z taksówki w pobliżu budynku fundacji Anny Banaś byłem ogromnie podniecony i skupiony na celu. Firma już nie pracowała, wszystkie okna, poza trzema sąsiednimi były ciemnymi prostokątami. Miałem już opracowane wejście z pominięciem ochroniarza przy bramie wjazdowej, więc szybko znalazłem się przy budynku. Od niedawna znałem też kod umożliwiający znalezienie się bez przeszkód w jego wnętrzu. Tym sposobem po paru chwilach odnalazłem pomieszczenia do których należały oświetlone okna. Jednym był korytarz ze stanowiskiem pracy Natalii, drugim gabinet Anny Banaś, a trzeci przylegał do niego.  
Po krótkim nasłuchu i rozpoznaniu głosów doszedłem do wniosku, że spełnienie moich fantazji czeka mnie w tym ostatnim pokoju. Pozostałe były puste.  

Zapukałem z werwą, ciekaw reakcji. Po krótkim poruszeniu wewnątrz, drzwi uchyliły się i ujrzałem zaskoczoną twarz Natalii.  

- Michał!

- Cześć Natalia, postanowiłem zrobić ci niespodziankę - przywitałem się, uśmiechając szeroko.  

- Super, tylko, że mówiłam ci kiedy możemy się zobaczyć - wyjaśniła ściszając głos asystentka Anny. Zrobiła krok w moją stronę, jednocześnie zamykając za sobą drzwi.

- Świetnie, ale ja nie lubię czekać - oznajmiłem z chmurną miną, w którą przyoblekłem twarz na potrzebę chwili. - Zwłaszcza, że mogę być mocno zainteresowany tematami poruszanymi podczas tego spotkania.  

- Michał, to nie... - Natalia próbowała się wytłumaczyć.

-  Szkoda czasu na utarczki - stwierdziłem, nie dając dokończyć rozmówczyni. - Pierwsze zasadnicze pytanie, chcesz się dzisiaj ze mną pieprzyć?  

- Wiesz, że tak - odpowiedziała.  

- Bardzo? - Przyparłem dziewczynę do ściany.  

- Cholernie mocno tego chcę, jak zawsze zresztą - wydyszała, rozchylając uda, aby zrobić miejsce na moją dłoń. Na bieliźnie wyczułem znajomą wilgoć.  

- Więc będzie tak... - Wsunąłem palec pod materiał majtek, odnajdując fałdki cipki. Natalia jęknęła, a potem z przymkniętymi oczami wysłuchała wyszeptanego przez mnie pomysłu. Gdy na koniec skupiłem się na guzku łechtaczki, zgodziła się na każdy element mojego planu.  









Gdy miałem pewność, że Natalia mnie nie zawiedzie, weszliśmy do środka.  
Pomieszczenie było przeznaczone do spotkań służbowych, ale, za jego urządzanie odpowiadała Anna, nie miało więc zbyt formalnego charakteru. Wygodne kanapy i fotele, kudłaty dywan oraz drobne dodatki czyniły go przytulnym. W jednym z foteli siedziała właścicielka tego przybytku, a na jednej z sof Karolina Strzelecka.

- Dzień dobry - przywitałem się grzecznie, obserwując zaskoczone miny obydwu kobiet.  

- Cześć - rzuciła luźne przywitanie dziewczyna Stelmacha, wyraźnie zaciekawiona moim wtargnięciem.  

- Dzień dobry. - W głosie żony Banasia pobrzmiewała niepewność.  

- Aniu, umówiłam się z Michałem na później, ale okazał się niecierpliwy - wytłumaczyła moją obecność Natalia.  

- Trochę się zdziwiłem, że nie zostałem uwzględniony w tym spotkaniu - dodałem.  

- Nasze spotkanie jest mocno towarzyskie, nie omawiamy tu żadnych intryg - wyjaśniła była modelka, patrząc na mnie zmrużonymi oczami. - Uznałyśmy, że dobrze będzie pogadać, powspominać skoro będziemy miały ponownie ze sobą kontakt.

- Słusznie  - przyznałem jej rację. - Skoro to luźne spotkanie, to czy mogę porwać Natalię?

- A nie wytrzymasz jeszcze trochę?

- Słabo z tym może być - przyznałem, po czym dodałem z niewinną miną. - Zwłaszcza, że Natalia jest mocno napalona.  

- Coo? - wyrwało się z gardła Karoliny Strzeleckiej.  

- Michał, chyba przesadzasz z bezpośredniością wypowiedzi - oznajmiła Anna z marsową miną, którą miała zobaczyć narzeczona młodego Stelmacha.  Mnie nie zwiodła. Znałem ten błysk w oku oraz ściągnięte usta. Gdyby nie obecność gościa, już przechodzilibyśmy do ostrej gry wstępnej.  

- Chciałem tylko opisać wyjątkowość chwili - oświadczyłem, niezrażony uwagą. - Natalia bardzo się liczy z twoim zdaniem, więc może sama ocenisz czy przesadziłem?

- Co masz na myśli?  

- Sprawdzian organoleptyczny - wyjaśniłem, z zadowoleniem obserwując, że Natalia podchodzi bliżej do przełożonej, stając tuż przed nią. - O tym, że nie powinniśmy czekać może świadczyć jak jest mokra.  

- Kurwa! Co jest grane! - mruknęła Karolina, a jej oczy stały się szerokie jak spodki. Wlepiła wzrok w pozostałe kobiety.  

- Michał, to niedorzeczne! - stwierdziła Anna. Jej policzki płonęły. - Co to za cyrk?! Sam sobie takie rzeczy sprawdzaj!

- Ja już to zrobiłem na korytarzu - oznajmiłem bez śladu zażenowania.  Podsunąłem dłoń do nosa byłej modelki. - Wciąż pachną Natalią.  

- Zabieraj łapsko! - Anna odtrąciła moją rękę. - Obok siedzi Karolina! Czy ciebie pogięło?! Po co to robisz?!  

- Dla mocniejszych doznań, a także z powodu jej obecności - odpowiedziałem w stu procentach zgodnie z prawdą. - Była ciekawa czy mój dar oddziaływania na kobiety to nie ściema. Niedowierzała, że to możliwe.

- Zgadza się - potwierdziła Karolina. - Wciąż nie jestem przekonana, choć pomału zaczynam się przekonywać.

- No właśnie, podkręćmy tempo uświadamiania waszego gościa - oznajmiłem z przekonaniem. - Nie pozwól stać Natalii bezczynnie. Sprawdź czy jest bardzo podniecona jak prosiłem!

- Nie muszę. Wierzę, że jest - Broniła się Anna, skrępowana obecnością narzeczonej młodego Stelmacha.  

- Nie musisz, ale chcesz. Ja też tego chcę - wyznałem. - Poznałem cię już Aniu. Znam to rozmigotane spojrzenie, zagadkowy wyraz twarzy, pąsowe wypieki i przyspieszony oddech. Naprawdę, chcesz mi wmówić, że przeszkadza ci, że patrzy na nas dziewczyna, która przecież nie jest dla ciebie całkiem anonimowa.

- Kurwa! On bzyka je obydwie - skomentowała mój wywód Karolina. Niby zrobiła to cicho, do siebie, ale usłyszeliśmy to wszyscy.  

Natalia, zgodnie z naszą umową, postanowiła wspomóc moje zachęty. Rozpięła spódniczkę, podciągnęła ją w górę, odsłaniając uda i figi.  

- To jest zmowa przeciwko mnie - jęknęła żona Banasia żałośnie. Zrezygnowana, zsunęła majtki z asystentki, sięgając dłonią do jej krocza. Natalia przygryzła wargi, zaciskając mimowolnie uda, gdy palce przełożonej wdarły się między jej wargi sromowe.  

Zerknąłem ukosem na Karolinę, ciekawy jej reakcji. Narzeczona młodego aktora patrzyła na erotyczną scenę z wyraźnymi wypiekami na twarzy. Oczu nie mogła oderwać od Anny I Natalii. Chociaż nie znałem jej długo, udało mi się doskonale ją zdiagnozować. Owszem, była skupiona na osiągnięciu wytyczonych sobie celów i ze względu na nie, gotowa na wyrzeczenia. Od początku było jednak dla mnie jasne, że lubi przygody, ten niesamowity dreszcz emocji związany niespodziewanym obrotem spraw, ekscytacją, a co za tym idzie również seksem i żądzą. Sebastian Stelmach stracił wyczucie albo nie miał pojęcia, jaki skarb ma przy swoim boku. Ewentualnie był nastawiony na zdobywanie kolejnych panienek i przymioty swojej partnerki miał za nic, w takiej sytuacji. Dla mnie oznaczało to jedno, zdobycie kolejnej kochanki będzie łatwiejsze niż by się wydawało.  

Żona Banasia penetrowała płytko cipkę Natalii, która kręciła mimowolnie tyłkiem. Drżącymi rękami podwładna rozpięła koszulę przełożonej, uwalniając zaraz potem jej piersi od biustonosza. Bajeczne grona wychynęły spoza połów ubrania, ale Anna nie przejęła się tym wcale. Była podniecona, znalazła się w punkcie, w którym przejmowanie się takim szczegółem, że obserwuje ją ktoś spoza naszego erotycznego kręgu, nie miało znaczenia.  

Po chwili, gdy odrzuciła krępującą jej ruchy koszulę na bok, zostając bez górnej części odzieży do pieszczot palców dołączyła język. Wtuliła twarz w krocze Natalii i nie przestając drążyć palcem szparki asystentki, zasmakowała jej również liżąc.  

- I co o tym myślisz? - stanąłem koło Karoliny, szepcząc jej do ucha.  

- To nieprawdopodobne! Jakbym oglądała na żywo film porno - odpowiedziała z przejęciem. - Jak to robisz?

- Samo się robi - uśmiechnąłem się półgębkiem, z zadowoleniem obserwując, że zabawiające się kobiety, pozbywają się do końca ciuchów. - Patrz uważnie, bo będzie jeszcze ciekawiej!

Podszedłem do zajętych sobą Anny i Natalii. Uniosłem nogę tej drugiej w górę, eksponując mocniej cipkę. Zaraz potem żona Banasia zrobiła to, o co ją poprosiłem. Zbliżyła piersi do krocza asystentki, przesuwając nimi po wilgotnych wargach sromowych. Gdy skończyła, spojrzałem tylko na Natalię, która zrozumiała mnie bez słów. Zagarnęła jedną z pachnących jej sokami piersi, liżąc i ssąc cudowne półkule z przejęciem. Wspomogłem ją, dobierając się do drugiej piersi. Obracając między wargami nabrzmiały sutek, czułem smak kobiecości Natalii.  

Upłynęła chwila, może dwie, gdy kochanki skupiły się na mnie. Pomagając sobie, sprawnie ściągnęły ze mnie spodnie i slipy. Jakiś czas temu byłbym pewnie skrępowany tym, że świecę gołym tyłkiem, a zwłaszcza sterczącym kutasem przed dopiero co poznaną, w zasadzie obcą dziewczyną. Teraz byłem na tyle zepsuty, że nie przejąłem się nawet odrobinę gapiącą się na naszą trójkę Karoliną. Z lubością przyjąłem pieszczoty Anny i jej asystentki. Podczas, gdy była modelka zabawiała się fiutem, dogadzając mu dłonią i ustami, Natalia całowała mój brzuch, a potem wylizała pośladki. Zamiana ról  
nastąpiła po chwili, a potem obie skoncentrowały się na moim prężącym się przyjacielu. Na przemian ssały, lizały i połykały członka oraz jądra, doprowadzając mnie do rozkosznego szaleństwa. Przytomnie wykorzystałem ten moment na zrzucenie z siebie koszulki.

Gdy nasyciłem się oralnymi pieszczotami, położyłem Annę tak, abyśmy oboje z Natalią mieli swobodny dostęp do jej krocza. Była modelka bezwstydnie rozchyliła nogi, eksponując nabrzmiałe, wilgotne wargi sromowe. Natalia zanurkowała między uda szefowej, przywierając do nich ustami. Pieściła je z taką łapczywością, że wprawiła ciało żony Banasia w niepohamowany trans. Pochylona mocno, by dłońmi sięgać ku piersiom przełożonej była dla mnie łakomym kąskiem. Klęknąłem za nią, gładząc i kąsając zgrabne, jędrne pośladki. Nie przerywając tych czułości, wsunąłem dłoń między uda, odnajdując mokrą szparkę. Palcem zanurzyłem się pomiędzy fałdki, płytko orząc rozkoszną bruzdę. Gdy intensyfikowałem doznania, Natalia odpowiadała natychmiast, z większą mocą robiąc dobrze Annie.

Otumaniona doznaniami żona Banasia przyciągnęła po chwili do siebie podwładną, która opadła na nią bezwolnie. Pozwoliłem im przez krótką chwilę migdalić się na kanapie. Pieściły swoje ciała, nie szczędząc sobie doznań i czułości. Gdy nakarmiłem swój wzrok dostatecznie tym widokiem, odczekałem, kiedy Anna była na górze, po czym chwytając biodra żony Banasia, przyciągnąłem ją do siebie. Spojrzała na mnie gorejącym wzrokiem.  

-  Chcę poczuć cię w sobie - oznajmiła cichym, rozedrganym głosem.  

Nie traciłem czasu na odpowiedzi. Też pragnąłem zatopić swój oręż w partnerce jak najszybciej. Podczas, gdy Anna robiła dobrze swojej asystentce dłonią, trąc nią niemiłosiernie wargi fałdki cipki Natalii, ja złapałem odpowiedni azymut i wszedłem od tyłu w byłą modelkę. Jak zawsze w takiej chwili, owładnęło mną potężne zadowolenie. Rozpalone, wilgotne wnętrze kochanki było idealnym środowiskiem dla twardego, pulsującego fiuta. Anna ochoczo przyjęła fiuta, po czym zacisnęła na nim mięśnie, jakby nie chcąc go stracić.  

Rozpierała mnie podsycana podnieceniem energia, więc od razu narzuciłem mocne tempo. Ściskając biodra żony Banasia, pieprzyłem ją z werwą, obserwując wijące się niżej ciała kochanek. Czułem wszechobecny w moim ciele żar, który przybierał na sile. W głowie rozbrzmiały znajome kuranty, wprowadzając mnie w stan bliski transu. Parłem z mocą do przodu, rażąc wnętrze kochanki coraz mniej subtelnie. To nie były już pchnięcia, tylko ciosy, które Anna przyjmowała z dziką rozkoszą. Odkąd mi uległa, przekonałem się, że zdecydowanie przedkładała ostre pieprzenie nad romantyczny, subtelny seks. Owszem, ta druga opcja była dobra na początek miłosnej gry, ale jej zwieńczenie powinno być pełne mocy, gwałtowne, niemal niekontrolowane.  

Ten szaleńczy seks przerwała nam Natalia. Po tym, jak otrzymała od Anny błogosławieństwo, stając się kolejną z moich kochanek, była bardziej śmiała w sygnalizowaniu swoich potrzeb. Wysunęła się spod szefowej, zaburzając nam rytm rżnięcia. Zatrzymała nas, abym mógł się teraz skupić na jej osobie. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie, ze sterczącym niczym maszt członkiem. Asystentka byłej modelki nie potrzebowała zachęty, aby się na niego nadziać. Uczyniła to szybko i sprawnie, osadzając się mocno na sterczącym palu, zwrócona do mnie plecami. Chwyciłem biodra partnerki, obawiając się, że może się zsunąć ze mnie w ferworze pieprzenia.  

Nasze stanowisko znajdowało się naprzeciwko fotela, na którym siedziała Karolina, co sprawiło, że narzeczona młodego Stelmacha miała doskonały widok na nasze poczynania. Teraz, z wypiekami na policzkach obserwowała tańczącą na mnie Natalię, która odchyliwszy ciało na tyłu, wyeksponowała doskonale epicentrum naszych działań. Młoda Strzelecka nie mogła oderwać wzroku od mojego fiuta, którego mniej lub więcej odsłaniała opadająca na niego cipka kochanki. Po chwili Anna przysłoniła jej lubieżną panoramę, gdy ujęła w dłonie falujące piersi podwładnej. Karolina pchana podnieceniem i ciekawością podniosła się z siedzenia, stając z boku, dwa kroki od naszego tercetu.  

Byłem pijany żądzą. Wypełniała mnie całego, wypalając rozkosznie moje trzewia. Nie dość, że pieprzyłem się z dwoma cudownymi kobietami, to jeszcze obserwowała nas trzecia. Obserwując w międzyczasie reakcje Karoliny, byłem pewny, że ta sytuacja zrobiła na niej kolosalne wrażenie. Nie uwolni się od obrazów naszego rżnięcia, a ostatecznie podda emocjom, pożądaniu i pragnieniom. Już niedługo, będzie równie chętna, ochocza i spragniona mnie jak pozostałe kochanki.  

Teraz jednak moja żądza skupiała się na Annie i Natalii.  
Była modelka uznała, że pora, by znów przejęła główną rolę. Pomogła asystentce zsiąść z moich kolan, po czym pospiesznie zajęła jej miejsce.
W przeciwieństwie do poprzedniczki, zwrócona była do mnie twarzą. Przylgnęła do mnie, obsypując namiętnymi pocałunkami. Piersi byłej modelki wpiły się w mój tors, gdy szukała optymalnej pozycji. Wreszcie, gdy nasze ciała się dostroiły, a kutas idealnie dopasował do jej rozgrzanego wnętrza, rozpoczęła szaloną sambę. Mogłem się rozkoszować każdym ruchem kochanki, pracą jej mięśni, wilgotną miękkością, która otulała mojego fiuta, promieniując rozkoszą na całe ciało. Było mi cudownie. Cząstki rozkoszy buzowały we mnie, panosząc się po wszystkich zakamarkach mojego ciała. Było mi tylko lepiej. Coraz lepiej.  

Anna pieprzyła mnie energicznie, wyczułem, że zbliża się do szczytu. Odchyliłem ją do tyłu, dokładając do jej ruchów, własne pchnięcia. Żona Banasia jęcząc, coraz bardziej odlatywała. Wtuliłem usta w jedną z jej piersi, ssąc sterczący sutek. Trwaliśmy tak dobrą chwilę, aż ciałem byłej modelki targnęły silne, niekontrolowane spazmy. Pozwoliła orgazmowi opanować swoje ciało. Zastygła z niemym jękiem w ustach, wyginając plecy w łuk. Sekundy potem, wyrwało się z jej ust głuche, przeciągłe powitanie ekstazy. Zatrzepotała na moim fiucie niczym szarpana wiatrem chorągiew, po czym opadła na mnie, całując mój obojczyk.  

Byłem mocno nakręcony, ale pozwoliłem jej na chwilę kontemplacji w takiej pozie. Jednak z boku czekało na mnie kolejne wyzwanie w postaci asystentki Anny, które kusiło niczym sprytny bies. Uwolniłem się z objęć żony Banasia, by móc dokończyć dzieła z jej podwładną.  

Natalia zareagowała na ten fakt, lubieżnym uśmiechem i roziskrzonym wzrokiem. Przerzuciłem ją przez oparcie kanapy, twarzą do siedziska, co sprawiło, że tyłek miała wyżej niż resztę ciała. Czując co się święci, zaparła się mocno, dłońmi chwytając za kostki stóp Annę, która po szczytowaniu doszła do siebie na tyle, że zajęła pozycję, która pozwalała jej na obserwację.  
Rozchyliłem bardziej uda asystentki byłej modelki, a zaraz po tym, wsunąłem fiuta do jej cipki. Wszedłem jak w masło, aż po same jądra. Przez moment rozpychałem się w wilgotnym, ciasnym wnętrzu, a potem częściowo z niego wychyliłem.  

Parę następnych chwil zaprzątały mnie tylko sztychy, którymi raziłem szparkę partnerki. Wkładałem w nie całą swoją energię, co skutkowało oszałamiającą reakcją Natalii. Lśniące od potu ciało dziewczyny drżało niczym w febrze. Biodra i tyłek fascynująco falowały, reagując na pchnięcia. Pomieszczenie wirowało niczym porwane przez huragan. Uniosłem głowę, napotykając jaśniejący wzrok Karoliny. Uśmiechnąłem się półgębkiem, z wyzywającą miną. Dałem jej odczuć, co się za nią kryło. Była inteligentna, nie potrzebowała werbalnych zapowiedzi i obietnic. Ta gra spojrzeń, sprawiła, że moje podniecenie osiągnęło wyższy poziom.  

Zapragnąłem zerżnąć Natalię analnie, czego jeszcze nie dane mi było zrobić. Zerknąłem na Annę, która miała się na tyle dobrze, że mogła mi pomóc. Bez słów zrozumiała co chcę zrobić. Chwyciła mocno podwładną za dłonie, mrugając do mnie znacząco. Na ten znak wyszedłem z cipki Natalii, a następnie rozchyliłem jej pośladki. Jeśli nie zorientowała się jeszcze do czego zmierzam, to mój pośliniony kciuk wbijający się w jej odbyt dał jej do myślenia. Poczułem, że robi się spięta, zaciskając mimowolnie pośladki.  

- Będzie dobrze - szepnęła jej do ucha Anna.  

Od razu wyczułem, że tyłek Natalii robi się mniej napięty, więc ponownie spenetrowałem mały otwór ukryty miedzy pośladkami. Tym razem dłużej i głębiej. Czułem, że kochanka drży w oczekiwaniu na nieznane doznania. Byłem zbyt podniecony, żeby czekać. Przytrzymując fiuta, naprowadziłem sino bordową żołądź na anus. Powoli, z wyczuciem naparłem na niego, z początku nie uzyskując nawet milimetra zagłębienia. Dopiero przy trzeciej próbie, mały otwór ustąpił, pozwalając zanurzyć się w nim płytko. Pierwsze koty za płoty. Stęknąłem ciężko, w duchu gratulując sobie pierwszego kroku ku spełnieniu pragnienia.  

Natalia jęknęła, po czym zamarła na moment, gdy pokonywałem kolejne centymetry, wbijając się w jej tyłek. Po chwili jednak, rozluźniła mięśnie, przekonując się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Gdy wszedłem wystarczająco głęboko, zacząłem przesuwać się w jej odbycie.  Z początku z większą atencją, ale, gdy przekonałem się, że odpowiada na moje pchnięcia ruchem bioder i tyłka, zwiększałem tempo i energię sztychów.  

Euforia zrobiła swoje. Jeszcze niedawno Natalia broniła się przede mną, a teraz nie tylko ją zdobyłem, ale posuwałem w zadek. Potężne dawki dopaminy zalewały mój mózg, sprawiając, że czułem się bosko. Rżnąłem analnie asystentkę Anny coraz śmielej, z zadowoleniem przyjmując fakt, że jej wcześniejszy opór rozpływa się jak lody w czasie upału.  

Wreszcie, po którymś z gwałtowniejszych sztychów ciało Natalii wysłało sygnał, że jest gotowe na orgazm. Naparłem więc z mocą, z satysfakcją zauważając, że ugina lekko kolana, a potem unosi tyłek. W ten sposób zrobiła sobie miejsce na własną dłoń. Podczas, gdy ja posuwałem ją w tyłek, ona dodatkowo pieściła swoją cipkę.  

Wspięła się na szczyt w mgnieniu oka.  
Czując, że coraz bardziej szarpie spazmatycznie biodrami, wzmogłem wysiłki jeszcze bardziej, mając nadzieję, że nie sprawię jej bólu. Moje obawy były bezpodstawne. Wśród kakofonii własnych jęków, Natalia zaczęła szczytować, co sprawiło, że ja również poczułem zbliżający się finał. W chwili, gdy ciało kochanki zamarło, pozwalając orgazmowi otulić je rozkoszą, poczułem, że moja wewnętrzna bestia powstaje z legowiska. Atomy szczęścia zbiły się w większe cząstki, by po chwili rozpadać na powrót, wybuchając ekstazą. Uwolnione nasienie, pokonało znajomą trasę w zawrotnym tempie, po czym wytrysnęło ze mnie w ciasnym wnętrzu odbytu partnerki. Zastygłem niczym żona Lota, a po chwili opadłem na kanapę obok zwiotczałej z rozkoszy Natalii.  

Anna, która co chwila zaskakiwała mnie czymś nowym, postanowiła i tym razem to zrobić. Podeszła do podwładnej, po czym rozchyliła jej pośladki. Widok działał na wyobraźnię. Nabrzmiały anus niczym miniaturowy gejzer wyrzucał z się niewielkie porcje spermy, która spływała swobodnie małymi strużkami na uda Natalii. Lubieżny uśmieszek jej szefowej sprawił, że roześmiałem się rubasznie.  

- Niezły widoczek - stwierdziłem wesoło.  

- Zgadza się, skarbie - przytaknęła Anna, kucając. Rozchyliła nogi Natalii, po czym zmysłowo przeciągnęła kilka razy językiem po jej mokrych udach.  

- Jesteś niesamowita! - mruknąłem, po czym spojrzałem na Karolinę, która dopiero teraz otrząsnęła się z szoku, po przeżytym spektaklu. - Jak ci się podobało?

- Nie mogę uwierzyć, że to się stało - wyrzuciła z siebie z przejęciem narzeczona młodego Stelmacha. - Znam przecież Anię... Natalię też... i nie dowierzam ogarniam tego co się tu stało. One to zrobiły... z tobą i dla ciebie.

- W rzeczy samej - odparłem dumny jak paw, naciągając, portki na dupsko .  

- Posłuchaj Karolina! Pojawiłaś się w świecie Michała - dodała Natalia, zakrywając swoją nagość bluzką. - Przyzwyczaj się, że będziesz jeszcze nie raz zdziwiona.

- Doprawdy? - mruknęła młoda Strzelecka. W tym pytaniu była przekora, choć niezbyt jawna, zdecydowanie podszyta niezdrową ciekawością.  

- Daję ci najwyżej dwa tygodnie - dodała od siebie Anna, bez pośpiechu wkładając na siebie majtki, a potem stanik.  

- Na co? - prychnęła Karolina.  

- Żądze i siła oddziaływania Michała na kobiety, to jedno - oświadczyła żona Banasia, po czym przeszła do rzeczy. - Nie zrobiłybyśmy z Natalią tego, gdybyśmy nie były pewne, że wkrótce i ty dołączysz do jego kochanek. Zanim upłynie ten czas, będziesz miała pierwszy raz z nim za sobą.  

- Jasne! Sorry, Aniu, ale to co czujesz źle wpłynęło na twoje postrzeganie rzeczywistości - odrzekła narzeczona młodego Stelmacha. - Nie jestem tobą, ani Natalią, przy całym dla was szacunku. Nie wiem, o co chodzi w tym wszystkim, ale to nie jest normalne. Ja nie jestem nawet chętna na rozważanie takiej opcji.  

- No cóż, przekonamy się wkrótce. - Włączyłem się do wymiany zdań. - Chciałaś się przekonać jak to działa, to proszę... voila... daliśmy ci darmowy spektakl erotyczny. Kolejnego z tobą w roli widza nie będzie. Czeka cię główna rola...

- Snuj dalej swoje mokre fantazje, erotomanie - odpowiedziała Karolina. Zastanawiające, że bez żadnej złości, oporu czy buntu. Spokojnie zakomunikowała to, o czym była w tym momencie święcie przekonana. Tak spokojnie jakby przed chwilą patrzyła na dwie kobiety na zakupach, a nie pieprzące się niczym w filmie porno, z uczniem ostatniej klasy liceum.  

- Zamierzam - oznajmiłem z lubieżnym uśmieszkiem. - A ty tymczasem zachodź w głowę jak to możliwie, przewijaj w głowie obrazy, analizuj szczegóły, spalaj się i...

- Dość! - Karolina machnęła zniecierpliwiona dłonią.  

- Zresztą... jesteś dużą dziewczynką, wiesz dobrze z czym to się je - dokończyłem, nie odrywając oczu od młodej Strzeleckiej.

- Ty jednak jesteś nienormalny - mruknęła Karolina.

- Raczej... niemoralny - dodałem, ubawiony grą słów.

- Słuchajcie, to było... nie wiem nawet jak to określić - oświadczyła narzeczona młodego aktora. - Nie powiem, że nie zrobiliście na mnie wrażenia, ale wasze przepowiednie nie sprawdzą się. Uwierzcie, że zostawię to dla siebie i nie pisnę nikomu ani słowa. Tymczasem, uważam, że dalsze rozmowy na jakiekolwiek inne tematy, w tej chwili są niewskazane. Dlatego, pożegnam się, życząc wam spokojnej reszty dnia.

Wszyscy troje odpowiedzieliśmy jej prawie jednocześnie. Po chwili patrzyliśmy jak opuszcza pokój, niepewnym krokiem, wciąż zdezorientowana i omamiona miłosną grą jakie była świadkiem.  

W przeciwieństwie do Anny, uważałem, że dużo szybciej wpadnie w moje objęcia. Jej reakcja nie była tak stanowcza, ani gwałtowna, ani wroga. W zasadzie, jak bym pociągnął temat dłużej, to może jeszcze dziś skosztowałbym jej słodyczy. Chciałem sie jednak z nią trochę jeszcze podroczyć, a poza tym, chwilowo byłem zaspokojony.  

- Odbiło ci? - Anna spojrzała na mnie z wyrzutem, ale bez złości. - Czemu to musiało się zadziać w ten sposób?

- A czemu nie? Nie bawiłaś się dobrze?  

- Było bosko, ale zaczyna mnie martwić, że daję się poznać od tej strony osobom, którym niekoniecznie bym chciała  - oznajmiła była modelka.  

- Nie przejmuj się tak - uspokoiłem Annę. - Ona za chwilę odsłoni się przed tobą.  

- Wiem, i tylko dlatego staram się nie robić z tego problemu - przytaknęła mi żona Banasia. - Proszę tylko, nie zwlekaj z tym i zerżnij ją ekspresowo.

- Masz to jak w banku - uśmiechnąłem się szeroko. Obietnicy towarzyszyła pewność, że tak się stanie. Po pierwsze zależało mi na zamknięciu sprawy z szantażem Laury. Do tego potrzebowałem pomocy Sebastiana Stelmacha, który chciał się uwolnić od narzeczonej z moją pomocą. Po drugie, ubywało mi kochanek i chciałem sobie powetować straty. Po trzecie natomiast, Karolina strasznie mi się podobała.  

W związku z powyższymi powodami, narzeczona młodego aktora była bez szans. Klamka zapadła.  

C.d.n....

Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 16261 słów i 89448 znaków, zaktualizował 8 wrz o 19:19.

11 komentarze

 
  • Majkel705

    Mam nadzieję, że następny odcinek będzie szybciej nie za pół roku :p

  • Iks

    Witam wszystkich. Bardzo dziękuję za cierpliwość, czekanie i pozytywne komentarze.  
    Pozdrawiam ciepło. X.

  • trantolo

    Wow warto było czekać. Pochłonełem ten odcinek tak szybko że czuje tylko chęć czytania następnego. Super piszesz i te wątki które trwają i zmuszają do czekania to sztos. Proszę o następny odcinek. Pozdrawiam  :bravo:

  • G.

    Kornelia zmieniła się w Karolinę? :)

  • Iks

    @G. Bardzo dziękuję za czujność. To spore niedopatrzenie, spowodowane tym, że Michał za dobrze sobie radzi i jego trzódka jest niemała :).

  • Qaas

    Kolejna część i kolejny sukces. Super. Choć czas oczekiwania na dalsze przygody Michała jest zatrważająco długi. Proszę o następną część na wczoraj . Pozdrawiam i czekam na kolejną część  :yahoo:  :danss:

  • Poznaniak

    Ekstra, długo się czekało, ale warto było 😁 . Oby tak dalej, może by tak rozwinąć jego dar w jakiś ciekawy sposób np żeby mógł wprowadzać sny erotyczne 😁.

  • Sl

    Naprawdę super,warto było poczekać dłużej,ty jesteś niesamowity.

  • ja

    super

  • papcio

    Miło, że wróciłeś. Nie mogę się doczekać upadku Banasiów  :bravo:

  • Majkel705

    Nareszcie kolejny odcinek czyta się super prawie jednym tchem  :yahoo:

  • Zdrowynapalony

    Widzę że wróciłeś 💪💪💪