Przypadek Michała cz.XXV

Przypadek Michała cz.XXV****

Druga przerwa międzylekcyjna w Nowym Roku. Wszyscy myślami są jeszcze przy Sylwestrze, a może świętach Bożego Narodzenia. Najbardziej prawdopodobne, że tkwią w oparach beztroski czasu wolnego.  

Idąc w stronę sali gimnastycznej, na wysokości sekretariatu natknąłem się na Wiktorię. Znalazła sobie spokojne miejsce, wolne od tłumu uczniów, którzy niczym pszczoły w ulu przypominali brzęczącą masę. Czytała coś z przejęciem w telefonie.

- Hej, co porabiasz? - Podszedłem do niej bliżej.  

- Nic takiego  - mruknęła, rozejrzawszy się na boki. - Czy ty też masz wrażenie, że wszystko naokoło pulsuje, wrze i krzyczy?

- Trochę, ale nie aż tak. - Uśmiechnąłem się serdecznie. - Masz ewidentnie problem z powrotem do szkoły.

- A ty nie?  

- Tylko w stopniu standardowym. Daję radę. - stwierdziłem. - Mogę ci jakoś pomóc?

- Tak. Urwij się ze mną ze szkoły - zaproponowała Wika tonem, po którym ciężko było stwierdzić, czy to tylko żart, czy niekoniecznie. - Zaszyjemy się w twoim wolnym mieszkaniu i zrobimy coś fajnego z czasem.  

- Tak to sobie wymyśliłaś, spryciulo? - Mrugnąłem łobuzersko. - Sorry, ale innym razem. Zaczynamy przeginać z bzykaniem.  

- Przeginać? I ty to mówisz?

- No patrz no ty! Czasem i ja nie mam ochoty. Nie jestem maszyną - oświadczyłem, czując ukłucie irytacji. Nie chciałem o tym gadać. Nie chciałem też urazić Wiki. Potrzebowałem zmiany tematu. - Dajmy temu spokój! Dla odmiany, powiedz co czytałaś.

- Takie tam...

- Jakie?

- Będziesz się śmiał...

- Żartujesz?! Zapodawaj!

- Wpisz w wyszukiwarkę "opowiadania, nobody, olo42" to dowiesz się wszystkiego - podpowiedziała blogerka.  

- A co się za tym kryje? - zaciekawiłem się.

- Środkowe słowo jest kluczowe. To login dziewczyny piszącej fajne teksty - wyjaśniła Wiktoria. - Może nawet ci się spodobają?

- Nie jest to... - przytaknąłem, by oniemieć w połowie zdania. Kilka kroków od nas, korytarzem w naszą stronę, szła rachityczna pani Marzena. Wspólniczka radnego Banasia.  

- Michał, co ci jest?- zaniepokoiła się Wika.

- Nic. Niepokoi mnie ta kobieta - szepnąłem dziewczynie na ucho. - Nie spodziewałem się jej zobaczyć w naszej szkole.  

- To jakiś nowy wróg?

- Być może..., ale na razie... ciii.

- Aha! Kroi się jakaś afera? - Oczy blogerki rozpaliło zainteresowanie.  

- Nie..., nie wiem... sorry Wika, muszę wysłać sms-a. - Machnąłem do niej, ruszając przed siebie. Omal nie zderzyłem się z mijającą nas panią Tracz.  

Po chwili napisałem dwie  wiadomość tekstowe, siedząc w kabinie toalety.  
Pierwszą do Bogny.  
"Napisz, na której przerwie mogę do ciebie zajrzeć. Super ważna rzecz!"
Drugą natomiast do Anity.  
"Koniecznie musimy się spotkać! Najlepiej dziś. Wydarzyło się coś ważnego."  

Idąc do klasy, pełen byłem złych przeczuć. Po co to indywiduum kręci się po naszej szkole? Co, do jasnej cholery znowu się ma zdarzyć!

W kieszeni zapiszczał mój telefon. Przyszła szybka odpowiedź od Bogny.  
"Jeśli to tak ważne, czekam na najdłuższej przerwie." Ciekawe, co sobie pomyślała? Afery, seksy i cudowne właściwości mózgu!  
Zaczynałem tęsknić za nudnym życiem przeciętnego maturzysty.  

****

Jak się rzekło, wylądowałem w gabinecie Bogny o określonej porze, zadowolony, że udało się to bez żadnego problemu. Sekretariat świecił pustkami. Jedna z pań była na urlopie, druga się pochorowała. W sumie dla nas dobrze.  

- Witaj, młodzieńcze. - Bogna pożądliwie omiotła wzrokiem moją sylwetkę. Ostatnio, była w sumie najbardziej zaniedbaną z moich kochanek, co wynikało z nie do końca zależnych ode mnie przyczyn. Jako jedyna miała tak poukładane życie. Męża, absorbującą pracę i najwięcej do stracenia. W tym momencie więcej nawet niż Anita. - Mam uczynić ze swojego gabinetu niezdobytą twierdzę? - Mówiąc to odsłoniła lekko palcem dekolt.

- Możesz tak zrobić, ale z innych względów - zgodziłem się, widząc jej zdziwioną minę.  

- Taka wiadomość od ciebie, to dla mnie było jasne, że cię przypiliło do pani dyrektor - stwierdziła Bogna, wracając za swoje biurko, po zamknięciu drzwi sekretariatu. - Tymczasem mówisz, że to o co innego chodzi, więc słucham.

- Widziałem dziś na korytarzu pewną kobietę. - Zacząłem bez zbędnych wstępów. Nie były potrzebne, a poza tym przerwa nie trwa wiecznie. Nawet najdłuższa. - Wysoka, chuda i mało sympatyczna. Co robiła u nas w szkole?

- Jeśli to ta osoba, o której myślę, to pytanie powinno brzmieć "co robi" - wyjaśniła dyrektorka. - To nasza nowa pani psycholog, o której ci kiedyś wspominałam. Miała być już po świętach, ale pojawiła się dopiero teraz. Nazywa się Marzena Tracz.  

- Co o niej wiesz?

- Boże Michał, zaczynam się o ciebie martwić - Bogna przyjrzała mi się wnikliwie. - Wszystko z tobą dobrze?

- Jak najbardziej. Niedobrze natomiast, że ona jest u nas, uwierz mi - oświadczyłem.  

- Wiem, że ta kostucha to suka pierwszej wody, ale jak na razie to ja tu rządze i jestem szefem - przyznała Bogna. - Nie dam zrobić krzywdy szkole, ani żadnej w niej osobie.

- Rozumiem, że wiesz o tej aferze z zamkniętą szkołą? - dopytywałem.  

- A kto nie wie? - żachnęła się ponętna dyrektor. - Spokojnie Michał, poradzę z nią sobie. Wezmę ją na krótką smycz.  

- Oby.  

- Wątpisz we mnie?

- Posłuchaj Bogna - ściszyłem głos. - Nie powiem ci skąd, ale wiem, że ona z radnym Banasiem kombinują, żeby zrobić kuku pani Grześkowiak.  

- No i co? Nie przepadasz przecież za anglistką.

- To się zmieniło - stwierdziłem lakonicznie. - A poza tym to twoja podwładna.

- Hola mój panie! Uczysz mnie, co należy do moich obowiązków? - mruknęła nieciekawie Bogna. - Pohamuj trochę emocje!

- Przepraszam, ale naprawdę wszystko sie poukładało z anglistką - stwierdziłem potulnie. - Ona jest super, a ten babiszon na pewno nie!

- Michał, ty jesteś maturzystą! Nie powinieneś wiedzieć o żadnych brzydkich sprawkach ludzi, którzy już dawno są po egzaminie dojrzałości! - podsumowała moje słowa pani dyrektor.  

- Obiecaj mi tylko, że będziesz czujna - poprosiłem.  

- Masz to jak w banku - oznajmiła Bogna. - Od pierwszej chwili znielubiłam to chude straszydło! Baba jest okropna. Dała mi do zrozumienia, że zbyt odważnie się ubieram, że jest w połowie ode mnie niezależna i zauważa pierwsze złe standardy w działaniu szkoły.  

- Jakaś wiedźma!

- Spokojnie. Nie byłam jej dłużna - pochwaliła się dyrektorka. - Damy radę Michał, zobaczysz.

- Niech będzie - przytaknąłem, podnosząc się do wyjścia. - Idę. Zaraz dzwonek.  

- I znów nici z figli - westchnęła Bogna. - Brakuje mi twojego wigoru, chłopczyku.  

Obróciłem się, przyglądając sie jej chwilę. Wełniana spódniczka filuternie podciągnęła się, odsłaniając sporo ud. Dekolt fantazyjnej, gustownej koszuli odsłaniał pełne, krągłe piersi. Byłem pewny, że przynajmniej dwa guziki odpięła przed moim przyjściem. Pojawiło się znajome mrowienie w podbrzuszu, a potem obraz drugiej osoby.  

- Zaradzę coś na to jak najprędzej - obiecałem. - Wyślę ci za chwilę kolejnego sms-a z opisem mojego pomysłu na tą randkę. Zdziwisz się, ale może ci się to spodobać.  

- Czekam zatem, przystojniaczku.  

- Pa, pani dyrektor.  

Na następnej przerwie napisałem do niej obiecaną wiadomość. W odpowiedzi dostałem zwrotną. "Poważnie!!! Chcę tego! Zajmę się tym jak najszybciej. "

Uśmiechnąłem sie szeroko do telefonu. Zaraz potem pojawił się mój wyrzut sumienia. Twarz Kornelii i własne postanowienie. Byłem tak słaby czy tak zepsuty? Równie szybko znalazło się usprawiedliwienie. Przecież nie mówiłem, że zaprzestaję zabaw z dziewczynami. Tylko, że je ograniczam.

Mistrzostwo świata w lawirowaniu.

****  

Z Anitą spotkałem się po lekcjach. Czekała na mnie pięć minut drogi od szkoły w swoim żółtym fiacie.  

- Wskakuj! - zarządziła, uchylając mi drzwi.  

- Cześć Afrodyto. - Przywitałem ją jak przystało na boginię. Nie miałem z nią dziś lekcji. Parę razy jedynie, gdzieś przeleciała mi przed oczami, dlatego przez moment zaniemówiłem, widząc jej rozpuszczone włosy oraz bajecznie ułożone włosy. Dawno takich nie nosiła. Opadały na ramiona łagodnymi falami, połyskując w świetle.  

- Onieśmielasz mnie takimi powitaniami i do tego znów tak patrzysz Michał - jęknęła Anita. - Mam ochotę pojechać w ustronne miejsce, a potem zrobić to z tobą w aucie.

- W twoim? Seks w fiacie 500? To zbyt zboczone.  - Pomysł wzbudził moją wesołość. - Mam uwagę a propos twojej fryzury. Jutro też masz mieć taką. Bezwzględnie.  

- Ok.. Robisz się wymagający - Belferka teatralnie przewróciła oczami. - Co się stało?

- O tą nową psycholog .

- Tą Marzenę? Co z nią?

- Ona jest od Banasia. Uważaj na nią bardzo - oznajmiłem z przejęciem. - Mało tego, widziałem na własne oczy, jak radny pokazywał jej twoje zdjęcie.  

- Gdzie to widziałeś?

- U tej osoby, która pomogła mi, gdy wyciągałem ciebie i dziewczyny z szamba - wyjaśniłem.  

- Czyli zbok nie posłuchał rady i próbuje bruździć? - zasępiła się Anita.

- Wątpię. Nie zadzierałby z ludźmi, którzy mu zabronili takich akcji - mówiąc to, podrapałem się w brodę. - To jakoś inaczej się odbywa, tak, że się nie boi konsekwencji.

- Pewnie tak.

- To tyle chciałem - spojrzałem czule na anglistkę. - Martwiłem się.

- Dzięki. - Poczułem jak zaciska dłoń na moim kolanie. - Dawno nikt się mną nie przejmował.

- Do usług.

- W sumie te włosy są nie bez powodu - wyznała Anita. - Mama dzisiaj spotkanie. Podpisuję papiery na mieszkanie, które kupuję w Warszawie.  

- Gratuluję!

- Też się cieszę, że będę miała własny kąt - oświadczyła zadowolona. - Trochę czasu jednak mam, więc jak chcesz to w ramach rewanżu za komplement i to spojrzenie, zapraszam na chwilę do swojego obecnego lokum.

- A twoja siostra, a Nastka?

- Pojechały. Wrócą późno wieczorem.

- To jedźmy! - zarządziłem z entuzjazmem, czując mrowienie i ciepło w podbrzuszu.  

Kwadrans później byliśmy na miejscu. Wchodząc do mieszkania, zatrzymałem się tuż za progiem. Anita szybko dokonała przeglądu pomieszczeń, upewniając się, że jesteśmy rzeczywiście sami, po czym wróciła do mnie. Stałem oparty o stylową, nadszarpniętą czasem komodę. Patrzyłem jak  zsuwa płaszcz, odsłaniając strzeliste kolumny nóg, obleczonych rajstopami i krótką spódniczką.  

- Jak mówiłam czasu nie ma wiele, ale... . - Ściągnęła bluzkę przez głowę, a potem pozbyła się biustonosza.  

Z podziwem patrzyłem na kołyszące się piersi. Dojrzałe, obleczone jedwabistą skórą grona cudownych owoców.  

- Anita.

- Tak?

- Nic. Chciałem tylko powiedzieć twoje imię - wymruczałem, zagarniając oraz całując sprężyste półkule.  

- Możesz to zrobić jeszcze raz? - Uwolniła się z mojego uścisku, uginając nogi w kolanach i kucając przede mną.

- Anita...

W odpowiedzi zamruczała tylko jak kotka. Zadowolona oraz chętna.  
Rozpięła sprawnie pasek i rozporek moich spodni. W ciągu paru sekund zostałem obnażony od pasa w dół. Krążąca szybciej krew pompowała prężącego się kutasa w tempie ekspresowym. W kontakcie z chłodną dłonią belferki rozkwitł jeszcze mocniej. Od krocza przeniknął mnie przyjemny dreszcz promieniujący na lędźwie, brzuch i uda.  
Poddałem się woli Anity. Zmrużyłem oczy, gdy chłodne palce przesunęły się po pełnym żył konarze. Wczepiły się w skórę, naciągając ją i odsłaniając żołądź. Kilka niewinnych ruchów ręką w połączeniu z pracą nadgarstka sprawiło, że krew uderzyła mi do głowy. Cząsteczki przyjemności wariowały pod czaszką, rozbijając się o neurony, iskrzące od nadmiaru rozkoszy.  
Mój fiut prowadzony wprawną ręką anglistki wniknął między prężące się przed nimi piersi. Przycisnąłem je z boku, by wzmóc napór, a przy tym doznania podczas poruszania się w tym szczególnym gnieździe.  

Trudno nasycić wzrok tak miłym obrazem. Niemniej jednak Anita była umówiona , więc nie rozczulała się moimi zachwytami. Uwolniła członka, by móc z wprawą przejść do dalszych pieszczot. Krótko bawiła się nim samym dłonią, by w końcu unieść go lekko i zassać naciągnięte jądra.  
Liżąc je dokładnie, przechodziła coraz wyżej, przez pokryty węzłami żył trzon fiuta, aż do samej żołędzi.  

Nastał moment, gdy mój kompan został zaproszony do ust anglistki. Robienie loda w wykonaniu Anity to było dzieło sztuki. Zsynchronizowane działanie języka, warg, palców i tempa. Każde muśnięcie i najlżejszy dotyk miały swój cel. Odpływałem w niebyt, czując, że nie potrzebuję komody pod sobą. W zasadzie nie potrzebowałem niczego. Mogłem unosić się w przestrzeni, naładowany rozkosznym uczuciem zassania się w gardle belferki.

Mogłem pozwolić dokończyć jej dzieła, ale zapłonął we mnie ogień, który nie pozwalał być biernym. Ruchem dłoni, którą ująłem Anitę pod brodę, sprawiłem, że podniosła się, stając na wyprostowanych nogach.  

- Michał, nie mamy czasu! Daj mi skończyć! - Przypomniała. Mnie interesowały jednak bardziej pociemniałe z podniecenia oczy partnerki.  

- To nie potrwa długo. Jesteś niesamowita - wydyszałem, ustawiając ją przy komodzie, zwróconą tyłem do mnie i podciągając spódniczkę.  

- Ale... - Próbowała jeszcze zaprotestować, ale poddała się, gdy szarpnąłem rajstopami, ściągając je w dół. To samo uczyniłem z figami, które opadły nisko ku kostkom stóp anglistki. Dotknąłem palcami jej warg sromowych. Były wilgotne i nabrzmiałe.

- Michał... - jęknęła Anita. Tym razem namiętnym i zrezygnowanym.  

Przytrzymałem członka, naprowadzając go na cel. Różowa, pokryta upojną rosą bruzda była łatwym celem. Lśniąca żołądź wniknęła między fałdki, prąc głębiej ku rozpalonemu wnętrzu. Gdy wreszcie cały kutas wypełnił norkę, ta zacisnęła się na nim, otulając go lepkim ciepłem.  

Anita poruszyła biodrami, dostosowując się do mnie. Czułem, jak zaciska na mnie mięśnie Kegla. Byłem tak rozpalony, że nie potrzebowałem wiele do spełnienia. Położyłem ręce na ramionach partnerki, mocno je ujmując i rozpocząłem szturm na tyłek anglistki. Uderzenia były silne i precyzyjne. Sztychy i cofnięcia. Powtarzające się sekwencje, napędzane żądzą i skutkujące eksplozją rozkoszy.  

Wszystko skończyło się bardzo szybko. Olbrzymie podniecenie szybko poskutkowało pojawieniem się pierwszych oznak orgazmu. Żar w podbrzuszu stał sie bardziej odczuwalny. Rozsadzała mnie euforia. Zsunąłem ręce niżej, chwytając mocno biodra Anity. Jeszcze moment, a skończę to rżnięcie.

Nieoczekiwanie belferka wyswobodziła się z moich rąk. Powłóczystym spojrzeniem omiotła pole miłosnej potyczki.

- Nie mam czasu na dodatkowe zabiegi, sprzątanie i toalety - wymruczała. pochylając się ku członkowi.  

Objęła go ustami, pocierając jednocześnie dłonią. To było niczym otwarcie tamy. Rozżarzona lawa rozlała się po wewnętrznej erupcji wywołanej siłą rozkoszy, pędząc ku przeznaczeniu. Nasienie wypływające ze mnie spływało do gardła kochanki. Anita bez mrugnięcia okiem, przełykała kolejne jego porcje, starając się nie uronić ani kropli.  
Po chwili całe napięcie ustało. Pozostał błogi stan umysłu. Szczęście.  

Nauczycielka otarła usta po perlistej uczcie. Widząc ostatnie krople spermy przyklejone do czubka kutasa, wylizała je skrupulatnie. Wesołe ogniki rozświetlały wzrok Anity. Pokręciła głową z uznaniem.  

- Miało być trochę inaczej, byczku - jęknęła, patrząc na podarte rajstopy. - Muszę się szybko doprowadzić do porządku.  

- Myślałem, że jeszcze trochę popracuję nad tobą - westchnąłem zawiedziony, sięgając ręką do krocza anglistki.  

- Nie ma mowy! Nie teraz! - Dostałem lekko po łapach. - Zarzucaj gacie na tyłek i zostaw mnie samą! Inaczej to się źle skończy!

Przywarła do mnie ustami, pachnącymi nasieniem.  
Ciepłymi. Miękkimi. Drżącymi.

- Bądź grzeczny i posłuchaj się, proszę - szepnęła.

Nie wypadało odmówić. Zrobiłem więc, o co prosiła. Ja się ubierałem, ona krzątała w pośpiechu.  
Gdy się ogarnąłem, chwyciłem za klamkę drzwi. Byłem gotów do wyjścia.

- Na razie, Afrodyto.  

- Pa, Adonisie.  

****

Dwa dni później po lekcjach umówiłem się z Sabą w jej domu.  
Sylwestrowa noc była czasem nowego otwarcia dla techno czarodziejki. Dziewczynę niemal roznosił apetyt na seksualne ekscesy. Grupowe harce uwolniły ukrytą w niej głęboko nimfomankę. Odnosiłem wrażenie, że największym zmartwieniem Spacji od kilku dni jest to, kiedy zorganizujemy następny maraton miłosnych igraszek. Kolejnym, jak moglibyśmy go ubogacić? Jakby tamtej nocy było zbyt skromnie, oczywiście!

Przekraczając próg domu Sabiny i Kornelii naszykowałem się na zmasowany atak, który będzie miał na celu przekonanie mnie do bzykania ze Spacją. Aby nie tracić zbytnio energii na bezowocny opór, postanowiłem, że ulegnę. Porządne pieprzenie z tak atrakcyjną dziewczyną to w końcu nie kara. To, że mam się wziąć w garść i ograniczyć ilość seksu, a także jego mniej standardowe gatunki, nie może być powodem, że zacznę żyć jak mnich.  

Spotkało mnie zaskoczenie.  
Sabina nie tylko nie nalegała na baraszkowanie, ale wręcz studziła mój nakręcony lekko wizjami zapał. Przywitała się jedynie gorącym pocałunkiem, połasiła trochę i to było na tyle.  

- Coś się stało? - Zaciekawiłem się mocno, gdy znaleźliśmy się w jej pokoju, na górze.  

- Nie, a czemu pytasz? - Techno czarodziejka skwitowała pytanie  wzruszeniem ramion.  

- No wiesz, ostatnio raczej cię było trzeba studzić i odrywać ode mnie - stwierdziłem, nie kryjąc zaskoczenia. - Dziś tylko skromne buzi i miziu-miziu. Nagle taka zmiana postawy, to pytam.  

- Przestań Michał! To dla mnie też frustrujące - wyznała Saba. - Wcale nie mam mniejszej ochoty, ale zaraz będzie w domu Nela. Nie chce żadnych seksów i nieprzewidzianych sytuacji.

- Poważnie, tak się przejmujesz młodszą siostrą?

- Niby mnie nie dziwi, że o to pytasz - oznajmiła ze skwaszoną miną moja rozmówczyni. - Tyle, że po tym jak jej opowiedziałam o Sylwestrze, zrobiła mi dużą awanturę.  

- Dlaczego? Jesteś dorosła i odpowiedzialna - skwitowałem krótko.

- Ona uważa, że dorosła tak, ale odpowiedzialna to już nie - prychnęła Sabina. - Według niej, to nienormalne, że nie przeszkadza mi być jedną z wielu. To w ogóle jakaś chora sytuacja, która źle się skończy. To związek popaprany, bez szans na happy end i tyle jeśli chodzi o zdanie Neli.    

- Zgodzę się, że nie jest to związek standardowy, ale nikt w nim nie czuje się pokrzywdzony, prawda? - spojrzałem techno czarodziejce głęboko w oczy.  

- No właśnie, ale ten argument jej nie przekonuje - stwierdziła markotna Saba. - Uważa, że za twoim powodzeniem u dziewczyn kryje się jakaś tajemnica.  

- Jasne, spiskowe teorie dziejów - mruknąłem lekceważąco. - Nie sądziłem, że Kornelia, poukładana panna, wierzy w takie historie.  

- Mówię ci, szkoda gadać... - westchnęła ciężko Sabina i przewróciła oczami. Na dole rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. - O wilku mowa...

Po chwili młodsza z sióstr zapukała do drzwi pokoju starszej. Gdy usłyszała zachętę do wejścia, wparowała do pomieszczenia z miną, od której surowe ogórki kiszą się same, w ekspresowym tempie.  

- Kochankowie spod Warszawy - prychnęła wyraźnie zła jak osa Kornelia. Chociaż oszczędziliście mi widoku migdalenia!

- Cześć, miło mi cię widzieć - starałem się zachować stoicki spokój, artykułując powitanie.  

- No jasne! Gdyby Saba wiedziała, że mnie nie będzie już znalazłbyś przytulne gniazdko między jej nogami - zjadliwie mruknęła Nela, siadając w fotelu naprzeciwko nas.  

- Nie musisz być taka dosadna - zwróciła jej uwagę Sabina. Drażniło mnie nastawienie młodszej siostrzyczki. Czułem rosnącą irytację.  

- Dosadna?! Weź się siostra ogarnij! - Kornelia poczerwieniała na twarzy. - Dosadnie, a nawet przesadnie to się zabawiliście w Sylwka!  

- Miałyśmy już o tym...

- Nie uciekaj od tematu! Niech twój amant też posłucha, co mam do powiedzenia!  

- Przecież znam twoje zdanie - wtrąciłem się lekko.  

- Ty siedź cicho lepiej! - Nela zamachała nerwowo rękami.  

- Ale...

- Moja starsza siostra jest świetną dziewczyną. - Nieco ciszej wyznała młodsza z dziewczyn. - Zawsze była mądra, sprytna i odpowiedzialna. Naraz pojawiłeś się ty i wszystko rypnęło.  

- To nie jego wina... - próbowała wyjaśnić Sabina.

- Pewnie. Winny jest zmieniający się klimat - syknęła zjadliwie Nela. - Saba, co się z tobą porobiło!? Bawisz się w seks grupowy, służąc za zabawkę temu gościowi i jego lalkom!  

- Spokojnie przyzwoitko - zaoponowałem, czując, że moja irytacja pęcznieje. - Wyluzuj lekko, bo powiesz coś za dużo!

- I co?! Ukarzesz mnie za to?!

- Nela, teraz ja zapytam. Co się z tobą dzieje? - jęknąłem, próbując zwalczyć gniew. - Rozumiem, że dziwią cię moje relacje z siostrą. Mało tego rozumiem, że mogą ci się nie podobać, ale reagujesz zbyt przesadnie.

- Odwal się ze swoją pseudo psychologią! - Złość wykipiała z dziewczyny. - Traktujesz Sabę jak seks zabawkę i wyjeżdżasz mi tu ze swoim "wyluzuj"!  

- Nela... - jęknęła Sabina.

- Cicho!

- Zobacz jak się wkurzasz? To przegięcie! - wycedziłem, zaciskając zęby. - Nie traktuję Saby w sposób odrobinę nawet gorszy od tego, niżby chciała.

- A i owszem! Ty ją po prostu pieprzysz, kiedy masz ochotę!

- Nela! - krzyknęła techno czarodziejka, wybiegając z pokoju.  

- I co ci z tego przyszło? - warknąłem, zagotowany ze złości.  

- Gówno! Powiedziałam ci, że nie podoba mi się, co robisz z moją siostrą - Żmija którą miała w sobie Kornelia, wysyczała jadowicie. - Jeśli się nie odwalisz od niej zrobię szum na całe miasteczko.  

- Poważnie?

- Nie lekceważ mnie, Michałku! Świat dowie się, że posuwasz śliczną panią anglistkę, wyuzdaną panią dyrektor i stadko koleżanek - czerwona na twarzy Kornelia wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu.  

- Przykro mi patrzeć na ciebie, Nela - stwierdziłem. - Miałem cię za super dziewczynę, ale twoja postawa wobec mnie i Saby, a zwłaszcza wściekłość z jaką na nasze bycie razem reagujesz stawia moją tezę w nieco innym świetle.

- Skończ swoje mądrości, a zacznij obiecywać, że odpuścisz Sabie i dasz nam spokój! - z harda miną powiedziała młodsza siostra techno czarodziejki.  

- Tak zrobię, jeśli stawiasz sprawę w ten sposób - odparłem, postanawiając w duchu, że chwilowo ulegnę perswazji. - Korci mnie jednak, żeby coś powiedzieć...

- Co takiego?

- Tak sobie myślę, że twoja złość może wynikać z zazdrości - stwierdziłem, obserwując reakcję dziewczyny. - Jest możliwe, że to ty chciałabyś być na miejscu Saby i robić za moją "seks zabawkę" jak to delikatnie ujęłaś?

Zanim usłyszałem jej odpowiedź, zauważyłem szybki ruch ręki Kornelii. Zaraz potem zapiekł mnie policzek. Musiałem przyznać, że wymierzony mi policzek był z gatunku tych naprawdę siarczystych.  

- Jesteś straszny gnój! Spieprzaj z naszego życia!

Zszedłem na dół po schodach, odnajdując w kuchni Sabinę. Pożegnałem się z nią, z bólem wyjaśniając sytuację. Była zdenerwowana, smutna i rozbita. Nie zgadzała się z siostrą, a zarazem z tym co mówię również, ale nie protestowała.  
A ja, cóż? Nie chciałem powodować awantur w ich życiu, ani nie tworzyć ich w swoim. Chwilowo odpuszczałem lub - jak to zwykli w czasie wojny nazywać mistrzowie propagandy - wycofywałem się na z góry upatrzone pozycje. Liczyłem, że kiedy obydwie ochłoną, przegadają sprawę, znajdą rozwiązanie, które pozwoli mi być bliżej Sabiny, a jej młodsza siostra nie będzie dostawać od tego ataku szału.  

Wychodząc czułem jeszcze jedno potężne uczucie. Wściekłość. Adresatem mojego wkurwienia była Kornelia. Dzisiejszym wystąpieniem przekroczyła granicę, za którą Michał Wanat przestaje się liczyć z innymi. Niezależnie od tego jak ostatecznie ułożą się relację między mną, a obydwiema siostrami, chciałem dać młodszej z nich nauczkę.  

Nie była to jednak sprawa na teraz. W tej chwili potrzebowałem dać upust emocjom, buzującej we mnie złości. W dupie miałem świętoszkowate postanowienia! Mając do wyboru coś zniszczyć, rozwalić doszczętnie, a ostro zerżnąć jakąś niewiastę, skłaniałem się ku tej drugiej opcji. Zastanawiałem się tylko, która z moich kochanek będzie musiała przyjąć co da jej los zgotowany przez wymysły Kornelii.  

Dylemat szybko się rozwiązał. Nieco ponad kwadrans później zadzwonił mój telefon. Zaraz po tym jak zakończyłem rozmowę, skupiłem się na darze, podsycając go emocjami, które wciąż we mnie się gotowały.  

Za trzy godziny zacznę je studzić w najlepsze.

****

Na dworze zrobiła się koszmarna pogoda. Po przebycia nie miałem odległości mierzonej w kosmicznych milach, ale nie miałem ochoty łazić w taką pluchę. Ojciec zabrał auto, więc ewentualne podrzucenie mnie w rejony bliższe mojego celu też nie wchodziło w rachubę. Wbiłem się w autobus, który o tej porze był niemal pusty. Z przodu siedziały dwie panie, a na samym tyle nieco starszy ode mnie młody facet.  
Usiadłem na siedzeniu, trochę bliżej tego gościa, wyciągając prawie natychmiast komórkę. Znak czasu. Takie pokolenie i w ogóle, bla, bla,bla. Nieważne. Trzeba jakoś zabić te kilka minut spędzonych w środku miejskiej komunikacji.  

Szybko przeszła mi ochota na przewijanie kolejnych stron, ponieważ zaciekawiła mnie rozmowa kolesia siedzącego za mną. Gość miał dość mocny głos i choć starał się mówić dyskretnie, to słabo mu to wychodziło. Rozmawiał już, gdy wsiadałem, ale dopiero teraz to co mówił stało się niezwykle ciekawe.  

- Proszę pana, ale ja się staram jak cholera. Pani Iwonie moje podchody też wyraźnie się podobały, ale ostatnio jakby mniej na niej robią wrażenie. Coś jej przeszkadza i zamiast łatwiej jest mi trudniej - tłumaczył koleżka komuś przez telefon.  

Nadstawiłem bardziej ucha, udając, że nic nie zajmuje mnie bardziej niż ekran komórki.  

- Wiem, że zależy wam na tym i nie zamierzam się poddać. - Młody facet przemówił po chwili, gdy zapewne gadał jego rozmówca. - Nie, nie mam z tym żadnego problemu. Pana żona to atrakcyjna babka, więc nie ma mowy o jakimś cierpieniu w moim przypadku. Poza tym obowiązuje mnie nasza umowa o dzieło. Nie pogardzę taką zapłatą i dam radę. Jedynie musi pan okazać zrozumienie, wykazać się cierpliwością, dając mi czas.

Gość zamilkł, słuchając co ma do powiedzenia osoba z drugiej strony łącza.  
Ja zaś czekałem na ciąg dalszy rozmowy.  

- Kończmy tą rozmowę. - Rzucił do telefonu koleś z tyłu autobusu, zniżając głos, co i tak mu nie pomogło, bo dotarło do mnie  co mówi.- Pana żona w końcu się ulegnie, a wtedy sprawię, że będzie chciała coraz więcej. Być może nawet, że uda mi się to dzisiaj. Jak zrozumiałem mam czas do godziny jedenastej, tak?

Ta arcyciekawa rozmowa urwała się po chwili. Mój współtowarzysz podróży przez chwilę jeszcze słuchał co ma do powiedzenia jego rozmówca, a zaraz potem odjął telefon od ucha, kończąc połączenie.  

Wysiedliśmy na tym samym przystanku, a wtedy coś zaświtało mi z tyłu głowy. Gdyby taki pomysł przyszedł mi do głowy pół roku temu wydałby mi się głupi i irracjonalny. Po tym co się zadziało w moim życiu przez ostatni czas inaczej jednak podchodziłem do tematu nierealności ludzkich zachowań.  
Ruszyłem w przeciwną  stronę, a potem zawróciłem, by facet mógł być trochę przede mną. Nie widziałem dokąd zmierzał, ale świerzbiło mnie całe ciało z ciekawości, czy moja teoria się sprawdzi.  

Wreszcie stanąłem przed ozdobnymi, kutymi drzwiami czekając, aż się uchylą i stanie w nich  właścicielka domu.  

- Dzień dobry Michale - Iwona Sobiesiak nawet w dresach Adidasa i luźnym t-shircie prezentowała się elegancko. - Wejdź do środka.

- Witam panią. - Odważnie przekroczyłem próg domostwa, licząc, że to początek świetnej przygody. Poza tym antidotum na fanaberie Kornelii. - Zaskoczyła mnie pani swoim telefonem.  

- No cóż, jeśli popsułam ci jakieś plany...

- Nie! Absolutnie! Gdyby tak było, powiedziałbym, że mam coś innego - zaoponowałem gwałtownie, ściągając w przedpokoju kurtkę. - Moje zaskoczenie wynika z czego innego i...

Przerwałem w pół zdania, wchodząc do salonu. Wprawdzie moja teoria, narodzona po wyjściu z autobusu zakładała właśnie taki scenariusz, ale i tak dałem się lekko zaskoczyć. Nie tak jak bardzo jednak jak młody facet z autobusu, który stał teraz przy oknie salonu w domu państwa Sobiesiaków. Mina mu mocno zrzedła. Świadomość, że mogłem sporo usłyszeć mocno nim tąpnęła.  
Uspokajająco mrugnąłem do niego, kładąc jednocześnie dyskretnie palec na ustach, dając kolesiowi do zrozumienia, że z mojej strony nic mu nie grozi. Wyraźnie zeszło z niego ciśnienie. Pozostał czujny, ale mniej zestresowany.  

- Poznajcie się. To Igor, mój trener fitness, a to Michał, kolega moich córek - przedstawiła nas sobie pani Iwona.  

Podaliśmy sobie łapy, obrzucając się zaciekawionymi spojrzeniami. Obydwaj kombinowaliśmy, co teraz może się zadziać. On pewnie bardziej, bo ja szybko zweryfikowałem swój scenariusz i w ogólnym zarysie miałem wyobrażenie kolejnych kilku godzin.  

- Igor, potrzebuję pół godziny, góra trzech kwadransów na rozmowę z tym młodym człowiekiem - oznajmiła pani Sobiesiak, obrzucając młodego mężczyznę powłóczystym spojrzeniem. - Czy odwołujemy dzisiejszy trening, czy może poczekasz aż skończymy? Oczywiście zapłacę ci za ten stracony czas.  

- Pani Iwonko, po co ta gadka o kasie? Wie pani, że poczekam - Uśmiechnął się niepewnie Igor. Byłem elementem wieczoru, którego nie przewidział.

- To jeśli mogę cię prosić zejdź do salki i zostaw nas samych - zarządziła gospodyni domu.  

- To może je przyjdę kiedy indziej? - Wtrąciłem swoje "trzy grosze", patrząc jak trener wymyka się z salonu.  

- Nie ma takiej opcji, mój drogi - zaprotestowała gwałtownie matka bliźniaczek, marszcząc przy tym czoło i wskazując na sofę - Siadaj!

- Coś się stało, pani Iwono? - zapytałem, postanawiając, że nie zacznę szarżować od samego początku.  

- A i owszem, młody panie Wanat - oświadczyła pani Sobiesiak, starając się brzmieć oficjalnie i groźnie, ale bezskutecznie. Czułem, że to pozory, mające na celu ukrycie właściwych uczuć. - Tak się okazało, że podczas naszego wyjazdu dziewczyny często nawiązywały w rozmowie do twojej osoby. Dużo zasadniczo mówiły o tobie.  

- Rozumiem. I co dalej?

- Podczas jednej z takich pogawędek, kiedy myślały, że nikt ich nie słyszy, dowiedziałam się jaki rodzaj przyjaźni was łączy. Co ty na to, Michale? - Pani Iwona znacząco łypnęła na mnie swoimi urokliwymi oczami.  

- Nic. Uważa pani, że powinienem się do tego odnosić? - Odparłem dyplomatycznie.

- Skoro pytam, to myślę, że tak.

- Ok.. No to przyznaję się do erotycznej formy mojej przyjaźni z pani córkami - oznajmiłem na tyle obojętnie, na ile pozwalała sytuacja.  

- Delikatnie to określasz. - Gospodyni spojrzała mi jeszcze głębiej w oczy.  

- Mówimy o pani córkach. Jak mam to powiedzieć? - stwierdziłem, zastanawiając się czy to właściwa pora, by przestać bawić się w konwenanse.  

- Nie no, mówisz dobrze - powiedziała pani Iwona. Sprawiała wrażenie niespokojnej, niepewnej i pobudzonej jednocześnie. Wiedziałem doskonale co się za tym kryje. - Tylko czy matce ma się podobać, to co słyszy o córkach i ich "przyjacielu"?

- A co tu jest do podobania? - Wzruszyłem ramionami. - Dziewczyny są dorosłe i...

- Wiem ile lat mają moje córki, chłopcze. - Nie dała mi dokończyć matka bliźniaczek. - Wciąż jednak chodzą do szkoły i są na naszym garnuszku.

- Mogą jeszcze być długo - odpowiedziałem zdecydowanie, uznając, że pora powoli przechodzić do ofensywy. - Na studiach też mają żyć w czystości, bo będą mieszkać wciąż z państwem?

- Jesteś bezczelny, młody człowieku! - Udawana irytacja pani Iwony bawiła mnie strasznie. Normalnie po takich tekstach dostałbym w twarz albo został wyproszony, a tymczasem bawiliśmy się w teatr.  

- Jestem też młody, jurny i spragniony doznań miłosnych - oznajmiłem brnąc bardziej w bezczelność. - Dominika i Weronika to świetne, atrakcyjne panny, a do tego bardzo dobre w seksie. Nie brałem nawet pod uwagę, żeby przestać się z nimi bzykać.

Obserwowałem reakcję pani Sobiesiak na moje słowa. Utwierdziła mnie ona w tym, że nie chodzi tu wcale o moralizowanie i zakazy. Nawet celowo użyte przeze mnie określenie seksu, nie spowodowało wzburzenia czy protestów kobiety.  

- Ja bym jednak namawiała cię do zastanowienia się nad tym - oświadczyła tylko cicho, ale dobitnie.  

- Pani Iwonko, tak się złożyło, że trochę się orientuję w kobiecych zachowaniach. - Zacząłem spokojnie, ale nie zamierzałem tak skończyć. Potrzebowałem dać upust emocjom, które targały mną od czasu rozmowy z Kornelią. Cierpliwość pomału mi się kończyła. - Gdyby chciała mnie pani pogonić od córek, wyłącznie z matczynej troski, wyglądałoby to inaczej. Tymczasem rozmawiamy tak, a nie inaczej. Idę więc o zakład, że nie to jest powodem.

- Co!? A co innego mogłoby być!? - żachnęła się kobieta.  

- Zgadza się pani, że nasze pierwsze spotkanie było dość, hm... specyficzne? - spytałem.

- No tak, poczułam się wtedy głupio i byłam z początku na ciebie zła - przyznała pani Sobiesiak.  

- Twierdzę więc, że mam się przestać zadawać z dziewczynami, a zacząć się interesować panią - Wypaliłem bez ogródek.  

- Ty gnojku! - Odruch warunkowy spowodował, że gospodyni wystrzeliła ze swojego miejsca, próbując uderzyć mnie w twarz. Nie było w tym jednak prawdziwego ani gniewu, ani szczerej woli.

Chwyciłem ręce zmierzające w moją stronę w nadgarstkach, wykręcając je za plecy gospodyni domu. Powstrzymałem ją, a jednocześnie sprawiłem, że opadła na moje kolana.  

- Nie ma co udawać oburzenia. Gdybyś nie poczuła pożądania względem mnie, to zerżnąłby cię ten magik od fitnessu - mruknąłem, przechodząc łatwo na "ty" i kończąc ostatecznie z postawą ułożonego, grzecznego młodzieńca.  

- Ty mały zboczeńcu! - jęknęła instynktownie matka bliźniaczek, a po chwili dysząc zapytała - Skąd ten pomysł?

- Widzę jak na ciebie patrzy - odparłem, udając fachowca od ukrytych uczuć. - A i tobie nie jest obojętny.

- Gówno prawda! - prychnęła pani Sobiesiak, próbując się wyswobodzić z mojego uścisku. Słabo się jednak starała, a ja bardzo przykładałem. Skutek był do przewidzenia. Kręcąc się na moich kolanach doprowadziła mnie do potężnego wzwodu. Nie mogła, nie poczuć twardego kutasa napierającego na jej uda i pupę. Tak jak ja nie mogłem przejść do porządku dziennego nad żarem bijącym z jej krocza. Odczuwalnym nawet przez materiał dresów.  

- Jeśli się mylę, każ mi przestać - oświadczyłem, uwalniając jedną rękę i sięgając nią pod koszulkę kobiety. Odnalazłem otuloną w miseczkę biustonosza pierś, zaciskając na niej palce.  

- To nie tak! - Wolną dłonią Iwona złapała mnie za rękę na jej biuście.  - To jest... to jest... całkiem chore! Masz rację! Nie przestawaj!

Wielkie bum! Stało się! Będę się leczył z Kornelii pieprząc mamuśkę Sobiesiak! To jednak nie wszystko, bo sytuacja nieco wyewoluowała.

Pogmerałem chwilę przy zapięciu stanika, wyciągając go spod t-shirta. Miękkie, pełne piersi opadły lekko, a jedną z nich zagarnąłem gwałtownie.  
Iwona westchnęła cicho z ulgą. Miała za sobą etap niepewności i wstydu. Zostało tylko pożądanie. Czyste, palące i niespełnione. Ugasić mogłem go tylko ja.  

Nie musiałem już krępować ruchów gospodyni domu. Drugą dłoń wsunąłem pod dresy, a chwilę później bez skrępowania pod majtki. Oprócz żaru poczułem intensywny zapach namiętności zmieszany z aromatem płynu do higieny intymnej. Matka bliźniaczek była wilgotna jak nasączona gąbka.  

- Nie trzeba było zadzwonić i powiedzieć wprost czego chcesz? - zapytałem, cicho szepcząc do ucha pani Sobiesiak. Palcem potarłem zroszone sokami miłości płatki cipki.  

- To byłoby nieodpowiednie. - Gospodyni domu jęknęła zadowolona, przymykając oczy.

- Dlaczego? - Pytając, zacisnąłem koniuszki palców na nabrzmiałym sutku.  

- A co miałabym powiedzieć? - mruknęła w odpowiedzi Iwona, zwierając uda.  

- Może to co ci teraz przychodzi do głowy - zaproponowałem, głębiej wciskając palec w ciepłą, wilgotną bruzdę. - Spróbuj?

- Nie dam rady. Za bardzo plączą mi sie myśli - Pani Sobiesiak westchnęła po raz kolejny. Trochę jednak głośniej.  

- Nalegam.

- Musiałabym ci powiedzieć, że cię pragnę..., że pożądanie mnie zżera... - Policzki matki bliźniaczek pokryły się rumieńcem wstydu. Wiedziałem, że z każdą chwilą będzie go jednak coraz mniej. - ..., że chcę... chcę się z tobą pieprzyć.  

Słowa kobiety pobudziły mnie do bardziej intensywnych działań. Zsunąłem Iwonę z kolan, ściągając z niej koszulkę, dresy i majtki. Stanęła przede mną naga, uświadamiając sobie, że nie jesteśmy w domu sami.  

- Co z Igorem? - spytała.

- Nic na razie. Czeka na ciebie - mruknąłem, rozpinając pasek i rozporek.  
Po chwili siedziałem na kanapie z opuszczonymi do kostek spodniami. dumny ze sterczącego, prężącego się fiuta.  

Silenie podniecona pani Sobiesiak nie myślała zbytnio racjonalnie. Moją, nijaką odpowiedź uznała za wystarczającą. Roziskrzonym wzrokiem omiotła okolice mojego krocza.  

- Michał, ale ja ostatni raz robiłam loda w czasach studenckich - przyznała, rozbawiając mnie tym strasznie.  

- Pora odświeżyć wspomnienia. - Przyciągnąłem ją do siebie, napierając, by klęknęła między moimi nogami.  

Okazało się, że z oralem jest jak z jazdą na rowerze. Tego się nie zapomina.  
Iwona otoczyła dłonią pokryty węzłami żył trzon penisa, odsłaniając niemal natychmiast sino czerwoną żołądź. Po chwili przeciągnęła po nim językiem. Zrazu nieśmiało, ale z każdym kolejnym krokiem była coraz śmielsza w poczynaniach. Wreszcie wsunęła czubek członka między wargi,  zaczynając ssać. Salon Sobiesiaków zawirował mi przed oczami. Kawałek po kawałku, coraz większy fragment fiuta znikał w ustach matki bliźniaczek. Zacisnęła w końcu dłoń u nasady pala, by rozpocząć obciąganie. Głowa Iwony kiwała się w przód i w tył, gdy pochłaniała, a potem uwalniała twardego kutasa. Upleciony, misterny kok uległ pod wpływem coraz gwałtowniejszych ruchów, przybierając bliżej nieokreśloną formę.  

Przychodząc tutaj, nie nastawiałem się na subtelności. Po kłótni z Kornelią potrzebowałem ostrego rżnięcia. Niezbyt długo pozwoliłem pani Sobiesiak na tą podniecającą, ale grzeczną wersję robienia laski. Chwyciłem w garść zmierzwiony kok, gdy między wargami kochanki znajdował się ledwie mały fragment penisa. Pchnąłem mocno, wbijając się głęboko w gardło gospodyni domu. Zwiększając tempo i nie rezygnując z gwałtowności posuwałem partnerkę w usta. Iwona dyszała ciężko, ale bez oporu przyjmowała następujące po sobie silne sztychy.
Wreszcie, pragnąc odmiany, uwolniłem kochankę na chwilę. To był jednak tylko moment potrzebny na zajęcie odpowiedniej pozycji. Ewentualnie na złapanie oddechu.  

Ułożyłem nagą gospodynię brzuchem do góry, wzdłuż sofy. Podciągnąłem tak, że jej tyłek opierał się na bocznych oparciach, lekko się unosząc. Podłożyłem dwie poduchy, aby był jeszcze wyżej, po czym stanąłem koło niego w gotowości. Nogi Iwony zadarłem wysoko, opierając na swoim torsie. W ten sposób postanowiłem pierwszy raz wypieprzyć matkę bliźniaczek.  

Przytrzymując członka, zbliżyłem nabrzmiałą żołądź do lśniącej od soków waginy. Setki wykonanych pchnięć zrobiły swoje, Gładko, sprawnie wszedłem między zaczerwienione fałdki. Jak zwykle w takich razach, zawirowałem cały wraz z otaczającym nie salonem. Gościnne, tętniące żarem wnętrze zacisnęło się na penisie, gdy dobiłem do końca, jądrami dotykając pośladków partnerki.  

W tym momencie zapomniałem o takich słowach jak subtelność czy delikatność. Mocniej zaciskając dłonie na łydkach pani Sobiesiak, zabrałem się za ostre rżnięcie. Pieprzyłem z mocą pneumatycznego młota. Pchnięcia przypominały potężne ciosy bokserów wagi ciężkiej.  
Iwona jęczało głucho, nie protestując nawet małym słowem przeciwko gwałtowności moich uderzeń. Byłem straszliwie nakręcony i podniecony. Orgazm przyszedł szybko, w ferworze pieprzenia, prawie niezauważalnie. Dopiero, gdy wewnętrzny żywioł szarpnął moim lędźwiami, zrozumiałem, że zaraz przyniosę ulgę wypełnionym spermą jądrom.  

Z takim nastawieniem, z jakim przyszedłem do domu Sobiesiaków miałem zasadniczo w dupie dylemat, czy iść na całość, spuszczając się w partnerce, czy też bawić w gimnastykę i wykazywać rozsądkiem. Spodobała mi się jednak wizja upstrzonego nasieniem ciała Iwony.  

Tuż przed erupcją, wyszedłem z gospodyni domu, pozwalając jej umęczonym nogom opaść. Pozostałem jednak między nimi. Poczułem wewnątrz siebie siłę, ostatniego, silnego spazmu, po czym nakierowałem kutasa, celując nim w brzuch oraz piersi partnerki.  
Perliste nasienie wystrzeliło z mocą w przestrzeń, by po krótkim locie ozdobić ciało pani Sobiesiak. Pierwsza salwa dotarła nawet do szyi kochanki, pozostałe nakreśliły szlak od piersi do jej pępka oraz łona.

- To był naprawdę mocny wstęp - wymruczałem zadowolony.

- To znaczy, że to nie koniec? - Lekko nieprzytomnie spytała matka bliźniaczek.  

- A chcesz żeby był?

- Dawno nie byłam tak zerżnięta, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia - Z lekkim uśmieszkiem wyznała Iwona, unosząc się z kanapy na chwiejnych nogach. - Muszę tylko pozbyć się Igora.

- Poczekaj z tym - zarządziłem.  

- Ale...

- Poczekaj!

Z zadowoleniem zauważyłem, że posłuchała moich słów, czekając co wymyślę.  

- Ok., lubię posłuszne kochanki. - Uśmiechnąłem się chytrze . Nie widziała, że szykuję dla niej niespodziankę.  

- Idziemy na dół, do tego twojego trenera! - zakomunikowałem, wciągając na tyłek spodnie.  

Gospodyni domu podniosła z ziemi ubranie, by idąc moim śladem, przykryć nim obnażone ciało.  

- Ty się nie ubieraj! - Uśmiechnąłem się ni to tajemniczo, ni to przebiegle.  

- Mam zejść do niego na goła?! - Oczy Iwony zrobiły się ze zdziwienia okrągłe jak monety.  

- Tak.  

- Oszalałeś!?

- Nie, ale mam do ciebie pytanie - oznajmiłem. - Podobało cię się to co przed chwilą zrobiliśmy?

- Tak. Bardzo.

- Chcesz to jeszcze robić?

- Jasne.

- To złaź na dół bez niczego albo to był nasz ostatni raz! - warknąłem niezbyt miło.

Ta chwila była dość znacząca. Iwona Sobiesiak, żona, matka dwóch córek miała jeszcze szansę obronić się przed moimi wizjami. To był ten moment, gdy powinna dać mi w pysk, oznajmiając, że przesadziłem. Na koniec powinna mnie posłać w diabły.
  
Na razie milcząc walczyła ze swoimi demonami, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Nie mieściło się jej w głowie, że wymyśliłem coś takiego.  
Niczym w kalejdoskopie, dostrzegałem na twarzy matki bliźniaczek zmieniające się cienie.  

Po dwóch minutach podjęła decyzję. Nie kazała mi spieprzać.  
Ja wygrałem, ona przegrała, choć pewnie tak tego nie odbierała.  
Ostatecznie kręcąc wdzięcznie tyłkiem zeszła po schodach na dół, a ja ruszyłem za nią. Tryumfujący, przepełniony euforią.  

Gdybym powiedział, że Igorowi opadła szczęka, gdy zobaczył nagą Iwonę to tak jakbym nic nie powiedział. Po pierwsze nie wiedział co ma ze sobą począć. Uciekać, przeniknąć prze ścianę czy zapaść się pod podłogę. Zwyciężyły męskie odruchy. Zaciekawiony wlepił gały w stojącą pod ścianą, zawstydzoną gospodynię domu.

- Pozwól Igor, że bez pytania przejdę do mówienia ci po imieniu - oznajmiłem. - Tak się przypadkiem złożyło, że usłyszałem fragment twojej rozmowy w autobusie.  

Twarz młodego mężczyzny poszarzała w jednej chwili. Niespokojnie zerkał na boki, przestając się interesować roznegliżowaną Iwoną.  

- Spokojnie. Nic złego się nie dzieje - Starałem się do uspokoić. - Jednak, zanim przejdziemy do clou programu, chciałbym, abyś nakreślił sytuację pani Sobiesiak.  

- No co ty!? Nie mogę! Urwą mi jaja jak o tym powiem! - żachnął się wystraszony trener fitnessu.  

- Nic się im nie stanie, a korzyści, gdy się nam zwierzysz będzie więcej. - Zachęciłem go, robiąc chytrą minę. - No dawaj człowieku! Kobieta czeka. Naga. Chętna. Szkoda czasu!

Przez chwilę Igor walczył ze sobą, nie mniej, niż Iwona trochę wcześniej, na górze. W końcu podjął decyzję.  

- Studiuję na AWF-ie. Moja koleżanka z roku Angelika poznała pani męża. - Zaczął, zerkając niepewnie na Iwonę. - Strasznie go do niej wzięło. Tak bardzo, że zgłupiał można powiedzieć. Gryzło go jednak sumienie i wymyślił sobie, że zanim dobierze się do tyłka Angeli, to spowoduje, że będzie mógł mieć w dupie wątpliwości i wyrzuty.  

- Ciekawe bardzo - mruknęła pani Sobiesiak, zapominając niemal całkowicie o swojej nagości. - Co dalej?

- Wyszło mu, że jak pani pierwsza zacznie go zdradzać, to on już będzie mógł z Angeliką pójść na całość. - Igor ciągnął dalej historię. - Tu pojawiam się ja. Lubię Angelę, a pani mąż zaoferował ciekawą sumkę za pomoc, więc się zgodziłem być tym, który panią poderwie. I szło mi nieźle. Aż do dziś, kurde!  

- Ty parszywcu! - Iwona rzuciła się na Igora z pazurami, ale stanąłem między nimi.  

- Uspokój się! Lepiej wyciągnąć z tego ile się dla swojej korzyści - oświadczyłem.  

- To znaczy...?

- Igor wypełni wolę twojego męża. Skoro on tego chce, to nie musisz się przejmować małżeńskimi przysięgami. - Zacząłem wyłuszczać sprawę. - Taki mąż, to żaden maż. Nawet bez pretekstu, zerżnąłby w końcu tą Angelikę. To co ja proponuje sprawi, że wszyscy będą zadowoleni. Ty Iwonko, masz mnie i Igora, twój mężuś ma swoją pannę, a Igor ma swoje granty.  

- To chore - jęknęła matka bliźniaczek.

- Może i tak, ale co lepsze miłość i seks czy otwarta wojna?  

- Michał...

- Zrobisz, tak jak mówię, prawda? - Spojrzałem na Iwonę. Głęboko, odnajdując ciemniejszą stronę jej duszy, która pod wpływem mojego daru i zaistniałych okoliczności rzucała coraz większe cienie na jasną część.  

- Michał...

- Ty natomiast będziesz siedział cicho na dupie, a wtedy wszyscy będą happy. - Kiwnąłem głową w stronę trenera. - Teraz pani Sobiesiak należy się zadośćuczynienie, wiec wyskakuj z ciuchów!

- Co?!Co!? - zdziwili się jednocześnie Igor i Iwona.  

- Nie mów, że nie masz ochoty pofiglować z taką kobietą? - spytałem, zagrzewając go do działania. - A z tobą wyjaśniliśmy sobie chyba wszystko na górze, prawda? - Było coś takiego w moim głosie, że choć byłem najmłodszy z naszej trójki, to słuchali mnie jak zahipnotyzowani.  

- Tak Michał, ale...

- Nie ma żadnego "ale"! - Podszedłem do niej, po czym wpiłem się w rozedrgane usta. Przeciągałem pocałunek, kątem oka obserwując rozbierającego się Igora. Poczułem ukłucie zazdrości widząc jego świetnie wyrzeźbione przez ćwiczenia ciało. Choć w przypadku męskości to ja mogłem się bardziej pochwalić.

Nasyciwszy się słodkością warg gospodyni domu, objąłem ją w pół i popchnąłem w stronę maty do ćwiczeń. Szybko pozbyłem się ciuchów, zostawiając na sobie tylko slipy.  

Ułożyliśmy z Igorem matkę bliźniaczek na plecach. Czując na co się zanosi, pozwoliła się ponieść nowej żądzy. Oddychając głęboko, drżała w oczekiwaniu na to co nastąpi. Wyraźnie przekonała się do mojej wizji. Rozchyliła zachęcająco nogi, odsłaniając bezwstydnie kobiecość.  
Igor zanurkował między uda Iwony, szybko odnajdując się w nietypowej sytuacji. Gdy pani Sobiesiak jęknęła cicho wiedziałem, że dobrał się do jej skarbu. Atomy mięśni kobiety drżały za każdym razem, gdy palce lub język trenera dotykały intymnych zakamarków u zwieńczenia jej ud.  

Zostawiłem te widoki, skupiając się na bajecznych wzgórzach piersi Iwony. Kreśląc na nich tajemnicze znaki, podziwiałem linie ciała matki bliźniaczek. Figury mogła jej pozazdrościć niejedna młodsza od niej o połowę dziewczyna. Gdy poczułem się znużony malowaniem palcami, zagarnąłem łapczywie obydwie półkule, by przyssać się do nich ustami. Nabrzmiałem guzki sutków, stworzone do karmienia niemowląt  idealnie nadawały się do takich pieszczot.  
Pod wpływem pieszczot dwóch samców pani Sobiesiak szybko osiągnęła stan trudno kontrowanego podniecenia. Wiła się, prężyła na miękkiej macie, wprowadzając ciało w stan nieustannego drżenia.  

Igor też znajdował się już w innym stanie świadomości. Napędzany niesamowitymi okolicznościami, pobudzony i niemiłosiernie podniecony działał niczym seks maszyna. Zległ między nogi matki bliźniaczek i wszedł w nią odważnie. Kochanka przyjęła go ochoczo, kręcąc mocno biodrami. Student AWF-u jak na wysportowanego człowieka przystało zaczął pracować energicznie, podkręcając tempo pieprzenia.  

Ja wciąż pieściłem zapamiętale piersi naszej kochanki. Gospodyni w ferworze miłosnego uniesienia chwyciła w jedną z dłoni mojego kutasa, zabawiając się nim na tyle skutecznie, że zaczął mocno pęcznieć i sztywnieć. Był gotów, by przyjęła do buzi, co też próbowała uczynić, choć nie była w dogodnej pozycji.  

Igor przytomnie zareagował na tą sytuację. Wygramolił się z pomiędzy ud pani Sobiesiak. Unieśliśmy ją obaj, a on teraz zajął pozycję na macie. Leżąc na plecach czekał, aż Iwona dosiądzie go czym prędzej.  
Zanim to zrobiła podeszła do mnie i przyssała się do mnie w gorącym pocałunku, przygryzając mi wargę.

- Co ze mną zrobiłeś? - wyszeptała, drżącym głosem. Błyszczącymi z żądzy oczami patrzyła na mnie wyzywająco.  

- Czary-mary, droga pani - odpowiedziałem czując kroplę krwi na ustach.  

Oparłem ręce na ramionach matki bliźniaczek i naparłem na nie od góry. Pod wpływem nacisku ciało Iwony poddało się, opadając na leżącego już Igora. Dokładniej na sterczącego fiuta studenta. Gdy cała cipka kobiety pochłonęła nabrzmiały pal, zacząłem napierać na ramiona Iwony, sprawiając, że każdy szych był głębszy. Niemal miażdżyliśmy tym sposobem jaja Igora.  
Po chwili, zadowolony bardzo z siebie, podsunąłem swojego kutasa do ust kochanki.  
Amazonka, szalejąca na leżącym ogierze ochoczo rozchyliła wargi, przyjmując moje wyzwanie. Przytrzymałem z tyłu głowę gospodyni domu, by móc mocniej zerżnąć ją w usta. Przez dobrych kilka minut pieprzyliśmy w tej konfiguracji partnerkę.  

Cały pulsowałem od miotających mną doznań. Wnętrza wypalała mi wrząca lawa żądzy. Pomimo tego, że fizycznie była za mną Iwona, przed oczami stanęła mi Kornelia. Widziałem jej karcące spojrzenie i ściągniętą gniewem twarz. W uszach dudniły mi jej słowa, że coraz bardziej pozwalam się zawładnąć darowi.  
No i co z tego! No i co, kurwa, z tego! - niemo krzyczałem całym sobą, pchając fiuta głębiej w usta matki bliźniaczek.  

Czując, że znajduję się na powrót w stanie największego podniecenia uwolniłem się od ust pani Sobiesiak. Zakręciło mi się w głowie od tego, co zamierzałem teraz zrobić.  
Stanąłem za plecami Iwony, łapiąc ją za piersi. Chwilę pieściłem tak, aby nie zorientowała się w moich zamiarach, choć wydawało mi się, że jest zbyt owładnięta żądzą, by w czymkolwiek protestować. Nastąpił moment, aby się przekonać, na jak dużo nam pozwoli.

Napierając do przodu, sprawiłem, że ciało pani Sobiesiak poddało się i opadło na Igora. Odnalazłem wzrokiem studenta i w lot się zrozumieliśmy. Chwycił mocno Iwonę, uniemożliwiając jej ewentualne uwolnienie się od nas. Jego kutas mocno tkwił w cipce, a powyżej lśniły mokre od potu pośladki naszej partnerki.  
Rozchyliłem je, a do Iwony dotarło co chcę zrobić.

- Michał nie, bardzo proszę, tylko nie tak - jęknęła głucho, błagalnym tonem.  

Nie zamierzałem słuchać jej protestów. Naciągnąłem skórę na penisie, odsłaniając żołądź. Pośliniłem czubek oraz jedną trzecią twardego trzonu, po czym wsunąłem członka między pośladki.  
Iwona próbowała kręcić tyłkiem, by udaremnić moje zamysły, ale Igor pilnował, by się jej nie udało.  
Gdy fiutem naparłem na mały, ciemny otwór , poczułem opór. Przyłożyłem się bardziej, ale nie było łatwo.  

- Michał, proszę...

- Ustąp, kurwa mać! - warknąłem, czując poirytowanie.  

- Nie chcę w ty... - Próbowała się wciąż bronić pani Sobiesiak. Zaraz potem zakwiliła cicho, gdy udało mi się wepchnąć czubek kutasa w jej tylne wrota.  
Czując, że pierwsza linia oporu poddała się mojej gwałtownej sile, wyprowadziłem jeszcze bardziej energiczny cios. Po czterech takich sztychach trzy czwarte mojego członka sondowało tyłek Iwony.  
Matka bliźniaczek po pierwszym szoku, przełamała swój opór. Znów wspomagała nas obydwu, kręcąc biodrami. Igor mógł spokojnie wpić dłonie w pośladki kochanki, a ja złapałem ją w talii. Tak połączeni rozpoczęliśmy dziki taniec.

Rozszalałe demony w mojej głowie urządziły sobie dziką imprezę. Głową rozsadzały mi podniecenie i euforia. Oczu nie mogłem oderwać od tyłka i krocza Iwony. Przyszpilona dwoma fiutami wyczyniała cuda ze swoim ciałem. Rżnęliśmy ją we dwóch, nie oszczędzając żadnej z dziur. Trwało to naprawdę dobrą chwilę, gdy syciłem wzrok tym oszałamiającym widokiem.  

Ja i Iwona byliśmy po rundzie na górze, więc stać nas było na dłuższą rundę, ale dla Igora to było zbyt wiele. Pieprzenie pani Sobiesiak na dwa kutasy mocno podziałało na jego podniecenie. Z trudem, ale wydostał się spod Iwony, klękając przed nią ze sterczącym penisem.  

Matka bliźniaczek zareagowała natychmiast, unosząc się w górę i podpierając rękami. Zastanawiałem się przez chwilę, czy dalej nie rżnąć ją w tyłek, ale jak na pierwszy raz uznałem, że ma dość. Wszedłem w nią łatwo od tyłku, w mokre wnętrze cipki. W tym samym momencie Igor włożył swojego członka w usta naszej partnerki.  

Starczyły mu dwa sztychy, by odnaleźć spełnienie. Orgazm wypompował z niego dużą porcję nasienia, którym wypełnił usta Iwony. Nakręcony naszą grą miłosną niemiłosiernie, nie odpuścił kochance ani trochę, nie pozwalając, by wypuściła z ust członka. Pieprząc ją od tyłu, czułem jak drży, jednocześnie przełykając spermę wypełniającą gardło.

Igor miał dość. Zległ na podłodze, obok maty, ze wzrokiem wlepionym w naszą dwójkę.  

Ja jednak wciąż pracowałem niczym w transie. Byłem samo napędzającą się maszyną. Czując, że nogi kochanki stają sie miękkie, mocniej zacisnąłem dłonie na pełnych, kształtnych biodrach.  
Iwona jęczała coraz głośniej, zatracając się w rozkoszy, podczas, gdy ja niczym wytrawny bokser wyprowadzałem kolejne ciosy. Seriami gwałtownych, pełnych pasji pchnięć wbijałem się w bezbronne wilgotne wnętrze partnerki.  
Byłem niczym głośnik na koncercie. Każda część mojego ciała pulsowała energią, wielką rozkoszą i mocą. Byłem bestią o niepohamowanym apetycie, opętaną żądzą. Matka bliźniaczek musiała naprawdę mocno zapierać się rękami, aby utrzymać równowagę i dać odpór sile moich sztychów.

Te miłosna bitwa musiała się jednak w końcu zakończyć. Znajome mrowienie w podbrzuszu było pierwszym sygnałem, że nadchodzi czas finału. Sala do ćwiczeń falował mi przed oczami. Byłem u kresu wytrzymałości. Dałem radę jednak powstrzymać się jeszcze trochę przed atakiem orgazmu. Musiałem tak postąpić, ponieważ w tym samym czasie ciało Iwony również zaczęło wysyłać sygnały o gotowości na spełnienie.

Gdy wreszcie nastąpił ten moment, pomieszczenie wypełniło się naszymi jękami. Drżąc poddaliśmy się sile rodzącej się głęboko w naszych ciałach. Nie byłem pewny czy dam radę się kontrolować. Na szczęście Iwona znalazła w sobie siłę i resztki przytomności.

- Skończ we mnie  - wydyszała.  

Zaraz po tym wyprężyła się, wyginając plecy w łuk i zastygła w rozkosznym oniemieniu. Uprzedzony, wyprowadziłem ostateczne pchnięcie, by zewrzeć się z ciałem kochanki. Wtulony w miękkość pośladków, zanurzony w ciepłą lepkość cipki oddałem się we władanie ekstazy.  
Po raz drugi tego wieczoru soki spełnienie przepłynęły wartko tą samą trasę w moim ciele, by wystrzelić z mocą we wnętrzu pani Sobiesiak.  

Odleciałem kompletnie. Zanim opadłem bez sił na matę, zapamiętałem tylko eksplozje rozkoszy. Wielobarwne fajerwerki potężnych doznań.  
Potem nie było już nic. Czułem pod plecami matę, ale tak naprawdę miałem wrażenie, że lewituję w wypełnionej euforią przestrzeni.  

- Kurwa młody, ty jesteś niesamowity! - Usłyszałem po chwili pochwałę z ust Igora.

- Święta prawda - potwierdziła, dysząc ciężko Iwona.  

Obawiałem się jej reakcji. Myślałem, że pozwolenie sobie na tak wiele wobec niej, sprawi, że będzie wściekła i nawet mój dar temu nie zapobiegnie.  
Moje obawy były niepotrzebne. Pomimo tego, że nogi miała jak z waty i nie chciały jej chwilowo utrzymywać w pionie, była zadowolona. Oczy matki bliźniaczek tliły się przymglonym spełnieniem ale dzikim blaskiem.  

- Nigdy nie czułam się tak zerżnięta - stwierdziła, ocierając usta z resztek nasienia.  

- To przyzwyczajaj się powoli, bo nie zamierzam poprzestać na jednym razie - oznajmiłem. Przez głowę zaczęły mi przelatywać scenariusze, które mógłbym zrealizować przy kolejnej okazji. Zresztą, dlaczego mam takie ostre bzykanka rezerwować tylko na Iwonę. Pora innym kochankom, pokazać się w ostrzejszym wydaniu.

Myśląc o tym, przypomniała mi się Kornelia.  

I co panna?! Chciałaś koniecznie udowodnić, że dar rodzi we mnie demony! Zamienia mnie w nienapasioną, seksualną bestię! No to się kurwa, doczekałaś!

C.d.n....











  






































.  









  







  

















     

Iks

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 10840 słów i 59123 znaków, zaktualizował 14 kwi 2019.

10 komentarze

 
  • Dean

    Witam, zagladasz tu czasem?? Czy sa jakies dalsze prace nad kolejna czescia??

  • Qwery

    @Dean zapomnij gosciu juz ma na to wywalone

  • Noname

    @Qwery Niekoniecznie musi mieć "wywalone". Pisał już przecież wcześniej (i to parę razy) jak to u niego sytuacja wygląda (praca, dom, obowiązki itp.), a nikt nie lubi powtarzać w nieskończoność to samo. Inna rzecz, iż skoro faktycznie czasem tu jednak zagląda (wystarczy sprawdzić jego profil  ;) ), to mógłby przecież wspomnieć choć słowem o postępie prac (lub ich braku), czyż nie?

  • Tttt

    @Noname czesc xxvi dostepna od kilku dni

  • Noname

    @Tttt Dzięki za info. Już przeczytane i skomentowane.

  • Vfjjs

    Moze daj znac czy zamierzasz dalej pisac, jak tak to kiedy?

  • Jshs

    Bedziesz cos pisac czy olales temat?

  • Uigig

    Maj sie konczy...

  • Jcd

    Najstarszy  :sex2:

  • MazowieckiZiomek

    Jesteś przech*jem !!! Uwielbiam to !

  • ChorobaWeneryczna

    Czy on nabędzie chorobę weneryczną, bo napisałeś że gdy całował się z matką dwóch bliźniaczek to krew się pojawiła u nieco w buzi?

  • Michałauu

    Zajebiste , nic dodać,  nic ująć, a jednak dodam coś. Nie śpiesz się,  bo warto czekać  :)

  • x

    Mniej więcej od kilku ostatnich rozdziałów zastanawia mnie pewna rzecz. Skoro w Michale budzą się takie demony, że - jak sam chyba zauważył - jego podejście do kobiet staje się coraz bardziej niemoralne, to czy przypadkiem jego zdobyczą nie będzie w końcu także jego własna siostra, Malwina. W drugiej części co prawda odrzucił pomysł uwiedzenia jej ("Obsesja obsesją, ale to w końcu rodzona siostra!";), ale teraz, gdy coraz bardziej zbliża się do granic, za którymi moralność seksualna przestaje istnieć, pewnie nie miałby już większych oporów. Po pierwsze, sprawdziłby, czy jego dar jest na tyle silny, aby przełamać nawet opór wynikający z dość istotnego społecznego tabu. Po drugie, dołączając siostrę do swojego haremu, miałby od tej pory seks bez wychodzenia z domu lub zapraszania do niego koleżanek.
    Takie tam luźne przemyślenia...

  • Noname

    @x Moralność głównego bohatera moralnością, jednak osobiście nie sądzę, aby Szanowny Autor poszedł w sugerowanym kierunku. Powodów może być kilka, lecz najważniejszym (najprawdopodobniej) będzie niemal całkowity brak chętnych na klimaty incest. Aby nie być gołosłownym zainteresowanych odsyłam do autora @franek42 i jego publikacji pt. "Mogło być i tak - Zamiast kolejnej części". Podobnym, smutnym (ponieważ pisał naprawdę dobrze) przykładem może być historia @Incestora, który jest nieobecny od jesieni 2017 roku, a którego komentowało regularnie bodajże tylko dwóch czytelników. Oczywiście w ostatnim czasie mogło się coś zmienić, a jeśli tak, to biję się w pierś i publicznie przepraszam wszystkich zainteresowanych. Pozdrawiam.
    Ps. Takie tam luźne przemyślenia... ;)

  • x

    @Noname Motyw incest już był w tej serii, mam tu na myśli seks oralny między bliźniaczkami Sobiesiak w rozdziale "Przypadek Michała cz.XXII". Patrząc po komentarzach, jakoś nie zauważyłem oburzenia tym faktem. Chyba, że z jakiegoś powodu homoseksualne kazirodztwo nie oburza aż tak bardzo jak heteroseksualne.

  • Iks

    @x Witam,
    Od dłuższego czasu uprzedzałem, że częstotliwość ukazywania się kolejnych części będzie inna niż wcześniejszych. Nie jestem w stanie pogodzić obowiązków i nowych wyzwań oraz zmian, które się pojawiły w moim życiu z pisaniem na tempo i określonym czasie. Natomiast powtarzam też nieustająco, że historia Michała zostanie skończona, (no chyba, żebym zszedł). Wiem, że Czytelnicy oczekują szybszych publikacji, ale nie obiecam ich przez szacunek właśnie do Was. Nie chcę łamać obietnic. Dziękuję za to, że są tacy, którzy czekają co Michał jeszcze wywinie. Jeszcze bardziej za łapki i komentarze. Będę się starał jeszcze trochę Was zaskoczyć, to mogę obiecać.  
    Pozdrawiam. X.

  • x

    @Iks Ja na tempo akurat nie narzekam, każda część rozmiarami i dopracowaniem szczegółów przypomina mniej więcej rozdział książki, więc zdaję sobie sprawę, że napisanie kolejnej (zwłaszcza, jak ma się inne rzeczy do roboty) jest bardzo czasochłonne. Patrząc też z innej perspektywy, zwlekanie z publikowaniem kolejnych rozdziałów opóźnia nieunikniony koniec tej sagi, więc chociażby dlatego uważam, że warto trochę poczekać.

  • Noname

    @x Zgadza się, było coś takiego, jednak zachodzi tu problem (jeśli tak to można nazwać) postrzegania tego epizodu. Jeśli sytuacja została przedstawiona w taki, a nie inny sposób tzn. dwie dziewczyny (choćby i siostry, jednak nie spokrewnione z głównym bohaterem) w trójkącie z Michałem, to można mówić o fantazji, pod którą raczej większość raczej podpisze się, więc i oburzenia nie było. Natomiast "dołączenie siostry do haremu" przez Michała byłoby ulegnięciem jakiejś niezdrowej fascynacji (delikatnie rzecz ujmując), co w połączeniu z wiadomym darem stanowi już tzw. "zabijanie dla sportu".

  • BlackCrowe

    Ale niespodzianka!  
    Chyba nie byłem jedynym, który myślał, że już skończyłeś... I fajnie, że puściłeś kolejny odcinek! £apa! OczywiZda!