„Co to to nie!” – część 25 i 26

by Koci & Hope
Uwaga! Czytasz na własną odpowiedzialność:)

25
Lidia

   Jaki manipulujący skubaniec!
Szalejąca chcica przyćmiewa mi umysł. Kierowana pożądaniem nie zastanawiam się ani sekundy nad tym, co wyprawiam. Potrzebuję ujścia nagromadzonego podniecenia.
Przyciskam kobiecość do mordy Mariana.
– Liż! – rozkazuję. Jeśli umie wzniecić ognień, to niech go teraz ugasi. „Tak! Skosztuj soczku z rozkroczku i strzeż cię, o Panie, jeżeli nie podołasz temu zadaniu!”.
Skoro koleś jest taki mocny w gębie, niech pokaże swoją „języczną technikę”.
Byłam przekonana, iż ziomek po orgazmie da długą (tak robi większość fagasów), ponieważ jego pragnienie zostało zaspokojone i da w ten sposób spokój. Musiała nastąpić jakaś eureka albo coś, bo w zamian za to facet swoim gderaniem podniósł moją poprzeczkę podniecenia do maksimum. Dobrze wie, w jaki sposób uderzyć, żeby kobiety żarły mu z ręki. Na bank tej sztuczki używa przy każdej panience, którą chce zaliczyć. Nawet nie będę tym zaskoczona.
Łysy chwyta mnie za pośladki, a następnie zatapia twarz między nogi. Palcami rozszerza wargi sromowe i zaczyna chlapać jęzorem we wszystkich kierunkach. Pion, poziom, kółeczka… jeszcze brakuje sześciokąta. Za chwilę z brochy powstanie posąg Kopernika!
Na przemian ssie, liże nabrzmiałą łechtaczkę, zatapia czubek ozora w gorący otwór. Dłońmi ugniata półdupki, dociskając w ten sposób jadaczkę do łona, pogłębiając minetkę.
Jeden prąd po drugim przeszywa moje ciało, a uda lekko drżą przez zadawaną rozkosz. Chwytam poręczy łóżka i odchylam głowę do tyłu, tłumiąc stęki, które chcą wydobyć się z gardła. Oddech przyspiesza na tyle, że lekko posapuję. Mam ochotę usiąść gościowi na twarzy, aby wylizał każdy zakątek szpary, gdy nagle mężczyzna masuje opuszkiem wejście do sezamu i bez ostrzeżenia wkłada palec do środka, rozpychając pulsujące mięśnie pochwy. Cichutko kwilę, ponieważ nie byłam na to przygotowana, a zarazem sprawia mi tym cholerną przyjemność, która szuka uwolnienia.
– Nie krępuj się, Kruszonko. Jęcz do woli – mamrocze w krocze, powodując podmuch wiaterku na nabrzmiałej broszce. „HA! Takiego wała! Nie ukażę, że doprowadza mnie do ekstazy! Co to to nie!”.
Ciało pokrywa się gęsią skórką, piersi nabrzmiewają, sutki swędzą i proszą o chwilę uwagi. Chwytam za prawy cycek, łapię w dwa palce twardą brodawkę, a następnie bawię się guziczkiem, jakbym szukała w radiu stację „Typek Ma-ryja”.
– Mhmmm… – majaczę, kiedy Marian przyspiesza penetrację tajemniczej groty.
Głębiej, mocniej, szybciej. Okrążanymi ruchami kciuka drażni nabrzmiałą łechtaczkę.
Jestem tuż u szczytu i z najmilszą chęcią, chciałabym poczuć w sobie jego krzywodzioba. Jednak nie dam mu tej satysfakcji... To nie zabawa w „hop siup, zmiana dup”!
Cybula wkłada dodatkowy palec do gorącego sezamu, zgina je oba i dociska do ścianki pochwy, jednocześnie mocniej naciera kciukiem na guziczek. W tym momencie wstrzymuję oddech. Nieprzewidziana fala orgazmu rozlewa się po całym ciele. Dochodzę ze stłumionym „Achhh”.
   Gdy adrenalina po wysokim locie opada w dół, nabieram głęboko powietrza. Mężczyzna sprawił coś, czego żaden fagas przed nim nie uczynił. Tak, zawsze trafiałam na złamasów, którzy myśleli tylko o sobie.
Ten przedsmak na więcej jest dobrym argumentem, żeby zastanowić się nad ofertą Cybuli… Lecz nie dzisiaj, ale w najbliższych dniach.
Marian podnosi się i zadowolony siada, ja natomiast klapię zadkiem na jego udach i odrobinę (gówno prawda) zdyszana patrzę w błyszczące czarne oczy. Daję Maniemu szybkiego cmoka w policzek, a następnie, zanim ziomeczek może zareagować, schodzę z niego oraz opuszczam łóżko. Łapię z podłogi majciory i mknę do kibla, żeby się podmyć.
   Spoglądam w lustrzane odbicie. Lica mam dość zaróżowione, ślepia błyszczą niczym świetliki, aż z zadowolenia unoszę kąciki ust. Nie ukazywanie większych emocji, było w dechę strategią!
Nareszcie napięcie z całego dnia dostało ujścia, prawie jak odpowietrzenie grzejników i teraz mogę spokojnie zaznać upiększającego snu.
Odkręcam kran, aby zmyć resztki śluzu zmieszanego ze śliną, kiedy do pomieszczenia wchodzi Marian odziany tylko w bokserki.
– Zapomniałaś ręcznika. – Podaje mi frotę, po czym ściąga z zadka brudne slipki. Unoszę brew do góry. „Co to za pajacowanie?”.
– Przepraszam, ale mógłbyś poczekać na własną kolej, a nie wpierniczać się jak wieprz do koryta? – pytam, robiąc optyczną inspekcję gołodupca. „No nie powiem, facet ma na czym siedzieć.”.
– To mój chlewik i lubię sobie w nim pochrumkać. Zresztą, widziałaś mnie na golasa, więc po co ziejesz ogniem?
– Może trochę prywatności dla kobiety? – mamroczę, zmywając pozostałości seksualnego aktu.
Nagle zostaję gwałtownie odwrócona. Z przerażenia cicho piszczę, lecz dźwięk zostaje stłumiony pocałunkiem. Trwa on tylko parę sekund, nad czym ciutkę ubolewam.
– Przywyknij do tego obrazu, Kruszonko, bo to dopiero początek – szepcze w usta. „Skąd może wiedzieć, czy ten początek nie był równocześnie zakończeniem?”. Prycham w głębi duszy. Koleś jest zbyt pewny siebie i nie wiem, czy mi się to podoba.
– Nie bądź taki szybki Bill. To, że posmakowałeś trochę kisielu, nie oznacza, iż dostaniesz dokładkę. – Unoszę obie brwi do góry.
Oczy Mariana w mig ciemnieją. Widocznie nie był przygotowany na taką ripostę.
„W dupie mi to ćma”, musi zaakceptować, że nie jestem pierwszą lepszą dżagą, która ot tak da mu splądrować sezam.
Odpycham chłopa, wycieram ręcznikiem kobiecość i naciągam figi na tyłek.
– Dobranoc, panie Cybula. – Wychodzę z łazienki, zostawiając cwela na pastwę losu.
   Leżę pod ciepłą kołdrą, którą zakryłam się po sam łeb. Z całych sił niweluję wszelki hałas dobiegający zza drzwi. Zamykam zmęczone powieki, a umysł tak długo przywołuje wspomnienia mile spędzonego czasu z sąsiadem, aż nie potrafię odróżnić, czy to sen, czy też naprawdę wyczuwam na ciele jego dotyk.

26
Marian

   Wślizguję się do sypialni, gdy tylko niunia zaczyna odpływać. Pomimo słusznych gabarytów, wchodzę na paluszkach, po czym najdelikatniej, jak potrafię, podnoszę kołdrę i kładę cielsko obok czarnej. Rankiem zapewne wykopie mnie z łóżka, częstując zlepkiem soczystych przekleństw, jednak po prostu nie umiem sobie odmówić możliwości tulenia gorącego ciałka podczas zasypiania. Pewnie, że z chęcią bym jeszcze pobaraszkował, ale uszanuję decyzję Lidki. Dopóki nie otrzymam należytego przyzwolenia, będę grać na tamburynku, tylko wtedy gdy sama mi go podsunie. Tak jak zresztą niecałą godzinę temu…
   Muszę przyznać, iż zaskoczyła mnie swoją apodyktycznością. Naprawdę przyjemnie było obserwować, jak ostro wydaje rozkazy, ale też oddaje ciało we władanie. Koncepcja fifty-fifty, odpowiada mi w zupełności. W końcu nawet w pseudo-związkach chodzi o to, by obie strony czuły się komfortowo. Uśmiecham się więc pod nosem i gdy zauważam, że Kruszonka, delikatnie pochrapuje (co oceniam, jako na swój sposób słodkie), przygarniam kobietkę lekko do siebie, kładąc jedną dłoń na damskim udzie, a drugą pod jej szyją. Leżymy tak chwilę na łyżeczkę, bez najmniejszego ruchu. Oczywiście, iż korci mnie przenieść rękę z nogi na talię, majtki, czy piersi, ale jeszcze mi życie miłe. Może by tego nie uznała za gwałt, jednak jako naruszenie prywatnej strefy, już tak. Postanawiam zatem zamknąć oczy i rozkoszując się ciepłem, walnąć w kimono. „Taa, gdyby to było takie proste”.
   Nie mija chwila, a Lidia zaczyna cichutko mruczeć i przez sen łapie mnie za dłoń, którą wraz ze swoją przenosi na wysokość pępka. Wstrzymuję powietrze, modląc się w duchu, by zaraz nie odwróciła głowy i jak dziewczynka z „The Ring” nie otworzyła oczu. Jebnięcie na zawał miałbym wówczas murowane. Ręka pod kobiecą szyją zaczyna drętwieć, ale za żadne skarby nie mogę jej teraz wyswobodzić. Wówczas luba, tak jakby kierowana intuicją, puszcza moje palce oraz przekręca się na drugi bok, zarzucając łydkę przez męskie udo i przyciskając łono centralnie do „boa” w bokserkach. „Jak cierpię dolę, nie wytrzymam tego, nie wyrobię napięcia…”.  
   W tym samym czasie moja ręka opada samoistnie (serio, samo tak wyszło), w okolice krągłych pośladków. Nie ściskam, nie ugniatam, tylko leżę jak sparaliżowany. Czuję, że sutki w T-shircie napierają na moją klatę. Pachnące słodkawym szamponem włosy mam tuż przy twarzy, a jedna z damskich dłoni mimowolnie wplątuje się w kędziory na klacie. Zwinne paluszki drugiej ręki bez najmniejszego „żenua” wślizgują się pod gumkę gaci i wpijają w lewy półdupek, jeszcze mocniej przyciągając zadek. Zaciskam poślady, próbując się uspokoić, jednak dusiciel w spodniach zaczyna niebezpiecznie pulsować i budzić mięsiste cielsko z letargu. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, co powinienem zrobić, ale jedno jest pewne – tak tego zostawić nie mogę.
   Muszę być fair, toteż decyduję się łanię obudzić. Przesuwam jedynie graby z tyłka na jej plecy, po czym szepczę:
   – Lidio, obudź się.
   Odpowiada mi niewyraźnym mruknięciem. Próbuję zatem ponownie:
   – Kotek, naprawdę musisz się obudzić.
Tym razem słowa, nieco wyraźniej docierają do moich uszu:
   – Niecęęę – wzdycha, lecz nie mam wyjścia i proszę po raz kolejny:
   – Miło mi, ale musisz. Nie mogę pozwolić, byś rano mówiła, iż cię wykorzystałem.
   – Ale to takie przyjemne – odpowiada, jeszcze mocniej przyciągając mnie do siebie. Unosi głowę i składa pocałunek na teraz już spoconym od stresu obojczyku. Oczy ma nadal zamknięte, więc zapewne trwa w półśnie. – Jeśli zacznę myśleć, szlag wszystko trafi.
   – Jeżeli włączysz mózg, rozerwiesz mnie na strzępy, za to, że wlazłem ci do wyra – kwituję, mając nadzieję, iż logiczne wytłumaczenie jakoś ją otrzeźwi. – Nie miałem zgody, za co przepraszam, jednak ciepło, które od ciebie bije, sprawia, iż nie mogę być obojętny.
   – Dawno nikt mnie nie pragnął – stwierdza pewniejszym głosem. Otwiera oczy, zatem zmawiam we łbie zdrowaśkę, bo wiem, że tylko sekundy dzielą mnie od śmierci. – To szalenie podniecające.
   – Na tyle, by wybaczyć wtargnięcie na zakazany rewir? – Spoglądam poważnie w zarys brązowych tęczówek. Przez panujący w pokoju półmrok, nie jestem w stanie dostrzec czegokolwiek nazbyt dokładnie. W nikłym świetle docierającym z osiedlowych latarni, zauważam jedynie, że nadal zaspana mruga i nie spuszczając wzroku, przenosi dłoń z mojego tyłka na wybrzuszenie, niewątpliwie dziugające kobiecy brzuszek. Oczyma wyobraźni widzę, jak ciągnie za fiuta do góry, urywa przyrodzenie, by potem zawiesić „Mariandełko” na żyrandolu. Wciągam więc powietrze i przytrzymuję je w płucach, przygotowując własne „ja” na ból stulecia.
   „Caramba” – blamczę w myślach, gdy chwyta węża w kleszcze. – „Dios mío, jestem w potrzasku…”. – Zamykam powieki, czekając na wyrok.  
   „Oj, będzie bolało”. – W końcu godzę się z losem.
   – Bij, maleńka – szepczę i unoszę ręce do góry w bezradnym geście. – Zasłużyłem.
   Mam tylko nadzieję, iż zdążę dojechać do szpitala i mi go potem przyszyją. Zaciskam zęby, odliczam sekundy, a wtedy…  
   SZOK!




Od Autorek.
Jaki szok sprawiła sąsiadeczka? – Do góry łapeczka!
Pozdrawiamy!
KociHopeCoop :)

KociHopeCoop

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użyła 1967 słów i 11800 znaków, zaktualizowała 13 lip o 20:08.

5 komentarzy

 
  • Gazda

    :bravo:  :bravo:  :bravo:

  • KociHopeCoop

    @Gazda Podziękowały :D

  • Mirka

    „ Chodzi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa…”

    A Wasz język w sposób perfekcyjny, a zarazem pełen skrzącego humoru realizuje tę myśl naszego wieszcza jak nikt inny. Pozdrowienia, podziękowania i niskie ukłony.

  • KociHopeCoop

    @Mirka,polecamy się na przyszłość i dziękujemy bardzo. :)

  • Gaba

    👍👋🌹

  • KociHopeCoop

    @Gaba, uprzejmie dziękujemy.

  • shakadap

    Świetnie napisane. Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • KociHopeCoop

    @shakadap, dziękujemy i polecamy się na przyszłość :D

  • eksperymentujacy

    Podziwiam język, poczucie humoru i lekkość opisów :)
    Czekamy na więcej !

  • KociHopeCoop

    @eksperymentujacy, język jest od tego, aby potrafić się nim posługiwać, a im giętszy tym lepszy...
    Pozdrawiamy!