„Co to to nie!” – część 19 i 20

by Koci & Hope
Uwaga! Czytasz na własną odpowiedzialność:)

19
Lidia

  Kierowana przez Mariana do jego rezydencji, ciągle nie mogę uwierzyć w to, co się stało. W życiu bym nie myślała, że moje trzydzieste urodziny będą pełne wspaniałych niespodzianek!  
   Całe szczęście nic z mieszkania nie zginęło, ale nie rozumiem jednego. Kto, a w szczególności, po jakie licho miałby mi się wpieprzyć na chatę? Przecież nie posiadam niczego nadzwyczajnego, a tym bardziej cennego.  
– Może powinnam zadzwonić na policję? – pytam na autopilocie.
   Jestem wdzięczna Cybuli za szybką reakcję, bo osobiście nie wiem co robić, gdzie się podziać. Cholerna pustka w dyni. Mam przy sobie tylko najpotrzebniejsze rzeczy, które w locie wrzuciłam do szmacianej torby.
– Tak też zrobimy, tylko najpierw obczaimy nagranie, żeby mieć dowody. Może uda się zdemaskować włamywacza – oznajmia, otwierając drzwi do twierdzy. Ściągam w korytarzu buty, a facet podaje mi papcie, które ubieram na stopy.
– Klapnij na dupencję, boś blada jak wapno. – Ciągnie za rękę w stronę szarego tapczanu, jakbym była kukiełką, a następnie wręcza torebkę z prezentem i odkłada ciasto na kuchennym blacie.
– Odpakuj niespodziankę. Ja w międzyczasie zsynchronizuję urządzenia. – Jakoś nie mam ochoty na kolejny surprise, więc odkładam podarunek na bok.
Marian zasiada z laptopem na kanapie obok mnie, odpalając sprzęt. Nagle przypominam sobie, o co chciałam zapytać majstra „Pompkę”.
– Czemu ciągle mnie prześladujesz i skąd wiesz, kiedy obchodzę urodziny? Zaczynam się ciebie bać. Może to ty węszyłeś? – przyznaję szczerze. Chłop automatycznie podnosi wzrok.  
– Kruszonko, nie jestem taki groźny, na jakiego wyglądam. Jedynie dbam o sąsiadkę, na której zawiesiłem oczyska w dniu przeprowadzki. Datę urodzin znam z „dumna_panna@”. Zapomniałaś zmaksymalizować obraz, więc wszystko podałaś na tacy. Muszę przyznać, zadbałaś o duże kino, aż dziwota, że facetowi kupra nie rozsadziło – mówi z uśmiechem na ustach. – Teraz zobaczmy, co się działo podczas twojej nieobecności.  
Gołodupiec włącza play. Na ekranie widoczny jest salon oraz lecący w telewizji pornus. Powoli przewija filmik, aż nagle pojawia się czyjaś sylwetka. Zdecydowanie męska, która kręci się po pokoju. Chwilę później TV zostaje wyłączony.
– To jest ten moment, kiedy się przebudziłam, bo coś spadło na ziemię – komentuję. – Przecież to bez sensu. Widział, że śpię na kanapie i mógł… – Tak jakbym została pierdolnięta ciężkim metalem w łeb, dociera do mnie jedna rzecz. Chwytam Mariana za ramię. Patrzymy sobie w oczy.
– Mógł śmiało zaatakować – wypowiadamy jednocześnie.
   Ja pierdolę! Aż słabo mi się robi na myśl, że mogłabym teraz leżeć w kostnicy z podciętym gardłem. Zawartość żołądka podchodzi do krtani. Przerażona, wkładam głowę w dłonie, aby zwalczyć nie tylko wymioty, ale też przełknąć nowe informacje.
   – Nie musisz oglądać całości. Spokojnie. Pełen relaksik. – Sąsiad głaszcze mnie po plecach. – Tak jest dobrze, maleńka.
   Jego ciepły dotyk rozlewa się po całym ciele, co sprawia, że przestaję być spięta. Nareszcie mogę wypuścić z płuc tak długo wstrzymywane powietrze. Jeszcze chwilę i zacznę mruczeć jak rasowy gepard.
– Lidziu. Znasz tego gościa? – pyta Marian, nie przestając gładzić grzbietu „Miau. Rób tak jeszcze, bo mam dreszcze. Miau.”. Unoszę spojrzenie na monitor.
„A to chuj jeden! Co to to nie!”  
Wchodzi we mnie życie. Podrywam się na równe nogi, w poszukiwaniu telefonu.
– Zapisz film. Dzwoń po gliny – krzyczę, kopiąc w torebce. Nie sądziłam, że to gówno, będzie w stanie posunąć się tak daleko. Stanowczo przegiął pałę!
W końcu wygrzebuję samsunga, a po sekundzie łączę się z kretynem. Po trzech sygnałach w aparacie słyszę pijany bełkot.
– Ty skurwielu! Mam cię ciulu! Już się postaram, żebyś odsiedział odpowiednią karę! – krzyczę, po czym napierdalam palcem w czerwoną słuchawkę.
– Znasz go? – docieka Cybula.  
– Tak! To mój wiecznie najebany ex, który właśnie sobie nagrabił! Wielokrotnie miał przypał z prawem! – wołam zdenerwowana.
Marian bierze mnie w ramiona, przytula mocno i całuje z czułością w czoło.
– Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz, Lidziu – zapewnia, szepcząc do ucha.
   Niespełna pół godziny później składam funkcjonariuszowi zeznania. Maniek przekazuje nagranie z włamaniem oraz wykonywane są zdjęcia dowodowe zniszczeń. Oczywiście zamieszanie w bloku przyciągnęło gapiów, lecz szybko zostali wysłani do swoich mieszkań.  
   Po prawie dwóch godzinach z wieścią, że sprawca został uchwycony, opadam wypompowana z sił na „gołodupskiej” kanapie. Zamykam oczy, głęboko wzdycham. Pieprzony dzień!
– Sto lat. Sto lat. Niech żyje, żyje nam… – Słyszę za sobą zniżony głos sąsiada. Spoglądam w jego stronę, a on trzyma w dłoni „rozjechane” ciasto, na którym płonie cienka świeczka.  
Ta absurdalna sytuacja powoduje, że wybucham beztroskim śmiechem.
„A może jeszcze nic straconego?’.


20
Marian

  Fałszując ostatnie „NIECH ŻYJE NAM!”, wyginam paszczękę jak głupi do sera, bujając dupskiem w rytm śpiewu. Lidia brechta się już na całego, a z kącików brązowych oczu leci istna Niagara. Kobitka niemalże spada z kanapy, rozmazując make-up wierzchem dłoni. Jest słodka, beztroska i niczym nieskrępowana. Długo czekałem, żeby ujrzeć coś tak szczerego oraz swojskiego. W końcu zdobywa się na moment powagi. Właśnie wtedy, gdy podstawiam tortową paciaję, prosto pod damski noseczek.
   – To teraz życzenie i dmuchaj – mówię, patrząc w brązowe oczy, oświetlone jedynie świeczką oraz łuną żarówki z zapalonego okapu. Widzę, że ma ochotę rzucić coś niestosownego, ale szybko wypowiada słowa, których w życiu bym się po niej nie spodziewał:
   – „Przyjemna niespodzianka” – cytuje i częstuje „mła” szerokim uśmiechem, po czym bez zawahania nabiera powietrza i szybko zdmuchuje płomień.
   – No nareszcie – stwierdzam, odwzajemniając wyszczerz. – Już myślałem, że przepadł na dobre.
   – Ale co? – pyta, biorąc na opuszek trochę śmietano-budyniu. Z rosnącym podnieceniem obserwuję, jak wkłada palec do ust i zlizuje wszystko do czysta. Widok ten sprawia, że niemal zapominam o zadanym question.
   – Twój uśmiech – odpowiadam zdecydowanie zbyt ochryple, łapiąc dziewuchę za rękę, gdy ta chce powtórzyć proceder. Wydaje jęk dezaprobaty, więc szybko dopowiadam. – Mam sztućce oraz talerzyki. Nie jestem aż takim zacofańcem.
   – Kiedy tak lepiej smakuje… – dąsa się, ale posłusznie siada na kanapie z przekazaną jej przez mnie paterą. Mrucząc pod nosem „w to akurat nie wątpię”, idę pospiesznie do aneksu i wyciągam deserówki oraz małe łyżeczki. Gdy się jednak odwracam, dosłownie wszystko staje mi dęba, bo Lidka jest już w trakcie wygrzebywania malin spomiędzy biszkoptów. Chwytam więc kilka listków ręcznika papierowego i z głośnym „oł-noł-noł” próbuję odebrać dziubaskowi ciastunio.
   – Jest moje – odsuwa się dalej, przygarniając wypiek do siebie. Wyczuwam, w tym nikłą szansę na zbliżenie, toteż wstaję, odstawiam szpargały na nocny stolik i siadam niebezpiecznie blisko dziewuszki. W odpowiedzi nabiera jeszcze więcej mamałygi na rękę i wpycha do szeroko otwartych ust. Nie radzi sobie jednak z taką ilością, przez co nieco malinowego soczku zaczyna wypływać z niedomkniętych od zacieszu warg. Wówczas podnoszę rękę z ręcznikiem i pędem ścieram strużkę, na co Lidzia robi mi ciast-plast talerzem w ryło...
   Przez moment nic nie widzę, jedynie czuję, że w końcu odsuwa paterę, wyrywając zmiętolony papier z mojej opuszczonej dłoni. Niewiele myśląc podnoszę ręce i palcami oczyszczam oczodoły. Z trudem otwieram ślepia, tylko po to, by zlokalizować zdobycz. Siedzi uchachana w kącie sofy i czeka na reakcję przeciwnika. Nie jestem jednak w stanie wykonać najmniejszego ruchu, ponieważ szybko odstawia tort na podłogę i chwyta mnie za nadgarstki, po czym bez słowa zaczyna zlizywać pozostały ciasto-miks…
   Zawieszka trwa zaledwie nanosekundę. Następnie „oczyszczoną” dłonią chwytam dziewczynę za tył szyi i przyciągam mocno do siebie. Nasze twarze są o milimetry, oczy spotykają się na jednej wysokości, a oddechy zaczynają tworzyć jeden wspólny. Dzisiaj nie będę prosił, rozmyślał i zwlekał. Sama mnie przecież sprowokowała.
   Mija uno momentiko i już pochylam głowę, wtulając umorusaną facjatę pomiędzy odsłonięty dekolt. Z lubością rozsmarowuję krem niczym masełko na maślanych bułeczkach.
   – Ach, te słodkie ciepełko – mruczę i zaczynam przesuwać językiem wzdłuż rowka. Chwilę później kobiece paluszki dotykają skóry na karku. Wtedy powraca myśl rodem z kryminałów – a co, jeśli mnie udusi, albo jak kurwie łeb urwie?
   – Naprawdę myślisz, iż tak szybko pozwolę ci popielić w doniczkach?
   „Ha! Wiedziałem, że łatwo nie odpuścisz, Kruszonko”.

KociHopeCoop

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użyła 1521 słów i 9259 znaków, zaktualizowała 25 cze o 21:20.

4 komentarze

 
  • shakadap

    Brawo!
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • KociHopeCoop

    @shakadap, bardzo dziękujemy i również pozdrawiamy :)

  • Mirka

    Wasza spółka (KociHopeCoop) każdym odcinkiem zasługuje na najwyższą ocenę i uznanie.  
    Takie perełki językowe, skrzący się bez przerwy humor i niepowtarzalny styl aż proszą się, aby to opowiadanie (i inne jednej z Autorek) mogło poznać jeszcze szersze grono czytelników, nie tylko na tym forum.
    Szczere gratulacje od zachwyconej czytelniczki.   :bravo:

  • KociHopeCoop

    @Mirka, dziękujemy bardzo. Szkoda, że na razie tylko jedna z nas na to zasługuje ;) Druga musi sie zatem bardziej nagimnastykować o uznanie audytorium. Dziękujemy więc za zagrzewanie do walki i pozdrawiamy!

  • Mirka

    @KociHopeCoop  Nie zgadzam się z takim stanowiskiem. Podejrzewam, że w tym opowiadaniu jedna z Was "robi" za chłopaka, a druga za dziewczynę. Tak więc splendor spływa po równo na obie Autorki.
    A to, że wyraźnie widać styl wcześniejszego, dwutomowego opowiadania AHopeS, to całkiem inna sprawa. I nie ma to żadnego wpływu na wysoką ocenę talentu Was obu.    :smile:

  • papcio

    Jesteście wielcy, razem i osobno.

  • KociHopeCoop

    @papcio, wielcy, to jesteście wy – nasi czytelnicy za motywację, jaką nam dajciecie:) A my, to tylko dwie kobitki, które jaja mają jedynie... do pisania :D. Pozdrawiamy!

  • Gaba

    Naprawdę baaardzo dooobry odcinek. I dopracowany. Oby tak dalej.

  • KociHopeCoop

    @Gaba, mówią, że nauka czyni mistrza. Dziękujemy bardzo. Pozdrawiamy.

  • Gaba

    @KociHopeCoop nie ma za co dziękować. Ja to tak widzę. I już.
    Pozdrawiam Was