„Co to to nie!” – część 33 i 34

by Koci & Hope
Uwaga! Czytasz na własną odpowiedzialność:)

33
Lidia

  Coś cudownego!  
Najpierw Majka „strączek fasoli” uczepiła się krzywodzioba, następnie Aśka „próchnica”, a teraz przez kwiatki Marian wypierdala z jakąś Natką wariatką? „OOO kurwa NIEEEE!”.
– Agentka nieruchomości… – zaczyna, ale pod wpływem zazdrości popycham Cybulę oburącz za ramię. Reakcja ziomka jest szybka i odwraca się tułowiem do mnie, jednak przyciskam fagasa do ściany. Mrużę oczy, zaciskam pięści na materiale łacha, który ma na sobie i niebezpiecznie blisko przybliżam twarz.
– Momencik, gołodupcu – mówię groźnie. – Jeśli masz zamiar uderzyć do mnie na jednorazówkę, to tam są drzwi. – Wskazuję w kierunku wyjścia. – A tu okno… Krótsza droga. – Tym razem wyciągam palucha w stronę balkonu. Niech skoczy na główkę i popływa w psich odchodach. Nie będę tolerowała tego typu zagrań.
Ze wszystkich stron łaszą się napalone wiewiórki na dwa fistaszki?! Pierdolony Macho się znalazł! Z całą pewnością posiada listę przeoranych loszek!
  W mózgu mi iskrzy, gdy pomyślę sobie, że Marian ma potencjał zmieniania kobiet niczym majtki (o ile tyle ich ma).
– Albo wiesz, co??? – pytam, lecz nie oczekuję odpowiedzi, ponieważ spajam nasze usta w pocałunku. Szorstko, twardo, bez większej namiętności.
Łapię kolesia za krocze i masuję przez ciemne dresy „Leszka zamieszka”, który poprzez dotyk wydłuża się niczym dżdżownica po deszczu. „ A tak w ogóle… Czy ziomek posiada tylko jeden krój spodni tajlandzkiej produkcji?”. Wiecie, co mam na myśli? Przyszlibyście do kobiety na „Rendez-vous” odziani w szmaciane portki?
  Od zeszłego tygodnia uparcie sobie wmawiam, że facet w żadnym wypadku mnie nie obchodzi. Zduszam w głowie pędzące myśli, iż w jakiś sposób mogę go pociągać. Niszczę każde wzniecone przez niego podniecenie. Tłumię w duszy kiełkujące do kolesia uczucia, a wszystko po to, żeby… Chociaż NIE! Jeżeli ktoś tu kogoś wykorzysta, to będę JA tą osobą! Przynajmniej skrócę czas rozczarowania po seksie. Skoro zdążył „wyciumpciać” tyle lasek, oznacza tylko, że nie jest wart wchodzenia drugi raz do tej samej rzeki.
– Kruszonko… – mamrocze znacznie podjarany.  
  Od przebudzenia z nieplanowanej drzemki rozpierdala mi macicę na strzępy i będę durna, jeśli nie wykorzystam okazji. Przynajmniej zaspokoję seksualny głód.
  Odrywam dłonie od imponującego wzwodu, chwytam za dolną część koszulki, a następnie podnoszę ją do góry, aby pozbyć się materiału. Jestem zaskoczona, że Marian bez protestu przeciąga przez głowę polówkę, którą rzucam na blat kuchenny. Wtapiam palce w futerko klatki piersiowej, wędrując paluszkami coraz wyżej aż na tył łepetyny. Na nowo przyciągam sąsiada, zaborczo go całując. Dłonie mężczyzny przemieszczają się z moich pleców na talię, tyłek, biodra i z powrotem aż na kark. Jego dotyk jest łagodny, wręcz namiętny, mój znów mówi „teraz jesteś mój”.
Nagle, ni z pietruszki Marian przerywa pocałunek. Odsuwa się parę centymetrów, aby wziąć moją twarz w dłonie. Spogląda swymi czarnymi oczami, w których dostrzegam roztargnienie oraz walkę z samym z sobą.
– Bejb… – Nabiera powietrza. – Chociaż mam na ciebie niezmierną ochotę... to nie w ten sposób. Nie chcę, żebyś czuła się zobowiązana, zmuszona, czy też pod wpływem presji.  
Kilka razy przetaczam w głowie wypowiedziane zdanie. Unoszę brew do góry, patrząc na dryblasa, jakbym miała przed patrzałami najbrzydszego pokemona.
– Do protokołu. Za mną nie stoją panienki w kolejce i targają sobie kudły o dwadzieścia deko ogórka. Chcesz „wysportowany związek”, aby tuż za rogiem kisić korniszona w innym słoiczku? Niestety, krzywodziobie! Jeżeli zawitałeś u progu mojego gniazdka, twój dzięcioł nie puknie w inną korę. Nie mam zamiaru nabawić się choróbska przenoszonego drogą płciową.
Koleś marszczy czoło. Widocznie nie gra mu ultimatum. W obecnej chwili interesuje mnie to tyle, ile opróżnienie pęcherza moczowego na szczycie Mount Everest.
Jednym słowem „łokieć, pięta – nie ma klienta”.  
  Do oczu cisną się łzy, ale nie ukażę przed gościem tego, co czuję. Za nic w życiu nie przyznam, iż przyciąga mnie w jakiś magiczny sposób, a co gorsza… podkochuję się w sąsiedzie.
  Mięśnie policzkowe Mariana bardzo mocno pracują przez zaciskaną żuchwę.  
Spojrzenie twardnieje, a ciemne ślepia, stają się niemal czarne. „Chyba rozjuszyłam cielęcinę.”.
– W ten sposób mnie spostrzegasz? Jako bzykającego Gucia, który skacze z kwiatka na kwiatek? – pyta grobowym tonem.  
– A nie? Tam, gdzie się tylko pojawisz, to suki dostają cieczki na twój widok! Skąd mam mieć pewność, że po wyjściu z mieszkania nie polecisz zatopić ogona w innej norze? – podnoszę głos.
Maniek robi trzy kroki do przodu, ja do tyłu. Na pupie wyczuwam blat kuchenny. Facet zbliża twarz do mojej.
– Tak, mam za sobą parę związków oraz zerwałem zaręczyny z babskiem, którego nigdy nie powinienem poznać. Od tamtego czasu nie interesowałem się kobietami. Otworzyłem działalność, harowałem jak wół od świtu do zmierzchu, aby wybić się w górę, a także pomóc matce i sfinansować siostrze uniwerek. Nigdy nie miałem w głowie dupczenia wszystkiego, co na trzech na drzewo spierdala. Zmiana nastąpiła, kiedy się tutaj przeprowadziłem i ujrzałem ciebie. Przykułaś moją uwagę oraz sprawiłaś, że po raz pierwszy od ponad czterech lat w klacie zabił gong. Bardzo źle mnie oceniasz. Po raz kolejny. Przykre to strasznie, ale widocznie wolisz wszystkich facetów wrzucać do jednego szamba. Ja taki nie jestem. Otwórz oczy do cholery i przetrzyj gałki. – Marian prostuje się. – Nie tylko ty masz uprzedzenia. Również je posiadam – szepcze zrezygnowany, a następnie wychodzi z kuchni.  
Czyżbym go uraziła? No, ale przecież każdy koleś jest taki sam. Liczy się dla niego seks, rozkazywanie oraz ciulem dyndanie… Echhh...
Stoję jak ta pizda i czekam, kiedy pierdolną drzwi mieszkania.
O dziwo słyszę szczęknięcie klamki okna balkonowego.


34
Marian

  „Szlag! Zabolało…”.
  Stoję oparty o balustradę i resztką sił pohamowuję chęć kopnięcia wiadra z piaskiem. Tylko ja mogłem podarować tak idiotyczny prezent. „Niech ktoś rozsądny wytłumaczy, co we mnie wtedy wstąpiło?”. Nie dość, że mam etykietkę playboya, to na dodatek na jaw wyszło jak marny był mój cały podryw. Smaliłem cholewki, a sprawę z góry przesądzono. „Lepiej machać tasakiem w dyskoncie, niźli z pyrdkiem wychodzić na słońce”.
  Nic nie poradzę, iż czuję się przegrany. Skończony ze mnie „luzer” oraz amator. A miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
  Kręcę głową i wyciągam z kieszeni nieco zmiętoloną paczkę fajek. Odruchowo wyjmuję dwa papierosy, bo wiem, iż jeden z pewnością nie ukoi zszarganych nerwów. Odpalam pierwszego, wciągam mocno dym do płuc. Czekam tak długo, aż zaczyna mi się lekko kręcić w głowie. Potrzebuję zapomnieć o poprzednich dziesięciu minutach. Muszę wyjebać z pamięci te wszystkie gorzkie słowa zapodane przez Kruszonkę. Zresetować dysk, zmienić klimat, przemyśleć wszystko od nowa…
  „Zaraz! Co w takim razie jeszcze tutaj robię?”. Powinienem wyjść od razu, gdy padło ostatnie zdanie. Trzasnąć drzwiami, najebać się z ekipą, może nawet poflirtować z Majką... WRÓĆ! To zbytnie ekstremum, nawet w postaci leku na złamane serce. Poza tym, dbałość paszczura o figurę, za mocno przypomina mi o Zośce. O tym, jak uparcie chciała schudnąć, chociaż mówiłem, iż kocham ją taką jaka jest. Szybko jednak wyszło na jaw, co było powodem zmian…
  NIE! NIE! NIE! I JESZCZE RAZ NIE! Nie chcę tego na nowo rozgrzebywać. „Duzi chłopcy” też mają swoje progi bólu. Kamień nerkowy to to nie jest, ale i tak ciężko usunąć wspomnienia wraz z moczem.
  Jaram już filtr, lecz nie odpalam drugiego szluga. Chowam go z powrotem do kartonika, a następnie kieruję kroki ku drzwiom balkonowym. Wtem na zewnątrz wychodzi czarna, toteż przystaję oraz wkładam dłonie do kieszeni. Z jednej strony chcę wyminąć Lidię i dać sobie z tym wszystkim spokój, z innej zaś… wolałbym nigdy łani nie opuszczać. Tak! Tak właśnie wszyła mi się bździągwa pod skórę. Jest niczym pierdolony Esperal!
  – Poczęstujesz mnie papierosem? – pyta, pędem opuszczając wzrok. Nie mam wystarczająco czasu na wyczytanie z brązowych oczu, w jakim jest nastroju. Ciężko zatem stwierdzić, czy próbuje podtrzymać przyjazną rozmowę, czy też, gdy dostanie fajka wystrzeli mnie z procy, jak pamiętną bombę z serowym zapłonem. Wyciągam jednak L&M-y i podsuwam paczkę pod nosek dziewczyny. Wyjmuje jednego, kiwa głową w stylu „dzięki, ziom”, a ja stwierdzam, iż nic tu po mnie. Omijam więc Kruchą szerokim łukiem, z zamiarem opuszczenia mieszkania, lecz wtem odzywa się ponownie:
  – A zapalniczka?
  Głośno wzdycham, po czym mówię:
  – Zawsze możesz sobie odpalić od palnika na kuchence. – Robię jednak kilka kroków do tyłu oraz podaję dziewczynie ogień. Mimo to, nie sięga po „Zippo”, tylko stoi bez ruchu. Ta sytuacja zaczyna mnie srogo denerwować, zatem otwieram zapalarkę i czekam, aż rozżarzy papierosa. W porywie impulsu zadaję pytanie:
  – Czy mogę jeszcze czymś panience służyć?
  Nie jestem zbyt miły. Wiem o tym. Nie potrafię sobie poradzić z aktualnymi realiami. Jeszcze pół godziny temu wszystko grało oraz buczało, a teraz udajemy nieznajomych. Moje ego zostało urażone i czuję się niczym zbity pies. A wiadomo, iż jeśli ktoś bardzo chce, to zawsze znajdzie kij, żeby zdzielić nim czworonoga.
  – Nie bądź taki. – Pada z ust dziewczyny. Chociaż to irracjonalne, jej wypowiedź działa jak płachta na byka.
  – Jaki? – pytam uparcie, lustrując damską twarz świdrującymi oczyma. – Jaki mam nie być? Niemiły? Wrogi? Oschły? Mam nie burczeć niczym obrażone dziecko? Ale przecież takim właśnie mnie widzisz. Po co coś zmieniać?
  – A jeśli powiem, iż mogę się mylić? – Odwzajemnia spojrzenie. Nie jest zła, ani smutna, tylko tak jakby oczekuje… nie mam pojęcia czego.
  – To będę mocno zdumiony – stwierdzam zgodnie z prawdą. – Nie należysz do osób szybko zmieniających zdanie.
  – Opowiedz mi o niej…
  „ŻE CO, KURWA?”. Teraz jeszcze ma ochotę skazać mnie na tortury?
  – Co to to nie! – wyrzucam speedem. – Nie pozwolę ci się nade mną znęcać.
  – Nie w tym rzecz… – próbuje wyjaśnić, ale pędem przerywam kobiecą wypowiedź.
  – A w czym, do chuja ciężkiego?! – wypalam, przestając panować nad emocjami. – Wylałaś na mnie pomyje, wyciągnęłaś pochopne wnioski, uznałaś za „ruchacza number one” i jeszcze ci mało? Nie czaję twojego toku rozumowania! Jeśli nie powiesz o co biega, to na pewno nic więcej o sobie nie wydukam.
  – Jeśli poznam twoją historię, będę mogła wszystko jakoś poukładać w głowie.
  – A ja to niby królik doświadczalny jestem? Nie pomyślałaś, że rozdrapywanie starych ran nie jest mi wcale na rękę?
  – Mam tego świadomość, okej? – W końcu dziewczyna zaczyna przypominać swoje dawne „ja”. Wzrok jej nieco twardnieje, widać, iż nokautuje własne myśli, jednak nie spuszcza z tonu. – Jeśli mamy być razem w jakikolwiek bliżej nieokreślony sposób, muszę ci zaufać. Poznać przeszłość kochanka. Wiedzieć o tobie więcej niż tylko z własnych obserwacji. To, co się wydarzyło, na pewno odbiło swoje piętno i pewnie dalej siedzi gdzieś głęboko w „Marianowej” duszy. Pozwól mi więc odkryć prawdziwego ciebie.
  „A to ci heca!”. Chociaż było to nieoficjalne, Lidia właśnie przyznała, iż chce być moją partnerką. Kochanką? Nikła nadzieja zaczyna kiełkować w serduchu, ale wiem, że opisanie fiaska z Zofią w roli głównej, nie będzie czymś łatwym oraz przyjemnym. Postanawiam jednak wypluć wszystko, jak najszybciej, aby mieć to z bani.
  – Powiem pod dwoma warunkami – mówię, wracając na miejsce przy balustradzie.
  – Jakimi? – dopytuje kobietka, a ja biorę kolejny głęboki wdech.
  – Po pierwsze, nie przerywasz mi oraz o nic nie dopytujesz, a po drugie, powiem to tylko ten jeden, jedyny raz i nigdy więcej do tego nie powrócimy. Zgoda?
  – Dobrze. – Przytakuje polubownie. – Obiecuję, iż o nic nie zapytam. Kiedy już skończysz mówić, uznam, że tej rozmowy nie było.
  Uśmiecham się lekko, widząc determinację wymalowaną na kobiecej twarzyczce. Doskonale wiem, iż nie będzie jej łatwo trzymać języczka za bielutkimi ząbkami, ale umowa jest umową, nawet gdy tylko słowną. Wyjmuję kolejnego papierosa. „Jednak, brachu będziesz mi potrzebny”. Odpalam fajka i zaczynam opowiadać:
  – Po zrobieniu tytułu Inżyniera, poszedłem pracować w popularnej firmie budowlanej. Wiele się tam nauczyłem oraz poznałem ziomków z mojej bieżącej ekipy. Już na dzień dobry wpadła mi w oko młodziutka księgowa. Lekko „puciata”, z ładnym biustem i nie najgorszymi nogami. Przede wszystkim miała jednak „gadane”. Jakoś tak wyszło, iż po pół roku zostaliśmy parą, a po niecałych trzech latach zaczęliśmy planować nasz ślub. Żeby uzbierać na kupno własnego gniazdka bardzo dużo pracowałem i czasami całowałem ją jedynie przelotem, pomiędzy kolejnymi zleceniami. Mówiła, iż rozumie, docenia, a wręcz zagrzewała mnie do walki, gdy padałem na ryj. Sama zresztą też zostawała po godzinach, zgarniając dodatkową kasę. Wszystko było super, już prawie widziałem światełko w tunelu, a wtedy… – Wiem, iż miałem nie stopować oraz lecieć jak z katarynki, ale ból w piersi nieznośnie rozsadza klatkę, gdy przywołuję obraz tamtej sceny. Jednak, skoro powiedziałem „A”, trzeba także jebnąć „B”.
  – Pewnego dnia na robocie zabrakło nam kołków rozporowych – ciągnę dalej. – Był to piątek wieczór, małe sklepiki dawno zostały zamknięte, a skok do najbliższego marketu odpadał, bo akurat trwała w nim przebudowa. Wybrano mnie na „ochotnika”, bym pojechał do zakładu i wziął potrzebne szpargały z magazynku. No, ale jak się zapewne domyślasz wszystko wypadło mi z rąk, kiedy wracając do auta zobaczyłem, że szefuńcio posuwa Zośkę na biurku w swoim gabinecie. Wówczas zrozumiałem, po co chciała być bardziej fit. Boss lubił bowiem suche cizie. Zmasakrowałem mu cały ryj, a ją zwyzywałem od szmat. Musiałem potem chujowi wypłacić spore odszkodowanie, ale nie żałuję ani jednego ciosu, czy powybijanych kostek. Gdy chłopaki dowiedzieli się, co zaszło, jak jeden mąż rzucili papierami. Byliśmy na umowach śmieciowych, toteż każdy odszedł z pracy praktycznie z dnia na dzień. Ich lojalność zrobiła na mnie ogromne wrażenie, zatem kierowany złością postanowiłem zrobić jebańcowi konkurencję. Resztę już jako tako znasz. Wszyscy ciężko pracowaliśmy, aby zaistnieć na rynku. Udało się nam tylko dzięki uporowi i konsekwencji. Doprowadziliśmy do tego, iż nasza dawna firma zniknęła z Google Maps. Fiut zmienił podobno branżę, a Zośka ponoć wyjechała z kraju. Jeśli zaś chodzi o mieszkanie, jeszcze go nie wykupiłem, ale taki mam zamiar. Dlatego nie pozwalam sobie na inwestowanie w drogie sprzęty. Nadal odkładam kasę. Trochę mamony, co prawda przelewam co miesiąc matuli oraz siorce, ale cel został już prawie osiągnięty. Nie jestem zatem totalnym „skrobidupkiem”, chociaż potrafię nieźle zarządzać finansami. Chłopaki nie mają więc u mnie źle. Doceniam ludzką szczerość, ciężką pracę i oddanie. Po tym kłamliwym babsztylu miałem spory niesmak, jednak jeśli chodzi o ciebie, postanowiłem zaryzykować. Chyba zatem rozumiesz, dlaczego poczułem się urażony twoimi oska…
  – Przepraszam.
  A MIAŁA MI PLECIUGA NIE PRZERYWAĆ!

Od Autorek

Wnet rzucono gorzkie słowa, no i bitwa jest gotowa.
Czym tę kłótnię Wam osłodzić?
Może by ich tak pogodzić?
Jaki będzie obrót sprawy?
Niech da łapkę, kto ciekawy!
Pozdrawiamy! :)
KociHopeCoop.

KociHopeCoop

opublikowała opowiadanie w kategorii komedia i erotyczne, użyła 2735 słów i 16351 znaków, zaktualizowała 4 sie o 20:21.

3 komentarze

 
  • Mirka

    Widzę, że nie są Wam obce przeżycia i dylematy ludzi obu płci "po przejściach". Mam nadzieję, że tak jak to bywa w życiu, także tych dwoje połączy nie tylko seks i fizyczna bliskość, ale głębokie i trwałe uczucie.
    Piękny i dający do myślenia odcinek. Wzruszyłam się, dziękuję.

  • KociHopeCoop

    @Mirka, życie to nie tylko radość, śmiech i sfera seksualna. Nie ma związków idealnych. Nieporozumienia to naturalna kolej rzeczy. Ważne jednak, by ze sobą rozmawiać. Wszystko można wytłumaczyć, zwłaszcza gdy obu stronom zależy na relacji (jak widać w załączonej historii). ;) Dziękujemy za przeczytanie i miło nam niezmiernie, że się podobało.

  • wiliino

    Piękny obrót sprawy. Teraz nic tylko opowieść Lidii ;)

  • KociHopeCoop

    @wiliino, zawsze nasz odcinek składa się z dwóch części. Lidia będzie zatem miała swoje pięć minut. Jednakże Marianello również... dołoży do pieca ;) Pozdrawiamy i zapraszamy do czytania kolejnych rozdziałów.

  • Wili

    Jak dla mnie ... jeden rozdział tej historii w tygodniu... to o wiele za mało ;D

  • KociHopeCoop

    @Wili, miło cię gościć w naszych progach. Cieszymy się, że dajemy radę wprowadzić niedosyt. Jesteśmy gotowe z udostępnieniem raz na pięć dni. Zatem... do "przeczytania" w niedzielę:). Pozdrawiamy serdecznie!