„Co to to nie!” – część 23 i 24

by Koci & Hope
Uwaga! Czytasz na własną odpowiedzialność:)

23
Lidia

   Ależ koleś ma ogromne źrenice i jeszcze większe napięcie w portkach. Przyznaję, słowa Mariana zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Czemu? Nie będę nikogo oszukiwać, a zwłaszcza samej siebie. Pomijając ośle zachowanie, facet optycznie mi się bardzo podoba, jak i jego stanowczość. „Mrrriau!”.
   To nie był żart, gdy wspomniałam o swych miłosnych wpadkach. Mam cholerne szczęście do debili, którzy liczą na to, że ich utrzymam, a co gorsza zgrywają bo”C”haterów… Tss… ani jeden nie spełnił tego, co obiecał. Orgazm… Czym ty w ogóle jesteś? „Szczytu dokonuję, kiedy się masturbuję”. Taka gorzka prawda, toteż i w tym wypadku jestem sceptyczna, dlatego…
   Zatapiam obie dłonie we futerku klatki piersiowej, testując reakcję ziomeczka. Powolutku, drażniąc skórę tułowia, schodzę coraz niżej aż do nasady spodni. Odpinam pasek, następnie guzik i rozporek. Zsuwam jeansy, które samowolnie zjeżdżają z dupy po kostki. Na tkaninie dość opiętych bokserek widnieje nie tylko mokra plama, ale i dokładnie mogę zauważyć zarys członka. Długość jest zdecydowanie większa niż u moich poprzednich pizdolizów. Grubość… widziałam już większy obwód w minimalistycznej wersji. Unoszę wzrok na twarz Cybuli. Mężczyzna z lekkim wypiekiem na mordzie spogląda na mój wyczyn. Facet jest podjarany na maksa. Stwierdzam to poprzez przyspieszony oddech, bo dyszy jak ciuchcia.
   Z prowokacją patrzę w jego czarne ślepia. Unoszę dłoń i najpierw palcem wskazującym dotykam niczym motylim skrzydłem nasadę członka. Powoli wędruję wzdłuż nabrzmiałego penisa, aż do żołędzia. Pod opuszkiem czuję drganie, więc dochodzę do wniosku, że jednoznacznie mu się podoba. Bez chwili namysłu obejmuję twarde przyrodzenie przez szmatkę dzielącą naszą skórę. Zaczynam leniwie masować sterczącą pałę. Niechaj sprawdzę, czy po raz kolejny przytrafił mi się krótkodystansowiec. Tak! Miałam już taki okaz. Wystarczyło, iż zajrzałam na krocze i beng, wytrysnął przez odrobinę uwagi!
– Robisz to specjalnie? – pyta niby obojętnym tonem, ale pod koniec wypowiedzi łamie mu się głos.
– Ale co? – odpieram niewinnie, a tak naprawdę, bardzo dobrze wiem do czego zmierzam.
   Przerywam trzepanie kapucyna przez materiał, który posiada coraz większą mokrą plamę. ”No niezłą ma produkcję preejakulatu.”.
Chociaż impuls uniesienia się i pocałowania Mariana jest srogi, to spontanicznie zmieniam strategię. Spójrzmy dokładniej, co to w buszu piszczy.
Bez wstydu wlepiam ślepia w wybrzuszenie, łapię za gumkę majtek i uwalniam krzywodzioba z gniazda. OJ! Sprężysty to on jest, nie można zarzucić! Teraz, gdy widzę go w pełnej okazałości, robi mi się naprawdę gorąco. Chwytam za trzon, opuszkiem kciuka rozsmarowuję wydzielinę po zaróżowionej główce. Oblizuję usta, a następnie językiem dotykam prącia, robiąc smakową degustację. Słyszę, jak Marianek nad moją głową głośno wciąga powietrze.
   Rozchylam wargi i biorę głębiej głowicę do ust. Lekko ssąc czubek, jednocześnie masuję twardego, żylastego fiuta.
   – Taakkk… robisz to celowo, żeby… sssss… – cedzi przez zaciśnięte szczęki, lecz przerywa gderanie, gdy przejeżdżam delikatnie zębami po wrażliwym żołędziu.
   Mężczyzna łapie mnie ostrożnie za kudły z tyłu głowy, chcąc przyspieszyć ustną zabawę. Niestety, nie ze mną te numery. Również posiadam dominującą osobowość. W końcu ma być obopólna zgoda na „wysportowany” związek, więc niech dostosuje się do moich warunków. A ja jestem bardzo wymagająca w tej dziedzinie. Jeszcze żaden facet nie zdołał zaspokoić moich potrzeb. Mocno w to wątpię, aby i tym razem było inaczej. Jednak nic nie zaszkodzi odrobinę się pobawić i mieć dobry fundament podczas masturbacji, kiedy zostanę sama w sypialni gołodupca.
Biorę członka coraz głębiej i głębiej. Przód, tył. Przód, tył. Jest na tyle długi, że nie jestem w stanie wziąć go całego do ust, lecz większą połowę. Zaciskam na nim mocniej wargi oraz uścisk dłoni, a językiem napieram na spód fallusa. Przyspieszam nie tylko trzepanie, ale i „spożywanie” lodzika.
   Maniek nie dość, że coraz bardziej jęczy, to porusza biodrami w nadanym przeze mnie tempie. Żeby podnieść poprzeczkę, chwytam za jądra, miętosząc worek.
– Matko! To jest chyba najlepsza laska ever! – mamrocze. Ochrypły baryton sprawia, że mięśnie pochwy niemiłosiernie pulsują. Cycki nabrzmiewają, a twarde sutki ocierają o materiał czarnej koszulki.
Marian tak jakby usłyszał moje myśli, dotyka prawy zderzak i ugniata go w nieco szorstki sposób, drażniąc sterczącą brodawkę. Teraz już nic nie poradzę… w majtkach mam potop. Wydaję cichy jęk zadowolenia.
– Jeśli nie chcesz, abym spuścił ci się do gardła, to lepiej przestań obciągać – ostrzega. Chyba go naplet świerzbi! Nigdy w życiu! Niech wie, na co mnie stać!
Przysysam się do fiuta niczym pijawka.
– Lidzia! Obyś tego nie żałowała! – warczy, pociągając mnie lekko za włosy.
W momencie, gdy wyczuwam drganie pod językiem, wypuszczam pałę z ust i szybko naciągam bokserki. Mija zaledwie sekunda, a materiał wchłania wystrzelone nasienie.
Cicho śmieję się pod nosem, ponieważ Marian otwiera i zamyka usta niczym węgorz na lądzie.
– A teraz, przepraszam. Jestem zmęczona i muszę wcześnie wstać na poranną zmianę. Dobranoc. – Szybko wskakuję pod kołderkę, obracając się zadkiem do właściciela budy.
„Krótka piłka. Też potrafię być suką”.

24
Marian

   Zdyszany patrzę na „kadłubek” kulący się pod pościelą. Najwyraźniej niunia sądzi, iż złapię wstydzioszka przez mokrą plamę na boksach i migiem potuptam wychlupsać zadek w nowej wanience. Jakżebym mógł, skoro sama była przyczyną tej przyjemnej erupcji? Pewnie jeszcze ma nadzieję, że podrepczę posłusznie, zostawiając ją w świętym spokoju… „Niedoczekanie! Za długo to trwało, bym teraz pozwolił słodzince zostać z tężejącą galaretką pomiędzy nogami!”.
   Nie sposób było nie zauważyć, iż Lidka sama nakręciła się od posuwania mojego drąga. Nie raz, nie dwa widziałem swoje byłe, które przy takiej scenie nakurwiały cipą węgorza. Zanim więc dziewczę, uciekło pod kołdrę, dostrzegłem mokry pasek na figach i mam pełną świadomość, że delicja nie jest jeszcze wystarczająco oblana białą czekoladką. Podciągam zatem szybko spodnie, zapinam pasek, a potem „hyc” – przetaczam „body” na miejsce obok lubej. Mam jej głowę tuż przy swojej, ale sam zostaję oczywiście na poszewce. Nie zamierzam bowiem do niczego Kruszonki zmuszać. W odpowiedzi słyszę spod naciągniętej pościeli głośne „idź sobie stąd!”. Pędem zarzucam więc gicę nad jej podkulone nożyny i grucham niskim głosiskiem:
   – Co ja bym dał, żebyś teraz wygramoliła buzię z okopów – zaczynam, równie szybko dodając – oraz pozwoliła poczuć dotyk mych dłoni…
   Zgodnie z oczekiwaniem, nie otrzymuję żadnej reakcji. Uśmiecham więc mordkę, tym razem przekładając jedną rękę nad utworzonym przez dziewczynę kokonem, tak, że spokojnie mogę smyrać Lidię po pleckach przez kołdrę. Chcę podrażnić nieco jej skórę, a przy tym zapodać odrobiny ciepełka. Może jak wystarczająco się zgrzeje, to wychynie na zewnątrz i dam radę pocałować te wyuzdane usta? To tylko takie gdybanie, jednak miło by było tym razem pozwolić kokietce na zachłanność, którą ostatnio przyblokowałem. Postanawiam zatem kontynuować zamierzone działanie:
   – Najpierw zacząłbym cię leniwie całować. Powoli, bez żadnego pośpiechu, splatałbym nasze języki oraz lizał każdy zakamarek od ząbków, aż po podniebienie. Jednocześnie wplótłbym dłoń w kruczoczarne włosy i przyciągnął mocniej drugą ręką za dół pleców, tak byś poczuła ponownie nabrzmiałą męskość… – mówiąc to przysuwam się bliżej, ocierając wybrzuszeniem o nadal podciągnięte kobiece kolana. Mam nadzieję, że mnie nie zdzieli, bo znając jej temperament, gadałbym potem przez kilka dni pedzio-falsetem. Sekundę później słyszę, jak głośno wypuszcza, najwyraźniej dotychczas wstrzymywane powietrze. „Dobra moja, lecę dalej!”.
   – Potem oderwałbym wargi i nie chcąc ci czynić zawodu, zacząłbym obsypywać pocałunkami powieki, kości policzkowe, uroczy nosek oraz skórę za uchem. Następnie począłbym sunąć wysuniętym językiem w dół, czując twój wariujący puls. Moje dłonie powędrowałyby pod ulubioną czarną koszulkę, w której zawsze cię sobie wyobrażałem. Przeniósłbym spojrzenie na brązowe oczy i zapytał o pozwolenie, a czekając na nie, rozchyliłbym usta do pocałunku. Na zgodę pozwoliłbym się wpić w moje wargi, nie ograniczając w niczym, chcąc poczuć pasję oraz dominację, której przy mnie nie musiałabyś ukrywać. Odpowiedziałbym w ten sam sposób, jednocześnie przewracając cię na plecy, by unieść skrawek koszulki do góry. Znów uniósłbym twarz, rzucił krótkie spojrzenie na usta, których nigdy nie będzie za wiele, a potem pochylił głowę, by pieścić językiem sutki przez materiał T-shirtu – przerywam, zauważając, że dziewczyna próbuje zmienić pozycję na wygodniejszą. Posłusznie unoszę więc rękę i nogę, czekając na to, co tym razem wykombinuje. O dziwo, nie odwraca się do mnie tyłkiem (wtedy bym ją przytulił na łyżeczkę), ale kładzie ciało na wznak i… lekko podkula nogi w kolanach. „Hmm, czyżby?”.
   – Lizałbym brodawki oraz ssał, aż stwardniałyby niczym małe kamyczki. Potem wślizgnąłbym ręce pod koszulkę i ujął cudowne piersi, a ich krągłość oraz sposób w jaki wypełniają dłonie, doprowadziłaby do wzrostu napięcia w moich lędźwiach. Ciągle trzymając cycuszki zjechałbym ustami na brzuch, który na przemian całowałbym i kąsał zębami. A później zupełnie nieprzypadkowo, zahaczyłbym językiem o gumkę majtek. – W tym momencie unoszę lekko dupsko, przesuwając większą ilość cienkiej kołdry na stronę Lidii. Następnie (przez pościel) przykrywam jedną ręką dłoń kobietki. Nie oponuje, gdy udaje mi się uchwycić jej palce oraz przesunąć dłoń na wzgórek łonowy. Wiem, że wciąż ma na sobie bieliznę, jednak tak sprawne rączki, na pewno sobie poradzą z nadchodzącym zadaniem. Ja natomiast wcale nie odpuszczam i trzymam grabę nad drobnymi paluszkami, o krok od strefy grzechu. Oddech Kruszonki staje się na ten gest znacznie wyraźniejszy. „A tak chciała iść spać, szachrajeczka”. – Radość wypełnia moje myśli, toteż powracam do wątku:
   – Wówczas dłonie opuściłyby kształtne półkule i zsunęłyby wyraźnie zawadzające w takiej chwili majteczki. Zrobiłbym to wszakże powoli, przy okazji pieszcząc skórę jędrnych pośladków. Ścisnąłbym je nieco mocniej, a później, gdy wilgotny u dołu materiał poszedłby precz, rozchyliłbym nieco twoje uda. Najpierw ucałowałbym palce u stóp, kolejno łydki, a potem wrażliwą skórę ud. – Umyślnie stopuję historię, kreśląc opuszkami kółka po ręce dziewczyny. Instynktownie wiem, iż się waha, jednak bariera z pościeli najwyraźniej dodaje jej odrobinę pewności siebie, bo za moment, czuję, jak drobna dłoń zaczyna niewątpliwie pocierać o łechtaczkę. Wówczas pojedynczy jęk opuszcza usta Lideczki i wiem, że tratwa właśnie na nowo zaczęła dryfować.
   – W końcu dotarłbym językiem do pachwin – kontynuuję wypowiedź. – Sunąłbym na przemian po jednej oraz drugiej, aż w końcu stanąłbym u bram cudownego zwieńczenia. Wtedy twoje ręce stałyby się niecierpliwe, zatem próbowałabyś mnie zarówno odepchnąć, jak i przyciągnąć. Palcami prawej dłoni rozsunąłbym wargi sromowe, zaś lewą ręką powrócił do piersi, by kolejno drażnić nabrzmiałe sutki. Zacząłbym cię lizać. Kolistymi oraz posuwistymi ruchami języka. Zebrałbym nieco soku na dole, by rozsmarować lepkość na guziczku. Słodycz rozlewająca się w ustach, sprawiłaby, iż kolejna dawka przed-spermy zrosiłaby wnętrze mojego odzienia, aż musiałbym rozpiąć rozporek. – W tym momencie, wolną dłonią rozpinam pasek (na całe szczęście dzisiaj ubrałem taki ze zwykłą klamrą) oraz głośno zjeżdżam suwakiem do dołu. Lżej mi niewątpliwie, bo „wąż Borys” zaczynał już rozpychać ściany klatki. Głównie jednak pragnę poznać reakcję bejbiczka, na taki sam odgłos, jak w opowiadanej historii.
   Odzew jest natychmiastowy. Lidia nareszcie przestaje peniać i zabawa z „łechcią” zaczyna się kręcić na całego. Przez chwilę obserwuję ruchy pod kołdrą, by szybko je zapamiętać. Wówczas kontynuuję fantazję:
   – Dłoń z pośladków z czasem powróciłaby w okolice słodkiej brzoskwinki. Rozsmarowany balsam ułatwiłby wsunięcie jednego, drugiego, a może nawet trzeciego palca do gorącego wulkanu. Ustami ssałbym groszeczek. Językiem lizał tę dojrzewającą pesteczkę. Raz na jakiś czas odsuwałbym wargi i dmuchał powietrzem, by twoje ciało przeszył dreszczyk przedwczesnej ekstazy. Na stałe moje palce, pompowałyby w pełni gotową na coś żylastego grotę. Śliskość twoich płynów, stworzyłaby mix ze śliną, zapodając drinka lepszego od „Sex on the Beach”. Czułbym, że jesteś bliska szczytu, ale wtedy… – pauzuję, chcąc nadać całości widma bolesnego oczekiwania, jednak wówczas dzieje się coś zaskakującego. Pościel zostaje skotłowana z kobiecej twarzy, a rozwichrzone włosy tkwią przyklejone do czoła oraz policzków. Ze skrywanym zadowoleniem lustruję zaróżowioną buzię, rozchylone wargi i błyszczące oczy. Urywany oddech świadczy o ogromnym podnieceniu. Lidia patrzy na mnie, na pozór wściekle, ale również jakby wyczekująco. Uśmiecham więc delikatnie paszczękę, cały czas spoglądając jej w oczy, a następnie przysuwam ciało bliżej i złączam nasze usta w pocałunku. O nic nie pytam. Niczego nie żądam…
   Kiedy już chcę wślizgnąć się pod kołderkę, zgarniam nieoczekiwane „pac” po łapach. Nieco zdziwiony, otwieram szeroko oczy, obserwując białogłowę. „Czyżbym mimo wszystko dostał wilczy bilet na wstęp do raju?”.
   Lideczka szybko staje na łóżku i zsuwa majteczki w dół. Gdy mnie paraliżuje zdumienie, kobietka skopuje bieliznę, a potem przechodzi nade mnie, by w okamgnieniu klęknąć, przez co dostaję zooma na wilgotne bikini, które mam tuż przed wybałuszonymi gałami. Zasycha mi w ustach. Nie ogarniam zupełnie, co właśnie się dzieje. Tylko jedna myśl kołacze po dyni:
   „Tak! Warto było zaczekać na dzień wniebowstąpienia!”.

KociHopeCoop

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użyła 2512 słów i 14905 znaków, zaktualizowała 10 lip o 9:35.

1 komentarz

 
  • Mirka

    Ło matko i córko...
    Monolog Mariana to Himalaje, Alpy i Tatry razem wzięte. Brak mi słów podziwu.
    Nie mogę się doczekać barwnego i na pewno podniecającego opisu aktu miłosnego.  :)  :)  :)

  • KociHopeCoop

    @Mirka, dziękujemy  :) Apetyt rośnie w miarę jedzenia. ;)  
    Pozdrawiamy.